elena9
21.12.07, 17:29
Temat jest banalny ......ale nie dla mnie....Pół roku temu zmieniłam
pracę (radość moja nie znała wtedy granic), ale nie w tym sedno
rzeczy. Dzięki tej pracy (albo raczej przez nią) poznałam pewnego
mężczyznę, który w niedługim czasie zyskał moją sympatię.
Współpracował i nadal współpracuje z moją firmą. Wszystko było by w
porzadku, gdyby nie fakt, że coraz częściej mnie odwiedzał
(dochodziło do tego, że nawet codziennie, choc nie musiał, bo
naprawdę nie było nic do załatwienia w sprawach zawodowych),
wysiadywał godzinami w moim biurze, dzwonił i wypisywał maile. I
stało się....zaangażowałam się emocjonalnie. To trwa już ponad pół
roku......i nie ukrywam, ze liczyłam, iż zaprosi mnie na randke,
albo chociaż na piwo po pracy.......ale niestety. W koncu nadarzyła
się okazja, żeby spotkać się poza pracą i w zeszłym tygodniu
mielismy wspólną imprezę pracowniczą. Na imprezie zamieniłam z nim
dosłownie kilka zdań, a potem oznajmił mi , że jest zmęczony i już
idzie, bo musi zdążyć na ostatni tramwaj........... Po co ten baran
zawraca mi w takim razie głowę......oczywiście musze wspomnieć, że
po imprezie wszystko wróciło do normy i nadal odwiedza mnie
notorycznie w pracy .....co ostatnio spotkało się już z krytyką
przez mojego szefa, który stwierdził, że bedzie go wypraszać z
mojego pokoju. Aha chciałam wspomnieć, że delikwent nie przesiaduje
u mnie z nudów,i naprawde ma dużo obowiazków w swojej firmie,
dlatego musi zostawać po godzinach. Najgorsze jest jednak to,że mi
na nim zależy. Co mam robić? I jak wytłumaczyć jego zachowanie?