fnoll
03.07.03, 22:32
nie zmyłeś jeszcze z ust swych tłuszczu
więc wycieram się dyskretnie, nim domyślisz się mego obrzydzenia
nie mogę wciąż stanąć na własnych nogach,
bo zbyt bolą krwawe jeszcze dziury po gwoździach w mych bezsilnych stopach,
ale nie zraniłem tego drewna - choć mogłem przecież rozpłatać je piorunem,
mam poczucie dobrze wykonanego zadania,
dla siebie odchodzę, może nie potrafię o nic prosić dla siebie
jednak zawiodłem
nie jestem ideałem
z wypracowaną w ciemnościach przed początkiem strategią paruzji
niosę w sobie rozszczepienie, bardziej śmiercionośne od rozszczepienia atomu,
dwa bieguny wiecznego mrozu, wszystkie kierunki świata
loterię życia i lichą nagrodę w postaci śmierci, gdy już gasi jak buka
kolejną iskierkę pozostaje zimna i ciemna,
czasem stan nadziei zmuszający do lizania tortu przez szybę,
głód dla słabych za karę, bo nieszczęścia chodzą ciągami,
rozbieżnymi jakby się nad tym zastanowić,
pełnię brzucha co jest mi potęgą
i może budzić przerażenie - rozumiem
dyktatura to me drugie imię
choć chętniej wybrałbym bezpański chaos, swobodę elektronów na nieoglądanym
ekranie,
opadła kolejna kotara
czy usłyszę jak wołasz: spadaj? (jesteś przecież Wojownikiem Ciemności)