Czy to szantaż emocjonalny?

31.10.07, 20:53
Mam problem i może wy wiecie jak to nazwać.Ja nie wiem za bardzo.
Otóż jakiś czas temu odszedłem od żony, kiedy powiedziałem żonie że
uważem że powinniśmy się rozstać, to stwierdziła że winna jest moja
rodzina,że namawiają mnie do tego, powiedziała że winna jest moja
siostra,a także moja matka.Żona stwierdziła że ponieważ moja siostra
jest rozwódką to robi wszytsko abym ja też był rozwodnikiem i
nazwała moją siostrę kur...wą,a o mojej mamie powiedziała że tak
mnie jakoś źle wychowała że poprostu uciekam od problemów.Nikt z
mojej rodziny nie miał wpływu na moją decyzję.
Żona kiedyś groziła że popełni samobójstwo.Zadzwoniła do mnie i
powiedziała że odkręciła gaz i popełni samobójstwo.Mówiła że jestem
gnojem i sku..ynem, i że jeszcze nikt ją tak nie skrzywdził jak
ja.Często do mnie dzwoni i płacze, w sumie to chyba podczas każdej
rozmowy płacze, i prosi mnie abym się zlitował nad nią.Mówiła że
musi się tłumaczyć wszystkim z tego gdzie ja jestem, że nie mieszkam
z nią teraz.
Kilka tygodni temu powiedziała że ona chce mieć dziecko.I chciałaby
abym do niej wrócił i jak będziemy mieli dziecko to sobie mogę
odejść od niej. Potem mnie przepraszała ze te słowa.Mówiła że to
jakoś w nerwach.
Myślicie że to grożenie samobójstwem to taki szantaż tylko.Nie
chciałbym aby coś jej się stało.Sam nie wiem co myśleć o tym.Moja
żona jest chora na bulimię tzn. mówiła że już jest wyleczona, że
kiedyś była chora.
Zastanawiam się nad tym czy może jednak ją tak skrzywdziłem jak mi
mówi że tak reaguje w taki sposób.
    • odogas Re: Czy to szantaż emocjonalny? 31.10.07, 20:56
      I zastanawiam się jednak czy wrócić do niej.Jednak myślę o tym jej
      grożeniu samobójstwem.I nie wiem jak sobie poradzę jak faktycznie
      kiedyś przy mnie to spróbuje zrobić.
    • arwen8 Re: Czy to szantaż emocjonalny? 31.10.07, 21:06
      odogas napisał:

      > Myślicie że to grożenie samobójstwem to taki szantaż tylko.

      Tak. Jak dużo wiesz o jej dzieciństwie i stosunkach z rodzicami?

      > Zastanawiam się nad tym czy może jednak ją tak skrzywdziłem jak mi
      > mówi że tak reaguje w taki sposób.

      Twoim zdaniem, w jaki sposób i czym mogłeś ją skrzywdzić? Czy ona
      sama podała Ci konkretną odpowiedź na to pytanie?
    • shangri.la Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 21:08

      • odogas Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 21:13
        Żona powiedziała mi że skrzywdziłem ją tym że odszedłem od niej.Tak
        to ujeła.
        Moja żona jest jedynaczką.Opowiadała mi że swojej matki
        nienawidzi.Nigdy nie miały dobrych kontaktów.Dlatego ma bulimię.Jej
        matka powiedziała jej kiedyś że żałuje że zaszła w ciąże.
        Jak byliśmy razem to było ok. ale kiedy wyjechałem to żona chyba
        sobiue nie radzi,i grozi samobójstwem.
        • shangri.la Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 21:16
          Dlaczego odszedłeś?
          Ale szczerze, OK?
          • odogas Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 21:35
            Kilka powodów było.
            Nie dogadywaliśmy się wcale.Nie potrafimy ze sobą rozmawiać.Po
            ślubie żyliśmy tak jakby osobno.Żona siadała przed komputerem i
            gadała sobie do późna w nocy a ja sam chodziłem do łóżka spać.Nie
            było tak każdego dnia ale często.Żamiast chodzić razem do łózka ja
            szedłem spać sam a żona na komputerze.Ja czasem na TV patrzyłem.
            Któregoś dnia coś zauważyłem.Żona rozmawiając ze swoim byłym
            chłopakiem na gg zamykała właśnie gg gdy wchodziłem do pokoju w
            którym pisała na komputerze.I często tak robiła,Zawsze jak z nim
            pisała zaraz zamykała gg abym nic nie widział.
            Któregoś dnia przeczytałem archiwum gg i to był powód dla którego
            wyjechałem od żony.Potem przez kilka miesięcy jak myślałem nad tym
            naszym małżeństwem to doszedłęm do wniosku że wogóle się nie
            znaliśmy a wzieliśmy ślub.
            A potem jeszcze bardziej niż te rozmowy z jej byłym na gg
            przeraziłem się jej zachowaniem grożeniem mi samobójstwem ,
            nazywaniem mojej sisotry ku..wą.
            A jak mi powiedziała że chce mieć tylko dziecko i że potem mogę od
            niej sobie odejść to już całkiem nie wiem co myśleć.
            • shangri.la Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 21:39
              Krótko mówiąc, problem istniał od dawna, ale nie próbowaliście go rozwiązać, więc wybrałeś ucieczkę.
              A bezpośrednim powodem Twojego odejścia była Twoja zadrość.
              Czy ty kochasz swoją żonę?
            • arwen8 Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 21:49
              odogas napisał:

              > Żona siadała przed komputerem i gadała sobie do późna w nocy a ja
              > sam chodziłem do łóżka spać.

              Czy pamiętasz jak się wtedy naprawdę czułeś?

              > Któregoś dnia przeczytałem archiwum gg i to był powód dla którego
              > wyjechałem od żony.

              Czy pamiętasz jak się wtedy naprawdę czułeś?

              > przeraziłem się jej zachowaniem grożeniem mi samobójstwem ,
              > nazywaniem mojej sisotry ku..wą.

              Czy przerażenie było jedynym uczuciem, które pamiętasz, czy
              towarzyszyły mu jeszcze jakieś inne uczucia? Co poczułeś, kiedy
              mówiła o samobójstwie? Co poczułeś, kiedy użyła obelżywego
              określenia wobec Twojej siostry? Czy wówczas odpowiedziałeś żonie w
              jakikolwiek sposób?

              > A jak mi powiedziała że chce mieć tylko dziecko i że potem mogę od
              > niej sobie odejść to już całkiem nie wiem co myśleć.

              Zostaw na chwilę myslenie i skup się na tym, co wtedy poczułeś,
              kiedy żona powiedziała Ci o takich swoich pragnieniach.
              • odogas Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:11
                Gdy chodziłem spać do łóżka sam a widziałem żone przed komputerem
                wiedziałem że nie tak powinno wyglądać małżeństwo.Tom nie było
                małżeństwo "normalne". Nie mówiłęm żonie o tym ale było mi przykro
                jak siedzi na komputerze zamiast iść do łóżka.

                Gdy czytałem te rozmowy miałem uczucie jakbym był wyśmiewany,jakby
                się naśmiewano ze mnie.
                Gdy mi zagroziła samobójstwem zobaczyłem że jest bezbronna,Nie
                chciałem aby jej cokolwiek się jej stało.Zastanowiłem się dlaczego
                to robi i nie wiem czy z miłości do mnie tzn że chciała mnie
                zatrzymać.
                Gdy usłyszałem od żony że chce mieć tylko dziecko,pomyślałem że nie
                jestem ważny w jej życiu.pomyślałem że jejetm jej potrzebny tylko
                żeby miała dziecko.
                • arwen8 Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:25
                  Popatrz, jak dobrze potrafisz określić swoje uczucia! Być może nie
                  jest to jeszcze w 100% precyzyjne określanie, ale znakomity
                  początek.

                  > Nie mówiłęm żonie o tym ale było mi przykro

                  Czy pamiętasz dlaczego nie powiedziałeś jej, że było Ci przykro? czy
                  oprócz uczucia przykrości czułeś coś jeszcze?

                  > Gdy czytałem te rozmowy miałem uczucie jakbym był wyśmiewany

                  Co zrobiłeś z tym uczuciem? Jak zareagowałeś? Poczułeś się
                  wyśmiewany i co jeszcze? To nie było jedyne z tym związane uczucie,
                  prawda? Czy pamiętasz może reakcję swojego ciała?

                  > pomyślałem że jejetm jej potrzebny tylko żeby miała dziecko.

                  Tak, to pomyślałeś, a co w tej samej chwili POCZUŁEŚ? Jaka była
                  reakcja ciała na tę myśl?
                  • odogas Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:41
                    Nie mówiłem jej,Chyba dlatego że mam kłopot z wyrażaniem uczuć,nie
                    mówiłem też dlatego że nie wiedziałem co jej powiedzieć.
                    zastanawiało mnie też czy ona wie co robi.Tzn dlaczego siedzi na
                    necie po nocach.
                    Gdy przeczytałem te rozmowy to zastanowiłęm się dlaczego żona za
                    mnie wyszła.Napisała w jednej z rozmów temu chłopakowi że nie miała
                    innych kandydatów na męża, ale wydawało mi się że to chyba nie tylko
                    dlatego chciała za mnie wyjść.
                    A jak mi powiedziała że chce mieć tylko dziecko a potem mogę wracać
                    to poczułem się wykorzystany, poczułem że wzięła ślub ze mną tylko
                    żeby mieć dziecko, a ja jestem odstawiony na boczny tor.
                    Chyba mnie wtedy w brzuchu czy żołądku skurczyło.

                    • shangri.la Re: Nie przejmuj sie bzdurami i trzymaj konkretów 31.10.07, 22:47
                      Nie rozmyślaj, nie rostrząsaj, nie analizuj tylko DZIAŁAJ , do licha!
                      Facet jesteś chyba?:)
                    • arwen8 Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 23:06
                      odogas napisał:

                      > Chyba mnie wtedy w brzuchu czy żołądku skurczyło.

                      Bardzo ważna obserwacja. Przypomnienie tego rodzaju uczuć i objawów
                      somatycznych pomoże Ci nawiązać lepszy kontakt ze sobą.
                      • shangri.la Re: Arwen jesteś zabawna:))) 31.10.07, 23:09
                        Fajnie się bawiłam czytając Twoje posty w tym wątku, dzięki:)))
                        Ale teraz przeszłaś już samą siebie, hihihi
        • arwen8 Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 21:31
          odogas napisał:

          > Opowiadała mi że swojej matki nienawidzi

          Czy znasz swoją teściową tylko z opowiadań żony? Czy teściowa
          jeszcze żyje? Czy utrzymujecie z nią kontakt (jaki?), szczególnie
          żona?
          • odogas Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 21:39
            Teściowa żyje, Ja z teściową dobrze żyłem tylko żona nie mogła
            znaleźć wspólnego języka ze swoją mamą.Żona to zabroniła jej nawet
            przychodzić do siebie do domu.
            Kiedyś byłem świadkiem jak w rozmowie telefonicznej żona
            nakrzyczała na swoję matkę tylko dlatego że ta chciała przyjść do
            nas i pomóc nam w remoncie mieszkania.Dzień później teściowa
            popłakała się przy mnie.
            Jak rozmawiałem z żoną o tym to mi powiedziała że tak musi rozmawiać
            bo by się wtrącała do jej życia.
            • odogas Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 21:46
              Ja nie jestem zazdrosny o jej byłego chłopaka.Wiedziałem o nim przed
              ślubem.Opowiadała mi trochę o nim. Nie wiem jak to określić ale jak
              czytałem te rozmowy to miałem takie wrażenie jakby się wyśmiewali ze
              mnie.Albo naśmiewali. Sam nie wiem jak to określić.
              Teraz to nie wiem co ja czuję do żony.Mam jakieś mieszane
              uczucia.Sam sie zastanawiam czy ją kocham jeszcze czy nie.
              • shangri.la Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 21:51
                Jeśli "się zastanawiasz" to znaczy że nie kochasz jej , bo nigdy nie kochałeś.
                Dlaczego się ożeniłeś z kobietą , której nie kochałeś?

                P.S. Grzebanie w cudzym gg jest karygodne, a powód odejścia sprecyzowałęś jako "dlatego że rozmawiała ze swoim byłum chłopakiem na gg" , to ewidentna zazdrość.Gdyby wynikała z miłości, nigdy nie podjąłbyś tak besensowanej decyzji , jak odejście w momencie zagrożenia. Uciekłeś jak tchórz. Sorry, ale jesteś chyba bardzo młody?
                • arwen8 Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 21:59
                  Shangri.la, Ty aż tryskasz "empatią"... Mówisz, że przeczytałaś tyle
                  książek i tyle w życiu doświadczyłaś, ale chyba gdzieś w tym
                  wszystkim zabrakło jednak zdolności wczuwania się w uczucia innych.
                • odogas Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:03
                  Tak młody jestem. Może nie tak powinienm postąpić.Wiem że czytanie
                  czyjegoś gg jest karygodne, ale nie wiedziałem co zrobić wtedy.Wtedy
                  obserwowałem poprostu.Uważałem że to jej jakiś były chłopak
                  tylko.Ale treść tych rozmów mnie w pewnym momencie zszokowała.
                  Nie jest tak że jej nie kocham. Im więcej i dłużej przebywam sam
                  bez żony to moje życie jest zupełnie inne.Teraz tak patrząc z tych
                  kilku miesięcy zastanawiam się czy jednak dobrze zrobiłem odchodząc
                  od żony wtedy i brakuje mi żony.
                  Wiem jednak że mam kłopoty z wyrażaniem uczuć,żona mi powiedziała to
                  samo,że mam kłopoty z uczuciami tzn z ich wyrażaniem.
                  • shangri.la Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:10
                    Twój młody wiek, wiele tłumaczy, ale nie usprawiedliwia tego co zrobiłeś.
                    Jeśli, jak twierdzisz , jest w Tobie iskierka nadziei na odbudowanie życia z ta kobietą, zrób to.
                    Chciałeś być przecież z nią na dobre i złe i "że cię nie opuszczę aż do śmierci"(!)

                    Zastanawia mnie tylko powód , dlaczego się z nią ożeniłeś ( nie odpowiedziałeś) oraz fakt, że porzuciłeś ją w chwili, w której powinieneś był stanać o walki o swoje prawa wobec niej.
                    Sorry, ale dlatego mam wciaż wątpliwosci co do Twoich uczuć.
                    • odogas Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:28
                      Mamy się spotkać w ten weekend i porozmawiać.Powiedziała mi gdy
                      rozmawialiśmy przez telefon że była nawet u wróżki.
                      Chcieliśmy się pobrać.Bylśmy ze sobą dwa lata.Może to zbyt pochopna
                      decyzja była ,okazało się że nie znaliśmy się dobrze, a wręcz mało.
                      • shangri.la Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:38
                        Moim zdaniem dwa lata to mnóstwo czasu, aby podjąć decyzję o małżeństwie. Nie była to pochopna decyzja;)
                        Wróżki niech ida sobie precz razem z upierdliwą teściową(!)
                        Walcz , bo masz tylko jedno życie, a ono z natury nie jest łatwe ani proste, dlatego warto mieć przy sobie kogoś, na kogo zawsze można liczyć.
                        Czy Wy możecie liczyć na siebie wzajemnie, to się dopiero okaże.

                        I jeszcze jedno, każdy wartościowy związek dwojga ludzi któregoś dnia zostaje poddany PRÓBIE, takiej prawdziwej, jak Wasza.
                        Albo staniecie oboje na wysokości zadania i spełnicie się jako partnerzy na całe życie, albo z Waszego życia pozostaną tylko zgliszcza i popioły.

                        P.S. Nie wracaj w rozmowie z żoną do tego tekstu z dzieckiem. To zwykły, stary kobiecy numer, chwyt "na łóżko":) Zostaw temat dziecka , aż uporządkujecie swoje życie, czego serdecznie Wam życzę;)
                        Trzymaj się:)
                  • arwen8 Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:12
                    odogas napisał:

                    > Wiem jednak że mam kłopoty z wyrażaniem uczuć,

                    To bardzo ważne, co napisałeś. Jak daleko możesz sięgnąć pamięcią do
                    początków tych kłopotów? Jak się z tym czujesz? Czy uważasz uczucia
                    za niepotrzebne? Czy boisz się ich? Czy tęsknisz za zdolnością ich
                    rozumienia i swobodnego wyrażania? Czy chciałbyś się całkowicie ich
                    pozbyć, czy może nauczyć się je odpowiednio wyrażac?

                    > żona mi powiedziała to samo,że mam kłopoty z uczuciami tzn z ich
                    > wyrażaniem.

                    Czy zauważyłeś jak reagujesz na to, co inni mówią Tobie o Tobie? Czy
                    łatwiej jest Ci uwierzyć w ich opinię na Twój temat, czy we własne
                    zdanie?
                    • odogas Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:22
                      Zawsze miałem kłopot z wyrażaniem tego co czuje.Uczucia są bardzo
                      potrzebne,Chciałbym je umieć wyrażać, nauczyć się ich wyrażania.
                      Jestem raczej kimś takim kto nie mówi o tym co czuje.
                      Myślę że wiem jaki jestem .To co ktoś mi powie o mnie to się
                      zastanawiam nad tym czy może nie ma racji.Ale mam własne zdanie o
                      sobie.
                      • arwen8 Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:31
                        odogas napisał:

                        > Jestem raczej kimś takim kto nie mówi o tym co czuje.

                        czy odczuwasz lęk przed mówieniem o tym nawet sobie samemu? Czy
                        próbowałeś kiedykolwiek złapać siebie na myśli "teraz czuję to a to"
                        (chodzi o próbę nazwania konkretnego uczucia w umyśle) czy raczej
                        nie przywiązywałeś do tego większej uwagi?

                        > Ale mam własne zdanie o sobie.

                        To dobrze. Jak często przywołujesz w umyśle to zdanie? Jakie
                        określenia w tym zdaniu dominują? Jak często czujesz, że potrafisz
                        bronić tego zdania? A wypowiedzieć to zdanie publicznie? W jakim
                        stopniu Twoje zdanie o sobie pokrywa się ze zdaniem Twoich rodziców
                        o Tobie?
                        • odogas Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:51
                          Nie czuję lęku żeby mówić to samemu sobie.
                          Własne zdanie o sobie mam, ale raczej nie wypowiem tego publicznie.
                          Moje zdanie o sobie jest inne niż moich rodziców o mnie.Rodzice mi
                          mówili w dzieciństwie że przeszkadzam im, rodzeństwu,żebym poszedł
                          gdzieś sobie sam.Nie wiem czy jasno się wyrażam.


                          • arwen8 Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 23:07
                            odogas napisał:

                            > Nie wiem czy jasno się wyrażam.

                            Tak, bardzo precyzyjnie.
              • arwen8 Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 21:56
                odogas napisał:

                > Nie wiem jak to określić ale jak czytałem te rozmowy to miałem
                takie wrażenie jakby się wyśmiewali ze mnie.Albo naśmiewali.

                Jak się czułeś mając takie wrażenie? Spróbuj określić swoje uczucia.
                Czy zareagowałeś w jakiś sposób tuż po przeczytaniu tych rozmów?

                > Sam nie wiem jak to określić.

                Spróbuj określić tak, jak podpowiada Ci Twój wewnętrzny głos.

                > Mam jakieś mieszane uczucia.

                Jak sądzisz, co powoduje te mieszane uczucia? Co sprawia, że się
                zastanawiasz i masz wątpliwości?

                > Sam sie zastanawiam czy ją kocham jeszcze czy nie.

                Czy potrafiłbyś wyszczególnić cechy za które ją kochasz?
              • arwen8 Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:05
                odogas napisał:

                > Ja nie jestem zazdrosny o jej byłego chłopaka.

                Ale masz pełne prawo być zazdrosnym o uwagę i czas, które żona
                poświęcałą jemu. Jak się czułeś, kiedy zamiast rozmawiać z Tobą,
                spędzała godziny na GG? Jak się poczułeś, kiedy zrozumiałeś, że coś
                ukrywa, nie ufa Tobie? Jak się czułeś, samotnie wpatrując się w TV,
                wiedząc, że żona w tym czasie gada na GG?

                Jeśli nie odczuwałeś wówczas zazdrości, to CO CZUŁEŚ? Spróbuj
                określić te uczucia.
                • odogas Re: A skrzywdziłeś? n/t 31.10.07, 22:15
                  Czułem się pomijany, czułem że nie jestem ważny w jej życiu i że tak
                  samo mogłaby żyć sobie sama bezemnie .
                  Zastanwaiałem się wtedy czy tak ma wyglądać małżeństwo.Byłem bardzo
                  samotny wtedy.Mieszkałem z żoną,mieszkaliśmy razem byliśmy
                  małżeństwem ale jednak jakbyśmy żyli osobno.
    • arwen8 Podstawowe pytanie 31.10.07, 22:34
      Czy kiedykolwiek czułeś złość, gniew, wściekłość, wku..enie,
      nienawiść?
      • shangri.la Re: Podstawowe pytanie hihihiih 31.10.07, 22:40
        arwen8 napisała:

        > Czy kiedykolwiek czułeś złość, gniew, wściekłość, wku..enie,
        > nienawiść?
        >

        A Ty nie?:))))
      • odogas Re: Podstawowe pytanie 31.10.07, 22:43
        Oczywiście że tak.
        Ja nie mam problemu z uczuciami tylko z ich wyrażaniem tzn mówieniem
        ludziom o tym co czuje.
        • arwen8 Re: Podstawowe pytanie 31.10.07, 23:09
          > Ja nie mam problemu z uczuciami tylko z ich wyrażaniem tzn
          > mówieniem ludziom o tym co czuje.

          Tak, wiem. Wobec tego, napisz proszę, w jaki sposób wyrażasz swoją
          złość, wściekłość, nienawiść. Kiedy towarzyszyły Ci te uczucia?
          • odogas Re: Podstawowe pytanie 31.10.07, 23:18
            Myślę że nie wyrażam wściekłości czy nienawiści ani takich
            uczuć.Raczej tłumie je w sobie.
            Te uczucia towarzyszą mi w różnych sytuacjach, tak jak wiele ludziom
            • arwen8 Re: Podstawowe pytanie 31.10.07, 23:47
              odogas napisał:

              > Myślę że nie wyrażam wściekłości czy nienawiści ani takich
              > uczuć.Raczej tłumie je w sobie.

              Bardzo wazna obserwacja! Jak myślisz, dlaczego nie wyrażasz tych
              uczuć?

              > Te uczucia towarzyszą mi w różnych sytuacjach

              Czy odczuwałeś/odczuwasz je w stosunku do żony?
              • odogas Re: Podstawowe pytanie 01.11.07, 06:20
                W stosunku do żony odczuwam złość.Powiedziałem jej to.
                Ja mało kiedy mówię o swoich uczuciach.Nie jestem jakoś nauczony
                mówić o nich.
                • renebenay To nie ma zadnego sensu 01.11.07, 08:16
                  jak ktos chce sobie odebrac zycie to nie uprzedza a pozatym spokoj i nic nie
                  brac serio-to jest dziecinada i lepiej mysl o przyszlosci z inna osoba.
                  • psychoguru Bez ignorancji 01.11.07, 09:38
                    renebenay napisał:

                    > jak ktos chce sobie odebrac zycie to nie
                    uprzedza a pozatym spokoj i nic nie
                    > brac serio-to jest dziecinada i lepiej
                    mysl o przyszlosci z inna osoba.

                    Lepiej w takich sprawach nie popisywac sie
                    ingorancja. Zdecydowana wiekszosc, prawie
                    wszyscy kandydaci na samoboje informuja o
                    tym otoczenie w roznych formach.

                    Dlatego tych sygnalow nie mozna lekcewazyc.

                    Ale to NIE znaczy ze nalezy ulegac
                    szantazowi, wrecz przeciwnie -NIE- nalezy
                    ulegac.

                    Na takie osoby nalezy wywierac presje by
                    udaly sie do psychiatry i na terapie. Czyli
                    na szantaz negatywny odpowiadac "szantazem
                    pozytywnym" czyli negocjacjami w stylu:
                    "Mozemy dalej rozmawiac ze soba ale najpierw
                    proponuje wizyte u lekarza bo twoj stan
                    psychiczny wyglada na fatalny i rozmowy go
                    tylko moga pogorszyc a ja nie chce sie do
                    tego przyczyniac".

                    Taki szantaz pozytywny trzeba stosowac
                    systematycznie i twardo az ta osoba zrozumie
                    ze nie ugra nic na szantazu negatywnym.
                    Oczywiscie osoba zagrozona moze wybrac ze
                    nie pojdzie do lekarza ale to juz nie jest
                    nasz problem. Pomimo wszelkich namow i prosb
                    nie skorzystala z rad a przeciez nie mozna
                    jej wyslac na leczenie sila wiec nic wiecej
                    nie da sie zrobic.
                    • odogas Re: Bez ignorancji 01.11.07, 10:08
                      Kiedyś proponawałem żonie ( gdy nie byliśmy małżeństwem)aby poszła
                      do psychologa.Mówiła że ma bulimię.Powiedziała mi że nie pójdzie, że
                      ja robię dla nie więcej niż jakiś lekarz.
                      Teraz zaproponawałem jej ponownie żeby poszła do jakiegoś lekarza,
                      do psychologa może.Pomyślałem że takie groźby samobójstwem to nie
                      normalna rzecz.Odpowiedziała mi że nie pójdzie ponieważ nic jej nie
                      jest,stwierdziła że jest zdrowa.
                      A poza tym powiedziała że od pomocy to ma się bliskich a nie lekarzy.
                      Ma mnie, jestem jej mężem i mam jej pomóc.Powiedziała że jak chcę
                      jej pomoż to powinienem do niej wrócić.
                      • synvilla Re: Infantylizm emocjonalny. 01.11.07, 10:15
                        Powiedziała że jak chcę
                        jej pomoż to powinienem do niej wrócić.

                        .................................................

                        Nie liczenie sie ze zdaniem i wola drugiej osoby.

                        No coz masz doczyniena z duzym dzieckiem.

                        Wyciagnij madre wnioski z owej relacji. Dlaczego wlasnie Ty wpadles
                        w sidla kogos takiego. I zastanow sie abys na drugi raz nie wdal
                        sie w relacje z osoba tego pokroju.


                        Zle relacje zostaja zlymi. Nie mieniaja sie nie bedize lepiej.

                        Za to mozliwe ze ty unikniesz jakiegos zalamnaia nerwowego i
                        dlugotrwalego leczenia gdzies u lekarza albo u psychologa.
    • synvilla Re:Ciesz się,że odeszłeś. 01.11.07, 09:23
      Po co te męki z kims tak DURNYM.

      Jaka to żona, która siedzi nocami przed kompem i pisze ze swoim
      bylym?

      sam fakt ze czułeś się żle, mówi że to zwiazek nie dla ciebie.czy
      potrzebujesz wiecej ciosow od manipulantki?

      Fakt że szybko wyrwałeś się z tego złego zwiazku swiadczy, ze masz
      jakieś resztki zdrowego egozimu i rozsądku.

      Sam fakt, że kobieta ci proponuje abyś został ojcem, a potem mozesz
      odejść mówi o niej wybitnie żle. Co ty jesteś jakaś Sperma Bank?

      Ludzie chorują na różne choroby psychiczne i widać tweoja zona jest
      chora. To co napędza chorobę moze być skrajny egocentryzm i złe
      wychowanie wyniesione z rodziny, ktora nie spełniałą funkcji
      rodziny.

      Powodów moze być dużo, faktem jest ze odeszłeś. Ciesz się tym i
      zostaw kobiete jej losowi. A sam zajmij się swoim życiem.
      • arwen8 Re:Ciesz się,że odeszłeś. 01.11.07, 14:38
        synvilla napisała:

        > Po co te męki z kims tak DURNYM.

        Nie nazwałabym tej kobiety "durną", raczej mocno skrzywdzoną i
        wystraszoną małą dziewczynką, która zupełnie nieświadomie nienawidzi
        siebie a więc nie jest też zdolna do miłości. Głębsze zrozumienie
        zarówno swojego jak i jej problemu pomoże autorowi wątku podjąć
        odpowiednią DLA NIEGO decyzję.

        > Jaka to żona, która siedzi nocami przed kompem i pisze ze swoim
        > bylym?

        Powiem Ci jaka - żona, która jest nieszczęśliwa sama ze sobą; która
        nie wie, czego pragnie; nie zna swoich uczuć; jest wystraszona; żyje
        przeszłością i przyszłością; jest uzależniona od opinii innych na
        jej temat; niespełniona. Jest to żona, która ma bardzo poważny
        problem ze sobą i swoją przeszłością. Wątpię, że siedziała przed
        kompem by specjalnie skrzywdzić męża. Raczej była nieświadoma jego
        uczuć tak samo, jak nie była świadoma tego, dlaczego siedzi ze swoim
        byłym na GG. Być może próbowała bezskutecznie wypełnić wewnętrzną
        pustkę. Teraz pragnie wypełnić tę pustkę dzieckiem. Niestety, nie
        jest to możliwe.

        Wrócę do tematu jutro.
        • synvilla Re:Heloj Arwen,:=) 01.11.07, 15:28
          Duzo pisalas jak dotad na temat toksycznych rodzin. Toksycznych
          rodzicow. Nie ujmujac nic, a nic twojej wiedzy w temacie, bo ja
          masz dosc duza, czasami jednak widze w twoich tekstach taki
          dualizm.Albo zle cie zrozumialam, jezeli tak to mnie popraw.:=)

          Dualizm, bo toksycznych rodzicow umiesz nazwac dosadnie i po
          imeniu. Jednak w sytuacji takiej jak ta - wydaje mi sie- szukasz
          usprawiedliwienia dla dosc toksycznej kobiety, w tym wypadku tak ja
          to wyczytalam z tekstu autora.

          Jestem bardziej pelna wyrozumialosci dla matki rodziny, ktora po 10
          godzinach pracy, przychodzi obladowana zakupami do domu, gdzie
          czeka na nia sterta brudnych garow w zmywaku. Po czym wpada w
          zlosc nad swoim losem. Bo pada ze zmeczenia,- niz byc pelna
          wyrozumialosci wobec osoby dla mnie wybitnie "durnej" wrecz
          nieokrzesanej, ktora za plecami meza flirtuje z facetami, proponuje
          mezowi dziecko, po czym on ma zniknac, jak to dziecko przyjdzie na
          swiat, manipuluje mezem jak sie da.

          TOKSYNA, jest toksyna , czy ja nazwiesz "durna" czy jak inaczej
          zostanie toksyna. Tolsyczna, niszczaca miedzyludzkie relacje osoba
          i takie sprawy i ludzi z nimi zwiazane nazywac nalezy po imieniu.
          • odogas rozmawiałem z żoną 01.11.07, 20:01
            Rozmawiałem dziś telefonicznie z żoną.Jesteśmy umówieni na spotkanie
            za kilka dni ale nie wiem czy nie przesuniemy je o tydzień.
            Podczas tej rozmowy żona się popłakała i powiedziała mi coś
            ciekawego.Powiedziała że tak specjalnie czasem długo siedziała na
            kompie po to żeby zobaczyć jak zareaguję.Chciała abym przyszedł do
            niej i ją zabrał od komputera i żebym jej kazał iśc śpać ze mną
            zamiast siedzieć na necie.Chciała żebym był o nią zazdrosny.
            No ale jak powiedziała skończyła z nim rozmawiać tzn z tym swoim
            byłym chłopakiem bo to źle wpłyneło na nasze małżeństwo.
            Nie wiem juz co myśleć.
            Ale jedno wiem.
            Na kobietach to się nie znam.
            • shangri.la Re: rozmawiałem z żoną 01.11.07, 20:10
              Super;)
              Jest tak, jak mówiłam...bądż miły i dobry dla niej, a czas wielkiej próby będziecie kiedyś wspominać ze śmiechem.
              Powodzenia:)
              • odogas Re: rozmawiałem z żoną 01.11.07, 20:36
                Niby jest się z czego cieszyć,Tylko to nie tłumaczy grożenia mi
                swoim samobójstwem,nie tłumaczy obwiniania mnie o wszystko co złe ją
                ostatnio spotkało.Nie tłumaczy ją że nazywała moją siostrę ku..wą,I
                wiele innych rzeczy.
                A jak mi powiedziała że nie jestem jej potrzebny tak bardzo i że ona
                dziecko tylko chce mieć a potem mogę sobie odejśc to naprawdę miałem
                dość.

                Ps.Gdy wyjechałem od niej , po tygodniu zadzwoniła do
                mnie.Powiedziała mi że okazało się że była w ciąży ale
                poroniła.Powiedziała że była w szpitalu na łyżeczkowaniu a mnie nie
                było mnie przy niej a powinienem.Stwierdziła że przezemnie dziecko
                straciła.
                Może miała rację.
                • shangri.la Re: rozmawiałem z żoną 01.11.07, 20:45
                  Na drugi raz , zanim spakujesz walizki z byle powodu zastanowisz się dziesieć razy, czy nie krzywdzisz żony i siebie.
                  I jeszczę proszę, nie roztrzasaj już przeszłości. Stało się wiele złego i nic tego nie zmieni, ale oboje MOŻECIE ZMIENIĆ swoje życie i sprawić, że wszelkie złe wspomnienia będe tylko etapem Waszego wspólnego, zgodnego życia.
            • synvilla Re: I w tym leży Twój problem. 02.11.07, 09:21
              Na kobietach to się nie znam.

              .........................................
              W ogole nie znasz się na psychice ludzi.

              Twoja żona zachowuje się jak mała dziewczynka. Mało samodzielna.
              Której trzeba dawać i dawać bez końca.


              Możliwe, ze w jakiś sposób macie tam swoje 'zagięcia' oboje, tak ze
              i tobie odpowiada taka mało zaradna ofiara losu, przy niej czujesz
              się pewniej, więc uzupełniacie się. I wasze małżeństwo jak kółko w
              zegarku, może funkcjonować.
              Ale jest to małżeństwo na zasadzie "Rodzc - dziecko". Kiedyś
              dziecko dorasta i model przestaje funkcjonować. Tak jak w wypadku
              jej siedzenia przed kompem. Wtedy kiedy emocjonalnie
              się 'uzależnia'/w twoim odczuciu/, szuka kogoś poza kręgiem domu.
              wtedy ty 'wyrywasz' się z takiego układu. Uciekasz od niej.
              Zostawiasz ją, ona płacze jak małe dziecko, gada niedorzeczne
              bzdury. Te 'bzdury' tez maja wpływ na ciebie, wtedy ty czujesz się
              ten 'dorosły' coś dobrze znanego do ciebie powraca. Poczucie
              pewności. I znowu powtarza się układ "Rodzic- dziecko" I tak do
              kolejnego razu. Bo, rodzic musi byc gorą.

              Powodzenia, tak żyje miliony ludzi.Nie jesteście samotni z tym
              układem:)))
              • odogas Re: I w tym leży Twój problem. 02.11.07, 12:42
                Kiedy tak odszedłem od niej i myślałem nad naszym małżeństwem w
                spokoju, gdy się zastanowiłem doszedłem do wniosku że nie jest to
                zdrowe małżeństwo.
                Być może nie jesteśmy jedyni na świeci którzy tak żyją jak napisała
                synvilla,ale nie wiem czy długo wytrzymam taki układ.Jakiś czas temu
                pomyślałem już że moja żona zachowuje się jak dziecko.Gdy jej
                powiedziałem że chcę odejśc zaczeła płakać i tupać nogami ,tak jak
                robią małe dzieci właśnie.
                Ja chcę zdrowe małżeństwo,zdrową rodzinę z dziećmi.Zastanawiam się
                czy jest to możliwe do osiągnięcia z moją żoną. Powiedziała mi że
                jak będziemy mieli dzieci to ona się tylko będzie dzieckiem zajmować.
                A ja resztą, całym domem,wszystkim.
                No cóż.Życie nie jest proste.
                Dzięki za rady.
                • arwen8 Re: I w tym leży Twój problem. 02.11.07, 21:57
                  odogas napisał:

                  > doszedłem do wniosku że nie jest to zdrowe małżeństwo.

                  Tak naprawdę małżeństwem jeszcze nie byliście. Byliście dwójką
                  skrzywdzonych dzieci, które stosują bierną agresję wobec siebie,
                  boją się samotności i potrzebują ogromnej miłości i bliskości,
                  której sami nie umieją okazać.

                  > pomyślałem już że moja żona zachowuje się jak dziecko.

                  Bo wciąż JEST małą, wystraszoną dziewczynką, uwięzioną w ciele
                  kobiety. Dziewczynką, która nie zdążyła jeszcze dorosnąć, a więc
                  szuka w Tobie namiastki kochającego rodzica, jak słusznie zauważyła
                  Synvilla. Takie zachowanie nie skończy się dopóki żona nie stanie
                  się rodzicem sama dla siebie. Ty również.

                  > zaczeła płakać i tupać nogami ,tak jak robią małe dzieci właśnie.

                  Ogromnie się boi porzucenia przez najbliższą osobę. Ten lęk nie ma
                  prawie nic wspólnego z Tobą, jest przeniesieniem innego lęku z
                  przeszłości - lęku małej dziewczynki przed porzuceniem przez
                  rodziców. Pisałeś, że żona nienawidzi swoich rodziców. To dobrze, że
                  potrafi nazwać swoje uczucie. Zastanawiam się tylko, czy wie, za co
                  konkretnie ich nienawidzi. Ma przed sobą trudną pracę do zrobienia i
                  przydałaby się jej pomoc osoby, która zajmuje się traumami z
                  dzieciństwa.

                  > Ja chcę zdrowe małżeństwo,zdrową rodzinę z dziećmi.Zastanawiam się
                  > czy jest to możliwe do osiągnięcia z moją żoną.

                  To zależy tylko i wyłącznie od WAS. Ale musicie mieć wspólną,
                  klarowną definicję "zdrowego małżeństwa". Tak jak pisałam wcześniej,
                  w każdym związku odpowiedzialność za związek leży w równej mierze po
                  każdej z obydwu stron - 50/50. Żeby móc zbudować zdrową rodzinę
                  warto wpierw zająć się budowaniem własnego zdrowia. Czyli rozwiązać
                  WŁASNE problemy. Tyczy się to zarówno Ciebie jak i Twojej zony. A
                  kiedy już rozwiążecie własne problemy, wtedy będziecie w stanie
                  podjąć najlepszą dla Was decyzję - czy iść dalej razem, czy osobno.

                  Proponowałabym osobną terapię dla każdego z Was. Problem w tym, by
                  trafić na odpowiednio wrażliwą osobę, która Wam nie zaszkodzi, ale
                  pomoże nauczyć się konstruktywnie wyrażać swoje uczucia. Myślę też,
                  że spędzenie tego czasu osobno można wykorzystać na zajęcie się
                  własnym wnętrzem i uporządkowanie nierozstrzygniętych spraw z
                  przeszłości. To trudne, ale bardzo potrzebne.
                  • odogas Re: I w tym leży Twój problem. 02.11.07, 22:40
                    Wiesz arwen8 chyba bardzo dokładnie opisałaś to wszystko.

                    Jakiś czas przed ślubem moja żona tzn narzeczona wtedy powiedziała
                    mi że chciałaby zmienić przysięgę małżeńską aby mieć gwarancje że
                    nigdy nie odejdę od niej.Pomyślałem wtedy że boi się że mogę odejść
                    od niej i znów będzie taka sama jak wtedy gdy "porzuciła " ją matka.
                    No i jak wyjeżdzałem od niej i zobaczyłem ją wtedy jak płacze,tupie
                    nogami jak dziecko,to myślałem że boi się mojego odejścia.Nie
                    pomyślałem o tym tak jak to ty piszesz że ten jej lęk nie ma nic
                    wspólnego ze mną, a raczej z jej przeszłością.
                    Moja żona nie pójdzie do lekarza.Proponowałem jej to.Powiedziala mi
                    że nic jej nie jest.Stwierdziła że chce dziecko mieć, że jest
                    przygotowana na macierzyństwo. Lecz nie jest.

                    >Żeby móc zbudować zdrową rodzinę
                    > warto wpierw zająć się budowaniem własnego zdrowia. Czyli
                    rozwiązać
                    > WŁASNE problemy.

                    Świete słowa.To podstawa dobrego związku i udanego
                    małżeństwa.Pośpieszyliśmy sie z małżeństwem.

                    Chciałem ci arwen8 podziękować za porady,a szeczególnie za tę
                    właśnie.Wiele teraz zrozumiałem tzn chyba dotarło do mnie kilka
                    rzeczy. Chciałem ci podziękować za czas jaki poświęcałaś na
                    odpisywanie na moje posty.
                    No i dziękuję też tobie synvilli. A także pozostałym osobom.
                    Pozdrawiam
                    • arwen8 Re: I w tym leży Twój problem. 02.11.07, 22:47
                      odogas napisał:

                      > Moja żona nie pójdzie do lekarza.

                      To zrozumiałe. Być może uda Ci się namówić ją na lekturę książki. W
                      każdym bądź razie, nie będziesz w stanie jej pomóc jeśli ona sama
                      nie będzie otwarta na przyjęcie takiej pomocy. Nie da się zmienić
                      drugiej osoby ani zmusić.
          • arwen8 Re:Heloj Synvilla,:=) 02.11.07, 21:20
            synvilla napisała:

            > Duzo pisalas jak dotad na temat toksycznych rodzin. Toksycznych
            > rodzicow. [...] Jednak w sytuacji takiej jak ta - wydaje mi sie-
            > szukasz usprawiedliwienia dla dosc toksycznej kobiety

            Słuszna obserwacja, jednak nie zgadzam się z Tobą co do
            mojego "usprawiedliwienia" toksycznej żony. Spróbuję wyjasnić jak ja
            to widzę. Relacje rodzice-dziecko są budowane na innej zasadzie niż
            relacje żona-mąż. W tej drugiej odpowiedzialność za związek zawsze w
            50% leży po stronie żony i w 50% po stronie męża. "Sytuacja taka jak
            ta" nie jest wbrew pozorom jednoznaczna i prosta.

            Odogas ma mieszane uczucia i poczucie winy wobec żony. Na dodatek,
            jak sam przyznaje, ma kłopoty z wyrażaniem swoich uczuć. Pisząc w
            tym wątku chciałam przede wszystkim zwrócić uwagę Odogasa najpierw
            na niego samego (to podstawa), a później na żonę. Uważam, że
            najgorszą rada dla Odogasa może być zarówno nawoływanie do powrotu
            do żony, jak i nawoływanie do ostatecznego opuszczenia jej. Cały
            sens tkwi w tym, by pomóc Odogasowi zrozumieć zarówno siebie jak i
            żonę, oraz sytuację w której znaleźli się razem. Bez takiego
            zrozumienia istnieje dość realna szansa powielenia tej samej
            sytuacji w przyszłości.

            Współczuję zarówno Odogasowi jak i jego żonie, ponieważ obydwoje
            zostali skrzywdzeni przez własnych rodziców. Małżonkowie zachowują
            się wobec siebie pasywnie i nieświadomie, popełniają błedy, ale
            odnosze wrażenie, że chcieliby tę sytuację zmienić. Boją się
            podejmowania decyzji, boją się samotności, boją się opinii innych. I
            potrzebują wzajemnej pomocy, której dotychczas nie mogli sobie
            zapewnić. Pomoc (również sobie samemu) zazwyczaj wiąże się ze
            zrozumieniem.

            Odogas opisał dwie istotne sprawy, które są kluczami ku zrozumieniu
            zarówno jego własnych reakcji, jak i zachowania żony:
            1) "Rodzice mi mówili w dzieciństwie że przeszkadzam im,
            rodzeństwu,żebym poszedł gdzieś sobie sam."
            2) "Moja żona jest jedynaczką.Opowiadała mi że swojej matki
            nienawidzi.Nigdy nie miały dobrych kontaktów.Dlatego ma bulimię.Jej
            matka powiedziała jej kiedyś że żałuje że zaszła w ciąże."

            > Jestem bardziej pelna wyrozumialosci dla matki rodziny, ktora po
            > 10 godzinach pracy, przychodzi obladowana zakupami do domu, gdzie
            > czeka na nia sterta brudnych garow w zmywaku. Po czym wpada w
            > zlosc nad swoim losem...

            ... i wyładowuje swoją złość na niewinnym dziecku? Nie czuję
            wyrozumiałości dla takiej matki, ponieważ NIC nie usprawiedliwia
            takiego wyżywania się dorosłej osoby nad bezbronnym dzieckim, które
            z racji swojego wieku, słabości, lęku oraz bezwarunkowej miłości do
            rodziców nie jest w stanie odpowiednio się obronić (a tym bardziej
            skutecznie odeprzeć taki atak).

            Zupełnie inaczej sytacja wygląda w przypadku dwóch dorosłych osób,
            które mogą rozwiązać swoje problemy w sposób konstruktywny, moga
            również uciec od agresora, uchylić się przed jego atakiem lub
            również zaatakować. Dziecko takiej możliwości jest pozbawione.

            > TOKSYNA, jest toksyna , czy ja nazwiesz "durna" czy jak inaczej
            > zostanie toksyna.

            Zgadzam się. Dobrze jest też rzetelnie zbadać "skład chemiczny" tej
            toksyny by wiedzieć w jaki sposób przygotować odpowiednią nań
            odtrutkę.
            • synvilla Re:Długi post:-) 03.11.07, 13:35
              Nie mam czasami mozliwości na czytanie zbyt długich postów choć
              miłe i to.


              Jednak z niektórymi ludzmi po prostu jest pod górkę i nie da się
              żyć. I tu żadna psychologia nie pomoże.
    • paul_ina Re: Czy to szantaż emocjonalny? 02.11.07, 22:40
      Odogas fajny z Ciebie człowiek. Dasz radę, tylko nie przekombinuj. Ta Twoja żona
      to normalna nie jest, ale jeśli ją kochasz, to może warto do niej wrócić i
      wspólnie podjąć terapię (wspólnie, ale osobno, jak ktoś wyżej mądrze napisał).
      Moim zdaniem wrócić do niej i nie podjąć terapii to jakby się cofnąć, zrobić ten
      sam błąd. Ja nie jestem lekarzem dusz, tylko prawnikiem, ale gdybyś do mnie
      przyszedł w sprawie rozwodowej, to chyba poprosiłabym Cię, żebyś się jeszcze
      zastanowił - bo jak na faceta, który nie umie mówić o swoich uczuciach, całkiem
      intensywnie kombinujesz :) powodzenia!
      • shangri.la Re: Problem w tym....:) 03.11.07, 12:50
        ...że autorem tego wątku wcale nie jest mężczyzna:)
        Klonowi-wątkownicy gratuluję inwencji w wymyślaniu tematów, hih
        • odogas Po spotkaniu 13.11.07, 16:16
          Witam ponownie.
          Zastanawiałem się czy pisać jeszcze w tym wątku, ale pomyślałem
          sobie że może napiszę jak poszło moje spotkanie z żoną.Pisałem że
          planujemy spotkanie i spotkaliśmy się w Krakowie.Tam się pierwszy
          raz spotkaliśmy tzn tam się poznaliśmy.
          Porozmawialiśmy sobie.Kiedy poprosiłem żonę żeby poszła do
          lekarza,powiedziała mi że nie wierzy w psychologów,nie ma do nich
          zaufania.Uważa że nic jej nie jest a to jej tupanie nogami i
          grożenie mi swoim samobójstwem to taka kobieca reakcja na odejście
          faceta.I ona tak zareagowała właśnie.Uważa też że powinniśmy i
          możemy sobie sami pomóż.
          Powiedziałem jej więc że ja postaram się pójśc do jakiegoś
          psychologa i może mi pomoże coś abym bardziej mówił o swoich
          uczuciach i emocjach.Moja żona mówiła że zapominam o datach, jakiś
          rocznicach,zapominam czasem jakiegoś kwiatka jej przynieśc,i czasem
          jej w drzwiach nie przepuszczam gdy idziemy gdzieś razem.I ona miała
          tego dośc takiego traktowania.Powiedziała że przy mnie nie czuje się
          kobietą,czy jakoś tak to ujeła.
          Żona mi powiedziała że myślę tylko o sobie i płacząc mówiła żeby
          pomyślał też o niej,ponieważ nie wie jak to długo wszystko wytrzyma.
          Opowiedziała mi coś.
          Powiedziała mi że była raz u psychiatry.Psychiatra powiedział jej że
          wyszła za mąż za nie właściwego faceta,tzn za faceta który ma
          kłopoty z wyrażaniem swoich uczuć,który nie potrafi mówić i
          rozmawiać i powiedział jej że pomoże jej o mnie zapomnieć.I sobie
          ułoży może życia na nowo.
          Tak myślę czy nie ma on racji.Teraz spróbóję umówić się na wizytę u
          psychologa i może on mi coś pomoże.
          Tak to wygląda.Teraz wiele zależy od tego co usłyszę od psychologa
          gdy pójdę na wizytę.Może te wizyty coś wyjaśnią.Może faktycznie to
          moja wina.
          To wszystko co chciałem napisać.I tak to wygląda u mnie.
          • smooczek Re: Po spotkaniu 14.11.07, 16:00
            Od orzekania "winy" są sądy, albo Pan Bóg. Ludzie w zwykłych
            sytuacjach życiowych i konfliktach ponoszą wyłącznie "udział w
            odpowiedzialności" za sytuację. Takie myślenie powoduje, że łatwiej
            się żyje, łatwiej się dokonuje wyborów i łatwiej o porozumienie.

            Na tym wątku ktoś prowadzi psychoterapię??
            Pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja