Bycie matką dla własnej matki.

16.12.07, 12:58
Czytając Alice Miller i jej ksiązki czasami trudno jest być nieoburzonym na zło jakie rodzice wyrządzają własnym dzieciom.
Te zło często jest przyczną złości, agresji zbieranej w sobie, depresji, stanów lękowych, a nie rzadko i poważniejszych chorób psychicznych, u ludzi w póżniejszym wieku życia.

Prywatnie mam dużo żalu do mojej matki, pretensji o jej emocjonalny egocentryzm i infantylizm. Dla mnie jest ona takim dużym zalęknionym dzieckiem.Z pretensjami do całego świata, o to że nie jest noszona na rękach,że los jaki sobie sama zgotowała, okazał się zbyt trudny do udżwignięcia.

Czy idzie wybaczyć rodzicom wszystko? Czy wybaczając i dzwigać jej ciezar zycia, nie staję się jej własną matką? A co ze mną, gdzie jest matka dla mnie?
Czy wybaczając daję jej przyzwolenie na jej egoistyczne niepoprawne zachowanie, które miało wpływ na moje zdrowie?

Co robić w takiej sytuacji, kiedy się było ofiarą emocjonalnie niestabilnej, egocentrycznej osoby?
Jakie jest wyjście z tego ciemnego zaułka, czy wszystko idzie wybaczyć i jak żyć dalej?
    • dzika.brzoza Re: Bycie matką dla własnej matki. 16.12.07, 13:26
      Lepiej zobacz, jak bardzo jest bez sensu wkurzanie się na nich za
      wszystkie rzeczy, których nie zrobili lub właśnie zrobili. NIestety
      nie możesz od nich nic oczekiwać. Jeśli oczekujesz czegoś
      dobrego, 'normalnego', to w takiej sytuacji poza standardowym
      rozczarowaniem możesz dorobić się nerwicy, o ile już jej nie masz.
      Możesz zobaczyć, co było w jej zachowaniu chore poprzez przeczytanie
      odpowiedniej literatury, rozmowę z psychologiem. TO ważne, bo możesz
      mieć tendencję do wchodzenia w chore układy po takich zaburzonych
      relacjach w domu.

      Przebaczenie to temat rzeka. Jeśli jesteś wierząca, to pewnie
      zdajesz sobie sprawę, że to jedyny sposób na niepowtarzanie tego
      typu doświadczeń w przyszłości, we własnym życiu. Nie wolno nam
      oceniać własnych rodziców, nawet jeśli byli nie wiem jak infantylni,
      egoistyczni, toksyczni. Trudne :(

      Ale to tylko ludzie.
      • melvel Re: W jakim sensie wierząca? 16.12.07, 13:34
        Jestem ateistą.
        I dlaczego mam nie oceniać rodziców? Udawać, ze nic się nie stało. Nie widzieć ich słabości? To jak się wtedy uczyć, aby nie popełniać podobnych błędów i czy "wybaczenie" nie jest wtedy przyzwoleniem na więcej popełniania zła.
        • dzika.brzoza Re: W jakim sensie wierząca? 16.12.07, 13:50
          Nie udajesz, że nic się nie stało. Jeśli stało się bardzo dużo, to
          nie musisz przecież ich kochać.
          Widzisz słabości. Jeśli Twoim zdaniem coś było złe, to chyba nie
          chcesz tego powielić w swoim życiu.

          Ja nie mówię o disneyowskim przebaczeniu, było słodko i cukierkowo,
          dali sobie buzi i żyli dalej długo i szczęśliwie, bo to absurd.
          Chodzi mi o takie przebaczenie, kiedy nie chcesz się już odegrać za
          krzywdę (krzywdy), kiedy już nie oskarżasz swoich rodziców o to, co
          zrobili.
          Zrobili. Stało się. Teraz masz prawo ich nawet za to nie lubić,
          nawet bardzo. Ale nie pozwalasz, aby to zło niszczyło dalej TWOJE
          życie, a będzie, jeśli nie przebaczysz. I w ten sposób właśnie dasz
          przyzwolenie na dalsze zło :(((
          • melvel Re: W jakim sensie wierząca? 16.12.07, 18:03
            Tu mówimy o rzeczach bardzo skomplikowanych.
            Wybaczyć- to jest to pierwsze na co człowiek jest skłonny pójść.
            Zrozumieć- z tym jest podobnie nawet jezeli wiem dlaczego ktoś robił to co zrobił i wybaczam, to jednak zostaje obawa,ze ta osoba sama nie rozumie swojego złego zachowania. Ona nie rozumie ile jej zachowanie wyrządziło krzywd innym ludziom.
            W mojej sytuacji nie mogę być jednostronna.Bo matka jako ta dorosła sama powinna przeanalizować swoje zachowanie. A przynajmniej wyciągnac wnioski z zachowania i zaprzestać.
            Owszem ja wybaczę, ale ona nadal będzie tym kim jest bez zmiany. I w tym leży cały problem.
            • dzika.brzoza Re: W jakim sensie wierząca? 16.12.07, 20:08
              melvel napisała:
              Zrozumieć- z tym jest podobnie nawet jezeli wiem dlaczego ktoś robił to co zrob
              > ił i wybaczam, to jednak zostaje obawa,ze ta osoba sama nie rozumie swojego złe
              > go zachowania. Ona nie rozumie ile jej zachowanie wyrządziło krzywd innym ludzi
              > om.

              Może rozumie, może nie. Może kiedyś zrozumie. Pewnie raczej nie. Czasem można zobaczyć z boku ile szkód, ciągnących się pokoleniami potrafi wyrządzić jedna osoba, której nie zastopowano w odpowiednim momencie. Ja miałam taką możliwość. Mało budujące. Pytanie, czy dało się ją zastopować...? Chyba nie, niestety.

              Bo matka jako ta dorosła sama powinn
              > a przeanalizować swoje zachowanie. A przynajmniej wyciągnac wnioski z zachowani
              > a i zaprzestać.


              A czemu uważasz, że powinna?

              > Owszem ja wybaczę, ale ona nadal będzie tym kim jest bez zmiany. I w tym leży c
              > ały problem.

              Będzie. I to jest Twój problem, żeby to zaakceptować. Ona do końca będzie taka sama. NIE ZMIENI SIĘ. Ludzie dorośli się nie zmieniają tak sami z siebie - chyba, ze na gorsze.

              Więc możesz albo prowadzić swoją krucjatę dalej...Ale to chyba jest bez sensu.
    • synvilla Re:Acha Alice Miller, poelga na jej odwadze. 16.12.07, 13:53
      Pokazania światu innej rzeczywistości widzianej z perspektywy
      dziecka. AM stoi po stronie dziecka i pokazuje jaka bezbronną
      ofiarą jest dziecko w rękach kato-rodziców. Rodzic "kat" wymierza
      bezlitośnie karę nie zastanawiajac się jakie czyni spustoszenie w
      ciele i duszy dziecka. Jaki to jest zawód i rozczarowanie dla
      dziecka, który pozostawia ślad w psychice i ciele na całe zycie.
      Obecnie mówi się o pamięci ciała.

      Osobiscie znam dwa przypadki "pamięci ciała". jeden przypadek 14
      letniej dziwczynki, którą matka biła, raz rzuciła ciezką
      kryształową popielniczką w jej stronę, popielnica uderzyła w nogę,
      ktorą skaleczyła. Wkrótce w ową nogę wdarł się...rak! Groziła jej
      amputacja nogi, jednak matka nie zgodziła się na amputację nogi,
      która to amputacja uratowałby dziecu zycie. Dziewczyna zmarła w
      krótkim czasie.
      Drugi przypadek matki, która karała dziecko linijką bijac go po
      plecach w okolice nerek. W parę lat później chłopak amputował jedną
      z nerek, która przestała działac.Ostrzegałam te kobietę przed tym
      co robiła i co się stanie. Ale ona nie słuchała.

      Wybaczyc czy nie wybaczyć o to jest pytanie?
      Moim zdaniem nie wybaczać katom.
      • dzika.brzoza Re:Acha Alice Miller, poelga na jej odwadze. 16.12.07, 14:00
        To nie rodzice, to zwyrodnialcy :(
        A pamięć ciała istnieje, to oczywiste. I rodzice nie muszą się nad
        Tobą znecac fizycznie, wystarczy, że mają zwichrowaną psychikę, a
        dziecko dorabia się całego zestawu chorób psychosomatycznych i potem
        zostaje schorowanym dorosłym.
        • synvilla Re:Schorowanym doroslym 16.12.07, 14:17
          dzika.brzoza napisała:

          > To nie rodzice, to zwyrodnialcy :(
          > A pamięć ciała istnieje, to oczywiste. I rodzice nie muszą się
          nad
          > Tobą znecac fizycznie, wystarczy, że mają zwichrowaną psychikę, a
          > dziecko dorabia się całego zestawu chorób psychosomatycznych i
          potem
          > zostaje schorowanym dorosłym.

          ......................................

          Napewno! Jednak co dalej? Jest to problem dla wielu osob nie tylko
          dla autora postu.

          Co dalej z takimi rodzicami jak to okreslilas ze zwichrowana
          psychika?
          Utrzymywac kontakt z takimi?
          • zuzik2006 Re:Schorowanym doroslym 16.12.07, 16:19
            A co jeśli sama czuje sie schorowana a jestem matką, (nigdy nie
            uderzylam swojego dziecka) ale czasami krzykne zloszcze sie na nia -
            pracuje nad soba staram sie ale czuje ze cos ze mna nie tak. Nie
            bylam u psychologa nie mam czasu ani odwagi. Kocham ponad wszystko
            moje dziecko, chce jej szczescia ponad wszystko.
    • zuzik2006 Re: Bycie matką dla własnej matki. 16.12.07, 16:23
      A apropo wybaczenia, nie mam pojacia. Moja matka oddala mnie do domu
      dziecka bo sprawialam klopoty rodzicielskie i bylam podobno
      nieodbrym dzieckiem, powinnam jej to wybaczyc?????
      Powinnam jej wybaczyc ze teraz ciezko mi sie zyje ze zyje z wiecznym
      poczuciem winy????? Ze winie niejednokrotnie wszystkich o
      wszystko???? Ze pod zewnetrznie normalnie wygladajacym czlowiekim
      jest chora niedolega????? Nie wiem czy powinnam jej wybaczyc?
      • viel Re: Bycie matką dla własnej matki. 16.12.07, 16:33
        A jak zyje wam sie teraz? Czy masz kontakt z matka?
        I na czym polegalo te twoje "zlo" jak okrelila matka.
        Moim zdaniem nie ma zlych dzieci, sa jedyni zli niedojrzali do roli
        rodzice.
        • 48xmax1 Re: Jestem na trudnej i nowej drodze 16.12.07, 17:57
          Chce znalezc terapeute, ktory wg kryteriow AM, bez zadnych skretow i
          wykretow, bedzie fachowo i sercem i umyslem towarzyszyl w
          rozwiazywaniu moich problemow. (Odejscie mentalne
          poniewaz nie zyja, od rodzicow, uznanie ich winy absolutnej,
          wyznanie wlasnym dzieciom skad biora sie ich problemy i uznanie
          wlasnej winy bez jej usprawiedliwiania i umniejszania) Znajde?

          Potwierdzam co napisal/la viel: nie ma dzieci zlych, trudnych,
          niegrzecznych...Zli moga byc wylacznie rodzice.
          • synvilla Re: Jestem na trudnej i nowej drodze 16.12.07, 18:16
            Chce znalezc terapeute, ktory wg kryteriow AM,
            .......................................................

            To zalezy chyba w jakim kraju mieszkasz. W Polsce wydaje mi sie,
            ze ten katolicki sposob myslenia robi ze rodzicom nalezy sie
            bezwarunkowe wybaczenie, zrozumienie i szacunek. Natomiast dziecku
            nic sie nalezy, ma byc wdzieczne ze go urodzono.
            Mimo, ze Polacy to katolicy to jednak malo mowi sie wlasnie w
            kosciele o tym jak Jezus jako dziecko byl traktowany przez swoich
            rodzicow. Jezus byl dzieckiem kochanym, uwielbianym i szanowanym.
            Byl dla swoich rodzicow jak Bog.
            Dlaczego u katolikow tak trudno o szacunek dla wlasnych dzieci.

            Znalezc dobrego terapeute zawsze warto sprobowac, choc smutne jest
            to ze tak niewielu jest dobrych terapeutow.
        • zuzik2006 Re: Bycie matką dla własnej matki. 17.12.07, 10:53
          Niestety, aktualnie mieszkam wlasnie z matka mam male roczne dziecko
          moj maz tez z nami mieszka. Oczywiscie mama z moim mezem nie moga na
          sibie patrzec. ja staram sie neutralizowac te zle emocje bo nie chce
          zeby moje dziecko czulo cos niedobrego. Co oczywiscie odbija sie na
          moim zdrowiu psychicznym ale to inna sprawa. Ja bylam zla poniewaz
          np nie chcialam chodzic do szkoly (w ktorej wiecznie porownywali
          mnie do mojego starszego brata ideala) szukalam akceptacji wsrod
          starzsych (nie do konca poukladanych) kolegow kolezanek, wiecznie si
          zloscilam buntowalam, poprostu nie bylam taka jak moj brat idealna
          grzeczna kochana, nie przytulama sie do niej wogole bylam odmiencem.
          Moj brat jest starszy ode mnie o 11 ;at mial dziewczyne ktora
          studiowala psychologie on konczyl medycyne i tak w trojke wraz z
          moja matka zabrali sie za experymenty wychowawcze na mnie, zaczelo
          sie od obcinania wlosow a pozniej cala reszta az wkoncu ktoregos
          dnia poprostu wywyeizli mnie z domu do domu dziecka. Ech duzo byloby
          pisac a najgorsze jest to ze czym jestem starsza tym bardziej to we
          mnie jest i jest i jest...
      • melvel Re: Bycie matką dla własnej matki. 16.12.07, 17:54
        Wybaczyć nie jest tak łatwo. Czasami jednak pomaga chęć zrozumienia dlaczego ktoś postąpił tak, a nie inaczej. Są sytuacje zyciowe, w których nie jedno dziecko wolałoby spędzic czas w Domu dziecka, niż być bitym, ponizanym przez rodziców, którzy nie kochają.
        Taka sytuacja choć nie miła jest jednak bardziej klarowna, niż sytuacja "nie kocham cię", "nie znoszę cię" jednak będę cię psychicznie i fizycznie maltretował.

        Mój temat frapuje mnie o tyle, że chciałbym wiedzieć, czy nie istnieje jakiś złoty środek, jak żyć dalej.Czy wybaczyć matce jej zachowanie i egoizm, traktować ją jak dorosłe dziecko, czy zakonczyć z nią kontakt.
        Jestem na rozstaju dróg i nie wiem jaką drogę wybrać. Moze ktoś miał podobnie i jak z tego wybrnął?
        • 48xmax1 Re: Bycie matką dla własnej matki. 16.12.07, 18:19
          Temat tabu i dlatego tak trudno sie w tym odnalezc melvel. Mnie tez.
          No bo jak mozna przywalic wine matce, matce Polce, matce, co zapewne
          dobre intencje miala. Ale skoro piszesz, jest Ci z tym ciezkawo a
          matce wygodnie, ze ma taka troskliwa, spolegliwa, zastrachana corke.
          Jestesmy ofiarami, ktore boia sie mamusi i tatusia niezaleznie jak
          duzo osiagnely, jak duzo przezyly i jak dlugo zyja. Bez tych
          wyzwisk, wrzaskow, pomiatania, szkoly zycia przeciez bysmy nic w
          zyciu nie osiagneli:(( I tak z pokolenia na pokolenie.
          • melvel Re: Bycie matką dla własnej matki. 16.12.07, 18:30
            Zgadzam się,że to w Polsce temat tabu.

            Jestem na rozdrozu i chcę podjąć decyzję, czy być matką dla mojej matki,czy się zwyczajnie odseparować.

            Ostatnie wydarzenia w rodzinie sprawiają, ze po kontakcie z nią nie czuję się dobrze.
        • szarylemur Re: Bycie matką dla własnej matki. 16.12.07, 18:23
          mozesz probowac matke zrozumiec, choc jesli ona sam nie wykazuje checi do
          refleksji, i to bedzie kolejnym przejawem matkowania doroslej osobie. mozesz
          sprobowac z nia porozmawiac, aby ocenic na ile ona sama jest w stanie dojrzale
          ocenic to co robila.
          mozesz sprobowac zrozumiec ze ona tak samo jak ty jest tylko poplatanym
          czlowiekiem. lecz jesli ona nie widzi swoejgo poplatania, nie jest w stanie
          przyjac odpowiedzialnosci na siebie, dostrzec swoich bledow, to jednak radze
          odseparowanie.
          mi w jakims sensie jest latwiej, gdyz moja matka juz od wielu lat nie zyje.
          nie mam wiec dylematow w rodzaju czy wpuscic ja czy raczej wystawic za drzwi
          mojego zycia. juz nie doklada ciezaru...
          zreszta, jakims cudem udalo mi sie choc czesciowo podwazyc jej gre, wysuplac sie
          z tego jeszcze za jej zycia.
          trudno jest wybaczac, jesli ktos wciaz cie krzywdzi.
          latwiej zyc gdy nada sie sens zlu, taka korzysc plynie z wybaczania.
          lecz pozostac w zlej sytuacji i wybaczac co krok to samo w roznych wariacjach,
          nie wydaje mi sie zdrowe, dobre, potrzebne.
          • melvel Re: Bycie matką dla własnej matki. 16.12.07, 18:40
            Matka uważa, że jako matka ma i miała prawo do takiego zachowania. Bo jest matką i jej się należy.Bo mnie urodziła, mogła mnie przecież "usunąć" jak często mi przypomina.Jestem jej własnością i mam okazaywać wdzięczność.
            W domu nie działy się jakieś drastyczne sytuacje, ale był to terror psychiczny wynikajacy z jej egocentryzmu. Wszyscy musieliśmy "tańczyc na palcach" wokół niej.Jest to osoba wybitnie dominująca.Taki rodzinny dyktator.
            Prawda o jej zachowaniu powoli do niej dociera.Nawet jezeli mam zrozumienie dla jej zachowania, to jednak jej to nie zmieni. Nadal pozostanie taką jaka była, dominująca, egocentryczną. I pozostaje pytanie, czy warto narazac siebie na kolejne przykrości i rozczarowanie?

            Dzięki za Twoją radę daje mi ona wiele do myślenia.
            • szarylemur Re: Bycie matką dla własnej matki. 16.12.07, 18:56
              trudno mi cos powiedziec wiazacego w twojej sprawie. zbyt duza odpowiedzialnosc...
              moze zrob bilans korzysci i strat jakie prawdopodobnie wynikna z pozostawania w
              bliskiej relacji z matka lub odejscia.
              pamietaj tez, ze ten schemat relacji najprawdopodobniej bedziesz powielac w
              stosunku do innych osob, wiec dbaj o przytomnosc umyslu.
              nie widze szans na zmiane drugiej osoby przez proste wykazanie jej bledow w
              rozumowaniu czy prosbe.
              tym mniejsze szanse widze dla osob starszych. logika i empatia to jedno,
              przywiazanie do sztywnego modelu zachowan, swojej prawdy organizujacej swiat to
              drugie.
              pozdrawiam :)
            • dzika.brzoza Re: Bycie matką dla własnej matki. 16.12.07, 20:11
              Nie jesteś za nią odpowiedzialna. Chce być zła - jej wybór, ma do niego prawo. Niestety. Ale niech się liczy z konsekwencjami - nie może od Ciebie niczego wymagać.
        • dzika.brzoza Re: Bycie matką dla własnej matki. 16.12.07, 20:41
          Melvel, moim zdaniem nie ma dobrego rozwiązania. Moje rodzeństwo zerwało kontakty całkowicie i nic to nie dało. Poza tym, że ja byłam sama w trudnych okresach, bo oni byli obrażeni. Kicha, a nie metoda.
          Teraz to dla mnie obcy ludzie niestety :/
      • synvilla Re: Zuzik... 16.12.07, 20:54
        Moja matka oddala mnie do domu
        > dziecka bo sprawialam klopoty rodzicielskie i bylam podobno
        > nieodbrym dzieckiem, powinnam jej to wybaczyc?????
        ...................................

        Skreśl taką matkę z listy. Tak prawdziwa matka nie postępuje.To nie
        matka.

        Mucha też jest matką i to jeszcze jaką.
        Daj szlaban zwyrodnialcom.
        • zuzik2006 Re: Zuzik... 17.12.07, 11:06
          nawet nie wiesz jak bardzo chcialabym umiec ja calkowiecie wykreslic
          z mojego zycia. Niestety moja sytuacja tak sie poukladala ze m
          ieszkam z nia poki co tak zostanie mam dzidzie roczna cudowna i
          ubelewa nad tym, ze mieszkamy razem (moj maz tez z nami mieszka)
          niecierpia sie i takie tam. a ja zyje z wiecznym poczuciem winy i
          choc staram sie sobie wytlumaczyc ze to nie ja zawinilam to bardzo
          ciezko skoro ktos programowal cie w ten sposonb ladny kawal zycia.
          Jestem w kole i nie potrafie sie z niego wyplatac, miota mna to
          nienawisc do niej to znowu zal poprostu zal mi jej, tlumaczac sobie
          ze widocznie ona tez musiala miec paskude nie matke z drugiej zas
          strony nie chce popelniac jej bledow wobec mojej cudownej coreczki i
          nic mnie nie usprawiedliwia kiedy na nia krzykne.... ech zycie..
          • synvilla Re: Zuzik... 17.12.07, 11:16
            czy myslalas o wyjezdzie za granice? Nie wazne ile slow znasz po
            angielsku. Ja ci radze serio zaczac o tym myslec. W przeciagu roku
            masz mieszkanie, przedszkole dla dziecka, jakies normalne zycie.
            Jezyka sie nauczysz, do kraju mozesz przyjechcac kiedy chcesz.
            Naprawde zastanow sie, bo sa mozliwosci i nie wiadomo jak dlugo
            jeszcze sa aby sobie poprawic zycie, a nie zyc z matka, z ktora nie
            idzie sie dogadac.

            Z drugiej strony oddali cie do domu dziecka. To co zrobili ci
            ludzie jest wybitnie nieludzkie. Tak mozna oddac psa do przychowka
            ale nie wlasne dziecko czy siostre.
            Nie mialbym szacunku dla takich ludzi. Nic ich nie usprawiedliwia
            sa to sa ludzie wyprani z resztek uczuc.Uciekaj od nich i ratuj
            siebie.
            • zuzik2006 Re: Zuzik... 17.12.07, 12:54
              Dziekuje:) Myslelimsy z mezem o wyjezdzie. Chcemy tylko poczekac az
              Zuzka troszke podrosnie, zeby miala choc ze dwa latka, teraz podjal
              nowa prace, mamy nadzieje ze moze jakos sie bedzie ukladac.
              Praktycznie nie mieszkalam z matka juz doooobrych pare lat no a
              teraz tak sie zlozylo a nie inaczje, oh ciezko zyc z takim balastem
              niestety.
              Pozdrawiam serdecznie
    • synvilla Re: jest male "ale"... 16.12.07, 20:48
      Układ gdzie dziecko staje się rodzicem dla swojego rodzica jest
      chorym układem.Zaprzecza rzeczywistości.
      W sumie co powinien zrobić taki rodzic? Rodzic jest wzorem do
      nasladowania dla dziecka. Kocha, uczy, przekazuje, pozwala dziecku
      dorosnąć, wspiera.Poza tym, że kochasz nic wiecej nie jesteś w
      stanie w owej sytuacji zrobić. Bo nie nauczysz jej, nie wychowasz,
      nie przekazesz, nie staniesz sie modelem dla wychowania i
      nasladowania. Jedynie co masz w takim ukladzie to bezwiedne
      godzenie sie ze rodzic-dziecko, bedzie dalej zachowywal sie w taki
      nie inny sposob, ktory bedzie cie krzywdzil i ranil.

      To wszystko jest ogromnie trudne oraz bardzo niesprawiedliwe.
      Uwazam,ze najlepszym wyjsciem z sytuacji jest zakonczenie kontaktu
      z osoba toksyczna.
      Przebaczenie samo przychodzi o ile przychodzi,gdy wszystkie
      negatywne uczucia wyciekna jak z peknietego dzbana woda.Czasami
      szybko, czasami powli, a czasami nigdy.I do tego ze nigdy nie
      wybaczysz, czlowiek ma tez prawo. Prawo do wszystkich negatywnych
      bolesnych uczuc.

      Nikt nie ma obowiazku kochac ludzi, ktorzy go nie kochali a jedynie
      wydali na swiat i z ktorymi dzieli troche wspolnych genow.
      • sandraa2 Re: 16.12.07, 22:23
        Tez przeczytalam "Toksycznych rodzicow" Alice Miller gdyz mam do
        czynienia z toksyczna matka.Alice wyraznie ostrzega tam przed takimi
        psychologami ktorzy karza wybaczac swoim rodzicom i kochac ich
        pomimo wszystkiego.To wlasnie rodzicow trzeba obarczyc ta
        odpowiedzialnoscia za zrujnowanie dziecinstwa,dalszego zycia.
        Bo niestety to wszystko co nam zlego zrobili ma ogromny wplyw na
        nasz charakter i nasze zycie.
        Swojej matki nienawidze z calego serca za znecanie sie psychiczne.
        Mimo ,ze utrzymuje z nia kontakt to nie zmienia to tego,ze jest dla
        mnie smieciem takim jak ja bylam dla niej.Gardze nia i nie zamierzam
        jej tego wybaczac i kochac ja.
        • kontrreformacja Re: 16.12.07, 22:34
          > Tez przeczytalam "Toksycznych rodzicow" Alice Miller

          "Toksyczni rodzice" to Susan Forward
          • sandraa2 Re: 16.12.07, 23:13
            Faktycznie.Pomylilo mi sie z Miller.
        • synvilla Re: Czesc Sandra:=) 16.12.07, 22:44
          Wiecej nas takich z domu, gdzie jedynie na zdjeciu wyglada sie
          dobrze.
          Masz prawo do wszystkich negatywnych uczuc wobec matki.Zawiodla cie
          w jednym z najbardziej waznych peridow zycia w- dziecinstwie.

          Twoja nienawisc jest uczciwa wobec twojego ciala wobec ciebie
          samej. W przeciwnym razie ludzie zaczynaja chorowac albo w
          depresje, psychozy, czy inne grozne somatyczne choroby. Nawet po
          wielu latach cialo ma swoista pamiec do traumatycznych
          wydarzen.Ludzie latami lecza sie na depresje i nie rozumieja
          dlaczego ciagle choruja i nic im w sumie nie pomaga.

          Nienawisc jest tez ciezkim uczuciem do udzwigania, ale natura dala
          nam cos co nazywamy SUBLIMACJA. Jest to zastepcze zastapienie celu.
          Ludzie rozpracowywuja te uczucia w konstruktywny sposob, pisza,
          maluja, tworza, staja sie kreatywni, robia cos co pozwala im
          wyzwolic cala te zablokowana energie jaka w sobie nosza. Powoli i
          ta nienawisc jak kazde uczucie zostaje rozpracowane. Jednak
          czlowiek staje na nogi na wyzsze wyzyny.
          I to jest dobre w tej calej niedobrej zyciowej sytuacji.

          Pozdrawiam.:=)))
Pełna wersja