byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem

07.09.07, 13:13
Dręczy mnie tamto wszystko do dzisiaj. W dzieciństwie zawsze ilekroć
znalazłam się w jakieś grupie rówieśniczej, inne dzieci od samego
początku dokuczały mi, nazywały "głupia", "nienormalna", śmiały się
ze mnie, nie miałam pojęcia, dlaczego. Dochodziłam do wniosku, że
widocznie musi być coś ze mną nie tak, wię starałam się pracować nad
sobą we wszystkih dziedzinach życia, żeby nie być "głupią". Ale mimo
to nie było efektów. "Co oni we mnie takiego widzą?"- zastanawiałam
się i nie mogłam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Z czasem jednak
jakoś ukształtowałam się, tego dokuczania było mniej, a w klasie
znalazłam parę takich koleżanek, które mnie akceptowały i chętnie ze
mną rozmawiały, choć nauczona smutnym doświadczeniem zawsze w
kontaktach z nimi starannie ważyłam każde słowo, każde działanie,
bojąc się, żeby nie popełnić jakiegoś głupstwa i ich nie stracić i
znów nie pozostać na lodzie. Na przełomie podstawówki i liceum,
kiedy zaczęłam czytać książki psychologiczne, doszłam do wniosku, że
tamto wszystko spowodowane było moim brakiem inteligencji
emocjonalnej i zaczęłam traktować na serio teorie i stosować porady
zawarte w tych książkach, co jednak spowodowało we mnie kryzys, coś
w rodzaju nerwicy albo depresji albo jedno i drugie. W nowej szkole
na początku miałam wrażenie,że koleżanki raczej mnie lubią, co mnie
z jednej strony cieszyło, a z drugiej skłaniało do postawienia sobie
pytania: czy to czasem nie jest tak, że tylko małe dzieci szczerze
okazują innym sympatię lub antypatię, a nieco starsi młodzi ludzie
mogą wprawdzie kogoś nie lubić albo dostrzegać w kimś wady, ale nie
powiedzą tego człowiekowi wprost, tylko za plecami obgadają? Czułam
straszną niepewność, jak ja jestem naprawdę odbierana. Aż
potwierdziły się moje obawy, gdy jedna koleżanka powiedziała mi, że
inni się ze mnie śmieją.
Potem, na przełomie liceum i studiów nauczyłam się akeptować siebie,
byłam bardziej sobą- i czułam się znacznie lepiej wśród ludzi.
Przekonałam się, że jeśli ktoś lubi siebie, to czuje się również
lubiany przez innych. Ale- i tutaj się zaczynam znów zastanawiać-
czy rzeczywiście tak JEST, czy człowiek tylko tak CZUJE, a więc
ZDAJE MU SIĘ? Czy, kiedy ja akceptuję siebie, inni faktycznie czują
do mnie sympatię? Czy tamto wszystko, co sprawiało, że inne dzieci
mnie nie lubiły, może zosta we mnie całkowicie uleczone? Czy
antypatia ze strony innych może powrócić, nawet jeśli nie będzie
jawnie okazywana?
Chiałabym byc lubiana, mieć dużo dobrych przyjaciół, chciałabym żeby
ludzie traktowali mnie na serio, a nie jak wariatkę ani śmiecia,
mieć pewność, że jestem w grupie chciana i ważna, żeby ludzie
dostrzegali moje zalety i sukcesy... ale czy to jest jeszcze
osiągalne, gdy już mam lat 24? Co o tym wszystkim myślicie? Proszę o
szczerość.
    • anka.ww Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 07.09.07, 17:10
      ja w twoim poście nie widze ani troche głupoty, tylko wrazliwość i inteligencję.
      a nawet samoświadomość.
      myśle ze mozesz miec jeszcze nie rozsupłane wszystkie "węzły" w sobie i w
      zwiazku z tym na razie nie umiesz ocenic o co chodzi w twoim przypadku. Moim
      zdaniem przydałaby ci sie wnikliwa terapia u psychologa w celu jeszcze głebszego
      przyjrzenia sie sobie. książki są ok, ale nie ma to jak kontakt z żywym
      człowiekiem.
      :)
      • netka0511 Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 19.09.07, 17:01
        24 lata to nie wiek emerytalny także,dużo można jeszcze zrobić i na nic nie jest
        za późno
    • green_land Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 07.09.07, 17:18
      Kogo lubisz i szanujesz? MOże jakąś koleżankę? Czy myślisz, że ona
      zawsze jest szanowana i lubiana, że zawsze jest taka idealna i
      super? Naprawdę uważasz, że trzeba się każdemu podobać, że wszyscy
      muszę Cię lubić i szanować, liczyć się z Twoim zdaniem?
      A Ty? Wszystkich beaz wyjątku lubisz, szanujesz i uważasz za ideały?
      Czego chcesz od życia, by inny byli z Ciebie zadowoleni, czy byś Ty
      była po prostu szczęśliwa? Jeżeli tak bardzo uzależniasz się od
      opinii innych, to jak masz zamiar budować z komś w przyszłości
      związek? Jeżeli uzależnisz się od faceta, będziesz na każde jego
      skinienie, a jemu nagle po prostu się znudzisz, to co wtedy z Tobą
      będzie? Odbierzesz sobie życie, bo w jego oczach - a co za tym idzie
      i własnych - będziesz bezwartościowa?
      Nie wymagaj od innych by Cię szanowali, poważali i lubili, jeżeli Ty
      sama siebie nie poważasz, nie szanujesz i nie lubisz. Jeżeli czujesz
      się gorsza od innych, to cała Twoja postawa o tym mówi! Pewnie
      chodzisz lekko zgarbiona, ze wzrokiem błądzącym po płytkach
      chodnika, zakompleksiona... Odpowiedz sobie na pytanie - czy
      chciałabyś przyjaźnić się z kimś takim jak Ty? Czy osoby o takim
      zachowaniu, jak Twoje są dla Ciebie ciekawe i czy chciałabyś się z
      kimś takim zaprzyjaźnić?

      chciałabym żeby
      > ludzie traktowali mnie na serio, a nie jak wariatkę ani śmiecia,
      > mieć pewność, że jestem w grupie chciana i ważna, żeby ludzie
      > dostrzegali moje zalety i sukcesy...
      Powiedz szczerze, czy inni rzeczywiście traktują Cię jak wariatkę i
      śmiecia??? Jaki jest tego powód, co jest przyczyną? Może Twój ubiór,
      fryzura? A może jesteś inna, bo patrzysz na świat bardziej
      przenikliwie? Na czym polega Twoja inność?
      Dlaczego żądasz, by ludzie dostrzegali Twoje zalety i sukcesy? Jak
      wyobrażasz sobie to dostrzeganie? Chcesz, by Cię chwalono, że jesteś
      inteligentna?
      Sorry, dokończę później, muszę wyjść:)
      • lola0071 Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 08.09.07, 00:10
        No i właśnie przez takie chore podejście (promowanie nietolerancji)
        jak Twoje nieraz dochodzi do samobójstw ludzi nieakceptowanych przez
        grupy rowieśnicze. Może jesteś lubiany, ale ja Ci nie zazdroszczę;
        tu nie ma czego. Poza tym nawet jak ktoś nie jest tolerancyjny, to
        powinien wykazać się asertywnością (szczerze porozmawiać z tą
        osobą), a nie odgradzać się (czy nawet odtrącać) lub obmawiać.
    • solaris_38 kolejność 07.09.07, 18:58
      ludzie lubią kiedy maja powody

      lubi się za coś

      ale myliłby się ktoś kto chciałby dawać na siłę
      skutek odwrotny

      daje sie z egoizmu z nadmiaru z przyjemności i z sympatii

      dawać ABY sympatię zyskać jest ryzykowne
      ale kiedy sie kogoś juz lubi dawanie staje sia naparwdę wartościowe i to czuć

      problem w tym wiec aby polubić ludzi
      aby oni poczuli swoją wartość lub sens i przyjemność w naszej obecności

      szukaj więc ludzi których możesz naparwdę polubić i tylo o ich sympaię zabiegaj
      w stosunku do pozostałych zachowuj się przyzwoicie i nie zapominaj o szcunku
      także do siebie

      ludzie lubią tych którzy potrafią szanować samych siebie
      • ag_a1 Re: kolejność 25.09.07, 00:26
        :)
        • waldemarka brak wiary w siebie 25.09.07, 20:32
          Yasemin, masz za mało wiary w siebie. Nie rozpamiętuj przeszłości.
          Zrób atuty ze swojej oryginalności. Pierś do przodu, krok marszowy!
          Pokaż światu, że teraz ty jesteś na topie! Dziewczyno masz tyle
          zalet, a tak się dałaś wdeptać. Wbij sobie raz i na zawsze do głowy-
          ty nie jesteś głupia, trafiłaś na zazdrosną bandę baranów. Spuść na
          to wodę i do przodu! Słońce świeci również dla ciebie!
    • majjada Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 12.09.07, 16:35
      Po twoim liscie wydaje mi sie ze staralas sie za bardzo To troche
      takie bledne kolo czujesz sie nie akceptowana wiec wazysz kazde
      slowo i masz coś "w rodzaju nerwicy albo depresji albo jedno i
      drugie" i to moze byc powodem tego ze nie bylas akceptowana Kolo sie
      zamyka. Nasze przezycie z dziecinstwa zostaja w nas na zawsze ale to
      bardzo dobrze ze pracowalas nad soba. Mi bardzo pomaga w tym
      pamietnik dzieki niemu lepiej rozumiem siebie i swoje wady. Ostatnio
      przeczytalam wpisy z czsu liceum i stwierdzilam ze bylam fajna i
      rozsadna dziewczyna i po co mi byly te wszystkie kompleksy na temat
      tego czy ktos mnie lubi czy nie. Potrzeba akceptacji czasami jest
      tak silna ze przerasta osoby bardzo wrażliwe. Nigdy nie bedzie tak
      ze wszyscy nas beda lubili Ale sprobuj czasem popatrzec na siebie z
      boku Nie chcaialabys miec takiej przyjaciolki jak ty?
    • 13kotek13 Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 12.09.07, 17:23
      A jak Ty zawsze traktowalas ludzi, jakim bylas dzieckiem, ze sie wyroznialas na
      tle grupy ? Dzieci sa wrazliwe na pewnych "odmiencow", ciekawi mnie jaka bylas i
      jestes, ze pomimo pracy nad soba nadal nie wiesz czy jestes lubiana i
      akceptowana czy tez nie? Z czegos to wszystko musi wynikac. Piszesz z sensem,
      wiec masz swiadomosc swoich wad, a co z zaletami? Czy Ty je w sobie dostrzegasz
      ? Gdy sama bedziesz je widziec, to wtedy zobacza je tez w Tobie inni.
    • oliwe Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 12.09.07, 22:21
      Sądzę, że wpełni akceptowane i lubiane osoby to ludzie, którzxy tę
      pełnię akceptacji dostali od rodziców. Oni nie musieli się ciągle
      potwierdzać, nie mieli też wątpliwości co do swojej wartości, takie
      osoby nie dostrzegłyby braku akceptacji od innych bo by jej nie
      szukały, one nie watpią w siebie.

      Rodzice z kompleksami, rodzice niedowartościowani wychowują
      niedowartościowane dzieci. Wyrastając w takim domu szuka się
      akceptacji na zewnątrz ale pełnej czekiwanej akceptacji od obcych
      ludzi się nie dostaje i kompleksy się pogłębiają. Zapewniam cię, że
      wyśmiewania nie były przeciwko tobie a raczej wynikały z zagłuszenia
      własnych kompleksów. Można lepiej sie poczuć znajdując wady w innych
      i je wyśmiewając ale to świadczy wyłącznie o wyśmiewających. To
      takie płytkie, że możliwe tylko u naiwnych dzieci dlatego z czasem
      rzadziej się z tym spotykałaś.

      To smutne, że potrzebujemy sie przeglądać w oczach innych, że nie
      mamy mocnego kręgosłupa pewności siebie, własnej wartosci.

      Przywdziewamy skorupy obojętności i niewrażliwości. Rzadko kto
      przyznaje się do podobnych odczuć. Spośród tłumu trudno wyłowić te
      wrażliwe jednostki a dzieje się tak bo generalnie trudno nam z tym i
      lepiej się czujemy wśród tych mniej wrażliwych bo z wrażliwcami cóż
      jak można spędzać czas? Rozdrapując rany a z tymi nie skupionymi tak
      mocno na sobie można robić ciekawsze rzeczy odciągające nas od
      myslenia tylko i wkółko o sobie....
      • yasemin Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 17.09.07, 09:17
        Przepraszam, że tak długo się nie odzywałam :)
        już odpowiadam na Wasze pytania:
        Jakim byłam dzieckiem? Byłam, po pierwsze, bardzo żywa i nie lubiłam
        stosować się do poleceń dorosłych, za co często obrywałam po pupie
        lub nawet po buzi od mamy (reszta rodziny była dla mnie o wiele
        bardziej pobłażliwa, tata, ciocia i babcia w ogóle mnie nie bili,
        nawet nieraz rozpuszczali). Nie odczuwałam, a raczej nie byłam
        świadoma wielu uczuć, przede wszystkim złości, ponieważ mama i
        babcia nie akceptowały tego u mnie. Często niszczyłam różne rzeczy i
        dręczyłam zwierzęta, nie umiałam wtedy wyjaśnić dlaczego, ale teraz
        wiem, że w ten sposób właśnie znajdywałam ujście dla negatywnych
        odczuć. Ponieważ rodzina panowała nade mną w sposób absolutny,
        babcia potrafiła np. wpychać mi jedzenie na siłę, chociaż nie
        chciałam, więc nie wiedziałam, gdzie są granice, których inni nie
        mogą przekraczać w stosunku do mnie ani ja w stosunku do innych. Nie
        istniały one dla mnie. Byłam spragniona miłości, a niestety gdy
        byłam niegrzeczna, czułam się nieakceptowana- nie tylko w domu, ale
        i w szkole, bo gdy poszłam do pierwszej klasy, okazało się, że nie
        nauczono mnie wielu zasad dobrego zachowania. Musiałam być grzeczna,
        żeby być akceptowana.
        Poza tym byłam bardzo twórcza i inteligentna jak na dziecko,
        wcześnie nauczyłam się czytać i dużo czytałam- akurat do tego nikt
        mnie nie zmuszał, mama chodziła ze mną po księgarniach i kupowała mi
        to, co mnie interesowało. W wieku sześciu lat wpadłam na pomysł,
        żeby samej zacząć pisać sobie książki- i od tamtej pory pisałam dużo
        opowiadań, krótkich powiastek, wierszyków. Nauczycielka, choć ganiła
        mnie za niegrzeczność, dostrzegła we mnie zdolności pisarskie, a
        także plastyczne, bo lubiłam również rysować- i dzięki niej
        posyłałam wiele moich prac na różne konkursy, w których zajmowałam
        wysokie miejsca. Dzięki temu wreszcie czułam się wartościowa,
        doceniana, kochana.
        Problem, o którym napisałam w moim pierwszym poście- antypatia ze
        strony rówieśników- przez długi czas nie istniał jeszcze dla mnie za
        bardzo, aż tak bardzo mi na tym nie zależało na rówieśnikach jak na
        dorosłych, bardziej dotkliwie zaczęłam odczuwać ten ból mniej więcej
        od drugiej klasy podstawówki, kiedy kontakty z rówieśnikami stały
        się dla mnie ważne.
        Na pewno jednym z powodów była zazdrość innych dzieci o moje
        talenty, i ktoś z dorosłych kiedyś mi o tym powiedział, ale ja nie
        rozumiałam, jak mogą coś takiego odczuwać. Wydawało mi się, że
        przecież i tak oni wszyscy są lepsi ode mnie, więc nie mają mi czego
        zazdrościć.
        Hm, wydaje mi się, że faktycznie moi rodzie nie mieli za dużo
        poczucia własnej wartości, a już na pewno nie zaszczepili tej cechy
        mnie. Musiałam się tego oraz wielu innych rzeczy, które powinnam
        była wynieść z domu, uczyć później, w szkole, od dobrych
        wychowawców, poprzez doświadczenie, z mądrych lektur, sporo poczucia
        własnej wartości dawała mi wiara („Jezus cię kocha”- zapewniały mnie
        siostry na koloniach i księża na mszach dla dzieci).
        Pamiętnik również pisałam, bardzo pomagał mi w moich problemach.,
        pomagał m. in. dostrzec moje zalety, spojrzeć na siebie jak na kogoś
        wartościowego, a nawet przystosować się do świata.
        Dlaczego nadal nie wiem, czy jestem lubiana? Gdyby się okazało, że
        jednak nie, ciężko byłoby to znieść, że pomimo tylu starań i
        dorośnięcia, nadal jest tak jak było. A z drugiej strony, gdyby się
        okazało, że tak, to też byłby dla mnie szok: jak to? MNIE lubią? Za
        co? I co ja zrobię z tą sympatią innych? A co będzie, jak w końcu
        ją stracę? Czasem spotykam takie osoby, które mi okazują sympatię, i
        widać, że jest ona szczera, tylko że... obawiam się, że jak się na
        tę osobę otworzę, to ona ucieknie. A potem mam poczucie winy i jakiś
        głos w podświadomości mówi mi: „Jak to, Olu, masz taką miłą
        koleżankę, nieczęsto spotykasz takich ludzi, a zamykasz się przed
        nią! Ty się nie dasz lubić po prostu!” Jakiś taki wewnętrzny
        przymus, żeby lubić tę osobę, bo inaczej ona wycofa się ze swoją
        sympatią. I jak z tego wyjść?
        • piotr2284 Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 17.09.07, 21:43
          yasemin napisała:

          > Czasem spotykam takie osoby, które mi okazują sympatię, i
          > widać, że jest ona szczera, tylko że... obawiam się, że jak się na
          > tę osobę otworzę, to ona ucieknie.

          Widocznie wyczuwasz, że ta osoba mogłaby Cię nie zrozumieć lub nie polubić,
          jeśli bardziej się przed nią otworzysz. Sądzę, że niepotrzebnie się zmuszasz do
          bycia zawsze miłą dla innych. Ludzie tego nie doceniają i często traktują jako
          słabość, brak pewności siebie.

          Jeśli rzeczywiście dobrze byś się czuła w towarzystwie tej osoby, to nie byłabyś
          spięta i pełna obaw. To się jakoś wyczuwa, czy druga osoba rzeczywiście nas
          rozumie, czy jest to tylko taka powierzchowna sympatia. Najważniejsze, to do
          niczego się nie zmuszać.
          • sankanda Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 17.09.07, 21:45
            teraz tez jestes nielubiana, tylko zaczynasz nabierac do
            tego "faktu" dystansu...
            • yasemin Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 18.09.07, 08:04
              sankanda napisała:

              > teraz tez jestes nielubiana, tylko zaczynasz nabierac do
              > tego "faktu" dystansu...
              jak to?... i skąd Ty to wiesz?
              • sankanda Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 18.09.07, 08:30
                bo ja cie nie lubie...
                (z tym nabieraniem dystansu "troche" przesadzilam...LOL)
                • yasemin Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 18.09.07, 10:06
                  sankanda, ty chyba jesteś kimś w rodzju trolla albo innym
                  złośliwcem, albo w ogóle nie lubisz ludzi. No, bo na jakiej
                  podstawie tak piszesz?
                  • sankanda Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 18.09.07, 11:48
                    trollem nie jestem, lubie ludzi (nawet za bardzo lubie), ale ciebie
                    nie lubie... coz...
                • maxx42 nie zwracaj uwagi na sankandę 20.09.07, 14:51
                  Nie zwracaj uwagi na sankandę. To troll, który dokucza wszystkim na
                  forum i najlepiej ją sobie olać. Przypuszczam, że rzeczywiście
                  jesteś indywidualistką i trafiłaś na hołotę. Co do urazów z
                  dzieciństwa, wiem, że nie taki ubiór, nie taka fryzura czy sylwetka
                  powoduje, że dzieciaki są okrutne i potrafia przypiąć łatkę. A
                  malutka ofiara spragniona akceptacji przejmuje się i pozazuje że ją
                  to boli, a to pogłębia szykany, odbiera pewność siebie. Inteligencja
                  emocjonalna w twoim przypadku nie ma nic do rzeczy. To prawda, że
                  relacje w dzieciństwie przekładają się później na relacje
                  międzyludzkie w dorosłym życiu. Nie skupiaj się tak na chęci bycia
                  zaakceptowaną, bo to widać, że człowiekowi zależy i ludzie nie będa
                  cię szanować. Musisz siebie polubić, wtedy polubią ciebie inni.
                  • sankanda Re: nie zwracaj uwagi na sankandę 20.09.07, 15:50
                    Te te, Koles, nie zapominaj sie, ok? Holota to jestes TY, bo nie
                    potrafisz pomoc - mimo, ze usilujesz - bez obrazania innych.
                    Miernota z ciebie wylazla i sloma. Gdybys mial choc odrobine oleju w
                    glowie...
                    • maxx42 Re: nie zwracaj uwagi na sankandę 20.09.07, 16:00
                      A jak ty pomogłabyś yasemin? Obrażając ją? Bo zapewne jesteś z tych
                      co w dzieciństwie topiły koleżankom piórniki w wc, podstawiały nogi
                      czy podkładały pineski na siedzenie. Dziwna jesteś.
                      • sankanda Re: nie zwracaj uwagi na sankandę 20.09.07, 16:28
                        Prosze, powiedz mi, w ktorym momecie ja obrazilam. Zacytuj.
                  • sankanda Re: nie zwracaj uwagi na sankandę 20.09.07, 16:00
                    Dobra, przechodzimy do konkretow :


                    "Co do urazów z
                    > dzieciństwa, wiem, że nie taki ubiór, nie taka fryzura czy
                    sylwetka
                    > powoduje, że dzieciaki są okrutne i potrafia przypiąć łatkę. A
                    > malutka ofiara spragniona akceptacji przejmuje się i pozazuje że

                    > to boli, a to pogłębia szykany, odbiera pewność siebie.

                    Masz ja za idiotke czy nie zdolales zdolales pojac jej problemu?


                    Inteligencja
                    > emocjonalna w twoim przypadku nie ma nic do rzeczy. To prawda, że
                    > relacje w dzieciństwie przekładają się później na relacje
                    > międzyludzkie w dorosłym życiu.

                    Uogolnianie jest bledem.

                    Nie skupiaj się tak na chęci bycia
                    > zaakceptowaną, bo to widać, że człowiekowi zależy i ludzie nie
                    będa
                    > cię szanować.

                    Szanuj innych, a beda cie szanowac (i tu jest pies pogrzebany)


                    Musisz siebie polubić, wtedy polubią ciebie inni.

                    Banal, ale coz, chcesz pomoc. To pieknie o tobie swiadczy. Wysil sie
                    jednak troche, skoro zwrociles uwage na inteligencje autorki postu.


            • ag_a1 Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 25.09.07, 00:32
              Nie wiem dlaczego ale poczułam do Ciebie antypatię...
        • piotr2284 Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 18.09.07, 22:03
          Ja nie widzę żadnego powodu, żeby ktoś miał Cię nie lubić. To co piszesz jest
          bardzo szczere i świadczy o tym, że potrafisz być otwarta i sympatyczna. Nawet
          jeśli jedna, albo druga osoba Cię skrytykuje, to nie znaczy wcale, że tak myślą
          wszyscy. Może należysz do ludzi bardzo wrażliwych, ale nie Ty jedna.
          • sankanda Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 18.09.07, 22:19
            ... no, nie wiem...
            • blackforever ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 12:01
              ,,Nie lubili cię bo się nie chciałaś się podporządkować, miałaś
              własne zdanie, osobowość i byłaś inteligentna" - to usłyszałam po
              latach od swojej wychowawczyni z podstawówki. I widzę kochana
              Yasmino że z Tobą chyba jest tak samo jak ze mną było. Tyle, że ja
              miałam duże wsparcie wśród najbliższych, którzy budowali moją wiarę
              w siebie. Byłam odmieńcem, bo nauczyłam się czytać i pisać w wieku 4
              lat, w wieku 13 lat miałam już wystawę własnych obrazów w galerii,
              wygranych kilka konkursów piosenki dziecięcej. Nie, nie wywyższałam
              sie z tego powodu, byłam grzeczna i skromna. dzieci w szkole
              dokuczały mi strasznie, traktowały mnie z góry. Dorośli też byli
              okrutni. Na podwórku wolałam bawić się z chłopakami, a towarzystwo
              stadka zaprzyjaźnionych bezpańskich psów przekładałam ponad ludzi.
              Żyłam we własnym świecie. Poszłam do ogólniaka, nawet nie próbowałam
              nawiązać kontaktów z ludźmi przekonana, że nikt mnie nie będzie
              traktować poważnie. Żyłam malarstwem i muzyką. Po jakimś czasie
              zauważyłam, że intryguję ludzi w pozytywny sposób. Stałam się
              lubiana i popularna. Ta sielanka trawała przez liceum i studia,
              potem poszłam do pracy i w co drugim miejscu pracy miałam
              problemy...Tyle, że nabrałam pewności siebie, mam sprawdzoną grupę
              znajomych. Po latach wiem, co było przyczyną porażek. Mimo wszystko
              w głębi duszy został jakiś ślad. Yasmino nie zastanawiaj się za co
              Ciebie nie lubią? Lepiej doceń to, że jesteś indywidualistką. W
              relacjach z ludźmi nie jest tak różowo, nawet ci co mają szerokie
              grono znajomych są wśród ludzi dopóki są im potrzebni. Popatrz jaki
              cudowny jest świat, teatr, muzyka, książki. Znajdź sobie pasje i nie
              przywiązuj do ludzi wagi a wtedy sami do ciebie przyjdą. A może nie
              obracasz się w odpowiednim środowisku? Spróbuj wejść między ludzi na
              wysokim poziomie, tam indywidualistów się docenia. I najważniejsze,
              spróbuj dostrzec w sobie jakieś plusy.
              • sankanda Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 15:28
                ,,Nie lubili cię bo się nie chciałaś się podporządkować, miałaś
                własne zdanie, osobowość i byłaś inteligentna" - to usłyszałam po
                latach od swojej wychowawczyni z podstawówki.

                Jestem na 100% pewna, ze nie tylko ty bylas inteligentna, mialas
                wlasne zdanie i osobowosc, ale ty mialas problemy relacjonalne,
                ktore z czasem jakos tam pokonalas. I bardzo dobrze.
                Dziwna ta pani z podstawowki... pewnie dlatego, ze z podstawowki...
                Pozwol, ze nie opublikuje prywatnej listy ssukcesow i gratulacji,
                ktore mam na swoim koncie, bo to byly najgorsze momenty mojego
                zycia. Nigdy nie lubilam sie wypinac, a szczegolnie idac po
                cos...grozilo zlamaniem nogi...;)
                • blackforever Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 15:57
                  sankanda napisała:
                  > Pozwol, ze nie opublikuje prywatnej listy ssukcesow i gratulacji,
                  > ktore mam na swoim koncie, bo to byly najgorsze momenty mojego
                  > zycia. Nigdy nie lubilam sie wypinac, a szczegolnie idac po
                  > cos...grozilo zlamaniem nogi...;)

                  No tak, po co się chwalić osiągnięciami, lepiej schować się do
                  szeregu i się nie wyróżniać z tłumu. Owszem zapłaciłam w
                  dzieciństwie cenę za swoje sukcesy, ale nie żałuję tego. Dzieciaki,
                  które kiedyś nie chciały się ze mną bawić dzisiaj bezskutecznie
                  zabiegają o moją przyjaźń, bo mam prawdziwych wartościowych
                  przyjaciół.
                  • maxx42 Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 16:05
                    sankanda nie pochwali się bo zapewnie nie ma czym. Ona na każdym
                    forum robi ludziom głupie uwagi. To złośliwy troll, którego nie
                    nalezy karmić. Blackforever, ty to jesteś klasyczny przypadek
                    artysty, nierozumiany w dzieciństwie, doceniony we właściwym
                    czasie :) Wszelkie złośliwości w w twoja stronę były przejawem
                    zwyczajnej zawiści więc nie ma się co porównywac z autorką postu,
                    która ewidentnie siebie nie lubi i jest pozbawiona pewności siebie.
                  • sankanda Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 16:17
                    widzisz, ja to zrozumialam dosc wczesnie. mimo,ze nigdy nie mialam
                    rodzenstwa i w dziecinstwie oplywalam we wszystko, chodzilam do
                    dobrych szkol, a z racji zawodow rodzicow obracalam sie wsrod ludzi
                    bardzo interesujacych. ale tez i bardzo otwartych i sympatycznych.
                    nie zgadzam sie z tym, ze indywidualiscie jest trudniej zyc wsrod
                    innych i ze jest w jakims sensie dyskryminowany. ludzie "inni"
                    intryguja, a jesli sa przychylnie, przyjaznie nastawieni do
                    otoczenia, na ogol sa bardzo lubiani. i niech mi tu niklt nie
                    usiluje wciskac kit typu, ze ludzie przecietni "zazdroszcza".
                    powiedzialabym wrecz, ze to ludzie przecietni, szukaja potwierdzenia
                    swojej domniemanej ,nadzwyczajnosci imaginujac sobie niechec
                    otoczenia...ot, tak, zeby cos tam w sobie usprawiedliwic.
                    Ale to ponoc przechodzi z wiekiem, przeciez jak dlugo mozna katowac
                    samego siebie...

                    autorka watku ma inny problem, a to czy ja lubia czy nie, jest tylko
                    jego zaslona.
                    • sankanda Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 16:18
                      powyzszy post jest odpowiedzia na post blacka...zeby nie bylo
                      waptpliwosci.
                    • pani.herbatka Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 16:34
                      sankanda napisała:
                      widzisz, ja to zrozumialam dosc wczesnie. mimo,ze nigdy nie mialam
                      > rodzenstwa i w dziecinstwie oplywalam we wszystko, chodzilam do
                      > dobrych szkol, a z racji zawodow rodzicow obracalam sie wsrod
                      ludzi
                      > bardzo interesujacych. ale tez i bardzo otwartych i sympatycznych

                      Ale może Blackforever chodziła do podstawówki na Pradze Północ i nie
                      trafiła na sympatycznych.

                      > nie zgadzam sie z tym, ze indywidualiscie jest trudniej zyc wsrod
                      > innych i ze jest w jakims sensie dyskryminowany. ludzie "inni"
                      > intryguja, a jesli sa przychylnie, przyjaznie nastawieni do
                      > otoczenia, na ogol sa bardzo lubiani. i niech mi tu niklt nie
                      > usiluje wciskac kit typu, ze ludzie przecietni "zazdroszcza".

                      Przecież laska wyraźnie pisała, że sytuacja zmieniła się wraz ze
                      zmianą środowiska. Poszła do LO między ludzi na poziomie i jej
                      sytuacja zmieniła się om 180 stopni. Czytaj do końca posty

                      i niech mi tu niklt nie
                      > usiluje wciskac kit typu, ze ludzie przecietni "zazdroszcza".

                      Oj zazdroszczą i to nie wiesz nawet jak. Chyba nie znasz jeszcze
                      życia. Życzę ci abyś np. awansowała w pracy albo osiągnęła znacznie
                      więcej od swoich koleżanek. Zobaczymy czy wszystkie się ucieszą z
                      twojego sukcesu. Z tego co czytam wychowałaś się w dość
                      cieplarnianych warunkach , pewnie poszłaś do dobrej szkoły z ludźmi
                      na poziomie więc to ciebie ominęło.

                      > powiedzialabym wrecz, ze to ludzie przecietni, szukaja
                      potwierdzenia
                      > swojej domniemanej ,nadzwyczajnosci imaginujac sobie niechec
                      > otoczenia...ot, tak, zeby cos tam w sobie usprawiedliwic.

                      Nie można powiedzieć o osobie, która ma takie osiągnięcia jak
                      Blackforever, że jest przeciętna. Dlaczego to zakładasz jak nie
                      znasz tej osoby? Ludzie przeciętni nie maja problemów w relacjach z
                      otoczeniem gdyż wtapiają sie w szary tłum.
                      • blackforever Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 17:09
                        Pewnie, że chodziłam do nieciekawej tysiąclatki bo za moch czasów
                        prywatnych dobrych szkół nie było. Miałam przerąbane, bo nie dość,
                        że przyszłam umiejąc czytać i byłam jedyną ,,wzorową uczennicą" w
                        klasie, to jeszcze te cholerne odiągnięcia artystyczne. Tak myślę,
                        że rzeczywiście miałam problemy z relacjami z rówieśnikami. Byłam
                        miła wobec innych dzieci, ale przyznam się, że wydawały mi się jakby
                        za mało dojrzałe. Zawsze lepiej się czułam w towarzystwie osób
                        starszych. Zamiast skakać godzinami w gumę z koleżankami, wolałam
                        towarzystwo starszych kolegów z bloku, bo można z nimi było pogadać
                        o drugiej wojnie światowej czy sprawdzić jak strzela karbit :)
                        Natomiast rówieśnicy unikali mnie na kilometr, ale docinki były
                        wyraźnie na tle dobrej nauki czy tych osiągnięć - więc to była
                        zawiść. Bolało, ale nie zabiegałam na siłę o akceptacje tych dzieci,
                        pragnęłam rtaczej spokoju. Sytuacja rzeczywiście bardzo zmieniła się
                        w ogólniaku i na studiach, gdzie poznałam super ludzi i zmieniłam
                        nastawienie do świata. Nie pracowałam wcale nad tym jak pisała
                        Sankanda, to się stało wraz ze zmianą szkoły. Moje dawne koleżanki
                        też z czasem zmieniły nastawienie do mnie, ale troszkę za późno.
                        • blackforever i jeszcze jedno... 20.09.07, 17:22
                          Nie zastanawiam się kto mnie lubi a kto nie...Sama wybieram sobie
                          przyjaciół.
                      • sankanda Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 17:45
                        Dziewczyno, zastanow sie zanim zaczniesz sie bawic w chirurga tresci.
                        Nie znam Blackforever i najprawdopodobniej nigdy nie poznam, totez
                        nie pisalam O NIEJ, tylko n a w i a z a l a m do JEJ postu, a
                        konkretnie do jej pogladu na temat "niewychylania sie". To jest
                        bardzo istotna roznica. Widzisz, moglam sie nosic jak swieta krowa,
                        tryskac zarozumialstwem, a nigdy tego nie robilam. Nie mysl, ze
                        wybieralam sobie kolezanki wsrod smietanki. Smietanka moich
                        rowiesnikow byla dla mnie nudna jak flaki z olejem. Szukalam
                        towarzystwa ludzi innych ode mnie, nie po to, zeby sie miernie
                        dowartosciowac (bo naprawde nie musialam i nie tedy droga..), ale
                        dlatego, ze mogklam sie od nich wiele nauczyc, chociazby innego
                        spojrzenia na zycie, poznac nowe poglady, inne kody. Pisalam, ze
                        wychowalam sie w srodowisku dosc uprzywilejowanym (ale bez
                        przesady , bez filmowych wyobrazen, pls), ale nie o napompowanym
                        ego.
                        Sceptycznie piszesz o moich osiagnieciach... Ja tego tematu rozwijac
                        nie bede, powiem tylko, ze wszystko, co robilam, robilam naturalnie,
                        bez checi wybicia sie, nie po to, zeby imponowac innym. Po prostu
                        uwazalam, ze tak ma byc i tyle, dlatego latwiej mi bylo byc soba czy
                        nabrac do siebie dystansu, gdy sytuacja tego wymagala. Wiem, co to
                        jest uznanie, ale przede wszystkim wiem, co to jest wdziecznosc i i
                        poczucie tego, ze sie jest potrzebnym. I to mi daje najwieksza
                        satysfakcje.
                        Tylko, moja droga, byle narcyz tego nie zrozumie, tutaj potrzeba
                        troche szlachetnosci ducha.
                        • blackforever Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 17:55
                          Heh, nie osiągałam sukcesów dla potrzeby uznania. Jeśli nie masz do
                          czegoś talentu to i nie osiągniesz sukcesu. Poprostu zdolna była ze
                          mnie bestia i sprawiało mi to przyjemność. Hobby, koleżanko, hobby!
                          • sankanda Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 18:10
                            no widzisz, w sumie podobnie, tylko, ze ja nie uwazam sie za kobiete
                            sukcesu, bo ... nie mialam sie od czego odbic. Dlatego nie pisze o
                            swoich sukcesach, bo wiesz, sukces jest sprawa wzgledna... sukces
                            jednych, to normalka innych. Totez pcham to swoje zycie jak
                            przyslowiowa mulica, bez specjalnych wzlotow, bez licytacji
                            osiagniec, bo w mojej dziedzinie jest to niemozliwe. Ale moge
                            spokojnie mowic o duzej satyfakcji.
                            Zawsze podziwialam ludzi, ktorzy maja jakis talent. I mam to
                            szczescie, ze znam wielu bardzo utalentowanych ludzi, z niektorymi
                            mam bardzo bliskie kontakty. Cholera, tez wystawiaja, sprzedaja,
                            tylko, slowo talent ni przechodzi... oni o sobie mowia, ze
                            sa "rzemieslnikami" i chowaja glowy w ramiona...jak strusie, no
                            zobacz...wszystko jest wzgledne.
                            Zycze ci wielu sukcesow :)



                            • maxx42 Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 20:40
                              sankanda napisała:

                              > no widzisz, w sumie podobnie, tylko, ze ja nie uwazam sie za
                              kobiete
                              > sukcesu, bo ... nie mialam sie od czego odbic


                              Jeeezuuuu za kogo ty sie uważasz, kobito!!!
                        • pani.herbatka Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 18:05
                          sankanda napisała:

                          > Dziewczyno, zastanow sie zanim zaczniesz sie bawic w chirurga
                          tresci.
                          > Nie znam Blackforever i najprawdopodobniej nigdy nie poznam, totez
                          > nie pisalam O NIEJ, tylko n a w i a z a l a m do JEJ postu, a
                          > konkretnie do jej pogladu na temat "niewychylania sie". To jest
                          > bardzo istotna roznica. Widzisz, moglam sie nosic jak swieta
                          krowa,
                          > tryskac zarozumialstwem, a nigdy tego nie robilam. > Sceptycznie
                          piszesz o moich osiagnieciach...

                          Jak na razie to tryskasz zarozumialstwem i wredotą. Piszesz jakbyś
                          zjadła wszystkie rozumy. Wybacz, ale to nie jasmine i black. nie
                          dają się lubić, to TY nie dajesz się lubić!!!



                          Ja tego tematu rozwijac
                          > nie bede, powiem tylko, ze wszystko, co robilam, robilam
                          naturalnie,
                          > bez checi wybicia sie, nie po to, zeby imponowac innym.

                          Wiesz, jak ktos ma talent do pisania, rysowania czy śpiewu i odnosi
                          sukcesy w tej dziedzinie - to chyba jest to spontaniczne! Dlaczego
                          uważasz, że znalazły sobie zainteresowania na siłę. Że nie są sobą?
                          Wydaje mi się, że gdyby nie chciały być sobą poszłyby na łatwiznę i
                          dostosowałby się do większości.

                          APo prostu
                          > uwazalam, ze tak ma byc i tyle, dlatego latwiej mi bylo byc soba
                          czy
                          > nabrac do siebie dystansu, gdy sytuacja tego wymagala. Wiem, co to
                          > jest uznanie, ale przede wszystkim wiem, co to jest wdziecznosc i
                          i
                          > poczucie tego, ze sie jest potrzebnym. I to mi daje najwieksza
                          > satysfakcje.
                          > Tylko, moja droga, byle narcyz tego nie zrozumie, tutaj potrzeba
                          > troche szlachetnosci ducha.

                          Jakoś nie widzę w twoich wypowiedziach tej szlachetności ducha.
                          • sankanda Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 20.09.07, 18:21
                            najprawdopodobniej nie tylko ty i nie mam o to do ciebie pretensji
                            ani zalu. I wiesz... nawet cie nie bede nazywac trollem :)

                            • mama.muminka1 do Sankandy 20.09.07, 18:38
                              Jako pedagog i psycholog muszę podważyć sankando twoją opinię.
                              Indywidualiści i jednostki wybitne mają problemy w relacjach z
                              otoczeniem. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że mają inne
                              spojrzenie na świat, ale też dlatego, że są dojrzalsze od
                              rówieśników. Dzieci są dla siebie okrutne i nie lubią tych, którzy
                              lepiej się uczą i wyróżniają się na tle grupy, bo czują się nimi
                              zagrożone. A indywidualiści są jednostkami i wrażliwej psychice i
                              nie zawsze potrafią się bronić. Ale z czasem wyrastają na bardzo
                              wartościowych ludzi i stają się podziwiani. Polecam lekturę z
                              zakresu pedagogiki i psychologii dziecięcej. Albo nawet biografię
                              Janis Joplin, Kurta Kobajna, Christiny Aguilery.
                              • sankanda Re: do Sankandy 20.09.07, 19:23
                                najpierw zazartuje... Znam koniec biografii Joplin i Kobajna i
                                chwatit...szkoda, oboje tak wczesnie... Jeszcze mozna wspomniec o
                                geniuszu Backley'a, tylko, ze to byl wypadek...
                                Mamo- muminka, dzieci dojrzalsze od rowiesnikow niekoniecznie sa
                                jednostkami wybitnymi, bo jest ich bardzo duzo. Nie chodzi mi o
                                dzieci szczegolnie uzdolnione i o eksplodujacym QI (ktorego swoja
                                droga wymiernosc i, w zwiazku z tym, obiektywnosc podwaza wielu
                                psychologow), tylko o dzieciaki, ktore w pierwszej klasie moga
                                spokojnie opanowac program klasy drugiej czy ttrzeciej. To sa dzieci
                                zdolne, lecz nie wyjatki, poniewaz jest ich po prostu bardzo duzo i
                                bedzie ich coraz wiecej, bo maja dostep do takich rzeczy, o jakich
                                np. mojej generacji nawet sie nie snilo.
                                Dzieciaki sa okrutne, to fakt, bo musza jakos rozladowac frustracje.
                                Tak, frustracje, gdyz nie sadze, zeby chodzilo tu o zazdrosc.
                                Zauwaz, ze rzadko sie zdarza, zeby klasowy nr 2 przesladowal
                                prymusa. Prymus o ile cierpi, to cierpi ze strony tych, ktorzy maja
                                trudnosci szkolne, chociaz i w tej kategorii dzieci z problemem
                                szkolnym, zdarzaja sie potulne owieczki i ofiary.
                                A wrazliwi sa wszyscy. Szkola jest miejscem rywalizacji,
                                konfrontacji srodowisk, osadzen, ocen, ktore dotycza nie tylko
                                rezultatow, ale bardzo czesto wala w dziecko i to, kim jest, jakie
                                jest. Wydaje mi sie, ze wiekszy ciezar odpowiedzialnosci za to jak
                                dziecko zareaguje w szkolnym stresie spoczywa po stronie nauczycieli
                                niz po stroni rowiesnikow, ktorzy w koncu dziela te sama
                                rzeczywistosc.
                                O roli rodzicow wole nie pisac, bo nie chce ciskac na
                                coniektorych...chyba jest jasne ktorych...bo znow mnie nazwa
                                trollem ;) ale wiadomo, ze reakcje obronne na stres zaleza od tego
                                jak na stres reaguja rodzice, jakim sa oparciem dla dziecka, jak je
                                kochaja, czy miloscia madra czy infantylna...I cale szczescie, ze te
                                dzieci moga wyrosnac na ludzi wartosciowych, nawet, jesli nie graja
                                rocka...;) Sa wsrod nich pisarze, artysci wszego rodzaju,
                                nauczyciele, bardzo wielu psychologow i pedagogow ;)...oh, slusarze
                                tez i jest jeszcze bardzo wiele innych mozliwosci....
                                • mama.muminka1 Re: do Sankandy 20.09.07, 19:54
                                  No to masz tutaj widoczny tego przykład: jedna z piszących koleżanek
                                  zaznaczyła, że była jedynym ,,wzorowym" w klasie, więc odpowiedź
                                  nasuwa się sama - cierpiała bo była jedynym ,,wzorowym" . Jestem
                                  pedagogiem i psycholigiem od 25 lat więc wiem o czym piszę, schemat
                                  jest zawsze taki sam, dzieci odnajdują się gdy zmienią środowisko na
                                  bardziej wyselekcjonowane np. pójdą do LO, do szkoły plastycznej czy
                                  baletowej. A zadam jeszcze jedno pytanie: napisałaś, że nie lubisz
                                  autorki postu. Czy możesz mi uzasadnić dlaczego?
                                  • sankanda Re: do Sankandy 20.09.07, 21:44
                                    napisalam sporo, ale sesja mi wygasla i wszystko diabli wzieli...

                                    bedzie wiec krotko, na temat tego, co napisalam do autorki postu...
                                    Coz, napisalam raz i wiecej tego nie zrobie. Ale nie zaluje.
                                    Naprawde mialam ochote jej to napisac, po to, zeby zbanalizowac caly
                                    problem. Ale problem rozprzestrzenil sie na cala ludzkosc i
                                    zakonczyl sie proba zdemolowania ooby piszacej pod nickiem sankanda.
                                    Nie spodziewalam sie takiej reakcji. Mimo wszystko zycze jej
                                    wszystkiego lepszego.
                                    • mama.muminka1 Re: do Sankandy 20.09.07, 22:26
                                      Ale to tak deko niefortunnie wyszło jak złośliwość, a nie żart.
                                      Odniosłam wrażenie, że chciałaś udowodnić tej ,,wzorowej" że jest
                                      nadal ofiarą. A nie jest, bo poradziła sobie książkowo. Natomiast co
                                      do zbagatelizowania problemu - nie ma co bagatelizować, to jest
                                      problem i trzeba sobie z nim poradzić.
                                      • sankanda Re: do Sankandy 20.09.07, 22:41
                                        O matko, przeciez ciagle pisze, ze wzorowy rzadko jest ofiara.
                                        I ksiazkowo tez sobie nie poradzila.
                                        Mozna zbagatelizowac. I nawet trzeba, zeby szybciej sobie z tym
                                        poradzic. Ale nie w tych warunkach, fakt.
                                        • mama.muminka1 Re: do Sankandy 20.09.07, 23:00
                                          sankanda napisała:

                                          > O matko, przeciez ciagle pisze, ze wzorowy rzadko jest ofiara.
                                          > I ksiazkowo tez sobie nie poradzila.
                                          >
                                          Wzorowi często padają ofiarą. Są np. grupką nielubianych kujonów.
                                          Nawet na filmach dla dzieci wzorowy jest ukazywany jako stereotypowy
                                          odmieniec, ten zły. Wzorowi uczniowie trzymają się w swoich grupach,
                                          często odrębnych na tle klasy. Najgorzej jest kiedy na klasę
                                          przypada ich niewielu, a jeden to horror. Co do Blackf. poradziła
                                          sobie i to dobrze. Jak pisze zmieniła szkołę, polubili ją, ma
                                          przyjaciół, chyba robi co lubi - czego więcej tu trzeba? Tu była
                                          potrzebna jedynie zmiana środowiska. Przecież o to w tym wszystkim
                                          chodzi.
                                  • sankanda Re: do Sankandy 20.09.07, 22:36
                                    Poniewaz jestes doswiadczonym pedagogiem i psychologiem, pozwalam
                                    sobie na rozszerzenie schematu, o ktorym piszesz. Blckforever akurat
                                    cierpiala z powodu "wzorowego", ale nie kazdy wzorowy cierpi z
                                    powodu swojego statusu. Faktem jest, ze zmiana srodowiska, szkoly
                                    moze byc bardzo pozytywna dla ucznia, ale zauwaz, ze takze w bardzo
                                    wielu przypadkach zmiana szkoly jest rozwiazaniem nieskutecznym i
                                    dziecko ciagnie za soba bagaz starych obciazen. Tutaj nie ma
                                    jednynego, obowiazujacego schematu, tak samo jak nie ma jednego
                                    jedynego modelu dziecka. Szkoly artystyczne sa bardzo specyficzne,
                                    maja inaczej rozlozony program przedmiotow ogolnych, inaczej
                                    zorganizowane godziny zajec. Nie dziwie sie, ze utalentowana
                                    dziewczyna, po latach duszenia sie wsrod dzieci, wrazliwych inaczej
                                    niz ona, zaczela sie realizowac gdy znalazla sie wsrod "swoich".
                                    Ciagle a propos zmian i wynikajacych z nich korzysci. Poniewaz
                                    zmiana szkoly, nie zawsze jest mozliwa i nie zawsze ma sie na to
                                    ochote, we Francji, w bardzo dobrych szkolach, dobieraja klasy wg
                                    dominujacego kanalu poznawczego, czyli sa klasy dla wzrokowcow i dla
                                    sluchowcow. Dzieciaki z dominujacym kanalem ruchowym ida do klas
                                    wzrokowcow. Chodzi o to, zeby uzuskac optymalna dynamike nauczania.
                                    A we wszystkich szkolach obowiazuje jeszcze inna zasada : dzieci sa
                                    mieszane i z kazdym poczatkiem roku szkolnego, klasy maja nowy
                                    sklad. Idealne rozwiazanie, bo rozwija umiejetnosci adaptacyjne,
                                    integracje w grupie, powoli pozwala na pokonanie niesmialosci i
                                    oczywiscie, uwolnienie dziecka od "przesladowcow", jesli takowi byli
                                    odnotowani.
                                    Wyglada to jak laurka, ale to dziala. W obrebie jednego systemu
                                    szkolnego mozna stworzyc bardzo duzo rozwiazan.

                                    • mama.muminka1 Re: do Sankandy 20.09.07, 22:52
                                      Niestety nasz system szkolnictwa pozostawia sobie wiele do życzenia,
                                      a i wychowawcy w szkole też udają, że nie widzą problemu. Do szkoły
                                      w której pracowała moja koleżanka przyszedł miły, mądry i wrażliwy
                                      chłopiec. Dziecko było lubiane dopóki nie okazało się, że prowadzi
                                      program dziecięcy w telewizji. Wśród uczniów, którzy mieli najwięcej
                                      w klasie do powiedzenia wzbudziło to zazdrość. Z góry założyli
                                      sobie, że Maciek będzie się wywyższał i zaczęli go tłamsić. A za
                                      nimi reszta klasy. Chłopak mimo inteligencji nie był w stanie
                                      obronić się gdy cała klasa naskoczyła, stał się kozłem ofiarnym.
                                      Przeniesiono go do innej klasy, ale tam przeszedł z opinią kozła
                                      ofiarnego, któremu wszystko wolno. Dopiero zmiana szkoły pomogła. Co
                                      do ludzi wrażliwych inaczej nie uważam tego za żadną wadę, ale w
                                      dzieciństwie jest tym osobom ciężko. Znam takie osoby, naprawdę
                                      potrafią później dużo osiągnąć. Ich indywidualizm z biegiem czasu
                                      staje się zrozumiany i doceniany. Nie uważam że są w żaden sposób
                                      gorsze, a do tego, że stają się ofiarami przyczyniają się sami
                                      wychowawcy bagatelizując problem.
                                      • sankanda Re: do Sankandy 21.09.07, 19:17
                                        Wychowawcy i nauczyciele pracuja tak jak portafia, znaja swoje
                                        przedmioty, ale niestety nie zawsze umieja zmotywowac klase do nauki
                                        i czesto nie panuja nad swoimi "zbyt ludzkimi" emocjami. Chodzi mi o
                                        bardzo prosta sprawe, jaka jest faworyzowanie ulubiencow i pomijanie
                                        uczniow mniej zdolnych czy "leniwych". Ze nie wspomne o krancowych
                                        zjawiskach, jakim sa kpiny i niszczenie zarowno ucznia, jak i malego
                                        czlowieka. Pisze o "leniwych" w cudzyslowiu, bo takich jest
                                        najmniej. Glownie sa to dzieci zalamane, ktore stracily motywacje
                                        do nauki. tudna sytuacja rodzinna tyko pogarsza sprawe, a
                                        nieodpowiednia postawa nauczyciela przekresla dzieciaka w oczach
                                        innych. Wsrod tych "gorszych" (wiesz, ja jestem bardziej z francji
                                        niz z polski i to okreslenie, bardzo rozpowszechnione wsrod Polakow,
                                        przyprawia mnie o mdlosci i wola o pomste do nieba) tez sa dzieci
                                        inteligentne i zdolne, tylko ktore nie maja szczescia. po prostu. I
                                        ani szkola ani spoleczenstwo na to nie reaguja tak jak powinny.
                                        Dlatego zaczyna sie na odrzucaniu tych "lepszych" (tez w
                                        cudzyslowiu, jak zauwazylas) a konczy sie roznie, czasem w biznesie,
                                        a czasem na marginesie.
                                        Ale tak w ogole, to w kazdym kraju szkola jest miniatura
                                        spoleczensta i reprezentuje jego wartosci. Widzisz, piszesz i inni
                                        tez pisza o cierpieniu dzieciaka, ktory czyms sie wyroznia : maluje,
                                        gra na instrumencie, jest bardzo dobrym uczniem. Jesli to moze o
                                        czymkolwiek swiadczyc, to nie o podlosci innych dzieci, bo one
                                        reaguja po swojemu, tylko o tym, ze takie okazy sa jeszcze
                                        rzadkoscia. Osobiscie jestem bardzo tym zaskoczona, bo nie znam
                                        polskiej rodziny, w ktorej dziecko nie chodziloby na jezyki, gralo
                                        na czyms tam, uprawialo sport. To juz dawno przestalo byc luksusem i
                                        est czescia dawanego wychowania.
                                        We francji (pisze czesto o francji, bo te rzeczyczywistosc znam
                                        najlepiej) z kolei dzieciaki od malego ucza sie w szkole mowic o
                                        sobien o swoim pochodzeniu, o tym co lubia a czego nie. jednym
                                        slowem afirmuja sie. ci, ktorzy robia cos pozaszkolnego, rowniez
                                        mowia o tym bez obawy o odrzut grupy. Wrecz przeciwnie, takie
                                        dzieciaki wzbudzaja podziw, a jesli do tetgo sa sympatyczne, to maja
                                        sie wsrod rowiesnikow jak rybki w wodzie. Mysle,ze jest tak dlatego,
                                        ze te dzieci sa naturalne i w naturalny sposob akceptuja siebie i
                                        pojmuja roznice jakie istnieja miedzy ludzmi. To sie nazywa
                                        tolerancja i tego nalezy uczyc sie od dziecka, zeby nie skonczylo
                                        sie na pustym slowie.
                                        Nie znaczy to, ze szkola francuska jest idealna i produkuje szeregi
                                        idealow i nadludzi. Mozna jej wiele zarzucic, nawet bardzo duzo, zle
                                        jesli chodzi o wspieranie indywidualizmu, to chapeau bas ! I chodzi
                                        tu o wspieranie, a nie o faworyzowanie. Zsadnicza roznica, bo to
                                        faworyzowanie moze wywolac agresje, ale wspieranie - nigdy :)
                                        mjusze konczyc, bo pali mi sie kolacja...


                                    • harley666 Re: do Sankandy 21.09.07, 11:21
                                      sankanda, ty się nie znasz...
                          • sankanda Przeciez ty nie wiesz o czym piszesz. 20.09.07, 18:33
                            "Wiesz, jak ktos ma talent do pisania, rysowania czy śpiewu i
                            odnosi
                            > sukcesy w tej dziedzinie - to chyba jest to spontaniczne! Dlaczego
                            > uważasz, że znalazły sobie zainteresowania na siłę. Że nie są
                            sobą?

                            Dziewcze, ty budujesz swoje wnioski na zasadzie szukania zarzutow,
                            odpierajac je w malo dojrzaly sposob, bo walczysz z wiatrakami.

                            A co do spontaniczonsci odnoszonych sukcesow w dziedzinach
                            artystyczych, to po prostu BREDZISZ ! Taki sukces odniosl Nikifor,
                            ale chyba nikt poza nim. Nie masz pojecia o czym piszesz. Nie masz
                            pojecia o wkladzie pracy, o potrzebnej sile charakteru, zeby
                            przetrwac kubly zimnej wody i konkurencje. I mam na mysli artystow,
                            ktorzy juz maja nazwisko. Na sukces trzeba zasluzyc, sam talent nie
                            wystarczy. Sukces, o jakim piszesz, to polowa sukcesu. Prawdziwy
                            sukces musi trwac. Okrutne, ale prawdziwe.
                            • pani.herbatka Re: Przeciez ty nie wiesz o czym piszesz. 20.09.07, 20:03
                              Walka z wiatrakami to jest w twoim przypadku, bo nikt cię na tym
                              forum nie popiera. Piszesz głupoty, podważasz nawet zdanie
                              psycholożki. Jesteś w tym śmieszna. To nie Yasmine ma problem ze
                              sobą tylko ty. Dziewczyno nie wiem co chcesz udowodnić swoimi
                              niemądrymi wypowiedziami. Chyba nudzi ci się w domu i chcesz
                              poprowokować na forum. Ja kończę dyskusję z tobą bo nie ma z kim
                              dyskutować.
                              • sankanda Re: Przeciez ty nie wiesz o czym piszesz. 20.09.07, 20:12
                                To byla dyskusja ? :))) Co by to nie bylo, gratuluje pomyslu na
                                zakonczenie. I dziekuje :)
              • harley666 Re: ludzie czasem nie lubią lepszych od siebie 21.09.07, 11:20
                no właśnie nie lubią lepszych
    • pani.herbatka Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 20.09.07, 16:22
      Ja miałam takie problemy w podstawówce, ale rodzice przenieśli mnie
      do innej szkoły i problem się skończył raz i na zawsze. Nie rozumiem
      dlaczego ludzie za wszelką cenę zabiegają o akceptację. Cała twoja
      bieda polega na tym, że to ty powinnać sobie wybierać ludzi a nie
      oni ciebie. Lepiej nie mieć nikogo niż byle kogo. Co się przejmujesz
      że ktoś Ciebie nie lubi? Nie ma tak że wszyscy mają tylko
      przyjaciół, są lubiani i popularni. Każdy dostał jakiegoś kopa w
      życiu, zwłaszcza ci co cos w życiu osiągnęli. Olej to i pokochaj
      siebie.
      • sankanda Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 20.09.07, 20:21
        Dziecko, zanim pojdziesz sie wykapac, przeczytaj co nastepuje...nie
        bede cytowac, ale : w poscie skierowanym do mnie piszesz, ze ja
        pisze bez sensu, bo i tak mnie na tym forum nie popiera///

        a w poscie tuz ponizej piszesz do autorki postu : "Nie rozumiem
        > dlaczego ludzie za wszelką cenę zabiegają o akceptację. "

        Pannico, nie znosze gdy inteligencje zastepuja slepe naboje.
        • maxx42 Nie dokarmiajmy trolla sankandy 20.09.07, 20:44
          Dołączam się do listy niepopierających. Powiem więcej, na podstawie
          przeczytanych wypowiedzi na forum stwierdzam, że największy problem
          z własną osobą ma sankanda. Prawdziwy obrzydliwy troll, który
          dowartościowuje się kosztem innych.
          • sankanda Re: Nie dokarmiajmy trolla sankandy 20.09.07, 21:55
            a zwlaszcza twoim kosztem...jak sie podlozysz, to nic ,tylko czerpac
            z tego bogactwa :)))
            • harley666 Re: Nie dokarmiajmy trolla sankandy 21.09.07, 11:09
              sankanda schowaj się bo chromolisz takie głupoty, że czytać się nie
              da. Głośno krzyczysz a na niczym się nie znasz.
              • maxx42 Re: Nie dokarmiajmy trolla sankandy 21.09.07, 17:44
                właśnie wywal ją drzwiami to oknem wejdzie. Ona na każdym forum
                pieprzy głupoty i docina ludziom.
      • harley666 byłem nielubiany, teraz też tak jest i zwisa mi to 21.09.07, 11:18
        Też byłem nielubiany ale nie cierpiałem z tego powodu. Zawsze byłem
        samotnikiem i zwisało mi czy ktoś mnie lubi czy nie. Śmieli się gdy
        szedłem ze skrzypcami do szkoły muzycznej, a mi było ich żal.
        Dzisiaj jestem lubiany we własnym środowisku, mam cudowną żonę,
        wspaniałe dzieci i głęboko w nosie resztę świata. A teraz kilka słów
        do Yasemin: ludzie cię nie lubili bo pewnie do nich nie pasowałaś.
        Nie rozumiem dlaczego zależy ci na uznaniu nieodpowiednich ludzi? To
        ludzie powinni zabiegać o twoje uznanie bo to ty jesteś wartościowa
        i masz powód do podniesienia głowy do góry. Tymczasem przyjęłaś
        postawę przegranej. Obudź się, zapewne jesteś więcej warta od całej
        tej bandy! Blackforever bardzo mądrze pisze, poczytaj sobie jej
        posty.
        • magda.aniol Re: byłem nielubiany, teraz też tak jest i zwisa 21.09.07, 13:46
          Nie rozumiem, dlaczego człowieka w jego dorosłym życiu zastanawia
          czy jest lubiany. Zawsze znajdą sie tacy co cię nie będą lubić.
          Stwórz sobie swój świat razem z ludźmi życzliwymi, załóż rodzinę,
          skup się na zainteresowaniach i nie rozdrapuj ran z przeszłości.
          Odrzuc to co złe. Indywidualiści mają ciężkie dzieciństwo, nie
          dlatego, że mają jakiś feler. Aby zrozumieć indywidualistę trzeba do
          tego dorosnąć, a dzieci, wiadomo, że nie dorosły. Cięzko też mają w
          dorosłym życiu jeśli trafią na gawiedź. Mimo tego możesz dokonać
          selekcji otoczenia. Dlaczego masz tak niską samoocenę? Według mnie
          masz mnóstwo zalet, ja uwielbiam takie osoby jak ty i zapewniam cię,
          że nie jestem jedyna.
          • yasemin Re: byłem nielubiany, teraz też tak jest i zwisa 23.09.07, 12:47
            Blackforever, dziękuję Ci za Twojego posta, rzeczywiście widać, że
            mamy ze sobą wiele wspólnego- zainteresowania, wrażliwą osobowość,
            podobną przeszłość.
            Również post magdy.anioł podniósł mnie nieco na duchu.
            Ja właściwie też na pewnym etapie –doceniana przez wartościowych
            nauczycieli i rodzinę też- zaczynałam doceniać swoją wartość i
            znajdywałam ludzi o podobnych zainteresowaniach i rozumiejących
            mnie, ale takich było mało i najczęściej mieszkali daleko, najwięcej
            poznawałam ich na wakacjach lub rozstrzygnięciach konkursów. Jedna
            koleżanka powiedziała mi kiedyś: “Pamiętaj, jak ktoś jest mądry, to
            na pewno cię doceni”. Tylko że tych “mądrych” jest tak niewielu...
            Skupiałam się także na moich zainteresowaniach, na dążeniu, by w
            przyszłości być kimś, osiągnąć prawdziwy sukces, a przede wszystkim
            mieć silną osobowość, tak jak niektóre postacie historyczne czy
            książkowe (Napoleon, Scarlett O’Hara itp.) Jednak książka Daniela
            Golemana o inteligencji emocjonalnej załamała mnie... Jej przesłanie
            odczytałam w ten sposób: “Chcesz stać się kimś? Niestety, możesz się
            rozczarować. Jesteś wprawdzie inteligentna i utalentowana w kilku
            dziedzinach, ale brak ci inteligencji emocjonalnej. Pamiętasz, jakim
            byłaś dzieckiem? Dziecko emocjonalnie inteligentne nie zachowuje się
            tak, jak ty się zachowywałaś i potrafi zjednywać sobie rówieśników,
            a ty nie potrafiłaś. Niestety, to rodzice powinni byli ci zapewnić
            tę inteligencję emocjonalną i to w ciągu pierwszych 4 lat twojego
            życia. Teraz więc niewiele już da się zrobić”. Tak dla mnie wynikało
            po prostu z treści książki, mam nadzieję, że wielu z Was ją zna.
            Mamo muminka, dzięki że wyręczyłaś mnie w zapytaniu sankandy,
            dlaczego mnie nie lubi, bo mnie tamto jej “nie lubię cię i już” po
            prostu zabolało, a dopytywanie się z mojej strony o powód byłoby
            jeszcze bardziej bolesne, nieraz w dzieciństwie spotykałam takich
            ludzi, którzy mi takim właśnie zdaniem rzucali, a na moje
            pytanie “dlaczego” reagowali pustym śmiechem. Nie sądziłam, że
            dorosła osoba (sankanda, oczywiście) może się też tak zachowywać-
            jak dziecko. Chociaż u mnie w liceum była też taka jedna dziewczyna,
            która mnie nazywała “przygłupem” i wygłaszała teorie, że ludzie są
            okrutni i w końcu mogą mnie zamknąć w szpitalu psychiatrycznym. Ale
            nie wytłumaczyła, dlaczego. Myślę jednak, że przede wszystkim ona
            miała sporo problemów ze sobą i działał w niej mechanizm projekcji
            po prostu. Chociaż mogę się mylić.
            W te bardziej treściwe posty sankandy usiłuję się jednak jakoś
            wczytać, i pewnie ma ona trochę racji- że to niekoniecznie tylko
            oryginalne zainteresowania i zdolności odegrały tu rolę, ale brak
            pewnych zdolności społecznych, czy jak to nazwać,
            pewnego “wyczucia”. Swego czasu chciałam w sobie te wszystkie
            zdolności wypracować, wczytywać się w niepisane sygnały emocjonalne
            przekazywane przez innych i odpowiednio na nie reagować, ale teraz
            wydaje mi się to wszystko sztuczne i na siłę, ja przecież nie jestem
            pieskiem Pawłowa ani żadnym bezwolnym trybikiem jakiejś maszyny, ja
            jestem człowiekiem i też mam prawo do włąsnych odczuć, nie muszę
            wszystkich lubić i być dla wszystkich miła. Dochodzę do wniosku, że
            właściwie to ja nie lubię ludzi... ale zaraz włącza mi się tu
            myśl: “No, jak ty nie lubisz ludzi, to nic dziwnego, że ciebie nie
            lubią, musisz ich lubić, jak chcesz,żeby cię lubili”. Ale ja już mam
            dość tego zmuszania się. Gdy w dzieciństwie broniłam się przed
            złośliwymi atakami innych, “odbijałam piłeczkę”, a nieraz wręcz
            doprowadzona do ostateczności regowałam agresją, wychowawcy (mam tu
            gł. na myśli siostry na koloniach) karcili przede wszystkim mnie
            zamiast nich, a jakaś koleżanka rzuciła mi cytatem z Ewangelii “Jak
            cię ktoś uderzy w policzek, to nadstaw drugi, a nie oddawaj!” i
            przez długie lata, jako że byłam b. wierząca, byłam przekonana, że
            muszę przebaczać wrogom, i czułam się winna, gdy byłam dla kogoś
            niemiła. Ale rany w ten sposób wcale się nie zagoiły. I nie mam już
            teraz ochoty robić z siebie ofiary. Uff, rozpisałam się, ale tym
            razem moje emocje poprowadziły moje palce po klawiaturze.
            • pani.herbatka Re: byłem nielubiany, teraz też tak jest i zwisa 25.09.07, 09:15
              Ni rozumiem co to znaczy ten brak inteligencji emocjonalnej? Czy to
              oznacza nadmierne eksponowanie uczuć i emocji? Dlaczego twierdzisz,
              że takie osoby niczego nie osiągają? Ja znam osoby, które w
              dzieciństwie miały problemy w kontakcie z rówieśnikami, więc skupiły
              się na czymś innym i dzisiaj są na kierowniczych stranowiskach.
            • blackforeverr Re: byłem nielubiany, teraz też tak jest i zwisa 25.09.07, 10:26
              yasemin napisała:

              >> Skupiałam się także na moich zainteresowaniach, na dążeniu, by w
              > przyszłości być kimś, osiągnąć prawdziwy sukces, a przede
              wszystkim
              > mieć silną osobowość, tak jak niektóre postacie historyczne czy
              > książkowe (Napoleon, Scarlett O’Hara itp.) Jednak książka Daniela
              > Golemana o inteligencji emocjonalnej załamała mnie... Jej
              przesłanie
              > odczytałam w ten sposób: “Chcesz stać się kimś? Niestety, możesz
              się
              > rozczarować. Jesteś wprawdzie inteligentna i utalentowana w kilku
              > dziedzinach, ale brak ci inteligencji emocjonalnej. Pamiętasz,
              jakim
              > byłaś dzieckiem? Dziecko emocjonalnie inteligentne nie zachowuje
              się
              > tak, jak ty się zachowywałaś i potrafi zjednywać sobie
              rówieśników,
              > a ty nie potrafiłaś.

              A skąd wiesz, że to o to chodzi? Może byłaś oryginalna, może padłaśś
              ofoarą zazdrości? Wydaje mi się, że popełniłaś mój błąd - byłaś
              wrażliwym dzieckiem i pokazałaś, że cię boli. A ludzie zawsze
              próbują na ile mogą sobie pozwolić. Byłam z mamą u kilku
              psychologów, badano moje IQ i EQ - zawsze miałam wysokie, a mimo to
              miałam problem. Po prostu się wyróżniałam.


              , a dopytywanie się z mojej strony o powód byłoby
              > jeszcze bardziej bolesne, nieraz w dzieciństwie spotykałam takich
              > ludzi, którzy mi takim właśnie zdaniem rzucali, a na moje
              > pytanie “dlaczego” reagowali pustym śmiechem.

              Ja się nie dopytywałam, bo wiedziałam, że to chodzi o kolejny
              wygrany konkurs plastyczny czy festiwal piosenki dziecięcej. Pełne
              zazdrości ,,pokazywali cię w tv ale dla nas i tak jesteś
              beznadziejna", ,,to wszystko masz po znajomości" czy ,,głupi to ma
              szczęście"


              Nie sądziłam, że
              > dorosła osoba (sankanda, oczywiście) może się też tak zachowywać-
              > jak dziecko.

              Skąd masz pewność, że za klawiaturą siedziała dorosła osoba? Ja dość
              szybko wywnioskowałam, że to dzieciak i zakończyłam dyskusję.

              Chociaż u mnie w liceum była też taka jedna dziewczyna,
              > która mnie nazywała “przygłupem” i wygłaszała teorie, że ludzie są
              > okrutni i w końcu mogą mnie zamknąć w szpitalu psychiatrycznym.
              Ale
              > nie wytłumaczyła, dlaczego. Myślę jednak, że przede wszystkim ona
              > miała sporo problemów ze sobą i działał w niej mechanizm projekcji
              > po prostu. Chociaż mogę się mylić.
              >
              Dokładnie, osoby które mają problemy ze sobą, słabe psychicznie
              lubią realizować się czyimś kosztem. A ta koleżanka jest tego
              przykładem
              • maxx42 psychologia stada 25.09.07, 12:02
                Z tym byciem nielubianą w grupie to często jest tak, że jak cię nie
                polubi jedna, bądź kila osób mających najsilniejszych w grupie, to
                pozostali nie polubią cię dla zasady. Psychologia stada...
                Przypomniała mi się historia z czasów studiów. Mieliśmy na roku
                Martę, w porządku dziewucha, ale udzielała się w grupach religijnych
                i eksponowała wiarę, a to nie było wówczas na topie. Na początku jej
                relacje z grupą były OK dopóki nie ,,podpadła" najpopularniejszej
                osobie w grupie. I skoro Ewka jej nie lubi, nagle wszyscy, którym do
                tej pory Marta była obojętna stwierdzili, że jej nie lubią. Kiedy
                przyznałem, że nie mam nic do tej dziewczyny usłyszałem zdziwione
                głosy, że -jak to, przecież WSZYSCY JEJ NIE LUBIĄ!!!!
            • mama.muminka1 Re: byłem nielubiany, teraz też tak jest i zwisa 25.09.07, 15:58
              Co do tej inteligencji emocjonalnej, dlaczego piszesz, że nic się
              nie da zrobić? Inteligencja jest zmienna z wiekiem. Poza tym ludzie
              nad sobą pracują. Nie spisuj siebie na straty. Co do nie lubienia
              ludzi, nie jesteś wyjątkiem. ja też coraz mniej lubię ludzi, agresja
              w pracy, w kolejce po zakupy, a nawet na forum. Mieszkałam długo za
              granicą, tam inaczej wyglądają stosunki międzyludzkie, wtedy bardzo
              lubiłam kontakt z ludźmi. Wystarczyło jednak wrócić do polskiej
              rzeczywistości, aby szybko zmienić nastawienie. Myślę, że twoja
              sytuacja rzeczywiście spowodowana była tym, że pokazywałaś, że cię
              boli, i pokazujesz nadal. A im bardziej pokazujesz tym większą
              frajdę mają oprawcy.
            • ciwapcici Re: byłem nielubiany, teraz też tak jest i zwisa 25.09.07, 17:21
              Napisałaś że masz prawo do własnych odczuć..znalazłam coś dla Ciebie
              może Ci się będzie podobało:)

              muzyka.interia.pl/teledyski/teledysk/to-cala-prawda,217582
    • juliaiga Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 25.09.07, 15:16
      Bo to może być tak,że te dzieci które Cię otaczały w
      dzieciństwie,byy z jakichś takich środowisk,że cokolwiek tam się w
      ich domach zrobiło nie tak,nawet jakaś niewielka pomyłka,to zaraz
      wszystko było,głupie.A człowiek taki o nazwijmy to dobrym
      sercu,czyli Ty,szukasz powodu tego co się dzieje w sobie.A to z Tobą
      mogło mieć nie wiele wspólnego.Zmieniłaś środowisko i wszystko jest
      ok.Jeśli byłabyś nawet głupia,to człowiek który jest w porządku,ma
      jakąś etykę w sobie,jest mądry,to on i tak by Cię uszanował i z jego
      ust nigdy byś się nie dowiedziała,że to Ty jesteś głupia.Tak jak
      było w przypadku tych dzieci.Dobrze że jednak zmieniłaś to
      środowisko:)
      • sankanda Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 25.09.07, 19:01
        i teraz srodowisko jest glupie; prawda ? i juz jest wszystko w
        porzadku :)
        • waldemarka Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 25.09.07, 20:25
          Nie zawsze jest tak, że racja jest po stronie większości. Czasem
          można trafić na nieodpowiednie ,,głupie" środowisko. Nie znam osób,
          które się wszędzie dopasują.
          • juliaiga Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 29.09.07, 02:43
            Przykład:Holender przyjechał do polski,wydzierżawił ziemię,zapłacił
            za kilka lat dzierżawy,sprowadził maszyny i nowe odmiany roślin.Miał
            przyjąć do pracy bezrobotnych z wioski,ludzie tam ledwo przędli,bo
            zamkneli im dawniejsze PGR-y i jakiś zakład produkcyjny w pobliżu
            upadł.Żli z opieki społ.albo czasem kradli po innych wsiach.Holender
            dawał pracę 50-ciu ludziom.No i co?Przyszło do pracy 2 osoby,chociaż
            zarobki marne nie były.A co dalej było?Ludzie z zazdrością patrzyli
            na jego zaradność,na to że ma wszędzie czysto,na nowe
            maszyny,nowoczesne.Do pracy do niego nie poszli bo "nie będą robić u
            obcego".A jak się to skończyło?Ludzie go podpalili.Te maszyny,różne
            tam zbiorniki,tam gdzie chciał trzymać zbiory z tego pola.Po
            porzarze nadawała się do użytku 1 maszyna.Poprostu Holender trafił w
            takie środowisko.Mi tu o to chodzi że cała wioska się zebrała żeby
            go podpalić.Ja o sprawie wiem od osoby która tam pracowała.Poprostu
            to jest przykład na to,że środowiska też są różne.
    • hazzard Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 30.09.07, 01:09
      Witam w klubie nielubianych!Mam identyczny problem,nie miałam db relacji z rówieśnikami,dokuczali mi za inność,dystans,te cholerne odznaki wzorowego ucznia...Zawsze miałam db relacje z dorosłymi,rówieśnicy byli dziecinni,gadki o dyskotekach,chłopakach,ciuchach-zgroza!W pracy też nie lepiej-zawiść za db wyniki,dokuczanie,że np.bawię się jak emerytka,że jestem zdewociała,bo nie mam faceta...
      • sankanda Re: byłam nielubiana, a jak jest teraz- nie wiem 30.09.07, 16:08
        niestety, ludzie czasami maja ten chamski dar dawania porad i ocen
        nawet wtedy, gdy nikt ich o to nie prosi. ale czasami bywa tez tak,
        ze to my zle interpretujemy przekazy z zewnatrz, ale tez niestety
        zdarza sie, ze slyszymy to, co w sumie sami o sobie sadzimy lub
        wrecz chcemy uslyszec cos nieprzyjemnego np. po to, zeby uzyskac
        jakis wewnetrzny swiety , lecz pozorny, spokoj. Bo to, co ludzie
        wala wprost lub co my interpretujemy tak czy inaczej jest echem
        tego, co slyszelismy w dziecinstwie , przewaznie od wlasnych
        rodzicow. Rodzice powtarzaja dwa bledy : 1. nadmiernie krytykuja
        dziecko, bo zbyt sie w nie wczuwaja, zapominajac, ze wydanie na
        swiat nie jest klonowaniem i ze na swiat przychodzi czlowiek, ktory
        ma dazyc do niezaleznosci. 2. Okaleczajaco reaguja na socjalizacje
        dziecka, interpretujac jego niepowodzenia wsrod rowiesnikow jako
        zazdrosc, podlosc' ten jest "be", bo z toba tak nie mozna
        postepowac', itp. Najczesciej utwierdza to dziecko w roli ofiary,
        zeby nie powiedzec ofermy, i nie jest konstruktywne.
        Stad bierze sie duza czesc rozterk u doroslych ludzi.

Pełna wersja