Problemy na studiach.

07.11.07, 19:06
Moje problemy z nauką zaczęły się w 3 klasie LO. Zaszłam w ciążę, potem pod presją mojego chłopaka usunęłam dziecko, przeżyłam straszny koszmar i została mi trauma do tej pory. Nie o tym jednak chciałam mówić.
W tamtym czasie nie mogłam sobie z tym poradzić, nie chciało mi się żyć, uczyć, spotykać z innymi, rozmawiać. Zaczęłam wagarować. Najpierw jedna lekcja w tygodniu, później dwie, a potem 1-2 razy w tygodniu nie było mnie cały dzień na lekcjach. Matury jednak zdałam w miarę dobrze, bez większych wysiłków.
Po maturze dostałam się na dzienne studia. Kierunek bardzo ciężki, nie odpowiadał mi, ale zdecydowałam się na niego ze względu na ambicje rodziców (w przyszłości przejęcie ich firmy). Im bliżej sesji, tym mi bardziej nie chciało się uczyć. Omijałam uczelnię szerokim łukiem, jak przyszłam, to w połowie zajęć wychodziłam, na samą myśl o tym, że muszę tam być chciało mi się rzygać. Nic nie rozumiałam ani mnie to nie interesowało. Wsiadałam w autobus i jeździłam od pętli do pętli, czasem wpadałam do jakiegoś CH pochodzić, albo do kina na jakiś smutny film.
W połowie sesji (nie zaliczyłam żadnego egzaminu, do części mnie nie dopuszczono) zrezygnowałam. Wzięłam obiegówkę i rozliczyłam się z uczelnią. Oczywiście wszyscy mieli mi to za złe i mają do tej pory (rodzice, facet, dalsza rodzina). Próbowałam pracować, ale po 1 dniu, czasem tygodniu, rezygnowałam. Zajęłam się opieką nad dziećmi - tak bardzo brakowało mi mojego, nienarodzonego, że postanowiłam, że ta praca będzie dla mnie ulgą. Była. Zaczęłam powoli odżywać, dzieci mnie lubiły, miałam zajęcie, pieniądze i rozrywki. Przyszedł czas na składanie dokumentów na uczelnie, więc postanowiłam, że pójdę na kierunek nauczycielski - zawsze marzyłam o byciu nauczycielem. Dostałam się bez większych problemów. Postanowiłam, że się za siebie wezmę.
Nic z tego nie wyszło. Okazało się, że do uczelni jest okropny dojazd, beznadziejni wykładowcy i jeszcze gorsi studenci - zero współpracy. Pierwsze dwa tygodnie października chodziłam, później coraz rzadziej i rzadziej i wyszło na to, że od 2 tygodni nie pojawiłam się na zajęciach. Znowu chce mi się rzygać na samą myśl, że mam tam jechać. Tym razem nie o kierunek chodzi, tylko o panującą tam atmosferę. Nie mam znajomych, ciężko mi się zaklimatyzować, czuję się jak piąte koło u wozu.
Wiem, że jak ten rok zawalę, wywalą mnie z domu i nie będę miała się gdzie podziać. Na dodatek mój facet lada dzień ma obronę mgr i chciałby, żeby jego dziewczyna też była tak ambitna i skończyła studia. Tymczasem ja nie mam siły, ani ochoty na naukę. Nie mogę się skoncentrować, mam stany lękowe, non stop jestem senna, źle się czuję w towarzystwie innych ludzi, a to wszystko mnie coraz bardziej przytłacza.
Nie chcę iść do normalnej pracy, w ogóle nie chce mi się nic. Najlepiej jakbym przeleżała cały dzień w łóżku. Ciągle płaczę, jak widzę matki z dziećmi, to mam wrażenie, że to moje dziecko, chcę je zabrać, to chore, nie umiem sobie z tym poradzić. Nie mam zamiaru z nikim o tym rozmawiać, większość mojej rodziny, wie że usunęłam dziecko, ale kiedy o tym wspominam, wszyscy to bagatelizują. Odwracają głowy, zmieniają temat. Czuję się beznadziejnie. Myślę, żeby zdobyć pozwolenie na broń i palnąć sobie w łeb, albo wstrzyknąć powietrze do żyły. Nie wiem co mam robić, rozsypałam się na kawałki i nie wiem jak się pozbierać... Pomóżcie...
    • synvilla Re: Tragicznie. 07.11.07, 19:35
      Wszystko nie tak w tym zyciu ci sie uklada.GDZIE W TYM WSZYSTKIM
      JESTES TY?
      Usunelas ciaze.Ludzie roznie na to patrza. Jedni, ze to tylko nic
      nie znaczaca zygota, komorki bez znaczenia. Inni z kolei,ze jakze
      to przeciez "gotowy" czlowiek na jakims tam etapie zycia.
      Powiem ci, ze jestem matka 2 dzieci, gdybym usunela, ktores z nich
      nie byloby ich przy mnie.Dlatego mam mieszane uczucia jesli chodzi
      o aborcje.Jednak uwazam, ze nie powinnas sie byla tak bardzo
      torturowac wyrzutami sumienia.Zrobilas to: pod wplywem strachu o
      swoja przyszlosc i silnej presji otoczenia. Aby byc matka dzis
      potrzeba wiele. Byc samodzielna, niezalezna ekonomicznie, miec
      wsparcie meza. Ty pewnie nie mialas nikogo zyczliwego przy sobie,
      kto by ci podal pomocna reke. Stalo sie, ale kiedys z tego trzeba
      wyjsc i isc dalej.Kiedys bedziesz miala "nowe" dziecko, ktoremu
      dasz szanse, pomysl o tym, ze to jeszcze nie koniec dla ciebie.

      To co mnie martwi - to twoja rodzina. Ze rodzice traktuja cie tak
      NIELUDZKO. JAK MASZYNKE.

      Nie wiem, ale czy nie masz tam w poblizu siebie choc jednej
      zyczliwej duszy, aby sie na jakis czas zatrzymac i przemyslec co
      chcesz w zyciu robic?Wyprowadz sie od takich rodzicow. Przeciez
      cale te twoje otoczenie to jacys zimni emocjonalnie ludzie.
      W twojej sytuacji dalabym drapaka z takiej rodziny. wyjecjalabym z
      kraju. Szukala pracy gdzies zagranica i sie usamodzielnila. Poza
      krajem masz mozliwosci zarowno pracy jak i po blizszym poznaniu
      jezyka- studiow.
      A moze sama znasz lepsze rozwiazania, jednak nie daj sie
      zmartwieniom. Wyjscie bywa czasami blisko nas, jedynie go nie
      zauwazamy.

      Powodzenia.
    • renebenay Re: Problemy na studiach. 08.11.07, 09:49
      Masz dziewczyno depresje i dlatego pojdz do lekarza,im wczesniej tym lepiej dla
      Ciebie.
    • jan_stereo Re: Problemy na studiach. 08.11.07, 12:20
      Proste rozwiazanie, idz sobie na studia internetowe, same zalety,
      mozna nawet sluchac muzyki na zajeciach, nie trzeba nigdzie
      dojezdzac, no i nie ogladasz zadnych twarzy,ktore mogly by Ci sie
      nie spodobac, w zasadzie to czysta nauka,jesli tylko masz na nia
      ochote. I najwazniejsze nie siedzisz godzinami bezowocnie sluchajac
      jakiegos stetryczalego wykladowcy,wszystko jest mocno zwiezle
      czasowo, a to najwazniejsze...
    • zbieram_szkielka Re: Problemy na studiach. 08.11.07, 15:51
      Trzymaj się, malutka...
      jak chcesz, to napisz... cholera, to wszystko brzmi przerażająco...
      kurde, ktoś Ci musi pomoc, może dobry psycholog? Sprobuj NIE
      UCIEKAĆ, sprobuj PRZEMYŚLEĆ. Sciskam mocno.
    • fla Re: Problemy na studiach. 09.11.07, 08:30
      "przeżyłam straszny koszmar i została mi trauma do tej pory"
      i to co dalej opisujesz, jest chyba przejawem tej traumy, z resztą sprawdź
      tutaj: zdrowie.org.pl/psyche/wyswietl.php?id=1066
      trzymaj sie :)
      • wiecejczarnego Re: Problemy na studiach. 09.11.07, 12:48
        moze przenies sie na studia do innego miasta , zmien otoczenie , z rodzicami nie
        da sie wytrzymac po 20. Załatw to od nowego semestru , narzuć sobie jakieś
        nieprzekraczalne terminy . Zycie to problemy ale wszystko da sie załatwic ,
        tyłem do przodu czy jakos tak :)
        • obmyslam_swiat Re: Problemy na studiach. 09.11.07, 22:38
          Jak najszybciej skontaktuj się z lekarzem (Poradnia Zdrowia Psychicznego).
          • blanka00 Re: Problemy na studiach. 10.11.07, 16:30
            Przypuszczam(!), że to depresja poaborycjna. Skontaktuj się proszę z
            psychologiem, sama sobie nie poradzisz, naprawdę. Pozdrawiam Ciebie
            serdecznie.
Pełna wersja