elisabeth_cruel
27.10.07, 16:42
Mając 19 lat poznałam chłopaka, z którym zaczęłam chodzić bez większego
zaangażowania z mojej strony. Był seks, wspólni znajomi, za to praktycznie
brak wspólnych zainteresowań.
Pochodzę z domu, w którym nie było miłości, wiało chłodem i czyjeś
zainteresowanie bardzo mnie ujmowało. Na tych wątpliwych przesłankach
zdecydowałam się na małżeństwo.
Dodam jeszcze, że rok przed ślubem spotkałam mężczyznę, w którym naprawdę się
zakochałam, ale starałam się wybić to sobie z głowy, gdyż wydawało mi się, że
z Jego strony nie ma szans na stały związek z różnych przyczyn, głownie
chodziło o Jego poczucie niezależności i inne kobiety w Jego życiu.
Chciałam się ustabilizować, mieć dzieci i dlatego dążyłam do ślubu z tym
pierwszym. Odbył się huczny ślub, nawet o ironio kościelny.
W dwa miesiące po ślubie doszło do mojego pierwszego załamania psychicznego.
Okazało się oczywiście, że nie da się żyć w kłamstwie, zaprzeczając swoim
najskrytszym uczuciom. Wylądowałam u u psychiatry i psychologa. Wyznałam swoje
uczucia drugiemu, chciałam się rozwieść, ale dla Niego było już za późno.
Zaczęłam brać leki psychotropowe, żeby jakoś wytrzymać w tej sytuacji.
Tym bardziej, że mój mąż okazał się człowiekiem skłonnym do dominacji i kontroli.
Po dwóch latach urodziły nam się bliźniaki. Przeszłam psychozę poporodową,
wszystkie moje uczucia w stosunku do drugiego (tego kochanego) powróciły. On
nadal nie chciał utrzymywać ze mną kontaktów, poza krótkim wsparciem, którego
udzielił mi po porodzie.
Gdy moje dzieci miały sześć lat Jego serce się zmieniło. Chciał, żebym się
rozwiodła i wyszła za Niego. Próbowałam, walczyłam o wolność, ale mój mąż mnie
szatażował, że ze względu na moje epizody chorobowe (które od tego
początkowego powtarzały się dość regularnie, ale oprócz tego po porodzie już
nie z taką intensywnością), zabierze mi dzieci. Poza nie miałam wsparcia
rodziców, którzy uważali, że jak już raz wybrałam to lepiej tkwić nawet w
nieudanym małżeństwie, i straszyli, że mój ukochany będzie mnie zdradzał, a ja
będę cierpiała.
Poza tym oczywiście księża, którzy mówili, że ślub to do grobowej deski.
Nie udało nam się związać na dłużej. On związał się z inną kobietą, która
urodziła mu dwoje dzieci. Przez ten cały czas pozostawaliśmy w przyjacielskim
kontakcie, dużo mi też pomagał.
Rok temu postanowiłam odejść od męża - jakiś czas temu zaczął nadużywać
alkoholu, pojawiła się też przemoc, głównie psychiczna i na tle seksualnym.
Wtedy mój ukochany postanowił odejść od rodziny i zacząć nowe życie ze mną.
Nie mogę się pogodzić z tym, co zrobiłam ze swoim życiem, z tym, jak żyłam w
kłamstwie i oszustwie, i z konsekwencjami mojego postępowania - dwie rozbite
rodziny.