JAK POMÓC - zlamane serce..

10.10.07, 11:32
mojego przyjaciela dziewczyna ktora bardzo kocha rzucila dla innego.
Chcialabym mu pomoc zeby przestal o niej myslec, co mam mu
powiedziec zeby sie wzial w garsc?

Moze znacie jakas anegdote czy cos ktora sprawia ze zaczyna sie
inaczej patrzec na swoje problemy, jakis problem przy ktorym nasze
problemy staja sie male i niewazne..

prosze o powazne odpowiedzi..

dzieki z gory :)
    • 333a13 Re: JAK POMÓC - zlamane serce.. 10.10.07, 11:47
      NOGDY NIE JEST TAK, ŻEBY NIE MOGŁO BYĆ GORZEJ... wydawało mi się, że
      moje problemy w związku partnerskim są bardzo ważne i jestem taka
      nieszczęśliwa... do czasu gdy:
      1. tato zachorował na raka dokładnie 11 miesięcy temu... lekarze
      odsyłali go do domu i nie dawali żadnych szans
      2. 3 miesiące po tej wieści wypadek miała moja siostra i ledwo go
      przeżyła... o mało co nie straciła kończyn...
      3. mam kuzyna chorego od dzieciństwa na zanik mięśni, który powinien
      go zabić w wieku nastu lat...

      a teraz:
      1a. mój tato wbrew wszystkiemu i wszyskim żyje do tej pory...
      (ciągle jest zagrożenie nawrotów choroby, daje się we znaki choroba
      popromienna i takie tam)
      1b. siostra po 3 miesiacach pobytów w szpitalach wraca powoli do
      formy... chociaż do końca życia będzie niepełnosprawna - ale z
      obowiązkami życia codziennego jakoś sobie zaczyna radzić
      1c. kuzyn ma teraz 21 lat, zaczął studiować i wyprowadził się z
      domu... żyje nadal, choroba nie postępuje...

      na własne smutki najlepszym lekarstwem jest uzmysłowienie sobie, że
      tak naprawdę mogłoby być wiele gorzej...
      a poza tym po burzy zawsze wychodzi słońce

      powodzenia
    • muteczka Re: JAK POMÓC - zlamane serce.. 10.10.07, 12:23
      Najlepiej zostawić...tak naprawdę sam sobie musi z tym poradzić.
      Znasz przysłowie czas leczy rany?
      No chyba,że potrafisz się emocjonalnie nie uzależniać to być
      przyjacielem.
    • fale_morskie Re: JAK POMÓC - zlamane serce.. 10.10.07, 12:25
      Skoro jesteś jego przyjaciółką - to tylko wspierać, wysłuchiwać...
      Nie można lekceważyć swoich problemów, bo wtedy okazujemy sobie brak
      szacunku.
    • synvilla Re: Nie martw sie o kolege. 11.10.07, 20:26
      Mysle o ile jest zdrowy chlop to przezyje.
      To co jest wazne w takich sytuacjach to umiejetne przerobienie owej
      1-milosci, czy poczatki milosci. To jak sie to przerobi bardzo
      decyduje, o nastepnych jego kontaktach zyciowych. To czy bedzie
      silny i umiejetnie dawal sobie rade w zwiazkach. To taka
      szczepionka przez, ktora kazdy z nas musi w zyciu przejsc.
      I nalezy tym ludziom pozwolic aby przerobili to w jak najbardziej
      dla nich naturalny sposob.
      Pewnego dnia po tygodniach smutku wstanie i zobaczy piekny dzien
      za oknem.
      Tak jest z wiekszascia z nas.
      Dlatego zajmij sie swoim zyciem i badz jedynie wsparciem dla kolegi
      i niczym wiecej. Niech on ten smutek przerobi sobie sam. Bo to nie
      jest takie zle.
Pełna wersja