Gość: Kasia
IP: *.dip0.t-ipconnect.de
22.07.03, 20:12
Od poczatku mojego zwiazku (z obecnie mezem) wiedzialam, ze ma dziecko(wtedy
mialo 2,5 roku).Dziecko to bylo zwiazku niemalzenskiego, a rodzice nigdy nie
byli ze soba w stalym zwiazku. Po prostu raz sie tak zdazylo, ze sie ze soba
przespali i od razu powstalo dzieciatko.Postanowili wspolnie wychowywac
syna, jednak nie bedac ze soba w zwiazku. Dziecko kilka dni bylo u matki i
kilka u ojca. Tak wiec poznajac Marcina wiedzialam, ze w nic tu sie nie
mieszam, poniewaz i tak nie chcieli byc razem. Ich kontakty do tej pory byly
glownie telefoniczne i dotyczyly wylacznie tematu dziecka.
Jednak od niedawna to sie zmienilo. Marcin coraz czesciej rozmawia z nia na
inne tematy, zaczal jedzic do nich, wtedy kiedy dziecko jest wg ustalen u
matki (oczywiscie mowi, ze chce sie zobaczyc z dzieckiem) poniewaz dziecko
idzie w przyszlym roku do szkoly, wiec ich kontakty tez sie pewnie poluzuja-
matka mieszka w innym miescie, wiec teraz chce z nim spedzic jak najwiecej
czasu.
Nie wiem co mam o tym myslec. z jednej strony chce byc wyrozumiala, ale
czuje sie naprawde zle kiedy on jedzie do swojej "rodzinki", poniewaz sobie
wtedy mysle, ze nie moge przeciez z nia konkurowac-to ona jest matka jego
dziecka, wiec tym samym jest dla niego wazniejsza.Ja wprawdzie jestem jego
zona, jednak dzieci jeszcze nie mamy. Czesto lapie sie na takiej mysli, ze
chce miec z nim dziecko, zeby mna sie tez bardziej zainteresowal-ale jest to
bardzo glupie myslenie i to nie moze byc powodem poczecia dziecka...jak on
tam jedzie, czuje sie jakbym byla zdradzana i jeszcze swiadomie sie na to
zgadzala...
czy ktos z Was jest lub byl w podobnej sytuacji?czy hiseryzuje, czy moze
powinnam go zostawic w cholere i znalezc sobie kogos bez dzieci..?