haritka Do Lukrecji mam tak samo 17.12.07, 11:32 Spoko ja mam tak samo a raczej mialam bo w sierpniu zmarła nagle moja Mamcia. Mysle ze to syndrom narodowy i wychowanie w latach PRL-gdzie chwalenie nie bylo w tonie. Odpowiedz Link Zgłoś
fikus28 Re: czy lubicie swoich rdziców? 17.12.07, 11:58 Nie. Dlatego że nie mogę na nich liczyć. Z tych samych powodów które wymienili moi przedmówcy. Ojciec: Nie mam i nie miałam z nim więzi, bo po pierwsze więcej go nie było niż był, a po drugie moja mama na to nie pozwoliła. ZAwsze gdy łapałam z ojcem lepszy kontakt robiła sceny i wywoływała we mnie poczucie winy tekstem " Bo wy z ojcem, tozawwsze uważaliście mnie za wariatkę, psychiczną i byliście przeciwko mnie(i tak dalej niepotrzebne skreślić)" albo jak coś źle zrobiłam lub powiedziałam to zaraz było że jestem taka jak ojciec. Od ojca natomiast za każdym razem jak coś było nie tak, słyszałam że jestem taka jak matka. Oboje twierdzili że awantury między nimi na temat mojego wychowania są przez mnie. Były momenty kiedy tak strasznie chciałam umrzeć, jak 10 letnie dziecko modliłam się do Boga żeby pozwolił mi się więcej nie obudzić. Jak mi nie szło w szkole to byłam dla mojego ojca debilem, parę razy uderzył mnie w głowę bo nie mogłam czegoś pojąć. Kiedy rozwiodłam się z mężem który pił, zdradzał mnie i znęcał się nade mną fizycznie i psychicznie, to ojciec miał mi to za złe. Jak mu powiedziałam że mąż mnie bił to odżekł że on nie chce na ten temat słuchać bo to nie jego sprawa, a po za tym jak mnie trząchnął parę razy to musiałam go czymś zdenerwować. Kiedy pokazałam mu na studiach same 5 i 4 w indeksie bo chciałam żeby chociaż raz był ze mnie dumny to powiedział że nie mam się czym chwalić. Mojego obecnego partnera nie lubi bo jak twierdzi jest to człowiek bez przyszłości (jest mechanikiem samochodowym i studiuje zaocznie IT) bo do 32 roku życia nie zrobił kariery i nie zarabia kokosów. Matka: skupiona wyłącznie na sobie. Nigdy nie byłam dla niej dość dobra, w niczym, ani nie byłam dość ładna, ani dość szczupła, ani dość mądra, nie potrafiłam się dobrze ubrać i umalować. ZAwsze wypominała mi to że jestem niby w zmowie z ojcem przeciwko niej. Byłam złą, nikczemną i bezduszną córką która nigdy się nią wystarczająco nie przejmowała i wystarczająco jej nie współczuła. Jak sie nie uczyłam zbyt dobrze to na złość jej, specjalnie żeby zrobić jej przykrość. Moje kuzynki zawsze były mi stawiane jako niedościgniony wzór wszystkich cnót. Jako matce powinnam była jej powiedzieć o swoich problemach w małżeństwie, ale ona nic nie wiedziała bo zawsze miała większe i bardziej ważne problemy od moich. Teraz po latach widze że poprostu zawsze była zadrosna o moje kontakty z ojcem. DLatego już o niczym jej nie mówię i robię tak jak ona chce czyli dzwonię i pytam jak się czuje, słucham o tym jaki ojciec jest dla niej niedobry, wspieram ją i pocieszam, ale o swoich roblemach nie mówię bo nie ma po co i tak nie zostanę wysłuchana, a już tym bardziej zrozumiana. ZAwsze zazdrościłam moim koleżankom które mogły poprostu pójśc do mamy i się wypłakać. Ja nie mogłam bo mi mówiła że mój płacz ją denerwuje. Dlatego ja nie płaczę przy ludziach, wogóle. Tak więc miom rodzicom zawdzięczam niską samoocenę, nerwicę wegetatywną i nie możność zaufania w 100% drugiej osobie. Teraz dopiero uczę się kochać, ufać i polegać na kimś. Ale bardzo się boję mieć dzieci gdyż boję się że je skrzywdzę tak jak skrzywdzono mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
winieta Żeby nie bylo tak smutno 17.12.07, 12:46 cos za szybko enter :) Wczoraj siedzimy sobie z moja corka (2-ga kl. liceum) wycinamy i stroimy pierniczki. I nagle moje dziecko mowi - wiesz mamo, jestes odlotowa i wszyscy moi znajomi tak uwazaja. O rany, szczeka spadla mi na podloge, jakie to bylo mile !!! :) Pozwolilam sobie na ten wpis, chociaz moze troche odwrocony temat :) A swoich rodzicow lubilam, chociaz przyznac trzeba, ze nie raz mnie zloscili. Ale teraz, z perspektywy lat jestem w stanie zrozumiec dlaczego postepowali tak a nie inaczej (glownie wobec siebie) mnie dali madra swobode i za to jestem im bardzo wdzieczna ! Odpowiedz Link Zgłoś
ewax100 Re: Żeby nie bylo tak smutno 17.12.07, 14:04 Swoich rodziców straciłam już kilka lat temu.Mamę 1,5 roku.Oczywiście że ich bardzo kochałam,lubilam i nadal tak jest choć ich juz nie ma.Ktoś powie że to dobrze ale nie wiem czy dobrze jest aż tak bardzo kochać bo potem gdy kogoś zabraknie bardzo się cierpi,tęskni.Czas nie leczy mojej rany-niestety.Byli dla mnie wszystkim-rozumieli mnie zawsze,służyli wsparciem i było to zawsze wzajemne.Odwidzalismy się wzajemnie albo oni nas albo my ich.Często bylismy u siebie na obiadach.Razem spędzalismy świeta.Juz żadne świeta nie będą takie jak kiedyś.Zawsze tez pamietalismy wzajemnie o swych imieninach.Nie mieliśmy przed sobą tajemnic.Czesto dzwoniłam do mamy a ona do mnie zawsze intereswałam się jak sie czuje -dawałam jej odczuć że myślę o niej,żeby nie czuła się samotna szczególnie jak tata odszedł.Gdy mama zachorowała wzielismy ją do siebie,opiekowałam się nią rok a wymagała opieki.Nie było łatwo wtedy ale robiła to z serca a z resztą uważałam że był to mój obowiązek.Moja mama była najukochańsza.Tata był taki sam -czułam całe życie że mnie badzo kocha i życzy mi jak najlepiej.Moi rodzice byli też dobrzy i wspaniali dla mojej córki kochali ją też nad życie.Może mam to po nich że równie mocno kocham swa córkę i chciałabym żeby ona kiedys tak pomyslała o mnie jak ja o swych rodzicach. Jak czytam te wpisy to jestem zszokowana bo nie znam takiego pojęcia żeby nie lubić,nie kochać rodziców i jednoczesnie współczuję bardzo że tak wiele osób ma tak straszne odczucia a mało kto tak dobrze ocenia swych rodziców.No cóż? ludzie są różni-smutne to bardzo.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
alicjasz0 Re: Żeby nie bylo tak smutno 17.12.07, 22:39 Ewax przeczytałam twoje wypowiedzi i coś mi się tu nie zgadza. Piszesz, że bardzo kochasz córkę i byłaś dobrą matką a udało ci się wychować potwora, który nie docenia ogromu miłości i poświęcenia. Nie chcę bronić twojej córki, ale obraz który tu malujesz jest wewnętrznie sprzeczny. Jestem przekonana, że twoja córka musi mieć powody dla których odsuwa się od ciebie. Nic nie dzieje się bez przyczyny. To że ty żyłaś w dużej zależności ze swoimi rodzicami nie oznacza, że twoja córka też ma tak żyć. Jestem przekonana, że twoja córka ma świadomość, że nie jest tak dobrym dzieckiem jakim ty byłaś dla swoich rodziców. Skoro ja odczułam ten wyrzut w kilku słowach, to ona z pewnością odbiera to znacznie mocniej. Córka nie jest przedłużeniem ciebie, jest autonomicznym człowiekiem i musisz to przyjąć i zaakceptować. Mam dorosłe dzieci i wiem, że potrzebują one wolności dla swoich wyborów i akceptacji tego jakimi są ludźmi. Twoja córka zdaje się nie mieć ani jednego, ani drugiego. Możliwy jest taki scenariusz, że kiedy przestanie być zależna od ciebie finansowo, to zupełnie stracisz z nią kontakt. Jeżeli chcesz tego uniknąć zejdź z tego piedestału "najwspanialszej matki pod słońcem" i spróbuj ją zrozumieć. Dowód na to, że coś w wychowaniu córki było nie tak już masz, więc nie trzymaj się kurczowo swoich przekonań tylko coś zmień. Nie mam pewności, bo cię nie znam, ale coś mi mówi, że jak tylko masz okazję, to udowadniasz córce jak bardzo niewdzięcznym jest dzieckiem. Ta droga do nikąd nie prowadzi. Zajmij się swoim życiem, nie zawieszaj się na córce i poczekaj kiedy ona zechce poszukać kontaktu z tobą. Jeżeli prawdą jest to co pisałaś o miłości i cieple jakie jej okazywałaś, to nie zmuszana do kochania ciebie wcześniej, czy później do ciebie zatęskni. Musisz tylko poczekać. Odpowiedz Link Zgłoś
ewax100 Re: Żeby nie bylo tak smutno 19.12.07, 16:02 Alisjasz0 chyba nie tak mnie zrozumiałaś.Nie napisałam że wychowałam potwora bez przesady... bo na tle wielu osób które tu piszą o swych matkach to moja corka pewnie byłaby aniołem. Strasznie to przykre,niewyobrażalne i w głowie mi się nie mieści jak można mieć takie odczucia nie lubić i nie kochać matki czy ojca-wzrusza mnie to do bólu i łez i wspólczuję wszystkim i córkom i matkom. Mylisz sie że moja córka nie ma wolności dla swych wyborów -ma ją właśnie aż za dużą.Z akceptacją różnie to bywa ale nie zawsze można ją wyrazić jednoznacznie a to wywołuje bunt jednak każdy ma prawo do własnego zdania /rodzice też/ tymbardziej jak robi coś w dobrych intenacjach.Dzieci jednak nie zawsze umieją docenić dobre intencje rodziców,którzy myślą wyłącznie o ich dobru o ich przyszłości.Często dzieci zaślepione np. wlasną miłością do chłopaka czy dziewczyny dokonują niewłasciwych wyobrów.Nie chodzi tu tyle o moją ocenę tylko jej samej.To co kiedyś było nie do przyjęcia /pewne wartości/teraz nie ma to najmniejszego znaczenia.Myślę że rodzice powinni to szczerze oceniać choć powinni też to zaakceptować bo gdy nie to stają sie wrogami własnych dzieci a do tego nie można dopuścić.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
alicjasz0 Re: Żeby nie bylo tak smutno 20.12.07, 13:49 ewax100 napisała: > Alisjasz0 chyba nie tak mnie zrozumiałaś.Nie napisałam > że wychowałam potwora bez przesady... bo na tle wielu > osób które tu piszą o swych matkach to moja corka > pewnie byłaby aniołem. Nie wiem co daje ci prawo tak źle oceniać osoby które w tym wątku wypowiadały się krytycznie o swoich rodzicach. Nie przyszło ci do głowy, że mają powody do takich ocen? Nie możesz być też pewna tego co twoja córka mówi o tobie, bo skoro odsuwa się od ciebie, to pewnie też ma jakieś żale. > Strasznie to przykre,niewyobrażalne i w głowie mi się > nie mieści jak można mieć takie odczucia nie lubić i > nie kochać matki czy ojca-wzrusza mnie to do bólu Owszem można. To, że ktoś jest rodzicem nie stawia go ponad wszelkimi ocenami. Krzywdzić ludzi można w różnych rolach, rodzicielskiej również. Powiem więcej niektórzy w ogóle nie powinni mieć dzieci, bo się do tego nie nadają. Ojciec który wyśmiewa wadę wzroku małego dziecka jest kretynem pozbawionym wyobraźni. Matka, która swoje frustracje związane z poczuciem kobiecości i relacjami z mężem odbija sobie na córce jest głupią babą i fakt, że jest matką nie ma tu nic do rzeczy. Szacunek nie powinien być narzucany obligatoryjnie, trzeba na niego zasłużyć. > Mylisz sie że moja córka nie ma wolności dla swych > wyborów -ma ją właśnie aż za dużą Widzę, że ty nie wykonasz żadnej analizy, dlaczego córka od ciebie stroni, więc wróżę ci kiepskie dalsze stosunki między wami, obym się myliła. > Mylisz sie że moja córka nie ma wolności dla swych > wyborów -ma ją właśnie aż za dużą Odpowiedz Link Zgłoś
ewax100 Re: Żeby nie bylo tak smutno 21.12.07, 15:36 Alicjasz0-powiedz dlaczego Ty się tak mnie uczepiłaś i ciagle odwrotnie mnie rozumiesz? Przecież zgadzam sie z Tobą i nikogo nie oceniam tylko współczuję ale obu stronom bo tak czy inaczej jest to smutne.Dla mnie jest niepojęte jak mozna krzywdzic własne dziecko ale tez niewiadomo jakie to dziecko było dla rodziców?Ja też sobie nie wyobrażam jak mozna się wyśmiewać z dziecka czy okularów w których chodzi.Moja córka też chodziła i żle się z tym czuła dlatego wszystko zrobiłam żeby jej pomóc,żeby z tego powodu nie czuła się gorsza i miała zrobiony zabieg laserowy po którym zdjęła okulary i jest szczęśliwa. Myślę że nie mozna jednak nikogo oceniać bo może być to niesprawiedliwe gdy nie znamy do końca podejścia obu stron.A Ty o moją córke się tak bardzo nie martw bo nie jest tak żle jak Ci sie wydaje i wszystko jest juz dobrze więc oszczędż sobie takich tekstów i nie baw sie w złą wrózkę. Odpowiedz Link Zgłoś
alicjasz0 Re: Żeby nie bylo tak smutno 22.12.07, 19:10 Ewax, nie uczepiłam się ciebie, po prostu nie zgadzam się z tobą i już. Piszesz, że nikogo nie oceniasz, to jak zrozumieć twoje słowa: >bo na tle wielu > osób które tu piszą o swych matkach to moja corka > pewnie byłaby aniołem. Nie znam cię więc nie wiem jakie są twoje stosunki z córką i jaką jesteś osobą, ale z racji wieku mam trochę doświadczenia a z powodu zainteresowań trochę wiedzy psychologicznej, więc mój odbiór pisanych przez ciebie postów jest jaki jest. Wyczuwam w twoich wypowiedziach taki podtekst, który mi się nie podoba i tylko dlatego z tobą polemizuję. Tobie i twojej córce życzę jak najlepiej, ale ty najwyraźniej nie bardzo wiesz o co ci chodzi, bo w wielu swoich wcześniejszych wypowiedziach bardzo na córkę narzekałaś. Jeżeli się faktycznie poprawiło to ci gratuluję. Odpowiedz Link Zgłoś
rakju Re: Żeby nie bylo tak smutno 27.12.07, 21:13 Wiem co to wredna matka, udowadniająca na każdym kroku swoją wspaniałość i na to wspomnienie chce mi się rzygać. Odpowiedz Link Zgłoś
mordaruda Re: czy lubicie swoich rdziców? 17.12.07, 14:11 Ojca, mimo że mieszkał z nami i był w domu fizycznie nie znam po prostu. nie potrafię powiedzieć jaki był naprawdę, kojarzy mi się głównie z regularnym laniem robionym na jej rozkaz. Matka - nie lubię i nie kocham i wzajemnie, ona mnie też nie lubi i nigdy nie lubiła. Myślałam, że jak będę miała własne dzieci coś się zmieni, zrozumiem, wybaczę, stosunki między nami się poprawią, ale guzik, nic z tego. Tym bardziej nie rozumiem jak można być tak niedowartościowanym by publicznie upokarzać własne dziecko, by odmawiać mu prawa do istnienia, by twierdzić wprost jest do niczego, że na nic nie zasługuje. Do tego zawsze była specjalistką od szantaży emocjonalnych i nic się nie zmieniło. Te jej teksty: wychodzę i nigdy nie wrócę (jak ja się bałam, dzieci takie teksty rozumieją dosłownie), a teraz: to ona jest umierająca, więc ja powinnam rzucić wszystko i być na jej każde widzimisię. Babcią też jest beznadziejną, bicie, bo nie siedzisz spokojnie, bo biegasz, bo... powód zawsze znajdzie, swojego dziecka nie zostawiam jej nawet na sekundę. Najpierw leje, a potem karmi czekoladą zamiast obiadu i oczywiście wygłasza teksty jakie to okropne i beznadziejne dziecko. Uważam, że po prostu jest złym człowiekiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KAJA Re: czy lubicie swoich rdziców? IP: *.chello.pl 17.12.07, 17:54 Nie spodziewałam się , że aż tyle osób nie lubi swojej matki , ja oczywiście też się dołączę . Jestem już babą 40-letnią a moja matka nadal chce mną rzadzić, szok . kilka dni temu w końcu jej wygarnęłam co o niej myślę i nareszcie mi ulżyło. Całe scczęście że mieszkamy od siebie 300 km i nie muszę jej więcej oglądać , Dam jej może jeszcze szansę , ale po leczeniu w psychiatryku .Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
grzelek123 Re: czy lubicie swoich rdziców? 18.12.07, 09:52 Trudne pytanie, raczej nie ale nie potrafie na nie jezdnoznacznie odpowiedziec. Z jednej strony z okresu podstawowki pamietam wyzwiska, wykorzystywanie moich kompleksow na zasadzie "Ty okularniku!" (mialem duzy kompleks z tego powodu, bylem wyzywany przez kolegow od okularnikow, oni tez mnie tak wyzywali w klotniach), zalowanie na wszystko, lanie od ojca, brak jakiegokolwiek szacunku. Pamietam nienawisc i bezsilnosc, ktore wtedy czulem. Z drugiej strony w szkole sredniej placili korepetycje, wysylali na angielski, potem na studiach kupili mi mieszkanie, dwa samochody, zmienili jakby podejscie do mnie, moglem przyjsc z problemem, wysluchali, szczerze doradzili, nigdy nie wysmiali. Tak jakby dorosli do bycia rodzicami, oczywiscie zdarzaja im sie fatalne zachowania ale raczej rzadko. Co ciekawe jestem jedynakiem i wszyscy w podstawowce mowili, ze jako jedynak mam super i wogole bezstresowwo a to bylo gowno prawda bo czulem sie gleboko nieszczesliwy. Nie potrafie powiedziec czy lubie swoich rodzicow - te wyzwiska z podstawowki mam z tylu glowy i nie potrafie o nich zapomniec, to mnie bardzo boli ze nie potrafili sie powstrzymac przed wyzywaniem syna, ktorego nie bylo wina to ze nosi okulary. Odpowiedz Link Zgłoś
agaz1974 Re: czy lubicie swoich rdziców? 20.12.07, 02:22 grzelku, u mnie podobnie, pisałam już o tym parę postów wyżej. Też byłam wyśmiewana przez moją mamę przy koleżankach i kolegach, strofowana za każdy stopień poniżej 5, a później poniżej 6 (przez całe życie świadectwa z czerwonym paskiem). Teraz wydaje mi się, że mama chce nadrobić tamten czas, zadośćuczynić niejako. Widzę, że haruje momentami jak wół pomagając mnie i mojej rodzinie. Ale chyba ciut za późno. Kocham ją bardzo, ale mimo tego, co dla mnie robi, nigdy jej tych dawnych uczynków nie zapomnę. Nie potrafię i nie wiem, czy chcę. Odpowiedz Link Zgłoś