...jak koziol ofiarny...

03.10.07, 10:18
wczoraj rozmawialam z kolezanka ktora zerwala z chlopakiem, chcialam
pomoc, ale najwidoczniej zaszkodzilam sama sobie. ona przez prawie
2h wyrzucala wszystko z siebie, ja sluchalam doradzalam, ale zadne
moje slowa nie trafialy. czuje ze mnie to omotalo, czuje sie jak
koziol ofiarny, ktory zostal zarazony tymi negatywami. jej ulzylo,
ja sie nasluchalam i czuje sie dzis zle...jak sobie pomoc? czy na
przyszlosc nie sluchac, nie pomagac?
    • uwielbiam_ale Re: ...jak koziol ofiarny... 03.10.07, 10:20
      Niewazne, ze chcial roz.. ok 50 mln ludzi, wazne, ze plakal, gdy
      go zlapali, tak czy nie?
      • emer_emer Re: ...jak koziol ofiarny... 03.10.07, 10:49
        naprawde nie mam ochoty na zarty
        • uwielbiam_ale Re: ...jak koziol ofiarny... 03.10.07, 11:11
          emer_emer napisała:

          > naprawde nie mam ochoty na zarty

          To nie zarty, zlapano pewnego faceta, ktory plakal
    • anka.ww Re: ...jak koziol ofiarny... 03.10.07, 13:19

      słuchać, bo to juz jest pomoc.
      ale nie doradzać, póki ktoś cie o to nie poprosi.
      nie doradzać za wszelka cene.

      czujesz sie źle, bo pewnie każda twoja rada była negowana.
      i być może teraz cierpi na tym twoje poczucie własnej wartości.

      nie doradzaj. tylko słuchaj.
      zostaw ambicje doradcy z boku.
      słuchaj, ale nie przyjmuj nic do siebie.
      przecież ciebie nie dotyczą problemy koleżanki.

      no chyba, ze próbowała wywołać w tobie poczucie winy, zrzucić na ciebie
      odpowiedzialność, albo jakoś inaczej zatruć cie swoimi toksynami.

      żeby uznać, ze tak własnie było, trzeba (w myślach) przyjrzeć sie blizej zarówno
      sobie, jak i koleżance. ale to juz dalsza sprawa.



      • emer_emer Re: ...jak koziol ofiarny... 03.10.07, 15:07
        dziekuje Ci bardzo Aniu. Nie bylo tak tragicznie i na szczescie nie
        czulam sie winna. Tak jak mowisz spadlo delikatnie poczucie mojej
        wartosci, bo rady byly odrzucane... Dochodze do siebie, ale wiecej
        radzic nie bede. Bo tak jak napisalam ona czuje sie swietnie a ja
        niezbyt. Nagle dostala powera i podziekowala mi dzisiaj ze mogla
        wyrzucic wszystko z siebie i (tu dodam) "upchac we mnie". Nie
        sadzilam, ze cos takiego moze okazac sie problemem dla mnie samej...

        A co jesli zadaje pytania i sie "niby" radzi. Bo przeciez rad nie
        przyjmuje. Czy to forma pewnej akceptacji?
        • anka.ww Re: ...jak koziol ofiarny... 03.10.07, 15:56

          jeśli się "niby" radzi, to pewnie szuka prawdziwej pomocy, ale przy okazji też
          może szuka nieświadomie sposobu na ulokowanie swojej złości.

          jesli jesteście na dobrej stopie, to powiedz jej wprost (ale spokojnie), ze
          sposób prowadzenia tamtej rozmowy spowodował u ciebie negatywne skutki i chętnie
          jej pomożesz, jesli taka rozmowa będzie wygladać inaczej.
          A jak? to już musisz sama sie zastanowić i później uzgodnić to z nią.
          Przede wszystkim powinnaś zastanowić sie, jakie niuanse w komunikowaniu sie z
          nia powodują, ze czujesz sie potem zle. Tak, bo to są niuanse, których nie widzi
          sie na pierwszy rzut oka.

          Mówiąc jej o tym zrzucisz z siebie ten cieżar. Poczujesz w sobie moc do wpływu
          na swój stan emocjonalny i tym sposobem rozpuścisz to złe samopoczucie, które
          jest w tobie :) a ona przy okazji poczuje, gdzie sa twoje granice.

          Prawdopodobnie ona nie zdaje sobie sprawy, ze ciebie to boli. Pewnie nie ma
          złych intencji.

          A jesli nie jesteście sobie bliskie, to zastanów sie, czy chcesz pomagać, jeśli
          ponosisz takie koszty.

          • emer_emer Re: aniu 04.10.07, 15:17
            dziekuje. jestem z nia na dobrej stopie, to moja dosc bliska
            kolezanka, ale czasami nieszczera. dzisiaj podziekowala mi ze mogla
            przelac NA MNIE te emocje. samo brzmienie tych slow przyprawia mnie
            o ciarki... rzeczywiscie przelala z 'udolnym' skutkiem jak wynika z
            mojego 1 postu. najgorsze jest to ze zaczyna przez pryzmat swojego
            zwiazku mowic a nawet prosic mnie co ja mam robic w swoim. dostala
            nauczke a probuje uczyc innych. irytuje mnie to bo ja problemu nie
            mam... nie chce sluchac rad bo u mnie jest ok. mam jej powiedziec ze
            ich nie potrzebuje?
            • anka.ww Re: aniu 04.10.07, 15:46
              tak, możesz jej to powiedzieć. ale w taki sposób, by jej nie zranić. po co
              mnożyć rany? badź łagodna, ale stanowcza.

              tak sie zastanawiam, na marginesie, co to za bliska kolezanka, która bywa
              nieszczera.. hmm

    • r.e.a.l.i.s.t.a Re: ...jak koziol ofiarny... 03.10.07, 15:10
      Przyjaciel poszedll 1 na 1000, wrocil, ale ci ktorzy czekali z
      pewnoscia upija sie:)
    • solaris_38 Re: ...jak koziol ofiarny... 03.10.07, 15:59
      kiedy słuchasz dobrze być jak otwarta brama
      całkowicie nastawiona na słuchanie a jednak
      wszystko przepływa przez ciebie nie szkodząc ci
      nie próbuj radzić
      słuchaj i bądź tylko życzliwym słuchaniem


      jednym słowem trzeba słuchać z miłością lub nie słuchać
    • mona.blue Re: ...jak koziol ofiarny... 03.10.07, 22:52
      Ja stawiam w takim układzie granice, jak czuję się źle.
      • emer_emer Re: ...jak koziol ofiarny... 04.10.07, 15:19
        ok, w jaki sposob je stawiasz??? i czy stawiasz je nawet z bliską ci
        kolezanką?
        • anka.ww Re: ...jak koziol ofiarny... 04.10.07, 15:57

          granice stawia się w kazdej relacji, jeśli tylko zobaczysz, ze ktoś je naruszył.

          ludzie nie mają pojęcia, gdzie one u ciebie przebiegają dopóki tego nie
          zaznaczysz, więc naruszenia są na porządku dziennym, choć osoba wrazliwa raczej
          będzie to wyczuwała

          w różnych relacjach beda gdzie indziej przebiegać te twoje granice.
          I to ty sama ustalasz gdzie i z kim.
          w ten sposób tworzysz sobie strefe ochronną.

          a sposób stawiania granic tak, żeby nikogo nie ranić nazywa sie asertywnością :)
          polecam zgłębienie tematu.

    • emer_emer Re: ...jak koziol ofiarny... 04.10.07, 21:21
      mysle ze za bardzo przejmuje sie obcymi problemami i za bardzo je
      przezywam. musze wrzucic na luz;) dzieki
Inne wątki na temat:
Pełna wersja