czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku?

09.10.07, 09:16
mam 28 lat i kilka nieudanych związków za sobą... WIELKĄ MIŁOŚĆ
spotkałam na I roku studiów, rozstaliśmy się ale uczucie pozostało.
nigdy nie będziemy razem, (po 5-6 latach niewidzenia wróciliśmy do
siebie na krótko by stwierdzić, ze nie możemy i nie potrafimy być
razem) w międzyczasie byl związek z rozsądku oraz "z miłości" ale po
zaręczynach ta niby miłość gdzieś się ulotniła... po roku samotności
poznałam chłopaka... jesteśmy razem od roku... ale tak jak we
wszystkich poprzednich związkach po roku, dwóch "coś" zaczyna się
psuć... nie ukrywam, że nie potrafię się już w nikim "zakochać" i
każdy związek na dłuższą metę mnie męczy... jakie macie
doświadczenia? czy możliwy jest szczęśliwy związek z rozsądku, czy
lepiej być samotnym, nie krzywdząc kolejnych ludzi w pogoni za
własnym szczęściem? chciałabym mieć rodzinę... dzieci... tylko jakoś
nie potrafię znaleść odpowiedniej osoby... a może to ze mną jest coś
nie tak...
    • 13kotek13 Re: czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku? 09.10.07, 09:52
      Ten swiat robi sie coraz bardziej trudny. Ludzie stawiaja sobie wysokie
      poprzeczki albo rzucaja sie w wir zabawy. Kazdy szuka tego, czego potrzebuje,
      znajduje kogos i wtedy dochodzi do wzajemnych ustalen, czego i kto chce, albo
      jest kompromis albo drogi tych dwoch osob sie rozchodza. Ja tez szukam. I nie
      chce byc z kimkolwiek z rozsadku. Ostatnio tylko kogos lubilam, ale spotykalam
      sie czekajac na wybuch uczuc. Dzis wiem, ze gdy nie zaiskrzy od razu, albo
      chociaz po uplywie krotkiego czasu, to nie da rady byc z ta osoba na dluzsza
      mete. Nalezy szanowac jej czas i uczucia przede wszystkim. Dlatego jestem sama,
      planuje wyjazd do pracy, zarobie, wroce i zaczne sie rozgladac za madrym
      mezczyzna, ktory moze sprawi, ze znowu sie zakocham. Lubie ten stan, lubie tez
      byc kochana, ale czy to jest jeszcze mozliwe ??? Zadaje sobie to samo pytanie,
      co i Ty.
      Wiesz, nie warto byc z kims z rozsadku. Lepiej przeczekac. Milosci sie nie
      szuka. Sama Cie znajdzie.
    • asidoo Re: czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku? 09.10.07, 09:52
      Wszystko super, ale nie dałam się nawet pocałować w takim związku - wyszło
      kumplowanie się i nic więcej. Miłość musi być, żeby związek się udał.
      • 333a13 Re: czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku? 09.10.07, 10:04
        ... zgadzam się z Wami w 100%, ale u mnie wielka miłość już była i
        jest... tylko, że z wielu względów nie mogę być z tym człowiekiem.
        potrzebuję miłości i bez niej usycham... chociażby tylko ze strony
        męszczyzny... zastanawiam się tylko czy warto ciągle uganiać się za
        czymś co nigdy może nie przyjść... czy lepiej po prostu znaleźć
        sobie takie małe "pół szczęście" i żyć sobie spokojnie bez stresów
        związanych z kolejnymi znajomościami... jestem już po prostu
        zmęczona zawieszeniem w próżni... ale z drugiej strony przez błędny
        ruch można spie.... sobie życie...
        • 13kotek13 Re: czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku? 09.10.07, 10:35
          Ja rowniez juz spotkalam milosc swojego zycia. Bylo nam idealnie. Nigdy nie
          spotkalam takiego mezczyzny wczesniej, ani tez pozniej. I tez z pewnych wzgledow
          nie moglismy byc razem. I trudno, trzeba zyc z ta swiadomoscia, ze nigdy juz nie
          bedzie takiego uczucia.
          • maria_antonieta Re: czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku? 09.10.07, 20:05
            Tez mnie to kiedys spotkalo. Bylo to najbardziej niesamowite
            uczucie , jakiego kiedykolwiek doswiadczylam. Rowniez nie mozemy byc
            razem (ja w Hiszpanii, on w Krakowie)...Jestem teraz z kims innym i
            wiem, ze nigdy nie poczuje do tej osoby (jestem z nim od roku) tego
            co poczulam w ciagu trzech dni do tego jedynego, ktoreo udalo mi sie
            spotkac pewnego dnia.

    • astrotaurus Re: czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku? 09.10.07, 11:20
      Stara mądrość mówi:
      Jak się ożenisz z rozsądku, to już żeś jedno wygrał, a miłość i tak
      przyjdzie później. A jak się ożenisz z miłości - miłość sie skończy
      i nie ma nic.

      I nie słuchaj głupot, jakimi tu zostałaś obsypana.
      Miłość na początek to jest tylko ułatwienie , bonus startowy, ale on
      nic nie załatwia, niczego nie gwarantuje.
      Częściej działa wręcz szkodliwie, bo człowiek macha ręką na takie
      cechy partnera, jakie zlekceważone być nie powinny.

      Mądrość to jest patrzenie na świat przez pryzmat celu.
      Jeśli celem jest zakochanie, romantyczny, huczny ślub itp. no to
      trzeba szukać jak najwięcej okazji i przeżyć takich zadarzeń choćby
      i sto w życiu.

      Jeśli celem głównym jest życie z kimś bliskim, odpowiedzialne
      wychowanie dzieci itp, to czekanie na księcia z bajki nie za dobrze
      świadczy o przytomności umysłu.



    • salatka-warzywna Re: czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku? 09.10.07, 11:26
      przerabiałam :(
      nigdy więcej nie będę :)
    • maria_antonieta Re: czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku? 09.10.07, 20:01

      Ja jestem z moim partnerem od roku, mieszkamy razem, on mysli ze
      go naprawde kocham. Tak jednak nie jest...Nie szaleje z radosci
      bedac obok niego, ale tez nie jestem nieszczesliwa. On natomiast
      jest wspanialym i przedobrym czlowiekiem..., wiem,ze nigdy mnie nie
      skrzywdzi. Osoba, ktora moze skrzywdzic jestem ja...

      Mam nadzieje,ze moze kiedys naprawde go pokocham, poniewaz on na to
      zasluguje.
      • 333a13 Re: czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku? 09.10.07, 20:14
        :( współczuję... wiem co czujesz...
      • astrotaurus Re: czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku? 10.10.07, 10:47
        maria_antonieta napisała:
        "on mysli ze go naprawde kocham. Tak jednak nie jest"

        On jest idiotą, czy Ty jesteś fałszywa?


        "Mam nadzieje,ze moze kiedys naprawde go pokocham, poniewaz on na
        to zasluguje."

        Zasługuję, żebyś Ty go pokochała...?
        A kimże Ty, do diabła, jesteś, że swoją miłość chciałabyś za zasługi
        rozdawać.


        Żebyś naprawdę doceniała te jego cechy, o których piszesz , nie
        miauczałabyś tak żałośnie.
        Oszukujesz siebie, jego i próbujesz nas....




    • synvilla Re: Wszyscy jestesmy rozni 09.10.07, 20:46
      jednemu wystarczy milosc z rozsadku, sa takie zwiazki i sa udane,
      jest im dobrze razem.
      Ja przyznam sie ze lubie w zyciu powalczyc prawie o wszystko, nie
      lubie sie dawac zagiac.Albo jestem z kims kogo kocham, albo
      jestem sama.

      Wiele osob ma podobnie, nie sa mieczakami nie ida na latwizne.

      Nie wiem o jaki typ rozsadku tobie chodzi, ale wiem jedno, ja bym
      nie mogla dac sie pocalowac temu komus, gdyby lubię_Cię_Mocno nie
      powstalo na samym poczatku.
      • maria_antonieta Re: Wszyscy jestesmy rozni 09.10.07, 21:21
        Nie wydaje mi sie abym szla na latwizne. Pomimo tego,ze nie kocham
        go tak jak byc moze powinnam, darze go duzym uczuciuem. I chce
        zalozyc z nim rodzine, chce miec z nim kiedys dziecko, bo wiem,ze
        bedzie wspanialym ojcem. Jest jednym z dwoch najcudowniejszych ludzi
        jakich spotkalam...
    • jan_stereo Re: czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku? 09.10.07, 21:34
      Problem jest zazwyczaj taki, ze ludzie jakims dziwnym trafem,albo sa zazwyczaj mili na jedno kopyto,albo brutalnie beznadziejni,na ten sam sposob. Malo jakos typow generujacych roznarakie zachowanie w zaleznosci od sytuacji badz potrzeb partnerki (i vice versa). Zawsze mi sie wydawalo, ze trzeba byc troche perwersyjnym, by poruszac sie plynnie wzduz calego zakresu istniejacych zachowan, co wiecej, robiac to pod kontrola i stosownie do potrzeb obojga. Stad najczesciej ludzi jopiacych sie wiecznie na ten sam piekny zachod slonca, badz intrygujaca burze z piorunami, dopada naturalne znudzenie i chec odmiany.Mozna by tu dlugo pisac....
    • astrotaurus Re: czy ktoś to przerabiał? związek z rozsądku? 10.10.07, 11:03
      Spróbuję jeszcze raz, chociaż aż się scyzoryk w kieszeni otwiera na
      ten zmasowany płacz egzaltowanych pensjonarek, co się głupich filmów
      za dużo naoglądały.

      "Och, jakie piękne meble (buty, samochód, faceta czy co tam)
      widziałam, na te swoje stare (buty, samochód, faceta czy co tam) już
      nie moge patrzeć! Niby mam meble (buty, samochód, faceta czy co
      tam), ale to nie jest to co bym chciała. Jaka ja jestem
      nieszczęśliwa!"

      Życie się buduje przez długie lata, a nie dostaje
      z zakochaniem.
      Jeśli , jak sama piszesz, przeżyłaś już wielką miłośc, jeśli
      widziałaś (a widziałaś na pewno, bo tego jest multum) jak z hukiem i
      coraz szybciej rozpadają się związki zawarte z wielkiej miłości, to
      co Ci broni przyjąć do wiadomości, że jest tak jak Ci mówi
      doświadzenie?

      Po prostu musisz zdać sobie sprawę z własnych celów. Własnych! Nie
      tradycyjnych pod presją społeczną (dom, dzieci...) czy pod presją
      bajkowych mrzonek (wielka , romantyczna miłośc po grób).
      Jeśli Cię męczą związki na dłuższą metę - wszystkie związki na
      dłuższą metę, to nie szukaj związków na dłuższą metę.
      Jeśli męczą Cię one z powodu braku odpowiedniego kandydata (albo
      innej przyczyny), to poszukaj odpowiedniego kandydata (albo rozwiąż
      ten inny problem).

      Pasowałoby kiedyś sobie świat poukładać i wiedzieć w końcu po co żyć
      i jak.
Pełna wersja