powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil?

IP: *.int.warszawa.sint.pl 17.07.03, 17:28
Czy uwazacie ze powinno sie zawiadomic kolezanke, ktora zdradzil maz?
Czy lepiej przemilczec sprawe?
A moze porozmawiac najpierw z tym mezem?
    • tea_time Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 17.07.03, 17:33

      Cisnie mi sie ukochane pytanie Mojego Przyjaciela, ktorym mnie zadrecza, kiedy
      ja go w podobny sposob "mecze" na rozmaite okolicznosci:)

      Po co?

      Najpierw moze odpowiedz sobie na nie w kontekscie swoich pytan, a potem
      porozmawiamy dalej albi i nie, bo nie bedzie o czym:)
      Pozdrawiam
      Tea
      • g.i.jane Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 17.07.03, 17:53
        Moim zdaniem nie należy powiadamiać koleżanki o zdradzie jej męza i nie należy
        rozmawiać z jej mężem o jego zdradzie.
    • cossa Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 17.07.03, 18:02
      zdradzil czy zdradza?
      jesli bliska kolezanka
      tylko i wylacznie mozna porozmawiac z jej mezem
      jej ani slowa

      cossa
    • bluebells Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 17.07.03, 18:09
      Ja uważam, że jeśli to była jednorazowa sporadyczna zdrada to lepiej się w to
      nie mieszać i zostawić wszystko tak jak jest.
      Natomiast jeśli jej mąż ma romans lub zradza ją nie po raz pierwszy to myślę,
      że powinnaś coś zrobić.
      Nie mów jej tego wprost, ale na przykład napisz krótki list(anonim to brzmi
      mało sympatycznie, ale trudno), możesz zapytać ją czy jest pewna, że jej mąż
      jest wierny i tyle, nic więcej nie trzeba robić.
      Takie jest moje zdanie, ale cóż ... decyzja należy do ciebie ...
      • tea_time Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 17.07.03, 18:12
        B-B, przerazasz mnie, zamien sie na minuty dwie z kolezanka miejscami i wyobraz
        sobie, co czujesz, dostajac anonim tej tresci...
        Tea
        * Na marginesie, czy mozna sobie wyobrazic uczucia?:)
        • bluebells Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 17.07.03, 18:20
          Niewiele o nich wiemy, może wcale nie są szczęśliwym małżeństwem. Może mają
          jakieś problemy, o których nie rozmawiają i przez to ta zdrada (lub zdrady).
          Nie wiem. Wiem natomiast, że życie w kłamstwie, gdzie wszyscy wokół ciebie
          wiedzą a ty nie, nie jest ciekawe. Ja wolę uczciwe układy, kiedy wszstko jest
          wyjaśnione, może tę zdradę da się wybaczyć, a może jest ona furtką do nowego
          lepszego życia? Chyba żadna kobieta nie lubi być zdradzana i na dodatek
          oszukiwana. Przynajmniej ja wolałabym wiedzieć.
          • yagnieszka Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 17.07.03, 18:38
            W zadnym wypadku nie nalezy rozmawiac o tym ani z kolezanka, ani z jej mezem.
            Ta sprawa ciebie W OGOLE ani W SZCZEGOLE nie dotyczy a tym, co robi dwoje
            doroslych ludzi w swoim wolnym czasie niech sie przejmuja ci ludzie.
            No a juz pomysl z anonimem po prostu mnie oslabil - powiesc kryminalna piszemy
            czy co?
      • Gość: mrs2 Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.pop.e-wro.net.pl 17.07.03, 22:03
        bluebells napisała:

        > Ja uważam, że jeśli to była jednorazowa sporadyczna zdrada to lepiej się w to
        > nie mieszać i zostawić wszystko tak jak jest.
        > Natomiast jeśli jej mąż ma romans lub zradza ją nie po raz pierwszy to myślę,
        > że powinnaś coś zrobić.
        > Nie mów jej tego wprost, ale na przykład napisz krótki list(anonim to brzmi
        > mało sympatycznie, ale trudno), możesz zapytać ją czy jest pewna, że jej mąż
        > jest wierny i tyle, nic więcej nie trzeba robić.
        > Takie jest moje zdanie, ale cóż ... decyzja należy do ciebie ...
        ANONIM........no nie do czegosc takiego w zyciu bym nikogo nie namawiwala
        kolezanka wczesniej cz pozniej albo sama sie dowie albo sama wyczuje zdrade
        meza takie zecz wyczuwa kobieca intuicja. nie ma nic gorszego na swiecie jak
        ZYCZLIWE KOLEZANKI koniecznie chca naprawiac nasze zycie sluzac "dobrymi
        radami" nie zycze nikomu takiej kolezanki pozdr MRS2
    • bluebells Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 17.07.03, 18:53
      Hmm... No cóż, znam osobę, która przez długi czas się łudziła. Wokół niej były
      inne osoby, które wiele wiedziały, ale nikt jej nie oświecił. Ona wciąż się
      oszukiwała i czekała, w międzyczasie poświęcając się całkowicie mężowi i
      dzieciom. Teraz została sama, nie ma wiele perspektyw, podczas gdy jej mąż
      latami się uczył, rozwijał i bawił ona prała sprzątała, bawiła dzieci itd.
      Gdyby wcześniej wiedziała co i jak, byłaby teraz szczęśliwsza.
      Każdy przypadek jest inny.
      Anonim to bardzo brutalne rozwiązanie, wiem, ale czasem watro wiedzieć co i
      jak.
      • Gość: krycha Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.cable.net.pl / 192.168.4.* 17.07.03, 19:52
        ja zostalam zdradzona i wiesz co zalowalam ze nic mi nikt niepowiedzial,moze
        zdazylabym zareagowac wczesniej zanim doszlo do sexu,powiedz kolezance bo potem
        moze byc zapuzno i jesli sie dowie ze ty wiedzialas bedzie miala do ciebie
        podwojny zal.osoba zdradzona przewaznie chce wiedziec niepowinna miec do ciebie
        pretensi.
        • blabona Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 17.07.03, 20:15
          zdecydowanie jestem za poinformowaniem koleżanki.
          Nie rozumiem osób które chcą abyś przemilczała ten fakt-to jest taka milcząca
          zgoda na to co robi mąż Twojej koleżance; co to?-masz być jego
          adwokatem,rozgrzeszycielem?,dobrą siostra?
          Ja wolałąbym najgorsza prawdę od kłamstwa.wyudaje mi się,ze prawda i tak
          kiedyś wyjdzie na jaw-i ja na miejscu tej kobiety miałąbym zal do Ciebie,ze mi
          nie powiedziałąś.
          Koleżanka powinna wiedzieć-moze boisz się,ze zareaguje złościa na Ciebie-ze
          jej to mówisz?-ale napewno(jeśli tak będzie) przynajmniej będzie wiedziała na
          czym stoi.
          • Gość: Jo Nie Twoja bajka, nie Twoje krasnoludki IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 19.07.03, 09:56
            > Nie rozumiem osób które chcą abyś przemilczała ten fakt-to jest taka milcząca
            > zgoda na to co robi mąż Twojej koleżance;

            Może dlatego, że jest to sprawa między nimi dwojgiem. Mimo że koleżanka tkwi w
            nieśmiadomości, to ONA, a nie TY, jest stroną w tej sprawie. Tobie NIC do tego.
            Jest jeszcze taka kwestia, że nasza współdyskutantka informując kolezankę -
            "dla jej dobra" może zdrowo dostać od niej po nosie za "rycie" pod ich
            małżeństwem itp. Ale o to już mniejsza.
            Nie mówić, chyba że ta sprawa w jakiś sposób dotyczy nas - np. mąż koleżanki
            zdradza ją z... naszą córką na przykład (zdarza się, i to często). W innym
            przypadku, powtórzę - NIC nam do tego.
    • ann.k Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 17.07.03, 20:21
      a znasz stare powiedzenie, że pan z panem się zgodzą, a chłop w dupę weźmie?

      moim zdaniem to nie Twoja sprawa, no chyba, że z Tobą koleżanka jest zdradzana;
      a nie ma nic gorszego niż wcinanie się w nieswoje sprawy; może ona o wszystkim
      wie, ale ma swoje powody, żeby udawać, że wszystko jest w porządku;
      • Gość: kula Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.gabo.pl 17.07.03, 22:21
        niby wszyscy macie racje
        po kiego wtracac sie w czyjes zycie..
        ale z drugiej strony..jezeli to DOBRA KOLEZANKA ..to co?ma zyc w
        przeswiadczeniu jaki jej męzuś jest wspaniały???
        i tak źle i tak niedobrze
        jak powiesz moze byc wsciekla ze klamiesz.ze chcesz rozwalic jej zwiazek..
        lub inaczej.jakby sie juz dowiedziala moze miec ci to za złe ze wiedzialas a
        nie powiedzialas jej.wiesz potem moga byc pretensje,ze gdybys jej powiedziala
        to było by dla niej lepiej bo to bo tamto
        narazie milcz.chyba ze męzus przeaadzi zi zacznie romasowac jakby nigdy nic
        pa
    • Gość: Maxxx Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.elsat.net.pl / 10.4.0.* 17.07.03, 22:53
      Witam
      TY lepiej miej oczy szroko zamkniete i milcz jeżeli Ci życie miłe--może ją to
      kręci że on sie kocha z inna--może ona na to patrzy--już sie przekonałem że
      zycie zaskakuje na maxa---nie czytałem innych postów--ale nie cierpie mieszania
      się innym w gary--pozdrawiam
      ps..TY chyba byś też tak chciała
    • lagatta Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 17.07.03, 23:02
      NIE!!!
      Ich życie to ich życie i kropka
      • Gość: stary Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 17.07.03, 23:31
        lagatta napisała:

        > NIE!!!
        > Ich życie to ich życie i kropka

        Brawo Lagatta! Krótko i do rzeczy:) pozdrawiam
        • lagatta Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 17.07.03, 23:47
          Gość portalu: stary napisał(a):

          > lagatta napisała:
          >
          > > NIE!!!
          > > Ich życie to ich życie i kropka
          >
          > Brawo Lagatta! Krótko i do rzeczy:) pozdrawiam


          Dziekuje i tez pozdrawiam :)
          • Gość: kasia Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.dip.t-dialin.net 18.07.03, 02:59
            oczywiscie ze powiedziec
            nie mam zadnych watpliwosci

            moze to i cudze gary ale lepiej wybrac mniejsze zlo
            • Gość: stary Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 18.07.03, 11:49
              Gość portalu: kasia napisał(a):

              > oczywiscie ze powiedziec
              > nie mam zadnych watpliwosci
              >
              > moze to i cudze gary ale lepiej wybrac mniejsze zlo

              Miniejsze? Chyba żartujesz. To, że zranisz parę osób wtrącaniem sie w nie swoje
              sprawy to jedno. Stracisz prawie na pewno koleżankę i zyskasz 1, 2 albo i 3
              wrogów...

    • jmx Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 18.07.03, 03:13

      Nie mówić. Koleżanka i tak nie uwierzy i wszystko skrupi sie na Tobie.
      To są sprawy między dwojgiem dorosłych ludzi i nie można w nie pchać nawet
      najbardziej życzliwego nosa. Co innego gdyby koleżanka zapytała wprost, wtedy
      sytuacja byłaby inna.

      A poza tym - zdradził - chodzi o romans czy "jednorazowy wyskok"?
      I skąd Twoja pewność o jego czynie? Może tylko Ci się wydaje? No chyba, że to z
      Tobą... ;-)
      • ozpol Powiedziec zle, nie powiedziec tez zle !!! 18.07.03, 04:20
        To jest sytuacja, gdzie kazdy wybor jest zly, a dlaczego?
        Powiedzenie o zdradzie moze przyspieszyc rozpad zwiazku, nie powiedzenie
        przedluzy ten zwiazek, ktory sie i tak rozpadnie.
        Sadze, ze jesli wierzymy w zycie bez klamstw (ale to takie naiwne) to nalezy
        powiedziec mezowi najpierw i dowiedziec sie dlaczego. Ale nalezy byc
        przygotowanym na konsekwencje.
        • pollka Re: Powiedziec zle, nie powiedziec tez zle !!! 18.07.03, 06:51
          ozpol napisał:

          > To jest sytuacja, gdzie kazdy wybor jest zly, a dlaczego?
          > Powiedzenie o zdradzie moze przyspieszyc rozpad zwiazku, nie powiedzenie
          > przedluzy ten zwiazek, ktory sie i tak rozpadnie.
          > Sadze, ze jesli wierzymy w zycie bez klamstw (ale to takie naiwne) to nalezy
          > powiedziec mezowi najpierw i dowiedziec sie dlaczego. Ale nalezy byc
          > przygotowanym na konsekwencje.

          Albo przedystkutowac z jej mezem i moze sklonic by zonie sie przyznal?
    • Gość: facet Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil?-tak ! IP: *.dip.t-dialin.net 18.07.03, 08:17
      Gość portalu: Nancy napisał(a):

      > Czy uwazacie ze powinno sie zawiadomic kolezanke, ktora zdradzil maz?
      > Czy lepiej przemilczec sprawe?
      > A moze porozmawiac najpierw z tym mezem?

      Zainteresowana (-y) dowiaduje się zwykle na końcu.
      Na podstawie swoich doświadczeń mogę powiedzieć, że lepiej dyskretnie, ale
      otwarcie powiedzieć jej, czy nie zauważyła, że coś jest nie tak z jej mężem.
      Musisz jednak dobrze przygotować się do tej rozmowy.
      Koleżanka może gwałtownie zareagować, popędzi do męża, ten się wyprze i...
      Musi być podany konkretny i sprawdzalny fakt, proś ją z góry że zanim coś
      zrobi niech pięć razy się zastanowi.
      Zarówno mężczyzna jak i kobieta, którzy zdradzają zachowują niezwykłą czujność
      i podadzą 1001 argumentów aby ich historia wyglądała na prawdziwą.
      Dlatego, jeśli lubisz swoją koleżankę i chcesz jej dobra, zaproś ją gdzieś i
      porozmawiaj.
      Nie zgadzam się z niektórymi przedmówcami, że lepiej nic nie mówić i nie robić.
      U mnie właśnie tak się zachowywały moje koleżanki, wiedząc o kochanku mojej
      żony.
      Jak mleko się wylało, okazało się, że one o wszystkim (prawie) wiedziały i
      dziwiły się, że taki inteligentny człowiek jak ja nic nie zauważył.
      Dziś nie mogę na nie patrzeć, bo traktuję je jako mimowolne sprawczynie mojego
      nieszczęścia. Pozwoliły, aby romans trwał. A im dłużej on trwa, tym większa
      grozba dla małżeństwa.
      • Gość: jar Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil?-tak IP: 195.136.33.* 18.07.03, 08:51
        facet...no sorry ale nie moge... a ty od razu lecisz z jezykiem do znajomych
        jak wiesz, ze ktos z nich ma romans???

        > Dziś nie mogę na nie patrzeć, bo traktuję je jako mimowolne sprawczynie
        mojego
        > nieszczęścia. Pozwoliły, aby romans trwał. A im dłużej on trwa, tym większa
        > grozba dla małżeństwa.
        • Gość: facet Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil?-tak IP: *.dip.t-dialin.net 18.07.03, 09:41
          Widzisz, dopóki sam nie zostałem zdradzony, problem istniał dla mnie w sferze
          teoretycznej. Byłem tzw. silnym człowiekiem, zawikłania wynikające ze zdrad
          znane mi były z filmów ew. opowieści. Wydawało mi się, że moje małżeństwo jest
          szczęśliwe i że mnie n i c t a k i e g o n i e s p o t k a.
          Tymczasem okazało się, że od niemal roku żyłem złudzeniami.
          Gdyby sprawa wyszła wcześniej na jaw, nie było by tak drastycznych momentów.
          W tych sprawach trzeba mieć wyczucie. Jeśli wiesz, że w znanym Ci małżeństwie
          miłość i wierność jest standartem, to jeśli nagle stwierdzisz, że
          koleżanka /kolega pod wpływem chwili zdradza swoją drugą połowę, to nic nie
          zrobisz ???
          Pozwalasz mimowolnie na rozwój sytuacji, która może wymknąć się kontroli.
          Często zdrady nie wynikają z chęci, tylko sytuacja tak się rozwija.
          Najpierw kogoś się poznaje przypadkiem, jest interesujący, są rozmowy, potem
          spotkania, czułości i...
          Jak tego się nie powstrzyma, możesz stracić swoich przyjaciół. Jeśli nawet
          nie, to już nie będą oni Twoimi wspólnymi przyjaciółmi, ale w najlepszym
          przypadku każdy z oddzielna. Możesz żyć z taką świadomością ?
          Co innego, jeśli wiesz, że małżeństwo Twoich znajomych łączy tylko dziecko i
          ew. przyjazn. Wiesz, że oboje lubią żyć obok małżeństwa. Wtedy Twoje uwagi
          mają sens.Po co się mieszać w nie swoje sprawy. Ale czy naprawdę możesz
          patrzyć jak małżeństwo Twoich przyjaciół niemal rozpada się,zawsze dotąd żyli
          dobrze, a zdradzony nic nie wie ani nie domyśla się ?


          • Gość: jar Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil?-tak IP: 195.136.33.* 18.07.03, 09:49
            wlasnie o to mi chodzi, ze nie ma tutaj odpowiedzi na tak, czy na nie, jest to
            zalezne od indywidualnych okolicznosci
          • Gość: jar Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil?-tak IP: 195.136.33.* 18.07.03, 09:54
            powiem inaczej, znam malzenstwo gdzie facet ma co jakis czas romans (moj dobry
            kumpel), znam jego zone dobrze, nic o jego wyskokach nie wie... i ja wcale nie
            mam zamiaru informowac jej o zachowaniu jej meza, poniewaz ich sprawy to ich
            sprawy, a mi zalezy akurat bardziej na znajomosci z nim


            Gość portalu: facet napisał(a):

            > Widzisz, dopóki sam nie zostałem zdradzony, problem istniał dla mnie w sferze
            > teoretycznej. Byłem tzw. silnym człowiekiem, zawikłania wynikające ze zdrad
            > znane mi były z filmów ew. opowieści. Wydawało mi się, że moje małżeństwo
            jest
            > szczęśliwe i że mnie n i c t a k i e g o n i e s p o t k a.
            > Tymczasem okazało się, że od niemal roku żyłem złudzeniami.
            > Gdyby sprawa wyszła wcześniej na jaw, nie było by tak drastycznych momentów.
            > W tych sprawach trzeba mieć wyczucie. Jeśli wiesz, że w znanym Ci małżeństwie
            > miłość i wierność jest standartem, to jeśli nagle stwierdzisz, że
            > koleżanka /kolega pod wpływem chwili zdradza swoją drugą połowę, to nic nie
            > zrobisz ???
            > Pozwalasz mimowolnie na rozwój sytuacji, która może wymknąć się kontroli.
            > Często zdrady nie wynikają z chęci, tylko sytuacja tak się rozwija.
            > Najpierw kogoś się poznaje przypadkiem, jest interesujący, są rozmowy, potem
            > spotkania, czułości i...
            > Jak tego się nie powstrzyma, możesz stracić swoich przyjaciół. Jeśli nawet
            > nie, to już nie będą oni Twoimi wspólnymi przyjaciółmi, ale w najlepszym
            > przypadku każdy z oddzielna. Możesz żyć z taką świadomością ?
            > Co innego, jeśli wiesz, że małżeństwo Twoich znajomych łączy tylko dziecko i
            > ew. przyjazn. Wiesz, że oboje lubią żyć obok małżeństwa. Wtedy Twoje uwagi
            > mają sens.Po co się mieszać w nie swoje sprawy. Ale czy naprawdę możesz
            > patrzyć jak małżeństwo Twoich przyjaciół niemal rozpada się,zawsze dotąd żyli
            > dobrze, a zdradzony nic nie wie ani nie domyśla się ?
            >
            >
            • Gość: jar Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil?-tak IP: 195.136.33.* 18.07.03, 10:03
              aj waj...zapomnialem dodac, ze gdyby ona go puscila na boku to pewnie bym mu
              powiedzial:)))
    • bluebells Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 18.07.03, 08:44
      Jestem bardzo zdziwiona. Wiele z was wręcz zgorszył mój pomysł z dyskretnym
      anonimem, a to przecież była tylko jedna z możliwości!!! powiadomienia
      koleżanki.
      Dziwię się, że żadną z was nie zgorszyłby sam fakt zdrady męża koleżanki i
      przeszłybyście z tym tak po prostu do porządku dziennego(zakładam, że zdrada
      była wielokrotna).
      Totalna znieczulica.
      Gdzie tu miejsce na uczciwość, lojalność i przyjaźń?
      Jak widzicie wszystkie zdradzone osoby twierdzą, że wolałyby wiedzieć, czy nic
      wam to nie mówi?
      • Gość: jar Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: 195.136.33.* 18.07.03, 08:48
        bo zdrada juz jest faktem, a anonim jest rozpatrywany

        > Jestem bardzo zdziwiona. Wiele z was wręcz zgorszył mój pomysł z dyskretnym
        > anonimem, a to przecież była tylko jedna z możliwości!!! powiadomienia
        > koleżanki.
        > Dziwię się, że żadną z was nie zgorszyłby sam fakt zdrady męża koleżanki i
        > przeszłybyście z tym tak po prostu do porządku dziennego(zakładam, że zdrada
        > była wielokrotna).
        > Totalna znieczulica.
        > Gdzie tu miejsce na uczciwość, lojalność i przyjaźń?

        wolalbym wiedziec, ze jestem zdradzany

        > Jak widzicie wszystkie zdradzone osoby twierdzą, że wolałyby wiedzieć, czy
        nic
        > wam to nie mówi?
      • Gość: Malwina Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.w81-248.abo.wanadoo.fr 18.07.03, 08:50
        zdrada juz od dawna pod litere prawa nie podpada (no w Indiach i Pernambuko
        tak ), listy anonimowe tak (zalezy od tresci oczywiscie)
        wiesz lepiej (ale trudniej, zgadzam sie) zajac sie mlodymi co kota kamieniuja
        lub na ludzi na ulicy bluzgaja niz prywatnymi sprawami obcego malzenstwa.
        Interwencja obcych ludzi moze i powinna miec miejsce w wypadku problemow
        spolecznych, mysle ze zycie seksualne nie jest takim problemem.
        I co tu ma znieczulica do roboty to nie wiem...
        • bluebells Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 18.07.03, 09:11
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > zdrada juz od dawna pod litere prawa nie podpada (no w Indiach i Pernambuko
          > tak ), listy anonimowe tak (zalezy od tresci oczywiscie)

          A z moralnego punktu widzenia, co jest gorsze zdrada czy delikatny list
          zawierający podejrzenie zdrady? Wtedy osoba zdradzana nie jest narażona na
          dodatkowe poniżenie słuchania tego twarzą w twarz - dlatego wybrałabym to
          rozwiązanie.

          > wiesz lepiej (ale trudniej, zgadzam sie) zajac sie mlodymi co kota
          kamieniuja
          > lub na ludzi na ulicy bluzgaja niz prywatnymi sprawami obcego malzenstwa.
          > Interwencja obcych ludzi moze i powinna miec miejsce w wypadku problemow
          > spolecznych, mysle ze zycie seksualne nie jest takim problemem.
          > I co tu ma znieczulica do roboty to nie wiem...

          A znieczulica ma to do roboty, że jeśli koleżanka daje ci przyjaźń i zaufanie,
          to ty tak po prostu machniesz ręką na fakt, że jest oszukiwana?
          • Gość: Malwina Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.w81-248.abo.wanadoo.fr 18.07.03, 09:37
            nie znam sie na moralnym punkcie widzenia
            natomiast przyjaciolka czy nie, sa sprawy w ktore nie ingeruje poki mnie nie
            poprosza.
            Mam przyjaciolki ktorych mezow nie znosze nawet na zdjeciu i nigdy o nich nie
            rozmawiamy - przeciez nie bede jej pchac do rozwodu dlatego ze MNIE sie jej
            chlop nie podoba.
            Znow pewnie mam inna koncepcje delikatnosci ...
            Znam tez takie ktorych dzieci sa perfidnymi potworami - czy cos mnie upowaznia
            zeby jej oczy otwierac ? przeciez to jej dziecko, jej maz, jej slepota.

            najlepszy sposob na zerwanie relacji...
            • bluebells Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 18.07.03, 09:56
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              > najlepszy sposob na zerwanie relacji...

              Jakie relacje takie sposoby na ich zrywanie ...

              Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ...
              • Gość: Malwina Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.w81-248.abo.wanadoo.fr 18.07.03, 10:17
                masz racje : mam zaklamane relacje i przyjaznie funta klakow warte
    • capa_negra nie, nie, nie 18.07.03, 10:37
      ich zycie , ich sprawa - rozumiem chcesz pomóc, ale możesz sobie jedynie
      narobic wrogów

      Po pierwsze kolezanka wcale nie musi być "wdzięczna" za ta informację , a nawet
      jesli by była to wcześniej czy później poczuje sie podwojnie upokorzona - nie
      dość,że z faktu zdrady jak i z powodu, że ty o tym wiesz.
      Po drugie może byc to przejciowy kryzys który skończy sie - "zyli długo i
      szczęśliwie"

      Mogłabyś jej powiedziec w przypadku gdyby ona szukała haka na chłopa
      Uwierz wiem co mówie - mój kuzyn zdradzał zonę i kolega koleżankę - o obu
      zdradach wiedziałam i na szczęscie nie powiedziałam - dalej sa małżeństwami ,
      wychowują dzieci i przynajmniej wygladaja na szczęśliwych.
      Przyznam, że sama również nie chciałabym być informowana o takiej sytuacji...bo
      i po co - jeśli kocham to wybacze , a przynajmniej zaoszczędze sobie bólu
      • blabona Re: tak,tak 18.07.03, 10:40
        powiedz
      • default Re: nie, nie, nie 18.07.03, 11:01
        Capa_negra ma rację, w pełni popieram. Jak poczuje się ta koleżanka w momencie,
        kiedy jej to powiesz? To przecież okropne - nie dość, że mąż ją zdradza, to
        jeszcze wszyscy o tym wiedzą. A może ona także wie, tylko nie pokazuje tego po
        sobie z jakichś względów? Gdyby mnie mąż zdradzał, to dowiedzenie się o tym od
        koleżanki byłoby najgorszym sposobem na poznanie prawdy. A gdybym już sama
        wiedziała, to ukrywałabym to przed znajomymi, w końcu nie ma się czym chwalić.
        W ogóle nie mam zwyczaju opowiadania komukolwiek o problemach małżeńskich i
        nawet jak jakieś przejściowe zgrzyty występują, to ukrywam to. A jak mnie ktoś
        (nawet bliski) pyta, czy wszystko między nami w porządku, to szlag mnie trafia.
        Ja bym nie zapytała nikogo o takie sprawy, chyba że sam zacznie.
        • capa_negra Re: nie, nie, nie 18.07.03, 12:54
          Widzę, że mamy bardzo podobne poglądy :-)
          Nawet jeśli bardzo pokłóce się z chłopem, a ktos przyjdzie do domu to nie ma
          prawa sie domyśleć, że coś nie tak - to po prostu nasza sprawa, a dodatkowo
          wychodze z założenienia, że jeśli mamy problem to naszych znajomych to w danym
          momencie nie interesuje i nie ma powodu stawieć ich w trudnej sytuacji bo
          gospodarze sie boczą na siebie
    • Gość: Sar .....to zalezy... IP: *.prem.tmns.net.au 18.07.03, 11:06
      ... kolezanka, czy przyjaciolka...?

      Jak kolezanka, to chyba lepiej nie ( przedmowcy wyluszczyli, dlaczego).

      Jesli natomiast jest to przyjaciolka, to inna para kaloszy.

      (Bardzo upokarzajaca byc moze swiadomosc faktu, ze inni wiedzieli o zdradzie i
      nie uwazali, ze zasluguje na tyle szacunku, by byc o niej poinformowana,
      zwlaszcza, gdy ci inni, to bliscy przyjaciele - W KONCU TO JA JEDNA WYCHODZE
      NA "PIERWSZA NAIWNA " I "IDIOTKE DO KWADRATU")

      Jesli przyjaciolka, to mozna przeciez delikatnie (w koncu przyjaciolki
      zwierzaja sie sobie ze spraw wielu) wybadac jakie sa relacje, lub "wyczuc" czy
      oszukiwana chce pozostac w blogiej nieswiadomosci, czy jest po prostu
      robiona "w jajo". Ale nawet w tym ostatnim wypadku, nie nalezy "z butami do
      duszy". Mozna przeciez delikatnie i taktownie wybadac nastoj i moze
      jedynie "zasygnalizowac, wzbudzic niepokoj".
      Wiem, ze to nie jest 100% wyjsciem, ale...

      Sama bylam w podobnej sytuacji.. i wiecie co bylo najtrudniejsze do
      przetrawienia - to, ze wszyscy wokol wiedza, ze on mnie robi w konia, a "jam
      ci glupia jest"... gdyby choc jak aluzja wtedy.. czy cos w tym rodzaju...

      Bycie "ochranianym" jest bardzo !!!! upokarzajace. To nie tylko upokorzenie ze
      strony partnera, ale tez ze strony "przyjaciol".

      Mysle, ze delikatne "zaniepokojenie" zony, bez wchodzenia w osobiste ich
      relacje byloby uczciwe......

      Dajcie

      • mindo do bluebells 18.07.03, 11:21
        Pani bluebells jest szczęsąliwą mążatką od 8 lat. Razem z mężem wychowują dwoje
        dzieci. Pani bluebells bardzo kocha swego męża, jej mąż jest wiernym i wręcz
        idealnym meżem i ojcem. Zyją sobie pełnią szczęścia i spokoju i tak mija dzień
        za dniem...

        Ale pewnego dnia w skrzynce na listy pani bluebells znajduje list. Jest
        niepodpisany, to anonim. Z wypiekami na twarzy dowiaduje się, że jej ukochany
        mąż od pewnego czasu rzekomo ją zdradza z jakąś lafiryndą. Pani bluebells
        rozpłakała się, cały jej świat nagle rozpad się na kawałki, czuje się jak
        świnia po pierwszym szlagu w ubojni, ma już dość życia.
        Wieczorem przychodzi mąż. Awantura w domu, dzieci płaczą, pani bluebells
        wrzeczczy, mąż się tłumaczy że to bzdury. Ale pani bleubells nie potrafi już
        wybaczyć, jest załamana, nie chce słuchać męża...

        Pakuje walizki, bierze dzieci, zabiera samochód i jedzie do swej mamuśki. Chce
        rozwodu...
        Tak oto szczęsliwe i zgodne małżeństwo rozpadło się w jeden dzień. Anonim
        wrednej, wścibskiej baby, co włazi z butami w cudze życie odniósł skutek!
        Ale przecież autor anonomu chciał dobrze, wierzył że wszystko się ułoży (ale co
        się niby miało ułożyć?) Co autor listu chciał zrealizować tym anonimem?
        Przecież ten skutek rozpadu małżeństwa można było łatwo przewidzieć, a
        przynajmniej porządną kłótnie i narastający brak zaufania małżonków.

        A więc szanowna panno (czy też pani) bluebells mam apel do pani. Niech się pani
        nie wtrąca w nie swoje sprawy. Po pierwsze, że to nieładnie, a po drugie, że
        jesteś pierwszą podejrzaną na liście kobietą z którą zdradzał niewierny
        małżonek. Takie anonimy przeważnie piszą same sprawczynie zdrady męża aby
        wykończyć związek i już spokojnie pocieszyć samotnego, rozwiedzionego męża.
        • bluebells Re: do bluebells 18.07.03, 14:25
          mindo napisał:

          > Pani bluebells jest szczęsąliwą mążatką od 8 lat. Razem z mężem wychowują
          dwoje
          >
          > dzieci. Pani bluebells bardzo kocha swego męża, jej mąż jest wiernym i wręcz
          > idealnym meżem i ojcem. Zyją sobie pełnią szczęścia i spokoju i tak mija
          dzień
          > za dniem...
          >
          > Ale pewnego dnia w skrzynce na listy pani bluebells znajduje list. Jest
          > niepodpisany, to anonim. Z wypiekami na twarzy dowiaduje się, że jej
          ukochany
          > mąż od pewnego czasu rzekomo ją zdradza z jakąś lafiryndą. Pani bluebells
          > rozpłakała się, cały jej świat nagle rozpad się na kawałki, czuje się jak
          > świnia po pierwszym szlagu w ubojni, ma już dość życia.
          > Wieczorem przychodzi mąż. Awantura w domu, dzieci płaczą, pani bluebells
          > wrzeczczy, mąż się tłumaczy że to bzdury. Ale pani bleubells nie potrafi już
          > wybaczyć, jest załamana, nie chce słuchać męża...
          >
          > Pakuje walizki, bierze dzieci, zabiera samochód i jedzie do swej mamuśki.
          Chce
          > rozwodu...
          > Tak oto szczęsliwe i zgodne małżeństwo rozpadło się w jeden dzień. Anonim
          > wrednej, wścibskiej baby, co włazi z butami w cudze życie odniósł skutek!
          > Ale przecież autor anonomu chciał dobrze, wierzył że wszystko się ułoży (ale
          co
          >
          > się niby miało ułożyć?) Co autor listu chciał zrealizować tym anonimem?
          > Przecież ten skutek rozpadu małżeństwa można było łatwo przewidzieć, a
          > przynajmniej porządną kłótnie i narastający brak zaufania małżonków.
          >
          > A więc szanowna panno (czy też pani) bluebells mam apel do pani. Niech się
          pani
          >
          > nie wtrąca w nie swoje sprawy. Po pierwsze, że to nieładnie, a po drugie, że
          > jesteś pierwszą podejrzaną na liście kobietą z którą zdradzał niewierny
          > małżonek. Takie anonimy przeważnie piszą same sprawczynie zdrady męża aby
          > wykończyć związek i już spokojnie pocieszyć samotnego, rozwiedzionego męża.

          Nie jestem tak dobra w pisaniu scenariuszy jak ty.

          Na pewno mamy tutaj trudną sytuację i tak jak wiele jest przypadków, tak wiele
          jest różnych rozwiązań i różnych późniejszych scenariuszy.

          A moze ten apel to dlatego, że sam poczułeś się zagrożony???

          Mam wrażenie, że zupełnie nie zrozumiałeś o co mi chodziło, ale masz takie
          prawo.
          Ja również mam prawo mieć swoje zdanie.


        • Gość: stary Re: do bluebells IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 19.07.03, 00:46
          Brawo, Mindo!!!:-)
      • blabona Re: .....to zalezy... 18.07.03, 13:57
        Gość portalu: Sar napisał(a):

        > ... kolezanka, czy przyjaciolka...?
        >
        > Jak kolezanka, to chyba lepiej nie ( przedmowcy wyluszczyli, dlaczego).
        >
        > Jesli natomiast jest to przyjaciolka, to inna para kaloszy.
        >
        > (Bardzo upokarzajaca byc moze swiadomosc faktu, ze inni wiedzieli o zdradzie
        i
        > nie uwazali, ze zasluguje na tyle szacunku, by byc o niej poinformowana,
        > zwlaszcza, gdy ci inni, to bliscy przyjaciele - W KONCU TO JA JEDNA
        WYCHODZE
        > NA "PIERWSZA NAIWNA " I "IDIOTKE DO KWADRATU")

        właśnie to chciałam napisać!
        jeśli jest to dla Ciebie zwykła znajoma-kontakty typu:cześć,cześć, jak leci?
        to nic jej nie mów,to nie ma sensu.
        Natomiast,jeśli jest to Twoja przyjaciółka,to pamiętaj,że każdy przyjaciel
        wymaga z założenia szczerości.Ty znasz ja najlepiej i sama będziesz wiedziała
        jak jej to przekazać.
        Gdybym się dowiedziała,ze moja przyjaciółka zataiła zdradę mojego
        męża...byłabym podwójnie załamana

        • zuzka111 Re: .....to zalezy... 21.07.03, 23:52
          > Gdybym się dowiedziała,ze moja przyjaciółka zataiła zdradę mojego
          > męża...byłabym podwójnie załamana

          A gdybyś rozstała się z mężem, a po jakimś czasie okazało by się, że
          przyjaciółka się pomyliła,?

    • Gość: rybka Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 14:05
      sprawą zasadniczą jest to, czy ta koleżanka to tylko nasza znajoma czy tez
      przyjaciółka. Jeśli to drugie , to zapewne znamy ja dobrze i wiemy, co by
      wolała. I zgodnie z tym powinniśmy się zachować. wszyscy piszecie o tym, że to
      prywatne życie dwojga dorosłych ludzi. Ale dorośli ludzie OBOJE powinni znać
      zasady gry. Jeśli mąż ma fory bo żona o niczym nie wie to , to juz jest bardzo
      nie ok. Bo nie ma mozliwości nawet zadecydować, czy wchodzi w tę grę, czy nie.
    • opty13 Ech kobitki, kobitki.... 18.07.03, 14:23
      1. Powiedzcie smiertelnie choremu, zyjacemu w niewiedzy, ze zadnej szansy nie
      ma. Pewnie tak z 90% zrezygnuje z zycia, podda sie i w konsekwencji jeszcze
      szybciej zejdzie z tego swiata.

      2. Dorosli ludzie sami wiedza jak sobie zycie ukladac. Zaznajomic obydwoje z
      regulami gry? Czy to fair play, a czy w ogole ten przypadek to fair play?
      Niechcacy mozna to dziecko z kapiela wylac.

      3. Wypadek na drodze. W takim przypadku stac i sie gapic jak ktos krwawi to
      grzech i przestepstwo.
      Zdrada w zwiazku przyjaciolki, kolezanki czy znajomej. Hmm...byc moze tutaj
      mozna duzo wiecej nabroic, zwlaszcza posiadajac tylko czesciowa wiedze o tym
      fakcie:-)))
    • Gość: meee nie! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.07.03, 15:00
      Gość portalu: Nancy napisał(a):

      > Czy uwazacie ze powinno sie zawiadomic kolezanke, ktora zdradzil maz?
      > Czy lepiej przemilczec sprawe?
      > A moze porozmawiac najpierw z tym mezem?


      Przyznam sie na początku mego postu, że nie przeczytałam wszystkich 'porad' -
      wybaczcie, jesli się powtórzę.

      HMMMM było to tak:
      moja Przyjaciółka najukochańsza miała męża - totalnego kretyna, ktorego niezbyt
      poważałam, ale jako ze to rodzina Przyjaciółki musiałam akceptować. Nigdy zlego
      slowa o nim nie powiedziałam, choć byłam świadkiem , a wlasciwie uczestnikiem ,
      pewnej sytuacji.
      Pewnego dnia mąż Przyjaciółki (w skrocie: mąż Pe.)odwoził mnie do domu i złożył
      konkretną propozycję, ktorą oczywiscie odrzuciłam bluzgając siarczyście ;)
      trochę biłam się z myslami czy nie powiedziec o tym Przyjaciółce, ale
      stwierdzilam, ze to tylko popsuje naszą znajomosc.
      Parę m-cy pozniej zastałam męża Pe. w sytuacji mało dwuznacznej z jedna z
      kolezanek , i nie była to jego żona.
      Tym razem mnie roznosiło, ale milcZałam, bo mieli małe dziecko, a Przyjaciółka
      nie była w tym małżeństwie totalnie nieszcżęśliwa.
      Osobiscie to ja wolałabym na jej miejscu dowiedzieć się o tym co mój mąż
      wyprawia 'na boku', ale nie sposób przewidzieć reakcji drugiej osoby.
      Po 2 kolejnych latach Przyjaciółka rozwiodła sie z mężem, choc powodem nie były
      zdrady, a niedobranie się pary. Gdy tak ryczała po rozwodzie i ginęła w oczach,
      opowiedziałam jej o tym jak to jej ex zabawiał się na boku (o probie romansu ze
      mną przemilczałam).
      najpierw zezłościła sie na mnie, ze milczalam, ale po krotkiej chwili
      stwierdziła, ze jest mi wdzięczna, ze jej o tym nie powiedziałam.
      Może być przeciez i tak, ze romans prowadzony przez męża jest jednorazowym
      wyskokiem i facet opanuje się, a DOM i Rodzina pozostaną nietknięte...
      nigdy nic nie wiadomo, dlatego JESTEM NA NIE!


    • ginger_beer Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 18.07.03, 17:27
      Dobra rada na przyszłość. Jak ci się po raz kolejny trafi taki dylemat, to rzuć
      monetą. Tak będzie szybciej.
      Cokolwiek zrobisz, będzie to miało zarówno swoje dobre, jak i złe skutki, więc
      się nie trać czasu na rozmyślania. Podejmij decyzję i zapomnij o tym dylemacie.
    • kamfora Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 18.07.03, 22:20
      Wszystko zależy od tego, jakie łączą Was stosunki.
      Czy jest to tylko Twoja koleżanka - a on jest jej mężem, czy obydwoje
      są Twoimi bliskimi znajomymi(przyjaciółmi). Jeśli obydwoje Ci bliscy
      to też zależy, w jaki sposób dowiedziałaś się o onej zdradzie
      (mam nadzieję, że nie zdradził tej koleżanki z Tobą?;-)

      No, ale zasada jest taka, że im Ci są bliźsi obydwoje,
      tym bardziej w tej sytuacji musisz się liczyć z tym, że stracisz
      obydwoje przyjaciół, jakkolwiek postąpisz.

      Ja bym chyba poszła z tym mężem na jakieś piwo,
      albo co - i pogadała, tak normalnie,
      że jest mi głupio wobec koleżanki, ale w związku z tym, co wiem
      (jeśli wiem!) to nie wiem, jak postąpić i co on na to? :-)

      --
      :-))
      Ba.

      • lallka2 Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 18.07.03, 23:35
        uwazam, ze lepiej jej powiedziec (choc ja bym tego nie zrobila), niz ludzic
        kogos i mamic. ma zyc do konca zycia w blogiej nieswiadomosci?
        kamfora napisała:

        > Wszystko zależy od tego, jakie łączą Was stosunki.
        > Czy jest to tylko Twoja koleżanka - a on jest jej mężem, czy obydwoje
        > są Twoimi bliskimi znajomymi(przyjaciółmi). Jeśli obydwoje Ci bliscy
        > to też zależy, w jaki sposób dowiedziałaś się o onej zdradzie
        > (mam nadzieję, że nie zdradził tej koleżanki z Tobą?;-)
        >
        > No, ale zasada jest taka, że im Ci są bliźsi obydwoje,
        > tym bardziej w tej sytuacji musisz się liczyć z tym, że stracisz
        > obydwoje przyjaciół, jakkolwiek postąpisz.
        >
        > Ja bym chyba poszła z tym mężem na jakieś piwo,
        > albo co - i pogadała, tak normalnie,
        > że jest mi głupio wobec koleżanki, ale w związku z tym, co wiem
        > (jeśli wiem!) to nie wiem, jak postąpić i co on na to? :-)
        >
        > --
        > :-))
        > Ba.
        >
    • clariette Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 19.07.03, 10:04
      NIE POWIEDZIALABYM
    • Gość: madrilena ugrysc sie w jezor! puknac w czolo! IP: *.w81-248.abo.wanadoo.fr 19.07.03, 14:32
      Nancy napisała:

      Czy uwazacie ze powinno sie zawiadomic kolezanke, ktora zdradzil maz?

      Przeczytalam wszystkie opinie i jestem zaskoczona niektorymi wypowiedziami.
      Przede wszyskim co znaczy zdradzil ja maz? Poszedl z inna na kolacje, na
      dancing, czy do "lozka"?
      Jesli wchodzi w gre ta ostatnia odpowiedz, to rozumie, ze zdrada miala miejsce
      z 'owa' kolezanka! No bo w jaki inny sposob moge miec 100% pewnosci, ze doszlo
      do stosunku z 'jakastam' kochanka? To wszystko to tylko forma przypuszczen i
      wybujalej wyobrazni. Przeciez zeby 'zakablowac' mojej kumpeli, ze jej slubny
      ja zdradza musialabym przylapac go na goracym uczynku! Inna mozliwosc nie
      wchodzi w rachube. A ze ktos mi cos powiedzial na temat "prawdopodobienstwa"
      zdrady to po prostu machnelabym reka i rzekla "moje galy nie widzialy":-))

      Natomiast tym, ktorzy pospieszyliby z ta "radosna" ekskluzywna wiescia,
      top-sekret poufna wiadomoscia, scoop'em radzilabym na przyszlosc unikac meza
      kolezanki, bo moze sie okazac ze w przyplywie adrenaliny moze okazac sie
      bardzo brutalny, wrecz nachalny i swoje "trzy prawdy" wylozy nam dajmy na to,
      na srodku ulicy, sklepie czy innym miejscu, i opciachu mozna sobie narobic:-))

      Nalezy byc niebywale ostroznym w tak delikatnych sytuacjach! I stara, ale jara
      rada: ugrysc sie w jezyk zanim ploty zacznie sie roznosic!
      • Gość: Malwina Re: ugrysc sie w jezor! puknac w czolo! IP: *.d1.club-internet.fr 19.07.03, 14:54
        :-) oczywiscie !
        • Gość: Mala Nie... nie... i jeszcze raz nie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.03, 15:14
          Bo niby po co?

          Kolezanka pewnie i tak o tym wie... a ja nie - to sama sie
          dowie/domysli/wyczuje... albo zyc bedzie w blogiej nieswiadomosci.

    • Gość: Kaśka Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: 212.14.38.* 21.07.03, 13:51
      Osoby, które radzą, aby nic nie mówić kierują się niestety w większości
      przypadków czystym egoizmem - nie mówić, bo dostaniesz po dupie, wszyscy będą
      prezeciwko Tobie.
      Jeśli jest to Twoja przyjaciółka i jeśli jej mąż ma romans (nie jest to
      jednorazowy skok w bok) to jesteś zobowiązana jej o tym powiedzieć.
      Skoro o wszystkim wiesz, wnioskuję, że romans wszedł w fazę pół jawną - wszyscy
      o wszystkim wiedzą, poza żoną.
      Nie jest to miła sytuacja, ale czasem musimuy dokonać takich właśnie wyborów,
      tego już nie zmienisz. Przyjaźń, to także odpowiedzialność za drugiego
      człowieka, a nie tylko wspólne zakupy i wizyty u kosmetyczki.
      A przykład z życia wzięty - moja koleżanka w zeszłym roku, aby ratować związek,
      zrezygnowała z fanataystycznego 0,5 rocznego stypendium. Niedługo później
      okazało się, że wszyscy ich zanajomi widzieli, że ognisty romans trwał nadal -
      małżeństwo się rozpadło, niestety o kika miesięcy za późno.
      • Gość: Dropstar Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.solcon.nl 21.07.03, 16:51
        Nie wchodzi sie z kaloszami w czyjes zycie a poza tym niosacy takie wiadomosci
        staja sie wrogiem i zony i meza.Pozdrawiam
        • blabona Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 21.07.03, 20:26
          Gość portalu: Dropstar napisał(a):

          > Nie wchodzi sie z kaloszami w czyjes zycie a poza tym niosacy takie
          wiadomosci
          > staja sie wrogiem i zony i meza.Pozdrawiam

          Czyli-nie powiedziałbys, bo boisz sie,ze ktoś mógłby na Ciebie nakrzyczeć? :-)
          a co to znaczy,ze nie wchodzi się w czyjeś zycie kaloszami?-chodzi o to,że w
          swych "przyjaźniach" rozmawiacie tylko o przyjemnościach i głupotkach,ale tak
          naprawdę nie można liczyć na Ciebie w trudnej chwili.
          Umówić się na kawę i ciacho do kafejki-tak,
          powiedzieć przyjaciółce,że jej mąż ją zdradza-nie(bo a nóż mi się dostanie i
          nie pójdziemy juz razem na ciacho).
          Mam nadzieje,ze moi przyjaciele nie mają takiego podejścia.
      • Gość: Malwina Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: *.d1.club-internet.fr 21.07.03, 16:57
        do niczego nie jestem zobowiazana
        przyjazn to nie lancuch a ja nie pies
        co to za zasady z poradnika nauki szydelkowania z XIX wieku !
        • Gość: Kaśka Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? IP: 212.14.38.* 21.07.03, 18:36
          Macie rację - po co się wtracać, każdy ma prawo do prywatności - po co się
          wtrącać, jak pijany facet piętro wyżej katuje żonę - to jest ich sprawa
          rodzinna.
          Mam nadzieję, że moi przyjaciele nie są tak wyluzowani i nowocześni i kiedy
          dowiedzą się o tym, że mój mąż ma romans to mi o tym powiedzą i nawet, jeżeli w
          pierwszej chwili się wścieknę, to będę im za to dozgonnie wdzięczna. Bo po to
          się właśnie ma przyjaciół.
          • joanna_1 Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 21.07.03, 18:49
            O!, Moi znajomi tez wiedzą, że kiedykolwiek cos będzie się działo nie tak to
            mają do mnie walić jak w dym. Złego słowa ode mnie nie usłyszą. A patrzć na
            plucie i mówic , że to deszcz pada tez nie potrafię.
            • yagnieszka Kwestia przyjazni 21.07.03, 20:46
              Juz po raz kolejny pada tu argument zobowiazania jakim jest przyjazn. Osobiscie
              uwazam, ze przyjazn wymaga zarowno uczciwosci jak i wzajemnego szacunku
              pomiedzy przyjazniacymi sie osobami - nic mniej, nic wiecej. Jezeli mialaby
              miec miejsce sytuacja, w ktorej informujemy przyjaciolke, ze jej maz ja zdradza
              zakladamy z gory dwie rzeczy - ona o tym nie wie, ona o tym powinna wiedziec.
              Zachodzi jednak pytanie czy zalozenie, ze "ona o tym nie wie" nie jest
              kwestionowaniem jej wlasnej inteligencji i spostrzegawczosci? Czy nie jest
              traktowaniem jej jako osoby, ktora nie jest w stanie poczynic wlasnych
              obserwacji na temat swiata wokol niej? A dlaczegoz to ja akurat mialabym lepiej
              ten swiat postrzegac niz ona? Bardzo trudne do udowodnienia. No i druga
              kwestia - "ona powinna o tym wiedziec". Naprawde? A to niby dlaczego? Jezeli
              jej maz uzna, ze chce sie rozwiezc, to wlasna zone o tym poinformuje. Jezeli
              uzna, ze chce skonczyc romans na boku, to sprawa i tak bedzie zamknieta. Jezeli
              bedzie chcial dalej kontynuowac swoj romans, to to rowniez jest wylacznie jego
              sprawa i kobiet, ktorych bezposrednio to dotyczy. Nie moge zakladac, ze
              przyjaznie sie z osoba slepa, glucha i niedorozwinieta, ktora nie ma pojecia na
              jakim swiecie zyje. Jezeli ja chce byc traktowana powaznie, to tak tez musze
              traktowac powaznie swoich przyjaciol.
              A uczciwie rzecz biorac to i tak tylko o tych romansach sie wie, w ktorych sie
              samemu uczestniczy. W kwestii innych ludzi to trzebaby siedziec pod czyims
              lozkiem zeby miec jakakolwiek pewnosc a i wtedy mogloby sie zawsze okazac, ze
              oni tylko tak energicznie zmieniali posciel.
              Mowa jest srebrem ale milczenie zlotem!
              • Gość: madrilena Moja super kumpela!:-)) IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 21.07.03, 21:01
                Gość portalu: Kaśka napisał(a):

                > po co się wtrącać, jak pijany facet piętro wyżej katuje żonę - to jest ich
                sprawa rodzinna.

                w takim wypadku dzwonisz na policje i informujesz, ze w sasiedztwie kreca
                wlasnie kolejny odcinek <wojny domowej>!
                wniosek o pobicie moze wniesc TYLKO lana malzowinka. Sa takie, ktorym ten
                sport odpowiada dlatego trzymaja dziob na klodke i jak trusie siedza pod
                pantoflem zapijaczonego chlopa!

                > Mam nadzieję, że moi przyjaciele nie są tak wyluzowani i nowocześni i kiedy
                > dowiedzą się o tym, że mój mąż ma romans to mi o tym powiedzą i nawet,
                jeżeli w pierwszej chwili się wścieknę, to będę im za to dozgonnie wdzięczna.
                Bo po to się właśnie ma przyjaciół.

                No wlasnie! Koniecznie musza powiedziec, ze chlop mnie zdradza, bo ze mnie
                taka 'traba wolowa', 'cipowata kobita', ze sama nie zdalam sobie sprawy, ze sa
                symptomy rozpadu malzenskiego! Taka 'cudowna zonusie' jak mnie ta lachydra
                zdradza! I oczywiscie moja najlepsza kumpela ze swierzbiacym jezorem .. wbije
                pierwszy gwozdz do trumny malzenskiej. Bede ja pod niebiosa chwalila:-))
                Trzeba nadmienic, ze kumpela nie jest w ciemie bita stad przybiezy kiedy
                mojego nie bedzie w domu, w przeciwnym wypadku wylecialaby z podbitym limem
                (kolor sliwkowy jak na zamowienie);
                zeby wydukac te wiadomosc w obecnosci mojego kochliwego mezulka nie bedzie
                miala cywilnej odwagi. Bo moja najlepsza kumpela to super babka, w swoim
                kapowniku zrobila szczegolowy synopsis naszego rozkladu malzenskiego.
                Coz ja, glupia ges, zrobilabym bez mojej best kumpeli!:-))))))
                • blabona Re: Moja super kumpela!:-)) 21.07.03, 22:18
                  Gość portalu: madrilena napisał(a):

                  > Gość portalu: Kaśka napisał(a):
                  >
                  > > po co się wtrącać, jak pijany facet piętro wyżej katuje żonę - to jest ich
                  >
                  > sprawa rodzinna.
                  >
                  > w takim wypadku dzwonisz na policje i informujesz, ze w sasiedztwie kreca
                  > wlasnie kolejny odcinek <wojny domowej>!
                  > wniosek o pobicie moze wniesc TYLKO lana malzowinka. Sa takie, ktorym ten
                  > sport odpowiada dlatego trzymaja dziob na klodke i jak trusie siedza pod
                  > pantoflem zapijaczonego chlopa!
                  >
                  > > Mam nadzieję, że moi przyjaciele nie są tak wyluzowani i nowocześni i kied
                  > y
                  > > dowiedzą się o tym, że mój mąż ma romans to mi o tym powiedzą i nawet,
                  > jeżeli w pierwszej chwili się wścieknę, to będę im za to dozgonnie
                  wdzięczna.
                  > Bo po to się właśnie ma przyjaciół.
                  >
                  > No wlasnie! Koniecznie musza powiedziec, ze chlop mnie zdradza, bo ze mnie
                  > taka 'traba wolowa', 'cipowata kobita', ze sama nie zdalam sobie sprawy, ze
                  sa
                  > symptomy rozpadu malzenskiego! Taka 'cudowna zonusie' jak mnie ta lachydra
                  > zdradza! I oczywiscie moja najlepsza kumpela ze swierzbiacym jezorem ..
                  wbije
                  > pierwszy gwozdz do trumny malzenskiej. Bede ja pod niebiosa chwalila:-))
                  > Trzeba nadmienic, ze kumpela nie jest w ciemie bita stad przybiezy kiedy
                  > mojego nie bedzie w domu, w przeciwnym wypadku wylecialaby z podbitym limem
                  > (kolor sliwkowy jak na zamowienie);
                  > zeby wydukac te wiadomosc w obecnosci mojego kochliwego mezulka nie bedzie
                  > miala cywilnej odwagi. Bo moja najlepsza kumpela to super babka, w swoim
                  > kapowniku zrobila szczegolowy synopsis naszego rozkladu malzenskiego.
                  > Coz ja, glupia ges, zrobilabym bez mojej best kumpeli!:-))))))
                  *******
                  głupia ironia , głupie poglądy
                  • Gość: madrilena Re: Moja super kumpela!:-)) IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 21.07.03, 23:16
                    blabona napisała:

                    > głupia ironia , głupie poglądy

                    Jasne:-)) taka ironia ubodzie kazdego kapusia :-))

                    a teraz poprosze nastepnego "kabla" w kolejce do denuncjacji:-))
                    • Gość: jar Re: Moja super kumpela!:-)) IP: *.ppi-sa.com.pl 21.07.03, 23:19
                      hahaha... a ja bym od razu kumplowi wywalil jakby jego baba sie puszczala, i
                      nie wyobrazam sobie zeby on mi tez nie powiedzial jakby moja byla taka
                      zdolna...;)

                      > Jasne:-)) taka ironia ubodzie kazdego kapusia :-))
                      >
                      > a teraz poprosze nastepnego "kabla" w kolejce do denuncjacji:-))
                      • Gość: madrilena Re: Moja super kumpela!:-)) IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 21.07.03, 23:26
                        Gość portalu: jar napisał(a):

                        > hahaha... a ja bym od razu kumplowi wywalil jakby jego baba sie puszczala, i
                        > nie wyobrazam sobie zeby on mi tez nie powiedzial jakby moja byla taka
                        > zdolna...;)
                        >

                        no to w takim punkcie jak jestescie dlaczego nie urzadzic sex-party?
                        wesolo, bez pruderii. troche pikanterii w zyciu nie zaszkodzi:-))

                        choc raz klarowna sytuacja - judasza nie bedzie:-))
                        • Gość: jar Re: Moja super kumpela!:-)) IP: *.ppi-sa.com.pl 21.07.03, 23:29
                          oj..nic nie zrozumialas...to by bylo gdyby;) a ty od razu do sexparty
                          przechodzisz;(

                          > no to w takim punkcie jak jestescie dlaczego nie urzadzic sex-party?
                          > wesolo, bez pruderii. troche pikanterii w zyciu nie zaszkodzi:-))
                          >
                          > choc raz klarowna sytuacja - judasza nie bedzie:-))
                          • Gość: madrilena Re: Moja super kumpela!:-)) IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 21.07.03, 23:53
                            Gość portalu: jar napisał(a):

                            > oj..nic nie zrozumialas...

                            no a jakzesz:-)) to taki fikolek zeby pogadac, o..... jakmutam..... tabu
                            sexie:-))


                            >to by bylo gdyby;) a ty od razu do sexparty przechodzisz;(

                            a gdyby, dajmy na to, okolicznosci i sytuacja byly ku temu sprzyjajace, czyz
                            nie warto zgrzeszyc ..... inaczej? :-))

                            mam dziwne przeczucie, ze "esdeef" podziekuje mi za udzial w programie i na
                            romantice wyprosi ?:-))
                    • blabona Re: Moja super kumpela!:-)) 21.07.03, 23:29
                      Gość portalu: madrilena napisał(a):

                      > blabona napisała:
                      >
                      > > głupia ironia , głupie poglądy
                      >
                      > Jasne:-)) taka ironia ubodzie kazdego kapusia :-))
                      >
                      > a teraz poprosze nastepnego "kabla" w kolejce do denuncjacji:-))
                      ***
                      "kabel" zgłasza sie.
                      W przypadku tej jakze interesującej dyskusji wypadałoby chyba zdefiniować
                      pojęcie przyjaźni-co kto przez to rozumie:-) wtedy byłoby mniej nieporozumień
                      (chociażby w tej kwestii).
                      Jak wyzej pisałam koleżance,czy zwykłej znajomej bym tego nie powiedziała;ale
                      przyjaźń to co innego.Nie powiedziałąbym jej tego w tak głupawy i ordynarny
                      sposób jak to tu niektórzy sugerują(że uswiadomię jej jaką jest idiotką,ze
                      tego nie widzi itp.).NIe wpadłabym tez do niej-krzycząc od progu:słuchaj,a
                      Twój stary cię...:-)
                      to bzdury:-)
                      Powiedziałabym jej,że wiem(jeżeli wiem) o czymś przykrym,ale uważam,ze powinna
                      się tego dowiedzieć.Jeżeli się na mnie obrazi(?-głupi argument)to jej wola; co
                      zrobi z moją informacją-też jej decyzja,ja jej niczego nie sugeruje,ani nie
                      potępie zadnej decyzji.
                      Ale przyjaźń (dla mnie) wymaga lojalności i szczerości.Nie powiem
                      przyjaciółce,ze łądnie wygląda w sukience,która na niej wisi jak szmata:-),nie
                      powiem jej też ,ze jej mąż jest uczciwy wobec niej-jeżeli tak nie jest.
                      Takie "argumenty" ze nie wchodzi się w czyjeś zycie w kaloszach(?),czy,że ja
                      oberwę i od niej i od niego-to czysta demagogia.
                      • Gość: Dropstar Re: Moja super kumpela!:-))-odpowiedz IP: *.solcon.nl 21.07.03, 23:43
                        A nie przychodzi Ci na mysl,ze moze Twoja przyjaciolka nie chce wiedziec?
                        Moze bierze na tak zwane "przetrzymanie"?
                        A poza tym uczono mnie,ze nie wolno RANIC CZYJICHS/co to za dziwaczne
                        slowo,jak sie je pisze/ UCZUC????
                        O kiecce to mozna powiedziec,ale tez jakos oglednie np."wole Ciebie w innym
                        kolorze".By jej nie robic przykrosci.
                        A gdyby maz katowal moja sasiadke wezwalabym policje..etc
                        Pozdrawiam
                      • zuzka111 Re: Moja super kumpela!:-)) 21.07.03, 23:43
                        pomyśl tylko, że czasem Twoje poglądy, to co zauważasz, nie musi być
                        równoznaczne z tym, co postrzega reszta, ogół.
                        Może niepotrzebnie ranisz innych swoją "prawdą"??
                        jeśli przyjaciółka kupiła sukienkę o ktorej myślała długo a ty wywalisz
                        swoją "prawdę" że na niej "wisi"... to zranisz ją bardzo. a na dodatek, to co
                        widzisz jest bardzo subiektywne. Nie jestes wyrocznią, nie tworzysz wizerunku
                        wszechświata wokół siebie.:)
                        To samo ze zdradą... bo to może być jakiś nieważny incydent o którym mąż
                        koleżanki zapomni po 2 dniach... będzie żałował i nie popełni więcej zdrad...
                        Po co ranić? Po co rozbijać związek kochających się zapewne ludzi. Chemia...
                        czasem po prostu jest nieubłagana.
                        • Gość: jar Re: Moja super kumpela!:-)) IP: *.ppi-sa.com.pl 21.07.03, 23:52
                          a jednak wolalbym wiedzie, iedy baba mnie zdradza i wolalbym to uslyszec od
                          osoby ktorej ufam...oo..co innego gdybym to ja zdradzal, i ta niedobra
                          przyjaciolka zony by jej to wyjawila...a ja bym tylko naprawde mial krotki
                          romansik... no nie, to nie byloby w porzadku!....;) .. ale rozumiem tez ludzi,
                          ktorzy wola udawac, ze jakos to sie ulozy.


                          > To samo ze zdradą... bo to może być jakiś nieważny incydent o którym mąż
                          > koleżanki zapomni po 2 dniach... będzie żałował i nie popełni więcej zdrad...
                          > Po co ranić? Po co rozbijać związek kochających się zapewne ludzi. Chemia...
                          > czasem po prostu jest nieubłagana.
                          • zuzka111 Re: Moja super kumpela!:-)) 21.07.03, 23:59
                            > a jednak wolalbym wiedzie, iedy baba mnie zdradza i wolalbym to uslyszec od
                            > osoby ktorej ufam...oo..co innego gdybym to ja zdradzal, i ta niedobra
                            > przyjaciolka zony by jej to wyjawila...a ja bym tylko naprawde mial krotki
                            > romansik... no nie, to nie byloby w porzadku!....;) .. ale rozumiem tez
                            ludzi, ktorzy wola udawac, ze jakos to sie ulozy.

                            To nie tak, gdy nie wiesz i z dużym prawdopodobieństwem nigdy się nie dowiesz
                            po co ci to cierpienie? utrata zaufania - na miesiące, lata może, albo
                            rozstanie i trzaskanie drzwiami?
                            Po co?
                            To się zwykle nie układa, wisi w pamięci, boli...
                            Wątpię, że chciałbyś wiedzieć :) Przecież ufasz żonie..
                            A może to nie zdrada? może to układ? Może mają taki "swobodny " związek?
                            • Gość: jar Re: Moja super kumpela!:-)) IP: 195.136.33.* 22.07.03, 07:44
                              nej nej.... jezeli sie nie dowiem, to nie ma tego tematu, jednak kiedy jestem z
                              kims dla kogo sie staram to nie mam zamiaru byc oszukiwany, ja staram sie
                              uczciwie zachowywac to i tego wymagam od osoby z ktora jestem... chce sie
                              bzykac po katach a ze mna mieszkac? a fora mi w zdomu....cwaniara cholerna ;)

                              no jasne, ze moze oni maja taki swobodny zwiazek, ja mowie jak ja bym wolal;)
                        • blabona Re: Moja super kumpela!:-)) 21.07.03, 23:54
                          zuzka111 napisała:

                          > pomyśl tylko, że czasem Twoje poglądy, to co zauważasz, nie musi być
                          > równoznaczne z tym, co postrzega reszta, ogół.
                          > Może niepotrzebnie ranisz innych swoją "prawdą"??
                          > jeśli przyjaciółka kupiła sukienkę o ktorej myślała długo a ty wywalisz
                          > swoją "prawdę" że na niej "wisi"... to zranisz ją bardzo. a na dodatek, to
                          co
                          > widzisz jest bardzo subiektywne. Nie jestes wyrocznią, nie tworzysz
                          wizerunku
                          > wszechświata wokół siebie.:)
                          > To samo ze zdradą... bo to może być jakiś nieważny incydent o którym mąż
                          > koleżanki zapomni po 2 dniach... będzie żałował i nie popełni więcej zdrad...
                          > Po co ranić? Po co rozbijać związek kochających się zapewne ludzi. Chemia...
                          > czasem po prostu jest nieubłagana.
                          *
                          Jezu...ręce opadają.
                          Z tą sukienką to był taki sobie przykład-ale Ty chyba nie powiesz komuś jak
                          sie ciebie pyta-czy łądnie wyglada,że wygląda super(dlatego żeby nie zranić
                          jego uczuc..-he he)kiedy wiesz,ze wybiera sie na przyjęcie a sukienka zbyt
                          obcisłą przy odstajacym brzuszku.To nie jest krytyka-tylko traktowanie kogoś
                          serio nawet w tak prozaicznych przykłądach.
                          To jedno:-)
                          A wogle obserwując tą dyskusję i oględnie tez i życie,widzę,ze faceci są wobec
                          siebie bardziej lojalni.Wolą znać prawde-chociażby tą złą(kto powiedział,ze
                          życie jest bajką?).To kobiety krzyczą o "kablach" ,o tym,ze może to tylko
                          jednorazowy skok-w bok? i inne tego typu bzdury(sorry)
                          • zuzka111 Re: Moja super kumpela!:-)) 22.07.03, 00:05
                            > Jezu...ręce opadają.

                            Pamiętaj... nie masz wyłączności na prawdę :-), Twoje poglądy nie są ważne...

                            > Z tą sukienką to był taki sobie przykład-ale Ty chyba nie powiesz komuś jak
                            > sie ciebie pyta-czy łądnie wyglada,że wygląda super(dlatego żeby nie zranić
                            > jego uczuc..-he he)kiedy wiesz,ze wybiera sie na przyjęcie a sukienka zbyt
                            > obcisłą przy odstajacym brzuszku.To nie jest krytyka-tylko traktowanie kogoś
                            > serio nawet w tak prozaicznych przykłądach.

                            Jeśli ona się w niej dobrze czuje i jej się podoba - to jakie mam prawo
                            odzierać ją ze złudzeń??????

                            > To jedno:-)

                            O - jaki ton :-))) nauczycielka??

                            > A wogle obserwując tą dyskusję i oględnie tez i życie,widzę,ze faceci są
                            wobec
                            > siebie bardziej lojalni.Wolą znać prawde-chociażby tą złą(kto powiedział,ze
                            > życie jest bajką?).To kobiety krzyczą o "kablach" ,o tym,ze może to tylko
                            > jednorazowy skok-w bok? i inne tego typu bzdury(sorry)

                            Prawda jest bardzo względna :) i tak naprawdę czasem lepiej jej nie znać.
                            Ja to bardzo dobrze wiem :)
                            A Ty się jeszcze dowiesz...
                            ;-)
                            • Gość: jar Re: Moja super kumpela!:-)) IP: 195.136.33.* 22.07.03, 07:48
                              > Jeśli ona się w niej dobrze czuje i jej się podoba - to jakie mam prawo
                              > odzierać ją ze złudzeń??????

                              a takie, ze kiedy idzie na spotkanie na ktorym jej zalezy i nagle ktos zyczliwy
                              jej powie prawde, bo ma taki akurtat styl bycia, i nagle ona zobaczy, ze
                              faktycznie nie jest zbyt ok, to wtedy traci do ciebie zaufanie, ktore bylo
                              podstawa dobrej przyjazni... dobra znajomosc to nie tylko usmiechanie sie do
                              siebie i slodzenie sobie na kazdym kroku

                              • zuzka111 Re: Moja super kumpela!:-)) 22.07.03, 08:37
                                > jej powie prawde, bo ma taki akurtat styl bycia, i nagle ona zobaczy, ze
                                > faktycznie nie jest zbyt ok, to wtedy traci do ciebie zaufanie, ktore bylo
                                > podstawa dobrej przyjazni... dobra znajomosc to nie tylko usmiechanie sie do
                                > siebie i slodzenie sobie na kazdym kroku

                                Prawda jest względna...:)
                                chodziło mi o to, że to jak odbieramy kogoś jest bardzo subiektywne, że naszą
                                sprawą jest to, czy coś nam się podoba czy nie, każdy ma swój gust. Dlaczego
                                wywierać presję na czyjś wygląd, ubiór?
                                A może osoba która zwraca uwagę na opiętą sukienke to anorektyczka i do tego
                                bezguście totalne? a może nawiedzona artystka? co wtedy?
                                A dziewczyna która dokonała wyboru, zapłaciła za to, ubrała się i cieszy się z
                                tego - zostanie zraniona...:)
                                Nim się wywali tzw. "prawdę" trzeba się parę razy zastanowić.

                                A co do zdrady - dowiadujesz się od przyjaciela - no i co wtedy???

                                • Gość: jar Re: Moja super kumpela!:-)) IP: 195.136.33.* 22.07.03, 08:45
                                  odbieramy subiektywnie, jasne, tylko, ze przyjazn nie powstaje ot tak, pstryk i
                                  jest, potrzeba wspolnych przezyc aby nabrac zaufania, mowienie takiej osobie
                                  prawdy, takiej jak my ja widzimy, jest oznaka zaufania a nie checi zrobienia
                                  przykrosci..jezeli taka osoba sie obraza tzn, ze nie ma tutaj zaufania tylko
                                  podejrzliwosc o maly prztyczek..

                                  dowiaduje sie od przyjaciela o zdradzie, i co wtedy...
                                  1. rozmowa z kobieta
                                  2. jezeli nam obojgu jeszcze zalezy- to staramy sie poprawic zwiazek, ktry
                                  najwidoczniej ma trudny okres
                                  3. jezeli ona nie chce porawy zwiazku- to czesc mala
                                  4. jezeli nie zalezy mi juz na niej tak bardzo, a teraz do mnie to dotarlo
                                  jakby silniej- czesc mala


                                  > Prawda jest względna...:)
                                  > chodziło mi o to, że to jak odbieramy kogoś jest bardzo subiektywne, że naszą
                                  > sprawą jest to, czy coś nam się podoba czy nie, każdy ma swój gust. Dlaczego
                                  > wywierać presję na czyjś wygląd, ubiór?
                                  > A może osoba która zwraca uwagę na opiętą sukienke to anorektyczka i do tego
                                  > bezguście totalne? a może nawiedzona artystka? co wtedy?
                                  > A dziewczyna która dokonała wyboru, zapłaciła za to, ubrała się i cieszy się
                                  z
                                  > tego - zostanie zraniona...:)
                                  > Nim się wywali tzw. "prawdę" trzeba się parę razy zastanowić.
                                  >
                                  > A co do zdrady - dowiadujesz się od przyjaciela - no i co wtedy???
                                  >
                                  • zuzka111 Re: Moja super kumpela!:-)) 22.07.03, 09:28
                                    > odbieramy subiektywnie, jasne, tylko, ze przyjazn nie powstaje ot tak, pstryk
                                    i jest, potrzeba wspolnych przezyc aby nabrac zaufania, mowienie takiej osobie
                                    > prawdy, takiej jak my ja widzimy, jest oznaka zaufania a nie checi zrobienia
                                    > przykrosci..jezeli taka osoba sie obraza tzn, ze nie ma tutaj zaufania tylko
                                    > podejrzliwosc o maly prztyczek..

                                    ale to jest TWOJA prawda :) - a w tym wypadku na dodatek chodzi o koleżankę.
                                    i nie chodzi o to, że ona się obrazi - chodzi o to, że się ją takim
                                    stwierdzeniem skrzywdzi. wszystko zależy od formy, od sugestii, od wyważenia
                                    wypowiedzi.

                                    > dowiaduje sie od przyjaciela o zdradzie, i co wtedy...
                                    > 1. rozmowa z kobieta
                                    > 2. jezeli nam obojgu jeszcze zalezy- to staramy sie poprawic zwiazek, ktry
                                    > najwidoczniej ma trudny okres
                                    > 3. jezeli ona nie chce porawy zwiazku- to czesc mala
                                    > 4. jezeli nie zalezy mi juz na niej tak bardzo, a teraz do mnie to dotarlo
                                    > jakby silniej- czesc mala

                                    proste i zwięzłe :) 4 kategoryczne rozwiązania :) a gdy macie dzieci?
                                    a gdy wam zależy i "poprawiacie" związek - wiesz.. przy byle okazji to wyjdzie,
                                    w złości, przy pretensjach, wypomnisz...:)

                                    Lepiej nie wiedzieć:) Po co ci ta wiedza - zwłaszcza gdy kochasz?
                                    Prawdopodobnie nigdy na powrót nie zaufasz.
                                    A gdy nie kochasz? to i tak odejdziesz bo kogoś do kochania znajdziesz.

                                    A co w tym wypadku jest zdradą? Gdy ci się żona jak to nazywasz "bzyknie" na
                                    boku - ale żałuje, obiecuje, że nigdy... a Ty ją kochasz tak, że nie wyobrażasz
                                    sobie istnienia bez niej? czy to bzyknięcie ma znaczenie?
                                    • Gość: jar Re: Moja super kumpela!:-)) IP: 195.136.33.* 22.07.03, 10:15
                                      > ale to jest TWOJA prawda :)

                                      ech... a ja sadzilem, ze to uniwersalne przykazania z kosmosu...chlip;(

                                      > - a w tym wypadku na dodatek chodzi o koleżankę.

                                      no ok, jak koleznka to niech sie odwali, ja zrozumialem, ze to przyjaciolki:)

                                      > i nie chodzi o to, że ona się obrazi - chodzi o to, że się ją takim
                                      > stwierdzeniem skrzywdzi.

                                      sa ludzie co wola zyc nie wiedzac co sie dzieje obok nich...

                                      > wszystko zależy od formy, od sugestii, od wyważenia
                                      > wypowiedzi.

                                      noz toz jasne przeca:)


                                      > proste i zwięzłe :) 4 kategoryczne rozwiązania :) a gdy macie dzieci?
                                      > a gdy wam zależy i "poprawiacie" związek - wiesz.. przy byle okazji to
                                      wyjdzie, w złości, przy pretensjach, wypomnisz...:)

                                      to tylko ogolne stwierdzenia, reszta komplikacji z tego wynikajaca jest czesto
                                      nie do przewidzenia, moze tak moze nie.. tez nie wiesz;)

                                      > Lepiej nie wiedzieć:) Po co ci ta wiedza - zwłaszcza gdy kochasz?

                                      lepiej wiedziec, no chyba ze lubisz miec zaufanie niczym nie ograniczone do
                                      kogos kto cie oszukuje..masz do tego prawo :)


                                      > A gdy nie kochasz? to i tak odejdziesz bo kogoś do kochania znajdziesz.
                                      > A co w tym wypadku jest zdradą? Gdy ci się żona jak to nazywasz "bzyknie" na
                                      > boku - ale żałuje, obiecuje, że nigdy... a Ty ją kochasz tak, że nie
                                      > wyobrażasz sobie istnienia bez niej? czy to bzyknięcie ma znaczenie?

                                      jasne ze ma, ludzie sie ucza, ludzie popelniaja bledy,.. ty bys chciala chyba
                                      odpowiedz na tak lub na nie... nie ma tak...;)
                                      • zuzka111 Re: Moja super kumpela!:-)) 22.07.03, 10:36
                                        > sa ludzie co wola zyc nie wiedzac co sie dzieje obok nich...

                                        ależ nie :) chodzi mi o to, ze każdy ma swoją wizję świata, otoczenia, swoje
                                        marzenia i wyobrażenia siebie. Wiedzą co się dzieje wokoło, ale na swój sposób.


                                        > lepiej wiedziec, no chyba ze lubisz miec zaufanie niczym nie ograniczone do
                                        > kogos kto cie oszukuje..masz do tego prawo :)

                                        Ja bym chciała mieć zaufanie do wszystkich i nigdy się nie zawieść :)
                                        By ludzie się kochali i uśmiechali do siebie :)


                                        > > A gdy nie kochasz? to i tak odejdziesz bo kogoś do kochania znajdziesz.
                                        > > A co w tym wypadku jest zdradą? Gdy ci się żona jak to nazywasz "bzyknie"
                                        > na
                                        > > boku - ale żałuje, obiecuje, że nigdy... a Ty ją kochasz tak, że nie
                                        > > wyobrażasz sobie istnienia bez niej? czy to bzyknięcie ma znaczenie?
                                        >
                                        > jasne ze ma, ludzie sie ucza, ludzie popelniaja bledy,.. ty bys chciala chyba
                                        > odpowiedz na tak lub na nie... nie ma tak...;)

                                        niee, bo widzisz to ma znaczenie w jednej krótkiej chwili, dla zaspoojenia
                                        ciekawości, ale gdy się na to spojrzy szerzej, z perspektywy, odcinając żal, to
                                        takie zdarzenie jest nieważne, bo może spowodować, że ktoś, kto jest częścią
                                        Ciebie odejdzie, a Ty nie będziesz umiał żyć i nawet wspomnienia miłe nie
                                        zostaną. :)
                                        • Gość: jar Re: Moja super kumpela!:-)) IP: 195.136.33.* 22.07.03, 10:43
                                          > ależ nie :) chodzi mi o to, ze każdy ma swoją wizję świata, otoczenia, swoje
                                          > marzenia i wyobrażenia siebie. Wiedzą co się dzieje wokoło, ale na swój
                                          sposób.

                                          ok..maja potrzebe falszowania tego co widza aby nie bylo im zbyt ciezko


                                          > niee, bo widzisz to ma znaczenie w jednej krótkiej chwili, dla zaspoojenia
                                          > ciekawości, ale gdy się na to spojrzy szerzej, z perspektywy, odcinając żal,
                                          > to
                                          >
                                          > takie zdarzenie jest nieważne, bo może spowodować, że ktoś, kto jest częścią
                                          > Ciebie odejdzie, a Ty nie będziesz umiał żyć i nawet wspomnienia miłe nie
                                          > zostaną. :)


                                          ma znaczenie poniewaz to swiadczy o tym, ze nie ma w zwiazku tego co byc
                                          powinno, skoro ktos szuka, chociazby, krotkiego seksu, nie mowiac o czulosci
                                          czy zrozumieniu, u innej osoby..., to ze ktos jest czescia mojej osoby, tutaj
                                          nie znaczy ze ja jestem jej czescia..;)..jezeli jest czescia mojej osoby, a
                                          oszukuje mnie dajac dupy na boku, tzn, ze jedynie jest moim wyobrazeniem, a nie
                                          osoba z ktora chcialbym byc...
                                          • zuzka111 Re: Moja super kumpela!:-)) 22.07.03, 12:05

                                            > ok..maja potrzebe falszowania tego co widza aby nie bylo im zbyt ciezko

                                            nie, mają inną konstrukcję - różni są przecież ludzie :-).
                                            Nie fałszują - widzą inaczej świat, mają inne potrzeby.
                                            jedni lubią dawać, a inni brać, a jeszcze inni grać w szachy :-)

                                            > ma znaczenie poniewaz to swiadczy o tym, ze nie ma w zwiazku tego co byc
                                            > powinno, skoro ktos szuka, chociazby, krotkiego seksu, nie mowiac o czulosci
                                            > czy zrozumieniu, u innej osoby..., to ze ktos jest czescia mojej osoby,
                                            tutaj nie znaczy ze ja jestem jej czescia..;)..jezeli jest czescia mojej
                                            osoby, a oszukuje mnie dajac dupy na boku, tzn, ze jedynie jest moim
                                            wyobrazeniem, a nie > osoba z ktora chcialbym byc...

                                            :) pokochaj tak, by każda komórka Twojego ciała chciała być z nią...
                                            Ty chciej być częścią jej :-) i uwierz mi, wybaczysz wszystko...:)
                                            bo gdy się kogoś kocha, to się wybacza :-)

                                            wyobrażenie, czy nie, dawanie dupy na boku, czy na wznak, nie ma znaczenia, nie
                                            powinno się mówić.

                                            I jeszcze jedno - gdy uczucie JEST.. to takie podpowiedzi zwykle nie docierają,
                                            w nie sie po prostu nie wierzy :)
                                            • Gość: jar Re: Moja super kumpela!:-)) IP: 195.136.33.* 22.07.03, 12:26
                                              > > ok..maja potrzebe falszowania tego co widza aby nie bylo im zbyt ciezko
                                              >
                                              > nie, mają inną konstrukcję - różni są przecież ludzie :-).
                                              > Nie fałszują - widzą inaczej świat, mają inne potrzeby.
                                              > jedni lubią dawać, a inni brać, a jeszcze inni grać w szachy :-)

                                              ale nazwanie widzenia swiata w nieprawdziwych barwach-inną konstrukcja, nie
                                              zmienia faktu, ze wystepuje tutaj element samooszukiwania sie:)


                                              > :) pokochaj tak, by każda komórka Twojego ciała chciała być z nią...
                                              > Ty chciej być częścią jej :-) i uwierz mi, wybaczysz wszystko...:)

                                              alez ja juz ci wierze....achhhh...;)


                                              > bo gdy się kogoś kocha, to się wybacza :-)


                                              no jasne, ze tak, tylko, ze nie zawsze ta milosc jest az tak silna aby
                                              wybaczyc, kiedy zna sie prawde;)


                                              > wyobrażenie, czy nie, dawanie dupy na boku, czy na wznak, nie ma znaczenia,
                                              > nie powinno się mówić.

                                              moze inaczej.... skoro juz tak bardzo lubisz mowic o tych roznicach w ludziach,
                                              uwazam ze ci ktorzy chca wiedziec (niezaleznie od tego jakby sie zachowali) o
                                              tym czy sa puszczani kantem, powinni to wiedziec.... a reszta niech nie
                                              wie, .. zreszta tez mi przyjemnosc jakby maz znajomej wiedzial jaka to
                                              niegrzeczna dziewczynka z jego zony... no jest tu troche prawdy:)))

                                              > I jeszcze jedno - gdy uczucie JEST.. to takie podpowiedzi zwykle nie
                                              docierają, w nie sie po prostu nie wierzy :)

                                              hihihi.... ale czy to cos zmienia co do faktu dania ciala? ;)
                                              • zuzka111 Re: Moja super kumpela!:-)) 22.07.03, 17:03
                                                > ale nazwanie widzenia swiata w nieprawdziwych barwach-inną konstrukcja, nie
                                                > zmienia faktu, ze wystepuje tutaj element samooszukiwania sie:)

                                                fajnie się .. jak to nazwać.. przekomarzasz? :-)
                                                nikt nie może być do końca pewnym w jakich barwach widzi świat :), co jest
                                                prawdą, a co tylko jej pozorem.
                                                Czasem chodzisz po plaży i spotykasz na niej smoki, ale po chwili okazuje się,
                                                że to tylko sen.. budzisz się i leżysz w namiocie, chcesz sięgnąć po latarkę,
                                                wychylasz się, wychylasz i lądujesz na podłodze w swoim pokoju... :-)
                                                Tak też może być z koleżanką i opiętą sukienką - pójdzie w niej na przyjęcie ku
                                                przerażeniu Blabony, a tam ludzie, którzy ją lubią taką jaka jest nawet nie
                                                zauważą tego, zaczną dowcipkować i się bawić razem z nią - bez przyglądania się
                                                i oceniania...


                                                > > :) pokochaj tak, by każda komórka Twojego ciała chciała być z nią...
                                                > > Ty chciej być częścią jej :-) i uwierz mi, wybaczysz wszystko...:)
                                                >
                                                > alez ja juz ci wierze....achhhh...;)

                                                :) wiara cuda podobno czyni


                                                > no jasne, ze tak, tylko, ze nie zawsze ta milosc jest az tak silna aby
                                                > wybaczyc, kiedy zna sie prawde;)

                                                więc po co ...... kusić los????? gdy nie znasz tej "prawdy" nie musisz
                                                wybaczać.. Przeskakujemy ten fragmencik na skali czasu z wybaczaniem.

                                                > moze inaczej.... skoro juz tak bardzo lubisz mowic o tych roznicach w
                                                ludziach, uwazam ze ci ktorzy chca wiedziec (niezaleznie od tego jakby sie
                                                zachowali) o tym czy sa puszczani kantem, powinni to wiedziec.... a reszta
                                                niech nie wie, .. zreszta tez mi przyjemnosc jakby maz znajomej wiedzial jaka
                                                to niegrzeczna dziewczynka z jego zony... no jest tu troche prawdy:)))

                                                Ale..... Ty dopiero po poznaniu "prawdy" stwierdzisz.. po co ja chciałem
                                                wiedzieć.. :) Ciekawość to silne pragnienie, ale czasem nie warto go zaspokajać.
                                                Zwłaszcza, że czasem chodzi tylko przecież o to ciało :-)... i na dodatek przez
                                                chwilę..
                                                • Gość: jar Re: Moja super kumpela!:-)) IP: *.ppi-sa.com.pl 22.07.03, 18:38
                                                  > Tak też może być z koleżanką i opiętą sukienką - pójdzie w niej na przyjęcie
                                                  ku przerażeniu Blabony, a tam ludzie, którzy ją lubią taką jaka jest nawet nie
                                                  > zauważą tego, zaczną dowcipkować i się bawić razem z nią - bez przyglądania
                                                  się i oceniania...

                                                  hehehe... no, jezeli bedzie chodzila na spotkania tylko tam gdzie wszyscy ja
                                                  lubia i nie oceniaja..hmm..tak..to moze sie udac:)

                                                  > :) wiara cuda podobno czyni

                                                  ostatnio bardzo wierzylem, ze w totka nie wygram..i co? i stal sie cud!!!.. na
                                                  moich oczach, chociaz z bolem w sercu nie wiem czemu:(


                                                  > Ale..... Ty dopiero po poznaniu "prawdy" stwierdzisz.. po co ja chciałem
                                                  > wiedzieć.. :) Ciekawość to silne pragnienie, ale czasem nie warto go
                                                  zaspokajać

                                                  lepiej wiedziec niz nie wiedziec.... wiedza rozwija a niewiedza..eee...
                                                  uspokaja? :))

                                                  > Zwłaszcza, że czasem chodzi tylko przecież o to ciało :-)... i na dodatek
                                                  przez chwilę..


                                                  "tylko cialo" hehehe... aaa... o dusze tez oczywiiiscie:)

                                                  • zuzka111 Re: Moja super kumpela!:-)) 22.07.03, 20:12
                                                    > lepiej wiedziec niz nie wiedziec.... wiedza rozwija a niewiedza..eee...
                                                    > uspokaja? :))

                                                    :-) niewiedza źródłem szczęścia codziennego :-))

                                                    > > Zwłaszcza, że czasem chodzi tylko przecież o to ciało :-)... i na dodatek
                                                    > przez chwilę..
                                                    >
                                                    >
                                                    > "tylko cialo" hehehe... aaa... o dusze tez oczywiiiscie:)

                                                    :) oczywiście.
                                                    oczywiste jest, że nikt nie chce być zdradzony, stracić zaufania i cierpieć.
                                                    Każdy chciałby być świadomy, wiedzieć, ze to zaufanie, którym obdarza inną
                                                    osobę nie zostanie zawiedzione. Często jednak bywa inaczej. I nie tylko przez
                                                    tzw. zdradę, ja tylko uważam, że opowiadając koleżance o tym co się widziało
                                                    można nadinterpretować fakty, można widzieć inną sytuację niż ta, która była
                                                    faktem. Można kogoś oczernić - a odwrotu nie będzie.
                                                    Tyle.
              • kamfora Re: Kwestia przyjazni 21.07.03, 22:45
                yagnieszka napisała:

                > Zachodzi jednak pytanie czy zalozenie, ze "ona o tym nie wie" nie jest
                > kwestionowaniem jej wlasnej inteligencji i spostrzegawczosci? Czy nie jest
                > traktowaniem jej jako osoby, ktora nie jest w stanie poczynic wlasnych
                > obserwacji na temat swiata wokol niej? A dlaczegoz to ja akurat mialabym
                lepiej ten swiat postrzegac niz ona? Bardzo trudne do udowodnienia.

                Twoja argumentacja trafia mi do przekonania :-)

                Ale w dalszym ciągu uważam, że wobec problemu zdrady w małżeństwie przyjaciól
                nie powinno się pozostawać obojętnym. I w dalszym ciągu jestem za rozmową
                ze zdradzającym mężem.
    • Gość: madrilena odwrocimy kota ogonem:) IP: *.w81-248.abo.wanadoo.fr 22.07.03, 00:36
      zalozmy teraz calkiem odmienny scenariusz. Otoz ta moja psiapsiula, super
      kumpela zdradzila mi w wielkim sekrecie, ze ma..... ROMANS! Tak! Spotyka sie z
      kimstam, jest cala w skowronkach, zycie jest piekne, oczywiscie mezus nic a
      nic o tym nie wie!
      I coz ja mam zrobic w takiej sytuacji? Leciec i 'wylozyc kawe na lawe',
      powiedziec jej slubnemu, ze rogi mu luba przyprawia? No przeciez nie jest zly
      facio. Goscimy sie, %% chlamy razem, mieniny, urodziny Sylwester razem, wypady
      za miasto tez. A tutaj taka nowina?!
      No wiec jak szanowi panstwo sie zapatruja? Kablowac czy dac sobie na
      powstrzymanie? Oto jest pytanie!
      • Gość: jar Re: odwrocimy kota ogonem:) IP: 195.136.33.* 22.07.03, 07:56
        jezeli psiapsiula to superkumpela- to nic nie mowic, tylko dawac alibii jakby
        co:))


        > zalozmy teraz calkiem odmienny scenariusz. Otoz ta moja psiapsiula, super
        > kumpela zdradzila mi w wielkim sekrecie, ze ma..... ROMANS! Tak! Spotyka sie
        z
        > kimstam, jest cala w skowronkach, zycie jest piekne, oczywiscie mezus nic a
        > nic o tym nie wie!
        > I coz ja mam zrobic w takiej sytuacji? Leciec i 'wylozyc kawe na lawe',
        > powiedziec jej slubnemu, ze rogi mu luba przyprawia? No przeciez nie jest zly
        > facio. Goscimy sie, %% chlamy razem, mieniny, urodziny Sylwester razem,
        wypady
        > za miasto tez. A tutaj taka nowina?!
        > No wiec jak szanowi panstwo sie zapatruja? Kablowac czy dac sobie na
        > powstrzymanie? Oto jest pytanie!
        >
        • blabona do zuzki i madrilleny 22.07.03, 13:24
          taki morał tej historii:-)
          cieszmy sie dziewczyny,ze nie jesteśmy swoimi przyjaciółkami.
          Wy zyłybyscie w przerazeniu:-) ze powiem wam cos,czego nie chcecie usłyszec.
          Ja miałabym przykre uczucie niepewnosci-ze mówicie mi tylko to-co sądzicie ze
          chciałabym usłyszeć.
          • Gość: Kaśka Re: do zuzki i madrilleny IP: 212.14.38.* 22.07.03, 14:34
            Przyłączam się - od moich przyjaciół oczekuję przede wszystkim lojalności.
            Poza tym mam wrażenie że wasz problem polega na tym, że pozostałe kobiety,
            zwłaszcza te zdradzane traktujecie delikatnie z góry - przecież wy też nie
            chciałybyście dowiedzieć się, że od jakiegoś czasu mąż na oczach wszystkich
            przyprawia wam rogi. Ale oczywiście wy jesteście tak mądre że od razu
            widziałybyście o co chodzi, nie dałybyście sie oszukać i od razu
            wiedziałybyście co psuje sie w waszym związku.
            Co innego te biedne idiotki, które są już zdradzane.......
          • zuzka111 Re: do zuzki i madrilleny 22.07.03, 16:47

            Wywołałaś mnie Blabono :-) - no to jestem...
            1. od morałów to są twórcy bajek :-)
            2. Przyjaciel to nie ktoś, kto wywala z siebie to co myśli.
            3. Nie jestes pępkiem świata i NAPRAWDĘ Twoje poglądy nie są aż tak ważne jak
            to sama sobie wyobrażasz :-)
            4. Mnie nie jest łatwo przerazić, a z nadętym, egoistycznym bufonem z całą
            pewnością nie warto sie przyjaźnić, a.. może i nawet znać się nie warto :-)
            5. Warto natomiast się zastanowić nad tym co mówią inni, a nie wyłącznie być
            zasłuchanym w swoją bardzo ważną "prawdę" ;-)

            • blabona Re: do zuzki i madrilleny 22.07.03, 18:31
              zuzka111 napisała:

              >
              > Wywołałaś mnie Blabono :-) - no to jestem...
              > 1. od morałów to są twórcy bajek :-)
              > 2. Przyjaciel to nie ktoś, kto wywala z siebie to co myśli.
              > 3. Nie jestes pępkiem świata i NAPRAWDĘ Twoje poglądy nie są aż tak ważne
              jak
              > to sama sobie wyobrażasz :-)
              > 4. Mnie nie jest łatwo przerazić, a z nadętym, egoistycznym bufonem z całą
              > pewnością nie warto sie przyjaźnić, a.. może i nawet znać się nie warto :-)
              > 5. Warto natomiast się zastanowić nad tym co mówią inni, a nie wyłącznie być
              > zasłuchanym w swoją bardzo ważną "prawdę" ;-)

              reagujesz nazbyt agresywnie i impulsywnie w tym temacie, a kazde inne zdanie
              od Twego punktu widzenia atakujesz.No a juz nazywanie mnie z tego powodu
              nadętym,egoistycznym bufonem...to gruba przesada,ugryź się w język zanim coś
              palniesz.
              • zuzka111 Re: do zuzki i madrilleny 22.07.03, 19:59
                > reagujesz nazbyt agresywnie i impulsywnie w tym temacie, a kazde inne zdanie
                > od Twego punktu widzenia atakujesz.No a juz nazywanie mnie z tego powodu
                > nadętym,egoistycznym bufonem...to gruba przesada,ugryź się w język zanim coś
                > palniesz.

                Ty mnie "wywołałaś" :-))) , a agresji we mnie ani krzty.
                Ja Ci tylko prezentuję swoją "prawdę" - ja Ciebie tak widzę... ;-) czemu mam
                się gryźć w język??? Czy nie tak wygląda szczerość?
                To Ty się nad sobą zastanów skarbeczku.
                • blabona Re: do zuzki i madrilleny 22.07.03, 20:51
                  zuzka111 napisała:

                  > > reagujesz nazbyt agresywnie i impulsywnie w tym temacie, a kazde inne zdan
                  > ie
                  > > od Twego punktu widzenia atakujesz.No a juz nazywanie mnie z tego powodu
                  > > nadętym,egoistycznym bufonem...to gruba przesada,ugryź się w język zanim c
                  > oś
                  > > palniesz.
                  >
                  > Ty mnie "wywołałaś" :-))) , a agresji we mnie ani krzty.
                  > Ja Ci tylko prezentuję swoją "prawdę" - ja Ciebie tak widzę... ;-) czemu mam
                  > się gryźć w język??? Czy nie tak wygląda szczerość?
                  > To Ty się nad sobą zastanów skarbeczku.

                  haha-czyli jednak potrafisz być "szczera",ale tylko tam gdzi ci wygodnie.
                  ale to juz pewien postęp w twojej prawdzie i wizji swiata.
                  ale nie zwracaj isę do mnie skarbeczku,ani nie baw się w psychoanalityka,bo
                  nie masz ku temu przesłąnek(ani predyspozycji);i spasuj trochę,bo stajesz sie
                  męcząca
    • izkab Re: powiedziec kolezance ze ja maz zdradzil? 22.07.03, 14:03
      a skad wiesz , ze on ja zdradzil ???
      widzisz , ja mam problem podobny, tyle ze rzecz dotyczy mojej szwagierki...
      O calej sprawie dowiedzialam sie od faceta , z ktorym ona zdradzila meza. Nie
      powiedzialam szwgrowi nic, poniewaz nie mam pewnosci, czy gosciu sie tylko nie
      przechwalal...ale gryzie mnie to juz od roku...
      Jezeli masz pewnosc co do tej informacji, to mozesz szepnac kolezanca co
      nieco. Ale jezeli nie masz pewnosci, to lepiej nie mow nic, bo on sie wykreci,
      a ty wyjdziesz na ta zla.
      • zdzichu-nr1 Nie mówić 22.07.03, 16:13
        NIE MÓWIĆ. Z tysiąca powodów, które tu już wymieniano. Dodam jeszcze historyjkę
        z życia.

        Mój kumpel zabujał się w studentce i przeżywał z nią ogniste amory. Jego baba
        na 99% o wszystkim wiedziała, lecz robiła dobrą minę do złej gry, czekając aż
        kumplowi przejdzie. A on? Po pół roku rzeczywiście się opamiętał i studentkę
        spuścił z prądem. I teraz wyobraźmy sobie, że szanowna pani balbina czy blabona
        mówi owej żonce przy herbatce "a twój chłop rąbie właśnie jakąś małolatę w
        samochodzie pod domem". Jak by się czuła szanowna małżonka? Jak ostatnia
        ściera, upokorzona przez najlepszą "przyjaciółkę"...
        • Gość: Dropstar Re: Nie mówić IP: *.solcon.nl 22.07.03, 17:12
          Popieram,nie ma nic gorszego niz tak zwana "zyczliwa" przyjaciolka.Niech nie
          porzadkuje zycia innym a zajmie sie swoim wlasnym bo kazdy porzadkuje je sobie
          jak chce i nie jest slepy ani gluchy by ta "troskliwa" za niego/nia/
          podejmowala decyzje!!!!!!
          Pozdrawiam
    • Gość: madrilena ludzka tragedia IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 22.07.03, 21:42
      No to stanelo na tym, ze warto kablowac ? Niech i tak pozostanie!
      Zejde teraz z mojego ironicznego tonu i opowiem wam, fakt autentyczny, ktory
      mial miejsce w jednej z malopolskich miejscowosci! To wydarzenie raz na zawsze
      uswiadczylo mnie w przekonaniu, iz 'kablowanie' moze okazac sie katastroficzne
      w skutkach! W tej rodzinnej tragedii, brala udzial wlasnie taka 'niezawodna'
      przyjaciolka!
      Rodzina polska, jak wiele innych. On 40tka z hakiem, ona 30 i costam; dwojka
      dzieciakow, parka w wieku mlodziezowym; klopoty finansowe, perspektywa
      lepszego jutra poprzez roczna harowke za granica pchnely Elke, do wyjazdu do
      Stanow. Adam, jako ze posiada wlasny sklep pozostal z dziecmi w Polsce.
      Zaproszenie i pierwsza prace na miejcu zorganizowala kolezanka Elki, ktora
      zakosztowala tego amerykanskiego zycia. Elka miala pozostac rok. Slala listy,
      pieniadze, zapewniala, ze jest ciezko, ale podola samotnosci i niebawem wroci.
      Tuz przed data powrotu, Elka poinformowala meza, ze trafila sie jej praca u
      starszego malzenstwa, dzieki ktorej zarobi niezla mamone. Miala pozostac
      jeszcze kilka m-cy. W miedzy czasie kolezanka Elki, wrocila. I jakaz prawde
      ujawnila Adamowi? Elka poznala 'gacha' z ktorym od kilku m-cy uklada sobie
      swoj amerykanski zywot. Jako, ze nie miala odwagi wyznac prawdy, klamala i
      oszukiwala. Wierna konfidentka Elki zabawila sie spewnoscia pierwszy i ostatni
      raz w swoim zyciu w mesjasza zlych wiadomosci.
      Wyjawila te okrutna rzeczywistosc Adamowi. I to byl pierwszy krok do tradegii
      jaka rozegrala sie w tej rodzinie. Adam odebral sobie zycie. Zacinal stryczek
      na gardle.
      Elka wrocila do Polski. Wrocila do NIKOGO. Dzieci nie chca miec kontaktu z
      matka. Zyja u dziadkow. Po kolezance mesjance slad zaginal. Z Elki pozostal
      cien czlowieka.

      Ten dramat ludzki byl i bedzie przestroga, ze nic nie daje nam prawa ingerowac
      w ludzkie zycie!

      A teraz niech opatrznosc ma w opiece tych slabych psychicznie, nieodpornych
      na 'zainkasowanie' bolesnych prawd zyciowych!

      Tylko dla prywatnej wiadomosci dla zainteresowanych podam, nazwe miejscowosci.
      Ta tragedia rozeszla sie szerokim echem w tej miescinie.

      Niniejszym moj wklad w ten watek jest zakonczony.


      • kamfora Re: ludzka tragedia 22.07.03, 21:54
        Gość portalu: madrilena napisał(a):

        > Ten dramat ludzki byl i bedzie przestroga, ze nic nie daje nam prawa
        ingerowac w ludzkie zycie!

        To raczej przestroga, żeby nie zdradzać.
        Nieodporny na inkasowanie złych wieści mąż równie dobrze
        mógł się dowiedzieć w inny sposób (czasem nawet ze Stanów
        w TV migawki z ulicy pokazują - mógł zobaczyć ukochaną twarz
        w objęciach gacha).
        • zdzichu-nr1 Re: ludzka tragedia 23.07.03, 14:50
          kamfora napisała:

          > To raczej przestroga, żeby nie zdradzać.
          > Nieodporny na inkasowanie złych wieści mąż równie dobrze
          > mógł się dowiedzieć w inny sposób (czasem nawet ze Stanów
          > w TV migawki z ulicy pokazują - mógł zobaczyć ukochaną twarz
          > w objęciach gacha).

          Przeginasz pałę do bólu chcąc na siłę obronić swój ideologiczny światopogląd.
          Wiesz, na takie gadanie można odpowiedzieć tylko w ten sposób, że Tobie też w
          każdej chwili może spaść cegłówka na głowę i być może będzie to "przestroga od
          Najwyższego żebyś dalej nie grzeszyła"...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja