wiola101
05.11.07, 10:29
Mój mąż przejął opieke nad synem ponad rok temu gdy matka wpadła w
nałóg narkotykowy. Od wielu lat był zaniedbany emocjonalnie,
pedagogicznie i wychowawczo. Po traumie jaka przezył będąc z matka (
awantry, bicie, libacje alkocholowe, zostawianie na kilka dni bez
opieki) chcielismy dać tamu dziecku wszystko aby jak najszybciej
poczół sie kochany, potrzebny w nowym domu. Do tej pory moczy sie w
nocy choć ma juz 11 lat. Teraz po ponad roku znów pojawiła sie mama.
Teraz jest miła, uprzejma, nie krzyczy, nie wymaga i nie nakazuje i
dla niego ona stała sie całym światem.
Wczoraj kiedy mój M. odbierł syna z wisyty od babci gdzie widział
sie z mama okazało sie że nie chciał wracac, że nie chce z nami
mieszkac, ze nie czuje sie u nas dobrze i ze jak sytuacje bedą sie
powtarzac to założą sprawę o odzyskanie młodego.
Dla nas cios w serce, poraszka i żal przede wszystkim do syna.
Mój mąż jest zdruzgotany a ja - nie moge sie pogodzić że taki młody
człowiek dla którego nasze zycie staneło na głowie aby był
szczęsliwy nie chce byc z nami.
Dlaczego tak sie dzieje,
jak mamy sie do tego ustosunkowac?