Gość: mary
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
06.08.03, 23:27
Taka oto historia:
Dziewczyna jest umowiona ze swoim facetem u niego o 19.On mieszka od niej w
linii prostej 300 m.Ona pyta czy mu cos przynieś.On prosi o piwo.Ona
przynosi.Ogladaja razem film.Jest godzina 22.00.Ona wychodzi.On pyta
zartobliwie czy moze ja odprowadzić.On jest zły i mowi ,że nie ma ochoty.Ona
mowi przekomarzając się .no przeciez sa wakacje,to niedaleko,....On się
wscieka juz na ulicy ,zapala papierosa.Ona pyta o co chodzi,a on wściekły
mowi ,że nienawidzi nakłaniania do czegos do czego nie ma ochoty.Ona
spokojnie mowi ,ze on nie musi jej odprowadzać.On ,ze ona na ambicje mu
wjechała. i teraz on nie ma ochoty ,ale pojdzie tam.Ona mowi ,że raczej w
odprowadzaniu chodzi o to ,żeby dłużej byc trazem i ze on nie musi jej
odprowadzac i mowi mu ,żeby poszedł do domu.On ,że ona może przejśc na druga
strone ulicy.I tak idą.
Ona podchodzi do niego ,a on ostentacyjnie pisze do niej smsa ,i nie patrząc
na nia odchodzi.
tresc smsa" No to dobranoc i nie licz raczej na dzień dobry"
-----------------
Jesli ktos mi powie o co chodziło temu facetowi bede wdzięczna.