melvel
16.12.07, 12:58
Czytając Alice Miller i jej ksiązki czasami trudno jest być nieoburzonym na zło jakie rodzice wyrządzają własnym dzieciom.
Te zło często jest przyczną złości, agresji zbieranej w sobie, depresji, stanów lękowych, a nie rzadko i poważniejszych chorób psychicznych, u ludzi w póżniejszym wieku życia.
Prywatnie mam dużo żalu do mojej matki, pretensji o jej emocjonalny egocentryzm i infantylizm. Dla mnie jest ona takim dużym zalęknionym dzieckiem.Z pretensjami do całego świata, o to że nie jest noszona na rękach,że los jaki sobie sama zgotowała, okazał się zbyt trudny do udżwignięcia.
Czy idzie wybaczyć rodzicom wszystko? Czy wybaczając i dzwigać jej ciezar zycia, nie staję się jej własną matką? A co ze mną, gdzie jest matka dla mnie?
Czy wybaczając daję jej przyzwolenie na jej egoistyczne niepoprawne zachowanie, które miało wpływ na moje zdrowie?
Co robić w takiej sytuacji, kiedy się było ofiarą emocjonalnie niestabilnej, egocentrycznej osoby?
Jakie jest wyjście z tego ciemnego zaułka, czy wszystko idzie wybaczyć i jak żyć dalej?