kolejna smutna historia...

12.12.07, 18:00
Tylko wygadać się chciałam.

Małżeństwo - on wysoki, niezbyt przystojny, ona sliczna o pięknym
głębokim lekko zachrypniętym głosie, tancerka. Chyba 8 lat po
slubie. Pracowali razem. Potem on zmienił pracę, potem wpadł na
pomysł by wyjechać do Anglii. Pieniędzy przez pół roku nie
przysyłał,pomagała jej jego matka.
Mają 7 letniego chłopczyka. Pierwsza ciąża - poronienie. To był
chyba główny powód do ślubu.

On namawia ją, by wyjechała. Ona nie chce - uwielbia taniec i to by
ją zabiło.
On jest w Anglii 2-2,5 roku.Pół roku po przyjeździe tam poznaje
kobietę. Tamta ma męża, 2 dzieci.
Teraz jest tak, że on wyjechał do Anglii zostawiając żonę i dziecko,
bo podobno kocha tamtą, bo go nikt tu nie rozumie, bo go tłamszą,
ale niby rozwodu nie chce, ot tak po prostu chce mieć żonę i tamtą
kobietę.

Nagle zaczyna żywić do swojego ojca miłość /"kocham cię tato i
dziekuję że dałeś mi życie" - sic!/, zaprasza go do siebie, mają
bliski kontakt. Ojca, który wolał wódkę i awantury z matką niż syna,
który wszystko przepijał i wynosił z domu. On teraz mówi, że to wina
matki, że to wszystko przez nią.

Efekt - kobieta zostawia mężą i twierdzi, że nigdy go nie kochała.
Zamieszkują razem.
W Polsce zostaje żona i dziecko.

Nie mogę zrozumieć. Można ot, tak sobie zniszczyć zycie żonie i
własnemu synowi? Można ot tak sobie rozbić małżeństwo i patrzeć, jak
odbiera się dzieciom ojca? Co będzie, gdy nowa kobietę także
zostawi, jak będą się czuły jej dzieci?
Jak czuje się ktoś, kto ma na swoich barkach odpowiedzialność za 5
osób, którym poprzewracał do góry nogami zycie?
Bo jakoś nie mogę uwierzyć, że ta nowa miłość jest znów na wieki.

Żona do dziś jest w nim zakochana. Gdy jakiś czas temu przyjechał do
Polski, ale nikt jeszcze nie wiedział o tej drugiej, spotkałam ich,
jak szi trzymając się za ręce. CZuc było jej miłość do niego. Była
taka szczęśliwa. A on - szedł, bo przecież nie wyrwie ręki z jej
uścisku. Nie było na jego twarzy żadnego szczęścia.

On - chłopak o pewnym uroku, ale trudno go uznać za atrakcyjnego.
Ona - wielu mężczyzn, różnych - po ślubie najwierniejsza żona i
wspaniała matka.
Można się było spodziewać, że to raczej jej się znudzi.

Odbiło mu? Zadurzył się? Nie mógł po prostu mieć kochanki?
Tu nie chodzi o łyk powietrza i wolności, o zachłyśnięcie się
światem. To miał zawsze. Towarzystwo, knajpa. Żadnej zazdrości,
kontroli. Normalne życie. Żona zaradna, mądra.

No jasna cholera! Można tak z lekkim sumieniem rozbić 2 małżeństwa i
jeszcze widzieć winę w innych, bo "się dusił"? Dlaczego nie szukał
rozwiązania? Przyszło samo wraz z tą nową, która zaczęła go chwalić,
wywyższać, gloryfikować, "doceniać"???
Bo zdradę i kochankę jestem wstanie zrozumieć. Ok, zdarza się. Ale
przekreślać całe swoje dotychczasowe życie, zostawić dziecko,
odejść, bo... no włąśnie, co? Gdzie on ma rozum?
Tak mi jej strasznie żal.



Historia, jakich wiele...
    • synvilla Re:A skąd wiesz,że tam są jakieś uczucia. 12.12.07, 18:25
      Facet zachowuje się jak ktoś kto 'bierze', uzywa i idzie dalej.

      Był w Polsce była tamta kobieta, jednak z tancereczka ciezkie zycie
      pod wzgledem ekonomicznym. I brak pewnosci jutra.

      tam spotyka moze inna kobiete, inny typ.Podoba mu sie w Brytanii,
      cche tam zostac ma okazje ulozyc sobie moze lepsze zycie niz klepac
      biede w Polsce.

      Moze ten facet nie jest zaradny zyciowo i szuka kogos kto go
      uzupelni.

      Co wiesz na temat tej nowej kobiety? nic dlatego trudno spekulowac.

      Nie wszyscy ludzie kieruja sie uczuciami w wyborze patrnera
      niektozry bardzo gleboko stapaja po ziemi.
      • green_land Re:A skąd wiesz,że tam są jakieś uczucia. 12.12.07, 20:22
        > Był w Polsce była tamta kobieta, jednak z tancereczka ciezkie
        zycie pod wzgledem ekonomicznym. I brak pewnosci jutra.
        > tam spotyka moze inna kobiete, inny typ.Podoba mu sie w Brytanii,
        > cche tam zostac ma okazje ulozyc sobie moze lepsze zycie niz
        > klepac biede w Polsce.
        Sam tańczył, potem pracował w teatrze, utalentowany. W GB praca
        fizyczna, żadne kokosy, ale lepiej, niż tu.

        Tamta kobieta - nie jest żadnym ideałem. Ot, znalazła faceta, który
        jej zaimponował i zarzuciła sieć. Mnóstwo takich historii.

        To raczej ona jest zaradna i mocno stąpa po ziemi.

        A kobieta owinęłą go sobie wokół palca, słodziła, aż połknął haczyk.
        Może rzeczywiście to miłość jego życia? Szkoda tylko, że w taki
        sposób to zrobił...
    • ronja.r Re: kolejna smutna historia... 12.12.07, 19:51
      Ach te steoretypy: zona zdolna, gospodarna, sliczna..ideal a maz nieprzystojny,
      pedziwiatr i ta trzecia ktora zniszczyla zycie pieciu osobom. Jak rozumiem te 5
      osob ktorym zniszczono zycie to zona z dzieckiem plus maz z dwojka
      dzieci...Tylko skad wiesz ze te zycia sa zniszczone? Jak? Nie maja mozliwosci
      zycia? Rozwijania sie? Dzieci nie beda mogly byc szczesliwe w przyszlosci?
      Jasne, porzucona zona jest idealem zony i matki ale skad wiesz ze ten porzucony
      maz nim jest? Moze nic nie wart pijak, damski bokser? Moze wogole nie zaluje ze
      zona poszla do innego? A ta idealna zona? Ktora kocha i teskni mimo ze nicpon ma
      inna, nie placil na dziecko itp itd?
      Moze dzis jest nieszczesliwa bo maz ja porzucil ale za kilka lat? Za kilka lat
      to moze i jemu podziekuje ze sobie poszedl...
      Wiesz ze wedlug wszelkich ankiet 90% z rozwiedzionych nie zaluje ze wzielo rozwod?
      Wiec gdzie tu gadac o zniszczonych zywotach? Patetyczne jedynie.
      • green_land Re: kolejna smutna historia... 12.12.07, 20:17
        No tak, bardzo prawdopodobne, że dla nich wszystkich będzie lepiej.
        Ja jednak patrzę trochę całościowo. Tamte dzieci zostały bez ojca.
        Jego dziecko także było świadkiem nieprzyjemych scen.
        Jego małżeństwo było zgodne i nic nie zapowiadało krachu. To było
        jak grom z jasnego nieba. Inaczej trochę byłoby, gdyby były kłótnie,
        nieporozumienia, wyzwiska. Moze coś w nium siedziało? Ale chyba
        jednak zaczął wychodzić charakter ojca. Tego się bała zawsze jego
        matka, chociaż głośno o tym nie mówiła.

        >Wiec gdzie tu gadac o zniszczonych zywotach?
        Może będzie dobrze - ok. Tylko że czuję, iż tak naprawdę jego nowy
        związek jest na krótką metę - zachłysnął się nim. Postawił wszystko
        na jedną kartę.
        Inna rzecz - nie kochał żony? A gdzie miłość do własnego dziecka,
        gdzie myślenie o odpowiedzialności za tamte dzieci?
        Tak łatwo mu przyszło to zrobić...

        Wiesz, on chciał mieć i żonę i nową rodzinę:/ Niby odchodził, ale
        chciałby pozostać dalej w małżeństwie... To tak, jakby nie potrafił
        do końca wybrać, z którą kobietą chce być. Ale też zdecydował się
        postawić wszystko na jedną kartę i odejść do tamtej.

        >Tylko skad wiesz ze te zycia sa zniszczone? Jak?
        Co innego, gdy rodzice się rozwodzą i pzostają w przyjacielskich /na
        ile sie da/ stosunkach, a co innego, gdy tatuś znika i zostawia
        samym sobie zonę z dzieckiem. Tu już trudno mówić o normalnym
        dzieciństwie, gdy widzi cierpienia matki, a ojca wcale, bo ma nową
        mame i nowe dzieci i nie chce wydawać na bilet, by zobaczyć syna.

        Co czuje dziecko, które dowiaduje się że tatuś ma nową "mamę" i nowe
        dzieci? Nie chcę w to wchodzić, bo to za ciężki kaliber...

        Ja go nie chcę potępiac i oskarżać. Tylko zrozumieć nie mogę, że
        można tak ranić. Nawet chciałam z nim pogadać na GG anonimowo, ale
        nie mam GG:/ a nie znam adresu skrzynki. Zanim sobie założyłam,
        wyjechał. No i co dalej? Może jednak spróbuję porozmawiać... Może...
        No właśnie - na co niby liczę? Pewnie spróbuje go zrozumieć i
        odgadnąć przyczynę decyzji... Może dam do myślenia? Może... Po
        prostu ciężko mi patrzeć na nich...
        • ronja.r Re: kolejna smutna historia... 12.12.07, 20:50
          green_land napisała:

          > Ja go nie chcę potępiac i oskarżać. Tylko zrozumieć nie mogę, że
          > można tak ranić. Nawet chciałam z nim pogadać na GG anonimowo, ale
          > nie mam GG:/ a nie znam adresu skrzynki. Zanim sobie założyłam,
          > wyjechał. No i co dalej? Może jednak spróbuję porozmawiać... Może...
          > No właśnie - na co niby liczę? Pewnie spróbuje go zrozumieć i
          > odgadnąć przyczynę decyzji... Może dam do myślenia? Może... Po
          > prostu ciężko mi patrzeć na nich...

          A co Ty obca kobieta masz do potepiania czy oskarzania? Co Tobie do tych
          ludzi...co Tobie do rozmawiania z nim, do dania do zrozumienia?
          Czemu Ty masz na cokolwiek liczyc?
          Ty nawet nie rozumiesz jego wahania? Czy zdajesz sobie sprawe jak trudno taka
          decyzje podjac? Raczej nie...bo wtedy dziwne takie by to dla Ciebie nie bylo.
          Wogole dlaczego Ty sie wogole chcesz w to mieszac? On juz podjal decyzje a Ty?
          Jesli chcesz zrobic dobry uczynek to pomoz tej kobiecie podjac decyzje. Niech
          wezmie rozwod i stawia na sama siebie. Jesli nawet on by chcial wrocic to to juz
          i tak nie bedzie to samo.
          Jesli chcesz sie w to angazowac to porozmawiaj z nia, podnies na duchu, wyjasnij
          ze ma cale zycie przed soba a jego zostaw w spokoju.
          Zobaczysz, i dla Ciebie slonce zaswieci
          • bszalacha Re: kolejna smutna historia... 14.12.07, 01:30
            Skrytykowałaś ją tak ostro,jakbyś należała do
            tych "ślicznotek",które zazdroszczą małym dzieciom tatusiów i
            czerpią siłę z rozbijania im rodzin.
            /jak można uwierzyć facetowi,który porzuca własne dziecko?/

            • ronja.r Re: kolejna smutna historia... 14.12.07, 13:37
              bszalacha napisała:

              > /jak można uwierzyć facetowi,który porzuca własne dziecko?/
              >

              Nastepny stereotyp ze sredniowiecza. Rozwod z zona nie oznacza
              porzucenie dziecka.
          • green_land Re: kolejna smutna historia... 14.12.07, 12:59
            Oj, dziecko. Dlaczego starasz się wyczytać więcej, niż napisałam?
            Chcę zrozumieć, bo sa to bliscy mi ludzie. Zrozumieć. Za dużo, by
            szukać tu pomocy?
            Widocznie wystarczająco, by narazić się na oburzone krzyki...

            > Czy zdajesz sobie sprawe jak trudno taka
            > decyzje podjac?
            Zdaję sobie sprawę, że niektórym podejmowanie takich decyzji
            przychodzi dziwnie łatwo. Bezmyślnie.
            Odszukaj wątki Mrówki221 i przeczytaj.

            > Zobaczysz, i dla Ciebie slonce zaswieci
            ???
            Dla mnie świeci prawie cały czas:)
            Nie jestm osobą, która by czuć się przydatna wtrąca się innym w
            zycie. Nie ten typ:)

            > Jesli chcesz zrobic dobry uczynek to pomoz tej kobiecie podjac
            > decyzje.
            Ot, niekonsekwencja.Jej mam pomóc zrozumieć jego, ale jemu jej juz
            nie?

            • ronja.r Re: kolejna smutna historia... 14.12.07, 13:42
              Sluchaj mala, nie wiem gdzie zylas dotad ale chyba gdzies na wsi
              gdzie cie uwazaja za wielki autorytet. Ale o zyciu niewiele wiesz.
              Podrosnij troszku, poznaj zycie a potem mozesz dawac rady innym
              • green_land Re: kolejna smutna historia... 14.12.07, 14:08
                Przy 178 cm nietrafiony przymiotnik.

                Boże, coście się tak zacietrzewiły??? Nie potraficie normalnie
                gadać - idźcie na inne fora i tam tryskajcie jadem, bo mi się
                odechciewa rozmowy z ludźmi, dla których nie dyskusja się liczy ale
                bluzganie i obrażanie.
                Wybacz - niedobrze mi od takiego towarzystwa. Nie mój typ.
          • leda16 Re: kolejna smutna historia... 27.04.08, 22:37
            ronja.r napisała:


            > A co Ty obca kobieta masz do potepiania czy oskarzania? Co Tobie do tych
            > ludzi...co Tobie do rozmawiania z nim, do dania do zrozumienia?


            Gdyby opinia publiczna, w tym najbliższy krąg towarzyski zdecydowanie potępiały amoralne postępowanie, większość ludzi by się od takiego postępowania powstrzymywała z obawy przed ostracyzmem społecznym. Ty - jak widzę - ideologicznie stoisz na poziomie dna - "róbta co chceta"


            > Ty nawet nie rozumiesz jego wahania? Czy zdajesz sobie sprawe jak trudno taka
            > decyzje podjac?


            Aj waj, istny hamletyzm - rozpierdzielić własną rodzinę czy nie...kto ważniejszy: moje dziecko, czy obca ku...



            > Wogole dlaczego Ty sie wogole chcesz w to mieszac? On juz podjal decyzje


            Ona powinna mu uświadomić nikczemność jego decyzji


            pomoz tej kobiecie podjac decyzje. Niech
            > wezmie rozwod i stawia na sama siebie.


            No tak, powinna maksymalnie ułatwić gnojkowi sytuację :).

            > a jego zostaw w spokoju.


            Tak, niech się spokojnie k...i dalej. A co z dzieckiem? Będzie miało "nowego" tatusia



            > Zobaczysz, i dla Ciebie slonce zaswieci
        • synvilla Re:jaki efekt moze przyniesc taka rozmowa? 12.12.07, 21:14
          czy myslisz, ze po niej Oni powroca do siebie?
          Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze czlowiek gorliwie chcialby komus
          pomoc, jednak taka pomoc moze byc bezskuteczna. A wrecz On moze
          sie wytsraszyc ingerencji w swoje zycie osob postronnych.

          Poza tym zdrada to taki kompletny rozlam.

          Choc zycie plata ludziom figle. To co sie widzi TERAZ nie zawsze
          jest tym co bedzie za rok dwa.
          czasami ludziom odbija aby po jakims czasie dojrzeli i nabrali
          rozeznania.
          On zateskni za domem rodzina, dzieckiem.
          Ten facet wchodzi w cudzy dom, w cudze dzieci, swoje zostawia.
          Czy wiesz co sie beidzie dzialo za jakis czas? On bedzie mial
          straszne wyrzuty sumienia.

          Mysle, ze nie wszystko jest stracone. To ona trzyma decydujace
          karty w tej grze, ale czy gdy on kiedys mozliwe bedzie chcial
          wrocic, czy ona jeszcze bedzie go cchiala, czy bedzie na niego
          czekac, az on sie wyszaleje? I czy jest na kogo czekac?

          Watpie.
    • synvilla Re: Słuchaj land... 12.12.07, 20:32
      Co Ty wiesz o tych dwojgu za drzwiami ich domu?

      Nie oceniaj, zycie jest trudne, ale bardzo sprawiedliwe.

      Mówisz pani życiowo zaradna. Wątpie, zaradne zyciowo kobiety nie
      wybierają zawodu tancerki, no chyba ze jako hobby.A do tego ma
      piękny głos i pieknie śpiewa... to już kolejna Doda czy ujął Madona.

      Zrozumieć - nie zrozumiesz, ale jezeli jak piszesz kobieta ma
      walory to szybko znajdzie sobie pocieszyciela oby był to ktos na
      jej miare.
      • green_land Re: Słuchaj land... 14.12.07, 09:06
        > Wątpie, zaradne zyciowo kobiety nie
        > wybierają zawodu tancerki,
        To co napisałaś obraża ją! Nie jest tancereczką podskakującą na
        scenie, pracuje w dużym zespole, to PRACA, nie zabawa czy
        pokazywanie tyłka, jak Doda! Ciężka praca. Jeżeli nie orientujesz
        się, jak wygląda praca w takim zawodzie nie zabieraj głosu.

        Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę ale jest coś takiego jak
        mediator. Tacy ludzie zajmują się ratowaniem takich małżeńst nie
        poprzez mówienie - zobacz, ona cię kocha, jak możesz, bo dzieci i
        takie tam duperele. Chodzi o unaocznienie. O to, by taka osoba
        zrozumiała swoje uczucia i postępowanie. I tylko w takim zakresie
        chciałam pomóc. Wiem coś niecoś o nich, i dlatego uważałam,że może
        uda się coś jeszcze uratować. Nie będę zresztą zagłębiac się w ten
        temat.

        > Zrozumieć - nie zrozumiesz
        Mylisz się. Potrafię. Nie oceniaj innych wg siebie.

        >jezeli jak piszesz kobieta ma
        > walory to szybko znajdzie sobie pocieszyciela
        To bardzo obraźliwe słowa. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z ich
        podtekstu.

        > Nie oceniaj
        Czego i Tobie życzę
        • synvilla Re: Nie jestes obiektywna 14.12.07, 11:06
          Orientuje sie w zawodzie bo sama mam zawod artystyczny i wiem na
          jakich warunkach i kryteriach wykonywanie owego zawodu sie odbywa.

          Piszesz bardzo uczuciowo i jestes postronna. Trzymasz jej strone,
          bo jest ci jako znajoma/przyjaciolka blizsza.Jego cala sytuacja i
          to co doprowadzilo do rozlamu jest dla ciebie nieznane.
          Wedlug ciebie to ona jest ta biedna porzucona kobieta. Czasami do
          takich drastycznych ciec jak rozwod jest dluga droga, gdzie dwoje
          osob jest zamieszanych i skutecznie pracuja na ten rozwod.

          Moim zdaniem nie nadajesz sie na mediatora bo brak ci dystansu do
          sprawy a jedynie dzialasz na korzysc jednej ze stron i tego co sie
          tobie wydaje za sluszne.

          Kazde moje slowo odbierasz jako docinka dla owej kobiety. jakbym
          nie napisala to i tak bedzie zle, bedziesz jeszcze wykrzyknikami
          opisywac swoje oburzenie.Moim zdaniem jestes pozbawiaona balansu
          psychicznego i jestes po prostu HISTERYCZKA.
          W sumie sytuacja zupelnie nie znanych mi ludzi gdzie na podstawie
          przez ciebie opisanej sytuacji szukam jakiejs odrobiny prawdy.
          Wiec pytam sie ciebie, co wiesz o zyciu tych dwojga za zamknietymi
          drzwiami? Co wiesz o tej drugiej kobiecie? Nic. To nie mąć ludziom
          w glowach miediatorze z bozej laski.
          • green_land Re: Nie jestes obiektywna 14.12.07, 12:43
            > Orientuje sie w zawodzie bo sama mam zawod artystyczny .
            Nie, nie orientujesz się. Nie będę tłumaczyć dlaczego.


            > Moim zdaniem jestes pozbawiaona balansu
            > psychicznego i jestes po prostu HISTERYCZKA
            Jesteś kolejną osobą bez dystansu, która każde słowo traktuje jak
            osobistą zniewagę.
            I odpowiada atakiem, zamiast szukać porozumienia.

            Wytłumacz mi jeszcze na koniec tej - nic nie wnoszącej - znajomości -
            co oznacza "balans psychiczny"?
            I następnym razem pisz z głową i nie ubieraj myśli w za bardzo
            wyszukane słowa, bo tracą swój sens.

            Pozostawiam bez komentarza słowo histeryczka:)))


            • synvilla Re: Autorytatywny sposob bycia 14.12.07, 12:51
              > Orientuje sie w zawodzie bo sama mam zawod artystyczny .
              Nie, nie orientujesz się. Nie będę tłumaczyć dlaczego.
              ..............................
              nie swiadczy o tobie dobrze.

              Wiecej nie bede odpisywac na twoje posty i koncze rozmowe z toba.
              • green_land Re: Autorytatywny sposob bycia 14.12.07, 13:06
                > Wiecej nie bede odpisywac na twoje posty i koncze rozmowe z toba.
                To dobrze, bo przynajmniej więcej się nie zbłaźnisz.


                Dobra rada starego człowieka - traktuj innych jak mądrzejszych od
                siebie, nie jak głupszych. Wtedy nie będziesz zaskoczona i zdążysz
                się przygotować do ewentualnej konfrontacji.

                Druga rada - krytykuj postawę, nie człowieka. Krytykuj tak, by
                szukać wspólnej płaszczyzny, nie antagonizmów.


                Pozdrawiam serdecznie
                • synvilla Re: No wspaniale. 14.12.07, 13:16
                  jestem wprost zachwycona twoja retoryka.Tylko tak dalej pani
                  mediator.
                  • green_land Re: No wspaniale. 14.12.07, 14:03
                    Dziękuję za uznanie:)))
                    Cała przyjemność po mojej stronie kochana:)))
          • leda16 Re: Nie jestes obiektywna 27.04.08, 22:17
            Tu chyba każdy uczciwy człowiek trzymałby stronę zdradzonej żony i skrzywdzonego dziecka. I nikt z odrobiną wyobraźni nie byłby wolny od uczuć oburzenia i pogardy wobec łajdaka i zdrajcy, który DZIECKU rozwalił rodzinę dla podobnej sobie, wyzutej z moralności ku...Jakie by ich życie rodzinne za tymi zamkniętymi drzwiami nie było, zdrajcy NIC nie usprawiedliwia. Nawet ptak nie porzuci samiczki wysiadującej jajka w gnieździe. K...porzuci rodzinę bo jest pospolitym k... i nic więcej tu nie ma do zrozumiemia. Plugawe uczynki są wyłącznie domeną plugawych ludzi.
    • solaris_38 :) 12.12.07, 20:44
      to zwyczajna historia

      co więcej
      JEŚLI masz rację że ona wartościowa a on palant
      to historia dobrze sie skończy
      bo ładna wartościowa kobitka jeszcze sobie kogos znajdzie
      podobnego w wartościowości :)

      jesli facet jest bez sensu to jakiaż to strata ???
      a gdyby był wart smutku to by tego nie zrobił

      takie sytuacje choć emocjonalnie i materialnie bardzo ciężkie są zwyczajne i
      do pokonania
      boję sie innych wyzwań i te zdają mi sie ... wielkie

      bo ci nogi odetnie
      bo tracisz wzrok
      bo cię paraliżuje

      Nie mówię ze kobiecie będzie łatwo

      żadnej kobiecie która finansowo zawierzyła mężczyźnie i nie ma pracy i sama
      sobie nie da rady nie będzie łatwo bo mężczyzna zmiennym jest podobnie jak
      kobieta i to od stuleci wiadomo


      nie wiem jak to wygląda z perspektywy religijnej kiedy musisz mieć jednego
      partnera ale to już problem wierzących te łamigłówki rozwiązywać

      mam nadzieję ze koleżanka znajdzie fajnego faceta

      ma nadzieję ze facet spotka związek w którym da z siebie wszystko co dobre i
      kogoś uszczęśliwi

      mam nadzieję ze wszystko skończy sie dobrze bo prawda jest taka że jak ktoś
      CHCE i potrafi odpuścić nienawiść złość i poczucie bycia ofiarą - to sprawy sie
      ludziom układają

      nie żeby sielanka ale .. zwyczajnie

      czasem mam wrażenie że ludzie są nieszczęślwi
      bo za NORMALNY poziom nie uznają przeciętnego
      ale reklamowy
      idealny

      nic dziwnego że czują sie jak nieudacznicy
      zamiast być dumni że dają z siebie wszystko
      że radzą sobie jak umieją każdego dnia


      a wszak zdrada i brak satysfakcji w związku to norma
      może wiec lepiej nie przykładać do tego TAK WIELKIEJ wagi

      może bez tego można być po stokroć bardziej szczęśliwym

      a nie stawiać sobie wygórowane marzenia o wierności które nagminnie nie są
      dotrzymywane od tysiacleci

      myślę ze zwyczajne życie jest
      całkiem interesujące

      fakt ze w bardziej prymitywnych kulturach wszystko jest bardziej dramatyczne

      jak stare filmy
      one też

      mają swój urok w swym dramatyzmie który już dziś trudno brać na poważnie

      ale


      ;)

      Nie chodzi o to żeby rezygnować z marzenia o wierności
      bo to piękne marzenie

      a raczej jako cel do którego dążymy
      kierunek którym decydujemy sie iść

      sadze że warto

      ale co innego do czegoś dążyć
      i dokładać starania ( an ile sie da bo życie uczy pokory i zmienia naszą wiedzę
      o nas samych ) i walczyć o to

      a co innego niespełnienie uznać za jakąś straszliwa tragedię
      bo te niespęłnienia jak uczą żywoty bliźnich są zwyczajną sprawą
      częsta nieuniknioną
      nie potrafimy tego jeszcze zwyczajnie

      tym bardziej warto się starać


      i tego życzę wszystkim którzy tez sobie tego życzą :) ;) :)
      • shangri.la Re: W której dżungli mieszkasz ? 12.12.07, 20:51
        solaris_38 napisała: wszak zdrada i brak satysfakcji w związku to norma
        > może wiec lepiej nie przykładać do tego TAK WIELKIEJ wagi...

        Koniec cytatu.Wystarczy.
        No comments.
        • solaris_38 w tej samej co ty 12.12.07, 21:02

          co więcej
          na górnym piętrze

          tam trochę słoneczniej
          • solaris_38 dlazcego jedni sa tu a inni TAM 13.12.07, 22:13
            tak sobie czasem myślę
            ale dżunglę faktycznie mają poziomy
            i nie an każdym jest jednako słonecznie i przyjaźnie

            a gdybym urodziła sie i była niekochana
            niezdolna
            ułomna
            w Afryce bez wody
            zgwałcona jako dziecko
            patrząca i doznająca poniżenie

            czy wtedy
            umiałabym kochać ?

            czy teraz potrafię ?

            co to znaczy kochać bliźniego swego

            jesli kochać znaczy dawać coś dobrego z siebie
            to co ma dać osoba która nie ma co dać

            czy jest ktoś kto nie ma co dać ?

            czy czasem branie nie jest forma dawania - jak niemowlę
            ono biorąc ufnie daje wszak cudowności

            czy ten kto dostał wiece jakiegoś talentu np siły fizycznej nie ma jej w
            posiadaniu na użytek nas wszystkich i dla wspólnego dobra?

            i gdzie są granice dawania

            wszak jest coś takiego jak granica której nie można przekroczyć aby nie
            skrzywdzić samego siebie
            i nie naruszyć swojej własnej bazy energetycznej

            zarówno dawanie jak branie wydaje sie być sztuką

            a my jesteśmy dla siebie takim samym bliźnim jak inni
            siebie też tzreba kochać i szanowac

            nawet jak dobro nam nie wychodzi i przyłapujemy sie na małostkowości i
            działaniach odruchowych pt oko za oko





    • shangri.la Re: Kiedy brak zasad staje się zasadą.... 12.12.07, 21:09
      ....a rozbijanie cudzego związku, rujnowanie życia kilku osobom i pozbawianie
      dzieci ojca nazywane jest "normą" , do której "nie warto przywiązywać
      uwagi"....to do czego, na miłość Boską, należy przywiązywać uwagę?!
      Do wyczynów telewizynych showmanów-błaznów, czy też innych błaznów, polityków?
      Do najnowszych trendów w modzie , czy aktualnych cen na giełdzie?
      Co jest ważniejsze, cenniejsze i warte rzeczywistej troski niż rodzina, związek,
      dzieci i miłość do tych , których kochamy?
    • nameni ludzie.... 12.12.07, 21:21
      to jednak zwierzeta, ucywilizowane (troche), ale nadal zwierzeta...na szczescie
      nie wszyscy...
      A ten facet, coz, poszedl na latwizne, bo ciezej cos naprawic, albo wyjasnic,
      niz zniszczyc...
      (a tak na marginesie, smieszne jest to ze tak czesto sie cos takiego przydarza,
      mianowicie, jedni maja to czego pragna inni, a tak bardzo tego niedoceniaja.)
      • shangri.la Re: ludzie.... 12.12.07, 21:24
        ...bo przecież najpierw trzeba NIE MIEĆ i tęsknić , aby cieszyć się, że się MA?:)
    • green_land wrócił do żony, jest ciężo chory... 27.04.08, 16:32
      nie takiego zakończenia chciałam...
      • leda16 Re: wrócił do żony, jest ciężo chory... 27.04.08, 22:41
        Pewnie AIDS złapał. Żona powinna w zadek kopnać i do hospicjum. Niech tam zdrajca zdycha.
        • green_land Re: wrócił do żony, jest ciężo chory... 28.04.08, 18:15
          Ma raka:/
          Widać żona wciąż go kocha, a kochance nie odpowiadął facet, którym
          musi się opiekować...
Pełna wersja