kaaka123
12.08.07, 18:17
Poznalismy sie w kwietniu zeszlego rokui przez prawie rok bylismy ze soba.
Nasz zwiazek od poczatku nie byla latwy. Ja nie mam latwego charakteru i on
tez. Ale jego milosc byla tak duza ze przekonalam sie ze przezwyciezymy
wszystko. Co bylo problemem? Nasza komunikacja. Nie umielismy ze soba
rozmawiac, on chcial miec zawsze racje i ja tez. Takie starcie dwoch silnych
osobowosci. Czesto sie klocilismy i ja wtedy dochodzilam do wniosku ze to nie
ma sensu. On mnie przekonywal ze ma, ze w koncu sie dotrzemy. Ale z czasem
klotnie byly coraz wieksze i jego sila walki malala. Jestesmy doroslymi
ludzmi, ja mam 30 a on 27 lat. Wielokrotnie postanawialismy ze nauczymy sie
rozwiazywac problemy bez klotni, ze bedzie coraz lepiej ale to byly slowa.
Rozstawalismy sie kilkakrotnie, raz na ponad miesiac. Po tym czasie
zaczynalismy sie kontaktowac i znowu ze zaczniemy od nowa, ze chcemy byc
razem. On chcial zebym sie zmienila dla niego, ja podobnie, zeby zmienil pewne
zachowania dla mnie.
Definitywnie rozstalismy sie na poczatku marca, po wielkiej klotni przez
telefon. Po miesiacu odezwalam sie do niego, chcialam porozmawiac, tesknilam,
ale nie chcial ze mna rozmawiac. to byly swieta wielkanocne, byl pod wplywem
alkoholu i nasluchalam sie tylko niemilych rzeczy i ze to wszystko moja wina.
Dalam sobie na spokoj, postanowilam ze wiecej sie nie odezwe.
Jakies 3 tygodnie temu, po ponad 3 miesiacach ilczenia napisal smsa. Napisal
ze zastanawia sie czy to nie byla jego wina i ze mysli o nas czesto. Odpisalam
po kilku dniach, ze dobrze ze sie zastanawia i mysli ze przyda to mu sie na
przyszlosc. Potem pisal ze moze na nasza wspolna przyszlosc. Pisal ze niedlugo
zbliza mu sie urlop i wspomina jak rok temu bylismy nad morzem, ze chcialby to
powtorzyc. Napisalam ze nie chce sie znowu klocic, ze nie wiem na ile sie
zmienilismy , ze jesli bedzie inaczej to porozmawiajmy a jesli ma byc tak samo
jak bylo to zapomnijmy o sobie. Odpisal ze szkoda ze cala wine zwalam na
niego. Ja odpisalam ze sama tez jestem winna i duzo rzeczy przemyslalam, na
pewno w jakims sensie sie zmienilam. Zapytalam sie go w smsie czy nadal mnie
kocha , odwrocil pileczke i zapytal sie o to sammo. W zasadzie na tym sie
skonczylo. Staralam sie byc mila, myslalam ze bedzie to kontynuowal. Czuje ze
nadal mnie kocha, bylam jego pierwsza miloscia, je jego tez kocham ale jak sie
do niego zblizyc? Te smsy byly tydzien temu , do tej pory jest cisza. Wiem ze
od jutra ma ten urlop, wiem rowniez ze nie moge do niego pierwsza napisac.
Zazwczczaj jak po przerwie ja odzywalam sie pierwsza to zle sie to konczylo.
Wiem ze pewnie boi sie powtorki, tego ze znow zaczniemy sie klocic i ze znowu
sie rozstaniemy. Ja tez tego sie boje ale nie umiem przestac o nim myslec,
bardzo go kocham.
Ale czy ta milosc ma racje bytu? A jesli nie zmienilismy sie na tyle zeby ze
soba byc i bedzie kolejne rozstanie? Czy dac czasowi plynac dalej , zapominac
i nie robic nic? Czy walczyc o niego i w jaki sposob?