czy lubicie swoich rdziców?

12.11.07, 10:32
jak w tytule.
ja swoich kocham ale czasami bardzo ich nie lubię.są kłótliwi,chorobliwie
skąpi,pazerni,niesprawiedliwi wobec mnie i mojego rodzeństwa,dwulicowi.
no i to ciągłe wypominanie popełnionych przeze mnie błędów..
rzadko kiedy wsparcie w trudnych sytuacjach..
zdecydowanie czasem ich nie lubię
    • lillalu Re: czy lubicie swoich rdziców? 12.11.07, 14:10
      Witaj Lukrecjo.
      Kilka miesięcy temu pisałam na tym forum, że nie przepadam za swoją
      mamą. Nie jest to opinia wyssana z palca, bo wiele osób jej nie lubi.

      Jest to wielka blondyna, paląca papierochy i uważająca się za
      niewiadomo jaką damulkę, narzuca innym swoje zdanie i traktuje
      innych w karygodny sposób. Gdy byłam w szkole podstawowej i
      początkowych klasach liceum, starała się mnie bez przerwy
      kontrolować. Nie pozwalała mi się zadawać z koleżankami, które
      najbardziej lubiłam, musiałam wracać do domu najwcześniej ze
      wszystkich moich szkolnych znajomych. W końcu zaczęłam ją oszukiwać,
      bo jakakolwiek dyskusja nie miała sensu. I dobrze,że tak robiłam-
      mogłam utrzymywać przyjaźnie, na których mi zależało.
      Gdy poszłam na studia, też komentowała wszystko i uprzykrzała mi
      życie, co 2-3dni były w domu straszne awantury. Często robiła mi na
      złość, grzebała w moich rzeczach, a gdy znalazła ukryty w mojej
      szufladzie wibrator(zresztą był dobrze ukryty), upokorzyła mnie,
      wyśmiewając przy reszcie rodziny. Pożyczała moje ubrania, kosmetyki
      i biżuterię bez pytania, a potem nawet nie odkładała ich na miejsce.
      Myślicie, że to moje urojenia? Otóż nie, bo w pracy została
      oskarżona o mobbing. Wyśmiała publicznie młodego chłopaka, nazywając
      go łysiejącym prawiczkiem.
      Wyprowadziłam się z domu, zmieniłam nawet miasto, dwa miesiące temu
      i czuję taką ulgę....Stworzyłam z moim chłopakiem ciepły, przytulny
      dom. Czasem matka stara się zdołować i skontrolować mnie przez
      telefon, ale może mi najwyżej naskoczyć:)))))))))
      • bszalacha Re: czy lubicie swoich rdziców? 12.11.07, 18:44
        Bardzo Ci współczuję i bardzo podziwiam,że napisałaś o tym
        tutaj.Nieczęsto przyznajemy się,że matka niszczy nas z
        zazdrości.Skąd też młoda dziewczyna ma dostać oparcie,jeżeli matka
        ją ośmiesza.Gdy słyszę nieraz "moja mama jest moją przyjaciółką",od
        razu włączam czerwone światło.Matka jest od opieki,czuwania,nie od
        uczestniczenia w życiu dziecka jako rówiesnik.
        • turzyca Re: czy lubicie swoich rdziców? 17.12.07, 00:02
          >Gdy słyszę nieraz "moja mama jest moją przyjaciółką",od
          > razu włączam czerwone światło.Matka jest od opieki,czuwania,nie od
          > uczestniczenia w życiu dziecka jako rówiesnik.

          E, no popatrzmy prawdzie prosto w oczy - jestem dorosla kobieta, skonczylam studia, mieszkam 1000 kilometrow od domu. Czasem tesknie do maminej reki na czole, ale w tym wieku umiem sie juz sama soba zaopiekowac, wiec nie oczekuje od Mamy opieki i czuwania. Ale niesamowicie ciesze sie na Swieta, kiedy odwiedze rodzinny dom, siadziemy sobie razem i bedziemy gadac, gadac, gadac. Bo dobrze mi sie z Nia gada, ma cudowne poczucie humoru i jest niesamowicie na biezaco z aktualnosciami. Moze pojdziemy razem do teatru, a moze poszukamy razem butow. Skoro wiec robie z Mama to, co robie z przyjaciolmi, to chyba w jakis sposob jest przyjaciolka?
          No i traktowanie Jej jak przyjaciolki nie jest rownoznaczne z oczekiwaniem, ze bedzie uczestniczyla w moim zyciu tak jak moi rowiesnicy. Ale przeciez od innych, starszych przyjaciol (a czesc jest starsza od Niej) tez tego nie oczekuje.
          • lawka8 Re: czy lubicie swoich rdziców? 17.12.07, 08:59
            Jest tak wspaniale bo mieszkacie daleko od siebie i widzicie sie
            rzadko. Dlatego jak na skrzydłach lecisz do Matki aby sie z nią
            nagadać i spędzic z Nią święta.
      • awahandziuk Re: czy lubicie swoich rdziców? 03.12.07, 23:45
        Nie wszystkie Wasze odpowiedzi przeczytałam, bo jest ich bardzo dużo, ale może
        tego nikt nie napisał, co chcę napisać ja. Otóż myślę sobie, że rodziców lubi
        się (czytaj kocha) najbardziej wtedy, gdy ich już nie ma na tym świecie. Czy
        wiecie, że po śmierci mojej mamy przez wiele lat przepraszałam Ją w myślach za
        wszystkie ostre słowa, wygłaszane opinie na Jej temat lub po prosty mój egoizm i
        niedostateczną uwagę Jej poświęconą. Naprawdę to do dzisiaj jest mi smutno i
        żle, gdy przypominam sobie przykrości jakie Jej wyrządziłam.Śpieszmy się kochać
        naszych rodziców póki żyją, nawet wtedy, gdy nie są doskonali.
    • pani.misiowa Re: czy lubicie swoich rdziców? 12.11.07, 20:34
      Ja bardzo lubie moja mame (oczywiscie rowniez bardzo ja kocham)
      Kiedys nie potrafilam docenic, jaka jest wspaniala kobieta,
      myslalam, ze wszystkie mamy takie sa i ze to 'oczywista oczywistosc'.
      Przebudzilam sie gdzies w polowie liceum, a calkowitego olsnienia
      doznalam na studiach, gdy jedna z moich kolezanek uslyszala od
      swojej matki, ze jest (ta kolezanka) pomylka jej (matki) zycia i ze
      zmarnowala sobie (matka) kariere!
      Moja mama nawet by tak nie pomyslala, a co dopiero powiedziec tak
      dziecku, ktore przeciez na swiat sie nie prosilo.
      Kocham moja mame, choc oczywiscie czasami doprowadza mnie do szalu.
      • mataharii NIE 12.11.07, 21:15
        NIe zawsze wymagała ode mnie, a od siebie wcale
        sama popełniała błędy i nie była nigdy konsekwentna
        wstydziła się mnie
        i potrafiła wyciągaćpo latach moje błedy
        dziś rzadko się widujemy ale jak widzimy to mnie szanuje że
        osiągnęłam to czego ona NIGDY!
        nie udziela mi rad bo wie, że ja lepiej odpowiem swoim życiowym
        doświadczeniem niż ona

    • mona.blue Re: czy lubicie swoich rdziców? 12.11.07, 21:49
      Nie za bardzo. Mam wiele żalu do nich, że nie stanęli po mojej
      stronie, gdy tego tak bardzo potrzebowałam. Widzę ich słabości,
      wady, z którymi nigdy nie chcieli nawet walczyć.
    • synvilla Re: jedyne uczucie jakie mam dla moich rodzicow 12.11.07, 21:52
      to ogromne wspolczucie i radosc, ze nie musze ich na codzien
      spotykac.
    • archi_joa Re: czy lubicie swoich rdziców? 12.11.07, 22:07
      MAMA - z mamą dogaduję się raczej dobrze, lubię ją, choć mamy zupełnie inne
      podejście do życia inny temperament. Czasem jednak mnie irytuje swoim
      wypominaniem, pesymizmem i dziwnymi poglądami...ale mam świadomość, że nikt nie
      jest idealny.
      TATA - tatę, mówiąc wprost, od dziecka uwielbiam (ze wzajemnością :)). Mamy
      mnóstwo wspólnych tematów - bywa, że dyskutujemy zaciekle przez wiele godzin,
      radzę się jego w tzw. sprawach życiowych, ale bardzo często też śmiejemy się
      razem na filmach czy tak po prostu, droczymy jak małe dzieci, wygłupiamy,
      chodzimy na spacery i tworzymy własne powiedzonka.
      jednym słowem - mama jest mamą a tata najlepszym przyjacielem - i tak jest ok :)
      p.s. mam 22 lata
      • dzika.brzoza Re: czy lubicie swoich rdziców? 12.11.07, 22:15
        Archi_joa, to musi być bardzo fajne móc sobie tak pogadać z
        rodzicami - w Twoim przypadku z Tatą :) Aż miło coś takiego
        przeczytać.
    • dzika.brzoza Re: czy lubicie swoich rdziców? 12.11.07, 22:13
      Tak. Szczególnie na odległość. Ale raczej nie mam co do nich złudzeń.
      • dzika.brzoza Re: czy lubicie swoich rdziców? 12.11.07, 23:01
        To znaczy mamę lubię. Bywa śmieszna, kiedyś nawet można było z nią
        pożartowac i się pośmiać. Ojca trudno lubić, mimo moich szczerych
        chęci. Ale to chyba normalne, rodzice raczej chyba nie są od
        lubienia, nie?
      • ginger507 Re: czy lubicie swoich rdziców? 12.11.07, 23:02
        Mam 38 lat czytajac wasze wypowiedzi przypominam sobie moja
        mlodosc ! Bylam posluszna ze strachu - corka ! Nie nawidzilam ja ...
        jak niektore z was ! W koncu gdy nadazyla sie okazja i wyjechalam na
        oboz studencki do angli w roku 1989 - (zbieranie truskawek w tamtych
        czasach wyjechac mozna bylo wlasnie grupowo ) poczulam wolnosc ,ulge
        i jak inni wracali na rozpoczynajacy sie rok akademicki - ja
        zostalam ! Zakochana zamieszkalam ,,na kocia lape " z chlopakiem i
        to z cudzoziemcem ! Bylam bombardowana telefonami !! Bylam wyzywana
        od najgorszych ! Placz i rozpacz mojej mamy tez nie byly mi obce !!
        Po kilku latach nadeszlo zrozumienie .... ze jestem szczesliwa ,ze
        mam swoje zycie ,ze moze jednak nie jestem ta najgorsza .... Byl
        slub tam - byli rodzice i byl slub w kosciele tu w Polsce ! Przyszly
        na swiat moje dzieci a dla niej wnuki i ja w koncu zrozumialam ,ze
        czas zaczac inne relacje z wlasna - kiedys tak znienawidzona matka !
        Moje relacje powoli poprawialy sie ! Najlepiej rozmawia sie nam
        jednak przez telefon - wtedy mamy duzo sobie do powiedzenia !! Moje
        dzieci maja babcie i musze powiedziec ,ze jestem zszokowana - jest
        odmieniona kobieta !! Zupelnie inaczej patrzy na zycie !! Inaczej
        reaguje teraz niz kiedys !! Patrze na nia i ... jestem mimo tylu
        zlych rzeczy - ktore sobie zrobilysmy - jestem szczesliwa ,ze wogole
        ja mam !! I tego zycze Wam kochane dziewczyny ! Moze kiedys po
        latach ,tez bedziecie patrzec na swoja matke innym okim !
        Pozdrawiam
    • asidoo Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 13:21
      Czasami tak, czasami nie :)
    • croyance Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 14:02
      Tate zawsze bardzo lubilam i lubie nadal.
      Mame polubilam niedawno. Jest to wielka osobowosc, bardzo trudna we
      wspolzyciu, niezwykle inteligentna, bystra, dosc ekscentryczna, przy
      tym bardzo wladcza. Zawsze ja w jakis sposob podziwialam, ale
      relacje na lini matka - corka byly kompletna katastrofa.
      Teraz, kiedy jestem dorosla, mam swoje zycie i mieszkam w innym
      kraju, relacje miedzy nami sa cudowne. Nastapila balance of power.
      Jako partnerka moja matka jest super, jako matka niestety mniej. Ale
      teraz, kiedy nie jestem jej juz podlegla :-) bardzo ja lubie.
      Chociaz w zyciu nie chcialabym byc jej pracownikiem na przyklad.
      brrr.
    • niczegoniewiem Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 18:09
      Nie lubię.
      Czy jeżeli napiszę dlaczego, poczuję się lepiej?
      Matka... była samotna, bezradna, zmęczona.
      Nie dała mężowi syna.
      Kilka lat po mnie urodzić się miał Adaś, urodziła się córka, tatuś-
      widmo pojawiał się coraz rzadziej.
      Druga córka była chorowita (zapalenia płuc), wymagała większej
      uwagi, opieki, itp. dostawała to. Dostawała nawet większe porcje
      jedzenia.
      Pamiętam jak bardzo wykłócałam się o to, że "ona ma więcej!"
      Gdy chorowała, mogła spać z mamą.
      Poza tym młodsza siostra była dzielna.
      Chodziła do przedszkola, ja nie.
      No i jeszcze jeden pech: była po prostu genialna.
      Może nie byłoby tak źle, ale ja byłam:
      nieudana jak mój ojciec,
      zła jak moja babka (często słyszałam, że mam się pakować i wynosić
      do niej),
      podła.
      Kiedy jeszcze nie widziałam swoich oczu w lustrze, usłyszałam od
      niej, że powinnam popełnić samobójstwo.
      Gdy później płakałam, mówiłam jak bardzo mnie to zabolało, mama
      śmiała się ze mnie.
      Gdy byłam mała, trafiłam na jakiegoś ekshibicjonistę-masturbanta,
      pierwsze, co powiedziała mama to, że nie wiadomo czy ksiądz dopuści
      mnie do 1. komunii świętej, jak mu o tym opowiem w konfesjonale.
      Śmiała się ze mnie w towarzystwie.
      Nigdy, przez całe życie nie dostałam satysfakcjonującej jej oceny w
      szkole, zawsze albo ktoś miał lepszą, albo po prostu taką samą jak
      ja.
      Miałam bardzo inteligentne koleżanki, niektóre cwane, niektóre
      piękne, itp.
      Miałam prócz genialnej siostry, niezwykłych koleżanek, doskonałą
      kuzynkę, która chciała i potrafiła zrobić wszystko.
      Ja miałam dwie lewe i drewniane łapy.
      Nauczyła mnie, że mężczyźni wykorzystują kobiety, a seks jest zły.
      Zawsze mówiła, jaką jest dobrą matką, jak się poświęca dla nas.
      Dziwiła się później po latach, że nie lubię się do niej przytulać,
      że odsuwam się, nie rozmawiam, ale zawsze miałyśmy różne poglądy,
      gdy wyrażałam swoje, okazywało się, że ranię jej uczucia, że uważam
      ją za głupią.
      Pewnego dnia spełniłam jej oczekiwania, po pierwsze wyszłam za mąż
      za doskonałego mężczyznę, któremu miałam sprzątać i gotować, po
      drugie została babcią - wtedy zbliżyłyśmy się do siebie.
      Po rozwodzie usłyszałam od niej "a kto by cię tam chciał?"
      Moja genialna siostra nie radzi sobie z wyzwaniami, gdyż… nie
      wszystko wychodzi jej doskonale, nie radzi sobie ze stresem.
      Ja też nie.
      Jest mi trudno mówić ludziom miłe rzeczy, gdyż boję się, że to
      będzie wyglądało na nieszczerość, bo ja przecież jestem zła i podła.

      Niedawno przytulałam się do obcej kobiety: "bądź moją mamą" -
      pomyślałam.
      A przecież mam mamę, ona czuje się niekochana przeze mnie, wiem, że
      cierpi.
      Przez wszystkie te lata czułam się podłą, złą, niewdzięczną córką,
      podłym, złym, niewdzięcznym człowiekiem, ale może po prostu… mogę
      nie lubić swoich rodziców?
      • arwen8 Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 18:59
        niczegoniewiem napisała:

        > mogę nie lubić swoich rodziców?

        Możesz nawet nienawidzieć. Masz pełne prawo do takich uczuć.
        • niczegoniewiem Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 19:51
          Aha. Dzięki za odpowiedź.
          Ale szczerze mówiąc to, co napisałam nie przekonuje mnie jako osoby
          dorosłej, do tego, że mam powody, by ich nie lubić. Może ojca
          owszem, bo zniknął, ale matkę? Zawsze przy mnie była, ponadto zawsze
          zaznaczła swoje poświęcenie dla dzieci i faktycznie nie miała w
          życiu łatwo.
          Chyba, że to wygląda tak, iż najpierw daję sobie prawo do tego, by
          jej nie lubić, a później i to negatywne uczucie zniknie?
          Na razie jeszcze niczego nie wiem:)
          • arwen8 Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 20:26
            niczegoniewiem napisała:

            > Ale szczerze mówiąc to, co napisałam nie przekonuje mnie jako
            > osoby dorosłej, do tego, że mam powody, by ich nie lubić.

            Bo pojmujesz to wszystko intelektualnie. Gdybyś spróbowała przeżyć
            to wszystko empcjonalnie, tak, jak przeżywa to małe dziecko, gdybyś
            w pełni ODCZUŁA to, co czułaś wtedy...

            Świadomość intelektualna to świetna rzecz. To bardzo dużo. Ale tego
            nie wystarczy, by w pełni przywrócić swoje wyparte uczucia i żyć w
            całkowitej zgodzie ze sobą.
            • niczegoniewiem Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 20:56
              Wszystko to, co teraz pisałam tutaj na forum, pisałam odczuwając to,
              co wtedy. Ale teraz jestem dorosła i boję się, że myśląc w ten
              sposób zbytnio nad sobą się rozczulam, wracam niepotrzebnie do tego,
              co minęło. Moja matka biadoliła całe życie i biadoli nadal, nie chcę
              biadolić nad sobą tak jak ona.
              Nie chcę w niczym jej przypominać, a tych podobieństw niestety jest
              tak wiele.

              Jak wygląda droga do tego, by żyć w zgodzie ze sobą?
              Najpierw pozwalam, by te uczucia wróciły, a co jest dalej?
              • arwen8 Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 21:20
                niczegoniewiem napisała:

                > a co jest dalej?

                sprawdź pocztę ;)
                • niczegoniewiem Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 21:40
                  Dzięki i dobrej nocy:)
      • yearn Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 22:39
        jak czytam Twojego posta mam wrazenie ze napisalam go sama o tym
        czego doswiadczylam ze strony wlasnej matki. Moi rodzice pobrali sie
        tylko dlatego ze ja mialam pojawic sie na swiecie. Przez 21 lat
        mieszkania pod jednym dachem nieraz mama starala mi sie wmowic ze to
        moja wina ze ma zmarnowane zycie. Gdyby nie wpadla nie musiala by
        wychodzic za maz i teraz by zapewne byla bardzo szczesliwa. Odkad
        pamietam miedzy moimi rodzicami sie nie ukladalo. Na nieszczescie
        mojej mamy jestem tzw."coreczka tatusia" z nim ma bardzo dobry
        kontakt moge go swobodnie nazwac moim przyjacielem, doradza mi w
        roznych waznych dla mnie sprawach, nie krytykuje, nie narzuca mi
        nieczego lecz w cywilizowany sposob umie prowadzic rozmowe i
        przedstwaic argumenty. Niestety moja mama nie akceptuje tego jest
        strasznie o niego zazdrosna co na kadym kroku lubi pokazac lub
        wypomniec. W szkole radzilam sobie niezle (zawsze bylam w czolowce)
        dla mojej mamy zawsze dzieci kolezanek z pracy byly jednak
        genialniejsze ja im nie dorastalam do piet. Partnerow zawsze
        wybieralam sobie nietakich tzn nie wywodzili sie ze zbyt majetnych
        domow znajomych dzieci znajdowaly sobie ksiecoiw z bajek. Przyklady
        mozna mnozyc. Niedawno z moimi rodzicami w domu zamieszkala mojego
        brata dziewczyna. Jest tzw. slodka idiotka, w zyciu nie przeczytala
        rozsadnej ksiazki, nie mozna z nia pogadac o niczym innym niz o
        imprezach o innych facetach lub ciuchach (obowiazkowo rozowych)jest
        przebiegla miesza dosc powanie midzy moimi rodicami ale poniewaz moj
        tata jej nie akceptuje moja mama jest w 7 niebie i zachwala ja na
        kazdym kroku. Nie raz odnosze wrazenie ze wrecz chcialaby zebym ja
        taka byla. Od paru lat nie mieszkam w domu z rodzicami, mieszkam w
        innym kraju. Kontakt wiec mamy telefoniczny lub pare razy do roku
        osobisty. Ciesze sie ze wbrew pesymistycznym zapowiedziom mojej mamy
        ulozylam sobie zycie. Boje sie jednak ze bede powielac jej
        zachowanie tak jak ona powiela swojej mamy (rodzinnego tyrana i
        kontrolera). Czasem sie lapie na tym ze mysle takimi kategoriami jak
        ona. Staram sie jednak to zmienic. Mam nadzieje mi sie to uda.
        • li_lah Re: czy lubicie swoich rdziców? 16.12.07, 22:46
          hmm "Gdyby nie wpadla nie musialaby
          wychodzic za maz i teraz by zapewne byla bardzo szczesliwa". hahahahahhaha ja
          bym sie na twoim miejscu zapytala kto przepraszam bardzo kazal ci sie mamo
          pie.dolic.???? nie wiedzialas ze sexu sa dzieci? poza tym skrobanki byly wtedy
          legalne!!!" ostro i z grubej rury moja droga hahaha ciekawe co ona wtedy na to
          :) hahaha
          • 328i Re: czy lubicie swoich rdziców? 17.12.07, 03:17
            -A gdzie Ty mialaś wtedy głowę?
            -Pod kierownicą...
            .........

            No to jej troche dogryźliśmy, a z Twojej strony Yearn to bardzo ładnie,że chcesz
            zmieniac rodzinne "naleciałości", może twoje dzieci nie beda musialy nosic tego
            bagazu. Fajnie też, że żyjesz świadomie, czym tu sie katować...; wolalabys dla
            mamy być różową landrynką?
    • 777martin Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 20:38
      odp na pyatnie : "czy lubicie...." - tak
    • elipsoida1 Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 20:42
      lubie... w koncu sa moimi rodzicami
      • arwen8 Re: czy lubicie swoich rdziców? 13.11.07, 21:18
        elipsoida1 napisała:

        > lubie... w koncu sa moimi rodzicami

        I to jest wg Ciebie dobre/wystarczające uzasadnienie?
    • light.t tak 13.11.07, 20:59
    • szarylemur Re: czy lubicie swoich rdziców? 14.11.07, 03:35
      ambiwalentnie, bardzo.


      zal mi ich troche ze sobie zrobili taka masakre wlasnymi rekami.
      moja matka byla hmm 90 procentowym aniolem, niestety byla bardzo slaba i
      niestety mnie wykorzystywala jako zywa tarcze w walce obronnej przeciw mojemu ojcu.
      poza tym lubila zyc iluzja, mrzonkami, samooszustwem co bardzo wczesnie zaczelo
      mnie denerwowac. nauczyla mnie empatii. nigdy nie uczyla mnie etykiety, dobrego
      wychowania, a tylko tego co uwazala za wazniejsze, podstawowe - szacunku. za to
      jestem jej szczerze wdzieczna.

      moj ojciec jest ( o ile zyje, zaniechalam kontaktu 5 lat temu ) jest 90
      procentowym psychopata, paranoikiem, furiatem.
      nauczyl mnie nie ufac ludziom, nie dawac wiary niczemu i nikomu.
      dali mi warunki do nauki, zaszczepili przekonanie ze wiedza to potegi klucz.
      zawsze jezdzilismy na wycieczki krotkie i dalekie, z matka - spokojnie nad
      morze, z ojcem - szarpanym stylem krolewsko - wloczegowskim w gory.
      na pewno nie byli nudni, ani razem ani z osobna. na pewno nie byli przecietni.
      na pewno byli pograzeni w wiecznej wojnie, chaosie, manipulacji, uwiklaniu.
      matce mawialam czesto - kocham cie ale cie nie lubie.
      dla ojca nie starcza ani milosci ani sympatii. jesli zmobilizuje cale swoje
      zrozumienie ( ktorego nauczala mnie matka ) moge wygrzebac z siebie troche
      wspolczucia dla niego jako kogos kto niszczac wszystko, zniszczyl i siebie , i
      nieco wdziecznosci za te krotkie momenty gdy odzywala sie w nim wielkodusznosc i
      dawal mi poczuc sie ksiezniczka lub wygrac z jego ego.
      produktem ubocznym ich indywidualnych slabosci i ogolnej sytuacji chaosu,
      permanentnej wojny w moim domu byl brak oparcia dla mnie, ale rowniez moja
      olbrzymia swoboda.
      nigdy nie decydowali za mnie, nie pouczali. nie mieli do tego glowy, czasu ani
      sil na wychowywanie dziecka.
      byl czas ze w naszym malym piekielku rzadzil wielki rudy kot( poki ojciec nie
      wyrzucil go z okna). glownie jednak to ja bylam tam " doroslym ".
      i nadal tak na nich patrze - jak na dwoje bezbrzeznie poje....ch dzieci - z
      mieszanina awersji, zazenowania, obojetnosci , buntu i - z perspektywy czasu i
      odleglosci - akceptacji.
      • dzika.brzoza Re: czy lubicie swoich rdziców? 14.11.07, 15:14
        Taaa, faktycznie są ludzie od których trzeba zwiewać, bo niszczą
        wszystko i wszystkich, albo tworzą jakieś mega chore układy
        zależności, z których bardzo ciężko się wyplątać. Głupio jak to
        któreś z Twoich rodziców jest takim psycholem...
        Miałam podobnie, o tyle, że musiałam wychować się sama - bo ci
        ludzie, którzy są moimi rodzicami, byli zbyt zaabsorbowani sobą i
        swoimi jazdami. Może to i dobrze, bo jak ich uwaga nie daj Boże
        skupiała się na mnie, to miałam przesrane :/ A poza tym oni żyją w
        swoim świecie urojeń, więc co mogli o świecie powiedzieć
        dzieciakowi? Chyba tylko tyle, że jest groźny i straszny, a
        telewizor super...

        Jak to dobrze, że to już PRZESZŁOŚĆ. :)
        • lukrecja34 Re: czy lubicie swoich rdziców? 14.11.07, 15:39
          witam.jestem autorką wątku i nasuwa mi się taka myśl-to jest straszne,że ludzie
          teoretycznie nam najbliżsi potrafią zrobić z naszego życia piekiełko.na swój
          sposób jestem zadowolona,że nie tylko ja mam problemy z własnymi,toksycznymi
          rodzicami,bo to oznacza,że jestem normalna wbrew temu co mi wmawiają matka z
          ojcem od 34 lat.
          mam dwoje dzieci i od początku staram sie budować z nimi normalne relacje.mój
          11-letni syn potrafi powiedzieć mi,że mnie kocha a ja potrafię go przeprosić za
          swój błąd,z czego jestem najbardziej dumna.w moim rodzinnym domu to ja musiałam
          przepraszać ojca ,bo przecież "szacunek mu się należy",nawet jak mi wlał tak,że
          do dziś mam ślad na plecach.
          mam nadzieję,że moje dzieci będą mnie szanować nie dlatego,że trzeba ale
          dlatego,że tak czują
          • arwen8 Re: czy lubicie swoich rdziców? 14.11.07, 16:25
            lukrecja34 napisała:

            > w moim rodzinnym domu to ja musiałam przepraszać ojca ,bo
            > przecież "szacunek mu się należy",nawet jak mi wlał tak,że do dziś
            > mam ślad na plecach.

            Nic tak nie skrzywdziło wielu ludzi jak Czwarte Przykazanie. A Twój
            bolesny przykład po raz kolejny to potwierdza...

            > mam nadzieję,że moje dzieci będą mnie szanować nie dlatego,że
            > trzeba ale dlatego,że tak czują

            Piękne, mądre słowa!
            • mlody-xxl Re: czy lubicie swoich rdziców? 14.11.07, 17:00
              arwen8 napisała:
              > Nic tak nie skrzywdziło wielu ludzi jak Czwarte Przykazanie. A Twój
              > bolesny przykład po raz kolejny to potwierdza...

              Jak pisała Alice Miller, powinno powstać też przykazanie "Szanuj dzieci swoje".
              Dekalog jest niesprawiedliwy :/ .

              Ja nie lubię moich 'starych'.
              • dzika.brzoza Re: czy lubicie swoich rdziców? 14.11.07, 19:37
                Ja zawsze sobie powtarzam, że mogło być gorzej, i to prawda. Miałam
                przez dziwactwa moich rodziców problemy, ale ludzie mają gorsze.
                Myślę, że to taki układ, że po prostu nie można od rodziców niczego
                wymagać, tylko bierze się to, co zdecydują się dać i idzie dalej.
                Emocjonalnie oczywiście, bo fizycznie to czasem trzeba być blisko do
                końca. Świat jest tak pełen absurdów, że wspomnienia o dzieciństwie
                są tylko jednym z nich, do kolekcji.
              • elam1 Re: czy lubicie swoich rdziców? 15.11.07, 12:01
                mlody-xxl napisał:

                >>
                > Jak pisała Alice Miller, powinno powstać też przykazanie "Szanuj
                dzieci swoje".
                > Dekalog jest niesprawiedliwy :/ .

                Oprócz dekalogu jest wiele róznych wersetów , i tak jest:
                Kol. 3:21
                21. Ojcowie, nie rozgoryczajcie dzieci swoich, aby nie upadały na
                duchu.
                (BW)
                Efez. 6:4
                4. A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu dzieci swoich, lecz
                napominajcie i wychowujcie je w karności, dla Pana.
                (BW)

                Przyp. 17:6
                6. Koroną starców są synowie synów, a chlubą dzieci są ich ojcowie.
                (BW)

                "Ojcowie" - można przyjąc - jako rodzice. Co znaczy nie
                rozgoryczajcie, nie pobudzajcie do gniewu. Warto przeczytać całe
                rozdziały.
                To nie słowo Boże jest niesprawiedliwe. To ludzie, którzy nie
                słuchają Boga i wyrządzją krzywdę tym najbliższym.
                Tym któzy są zależni od nich, a potem te dzieci nie mają ufności do
                innych gdy wchodzą w dorosły świat.



                • dzika.brzoza Re: czy lubicie swoich rdziców? 16.11.07, 11:12
                  Elam, to są mądre wersety, problem polega na tym, że ci rodzice,
                  którzy permanentnie rozgoryczają swoje dzieci raczej nie znają
                  Biblii, a nawet gdyby poznali te fragmenty, to raczej nie odnieśli
                  by ich do siebie.

                  Myślę, że paradoksalnie najlepszymi rodzicami są najczęściej ludzie
                  zupełnie przeciętni, 'normalni', wcale nie wielkie osobowości czy
                  bardzo mądrzy ludzie. To oczywiście moja subiektywna obserwacja, ale
                  ci rodzice, których poznałam, którzy mieli wielkie ego, często byli
                  ciekawymi osobowościami i jeśli mieli pozyteczne umiejętności często
                  byli cenieni w otoczeniu, jednak dzieci traktowali głównie jako
                  przedłużenie siebie, w innym kontekście ich nie zauważali.
                  Dzieciaki 'sławnych ludzi' albo wybitnych osobowości, które
                  poznałam, były zazwyczaj nieźle zahukane i więcej czasu zajmowało im
                  odnalezienie się w tym wszystkim. Paradoksalnie najbardziej
                  przedsiębiorcze i twórcze były dzieciaki zupełnie normalnych
                  rodziców.
                  I nie wiem, czy to ma związek - ci rodzice zawsze byli niewierzący.
                  Może po prostu osobowość osby z wielkim ego nie jest kompatybilna z
                  wiarą?
          • niczegoniewiem Re: czy lubicie swoich rdziców? 14.11.07, 17:32
            Skoro już mówimy o dzieciach - też jestem matką. Starałam się nie
            popełnić błędów, które mama popełniła względem mnie. Nie uchroniło
            mnie to jednak przed popełnieniem wielu innych. Moje dziecko jest
            widocznie dużo bardziej wrażliwe, niż ja. Taka mała antenka, która
            doskonale wyczuwa moje emocje. Jeżeli ja się nie uspokoję, nie
            będzie dobrze.
            Mogłabym zachowywać się wedle najlepszego poradnika wychowania, a
            niewiele pewnie by to dało; czasem wydaje mi się, że jeżeli ja nie
            poczuję się dobrze, moje dziecko też będzie się czuło źle.
            • dzika.brzoza Re: czy lubicie swoich rdziców? 14.11.07, 19:29
              To trochę prawda, dziecko będzie Cię "czytać", szczególnie kiedy
              jesteś niestabilna emocjonalnie, żeby wyczuć na czym stoi.
              Faktycznie rodzice z "huśtawkami" są bardzo męczący, bo dziecko jest
              do nich dostrojone :/ Ale im jest starsze, tym bardziej jest
              niezależne i jeśli dasz mu możliwość budowania sobie własnego świata
              i własnej przestrzeni, to będzie ok.
              Nie fair jest obarczanie dziecka odpowiedzialnością za własne jazdy,
              ale Ty przecież tego nie robisz?
              • niczegoniewiem Re: czy lubicie swoich rdziców? 14.11.07, 20:06
                Nie obwiniam dziecka za to, co dzieje się moim życiu.
                Szukam w sobie i znajduję jdnak to, że czasami jestem zła, bo muszę
                szukać opieki dla niego, ale teraz wiem już, że to nie jest problem,
                przynajmniej nie aż taki, jakim mi się wydawał. Są ludzie obok mnie,
                których mogę o to poprosić, ale tego też muszę się nauczyć.
                Jednak całkiem możliwe, że moje dziecko ostatnio mogło czuć się
                winne. No dobrze - na pewno tak było.
                Uświadomienie sobie pewnych rzeczy wcale nie boli aż tak jak
                myślałam.
                Zmienię to.
              • niczegoniewiem Re: czy lubicie swoich rdziców? 15.11.07, 00:05
                A jednak nie do końca... znalazłam trzy zdania, które w tym czasie
                pojawiły się w myślach i odnosiły do dziecka,a początek każdego
                brzmiał: "gdyby nie ty..." Nigdy niewypowiedziane musiały pewnie
                jakoś inaczej zostać wyrażone.
                A jednak boli.
                Wiem, że już się nie pojawią, jedyna pociecha.
                Może lepiej nie myśleć o tym?
    • veroy Re: czy lubicie swoich rodziców? 14.11.07, 23:27
      ja od zawsze dziekowałam losowi za tę rodzinę, którą 'dostałam'.
      trudno w to uwierzyć, ale moi rodzice - oboje - są dla mnie bez
      zatrzeżeń. miałam okres młodzieńczego buntu, który przechodziłam
      chyba ciężej niż moje koleżanki i to był jedyny ,krótki czas, w
      którym coś mi sie w zachowaniu rodziców nie podobało - oczywiście
      dzisiaj wiem, że to były moje błędy i wydaje mi się ,że rodzice
      mieli do mnie wtedy najlepsze z możliwych w tej sytuacji podejść.

      Zawsze miałam do nich stuprocentowe zaufanie, zawsze wiedziałam, że
      mogę spytać o radę w każdej sprawie i oni mi dobrze poradzą. są i
      byli dla mnie wsparciem, dzisiaj są jedynymi osobami ,przy których
      potrafię popłakać czasem i poużalać się nad sobą :)

      Prawde mówiąc nawet nie potrafie sobie wyobrazić, że mogłoby być
      inaczej i najbardziej współczuje osobom, które na swoich rodzicach
      nie mogły się wesprzeć. Było conajmniej kilka takich momentów w
      życiu, w których dla mnie byli oni jedynym pewnym punktem.
      • sandraa2 Re: czy lubicie swoich rodziców? 15.11.07, 12:34
        Nienawidze swojej matki.Po prostu rzygam na nia.I nie szanuje tak
        jak ona cale zycie nie szanowala mnie i miala mnie za gó...o i zero.
        Dopiero niedawno zrozumialam,ze to ona jest nienormalna i powinna
        sie leczyc a nie ja tak jak mi wmawiala.Chyba musi byc bardzo
        sfrustrowana,niedowartosciowana.Wdeptala mnie w
        ziemie,zniszczyla.Niektorzy nie powinny miec nidsy dzieci.
        • veroy Re: czy lubicie swoich rodziców? 15.11.07, 14:46
          aż chce sie dokończyć "bo wyrastają one na takich ludzi".
          naprawde byla taka zla ? moze jednak da sie okazac troche
          zrozumienia, nie wszyscy rodzice są idealni, idealnych jest chyba
          tyle ilu jest takich popełniających rażące błedy.
    • 3_kropka Re: czy lubicie swoich rdziców? 15.11.07, 12:30
      Szanuję i lubię, z każdym rokiem bardziej.
      mogę mieć do nich żal, że nie miałam idealnego domu, że Mama wciągnęła mnie w sprawy, które mnie przerastały, że ...
      ale, po latach zrozumiałam, że dali mi to co mieli najlepszego, że też mieli ograniczenia i nie chcąc powtarzać błędów swoich rodziców - popełniali swoje.
      Koło toczy się dalej, ja też mam dzieci i też nie jestem idealna, ale się staram.
    • wyssana.z.palca Re: czy lubicie swoich rdziców? 17.11.07, 08:47
      widze ze mam ogromne szczescie ze lubie swoich rodzicow.. kocham i
      kochac musze ;) (w koncu to rodzice ) ale poza tym lubie ich jako
      ludzi. nie moge im nic zarzucic, na nic nie moge narzekac, niczego
      mi nie brakowalo, bylam wychowywana rozsadnie.. jestem szczesciara i
      doceniam to :)
      • niczegoniewiem Re: czy lubicie swoich rdziców? 17.11.07, 10:24
        A wiesz, ja też czuję, że mam ogromne szczęście:) jak gdybym w końcu
        się obudziła, moim rodzicom się to nie udało, ojciec zmarł w sile
        wieku, w momencie, gdy żaden jego problem nie był rozwiązany, matka
        nadal żyje z poczuciem wielkiej niesprawiedliości losu i ludzi,
        wszystko sprzysięga się przeciw niej, nikt nie rozumie jej dobroci i
        poświęcenia. Jestem pewna, że uda mi się im przebaczyć - dla siebie
        samej.
      • arwen8 Re: czy lubicie swoich rdziców? 17.11.07, 15:24
        wyssana.z.palca napisała:

        > kocham i kochac musze ;) (w koncu to rodzice )

        Fatalny powód do "kochania" kogokolwiek.
    • anik.sweden Re: czy lubicie swoich rdziców? 18.11.07, 13:24
      Kocham, i to bardzo. Moja mama jest de lux, lepszej mieć nie mogłam.
      Zawsze była dla mnie wzorem do naśladowania jako osoba mądra (też
      życiowo), wykształcona, ciekawa świata i ogólnie bardzo ciepła i
      bardzo ludzka. To dzięki niej nie palę, nie piję, nie przeklinam i
      studiuję to, o czym zawsze marzyłam. Zawsze mnie wspomagała, nie
      wyśmiewała (nigdy). Nie jest w żaden sposób toksyczna, nie narzucała
      swojego zdania, umiała się przyznać do popełnionych błędów. Tata
      jest ok, kiedyś było z nim różnie, ale z czasem zrozumiałam jego
      postępowanie, teraz jest super. Ogólnie rodzice pokazali mi, że
      nawet po 25 latach małżeństwa można się bardzo kochać, szanować.
      Rodziców na innych bym nigdy nie zamieniła.
    • mika1k1 Re: czy lubicie swoich rdziców? 30.11.07, 14:47
      lukrecja34 napisała:

      > jak w tytule.
      > ja swoich kocham ale czasami bardzo ich nie lubię.są kłótliwi,chorobliwie
      > skąpi,pazerni,niesprawiedliwi wobec mnie i mojego rodzeństwa,dwulicowi.
      > no i to ciągłe wypominanie popełnionych przeze mnie błędów..
      > rzadko kiedy wsparcie w trudnych sytuacjach..
      > zdecydowanie czasem ich nie lubię
    • mika1k1 bardzo lubię 30.11.07, 14:50
      moi rodzice to po prostu dobrzy i życzliwi ludzie, więc jak ich nie lubić??


      • psychopatka.0 szanuję, kocham ale lubieniem mam problem 13.12.07, 02:08
        Tatę szanuję, rzadko z nim rozmawiam, ale cenię sobie jego zdanie.
        Cieszę się, że okazuje czułość moim dzieciom. Do mnie jednak nigdy
        czuły nie był, zdecydowanie bardziej czuły do brata, z którym się
        potrafił dobrze bawić. ale ja też czułości u niego nie szukałam,
        raczej wykształciłam sobie dystans w tych relacjach. Czasami go
        nienawidziłam, kiedy probował mnie do czegoś zmuszać, reagował
        agresywnie na moje nieposłuszeństwo czy raczej po prostu odmienne
        zdanie na dany temat. Jego metoda oddziaływania na mnie to głównie
        demagogia.
        Matka natomiast to furiatka, szantażystka emocjonalna, choleryczka.
        Często uważa mnei za głupią, wszystko robię źle, o dzieci źle dbam,
        jak chcę robić coś dla siebie samej to jestem wyrodną matką. Moja
        mama często mnie dołuje, tłamsi psychicznie, zdaza się, ze mnie
        poniża, bardzo władcza, uważa się za ideał, który powinnam
        naśladować. Niestety nie mogę jej powiadac o swoim zycu, zwierzać
        się, bo wtedy zawsze spotykam się z krytyką i wpadam w dołek. Od
        kiedy przyjęlam taktykę nieopowiadania o sobie zachowuje się super i
        może dobrze, bo wtedy mój syn ma poświecone wiele uwagi z jej
        strony. Jest idealną, czuła, kochającą babcią, której jestem
        wdzięczna że ma ochote poświęcić czas moim dzieciom. Szkoda tylko że
        przy okazji musi podkopywac mój autorytet wyzywając mnie i krytykjąc
        przy dzieciach. Niestety nie bardzo mogę liczyć na wsparcie w
        trudnych dla mnie sytuacjach.
      • bulinkazuniwersytetu Nie chciałabym ich nigdy więcej spotkać. 13.12.07, 08:40
        Ojciec - powinął się i zniknął. Od jakiegoś czasu nie żyje.
        Przynajmniej nie będzie rozterek pt. "zaprosić czy nie zaprosić na
        ślub?".
        Matka - psychopatyczna osobowość. Wyśmiać, zdeptać, pokazać, że
        jestem zerem. Bezczelnie grzebała w moich rzeczach, swoje ukrywała,
        gdzie się dało, bo cały czas była pewna, że to ja jej grzebię:)
        Czytała mój pamiętnik, a potem głośno opowiadała w otoczeniu, co tam
        napisałam. Otwierała moje listy, a potrafiła nawet zażądać pokazania
        listu, bo ona "musi wiedzieć co tam jest napisane, czy przypadkiem
        nie jakieś bzdury"
        Obmawiała mnie przed sąsiadkami.
        Wychowywałam się sama - wolała szukać kolejnych gachów i podrzucać
        mnie do babci. Jak wyszła drugi raz za mąż, to zupełnie przestałam
        dla niej istnieć.
        Na ulicy minęłabym ją bez słowa. Jest dla mnie obcą osobą.

        Na szczęście moja teściowa jest dla mnie mamą. Nawet sobie nie
        wyobrażałam, że spotka mnie takie szczęście. Daje mi to wszystko,
        czego nigdy nie dostałam. Kontaktuje się ze mną częściej, niż z
        własnym synem:)(jedynym dzieckiem, jakie ma, to muszę dodać) Dzięki
        temu, że są w moim życiu mąż i teściowie, to straty z dzieciństwa
        mam wyrównane. Oni są moimi rodzicami.
        • filut No to Bulinko 14.12.07, 10:39
          miałaś prawdziwe szczęście z tymi Teściami:)
          Szczęście z konsekwencjami - prawdopodobnie swe dzieci wychowasz na
          normalnych, życzliwych ludzi.
          Z moich obserwacji wynika, że dzieci toksycznych rodziców zwykle
          same są toksyczne, choć może w mniejszym stopniu. W przeciwieństwie
          do Ciebie, nikt ich nie uczył co to być ciepłym, życzliwym ...
          • ewax100 Re: Musi byc wzajemność 14.12.07, 14:08
            Przeważająca częśc wypowiedzi to wielka krytyka
            rodziców jacy to oni sa toksyczni.Jakie to przykre że
            nie odnajdujecie w nich nic dobrego.Pewnie są to
            wypowiedzi najczęściej młodych osób.Żle jest jak
            rodzice się nie interesują,jak nie dbaja o swe
            dzieci,nie poświęcali im czasu,nie były dla nich ważne
            czy najważnejsze,jak miały zły przykład bo np. ojciec
            był alkoholikiem.Dziwna reczą jest jednak że równie
            żle jest gdy dziecko to wszystko miało -
            miłość,dobroć,zainteresowanie,uczucia,poświęcenie,brak
            wulgaryzmów a jednak wyrasta na niedobrego
            człowieka,nieczułego,niewrażliwego,przeklinającego.
            Inaczej na to spojrzycie gdy tych rodziców juz nie
            będzie na świecie.Inaczej jak same doczekacie
            dorosłych córek a one tak będą myślały o Was.Z
            pewnością rózni są ludzie ale na ogól każda matka i
            ojciec kocha swe dziecko i chce dla niego jak
            najlepiej.Sama mam 21 córkę i pomimo że zawsze
            poświęcałam jej duzo czasu na rozmowy,wspomagałam ją
            jak tylko mogłam w jej problemach,okazywałam jej
            miłość, zainteresowanie,dobroć.Czesto mówiłam jej że
            ją kocham,że tęsknię za nią /jak mieszka daleko bo
            studiuje/-ogólnie ciągle dawałam,dawałam ale nic nie
            otrzymałam wzamian.Wychowałam skrajną egoistke myślącą
            tylko o sobie.Ja nigdy nie usłyszałam od niej-ja
            tęsknie czy kocham Cię,nie usłyszałam dobrego
            słowa,nie czuję w niej wsparcia i wiem że już nie
            poczuję.Moim błędem jest że za bardzo ją kocham a
            teraz cierpię.W takich sprawach musi byc wzajemność bo
            trudno żeby jedna strona ciągle dawała a nie otrzymała
            nawet ciepłego słowa.Pozdrawiam
            • bulinkazuniwersytetu Jaka wzajemność? 14.12.07, 15:36
              Cóż, współczuję córki. Jeśli chodzi o mnie, to też jestem tak
              postrzegana, ale całe otoczenie wie (łącznie z rodziną), jak było
              naprawdę. Moja ex-mamusia została wyłączona z rodziny za swoje
              wieloletnie postępowanie.

              Natomiast mój mąż otrzymał od swoich rodziców troskę, ciepło i
              wsparcie. Bardzo szanuje swoich rodziców. Jak patrzę na ich
              stosunki, to ciepło mi się robi na sercu. Jak pisałam w swoim
              poprzednim poście, to teściowie są dla mnie rodzicami. Dają mi to
              samo ciepło, jakim obdarzają swojego syna, bo widzą, że mimo
              strasznego dzieciństwa mam ambicję i doszłam własnymi siłami do
              tego, co miałam, zanim poznałam męża. Bardzo mnie podziwiają za moją
              przebojowość, choć nie wiem skąd się wzięła. Po prostu chciałam być
              kimś i to mi się udało.

              Dawać komuś ciepło... Nie potrafię krzyczeć na dzieci, nie mogłabym
              uderzyć małej istoty, co nie znaczy, że dałabym sobie wejść na
              głowę. Wszystko staram się wytłumaczyć, porozmawiać, ale nie jestem
              pobłażliwa. Zarówno moje dziecko, jak i dzieci przyjaciółek wiedzą,
              że nic nie wskórają histeriami, szantażem, czy nie reagowaniem na
              moje słowa. Nie boją się, ale darzą mnie respektem, nie wiem, czy
              uważają mnie za autorytet, w każdym razie w momencie, gdy staję w
              drzwiach, w każdym domu słychać tupot nóżek i pisk radośći:)))
              To budujące. Z każdym znajomym dzieckiem sama zamieniam się w
              berbecia, tzn. próbuję znaleźć się w jego skórze. Poświęcam czas na
              czytanie książek, oglądanie bajek, wspólne odrabianie lekcji,
              wysłuchanie ich problemów i dawanie rad. Traktuję dzieci tak, jak
              sama chciałabym być traktowana, bo mała, rozwijająca się istota jest
              człowiekiem, który uczy się przez obserwowanie i naśladowanie - w
              żadnym wypadku nie jest niczyją własnością.

              Niby nie miałam wzorców do takiego postępowanie, ale obserwowałam,
              jak wyglądały inne rodziny (nawet z ich brudami) i wyciągałam z tego
              wnioski, teraz mam swoją i czuję się szczęśliwa.

              Pozdrawiam serdecznie
              • lola0071 Re: Jaka wzajemność? 15.12.07, 20:38
                Mi najbardziej brakuje w domu poczucia bezpieczeństwa. Tragedia jak
                tego nie ma w domu. Słowo "matka" budzi we mnie dziwne uczucia,
                bowiem moja rodzicielka nie zasłużyła sobie na to miano.
                • alicjasz0 Re: Jaka wzajemność? 16.12.07, 01:07
                  Przeczytałam wszystkie posty i czuję się przytłoczona. Skąd się
                  biorą takie wredne matki, harpie, które niszczą życie swoim
                  dzieciom? Nie wiem i myślę, że nikt tego do końca nie wie. Czasami
                  ktoś kto nie miał dobrych wzorców potrafi obdarzyć pięknym uczuciem
                  swoje dzieci, ale to jednak rzadkość. Przeważnie jest tak, że
                  okaleczona matka, okalecza swoje dziecko i maraton trwa dalej.
                  Ewax która bardzo narzeka na swoją córkę chyba w ogóle nie
                  przeprowadziła żadnej analizy, bo tak z niczego nic się nie bierze.
                  Być może jej córka napisałaby w tym wątku, że matka zamęczała ją
                  swoją czułostkowością, nadmierną uwagą, chęcią kontroli i dlatego
                  robi wszystko, żeby uciec od tak kochającej matki. Znam taki
                  przypadek z życia. Moja kuzynka robiła wszystko dla swojej córki,
                  ale nie zrobiła jednego nie pozwoliła jej się rozwijać i podejmować
                  własnych decyzji. Efekt jat taki, że chcąc zachować prawo do
                  własnego życia dziewczyna odizolowała się zupełnie. Obie cierpią.
                  Kuzynka płacze, bo czuje się porzucona przez córkę której poświęciła
                  życie i tęskni za nią a córka płacze i robi wszystko, żeby
                  zminimalizować kontakty z matką. Kiedyś mi powiedziała, że gdyby nie
                  uwolniła się od matki to popełniłaby samobójstwo. Woli być wyrodną,
                  ale żywą córką i chociaż towarzyszy jej poczucie winy, to nie będzie
                  naprawiać samopoczucia swojej matki swoim kosztem. Sama jestem matką
                  i mam w wielu sprawach dotyczących moich dzieci poczucie winy, bo
                  mogłam zrobić lepiej, inaczej. Mam jednak nadzieję, że moja miłość
                  do nich nie była toksyczna, a błędy zostaną mi wybaczone. Ja miałam
                  przeciętnych rodziców, którzy bardzo mnie nie krzywdzili, ale też
                  nie byli dla mnie oparciem. Kiedy oceniam to z perspektywy lat, to
                  uważam, że byłam dzieckiem zaniedbanym emocjonalnie, które od
                  początku było zdane na siebie. Było to dla mnie bardzo trudne
                  doświadczenie, ale wiele mnie nauczyło, więc mimo wszystko jestem
                  wdzięczna za to co dostałam. Wybaczając swoim rodzicom mogę prosić o
                  zrozumienie i wybaczenie moje dzieci. Skoro ja darowałam winy, to i
                  mnie powinny być one darowane.
                  • lola0071 Re: Jaka wzajemność? 16.12.07, 10:41
                    Alicjasz, nie każdy ma w sobie dar wybaczania. Poza tym wybaczyć
                    można krzywdy wyrządzone pod wpływem emocji, ale zła wyrządzonego z
                    premedytacją i jawnej nienawiści nie koniecznie. Pzdr
                    • ewax100 Re: Jaka wzajemność? 16.12.07, 13:11
                      Nie wiem skad takie przekonanie że zabrakło z mojej
                      strony przeprowanienia analizy.Było ich aż za duzo
                      niestety.Pewnie że zawsze musi byc jakaś
                      przyczyna.Trudno jednak mówić o uniemozliwieniu
                      rozwoju jak piszesz,jakiejś kontroli osoby 21 letniej
                      od kilku lat studiującej w odległej miejscowości.
                      Z perspektywy czasu jednak mogę powiedzieć że nie
                      dobrze jest za wielkimi uczuciami obdarzyć kogokolwiek
                      bo potem cierpi sie samemu.Nie warto być dla nikogo za
                      dobrym,dbać o niego,myśleć ,wspierać,poświęcać czas na
                      rozmowy,finansować nadmiernie,dawać mu ciepło
                      zainteresowanie jego problemami.Po jakimś czasie ten
                      co za wiele daje czuje sie wyeksploatowany bo ile
                      można dawać nie otrzymując nic wzamian.Tak to już jest
                      że nie każdy potrafi docenić dobro jak nigdy nie zanał
                      zła.Czy w relacjach mąż -żona czy córka -rodzice
                      powinna być wzajemność ale jesli jej nie ma?
                      • ewax100 Re: Jaka wzajemność? 16.12.07, 13:24
                        Nie zauwazyłam że wyzej zmieniono temat:"Jaka
                        wzajemność??
                        Czy to takie dziwne? no cóż nic dodać nic ująć-to jest
                        chyba odpowiedzią na pierwsze zadane pytanie-"czy
                        lubicie swoich rodziców??"
                        • bulinkazuniwersytetu Ewax, rozmawiałaś kiedyś ze swoją córką? 16.12.07, 17:08
                          Ewax, a zapytałaś kiedykolwiek córkę, dlaczego ten kontakt osłabł? Bo mi się wydaje, że im większa odległość i intensywne życie, tym bardziej te kontakty słabną. Może rzeczywiście byłaś nadopiekuńcza i cały czas czekałaś z poduszką, żeby córka zbyt mocno nie dostała w tyłek? Może po prostu masz syndrom opuszczonego gniazda? A wcześniej nie zauważyłaś symptomów tego, że córka odsuwa się nieco i zaczyna żyć własnym życiem?
                          Może to, co odczuwasz jako lekceważenie, jest po prostu spowodowane tym, że córka czuje się już dorosła i samodzielna. Przez jakiś czas to rzeczywiście boli.
                          • ewax100 Re: Ewax, rozmawiałaś kiedyś ze swoją córką? 16.12.07, 18:43
                            Oczywiście że rozmawiałam myślę że aż za wiele.Chyba
                            Ci którzy mniej rozmawiaja lepiej na tym wychodzą a
                            tak chce się pomóc mając szczere i dobre intencje a
                            odbierane to jest zupełnie odwrotnie i wychodzi się na
                            wroga.
                      • dzika.brzoza Re: Jaka wzajemność? 16.12.07, 13:29
                        Nie ma wzajemności w relacjach dziecko-rodzic. Jeśli by była, to
                        byłby to związek albo przyjaźń/koleżeństwo.
                        • ewax100 Re: Właśnie taka wzajemność 16.12.07, 18:35
                          Dzika.brzoza to jak Ty uważasz że rodzice są tylko po
                          to żeby np.słać pieniądze i to dobrze że poczta
                          istnieje czyli do wiecznego dawania choć pieniądze sa
                          nie tak ważne bo wazniejsze jest dawanie
                          serca,wsparcia.Ale odwrotnie nie mają prawa liczyć na
                          nic choćby na dobre słowo,wsparcie oczywiście że nie
                          finansowe ale właśnie takie zainteresowanie się bo
                          rodzice też mają swoje problemy nie tylko dzieci a
                          może zapytać sie jak się oni czują żeby mieli tego
                          świadomośc że jednak jest ktos bliski kto o nich
                          myśli,odwiedzić,wysłac sms.To naprawdę niewiele
                          kosztuje.Kazdy inaczej na to spojrzy gdy będzie
                          rodzicem dorosłych dzieci.
                          Myślę że jesli dzici dorosłe tego nie rozumieją i
                          uważaja że coś takiego działa tylko w jedną stronę a
                          jeszcze do tego nie liczą się ze zdaniem tych rodziców
                          którzy w końcu chcą dla nich dobrze,mają dobre szczere
                          intencje to powinni się przynajmniej usamodzielnić
                          finansowo jesli nie jest to możliwe to wypadałoby choć
                          trochę liczyć się z ich zdaniem.
                          To jednak prawda że niktórzy na punktcie swojej
                          dorosłości głupieją.
                          • dzika.brzoza Re: Właśnie taka wzajemność 16.12.07, 20:21
                            Skoro poruszasz kwestie finansów - moi rodzicie nie dawali mi pieniędzy - więc sobie sama zarabiałam. Bez łachy, żebrać nie będę o każde 10zł. Więc raczej nie do mnie te kwestie.

                            Zainteresowanie niewiele kosztuje...Zgoda. Ale nie wszyscy rodzice potrafią się powstrzymać przed 4 smsami dziennie, kilkoma telefonami, scenami, itd, itp, bo...im się nudzi i musza sobie urozmaicić życie. Ewo, nie generalizuj. Bardzo łatwo jest narzekać na dzieci, bo zawsze będą niewystarczająco dobre, jeśli się chce je tak postrzegać. A jeśli rodzice oczekują, że dorosłe dziecko poświęci swoje życie dla nich to taka wzajemność jest CHORA. A uwierz, są i tacy rodzice. Tylko jak to zauważono w wątku powyżej jest temat tabu i nikt Ci z takim trudnym tematem nie pomoże.
            • oskarq Re: Musi byc wzajemność 17.12.07, 13:48
              > Moim błędem jest że za bardzo ją kocham a
              > teraz cierpię
              Samo takie myslenie juz jest bledem.
              Nie mozna dzieciom poblazac bo wchodza na glowe, nie mozna pozwalac na wszystko
              i rozpieszczac a to nie znaczy ze sie nie kocha.
              Widocznie chcialas byc jej przyjaciolka a nie matka.
              Rodzice mojej dobrej znajomej tez na pewno narzekaja jaka to z niej niewdzieczna
              bo rzadko odwiedza, nie dzwoni itp...
              teraz zbiera sie plony ktore zasialo.

              Nie mowie ze u ciebie tak bylo no ale opisujesz ksiazkowe przypadki.
              Polecam te ksiazke i wiele innych "Jak wychowywać dziecko i nie oszaleć"
              Kevin Leman. Dobrze opisuje bledy w wychowaniu, rozpieszcznia, braku
              konsekwencji i jakie moga niesc rezultaty w przyszlosci.


              • ewax100 Re: Musi byc wzajemność 19.12.07, 16:16
                Tu sie zgadzam i niech to będzie przestrogą dla
                innych -to sa błędy wychowawcze które popełniamy
                niestety- rozpieszczenie,brak konsekwencji,bycie za
                dobrym,zbyt duże okazywanie swych uczuć dla dziecka.To
                jest bardzo trudne bo gdy sie bardzo kocha to trudno
                być konsekwentynym bo chcąc taką być często trzeba
                dziecko skrzywdzić,skarcić.
    • switonemsi Re: czy lubicie swoich rdziców? 16.12.07, 22:50
      jak mozna kochac nie lubiac?
      nie mozna!
      • krociech Re: czy lubicie swoich rdziców? 16.12.07, 23:41
        Można. To jest tzw. miłość pomimo czegoś, a nie miłość za coś.
        Moim obydwojgu należą się wyroki za psychiczne znęcanie się nad najbliższymi. W przypadku ojca żałuję czasami, że nie złożyłem doniesienia do prokuratury, może w końcu przestałby uważać siebie za miłego pana Grzesia.
        Pozdrawiam - dziecko dwojga psychopatów.
        • cherokee77 Re: czy lubicie swoich rdziców? 17.12.07, 01:57
          Ja bardzo bym chciala swoich kochac, niestety po prostu nie moge po
          wszystkim co mi zrobili, nie potrafie o tym pisac , dopiero niedawno
          sprobowalam mowic, tylko jedna osoba okazala zrozumienie, dla innych
          jestem napietnowana. Moim rodzicom nie zalezy na milosci, dla nich
          to kupa smiechu.Pieklo ktore sobie i nam stworzyli uwazaja za
          najwyzsza wartosc. Ojciec niezle by sie usmial czytajac ten blog.
          Mam szczesliwa rodzine, ale tez wielka pustke w zyciu, nie ma
          babci ,nie ma dziadka, ciezko mi to dziecku wytlumaczyc . Pozdrawiam
          serdecznie wszystkich ktorym sie udalo wyrwac , i tych ktorzy
          dopiero szukaja drogi
    • listekklonu Ojej 16.12.07, 23:25
      Wiedziałam, że na forum Psychologia zabierają głos przede wszystkim osoby z
      różnymi osobistymi problemami, ale nie sądziłam, że aż tylu ludzi nie lubi
      swoich rodziców! Dla mnie to przerażające. Moim też daleko do ideału, ale kiedy
      przeczytałam Wasze wypowiedzi, to aż mi się zrobiło smutno. Chyba jutro
      zadzwonię do moich rodziców, żeby im powiedzieć, że ich lubię:)
      • vincentyna Re: Ojej 17.12.07, 00:43
        Nie lubie swoich rodzicow.

        Ojciec zniknal z kolejna kochanka jak mialam 6 lat, od tamtej pory jest dla mnie
        dziwologiem. Brzydze sie jego lepkich rak. Szacunku do mnie (minimalnego) nabral
        dopiero po moim zamazpojsciu. Studia, praca, kariera, nic nie zasugiwalo na
        pochwale, tylko fakt, ze wg jego mniemania piore recznie gacie meza...

        Matki niecierpie, od kiedy skonczylam 10 lat marzylam o tym by uciec. Zawsze
        bylam ta zla, klamliwa, falszywa, podla jak ojciec...Zawsze kolezanki lepiej sie
        uczyly i bardziej matek sluchaly, a pozniej lepszych chlopcow mialy. A najlepiej
        jak nie mialy, bo sex byl podly, klamliwy i zly, i sluzyl tylko zlym chlopcom do
        zlego. A dziewczyna co sie zgadza na seks, to jest tak samo podla i klamliwa i
        zla, jak kochanki ojca.

        Jak mialam 14 lat zyczylam im rychlej smierci, jak mialam 18 lat olalam ich jak
        tylko sie dalo, jak mialam 22 lata wyprowadzilam sie 1000 km od nich i od wtedy
        jestem szczesliwa. Spotykam ich raz na rok, i to jest czasem za duzo. Bardzo
        niechetnie spedzam z nimi czas, no bo w koncu kto ma ochote, sluchac od swoich
        starych, ze jest podly, klamliwy, zly i do niczego sie nie nadaje????

        p.s.
        wszyscy moi znajomi nielubili/bali sie mojej matki, to samo w rodzinie.
    • agaz1974 Re: czy lubicie swoich rdziców? 17.12.07, 03:14
      Jeśli chodzi o tatę (nie nazywam go ojcem, bo "tata" jakoś tak
      bardziej ciepło i rodzinnie) to trudno mi powiedzieć, bo zostawił
      nas, kiedy miałam 4 lata. Zrobił mamie i mnie wiele złego, ale ja
      tego nie pamiętam i jednak fajnie pomysleć, że jest i że wiem, gdzie
      go szukać, chociaż on wcale za mną nie tęskni.
      Mama to inny rozdział. Zmieniła się na przestrzeni lat. Teraz jest
      już lepiej, ale kiedyś - podobnie jak u przedmówców i przedmówczyń.
      Zero dobrego słowa, nieobecna, zajęta swoimi problemami. Ocena 4+
      lub 5- była wg niej beznadziejna. Całe dzieciństwo spędziłam na
      zakuwaniu, a życie przelatywało mi koło nosa. Wszyscy dokoła byli
      lepsi ode mnie pod każdym względem. Kiedy wyjechała na placówkę i
      widywałyśmy się raz na miesiąc czy dwa, jeździłam do niej na 2
      tygodnie w wakacje i ferie. Spędzała wtedy godziny w samochodzie pod
      blokiem ze swoim gachem, zamiast pobyć trochę z córką, której
      brakowało mamy. Nie było jej w Polsce w sumie ok. 5 lat.
      Czasy liceum to też ciekawy okres - chętnie widziała w naszym domu
      moich znajomych, zwłascza kolegów. Chętnie częstowała ich fajkami i
      zgrywała młodzieżówę. Śmiała się i trajkotała bez opamiętania,
      zapominając chyba, że istnieję. Nawet nie umiałam udzielać się w
      tych rozmowach, bo wychowała mnie na osobę o tak marnej sile
      przebicia i braku wiary we własne siły, że szok.
      Zawsze zbyt wiele jej mówiłam, zwierzałam się, a ona później
      wykorzystywała to przeciw mnie. Udało się jej nawet zepsuć mój ślub.
      Nie lubi mojego męża.
      Ma też drugie oblicze - bywa hojna, pomocna i zaradna, ale coraz
      bardziej nas od siebie przez to uzależnia. Myślę o tym, by
      wyprowadzić się z mieszkania, którego jest właścicielką, zawdzięczać
      wszystko wyłącznie sobie i odciąć się od tego chorego układu. Mam
      nadzieję, że wszystko na dobrej drodze.
      Pozdrawiam wszystkich!
      A.
    • takajednaania Re: czy lubicie swoich rdziców? 17.12.07, 10:48
      To już niestety czas przeszły. Odeszli.:(
      Kochałam ich bezgranicznie, kocham nadal i bardzo jest mi ich brak.
      Byli cudownymi Ludźmi całkowicie oddanymi rodzinie.
      Teraz jestem matką dorosłego chłopaka. I często zastanawiam się, czy swym
      postępowaniem zasłużę sobie na taką miłość jaką darzyłam swych Rodziców. Mam
      nadzieję, że tak.
    • prakseda_ka Bardzo. 17.12.07, 11:24
      Mimo różnic w wielu sprawach są najfajniejszymi rodzicami pod słońcem. Zawsze,
      zawsze mnie wspierają, bronią, żywią itd. Są moją opoką i razem tworzą miejsce
      które cały czas ( a mam 31 lat, rodzinę i swój dom) nazywam DOMEM. Bardzo ich
      kocham :-)
Pełna wersja