Czy ja jestem nienormalna? :(

05.09.07, 14:01
Oto moja sytuacja. Mam dobrą koleżankę. Lubię ją. Jakiś czas temu
uprawiała niezobowiązujący seks z facetem, którego poznałam później.
Bardzo mi się spodobał. No i mam problem!!! :( Nie jestem w stanie
przeżyć tego, że oni uprawiali seks, chociaż wiem, że to przecież
irracjonalne. Gdyby stało się tak, że on i ja bylibyśmy razem, to
chyba musiałabym zerwać kontakty z dobrą koleżanką :( Ta sytuacja
jest nie do zniesienia dla mnie emocjonalnie i towarzysko :( Co to,
do cholery, jest? Jakiś atawizm, biologizm? Nie rozumiem swoich
reakcji, to silniejsze ode mnie. Czy ktoś ma podobnie i jak sobie z
tym poradzić? :( Bo zaczynam się męczyć. I to, co gorsza, na zapas.
    • maureen2 Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 05.09.07, 14:05
      nie ma
    • jan_stereo Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 05.09.07, 15:06
      mysle,ze gdybys sie i Ty przespala ze swoja kolezanka to tym samym
      bylo by to swego rodzaju cielesne namaszczenie Was obojga przez nia,
      poczula bys sie bardziej swojsko..lepiej.
      • versowoman Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 11.09.07, 11:39
        założe się ze chciałbys sie przyłączyc :/
    • psychoguru Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 05.09.07, 16:15
      walnieta.frania napisała:

      >Ta sytuacja
      > jest nie do zniesienia dla mnie emocjonalnie i
      towarzysko :( Co to,
      > do cholery, jest? Jakiś atawizm, biologizm? Nie
      rozumiem swoich
      > reakcji, to silniejsze ode mnie. Czy ktoś ma
      podobnie i jak sobie z
      > tym poradzić? :( Bo zaczynam się męczyć. I to, co
      gorsza, na zapas.

      Jestes normalna ale:

      Musisz zrozumiec ze emocje, uczucia, oceny sa
      produkowacne w mozgu przez systemy dzialajace na
      poziomie podswiadomym. Wyniki dzialania tych systemow
      pojawiaja sie na poziomie swiadomym i tu nastepuje
      konflikt bo "ty" czyli poziom swiadomy dzialania
      twojego mozgu nie wie co jest grane.

      To co opisujesz wskazuje na silne sprzeczne sygnaly z
      dwoch systemow co wywoluje konflikt:

      Pierwotny system nawiazywania zwiazkow zidentyfikowal
      bardzo pozytywnego kandydata na partnera seksualnego.
      Oczywiscie na poziomie swiadomym pojawia sie to w
      formie informacji "bardzo mi sie podoba"

      Ale jednoczesnie wiesz ze kumpela sie z nim gzila co
      powoduje ze pojaiwiaja sie silne sygnaly negatywne z
      systemu wartosciowania ludzi.

      Powstaje sytuacja w ktorej na poziomie podswiadomym
      nie moze byc znalezione rozwiazanie. Rozwiazanie
      zastepcze to kierowanie negatywnych emocji na kumpele.

      Jezeli zrozumiesz te mechanizmy to bedziesz w stanie
      wybrac rozwiazanie z poziomu swiadomego ale to zalezy
      od profilu twojej osobowosci:

      Jezeli masz sztywne zasady i wyobrazenia o facetach to
      odrzucasz faceta jako potencjalnego partnera. Na
      przyklad gyd kontakty seksualne traktujesz niezwykle
      powaznie, mialas bardzo ograniczony krag partnerow,
      nigdy nie mialas niezobowiazujacych przygod.

      Jezeli jestes elastyczna i dopuszczasz ze w zyciu
      zdarzaja sie rozne uklady to mozesz przejsc do
      porzadku ze facet sie gzil z kumpela bo ostateczne nie
      ma to wielkiego znaczenia. Jezeli wiec potrafisz
      przyjac ze kazdy mial jakies przygody to mozesz do
      faceta startowac bo to ze robil to z kumpela moze byc
      nawet pozytywne bo ja znasz. Gdyby to jednak sie
      zdarzylo to musisz absolutnie pamietac ze sprawa z
      kumpela jest zamknieta i bezwzglednie nigdy nie
      bedziesz do niej wracala ani z nim ani z kumpela.
      Nawet jesli kumpela opowiadala ci pikantne szczegoly
      ty nie bedziesz tego mogla robic jesli bylby to
      powazny zwiazek.
      • walnieta.frania Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 05.09.07, 19:48
        Dzięki. Myślę, że mniej więcej o to chodzi. Tylko czy można jakoś
        wyjść z tego wewnętrznego konfliktu? Można to sobie "wytłumaczyć"
        tak, żeby działało nie tylko na rozum, ale i emocje?
    • synvilla Re: Moze 05.09.07, 17:18
      Niech lepiej sie spodoba tobie kto inny. A nie facet najblizszej
      kolezanki.

      ____________________
      hem.bredband.net/waldon/
      • jan_stereo Re: Moze 05.09.07, 17:27
        synvilla napisała:

        > Niech lepiej sie spodoba tobie kto inny. A nie facet najblizszej
        > kolezanki.

        juz nie jest najblizsza kolezanka, wiec to nie tak..

      • walnieta.frania Re: Moze 05.09.07, 19:49
        Przepraszam, a potrafisz czytać ze zrozumieniem? Gdzie ja napisałam,
        że to facet mojej koleżanki?
        • synvilla Re: Moze 06.09.07, 09:36
          Mam dobrą koleżankę. Lubię ją. Jakiś czas temu
          uprawiała niezobowiązujący seks z facetem, którego poznałam
          później.
          Bardzo mi się spodobał. No i mam problem!!!

          ...
          Znaczy oni nie sa juz razem i nigdy razem nie byli.
          Moze jest to kwestia przelamania oporow, a pozniej czlowiek
          zaakceptuje sytuacje i wszytsko bedzie normalnie?
          • psychoguru Jak z tego wyjsc 06.09.07, 10:07
            synvilla napisała:

            > Mam dobrą koleżankę. Lubię ją. Jakiś czas temu
            > uprawiała niezobowiązujący seks z facetem, którego
            poznałam
            > później.
            > Bardzo mi się spodobał. No i mam problem!!!
            > Znaczy oni nie sa juz razem i nigdy razem nie byli.
            > Moze jest to kwestia przelamania oporow, a pozniej
            czlowiek
            > zaakceptuje sytuacje i wszytsko bedzie normalnie?

            Z tego jasno wynika ze nie byl to facet jej kolezanki.
            Ale jej problem polega na tym kolezanka sie z nim
            seksila wiec chociaz facet zostal zidentyfikowany jako
            bardzo pozytywny obiekt seksualny powoduje to konflikt
            z jej systemem wartosci.

            Wyjsc z tego mozna przez autoterapie, czyli z poziomu
            swiadomego oddzialywac na systemy poziomu
            podswiadomego dla zlikwidowania konfliktu. Jak sie
            wydaje do jej profilu osobowosci nie pasuje zwiazek i
            seks z tym facetem. Wobec tego nalezy redukowac
            sygnaly plynace z systemu identyfikacji partnerow
            seksualnych. Robi sie to metoda obiektywizacji: z
            poziomu swiadomego obserwujesz kiedy i w jakich
            okolicznosciach te sygnaly sie pojawiaja, jaki maja
            charakter i jakie fizyczne objawy powoduja.
            Po jakims czasie bedziesz a stanie dokladnie to
            okreslic i przewidziec. Wlasnie wtedy wplyw tych
            sygnalow zacznie slabnac i w koncu sytuacja bedzie pod
            swiadoma kontrola. Ale rzecz jasna moga byc z tym
            trudnosci jesli sygnaly z systemu podswiadomego sa
            bardzo silne, sa one czasem tak silne ze paralizuja
            dzialanie poziomu swiadomego, wtedy ludzie sa gotowi
            zrobic wszystko. W tym przypadku tak nie jest bo
            autorka zamiast pytac o rade juz by seksila sie z
            facetem.
            • walnieta.frania Re: Jak z tego wyjsc 06.09.07, 10:32
              > Wyjsc z tego mozna przez autoterapie, czyli z poziomu
              > swiadomego oddzialywac na systemy poziomu
              > podswiadomego dla zlikwidowania konfliktu. Jak sie
              > wydaje do jej profilu osobowosci nie pasuje zwiazek i
              > seks z tym facetem. Wobec tego nalezy redukowac
              > sygnaly plynace z systemu identyfikacji partnerow
              > seksualnych. Robi sie to metoda obiektywizacji: z
              > poziomu swiadomego obserwujesz kiedy i w jakich
              > okolicznosciach te sygnaly sie pojawiaja, jaki maja
              > charakter i jakie fizyczne objawy powoduja.
              > Po jakims czasie bedziesz a stanie dokladnie to
              > okreslic i przewidziec. Wlasnie wtedy wplyw tych
              > sygnalow zacznie slabnac i w koncu sytuacja bedzie pod
              > swiadoma kontrola.

              Chyba próbowałam instynktownie mniej więcej czegoś takiego. Ale są
              chwile, kiedy nie wiedzieć czemu mój poziom świadomy się wyłącza i
              wtedy się zaczyna. Mózg ludzki to jednak skomplikowana maszyna. Ja
              jestem zła na siebie, bo jestem osobą szalenie racjonalną. Nie mogę
              się pogodzić z takimi swoimi reakcjami.
              • anka.ww Re: Jak z tego wyjsc 06.09.07, 10:38

                więc jest przed tobą droga do poznania i akceptacji swojej dzikiej natury.
                połączenie sie z tą druga częścią siebie daje poczucie do pełni, siły i zrozumienia.


                • anka.ww Re: Jak z tego wyjsc 06.09.07, 10:39

                  poprawka:
                  ...daje poczucie pełni, siły i zrozumienia.

              • psychoguru Re: Jak z tego wyjsc 06.09.07, 11:52
                walnieta.frania napisała:

                > Chyba próbowałam instynktownie mniej więcej czegoś
                takiego. Ale są
                > chwile, kiedy nie wiedzieć czemu mój poziom świadomy
                się wyłącza i
                > wtedy się zaczyna. Mózg ludzki to jednak
                skomplikowana maszyna. Ja
                > jestem zła na siebie, bo jestem osobą szalenie
                racjonalną. Nie mogę
                > się pogodzić z takimi swoimi reakcjami.

                Jak bylo wspomniane jest to zupelnie normalne. Powodem
                jest to ze systemy podswiadome sa zwiazane z
                podstawowymi instynktami takimi jak seks/zachowanie
                gatunku wiec nie moga byc zbyt latwo pod kontrola.
                Dosc czesto poziom swiadomy zostaje wylaczony.

                Jezeli nawiazanie zwiazku z tym facetem absolutnie nie
                wchodzi w gre to pozostaje dalsze przejmowanie
                kontroli przez system swiadomy. Oczywiscie sprzyjaja
                temu takie proste sprawy jak brak kontaktu z tym
                facetem, brak informacji o nim, zajecie sie innymi
                sprawami i tak dalej oraz uswiadomienie ze ten proces
                zajmuje zwykle kilka miesiecy. Z drugiej strony
                sygnaly beda tym silniejsze im jestes mlodsza, im
                mniej zwiazkow z facetami mialas oraz od sily
                indywidualnego popedu plciowego i stopnia jego
                zaspokojenia. Mozesz na przyklad obserwowac jak
                nasilenie mysli o tym facecie zmienia sie w cyklu
                miesiecznym. Jest to oczywiscie zwiazane z tym ze
                podstawowa role w dzialanicu tych systemow odgrywaja
                hormony.
            • synvilla Re: Jak z tego wyjsc 06.09.07, 11:17
              Zapewne poziomy swiadomosci i podswiadomosci dzialaja tak jak tu
              opisales.
              Jest jeszcze jeden szczegol dosc trudny. Taki mezczyzna jest
              jednak "lacznikiem" pomiedzy tymi dwiema kobietami. Zabrzmi to
              pewnie szalenie dziwnie, ale tak jest.Na poziomie podswiadomosci.
              Problem jakiego typu "lacznosc" z kolezanka chce miec autorka postu.
              Tego typu "lacznosc" poprzez tego mezczyne- jest bardzo intymna.
              Inaczej przedstawia sie sprawa jezeli sie nie zna swoich
              poprzedniczek.Sa to sprawy wtedy bardzo abstrakcyjne.
              Na poziomie swiadomosci - jest kolezanka, ktora byla w intymnej
              sytuacji z owym mezczyna.Autorka postu tak jakby poprzez tego
              mezczyne byla w intymnej sytuacji z owa kolezanka./?/
              Nie jest to jakas regula, ale zdbelko prawdy jest w tym.
              Przyklad czesto potwierdza sie wsrod homoseksualnych mezczyn,
              ktorzy nie dopuszczaja do swojej swiadomosci swoich homoseksualnych
              sklonnosci i szukaja bardzo czesto kontaktow
              z ...prostytutkami.Poprzez tego typu kontakty z tymi kobietami maja
              lacznosc z wieloma mezczyznami.
              Oczywiscie, wszystko to nadal na poziomie nie uswiadamianym.
              • psychoguru Re: Jak z tego wyjsc 06.09.07, 12:15
                synvilla napisała:

                > Zapewne poziomy swiadomosci i podswiadomosci
                dzialaja tak jak tu
                > opisales.
                > Jest jeszcze jeden szczegol dosc trudny. Taki
                mezczyzna jest
                > jednak "lacznikiem" pomiedzy tymi dwiema kobietami.
                Zabrzmi to
                > pewnie szalenie dziwnie, ale tak jest.Na poziomie
                podswiadomosci.
                > Problem jakiego typu "lacznosc" z kolezanka chce
                miec autorka postu.
                > Tego typu "lacznosc" poprzez tego mezczyne- jest
                bardzo intymna.

                Rzeczywiscie, masz racje i temu rowniez sluza pytania
                do niej zadane nizej. Moze byc to jeszcze wzmocnione
                jesli kolezanka opowiadala jej pikantne szczegoly na
                temat seksu z tym facetem.

                W opisanym przypadku moze tez byc rola seksu
                niezobowiazujacego. Czyli "kumpela miala z nim taki
                seks a ja mialabym sie zaangazowac uczuciowo?"

                Wtedy moze byc tez tak ze autorka jest mloda i/lub
                niedojrzala/niedoswiadczona w sprawach damsko-meskich.
                Z wiekiem poglad na te sprawy sie zmienia, ludzie
                zmieniaja partnerow na innych ale dobrze znanych i nie
                ma problemu. Po prostu seks przestaje byc niezwykle
                tajemniczym tabu i wiadomo ze wszyscy to jakos robia
                wiec jak sie zmieni partnera to nie ma takiego
                znaczenia.
                • walnieta.frania Re: Jak z tego wyjsc 06.09.07, 12:26
                  > Rzeczywiscie, masz racje i temu rowniez sluza pytania
                  > do niej zadane nizej. Moze byc to jeszcze wzmocnione
                  > jesli kolezanka opowiadala jej pikantne szczegoly na
                  > temat seksu z tym facetem.

                  Niestety tak właśnie było... :(



                  > W opisanym przypadku moze tez byc rola seksu
                  > niezobowiazujacego. Czyli "kumpela miala z nim taki
                  > seks a ja mialabym sie zaangazowac uczuciowo?"

                  To znaczy? Jak mam to interpretować?



                  > Wtedy moze byc tez tak ze autorka jest mloda i/lub
                  > niedojrzala/niedoswiadczona w sprawach damsko-meskich.

                  Nie :) Nie jestem ani bardzo młoda, ani niedoświadczona :)
          • walnieta.frania Re: Moze 06.09.07, 10:25
            > Znaczy oni nie sa juz razem i nigdy razem nie byli.

            Czy nie widzisz w tym zdaniu sprzeczności?
            • psychoguru Pytania 06.09.07, 12:05
              walnieta.frania napisała:

              > > Znaczy oni nie sa juz razem i nigdy razem nie byli.
              > Czy nie widzisz w tym zdaniu sprzeczności?

              Tu widac ze twoj system wartosci jest nastrojony nieco
              tradycyjnie. Obecnie wiele osob uwaza ze jesli ludzie
              mieli seks rekreacyjny to nie mozna mowic ze byli
              razem. Bycie razem oznacza zwiazek w ktorym partnerzy
              dziela swoje zycie a nie tylko seks. Z kolei nawet
              jesli ci ludzie byliby razem w tym sensie, to tez nie
              byloby problemu bo jeden zwiazek sie skonczyl a drugi
              moze sie zaczac.

              Problem jest dopiero gdy sie wystepuje jako trzecia
              osoba wobec istniejacego zwiazku.

              Zeby zbadac rodzaj twojego nastrojenia mozesz
              odpowiedziec na takie pytania:

              - czy nawiazalabys zwiazek z facetem rozwiedzionym?

              - rozwiedzionym majacym potomstwo?

              - kawalerem o ktorym bys wiedziala ze byl w wielu
              zwiazkach z kobietami ktorych nie znasz?

              - facetem o ktorym wiesz ze mial seks z wieloma
              kobietami ktorych nie znasz?
              • walnieta.frania Re: Pytania 06.09.07, 12:23
                > Tu widac ze twoj system wartosci jest nastrojony nieco
                > tradycyjnie. Obecnie wiele osob uwaza ze jesli ludzie
                > mieli seks rekreacyjny to nie mozna mowic ze byli
                > razem. Bycie razem oznacza zwiazek w ktorym partnerzy
                > dziela swoje zycie a nie tylko seks. Z kolei nawet
                > jesli ci ludzie byliby razem w tym sensie, to tez nie
                > byloby problemu bo jeden zwiazek sie skonczyl a drugi
                > moze sie zaczac.

                Oni nie byli razem w żadnym tego słowa znaczeniu. To było
                jednorazowe.


                Co do pytań - na wszystkie mogę powiedzieć "tak", może z wyjątkiem
                mężczyzny z potomstwem, bo nie wiem, czy dałabym radę.
                • psychoguru To jest nieco urojone w normalnej sprawie 06.09.07, 18:14
                  walnieta.frania napisała:

                  > Co do pytań - na wszystkie mogę powiedzieć "tak",
                  może z wyjątkiem
                  > mężczyzny z potomstwem, bo nie wiem, czy dałabym
                  radę.

                  Aha, to znaczy ze problem jest nieco inny. Nalezaloby
                  dokladniej sformulowac co cie gryzie: czy na przyklad
                  mysl o tym ze jesli bys nawiazala zwiazek z facetem to
                  kumpela bylaby jakby jego czescia? Albo moglaby
                  wiedziec cos o intymnych "tajemnicach" bo zna faceta
                  z lozka?

                  Jezeli nie jestes bardzo mloda ani niedoswiadczona to
                  tego typu problemy sa urojone. Bo problem polega tylko
                  na tym ze akurat ja znasz. A przeciez latwo sobie
                  wyobrazic ze facet moglby na przyklad zapoznac cie ze
                  swoja byla dziewczyna z ktora spedzil kilka lat.

                  Cala sytuacja jest zupelnie normalna: miedzy kumpela i
                  facetem nie zadzialala chemia a miedzy toba i nim moze
                  zadzialac i to mocno.
                  • walnieta.frania Re: To jest nieco urojone w normalnej sprawie 06.09.07, 22:28
                    > Aha, to znaczy ze problem jest nieco inny. Nalezaloby
                    > dokladniej sformulowac co cie gryzie: czy na przyklad
                    > mysl o tym ze jesli bys nawiazala zwiazek z facetem to
                    > kumpela bylaby jakby jego czescia? Albo moglaby
                    > wiedziec cos o intymnych "tajemnicach" bo zna faceta
                    > z lozka?

                    A może to kompleksy i niepewność? Bałabym się porównania? Ona ten
                    seks opisywała jako coś rewelacyjnego. A jeśli ze mną byłoby po
                    prostu przeciętnie? Dlaczego ja sobie w ogóle stwarzam takie
                    problemy? I to w sytuacji, kiedy pomiędzy mną a tym facetem jeszcze
                    niczego nie było i być może nie będzie? Nie mogę znieść myśli, że
                    moja koleżanka znałaby mojego faceta w tak intymnej sytuacji. Tylko
                    właściwie dlaczego?

                    A chemia między nimi raczej była, tylko nie mogli tego ciągnąć z
                    przyczyn obiektywnych, o których nie będę tutaj pisać.
                    • psychoguru Moze nieco poczucia humoru? 07.09.07, 09:41
                      walnieta.frania napisała:

                      > A może to kompleksy i niepewność? Bałabym się
                      porównania? Ona ten
                      > seks opisywała jako coś rewelacyjnego. A jeśli ze
                      mną byłoby po
                      > prostu przeciętnie?

                      Tego oczywiscie z gory nie mozna przewidziec. Z jednej
                      strony jesli to facet byl rewelacyjny to nie widac
                      powodu dlaczego nie bylby taki z toba. Ale z drugiej
                      strony jest bardzo negatywny aspekt wlasnie w tym ze
                      masz ten psychiczny bagaz co mogloby spowodowac ze
                      trudno byloby cie sie wyluzowac, byc spontaniczna.
                      Poza tym przy takim podejsciu wisialoby pytanie cz
                      kumpela nie jest lepsza, moze jej repertuar jest
                      bardziej wszechstronny i tak dalej.

                      >Dlaczego ja sobie w ogóle stwarzam takie
                      > problemy? I to w sytuacji, kiedy pomiędzy mną a tym
                      facetem jeszcze
                      > niczego nie było i być może nie będzie?

                      Tu wyjasnienie jest proste: twoj podswiadomy system
                      doboru partnerow zidentyfikowal faceta jako
                      potencjalnie doskonale pasujacego partnera i wysyla
                      bardzo silne sygnaly do poziomu swiadomego co ujawnia
                      sie jako " bardzo mi sie podoba". Ale z drugiej strony
                      jest ten konflikt bo masz informacje o seksie z
                      kumpela. To prowadzi do trudnosci w wypracowaniu
                      decyzji bo jest silne pobudzenie i silne hamowanie.

                      >Nie mogę znieść myśli, że
                      > moja koleżanka znałaby mojego faceta w tak intymnej
                      sytuacji. Tylko
                      > właściwie dlaczego?

                      To wymagaloby dalszej analizy. Rzecz jasna silny
                      negatywny sygnal tego typu jest produkowany na
                      poziomie podswiadomym i przechodzi do poziomu
                      swiadomego. Stad odczuwasz to ale nie wiesz skad i
                      dlaczego to sie bierze. Pytanie jest wiec z jakiego
                      systemu podswiadomego ten sygnal pochodzi. Moze byc na
                      przyklad z systemu samooceny czyli jak sugerujesz
                      wyzej z powodu leku ze ne bedzie tak jak z kumpela.
                      Moze tez byc z systemu generujacego uczucie naruszenia
                      intymnosci (no bo ona byla z nim z lozku, wiec jak ty
                      bedziesz to prawie jak byscie byli razem we trojke).
                      Tego sie nie da okreslic dokladnie, ale pytanie ktore
                      moze pomoc jest: jakiego rodzaju emocje to wzbudza u
                      ciebie jesli wyobrazisz sobie ze nawiazujesz zwiazek z
                      factem? Wstydu, ponizenia, zlosci na kumpele czy cos
                      innego?

                      > A chemia między nimi raczej była, tylko nie mogli
                      tego ciągnąć z
                      > przyczyn obiektywnych, o których nie będę tutaj
                      pisać.

                      W calej sprawie jest oczywiscie tez pytanie czy z jego
                      strony byly oznaki ze chemia dziala wobec ciebie czy
                      nie.

                      Wobec braku pelnej informacji trudno powiedziec teraz
                      co mozna byloby zrobic w tej sytuacji.

                      Dosc czesto w redukcji konfliktu i napiecia bardzo
                      pomaga jego ujawnienie i nieco poczucia humoru. Na
                      przyklad ujawniasz kumpeli ze zaczynasz rozumiec jak
                      jej bylo super z nim bo ten facet tez na ciebie dziala
                      haha. No i mozesz nawet jako dobry zart poprosic
                      kumpele zeby cie z nim spiknela. Ona przejdzie wtedy w
                      role doswiadczonej swatki ktora ma doskonale
                      sprawdzone referencje dla faceta czli na pewno nie
                      bedzie to kupwanie kota w worku, haha.
                    • synvilla Re: Nawet nie masz pojecia jak cie rozumiem. 07.09.07, 16:37
                      Ja skreslam takcih panow od razu z listy.
                      • psychoguru Re: Nawet nie masz pojecia jak cie rozumiem. 07.09.07, 19:33
                        synvilla napisała:

                        > Ja skreslam takcih panow od razu z listy.

                        Zdaje sie ze tez jest to reakcja emocjonalne, czy
                        potrafisz wytlumaczyc jej motywy?


                        • synvilla Re: Nawet nie masz pojecia jak cie rozumiem. 08.09.07, 10:47
                          psychoguru napisała:

                          > >
                          > Zdaje sie ze tez jest to reakcja emocjonalne, czy
                          > potrafisz wytlumaczyc jej motywy?
                          >
                          > ...........................
                          Aktualnie nie skreslam, bo od 12 lat jestem w stalym zwiazku.
                          Ale kiedys zanim spotkalam swojego T. i jakis pan okazal sie
                          poprzednim mojej znajomej- skreslalam go z listy.Wlasnie ze wzgledu
                          na fakt, ze znajome lubily opowiadac, o tym co sie dzialo w lozku.
                          A jak wiadomo kazdy jest inny w tej materii.Czulabym, ze sie sama
                          porownuje z znajoma.Poza tym ow mezczyzna bylby w pewnym stopniu
                          lacznikiem erotycznym, z kobieta, ktora znam. To napawalo mnie
                          obrzydzeniem do takiego mezczyzny.
                          Poza tym mam tradycyjne podejscie do seksu, najpierw sa uczucia,
                          fascynacja erotyczna, a pozniej seks.:=)))
    • shangri.la Re: Nienormalny jest ten dupek.... 06.09.07, 10:17
      ....który pie...rzy wszytko, co nie pełza i nie skacze po drzewach.
      • walnieta.frania Re: Nienormalny jest ten dupek.... 06.09.07, 10:26
        A po czym wnosisz, że on taki jest?
    • shangri.la Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 10:30
      "Partner seksualny" to ktoś taki, jak partenr do gry w tenisa czy towarzysz wspólnych ćwiczeń na siłowni?
      A "seks niezobowiązujący", nawet w wesołym domku jest nieosiągalny, bo tam przecież facet JEST ZOBOWIĄZANY aby zapłacić....
      Upadek moralności znaczą takie językowe plamy, jak powyższe....;(
      • walnieta.frania Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 10:32
        A tak poza tym to dobrze się czujesz?
        • shangri.la Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 10:35
          Ja czuję sie świetnie, bo potrafię nazywać rzeczy po imieniu, w przeciwieństwie do Ciebie.
          Jeśli nie chcesz mieć moralnych dylematów, jak powyższy, nie zadawaj się z dzwikarzami.
          No i szanuj tych, którzy chcą Ci pomóc , nawet jeśli mają inny system wartości.
          • walnieta.frania Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 10:40
            TO nazywasz pomocą? Twój system wartości zakłada, że każdy
            mężczyzna, kto uprawiał niezobowiązujący seks, jest dziwkarzem?
            Bardzo mi przykro, ale takich jest większość. Żyjesz chyba nie na
            tym świecie.
            • shangri.la Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 10:44
              Problem w tym, że to nie jest "mój" , ale ogólnoludzki system wartości, któremu Ty też hołdujesz , skoro założyłaś ten watek:)
              A zgodnie z nim, nie ma takiego pojecia jak "niezobowiązujacy seks" , co wyjaśniłam już w poście powyżej.
              Chcesz się taplać w błocie to nie mów, że przeszkadza Ci poprzednik w błotnej kąpieli....
              • walnieta.frania Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 11:07
                Nie mamy takiego samego systemu wartości. I to tyle na ten temat.
                • wszystkiegodobrego Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 12:47
                  Moralność Shangrili to moralność Kalego.
          • jan_stereo Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 15:18
            shangri.la napisała:

            > Ja czuję sie świetnie, bo potrafię nazywać rzeczy po imieniu, w
            >przeciwieństwie do Ciebie.Jeśli nie chcesz mieć moralnych
            >dylematów, jak powyższy, nie zadawaj się z dzwikarzami.

            Sorki, a dlaczego wnosisz, ze osoba ktora przespala sie z druga
            osoba jest dziwkarzem/dziwkara ? Co 'zlego' w Twoim systemie
            wartosci uczynil ten facet/ta kolezanka ?

            • shangri.la Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 18:51
              A jaka jest Twoja definicja dziwkarza?:)
              • jan_stereo Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 19:39
                shangri.la napisała:

                > A jaka jest Twoja definicja dziwkarza?:)

                Jest to kaczuszka,ktora fruwa....No najprostsza z mozliwych, jest to facet ktory chodzi na dziwki nalogowo, a dziwkami sa kobiety,ktore biora zawodowo za seks pieniazki albo inne dobra materialne...proste.
                • shangri.la Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 20:56
                  A te , które puszczają się z kim popadnie, ale amatorsko i charytatywnie, jak nazywasz?
                  a)koleżanki?
                  b)cichodajki?
                  c) rękawiczki?
                  :)
                  • jan_stereo Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 21:07
                    shangri.la napisała:

                    > A te , które puszczają się z kim popadnie, ale amatorsko i charytatywnie, jak nazywasz?

                    Shania, dziecko malutkie, puszczac to sobie mozna kaczki na wodzie, dziewczyny moga uprawiac sobie seks z dowolnymi facetami, tak samo jak jogging na dowolnej sciezce. Ten 'sport' to nic innego jak zdrowy wysilek fizyczny polaczony z satysfakcja. A czy wedlug Ciebie faceci tez sie puszczaja ?

                    > a)koleżanki?
                    > b)cichodajki?
                    > c) rękawiczki?

                    jakis belkot mi tu wypunktowalas...
                    • shangri.la Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 21:11
                      Seks to jest to samo co jogging?:)
                      • jan_stereo Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 21:13
                        shangri.la napisała:

                        > Seks to jest to samo co jogging?:)

                        Nie w 100% ale niemal, jest to zwyczajny wysilek fizyczny,przyjemny w swej fizycznosci,polaczony ze spelnieniem psychicznym.

                        • shangri.la Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 21:16
                          W 99%?:)
                          I jednak "zwyczajny wysiłek fizyczny"?
                          Taki jak wędrówka po górach w przypadkowym towarzystwie np?
                          • jan_stereo Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 21:21
                            shangri.la napisała:

                            > W 99%?:)

                            Co ma moralnosc do doznawania przyjemnosci,ktora nikomu krzywdy nie czyni, a wrecz przeciwnie,wez Ty mi swiatla Shaniu wytlumacz.

                            > I jednak "zwyczajny wysiłek fizyczny"?

                            Zwyczajny w takim sensie, ze nie ma tu zadnych cudow.

                            > Taki jak wędrówka po górach w przypadkowym towarzystwie np?

                            Jesli masz oczy i potrafisz ocenic czy dana rzecz/osoba Ci sie podoba, to wowczas nie potrzebujesz znac tej osoby/rzeczy lat kilka by stwierdzic ze Ci sie podoba. Do wedrowki po gorach,dokladnie mozna przyrownac, owszem jesli jeszcze ktos kogos kocha nieprzecietnie to moga dojsc dodatkowe atuty w postrzeganiu seksualnym, nastapic moze wieksza kumulacja emocjonalna.
                            • shangri.la Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 21:26
                              Jesteś pewnien , że nie czynisz krzywdy? A przemyśl to sobie dobrze......;)

                              Jeśli nie przeżywasz wówczas "cudów" to troche Ci współczuję:(
                              Kumulacja to jest w totku, Janie S.....
                              W seksie opartym na głębii uczuć jest nie tylko sens , ale i namiętność, i czułość, i oddanie, i szaleństwo i przeżcia godne siódmego nieba....:)
                              • jan_stereo Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 21:31
                                shangri.la napisała:

                                > Jesteś pewnien , że nie czynisz krzywdy? A przemyśl to sobie dobrze......;)

                                Kiedy dwie strony sa bardzo zadowolone, to gdzie jest krzywda w Twoim postrzeganiu takiej sytuacji ?

                                > Jeśli nie przeżywasz wówczas "cudów" to troche Ci współczuję:(

                                Bzdury gadasz, Ty doznajesz jakichs cudow podczas seksu ? Ja pisalem to w doslownym znaczeniu tego slowa.

                                > Kumulacja to jest w totku, Janie S.....

                                Masz zawezone postrzeganie kumulacji, to pewnie dla Ciebie jest tylko w totku.

                                > W seksie opartym na głębii uczuć jest nie tylko sens , ale i namiętność, i czułość, i oddanie, i szaleństwo i przeżcia godne siódmego nieba....:)

                                W seksie opartym na pozadaniu fizycznym,jest nie tylko sens, ale i namietnosc i czulosc i oddanie i szalenstwo i przezycia godne 7-mego nieba. No chyba ze ktos ma blokade w umysle to schodzi dopiekla w takim momencie.
                                • shangri.la Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 21:50
                                  Prosiłam tylko, abyś przemyślał kwestię krzywdy. Dla mnie to oczywiste, więc nic Ci nie podpowiem....
                                  Co do reszty Twojej wypowiedzi to pozostawiam ją bez komentarza , ponieważ zacząłeś w tej dyskusji grać nie fair.
                                  Szacunek jest podstawą wszelkich relacji, nawet forumowych rozmów.

                                  P.S. Pożądanie fizyczne cechuje wszytkie istoty żywe, ponieważ bez tego aspektu fizjoligii nie sposób by było przedłużać gatunki.
                                  Natomiast zaspokajanie naturalnych popędów w przypadku ludzi wygląda inaczej, niż u psów oraz innych sympatycznych skad inąd stworzeń.
                                  • jan_stereo Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 22:31
                                    shangri.la napisała:

                                    > Prosiłam tylko, abyś przemyślał kwestię krzywdy. Dla mnie to oczywiste, więc nic Ci nie podpowiem....

                                    Dla mnie tez bylo oczywiste i odpowiedzialem.

                                    > Co do reszty Twojej wypowiedzi to pozostawiam ją bez komentarza , ponieważ zacząłeś w tej dyskusji grać nie fair.

                                    Alez naturalnie, to ja wyskoczylem z glupawymi komentarzami Twojego znajomego w tej rozmowie.

                                    > Szacunek jest podstawą wszelkich relacji, nawet forumowych rozmów.

                                    Rozmawiam z Toba zawsze z tym samym szacunkiem, a jedynie roznie dobieram slowa, na ktore Ty roznie reagujesz, w zaleznosci od tematu i twego nastroju,jak mniemam.


                                    > Natomiast zaspokajanie naturalnych popędów w przypadku ludzi >wygląda inaczej, niż u psów oraz innych sympatycznych skad inąd >stworzeń.

                                    Dobrze,jak najbardziej, ja nie neguje tego, tylko jak to sie ma do tego co ja napisalem ??? Wszystko co opisuje odnosi sie do ludzkich doswiadczen/przezyc, nie do psich czy kocich...

                                    tak czy siak spelnienia marzen zycze!
                                  • shangri.la Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 22:34
                                    Czasami kusi mnie , aby wejść w równie jałową dyskusję , jak powyższa z ciekawości.
                                    Zastanawia mnie to, jak daleko może się posunać człowiek , aby uzasadnić swoją amoralność, instrumentalne traktowanie i /lub wykorzystanie drugiego, taplanie się w błocie hedonistycznicznych przyjemności , dla nich samych. Czym uzasadni swój brak panowania nad przyziemnymi atawizmami, brak panowania nad własnym ciałem, które przejmuje rolę mózgu, sumienia, wyroczni.....?
                                    Wiem dobrze, że są kobiety , które przystają na podobne odzieranie je z godności i stąd moje próby uświadomienia autorce wątku, że popełnia błąd zadając się z kimś , kto krąży po łóżkach "koleżanek" jak pospolita dziwka.
                                    Dlaczego to robią? Domyślam się, że w pewnych środowiskach "tak wypada". Wiele kobiet źle sie z tym czuje, jednak boją się przyznać, że wchodzenie w podobne układy im nie pasuje.

                                    Zawsze czytam te same, banały o wyższości "niezobowiązujacego" przelatywania wszytkiego, na co akurat przyjdzie ochota , o "seksie jak jogging" i "nieziemskich przeżyciach" na skutek przypadkowych kontaktów seksualnych.Standartowe "argumenty" , czasem poparte dowodami lekceważenia, które zwykle utwierdzają mnie jedynie w przekonaniu, że mój rozmówca traci panowanie nad sobą, bo trafiono czuły punkt.
                                    Seks był, jest i będzie czułym punktem, ale nie dlatego, że różnimy się poglądach, ale dlatego, że to bardzo istotny element naszego życia ,a porzucając zasady moralne i przynając prymat prymitywnym instynktom degradujemy się sami wraz z rzeczywistymi lub potencjanymi "partnerami".
                                    • jan_stereo Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 22:48
                                      shangri.la napisała:

                                      >Zastanawia mnie to, jak daleko może się posunać człowiek , aby >uzasadnić swoją amoralność, instrumentalne traktowanie i /lub >wykorzystanie drugiego, taplanie się w błocie hedonistycznicznych >przyjemności , dla nich samych.

                                      Co za szacunek dla rozmowcy :")) Po pierwsze, w seksie korzystamy z wielu instrumentow jesli mamy na to ochote,zarowno wlasnych jak i sztucznych. Dlaczego w seksie wypisujesz, ze wystepuje wykorzystywanie drugiego, a nie wzajemne dawanie i branie ? Co jest nie tak w zaspokajaniu wlasnych przyjemnosci,kiedy krzywdy nie przynosza, skad to bloto zes wygrzebala. Wyjdz z bagna..

                                      > Czym uzasadni swój brak panowania nad przyziemnymi atawizmami, brak panowania nad własnym ciałem, które przejmuje rolę mózgu, sumienia, wyroczni.....?

                                      A kto Ci powiedzial, ze seks sie uprawia w wyniku niepanowania nad cialem, ja bym powiedzial, ze panowanie jest tu wielkie,kazdy ruch itp. W przeciwienstwie do milosci, tam to nie ma panowania faktycznie, mozg przejety przez hormony dokumentnie.Te pytania to tak troche w kosmos sa kierowane,dla mnie,kompletnie bez zwiazku z tematem.

                                      > Wiem dobrze, że są kobiety , które przystają na podobne odzieranie je z godności i stąd moje próby uświadomienia autorce wątku, że popełnia błąd zadając się zkimś , kto krąży po łóżkach "koleżanek" jak pospolita dziwka.


                                      Dlaczego seks jest odarciem sie z godnosci, czy Ty jako osoba seksualna odarlas sie z godnosci w wyniku seksu ? A dlaczego mezczyzna nie odziera sie juz z godnosci w Twym uporze wykorzystywania kobiety. Moze w przeciwienstwie do Ciebie sa kobiety ktore czerpia z seksu z zaledwie sympatyczna osoba duza przyjemnosc i satysfakcje, wieksza niz Ty z rozmowy na forum.

                                      > Dlaczego to robią? Domyślam się, że w pewnych środowiskach "tak wypada". Wiele kobiet źle sie z tym czuje, jednak boją się przyznać, że wchodzenie w podobne układy im nie pasuje.

                                      Mowisz ze pociag seksualny i zaspokojanie go bierze sie z pewnych srodowisk ?Wiele ludzi sie zle czuje z roznych powodow, a wielu czuje sie znakomicie, no i co z tego. Tu jest wolny wybor,swiadomy i obopolny.

                                      > Zawsze czytam te same, banały o wyższości "niezobowiązujacego" przelatywania wszytkiego, na co akurat przyjdzie ochota , o "seksie jak jogging" i "nieziemskich przeżyciach" na skutek przypadkowych kontaktów seksualnych.


                                      Ty tylko o tym czytasz, a inni tego doznaja, stad sie chyba bierze roznica w naszych pogladach. Te kontakty seksualne nie musza byc az tak przypadkowe, mozna rowniez nad tym pracowac.

                                      >Standartowe "argumenty" , czasem poparte dowodami lekceważenia, które zwykle utwierdzają mnie jedynie w przekonaniu, że mój rozmówca traci panowanie nad sobą, bo trafiono czuły punkt.

                                      Owszem, Ciebie utwierdzaja we wlasnym przekonaniu na ten temat, nawet gwiazdy na niebie, nic tu nie pomoze jakikolwiek najprawdziwszy nawet argument :"))

                                      > Seks był, jest i będzie czułym punktem, ale nie dlatego, że różnimy się poglądach, ale dlatego, że to bardzo istotny element naszego życia ,a porzucając zasady moralne i przynając prymat prymitywnym instynktom degradujemy się sami wraz zrzeczywistymi lub potencjanymi "partnerami".

                                      Shangria, a co to zes za zasady moralne wziela, ze takie smutne wnioski z nich plyna dla Ciebie, moze powinnas je zmienic. Instynkt milosci (badz laknienia wody),ktora tak sobie cenisz jest rowniez prymitywny, co nie znaczy,ze rzeczy prymitywne sa czyms niegodnym badz niewartym czynienia.
                                      >
                                    • walnieta.frania Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 22:48
                                      > Zastanawia mnie to, jak daleko może się posunać człowiek , aby
                                      uzasadnić swoją
                                      > amoralność, instrumentalne traktowanie i /lub wykorzystanie
                                      drugiego,

                                      Jakie instrumentalne traktowanie?? Jakie wykorzystywanie??



                                      taplanie
                                      > się w błocie hedonistycznicznych przyjemności , dla nich samych

                                      A co w tym złego? Ty nigdy nie robisz niczego dla czystej
                                      przyjemności? Zawsze musisz mieć moralne uzasadnienie?


                                      Czym uzasadni
                                      > swój brak panowania nad przyziemnymi atawizmami, brak panowania
                                      nad własnym cia
                                      > łem, które przejmuje rolę mózgu, sumienia, wyroczni.....?

                                      Zwyczajnymi biologicznymi potrzebami.



                                      popełnia błąd zadając się z
                                      > kimś , kto krąży po łóżkach "koleżanek" jak pospolita dziwka.

                                      Nie szukam prawiczka.



                                      > Zawsze czytam te same, banały o wyższości "niezobowiązujacego"
                                      przelatywania w
                                      > szytkiego, na co akurat przyjdzie ochota

                                      A kto pisze o wyższości takiego seksu? Oczywiście, że seks powiązany
                                      z miłością jest o niebo lepszy, ale jeśli tej miłości nie ma, to co?
                                      Pozostaje przywdziać wór pokutny i się biczować, żeby odganiać
                                      brudne myśli?
                  • jan_stereo I jeszcze jedno 06.09.07, 21:08
                    jesli mozna, to o szybsze odpowiedzi prosze,nie bedzie mnie ciekawila ta dyskusja jutro...
                  • shangri.la Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 21:20
                    Określenia , które całkiem słusznie nazwałeś "bełkotem" to demagogia dziwkarza, którego miałam wyjątkową nieprzyjeność znać osobiście.
                    On tak określał kobiety z forum, z którymi sypiał.
                    • jan_stereo Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 21:22
                      shangri.la napisała:

                      > Określenia , które całkiem słusznie nazwałeś "bełkotem" to demagogia dziwkarza,którego miałam wyjątkową nieprzyjeność znać osobiście.
                      > On tak określał kobiety z forum, z którymi sypiał.

                      A co to ma wspolnego z nasza rozmowa, rozmawiamy przeciez ogolnie, a nie o Twoich szczegolnych przypadkach seksualnych ?

                    • walnieta.frania Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 22:23
                      Shangri.la, czy ty masz na tym tle jakiś uraz? W 100% popieram Jana.
                      Seks jest dobry, jeśli obie strony się na niego zgadzają i czerpią z
                      tego przyjemność.
                      • jan_stereo Re:Język moralnej degrengolady 06.09.07, 22:34
                        walnieta.frania napisała:

                        > Shangri.la, czy ty masz na tym tle jakiś uraz?

                        Ma, dla Shangri nie ma dobrego seksu bez milosci, nie wiem co prawda co ma seks z miloscia wspolnego,jako ze jedno nie wyplywa kompletnie z drugiego,ale owszem Shania tak wlasnie rozumuje. jesli seks wystepuje oddzielnie od tego stanu uczuciowego, to juz jest zlem piekielnym i obraza moralnosci ludzkiej. Dobrze chociaz ze zakupow w sklepach nie trzeba dokonywac z milosci do ekspedientek...
    • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 10:39
      Dla mnie seks bez miłości to zwykła gimnastyka - no owszem w trakcie, przyjemna,
      ale zostaje po niej niesmak.
      I nie ma żadnego porównania z tym, co się czuje jak się kogoś kocha.
      • jan_stereo Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 10:55
        mona.blue napisała:

        > Dla mnie seks bez miłości to zwykła gimnastyka - no owszem w
        trakcie, przyjemna,ale zostaje po niej niesmak.

        Ten niesmak u niektorych, to chyba wynika z wciaz mocno
        zakorzenionego w spoleczenstwie spojrzenie na radosci duchowe (bo
        jakby nie patrzec, cala ta cielesna zabawa, to atrakcja dla
        umyslu/ducha),ktore jeszcze nie tak dawno wiazaly sie z grzechem ,
        szatanska pokusa i innymi bzdurami sredniowiecza...

        > I nie ma żadnego porównania z tym, co się czuje jak się kogoś
        kocha.

        Nie nalezy porownywac nawet, problem w tym, ze nie zawsze kochana
        osoba jest atrakcyjna seksualnie,jako ze te dwie cechy niekoniecznie
        ida w parze. Ruch to zdrowie w jakiejkolwiek postaci.
        • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 12:22
          jan_stereo napisał:

          > problem w tym, ze nie zawsze kochana osoba jest atrakcyjna seksualnie,jako ze
          te dwie cechy niekoniecznie
          > ida w parze.
          To ja chyba mam wyjątkowe szczęście :)

          Ruch to zdrowie w jakiejkolwiek postaci.
          Nie mogę uwierzyc, że widzisz to też w takich kategoriach.
          Dla mnie zdrowe (przynajmniej dla duszy) jest to, gdy kochamy się z miłości.
          • shangri.la Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 15:06
            Ten typ tak ma:)
            Gdyby jeszcze otwarcie stawiali sprawę na początku znajomości...."czy miałaby pani ochotę się ze mną pogimnastykaować , bo siadają mi stawy i kręgosłup trzeszczy?"
            To rozumiem.....:)
            • jan_stereo Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 15:21
              shangri.la napisała:

              > Gdyby jeszcze otwarcie stawiali sprawę na początku znajomości> To
              rozumiem.....:)

              Ja i osoba ktora spotykam (badz odwrotnie), obydwoje stawiamy sobie
              tak wlasnie sprawe,jasno i przejrzyscie, stad tyle zdrowej
              radosci 'w czasie' i 'po' :"))
              • shangri.la Re: Miłego gimnastykowania, Jasiu...:) 07.09.07, 15:24
                Jak podejdzie do was facet na ulicy proponujac wspólną gimnastyke poranną ,to będzie Jasio S., ech......
                • jan_stereo Re: Miłego gimnastykowania, Jasiu...:) 07.09.07, 15:30
                  shangri.la napisała:

                  > Jak podejdzie do was facet na ulicy proponujac wspólną gimnastyke
                  poranną ,to będzie Jasio S., ech.....

                  Subtelnosci widze w Twych widzeniach za grosz, ale tak pewnie dla
                  milionow ludzi obu plci bylo by najlepiej, nie ma co stronic od
                  kontaktu z ludzmi, zasluguja oni na radosc z zycia, a nie tylko na
                  zamartwianie sie problemami,ktorych i tak wiele. Zyj i daj zyc
                  innym :")))

                  Pozdrawiam serdecznie Shania ":))
                  • shangri.la Re: Miłego gimnastykowania, Jasiu...:) 07.09.07, 15:35
                    Ludzie pozbawieni subtelności na takową nie zasługują:)
                    • jan_stereo Re: Miłego gimnastykowania, Jasiu...:) 07.09.07, 15:46
                      shangri.la napisała:

                      > Ludzie pozbawieni subtelności na takową nie zasługują:)

                      Ales wymyslila, co Ty wiesz o subtelnosci,mylisz jej brak ze
                      szczeroscia zwyczajnie, wszedzie moze byc subtelnosc, w kazdej
                      rzeczy czynionej, zlej badz dobrej.

                      A Ty na co zaslugujesz ?
                      • shangri.la Re: Hmmmmm...:) 07.09.07, 15:49
                        A Twoim zdaniem?:)
            • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 15:50
              Tak, tak byłoby uczciwiej ;)
              • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 15:54
                mona.blue napisała:

                > Tak, tak byłoby uczciwiej ;)

                Chodziło mi o tą propozycję wspólnej gimnastyki ;)
                • jan_stereo Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 15:58
                  mona.blue napisała:

                  > mona.blue napisała:
                  >
                  > > Tak, tak byłoby uczciwiej ;)

                  > Chodziło mi o tą propozycję wspólnej gimnastyki ;)

                  I nie tyle uczciwiej co nawet przyjemniej, spotykasz sie z
                  osoba,ktora wie czego chce :"))
          • jan_stereo Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 15:19
            mona.blue napisała:

            > To ja chyba mam wyjątkowe szczęście :)

            U mnie to wyglada nastepujaco, czasami podoba mi sie dana osoba
            fizycznie,powiedzmy, ze poznajemy sie lepiej i ja pokochuje, wowczas
            rzadko dziala na mnie jej seksualnosc, natomiast bardzo rozwija sie
            kontakt umyslowy,bardzo, to jest milosc pelna wyrzeczen na ktore
            przystaje z ochota w sposob naturalny. I tez inaczej, nie kocham
            danej osoby, co najwyzej lubie,ale bardzo latwo mi ulec jej
            wdziekowi cielesnemu. Czasami zdarza sie ze obie rzeczy ida w parze,
            rozni ludzie rozne reakcje.

            > Nie mogę uwierzyc, że widzisz to też w takich kategoriach.
            > Dla mnie zdrowe (przynajmniej dla duszy) jest to, gdy kochamy się
            z miłości.

            U niektorych dusza jest/pozostaje zdrowa kiedy moga sie kochac z
            powodu odczuwania takiej potrzeby jak i mozliwosci jej zaspokojenia.
            Tak samo dobrze sie czuje kiedy pojde do kina i ogladne ciekawy
            wizualnie film, albo gdy spotkam sie z najblizsza rodzina/znajomymi
            i dobrze sie nam uda spedzic czas,to ten sam sort przyjemnosci tylko
            podany w innej formie...
            A po krotce,dla mnie zdrowe sa obie formy,jesli powoduja ze czujemy
            sie zdrowo i honorowo :"))
            • shangri.la Re: Wiesz,m w czym tkwi Twój problem, Janie....? 07.09.07, 15:34
              Byłeś chyba bardzo surowo wychowywany , w poczuciu obrzydzenia do własnego ciała i wszytkiego , co kajarzy się z seksem, bo zachowujesz się jak mały chłopczyk , który chce zrobić "na złosć mamie" i przelecieć pół dzielnicy w ramach gimnastyki.
              Masz też jakieś straszne skojarzenia religino-satatnistyczne ( sam pomyśl, skad się wzięły) ponieważ nieprawidłowo odczytujesz moralne zakazy, odwołujac się do średniowiecznych moralitetetów.

              "Niebo gwiażdziste nade mną, prawo moralne we mnie"
              Masz moralne prawo nie akceptować moralnego dna po którym łazisz bez sensu i celu, coraz bardziej zdegustowany, zniewolony własnymi popędami!
              • jan_stereo Re: Wiesz,m w czym tkwi Twój problem, Janie....? 07.09.07, 15:43
                shangri.la napisała:

                > Byłeś chyba bardzo surowo wychowywany , w poczuciu obrzydzenia do
                własnego ciała i wszytkiego , co kajarzy się z seksem, bozachowujesz
                się jak mały chłopczyk, który chce zrobić "na złosć mamie" i
                przelecieć pół dzielnicy w ramach gimnastyki.


                Gdybys byla teraz na strzelnicy to strzelilabys panu krecacemu
                tarcza w noge zamiast w cel,tak celnie podsumowales moje podejscie
                do sprawy :")) Bylem 'chowany' bardzo swobodnie, nie mam zadnego
                obrzydzenia do ciala wrecz przeciwnie (to jakis brak logiki w Twej
                wypowiedzi). Wcale nie chce przelatywac dzielnicy w ramach
                gimnastyki,reaguje jedynie na potrzeby umyslu jak kazda zdrowa
                istota.

                > Masz też jakieś straszne skojarzenia religino-satatnistyczne ( sam
                pomyśl, skadsię wzięły) ponieważ nieprawidłowo odczytujesz moralne
                zakazy, odwołujac się do średniowiecznych moralitetetów.

                Nie mam takich skojarzen, tak jakos Ty mi sie z tymi porownaniami
                kojarzysz jak czytam co piszesz,moze blednie,ale nie okreslilas mi
                tu zadnych 'moralnych zakazow', jedynie o nich wspominasz co chwila.

                > "Niebo gwiażdziste nade mną, prawo moralne we mnie"
                > Masz moralne prawo nie akceptować moralnego dna po którym łazisz
                bez sensu i celu, coraz bardziej zdegustowany, zniewolony własnymi
                popędami!

                Ja widze w tym wiele sensu i cel jest bardzo jasny dla mnie i
                tych,ktorych poznaje, nie jestem zdegustowany coraz bardziej w
                przeciwienstwie do Ciebie (czemu mi wkladasz takie slowa w usta?), a
                czy Ty nie jestes zniewolona wlasnym popedem do milosci ? Ja sie
                przynajmniej dobrze czuje ze swoimi 'zlymi' popedami w
                przeciwienstwwie do Ciebie z Twoimi 'dobrymi'.

                • shangri.la Re: Wiesz,m w czym tkwi Twój problem, Janie....? 07.09.07, 15:47
                  Gdybym była teraz na strzelnicy, padłabym trupem od Twojego celnego strzału!:)

                  Masz moralne prawo mówić "nie" , kiedy jakaś zepsuta koleżanka-gimnastyczka oferuje Ci swoje wyeksploatowane z różnymi "kolegami" wdzieki.
                  Bądż asertywny?:)
                  • jan_stereo Re: Wiesz,m w czym tkwi Twój problem, Janie....? 07.09.07, 15:53
                    shangri.la napisała:


                    > Masz moralne prawo mówić "nie" , kiedy jakaś zepsuta koleżanka-
                    gimnastyczka oferuje Ci swoje wyeksploatowane z różnymi "kolegami"
                    wdzieki.

                    No nie moge, to ja jeszcze pewnie jezdze na wozku i kazda mnie
                    wykorzystuje...Spotkane kolezanki wcale nie sa wyeksplatowane z
                    roznymi kolegami. Cialo sie nie eksploatuje w ten sposob :"))
                    Bywaja to czasem nawet osoby bardzo swiete,ze tak powiem..

                    > Bądż asertywny?:)

                    Owszem, bywam tam, gdzie oferuja mi nieprzyjemne rzeczy...
                    • shangri.la Re: Wiesz,m w czym tkwi Twój problem, Janie....? 07.09.07, 15:54
                      Gimnastyka z taką , co ją pół forum przeleciało, to rzecz PRZYJEMNA?:)
                      • jan_stereo Re: Wiesz,m w czym tkwi Twój problem, Janie....? 07.09.07, 15:57
                        shangri.la napisała:

                        > Gimnastyka z taką , co ją pół forum przeleciało, to rzecz
                        PRZYJEMNA?:)

                        Nie spotykam sie z ludzmi z forum, pod zadnym pozorem, Ty wiem ze
                        masz wieksze doswiadczenie w znajomosciach wirtualno-realnych.
                        • shangri.la Re: Wiesz,m w czym tkwi Twój problem, Janie....? 07.09.07, 15:58
                          Unikasz odpowiedzi.:)
                          Dobra, pół Wawki.....
                          • jan_stereo Re: Wiesz,m w czym tkwi Twój problem, Janie....? 07.09.07, 16:01
                            shangri.la napisała:

                            > Unikasz odpowiedzi.:)
                            > Dobra, pół Wawki.....

                            Tak sie sklada, ze jest wiele osob co bardzo by chcialo,ale sie
                            jeszcze bardziej krepowalo badz okazji nie mialo, stad pol Wawki
                            odpada w 99% sytuacji. Natomiast kochac osobe co miluje caly swiat
                            to dopiero bylo by upodlenie nie ? :")))
                            • shangri.la Re: Wiele osób chce Jana!:) 07.09.07, 16:04
                              Ale on ma już terminarz gimnastyki zapełniony. Zapisy na rok 2008 wkrótce:)
                  • mona.blue Re: Wiesz,m w czym tkwi Twój problem, Janie....? 07.09.07, 15:57
                    shangri.la napisała:

                    Masz moralne prawo mówić "nie" , kiedy jakaś zepsuta koleżanka-gimnastyczka ofe
                    ruje Ci swoje wyeksploatowane z różnymi "kolegami" wdzieki.
                    Bądż asertywny?:)

                    Shangri, z tego co zrozumiałam, to raczej janowi_s zależy na tych kontaktach ')
                    • shangri.la Re: Wiesz,m w czym tkwi Twój problem, Janie....? 07.09.07, 16:01
                      Ale on musi Z KIMŚ TO ROBIĆ, więc chyba trafia na same gimnastyczki!:)
                      Biedny Jan, nie wie, co znaczy kochająca , czuła i namiętna kobieta!:(
                      • jan_stereo Re: Wiesz,m w czym tkwi Twój problem, Janie....? 07.09.07, 16:05
                        shangri.la napisała:

                        > Biedny Jan, nie wie, co znaczy kochająca , czuła i namiętna
                        kobieta!:(

                        Wiem, ale nie placze z powodu tej wiedzy, trzeba byc skromnym
                        duchowo, a nie rozpasanym miloscia :")))
                        • shangri.la Re: Janie, może Ci jakos pomóc?!:) 07.09.07, 16:06
                          Może Cię pokochać?
                          • jan_stereo Re: Janie, może Ci jakos pomóc?!:) 07.09.07, 16:07
                            shangri.la napisała:

                            > Może Cię pokochać?

                            alez prosze,jedzcie i bierzcie z tego wszyscy, to jest bowiem,....
                            • shangri.la Re: Janie, może Ci jakos pomóc?!:) 07.09.07, 16:10
                              Taka forma pomocy odpada.
                              Jestem monogamiczną indywidualistką i mój limit "pereł rzucanych przed wieprze" się wyczerpał:)
                              Polecam ustronny burdelik....:)
                              • jan_stereo Re: Janie, może Ci jakos pomóc?!:) 07.09.07, 16:13
                                shangri.la napisała:

                                > Taka forma pomocy odpada.

                                A to Ty mnie chcialas pomoc, sorki, nie zauwazylem, bo tez i o pomoc
                                nie prosilem :"))

                                > Jestem monogamiczną indywidualistką i mój limit "pereł rzucanych
                                przed wieprze" się wyczerpał:)

                                Moze to nie byly perly ? Moze to nie byly wieprze ? Moze to nie
                                bylas Ty ? Zartuje...

                                > Polecam ustronny burdelik....:)

                                Jest tam ktos do pokochania ?
                                • shangri.la Re: Janie, może Ci jakos pomóc?!:) 07.09.07, 16:17
                                  Pomoc oferowałam Ci ze szczerego serca, widząc Twoje męki.
                                  I nie posądzaj mnie bynajmniej o litość nad Tobą, bo to poniżające dla Ciebie.:)
                                  Wyobraż sobie , że pewnego dnia jakaś atrakcyjna i miła kobieta mówi, że Cię kocha nad życie. Jak reagujesz?
                                  Obawiam się, że bierzesz nogi za pas....:)
                                  A dlaczego, to może kiedyś Ci powiem:)
                                  • jan_stereo Re: Janie, może Ci jakos pomóc?!:) 07.09.07, 16:23
                                    shangri.la napisała:

                                    > Pomoc oferowałam Ci ze szczerego serca, widząc Twoje męki.

                                    Moje meki ??? Czy Ty za duzo nie widzisz aby :"))

                                    > Wyobraż sobie , że pewnego dnia jakaś atrakcyjna i miła kobieta
                                    mówi, że Cię kocha nad życie. Jak reagujesz?

                                    To zalezy czy juz jestem zajety czy nie,jesli tak to jej
                                    odmawiam,jako ze wiekszosc kobiet (mezczyzn zapewne tez) nienawidzi
                                    sie dzielic partnerami nawet w imie milosci, coz ludzka miernosc
                                    wychodzi w takich momentach. Gdybym byl wolny i tak bym postrzegal
                                    te niewiaste jak opisujesz, to nie zastanowil bym sie jakim cudem
                                    mnie pokochala nad zycie nie znajac mnie ( to podejrzane, i malo
                                    wartosciowe wyznanie), gdyby byla rozsadne w tym uczuciu,nie stawial
                                    bym oporow,tak z lenistwa,nie lubie sie bronic przed atrakacjami :"))

                                    > Obawiam się, że bierzesz nogi za pas....:)
                                    > A dlaczego, to może kiedyś Ci powiem:)

                                    Powiedz mi za 10 lat,bede czekal w ogromnym napieciu na te
                                    informacje od Ciebie :"))
                                    • shangri.la Re: Janie, może Ci jakos pomóc?!:) 07.09.07, 16:29
                                      Męczysz się na tym świecie, trwiąc czas na bezsensowne gimnastyki z zepsutymi cichodajkami, zamiast poczuć pełnię życia u boku KOBIETY, która Cię kocha.
                                      Sytuacja jest hipotetyczna, ale oczywiście jesteś wolny, innej ewentualności nie widzę.
                                      Jak będziesz grzeczny,to może powiem Ci wcześniej troszkę....:)
                                      • jan_stereo Re: Janie, może Ci jakos pomóc?!:) 07.09.07, 16:35
                                        shangri.la napisała:

                                        > Męczysz się na tym świecie, trwiąc czas na bezsensowne gimnastyki
                                        z zepsutymi cichodajkami, zamiast poczuć pełnię życia u boku
                                        KOBIETY, która Cię kocha.

                                        Pelnie zycia powiadasz, a co Ty wiesz o pelni zycia, doznajesz jej p
                                        ze glosisz sie na osobe potrafiaca przekazywac ja innym ?
                                        Masz duza latwosc do obrazania ludzi (nie mowie tu o sobie,ale o
                                        tych kobietach nazywanych przez Ciebie pogardliwie cichodajkami,
                                        odgaduje, ze takie ma to konotacje).


                                        ps.Ja juz poznalem cudowny smak zycia u boku kobiety, ktora mnie
                                        kocha,nie musisz wiec tak sie obawiac o moje rozeznanie w sytuacji.
                                        • shangri.la Re: Ech.....:( 07.09.07, 16:39
                                          Janie, czy to znaczy , że ZDRADZASZ kobietę , która Cie kocha z gimnastyczkami?!
                                          • jan_stereo Re: Ech.....:( 07.09.07, 17:13
                                            napisalem jasno, 'poznalem smak', a nie, ze doznaje tego uczucia
                                            codziennie...ech :"))
                                            • shangri.la Re: Ech.....:( 07.09.07, 17:28
                                              No cóż, teraz już chyba wszystko rozumiem i wobec tego, przepraszam Cię za swoje złośliwości.

                                              P.S. Mimo wszytko nie warto rozmieniać się na drobniaki....
                                              Trzymaj się!:)
            • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 15:49
              jan_stereo napisał:

              > U mnie to wyglada nastepujaco, czasami podoba mi sie dana osoba
              > fizycznie,powiedzmy, ze poznajemy sie lepiej i ja pokochuje...

              To tak często Ci się to zdarza?

              • shangri.la Re: Średnio dwa razy/tyg, cały Jan!:) n/t 07.09.07, 15:50

                • jan_stereo Re: Średnio trafione/cała Shangria!:) n/t 07.09.07, 15:56
                  • shangri.la Re:Na strzelnicy oddaję Ci prymat:) n/t 07.09.07, 15:59

              • jan_stereo Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 15:54
                mona.blue napisała:

                > To tak często Ci się to zdarza?

                To bylo podsumowanie wielu lat moja droga, byc moze nawet spora
                grupka dziewczyn doznala wiecej rozczarowan milosnych niz ja
                cielesnych :"))
                • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 16:10
                  Tak generalnie to uważam, bo chyba tego nie napisałam, że każdy seks bez miłości
                  jest zły i nie powinien mieć miejsca (czysta teoria).

                  Ale ludzie są słabi, mają swoje potrzeby seksualne, nie zawsze sa z kimś kogo
                  kochają, wchodzą w rózne układy małżeńskie i pozamałżeńskie.

                  Cóż, samo życie.
                  • jan_stereo Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 16:15
                    mona.blue napisała:

                    > Tak generalnie to uważam, bo chyba tego nie napisałam, że każdy
                    seks bez miłości jest zły i nie powinien mieć miejsca (czysta
                    teoria).

                    A czy istnieja tez inne czynnosci Twoim zdaniem, ktore bez milosci
                    nie powinny miec miejsca ? I dlaczego piszac o seksie caly czas
                    wspominasz o milosci, co maja te dwie rzeczy z soba
                    wspolnego,powiedz prosze ?
                    • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 16:21
                      Np. bycie w stałym związku nie powinno mieć miejsca bez miłości.

                      Nawet głupi flirt z kimś innym nie powinien mieć miejsca, jeżeli krzywdzi (a
                      moim zdaniem krzywdzi) osobę kochaną.

                      >I dlaczego piszac o seksie caly czas
                      > wspominasz o milosci, co maja te dwie rzeczy z soba
                      > wspolnego,powiedz prosze ?

                      Jeżeli seks to dla Ciebie prosty, przyjemny zabieg fizjologiczny to chyba nigdy
                      sie nie dogadamy.

                      Nie wiem, jak to wytłumaczyć, dla mnie to oczywiste.

                      • shangri.la Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 16:24
                        On na prawdę nigdy nie kcohał?!
                        • jan_stereo Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 16:31
                          shangri.la napisała:

                          > On na prawdę nigdy nie kochał?!

                          ??? Czy Ty pretendujesz do bycia moim cieniem, czy zwyczajnie trudno
                          Ci pojac rozumowanie moje ?
                          • shangri.la Re: Aż tak wysoko nie mierzę!:))) n/t 07.09.07, 16:38

                      • jan_stereo Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 16:28
                        mona.blue napisała:

                        > Np. bycie w stałym związku nie powinno mieć miejsca bez miłości.

                        Czyli staly zwiazek oparty na przyjazni i zaufaniu nie powinien miec
                        miejsca,kiedy nie ma milosci ?


                        > Nawet głupi flirt z kimś innym nie powinien mieć miejsca, jeżeli
                        krzywdzi (a moim zdaniem krzywdzi) osobę kochaną.

                        Uwazam, ze zadnych rzeczy nie powinno sie robic ktore by krzywdzily
                        druga osobe, i bez znaczenia jest to czy to kochana osoba czy nie,
                        tak wypada przynajmniej.



                        > Jeżeli seks to dla Ciebie prosty, przyjemny zabieg fizjologiczny
                        to chyba nigdysie nie dogadamy.

                        Nie che zebys pisala co ja mysle,chce poznac twoje
                        zdanie/wyjasnienie/wytlumaczenie dlaczego myslisz tak a nie inaczej.

                        > Nie wiem, jak to wytłumaczyć, dla mnie to oczywiste.

                        Jesli nie wiesz jak to wytlumaczyc, to wez troche czasu,nie musisz
                        odpowiadac natychmiast,nie jestes Shangrila, przemysl spokojnie
                        odpowiedz :"))
                        >
                        • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 22:12
                          Wg mnie (uważam za zgodną z prawdą wykładnię miłości zgodną z nauczaniem JPII
                          wyjaśnioną w książce "Miłośc i odpowiedzialnośc) sam seks bez miłości to
                          używanie drugiej osoby, ewentualnie wzajemne używanie się dwóch osób w celu
                          osiągnięcia przyjemności. Jest to podejście utylitarne, w którym traktujemy
                          drugą osobę jako środek do celu, w tym przypadku osiągnięciu maksimum
                          przyjemności. W takim podejściu osoba staje sie przedmiotem, a nie podmiotem
                          działania.

                          Mam też nienajlepszą wiadomośc dla shangrii ;)
                          Sama miłośc uczuciowa też nie wystarczy, jest ona wyżej w hierarchii, bo tu
                          otwieramy się na wartośc drugiej osoby.

                          Potrzebne jest jeszcze pełne oddanie swojej osoby drugiej osobie, miłośc
                          oblubieńcza, która w pełni realizuje sie dopiero po ślubie.
                          • jan_stereo Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 07.09.07, 22:34
                            mona.blue napisała:

                            > Wg mnie (uważam za zgodną z prawdą wykładnię miłości zgodną z >nauczaniem JPII wyjaśnioną w książce "Miłośc i odpowiedzialnośc) sam >seks bez miłości to używanie drugiej osoby, ewentualnie wzajemne >używanie się dwóch osób w celu osiągnięcia przyjemności. Jest to >podejście utylitarne, w którym traktujemy drugą osobę jako środek do >celu, w tym przypadku osiągnięciu maksimum przyjemności. W takim >podejściu osoba staje sie przedmiotem, a nie podmiotem działania.

                            Znowu to cytowanie teoretykow zamiast praktykow,niech bedzie jednak.Z powyzszego tekstu wynika, ze osiaganie wzajemne maksimum przyjemnosci jest zle,kiedy osoby biorace udzial staja sie podmiotami wedlug definicji cytowanej.Zastanawiajace co jest zlego w byciu przedmiotem, tu brak wyjasnienia. Ja zapytam, a co czyni milosc, ze te przedmioty staja sie nagle podmiotami dzialania, bo nie widze tutaj zadnego przejscia ?
                            Co do podejsc utylitarnych,czyli czyniacych z drugiej osoby przedmiotowo mam nastepujace przyklady:
                            - oddawanie krwii,
                            - oddanie nerki,
                            - oddawanie szpiku kostnego,
                            - wszelakie fizyczne prace domowe,
                            - napisanie ksiazki, kiedy autor jest traktowany przedmiotowo,jako dostawca przyjemnosci zawartych w ksiazce,
                            - kelner, dostarcza posilki, do niczego innego nie sluzy..
                            itd. itp.
                            Wszystko to powyzsze wedlug tej definicji JP II to zle rzeczy.


                            > Mam też nienajlepszą wiadomośc dla shangrii ;)
                            > Sama miłośc uczuciowa też nie wystarczy, jest ona wyżej w >hierarchii, bo tu otwieramy się na wartośc drugiej osoby.
                            >Potrzebne jest jeszcze pełne oddanie swojej osoby drugiej osobie, >miłośc oblubieńcza, która w pełni realizuje sie dopiero po ślubie.

                            No to ja jestem ciekaw w ktorym momencie JP II badz jakikolwiek jego przyjaciel, wykroczyli poza owa milosc uczuciowa,ktora jest niewystarczajaca wedlug nich...


                            Wybacz,Ci teoretycy gadaja glupoty, chociaz robia to ladnie :"))
                            • psychoguru Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupie 08.09.07, 00:13
                              jan_stereo napisał:

                              > mona.blue napisała:
                              > > Wg mnie (uważam za zgodną z prawdą wykładnię
                              >>miłości zgodną z nauczaniem JPII wyjaśnioną w
                              >>książce "Miłośc i odpowiedzialnośc) sam
                              >>seks bez miłości to używanie drugiej osoby,
                              >>ewentualnie wzajemne używanie się dwóch
                              >>osób w celu osiągnięcia przyjemności. Jest to
                              >>podejście utylitarne, w którym traktujemy drugą
                              >>osobę jako środek do celu, w tym przypadku
                              >>osiągnięciu maksimum przyjemności. W takim
                              >>podejściu osoba staje sie przedmiotem, a nie
                              >>podmiotem działania.

                              Dobrze referujesz ta teorie. Jest ona jednak nieco
                              przeteoretyzowana. Oczywiscie wykorzystywanie kogos
                              jako przedmiotu wywoluje zastrzezenia. Ma to miejsce
                              jezeli zachodzi oszustwo czyli np. jedna z osob udaje
                              milosc a chodzi jej o seks. Jezeli jednak dwie osoby
                              swiadomie decyduja sie na seks wlasnie dla
                              przyjemnosci to trudno mowic o tym ze dwa przedmioty
                              sie wykorzystuja. To sa dwie osoby podejmujace
                              swiadoma decyzje.

                              Problem tkwi w przeteoretyzowaniu bo na podstawie tego
                              typu rozwazan wyciaga sie tez o wiele dalej idace
                              wnioski: Podmiotowe traktowanie wyklucza rozwody,
                              wyklucza srodki anytkoncepcyjne, kazdy stosunek ma
                              aspekt prokreacyjny. Jak wiadomo to wszystko w
                              praktyce nie dziala. Oczywiscie teoretycy powiedza ze
                              to nie wina teorii tylko ludzi ale logicznie jest tak
                              ze skoro teoria nie dziala w bardzo szerokim zakresie
                              to jest raczej wina po stronie teorii. Blad polega na
                              nieuwzglednieniu calosci dynamiki ludzi. Mozna to
                              zilustrowac na prostym przykladzie dynamiki popedu
                              seksualnego. Ma ona ogromane zroznicowanie. Ludzie o
                              slabym i stlumionym popedzie beda oczywiscie latwiej
                              akceptowali ograniczenia narzucane przez wszelkie
                              teorie. A u ludzi z bardzo silnym popedem seks bedzie
                              sila nie do powstrzymania wiec sztywne ograniczenia
                              nie beda dzialaly. Problemy jakie przy tym sa mozna
                              zilustrowac na nastepujacym przykladzie. Ofiarowanie
                              komus nerki w celu uratowania zycia bedzie uznane za
                              akt heroiczny. Ale sprzedaz swojej nerki, szczegolnie
                              pod przymusem ekonomicznym bedzie uznane za moralnie
                              watpliwe.

                              > Znowu to cytowanie teoretykow zamiast
                              praktykow,niech bedzie jednak.Z powyzszeg
                              > o tekstu wynika, ze osiaganie wzajemne maksimum
                              przyjemnosci jest zle,kiedy oso
                              > by biorace udzial staja sie podmiotami wedlug
                              definicji cytowanej.Zastanawiajac
                              > e co jest zlego w byciu przedmiotem, tu brak
                              wyjasnienia. Ja zapytam, a co czyn
                              > i milosc, ze te przedmioty staja sie nagle
                              podmiotami dzialania, bo nie widze t
                              > utaj zadnego przejscia ?

                              Milosc to gotowosc do czynienia bezgranicznego dobra
                              dla drugiej osoby. Podejscie przedmiotowe to
                              nastawienie na czerpanie swojego dobra, druga osoba
                              jest srodkiem do tego. Roznice mozna zilustrowac na
                              praktycznym przykladzie. Zalozmy ze jest jakis zwiazek
                              w ktorym partnerzy czerpia przyjemnosci erotyczne i
                              inne z bycia razem co uwaza sie za milosc. No ale
                              zdarza sie tragiczny wypadek i np bardzo urodziwa
                              partnerka zostaje zdeformowana i sparalizowana. A
                              wtedy jej "zakochany" partner zwija zagle i
                              przeskakuje na inna urodziwa partnerke. Wiec wtedy
                              okazuje sie ze to nie byla milosc tylko facet czerpal
                              przyjemnosc glownie z fizycznego formatu partnerki. W
                              milosci jest wiec wazny ten aspekt gotowosci
                              swiadczenia dla drugiej osoby niezaleznie od
                              okolicznosci. W zwiazku przedmiotowym, druga osoba
                              jest przydatna dopoki dostarcza przyjemnosci.

                              > Co do podejsc utylitarnych,czyli czyniacych z
                              drugiej osoby przedmiotowo mam na
                              > stepujace przyklady:
                              > - oddawanie krwii,
                              > - oddanie nerki,
                              > - oddawanie szpiku kostnego,
                              > - wszelakie fizyczne prace domowe,
                              > - napisanie ksiazki, kiedy autor jest traktowany
                              przedmiotowo,jako dostawca prz
                              > yjemnosci zawartych w ksiazce,
                              > - kelner, dostarcza posilki, do niczego innego nie
                              sluzy..
                              > itd. itp.
                              > Wszystko to powyzsze wedlug tej definicji JP II to
                              zle rzeczy.

                              Tu nie masz racji. Wedlug teorii jezeli osoba czyni
                              wolny i swiadomy akt poswiecenia dla dobra innej osoby
                              i to kosztem takiej czy innej ofiary jest to godne
                              najwyzszego uznania. Jest to oczywiscie zgodne z
                              powszechnymi odczuciami. Ofiarowanie nerki dla
                              ratowania zycia jest uwazane za akt heroizmu. Relacja
                              sprzedazy i kupna nerki jest uwazana za moralnie
                              watpliwa, szczegolnie jesli sprzedajacy jest pod
                              wplywem przymusu ekonomicznego.


                              > > Mam też nienajlepszą wiadomośc dla shangrii ;)
                              > > Sama miłośc uczuciowa też nie wystarczy, jest ona
                              wyżej w >hierarchii
                              > , bo tu otwieramy się na wartośc drugiej osoby.
                              > >Potrzebne jest jeszcze pełne oddanie swojej osoby
                              drugiej osobie, >mił
                              > ośc oblubieńcza, która w pełni realizuje sie dopiero
                              po ślubie.

                              To jest wlasnie to przeteoretyzowanie, rozwody sa
                              niemozliwe.

                              > No to ja jestem ciekaw w ktorym momencie JP II badz
                              jakikolwiek jego przyjaciel
                              > , wykroczyli poza owa milosc uczuciowa,ktora jest
                              niewystarczajaca wedlug nich.
                              >...
                              > Wybacz,Ci teoretycy gadaja glupoty, chociaz robia to
                              ladnie :"))

                              Tu prymitywizujesz. Jest w tym wiele slusznych
                              aspektow wspomnianych wyzej. Na przyklad moglbys sie
                              zastanowic czy jestes zdolny do milosci. Wielu ludzi
                              nie jest.
                              • jan_stereo Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 03:54
                                psychoguru napisała:


                                > Dobrze referujesz ta teorie. Jest ona jednak nieco
                                > przeteoretyzowana.

                                Mam wrazenie, ze nieuwaznie przeczytalas powyzsza dyskusje, cytujesz slowa Mony,kotra cytuje slowa JP II, a odpowiadasz mi jakbym to ja byl autorem tych slow.

                                > Milosc to gotowosc do czynienia bezgranicznego dobra
                                > dla drugiej osoby. Podejscie przedmiotowe to
                                > nastawienie na czerpanie swojego dobra, druga osoba
                                > jest srodkiem do tego.

                                No kiedy ja czerpie ,ilosc z drugiej osby, czerpie wiec z niej dobra jakie z tym sa zwiazane,zatem jest to czyste podejscie przedmiotowe, tak samo aby dawac milosc,potrzebny jest biorca tejze abysmy mogli sie spelnic, czyli czerpac dobra,wiec znowu mamy przedmiotowosc.


                                > Roznice mozna zilustrowac na
                                > praktycznym przykladzie. Zalozmy ze jest jakis zwiazek
                                > w ktorym partnerzy czerpia przyjemnosci erotyczne i
                                > inne z bycia razem co uwaza sie za milosc. No ale
                                > zdarza sie tragiczny wypadek i np bardzo urodziwa
                                > partnerka zostaje zdeformowana i sparalizowana. A
                                > wtedy jej "zakochany" partner zwija zagle i
                                > przeskakuje na inna urodziwa partnerke. Wiec wtedy
                                > okazuje sie ze to nie byla milosc tylko facet czerpal
                                > przyjemnosc glownie z fizycznego formatu partnerki.


                                Ja nie mam problemu ze zdefiniowaniem sobie zwiazku opartego na milosci, jak i takiego gdzie spoiwem jest glownie kontakt fizyczny.
                                Natomiast nie zgadzam sie, ze zwiazek oparty na milosci nie jest zwiazkiem przedmiotowym rowniez,gdzie chodzi o czerpanie samospelnienia. To,ze ktos bedzie nadal trwal w zwiazku z kobieta,ktora doznala szpetnych urazow fizycznych, to jest jak najbardziej dostarczanie sobie spokoju, zatem dobr. Co wiecej, mozliwe ze beda takie osoby, ktore pozostana w takim zwiazku z czystego poczucia odpowiedzialnosci za druga osobe, mimo braku milosci do niej.

                                > milosci jest wiec wazny ten aspekt gotowosci
                                > swiadczenia dla drugiej osoby niezaleznie od
                                > okolicznosci. W zwiazku przedmiotowym, druga osoba
                                > jest przydatna dopoki dostarcza przyjemnosci.

                                No i tu jest to co mowilem, w milosnym zwiazku przedmiotowym,druga osoba jest przydatna o ile dostarcza nam milosci.


                                > Tu nie masz racji. Wedlug teorii jezeli osoba czyni
                                > wolny i swiadomy akt poswiecenia dla dobra innej osoby
                                > i to kosztem takiej czy innej ofiary jest to godne
                                > najwyzszego uznania.

                                Tutaj znowu nieuwaznie przeczytalas powyzszy tekst, jak wrocisz do niego to zobaczysz, ze ja podalem te przyklady by pokazac, ze slowa cytowane przez Mone sa nietrafione gdyz doskonale zdaje sobie ( i Mona rowniez) z tego co powyzej mi tlumaczyc sie starasz.

                                > Tu prymitywizujesz. Jest w tym wiele slusznych
                                > aspektow wspomnianych wyzej. Na przyklad moglbys sie
                                > zastanowic czy jestes zdolny do milosci. Wielu ludzi
                                > nie jest.

                                Nie potrzebuja tych slow ktore uwazasz za sluszne by wiedziec czy jestem zdolny do milosci, jako ze kocham swoja rodzine,i dziwi mnie ze taka milosc wedlug JP II jest niewystarczajaca,jako ze nie zawiera elementow fizycznosci.
                                • psychoguru Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 08:06
                                  jan_stereo napisał:


                                  > Mam wrazenie, ze nieuwaznie przeczytalas powyzsza
                                  dyskusje, cytujesz slowa Mony
                                  > ,kotra cytuje slowa JP II, a odpowiadasz mi jakbym
                                  to ja byl autorem tych slow.

                                  Nie, to bylo do niej.

                                  > No kiedy ja czerpie ,ilosc z drugiej osby, czerpie
                                  wiec z niej dobra jakie z ty
                                  > m sa zwiazane,zatem jest to czyste podejscie
                                  przedmiotowe, tak samo aby dawac m
                                  > ilosc,potrzebny jest biorca tejze abysmy mogli sie
                                  spelnic, czyli czerpac dobra
                                  > ,wiec znowu mamy przedmiotowosc.


                                  W tym miejscu popelniasz charakterystyczny blad
                                  swiadczacy o tym ze nie rozumiesz istoty sprawy bo
                                  jestes w stanie myslec tylko z punktu widzenia biorcy.

                                  W milosci jes nacisk na wzajemne dawanie czyli innymi
                                  slowy dajesze bez wzgledu na fakt czy czerpiesz, jest
                                  to nieistotne. Zdaje sie ze masz nieco zawezone
                                  spojrzenie na milosc wiec jako przyklad uzyjemy
                                  rodzine z ciezko niepelnosprawnym dzieckiem. Motywacja
                                  heroicznego wysilku opieki jest milosc.

                                  >
                                  > Ja nie mam problemu ze zdefiniowaniem sobie zwiazku
                                  opartego na milosci, jak i
                                  > takiego gdzie spoiwem jest glownie kontakt fizyczny.
                                  > Natomiast nie zgadzam sie, ze zwiazek oparty na
                                  milosci nie jest zwiazkiem prze
                                  > dmiotowym rowniez,gdzie chodzi o czerpanie
                                  samospelnienia. To,ze ktos bedzie na
                                  > dal trwal w zwiazku z kobieta,ktora doznala
                                  szpetnych urazow fizycznych, to jes
                                  > t jak najbardziej dostarczanie sobie spokoju, zatem
                                  dobr. Co wiecej, mozliwe ze
                                  > beda takie osoby, ktore pozostana w takim zwiazku z
                                  czystego poczucia odpowied
                                  > zialnosci za druga osobe, mimo braku milosci do niej.

                                  Tu jest wlasnie zasadnicza roznica miedzy teoria JP2 a
                                  twoim rozumowaniem. Oczywiscie ze w praktyce sa takie
                                  sytuacje o jakich piszesz czy nawet wiele innych
                                  wariantow, np. maz opiekuje sie wzorowo ciezko chora
                                  zona ale jednoczesnie ma kochanke albo chodzi na
                                  odskocznie do agencji. Jednak w teorii JP2 milosc (czy
                                  prawdziwwa milosc jak to sie mowi) jest niezniszczalna
                                  a co najmniej niezalezna od przykrych wydarzen. Wobec
                                  tego mowienie o tym ze milosc skonczyla sie gdy cialo
                                  partnerki bardzo sie zmienilo jest z punktu widzenia
                                  tej teorii absurdem. W ramach tej teorii bedzie sie
                                  mowilo ze w istocie nie byla to milosc tylko zwiazek
                                  oparty na pozadaniu i korzystaniu z ciala. Oczywiscie
                                  w tej teorii jest miejsce na wszelkie sprawy zwiazane
                                  z uciechami cielesnymi ale nie sa one rdzeniem milosci.

                                  W milosci sa wiec aspekty wychodzace poza branie. To
                                  sa zreszta rzeczy ktore ludzie rozumieja jesli je sie
                                  jasno postawi. Na przyklad facet mowi: "chce sie z nia
                                  ozenic gdyz kocham ja do szalenstwa bo jest
                                  fantastycznie piekna, widok jej ciala napawa mnie
                                  rozkosza a seks jest boski". To jest fajne ale w
                                  kontekscie malzenstwa nalezy tez zadac inne
                                  pytanie: "czy to jest milosc czy tylko pozadanie,
                                  zalozmy ze ona zachoruje, np. na cukrzyce i jej cialo
                                  ulegnie deformacji, czy bedziesz kochal ja do
                                  szalenstwa?" No bo milosc w istocie to nie jest
                                  czerpanie z pieknego ciala tylko dawanie osobie
                                  rozumianej jako wiecej niz cialo a nawet jak bytu
                                  bezcielesnego w tej teorii.

                                  > No i tu jest to co mowilem, w milosnym zwiazku
                                  przedmiotowym,druga osoba jest p
                                  > rzydatna o ile dostarcza nam milosci.

                                  Mozna sobie mowic o " milosnych zwiazkach
                                  przedmiotowych" ale to z defnicji nie ma nic wspolnego
                                  z miloscia w ramach np. teorii JP2.

                                  najwyzszego uznania.
                                  >
                                  > Tutaj znowu nieuwaznie przeczytalas powyzszy tekst,
                                  jak wrocisz do niego to zob
                                  > aczysz, ze ja podalem te przyklady by pokazac, ze
                                  slowa cytowane przez Mone sa
                                  > nietrafione gdyz doskonale zdaje sobie ( i Mona
                                  rowniez) z tego co powyzej mi t
                                  > lumaczyc sie starasz.

                                  OK, wygladalo to nieco zawile. czyli tu sie zgadzamy.

                                  > Nie potrzebuja tych slow ktore uwazasz za sluszne by
                                  wiedziec czy jestem zdolny
                                  > do milosci, jako ze kocham swoja rodzine,i dziwi
                                  mnie ze taka milosc wedlug JP
                                  > II jest niewystarczajaca,jako ze nie zawiera
                                  elementow fizycznosci.

                                  Co??? Skad ci to przyszlo do glowy? Milosc bez
                                  elementow fizycznosci to nie milosc??? To jakis absurd.
                                  W teorii JP2 wyglada to tak ze w malzenstwie seks jest
                                  niezbednym elementem wiec zawierajac zwiazek
                                  malzonkowie deklaruja gotowosc dawania siebie
                                  partnerowi w ramach swoich najlepszych checi i
                                  mozliwosci. Innymi slowy nierozsadne odmawianie
                                  wspolzycia przez jedna ze stron jest zlamaniem
                                  deklaracji. Ale malzonkowie moga oczywiscie podjac
                                  wspolna decyzje o zaprzestaniu wspolzycia i bedzie to
                                  w porzadku a nawet chwalebne jeli podjete w imie
                                  jakichs wyzszych celow. Chyba jednak nie znasz teorii
                                  JP2 dokladnie i stad nieporozumienia.
                                  • jan_stereo Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 17:19
                                    psychoguru napisała:

                                    > Nie, to bylo do niej.

                                    Zrobmy moze dla jasnosci tak,kiedy starajmy sie odpowiadac w adnym poscie tylko jednej osobie, wowczas bedzie przejrzysciej.


                                    > W tym miejscu popelniasz charakterystyczny blad
                                    > swiadczacy o tym ze nie rozumiesz istoty sprawy bo
                                    > jestes w stanie myslec tylko z punktu widzenia biorcy.
                                    > W milosci jest nacisk na wzajemne dawanie czyli innymi
                                    > slowy dajesze bez wzgledu na fakt czy czerpiesz, jest
                                    > to nieistotne.

                                    Obawiam sie,ze nie rozumiesz istoty dawania,skoro piszesz ze nie ma znaczenia to czy czerpiesz. Zawsze czerpiesz cos z tego co czynisz,doslownie zawsze, to jest wrecz nierozlaczne jedno z drugim. Gdybys nic nie czerpala mozna by powiedziec ze jestes robotem, bo tylko one nie czerpia (zwlaszcza te prostsze modele)niczego z tego co daja/oferuja.

                                    > Zdaje sie ze masz nieco zawezone
                                    > spojrzenie na milosc wiec jako przyklad uzyjemy
                                    > rodzine z ciezko niepelnosprawnym dzieckiem. Motywacja
                                    > heroicznego wysilku opieki jest milosc.

                                    Bardzo fajny przyklad, motywacja heroicznego wysilku opieki jest milosc,jesli wiesz czym jest milosc, dostrzegasz ze milosc sprawia ze sie spelniasz,kompletujesz swe emocje wobec otoczenia. Zatem opiekujac sie tym dzieckiem,tak naprawde z punktu umyslu opiekuna czerpie sie z tego. milosc to sa emocje,ktore do Ciebie docieraja,ktore Toba kieruja,steruja,zatem nie ma mowy zeby zrobic cokolwiek bez wplywu do nas tychze emocji, jest to wiec najczystsze branie,czerpanie...


                                    > Jednak w teorii JP2 milosc (czy
                                    > prawdziwwa milosc jak to sie mowi) jest niezniszczalna
                                    > a co najmniej niezalezna od przykrych wydarzen.

                                    A jest zalezna od jakichkolwiek wydarzen ?

                                    > Wobec
                                    > tego mowienie o tym ze milosc skonczyla sie gdy cialo
                                    > partnerki bardzo sie zmienilo jest z punktu widzenia
                                    > tej teorii absurdem.


                                    Tak, a wiesz dlaczego, poniewaz to nie jest milosc do partnerki ktora istnieje realnie, to jest milosc do postaci ktora wykreowalismy sobie w umysle, jesli ten obraz milosci jest stabilny wowczas kompletnie nie zalezy od tego co sie dzieje z partnerka i jak postepuje,zachowuje sie itp.Natomiast jesli kochamy to jakim ktos jest w rzeczywistosci, wowczas nasza milosc bedzie reagowala na rzeczywiste zmiany, pytanie tylko o proporcje tych zmian.


                                    > W milosci sa wiec aspekty wychodzace poza branie. To
                                    > sa zreszta rzeczy ktore ludzie rozumieja jesli je sie
                                    > jasno postawi. Na przyklad facet mowi: "chce sie z nia
                                    > ozenic gdyz kocham ja do szalenstwa bo jest
                                    > fantastycznie piekna, widok jej ciala napawa mnie
                                    > rozkosza a seks jest boski". To jest fajne ale w
                                    > kontekscie malzenstwa nalezy tez zadac inne
                                    > pytanie: "czy to jest milosc czy tylko pozadanie,
                                    > zalozmy ze ona zachoruje, np. na cukrzyce i jej cialo
                                    > ulegnie deformacji, czy bedziesz kochal ja do
                                    > szalenstwa?" No bo milosc w istocie to nie jest
                                    > czerpanie z pieknego ciala tylko dawanie osobie
                                    > rozumianej jako wiecej niz cialo a nawet jak bytu
                                    > bezcielesnego w tej teorii.

                                    To zalezy co sie kocha,jesli powiesz ze mozna kochac tylko rzeczy niefizyczne,w owczas wedle tak postawionej sprawy,nie bedzie z definicji mozliwe kochanie czyjejs cielesnosci. Natomiast jesli kochasz czyjs umysl, kochasz dana idee, wowczas aby milosc sie skonczyla, owa idea powinna stac sie w naszych oczach nieprawdziwa i nie przynoszaca dobra, taka weryfikacja. To samo z umyslem, jesli sie zmieni, to wowczas i podstawy do milowania go moga sie zmienic, badz ulec zniszczeniu.

                                    > Co??? Skad ci to przyszlo do glowy? Milosc bez
                                    > elementow fizycznosci to nie milosc??? To jakis absurd.

                                    Zgadzam sie to jest absurd, ale to sa slowa Mony/JP II,ktore ja zacytowalem i ktore wywolaly u mnie zdziwienie takie samo jak u Ciebie. Nie znam teorii JP II, stad tak postawione przez Mone (skrotowo) tresci wydaly mi sie niemadre badz niepelne.
                                    • psychoguru Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 20:36
                                      jan_stereo napisał:

                                      > Obawiam sie,ze nie rozumiesz istoty dawania,skoro
                                      piszesz ze nie ma znaczenia t
                                      > o czy czerpiesz. Zawsze czerpiesz cos z tego co
                                      czynisz,doslownie zawsze, to je
                                      > st wrecz nierozlaczne jedno z drugim. Gdybys nic nie
                                      czerpala mozna by powiedzi
                                      > ec ze jestes robotem, bo tylko one nie czerpia
                                      (zwlaszcza te prostsze modele)ni
                                      > czego z tego co daja/oferuja.

                                      Oczywiscie ze czerpiesz, chodzi o to ze w tej teorii
                                      to ma drugorzedne znaczenie, szczegolnie jesli sie
                                      mierzy ile sie czerpie.

                                      > Bardzo fajny przyklad, motywacja heroicznego wysilku
                                      opieki jest milosc,jesli w
                                      > iesz czym jest milosc, dostrzegasz ze milosc sprawia
                                      ze sie spelniasz,kompletuj
                                      > esz swe emocje wobec otoczenia. Zatem opiekujac sie
                                      tym dzieckiem,tak naprawde
                                      > z punktu umyslu opiekuna czerpie sie z tego. milosc
                                      to sa emocje,ktore do Ciebi
                                      > e docieraja,ktore Toba kieruja,steruja,zatem nie ma
                                      mowy zeby zrobic cokolwiek
                                      > bez wplywu do nas tychze emocji, jest to wiec
                                      najczystsze branie,czerpanie...

                                      Oczywiscie ze w tej koncepcji fakt ze jest sie
                                      motywowany miloscia jest zrodlem zadowolenia. Tym
                                      niemniej chodzi tu o to ze nastawienie jest od siebie
                                      a nie do siebie. Podkresla sie nawet aspekt poswiecenia
                                      siebie dla milosci, czyli podjecia wysilku co moze nie
                                      byc bezposrednio przyjemne.

                                      > > Jednak w teorii JP2 milosc (czy
                                      > > prawdziwwa milosc jak to sie mowi) jest
                                      niezniszczalna
                                      > > a co najmniej niezalezna od przykrych wydarzen.
                                      > A jest zalezna od jakichkolwiek wydarzen ?

                                      Jezeli jest niezalezna od przykrych to tym bardziej
                                      nie jest zalezna od przyjemnych czyli od niczego.
                                      Uzywany jest przyklad milosci matki do (malego)
                                      dziecka, jest ona bezwarunkowa i niezalezna od
                                      jakichkolwiek wydarzen

                                      > Tak, a wiesz dlaczego, poniewaz to nie jest milosc
                                      do partnerki ktora istnieje
                                      > realnie, to jest milosc do postaci ktora
                                      wykreowalismy sobie w umysle, jesli te
                                      > n obraz milosci jest stabilny wowczas kompletnie nie
                                      zalezy od tego co sie dzie
                                      > je z partnerka i jak postepuje,zachowuje sie itp.

                                      Tu dotykasz absolutnego fundamentu teorii JP2 ktorego
                                      nie rozumiesz i dlatego masz problem. On dotyczy tego
                                      czym/kim jest czlowiek. W tej teorii czlowiek sklada
                                      sie bytu fizycznego i daleko wazniejszego od niego
                                      bytu niefizycznego nazywanego dusza. Milosc jest wtedy
                                      w najwazniejszej czesci relacja duchowa miedzy
                                      niematerialnymi bytami, mozna to porownac do kreacji
                                      w umysle. Aspekt fizyczny milosci jest tylko realizacja
                                      w swiecie fizycznym, nie jest on decydujacy.

                                      >Natomiast jesli kochamy to jak
                                      > im ktos jest w rzeczywistosci, wowczas nasza milosc
                                      bedzie reagowala na rzeczyw
                                      > iste zmiany, pytanie tylko o proporcje tych zmian.

                                      Zgadza sie, ale to nie jest to samo pojecie co w
                                      teorii JP2. Jest to milosc w ktorej porownuje sie
                                      ilosc dawania i czerpania, jesli proporcje nie pasuja
                                      to zmienia sie partnera. Z punktu widzenia JP2 tego
                                      typu podejscie jest ulomne bo aspekt duchowy traci
                                      priorytet.

                                      Roznice podjescia widac tez jasno np. w aborcji.
                                      W teorii JP2 jest ona zabroniona bo w momencie
                                      zaplodnienia pojawia sie te byt duchowy zwiazany z
                                      nowym bytem fizycznym a bytu duchowego nie wolno
                                      naruszac. Natomiast u podstaw aborcji lezy poglad ze
                                      bytu duchowego w sensie JP2 nie ma czyli czlowiek jest
                                      czystym bytem fizycznym powstajacym w procesie
                                      fizykochemicznym zwiazanym z DNA.

                                      > To zalezy co sie kocha,jesli powiesz ze mozna kochac
                                      tylko rzeczy niefizyczne,w
                                      > owczas wedle tak postawionej sprawy,nie bedzie z
                                      definicji mozliwe kochanie cz
                                      > yjejs cielesnosci. Natomiast jesli kochasz czyjs
                                      umysl, kochasz dana idee, wowc
                                      > zas aby milosc sie skonczyla, owa idea powinna stac
                                      sie w naszych oczach niepra
                                      > wdziwa i nie przynoszaca dobra, taka weryfikacja. To
                                      samo z umyslem, jesli sie
                                      > zmieni, to wowczas i podstawy do milowania go moga
                                      sie zmienic, badz ulec znisz
                                      > czeniu.

                                      Cos w tym rodzaju. Istotnie u podstaw tak rozumianej
                                      milosci sa byty niefizyczne czyli mowienie "zalezy co
                                      kochasz" juz jest absurdem. W pragmatycznym rozumieniu
                                      sa zaangazowane tylko dwa ciala sterowane mozgami.
                                      Zaleznie od decyzji wypracowanych przez mozgi (ktore
                                      sa czyms w rodzaju komputerow) milosc sie moze konczyc
                                      w dowolnej chwili. Wtedy gdy np. cialo partnerki jest
                                      zdeformowane, zanikaja sygnaly przyjemnosci wiec
                                      milosc sie konczy i szuka sie nastepnej partnerki
                                      ktorej cialo bedzie wzubdalo sygnaly przyjemnosci.


                                      > Zgadzam sie to jest absurd, ale to sa slowa Mony/JP
                                      II,ktore ja zacytowalem i k
                                      > tore wywolaly u mnie zdziwienie takie samo jak u
                                      Ciebie. Nie znam teorii JP II,
                                      > stad tak postawione przez Mone (skrotowo) tresci
                                      wydaly mi sie niemadre badz n
                                      > iepelne.

                                      To byly na pewno jakies nieporozumienia. Teraz powinno
                                      byc jasne ze z teorii JP2 wynika ze milosc dotyczy
                                      bytow duchowo-materialnych, i ze jej podstawa jest
                                      czesc duchowa. Moze wiec istniec milosc duchowa ale
                                      nie moze istniec milosc czysto materialna.
                                      • jan_stereo Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 21:48
                                        psychoguru napisała:

                                        > Oczywiscie ze w tej koncepcji fakt ze jest sie
                                        > motywowany miloscia jest zrodlem zadowolenia. Tym
                                        > niemniej chodzi tu o to ze nastawienie jest od siebie
                                        > a nie do siebie. Podkresla sie nawet aspekt poswiecenia
                                        > siebie dla milosci, czyli podjecia wysilku co moze nie
                                        > byc bezposrednio przyjemne.

                                        Owszem, podjecie wysilku nie jest przyjemne,ale nie podjecie tego wysilku jest jeszcze bardziej nieprzyjemne, stad, w wyniku rownicy tych dwoch rozwiazan, wariant pierwszy jest dla nas wygodniejszy z punktu zaspokajania potrzeb naszego umyslu.


                                        > Jezeli jest niezalezna od przykrych to tym bardziej
                                        > nie jest zalezna od przyjemnych czyli od niczego.
                                        > Uzywany jest przyklad milosci matki do (malego)
                                        > dziecka, jest ona bezwarunkowa i niezalezna od
                                        > jakichkolwiek wydarzen

                                        Jest ona tez niezalezna od tego dziecka,dlatego nie jest to milosc do dziecka,ktore istnieje fizycznie,jest to milosc do dziecka,ktore istnieje duchowo w naszym umysle. Co wiecej, mozemy nawet wykreowac sobie milosc duchowa bezposrednio w naszym umysle, i moze ona dotyczyc kogokolwiek kogo nie ma i nigdy nie bylo na naszym swiecie. Pytanie teraz czy taka milosc w czymkolwiek ustepuje milosci matki do dziecka, obie sa duchowe i obie moga miec te sama intensywnosc.


                                        > Tu dotykasz absolutnego fundamentu teorii JP2 ktorego
                                        > nie rozumiesz i dlatego masz problem. On dotyczy tego
                                        > czym/kim jest czlowiek. W tej teorii czlowiek sklada
                                        > sie bytu fizycznego i daleko wazniejszego od niego
                                        > bytu niefizycznego nazywanego dusza. Milosc jest wtedy
                                        > w najwazniejszej czesci relacja duchowa miedzy
                                        > niematerialnymi bytami, mozna to porownac do kreacji
                                        > w umysle. Aspekt fizyczny milosci jest tylko realizacja
                                        > w swiecie fizycznym, nie jest on decydujacy.

                                        Chyba wlasnie o tym powyzej napisalem nawet. Pytanie, jaka wartosc ma milosc duchowa ? I czy musi sie ona przejawiac w jakimkolwiek aspekcie fizycznym ? Pytanie nastepne, czy nie mozna rodzic dzieci we wlasnym umysle, zamiast sprowadzac je na swiat fizycznie,moim zdaniem nie stoi tu nic na przeszkodzie, racja ?
                                        Takie dzieci bedace tworem duchowym umyslu matki/ojca byly nawet szczesliwsze,jako ze zupelnie pozbawione niedoskonalej fizycznosci i takie dzieci w zasadzie mozna powiedziec ze istnieja. Wniosek moj plynie z tego jednak taki, ze owa milosc duchowa,to milosc naszego mozgu/umyslu milosc wlasna, kreowana dla zaspokojenia naszych potrzeb duchowych. Niemal tak samo jak potrzeba czytania ksiazek, dziecko duchowe, a duchowa lektura, maja dokladnie te sama wage.

                                        > Zgadza sie, ale to nie jest to samo pojecie co w
                                        > teorii JP2. Jest to milosc w ktorej porownuje sie
                                        > ilosc dawania i czerpania, jesli proporcje nie pasuja
                                        > to zmienia sie partnera. Z punktu widzenia JP2 tego
                                        > typu podejscie jest ulomne bo aspekt duchowy traci
                                        > priorytet.

                                        Czy wazne jest do kogo aspekt duchowy jest skierowany, powiedzmy czy zamienianie jednego drugim o takim samym natezeniu,jest stosownym rozwiazaniem sytuacji. Czy tez liczy sie pierwszenstwo ich pojawienia sie,znaczy, ze milosc duchowa do pierwszej spotkanej osoby jest wazniejsza niz taka sama milosc duchowa do kolejnej ? I czy jest jakis limit odnosnie ilosci milosci duchowych kreowanych/utrzymywanych w danym czasie.

                                        > Roznice podjescia widac tez jasno np. w aborcji.
                                        > W teorii JP2 jest ona zabroniona bo w momencie
                                        > zaplodnienia pojawia sie te byt duchowy zwiazany z
                                        > nowym bytem fizycznym a bytu duchowego nie wolno
                                        > naruszac.

                                        Czyli to co powyzej pisalem, kiedy wytworzymy sobie byt duchowy do dziecka sami w glowie, to czy mozliwe jest dokonanie aborcji na tym bycie,kiedy sie go pozbedziemy z glowy ? Sytuacja niemalze ta sama. Czy wedlug JP II wolno nam to zrobic czy jest to zakazane ?

                                    • mona.blue Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 21:52
                                      jan_stereo napisał:

                                      > Zgadzam sie to jest absurd, ale to sa slowa Mony/JP II,ktore ja
                                      zacytowalem i ktore wywolaly u mnie zdziwienie takie samo jak u
                                      Ciebie. Nie znam teorii JP II, stad tak postawione przez Mone
                                      (skrotowo) tresci wydaly mi sie niemadre badz niepelne.

                                      Ja chyba nigdzie nie napisałam,że miłość ma być pozbawiona elementów
                                      fizyczności. W chrześcijaństwie wręcz przeciwnie, łoże małżeńskie
                                      staje się jednym z ołtarzy domowych a zjednoczenie męża i żony w
                                      miłości jest jednoczeniem się z Bogiem.
                                      • jan_stereo Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 21:57
                                        mona.blue napisała:

                                        > Ja chyba nigdzie nie napisałam,że miłość ma być pozbawiona elementów
                                        > fizyczności. W chrześcijaństwie wręcz przeciwnie, łoże małżeńskie
                                        > staje się jednym z ołtarzy domowych a zjednoczenie męża i żony w
                                        > miłości jest jednoczeniem się z Bogiem.

                                        Ja sie odnosilem wlasnie do tego co teraz napisalas, "ze milosc powinna byc dla pelnosci powiazana z seksem, bo inaczej jest niepelna",dla mnie to wlasnie wydalo sie dziwnym stwierdzeniem.
                                        • mona.blue Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 22:07
                                          jan_stereo napisał:

                                          > Ja sie odnosilem wlasnie do tego co teraz napisalas, "ze milosc
                                          >powinna byc dla pelnosci powiazana z seksem, bo inaczej jest
                                          niepelna, dla mnie to wlasnie wydalo sie dziwnym stwierdzeniem.

                                          Dlaczego?
                                          • jan_stereo Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 22:11
                                            mona.blue napisała:

                                            > Dlaczego?

                                            Poniewaz milosc sama w sobie jest juz pelna i skonczona, seks to zupelnie inna sprawa,jedno drugiego zwyczajnie nie powoduje,stad uwazam ze laczenie ich w jedno jako cos standardowego jest bledne...
                                            Nie powiesz przeciez, ze on mnie pociaga fizycznie poniewaz go kochasz, tak samo nie powiesz,ze poniewaz pociaga Cie seksualnie to go kochasz...
                                            • mona.blue Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 22:25
                                              jan stereo napisał:

                                              > Poniewaz milosc sama w sobie jest juz pelna i skonczona, seks to
                                              zupelnie inna sprawa,jedno drugiego zwyczajnie nie powoduje,stad
                                              uwazam ze laczenie ich w jedno jako cos standardowego jest bledne...

                                              Dla mnie prawdziwa miłość nie jest pełna i skończona bez seksu.
                                              Jeżeli naprawdę kogoś kocham (nie piszę o fascynacji, zauroczeniu,
                                              nawet podszytej erotyzmem przyjaźni) to chcę dopełnić tę miłość
                                              fizycznie, bo go pożądam. Inaczej to jest dla mnie inny rodzaj
                                              miłości (przyjacielski) - philia.

                                              > Nie powiesz przeciez, ze on mnie pociaga fizycznie poniewaz go
                                              kochasz, tak sam
                                              > o nie powiesz,ze poniewaz pociaga Cie seksualnie to go kochasz...
                                              • jan_stereo Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 22:31
                                                mona.blue napisała:


                                                > Dla mnie prawdziwa miłość nie jest pełna i skończona bez seksu.

                                                Zatem uwazasz, ze seks jest elementem milosci ?

                                                > Jeżeli naprawdę kogoś kocham (nie piszę o fascynacji, zauroczeniu,
                                                > nawet podszytej erotyzmem przyjaźni) to chcę dopełnić tę miłość
                                                > fizycznie, bo go pożądam.

                                                ja bym powiedzial, ze zwyczajnie kochasz danego partnera, a jednoczesnie masz potrzebe zaspokoic z nim swoj fizyczny instynkt, to wszystko. To jak pojechac na wczasy w gory w zimie by podziwiac widoki, a jednoczesnie ogladac wieczorami telewizje,mozna robic obie rzeczy,a mozna tylko jedna z nich.

                                                >
                                                > > Nie powiesz przeciez, ze on mnie pociaga fizycznie poniewaz go
                                                > kochasz, tak sam
                                                > > o nie powiesz,ze poniewaz pociaga Cie seksualnie to go kochasz...
                                                • mona.blue Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 22:41
                                                  jan_stereo napisał:

                                                  > Zatem uwazasz, ze seks jest elementem milosci ?
                                                  >

                                                  Tak.

                                                  > Jeżeli naprawdę kogoś kocham (nie piszę o fascynacji, zauroczeniu,
                                                  > > nawet podszytej erotyzmem przyjaźni) to chcę dopełnić tę miłość
                                                  > > fizycznie, bo go pożądam.
                                                  >
                                                  > ja bym powiedzial, ze zwyczajnie kochasz danego partnera, a >
                                                  >jednoczesnie masz potrzebe zaspokoic z nim swoj fizyczny instynkt,
                                                  >to wszystko. To jak pojechac na wczasy w gory w zimie by podziwiac
                                                  widoki, a jednoczesnie ogladac wieczorami telewizje,mozna robic obie
                                                  rzeczy,a mozna tylko jedna z nich.
                                                  >
                                                  Niebardzo Cię rozumiem. Jeżeli go kocham to chcę to robić taże
                                                  fizycznie, z nim i z nikim innym i nie dlatego, że chcę zaspokoić
                                                  swoją potrzebę, tak jakby w oderwaniu od jego osoby, ale właśnie
                                                  dlatego, że go kocham.
                                                  > > > Nie powiesz przeciez, ze on mnie pociaga fizycznie poniewaz go
                                                  > > kochasz, tak sam
                                                  > > > o nie powiesz,ze poniewaz pociaga Cie seksualnie to go
                                                  kochasz...
                                                  • mona.blue Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 22:47
                                                    jan_stereo napisał:

                                                    > Nie powiesz przeciez, ze on mnie pociaga fizycznie poniewaz go
                                                    > kochasz.

                                                    Właśnie tak powiem. Dla mnie jedno z drugim się łączy nierozerwalnie.

                                                    > tak samo nie powiesz,ze poniewaz pociaga Cie seksualnie to go
                                                    > kochasz...

                                                    Od bardzooo długiegooo czasu pociąga mnie fizycznie tylko ten,
                                                    którego kocham, więc nie bardzo pamiętam z doświadczenia jak to
                                                    jest :P
                                                  • jan_stereo Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 23:02
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > jan_stereo napisał:
                                                    >
                                                    > > Nie powiesz przeciez, ze on mnie pociaga fizycznie poniewaz go
                                                    > > kochasz.

                                                    > Właśnie tak powiem. Dla mnie jedno z drugim się łączy nierozerwalnie.

                                                    Zatem jego cialo Cie pociaga nie ze wzgledu na swoj urok fizyczny,ale ze wzgledu na uczucie milosci jakie zywisz do swojego mezczyzny.
                                                  • mona.blue Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 23:12
                                                    jan_stereo napisał:

                                                    > Zatem jego cialo Cie pociaga nie ze wzgledu na swoj urok >
                                                    fizyczny,ale ze wzgledu na uczucie milosci jakie zywisz do swojego
                                                    mezczyzny.

                                                    Jedno i drugie. Mam taki bonus, a może przekleństwo od losu - on
                                                    jest naprawdę bardzo przystojny.
                                                  • jan_stereo Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 23:18
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > Jedno i drugie. Mam taki bonus, a może przekleństwo od losu - on
                                                    > jest naprawdę bardzo przystojny.

                                                    Jesli tak to wyglada to jeszcze inaczej, podoba Cie sie fizycznie i stad tez Cie pociaga seksualnie,a dodatkowo masz wobec niego w tym samym czasie potrzebe (powiedzmy ze jest ona stala, a seksualny pociag chwilowy) kontaktu milosnego, doznawania tego uczucia w jego obecnosci. Czyli dwie rozne i zupelnie niezalezne od siebie rzeczy ale w tym samym czasie.
                                                  • mona.blue Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 10.09.07, 11:53
                                                    jan_stereo napisał:

                                                    > Jesli tak to wyglada to jeszcze inaczej, podoba Cie sie fizycznie
                                                    i stad tez Cie pociaga seksualnie,a dodatkowo masz wobec niego w tym
                                                    samym czasie potrzebe powiedzmy ze jest ona stala, a seksualny
                                                    pociag chwilowy kontaktu milosnego, doznawania tego uczucia w jego
                                                    obecnosci. Czyli dwie rozne i zupelnie niezalezne od siebie rzeczy
                                                    ale w tym samym czasie.

                                                    Janie, chyba lepiej od Ciebie wiem co czuję ;)

                                                    Jedno jest nierozerwalnie związane z drugim - ale zgodzę się, że być
                                                    może jest tak tylko w przypadku odnalezienie tego, który jest moim
                                                    powołaniem, czyli tej osoby, którą przeznaczył dla mnie Bóg.

                                                    Z tego co jeszcze trochę pamiętam kiedyś też tak tego nie widziałam.

                                                    I zapewniam Cię, że pociąg nie jest chwilowy :P
                                                  • jan_stereo Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 10.09.07, 12:26
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > Janie, chyba lepiej od Ciebie wiem co czuję ;)

                                                    Ja tego nie kwestionuje,mam tylko watpliwosci czy sie Ci to nie
                                                    zlewa w jedno i stad nie widzisz granicy, bo raz piszesz ze wszystko
                                                    wyplywa z milosci,a za chwile dodajesz,ze jednak Twoj facet pociaga
                                                    Cie seksualnie dzieki swej fizycznosci.

                                                    > Jedno jest nierozerwalnie związane z drugim - ale zgodzę się, że
                                                    >być może jest tak tylko w przypadku odnalezienie tego, który jest
                                                    >moim powołaniem, czyli tej osoby, którą przeznaczył dla mnie Bóg.

                                                    Gdyby Bog Ci kogos przeznaczyl,oznaczalo by to ze nie masz wolnej
                                                    woli,ktora pozwala samemu sobie powolac osobe 'przeznaczona', co
                                                    wiecej, wynikalo by, ze dla tych ludzi,ktorzy sa sami,Bog nie
                                                    przeznaczyl zadnej osoby.

                                                    > Z tego co jeszcze trochę pamiętam kiedyś też tak tego nie
                                                    >widziałam.I zapewniam Cię, że pociąg nie jest chwilowy :P

                                                    zatem, nie zaznajecie spelnienia seksualnego,skoro pociag nie jest
                                                    chwilowy tylko trwa 24/7 ?
                                                  • mona.blue Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 10.09.07, 14:07
                                                    jan_stereo napisał:

                                                    > Ja tego nie kwestionuje,mam tylko watpliwosci czy sie Ci to nie
                                                    > zlewa w jedno i stad nie widzisz granicy, bo raz piszesz ze >
                                                    wszystko wyplywa z milosci,a za chwile dodajesz,ze jednak Twoj facet
                                                    pociaga Cie seksualnie dzieki swej fizycznosci.

                                                    Zapewniam Cię, że kiedy jeszcze go nie kochałam nawet nie zauważałam
                                                    jaki jest przystojny, choć dzisiaj mi też wydaje się to idiotyczne.

                                                    > > Jedno jest nierozerwalnie związane z drugim - ale zgodzę się, że
                                                    > >być może jest tak tylko w przypadku odnalezienie tego, który jest
                                                    > >moim powołaniem, czyli tej osoby, którą przeznaczył dla mnie Bóg.
                                                    >
                                                    > Gdyby Bog Ci kogos przeznaczyl,oznaczalo by to ze nie masz wolnej
                                                    > woli,ktora pozwala samemu sobie powolac osobe 'przeznaczona', co
                                                    > wiecej, wynikalo by, ze dla tych ludzi,ktorzy sa sami,Bog nie
                                                    > przeznaczyl zadnej osoby.

                                                    Mam wolną wolę i niestety to jest moje przekleństwo, bo wybrałam nie
                                                    tego, którego trzeba było.

                                                    Ale wydaje mi się, że jeżeli Pan Bóg daje mi powołanie to daje też
                                                    łaskę i siłe do jego wypełniena (chyba, że się pogubię po drodze, co
                                                    było moim udziałem). Fajnie to było przedstawione w jednym z
                                                    midraszy: Pan Bóg stworzył świat i ludzi jako porozdzielane połówki
                                                    pomarańczy, a teraz nie ma za dużo roboty, zajmuje się głównie tym,
                                                    żeby te połówki się odnalazły. To znaczy, jeżeli dał mi jakiegoś
                                                    mężczyznę jako powołanie, to dał też mi miłość do niego i jemu
                                                    miłość do mnie.

                                                    A być może niektórym nie przeznaczył nikogo, jest też chyba
                                                    powołanie do samotności, ale nie jestem pewna.

                                                    > > Z tego co jeszcze trochę pamiętam kiedyś też tak tego nie
                                                    > >widziałam.I zapewniam Cię, że pociąg nie jest chwilowy :P
                                                    >
                                                    > zatem, nie zaznajecie spelnienia seksualnego,skoro pociag nie jest
                                                    > chwilowy tylko trwa 24/7 ?
                                                  • jan_stereo Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 10.09.07, 15:25
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > Zapewniam Cię, że kiedy jeszcze go nie kochałam nawet nie
                                                    >zauważałam jaki jest przystojny, choć dzisiaj mi też wydaje się to
                                                    >idiotyczne.

                                                    Moze kiedy go nie kochalas, to go zwyczajnie rowniez i nie
                                                    zauwazalas :") To powiedz mi czy kochajac rodzicow, rodzenstwo
                                                    powinnismy czuc do nich pociag seksualny z racji tej milosci ?
                                                    A jesli nie, to czemu ?

                                                    >..."To znaczy, jeżeli dał mi jakiegoś
                                                    > mężczyznę jako powołanie, to dał też mi miłość do niego i jemu
                                                    > miłość do mnie"

                                                    Zatem,moglby tez: zabrac milosc do niego, dac nam smiech na widok
                                                    wesolej scenki,placz z powodu smutnego filmu, upodobanie do
                                                    pracy/lenistwa,zdania do wypowiedzenia, nastroje, znajomych,
                                                    nieznajomych,..tylko wychodzi, ze my nic sami nie robimy i to Bog za
                                                    nas zyje zamiast my za siebie :"))
                                                    Tylko po co istniejemy ?
                                                  • mona.blue Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 10.09.07, 18:07
                                                    jan_stereo napisał:

                                                    > To powiedz mi czy kochajac rodzicow, rodzenstwo
                                                    > powinnismy czuc do nich pociag seksualny z racji tej milosci ?
                                                    > A jesli nie, to czemu ?

                                                    Nie wiem o co Ci chodzi, przecież jasne jest, że cały czas
                                                    rozmawiamy o miłości erotycznej.

                                                    > Zatem,moglby tez: zabrac milosc do niego

                                                    On jest dobry, dlaczego miałby zabierać.
                                                    , dac nam smiech na widok wesolej scenki,placz z powodu smutnego
                                                    filmu, upodobanie do pracy/lenistwa,zdania do wypowiedzenia,
                                                    nastroje, znajomych, nieznajomych,

                                                    a nie daje?

                                                    ..tylko wychodzi, ze my nic sami nie robimy i to Bog za
                                                    > nas zyje zamiast my za siebie :"))

                                                    W chrześcijaństwie chodzi o to, żeby nasza wola była zgodna z wolą
                                                    Boga względem nas, bo on wie najlepiej co jest dla nas dobre.

                                                    > Tylko po co istniejemy ?
                                                    Żeby się zbawić i być wiecznie szczęśliwymi w niebie.
                                                  • jan_stereo Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 22:58
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > jan_stereo napisał:
                                                    >
                                                    > > Zatem uwazasz, ze seks jest elementem milosci ?
                                                    > >

                                                    > Tak.

                                                    Zatem jesli uprawiam z kims seks, znaczy to ze automatycznie go kocham, wedle Twego podejscia, nie ma wiec seksu bez milosci :")


                                                    > Niebardzo Cię rozumiem. Jeżeli go kocham to chcę to robić taże
                                                    > fizycznie, z nim i z nikim innym i nie dlatego, że chcę zaspokoić
                                                    > swoją potrzebę, tak jakby w oderwaniu od jego osoby, ale właśnie
                                                    > dlatego, że go kocham.

                                                    Powyzej :")
                                                  • mona.blue Re: Nieco przeteoretyzowane ale nie calkiem glupi 09.09.07, 23:18
                                                    jan_stereo napisał:

                                                    > Zatem jesli uprawiam z kims seks, znaczy to ze automatycznie go
                                                    kocham, wedle Twego podejscia, nie ma wiec seksu bez milosci :")
                                                    >
                                                    To działa tylko w odwrotną stronę :P

                                                    Ty naprawdę masz takie poglądy, że miłość i seks to dwie różne
                                                    sprawy? Trudno mi z Tobą dyskutować, widocznie wyznajwmy zupełnie
                                                    inne wartości w życiu.
                            • shangri.la Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 08.09.07, 07:11
                              Problem polskiego katolicyzmu ,to brak akceptacji zasad, którym z definicji powinni hołdować. W przeciwieństwie do wyznawców innych religii, katolicy nic , albo bardzo niewiele czytają ,a swoją "religijność" sprawadzają do odprawiania rytuałów niedzielnej mszy i wigilijnyej kolacji.
                              Podobnie jest z autorytetami, które są "czczone", ale nieznane lub nieakceptowane.
                              Miłość oblubieńcza jest miłością uświęconą sakramentem, krótko mówiąc JPII pisze o ideale , w którym dwoje kochających się ludzi zawiera legalne małżeństwo i dopiero wtedy rozpoczyna życie seksualne, oddając się w całości jednej, jedynej osobie.
                              Czy są takie pary? Owszem, każdy znajdzie podobnych ludzi w swoim otoczeniu, czasem w rodzinie.
                              Można powiedzieć, ze mieli wielkie szczęście, w odpowiednim momencie swojego życia, spotkać drugiego, równie odpowiedzialnego człowieka i chociaż codzienność nie szczędzi im trosk, zawsze mogą liczyć na wsparcie, pomoc i troskę.

                              Tacy ludzie jednak nie piszą na forum. Tu mamy przekrój całej nędzy człowieczeństwa zbłąkanego, zagubionego, skrzywdzonego i poranionego przez zło, któremu pozwolili sprowadzić się na manowce. Różnice między nami polegają jedynie na chęci i woli zmiany swojej , często tragicznej sytuacji życiowej i jej braku wyrażanego cynicznymi postami i atakami na tych, którzy myślą inaczej.
                              • psychoguru Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 08.09.07, 08:36
                                shangri.la napisała:

                                > Problem polskiego katolicyzmu ,to brak akceptacji
                                zasad, którym z definicji pow
                                > inni hołdować. W przeciwieństwie do wyznawców innych
                                religii, katolicy nic , al
                                > bo bardzo niewiele czytają ,a swoją "religijność"
                                sprawadzają do odprawiania ry
                                > tuałów niedzielnej mszy i wigilijnyej kolacji.
                                > Podobnie jest z autorytetami, które są "czczone",
                                ale nieznane lub nieakceptowa
                                > ne.
                                > Miłość oblubieńcza jest miłością uświęconą
                                sakramentem, krótko mówiąc JPII pisz
                                > e o ideale , w którym dwoje kochających się ludzi
                                zawiera legalne małżeństwo i
                                > dopiero wtedy rozpoczyna życie seksualne, oddając
                                się w całości jednej, jedynej
                                > osobie.

                                Czy sadzisz ze jesli wszyscy by to przeczytali to
                                nagle zrobiloby sie jak w raju?

                                > Czy są takie pary? Owszem, każdy znajdzie podobnych
                                ludzi w swoim otoczeniu, czasem w rodzinie.
                                > Można powiedzieć, ze mieli wielkie szczęście, w
                                odpowiednim momencie swojego ży
                                > cia, spotkać drugiego, równie odpowiedzialnego
                                człowieka i chociaż codzienność
                                > nie szczędzi im trosk, zawsze mogą liczyć na
                                wsparcie, pomoc i troskę.

                                Nieco ewangelizujesz. Dlaczego codziennosc ma
                                obfitowac w troski a nie byc wesola i przyjemna?
                                Ale najwwazniejszy jest tutaj aspekt zbyt duzej teorii
                                w stosunku do praktyki. Ta teoria po prsotu nie bierze
                                pod uwage calosic ludzkiej psychofizyki. Idealne
                                zwiazki na cale zycie to rzadkosc podobnie jak
                                wszelkie inne idealne sprawy. Norma jest wiec
                                nieidealnosc.

                                > Tacy ludzie jednak nie piszą na forum. Tu mamy
                                przekrój całej nędzy człowieczeń
                                > stwa zbłąkanego, zagubionego, skrzywdzonego i
                                poranionego przez zło, któremu po
                                > zwolili sprowadzić się na manowce. Różnice między
                                nami polegają jedynie na chęc
                                > i i woli zmiany swojej , często tragicznej sytuacji
                                życiowej i jej braku wyraża
                                > nego cynicznymi postami i atakami na tych, którzy
                                myślą inaczej.

                                Tu juz nieco wiecej ewangelizujesz. Poglady wyrazane
                                na forum sa bardzo czesto spotykane. Sa one wyrazem
                                zbalakania z teoretycznego punktu widzenia ale
                                niekonieczne z praktycznego.

                                Natomiast ortodoksyjni wyznawcy jakiejs teorii beda
                                zawsze wzbudzali zainteresowanie i chec do ostrej
                                polemiki. Czesto jest tak ze ortodoksja wynika ze
                                specyficznej konstrukcji psychicznej ktora opiera sie
                                na sztywnej ramie zaporgramowanej okreslonym
                                schematem. Schemat ten jest uwarunkowany kulturowo
                                wiec efekt jest taki ze na swiecie jest sporo roznego
                                typu ortodoksow ale psychicznie wykazuja duze
                                podobienstwa.
                              • synvilla Re: Bardzo chrześcijańsko powiedziane! 08.09.07, 12:31
                                Tacy ludzie jednak nie piszą na forum. Tu mamy przekrój całej nędzy
                                człowieczeństwa zbłąkanego, zagubionego, skrzywdzonego i
                                poranionego przez zło, któremu pozwolili sprowadzić się na manowce.
                                Różnice między nami polegają jedynie na chęci i woli zmiany
                                swojej , często tragicznej sytuacji życiowej i jej braku wyrażanego
                                cynicznymi postami i atakami na tych, którzy myślą inaczej.

                                ...............................
                                ...............................
                                O dziwo wsród katolików najwięcej pogardy dla istnienia drugiego
                                człowieka. Gdzie to szczęsliwe zjednoczenie z Bogiem, dajace
                                drugiemu człowiekowi prawo do istnienia takim jakim on jest, bez
                                oceniania go, krytykowania i ponizania, czy to słowem, czy czynem.
                                Gdzie jest owa szlachetna tolerancja, zrozumienie i szacunek. Tego
                                uczy kosciół? Religia katolicka?
                                Gdzieś to się wszystko ludziom w głowach popieprzyło.Z pięknej idei
                                miłosci i szacunku dla drugiego człowieka stała sie skostniała
                                doktryna w rękach ludzi abnormalnych, wystraszonych, potrzebujacych
                                twardych nieludzkich doktryn i wspierajacych się nimi jak utykajacy
                                kaleka laski.Bo bez tej "laski" nie jest juz spotkać swiata z
                                otwartym obliczem, bo go ten swiat przerasta.Stąd te łatwe
                                przejmowanie doktryn katolickich, przez ludzi, którzy sami
                                najwięcej błedów popełniają.

                                Twoje skostniałe "doktryny" są skazane na niepowodzenie, bo swiat
                                jest roznorodny,skomplikowany wewnetrznie i dynamicznie otwarty na
                                wszystko co nowe.
                                Nie ma sensu ferowac ocen, szczegolnie rzucac ocenami w innych, to
                                co ci sie wydaje sluszne dzisiaj, jutro moze okazac sie nieistotne.
                                Taki jest proces zycia.
                                • shangri.la Re:Kobieto, ty bardzo cierpisz .... 08.09.07, 12:39
                                  ....na chroniczną nienawiść do mnie i chociaż tego nie rozumiem, chyba zdażyłaś zauważyć , że lekceważę twoje agresywane działania wobec mnie.
                                  Jeśli koniecznie chcesz robić z forum oborę , to proponuję wybrać sobie inny obiekt ponieważ twoje wszelkie wysiłki sprowokowania mnie do durnych, forumowych utarczek spełzną na niczym.

                                  P.S. Zawisć to paskudna wada, a w twoim przypadku przeszła w obsesję:(
                                  • synvilla Re:Kobieto, ty bardzo cierpisz .... 08.09.07, 13:17
                                    No widzisz i na tym polega caly problem,że ty posadzasz innych o
                                    swoj wlasny stan ducha.

                                    Wyjdz poza swoj wlasny stan ducha, zobacz, swiat nie konczy sie na
                                    Tobie.
                                    • synvilla Re:W sumie dodam. 08.09.07, 13:43
                                      Obchodze sie tobą jak z jajem.Dosc ostroznie. Bo zgniłe.

                                      Bo wiem ze wylewasz mase smrodu na innych manifestujac dokola swoj
                                      wlasny ograniczony i malo elastyczny swiatopaglad, gdzie od innych
                                      ludzi wymagasz wiecej niz sama jestes w stanie wykonac.
                                      Przyklady mozna spotkac w wielu watkach, w ktorych to zabierasz
                                      swoj glos, np. tam gdzie radzisz kobiecie wyjsc- za maz bez
                                      milosci, czy to chlopakowi, ktory jest na pograniczu wyczerpania
                                      relacja -z dosc trudna dla normalnej relacji kobieta, gdzie oboje
                                      do siebie nie pasuja, czy w aktualnym watku, gdzie wyzywasz ludzi
                                      od dziwek, dziwkarzy, tylko dlatego, ze maja inny system wartosci,
                                      ktory podpada twojemu. I do tych chorych, nieludzkich teorii
                                      dobudowujesz teorie jakoby swojej "lepszosci i innosci" niby tej
                                      jedynej z mozliwych do osiagniecia czyli "katolickiej doktryny".
                                      Wiec sie pytam, gdzie Chrystus wyzywal ludzi od dziwkarzy? Gdzie
                                      zmuszał ludzi do życia wbrew swojej naturze, czyli bez miłosci w
                                      związku małzeńskim?

                                      Masz problem fałszywego "JA", zyjesz w niezgodzie ze sobą samą.
                            • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 08.09.07, 11:40
                              W zasadzie uważam, że w poście nastepnym psychoguru dał Ci wystarczjącą
                              odpowiedź, ale może coś jeszcze napiszę.

                              Wg JPII nie wolno mi przyjemności traktowac jako jedynej normy działania, gdyż
                              niejednokrotnie, to , co jest prawdziwie dobre łączy się z pewną przykrością -
                              np. pomoc innej osobie, gdy chcemy miec święty spokój i to byłoby dla nas przyjemne.
                              Wiąże się z tym sprawa wartości cierpienia, ale to już sprawa na inny wątek.
                              Wiąże się z tym zagadnienie egoizmu - to jest złe w byciu przedmiotem, że jest
                              środkiem do mojego celu, realizuję to, co jest dobre dla mnie, niekoniecznie też
                              dla tej osoby, wyklucza to podejście altruistyczne - tak jak napisał psychoguru
                              - jeżeli ta osoba się rozchoruje, zbrzydnie, utyje itp. przestaje by dla mnie
                              atrakcyjna, to ją porzucam, zamiast jej pomóc, zamiast pracowac nad tym, żeby
                              była dla mnie nadal atrakcyjna albo pomóc jej powrócic do zdrowia, albo by z nią
                              nadal pomimo jej choroby.

                              Jeżeli chodzi o oddawanie narządów, to właśnie tu jest poświęcenie, altruizm,
                              traktowanie podmiotowe (czyli jak prawdziwego człowieka, który ma swoją godnośc).

                              Jeżeli chodzi o to, że Jan Paweł II nie miał takich doświadczeń, to był
                              prowadzony przez Ducha Św., miał mądrośc wlaną przez Boga.

                              • mona.blue Re: to było do jana_s 08.09.07, 11:41
                              • psychoguru Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 08.09.07, 16:25
                                mona.blue napisała:

                                > Jeżeli chodzi o to, że Jan Paweł II nie miał takich
                                doświadczeń, to był
                                > prowadzony przez Ducha Św., miał mądrośc wlaną przez
                                Boga.

                                Dla ciebie dobrze byloby pamietac ze swiat jest
                                wielki, jest na nim masa roznych teorii i wszystkie
                                powoluja sie na takie argumenty a sa wzajemnie
                                sprzeczne.

                                JP2 byl wielkim teoretykíem ale jego teoria okazuje
                                sie niepraktyczna i oderwana od zycia. Wezmy jako
                                przyklad rozwody czy aborcje. Przedstawiciele teorii
                                JP2 najchetniej by ich zakazali ale jest to oczywiscie
                                niezyciowe i niepraktyczne. Twoja postawa
                                charakteryzuje sie zbytnim przeteoretyzowaniem,
                                bardziej realne spojrzenie na zycie byloby wskazane.
                                • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 08.09.07, 17:04
                                  Ja pisałam o ideale, o tym jak powinno byc w idealnym przypadku i zdaję sobie
                                  sprawę, że mało kto dorasta do tego ideału, czego przykładem jestem ja sama -
                                  jestem w trakcie rozwodu i sprawy o uznanie nieważności małżeństwa.
                                  • psychoguru Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 08.09.07, 22:18
                                    mona.blue napisała:

                                    > Ja pisałam o ideale, o tym jak powinno byc w
                                    idealnym przypadku i zdaję sobie
                                    > sprawę, że mało kto dorasta do tego ideału, czego
                                    przykładem jestem ja sama -
                                    > jestem w trakcie rozwodu i sprawy o uznanie
                                    nieważności małżeństwa.

                                    Zwiazek tego faktu z oderwaniem od realiow przez
                                    trzymanie sie przeteoretyzowanych idealow jest calkiem
                                    prawdopodobny. Na dodatek taka heca jak sprawa o
                                    uznanie da ci porzadny wycisk na psychice.

                                • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 09.09.07, 22:05
                                  psychotguru napisał:

                                  >JP2 byl wielkim teoretykíem ale jego teoria okazuje
                                  >sie niepraktyczna i oderwana od zycia. Wezmy jako
                                  >przyklad rozwody czy aborcje. Przedstawiciele teorii
                                  >JP2 najchetniej by ich zakazali ale jest to oczywiscie
                                  >niezyciowe i niepraktyczne. Twoja postawa
                                  >charakteryzuje sie zbytnim przeteoretyzowaniem,
                                  >bardziej realne spojrzenie na zycie byloby wskazane

                                  Myślę, to nie jest czysta teoria, ale ideał, do którego wszyscy
                                  powinniśmy dążyć. Zgadzam się, że jest to możliwe nie we wszystkich
                                  przypadkach. Dla mnie jest to możliwe, jeżeli młodzi ludzie modlili
                                  się o swoje powołanie (męża/żonę) i wypełnili je, a także żyją
                                  zgodnie z zasadami wiary chrześcijańskiej - wtedy ich miłość może
                                  być szczęśliwa i wierna aż do końca.
                                  • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 09.09.07, 22:10
                                    psychotguru napisał:

                                    >JP2 byl wielkim teoretykíem ale jego teoria okazuje
                                    >sie niepraktyczna i oderwana od zycia. Wezmy jako
                                    >przyklad rozwody czy aborcje.

                                    Aborcja jest zabójstwem, więc to nie jest "przeteoretyzowanie".
                                    • psychoguru Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 10.09.07, 08:41
                                      mona.blue napisała:

                                      > psychotguru napisał:
                                      > >JP2 byl wielkim teoretykíem ale jego teoria okazuje
                                      > >sie niepraktyczna i oderwana od zycia. Wezmy jako
                                      > >przyklad rozwody czy aborcje.
                                      > Aborcja jest zabójstwem, więc to nie
                                      jest "przeteoretyzowanie".

                                      Tylko w ramach teorii JP2, w ramach powszechnie
                                      przyjetych teorii nie i dlatego jest dostepna w
                                      zdecydowanje wiekszosci miejsc.

                                      Zdaje sie ze i ty masz pewne problemy z ta teoria bo
                                      rozwody dyskretnie pomijasz.

                                      Ogolnie biorac z wysokim stopniu przeteoretyzowania
                                      czesto zwiazane sa problemy osobowosciowe i wynikajace
                                      z nich problemy zyciowe. Dlatego wskazana jest terapia
                                      rozwoju osobowosci.
                                      • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 10.09.07, 13:30

                                        > > psychotguru napisał:

                                        > > >JP2 byl wielkim teoretykíem ale jego teoria okazuje
                                        > > >sie niepraktyczna i oderwana od zycia. Wezmy jako
                                        > > >przyklad rozwody czy aborcje.
                                        > > Aborcja jest zabójstwem, więc to nie
                                        > jest "przeteoretyzowanie".
                                        >
                                        > Tylko w ramach teorii JP2, w ramach powszechnie
                                        > przyjetych teorii nie i dlatego jest dostepna w
                                        > zdecydowanje wiekszosci miejsc.

                                        Sam pisałeś w tej dyskusji, że dusza ludzka jest w ciele od momentu
                                        poczęcia - chyba, że referowałeś tylko jak to nazywasz teorię JP2.

                                        Poza tym to nie jest teoria, to jest prawda, która była długo
                                        uznawana na całym świecie, dopiero ostatnio wraz z rozszerzaniem się
                                        relatywizmu moralnego i sekularyzacją ludzie próbują ustalać własny
                                        kodeks moralny.
                                      • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 10.09.07, 13:38

                                        > Zdaje sie ze i ty masz pewne problemy z ta teoria bo
                                        > rozwody dyskretnie pomijasz.

                                        Owszem,mam. Ale z tego m.in. z tego powodu przez długie lata się nie
                                        rozwodziłam, ale teraz zmieniłam zdanie - skoro mam duże szanse na
                                        uznanie nieważności małżeństwa przez Kościół, to dlaczego nie
                                        skorzystać z tej szansy. Dlatego złożyłam pozew o rozwód, że w
                                        Sądzie Metropolitalnym dowiedziałam się, że mam duzą szansę na
                                        uzanie mojego małżeństwa za nieważne i wręcz ksiądz pracujący tam w
                                        poradni zachęcił mnie do składania pozwu, jak również ksiądz jezuita
                                        na Rekolekcjach Ignacjańskich.

                                        > Ogolnie biorac z wysokim stopniu przeteoretyzowania
                                        > czesto zwiazane sa problemy osobowosciowe i wynikajace
                                        > z nich problemy zyciowe. Dlatego wskazana jest terapia
                                        > rozwoju osobowosci.

                                        To znaczy, że JP2 też miał problemy osobowościowe? ;)

                                        Mógłbyś coś napisać o tej terapii rozwoju osobowości?
                                        • psychoguru Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 10.09.07, 14:05
                                          mona.blue napisała:

                                          > Owszem,mam. Ale z tego m.in. z tego powodu przez
                                          długie lata się nie
                                          > rozwodziłam, ale teraz zmieniłam zdanie - skoro mam
                                          duże szanse na
                                          > uznanie nieważności małżeństwa przez Kościół, to
                                          dlaczego nie
                                          > skorzystać z tej szansy. Dlatego złożyłam pozew o
                                          rozwód, że w
                                          > Sądzie Metropolitalnym dowiedziałam się, że mam duzą
                                          szansę na
                                          > uzanie mojego małżeństwa za nieważne i wręcz ksiądz
                                          pracujący tam w
                                          > poradni zachęcił mnie do składania pozwu, jak
                                          również ksiądz jezuita
                                          > na Rekolekcjach Ignacjańskich.

                                          Tu jest oczywiscie najpierw taki ciekawy problem jak
                                          to sie stalo ze tak superteoretycznie przygotowana
                                          osoba jak ty mogla wpasc w tak dysfunkcjonalny zwiazek
                                          ze nawet kosciol jest sklonny go uniewaznic. To nie
                                          jest rozwod tylko procedura wykazujaca ze malzenstwo
                                          bylo od poczatku nieuzasadnione. Nastepnie jest
                                          ciekawy problem wielu lat tkwienia w takim bagienku.
                                          Mozna by postawic teze ze wszystko to nie bylo
                                          przypadkiem tylko efektem zbytniego przeteoretyzowania
                                          ktore dewastuje realne zycie.

                                          Ale w tym wszystkim jest tez ciekawy aspekt ze
                                          przedstawiciele teorii udostepniaja obecnie rozne
                                          furtki zeby nie stracic obiektow do teoretyzowania.

                                          > > Ogolnie biorac z wysokim stopniu
                                          przeteoretyzowania
                                          > > czesto zwiazane sa problemy osobowosciowe i
                                          wynikajace
                                          > > z nich problemy zyciowe. Dlatego wskazana jest
                                          terapia
                                          > > rozwoju osobowosci.
                                          > To znaczy, że JP2 też miał problemy osobowościowe? ;)

                                          Nie, to byl czysty teoretyk wiec nie mial realnych
                                          problemow oprocz teoretyzowania.

                                          > Mógłbyś coś napisać o tej terapii rozwoju osobowości?

                                          Jestes zainteresowana?
                                          • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 10.09.07, 14:17
                                            psychoguru napisała:

                                            > mona.blue napisała:
                                            psychguru napisał:

                                            > Tu jest oczywiscie najpierw taki ciekawy problem jak
                                            > to sie stalo ze tak superteoretycznie przygotowana
                                            > osoba jak ty mogla wpasc w tak dysfunkcjonalny zwiazek
                                            > ze nawet kosciol jest sklonny go uniewaznic.

                                            Gdy zawierałam małżeństwo nie byłam jeszcze tak teoretycznie
                                            przygotowana, jak byłeś to łaskawy to określić. Byłam wtedy daleko
                                            od Boga, poza Kościołem, ślub kościelny był dla mnie niczym innym
                                            jaik tradycją. To zaważyło na całym moim dotychczasowym życiu, bo
                                            gdybym się modliła o swoje powołanie, to Bóg na pewno dałby mi je
                                            prawidłowo rozeznać i nie byłoby tylu nieszczęść w moim życiu i w
                                            życiu osób ze mną związanych.
                                            To nie jest rozwod tylko procedura wykazujaca ze malzenstwo
                                            > bylo od poczatku nieuzasadnione.

                                            Zdaję sobie z tego doskonale sprawę, pisząc w poprzednim poście o
                                            rozwodzie miałam na myśli rozwód cywilny - do niego namawiali mnie
                                            księża o których pisałam. Chodziło mi o to, że decyzję o rozwodzie
                                            cywilnym podjęłam po roważeniu, czy mam szansę na stwierdzenie
                                            nieważności małżeństwa kościelnego.

                                            > > Mógłbyś coś napisać o tej terapii rozwoju osobowości?
                                            >
                                            > Jestes zainteresowana?

                                            Tak, czasami korzystam z terapii, a warto wiedzieć z jakiej warto.
                                            • psychoguru Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 10.09.07, 22:07
                                              mona.blue napisała:

                                              > jaik tradycją. To zaważyło na całym moim
                                              dotychczasowym życiu, bo
                                              > gdybym się modliła o swoje powołanie, to Bóg na
                                              pewno dałby mi je
                                              > prawidłowo rozeznać i nie byłoby tylu nieszczęść w
                                              moim życiu i w
                                              > życiu osób ze mną związanych.

                                              To jest jeszcze ciekawsza sprawa w jakich
                                              okolicznosciach stalas sie bardzo religijna.



                                              > Chodziło mi o to, że decyzję o rozwodzie
                                              > cywilnym podjęłam po roważeniu, czy mam szansę na
                                              stwierdzenie
                                              > nieważności małżeństwa kościelnego.

                                              A druga strona malzenstwa co na to wszystko?

                                              > Tak, czasami korzystam z terapii, a warto wiedzieć z
                                              jakiej warto.

                                              Korzystasz z terapii jakiej? Ujawnialy sie problemy
                                              wymagajace terapii?
                                              • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 11.09.07, 09:28
                                                psychoguru napisała:

                                                > To jest jeszcze ciekawsza sprawa w jakich
                                                > okolicznosciach stalas sie bardzo religijna.

                                                Tak, właśnie z powodu nieszczęścia, jakie miałam w życiu zwróciłam
                                                się do Boga i nie zawiodłam się.

                                                > A druga strona malzenstwa co na to wszystko?

                                                On jest też za rozwodem i unieważnieniem małżeństwa, odkąd złożyłam
                                                na niego doniesienie na policję za znęcanie się. Niestety sprawa
                                                została umorzona, ale przynajmniej on się nieźle przestraszył i
                                                definitywnie chce rozwodu.

                                                > Korzystasz z terapii jakiej? Ujawnialy sie problemy
                                                > wymagajace terapii?

                                                Właśnie zakończyłam terapię w IPiNie, a wznawiam po przerwie terapię
                                                dla osób współuzależnionych (grupa zaawansowana).
                                                Grupa ta jest mi potrzebna, aby definitywnie rozliczyć się z moim
                                                poprzednim związkiem i nauczyć się zdrowych relacji w związkach.



                                                • psychoguru Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 11.09.07, 09:42
                                                  mona.blue napisała:

                                                  > psychoguru napisała:

                                                  > Tak, właśnie z powodu nieszczęścia, jakie miałam w
                                                  życiu zwróciłam
                                                  > się do Boga i nie zawiodłam się.

                                                  Bylas w duzym dole psychicznym zanim sie zwrocilas?
                                                  Ktos z otoczenia pomogl sie zwrocic?

                                                  > > A druga strona malzenstwa co na to wszystko?
                                                  >
                                                  > On jest też za rozwodem i unieważnieniem małżeństwa,
                                                  odkąd złożyłam
                                                  > na niego doniesienie na policję za znęcanie się.
                                                  Niestety sprawa
                                                  > została umorzona, ale przynajmniej on się nieźle
                                                  przestraszył i
                                                  > definitywnie chce rozwodu.

                                                  No niezle, znaczy sie boksuje czy znecanie psychiczne -
                                                  alkohol jest czy na trzezwo?

                                                  Samo znecanie nie jest wystarczajacym powodem do
                                                  uniewaznienia malzenstwa teoretycznego? Chyba ze juz
                                                  bylo przed slubem?

                                                  > Właśnie zakończyłam terapię w IPiNie, a wznawiam po
                                                  przerwie terapię
                                                  > dla osób współuzależnionych (grupa zaawansowana).
                                                  > Grupa ta jest mi potrzebna, aby definitywnie
                                                  rozliczyć się z moim
                                                  > poprzednim związkiem i nauczyć się zdrowych relacji
                                                  w związkach.

                                                  Tak, na pewno. Moze to byc niewystarczajace bo jak sie
                                                  wydaje jestes pod bardzo duzym wplywem uzaleznienia
                                                  teoretycznego, w realu moga z tego wyniknac nowe
                                                  komplikacje jak wyjdziesz za tamtego uzaleznienia.
                                                  • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 11.09.07, 09:53
                                                    > > psychoguru napisała:
                                                    > Bylas w duzym dole psychicznym zanim sie zwrocilas?
                                                    > Ktos z otoczenia pomogl sie zwrocic?

                                                    W ogromnym, nawet wolę nie wspominać.
                                                    Sama się zwróciłam do Boga, po prostu nie widziałam ratunku w żadnym
                                                    człowieku, dosłownie w niczym.
                                                    >
                                                    >
                                                    > No niezle, znaczy sie boksuje czy znecanie psychiczne -
                                                    > alkohol jest czy na trzezwo?
                                                    Głownie znęca się psychicznie, uderzył parę razy z życiu, ale po
                                                    ostanim ciosie jaki dostałam byłam w szoku, z miejsca zapisałam się
                                                    na terapię dla współuzależnionych i ofiar przemocy i ta terapia
                                                    pozwoliła mi podjąć decyzję o rozwodzie. Poza tym nadużywa poważnie
                                                    alkoholu, ale jego przemoc jest głównie "na zimno", dotyczyła
                                                    również seksu.

                                                    >
                                                    > Samo znecanie nie jest wystarczajacym powodem do
                                                    > uniewaznienia malzenstwa teoretycznego? Chyba ze juz
                                                    > bylo przed slubem?
                                                    >
                                                    Ksiądz w poradni stwierdził,że powodem jest alkoholizm, który musiał
                                                    być już przed ślubem, a poza tym wg mnie są jeszcze inne powody, o
                                                    których nie chcę pisać.

                                                    > Tak, na pewno. Moze to byc niewystarczajace bo jak sie
                                                    > wydaje jestes pod bardzo duzym wplywem uzaleznienia
                                                    > teoretycznego, w realu moga z tego wyniknac nowe
                                                    > komplikacje jak wyjdziesz za tamtego uzaleznienia.

                                                    Też mi się tak wydaje, bo często odrzucałam ludzi, którzy mnie
                                                    kochali, a wybierałam tych, którzy mnie odrzucali - takie k....
                                                    zakodowanie z dzieciństwa, które zniszczyło moje dotychczasowe życie.
                                                  • psychoguru Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 11.09.07, 21:41
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > > Ktos z otoczenia pomogl sie zwrocic?
                                                    > W ogromnym, nawet wolę nie wspominać.
                                                    > Sama się zwróciłam do Boga, po prostu nie widziałam
                                                    ratunku w żadnym
                                                    > człowieku, dosłownie w niczym.

                                                    Z jednej strony piszesz ze sama sie zwrocilas a z
                                                    drugiej ze ktos ci ogromnie pomogl. Czy moglabys jednak
                                                    wspomniec cos na temat tego kogos?

                                                    > ostanim ciosie jaki dostałam byłam w szoku, z
                                                    miejsca zapisałam się
                                                    > na terapię dla współuzależnionych i ofiar przemocy i
                                                    ta terapia
                                                    > pozwoliła mi podjąć decyzję o rozwodzie. Poza tym
                                                    nadużywa poważnie
                                                    > alkoholu, ale jego przemoc jest głównie "na zimno",
                                                    dotyczyła
                                                    > również seksu.

                                                    Ale czy odkrylas ze jestes uzalezniona sama czy ktos
                                                    cie na to naprowadzil?

                                                    > Ksiądz w poradni stwierdził,że powodem jest
                                                    alkoholizm, który musiał
                                                    > być już przed ślubem,

                                                    No to widac ze reguly stosowania teorii sie
                                                    rozluzniaja co jest bardzo pozytywne.

                                                    >a poza tym wg mnie są jeszcze inne powody, o
                                                    > których nie chcę pisać.

                                                    W porzadku ale czy te powody tez sa istotne dla x.,
                                                    przedstawiciela teorii?


                                                    > Też mi się tak wydaje, bo często odrzucałam ludzi,
                                                    którzy mnie
                                                    > kochali, a wybierałam tych, którzy mnie odrzucali -
                                                    takie k....
                                                    > zakodowanie z dzieciństwa, które zniszczyło moje
                                                    dotychczasowe życie.

                                                    to moze byc dosc dobra diagnoza. dlaczego w takim
                                                    razie brniesz w teorie?
                                                  • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 12.09.07, 10:56
                                                    psychoguru napisała:

                                                    > Z jednej strony piszesz ze sama sie zwrocilas a z
                                                    > drugiej ze ktos ci ogromnie pomogl. Czy moglabys jednak
                                                    > wspomniec cos na temat tego kogos?

                                                    Pomógł mi człowiek, którego kocham i od lat mi pomaga.

                                                    Chodziło mi raczej o to, że nikt bezpośrednio nie pomógł mi zwrócić
                                                    się do Boga, chociaż też niezupełnie, bo na pewno pomogło mi
                                                    świadectwo ludzi, których znałam, a którzy byli blisko Boga.

                                                    > Ale czy odkrylas ze jestes uzalezniona sama czy ktos
                                                    > cie na to naprowadzil?

                                                    Ja nie jestem uzależniona, chyba, że od męża alkoholika.
                                                    Moj przyjaciel, o którym piszę pomógł mi odkryć, że mój mąż stosuje
                                                    przemoc wobec mnie i że jest alkoholikiem - a w zasadzie pomogła mi
                                                    to odkryć grupa wsparcia dla kobiet doświadczających przemocy, na
                                                    którą mnie zaprowadził. Ja byłam wychowywana w domu, w którym
                                                    zarówno matka jak i ojciec stosowali wobec mnie przemoc i nie
                                                    rozumiałam, że jestem ofiarą przemocy.

                                                    > W porzadku ale czy te powody tez sa istotne dla x.,
                                                    > przedstawiciela teorii?

                                                    Nie wiem, bo jeszcze nie zostałam nawet wezwana na pierwsze
                                                    przesłuchanie, chociaż minęło już pół roku od złożenia pozwu.
                                                    Dzwoniłam ostatnio do Sądu Metropolitalnego i okazało się, że coś
                                                    zaniedbali i mają przyspieszyć tę sprawę.

                                                    > to moze byc dosc dobra diagnoza. dlaczego w takim
                                                    > razie brniesz w teorie?

                                                    Ja nie uważam, że jest to teoria. Widzę, że Bóg powoli prostuje moje
                                                    życie i mam nadzieję, że zrobi to do końca, tak, że będę w końcu
                                                    mogła być szczęśliwa.



                                                  • psychoguru Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 12.09.07, 22:38
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > psychoguru napisała:

                                                    > Chodziło mi raczej o to, że nikt bezpośrednio nie
                                                    pomógł mi zwrócić
                                                    > się do Boga, chociaż też niezupełnie, bo na pewno
                                                    pomogło mi
                                                    > świadectwo ludzi, których znałam, a którzy byli
                                                    blisko Boga.

                                                    Ciekawe jakie to bylo swiadectwo? Ci ludzie aktywnie
                                                    cie uwsiadamiali?
                                                    > > Ale czy odkrylas ze jestes uzalezniona sama czy
                                                    ktos
                                                    > > cie na to naprowadzil?
                                                    >
                                                    > Ja nie jestem uzależniona, chyba, że od męża
                                                    alkoholika.

                                                    Wspominnalas zdaje sie ze jestes na terapii uzalenien,
                                                    sugerowalo to wlasnie uzaleznienie od toksycznego
                                                    zwiazku?

                                                    > Ja nie uważam, że jest to teoria. Widzę, że Bóg
                                                    powoli prostuje moje
                                                    > życie i mam nadzieję, że zrobi to do końca, tak, że
                                                    będę w końcu
                                                    > mogła być szczęśliwa.

                                                    A nie widzisz ze zawsze musisz miec kogos/cos z
                                                    zewnatrz zeby ci prostowalo zycie bo sama wlasnym
                                                    mozgiem nie jestes w stanie tego zrobic? Pytanie wiec
                                                    czy nie jest to problem twojego mozgu?
                              • jan_stereo Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 09.09.07, 04:05
                                mona.blue napisała:

                                > W zasadzie uważam, że w poście nastepnym psychoguru dał Ci wystarczjącą odpowiedź, ale może coś jeszcze napiszę.

                                Powinnas napisac, ze psychoguru dal Tobie wyczerpujaca odpowiedz,mnie nie dal zadnej wyczerpujacej dopowiedzi, a co wiecej pelno tam pomylek odnosnie cytowanego tekstu :"))

                                > Wg JPII nie wolno mi przyjemności traktowac jako jedynej normy działania, gdyż niejednokrotnie, to , co jest prawdziwie dobre łączy się z pewną przykrością .

                                To jest oczywiste,ale jakos nie bardzo nawiazuje do konkretnej sytuacji jaka tu rozwazamy, mozna powiedziec ze dwoje osob uprawiajacych seks pomaga sobie nawzajem,dajac przyjemnosc. Natomiast nie zgadzam sie z tym, ze to co jest prawdziwie dobre laczy sie z pewna przykroscia (chyba ze dodasz slowo 'czasami'), przeciez dobrym jest dokarmianie zwierzat, a nie jest to przykre jakkolwiek.
                                • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 10:24
                                  Ktokolwiek przekona Jana S. do przyjęcia nauki JPII, zasłuży na miano misjonarza, gdyż , aby zaakceptować trudną naukę chrześcijańską , nie wystarczy być ochrzczonym, ale trzeba WIERZYĆ :)
                                  Gdybyś był człowiekiem wierząym, posłużyłabym się najprostszym pojęciem grzechu, namawiania do grzechu, współudziału do grzechu itp.. Krótko mówiąc odwołałabym się do etyki chrześcijańskiej i Twojego sumienia.
                                  Ponieważ posługujesz się własnym “kodeksem moralnym”, w którym brak miejsca na pojęcie wyrzeczenia w imię wyższych celów, trudno od Ciebie oczekiwać , abyś wyrywkowo traktował Ewangelię, akceptując to, co w niej akurat najtrudniejsze.
                                  Mając na uwadze Twoje wcześniejsze doświadczenia, o których wspominałeś, pozwolę sobie jedynie prosić Cię o rozwagę i rozsadek w swoim życiu prywatnym.Nie Ty jeden błądzisz na skutek zła, które zaznałeś w życiu. To jednak nie koniec Twoich życiowych doświadczeń, a droga , którą wybierasz skutkuje kolejnymi rozczarowaniami, lub prowadzi do celu.
                                  Cel, jaki sobie przyjąłeś (zgodnie z moimi przypuszczeniami) jest niewiele wart , bo służy jedynie”zabijaniu” tęsknoty za czymś więcej, czymś wartościowym i głębokim, czymś , co uwzniośla i przenosi człowieka na wyższy poziom świadomości. Tym czymś, jest MIŁOŚĆ;)
                                  • lisa.w Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 10:57
                                    To jednak nie koniec Twoich życiowych doświadczeń, a droga , którą
                                    wybierasz skutkuje kolejnymi rozczarowaniami, lub prowadzi do celu.
                                    Cel, jaki sobie przyjąłeś (zgodnie z moimi przypuszczeniami) jest
                                    niewiele wart , bo służy jedynie”zabijaniu” tęsknoty za czymś
                                    więcej, czymś wartościowym i głębokim, czymś , co uwzniośla i
                                    przenosi człowieka na wyższy poziom świadomości. Tym czymś, jest
                                    MIŁOŚĆ;)

                                    ___
                                    Jak mozna obcym, malo znanym ludziom, pisac takie pierdoly?
                                    • shangri.la Re: A skąd Ci wiadomo....?:) 09.09.07, 11:02
                                      ....że Jan S jest mi "obcy i mało znany"?;)
                                      • lisa.w Re: A skąd Ci wiadomo....?:) 09.09.07, 11:06
                                        shangri.la napisała:

                                        > ....że Jan S jest mi "obcy i mało znany"?;)
                                        _________
                                        A co mozna wiedziec o czlowieku spotkanym przypadkowo na forum
                                        Internetowym, jaka zawartosc informacyjna ma ta znajomosc?
                                        I po co to klepanie ludziom, tanich zblazowanych *madrosci, jaki
                                        cel to ma?
                                        • shangri.la Re: A skąd Ci wiadomo....?:) 09.09.07, 11:20
                                          Spotkałam 'przypadkowo' na forum kilka osób, o których mogłabym napisać biograficzne ksiażki:)

                                          P.S. Ciekawość to pierwszy stopień ....wiesz gdzie:)))
                                          • wellisa Re: A skąd Ci wiadomo....?:) 09.09.07, 12:18
                                            shangri.la napisała:

                                            > Spotkałam 'przypadkowo' na forum kilka osób, o których mogłabym
                                            napisać biograf
                                            > iczne ksiażki:)
                                            >
                                            > P.S. Ciekawość to pierwszy stopień ....wiesz gdzie:)))
                                            __________________

                                            Książki można pisać, tylko kto będzie je czytał?
                                  • mona.blue Re: Mogłabym sie pod tym podpisac ;) 09.09.07, 14:32
                                    shangri.la napisała:

                                    > Ktokolwiek przekona Jana S. do przyjęcia nauki JPII, zasłuży na miano
                                    misjonarza, gdyż , aby zaakceptować trudną naukę chrześcijańską , nie wystarczy
                                    być ochrzczonym, ale trzeba WIERZYĆ :)
                                    > Gdybyś był człowiekiem wierząym, posłużyłabym się najprostszym pojęciem
                                    grzechu, namawiania do grzechu, współudziału do grzechu itp. Krótko mówiąc
                                    odwołałabym się do etyki chrześcijańskiej i Twojego sumienia.
                                    > Ponieważ posługujesz się własnym “kodeksem moralnym”, w którym bra
                                    > k miejsca na pojęcie wyrzeczenia w imię wyższych celów, trudno od Ciebie oczeki
                                    > wać , abyś wyrywkowo traktował Ewangelię, akceptując to, co w niej akurat najtr
                                    > udniejsze.

                                    ja też tak uważam,
                                    mona_blue
                                  • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 17:28
                                    shangri.la napisała:

                                    > Ktokolwiek przekona Jana S. do przyjęcia nauki JPII, zasłuży na miano misjonarza, gdyż , aby zaakceptować trudną naukę chrześcijańską , nie wystarczy być ochrzczonym, ale trzeba WIERZYĆ :)

                                    Owszem, trzeba wierzyc i to jest tych nauk kulawa noga, ja wole doswiadczac prawdy niz w nia wierzyc, bo to bezposredniejsze :"))

                                    > Ponieważ posługujesz się własnym “kodeksem moralnym”, w którym bra
                                    > k miejsca na pojęcie wyrzeczenia w imię wyższych celów, trudno od Ciebie oczekiwać , abyś wyrywkowo traktował Ewangelię, akceptując to, co w niej akurat najtrudniejsze.

                                    O a skad wymyslilas, ze nie ma w moim kodeksie moralnym miejsca na wyrzeczenia w imie innych celow (z ta wyzszoscia pewnie mozna by sie spierac)wazniejszych powiedzmy ?

                                    > Mając na uwadze Twoje wcześniejsze doświadczenia, o których wspominałeś, pozwolę sobie jedynie prosić Cię o rozwagę i rozsadek w swoim życiu prywatnym.

                                    Alez zawsze mam to zdanie przed oczami :"))


                                    > Cel, jaki sobie przyjąłeś (zgodnie z moimi przypuszczeniami) jest niewiele wart, bo służy jedynie”zabijaniu” tęsknoty za czymś więcej, czymś wartościowym i głębokim, czymś , co uwzniośla i przenosi człowieka na wyższy poziom świadomości. Tym czymś, jest MIŁOŚĆ;)


                                    Widzisz Shania, mozedla Ciebie pewne rzeczy sa niewiele warte ale dla innych moze byc zupelnie inaczej, ja znam wiele rzeczy obok Milosci,ktore prowadza do wyzszego poziomu swiadomosci. Pytanie jest czego mam byc swiadomy aby uznac ze plynie z tego spelnienie dla mojej natury. Nie kazdy wyzszy poziom swiadomosci niesie ze soba radosc moja droga i radze Ci o tym tez pamietac :"))
                                    • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 17:34
                                      Co Tobie sprawia radość?:)
                                      • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:03
                                        muzyka,ladne wizualnie filmy/obrazy,podrozowanie,basen,..rozmowy z napieciem,cisza,potrawy,brak potraw,woda,zima,wiosna,lato,jesien, snieg,deszcz,czyste niebo,ludzie,ich brak, zwierzeta, wysilek, odpoczywanie,lenistwo,pracowitosc... itp.
                                        • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:06
                                          Czyli życie:)
                                          A która z wymienionych rzeczy "wznosi Cie na wyższy poziom" nadając sens Twojemu istnieniu?
                                          • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:12
                                            shangri.la napisała:

                                            > Czyli życie:)

                                            naturalnie ze nie smierc :"))

                                            > A która z wymienionych rzeczy "wznosi Cie na wyższy poziom" nadając sens Twojemu istnieniu?

                                            Kazda z nich wznosi mnie na wyzszy poziom,jesli tylko zalezy mi na wesjcie na ten poziom w danym temacie, a co do nadawania sensow w moim zyciu, to rowniez kazde z osobna stanowi takowy.
                                            • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:15
                                              Znajdowanie sensu w drobiazgach to wielka sztuka i nie każdy ma taką umiejętność, ale drobiazgi służą czemuś nadrzędnemu. Czym jest TO COŚ dla Ciebie?
                                              • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:20
                                                Nadrzedne jest poczucie spokoju, ujarzmienia swojego umyslu, napojenia go tym czego potrzebuje, zatem moge odpowiedziec,ze to jest w duzej mierze cos dla niego/dla mnie.
                                                • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:23
                                                  Czy wobec tego mogę zaryzykować twierdzenie, że wartością nadrzędną dla Ciebie, jest ŚWIĘTY SPOKÓJ?;)
                                                  Twój własny spokój, samozadowolenie, poczucie sytości we wszelkich jej aspektach?
                                                  • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:28
                                                    shangri.la napisała:

                                                    > Czy wobec tego mogę zaryzykować twierdzenie, że wartością nadrzędną dla Ciebie,jest ŚWIĘTY SPOKÓJ?;)

                                                    Jesli zdefiniujemy moj Swiety Spokoj,jako zaspokojoenie mojego niepokoju to tak, nie oznacza on bowiem wcale wyzucia sie z dynamiki zycia :")

                                                    > Twój własny spokój, samozadowolenie, poczucie sytości we wszelkich jej aspektach?

                                                    Moj wlasny spokoj czesto wyplywa ze spokoju innych rowniez,ale z grubsza tak to wyglada :"))
                                                  • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:31
                                                    Krótko mówiąc , nadrzędny cel Twojego życia jest "z grubsza" bardzo egoistyczny?
                                                  • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:35
                                                    shangri.la napisała:

                                                    > Krótko mówiąc , nadrzędny cel Twojego życia jest "z grubsza" bardzo egoistyczny ?

                                                    Tak, dokladnie, nie znam szczerze powiedziawszy innych celow niz egoistyczne, dla mnie one wszystkie prowadza do zaspokojenia potrzeb wlasnego umyslu :"))
                                                  • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:38
                                                    I naprawdę uważasz , że jestes aż tak ubogi duchem, że nic nikomu nie masz do zaofiarowania?
                                                  • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:40
                                                    shangri.la napisała:

                                                    > I naprawdę uważasz , że jestes aż tak ubogi duchem, że nic nikomu nie masz do zaofiarowania?


                                                    A skad wyskoczylas z takim stwierdzeniem, mam bardzo wiele do zaoferowania, jestem egoista przeciez...
                                                  • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:44
                                                    To nie stwierdzenie , ale wniosek z naszej wymiany zdań. Przeczytaj w całości:)
                                                    Jesteś egoistą , więc chowasz swoje skarby dla siebie?
                                                  • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:47
                                                    shangri.la napisała:

                                                    > To nie stwierdzenie , ale wniosek z naszej wymiany zdań. Przeczytaj w całości:)

                                                    Tu nie trzeba czytac, tu trzeba zrozumiec co ktos do Ciebie pisze :"))

                                                    > Jesteś egoistą , więc chowasz swoje skarby dla siebie?

                                                    Bzdura, jestem egoista stad wiele 'skarbow' udostepniam innym, na tym to polega inaczej nie mial bym przyjemnosci. Kazdy egoista musi dbac o to by miec jak najwiecej do zaoferowania innym rzeczy,ktore dadza mu satysfakcje, no chyba ze sie jest egeoista minimalista.
                                                  • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:50
                                                    Czyli jednak dzielisz się z innymi? Jesteś egoistą wspaniałomyślnym?:)
                                                    Uwaga, znów puszczają Ci nerwy!
                                                  • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 18:55
                                                    shangri.la napisała:

                                                    > Czyli jednak dzielisz się z innymi? Jesteś egoistą wspaniałomyślnym?:)

                                                    Naturalnie, ze sie dziele z innymi,skad to zdziwienie ? Tak jestem egoista proludzkim.

                                                    > Uwaga, znów puszczają Ci nerwy!

                                                    No co Ty piszesz,jetem teraz tak spokojny,ze malo nie usne,serce mi prawie wcale nie bije,niemal odplywal. To taki styl zwyczajnie,powinns sie juz nauczyc.
                                                  • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 19:01
                                                    Oki, ostatnie pytanie i możesz spokojnie zasnąć:)
                                                    Uważasz , że wszyscy ludzie wokół są takimi "proludzkimi" egoistami?
                                                    Żyją sobie z dnia na dzień bez ideałów i głębszego sensu swoich działań , rzucając wspaniałomyślnie ochłapy pospólstwu?
                                                    Miałam ochotę też zapytać, czy chciałbyś zmienić swoją teraźniejszość radyklanie, ale chyba już znam odpowiedź....;)
                                                  • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 19:05
                                                    shangri.la napisała:

                                                    > Uważasz , że wszyscy ludzie wokół są takimi "proludzkimi" egoistami?
                                                    > Żyją sobie z dnia na dzień bez ideałów i głębszego sensu swoich działań , rzucając wspaniałomyślnie ochłapy pospólstwu?

                                                    To, ze Ty nie widzisz glebszego sensu, nie znaczy ze ja go nie doswiadczam, to ze ja widze w tym wiele idealow (bo co to sa idealy,jak nie idee do ktorych dazymy, by bylo nam lepiej wszystkim). nie rzucam ochlapow pospulstwu (tak widze bedziemy sobie gadali, Ty cos nazmyslasz a ja to odwracam)jako, ze dawanie ochlapow nie zaspokaja mojego egoizmu, daje wiec na maksa duzo by jak najwiecej z tego miec frajdy.

                                                    > Miałam ochotę też zapytać, czy chciałbyś zmienić swoją teraźniejszość radyklanie, ale chyba już znam odpowiedź....;)

                                                    Radykalne zmiany, a zmiany na lepsze to nie zawsze to samo :"))
                                                  • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 19:15
                                                    Właśnie dlatego "lubię mówić z Tobą":)
                                                    Jesli nie zdecydujesz się na radykalne zmiany , nigdy się nie dowiesz , czy były by zmianami na lepsze:)
                                                  • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 19:19
                                                    shangri.la napisała:

                                                    > Jesli nie zdecydujesz się na radykalne zmiany , nigdy się nie dowiesz , czy były by zmianami na lepsze:)

                                                    jak to mowia,lepsze wrogiem dobrego,a radykalne zmiany wprowadzac warto kiedy jest kiepsko :)
                                                  • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 19:20
                                                    A nie jest kiepsko?:)
                                                  • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 19:32
                                                    Niewatpliwie, ktos tu ma kiepsko, ja jednak nie podnosze tutaj reki w gore :)
                                                  • shangri.la Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 19:35
                                                    Więc, tak trzymaj!:)
                                                    A jak kiedyś postanowisz nawrócić się na wiarę chrześcijańską, to chętnie wypróbuję na Tobie swoje umiejętności misjonarskie:)
                                                • mona.blue Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 22:19
                                                  jan_stereo napisał:

                                                  > Nadrzedne jest poczucie spokoju, ujarzmienia swojego umyslu,
                                                  >napojenia go tym czego potrzebuje, zatem moge odpowiedziec,ze to
                                                  jest w duzej mierze cos dla niego/dla mnie.

                                                  No to o to właśnie chodzi w chrześcijaństwie - Bóg daje człowiekowi
                                                  pokój duszy (coś więcej niż tylko spokój, właśnie wszystko to, co
                                                  jest nam potrzebne).

                                                  "Niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu"
                                                  Św. Augustyn
                                                  • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 22:23
                                                    mona.blue napisała:


                                                    > No to o to właśnie chodzi w chrześcijaństwie - Bóg daje człowiekowi
                                                    > pokój duszy (coś więcej niż tylko spokój, właśnie wszystko to, co
                                                    > jest nam potrzebne).

                                                    Czyli chrzescijanom to Bog daje spokoj duszy, natomiasy inni sami sobie organizuja ten spokoj umyslu (jako ze dusze maja pewnie tylko chrzescijanie). Nie ma znaczenia zatem skad sobie pozyskasz powyzsze,grunt zeby to osiagnac.

                                                  • mona.blue Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 22:29
                                                    jan_stereo napisał:

                                                    > Czyli chrzescijanom to Bog daje spokoj duszy, natomiasy inni sami
                                                    sobie organizuja ten spokoj umyslu (jako ze dusze maja pewnie tylko
                                                    chrzescijanie). Nie ma znaczenia zatem skad sobie pozyskasz
                                                    powyzsze,grunt zeby to osiagnac.

                                                    Pokój duszy to jest to co jest nam potrzebne tutaj na ziemi, ale
                                                    najważniejsze jest zbawienie.

                                                    Nigdzie nie napisałam, że tylko chrześcijanie mają dusze. Ma ją
                                                    każdy człowiek (od chwili poczęcia - to do psychoguru).
                                    • mona.blue Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 22:15
                                      jan_stereo napisał:

                                      > Owszem, trzeba wierzyc i to jest tych nauk kulawa noga, ja wole
                                      >doswiadczac prawdy niz w nia wierzyc, bo to bezposredniejsze :"))

                                      A dlaczego zakładasz, że w chrześcijaństwie nie doświadczamy prawdy.
                                      Podczas medytacji (kontemplacji) można bardzo, nawet namacalnie,
                                      osobiście doświadczyć prawdy.
                                      • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 22:19
                                        mona.blue napisała:

                                        > A dlaczego zakładasz, że w chrześcijaństwie nie doświadczamy prawdy.
                                        > Podczas medytacji (kontemplacji) można bardzo, nawet namacalnie,
                                        > osobiście doświadczyć prawdy.

                                        Zatem, skoro tak, to kazdy z nas doswiadcza prawdy, pytanie zatem dlaczego wierzysz, skoro masz juz pewnosc ? Ja jedynie nie lubie sie poslugiwac wiara jako glownym fundamentem na ktorym mialbym budowac swoje zycie.
                                        • mona.blue Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 22:57
                                          jan_stereo napisał:

                                          > Zatem, skoro tak, to kazdy z nas doswiadcza prawdy
                                          > pytanie zatem dlaczego wierzysz, skoro masz juz pewnosc?

                                          Przecież pewności nikt z nas nie ma :P
                                          Mam coraz większe zaufanie do Boga. Wiara wbrew pozorom to nie jest
                                          wierzyć w to, że Bóg jest, ale ufać Mu we wszystkim.

                                          > Ja jedynie nie lubie sie poslugiwac wiara jako glownym fundamentem
                                          na ktorym mialbym budowac swoje zycie.

                                          Szkoda, bo to jest prawdziwy, niezniszczalny fundament. Tylko Bóg
                                          nas nigdy nie zawiedzie, każdy człowiek tak.

                                          • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 23:06
                                            mona.blue napisała:

                                            > Szkoda, bo to jest prawdziwy, niezniszczalny fundament. Tylko Bóg
                                            > nas nigdy nie zawiedzie, każdy człowiek tak.

                                            W przeciwienstwie do Boga, ludzi spotyka sie w rzeczywistosci i nie potrzeba tu zadnej wiary w ich istnienie by ich zaobaczyc, dotknac, rozmawiac z nimi, wiedziec ze sa. Czy Ty spotykasz Boga tak, jak spotykasz innych zyjacych ? Jesli nie, to trudno by Cie zawiodl.

                                            • mona.blue Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 09.09.07, 23:25
                                              jan_stereo napisał:

                                              > Czy Ty spotykasz Boga tak, jak spotykasz innych zyjacych ? Jesli ni
                                              > e, to trudno by Cie zawiodl.

                                              Często doświadczam obecności Boga, czasami z Nim rozmawiam, często
                                              proszę o różne rzeczy, więc jak widzisz mógłby mnie zawieść, a tego
                                              nie robi.
                                              • synvilla Re: Popros tego swojego Bozka o 10.09.07, 09:55
                                                Często doświadczam obecności Boga, czasami z Nim rozmawiam, często
                                                proszę o różne rzeczy, więc jak widzisz mógłby mnie zawieść, a tego
                                                nie robi.
                                                ...........
                                                ROZUM!
                                                • mona.blue Re: Popros tego swojego Bozka o 10.09.07, 13:55
                                                  synvilla napisała:

                                                  > Często doświadczam obecności Boga, czasami z Nim rozmawiam, często
                                                  > proszę o różne rzeczy, więc jak widzisz mógłby mnie zawieść, a
                                                  tego
                                                  > nie robi.
                                                  > ...........
                                                  > ROZUM!

                                                  Trochę nie dorastasz do tej dyskusji, więc może daj sobie spokój.
                                                  • synvilla Re: Popros tego swojego Bozka o 10.09.07, 14:25
                                                    Dziwi mnie, ze wiecej oburzonych ludzi nie pisze w tym watku.
                                              • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 10.09.07, 10:59
                                                mona.blue napisała:

                                                > Często doświadczam obecności Boga, czasami z Nim rozmawiam, często
                                                > proszę o różne rzeczy, więc jak widzisz mógłby mnie zawieść, a
                                                tego nie robi.

                                                To popros Boga zeby mi wytlumaczyl, dlaczego ze mna nie rozmawia,
                                                zobaczymy czy Cie nie zawiedzie :"))
                                                • mona.blue Re: Do Jana S. - bonus 10.09.07, 13:53
                                                  Nie mam siły już szukać, w której to było wypowiedzi, bo wątek za
                                                  bardzo się nam zagmatwał, ale przypomniało mi się powiedzenie, które
                                                  przeczytałam kilka dni temu,i z którym się w zupełności zgadzam:

                                                  "Dla kochającego mężczyzny kochana kobieta jest z każdym rokiem
                                                  coraz piękniejsza"

                                                  • jan_stereo Re: Do Jana S. - bonus 10.09.07, 15:33
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > "Dla kochającego mężczyzny kochana kobieta jest z każdym rokiem
                                                    > coraz piękniejsza"

                                                    Pytanie, czy rzeczywiscie jest ona coraz piekniejsza (watpie) czy
                                                    tylko jego wyobrazenie o niej jest idealizowane z czasem, jesli to
                                                    ostatnie, znaczy to, ze facet traci poczucie rzeczywistosci, a to
                                                    przy duzych jej utratach nie jest niczym dobrym.
                                                  • mona.blue Re: Do Jana S. - bonus 12.09.07, 11:17
                                                    jan_stereo napisał:

                                                    > Pytanie, czy rzeczywiscie jest ona coraz piekniejsza (watpie) czy
                                                    > tylko jego wyobrazenie o niej jest idealizowane z czasem, jesli to
                                                    > ostatnie, znaczy to, ze facet traci poczucie rzeczywistosci, a to
                                                    > przy duzych jej utratach nie jest niczym dobrym.

                                                    A nie bierzesz pod uwagę (ja będę pisać o mężczyźnie, który z każdym
                                                    rokiem jak wino jest coraz lepszy), że po latach kochasz każdą
                                                    zmarszczkę tej osoby, jeżeli wiesz ile cierpienia ona ją kosztowała?
                                                • mona.blue Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 10.09.07, 20:31
                                                  jan_stereo napisał:

                                                  > To popros Boga zeby mi wytlumaczyl, dlaczego ze mna nie rozmawia,
                                                  > zobaczymy czy Cie nie zawiedzie :"))

                                                  Możesz sam poprosić:P

                                                  Na różnych etapach wzrastania w wierze jest różnie, ale jeżeli ktoś
                                                  chce w modlitwie zawsze może porozmawiać z Bogiem, o ile jest
                                                  otwarty na Jego natchnienia.

                                                  Nie chcę być pyszna, ale może rozmawia z Tobą również przeze mnie ;)
                                                  • jan_stereo Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 10.09.07, 20:41
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > Możesz sam poprosić:P

                                                    Moge, ale Ciebie ponoc nie zawodzi,wiec mialbym pewnosc rozmowy :P

                                                    > Na różnych etapach wzrastania w wierze jest różnie, ale jeżeli ktoś
                                                    > chce w modlitwie zawsze może porozmawiać z Bogiem, o ile jest
                                                    > otwarty na Jego natchnienia.

                                                    Ja zawsze bylem otwarty na rozmowy z kazdym, Bog powinien to wiedziec,ale jakos nie wie :")

                                                    > Nie chcę być pyszna, ale może rozmawia z Tobą również przeze mnie ;)

                                                    Ta,a z Toba przeze mnie,taki monolog :") To moze niech rozmawia przez siebie, a nie przez posrednikow,bo to troche malo kulturalne...
                                                  • psychoguru Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 10.09.07, 22:10
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > jan_stereo napisał:

                                                    > Na różnych etapach wzrastania w wierze jest różnie,
                                                    ale jeżeli ktoś
                                                    > chce w modlitwie zawsze może porozmawiać z Bogiem, o
                                                    ile jest
                                                    > otwarty na Jego natchnienia.
                                                    > Nie chcę być pyszna, ale może rozmawia z Tobą
                                                    również przeze mnie ;)

                                                    Tak zupelnie nie na temat: mialas jakies stany
                                                    psychiczne w ciagu zycia wymagajace kontaktu z
                                                    fachowcami?
                                                  • mona.blue Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 11.09.07, 09:30
                                                    psychoguru napisała:

                                                    > Tak zupelnie nie na temat: mialas jakies stany
                                                    > psychiczne w ciagu zycia wymagajace kontaktu z
                                                    > fachowcami?

                                                    Tak.
                                                  • psychoguru Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 11.09.07, 09:47
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > psychoguru napisała:
                                                    >
                                                    > > Tak zupelnie nie na temat: mialas jakies stany
                                                    > > psychiczne w ciagu zycia wymagajace kontaktu z
                                                    > > fachowcami?
                                                    > Tak.

                                                    Pierwsze klocki w tej ukladance pasuja do siebie.
                                                    Jakie sa formy kontaktu z istota najwyzsza? Oczywiscie
                                                    czujesz jej obecnosc i prowadzenie. Ale czy sa
                                                    konkretne mysli i glosy pochodzace od Niej?
                                                  • mona.blue Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 11.09.07, 09:58
                                                    > > psychoguru napisała:
                                                    > >

                                                    > Pierwsze klocki w tej ukladance pasuja do siebie.
                                                    Uważasz, że to są urojone myśli?

                                                    > Jakie sa formy kontaktu z istota najwyzsza? Oczywiscie
                                                    > czujesz jej obecnosc i prowadzenie.
                                                    Tak.

                                                    > Ale czy sa
                                                    > konkretne mysli i glosy pochodzace od Niej?
                                                    Raczej natchnienia, i wolałabym o Tym nie pisać na forum.


                                                  • psychoguru Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 11.09.07, 21:34
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > > Pierwsze klocki w tej ukladance pasuja do siebie.
                                                    > Uważasz, że to są urojone myśli?

                                                    A jak sadzisz skad biora sie mysli?
                                                    > > Jakie sa formy kontaktu z istota najwyzsza?
                                                    Oczywiscie
                                                    > > czujesz jej obecnosc i prowadzenie.
                                                    > Tak.

                                                    A jak sadzisz skad bierze sie czucie obecnosci kogos
                                                    lub czegos?
                                                    > > Ale czy sa
                                                    > > konkretne mysli i glosy pochodzace od Niej?
                                                    > Raczej natchnienia, i wolałabym o Tym nie pisać na
                                                    forum.

                                                    Ale moglabys opisac okolicznosci w jakich sie
                                                    pojawiaja: ile? jak czesto?, regularnie? znienacka? we
                                                    snie? jak maja forme? I tak dalej.
                                                  • mona.blue Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 12.09.07, 11:13
                                                    psychoguru napisała:

                                                    > A jak sadzisz skad biora sie mysli?

                                                    Są wytworem naszego mózgu. Ale wiem też, że istnieją natchnienia od
                                                    Boga i pokusy demona.

                                                    > Ale moglabys opisac okolicznosci w jakich sie
                                                    > pojawiaja: ile? jak czesto?, regularnie? znienacka? we
                                                    > snie? jak maja forme? I tak dalej.

                                                    Modlitwa jest rozmową z Bogiem, nie tylko my wyrażamy nasze prośby,
                                                    dziękczynienia, ale i Bóg przemawia poprzez natchnienia i głosy
                                                    wewnętrzne.

                                                    Poza tym Pismo Św. to jakby list Pana Boga do nas, nie jest to
                                                    tylko zapis minionych, historycznych wydarzeń, ale też wskazówka dla
                                                    nas jak żyć, obietnice Boga dotyczące tego życia.

                                                    Również podczas medytacji chrześcijańskiej (jak również
                                                    kontemplacji, która jest wyższym stopniem modlitwy) trwamy przed
                                                    Bogiem i różne myśli przychodzą nam do głowy, niektóre są pewnie
                                                    nasze własne, niektóre są natchnieniem od Boga.

                                                    Jak również wierzę, że Pan Bóg może przemawiać do nas poprzez inne
                                                    osoby, często te osoby mają dla nas rady, które okazują się dla nas
                                                    zbawienne i dlatego wierzę, że działają pod natchnieniem Bożym.
                                                  • psychoguru Re: Do Jana S. z pozdrowieniami:) 12.09.07, 22:43
                                                    mona.blue napisała:

                                                    > > A jak sadzisz skad biora sie mysli?
                                                    > Są wytworem naszego mózgu. Ale wiem też, że istnieją
                                                    natchnienia od
                                                    > Boga i pokusy demona.

                                                    Natchnienia i pokusy tez maja forme mysli?

                                                    > Modlitwa jest rozmową z Bogiem, nie tylko my
                                                    wyrażamy nasze prośby,
                                                    > dziękczynienia, ale i Bóg przemawia poprzez
                                                    natchnienia i głosy
                                                    > wewnętrzne.

                                                    Natchnienie to mysl? Slyszysz wyrazny glos ktory cos
                                                    cie mowi?

                                                    > Poza tym Pismo Św. to jakby list Pana Boga do nas,
                                                    nie jest to
                                                    > tylko zapis minionych, historycznych wydarzeń, ale
                                                    też wskazówka dla
                                                    > nas jak żyć, obietnice Boga dotyczące tego życia.

                                                    Ale pismo w ktorej wersji?

                                                    > Również podczas medytacji chrześcijańskiej (jak
                                                    również
                                                    > kontemplacji, która jest wyższym stopniem modlitwy)
                                                    trwamy przed
                                                    > Bogiem i różne myśli przychodzą nam do głowy,
                                                    niektóre są pewnie
                                                    > nasze własne, niektóre są natchnieniem od Boga.

                                                    Jak to odroznic?

                                                    > Jak również wierzę, że Pan Bóg może przemawiać do
                                                    nas poprzez inne
                                                    > osoby, często te osoby mają dla nas rady, które
                                                    okazują się dla nas
                                                    > zbawienne i dlatego wierzę, że działają pod
                                                    natchnieniem Bożym.

                                                    Na pewno dotyczy to osob duchownych, roznych grzybkow?
                                          • synvilla Bzdury pleciesz do tego tak chore!!!! 10.09.07, 09:54
                                            Szkoda, bo to jest prawdziwy, niezniszczalny fundament. Tylko Bóg
                                            nas nigdy nie zawiedzie, każdy człowiek tak.
                                            ..........................................
                                            • mona.blue Re: Bzdury pleciesz do tego tak chore!!!! 10.09.07, 13:57
                                              synvilla napisała:

                                              > Szkoda, bo to jest prawdziwy, niezniszczalny fundament. Tylko Bóg
                                              > nas nigdy nie zawiedzie, każdy człowiek tak.

                                              Znasz człowieka, który by Cię nigdy nie zawiódł? Bo ja nie.

                                              A jeżeli nie doświadczyłaś jeszcze miłości Pana Boga, to nie znaczy,
                                              że ona nie istnieje. Może po prostu zamykasz na nią oczy.
                                • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 09.09.07, 21:37
                                  jan_stereo napisał:

                                  > Natomiast nie zgadzam sie z tym, ze to co jest prawdziw
                                  > ie dobre laczy sie z pewna przykroscia (chyba ze dodasz
                                  >slowo 'czasami'), przec
                                  > iez dobrym jest dokarmianie zwierzat, a nie jest to przykre
                                  >jakkolwiek.

                                  Owszem, czasami :)
                        • mona.blue Re: Czy ja jestem nienormalna? :( 09.09.07, 21:40
                          jan_stereo napisał:

                          > Czyli staly zwiazek oparty na przyjazni i zaufaniu nie powinien
                          miec miejsca,kiedy nie ma milosci ?

                          Nie wiem. Mam tylko wątpliwośc, co będzie jeżeli jedna ze stron się
                          zakocha i odejdzie - będzie tu krzywda dla drugiej strony.
    • synvilla Re: Frania bedzie dumna z tego watka:)))) 09.09.07, 19:12
      n/t
      • psychoguru Chyba jednak nie, bluesowa mona dziala 10.09.07, 09:07
        synvilla napisała:

        > n/t

        Bo to jest teraz wontal bluesowej mony ktora daje
        czadu ewangelizujac stereowego jasia swoja teoria.
        • synvilla Re: I tak 10.09.07, 09:57
          Dosci ciekawy psychologiczny watek zostal spieprzony przez dyskusje
          nie na temat.
          • mona.blue Re: I tak 10.09.07, 11:55
            synvilla napisała:

            > Dosci ciekawy psychologiczny watek zostal spieprzony przez
            dyskusje nie na temat.

            Nie ma obowiązku czytania :P
            • sankanda Re: I tak 11.09.07, 22:02
              nie ma tez obowiazku przepraszania za belkot...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja