ida17
23.11.07, 15:38
Jesteśmy z sobą 3,5 roku.Moj narzeczony mieszkał długo z
rodzicami,razem mieszkamy od roku.Dwa lata temu powstal zupelnie bez
powodu konflit z jego rodziną.Pisałam o tym wtedy tu na forum.Jego
rodzina to ludzie bardzo konfliktowi i naprawdę trudni we
współżyciu.Jesteśmy innych wyznań więć najperw zaczęły się docinki w
związku z moją wiarą .Bylo to straszne ale tłumaczylam to sobie
głupotą i prymitywizmem niektórych osób i nie reagowałam.Moj
narzeczony tłumaczył rodzinę mówiąc ,że tacy są i już...Potem
powstal juz poważny konflikt sprowokowany przez siostrę i bratową k
tora na początku byla tak jak ja ofiarą w tej rodzinie ,narzekala i
ostrzegala mnie a teraz przeszła na tamtą stronę i bierze udzial w
nastawianiu rodziców przeciwoko nam a dokładnie mnie.Mj narzeczony
niby to widzi ale na pewne rzeczy przymyka oczy.Rzdzi mi nie
reagowanie na te zachowania , nie przejmowanie się a ja tak nie
potrafię.Osttanio zaprosilam cala jego rodzine na urodziny żeby
unoirmalnic te stosunki bo męczy mnie to bardzo .Bylo to u mnie w
domu więc zachwowywali się o.k.Mi naprawdę ulżyło.Ale kiedy po
urodzinach odwiedzilismy rodziców w domu i byli tam tez siostra,
bratowa i brat znowu bylo to samo. Sprawiali wrazenie
obrażonych,ledwo że przywitali sie z nami...Rodzice a glownie mama
zachwowuje sie tak samo.Boi sie przy nich być mila dla mnie i
normalna. Moj narzeczony to widzial ale nie az tak jak ja.Przymyka
na to oczy i nie rozumie tego że mnie to męczy,boli...Planujemy ślub
i jedyną wątpliwością jaką mam jest ta rodzina.Boję się tego. Oni sa
naprawdę dziwni i nie życzą nam dobrze.Czuję to i kiedy on mowi że
przesadzam czuję się strasznie i zastanawiam się czy dam radę być w
tej rodzinie...Męczy mnie każda konieczność pójścia tam i na tym tle
często sie kłocimy.Jak sobie z tym poradzić?