Żona psycholog

08.08.07, 21:40
Mam problem. To coś więcej niż zwykłe egzystencjonalne zmartwienie. Otóż moja
żona zmienia kierunek studiów. Postanowiła, że będzie psychologiem. I to mnie
bardzo deprymuje. Bo będę żył pod jednym dachem z osobą, która z powodu swojej
profesji, że się tak wyrażę, będzie obserwowała bliźniego czujnym okiem. Mam
wątpliwości, czy w tym zawodzie można rozgraniczyć życie prywatne od
zawodowego. Sądzę, że po jakimś czasie psycholog zaczyna spoglądać na każdego
jak na potencjalnego pacjenta. Mam też przeczucia, że kiedyś usłyszę na
przykład pytanie: "czy zawsze w ten sposób trzymasz szczoteczkę do zębów?", a
potem się będę trwożliwie głowił, dlaczego zadała mi to pytanie. Czy coś już
wie, czego ja jeszcze nie wiem? Czy mogę się
jakoś przygotować do roli małżonka psychologa? Bo chyba głupio byłoby się bać
swojej żony.
    • synvilla Re: Moj facet jest psychiatra! 08.08.07, 21:47
      Bardzo go kocham. Uwazam ze to najwspanialszy czlowiek pod sloncem.
      Choc tez ma czasami kiepsko ze zdrowiem.:=))))Choc ostatnio rzadko.
      Mam naprawde o czym z nim porozmawiac. Nie mysle aby zawod nad nim
      bral gore i na ludzi wokol patrzal jak na potencjalnych pacjentow.
      To jest kwestia wprawy i przyzwyczajenia sie do zawodu.
      Ciesz sie ze wybiera taki kierunek to dosc rozwijajacy i ciekawy.
      Choc sama przyznam ze nie chcialabym byc ani psychologiem ani
      psychiatra.
      • ratonsitoblanco Re: Moj facet jest psychiatra! 08.08.07, 21:58
        Może Tobie było łatwiej, bo (zakładam) poznaliście się, gdy twój mąż już był
        psychiatrą albo przynajmniej studiował ten kierunek. Więc dla Ciebie to było coś
        zwykłego od samego początku. Zupełnie inaczej jest, gdy dopiero po kilku latach
        małżeństwa żona decyduje się nagle na wybór takiej profesji. Owszem, nie
        przeczę, jest to ciekawe zajęcie, ale też wzbudza strach.
        • synvilla Re: Moj facet jest psychiatra! 08.08.07, 22:04
          Nic sie nie martw. To bedzie ten sam czlowiek jakiego poznales
          przed laty.:=))
          Psycholodzy czy psychiatrzy to ludzie, ktorzy tez maja swoje
          nierozwiazane problemy, jedynie z ta roznica, ze biora je na
          spokojnie.
          • ratonsitoblanco Re: Moj facet jest psychiatra! 08.08.07, 22:28
            Wiem, że strach przed psychiatrami jest nieracjonalny, nawet jeśli ktoś ma
            uzasadnione powodu do szczerej rozmowy ze specjalistą. U mnie ten strach może
            mieć korzenie w dzieciństwie. W tamtych czasach ludzie traktowali psychiatrów
            jak szamanów, z którymi lepiej nie zadzierać.
            Inna kwestia, czy wskutek nabytej wiedzy żona "nie przejrzy" na oczy. Czy po
            prostu nie doświadczy czegoś takiego jak człowiek, który w pośpiechu kupił w
            delikatesach niby puszkę ze sardynkami, a potem w domu, gdy na spokojnie
            przeczytał opakowanie, odkrył, że nabył mało apetyczne małże?
            • synvilla Re: Moj facet jest psychiatra! 08.08.07, 22:41
              Czy mi sie nie wydaje, ale w Tobie odzywa sie strach o wasze
              wspolne losy. Aby w ogole moc w tym zawodzie, czy innym zawodzie
              zwiazanym, ze sluzba -ludziom w potrzebie- pracowac, potrzeba miec
              ogromny dystans pomiedzy wiedza nabyta, a soba samym i swoimi
              uczuciami.


              Ludzie, ktorzy studiuja psychologie np. w Szwecji maja co
              tygodniowe "terapie" z innym psychologiem chodzac na te konsultacje
              poznaja siebie samych, kim sa, swoje przezyte dziecinstwo- robia
              porzatki, co ich naprawde skierowalo na psychologie.Zaczynaja od
              pracy nad soba. Dokladnej analizy siebie samego. Jezeli psycholog
              nie potrafi uporzadkowac swojego zycia wewnetrznego i emocjonalnego
              nie bedzie dobrym psychologiem.

              W ogole osoby studiujace psychologie powinny miec bardzo wysoki
              wspolczynnik "S" czyli socjalny.


              Zona dopiero co zmienial kierunek, jeszcze nie wiadomo czy to jest
              to, moze nie jest. Wiec nie martw sie na zapas.
              • ratonsitoblanco Re: Moj facet jest psychiatra! 08.08.07, 22:58
                "Czy mi sie nie wydaje, ale w Tobie odzywa sie strach o wasze wspolne losy".

                Tego się raczej nie obawiam. Wiem, że to zabrzmi bardzo głupio, ale sądzę, jak
                żona napatrzy się na różne przypadki, to może odetchnie z ulgą i pomyśli sobie,
                że nie trafiła najgorzej z doborem męża. Tak więc widzę też plusy tej profesji.
                Ale powiem szczerze, wolałbym mieć w domu na przykład chiropraktyka niż psychologa.

                "Zona dopiero co zmienial kierunek, jeszcze nie wiadomo czy to jest to, moze nie
                jest. Wiec nie martw sie na zapas".

                To już chyba jest przesądzona sprawa.
    • nina9999999 Re: Żona psycholog 08.08.07, 22:17
      psycholog tyż człowiek :)
    • jan_stereo Re: Żona psycholog 08.08.07, 22:47
      Twoja zona jakby sie nadawal na psychologa (to w duzej mierze naturalny zmysl obserwacji psychiki ludzkiej) to juz dawno bys o tym wiedziel, bo miala by Cie rozpracowanego do konca tak,ze bys mogl nawet w tylku z ta szczoteczka paradowac bez przejmowania sie tym.
      Widac jest inaczej i bardzo prawdopodobne, ze bedzie Ci przytruwala jakimis banalami z podrecznikow szkolnych, i nie masz tu sie kompletnie co jej bac,a raczej cwiczyc wlasna wyrozumialosc na taka jej naiwnosc psychologiczna.
      Slepy bowiem i przez lornetke niczego nie zobaczy.
      • synvilla Re: Żona psycholog 08.08.07, 23:03
        Janko, skad Ty to wszystko wiesz:=))))))
      • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 08.08.07, 23:09
        "Twoja zona jakby sie nadawal na psychologa (to w duzej mierze naturalny zmysl
        obserwacji psychiki ludzkiej) to juz dawno bys o tym wiedziel, bo miala by Cie r
        ozpracowanego do konca tak,ze bys mogl nawet w tylku z ta szczoteczka paradowac
        bez przejmowania sie tym".

        Jeśli chodziłbym z tą szczoteczką w tyłku ze względów higienicznych, to pewnie
        by jej to nie przeszkadzało. Ale w innym przypadku zostałbym wysłany na terapię
        do seksuologa, i ta decyzja raczej nie miałby związku z jej predyspozycjami do
        psychologii. A czy żona się nadaje na psychologa - tego nie wiem. Bazując na
        zmyśle obserwacji, nic dotychczas złowieszczego nie odkryła. Tak mi się
        przynajmniej wydaje. Jeśli jestem zdrowy psychicznie, to się więc wykazała
        talentem. A jeśli zaś przeoczyła coś istotnego, to fakt, żadne książki jej nie
        pomogą.
    • sbelatka Re: Żona psycholog 08.08.07, 23:15
      nie pzrejmuj sie,

      wielu psychologów zatrzymuje sie na poziomie diagnozy poziomu
      intelektualnego za pomoca wystandaryzowanych testów

      o bliźnich wiedzą niewiele...

      a jesli będzie sie naprawde rowijała - to może to Wam tylko wyjśc na
      dobre
      oczywiście pod warunkiem, że tez zechcesz sie - pozazawodowo -
      dowiedziec czegos o sobie, nauczyć wyrażac emocje i takie tam

      poki co - spoko!
    • fale_morskie Re: Żona psycholog 09.08.07, 05:34
      Wszystko zależy od jej inteligencji życiowej. Jeżeli jest kiepsko,
      to nie skończy się na szczoteczce, ale i na stwierdzeniach, że
      wyszła za Ciebie z powodu szalejących hormonów i po to, aby narobić
      dzieciaków, bo tak biologia każe. A, jeśli Ci się to nie podoba, to
      znaczy, że jesteś słaby psychicznie i odrealniony od rzeczywistości;)
      A, w przypadku, jeśli żona jest mądra i empatyczna - studia pozwolą
      jej bardziej zrozumieć ludzką psychikę, co postara się dobrze
      wykorzystać.
      Rzeczywiście, może dokładnie obserwować wszystkich wookół - Ciebie
      też. Ale, to świadczy o tym, że ją interesujesz:)
      • jasminowo Re: Żona psycholog 09.08.07, 09:34
        Po pierwsze przez pierwsze lata nie masz co się martwić bo będą ją
        uczyć rzeczy technicznych w stylu - gdzie się znajdują nerwy
        wstępujące, albo za co odpowiada ośrodek Wernickiego w mózgu. Nie
        sądzę, żeby zrobiła Ci trepanację, żeby to sprawdzić ;-)
        A poważnie - na początku nie ma zbyt wielu przedmiotów typowo
        terapeutycznych, że tak je nazwę. Faktycznie te studia powodują, że
        niejako otwierają się oczy na wiele spraw. Jednak uważam, że jeżeli
        Wasz związek jest w tej chwili stabilny to nie ma się czego obawiać.
        Myślę, że o tych niepokojach powinieneś porozmawiać z nią. A co do
        predyzpozycji - specjalizacji w psychologii jest niemało i inne
        cechy powinien przejawiać ktoś kto opiekuje się schizofrenikami a
        inne ten, który pracuje jako trener w jakiejś korporacji.
        Porozmawiaj z nią o tym po prostu.
    • asidoo Re: Żona psycholog 09.08.07, 10:57
      Chyba nie wolałbyś policjantki?
    • aurelia_aurita Re: Żona psycholog 09.08.07, 15:41
      stereotypy.
    • 13kotek13 Re: Żona psycholog 09.08.07, 15:46
      Powiedz jej wprost o swoich obawach.
    • koala_tralalala Re: Żona psycholog 09.08.07, 15:59
      Spokojnie! Nawet jesli Ciebie poobserwuje, to i tak szybko sie
      znudzi badaniem jednego "materialu" i przeniesie na nowe. Poza tym,
      przydadza sie wam jej umiejetnosci (w wychowywaniu dzieci,
      rozwiazywaniu problemow).
      • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 09.08.07, 17:50
        "Powiedz jej wprost o swoich obawach".

        I co? Wyjdę na idiotę, na zakompleksionego samca, który najchętniej by zniewolił
        żonę w kuchni? Który nie może się pogodzić z kobiecymi aspiracjami
        intelektualnymi (tak mnie podsumowała pewna feministka, może z zemsty, bo kiedyś
        chwaliłem przy niej feministyczną ideę publicznego palenia biustonoszy). Zresztą
        jak ja miałbym wyrazić swoje obawy? "Wiesz, boję się, że pewnego dnia mnie
        zdiagnozujesz. W ogóle boję się, że kiedyś na dobranoc przywalisz mi jakąś
        fachową łacińską nazwą". No nie wyobrażam sobie takiej rozmowy. Ludzie, to
        byłoby bardziej krępujące niż gdybym musiał rozmawiać z nią o swoich problemach
        z erekcją. Z boku to się wydaje proste i łatwe, ale jak samego człowieka to
        dotyka, to już sprawa się komplikuje.
        • jasminowo Re: Żona psycholog 09.08.07, 20:02
          Wolisz się zagryzać? Wyjdziesz na idiotę, zakompleksionego samca?
          Takie masz zdanie o niej, że tak jest w stanie o Tobie pomyślec?
          Chciałbys ją zniewoliś w kuchni czy tylko boisz się że tak o Tobie
          pomyśli? Masz prawo się bać róznych rzeczy, niezależnie czy Twój lęk
          jest racjonalny czy nie. Prawdę mówiąc to nie najlepiej, że boisz
          się z nią rozmawiać o tym co czujesz. I prawdę mówiąc gdyby się
          zdarzyło, że miałbyś kłopoty z erekcją rozmowa z żoną jest dla mnie
          czymś normalnym, oczywistym. Nie kwestionuję, że łatwym ale tak
          powinno być. Niestety działają stereotypy, niewiedza, brak
          otwartości. A szkoda... Ja rozumiem, że to dla Ciebie trudne, ale po
          pierwsze poczekaj - ona dopiero zaczyna te studia, może Twoje lęki
          same się rozwieją albo pracuj nad otwartością. Trzymam kciuki.
          • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 10.08.07, 17:22
            "Prawdę mówiąc to nie najlepiej, że boisz się z nią rozmawiać o tym co czujesz.
            I prawdę mówiąc gdyby się zdarzyło, że miałbyś kłopoty z erekcją rozmowa z żoną
            jest dla mnie czymś normalnym, oczywistym".

            Czy rzeczywiście masz rację? Kłopoty z erekcją można rozwiązać za pomocą środków
            farmakologicznych. Niestety są liczne skutki uboczne. Nie tylko te szumnie
            odnotowane w reklamie ("jeśli twoja erekcja trwa dłużej niż cztery godziny,
            dzwoń do lekarza"). Ale przede wszystkim te zaznaczone gdzieś w rogu ekranu
            małymi literami: zawał, wylew, bezsenność, nudności. Mam nadzieję, że nie
            posądzicie mnie o męską megalomanię, gdy powiem, że mężczyzna zażywa viagrę nie
            tylko dla własnej przyjemności, ale także dla zapewnienia kobiecie odpowiedniej
            higieny psychicznej. Więc można powiedzieć, że w tym przypadku mężczyzna
            ryzykuje dla partnerki zdrowiem, a może nawet i życiem. I co? Miałby trąbić o
            swoim poświęceniu? Nie sądzę. Bo jak by się partnerka czuła? Możliwe, że z
            początku byłaby mile połechatana faktem, że jej ukochany gotów jest poświęcić
            dla niej życie. Ale, nie okłamujmy się, z czasem ta wiedza byłaby zbyt wielkim
            brzemieniem i kobieta czułaby się egoistką. Więc mężczyzna biorący viagrę raczej
            powinien zachować milczenie.
            Podobnie jest w przypadku przyszłej profesji mojej żony. Nie mogę jej
            powiedzieć, ile mnie to będzie kosztować (miejmy nadzieję, że niewiele). Bo może
            poczułaby się źle i zrezygnowała z kariery psychologa. I jak ja bym się wtedy
            czuł? Jak skończony gnojek. Uważam, że w każdej epoce mężczyzna musi inaczej
            udowodnić swoje bohaterstwo. Kiedyś czynił to na polu bitwy, a teraz może się
            nim wykazać, gdy w milczeniu akceptuje karierę zawodową żony. Takie jest teraz
            życie. Trzeba się z tym pogodzić.
            • jasminowo Re: Żona psycholog 10.08.07, 17:50

              ratonsitoblanco napisał:

              >> Czy rzeczywiście masz rację? Kłopoty z erekcją można rozwiązać za
              pomocą środkó
              > w
              > farmakologicznych. Niestety są liczne skutki uboczne. Nie tylko te
              szumnie
              > odnotowane w reklamie ("jeśli twoja erekcja trwa dłużej niż cztery
              godziny,
              > dzwoń do lekarza"). Ale przede wszystkim te zaznaczone gdzieś w
              rogu ekranu
              > małymi literami: zawał, wylew, bezsenność, nudności. Mam nadzieję,
              że nie
              > posądzicie mnie o męską megalomanię, gdy powiem, że mężczyzna
              zażywa viagrę nie
              > tylko dla własnej przyjemności, ale także dla zapewnienia kobiecie
              odpowiedniej
              > higieny psychicznej.

              Nie mogę polemizować z Tobą ponieważ się zgadzam, ale... jak
              wszystko ten medal ma inne strony - kłopotów z erekcją nie
              rozwiązuje się tylko przy pomocy Viagry. Pomijając fakt, że są i
              inne środki (ten jest po prostu najbardziej okrzyczany) można sobie
              z nią radzić innymi metodami. Masz rację, że czasem chodzi o
              zadbanie o partnerkę kosztem siebie. Czasem jednak chodzi też o
              męską dumę (nie krytykuję jej), która bywa zwiazana ze zdolnością do
              pełnego stosunku. A przecież seks nie kończy się tylko na tym. Ale
              jak w wielu innych przypadkach i tu potrzebne są kompromisy.
              Przecież nie dla każdej kobiety stosunek jest najważniejszy. Tak czy
              siak ktoś się poswięca częściej lub rzadziej. Bardzo to rycerskie,
              co piszesz na temat poświeceń i wcale nie czuję potrzeby wyśmiewania
              tego. Bardziej podziwu. Przepraszam, że wygłoszę tu swoją jakże
              cholernie kobiecą myśl, która mi przyszła do głowy, ale
              podpowiedziała mi ona, że jakoś nie dziwi nikogo "poświęcenie" z
              jakim kobieta naraża się na skutki uboczne porodów czy ciąży, a
              często bywają bardzo trudne...

              Hmmm... przyznam, ze w jakiś sposób zaimponowałeś mi podejściem do
              tematu... choć jako osoba po drugiej stronie lustra wolałabym aby
              mój partner podzielił się ze mną swoimi niepokojami, które można
              rozwiać tylko w taki sposób jak przyjrzenie się im. Poza tym jeśli
              wiem czego lęka się mój bliski mogę pracować nad sobą aby mu tych
              lęków nie przysparzać i nie znaczy to wcale rezygnacji z "kariery".
              Tak się zastanawiam nad tym, że można bardzo niebezpiecznie zbliżyć
              się do granicy (czego? nie wiem rozpadu emocjonalnego?) gdy nie wie
              się co myśli druga osoba i brnąc dalej w coś czego ona za nic nie
              jest w stanie zaakceptować.
              Ale rozumiem Twoje rozumowanie... I jeśli faktycznie lęk nadal
              będzie to powędruj do jakiegoś psychologa i tam się wygadaj. Moze on
              pomoże oswoić lęk, a nie będziesz musiał obciażać tym żony. Bo ja
              wcale nie jestem za totalną szczerością. Pewne rzeczy powinny zostać
              niedpowiedziane. Albo poczekaj aż coś Cię zaniepokoi ale myślę, że
              nie będziesz miał powodów do obaw.
              Pozdrawiam serdecznie ja - niedorobiona psycholożka :)
              • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 10.08.07, 18:31
                Dziękuję za miłe słowa, choć wątpię, żeby na nie zasłużył.

                "A przecież seks nie kończy się tylko na tym. Ale
                jak w wielu innych przypadkach i tu potrzebne są kompromisy.
                Przecież nie dla każdej kobiety stosunek jest najważniejszy".

                Pozwolę sobie na pewną dygresję odnośnie tego tematu. Otóż zgadzam się, że nie
                dla każdej kobiety stosunek jest najważniejszy. Nie wątpię, że takowe są. Ale
                niestety w zdecydowanej mniejszości. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie zamierzam
                stosować oskarżycielskiego tonu wobec kobiet, dla których stosunek stanowi
                priorytetowy element w relacji. Jest to jak najbardziej zrozumiałe, szczególnie
                z punktu widzenia ewolucji za wszech miar uzasadnione. Ale wskutek tych
                naturalnych oczekiwań pań mężczyźni mający problem z erekcją czują się
                mężczyznami drugiej albo trzeciej kategorii. Myślę, że słowo "dyskrymiancja"
                byłoby w tym przypadku zbyt mocne, ale z pewnością cierpią oni na kompleks
                niższości, których czyni ich mniej produktywnymi członkami społeczeństwa. Jaka
                szkoda, że wciąż nie ma odpowiedniego klimatu społecznego, aby już na początku
                znajomości mężczyzna mógł otwarcie wyznać o swoich problemach. Bo przecież, żeby
                coś zmienić na lepsze, trzeba, jak sądzę z pozycji laika, być zaakceptowanym.
                Jest rzeczą przykrą, że mężczyzna o wysokich walorach intelektualnych pozostaje
                (w opinii wielu pań) w tyle za mniej inteligentnym, ale za to bardziej jurnym
                kowalem na przykład. W naszych czasach doszło do wielu pozytywnych zmian.
                Szkoda, że nie objęły one jednak panów z problemami z erekcją. Istnieje głęboko
                zakorzeniony i szkodliwy stereotyp jakoby mężczyźni byli maszynami stworzonymi
                do seksu. Taka niedojrzała interpretacja ze strony wielu pań nie tylko naraża je
                na rozczarowania w związku, ale także jest poniżająca dla wielu mężczyzn.
                Przepraszam, że się tak rozpisałem. Ale czułem, że muszę to z siebie wyrzucić.
                • jasminowo Re: Żona psycholog 10.08.07, 18:43
                  Hmmm... nie przepraszaj, bo ja sama jak się rozpiszę to nie mogę
                  skończyć :)))
                  I co powiem? Po pierwsze - cieszę się, że chyba należę do tej
                  mniejszości bez uprzedzeń. Niestety masz sporą rację... (a można
                  mieć niesporą?) Niestety kobiety kastrują psychicznie swoich
                  partnerów... Z faktami się nie dyskutuje. Ja tylko mam nadzieje, że
                  jednak jest więcej kobiet niż myślimy, które nie są aż tak krytyczne
                  i że będzie ich coraz więcej. Polecam najnowszą książkę Lwa-
                  Starowicza "Ona i on o seksie". Właściwie nie wiem dlaczego :)
                  Chyba, że dlatego, że ciekawa, z życia wzięta, pokazująca zarówno to
                  jak kobiety potrafią być okrutne jak i to, że można poradzić sobie z
                  wieloma problemami w alkowie.
                  A co do obwieszczania na pierwszym spotkaniu o problemach z erekcją.
                  Conajmniej zdziwiłabym się gdyby ten problem wypłynął na pierwszej
                  randce. Ale na którejś z kolei - już mniej. Ale tak naprawdę
                  wszystko zależy od mądrości obu stron i poczucia bezpieczeństwa.
                  Myślę, że kobiety też mają różne problemy za skórą, które według
                  nich dyskredytują je w oczach mężczyzn jako kandydatki na partnerki
                  w łóżku. Są takie przypadłości kobiece, które uniemożliwiają
                  stosunek na równi jak brak erekcji u mężczyzny. Niestety...
                  Sobie i Tobie oraz innym nieszczęśnikom w trudnych sytuacjach
                  łóżkowych życzę więcej tolerancji, zrozumienia i empatii w tych
                  kwestiach. (zabrzmiało jakyśmy MY byli takimi nieszczęśnikami, ale
                  niechtam... poszło w eter :))
                  Pozdrawiam.
    • altinka Re: Żona psycholog 10.08.07, 19:45
      albo nie kochasz swojej żony albo ona nie kocha ciebie
      masz jakieś kompleksy?
      jeśli do tej pory wam się układało to czym ty się przejmujesz?
      jeśli cię kocha to psychologia tego nie zmieni ...
      nie przejmuj się kierunkiem studiów sowjej żony bo to wam nie
      wyjdzie na dobre
      dojdzie do tego że to ty bardziej będziesz psychologiem w tym
      związku niż ona
      • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 10.08.07, 21:40
        "masz jakieś kompleksy?"

        Mam. Czy to źle? Z reguły sam sposób sformułowania takiego pytania wyklucza
        odpowiedź twierdzącą, knebluje usta. Bo niby nie wypada mieć kompleksów. Ale czy
        naprawdę lepiej spychać kompleksy do podświadomości, skąd wrócą z powrotem do
        świadomości w formie różnych nerwic czy schorzeń. Poza tym ja sobie nie
        wybierałem kompleksów, więc nie wiem, czy to jest moja wina. Kto jest bez
        kompleksów, niech rzuci we mnie postem. Dojdzie jeszcze do tego, że ludzi z
        kompleksami będzie się traktowało jak trędowatych.
        • altinka Re: Żona psycholog 10.08.07, 22:14
          ratonsitoblanco napisał:

          > "masz jakieś kompleksy?"
          >
          > Mam. Czy to źle? Z reguły sam sposób sformułowania takiego pytania
          wyklucza odpowiedź twierdzącą, knebluje usta. Bo niby nie wypada
          mieć kompleksów. Ale czy naprawdę lepiej spychać kompleksy do
          podświadomości, skąd wrócą z powrotem do świadomości w formie
          różnych nerwic czy schorzeń. Poza tym ja sobie nie wybierałem
          kompleksów, więc nie wiem, czy to jest moja wina. Kto jest bez
          kompleksów, niech rzuci we mnie postem. Dojdzie jeszcze do tego, że
          ludzi z kompleksami będzie się traktowało jak trędowatych.

          każdy ma jakieś kompleksy to jest naturalne i to nie grzech
          tylko czemu się martwisz, że psycholog-żona je zobaczy naraz
          może już je widzi
          kocha cię takiego jakim jesteś? to będzie kochać i psychologia tego
          nie zmieni
          a jeśli coś ma się popsuć między wami to tylko z powodu jej i twoich
          kompleksów, jeśli to skrywana tajemnica
        • jasminowo Re: Żona psycholog 11.08.07, 12:33
          Prawdę mówiąc "przyglądam się" Twoim postom i jestem pod wrażeniem.
          Są rozsądne i wydaje mi się, że masz bardzo zdrowe podejście do
          wielu spraw. Wobec powyższego myślę, że Twoje obawy są bezpodstawne.
          Rozumiem, że nie wszystko tu jesteś w stanie opisać (chodzi o
          szczegóły) więc i my nie jesteśmy w stanie dokładnie Ci
          odpowiedzieć. Jeżeli się nie zniechęciłeś - na bieżąco możesz mówić
          o obawach a sprobujemy Cię wsprzeć. Jeżeli obawy, o których mówiłes
          wcześniej będą nadal silne - ponawiam propozycję spotkania z jakimś
          psychologiem.
          • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 11.08.07, 16:35
            Dziękuję za komplementy. Są one na kredyt. Nie zniechęciłem się,
            powiem więcej - bardzo polubiłem to forum. Jeśli chodzi o moje przyszłe relacje
            z żoną - to nie mam żadnych skonkretyzowanych obaw. Jesteśmy wyjątkowo dobraną
            parą. Może to zabrzmi niewiarygodnie, ale nigdy się nie kłócimy, doskonale
            rozumiemy.
            Propozycja spotkania z jakimś psychologiem? Miałbym z tym problemy. Przepraszam
            za to co napiszę (bo wiem, że sama jesteś psychologiem i Twój przykład przeczy
            mojej teorii). Otóż mam wrażenie, że jeśli człowiek pozbawiony problemów pójdzie
            do statystycznego psychologa, to i tak wyjdzie z kilkoma solidnymi diagnozami.
            Wiem, wiem, jestem tu niesprawiedliwy, ale taki wniosek wyciągnąłem po rozmowach
            z moimi znajomymi, którzy skorzystali z fachowej pomocy. Choć nie powiem -
            czasami kusi mnie rozmowa z psychologiem.
            A co się tyczy jeszcze problemów z erekcją (szkoda, że nikt nie rozwinął tego
            wątku, jakaś zmowa milczenia?). Nie zalecasz, aby mężczyzna wyznał na pierwszej
            randce swoje problemy. Dlaczego? Może gdyby więcej kobiet miało bardziej
            dojrzałą postawę, to wówczas dałoby się o tym od razu porozmawiać, zrzucić
            kamień z serca? Myślę, że jak się od razu nie powie, to potem jest ciężko. Więc
            mężczyzna boi się otwarcie rozmawiać, a później kobieta jest rozczarowana. I
            właśnie w tym rozczarowaniu doszukuję się przyczyn jej późniejszego okrucieństwa
            (komentarze, niewybredne żarty, groźby) względem swojego partnera. Może panie
            niechętnie podejmują ten temat, bo mają jakieś wyrzuty sumienia?
            • jasminowo Re: Żona psycholog 11.08.07, 22:48
              ratonsitoblanco napisał:

              > Dziękuję za komplementy. Są one na kredyt.
              Nie komplenety a mój odbiór :) Ale skoro na kredyt - takiego moge
              ewentualnie udzielić, na inny nie ma szans :)


              Nie zniechęciłem się,
              > powiem więcej - bardzo polubiłem to forum.
              Sama jestem tu bardzo nowa więc aklimatyzujmy się tu razem :))

              Jeśli chodzi o moje przyszłe relacje
              > z żoną - to nie mam żadnych skonkretyzowanych obaw.

              I to jest doobra wiadomość :))

              Jesteśmy wyjątkowo dobraną
              > parą. Może to zabrzmi niewiarygodnie, ale nigdy się nie kłócimy,
              doskonale
              > rozumiemy.

              A to jeszcze lepsza :)) Ja tam wierzę we wszystko co mi się mówi do
              pierwszego kłamstwa :)) Z natury łatwowierna jestem (i to wcale nie
              kpina)

              > Propozycja spotkania z jakimś psychologiem? Miałbym z tym
              problemy. Przepraszam
              > za to co napiszę (bo wiem, że sama jesteś psychologiem i Twój
              przykład przeczy
              > mojej teorii). Otóż mam wrażenie, że jeśli człowiek pozbawiony
              problemów pójdzi
              > e
              > do statystycznego psychologa, to i tak wyjdzie z kilkoma solidnymi
              diagnozami.
              > Wiem, wiem, jestem tu niesprawiedliwy, ale taki wniosek
              wyciągnąłem po rozmowac
              > h
              > z moimi znajomymi, którzy skorzystali z fachowej pomocy. Choć nie
              powiem -
              > czasami kusi mnie rozmowa z psychologiem.

              Małe sprostowanie - będę psychologiem jak bozia i mój mózg
              pozwoli :))
              Pewnikiem tacy terapeuci o jakich piszesz się zdarzają. Zakalce są w
              każdym zawodzie. A dodatkowy problem stanowi to, że obecne prawo
              pozwala każdemu powiesić sobie wywieszkę - psycholog lub terapeuta a
              nierozeznany klient ufnie oddając się w takie ręce może się obudzić
              rano z pokiereszowaną psychiką. Ja w życiu miałam styczność z dwójką
              terapeutów i ci na pewno nie wtłaczali mi nieistniejacych problemów
              i podejrzewam, że tak jest z innymi ich klientami. Na szczęście
              zawsze można się skonsultować z innym psychologiem. Pozatym dobrze
              korzystać z terapeutów polecanych przez innych, którzy sami mieli z
              nimi styczność. Mimo tego wszystkiego wcale nie uważam, że każdy
              wymaga pomocy terapeuty ani że fakt skorzystania z jego rady
              świadczy, że jest z nami coś nie tak. W końcu skoro pytamy fachowca
              o radę w innych dziedzinach to nie powinno budzić zdziwienia
              korzystanie z rad fachowca od "głowy". Wciąż walczymy ze
              stereotypami...

              > A co się tyczy jeszcze problemów z erekcją (szkoda, że nikt nie
              rozwinął tego
              > wątku, jakaś zmowa milczenia?). Nie zalecasz, aby mężczyzna wyznał
              na pierwszej
              > randce swoje problemy. Dlaczego? Może gdyby więcej kobiet miało
              bardziej
              > dojrzałą postawę, to wówczas dałoby się o tym od razu porozmawiać,
              zrzucić
              > kamień z serca? Myślę, że jak się od razu nie powie, to potem jest
              ciężko. Więc
              > mężczyzna boi się otwarcie rozmawiać, a później kobieta jest
              rozczarowana. I
              > właśnie w tym rozczarowaniu doszukuję się przyczyn jej
              późniejszego okrucieństw
              > a
              > (komentarze, niewybredne żarty, groźby) względem swojego partnera.
              Może panie
              > niechętnie podejmują ten temat, bo mają jakieś wyrzuty
              sumienia?

              Nie zalecam właśnie dlatego, że tak niewiele jest dojrzałych kobiet.
              (co ja napisałam??? niewiele dojrzałych kobiet? chyba robię do
              własnego gniazda, ale niech już tak zostanie). Oczywiście wyznanie
              tego może być sposobem na sprawdzenie dojrzałości kobiety. Jakaś
              metoda to pewnie jest. Zastanawiam się tylko, czy jakiś mężczyzna
              chciałby testować w ten sposób potencjalne znajome. I czy chciałby
              narażać się na odrzucenie i rozprzestrzenianie się takiej wiedzy
              wśród znajomych... Niestety mądrości to ludziom wciaż brakuje, tak
              jak tolerancji. I my tego nie zmienimy niestety.
              Psychiczna kastracja może wynikać chyba nie tylko z rozczarowania.
              Jak wielu niemądrych zachowań korzeni tego możemy się doszukiwać w
              różnych źródłach. I obawiam się, że zdarza się dużo częściej niż nam
              się wydaje.
              Wyrzuty sumienia? Możliwe. A może nikogo po prostu ten temat tak nie
              interesuje jak nas? :))
              Na zakończnie (dla tych kobiet, które jednak tu zajrzą.
              "Destrukcyjne słowa wobec mężczyzny:
              - jesteś do niczego w łózku
              - żaden z ciebie kochanek
              - masz za małego
              - pokaż wreszcie, co umiesz
              - z X było mi w łózku lepiej niż z tobą
              - skończyles się
              - zawsze udawałam orgazm."
              Z. Lew-Starowicz

              Bez komentarza.
              • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 12.08.07, 18:06
                A to jeszcze lepsza :)) Ja tam wierzę we wszystko co mi się mówi do pierwszego
                kłamstwa :)) Z natury łatwowierna jestem (i to wcale nie kpina)

                Ale my naprawdę się nie kłócimy . To jest jakiś cud albo nie wiem co.

                Mam kilka refleksji na temat korzystania z usług niewłaściwych psychologów (też
                uważam, że są oni w zdecydowanej mniejszości). Jednak z braku czasu chciałbym
                dziś tylko poruszyć postawę kobiet wobec braku męskiej erekcji. Otóż wykazałaś
                się niemałą odwagę, poruszając to wielce niepopularne zagadnienie. Mało tego - w
                Twoich ustach, a więc w ustach psychologa i kobiety - słowa te mają dużą siłę
                rażenia i mogą Cię narazić na ostracyzm ze strony pań. Kobiet, które nie są
                niestety zainteresowane rozwiązaniem tego palącego i raniącego mężczyzn problemu.
                Wiem, że mężczyznom trudno jest teraz się przyznać do kłopotów z erekcją. Może
                to się zmieni, gdy jakiś znany aktor lub dziennikarz w przypływie odwagi i
                odpowiedzialności za pokrzywdzonych przez los mężczyzn wyzna swój sekret. Może
                taki wstrząsający akt szczerości wstrząśnie widzami i zmieni społeczną
                percepcję. Może zabrzmi to patetycznie, ale tam gdzie dzieje się krzywda nie
                wolno się bać mocnych sformuowań: otóż dużo dobrego już się zmieniło w walce o
                tolerancję, ale dopóki problem z erekcją nie zostanie rozwiązany, dopóty nie
                możemy się czuć dumni z naszej cywilizacji.
                Uważam, że zagłuszanie wyrzutów sumienia to niewłaściwa taktyka, może ona tylko
                zdeformować kobietom psychikę. Bo przecież jeśli ma się wobec kogoś wyrzuty
                sumienia i jeśli się tego wypiera, to można ową osobę łatwo znienawidzić. Ten
                mechanizm ułatwia prześladowcom krzywdzenie ofiary. Prawda jest smutna i
                brutalna: mężczyźni z niedoskonałą erekcją mogą paść ofiarami nienawiści ze
                strony niektórych pań.

                > "Destrukcyjne słowa wobec mężczyzny:
                > - jesteś do niczego w łózku
                > - żaden z ciebie kochanek
                > - masz za małego
                > - pokaż wreszcie, co umiesz
                > - z X było mi w łózku lepiej niż z tobą
                > - skończyles się
                > - zawsze udawałam orgazm."
                > Z. Lew-Starowicz
                >
                > Bez komentarza.

                Ja jednak pozwolę sobie na krótki komentarz. Jestem zszokowany. Co musiało się
                wydarzyć w życiu kobiety, że jest ona zdolna do takiego okrucieństwa? Czy
                niektóre panie nie rozumieją, że słowa też mogą zabić? Zresztą argument "masz za
                małego" trąci jakimś rasizmem, jeśli rasizm rozumiemy jako atak na czyjś wygląd
                zewnętrzny. Mam tylko nadzieję, że zacytowane przez Ciebie przykłady nie zostaną
                wykorzystane przez niedojrzałe panie na potrzeby zemsty. Bo przecież celem tej
                małej dyskusji jest chęć zmian na lepsze, uśmiadomienie ludziom skali dramatu, a
                nie wydobywanie w nich tego, co najgorsze.
                Jeszcze razy dziękuję Ci za odwagę.
                • jasminowo Re: Żona psycholog 12.08.07, 19:33
                  ratonsitoblanco napisał:

                  > >
                  > Ale my naprawdę się nie kłócimy . To jest jakiś cud albo nie wiem
                  co.
                  >
                  Ale ja naprawdę w to wierzę! Może jestem głupia, ale wolę wierzyć,
                  że ludzie mówią prawdę w rozmowach ze mną.


                  Otóż wykazałaś
                  > się niemałą odwagę, poruszając to wielce niepopularne zagadnienie.

                  Szczerze mówiąc nie widzę nic niezwykłego w rozmowie na ten temat.

                  Mało tego -
                  > w
                  > Twoich ustach, a więc w ustach psychologa i kobiety - słowa te
                  mają dużą siłę
                  > rażenia i mogą Cię narazić na ostracyzm ze strony pań.

                  Po pierwsze - nie jestem psychologiem (jak już mówiłam). Powtarzam
                  to wciąż, ponieważ zawsze się może zdarzyć, że powiem kiedyś coś, co
                  wg potencjalnego czytelnika nie przystoi psychologowii i opinia o
                  psychologach będzie negatywna a ja jako "niedorobiony" psycholog
                  wciąż mam prawo do pomyłek :))
                  Co do ostracyzmu - mam nadzieję, że się mylisz. Ale wpadłam na
                  pomysł porozmawiania z moimi koleżankami na ten temat aby
                  zaobserwować jak to wygląda w realnym życiu. Jeżeli ktoś z takiego
                  powodu miałby wyrzucić mnie poza nawias, według mnie nie wart jest
                  przejmowania się jego opiniami...

                  Kobiet, które nie są
                  > niestety zainteresowane rozwiązaniem tego palącego i raniącego
                  mężczyzn problem
                  > u.

                  Z całym szacunkiem, ale mimo wszystko rola kobiety chyba powinna się
                  sprowadzac jednak do wspierania w walce a nie do rozwiazywania.
                  Myślę, że mężczyźni też nie powinni rozwiązywać problemow za
                  kobiety, które mają pochwicę ale ich wsparcie jest przy tym
                  nieocenione.

                  > Wiem, że mężczyznom trudno jest teraz się przyznać do kłopotów z
                  erekcją. Może
                  > to się zmieni, gdy jakiś znany aktor lub dziennikarz w przypływie
                  odwagi i
                  > odpowiedzialności za pokrzywdzonych przez los mężczyzn wyzna swój
                  sekret. Może
                  > taki wstrząsający akt szczerości wstrząśnie widzami i zmieni
                  społeczną
                  > percepcję.

                  Przepraszam za uśmiech w tym miejscu, ale pierwsze skojarzenie jakie
                  mi przyszło do głowy to Rysiu z "Klanu" walczący z tą przypadłością.
                  Kilka lat usłyszałam, że ten serial pokazuje własnie różne problemy
                  i oswaja ludzi z nimi (np. nowotwory). Dlaczego nie miałyby to być
                  zaburzenia erekcji? I myślę, że masz rację, że przyznanie się do
                  tego przez osobę publiczną mocno by zwróciło uwagę na ten problem.
                  Dziś chyba łatwiej jest powiedzieć, że się ma nowotwór...

                  ale dopóki problem z erekcją nie zostanie rozwiązany, dopóty nie
                  > możemy się czuć dumni z naszej cywilizacji.

                  Myślę, że takich problemów jest dużo więcej... Ale zapewne jest tak,
                  że to co dotyka nas blisko uznawane jest za ważniejsze...

                  > Uważam, że zagłuszanie wyrzutów sumienia to niewłaściwa taktyka,
                  może ona tylko
                  > zdeformować kobietom psychikę. Bo przecież jeśli ma się wobec
                  kogoś wyrzuty
                  > sumienia i jeśli się tego wypiera, to można ową osobę łatwo
                  znienawidzić. Ten
                  > mechanizm ułatwia prześladowcom krzywdzenie ofiary. Prawda jest
                  smutna i
                  > brutalna: mężczyźni z niedoskonałą erekcją mogą paść ofiarami
                  nienawiści ze
                  > strony niektórych pań.

                  Nic dodać nic ująć... Odczłowieczanie ofiar usprawiedliwia dalszą
                  agresję.

                  Co musiało się
                  > wydarzyć w życiu kobiety, że jest ona zdolna do takiego
                  okrucieństwa? Czy
                  > niektóre panie nie rozumieją, że słowa też mogą zabić?

                  Nie zamierzam usprawiedliwiać kobiet ale każdy bywa ułomny... a
                  okrucieństwo wyplywa czasem z niewiedzy, lęku...

                  Zresztą argument "masz z
                  > a
                  > małego" trąci jakimś rasizmem, jeśli rasizm rozumiemy jako atak na
                  czyjś wygląd
                  > zewnętrzny.

                  Generalnie wydaje mi się, że rozmowy o wielkości są przereklamowane.
                  Zdecydowanie.

                  Mam tylko nadzieję, że zacytowane przez Ciebie przykłady nie zostan
                  > ą
                  > wykorzystane przez niedojrzałe panie na potrzeby zemsty. Bo
                  przecież celem tej
                  > małej dyskusji jest chęć zmian na lepsze, uśmiadomienie ludziom
                  skali dramatu,
                  > a
                  > nie wydobywanie w nich tego, co najgorsze.

                  Nawet nie mów :) Na szczęście kręcenie kryminałów nie wywołuje fali
                  zabójstw więc mój cytat pewnie też nie wywoła fali agresji wobec
                  mężczyzm. Dla równowagi (bo w końcu ktoś mi zarzuci stronniczość
                  wobec mężczyzn):
                  "Destrukcyjne słowa wobec kobiety:
                  - jesteś zimna, oziębła
                  - zestarzałaś się, zbrzydłaś
                  - kto by na ciebie poleciał, kto by cię chciał,
                  - miałem lepsze od ciebie w łóżku
                  - nie jesteś kobietą
                  - jesteś krową
                  - myślisz tylko macicą
                  - pływam w tobie
                  - masz ptasi móżdżek
                  - dla mnie ważna jest tylko twoja dupa
                  - nie róznisz się niczym od dziwki".
                  Z. Lew-Starowicz.
              • arwen8 Re: Żona psycholog 12.08.07, 19:03
                jasminowo napisała:

                > "Destrukcyjne słowa wobec mężczyzny:
                > - jesteś do niczego w łózku
                > - żaden z ciebie kochanek
                > - masz za małego
                > - pokaż wreszcie, co umiesz
                > - z X było mi w łózku lepiej niż z tobą
                > - skończyles się
                > - zawsze udawałam orgazm."

                Pozwolę sobie dopisać jeszcze jedno często spotykane powiedzenie:
                "jakie TO jest śmieszne" (inna wersja "jaki ON jest śmieszny").
                • shangri.la Re: Żona psycholog 12.08.07, 19:07
                  Sorry, ale jakim środowisku się obracacie, panowie, że narażacie się na
                  słuchanie takich ...hmmm, komplementów?:)

                  Nie wierze, aby kulturalna kobieta potrafiła tak się zachować.
          • lsilanow Re: Żona psycholog 12.08.07, 23:11
            Ja też przyglądam się Twoim postom i jestem pod wrażeniem. Masz niesamowite wyczucie ludzi i ich potrzeb, rozsądek. Podchodzisz do nich z sercem. Czuje się wzruszony. Ale co właściwie czujesz? Tak mało piszesz o swoich uczuciach.
            Farmaceutyczne leczenie erekcji to tylko chwilowe niwelowanie przyczyn. Prawdziwa przyczyna leży zazwyczaj gdzie indziej. Mógłbym napisac, ale nie zrobie tego z uwagi na Ciebie i na to, że możesz nie byc na taką, w sumie prostą i banalną wiedzę gotów.
            Gdy czytam o Twoim związku, widzi mi się w wyobraźni taki obrazek:
            dwoje ludzi, mężczyzna i kobieta stoją na przeciwko siebie rozdzieleni szybką, jak w pomieszczeniu do przesłuchań, tyle że to nie jest lustro weneckie. Uśmiechają się do siebie z sympatią. Czule. Próbują się dotknąc - ręka mężczyzny, rozpostarta, z rozłożonymi palcami, próbuje dotknąc tak samo ułożonej ręki kobiety, ale wciąż szyba stanowi przeszkodę. Scena jak z filmu "Miasto aniołów" i z pewnego teledysku. Jak w takiej sytuacji można coś dac?
            • lsilanow Re: Żona psycholog 12.08.07, 23:20
              I skąd wiesz napewno, że mówiąc swojej żonie o swoich problemach, zrobiłbyś jej krzywdę?
              • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 13.08.07, 18:15
                Komplementy zdopingowały mnie do dalszej pracy nad sobą. Pobudziły też moją
                społeczą wrażaliwość, która pozwala mi się zaagażować bezkompromisowo w sprawę
                zaburzeń erekcji. Nie mówię o swoich uczuciach wiele, bo nie chcę, aby moje
                egoistyczne "ja" wysunęło się na pierwszy plan kosztem mojej nowej misji.
                Cieszę się niezmiernie, że temat zaburzeń erekcji jest Ci bliski i że jesteś
                obdarzony szczególną wiedzą na ten temat. Instynkt mi podpowiada, że nie jesteś
                w tej kwestii doktrynerskim scholastykiem, tylko autentycznym autorytetem. Ufam
                że w stosownym czasie ujawnisz swoje tajemnice, że będziesz mnie właściwie
                pilotował w temacie obfitującym w psychologiczne pułapki. Nie będę Cię ponaglał,
                nie zamiarzam się wykazywać fanfaronadą w kwestii zaburzeń erekcji, twierdząc,
                że jestem gotowy. Cierpliwie poczekam, aż bardziej okrzepnę psychicznie.
                Dziękuję też za możność przygody pt. intelekt na usługach psychoanalizy. Ten
                symbol szyby to prawdziwy majstersztyk. Cieszę się, że pozostawiłeś mi trochę
                przestrzeni na niezależne myślenie, że nie dopowiedziałeś wszystkiego. Dzięki
                temu od wczoraj rozmyślam, czy owa szyba (która mnie przedziela od żony) była
                zwykła czy też kuloodporna. Ze smutkiem (a właściwie z radością) informuję, że
                małżeństwo moje jest w stanie lepszym niż się domyślasz, że ma większą
                emocjonalną dynamikę. Ale owa drobna pomyłka nie ma znacznie w szerszym
                kontekście. Bardzo mi się bowiem podoba psychoanaliza zainspirowana obrazami z
                filmów i teledysków. Ta pionierska metoda może pomóc w diagnozie najróżniejszych
                przypadłości ducha. Jedna mała sugestia - może należałoby przeanalizować więcej
                filmów? Ale koniecznie pod kątem tej szyby. Bo to było i przenikliwe, i
                pobudzające intelekt.
                Na rzecz tej dyskusji ukuję dwa nieporadne terminy: 1) psychoanaliza hermetyczna
                - metoda nie pozostawiająca wyboru i nakazująca wyciągać wnioski z jednego tylko
                źródła ( tu: Miasto aniołów i jeden teledysk), 2)psychonaliza demokratyczna z
                kolei udostępnia więcej materiału, czym daje możność wyboru. Pozwól, że twoją
                analizę hermetyczną uzupełnię psychoanalizą demokratyczną, dzięku czemu, jak
                wierzę, zniuansujemy nasze narzędzia intelekutalne i będziemy bliżej poznania
                prawdy.
                Otóż w innym filmie żona podczas odwiedzin w więzieniu patrzy przez szybę na
                męża (czyli na mnie). Więzienie może tu symbolizować moje ukryte lęki, które
                stoją na przeszkodzie w ulepszaniu mojej osobowości. Kolejny film (z bardziej
                skomplikowanym tłem psychologicznym niż ten o więzieniu) ukazuje niełatwą
                relację traktorzysty w kołchozie z piękną żniwiarką. Zamiast wykonywać normy
                produkcyjne ku chwale ojczyzny, amant w gumiakach zaczyna pisać wiersze. Romans
                wywołuje w niej konflikt wewnętrzny. Z jednej
                strony czuje się szczęśliwa, a z drugiej ma wyrzuty sumienia, bo zakochany Misza
                przestaje być przodownikiem pracy, czym demoralizuje kolektyw. Więc ona mówi mu,
                że tegoroczne plony są ważniejsze. Misza czuje się zawstydzony i próbuje
                popełnić samobójstwo. W ostatniej scenie filmu Natasza patrzy przez szybę na
                Miszę, który jest reanimowany przez lokalnego sekretarza.... Mamy zatem trzy
                filmy, trzy jednakowo wyglądające szyby, ale jakże różne. Może sukces w
                psychologii polega na umiejętności patrzenia na zagadnienie z różnej
                perspektywy? I oglądaniu właściwych teledysków? Zgaduję nieudolnie, nadrabiając
                brak specjalistycznej wiedzy entuzjazmem i intuicją. Ale to mi chyba wybaczysz.

                > I skąd wiesz napewno, że mówiąc swojej żonie o swoich problemach, zrobiłbyś
                jej krzywdę?

                Przepraszam najmocniej, ale to już wyjaśniłem.

                Informacja dla Jaśminowej. Zapoznałem się z Twoim ostatnim postem, mam pewne
                przemyślenia i pytania. Ale dzisiaj zabrakło mi czasu. Jutro wrócę do naszej
                dyskusji.
                • shangri.la Re:Tzw dialog wewnętrzny, ech....n/t 13.08.07, 18:17

                • lsilanow Re: Żona psycholog 13.08.07, 18:28
                  no wiesz, jest mi przykro
                  nie chciałem Cię urazic
                  • lsilanow Re: Żona psycholog 13.08.07, 18:30
                    bardzo przepraszam
                    palnąłem
                  • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 13.08.07, 18:37
                    Czy jak Ci dam słowo honoru, to uwierzysz mi, że mnie w ogóle nie obraziłeś?
                    Nawet przez chwilę nie myślałem w takich kategoriach. Chyba niewłaściwie
                    zinterpretowałeś mój ostatni post. Proszę bądź ostrożny z takimi mocnymi
                    sformuowaniami, bo to szkodzi tylko mojej nowej pasji (psychologii)i tłumi mój
                    entuzjazm.
                    • lsilanow Re: Żona psycholog 13.08.07, 18:47
                      to to nie był zjadliwy ton?
                      metodę interpretacji obrazów wyokrzystuje się od wielu, wielu lat w psychoterapii - w ramach testów psychologicznych, jak i w artterapii (terapii sztuką), psychorysunku, jak również w terapii dzieci - bajkoterapia
                      nota bene istnieje pogląd (nie mój, broń Boże!), że dobry psycholog potrafi z każdego filmu wyciągnąc cos terapeutycznego dla na przykład grupy terapeutycznej, która ten film oglądała
                      daje to często bezbolesne rezultaty
                      pozdrawiam :)
                      • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 13.08.07, 18:59
                        Dlaczego od razu zajadliwy ton? To miała być parodia. Jeśli Cię uraziłem, to
                        przepraszam. Nie miałem takich intencji. A jeśli chodzi o wykorzystnie filmów w
                        celach terapeutycznych - to wyznam, że jestem absolutnie nieobiektywny i zawsze
                        dostaję głupawki, gdy mowa na ten temat. A to się bierze stąd, że miałem kiedyś
                        znajomego, który potrafił z wielce uczoną miną analizować, jaki był symbol
                        cieknącego kranu w filmie Kieślowskiego. Facet był nie do zajechania. Kino
                        moralnego niepokoju pewnie mu zastępowało seks i inne marności tego świata.
                        Też pozdrawiam:)
                        • lsilanow Re: Żona psycholog 13.08.07, 19:19
                          głupawka - fajny stan :)
                          owszem, ja też lubię analizowac symbole w kółko i na okrągło ;)
                          (a już szczególnie kocham Kieślowskiego :P)
                          może mógłbyś zostac parodystą?
                          świetnie Ci to wychodzi :)
                          pozdrawiam
                          ps. co do problemów z erekcją - uwierz mi, nie są mi obce
                          • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 13.08.07, 20:12
                            Głupawka to fajny stan. Ale pod warunkiem, że nie ma chronicznego charakteru. Ja
                            też bardzo lubię Kieślowskiego, też lubię zabawę z symbolami. Ale możesz mi
                            wierzyć - tamten gość był wyjątkowy, cierpiał na jakąś intelektualną nerwicę
                            połączoną z lękami apokaliptycznymi. Nawet zwykły bilet autobusowy potrafił go
                            zdołować bardziej niż kilka tomów Schopehauera. I co najciekawsze - to
                            zdołowanie, z którym się zresztą szumnie obnosił, interpretował jako formę
                            intelektualnej nirwany. Co się zaś tyczy porodii - moim idolem jest Charlie
                            Chaplin.
                            A zabrzenia erekcji? To na razie dla mnie tamat czysto teoretyczny, ale to
                            przecież tylko kwestia czasu. Jestem przygotowany psychicznie na dramatyczne
                            zmiany. Niektórzy twierdzą, że dojrzałość człowieka można ocenić po jego
                            stostunku do śmierci, czy umie zaakceptować to, co nieuniknione. Moim prywatnym
                            probierzem dojrzałości jest stosunek do problemów z erekcją. Dotychczas wykazuję
                            stoicką, niewzruszoną postawę. Tyle że na razie jestem tylko takim bohaterem na
                            poligonie. Pole bitwy zweryfikuje moją odwagę.
                            • lsilanow Re: Żona psycholog 13.08.07, 22:24
                              tzw. : "GŁĘĘĘĘĘBIA" :))
                              Chaplin? Ale chyba nie jako człowiek, ale jako osoba przedstawiona na swoich filmach?
                              A skoro o problemach erekcji jest mi łatwo mówic, co jest w takim razie jest moim probieżem? Jaki właściwie powinien byc dojrzały człowiek, co go powinno cechowac? Czy ktos w ogóle jest dojrzały?
                              Obserwując świat, znów mam ochotę zamknąc się w skorupę. Mogę sobie pomóc, kolejne za kolejnym rozczarowaniem, wanka wstanka az do konca swiata. - intelektualna nerwica połączona z lękami apokaliptycznymi? - byc może. Ale pisze to, bo mam realny problem. Życie i zdrowie mi się rozwaliło i znów nie wiem, co ze sobą zrobic. Gdyby przynajmniej mi płacicili za to, co piszę tutaj w ilościach hurtowych. Czasami jak myślę o swoim życiu, chce mi się kląc. A ogół rzeczywitości także nie napawa optymizmem. Tylko poszczególni ludzie, także na tym forum. :)
                              Pozdrawiam
                              Pole bitwy zweryfikowało moją odwagę.
                              znów staje się "dołersem" :(
                              • lsilanow Re: Żona psycholog 13.08.07, 22:26
                                Ps. Zbyt często byłem blisko śmierci bym miał się jej bac. A powinienem, bo teraz jestem na etapie odzyskiwania instynktu samo-zachowawczego. :)
                                • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 14.08.07, 18:34
                                  Jak dzisiaj zobaczyłem, ile wczoraj tu napisałem, to się poczułem zmęczony na
                                  dzień dobry.
                                  Bardzo lubię Chaplina jako aktora. O jego życiu prywatnym mam skąpe wiadomości.
                                  Fajnie gdyby płacono za pisanie postów, a jeszcze lepiej - od każdej litery
                                  (wczoraj zarobiłbym na egzotyczne wakacje). O smutnych rzeczach piszesz,
                                  Isilanow. Zawsze jest jakieś światełko w tunelu. Mam nadzieję, że wybrniesz z
                                  kłopotów. Według mnie dwie rzeczy najbardziej motywują człowieka do przetrwania
                                  podczas różnych życiowych zamieruch: 1)gdy chce się komuś sprawić radość, 2)gdy
                                  chce się komuś zrobić na złość. Nie wiem, która opcja jest skuteczniejsza.
                                  • jasminowo Re: Żona psycholog 14.08.07, 21:18
                                    Zapewne nikt mi nie uwierzy, że kilkakrotnie podchodziłam do wpsania
                                    się tym razem w tym miejscu... Przeczytałam Wasze posty dwukrotnie.
                                    Mam nadzieję, że jak to się mówi w szkole - ze zrozumieniem... I
                                    cieszę się, że trafiłam na te forum. Tematy wprawdzie trudne (w tym
                                    wątku przynajmniej) ale jakże miło poczytać dyskusję z polotem i
                                    kulturą.
                                    No i się napodlizywałam :)
                                    trzymam kciuki za lilisanowa (strasznie Cię przepraszam jeżeli
                                    przekręciłam Toj nick ale słaba ma pamięć do nazw), żeby kontakt ze
                                    światem nie był dla Ciebie nadal przykry. Niestety według mnie świat
                                    to bagno, ale jedyne co możemy zrobić to starać się odnaleźć własne
                                    miejsce w tym bagienku i może jeszcze towarzystwo do umilania czasu.
                                    Ratonsitoblanco - z pewną dozą niesmiałości podeszłam do Twoich
                                    punktów motywujacych do przetrwania. To trochę tak jakbyśmy żyli
                                    tylko dla innych... Pewnie tak po trosze jest ale jakoś w trzewiach
                                    czuję sprzeciw dla takiego myślenia...
                                    • shangri.la Re: Do Jaśminowo... 14.08.07, 21:20
                                      Podobno jesteś przyszłym psychologiem, czy się mylę?
                                      Jak psycholog może uważać świat za bagno?
                                      • jasminowo Re: Do Jaśminowo... 14.08.07, 21:28
                                        A są jakieś ograniczenia w myśleniu? Dla Ciebie prawdopodobnie bagno
                                        to tylko pejoratywne określenie - dla mnie niekoniecznie. Kwestia
                                        symboliki.
                                        • shangri.la Re: Do Jaśminowo... 14.08.07, 21:33
                                          Świat jest przepięknym ogrodem ,w którym możemy sycić wszelkie zmysły, czerpać
                                          wszelkie dobro, rozwijać się wszechstronnie i nigdy nie przyszły by mi do głowy
                                          jakiekolwiek skojarzenia z bagnem, brrr
                                          Ale to rzeczywiście chyba kwestia indywidualna , bo ja nie wybrałabym
                                          psychologii, jako przedmiotu studiów akademickich :)
                                          • jasminowo Re: Do Jaśminowo... 14.08.07, 21:43
                                            No widzisz a ja wybrałam :) jeszcze mnie trochę powałkują przez
                                            kilka lat i może też będę mówiła tylko o pięknym ogrodzie :) a
                                            poważnie - ja nie mam negatywnego nastawienia do świata, choć
                                            pewnikiem taki zupełnie pozytywny też nie jest :) ale to pewnie
                                            przez doświadczenie. Na codzień jestem bardzo radosna, znajomi
                                            potwierdzą :) (o boże, mam nadzieję, że potwierdzą :)) Ale wiem
                                            jedno, że z najgorszej sytuacji trzeba wyjść, rozejrzeć się
                                            powiedzieć - "no, było do dupy, nie ma co mówić, fakt, ale co dalej?
                                            Do przodu i z drogi mi bagniste potwory". Jak to ktoś powiedział -
                                            najważniejsze, to będąc w dole nie pogłebiać go. (mimo usilnych
                                            starań jakoś mało optymistycznie to zabrzmiało :))
                                            • ratonsitoblanco Re: Do Jaśminowo... 15.08.07, 00:19
                                              "Ratonsitoblanco - z pewną dozą niesmiałości podeszłam do Twoich
                                              punktów motywujacych do przetrwania. To trochę tak jakbyśmy żyli
                                              tylko dla innych... Pewnie tak po trosze jest ale jakoś w trzewiach
                                              czuję sprzeciw dla takiego myślenia..."

                                              A to wszystko przez te cholerne lwy i inne draństwo. Żeby ludzie mogli przetrwać
                                              w prehistorycznych czasach, musieli trzymać się razem i kombinować, jak doczekać
                                              jutra. No i tak już zostało. Buntować się można, ale co to da. Ja przez jakiś
                                              czas buntowałem się przeciw idei robienia kupy. Bo jakby na to nie patrzyć,
                                              robienie kupy w jakiś sposób uwłacza człowiekowi - istocie z dużymi aspiracjami
                                              intelektualno-duchowymi. Nawet jeśli się do tego dorobi jakąś sensowną
                                              filozofię, to i tak defekacja jest porażką dla ludzkości. Na szczęście nie byłem
                                              zbyt zacietrzewiony i podjąłem jakiegoś dramatycznego strajku. Oportunizm może
                                              nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale czasami najrozsądniejszym.
                                              Piszesz, że świat to bagno... Przypuszczam, że masz około 18,19 lat, a więc
                                              jesteś jeszcze bardzo młoda. Podejrzewam, że nie zaznałaś wielu cierpień. A
                                              zgaduję tak, gdyż ludzie, którzy naprawdę dużo wycierpieli są bardziej ostrożni
                                              w wydawaniu podobnych opinii. Nie wiem dlaczego, ale to z reguły tak działa. A
                                              na świecie jest oczywiście mnóstwo niesprawiedliwości i cierpienia, ale też jest
                                              wystarczająco dużo pozytywnych rzeczy, aby warto było żyć. Choćby pisanie
                                              mądrych postów:)
                                              • ratonsitoblanco Re: Do Jaśminowo... 15.08.07, 00:22
                                                Miało być oczywiście "nie podjąłem strajku".
                                              • jasminowo Re: Do Jaśminowo... 15.08.07, 11:48
                                                ratonsitoblanco napisał:

                                                >>
                                                > A to wszystko przez te cholerne lwy i inne draństwo. Żeby ludzie
                                                mogli przetrwa
                                                > ć
                                                > w prehistorycznych czasach, musieli trzymać się razem i
                                                kombinować, jak doczeka
                                                > ć
                                                > jutra. No i tak już zostało.

                                                Masz rację lwy to faktycznie poważny argument. Masz jeszcze jakieś
                                                przykłady z czasow kiedy mieszkaliśmy wśród zwięrząt?

                                                Buntować się można, ale co to da. Ja przez jakiś
                                                > czas buntowałem się przeciw idei robienia kupy. Bo jakby na to nie
                                                patrzyć,
                                                > robienie kupy w jakiś sposób uwłacza człowiekowi - istocie z
                                                dużymi aspiracjami
                                                > intelektualno-duchowymi. Nawet jeśli się do tego dorobi jakąś
                                                sensowną
                                                > filozofię, to i tak defekacja jest porażką dla ludzkości. Na
                                                szczęście nie byłe
                                                > m
                                                > zbyt zacietrzewiony i podjąłem jakiegoś dramatycznego strajku.
                                                Oportunizm może
                                                > nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale czasami najrozsądniejszym.

                                                Co do fekaliów - nie buntuję się. W końcu w czasach zamierzchłych (a
                                                gdniegdzie do tej pory) odchody służyły do ogrzewania.

                                                > Piszesz, że świat to bagno... Przypuszczam, że masz około 18,19
                                                lat, a więc
                                                > jesteś jeszcze bardzo młoda. Podejrzewam, że nie zaznałaś wielu
                                                cierpień. A
                                                > zgaduję tak, gdyż ludzie, którzy naprawdę dużo wycierpieli są
                                                bardziej ostrożni
                                                > w wydawaniu podobnych opinii. Nie wiem dlaczego, ale to z reguły
                                                tak działa. A
                                                > na świecie jest oczywiście mnóstwo niesprawiedliwości i
                                                cierpienia, ale też jes
                                                > t
                                                > wystarczająco dużo pozytywnych rzeczy, aby warto było żyć. Choćby
                                                pisanie
                                                > mądrych postów:)

                                                Hmmm... to było przykre choć się uśmiałam. Paradoks. Na zywo
                                                mogłabym tłumaczyć co miałam na myśli. Ale z kpiną trudno
                                                polemizować. To, że studiuję nie znaczy, że nie mam 20 lat... I że
                                                nie mam koszmarnych doświadczeń. Pochopna ocena. Przykro mi.
                                          • ratonsitoblanco Re: Do Jaśminowo... 15.08.07, 00:23
                                            "Ale to rzeczywiście chyba kwestia indywidualna , bo ja nie wybrałabym
                                            psychologii, jako przedmiotu studiów akademickich :)"

                                            A co wybrałaś?
                                            • lsilanow Polemiki i nawiązanki... 15.08.07, 06:15
                                              rationsiblanco:
                                              > 1)gdy chce się komuś sprawić radość, 2)gdy
                                              chce się komuś zrobić na złość. Nie wiem, która opcja jest skuteczniejsza.
                                              Wydaje mi się, że w wypadku wypalenia, co ja mam teraz, a co mi przechodzi, właściwe, ekh ekh ekh, schodzi na płuca, pomaga wkurzenie się (pewna analogia do 2), wyzwolenie całego negatywnego bagażu emocji, a później punkt 1).
                                              Dodam jeszcze punkt 3) - wiara w Boga, sprawianie mu radości jak i proszenie o wyciąganie za uszy z tarapatów i błotka
                                              Co do pkt. 2) - złu i śmierci także można zrobic na złośc i życ sobie
                                              jasminowo:
                                              >Niestety według mnie świat to bagno, ale jedyne co możemy zrobić to starać się odnaleźć własne
                                              miejsce w tym bagienku i może jeszcze towarzystwo do umilania czasu.
                                              Zgadzam się. Ja także tak uważam. Kiedyś myślałem tak, później stwierdziłem, że się myliłem, i tak jak shangri.la uważałem, że świat jest dobry, daje nieograniczone możliwości rozwoju itp. Ale okazuje się, że znów się myliłem. Wydaje mi się na dzień dzisiejszy, że wszystkie moje pozytywne chęci poszły na marne. No cóż, kijem Wisły nie zawróce.
                                              Świat będzie taki jaki był, i widzę, że sie zmienia, mam porównianie. Gdyby wyjśc poza pewien obiekt stając się niezależnym obserwatorem, wtedy można dopiero zobaczyc, jakie zmiany odbywają się w samym obiekcie. Ze środka tego nie widac.
                                              Przemiany w sferze moralnej zachodzą stosunkowo powoli i ... niezauważalnie, szczególnie, że wszyscy bierzemy w nich udział, w związku z tym nie dostrzegamy, że jesteśmy całe parseki za tym, co było lat temu, powiedzmy 50.
                                              To tak jakby pojechac na emigrację na pół roku, i po pół roku wrócic.
                                              Jak można uznac za fajny świat, w którym w jednym z europejskich krajów 98% obywateli regularnie chleje? Gdzie seksem kupczy się wszystko - od kiebłasy, przez samochody do ubezpieczeń na życie?
                                              Gdzie media idą w krwawośc, wyuzdanie, przemoc?
                                              Gdzie autorytetami są ludzie uznawani ongiś za anty-autorytety? Gdzie tylko kasa, kasa, kasa, a poza obiegiem, choc jest tyle możliwości działania, tak mało możliwe jest te działania wcielic w życie?
                                              Gdzie mało kto zdaje się miec własny rozum, a za jego opinie starczy mu tylko powszechna opinia?
                                              Mogółgbym się dalej rozpisywac, ale nie ma co...

                                              jasminowo:
                                              >Ale wiem jedno, że z najgorszej sytuacji trzeba wyjść, rozejrzeć się powiedzieć - "no, było do dupy, nie ma co mówić, fakt, ale co dalej?
                                              Do przodu i z drogi mi bagniste potwory". Jak to ktoś powiedział -
                                              najważniejsze, to będąc w dole nie pogłebiać go. (mimo usilnych
                                              starań jakoś mało optymistycznie to zabrzmiało :))
                                              - nie zabrzmiało to mało optymistycznie, ale raczej bardzo rzeczowo!
                                              rationsitoblanco:
                                              >to i tak defekacja jest porażką dla ludzkości
                                              polemizowałbym, jedno nie wyklucza drugiego :) to ludzie nazwali kupę gównem, choc nie zasługuje na takie miano
                                              pomyślec zawsze można o afirmacji
                                              > (jest)wystarczająco dużo pozytywnych rzeczy, aby warto było żyć.
                                              owszem, jest
                                              ale nie ukrywajmy, że coraz ciężej, a czasami trzeba byc prawie supermenem
                                              ps. byłem na forum Literacka Melina i jestem pod wielkim wrażeniem, niesamowite pomysły, przejawy bujnej, fajnej wyobraźni
                                              jak będe miał czas, to się wczytam ;)
                                              pozdrawiam :)
                                              • ratonsitoblanco Re: Polemiki i nawiązanki... 15.08.07, 19:38
                                                "Masz rację lwy to faktycznie poważny argument. Masz jeszcze jakieś
                                                przykłady z czasow kiedy mieszkaliśmy wśród zwięrząt?"

                                                Na razie nie mam. Ale skoro już mowa o tamtych niełatwych dla międzygatunkowego
                                                pacyfizmu czasach, to próbowałem kiedyś, własnymi skromnymi środkami umysłowymi,
                                                rozwiązać następującą zagadkę: dlaczego człowiek wyrobił sobie nawyk kucania
                                                podczas defekacji. To przeczy ewolucyjnemu zdrowemu rozsądkowi. Jak się kuca, to
                                                się ma mniejsze pole widzenia oraz - co istotniejsze - w takiej pozycji ciężko
                                                jest uciekać czy się bronić. Dziwne, że drapieżnki nas wtedy nie zeżarły. Aż
                                                strach myśleć, że ten niedoskonały sposób robienia kupy mógł rozłożyć na łopatki
                                                całą ludzkość. Że na kupie mogła się poślizgnąć cała nasza cywilizacja, zanim
                                                się jeszcze zaczęła. Takie żyrafy na przykład. Nawet podczas porodu nie kucają,
                                                bo w razie ataku te kilka cennych sekund, gdy zwierze wstaje, może kosztować je
                                                życie podczas ataku drapieżnika. Więc to żyrafiątko spada dwa metry albo i
                                                więcej i ląduje na pysk. Tak wygląda pierwszy powitanie z życiem dla żyrafiątka.
                                                To jest dopiero koszmar.

                                                "Hmmm... to było przykre choć się uśmiałam. Paradoks. Na zywo
                                                mogłabym tłumaczyć co miałam na myśli. Ale z kpiną trudno
                                                polemizować. To, że studiuję nie znaczy, że nie mam 20 lat... I że
                                                nie mam koszmarnych doświadczeń. Pochopna ocena. Przykro mi".


                                                Przepraszam, nie chciałem Ci wyrządzić przykrości. Zastanawiam się jedynie, tak
                                                na chłopski rozum: jak człowiek z twoim nastawieniem do życia może pomagać innym
                                                ludziom? Możesz powiedzieć, że nie zdradzisz pacjentowi swoich przemyśleń na
                                                temat życia, ale to się daje przecież wyczuć. Zwłaszcza człowiek, który cierpi,
                                                z łatwością rozpozna twoje nastawienie. Wątpię, żeby to odkrycie pomogło mu w
                                                terapii.
                                                • jasminowo Re: Polemiki i nawiązanki... 15.08.07, 21:36
                                                  Po pierwsze to straszny stereotyp myslenie, że psycholog to ktoś,
                                                  kto siedzi na fotelu i slucha pacjentów. Jest wiele kierunkow
                                                  psychologii a Ty wsadziłeś mnie do wora - psycholog-psychoterapeuta.
                                                  To tylko jedna z wielu gałęzi psychologii. Po drugie - nie wiesz
                                                  dlaczego studiuję psychologię. Wciąż istnieje taki gatunek ludzi,
                                                  którzy studiują po to aby zdobyć wiedzę, z ciekawości. Po trzecie -
                                                  przeceniasz moje negatywne nastawienie do świata. Na przykład część
                                                  terapeutów twierdzi - "co chcesz - jesteś w stanie osiągnąć!
                                                  Wszystko zależy do Ciebie! Masz siłę!" itp. Czy złym jest taki,
                                                  który twierdzi - "nie możesz osiągnąć wszystkiego ale to co jesteś w
                                                  stanie osiągnąć jest w stanie Cię uszczęśliwić" - czy to źle? Myślę,
                                                  że zbyt często myli się "amerykańską" postawę - "keep smiling" z
                                                  psychologią. Po czwarte - tylko krowa nie zmienia poglądów - jeżeli
                                                  w przeciągu kilku lat w trakicie których będę odkrywać uroki
                                                  kolejnych metod terpeutycznych czy co tam dla mnie przygotowali,
                                                  zmienię zdanie - powiadomię Cię. Czytałam ostatnio wywiad z Zimbardo
                                                  i myślę, że ma rację twierdząc, że ludzie nie są ani źli ani dobrzy.
                                                  Jedno słowo a ile zmienia - wystaczy, że napisałabym, że świat bywa
                                                  bagnem i może nie naraziłabym się na tak wielki ostracyzm... Bo
                                                  bywa. Tak prawdę mówiąc nie do końca Cię rozumiem. Gdybym załóżmy
                                                  miała nadal taki pogląd i stanęła twarzą w twarz z pacjentem nie
                                                  mogłabym mu pomóc? Żyć w tym nieciekawym świecie? Znaleźć w nim
                                                  piękno mimo jego bagnistej natury? Hmmm... chyba nie rozumiem tego.
                                                  Ale poszukam odpowiedzi w rozmowach ze znajomymi...
                                                  • ratonsitoblanco Re: Polemiki i nawiązanki... 15.08.07, 23:13
                                                    "Tak prawdę mówiąc nie do końca Cię rozumiem".

                                                    Jeszcze tylko tego brakowało, żebyś mnie zrozumiała po pięciu postach. Jak by to
                                                    świadczyło o mojej osobowości? "Padł łupem dedukcyjnej psychologii już po pięciu
                                                    postach, a zgrywał takiego mędrka" - szeptano by po kątach. Ja nie mam takich
                                                    ambicji wobec Ciebie, nie znam Cię, więc zadaję pytania. A Ty potraktowałaś je
                                                    zbyt osobiście. Ta parodia pozytywnego myślenia, o której wspomniałaś, nijak się
                                                    ma do słynnego już zdania: życie to bagno. Ja nie uważam, że życie jest kolorowe
                                                    i nigdy nie promowałem filozofii głupiego uśmiechu. Według mnie są lepsze i
                                                    gorsze momenty. Czasem są bardzo trudne momenty i nawet jeśli od pewnych
                                                    wydarzeń upłynęło sporo już lat, ludzie wciąż nie mogą się pozbierać. Często
                                                    dlatego, że wolą płakać nad sobą niż sobie pomóc (żadnych aluzji). A podejście
                                                    "życie jest do dupy" jest poniekąd bardzo wygodne, bo wiele usprawiedliwa.
                                                    Choćby to, że człowiek woli się poddać niż walczyć, aby było lepiej, aby jakoś
                                                    stawić czoła przeszłości i odzyskać wiarę, że jego życie wciąż może być bardzo
                                                    wartościowe i udane. A wielu nie podejmuje tej walki, no bo życie i tak jest do
                                                    dupy. I tak przecież wszyscy umrzemy, więc po co się szarpać?

                                                    Gdybym załóżmy
                                                    > miała nadal taki pogląd i stanęła twarzą w twarz z pacjentem nie
                                                    > mogłabym mu pomóc? Żyć w tym nieciekawym świecie? Znaleźć w nim
                                                    > piękno mimo jego bagnistej natury? "

                                                    Według mnie nie pomożesz pacjentowi. Możesz wprawdzie kogoś zainteresować
                                                    poezją, ale z pewnością nie pomożesz człowiekowi, który zmaga się z koszmarnymi
                                                    problemami. Człowiek w cierpieniu ma łatwość w rozumieniu pewnych rzeczy. I wie
                                                    lepiej od Ciebie, że życie jest do dupy. Ale skoro się do Ciebie wybrał, to
                                                    znaczy, że chce jednak coś z tym zrobić. Czy psychologia ma polegać na tym, że
                                                    ślepy prowadzi ślepego?
                                                    Teraz to już pewnie się na mnie śmiertelnie obrazisz. Ale dyskusja pozbawiona
                                                    szczerości chyba nie ma sensu. Więc wolałem zaryzykować, mając nadzieję, że nie
                                                    potraktujesz tego postu jak atak na swoją osobę. Mówimy tu bowiem nie o Tobie,
                                                    ale o pewnej postawie. To są dwie różne rzeczy.
                                                  • jasminowo Re: Polemiki i nawiązanki... 16.08.07, 13:00
                                                    Chodziło mi oczywiście o zrozumienie tego co napisałeś a nie tego
                                                    kim jesteś. Gra słów, niestety przy korespondencji wkradają się
                                                    niejasności. Tak samo jak przy rozmowie o bagnie. Rozmawiamy o dwóch
                                                    róznych rzeczach - ja o świecie, który być może niefortunnie
                                                    nazwałam bagnem, Ty o życiu "do dupy". Nie mam wpływu na to co
                                                    myślisz ale dla mnie to zupelnie dwie różne rzeczy. Świat nie jawi
                                                    mi się jako super przyjazny dla wszystkich i trzeba umieć się w nim
                                                    poruszać z całym tym bagażem czasem bardzo trudnym. Tego trzeba się
                                                    uczyć czasem (niektórzy mają niewątpliwą zdolność radości,
                                                    pozazdrościć). Życie wcale nie musi być "do dupy". Wcale tak nie
                                                    uważam, myślę, że źle się zrozumieliśmy.
                                                    Nie obrażam się na kogoś tylko dlatego, że ma inne zdanie niż ja.
                                                    Tym bardziej, że przekręca moje własne zdanie ;-)
                                                    Atak na mnie? Tu nastąpil dlugi wywód, który wykasowałam... Bez
                                                    sensu jest tak się spierać, tutaj. Tak, poczułam się bardzo źle,
                                                    bardzo oceniona. Nie moje zdanie, ale ja osobiście. I tyle. Ale nie
                                                    uciekam.
                                                  • ratonsitoblanco Re: Polemiki i nawiązanki... 16.08.07, 16:57
                                                    Naprawdę nie wiem, na jakiej podstawie sądzisz, że bardzo źle zostałaś oceniona.
                                                    Z jednej strony to dobrze świadczy o Tobie - bo jesteś bardzo wrażliwa. Ale z
                                                    drugiej strony to może nie jest takie dobre, bo wśród pacjentów możesz trafić na
                                                    jakiego łobuza, który będzie chciał mieć własne zdanie i który będzie domorosłym
                                                    psychologiem:) Dlaczego wykasowałaś ten długi wywód? Gdybyś go wysłała, to może
                                                    poczułabyś się jakoś oczyszczona z negatywnych emocji. A tak? Może tylko tłumisz
                                                    żal, który napęcznieje i pewnego dnia ekspolodujesz i tak mi przywalisz, że się
                                                    nie pozbieram przez kilka dni. Może więc lepiej napisz to. Choć temat jest
                                                    zamknięty, to jednak proszę wypytaj znajomych psychologów (bom tego bardzo
                                                    ciekaw), czy negatywnie nastawiony do życia psycholog (nie myślę tu o Tobie!)
                                                    może być bardzo dobrym terapeutą. To mnie bardzo interesuje. Mam co prawda na
                                                    ten temat wyrobione zdanie, ale może się mylę.

                                                    Jutro zadam Ci bardzo inteligentne branżowe pytanie. Przygotuj się:P
                                                  • ratonsitoblanco Re: Polemiki i nawiązanki... 16.08.07, 17:17
                                                    Isilanow,
                                                    Napisałeś o problemach z wypaleniem. Jesteś artystą?

                                                    >to i tak defekacja jest porażką dla ludzkości
                                                    polemizowałbym, jedno nie wyklucza drugiego :) to ludzie nazwali kupę gównem,
                                                    choc nie zasługuje na takie miano

                                                    Wyznam Ci szczerze. Temat naprawy świata zdecydownie mnie przerasta i nawet wolę
                                                    o tym nie myśleć. To znaczy nie zastanawiam się, dlaczego jest tak a nie
                                                    inaczej. Innych osób nie dam rady zmienić (zresztą może to i dobrze, bo skąd
                                                    wiadomo, że to niby ja mam rację?) W zasadzie mam wpływ jedynie na moje życie i
                                                    tylko w nim mogę dokonać czegoś pozytywnego. Ale o kupie, o niejakiej krzywdzie,
                                                    jakiej wyrządzili jej ludzie, chciałbym coś napisać, jeśli można. Odnoszę
                                                    wrażenie, że mam na ten temat coś mądrego do powiedzenia, coś, co może zmienić
                                                    poglądy kilku osób względem niedocenianej kupy. Dziękuję za miłe słowa pod
                                                    adresem Literackiej Meliny.
                                                  • jasminowo Re: Polemiki i nawiązanki... 16.08.07, 17:27
                                                    Mniejsza już o oceny. Może jestem zbyt wrażliwa. Może nie umiem
                                                    sobie radzić z krytyką a może bóg wie co jeszcze.
                                                    Po raz conajmniej trzeci usadawiasz mnie naprzeciw kozetki oko w oko
                                                    z potencjalnym pacjentem. Jeszcze trochę i mnie przekonasz i
                                                    faktycznie zostanę psychoterapeutą ;) (ale może Twoje podejście
                                                    wynika po prostu z niedokładnego czytania tego co piszę? ;P)
                                                    Nie martw się o mnie - frustracje wyrzucam z siebie w inny sposób. A
                                                    fakt, że było mi przykro mógł być po prostu powiązany z deszczem,
                                                    ciemnym niebem, stratocumulusami, nimbocumulusami czy innym pięknym
                                                    zjawiskiem. A może przeniosłam tu po prostu moje biedne sfrustrowane
                                                    życie? ;)
                                                    Tak naprawdę chyba nie najlepiej radzę sobie ze złośliwościami.
                                                    Mniejsza o to.
                                                    Branżowe pytanie - już się boje :P Ale poproszę jedynie z dziedziny
                                                    statystyki, metodologii, budowy układu nerwowego itp. Z resztą
                                                    musisz się zgłosić gdzie indziej. Wolałabym być tu człowiekiem a nie
                                                    psychologiem a do tego jeszcze przyszłym co najciekawsze jak widać z
                                                    kiepskimi rokowaniami ;P
                                                  • ratonsitoblanco Re: Polemiki i nawiązanki... 17.08.07, 18:53
                                                    No więc to pytanie. Całkiem poważne zresztą, choć nie wygląda na takie. Otóż
                                                    przed laty pewien kleryk powiedział mi, że podczas egazminów do seminarium są
                                                    też testy psychologiczne. Jedno z pytań dotyczy defekacji. A ściśle chodziło o
                                                    to, czy egzaminowany po wypróżnieniu patrzy na swoją kupę. Czy może wiesz,
                                                    Jaśminowa, albo ktoś inny, dlaczego o to zapytano? Co to pytanie miało ujawnić?
                                                    Pytanie to sugeruje, że patrzenie na własną kupę jest czymś nagannym z punktu
                                                    widzenia psychologii. Czy to prawda?
                                                  • jasminowo Re: Polemiki i nawiązanki... 17.08.07, 23:56
                                                    Są setki testów. Bez dokładnej informacji co to za test nie wiem czy
                                                    takie pytanie może być faktycznie w jakimś teście. Może to tylko
                                                    test dla seminarzystów ułożony. Ja dotychczas nie spotkałam takiego
                                                    pytania. Nie wiem co miało ujawnić. Jednak interpretacja, że miało
                                                    pokazać, że jak ktoś patrzy to źle myślę, że jest nieporozumieniem.
                                                    Nigdzie nie spotkałam się z negowaniem odchodów jako czegoś
                                                    nieczystego. Oczywiście mało wiem jeszcze. Koleżanka mi podsunęła
                                                    myśl, że takie pytanie może równie dobrze mieć na celu wyłonienie
                                                    tych, którzy nie patrzą, czyli nie akceptują podstawowych,
                                                    normalnych fizjologicznych odruchów, albo mają jakieś fobie.
                                                    Odpowiedzi może być wiele, tym bardziej, że testy mają tylko sens w
                                                    całości, nigdy pojedyncze pytanie nie daje odpowiedzi, tylko w
                                                    połączeniu z pozostałymi pytaniami.
                                                  • ratonsitoblanco Re: Polemiki i nawiązanki... 18.08.07, 16:46
                                                    Dziękuję za wyjaśnienia, Jaśminowa. Powiem nieskromnie, ża czasami udaje mi się
                                                    zaliczyć różne testy psychologiczne. To znaczy wiem, jaka powinna być odpowiedź,
                                                    mimo że ja sam akurat tak nie postępuję. Ale takie pytanie o defekcje by mnie
                                                    zagięło maksymalnie. Nie wiedziałbym bowiem, czy zwyczaj patrzenia na kupę
                                                    zdradza jakieś odchyły, czy też po prostu wykrywa stopień prawdomówności
                                                    testowanego, (zakładając, że każdy patrzy). Czy na zajęciach z psychologii macie
                                                    zadania domowe typu: proszę ułożyć tekst wykrywający potencjalnego maniaka
                                                    książek na przykład? Co zaś się tyczy testów w ogóle - w jakim stopniu dają one
                                                    wiarygodne wyniki?
                                                  • jasminowo Re: Polemiki i nawiązanki... 27.08.07, 11:02
                                                    MIlczałam z powodu wyjazdu. Przepraszam.
                                                    Zaliczasz testy? To gdzie pracujesz, że jestes wciąż takim testom
                                                    poddawany? Sposób zaliczania testów przez Ciebie nie jest zbyt
                                                    etyczny :)
                                                    Nie, nie układamy testów na zajęciach domowych :) To nawet
                                                    niemożliwe. Test musi byc trafny i rzetelny. Zanim trafi do obiegu
                                                    jest sprawdzany czy spełnia te kryteria. Właśnie to mówi o
                                                    wiarygodności wyników.
                                                  • ratonsitoblanco Re: Polemiki i nawiązanki... 28.08.07, 18:56
                                                    Jesteś... To dobrze, bo już myślałem, że zwątpiłaś w moją konstytucję
                                                    psychiczną. Wrócę tu za kilka dni (a moze szybciej) z odpowiedzią, bom strasznie
                                                    zabiegany.
    • siostraihope Re: Żona psycholog 16.08.07, 22:49
      oj stereotypizujes:) ale to miłe:)
      • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 17.08.07, 18:41
        Nie przeczę. Na swoje usprawiedliwienie chciałbym podać, że w moich
        poszukiwaniach prawdy nie ma elementów propagandy.
    • pani.misiowa Re: Żona psycholog 18.08.07, 16:26
      hej
      ja jestem dzieckiem psychologa
      gdy bylam w wieku 'buntu' czesto sie zastanawialam czy podczas
      rozmow ze mna korzysta ze swojej wiedzy czy to po prostu rozmowa
      matki z corka, taka od serca
      czasami sie o to pytalam, dosc zaczepnie- rozmawiasz ze mna jako
      matka czy jako psycholog?
      a ona wtedy zawsze odpowiadala- jestem przede wszystkim matka, a
      potem psychologiem

      mysle ze nie masz podstawy by sie czegos obawiac
      skoro jestescie zgranym malzenstwem, to zona i tak juz pewnie zna
      twoje wady oraz oczywiscie zalety
      a jesli zada ci takie pytanie, to przeciez ty mozesz zapytac czemu
      je zadala, w jakim celu :)
      • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 18.08.07, 16:53
        Żona-psycholog. Dziecko-psycholog. Jestem skłonny uwierzyć, że w podobnych
        relacjach psycholog nie będzie korzystał ze swej wiedzy w niejasnych celach.
        Ale, ludzie kochani, nie wierzę, żeby tej pokusie oparła się także
        teściowa-psycholog, nie mówiąc już o potencjalnej teściwej. Możecie mówić, że
        powielam sterotypy. Ale i tak nie odstąpię od swojego zdania. Bo tego jestem
        absolutnie pewien:)
        • pani.misiowa Re: Żona psycholog 18.08.07, 18:56
          :)

          wychodze za maz za kilka miesiecy
          nie zauwazylam by mama traktowala mojego lubego jak potencjalnego
          pacjenta
          nie interpretuje jego zachowania w 'psychologiczny' sposob
          gdy o nim mowi, to tak jak kazda inna osoba

          co innego, gdy w poprzednim zwiazku, takim studenckim, 4-letnim
          mialam problemy
          wtedy widzialam, ze sila rzeczy starala sie pomoc mi przy
          wykorzystaniu tej wiedzy
          ale to bylo tylko na moja wyrazna prosbe w momencie problemow

          nie traktuj jednak psychologii jak jakiegos brzemienia :)
          da sie zyc :D
          • ratonsitoblanco Re: Żona psycholog 19.08.07, 19:28
            "wychodze za maz za kilka miesiecy
            nie zauwazylam by mama traktowala mojego lubego jak potencjalnego
            pacjenta"

            Czy przyszły mąż ma podobne odczucia?:) Wierzę Ci, ale przykład Twojej mamy to
            przypadek godny odnotowania. Myślę, że każda teściowa jest psychologiem, ale nie
            każdy psycholog jest teściową. To chyba brzmi sensownie, nie? Nie, nie traktuję
            psychologii jak brzemienia. A zresztą gdyby nawet to było brzemię, to co? Osioł
            przecież może tylko wierzgać, ale brzemienia i tak z siebie nie zrzuci. Więc
            lepiej z godnością i optymizmem wyczekiwać przyszłości.
            • pani.misiowa Re: Żona psycholog 29.08.07, 18:55
              Moj narzeczony bardzo lubi moja mame, sam pyta kiedy znow bedziemy u
              moich rodzicow (bo dobrze sie u nich czuje) i chyba nie rozmysla
              nawet nad faktem jej wyksztalcenia (bo ona nie pracuje juz w swoim
              zawodzie).
              Wie oczywiscie ze ona jest psychologiem, ale nie czul sie nigdy
              przez nia obserwowany czy inne takie.
              Moja mama jest bardzo bezposrednia w kontaktach i nawet gdy ktos
              zwierza sie jej ze swoich problemow, to nie przybiera mentorskiego
              tonu.

              Pozdrawiam
    • yagiennka Hehe 27.08.07, 21:40
      Zupełnie błędne rozumowanie. Psycholog jak szewc bez butów chodzi ;) Mam
      psychologa w rodzinie i wiem co gadam. Wcale nie ejst wszechwiedzący, wcale nas
      nie prześwietla i nie ma rentgena w oczach. Sama ma problemy we własnym
      małżeństwie przed czym jej żadna psychologia nie uratowała. I problemy w życiu
      jak każdy inny. Jedyne co to może czasami więcej rozumie zachowań ludzkich i wie
      co z czego wynika.
      Nie przesadzaj :)
      • pani.misiowa Re: Hehe 29.08.07, 18:52
        Masz racje, yagiennko.
        Nawet czytalam ostatnio o jakies pani psycholog, ktora kilka lat
        tkwila w toksycznym zwiazku z obsesyjnie zazdrosnym facetem, nie
        umiala od niego odejsc itepe.
        A na codzien doradzala innym, jak sobie radzic z problemami w zyciu
        osobistym.
Pełna wersja