Związki dzieci rozwodników - jak to jest???

09.08.07, 17:55
Naszły mnie pewne myśli ale też chciałabym poznać opinie forumowiczów na ten
temat ;-).

Otóż od conajmniej miesiąca jestem szczęśliwa, kochając i czując się kochana
ze wspaniałym chłopakiem. Naprawdę jest bardzo dobrym człowiekiem, jets
odpowiedzialny, zaradny i troskliwy zarazem. Jesteśmy wobec szczerzy i jest
nam dobrze ze soba. Oczywiście rozmawiamy o wszystkim. Również o naszych
rodzinach i problemach.


Jego rodzice rozwiedli się gdy miał ok 7 lat, teraz mieszka z matką, która
układa sobie na nowo zycie - dostaję często relację jak jej to idzie - z ojcem
ma średni kontakt, wręcz go nienawidzi (jest nikim dla swojego ojca -temat na
inny watek). Czuje do niego pogardę, choć chciałabym żeby próbowali się
pogodzić. Moj chlopak wyciągał do niego dłon, nie utrzymywał z nim kontaktu i
liczył, że ojciec zrozumie, że coś jest nie tak.

Stąd nasunęło mi się takie pytanie: czy dobrze rokujący związek z osobą, która
jakby nie bylo - była i jest obserwatorem takich sytuacji ma szansę być udany?
Wiem, że to jest głupie pytanie, ale boję się, że on podświadomie kiedyś
będzie wdrażał "taki system". Wiem, że pytanie jest może głupie - bo tyle
przypadków ile ludzi i że populacja dzieci z takich zwiazków musiałyby być w
100% rozwodnikami w koeljnym pokoleniu ;-), ale chcę poznać różne - może
sytuacje itp.
Osobiście trochę przeraża mnie gdy opisuje, jak jego matka stara się ułożyc na
nowo życie... Albo gdy mówi o ojcu...
Myślę, że jednak gdzieś to w nim siedzi i będzie siedzieć, nawet jeśli mówi,
że już się pogodził z tą sytuacją. Ale boję się, że będzie to też kiedyś
rzutowało na nasz związek, może nie teraz ale za jakiś czas??

wiem też, że osoba taka może wlaśnei chcieć uciec od popełniania błędu
rodziców i związek z taką osobą może być dużo bardziej szczęśliwy...

Swoją drogą do tego rodzice nadają mi, że kiedyś on może powielić ten
negatywny schemat...
    • shangri.la Re: Powtórka z lektur obowiązkowych, ech..... 09.08.07, 18:25
      Dwudziesty pierwszy wiek a złośliwy chichot Dulskiej i smrodek jej tandetnej
      kołtunerii snuje się po internecie, ech.....

      Miałaś wprawdzie szczęście spotkać człowieka , o którym piszesz, "Otóż od co
      najmniej miesiąca jestem szczęśliwa, kochając i czując się kochana
      > ze wspaniałym chłopakiem. Naprawdę jest bardzo dobrym człowiekiem, jest
      > odpowiedzialny, zaradny i troskliwy zarazem. Jesteśmy wobec szczerzy i jest
      > nam dobrze ze soba. "
      ale zawsze możesz go odrzucić , dokładnie tak, jak kiedyś zrobił to jego dawca
      genów, bo trudno to coś nazwać ojcem.
      Wybór jest Twój a swoich skołtuniałych rodziców zapytaj , czy wolą może Murzyna
      albo biseksualistę za zięcia:)

      Wszystkiego najlepszego panno Dulska i pozdrówki dla szanownej mamusi:)
      • sbelatka Re: Powtórka z lektur obowiązkowych, ech..... 09.08.07, 22:44
        spokojnie

        ja wcale nie sądze, że nie warto sie ZASTANAWIAC nad tym jaki wplyw
        na twojego chlopaka ma jego rozwiedziona rodzina pochodzeniowa - jak
        i każda inna

        rozwód - czy nam sie to podoba czy nie - rzutuje na rozwoj dzieci
        w różny spsoób - i nie ma gotowych odpwoiedzi jak zachowa sie w
        swoej rodzinie dziecko rozwodnikow

        ja osobiście myśle, ze warto O TYM rozmawiac z chłopakiem
        oczywiscie nie w oparciu o to co mówia rodzice - ale za pretekst
        moze posluzyc jakas ksiązka...

        niestey nie wszyscy sa zgodni co do tego, że rozwod pozostaje bez
        wplywu na dzieci - raczej można minimalizowac straty..

        jesli chcesz sie przygnebic nieco - ale poznac wyniki badan -
        przeczytaj "Druga szansa, rodzice i dzieci 10 lat po slubie"

        i chce żebys mnie dobrze zrozumiala ABSOLUTNIE nie zniechecam cie do
        zwiazku z dzieckiem rozwodnika
        ale uwazam, że trzeba wiedziec jakie sa zagrożenia niejako typowe
        dla doroslych dzieci rozodnikow
        bo one są .. i Dulska nie ma tu nic do rzeczy

        życze powodzenia

        acha, wchodzenie w zwiazek z dzieckiem alkoholika, pracoholika, z
        rodziny pelnej ale z zabuzronymi realcjami, dotkniętej choroba
        psychiczna lub przewlekła i wielu innych ... wymaga uwagi..
        rozmawiania.. roumienia...

        warto jedynie wiedziec CO sie czai "za kurtyną"

        jeszcze raz zyczę powodzenia
        • hesjja Re: Powtórka z lektur obowiązkowych, ech..... 12.08.07, 13:02
          napewno nie jest łatwo, bo z tymi jego strachami
          będziecie walczyć wspólnie choć kto powiedział, że
          osoba z pełnej rodziny ma ich mniej. Czasami trzymają
          się tylko dla zasady a z prawdziwym domem nie mają
          nic wspólnego.
          Sama mam rozwiedzionech rodziców, mój mąż również i
          uważam, że tak dobrego człowieka mogłabym szukać
          daleko. Jasne, że mamy kilka ciężkich chwil za sobą i
          wiele przegadanych nocy. Wielu rzeczy musieliśmy się
          nawzajem nauczyć, bo nie zostały nam wpojone
          wcześniej. Ale warto!
    • ja_adam Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 13:26
      znajomość od miesiąca...w takim dłuuugim czasie mężczyzna zawsze jest wstanie
      zagrać dobrego, szczerego mężczyznę! Zaradny...tu kobiecie niebywale łatwo
      zaimponować.
      Nawet dzieci w szkole są oceniane po roku nauki a Ty dajesz mu ocenę zaraz po
      pierwszej łatwej lekcji.

      Tak, z łatwością powielamy w życiu to co od niego otrzymaliśmy. Chyba że taki
      człowiek emanuje dojrzałością życiową, czego nie mozna powiedzieć o Twoim
      chłopaku. Pogarda do ludzi w ogóle dyskwalifikuje, do ojca przeraża!
      Nie ma na świecie żadnych powodów do pogardy innych ludzi, do czynu owszem.
      Nie wydaje mi się, że nie mógłby dogadać się z ojcem, czy zrozumieć jego postawę.

      Wydaje mi się jednak, że ból jak doświadcza w relacjach z ojcem jest tylko grą
      by pozyskać Ciebie jako powierniczki jego problemów.

      To nie jest postawa mężczyzny.
      • shangri.la Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 13:30
        ja_adam napisał: Nie wydaje mi się, że nie mógłby dogadać się z ojcem, czy
        zrozumieć jego postaw
        > ę.

        Źle ci się wydaje lub/i za mało wiesz o "postawach ojców" porzucających swoje
        potomstwo na łasce losu.
        • ja_adam Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 13:47
          Z decydowanej większości można sie porozumieć, chyba że są to narkomani,
          alkoholicy, bądź ludzi najnormalniej chorzy psychicznie.

          Ojcowie porzucający swoje potomstwo są zaledwie procentem kobiet po zabiegu
          przerwania ciąży...

          Zbyt dużo wiem, by skreślać związek ojca z dzieckiem który sam został określony
          jak średni. Wręcz żywię przekonanie, że jak minie parę lat pogadają sobie jak
          mężczyźni.
          • shangri.la Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 14:48
            Czy uważasz , że można się porozumieć z "ojcem", który widząc swoje dziecko na
            ulicy, jadąc z nim autobusem, odwraca się ostentacyjnie?
            A jaka jest szansa na porozumienie się syna , którego "ojciec " z własnej woli
            nie widział blisko 10 lat, nie kontaktował sie z nim, nigdy nie płacił
            przyznanych alimentów?

            Obaj nie byli narkomanami, ani alkoholikami, psychopatami itp.
            Obu miałam wyjątkową nieprzyjemność znać osobiście....

            Nie znam młodego człowieka, bohatera postu wstępnego, ale jestem przekonana, że
            sam z własnej woli nie doprowadził do opisanej sytuacji. Wyobrażam sobie też ,
            jak bardzo cierpiał i nadal cierpi z powodu odrzucenia.
            • ja_adam Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 14:59
              tak uważam że jest to możliwe.
              • shangri.la Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 15:01
                W jaki sposób?
                • ja_adam Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 15:10
                  zależy od sytuacji

                  jeden warunek musi być tylko spełniony: co najmniej jedno z nich pragnie tej rozmowy
                  • shangri.la Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 15:21
                    To nie jest tak do końca.....;)
                    W układzie porzucający-porzucany jest asymetria.
                    Porzucany to osobnik słabszy z jakiegoś powodu, zazwyczaj kobieta lub dziecko.

                    Porzucana kobieta nigdy nie błaga mężczyzny o przyznanie jej prawa do
                    zaistnienia w jego życiu. Z dzieckiem jest podobnie, ale jeszcze trudniej, bo
                    NIGDY I W ŻADNEJ MIERZE NIE PONOSI WINY, że "tatuś postanowił o nim zapomnieć(
                    kobiecie jakąś tam winę zawsze sie wmawia na odchodnym, nieprawdaż?:)

                    Obowiązkiem KAŻDEGO z rodziców jest interesowanie się dzieckiem, dbanie o jego
                    bezpieczeństwo, wykształcenie, zabezpieczenie materialne itp
                    Odchodzący "tatuś" łamie prawo boskie i ludzkie i nie będzie porozumienia między
                    nim a porzuconym dzieckiem, tak długo , jak nie ruszy go sumienie.
                    • ja_adam Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 15:31
                      uwielbiam asymetrię, ma w sobie siłę!

                      porzucany osobnik nie jest słabszy, czuje się słabszy ale wcale nim nie musi
                      być. Porzuceni uwielbiaja tarzać się we własnym porzuceniu. To tylko punkt widzenia.

                      Rozmowa nie ma zmierzać do uznania, powrócenia.
                      • shangri.la Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 15:34
                        Bardzo cyniczny jesteś.....
                        Czy masz na myśli setki,tysiące porzucanych każdego roku dzieci?
                        Sądzisz , że one "uwielbiają tarzać się we własnym porzuceniu"?
                        Ja wiem, jak straszliwie cierpią.....
                        • metaxxa1 Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 17:24
                          shangri.la napisała:

                          > Bardzo cyniczny jesteś.....
                          > Czy masz na myśli setki,tysiące porzucanych każdego roku dzieci?
                          > Sądzisz , że one "uwielbiają tarzać się we własnym porzuceniu"?
                          > Ja wiem, jak straszliwie cierpią.....

                          ..........................
                          pewnie ja-adam sma porzucił dziecko/dzieci,a teraz tarza się w swoim
                          usprawiedliwaniu podłości
                          • ja_adam Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 17:33
                            i specjalnie rejestrowałaś nowego nicka by mi to powiedzieć?
                            tchórzostwo!

                            tak, mój syn został z matką, to była najlepsza decyzja jaka mogłem podjąć dla
                            dobra DLA DOBRA nas wszystkich. I jestem pewien że w przyszłości mój syn
                            zrozumie dlaczego to uczyniłem. Moze dodam, że nie zamierzam przechodzić na
                            druga stronę ulicy, uchylać się od odpowiedzialności finansowania jego zycia i
                            bycia przy nim gdy to jest konieczne.
                            Wiem, że bedzie cierpiał, tak samo jak i ja cierpię. Mimo wszystko nie podjąłbym
                            innej decyzji nawet za cenę utraty dziecka.
                            • shangri.la Re: Związki dzieci rozwodników - jak to jest??? 12.08.07, 17:42
                              Sorry, to jakiś konflikt rodzinny?
                              Te słowa nie były chyba skierowane do mnie?
                              Ja tak nie dyskutuję.
                    • shangri.la Re: A na marginesie...... 12.08.07, 15:31
                      Nigdy żadnego konfliktu dotyczącego dwojga ludzi nie można rozwiązać wolą jednej
                      ze stron.
                      Dotyczy nawet bardzo banalnych spraw a cóż dopiero fundamentów egzystencji.....
                      • ja_adam Re: A na marginesie...... 12.08.07, 15:50
                        nie neguję uczucia porzucenia, neguję uczucie słabości.
                        wszystkie dzieci, nawet te w rodzinach cierpia gdy ojcowie ich nie kochają...

                        rozmowa nie ma rozwiązywać problemów, ma pokazać dziecku punkt widzenia
                        człowieka który przechodzi na 2 stronę ulicy, gdy widzi swego syna.

                        • shangri.la Re: A na marginesie...... 12.08.07, 16:05
                          Czy Ty będąc tym synem zrozumiałbyś argumentację takiego "ojca"?
                          Sorry, ale teoretyzujesz, a ja przerabiałam to na własnej skórze.

                          Słabość możesz sobie negować lub gloryfikować, a ludzie słabi i dzieci i tak
                          będą cierpieć.
                          Brak akceptacji prowadzi do wspomnianej przeze mnie wyżej dulszczyny.
                          Ta pani też gardziła słabością;)
                          A w skrajnym przypadku ociera się o ideologie faszystowską.
                          • ja_adam Re: A na marginesie...... 12.08.07, 16:51
                            sorry, ale Twoje problemy niech zostaną Twoimi...
                            innych do tego nie mieszaj
                            • shangri.la Re: A na marginesie...... 12.08.07, 17:06
                              ....a ja sądziłam, że rozmawiamy o możliwości "uregulowania stosunków" między
                              dzieckiem a ojcem, który go porzucił.
                              • ja_adam Re: A na marginesie...... 12.08.07, 17:27
                                rozmawiałem ze swoim ojcem i doskonale go rozumiem.
                                choc nadal relacje między nami są "martwe" to jednak jesteśmy pełni szacunku dla
                                drogi jaką obralismy
                                • shangri.la Re: A na marginesie...... 12.08.07, 17:32
                                  Ja tez rozmawiam, przy okazji świąt.
                                  Nigdy nie usiłowałam go zrozumieć, bo po pierwsze jestem kobietą a po drugie
                                  nigdy nie porzuciłabym swojego dziecka.
                                  Od dawna nie boli.....
                                  O wiele bardziej boli to, co zrobił a raczej czego nie zrobił ojciec mojego syna.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja