Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyczyna?

09.10.07, 10:59
Witam.
Od pewnego czasu zacząłem się zastanawiać czy ze mną jst coś nei tak, czy
robię coś nie tak - bo:
1.Nie mam ani jednego przyjaciela, a znajomych tez mało. Nie mam żadnej
"paczki", nie mam kumpla z którym mógłbym zawsze pogadać o moich problemach,
nie mam...

2. Stresuję się w kontaktach międzyludzkich.
Gdy kogoś spotykam po raz pierwszy najczęściej strresuję się całą rozmową,
pocę się pod pachami, albo na całym ciele, gdy rozmawiam z jakąś ekspedientką
to się też stresuję - i najlepsze jest to, że probuję to to urkyc pod
przykrywką albo żartów albo wyniosłego zachowania.

3. I po trzecie. Bo stresuję się bardzo i czuję nieswojo w miejsach gdzie jest
sporo ludzi. Dlaczego? Czuję się zaraz obserwowany, a co za tym idzie oceniany
(oczywiście in minus).Przykłady:
Sklep: wchodzę, oglądam ubrania, czuję wzrok na mnie ekspedientki, jak do mnie
podejdzie i coś się pyta, to ja już albo bym Jej powiedział:"Spie***** su**!"
albo "Daj mi spokojnie pooglądać, chcę spokojnie SAM pooglądać".
Gdy wchodzę do supermarketu, tak samo. Albo czuję wzrok ochroniarzy i już
słabo mi ze coś będą ode mnie chcieli, albo wzrok innych klientów, ludzi.
Gdy przechodzę obok jakiejś paczki młodziezy: od razu czuję się nieswojo,
oblewają mnie poty czasem, czuję że te ich smiechy są spowodowane tym , że to
ZE MNIE się śmieją...

A mimo to, często, tzn częściej niż zwykły śmiertelnik potrafię pożartować z
ekspedientką, czy rzucić jakiś dowcip (może to jest ucieczka?).

A JAKA JEST TEGO PRZYCZYNA?
Otóż ja widzę następującą:

W czasach liceum (15-18 rok życia, dojrzewanie), miałem pecha, że trafiłem na
chłopakow, którzy na początku wydawali się spoko, że będziemy tworzyć fajną
paczkę, ale dośc szybko(już w drugiej klasie) zaczęły się pojawiać wobec mnie
szykany, dowcipy (bardziej czy mnie wysublimowane), mobbing psychiczny.
Ja jako wrazliwy, inteligentny chłopak baaaaadzo mocno to przeżywałem, i
przeżyłem. Starałem się ich unikać na przerwach, no ale razem z drugiej strony
szlismy na impreze czy wagary(bo nei bylo z kim innym). Ot, taka naturalna
chęć młodego człowieka do życia w swoim stadnie.
Dokuczali mi w różnej materii:
- finansowej - że nie mam pieniędzy, że nie stać mnie na wycieczkę klasową, że
na komputer etc
- wyglądu - że wolno dojrzewam, tzn że nie mam jeszce zarostu, że jestem
wątły, że mało męski
- psychicznej-ze mam nerwowe ruchy, że jestem wrażliwy etc

To wszystko rodziło stopniowo falę kompleksów. Wpadłem w wir, z którego nie
moglem się wydostać, a otchłań problemu pochłaniała mnie.
Ucieczki w samotność, w naukę, w onanizowanie się.
Zamknięcię się przed innymi ludźmi....

Sporo, sporo tego... nie będę o tym wszysktim pisał.

Wystarczy, że napiszę, że teraz - po 7 (!) latach od zakończenia liceum, mam
nadal, od czasu do czasu, sny, koszmary z nimi. Pojawiają się oni w snach,
albo mi chcą dokuczyć albo ja z nimi walczę. Budzę się czasem mokry w nocy
albo nad ranem.

Jest to jak widmo, które mnie nie opuszza. A ja ciągle muszę z TYM walczyć!

CZY TO MOŻE BYC PRZYCZYNA TYCH MOICH WYŻEJ OPISANYCH PROBLEMÓW?
JEŚLI TAK, JAK MAM SOBIE POMÓĆ? I CZY JEST TO MOŻLIWE???
    • maureen2 Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 09.10.07, 11:07
      jestes tchorzem zwyczajnym i nic wiecej
    • cathy1234 Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 09.10.07, 11:20
      Kiedy czytalam o tym wszystkim o czym napisales czulam sie tak jakbym czytala o samej sobie...Wiem doskonale jak sie czujesz i uwazam, ze na pewno ma to scisly zwiazek z tym ,co przezywales bedac nastolatkiem.Ja tez czasem mam koszmary, albo nagle placze bo te przezycia wracaja i czuje sie wtedy jak smiec.Staram sie o tym zapomniec, po prostu zycie toczy sie dalej.Uwierz mi jednak, ze te nasze odczucia sa irracjonalne,ze sa ludzie ktorzy nas lubia.To my, osoby niesmiale skazujemy sie na to poczucie nizszosci, poczucie bycia gorszym.Jesli chcesz miec przyjaciela, sprobuj wsluchiwac sie w innych ldzui.Nie musza to byc przeciez spotkania w wielkim gronie.Rozmawiaj na poczatek z jedna osoba- probuj wyjsc z inicjatywa.Nie zamykaj sie w sobie, choc wiem jak latwo sie mowi,a gorzej sie robi.Ale majac taka osobowosc musisz miec kogos na kim zawsze mozesz polegac, musisz zaczac odbudowywac poczucie wlasnej wartosci.
      To nie stanie sie z dnia na dzien.To wieloletni proces.
      Ale trzeba chciec cos zmienic.Wydaje mi sie,ze im bardziej bedziemy zamykac sie przed kontaktami tym bedzie trudniej.Z czlowiekiem trzeba sie oswoic,zobaczyc,ze nie kazdy jest dla nas "wilkiem".
    • koala_tralalala Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 09.10.07, 11:56
      Byc moze jest to LAGODNA fobia spoleczna.
      pl.wikipedia.org/wiki/Fobia_spo%C5%82eczna
      Jesli nie podejmiesz leczenia, to stan bedzie sie pogarszac. Umow
      sie z lekarzem, to mozna wyleczyc :) Powodzenia!
      • peter_bz Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 09.10.07, 12:52
        Hej.
        Kurcze! Przezytałem ten artykuł i kurde jakby był o mnie!
        Dokladnie opisuje moje stany etc.

        Piszesz,żebynm podjął się leczenia, umówił z lekarzem.
        Ale jakim? Psychologiem?Psychoterpeutą(chyba najlepiej)? Psychiatrą?

        Ponadto w artykule pisze, że najbadziej skuteczne sa środki farmakologiczne-a ja
        tego nie chciałbym.

        No i co jeszcze ważne: chodziłem juz parę lat w sumie: na terapię grupową,
        wsparcia, na indywidualne spotkania z psychologami.
        Były omawiane problemy, trochę tez zaburzenia o których tu piszemy -ale w sumie
        skończyło się tak jak się skonczyło :(
        • koala_tralalala Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 09.10.07, 14:22
          Wiesz pewno, ze kazdy z nas funkcjonuje dzieki temu, ze nasz
          organizm wytawarza nie tylko energie, ale tez caly zestaw "chemii"
          czyli neuroprzekaznikow, hormonow, itp. ktore wiaza sie z nastrojem,
          apetytem, popedem seksualnym, itd. Tak naprawde kazde przezycie i
          doswiadczenie w zyciu wiaze sie z tymi substancjami, np. jak
          jestesmy szczesliwi to organizm produkuje m.in. dopamine i
          serotonine, a jak sie do kogos przywiazujemy to oksytocyne.

          U ciebie czegos troche brakuje. Tabletki uzupelnia ten niedobor i
          bedziesz mogl normalnie funkcjonowac. Przestaniesz sie bac, poznasz
          ludzi, fajna dziewczyne, a z czasem wyrobisz sobie nawyki
          postepowania, poczujesz sie bezpieczne i wtedy pewno bedzie mozna
          stopniowo odstawic leki.

          Poniewaz chodziles na psychoterapie, wyglada na to, ze uzupelnienie
          tych zwiazkow chemicznych, ktorych twoj organizm produkuje troche za
          malo, jest najlepszym rozwiazaniem. Tak mi sie wydaje :) W takim
          wypadku lepiej, zebys poszedl do psychiatry, bo to oni maja prawo
          wystawiania recept (z psychologiem mozna sobie tylko pogadac). Tylko
          starannie wybierz lekarza. Ja bym chyba poszla do kogos mlodego, bo
          swiezo po studiach sa na biezaco z najnowszymi lekami. No i na
          koniec: nie jestem ani lekarzem, ani psychologiem, choc psychologia
          mnie bardzo interesuje, wiec zrob tak jak Ty uwazasz lub skonsultuj
          sie z kims bardziej fachowym ode mnie :) W kazdym razie: ja bym
          wolala lyknac lek niz meczyc sie kazdego dnia. Powodzenia!
          • clarissa3 Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 09.10.07, 18:57
            ja bym
            > wolala lyknac lek niz meczyc sie kazdego dnia.

            A kto by nie wolał?

            Ale, na życie nie ma leku.
            • smettka Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 09.10.07, 19:10
              eeeee, zachcialo ci sie filozofowac, a chlopak rzeczywiscie
              potrzebuje fachowej pomocy.
              • clarissa3 Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 09.10.07, 19:19
                Pomocy - tak. Życzliwej. Jak każdy z nas od czasu do czasu. Takie
                życie. Ale nie prochów. Na życie nie ma lekarstwa.
                A terapie? Patrz wątek szangrila ;-)
          • psychoguru Bardzo sluszna rada 09.10.07, 20:03
            koala_tralalala napisała:

            > Poniewaz chodziles na psychoterapie, wyglada
            na to, ze uzupelnienie
            > tych zwiazkow chemicznych, ktorych twoj
            organizm produkuje troche za
            > malo, jest najlepszym rozwiazaniem. Tak mi sie
            wydaje :) W takim
            > wypadku lepiej, zebys poszedl do psychiatry,
            bo to oni maja prawo
            > wystawiania recept

            Nic dodac nic ujac. Te problemy sa wynikiem
            dzialania twojego mozgu. Psychoterapia usiluje
            wplynac na dzialanie poprzez sygnaly zewnetrzne
            ale nie zawsze jest to mozliwe bo na przyklad
            zaklocenia zwiazane ze regulacja chemiczna sa
            bardzo trwale. Pozostaje wiec jedynie sprobowac
            psychiatrii i lekow. Rzecz jasna medycyna nie ma
            cudownych srodkow ale lepiej sprobowac to co
            jest niz sie meczyc zyciem niskiej jakosci.
    • justine4 Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 09.10.07, 20:35
      Peter,
      ludzie z bardzo niskim poczuciem wartosci sa rowniez egocentyczni(to
      nie jest atak na Ciebie!!) wydaje im sie, ze caly swiat jest
      przeciwko nim, ze ludzie w supermarkecie smieja sie z nich, czyli sa
      jakos wazni - prayciagaja wzrok itd..
      Otoz wcale tak nie jest i to jest pierwsza rzecz, ktora musisz
      zrozumiec.
      Jestes normalny, taki jak inni, masz prawo byc w kazdym miejscu w
      ktorym jestes i masz prawo byc soba.
      Ja tez mialam to samo co Ty, ale bardzo duzo pracy wlozylam zeby to
      zmienic, wiem o ile teraz sie latwiej radosniej zyje, wiec glowa do
      gory, probuj!!
      Zycze powodzenia!
      • peter_bz Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 09.10.07, 23:39
        Justine4 napisała:
        > Ja tez mialam to samo co Ty, ale bardzo duzo pracy wlozylam zeby to
        > zmienic, wiem o ile teraz sie latwiej radosniej zyje, wiec glowa do
        > gory, probuj!!
        > Zycze powodzenia!

        A jaka to była praca?
        Psychoterapeuty?Psychoterapia?Leki?
        Czy sama?
        Napisz mi coś na ten temat. moze być na priva:)

        Pozdrawiam
    • mona.blue Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 09.10.07, 20:45
      Idź na terapię :)
      • blanka00 Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 09.10.07, 22:38
        Miałam podobny problem, o mniejszym nasileniu. Lęki niemalże
        paraliżowały mnie, wyjście do centrum miasta, tam gdzie przebywało
        dużo ludzi? Niemożliwe. Leki niespecjalnie mi pomogły, więc
        odstawiłam. Zaczęłam od pozytywnego nastawienia do świata przed
        wyjściem z domu. Nie skupiałam się na ludziach, tylko na celu
        (załatwienie sprawy na poczcie, zakupy itp.). Oczywiście, kontakty z
        ludźmi nieuniknione. Więc podchodząc do nich, lekko sie uśmiechałam,
        mówiąc sobie w duchu, że jestem "normalną, zwyczajną dziewczyną,
        nikim gorszym czy lepszym". Często wychodziłam z domu z samego rana,
        o godz. 6, 5, kiedy to ludzie powoli wylewali się z mieszkań w
        pośpiechu podążając do pracy. Wtedy spacerowałam sobie, oddychałam
        głęboko świeżym powietrzem i obserwowałam ludzi. Chyba mi pomogło
        dlatego, że nie wpadałam w tłum ludzi, zakorkowane miasto, gdzie
        każdy się o kogoś "potyka". To ja "witałam" ich z samego rana -
        powoli oswajając się z coraz większą liczbą osób.
    • justine4 Re: Mój problem w kontaktach międzyludzkich-przyc 10.10.07, 16:44
      Peter, wyslalam Ci wiadomosc na skrzynke.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja