Fiksacja matki

26.12.07, 00:26
Była mowa o nadopiekuńczych i niedorosłych matkach, ale to, co wyprawia moja...
Nie pamiętam jej porządnie ubranej, o makijażu nie wspomnę. Płakała co drugi, trzeci dzień. Mnie, odkąd pamiętam, traktowała jak koleżankę do plotkowania o rodzinie taty, zwłaszcza jego matki. Rozmowy z kilkuletnią córką przybierały formę rozhisteryzowanych monologów kończących się przyjściem ojca z pracy (matka przepracowała w swoim życiu 3 czy 4 lata, po czym została wyrzucona w ramach redukcji etatów). Prawie nie wychodziła z domu i ode mnie wymagała tego samego. Nie miała przyjaciół, choć zawsze zawodziła, że chciałaby mieć. Odwiedziny znajomych, lub rodziny mojego ojca powodowały u niej stres prowadzący do kłótni. Uczestniczyła w tych spotkaniach, ale źle się na nich czuła, jej stres był odczuwalny. W zachowaniu teściowej non stop widziała jakieś znaki przynoszące pecha. Żyje w komitywie z moim prawie 30-letnim bratem, który ma podobny do niej charakter, mieszka z rodzicami i prawie się z nimi nie rozstaje. Jakimś cudem oboje włamali się do mojej skrzynki pocztowej, przeczytali moje listy do przyjaciółki, po czym zaczęli żyć moim życiem i domagać się wyjaśnień moich zachowań, które opisałam w liście do przyjaciółki. Moją uwagę o tym, że nie wolno czytać cudzych listów, a włamanie się do skrzynki jest przestępstwem oboje wyśmiali twierdząc, że w rodzinie nie może być tajemnic. Będąc w moim mieszkaniu przeczytali leżącą w szufladzie informację z banku o kredycie. Zaczęli wypytywać (finansowo nie mam z nimi nic wspólnego). Od 10 lat mieszkam w Warszawie, mam męża i dziecko. Ostatnią fiksacją mojej matki jest to, że jestem pod wpływem jakiejś sekty, jest mi w życiu źle, ale nie mogę jej o tym powiedzieć. Wyczerpałam już wszelkie środki. Usiłowałam tłumaczyć co to jest kredyt hipoteczny, próbowałam na wiele sposobów wyjaśniać, że jestem szczęśliwa z moim mężem (zobaczysz, będziesz się męczyła całe życie), że moja firma jest moją dumą i daje mi dużo satysfakcji (powinnaś w domu siedzieć, a nie tak się męczysz) a dziecko lubi i powinno chodzić do przedszkola (pożałujesz, że oddajesz dzieciaka obcym ludziom)...
Ja wiem, że najlepiej zaprzestać kontaktów i zrozumieć, że ona się nie zmieni. Wiem, że się nie zmieni. Tylko w tej sytuacji zaprzestanie kontaktów oznacza narażenie mojego ojca na jej histerię, płacz i wrzaski, a ją na strasznie cierpienie. Do tego dochodzi mój brat, który uważa, że jestem odpowiedzialna za cierpienie matki i "zapłacę za to". Chodzę do psychologa, bo mam różne zaburzenia emocjonalne i lęki, ale jeśli ktoś ma podobne przeżycia - chętnie porozmawiam.
Nie było zawsze źle. Bywała też uśmiechnięta, dała mi dużo miłości (że była zaborcza i toksyczna jeszcze wtedy nie wiedziałam), lubi uprawiać ogródek, szydełkuje, gotuje, czyta pisma kobiece - te najcieńsze i najtańsze, ale zawsze. Tylko ten prymitywizm...
    • synvilla Re: No wlasnie ten prymitywizm 26.12.07, 13:16
      Moja matka jest nadopiekuncza. Mam to szczescie, ze nie musze
      mieszkac blisko niej. Mieszkam daleko.

      To co jest moja cecha szczegolna to fakt, ze jestem
      niezalezna.Wykonam wszystko co sobie zaplanuje. I to ja trzyma na
      dystans.

      Moze odetnij sie od niej. Pokaz ze nie jestes emocjonalnie od niej
      zalezna.Tak dlugo jak bedziesz sie litowac nad nimi tak dlugo
      bedziesz miala emocjonalny problem, ktory podkopie twoje zycie i
      zdrowie. w koncu osiagnelas tak wiele w zyciu, nie zaprzepaszczaj
      tego dla toksycznej egoistycznej matki, ktora nie bierze
      odpowiedzialnosci za swoje zycie.

      Tak dlugo jak bedziesz sie litowala nad nimi tak dlugo bedziesz
      chorowac z jej powodu. Dlatego ze emocjonalnie stoisz za blisko aby
      problemy przeszlosci i terazniejszosci przerobic aby wyblakly i aby
      ta nienawisc, ktora masz w sobie nie byla skierowana w ciebie a na
      zzewnatrz. Zeby to zmienilo swoj kierunek.

      Pomysl o sobie.
      Ojciec jako dorosly da sobie rade. matki nie zmienisz mozesz
      jedynie siebie zmienic i swoje zachowanie wobec niej.

      Ja ci zycze powodzenia.

      Ps. zalozylam dlugo watek z tekstem Alice Miller moze cos tam
      znajdziesz dla siebie?
      • female.psycho Re: No wlasnie ten prymitywizm 26.12.07, 13:47
        Dzięki, Synvillo. Ja też na szczęście mieszkam daleko. Niepotrzebnie zlitowałam się i pojechałam do domu na Wigilię (z dzieckiem, ale bez męża, bo on nie ma wstępu do mojego domu i ok., bo on nie chce tam chodzić). Teraz widzę jaki to był błąd. Matka wymusiła na mnie rozmowę (monolog, ale wiadomo, że po człowieku nie wszystko spływa i czasem się odezwie). Nie ma sensu się litować i płacić za czyjeś dobre samopoczucie.
        • female.psycho Freudowskie przejęzyczenie 26.12.07, 13:48
          Napisałam "mąż nie ma wstępu do mojego domu". Oczywiście miałam na myśli dom moich rodziców.
          • synvilla Re: Wyrastanie z rodzicow 26.12.07, 14:02
            zabiera czasem duzo czasu.
            Mowisz popelnilas blad jadac tam na Wigilie. Raczej nie.
            Bo jadac tam nabraals jeszcze wiekszego widzenia sytuacji z matka.
            Poprzez to spotkanie masz wiekszy kontakt ze swoimi uczcuiami.
            Zwlaszcza tymi negatywnymi.
            Tylko dobry kontkt z uczuciami i odpowiednie nazwanie ich pozwala
            na przerobienie i wyleczenie sie z traum.
            To jest bardzo cenne.

            Jadac tam wygralas - siebie. I nawet jezeli teraz sie zle czujesz
            to ma to duze znaczenie dla tego co bedzie dzialo sie w przyszlosci.
            • female.psycho Re: Wyrastanie z rodzicow 26.12.07, 14:47
              Dziękuję po raz kolejny, Synvillo. Ja też tak czułam, ale to uczucie wygranej było pomieszane z silnymi negatywnymi emocjami. Ty mi to dopiero uświadomiłaś wyrażając werbalnie i poczułam ulgę. Jak ważne jest jednak wsparcie drugiej osoby, empatycznej, niezależnej.
              • synvilla Re: Wyrastanie z rodzicow 26.12.07, 15:04
                Nie dziekuj:=)) To drobiazg.

                Na podstawie tego co napisalas mozliwe ze matka ma jakies
                zaburzenia psychiczne.Tak sobie po prostu mysle, moge sie mylic.

                Problem polega na tym ze owe zaburzenia maja kontrole nad stanem
                psychicznym osoby. Ona sama nie moze tego kontrolowac, to jest
                ponad jej mozliwosci.

                To oczywiscie nie jest usprawiedliweniem na jej zachowanie, ktore
                jest wybitnie fatalne, jednak tobie pozwoli uzmyslowic, ze nie
                wszystko co robi matka jest wynikiem jej zlego chcrakteru. Sa
                rzeczy ktore sa poza zasiegiem jej woli.
                • ronja.r Re: Wyrastanie z rodzicow 26.12.07, 18:28
                  synvilla napisała:

                  > To oczywiscie nie jest usprawiedliweniem na jej zachowanie, ktore
                  > jest wybitnie fatalne, jednak tobie pozwoli uzmyslowic, ze nie
                  > wszystko co robi matka jest wynikiem jej zlego chcrakteru.

                  Zgadzam sie, to jej zly charakter tylko wychowanie. Tak sie zachowuje jak w jej
                  domu sie zachowywano.
                  Niestety ale wlasnie w polskich rodzinach jest jakies takie mniemanie ze dzieci
                  sa na wlasnosc. Do nich ma sie wszelkie prawa, mozna je bic, szykanowac a ono
                  musi matke szanowac, wybaczac jej wszystko bo matka jest tylko jedna i takie ma
                  prawa.
                  Wiec ma parawo wiedziec o Tobie wszystko, otwierac Twoje maile bo Ty jestes jej
                  wlasnosc! Przeciez ONA Ciebie urodzila i za to masz byc wdzieczna.
                  Czy uswiadomilas ja ze za wlamanie sie do twojej skrzynki mailowej mogla by
                  zostac prawnie ukarana? Przeciez to przestepstwo!
                  Powinnas postawic warunki Waszych przyszlych kontaktow i trzymac sie tego
                  konsekwentnie. Zadnej ingerencji w Twoje zycie: Akceptacja i szacunek dla Twoich
                  wyborow.
                  Jezeli masz dosc to urwij kontakt, przynajmniej na pewien okres a dasz tym tez
                  sygnal stop. Dotad a nie wiecej. Pamietaj o jednym: nikomu nie pomozesz jesli
                  pognebisz sama siebie. Mysl o sobie bo Ty musisz myslec o swoim dziecku, miec
                  dla niego sily...
                  Ty masz swoje zycie a oni maja swoje.
                  Trzym sie ;)
    • naprawdetrzezwy Literatura pełna jest cierpiących za miliony. 26.12.07, 16:32
      Aż rzygać się chce, gdy trafia się znowu na kolejny wątek.

      "Ja wiem, że najlepiej zaprzestać kontaktów i zrozumieć, że ona się
      nie zmieni. "

      I tego się trzymaj.
      to jedyna słuszna droga i najmniej kosztowna.
      • female.psycho Re: Literatura pełna jest cierpiących za miliony. 26.12.07, 17:04
        naprawdetrzezwy napisał:

        > Aż rzygać się chce, gdy trafia się znowu na kolejny wątek.

        Nie rozumiem. Co jest takie womitogenne: moja postawa, czy jej?
        • clarissa3 Re: Literatura pełna jest cierpiących za miliony. 27.12.07, 00:54
          Nie rozumiem. Co jest takie womitogenne

          temat ogłupiałych matek, zatruwajacych swoim dzieciom życie, myślę -
          kobiet które nie mają co ze soba zrobić i świrują z nudów, żyją
          życiem swoich dzieci.
          To znajomy wielu temat, prawda?
      • angery Re: Literatura pełna jest cierpiących za miliony. 31.12.07, 03:40
        rzeczywiście,te grupki potakiwaczy-wspieraczy,tak,tak,i odkrycia,że
        nareszcie nawiązałam kontak z sobą,telefoniczny :). Nie ma to jak
        rozmawiać z sobą samym na forum i wspierać się :),aż do wymiotów
        z przejedzenia.
    • anidobraanizla Re: Fiksacja matki 27.12.07, 02:48
      Twoja matka wiele przeszła (nie ze swojej winy) i dlatego taka jest.
      Jednak, nie ma prawa wtrącać się, np. do Twojej korespondencji.
      Jeśli jest między wami więź emocjonalna, to nie zrywaj jej, ale
      ustal z matką (i trzymaj się tego), że albo ona będzie Cię szanować,
      albo nie będziesz się jej zwierzać, itp.
    • solaris_38 Re: Fiksacja matki 01.01.08, 22:00
      wyjdź z domu i nie wróć do neigo nawet myślą

      niech na swej arce w swym cudacznym chaosie bawią się w wybrane zabawy
      :)
      jesli to cię meczy

      odejdź

      odejdź MYŚLAMI

      miej inne myśli

      oni narzekają na rodzinę
      ty .. zaprzestań


      inaczej nawet jeśli odejdziesz
      sama zaczniesz taką samą zabawę

      taką samą

      czy jest dość piękna aby ja powtarzać

      • alicjasz0 Re: Fiksacja matki 01.01.08, 22:55
        Współczuję ci, że musisz mierzyć się z taką sytuacją, ale całkowite
        zerwanie kontaktów z matką, to ucieczka, która niewiele rozwiązuje.
        Pozornie coś zyskasz jak się odsuniesz, ale twoje emocje nawet
        zagłuszane bedą trwały. Najrozsądniej jest ustalić granice i
        kategorycznie ich przestrzegać. Matka nie może ci wchodzić na głowę,
        szantażować emocjonalnie i jeszcze oczekiwać szacunku i miłości. To,
        że robiła z ciebie swoją powierniczkę, gdy byłaś dzieckiem jest
        najlepszym dowodem jej niedojrzałości, ale nie ty powinnaś ją
        wychowywać. Najlepiej zrobisz jak przestaniesz ją oceniać i nie
        będziesz miała żadnych oczekiwań, bo w innym wypadku czeka cię
        ciągła szarpanina. Zrób założenie, że z jej osobowością nie stać jej
        na nic innego i tego się trzymaj. Skup się na swoim życiu a matce
        dawaj swoją uwagę i życzliwość na ustalonych przez siebie zasadach i
        broń boże nie daj sobie wmawiać poczucia winy.
        • female.psycho Re: Fiksacja matki 01.01.08, 23:37
          alicjasz0 napisała:

          > Współczuję ci, że musisz mierzyć się z taką sytuacją, ale całkowite zerwanie kontaktów z matką, to ucieczka, która niewiele rozwiązuje.

          Oczywiście. Dlatego nie zamierzam zerwać z nią kontatku całkowicie. Zdaję sobie sprawę, że tkwimy zbyt głęboko korzeniami w przeszłości, by móc bez szkody dla siebie tak po prostu się odwrócić. Najbardziej boli to, że ona mnie krzywdzi działając w dobrej wierze. Są przecież ludzie, którzy pastwią się nad kimś w złej wierze (np. bicie, wyłudzanie pieniędzy, szantażowanie, podstępy w celu uzyskania konkretnych korzyście dla siebie). Nawet jeśli są to rodzice - łatwo wtedy wyrzucić z siebie złość, a potem zerwać kontakt. A moja matka dopuszcza się wprawdzie szantażu i intryg, wiele razy musiałam się za nią potwornie wstydzić, czyta moją pocztę, ale robi to sądząc, że mnie zbawia. Tymczasem to jej wymysł. To bardzo boli.
          • renkaforever Re: Fiksacja matki 02.01.08, 06:07
            Naruszanie prywatnosci nie jest przyjemne. Kazdy chce miec swoja przestrzen
            wylacznie dla siebie, chocby byla to bardzo niewielka przestrzen.Dlatego
            niewygodne sa wspolne mieszkania, kontakty z ciekawskimi, koniecznosc
            "spowiadania sie" komus komu nie ufamy, bo to narusza nasza prywatnosc.Nie
            musisz robic czegos co jest niewygodne dla ciebie, co cie rani, co cie krzywdzi,
            jest zle dla ciebie.Mama tez nie musi robic nic co rani.Czemu to robi? Zapytaj
            ja. I naprawde szczerze porozmawiajcie na ten temat.
    • krakusia a z bratem rozmawiasz przyjacielsko ?? 02.01.08, 09:50
      A z bratem rozmawiasz przyjacielsko ?? Jakim cudem Twój brat z nią
      wytrzymuje?
    • arwen8 Re: Fiksacja matki 02.01.08, 16:07
      Susan Forward "Toksyczni rodzice". KONIECZNIE!

      P.S. Sprawdź pocztę.
    • airis1983 Kluczem do wszystkiego jest... 09.01.08, 03:49
      ...ograniczenie kontaktów czyli pod tytułem: "Najlepiej na odległość...". Mam
      problem z teściową, a właściwie miałam, bo widzę, że kobieta jest tak oporna na
      zrozumienie czegokolwiek będąc w głębokim przekonaniu, że robi wszystko
      najlepiej. Śmiać mi się chce jak zwracana była jej uwaga na określonego typu
      zachowania, ale z uwagi na to, że jest to temat stary jak świat, postanowiłam
      dać sobie spokój. Ona najchętniej chciałaby, aby wszyscy naokoło mieli mózgi
      5-6-latków, którymi mogłaby dowodzić. Po prostu - ignoruję... Teksty typu:
      "Zrobisz tak, jak ja chcę, albo radź sobie sam" do mojego narzeczonego są po
      prostu śmieszne. Ona w ten sposób po prostu znalazła sobie zajęcie, dlatego nie
      daję się jej do siebie zbliżać, bo momentalnie przekracza granicę rozsądku i
      dobrego smaku, ponieważ dla mnie jest to nienormalne, żeby obca osoba wyznaczała
      mi jakiekolwiek zasady, wg których miałabym cokolwiek robić :) Na tzw. "moje
      terytorium" nie ma ona po prostu wstępu, także jeżeli w dosadny sposób zwracało
      jej się uwagę, a ona dalej jest tępa, lepiej sobie odpuścić :)
      • renkaforever Re: Kluczem do wszystkiego jest... 11.01.08, 06:01
        Jest to wszystko szalenie smutne i dziala destrukcyjnie na relacje rodzinne.
        Jezeli kontakty miedzy ludzmi opieraja sie na agresji slownej czy emocjonalnej
        to efektem jest uszkodzenie emocjonalne u wszystkich. Taka kaleka emocjonalna
        idzie dalej niosac te swoje krzywe zwierciadlo przed soba i wszyscy sie w nim
        przegladaja. To jest jak choroba zakazna.
    • bszalacha Re: Fiksacja matki 13.01.08, 01:43
      Podobno "ludzie nigdy nie podarują Ci sukcesu".Najbardziej wredna
      metodą usadzania kogoś jest podważanie jego wartości.Im bardziej
      będziesz starała sie tłumaczyć,tym szybciej zwatpisz w sama
      siebie,więc nie daj się.Reglamentuj wizyty i rewizyty,stawiaj jasne
      granice"to jest mój dom,moja rodzina,nie pozwalam na..."itp.Bedzie
      trudno ale do czasu,az nie uwierzą,że nie zartujesz.
      Pozdro
      • mark.parker Znam to z autopsji 13.01.08, 06:50
        Na szczęście moja matka już nie żyje. Była również niesamowitą egoistką, a na
        starość jej się pogorszyło: wszyscy byli przeciw niej, każdy chciał ją okraść
        (nie bardzo wiadomo z czego)Jeśli odwiedzało się ją raz na miesiąc, to żądała,
        żeby dwa razy itd. Ktoś to dobrze określił - była to osobowość toksyczna, która
        potrafiła wszystkim w koło zatruć życie, a sama rżnęła niewiniątko. Przyznaję,
        że o swoim gejostwie powiedziałem jej z nutką dzikiej satysfakcji. Odzyskanie
        równowagi duchowej wymagało zerwania kontaktów na cztery lata. Ponieważ nie
        mogła już dzwonić i szantażować "Umieram!" lub "Jak przyjedziesz na święta,
        to...", sytuacja się uspokoilła i kontakty wznowiłem pod wpływem swego chłopaka.
        Pewnego dnia pojechaliśmy do niej w odwiedziny, posprzątaliśmy, przywieźliśmy
        zakupów na dwa miesuiące. Zegnamy się, Kevin coś zażwenowany, a ona mi szeptem,
        że dała Kevinowi parę groszy. I z oburzeniem "Wyobraź sobie, że wziął!"
        Poczułem, jak mnie nagła krew zalewa i powiedziałem jej wprost: "Gdyby nie
        wziął, to byś powiedziała, że tobą gardzi, a jak nie chciałaś, żeby brał, nie
        trzeba było dawać." Koniec, kropka. Kiedy umierała, zaczęła coś pieprzyć, że
        "chciała jak najlepiej", ale że ja się do takich spowiedzi nie nadaję,
        odwróciłem się i odszedłem, nie chciałem wysłuchiwać kolejnych kłamstw. Okrutne?
        Być może, nie rozumiem jednak, dlaczego dzieci mają tolerować coś, czego rodzice
        nie odważyliby się zrobić lub powiedzieć obcemu. W stosunkach z nią przeżyłem
        dwa najszczęśliwsze dni: kiedy wyprowadziłem się wreszcie z domu i kiedy umarła.
        Za swój wredny charakter zapłaciła potworną cenę - pod koniec życia opuścili ją
        wszyscy znajomi i przyjaciele. Przed śmiercią wymruczała "Takie tam zasrane
        życie..." Zero poczucia wdzięczności, że na stare lata było jej w Ameryce
        całkiem nieźle, miała piękne mieszkanie, o jakim nie mogłaby zamarzyć w Polsce,
        szczęśliwie przeszła operację raka bez żadnych nawrotów, miała wbród jedzenia,
        jak trzeba było, syn zapierd. z Waszyngtonu 400 km w jedną stronę, żeby jej coś
        załatwić "Tu wszystko jest popsute, przecież ja nie mogę tak żyć, jestem
        strasznie chora, nikt o mnie nie dba", a okazywało się, że trzeba było wkręcić
        jedną jedyną żarówkę i mógł to równie dobrze zrobić gospodarz domu("Czy ty
        wiesz, że on sprawdza mi pocztę?!" "To czekaj na dole na listonosza." I, w wieku
        80 lat: "Jak ja mogę tu mieszkać, przecież tu są same stare dziadygi i baby! A
        tam w Waszyngtonie czegoś nie ma? "Nie ma."Nie zamierzałem być stroną w jej
        gierkach i podchodach. Podejrzewam, że Twój brat jest na tyle niedojrzały, że
        daje się matce szantażować i że oboje napędzają się nawzajem w swoich fobiach,
        upredzeniach i upierdliwości. Jakież będzie jej zdumienie, gdy któregoś razu
        będzie miał tego dość.Wtedy dopiero poczuje się niesłusznie skrzywdzona i
        zawiedziona.
        Zyczę Ci dużo spokoju ducha!
        • renkaforever Re: Znam to z autopsji 13.01.08, 07:46
          Matka jest drzewem, ktore wydaje owoce. Zdrowe drzewo wydaje piekne owoce,
          dojrzewaja dorodne, soczyste, kazdy z radoscia chcialby je schrupac..:)Ale jak
          drzewo przegnile, rosochate, polamane, robaki w srodku maja swoje mieszkanie,
          to co,kogo to drzewo wydaje na swiat? Polamanca psychicznego, zgorzknialego
          narzekacza, sarkastycznego dziwolaga.. pelno zgnilych owocow, gorzkich,
          niedojrzalych.. nikt ich nie chce nawet na kompot..:)
          • mark.parker Re: Znam to z autopsji 13.01.08, 18:22
            renkaforever napisała:

            > Matka jest drzewem, ktore wydaje owoce. Zdrowe drzewo wydaje piekne owoce,
            > dojrzewaja dorodne, soczyste, kazdy z radoscia chcialby je schrupac..:)Ale jak
            > drzewo przegnile, rosochate, polamane, robaki w srodku maja swoje mieszkanie,
            > to co,kogo to drzewo wydaje na swiat? Polamanca psychicznego, zgorzknialego
            > narzekacza, sarkastycznego dziwolaga.. pelno zgnilych owocow, gorzkich,
            > niedojrzalych.. nikt ich nie chce nawet na kompot..:)

            I kto tu jest połamany, Kotku? Nie zazdroszczę Ci matki.
            • olejowy.bogacz Re: Jak sobie radzisz? 18.02.08, 14:27
              A mezus? Co na to?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja