iris28
31.08.07, 14:10
Moj mąż jest na codzień dobry i kochający, stara się pomagać, choć
wiele rzeczy mu nie wychodzi, ja widzę jego starania i jest dobrze,
ale czasami się kłócimy, najczęściej o głupstwa, ale raz na jakiś
czas wychodzi z tego wielka awantura, on wtedy nie jest sobą, ma
dziwny wyraz twarzy, mówi straszne rzeczy, szarpie mnie, popycha,
parę razy wyglądało to groźnie, ale nigdy nic poważnego się nie
stało - takie zdarzenia miały miejsce bardzo rzadko i jak się nad
tym zastanowić to rzeczywiście uczciwie mówiąc go prowokowałam,
byłam naprawdę upierdliwa i czepiałam się go o wszystko, każdy kij
ma dwa końce... potem przepraszaliśmy się i wszystko było dobrze. Do
czasu, ostatnio byłam trochę marudna (wiecie PMS i te sprawy) i
trułam mu przez kilka dni głowę swoim samopoczuciem, że zbliża się
wyjazd a ja będę się źle czuła itd... I wtedy znów się wściekł,
zaatakował mnie znienacka, uderzył pięścią w udo i chciał wyjść, ja
nie chciałam żeby tak wyszedł w środku nocy,a on zaczął dzwonić do
mojej matki, prosiłam żeby tego nie robił bo nie chciałam żeby mama
się denerwowała nocnymi telefonami, on mnie nie słuchał i w
desperacji wytrąciłam mu ten telefon z ręki i wtedy nim we mnie
rzucił, trafił mi prosto w twarz, rozciął mi skórę, polała się krew,
teraz mam całe oko fioletowe... Jak zobaczył co zrobił to się
przestraszył, zaczął mnie opatrywać, teraz biega po sklepach i
aptekach i kupuje co potrzebuje bo ja nie moge wyjść z domu,stara
się naprawić błąd, a ja już nie wiem co robić...ślad już powoli
znika, ale im bardziej dochodzę do siebie tym bardziej się czuję
zagubiona :(