prokotek
03.08.07, 23:14
Co sadzicie o takiej sytuacji:
Kolega, ktory mieszka w innym miescie (odleglosc ok. 200 km) przyjezdza do
mnie, bo akurat sie okazalo, ze ktos wczesniej umowiony nie moze ze mna isc na
impreze rodzinna. Nie dosc, ze przyjezdza (i wstaje na 4 rano na pociag) to
jeszcze pozniej jedziemy razem w moje rodzinne strony oddalone o drugie tyle,
co jego miasto. A proponuje to wszystko jakby z biegu, zaraz po tym, jak mu
opowiadam, ze tamten kolega nie moze ze mna jechac, wcale go o to nie proszac,
na drugi dzien juz tu jest.
Myslicie, ze po prostu mojemu pomocnemu koledze sie nudzi, ma wolny weekend i
przy okazji chce mi pomoc, czy chce i liczy na cos wiecej?