Samobójstwo...

16.12.01, 23:59
Witam was kochani... To chyba ostatnie miejsce gdzie szukam pomocy... Swiat stal sie nie do zniesienia... po tej drugiej stronie musi byc lepiej... I dobrze gdy mnie tu nie bedzie.. Nikogo nie skrzywdze, nie zranie, nie zlame serca... Zanim odejde zadam pytanie: jak wam sie to udaje? Kroczyc poprzez krete sciezki codziennosci? Jak to robicie?
    • Gość: Sławek Re: Samobójstwo... IP: 213.186.93.* 17.12.01, 00:19
      Krętość ścieżek codzienności ma to do siebie, że raz jest lepiej a raz gorzej.
      Gorsze dni należy przetrzymać bo nie są wieczne a z lepszych dni należy się
      cieszyć bo też nie są wieczne. Proste. Jeśli człowiek się z tym pogodzi to da
      się żyć. Bodajże Maria Pawlikowska-Jasnorzewska pisała:

      Czemu ty się zła godzino
      Z niepotrzebnym mieszasz lękiem ?
      Jesteś a więc musisz minąć
      Mijasz a więc to jest piękne

      A czym ci tak życie dopiekło ?

      Pozdrawiam
    • Gość: ida Re: Samobójstwo... IP: *.csk.pl 17.12.01, 00:47
      Sebastian, ja się bardzo cieszę, że tego nie zrobiłam, a byłam już bardzo blisko
      Nie napisałeś nic więcej o swojej sytuacji, ale z moich doświadczeń wynika, że
      jak się potem patrzy na to wszystko z perspektywy czasu, to się dochodzi do
      wniosku - dlaczego ja się tak bardzo tym przejmowałem/przejmowałam?

      Sławek ma rację, raz jest lepiej raz gorzej. I to gorzej trzeba jakoś przetrwać
      To nie jest tak, że życie uwzięło się właśnie na Ciebie, a inni to nie mają
      żadnych zmartwień. Bo też mają i niejednokrotnie okazuje się, że dużo większe
      niż Ty.

      • Gość: Miska Re: Samobójstwo... IP: 195.94.193.* 17.12.01, 01:04
        Ja tez mam teraz bardzo trudny okres... w pracy redukcja etatow (nie wiem co ze
        mna), zdradzil mnie moj jedyny przyjaciel, w szkole mi sie nie uklada (nie mam
        motywacji), jestem na zwolnieniu juz drugi tydzien, przesladuje mnie moj byly
        narzeczony i jego matka, nie widzialam sie z moim chlopakiem od dawna...
        chcielibysmy razem zamieszkac ale na przeszkodzie stoi moj pies, ktorego on nie
        akceptuje. Ja sie psa za chiny nie pozbede, kupilam ja, kocham, przyjelam pewna
        odpowiedzialnosc za nia i dla niej zyje. Stram sie nie myslec o tych wszystkich
        zlych rzeczach, ktorych ostatnio doswiadczam... Wierz mi, ze czasami jest
        ciezko, jeszcze masochistycznie dobijam sie sentymentalna muzyka - Depeche
        Mode, Front 242, Camouflage. Siedze calymi dniami i nocami w necie i nie wiem o
        co mi chodzi. Nic mi sie nie chce... Czuje, ze jestem potrzebna tylko mojemu
        psu...
        Siedze i pije, wiem, ze nie powinnam... nie wiem dlaczego szukam ukojenia moich
        smutkow w Ballantines'ie, czuje, ze juz nie wytrzymam dluzej, predzej dostane
        obledu ale napewno nie podniose reki na wlasne zycie, nigdy !
        Ostatnio przechodzi mi po glowie mysl, zeby jechac so Afganistanu z misja NATO
        (ONZ nie wchodzi w gre)... Tylko co psem ??? Rodzice nie wezma, bo to za duzy
        klopot... wiec musze tu siedziec i wegetowac :-((((
        Pora na kolejnego drinka...

        Pozdrawiam i zycze powodzenia w zyciu,
        Miska
    • anomen Re: Samobójstwo... 17.12.01, 02:39
      Nie byłbym taki pewny, czy po drugiej stronie będzie tak przyjemnie. Lepiej to
      rozważ, zanim cokolwiek zdecydujesz.
      Co konkretnie masz takiego ciężkiego do przejścia?
      Trudno coś poradzić "ogólnie." Ogólnie trzeba sobie radzić.
      • Gość: Anula Re: Samobójstwo... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 17.12.01, 03:31
        Sebastian nie odchodz !! Ja dwa razy bylam w takiej sytuacji i nie zrobilam
        tego. A zaraz potem dokonaly sie takie zmiany w moim zyciu,ze bylo
        cudownie.Zawsze te zle rzeczy sa po to, zeby cos sie zmienilo,one sa
        potrzebne.Za kilka miesiecy przypomni to sobie. Wytrwalosci.Zaufaj.Powodzenia.
        • Gość: Anna27 Re: Samobójstwo... IP: *.215.157.158.Dial1.Washington1.Level3.net 17.12.01, 06:15
          Hej Sebastan, nie rob nam tego. Tutaj na forum jest fajnie. Zostan z nami i
          bedziemy Cie wspierac. (A jak Ci sie nasze wspieranie znudzi to walcz z
          glupota na watku KOBIETA.) Albo przylacz sie do ruchu walki z kultura masowa.
          A tak powaznie... Jestes mlody i zdrowy...Jest wiele szlachetnych celow, ruchow
          spolecznych czy ekologicznych, ktorym warto byloby pomoc. Ale mozesz im pomoc
          TYLKO jesli pozwolisz sobie zyc.

          Skad wiesz, ze juz nikogo nie zranisz po smierci. Moze Twoja smierc zadala by
          bliskim wiecej bolu niz wszstko co kiedykolwiek zlego moglbys zrobic w zyciu.
          Wypbraz soebie mame, do konca zycia walczaca z depresja, albo ojca zmartwionego
          nad kieliszkiem, albo siostre wpadajaca w anoreksje. Musisz ciagnac to zycie.
          Wierz mi warto. Jest tyle rzeczy do zrobienia. I jestes potrzebny wielu
          ludziom.

          Wielu ludzi wpda w depresyjne klimaty. Ja przez prwie dwa lata bylam kiedys w
          takich dolach, ze hej. Nie myslalam o smierci, ale tak bardzo nie znosilam
          samej sibie, ze pewnie sobie nie wyobrazasz. Ale przeszlo. I Tobie tez to
          przejdzie. Tylko, blagam, daj sobie szanse. Wielu ludzi ma podobne klimaty,
          gdy maja okolo 19-24 lat. To taka deprecha na pierwsza cwiartke zycia. Mija,
          ale trzeba ja przegonic. Te k.... depreche
    • alka_xx Re: Samobójstwo... 17.12.01, 09:36
      Co Ty wygadujesz, jak to nikogo nie skrzywdzisz??? A my wszyscy na tej
      Psychologii??? Chcesz zostawic nas z tym idiotycznym poczuciem winy, ze nie
      potrafilismy Ci pomoc??! Nie badz swinia!!!
      A poza tym mowie Ci, to wredne zycie potrafi jeszcze czlowieka pozytywnie
      zaskoczyc! Nie odbieraj sobie szansy przekonania sie o tym!!!
      Cieplutko Cie przytulam!
      alka , co tez nielatwo w zyciu miala!
    • Gość: dike Swiat jest piekny! IP: 195.216.121.* 17.12.01, 10:08
      sebastian_ napisał(a):

      > Witam was kochani... To chyba ostatnie miejsce gdzie szukam pomocy... Swiat sta
      > l sie nie do zniesienia... po tej drugiej stronie musi byc lepiej... I dobrze g
      > dy mnie tu nie bedzie.. Nikogo nie skrzywdze, nie zranie, nie zlame serca... Za
      > nim odejde zadam pytanie: jak wam sie to udaje? Kroczyc poprzez krete sciezki c
      > odziennosci? Jak to robicie?

      Corka mojej znajomej byla w sobote na pogrzebie swojej kolezanki, ktora popelnila
      samobojstwo...17 lat. W pozegnalnym liscie(!) wymienila, kogo by "widziec"
      chciala na swoim pogrzebie...A teraz Ci co pozostali - nie moga sie
      pozbierac...Nie znajduja zadnej sensownej przyczyny tego kroku...Moja znajoma
      jest przerazona - jej corka dzisiaj spakowala rzeczy - i zamiast do szkoly,
      pojechala do babci - zeby jakos sobie z tym poradzic...

      Nie uciekaj! Na tamta strone kazdy zdazy...A tutaj jest ...pieknie. Mimo wszystko.
      A tam...najpierw trzeba sobie tutaj "zasluzyc", zeby tam bylo pieknie...
      Bo powrotu - nie ma...

      Trzymaj sie! Zycze Ci z okazji Swiat, zebys odzyskal wiare Sens.

      Dike
    • Gość: bonobo Re: Samobójstwo... IP: 195.187.97.* 17.12.01, 11:01
      Widzisz, najgorsze jest to, że tak naprawdę nie ma drugiej strony, gdzie będzie ci lepiej. To znaczy -
      może i jest, ale skoro nic o niej nie wiemy, to tak jakby jej nie było. Pomyśl - całkowiy niebyt przeraża
      bardziej niż gówniany byt. Wiem, co mówię, bo sam jestem w takim stanie, że kusi mnie ta druga
      strona, której nie ma, cholernie kusi. Ale kiedyś zdarzyło mi się otrzeć o "to" i do dziś nie umiem tak do
      końca dać sobie z tym rady. Wiesz, to jeden z tych kroków, których cofnąć się nie da.

      Napisz, co się z tobą dzieje.
    • Gość: fnoll Re: Samobójstwo... IP: 195.150.224.* 17.12.01, 14:47
      ja zawsze mam w zanadrzu ciekawosc - co bedzie i jak to bedzie w tym byc?

      bo choc z czasem dostajemy do rak coraz powazniejsze zabawki, to nasza
      aktywnosc w swiecie jest prosta kontynuacja tego co robilismy w dziecinstwie -
      odkrywamy mozliwosci swoje i otoczenia, jak czegos bardzo chcemy to o to
      walczymy lub znajdujemy sobie cos na pocieszenie, i tak sie kula dzien za dniem

      wyjdz z ciemnego kata i zobacz co jest w drugim pokoju! :-)

      ewentualnie podrasuj sie antydepresantami :-)

      kto wie, co sie jutro wydarzy?

      pozdrawiam cie bardzo i wysylam w twoja strone duszkowa ekipe ratunkowa :-)

      fnoll
    • ciao_ Re: Samobójstwo... 18.12.01, 04:24

      Jakoś nie mogę zbagatelizować Twojego postu. Też niejednokrotnie włóczyłam się
      szukając pomocy... Wiem, że w takich sytuacjach bywa ponuro i smutno. Wydaje
      się, że wcześniej było lżej, łatwiej było żyć... Z tego, że czasami tak się
      wydaje, nie wynika, że życie jest nie do zniesienia, że jest trudne... Okazuje
      się, że życie jest zgoła prostą sprawą. Pytasz: jak się udaje "kroczyć poprzez
      kręte ścieżki codzienności"? To nic szczególnego :-) Czasami wystarczy tylko
      trochę inaczej zobaczyć świat. (Spróbuj! Zapewniam, że warto :-) Co to znaczy
      zobaczyć świat inaczej? To siebie zobaczyć w nim inaczej...

      Świetnie zdaję sobie sprawę, że nasze doświadczenia to subiektywne stany,
      indywidualne problemy (jedne nie przekładają się na drugie tzn. Twoje na moje i
      vice versa), ale to nic... Nie ma co zasklepiać się w swojej rzeczywistości...
      Nie rób tego. Takie działanie to błąd, wielki błąd! Nie ma co dzielić włosa na
      czworo, bo to rzadko się na coś zdaje, należy wystrzegać się tego zwłaszcza w
      takim momencie.

      I właśnie stwierdzam: co za d... ze mnie..... pewno głupie jest to moje
      pisanie..... nie wiem, co powiedzieć, jak pocieszyć, ale staram się pomóc (i
      starać się będę :-) Mamy szanse rozmawiania ze sobą, więc rozmawiajmy...

      Często przetrwanie jest luksusem. Warto na taki luksus sobie pozwolić. Wiem,
      nie jest łatwo, wszystko to owoc pracy, przekształcanie otoczenia, tak aby
      stworzyć sobie ciepłą kryjówkę... (Przetrwanie ciężkich chwil jest kluczem do
      zrozumienia kilku waznych aspektow życia, tak mi sie wydaje...)

      Wracaj do nas! Znajdziesz tutaj schronienie. Trudno powiedzieć czy TAM jest
      lepiej :-)
    • nikt_inny Re: Samobójstwo... 18.12.01, 12:37
      skoro zadałeś pytanie do forumowiczów to znaczy że wrócisz żeby przeczytasz
      odpowiedzi, tak? zrobisz to jako duch?
    • Gość: sebastian_ Re: Samobójstwo... IP: *.bytom.sdi.tpnet.pl 23.12.01, 22:36
      Jeszcze raz dziekuje... Za to, ze jestescie... Nigdy w zyciu nie uslyszalem tak wielu cieplych slow... Swiadomosc, ze na swiecie sa tak serdeczni, ciepli ludzie... niesie tak wiele wiary, nadziei... Dlaczego tak trudno znalezc ich w realnym swiecie? Przepraszam, ze zalozylem dwa watki o tym samym tytule... Wprowadzilem tym odrobine zamieszania na forum... Prosze wybaczcie...
      • tristeza Re: Samobójstwo... 24.12.01, 12:43
        Witaj Sebastianie :)
        Ja tez chcę dołączyc sie do serdecznosci i cieplych slow przesylanych w Twoja
        strone ! Prosze Cie, nie zalamuj sie i sprobuj pokonywac zakrety sciezek zycia.
        Warto poczekac, ja tez wierze, ze nic zlego nie dzieje sie bez powodu.
        Wszystkie przykre doswiadczenia maja nas czegos nauczyc. Ja rowniez bylam w
        podobnej sytuacji. Moje doly ciagnely sie ladnych kilka lat. Do tego dochodzily
        jeszcze problemy natury rodzinnej, problem narkotykowy (bedacy niejako wynikiem
        rodzinnego) oraz zawirowania anorektyczno bulimiczne. Czulam sie naprawde
        wstretnie i doszlo do tego, ze o samobojstwie myslalam nie ze strachem, ale z
        radoscia, jako o szczesliwym wybawieniu. Na szczescie mialam bardzo madrego
        kolege, ktory uswiadomil mnie, ze istota kazdego problemu jest to, ze nie trwa
        on wiecznie. Wszystko co zle, kiedys mija i w wiekszoci przypadkow to od nas
        zalezy, co bedzie dalej. Po tym, co od niego uslyszalam, podjelam
        postanowienie, ze sprobuje pozyc jeszcze siedem lat. Jednym slowem, dalam
        mojemu zyciu siedmioletni deadline na poprawe. Stwierdzilam, ze jesli przez tak
        dlugi czas nic sie nie zmieni, to rzeczywiscie nie warto zyc. A moze bedzie
        lepiej? I rzeczywiscie - minelo piec lat, a w moim zyciu robi sie stopniowo
        jasniej. Nadal bywa mi bardzo zle, przykro, smutno i wkrecam sobie depresje,
        ale po jakims czasie to przechodzi i znowu swieci sloneczko :). Zdaje sobie
        sprawe, ze ten pomysl moze wydac sie trywialny, ale mi pomoglo. Wiec moze
        jeszcze i komus innemu tez pomoze?

        Pozdrawiam Cie Sebastianianie bardzo cieplutko i trzymam kciuki za poprawe. Nie
        mozemy Ci pomoc lepiej, bo nie wiemy, jakiej natury jest Twoj problem. Mam
        nadzieje, ze uda Ci sie przetrwac Swieta, ktore sa niesamowicioe dolujace
        wlasnie przez to, ze wywieraja na wszystkich presje bycia radosnym. Odezwij sie
        do nas jeszcze!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja