pixi1976
30.09.07, 18:43
pracuje w biurze. Mam problem ze wspolpracownikiem, ktory odwrotnie niz ja lubi chlod w pomieszczeniu. Ja jestem cieplolubna. Ja pracuje tu od 10 lat a on rok. Jestesmy w tym samym wieku.
Pomieszczenia te dopiero od dwoch lat sa po remoncie z ociepleniem. Wczesniej przez 8 lat pracowalam tam zima w temperaturze 8-15C. Nabawilam sie chorego gardla ktore teraz reaguje na chlod wywalonymi migdalami i przeziebieniem. Po remoncie temperatura jest w sam raz 20C i nareszcie moglam swobodnie pracowac bez chowania rak w rekawiczki zima. Niestety moja radosc nie trwala dlugo. Przyszedl do pracy nowy chlopak, ktory notorycznie chlodzi cale biuro. Jak przyjezdza do pracy i wchodzi do biura to tak jak otwiera drzwi szeroko tak je juz zostawia i siedzi z otwartymi drzwiami przez caly dzien. Nie ma znaczenia czy pada deszcz i za oknem jest 10C czy jest zima. Drzwi nie sa bezposrednio w pokoju biura ale zaraz za scianka korytarza, a nasz pokoj nie ma osobnych drzwi na ten korytarz wiec wszystko od razu plynie do srodka. Czesto jak jest juz mi maksymalnie zimno to po prostu podchodze i je zamykam, ale mam juz tego powoli dosyc. Jak sie mu zwroci uwage to zamknie ale za 15 minut wychodzac po cos do samochodu znowu sa otwarte i tak w kolko.
On ma prace jezdzaca i nie musi siedziec caly czas przy biurku, chodzi po calym budynku, ja przypisana jestem do biurka za ktorym siedze cale 8 godzin. Dotychczas nie zwracalam mu uwagi bardziej dosadnie bo wiem ze sa ludzie ktorym jest stale goraco, staram sie wytrzymywac bo wiem ze jestem ciepla i moj komfort moze oznaczac dyskomfort dla niego. W piatek probowalam wytrzymac i efekt jest taki ze dzisiaj sie kuruje.
On nie chce otwierac lufcika bo mu sie nie chce, nie starcza mu tez wyciag ktory jest w pomieszczeniach i ktory tloczy chlodne powietrze (czesc pomieszczen jest po bylym laboratorium). Chlopak jest prosty, wychowany na wsi na twardego faceta i bardzo pewny siebie. Wiem ze jak zaczne temat to mnie wysmieje albo to po nim splynie. Czasami faktycznie jest tak zabiegany ze czuc od niego pot i wowczas sama otwieram okno, ale te otwarte drzwi po prostu mnie dobijaja. Nie chce jednak sprzeczki bo mysle ze raczej wiekszosc ludzi nie przeszkadzalyby otwarte drzwi jesienia bez wzgledu na pogode.
Nie wchodzi tez w rachube poproszenie szefa o przeniesienie mnie do innego biura.
Mam pytanie czy potraficie sobie wyobrazic siebie siedzacych w tych temperaturach co teraz przy calkiem otwartych drzwiach caly dzien? Pytam bo chce sie dowiedziec czy nie przesadzam i czy nie jestem zbytnim zmarzluchem.