stosunek do przeszłości.

26.12.07, 11:39
nie licząc części pasjonatów psychologii ludzi na tym forum łączy ,
jak się zdaje obecność jakiegoś nieprzyjemnego wydarzenia w
przyszłości ,które chyba sprawiło, że zaczeliście takiego forum
szukać - z powodzeniem.

Interesujący jest natomiast podejście do tego ,co było ,jakie wielu
prezentuje w swoich wątkach. (nie licząc tych pisanych na świeżo,
gdy emocje brały górę i przysłaniały rozum) wiele z wątków o
(często "nieudanej") teraźniejszości zawiera szeroki obraz "traumy"
z (dalekiej,nieraz dziecięcej) przeszłości i opisu "skrzywienia"
samych autorów. Sprawia to wrażenie, jakby autor winił przeszłość
tudzież dobijał się nią ;) sama nieciekawa przeszłość wydaję się
cierniem, tkwiącym w niewinnej duszeczce i namietnie przez nią
wkręcanym głebiej. zamiast bycia wyjętym.

I tak się zastanawiam, czy to jacyś masochiści czy działa tu jakiś
skomplikowany mechanizm samodestrukcji ?

Większość ludzi, w tym ja, ma w swoim zyciorysie jakąś rysę, płytszą
lub głebszą, przy czym większość z nich ,bez wględu na głebokość
rysy, radzi sobie z nimi doskonale i w odpowiednim momencie zapomina
o sprawie. Takim boskim celom służą utarte powiedzonka typu "nie ma
tego złego, co by na dobre nie wyszło", "ale w końcu dobrze ,że tak
się stało" , "dzieki temu terax jestem, jaka jestem", ostatnio
szczególnie popularne "co cię nie zabije, to cie wzmocni" czy
nawet "mogło być gorzej" ;)
One stanowią grunt pod pozytywne myślenie czy raczej
samonastawienie, wybaczenie oprawcy czy niemal wdzęczność
losowi/bogu i podziękowanie, że nie zesłał na nasze barki czegos,
czego nie bylibysmy w stanie unieść. Nastawienie jest tu metodą
uzdrawiania samego siebie.

Po co tyle pretensji do minionego losu w wielu wątkach ? ciagłe
wypominanie i skreślanie samego siebie, przez nieraz niewielki
obiektywnie incydent ? z takim zamiłowaniem wielu rozwodzi się nad
swoją traumatyczną i brutalną przeszłością, podekraślając wielkie
nieszczęśćie i nie dostrzegając, jak pracuje w ten sposób na stanie
się czymś, co każdy normalny człowiek nazwie ofiarą losu i odsunie
się od tego, gdyż będzie to dla niego żenujące.
    • szarylemur Re: stosunek do przeszłości. 26.12.07, 18:27
      mysle ze ludzie generalnie maja zmienne nastroje( moze nie az tak jak ja nieraz
      ale jednak zmienne). na forum pisza glownie wtedy gdy potrzebuja wsparcia.
      tak wiec do ciebie dociera obrazek osoby slabej, nie radzacej sobie z obecna
      sytuacja, obracajacej ciern w boku, watpiacej szczerze w to, ze to co nie zabija
      to wzmacnia.
      gdy jest dobrze, latwo zaakceptowac przeszlosc, dostrzec jej pozytywny sens,
      zobaczyc jak jakies tam zranienia czynia cie silniejsza. lecz wiekszosc ludzi
      czujac sie mocnymi porzuca fp na rzecz aktywnosci realnej.
      pozdrawiam
      • veroy Re: stosunek do przeszłości. 26.12.07, 20:03
        pomijam tutaj zmienność natroju - huśtawki po latach (bo o takich
        przypadkach piszę) jeśli są, to na skutek aktualnych wydarzeń,
        nieprzyjemnych wydarzeń. miało się w końcu czas na ustosunkowanie
        czy pogodzenie z tamtym faktem.

        > na forum pisza glownie wtedy gdy potrzebuja wsparcia.

        kolejna rzecz, która wprawia mnie w osłupienie.
        przyznam tu -(naturalnie) patrzę na wszytsko przez pryzmat siebie,
        do siebie porówuję, wielu rzeczy nie rozumiem i nie mam ochoty na
        ich zrozumienie. nawet gdybym nie miała rodziny, przyjaciół - nie
        wyobrażam sobie ,żeby wizyta na forum miała sprawić, że poczuje się
        lepiej .wsparcie z forum - przerażający przykład wynaturzenia w
        stadzie ludzkim !

        • szarylemur Re: stosunek do przeszłości. 26.12.07, 20:26
          'pomijam tutaj zmienność natroju - huśtawki po latach (bo o takich
          przypadkach piszę) jeśli są, to na skutek aktualnych wydarzeń,
          nieprzyjemnych wydarzeń. miało się w końcu czas na ustosunkowanie
          czy pogodzenie z tamtym faktem."

          hem, lecz istota neurotyzmu jest - jesli dobrze pamietam - iz kazde przykre
          zdarzenie odsyla cie do dawnych, pierwotnych ran, traumy. dlatego rana jest jak
          stygmat, wybucha wciaz na nowo.


          nie wyobrazasz sobie zeby wizyta na forum miala sprawic ze poczujesz sie lepiej?
          wiec wyobraz sobie, ze wokol ciebie zamiast wsparcia sa jedynie oczekiwania,
          intrygi, umniejszanie, wymagania...
          nie mow ze gdybys byla inna niz jestes bylabys taka jaka jestes :)
          co do wynaturzenia w stadzie... coz, zdarza sie i wypada sie tylko cieszyc ze
          akurat ciebie ominelo to doswiadczenie.
          • veroy Re: stosunek do przeszłości. 26.12.07, 22:53
            > hem, lecz istota neurotyzmu jest - jesli dobrze pamietam - iz
            kazde przykre
            > zdarzenie odsyla cie do dawnych, pierwotnych ran, traumy. dlatego
            rana jest jak
            > stygmat, wybucha wciaz na nowo.

            to patologia.

            > wiec wyobraz sobie, ze wokol ciebie zamiast wsparcia sa jedynie
            oczekiwania,
            > intrygi, umniejszanie, wymagania...

            i to tez patologia.
            jak to dobrze, że tyle mnie w życiu omija :)
            • szarylemur Re: stosunek do przeszłości. 26.12.07, 23:15
              wlasnie ogaladam moj ulubiony film o patologiach.
              jesli zansz hiszpanski to ci przelinkuje
            • female.psycho Nie. 26.12.07, 23:35
              veroy napisała:

              > to patologia.

              Być może. Tym bardziej należy z nią walczyć i ludzie wchodząc na to forum, lub decydując się na psychoterapię - to własnie robią.

              > jak to dobrze, że tyle mnie w życiu omija :)

              Z pewnością każdego omija wiele rzeczy. Ciebie na pewno ominęły studia psychologiczne. Nie wypowiadaj się więc szeroko i publicznie w kwestiach, w których jesteś zupełną ignorantką, bo robisz z siebie pośmiewisko. Ja jeszcze rok temu myślałam podobnie, jak Ty, ale nie obnosiłam się ze swoimi poglądami. Uważałam siebie za silną i szczęśliwą osobę. Wydarzyło się jednak w moim życiu coś, co sprawiło, że postanowiłam wesprzeć się psychoterapią. Teraz mam dowody na to, że dzieciństwo ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie, postępowanie, życie emocjonalne. Psychoterapia pozwala pozbyć się traum, o których nie wiesz, że są traumami, bo robisz wszystko, by je bagatelizować. I myślisz, że jeśli masz skłonności do poczucia winy - to taka już jesteś i już. Myślisz, że jeśli ręce ci drżą, to tak się zdarza. Wierzysz, że jeśli ustępujesz wszystkim swoim kosztem - to znaczy, że masz taki charakter. Otóż nie. Twoje rady i poglądy można porównać do głupich rad dawanym anorektyczkom: "no weź się w końcu nażryj, zobacz jaka chuda jesteś". Miałaś anoreksję? Wypowiadasz się o psychologii jak hydraulik o polityce.
              • female.psycho Ach, tak. 26.12.07, 23:49
                Może anoreksja to zbyt mało sugestywne porównanie, to przecież choroba psychosomatyczna, więc domorośli mędrcy gotowi myśleć, że anorektyczki same są sobie winne. Zobrazuję Twój tok myślenia inaczej; jeśli mówisz komuś: "przestań tak myśleć, albo idź się powieś" to tak, jakbyś mówiła osobie chorej na grypę: "miej 36,6, a nie 38 stopni, nie dam ci chusteczek do nosa, bo masz w tej chwili przestać mieć katar". Ludzie leżą w łóżku, biorą leki i w końcu zdrowieją. Z problemów psychologicznych też można się wyleczyć, ale na pewno nie pod wpływem głupich rad, lecz z pomocą dobrego specjalisty.
              • veroy Re: Nie. 26.12.07, 23:59
                > Z pewnością każdego omija wiele rzeczy. Ciebie na pewno ominęły
                studia psycholo
                > giczne. Nie wypowiadaj się więc szeroko i publicznie w kwestiach,
                w których jes
                > teś zupełną ignorantką, bo robisz z siebie pośmiewisko.

                przypuszczam, że jest tu pare osób ,które spokojnie pobiłyby mnie w
                kategorii "najwieksze pośmiewisko".
                co do ignorancji w kwestii psychologii - nie sposób przyznać racji
                czy zaprzeczyć. wiem sporo na ten temat, ale bardzo wybiórczo -
                tylko to, co uznałam za godne uwagii i praktyczne - gdyż takie jest
                własnie moje podejście do życia. Dodam, że generelanie nie uważam
                psychologii za dziedzinę praktyczną ,w którą warto by się zgłębiać.
                nie mam też nic przeciwko temu, żebyś mnie za to potepiała i się nad
                tym tak bulwersowała - masz moje błogosławieństwo ;) niewiedza jest
                grzechem bez względu na dziedzinę.

                >Psychoterapia pozwala pozbyć się traum, o których nie wiesz, że są
                traumami
                > , bo robisz wszystko, by je bagatelizować. I myślisz, że jeśli
                masz skłonności
                > do poczucia winy - to taka już jesteś i już. Myślisz, że jeśli
                ręce ci drżą, to
                > tak się zdarza. Wierzysz, że jeśli ustępujesz wszystkim swoim
                kosztem - to zna
                > czy, że masz taki charakter. Otóż nie.

                mówisz rzeczy ,które dla zrównoważonego i rozsądnego człowieka (za
                jakiego się uważam :)) są oczywiste. Dziwi mnie odrobinę, że
                musiałaś się poobracać w tym środowisku ,żeby sobie coniektóre
                uświadomić - chyba zaczne w związku z tym cenić psychologię ,
                jako "naukę", która poprawia jakoś życia tym, którzy sami nie
                potrafią sobie tego zagwarantować. co nie zmienia faktu, że
                psychologia ma u mnie niskie notowania, gdyż normalny człowiek może
                sie bez niej obejść i nie odczuwać w związku z brakiem jej
                znajomości żadnego dyskomfortu.



                • silverbaum milo popatrzec, dziewczyny 27.12.07, 00:05
                  jak sie klocicie...
                  tylko nie dzielic mi wlosa na czworo prosze :)))
                • female.psycho Re: Nie. 27.12.07, 00:15
                  Bardzo przypominasz mi mnie samą sprzed roku i wcześniej. Znałam dwóch psychologów, nie lubiłam ich, psychologią interesowałam się równie wybiórczo, co Ty teraz i uważałam, że na psychologię idą ludzie, którzy mają ze sobą problemy. Wiesz, dopóki nie przeżyjesz ostrego załamania będziesz żyła w przekonaniu o znikomej przydatności psychologii i psychologów dla ludzi silnych. Życzę Ci, żebyś nie przeżyła go nigdy, bo i tak może się zdarzyć. Poza tym może po prostu masz/miałaś normalnych rodziców, przykre zdarzenia z dzieciństwa na miarę przeciętnych i nie ma o czym mówić. Skąd więc tak długi list na temat tych "nieprzystosowanych" i słabych? Ja na Twoim miejscu nie odwiedzałabym tego forum, nie mówiąc już o tworzeniu wątków.
    • otara Re: stosunek do przeszłości. 26.12.07, 19:21
      wszystko fajnie napisane ale...w moim przypadku to jest tak że to
      właśnie moja przeszlosc spowodowała niesamowite skrzywienia w
      psychice.nie pomógł mi ich wyleczyć ani czas ani
      psychologowie...potrafilam tylko stanąć na nogach...ale jestem
      psychicznym wrakiem ktory chyba już nigdy nie bedzie potrafił ułożyć
      sobie życia na nowo.próbuję-ale moje myśli mnie dobijają , powoli ,
      krok po kroku, nie potrafię już wyczuć kiedy jestem okłamywana a
      kiedy nie , co powoduje że caly czas jestem bardzo nieufna i
      podejrzliwa. oddałabym wiele aby swoją przypadłość wyleczyc , bo nie
      żyje mi się z tym latwo.
      • veroy Re: stosunek do przeszłości. 26.12.07, 20:15
        nie wierzę w umijętności psychologów a działanie czasu jest w takich
        przypadkach bardzo przeceniane (wszytsko zalezy od pracy czy
        podejscia wlasnie) więc te dwa stwierdzenia w żaden sposób niczego
        mi nie obrazują ;)

        nie wiem, co przezyłaś, ale bez względu na to, co to było warto
        spojrzeć na ogól przez pryzmat tego, co masz teraz i od tego zacząć
        na nowo własną bajkę.
        Nie przejmuj się tym, co ci zostało "w pamiatce" - podejrzliwość i
        nieufność - niektórzy są tacy z natury i jakoś żyją, pracy nad tym
        tez sobie jakos nie wyobrazam, tylko by podkręcała napięcie,
        pozostaje ci się pogodzić z nową niegorszą przecież wersją samej
        siebie :)
        Wystrzegaj sie natomiast takich myśli jak wiekszośc twego
        wątku : "jestem
        > psychicznym wrakiem ktory chyba już nigdy nie bedzie potrafił
        ułożyć
        > sobie życia na nowo.próbuję-ale moje myśli mnie dobijają ,
        powoli ,
        > krok po kroku"

        toż to obraz nędzy i rozpaczy ! nie rób tak nigdy więcej albo idź
        się powieś.
        • otara Re: stosunek do przeszłości. 26.12.07, 20:35
          oczywiście że to obraz ale nie nędzy tylko pewnego rodzaju rozpaczy.
          bo ciężko mi żyć z taką świadomością. całe długie lata próbujesz
          pracować nad sobą-i kiedy człowiek staje przed jakąś konkretną
          sytuacją-widzi wszystko w czarnych barwach. nie umiem tego
          zlikwidować , to moja psychika , nie ja .. i nie możesz komuś mówić
          że ma się powiesić tylko dla tego że ma ze sobą jakiś problem. nie
          wiesz co cię kiedyś w życiu spotka-nie oferuj takich wyroków.
          • szarylemur Re: stosunek do przeszłości. 26.12.07, 20:51
            prawdopodobnie cokolwiek veroy spotka w zyciu,ona i tak sie podniesie
            szybciutko, gdyz za mlodu nakarmiono ja sila.
            komiczne jest, choc w sumie bardzo Naturalne, ze nie postrzega innych mozliwych
            nastawien zyciowych jako rownie Naturalnych, wytlumaczalnych
          • synvilla Re: Tzw. Umniejszacze. 26.12.07, 21:33
            Dano ci rade abys sie powiesila...A kto daje takie rady?

            Tzw. umnieszacze. Duzo takich ludzi spotkasz na swojej drodze.
            Umniejszaja wartosc twojego problemu,ciebie, nie zaglebiaja sie w
            twoj problem od razu oceniajac go jako malo wazny, a ty sama
            borykajaca sie z problemem jestes jeszcze jedna nieszczesna ofiara
            czegos tam.
            Duzo, duzo takich ludzi jest. Problem staje sie wtedy problemem
            kiedy takim osobom wydaje sie, ze w tym co mowia, robia sa
            oryginalni, a moze nawet wybrani?
            Slynny Adolf Hitler tez kiedys za takiego uchodzil. Dyktator z
            zablokwanym "systemem" uczuciowo emocjonalnym. A w obecnych czasach
            tez ich nie brak...

            Nie traktuj takich ludzi i ich wypowiedzi serio. To ich wlasny
            nieprzerobiony problem nimi przemawia.
            • veroy Re: Tzw. Umniejszacze. 26.12.07, 23:37
              szarylemur napisał(a) :

              >prawdopodobnie cokolwiek veroy spotka w zyciu,ona i tak sie
              podniesie
              szybciutko, gdyz za mlodu nakarmiono ja sila.<

              nie wiem szarylemurku, czy mówisz z ironią czy zupełnie serio. chce
              tylko zwrócić uwagę ,ile prawdy zawarłeś w jednym zdaniu. Podobnie
              jak dziecko wpada w histerię nad rozbitym kolanem ,gdy skomle nad
              nim mama, tatuś i babcia, tak dorosłe dziecko przezyje wiele rzeczy
              spokojnie, gdy będzie od początku uświadamiane ile "cierpien" jest w
              zyciu naturalnych i nie przezywa ich pierwszy ani ostatni raz.

              >komiczne jest, choc w sumie bardzo Naturalne, ze nie postrzega
              innych mozliwych
              nastawien zyciowych jako rownie Naturalnych, wytlumaczalnych.

              postrzegam - jako gorsze. może niesłusznie ,ale mnie z tym dobrze i
              to jest najważniejsze.

              ---------

              synvilla napisała:


              > Dano ci rade abys sie powiesila...A kto daje takie rady?
              >
              > Tzw. umnieszacze. Duzo takich ludzi spotkasz na swojej drodze.
              > Umniejszaja wartosc twojego problemu,ciebie (...)

              niczego nie umniejszałam synvillo. masz napisane jak byk, nie wiem
              co przeżyła, ale cokolwiek by to nie było - i dalej moj poradnik -
              raczej nie sposób się z nim nie zgodzić, nic tam gorszącego nie
              zamieszczałam :)

              co do wieszania - czy nie za poważnie to wszytsko traktujecie. może
              bardziej twórczo , synvillo, w końcu artystką jesteś, więc z jednej
              branży poniekąd :)

              po co wyrywać te nieszczęsne 'powieś się' z kontekstu. tam było "nie
              rób tak nigdy więcej [tj. rozwodzenie się nad beznadzeijnością
              swojego przypadku] albo się powieś" - w wolnym tłumaczeniu - >skoro
              sytuacja jest tak paskudna, jak oceniasz ,to sama widzisz ,że nie ma
              innego wyjścia , w sumie dziwie się, że jeszzce tego nie zrobiłaś,
              bo z tego co piszesz wynika ,że nie masz po co żyć< . miałam
              nadzieje, że w odbiorcy odezwie się chociaż podświadmy sprzeciw - a
              jakże - 'jak Bóg przykazał' !

              >> Slynny Adolf Hitler tez kiedys za takiego uchodzil.

              ja słowa, on czyny. to wielka różnica . przypuszczam, że nigdy nie
              dogonię mojego idola... ;)


              > Nie traktuj takich ludzi i ich wypowiedzi serio. To ich wlasny
              > nieprzerobiony problem nimi przemawia.

              podpisuje sie pod tym obiema rękami.
              zwłaszcza pod tym nieprzerobionym problemem, który wasze wszystkie
              problemy bije na głowę, gdyż jest nieuchwytny. nie spie przez niego
              po nocach analizując moje zycie i zastanawiając się, w której jego
              częsci właściwie tkwi ;)
              • szarylemur Re: Tzw. Umniejszacze. 27.12.07, 00:10
                mowie zupelnie serio, choc nie jestem do konca pewnA swego zdania, tak tylko
                obserwacje uogolniam. w mojej wypowiedzi kryje sie tez nutka zazdrosci :)
                nie bedzie silnym dzieco ktorego problemy bagatelizuje sie, na ktore spycha sie
                wlasne problemy, ani to ktore karmi sie jedynie obrazami potencjalnych
                niebezpieczenstw i cierpien.
                silne bedzie to, ktorym ktos sie zainteresuje na dluzej i cierpliwie, troskliwie
                bedzie sie nim opiekowac, jednoczesnie uczac je samodzielnosci.

                to dobrze ze ci dobrze z twoim nastawieniem. niemniej jednak brak empatii na
                pewno nie przyspozy ci przyjaciol.
                ale to nic, bo jakbys miala jakis tam glupi problem kiedys ze soba, to wystarczy
                ze tylko przelogujesz sie z veroy na biednego_misia25 i jakis duren sie
                ulituje... ;)
                • veroy Re: Tzw. Umniejszacze. 27.12.07, 00:28
                  > nie bedzie silnym dzieco ktorego problemy bagatelizuje sie, na
                  ktore spycha sie
                  > wlasne problemy

                  no bez przesady w drugą stronę ;)

                  > to dobrze ze ci dobrze z twoim nastawieniem. niemniej jednak brak
                  empatii na
                  > pewno nie przyspozy ci przyjaciol.

                  zdaję sobie z tego sprawę ,choć wbrew pozorom nawet z takim
                  podejściem ma sie przyjaciół, choć ze 3 razy więcej wrogów .życie
                  dzieki temu ciekawsze :)

                  ale to nic, bo jakbys miala jakis tam glupi problem kiedys ze soba,
                  to wystarcz
                  > y
                  > ze tylko przelogujesz sie z veroy na biednego_misia25 i jakis
                  duren sie
                  > ulituje... ;)

                  sama rozkosz :>
                  • szarylemur Re: Tzw. Umniejszacze. 27.12.07, 00:38
                    bez przesady w druga strone piszesz.
                    a tu zala sie glownie ci lub tylko ci, ktorzy doznali tej przesady.
                    a ty ich wysmiewasz.
                    po co?
                    • veroy Re: Tzw. Umniejszacze. 27.12.07, 11:39
                      to jest dośc trudne do oceny czy przesada byla czy nie. ogólnie
                      ludzie to stworzenia wyjatkowo przewrażliwione. przez całe życie są
                      jak dzieci domagające się ciągłej uwagii i zwykle jęsli chodzi o
                      rodziców uważają się za ofiary któregoś z tych dwóch skrajnych
                      przypadków - nadopiekuńczości lub braku wystarczajacej uwagi z ich
                      strony.

                      cięzko mi się nie wyśmiewać z ludzi ,szarylemurku, jak widzę dookoła
                      jakie (w ich mniemaniu) mają wielkie problemy i jak wszytsko
                      przezywają.
                      ja oczywiście nie mam żadnych problemów, w życiu nie spotkało mnie
                      żadne cierpienie , matka poświęcała mi akurat tyle uwagi, ile trzeba
                      było i wyszłam w życie nieźle zaopatrzona z rodzinnego domu - nie
                      mam tu na myśli wartości materialnych. tak to wygląda z mojego
                      punktu widzenia. po prostu to, nad czym po drodze płakały moje
                      koleżanki dla mnie od początku nie było warte zaklasyfikowania do
                      szufladki "oto jest problem" . Wszystko to były rzeczy - bardzo
                      uproszczę - nad którymi wystarczyło popracować lub rozwiązywały się
                      w jakiś sposób same.

                      Nie mam tu na myśli oczywiście sytuacji rzeczywiście ekstramalnych -
                      śmierci rodziców w wypadku, alkoholizmu w domu, braku środków
                      utrzymania itp.

                      Mam tu na mysli pierdoły, z którym każdy normalny człowiek spotyka
                      się na codzień - w interakcji z szeroko pojętym otoczeniem
                      (konflikty z innymi, związki ,rodzina ,współpracownicy ) i problemy
                      związane z nauka/pracą. przez pierwsze są nieprzespane noce i
                      płacze, od drugich można się nabawić wrzodów żołądka, zarówno
                      pierwsza jak i druga mają ogromny wpływ na samopoczucie i komfort w
                      życiu.



                      • female.psycho Re: Tzw. Umniejszacze. 27.12.07, 12:30
                        veroy napisała:

                        > ja oczywiście nie mam żadnych problemów, w życiu nie spotkało mnie
                        > żadne cierpienie , matka poświęcała mi akurat tyle uwagi, ile trzeba było i wyszłam w życie nieźle zaopatrzona z rodzinnego domu

                        To po cholerę tu włazisz i chwalisz się swoim brakiem problemów przed ludźmi, którzy je mają? Idź na forum "szaradziarstwo", albo "robótki ręczne" i ogłoś: "wiecie, ja to nie mam żadnych problemów psychologicznych, nie jestem mazgajem. Ja to sobie ze wszystkim radzę. A inni ludzie to jakby gorsi ode mnie, bo się wiecznie atencji domagają i płaczą nad swoim losem. Ależ oni są żenujący." Może wtedy poczujesz się lepiej? Bo tutaj nie zaimponujesz. Tutaj wiele osób przeszło już przez taki etap, na jakim jesteś.


                        to, nad czym po drodze płakały moje
                        > koleżanki dla mnie od początku nie było warte zaklasyfikowania do
                        > szufladki "oto jest problem" .

                        Jakoś jednostronnie to brzmi. Nie wierzę, że nie było takich, rzeczy, nad którymi Ty "płakałaś", a koleżanki nie. Załóżmy jednak, że rzeczywiście. Jesteś dumna z tego? Bo nie rozumiem Twojego zainteresowania całą tą sprawą. Nie ukrywam mojej irytacji, bo przyznam, że mnie denerwujesz swoim infantylizmem. Ale cóż, mam prawo odreagować:)
                        • veroy Re: Tzw. Umniejszacze. 27.12.07, 14:25
                          female.psycho - jakbyś niezauważyła - pierwszy akapit był napisany z
                          nutką ironi ,więc nie pluj się tak ;)

                          napisałaś także :

                          >Tutaj wiele osób przeszło
                          > już przez taki etap, na jakim jesteś.

                          przypuszczam ,że wiele osób tutaj nigdy do takiego etapu nie
                          dojdzie. ten etap nazywa się "równowaga emocjonalna" a to jest forum
                          dla emocjonalnie rozhwianych.Być może dlatego sieję tu tyle
                          zgorszenia ;)

                          Pytałaś, czy jestem dumna z braku płaczu - nie to miałam na mysli,
                          by się pochawlić jaka to ze mnie silna dziewczynka, dajcie mi
                          cukierka ;) po prostu szkoda mi było moich koleżanek (żeby nie
                          powiedzieć - miałam ochote je dobić, żeby się nie męczyły).

                          wielu ludzi bardziej ma naruszony system wartości niż psychikę.
                          z "normalnego" punktu widzenia (wiem, nie jest to precyzyjne
                          określenie, ale kazdy - jak myśle ,wie o co chodzi) użalanie się nad
                          sobą, publiczny płacz i robienie z igły wideł to żenada, tymczasem
                          wiele osób robi sobie taki teatr , mający na celu zwrócenie uwagii,
                          wzbudzenie litości i oczekiwanie poukładania ich życia za nich .
                          kończy się to pretensjami do wszytskich, że nie zajęli się jego
                          życiem i wmawianiem sobie, że "to z nimi jest coś nie tak a ja
                          jedyny (jedyna) jestem w porządku". widac to także na tym forum, gdy
                          autorzy takich 'rozpaczliwych 'wątków są wspomagani we wmawianiu
                          sobie, że wina leży po stronie otoczenia. nie sądze ,by przyczyniło
                          się do umyslnego rozwiązania ich problemów w realnym życiu...
                          • female.psycho Re: Tzw. Umniejszacze. 27.12.07, 15:19
                            veroy napisała:

                            > female.psycho - jakbyś niezauważyła - pierwszy akapit był napisany z nutką ironi ,więc nie pluj się tak ;)

                            Każdego człowieka bardziej inteligentnego od szympansa stać na nutkę ironii. To niczego nie zmienia, a w tym przypadku tylko podkreśla szyderstwo z tych "mazgajowatych". (co to znaczy "pluć się"?)

                            > przypuszczam ,że wiele osób tutaj nigdy do takiego etapu nie
                            > dojdzie. ten etap nazywa się "równowaga emocjonalna" a to jest forum dla emocjonalnie rozhwianych.Być może dlatego sieję tu tyle
                            > zgorszenia ;)

                            Nie pochlebiaj sobie. O równowadze emocjonalnej porozmawiamy, kiedy przeżyjesz prawdziwe załamanie, bo zdaje się, że do tej pory Twoim największym problemem życiowym było nieudane ciasto, lub zbyt późno odkryta plama na sukni ślubnej. Ze wszystkich odpowiedzi w tym wątku wynika, że budzisz raczej zażenowanie. A jeśli siejesz zgorszenie, to tylko ortografią.

                            • veroy Re: Tzw. Umniejszacze. 27.12.07, 15:31
                              Piszesz :

                              O równowadze emocjonalnej porozmawiamy, kiedy przeżyjesz
                              > prawdziwe załamanie, bo zdaje się, że do tej pory Twoim
                              największym problemem ż
                              > yciowym było nieudane ciasto, lub zbyt późno odkryta plama na
                              sukni ślubnej.

                              o ile się orinetuje burzliwe przezycia raczej zaburzają niż
                              sprzyjają kształtowaniu równowagi :)

                              ciast nie piekę, za mąż też jeszcze nie wyszłam, ale moje problemy
                              faktycznie są bardzo błache o czym już pisałam. takie same jak te,
                              przez które inni nie spią po nocach :)
                              • female.psycho Re: Tzw. Umniejszacze. 27.12.07, 15:37
                                veroy napisała:

                                > o ile się orinetuje burzliwe przezycia raczej zaburzają niż
                                > sprzyjają kształtowaniu równowagi :)

                                Słabo się orientujesz, ale to już ustaliłyśmy. Burzliwe przeżycia Z DZIECIŃSTWA zaburzają kształtowanie równowagi. Czy ją masz dowiesz się, kiedy spotka Cię burzliwe przeżycie.
                                >
                                > za mąż też jeszcze nie wyszłam

                                Tak myślałam.
                                • veroy Re: Tzw. Umniejszacze. 28.12.07, 00:07
                                  ja z kolei spodziewałam sie takiej odpowiedzi.
                                  nie sztuką było napisać ten post - sztuką byłoby to przemilczeć.
                                  • female.psycho Re: Tzw. Umniejszacze. 28.12.07, 15:16
                                    veroy napisała:

                                    > ja z kolei spodziewałam sie takiej odpowiedzi.
                                    > nie sztuką było napisać ten post - sztuką byłoby to przemilczeć.

                                    Nie uprawiam sztuki na tym forum:) A Twoją odpowiedź w tym miejscu zauważyłam dopiero teraz.
                      • szarylemur Re: Tzw. Umniejszacze. 27.12.07, 19:02
                        to cudownie ze nie masz problemow, ze dostalas w posagu na zycie akurat tyle ile
                        ci trzeba
                        i mozliwe ze masz racje iz ludzie czesto uzalaja sie nad soba wytracajac tym
                        samym energie ktora mogliby przeznaczyc na tworcze dzialania. lecz zrozum, ze
                        twoje szyderstwa nie pomagaja im ani troche, sa tylko kolejnym gwozdziem do
                        trumny, o ktorej ty myslisz ze jest wyimaginowana, a dla nich jest jak
                        najzupelniej realna. na dodatek takimi dzialaniami odpychasz ludzi od siebie.
                        byc moze to ze kogos kopniesz nada mu rozped, a byc moze zupelnie pograzy?
                        byc moze sa ci obojetne uczucia i zycie ludzi do ktorych piszesz.
                        w takim razie przyznaj im prawo do sprawiedliwego zlinczowania ciebie...

                        nie masz na mysli przypadkow skrajnie ekstremalnych, lecz tak wlasciwie nie
                        wiesz przeciez ktory/a z piszacych tu jest przypadkiem ekstremalnym a ktory/a
                        nie, prawda?

                        szydzac z ludzi ktorych kompletnie nie znasz, szkodzisz im, dlatego nie jestes
                        lubiana.
                        jesli masz cos pozytywnego lub pozytywistycznego do zaproponowania, napisz to.
                        inaczej twoja krytyka ludzkosci pozostanie tylko i wylacznie destruktywna.
                        pozdrawiam
                        • veroy Re: Tzw. Umniejszacze. 27.12.07, 19:41
                          zaczynam cie lubic :)
                          muszę tu coś wyjaśnić :
                          skrytykowanie konkretnego przypadku na forum zdarzyło mi się raz i
                          dobrze ten przypadek (na pewno nie ekstremalny) pamiętam ,bo to
                          był "wypadek przy pracy" i nie sądzę, żeby jeszzce kiedyś coś
                          takiego się zdarzyło.
                          Zwróć uwagę, że (nie licząc tej wpadki o której piszę na początku)
                          nigdy nie krytykuje konkretnych ludzi. zwracam się do ogółu właśnie
                          po to , by nikogo nadto nie urazić, obrazić itp. i z tego właśnie
                          wzgledu dla nikogo nie będzie to gwoździem do trumny - jak mówisz,
                          gdyż taka jest natura ludzi, że nie biorą sobie do serca słów
                          nieskierowanych bezpośrednio do nich. z tego z kolei względu moja
                          krytyka nie może być destruktywna.

                          co do bycia lubianym - ważniejsze jest dla mnie zaprezentowanie
                          takiej właśnie postawy ,niż zabieganie o względy użytkowników forum
                          poprzez przytakiwanie im w kwestiach, w których zupełnie sie z nimi
                          nie zgadzam - bo chyba tak by to musiało wyglądać.
                          • szarylemur Re: Tzw. Umniejszacze. 27.12.07, 19:52
                            nie niekoniecznie tak
                            mozesz komus wykazac gdzie w rozumowaniu popelnia blad i podac swoje rozwiazanie
                            problemu.
                            wybacz, musze wyjsc
                            na deszcz
                            fu
                          • szarylemur Re: Tzw. Umniejszacze. 28.12.07, 00:08
                            zdarzylo sie, zdarzylo
                            w tym wlasnie watku, chocby, rzucilas niby zartobliwie komus uwage : " powies sie"

                            moze subtelnosci ci nie w glowie, lecz ja pozwole sobie na male sprostowanie:
                            kiedy w odpowiedzi na posta osoby z jakims problemem, szydzisz z ludzi taki problem przezywajacych, to czy adresat twojego posta nie ma prawa czuc sie dotkniety osobiscie?

                            ktos mowi ci ze zle czuje sie w kolorze czerwonym.
                            odpowiadasz ze nie znosisz ludzi ktorzy zle sie czuja w kolorze czerwonym.
                            twoje szydercze krytyki ogolne, implikuja osobiste kopniaki.
                            czy nie?

                            nie namawiam cie do przytakiwania opiniom z ktorymi sie nie zgadzasz.
                            namawiam cie natomiast do szacunku wobec opinii odmiennych od twojej oraz do nieco wiekszego namyslu nad mozliwymi skutkami twoich slow.

                            co do lubienia
                            ja za toba zatesknilam toczac bitwe o wiecej racjonalizmu u kobiet
                            choc po czasie jednak przyznaje stuprocentowa racje osobie, ktora wowczas napisala iz tak logiki jak i empatii powinny byc nauczane obie plcie.
                            a tak w ogole to przypominasz mi z charakteru mojego bylego.
                            choc on jest bardziej sympatyczny a mniej inteligentny.
                            przekonana jestem natomiast ze oboje poradzicie sobie zawsze i wszedzie.
                            ;)
                            • veroy Re: Tzw. Umniejszacze. 28.12.07, 15:33
                              napisałaś :

                              > zdarzylo sie, zdarzylo
                              > w tym wlasnie watku, chocby, rzucilas niby zartobliwie komus
                              uwage : " powies się "

                              mowa była o krytykowaniu konkretnych przypadków. ta uwaga dotyczyła
                              konkretnego przypadku, lecz jak widać, nie można tego nazwać
                              krytyką. z reakcji osoby, do której była skierowana wywnioskowałam,
                              że odebrała to tak, jak powinna - może nie w sensie czarnego humoru,
                              ale nie odniosłam wrażenia bym ją uraziła - słowiem - nie wzięła
                              sobie tego do serca :)

                              > moze subtelnosci ci nie w glowie, lecz ja pozwole sobie na male
                              sprostowanie:
                              > kiedy w odpowiedzi na posta osoby z jakims problemem, szydzisz z
                              ludzi taki pro
                              > blem przezywajacych, to czy adresat twojego posta nie ma prawa
                              czuc sie dotknie
                              > ty osobiscie?
                              >
                              > ktos mowi ci ze zle czuje sie w kolorze czerwonym.
                              > odpowiadasz ze nie znosisz ludzi ktorzy zle sie czuja w kolorze
                              czerwonym.
                              > twoje szydercze krytyki ogolne, implikuja osobiste kopniaki.
                              > czy nie?

                              masz rację , porównanie z czerwonym jest bardzo trafne :) jednak w
                              praktyce osoba czytająca/słuchająca słowa skierowane do grupy i tak
                              traktuje je jakby skierowane byly do wszytskich i do nikogo, na
                              pewno nie do niej osobiście.
                              najprostszy przyklad jaki mi tu przychodzi do głowy to kazanie w
                              kosciele - do tłumu, zwykle o czyms ,co jego bezposrednio dotyczyc,
                              zwykle ze wskazówkami ,jak zmienić swoje zachowanie. kazdy
                              przytaknie, zgodzi się, po wyjsciu z kosciola zapomni albo oleje,ze
                              wzgledu wlasnie na to, ze nie w pelni czuje by te slowa jego
                              dotyczyły. czytanie postów do grupy na forum moim zdaniem działa tak
                              samo, chociaż z moimi raczej się nikt nie zgadza ;)


                              • female.psycho Re: Tzw. Umniejszacze. 28.12.07, 15:42
                                veroy napisała:

                                > kazdy przytaknie, zgodzi się, po wyjsciu z kosciola zapomni albo oleje,ze wzgledu wlasnie na to, ze nie w pelni czuje by te slowa jego dotyczyły.

                                Ciekawe jest to, że wiesz, co czuje KAŻDY. Jak Ty to robisz?:) Toż to kupa kasy!
                                • veroy Re: Tzw. Umniejszacze. 28.12.07, 15:46
                                  zaczepka.
                                  • female.psycho Re: Tzw. Umniejszacze. 28.12.07, 16:15
                                    veroy napisała:

                                    > zaczepka.

                                    Raczej prowokacja do myślenia. Szarylemur opisała to bardzo mądrze i pięknie. Ja bym tak nie potrafiła i nie mam czasu, ale podpisuję się obiema rękami.
                                    • szarylemur Re: Tzw. Umniejszacze. 28.12.07, 16:22
                                      ajaj, merci buque
                                      ;)
                              • szarylemur gin ofiaro 28.12.07, 15:59
                                jestes ROZBRAJAJACA
                                w jakims sensie

                                krytykujac patologie
                                dla poparcia swoich tez odwolujesz sie do patologii :)
                                tak wlasnie postrzegam twoj przyklad z reakcja " wiernych ' na kazanie w kosciele

                                oczywiscie, ze tak dziala psychologia tlumu - osobista odpowiedzialnosc rozmywa
                                sie zanurzona w grupie, kazdy oglada sie za siebie jesli mowa o zlym

                                lecz zdaje sie iz celem gloszenia kazan jest dotarcie do tego co wspolne w jego
                                odbiorcach i zmiana ich osobistego nastawienia do danego tematu.
                                tak wiec aby kazanie wywarlo zamierzony skutek, przyjmuje sie ze wierni podczas
                                kazania jednak analizuja samych siebie a nie ubrania sasiadow
                                czy nie?

                                co do krytyki
                                czy szkoda zauwazalna dla ciebie bylaby dopiero wtedy gdyby rodzina zmarlej
                                powieszonej oskarzyla cie o spowodowanie smierci postem?
                                takich slow jak twoje nie mozna brac sobie do serca
                                to jasne
                                wlasciwie nawet uwazam je za kompletnie zbedne, choc nieco pobudzajace tak
                                niewyspane zwierze jak ja dzisiaj


                                "gin, ofiaro" to twoje przeslanie dla swiata?
                                • veroy Re: gin ofiaro 28.12.07, 16:42
                                  napisałaś:

                                  > co do krytyki
                                  > czy szkoda zauwazalna dla ciebie bylaby dopiero wtedy gdyby
                                  rodzina zmarlej
                                  > powieszonej oskarzyla cie o spowodowanie smierci postem?

                                  trochę odbiegamy w pole.
                                  przykład z mojego punktu widzenia kosmiczny. ludzie nie wieszają się
                                  tak ot, z powodu paru słów wyczytanych na forum a nawet jak
                                  napiszemy sobie bajkę i założymy ,że tamta osoba się powiesiła -
                                  szkoda by mi jej raczej nie było - musiałoby z nią być w tym wypadku
                                  wystarczająco źle, żebym zaczęła się zastanawiać jakim cudem zrobiła
                                  to dopiero teraz ;)

                                  • szarylemur Re: gin ofiaro 28.12.07, 16:48
                                    a slyszala pani o " kropce nad i" ?
                              • szarylemur drapiezna krewetko! 28.12.07, 16:25
                                mam tu taka perelke ktora zapewne skiwtujesz wydeciem usteczek
                                coz, doda ci to byc moze uroku:

                                moze panicznie sie bac okazac swoje slabosci, bo za malego zostal wytresowany do
                                tego ze okazywanie slabosci jest zabronione. Jego matka bowiem nie znosila
                                dziecka slabego, potrzebujacego jej opieki - dziecka ktorym nalezy sie zajc,
                                pomoc mu - matkowac mu.
                                Dziecko wiec staje sie grzeczne dla matki i przestaje okazaywac swoja slabosc,
                                swoje zranienia, bo wtedy byloby niewygodne dla matki.
                                Bo gdyby bylo prawdziwe, to matka by go zwrzeszczala, odrzuciala, pobila,
                                wysmiala, zostawila itp….
                                Gdy nikt temu dziecku wtedy nie da w jakis sposob znac, ze jest ranione, to
                                takie dziecko nie bedzie mialo innej mozliwosci, jak przejac poglady matki
                                (internalizacja, introjekcja), ze okazywanie slabosci, robienie bledow, nie
                                wiedzenie czegos itp, jest czyms zlym.
                                Gdy juz dziecko przejmie te poglady matki, to te poglady nie stosuje tylko do
                                oceniania innych, ale tez do oceniania siebie samego (-> ta wiecznie karcaca
                                matka w glowie)

                                Chory narcysta zyje wiec wiecznie z batem w swojej glowie. I zeby ten bat go nie
                                bil - jak kogos w deprescji - zaczyna idealizowac siebie, a wszystkie swoje
                                negatywy (prawdziwe, czy mamusiowe) projektuje na innych ludzi.
                                Dlatego z rasowymi narcystami tak ciezko jest wytrzymac. Bo im sie wydaje ze oni
                                zawsze sa w porzadku (wobec wymagan tej chorej matki w glowie), a ze tylko inni
                                sa beznadziejni i do niczego.
                                Narcysta jest takim nowym wcieleniem swojej matki terorystki, jej idealna kopia
                                - innym dowala w idenyczny sposob, w jak on byl kiedys krzywdzony przez swoja matke.

                                Np, gdy matka lubiala dziecko nigdy nieplaczace, to pozniej, jej dorosle
                                dziecko, swoj bol bedzie juz umialo ukryc przed soba i swiatem, ale bedzie
                                pogardzac lzami innych ludzi, ktorzy maja wewnetrzna wolnosc, zeby plakac.

                                Typowe dla rasowych narcyzow jest to ze nie znosza, nie toleruja spontanicznych
                                uczuc u innych - cos na zasadzie: “ja tak nie moge, to tobie tez zabronie”

                                Rasowy narcysta moze odnosic tylko sukcesy, bo przeciez jego matka potrzebowala
                                wygodnego dziecka, ktore nigdy nie ma zadnych problemow, ktore jest zawsze
                                zwycieskie, ktore prestuje, ktore nic od niej nie wymaga, jest samowystarczajace
                                pod kazdym wzgledem -> grzeczne dla niej

                                Tylko ze takie zycie to oczywiscie jedna wielka mekola. Narcysta “leczy” wiec
                                swoje emocjonalne wykastrowanie, poprzez wyzywanie sie na innych. Ci inni sa
                                wiec zawsze wszystkiemu winni - chory narcysta jest przeciez zawsze grzeczny.
                                Ci inni popelniaja bledy - narcysta bledow nie popelnia, zeby tej mamusi w
                                glowie nie doprowadzic do wscieklosci.
                                Itp itd

                                sciskam i uklony sle!
                                • veroy Re: drapiezna krewetko! 28.12.07, 16:45
                                  nie wydymam usteczek i gwałtownie nie zaprzeczam ,gdy ktoś ma rację.
                                  gratulacje, strzał w dziesiątkę :)
                                  • szarylemur Re: drapiezna krewetko! 28.12.07, 16:53
                                    sliczny teatrzyk, nie?
                                    • veroy Re: drapiezna krewetko! 28.12.07, 22:10
                                      specjalnie potwierdziłam, żeby było ciekawiej ;)
              • synvilla Re: Juz ci kiedys Veroy pisalam 27.12.07, 14:32
                co do wieszania - czy nie za poważnie to wszytsko traktujecie. może
                bardziej twórczo , synvillo, w końcu artystką jesteś, więc z jednej
                branży poniekąd :)

                ............................

                I byla to dosc burzliwa dyskusja. Masz pewnie blokady psychiczne
                jezeli ciagle nie zauwazasz tego co piszesz i nie jestes w stanie
                wczuc sie jakiego typu oddzwiek moze to na innych robic.

                Ten caly watek zalozylas w jakim celu? Aby pokazac siebie, jaka to
                w swoim mniemaniu "sile" reprezentujesz i zeby znowu klocic sie z
                innymi? Jakos dziwne, ze taka rozsadna osoba, a ciagnie ja jak
                wilka do lasu, do polemik i klotni, jak to jest mozliwe?. Ecchhh
                kobieto, czy ty znasz zycie, masz meza, dzieci, zyjesz jak inni? Co
                ty wiesz o zyciu, o cierpieniu innych ludzi? czy taplasz sie
                jedynie we wlasnym sosie i podziwie dla swojej osoby.
                Pewnie, podziwiaj siebie sama, bo nikt inny tego za ciebie nie
                zrobi.

                Po co tu piszes jezli w dupie masz psychologie i ludzi piszacych tu.
                Mnie nie interesuje motoryzacja i na forum o motoryzacji mnie nigdy
                nie ma.


                ____________________
                hem.bredband.net/waldon/
                • arsicilliana Re: Juz ci kiedys Veroy pisalam 27.12.07, 14:37
                  a nie mozecie dziewczyny choc sprobowac zrozumiec siebie nawzajem?
                  ile osob, tyle roznych perspektyw
                  nie wymagajmy od innych spelniania swoich oczekiwan
                  roznorodnosc pogladow jest pozytywna
                  z kazdej opinii mozna wyciagnac jakis wniosek dla siebie, poddac pod
                  refleksje jakis inny problem
                  mysle, ze kazdy glos ma swoja role tu do odegrania ;)
                  • female.psycho Re: Juz ci kiedys Veroy pisalam 27.12.07, 15:31
                    arsicilliana napisała:

                    > a nie mozecie dziewczyny choc sprobowac zrozumiec siebie nawzajem?
                    > ile osob, tyle roznych perspektyw
                    > nie wymagajmy od innych spelniania swoich oczekiwan
                    > roznorodnosc pogladow jest pozytywna
                    > z kazdej opinii mozna wyciagnac jakis wniosek dla siebie, poddac pod
                    > refleksje jakis inny problem
                    > mysle, ze kazdy glos ma swoja role tu do odegrania ;)

                    Tak, słusznie, Arsicilliano. Tylko, że polemikę można podjąć z kimś, kto ma pojęcie o przedmiotowej sprawie. Veroy chce dyskutować o rzeczach, na których się nie zna, ani w których nie ma doświadczenia. Jedyne, co zastanawia to jej obecność tutaj i potworna chęć udowodnienia, że osiągnęła stan równowagi duchowej, Bo to, o czym pisze to bzdury niewarte dyskusji.
                • veroy Re: Juz ci kiedys Veroy pisalam 27.12.07, 15:25
                  synvillo - o moich blokadach psychicznych już się nasłuchałam i do
                  teraz się dziwię jak taki worek psychologicznych schorzeń może
                  normalnie funkcjonować. mym pochwałom psychologicznego kunsztu,
                  który pozwolił ci mnie zdiagnozować po paru postach też nie było
                  końca ,więc nie wracajmy już do tego :)
                  • synvilla Re: Juz ci kiedys Veroy pisalam 27.12.07, 18:14
                    Wiedz veroy,ze twoje postowanie na forum jest gleboko irytujace dla
                    wiekszosci ludzi, zwlaszcza tutaj piszacych. Uwazasz, ze jedynie ty
                    funkcjonujesz normalnie? Inni nie funkcjonuja, bo pisza otwarcie o
                    swoich problemach na forum psychologia?
                    Forum psychologia jest wlasnie od tych rzeczy, chwala gazecie ze
                    takie forum istnieje.Mnie natomiast od dawna /juz od kiedy
                    zmienilas swoj nick z innego i ukazujesz sie pod pseudonimem -
                    veroy/ irytuje twoje samo schlebianie swojej proznosci.
                    I wrecz szkodliwe i niebezpieczne dla psychicznego zdrowia
                    zachowanie, ktore to propagujesz dla ludzi jako, to niby te
                    wyjatkowe i dobre. Poza tym porownujesz swoje problemy z problemami
                    innych ludzi co jest wybitnie paskudne.
                    Przeczytaj swoj wlasny watek jeszcze raz albo inne z dawniejszych
                    czasow.
                    Obluda jest pisanie, ze psychologia nie interesuje cie, a jednak
                    regularnie tutaj powracasz wtracajac swoje trzy grosze i tu i tam.
                    Skoro tacy nudni i nieciekawi ludzie tu pisza co w takim razie robi
                    taka osoba jak ty? Czego tu szukasz, moze juz znalazlas? Jestes po
                    prostu klotliwa osoba, ktora musi postawic na swoim i szuka
                    potwierdzenia siebie, prawdopodobnie w realu jestes zupelnie inna,
                    a tu za parawanem anonimowego pisania w Internecie wychodza z
                    ciebie twoje ukrywane i maskowane stronice charakteru..

                    Najpierw zaintersesuj sie psychologia choc troche poczytaj, a
                    pozniej wdawaj sie w dyskusje, malutka veroy.
                    • veroy Re: Juz ci kiedys Veroy pisalam 27.12.07, 19:26
                      synvilla napisała:

                      > Wiedz veroy,ze twoje postowanie na forum jest gleboko irytujace
                      dla
                      > wiekszosci ludzi, zwlaszcza tutaj piszacych

                      zwłaszcza dla synvilli, ale o tym już było :) normalny człowiek
                      bzdetami ,które tu wypisuje sie nie denerwuje, tylko ignoruje i ich
                      nie czyta. zresztą nie spodziewałam się wiecej twoich komentarzy
                      synvillo, z tego co nie tak dawno pisalaś wynikało, że coś tam
                      zrobiłaś ,że po zalogowaniu nie widzisz moich wątków i wypowiedzi i
                      aby je czytać musisz sie wylogowywać .pochlebia mi ,ze chce ci sie
                      tak fatygowac, by przeczytac wypociny malej veroy ;)

                      >Mnie natomiast od dawna /juz od kiedy
                      > zmienilas swoj nick z innego i ukazujesz sie pod pseudonimem -
                      > veroy/ irytuje twoje samo schlebianie swojej proznosci.

                      nie przeczę, jestem próżna :)
                      o zmianie nicku nic nie wiem. veroy to mój nick od czasu zaistnienia
                      na forach gazety.pl i innego nie posiadam ,choć schlebia mi, że
                      uważasz mnie za tak wyjątkową, że nikt inny nie mógł pisać w tak
                      napastliwym stylu :>

                      >Poza tym porownujesz swoje problemy z problemami
                      > innych ludzi co jest wybitnie paskudne.

                      porównywać wszystko lubię do siebie i podobno jest to złe >z punktu
                      widzenia jakiś społecznych wyznaczników .z punktu widzenia zdrowego
                      rozsądku (w moim wydaniu) tylko takie porówanie ma sens.
                      ogólnie słowa typu paskudne i złe nie istnieją w moim słowniku.

                      widzę natomiast ,że istnieją w twoim skoro takich używasz przy
                      ocenianiu mej skromnej osoby wg jakiś kryteriów i wzorów - mam na
                      myśli te właśnie wyznaczniki społeczne, które mówią, jak nas mamy
                      uczyły - że tak robić się nie powinno, bo to jest złe :).

                      pozwól więc, że przypomnę ci ,że oceniając kogoś wg pewnych
                      wyznaczników sama jesteś zobowiązana do stosowania się do nich (w
                      końcu we własnej opini nie chcemy zachowywać się "paskudnie").
                      pozwolę sobie więc przypomnieć ,ze z tego samego społecznego punktu
                      widzenia, z którego oceniasz moje zachowanie jako paskudne , twoje
                      zachowanie nieraz było paskudniejsze i by dać ci przykład ,jak
                      przestrzegać własnych wzorców raz dostosuję się do twoich i nie
                      zachowam się "paskudnie" poprzez sprecyzowanie, do jakiego poziomu
                      niegdyś się zniżałaś ;)

                      > Obluda jest pisanie, ze psychologia nie interesuje cie, a jednak
                      > regularnie tutaj powracasz wtracajac swoje trzy grosze i tu i tam.

                      już o tym niegdyś pisałam. powtórzę więc : powracam tu dla rozrywki,
                      gdyż moim zdaniem forum psychologia bije pod tym względem na łeb
                      forum humorum i bash :)

                      > Skoro tacy nudni i nieciekawi ludzie tu pisza co w takim razie
                      robi
                      > taka osoba jak ty?

                      nigdy nie napisałam ani nie napisałabym ,że piszą tu nudni i
                      nieciekawi ludzie. wręcz przeciwnie - uważam ,że piszą tu same
                      ewenementy ;)

                      >Jestes po
                      > prostu klotliwa osoba, ktora musi postawic na swoim i szuka
                      > potwierdzenia siebie, prawdopodobnie w realu jestes zupelnie inna,
                      > a tu za parawanem anonimowego pisania w Internecie wychodza z
                      > ciebie twoje ukrywane i maskowane stronice charakteru..

                      nie czuję potrzeby maskowania nawet najpaskudniejszych cech mojego
                      charakteru w realu , gdyż posiadam też bardzo dobre a gdybym była
                      idealna ,ludzie nabraliby podejrzeń ;)
                      powiedziałabym raczej o maskowaniu dobrych cech mojego charakteru w
                      internecie. takich nigdy nie wymieniłaś a przecież oczywiste
                      jest ,że człowiek nie może sie składać z samych wad i schorzeń
                      psychologicznych ,nawet ten istniejący w wirtualnym świecie ;)



                      • dzika.brzoza Veroy 27.12.07, 19:43
                        Jejku, ale fajnie veroy, wszyscy Cię zauważają, wszyscy o Tobie
                        piszą, ale Ty WYJĄTKOWA jesteś, no naprawdę.
                      • synvilla Re:Ja jestem jaka jestem 27.12.07, 19:45
                        i nie udaje kogos kim nie jestem i nie jestem nikomu winna tego -
                        jaka jestem. Jestem uczciwa i szczera wobec siebie i wobec innych.

                        Jezeli moja osoba tobie nie dorasta poziomem to zwyczajnie mnie nie
                        czytuj, a nie pisz metrowych arkuszy o tym co z punktu jakoby
                        spolecznego o mnie sadzisz i jak oceniasz moje zachowanie.

                        Ja juz twoje ocenialam i zrobilam to raczej dobrze.
                        • veroy Re:Ja jestem jaka jestem 27.12.07, 23:35
                          miło mi ,że w końcu doszłyśy (doszłaś ?) do porozumienia :)
                          • synvilla Re:Ja jestem jaka jestem 28.12.07, 10:52
                            Do porozumienia bedzie jak sobie założysz forum zamknięte, prywatne
                            dla takich samych jak ty- gnuśnych panien.
    • synvilla Re: stosunek do przeszłości. 26.12.07, 19:30
      nie licząc części pasjonatów psychologii ludzi na tym forum łączy ,
      jak się zdaje obecność jakiegoś nieprzyjemnego wydarzenia w
      przyszłości ,które chyba sprawiło, że zaczeliście takiego forum
      szukać - z powodzeniem.
      ..............................................

      Zaczelam tutaj pisac gdy sie zorientowalam, ze stan mojego jezyka
      polskiego po 25- latach pobytu zagranica jest bardziej niz
      fatalny:=)) W nadziei ze poprawie przynajmniej gramatyke i chec
      utrzymania jezyka polskiego na jako takim poziomie - pisze tutaj
      regularnie.

      Czy mialam przykre wydarzenia w przeszlosci? Mialam. I ciagle mi
      ich przybywa, ale chyba fakt, ze pokonuje trudnosci terazniejsze
      lezy w fakcie dobrego treningu w przeszlosci.

      Mimo to jestem pelna wyrozumialosci dla ludzkich losow i traum,
      ktore kiedys przed laty przezyli. Zapewne fakt pisania o tym na
      forum robi ze ludzie maja okazje owe problemy na nowo przerobic, a
      co za tym idzie miec jako taka mala terapie tu na forum, gdzie
      jestesmy w pwenym stopniu anonimowi.

      Pozdrawiam,
    • solaris_38 ;) 27.12.07, 20:18
      większość rzeczy wywodzi sie z nieświadomości

      gdzieś głębiej jest SEDNO
      ukryte w podświadomości korzenie

      ciągłe powroty to tylko odrosty owej stugłowej Hydry

      ludzie bardzo chą jak radzisz uciąć im głowę i nie wracać do tego
      ale ucinanie głowy nic nie daje

      poza tym ludzie mają wrodzone głębokie przekonanie chyba nie słuszne ?
      ze ktoś musi być winien

      i ze to ... nie oni
      cudze przekonanie o niewinności ich nie przekonuje :) ;) ;)





      • alicjasz0 Re: ;) 27.12.07, 22:19
        Veroy mnie również irytują ludzie płaczący nad rozlanym mlekiem i
        robiący ze swego życia antyczny dramat, ale kudy mi tam do ciebie.
        Dawno nie spotkałam osoby, która byłaby tak arogancka, pozbawiona
        odrobiny empatii z gigantycznie rozrośniętą pychą. Powinnaś zostać
        umieszczona w Sewr jako wzorzec "normalności we własnym mniemaniu".
        Nie przyszło ci nigdy do głowy, że ludzie są różni i różnie radzą
        sobie z otaczającym ich światem? Ty masz wrażliwość pantofelka i
        dobrze ci z tym, ale czym tu się zachwycać? Jesteś taka przekonana o
        swojej wyjątkowości, że nie dopuścisz żadnej myśli, która zburzyłaby
        ci to dobre mniemanie o sobie. Ciesz się póki możesz, bo kiedy
        spotka cię jakieś nieszczęście to padniesz na twarz jak długa i
        możesz już się nie podnieść. W swoim życiu spotkałam kiedyś osobę
        twojego pokroju i z przykrością patrzyłam na jej upadek. Każdy, kto
        ma takie nastawienie do siebie bardzo ryzykuje, że kiedyś w życiu
        może nie sprostać swojemu idealnemu wizerunkowi. Dużo w twoich
        wypowiedziach jadu i poczucia wyższości, ale widocznie to ten brak
        wiedzy psychologicznej nie pozwala ci dobrze ukryć tego co w tobie
        siedzi - kłótliwej baby lubiącej błyszczeć na tle mniej genialnych
        niż ona sama osób.
        • veroy Re: ;) 28.12.07, 00:06
          masz wiele racji i nieracji.
          właściwie wszytsko to prawda, za wyjątkiem kłótliwej baby -
          zapewniam cię, że jest wręcz przeciwnie.

          co zaś do upadku, w którym wyłóżę się jak długa - wiele osób czeka
          na tę "karę" za moją arogancje i całe inne zło, które opisałaś.
          Czekali już sobie całkiem spory kawałek czasu, więc przysiadłam się
          do nich by poczekać z nimi na kopa, który będąc niezłomnym dowodem
          sprawiedliwości na świecie przemieni mnie w miłą, empatyczną istotkę
          (i wszyscy żyliby długo i szczęśliwie).
          niestety nie doczekaliśmy się, dlatego uważam się za najbiednijsze
          stworzenie na świecie, bo nawet nie dostałam swojej szansy by stać
          się taką jak wy.
          • female.psycho Re: ;) 28.12.07, 00:23
            veroy napisała:

            uważam się za najbiednijsze
            > stworzenie na świecie, bo nawet nie dostałam swojej szansy by stać
            > się taką jak wy.

            Ciesz się więc rozrywką jaką daje Ci forum "psychologia". Skocz też na forum "choroby nieuleczalne". Tam też możesz się pośmiać, bo przecież Tobie się poszczęściło, przynajmniej jak dotąd. Unikaj forów tematycznych, bo tam trzeba się konkretną wiedzą wykazać. Za umiejętność radzenia sobie z błachymi problemami nikt Ci tam klaskać nie będzie:) Poszukaj może forum "psychologia błachych problemów i szczęśliwego dzieciństwa", albo "psychologia dla bardzo początkujących". Z tego, co piszesz to coś w sam raz dla Ciebie:)
            • veroy Re: ;) 28.12.07, 08:38
              jakoś nie widzę, żeby na forach tematycznych potrzebna była
              konkretna wiedza a to forum spokojnie mogłoby się
              nazywać ;psychologia błachych problemów', skoro 3/4 piszących tutaj
              to złamane ,nastoletnie serca a 1/4 kłoci się ze mną albo stawia im
              fantastyczne diagnozy ;)
              • female.psycho Re: ;) 28.12.07, 12:26
                veroy napisała:

                > jakoś nie widzę, żeby na forach tematycznych potrzebna była
                > konkretna wiedza

                Oj, potrzebna jest i to bardzo:) Ale dziękujemy Ci. Czym byłoby forum "psychologia" bez zrównoważonej emocjonalnie i cieszącej się pięknymi wspomnieniami z dzieciństwa Veroy?:) Czym byłoby forum "Zabytki Warszawy", gdyby wypowiadali się na nim tylko eksperci? Czym w końcu byłoby forum "schizofrenia" bez złotych rad w stylu Veroy? Przecież wystarczy osobie z rozdwojeniem jaźni powiedzieć: "weź się chłopie nie wygłupiaj":))))


                >a to forum spokojnie mogłoby się
                > nazywać ;psychologia błachych problemów', skoro 3/4 piszących tutaj to złamane ,nastoletnie serca

                Złamane nastoletnie serce to taki sam problem jak każdy inny. O randze problemu nie stanowi jego obiektywna waga, lecz cierpienie jakie sprawia człowiekowi. I to jest podstawa psychologii. Od tego zacznij swoje rozmyślania na jej temat.
                • veroy Re: ;) 28.12.07, 13:33
                  > Złamane nastoletnie serce to taki sam problem jak każdy inny. O
                  randze problemu
                  > nie stanowi jego obiektywna waga, lecz cierpienie jakie sprawia
                  człowiekowi. I
                  > to jest podstawa psychologii. Od tego zacznij swoje rozmyślania na
                  jej temat.

                  jestem innego zdania. takie delikatne podejście czyni z ludzi
                  inwalidów.
                  • female.psycho Re: ;) 28.12.07, 14:33
                    veroy napisała:

                    > takie delikatne podejście czyni z ludzi
                    > inwalidów.

                    I tak doszliśmy do sedna sprawy. Psychologia jest dla tych, z których inwalidów zrobili rodzice. Różnym podejściem - czasem zbyt delikatnym, czasem zbyt brutalnym. Nie masz pojęcia w jakim cierpieniu psychicznym mogą żyć ludzie, po których tego wcale nie widać. Oni nie chcą tak żyć, ani nie chcą, by ktoś widział ich płacz, lub gniew. I dla nich jest psychologia, więc jeśli nie nosisz w sobie żalu, nienawiści i gniewu - nigdy tego nie zrozumiesz.
                    • female.psycho Re: ;) 28.12.07, 14:50
                      ...ale to są skomplikowane sprawy. Czasem bywa tak, że oprawca i ofiara mają identyczne charakterki i przez całe życie drą koty, wyżywają się na otoczeniu i nikt nie myśli o żadnym psychologu. Psycholog jest potrzebny, kiedy rodzic swoim bezmyślnym wychowaniem zwyczajnie spieprzył życie wrażliwemu z natury dziecku. Dla małego dziecka wyrocznią jest rodzic. I choć z serca dziecka wyrywa się zupełnie inny system wartości - rodzic wpaja/pokazuje mu inny. Rodzic ma psychiczną władzę nad dzieckiem. I takie właśnie przypadku przemocy psychicznej prowadzą do inwalidztwa.
                      • veroy Re: ;) 28.12.07, 15:08
                        zgadzam się. najważniejszy jest złoty środek.
                    • veroy Re: ;) 28.12.07, 15:15
                      nie powiedziałabym "psychologia" lecz raczej psycholog jest dla
                      tych, o których piszesz.

                      w następnej wypowiedzi mówiłaś coś o systemie wartości. tu też
                      powinnaś jak na mój gust użyć innego sformułowania. system wartości
                      wartości nie wynika z człowieka jako tako ,lecz jest nadany i
                      kształtowany orzez otoczenie - głównie rodzinę (dotyczy dzieci
                      najmłodszych), następnie przez rówieśników.
                      • female.psycho Re: ;) 28.12.07, 15:22
                        veroy napisała:

                        > nie powiedziałabym "psychologia" lecz raczej psycholog jest dla
                        > tych, o których piszesz.

                        Wszystko jedno.

                        > w następnej wypowiedzi mówiłaś coś o systemie wartości. tu też
                        > powinnaś jak na mój gust użyć innego sformułowania. system wartości
                        > wartości nie wynika z człowieka jako tako ,lecz jest nadany i
                        > kształtowany orzez otoczenie - głównie rodzinę (dotyczy dzieci
                        > najmłodszych), następnie przez rówieśników.

                        Nie wiadomo, do czego się odnosisz tutaj. Kupy się nie trzyma, ale gdybyśmy chwyćmy się pojęcia "system wartości": poczytaj sobie o natywizmie.
                        • veroy Re: ;) 28.12.07, 15:42
                          female.psycho napisała:

                          > veroy napisała:
                          >
                          > > nie powiedziałabym "psychologia" lecz raczej psycholog jest dla
                          > > tych, o których piszesz.
                          >
                          > Wszystko jedno.

                          zasadnicza różnica.

                          co się zaś tyczy kształtowania systemu wartości - miałam to na
                          kursie z behawioryzmu, ale ty znów wiesz lepiej.

                          nie mam pojęcia czym jest natywizm.
                          możesz wziąć przykład i przestać udawać, że o psychologii wiesz
                          wszystko.




                          • female.psycho Re: ;) 28.12.07, 15:47
                            veroy napisała:

                            > nie mam pojęcia czym jest natywizm możesz wziąć przykład i przestać udawać, że o psychologii wiesz wszystko.

                            :) O psychologii wiem bardzo mało, nie jestem psychologiem. Natomiast o natywizmie wspomniałam w kontekście budowania systemu wartości i nic złosliwego w tym nie było. Nawet zaskoczyłabyś mnie, gdybyś wiedziała co to jest. Ja sama niedawno się dowiedziałam i korzystam z tego. To wszystko. W końcu poszerzamy swoje horyzonty, prawda?:)
                            • veroy Re: ;) 28.12.07, 15:54
                              zestaw 'o psychologii wiem bardzo mało' z brutalnym sposobem ,w jaki
                              wytykalas mi brak wiedzy w tej dziedzinie. tam tez jest jeszcze
                              horyzont do rozwinięcia ;)
                              • female.psycho Re: ;) 28.12.07, 16:09
                                veroy napisała:

                                > zestaw 'o psychologii wiem bardzo mało' z brutalnym sposobem ,w jaki
                                > wytykalas mi brak wiedzy w tej dziedzinie. tam tez jest jeszcze
                                > horyzont do rozwinięcia ;)

                                Cóż, jestem skromną osobą:) Wiem bardzo mało o psychologii, ale więcej, niż Ty.
                                • veroy Re: ;) 28.12.07, 16:51
                                  szkoda ,że w praktyce tego nie pokazałaś, tylko ograniczyłaś się do
                                  wytykania i wypraszania (!) z forum.

                                  gdybyś wiedziała wystarczająco dużo, nie musiałabyś okazywać swego
                                  braku gościnności a ja nie musiałabym cie uświadamiać, że najlepsym
                                  sposobem pozbycia się osób mego pokroju jest brak reakcji. moze
                                  wtedy przestałabyś namiętnie komentować, nawet moje odpowiedzi do
                                  innych osób ;)
                                  • female.psycho Re: ;) 28.12.07, 17:00
                                    veroy napisała:

                                    > szkoda ,że w praktyce tego nie pokazałaś, tylko ograniczyłaś się do
                                    > wytykania i wypraszania (!) z forum.
                                    >
                                    > gdybyś wiedziała wystarczająco dużo, nie musiałabyś okazywać swego
                                    > braku gościnności a ja nie musiałabym cie uświadamiać, że najlepsym
                                    > sposobem pozbycia się osób mego pokroju jest brak reakcji. moze
                                    > wtedy przestałabyś namiętnie komentować, nawet moje odpowiedzi do
                                    > innych osób ;)

                                    Ależ nigdy nie wypraszałam Cię z forum!:) Wręcz przeciwnie; zachęcałam do korzystania z rozrywki, jakiej ono Ci dostarcza, a nawet podsuwałam inne, równie "rozrywkowe" fora:) Namiętnie komentuję Twoje wypowiedzi, ponieważ wzbudzają moje zainteresowanie ze względów osobistych. Zupełnie niedawno myślałam i czułam podobnie, jak Ty. Już o tym pisałam.
                                    • alicjasz0 Re: ;) 28.12.07, 21:08
                                      Neroy, czy ty nie jesteś zbyt wymagająca dla bywalców tego forum?
                                      Popisujesz się ignorancją i arogancją trudną do przełknięcia dla
                                      większości ludzi a bulwersuje cię brak gościnności? To tak jakbyś
                                      przyszła do kogoś z wizytą i już na wstępie uświadomiła gospodarza,
                                      że jest od ciebie głupszy, sprawy, które go interesują są bzdurne,
                                      ale ty zrobisz mu łaskę zaszczycając swoim towarzystwem. Faktycznie
                                      niewiele wiesz o psychologii skoro oczekujesz innej reakcji niż
                                      pokazanie drzwi. Czytając twoje posty doszłam do wniosku, że jesteś
                                      tak wielkim autorytetem dla siebie samej, że każda dyskusja z tobą
                                      jest bezcelowa. Przyznajesz się, że brak ci wiedzy, ale za tym nie
                                      idzie żadna refleksja. Większość ludzi, gdy zda sobie sprawę, że
                                      czegoś nie wie stara się to nadrobić, ale nie ty. Przykład, nie
                                      wiesz, co to jest natywizm, ale przecież dalej możesz trwać przy
                                      swoim i negować, że coś takiego istnieje. Dobrze wiesz, co każdy
                                      człowiek czuje i co ważniejsze, co powinien czuć. Gdy brak ci
                                      argumentu zaczynasz ironizować, bo, po co dopuszczać do siebie
                                      jakieś wątpliwości. Bardzo pogardliwie oceniasz każdego, kto nie
                                      jest taki "genialny" jak ty. Powinnaś jednak przyjąć, że jest wielu
                                      ludzi, szczególnie na forum humanistycznym, jakim jest psychologia,
                                      dla których empatia, delikatność, wrażliwość nie są pustymi słowami
                                      i twoja postawa nie zostanie zaakceptowana. Można się różnić, ale
                                      trzeba okazywać interlokutorowi, chociaż trochę szacunku a ty tego
                                      nie umiesz. Myślę, że jednak jest z tobą coś nie tak, bo jesteś zbyt
                                      agresywnie i bezwzględnie nastawiona do ludzi, których uważasz za
                                      słabszych i gorszych od siebie. Jestem skłonna zgodzić się z opinią,
                                      że jesteś narcyzem, który ze wszystkich sił broni swojego
                                      zafałszowanego wizerunku. Chcesz uchodzić za osobę silną,
                                      zrównoważoną, pozbawioną jakichkolwiek ułomności a jako scenę do
                                      odegrania tej roli wybrałaś forum.
                                      • veroy Re: ;) 28.12.07, 22:54
                                        napisałaś :

                                        > Neroy, czy ty nie jesteś zbyt wymagająca dla bywalców tego forum?
                                        > Popisujesz się ignorancją i arogancją trudną do przełknięcia dla
                                        > większości ludzi a bulwersuje cię brak gościnności? To tak jakbyś
                                        > przyszła do kogoś z wizytą i już na wstępie uświadomiła
                                        gospodarza,
                                        > że jest od ciebie głupszy, sprawy, które go interesują są bzdurne,
                                        > ale ty zrobisz mu łaskę zaszczycając swoim towarzystwem.
                                        Faktycznie
                                        > niewiele wiesz o psychologii skoro oczekujesz innej reakcji niż
                                        > pokazanie drzwi.

                                        zwróć uwagę ,że to jest wątek założony przeze mnie a więc
                                        analogicznie do twego porównania - ja jestem tu gospodarzem. w
                                        praktyce oznacza to tyle, że każda czytająca go osoba robi to na
                                        własną odpowiedzialność ,każdy zaś komentujący komentuje dobrowolnie.
                                        po co goście przychodzą do chamskiego gospodarza , w dodatku tak
                                        często i tłumnie ? ;) i jakim prawem wyrzucają go z jego własnego
                                        domu ?

                                        >Większość ludzi, gdy zda sobie sprawę, że
                                        > czegoś nie wie stara się to nadrobić, ale nie ty.

                                        By nadrobić musiałabym mieć pewność ,że rację ma druga osoba a ja
                                        popełniam rażące błedy. jak dotychczas jeszcze nie padły żadne
                                        przekonywujące argumenty. właściwie nie padły żadne argumenty, bo
                                        ten wątek składa się wyłącznie z bluzg i podszczypywania. Biorąc pod
                                        uwagę, że wciąż utrzymuje się na górze i jest najczęściej
                                        komentowany, jedyne ,co mi przychodzi w związku z tym na myśl, to
                                        fakt, że najwyraźniej forumowi eksperci w bluzganiu czują się
                                        pewniej niż w konkretnym odpowiadaniu na rozpaczliwe wołanie o
                                        pomoc ;)

                                        >Przykład, nie
                                        > wiesz, co to jest natywizm, ale przecież dalej możesz trwać przy
                                        > swoim i negować, że coś takiego istnieje.

                                        nigdy nie negowałam istnienia natywizmu - wyrażaj się prezycyjnie i
                                        nie naciagaj, proszę.
                                        biorąc pod uwagę, że wielu użytkowników tego forum nie wie, co to
                                        jest behawioryzm, brak znajomości definicji natywizmu nie wydaje mi
                                        się wielkim grzechem .

                                        Gdy brak ci
                                        > argumentu zaczynasz ironizować, bo, po co dopuszczać do siebie
                                        > jakieś wątpliwości.

                                        napisałaś konkretny post ze sprecyzowanymi oskarżeniami, więc
                                        odpowiadam konkretnie argumentując (podobnie jak przy innych
                                        konkretnych postach, których jest tu niewiele). argumentów brakuje
                                        mi przy postach, które powstały ze złośliwości lub by zaspokoić
                                        potrzebę autora, chcącego mieć ostatnie słowo - w tych nie ma czego
                                        argumentować :) ironizuję zaś i żartuję cały czas.

                                        >Powinnaś jednak przyjąć, że jest wielu
                                        > ludzi, szczególnie na forum humanistycznym, jakim jest
                                        psychologia,
                                        > dla których empatia, delikatność, wrażliwość nie są pustymi
                                        słowami
                                        > i twoja postawa nie zostanie zaakceptowana.

                                        przyjmuję i liczę się z tym, że moja postawa nie jest akceptowana.

                                        >Można się różnić, ale
                                        > trzeba okazywać interlokutorowi, chociaż trochę szacunku a ty tego
                                        > nie umiesz.

                                        uczę się tego w zyciu i przychodzi mi to z trudem. wcześniej równie
                                        opornie wchodziła mi dyplomacja, ale na szczęscie tę sztukę z bólem
                                        i męką w końcu opanowałam :)

                                        >Myślę, że jednak jest z tobą coś nie tak, bo jesteś zbyt
                                        > agresywnie i bezwzględnie nastawiona do ludzi, których uważasz za
                                        > słabszych i gorszych od siebie.

                                        myślę, że ocenianie stopnia mojej psychopatyczności na podstawie
                                        wypowiedzi z internetowego forum jest jak ocenianie stopnia
                                        psychopatyczności Woody'ego Allen'a na podstawie jego wystepów :)
                                        zresztą o odgrywaniu roli pisałas dalej i z tym się w większości
                                        zgadzam.

                                    • veroy Re: ;) 28.12.07, 22:18
                                      "To po cholerę tu włazisz i chwalisz się swoim brakiem problemów
                                      przed ludźmi, którzy je mają? Idź na forum "szaradziarstwo",
                                      albo "robótki ręczne" i ogłoś"

                                      specyficzny masz sposób zachecania ;)
                                      • female.psycho Re: ;) 28.12.07, 22:31
                                        veroy napisała:

                                        > "To po cholerę tu włazisz i chwalisz się swoim brakiem problemów
                                        > przed ludźmi, którzy je mają?"
                                        >
                                        > specyficzny masz sposób zachecania ;)

                                        Witaj Veroy, miło znów Cię widzieć:) Ależ to po prostu pytanie podszyte ironią. Zachęcałam do pozostania w innym poście (i nadal zachęcam:)
                                        • veroy Re: ;) 28.12.07, 23:00
                                          niech twoja ambicja posiadania ostatniego słowa bedzie
                                          zaspokojona :) miłej nocy.
                                          • female.psycho Re: ;) 29.12.07, 00:12
                                            No niestety, dopiero teraz mogę zaspokoić "ambicję posiadania ostatniego słowa" w potyczkach z Veroy:)

                                            Oto zaspokajam:

                                            Ciekawe jest, że uparcie ignorujesz banalne, niezbite i oczywiste argumenty, które (w różnych formach) padają w większości postów Twoich adwersarzy. Nie będę ich przytaczać, bo i tak się do nich nie odniesiesz. Po prostu, Veroy, nie jesteś na to gotowa. I w porządku.
      • veroy Re: ;) 27.12.07, 23:54
        moim zdaniem to nie jest kwestia podświadomości ,ani przekonanie o
        tym, że ktoś musi być winien nie wydaje mi się wrodzone.

        wydaję mi się, że ludzie są trochę "źle" nauczeni, mają pewne rzeczy
        wpojone od społeczności w jakiej żyją - takie przykazania, jak
        chrześcijańskie - zwykle dobre i z sensem, często pozbawione
        uzasadnienia.

        tak moim zdaniem jest z tym, że ktoś zawsze musi być winny. Szukanie
        winnych w pewnych sytuacjach prowadzi co najwyzej do frustracji, ale
        nieraz jest konieczne, by sprawę sobie "odpuścić".
        Z doświadczenia wiem, że nawet tak błache stwierdzenie jak "winna
        jestem ja, otoczenie a najwięcej zwykły pech" (do którego jednak
        dochodziło sie tygodniami ;) )coś daje i o wiele łatwiej przejśc nad
        tym do porządku dziennego.

        Ponadto uświadomienie sobie własnej winy i zapamiętanie popełnionego
        błędu minimalizuje szanse popełnienia nastepnego ,czego
        uświadomienie sobie nastraja pozytywnie i oswaja z zaistaniałym
        problemem. Nie wiem jak u innych ,ale mnie też lepiej się zapomina,
        gdy wiem, że coś było z mojej winy - właśnie przez fakt, że dwa razy
        nie popełniam danego błedu i czuję sie trochę jakbym jakieś
        nieuniknone zło miałam za sobą - odhaczone ;)
        Najwiekszą bronią w moim zapominaniu było jednak pozytywne
        nastawienie nawet do osoby krzywdzącej - dopiero wtedy mogłam
        powiedzieć ,że po tym wydarzeniu nie ma nawet śladu.
        • synvilla Re: Postępujacy progres, Veroy. 28.12.07, 11:37
          Poza tym,że zapewne żyjąc w Polsce piszesz i wysławiasz
          swoje 'złote myśli' gorzej niż ja po 25 latach pobytu za granicą.
          W ostatnich tekstach widać postępujący progres, czyli idziesz ku
          lepszemu. Lampka oświecenia zabłysła w twojej głowie.


          .........................................
          wpojone od społeczności w jakiej żyją - takie przykazania, jak
          chrześcijańskie - zwykle dobre i z sensem, często pozbawione
          uzasadnienia.

          ...................

          Nie umniejszaj wartosci przykazań. Owe nieuzasadnione dla ciebie
          przykazania są podwalinami naszej całej kultury. I na owe czasy,
          gdy powstawały, były czymś na miarę wynalazku komputera.
          Więc miej trochę więcej szacunku dla pierwotnej historii ludzkosci.
          .....................................
          winnych w pewnych sytuacjach prowadzi co najwyzej do frustracji,
          ale
          ....................................................

          Ofiara zazwyczaj dobrze wie kto jest jej katem.

          .....................
          nieraz jest konieczne, by sprawę sobie "odpuścić".

          ........................

          Tzw. Odpuszczanie jak to okreslasz w rzeczywistosci wiedzie do
          wielu psychosomatycznych problemów zdrowtnych.
          Odpuszczac mozna, jezeli winny przyzna sie do popełnionych win i
          gorzko za nie załuje.Poza tym obieca, ze wiecej tego nie zrobi.Ale
          to trzeba tzw. autentyzmu, którego wiekszosci 'katom' po prostu
          brak.



          ............................................
          Najwiekszą bronią w moim zapominaniu było jednak pozytywne
          nastawienie nawet do osoby krzywdzącej - dopiero wtedy mogłam
          powiedzieć ,że po tym wydarzeniu nie ma nawet śladu.
          ..................

          Jak sama to piszesz "bronią" stworzyłas sobie taki system obronny,
          który na ciebie działa to jest tzw. represja. Jednak dla wielu
          innych ludzi taki model postępowania jest bardzo szkodliwy.

          Ludzie, którzy stosują w bardziej świadomy lub mniej -
          represje /ang. repress/ blokują swoją życiową energię.To są często
          osoby, które latami siedzą u psychologów dochodząc do sedna prawdy
          o sobie i walcząc z przykładowo ze żródłami depresji, czy lęków.
          Poza tym jest to tzw. pozytywne nastawienie do osoby krzywdzacej-
          fałszem i nieuczciowoscią wobec siebie samego.
          To tak jakby podwójnie zrobic sobie krzywdę.Raz z rąk tzw. "kata" a
          raz ze własnych rak, gdzie sama siebie krzywdzisz umniejszając
          wartosc swojego problemu, czym samym -siebie samej.

          Zaden normalny człowiek nie ma pozytywnego nastawienia do kogoś kto
          go krzywdzi. I tego nie wolno od ludzi wymagać.


          Ja widzę cie jako bardzo młodą osobę na przedbiegach ścieżki
          zycia. I mam nadzieję, ze kiedys los tak toba pokieruje, ze
          zainteresujesz się psychologią i ze wstydem bedziesz wspominała te
          bzdury, które tu wypisujesz.
          • veroy Re: Postępujacy progres, Veroy. 28.12.07, 13:31
            wiesz synvillu na czym to polega ?
            jesli ktoś nie zniechęca się mimo pierwszeo wrażenia i rozmawia ze
            mną na poziomie, to ja jestem miła i rozmawiam na poziomie.
            dlatego z tobą dogadać się nie potrafię ;)
            • synvilla Re: Postępujacy progres, Veroy. 28.12.07, 21:32
              A moze ty zrobisz ten pierwszy zachecajacy krok, nie przyszlo ci
              cos takiego do glowy.
              • veroy Re: Postępujacy progres, Veroy. 28.12.07, 22:14
                ty zrobiłaś pierwszy zniechęcający krok .pamiętasz dyskusje o
                małżeństwie z wzajemnym przyzwoleniem na zdradę ? przypomnij sobie
                swoje pierwsze posty do mnie. ja pamietam.
                • synvilla Re: Uwazaj abys dobrze 28.12.07, 22:36
                  spala po nocach, bo to wielki stres czytac moje posty.
                  • veroy Re: Uwazaj abys dobrze 28.12.07, 22:57
                    wg miarki małego człowieczka - być może.
                    Ale dla wielkiej Veroy nie ma wielkich stresów ;)
                    • synvilla Re: Jaka rekalama o sobie, jak na targu z jajami 28.12.07, 23:19
                      veroy napisała:

                      > wg miarki małego człowieczka - być może.
                      > Ale dla wielkiej Veroy nie ma wielkich stresów ;)

                      ...............................................................
                      tzw. "wielka" veroy jest przepełniona stresem , chamstwem i
                      arogancją więc juz tego nie czujesz jedynie emanujesz chamstwem
                      jak kłotliwa przekupa na targu.

                      Od samego twojego pojawienia się na tym forum jestes przeze mnie
                      wybitnie nielubiana.
                      Nie znam cie, ale wiem jedno przy moim temperamencie zle by się
                      skonczyło spotkanie z tobą w realu.Zwłaszcza dla ciebie.


                      Gospodarz się dalej na FP życzę pwodzenia i uważaj tylko abyś za
                      duzo gnoju tu nie narobiła.
                      • veroy Re: Jaka rekalama o sobie, jak na targu z jajami 29.12.07, 10:13
                        Synvilla:

                        > Od samego twojego pojawienia się na tym forum jestes przeze mnie
                        > wybitnie nielubiana.
                        > Nie znam cie, ale wiem jedno przy moim temperamencie zle by się
                        > skonczyło spotkanie z tobą w realu.Zwłaszcza dla ciebie.

                        zdaję sobię sprawę, że wybitnie mnie nie lubisz. nawet nie starałaś
                        się tego ukryć i w jednym wątku nieźle nabluzgałaś. ja cię lubię
                        najbardziej z tego forum - i wierz mi - mówię to wyjątkowo bez
                        cienia ironi.
                        To ty dostarczasz mi tu najwięcej atrakcji ,zaczynasz sypać
                        pieprzem, często komentujesz moje wątki i utrzymujesz je wciąż na
                        górze - słowem - bez ciebie nie istniałabym na tym forum a moje
                        watki ginęłyby śmiercią naturalną po kilku godzinach.
                        Kolejną osobą ,której w tym miejscu powinnam podziękować jest z tego
                        samego powodu femme fatale :)

                        > tzw. "wielka" veroy jest przepełniona stresem , chamstwem i
                        > arogancją więc juz tego nie czujesz jedynie emanujesz chamstwem
                        > jak kłotliwa przekupa na targu.

                        stresem jestem przepełniona, ale w realu i nie w tym okresie
                        świąteczno- sylwestrowym. zastanawiałaś się może, dlaczego piszę tu
                        tylko okresowo a później znikam na dłużej? jak się pewnie
                        domyślasz ,mierzę w życiu wysoko a by nie skończyło się na marzeniu
                        wypruwam sobie flaki.

                        kłótliwą przekupą z targu też się nie czuję. ja atakuję i wytykam.
                        nie krzyczę i nie bluzgam.






                        • synvilla Re: Czyżby? 29.12.07, 10:56
                          W twojej autoreklamie o sobie jaką tu prezentujesz, jest dużo z
                          taniej przekupy. Prostej mało skomlikowanej baby, grającej teatrzyk
                          na środku targu i z powodzeniem sprzedającej zgniłe jaja naiwnym
                          klientom.
                          Jestes osobą mało wyraźną i wrażliwą, osobiscie już wolę osoby
                          bardziej dosadnie wypowiadajace się, bo wiem, ze ktoś taki będąc
                          szczery wobec siebie samego jest szczery też, przy okazji, wobec
                          mnie.
                          Ty natomiast nie jesteś szczera ze swoimi uczuciami, przede
                          wszystkim nie wobec siebie samej.
                          Czytajac ten cały wątek widzę, ze tak właśnie jest.
                          Sednem sprawy jest niezaprzeczalny fakt, że co by to nie było co
                          ciebie doprowadziło do tego stanu psychicznego w jakim jesteś, to
                          nie masz prawa ingerowac swoimi nieprzemyślanymi uwagami w
                          sytuacje życiowe tych ludzi, którzy tu piszą. To co dla ciebie moze
                          okazać się bagatelną błahostką dla innej osoby jest wielkim
                          dramatem.
                          I jezeli nie jestes w stanie tego pojąć, to won z tego kąta!


                          Ps.

                          Zauważ słowa -skomplikowane i błahe- i zaglądaj od czasu, do czasu
                          do słownika ortograficznego. Takie podstawowe błędy u osoby
                          zmierzajacej 'ku gwiazdom' są wybitnie żenujace.
                          • veroy Re: Czyżby? 29.12.07, 12:53
                            synvilla napisała:

                            > W twojej autoreklamie o sobie jaką tu prezentujesz, jest dużo z
                            > taniej przekupy. Prostej mało skomlikowanej baby, grającej
                            teatrzyk
                            > na środku targu i z powodzeniem sprzedającej zgniłe jaja naiwnym
                            > klientom.

                            zastanawiałaś kto gra rolę naiwnych klientów ?

                            > Jestes osobą mało wyraźną i wrażliwą, osobiscie już wolę osoby
                            > bardziej dosadnie wypowiadajace się, bo wiem, ze ktoś taki będąc
                            > szczery wobec siebie samego jest szczery też, przy okazji, wobec
                            > mnie.

                            rozumiem,ze dosadne wypowiadanie dla ciebie jest równoznaczne z
                            bluzganiem i świadczy o szczerości.

                            > Ty natomiast nie jesteś szczera ze swoimi uczuciami, przede
                            > wszystkim nie wobec siebie samej.
                            > Czytajac ten cały wątek widzę, ze tak właśnie jest.
                            > Sednem sprawy jest niezaprzeczalny fakt, że co by to nie było co
                            > ciebie doprowadziło do tego stanu psychicznego w jakim jesteś, to
                            > nie masz prawa ingerowac swoimi nieprzemyślanymi uwagami w
                            > sytuacje życiowe tych ludzi, którzy tu piszą. To co dla ciebie
                            moze
                            > okazać się bagatelną błahostką dla innej osoby jest wielkim
                            > dramatem.
                            > I jezeli nie jestes w stanie tego pojąć, to won z tego kąta!

                            synvillo, od początku do końca dyskutowanie z tobą sprowadza się do
                            ciągłego oceniania mnie i diagnozowania moich rzekomych schorzeń
                            psychicznych. mówiłam ci to już nieraz, powiem jeszcze raz i
                            przypomnę, że ja nigdy ciebie nie oceniałam i nie próbowałam ci
                            udowodnić, że coś z tobą jest nie tak - nie mając żadnych
                            konkretnych dowodów, argumentów, znając cię wyłącznie z forum
                            zwyczajnie wychodzę z założenia ,że za mało o tobie wiem ,by
                            cokolwiek o tobie móc powiedzieć a nawet jak, to jakos nie mam
                            potrzeby udowodnienia ci, że jestem lepsza bo nie zachowuję się tak
                            jak ty i jestem zdrowa psychicznie - taki właśnie komunikat płynie z
                            twego zachowania (nie wypowiedzi lecz dążeń).
                            jesli chodzi o won z tego kąta przeczytaj jeszcze raz koniec wątku
                            bo najwyraźniej coś ci umknęło.

                            > Ps.
                            >
                            > Zauważ słowa -skomplikowane i błahe- i zaglądaj od czasu, do czasu
                            > do słownika ortograficznego. Takie podstawowe błędy u osoby
                            > zmierzajacej 'ku gwiazdom' są wybitnie żenujace.

                            zgadzam się z tobą ,ale mogłabyś sprecyzować w którym słowie
                            zrobiłam błąd ortograficzny - na pewno zapamiętałabym poprawną
                            wymowę i byłby z tego jakiś pożytek.





                        • female.psycho Podnoszę wątek:) 29.12.07, 12:39
                          veroy napisała:

                          > To ty dostarczasz mi tu najwięcej atrakcji ,zaczynasz sypać
                          > pieprzem, często komentujesz moje wątki i utrzymujesz je wciąż na
                          > górze - słowem - bez ciebie nie istniałabym na tym forum a moje
                          > watki ginęłyby śmiercią naturalną po kilku godzinach.
                          > Kolejną osobą ,której w tym miejscu powinnam podziękować jest z tego
                          > samego powodu femme fatale :)

                          Domyślam się, że to do mnie, miło mi:). To nie Synvilla podtrzymuje Twój wątek. To Ty to robisz odpowiadając na każdy dosłownie post. Nie czytałam co prawda ani jednej Twojej wypowiedzi poza tym wątkiem (który wybitnie mnie zajmuje), ale ja również muszę Ci podziekować za ten dość irytujący (z powodów osobistych; może nie do końca przestałam być taka jak Ty i utrudnia mi to psychoterapię), ale także bardzo rozrywkowy wątek. Ciekawie patrzeć jak pieczołowicie wypierasz urazy, jak spychasz je w podświadomość. I powiem Ci coś ważnego: być może nigdy nie będziesz musiała się z tym zmierzyć, bo być może nigdy nie wydarzy się w Twoim życiu nic wielkiego. Po to jest ta siła i wypieranie. Służy w normalnym życiu, bo inaczej byśmy się zamęczyli. Warto jednak postawić na rozwój osobowości. Tak po prostu, bez zadęcia i bez kompleksów. Tylko do tego trzeba dorosnąć. I to żaden wstyd, że jeszcze nie dorosłaś, w końcu jesteś jeszcze bardzo młoda i jak na moje oko Twój rozwój przebiega normalnie. Ten bunt przeciwko słabości nawet mi się podoba u młodzieży. Tylko wrażliwości Ci niestety brakuje, bo właśnie przez takich jak Ty powiesiła się ta biedna dziewczyna, której gwałt nagrano na komórkę. Wystarczyłaby jednak silna, mądra i wrażliwa osoba, by zapobiec tej tragedii i doprowadzić do psychoterapii tę dziewczynę. Niestety, nikt taki nie pojawił się obok niej w odpowiednim miejscu i czasie.
                          • veroy Re: Podnoszę wątek:) 29.12.07, 13:06
                            > Domyślam się, że to do mnie, miło mi:). To nie Synvilla
                            podtrzymuje Twój wątek.
                            > To Ty to robisz odpowiadając na każdy dosłownie post.

                            też prawda, ale gdyby nie było postów nie byłoby na co odpowiadać,
                            więc jednak bezpośrednią przyczyną jest synvilla.

                            >Ciekawie patrzeć jak pieczołowicie wypierasz u
                            > razy, jak spychasz je w podświadomość.

                            żeby były urazy, trzeba oberwać. prowokuje ciebie i synville, ale
                            nie wymierzacie konkretnych ciosów. zawsze trafiacie gdzieś obok bo
                            nie popieracie zarzutów argumentami.

                            I powiem Ci coś ważnego: być może nigdy
                            > nie będziesz musiała się z tym zmierzyć, bo być może nigdy nie
                            wydarzy się w Tw
                            > oim życiu nic wielkiego

                            doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

                            Ten bunt przeciwko słabości na
                            > wet mi się podoba u młodzieży.

                            czy naprawdę wydaje ci się ,że ten bunt charakteryzuje tylko
                            młodzież ? poszukaj w grupach zawodowych. każda coś ma
                            charakterystycznego.

                            Tylko wrażliwości Ci niestety brakuje, bo właśni
                            > e przez takich jak Ty powiesiła się ta biedna dziewczyna, której
                            gwałt nagrano
                            > na komórkę

                            z mojego punktu widzenia ona powiesiła się przez własną
                            nadwrażliwość. Wg ostatecznej wersji zdarzeń gwałtu tez wtedy nie
                            było.






                            • female.psycho Re: Podnoszę wątek:) 29.12.07, 13:23
                              veroy napisała:

                              > też prawda, ale gdyby nie było postów nie byłoby na co odpowiadać,
                              > więc jednak bezpośrednią przyczyną jest synvilla.

                              Oraz Szarylemur, ja i kilka innych osób.

                              > żeby były urazy, trzeba oberwać. prowokuje ciebie i synville, ale
                              > nie wymierzacie konkretnych ciosów. zawsze trafiacie gdzieś obok bo nie popieracie zarzutów argumentami.

                              :) Dobre. Nikt tu nie jest w stanie spowodować u Ciebie urazów, konkretnych ciosów też nie widzę i na forum psychologia nie chodzi o walkę. Trafiamy w dziesiątkę, ale Ty się usuwasz i myślisz, że to obok, bo nie jesteś gotowa, by zrozumieć oczywiste argumenty, którymi jednak popieramy swoje wypowiedzi. Niestety, zupełnie ich nie dostrzegasz.

                              > czy naprawdę wydaje ci się ,że ten bunt charakteryzuje tylko
                              > młodzież ? poszukaj w grupach zawodowych. każda coś ma
                              > charakterystycznego.

                              Owszem, a młode osoby u progu dorosłości charakteryzuje bunt przeciwko WŁASNEJ słabości. Naturalne i pożądane. U Ciebie jednak ten bunt jest podejrzanie dosadny i okraszony chęcią "dowalenia" tym, którzy są słabsi, albo na okazanie słabości sobie pozwalają, choćby opisując swoje problemy na forum i dając upust swojej złości, rozpaczy. Mają do tego prawo.

                              > z mojego punktu widzenia ona powiesiła się przez własną
                              > nadwrażliwość. Wg ostatecznej wersji zdarzeń gwałtu tez wtedy nie
                              > było.

                              Było, nie było - to bez znaczenia. Nadwrażliwość przede wszystkim, ale odsyłam do wypowiedzi Szarylemura "giń ofiaro". Przeczytaj ją sobie jeszcze raz i zestaw z samobójstwem tej biednej dziewczyny. Chyba, że uważasz, że dla nadwrażliwych nie ma miejsca na tym świecie, a szanse jakie daje współczesna psychoterapia to dopust boży i należy ich zakazać, tak jak zapłodnienia in vitro.
                            • synvilla Re: Ja ci nie wątek podnoszę 29.12.07, 13:42
                              a adrenalinę!

                              Moje około 11 wpisów wątka ci nie podniosło. Więc tak uczciwe sama
                              sobie ten wątas podnosisz, kłócąc się zawzięcie ze wszystkimi.
                              Zauwaz, ze nie ma prawie zadnej pozytywnej wypowiedzi pod twoim
                              adresem.

                              Dociągniemy do setki, poczym pewnie padniesz jak spracowany koń. I
                              wiedz jedno mi ciebie nie bedzie zal!
                              • alicjasz0 Re: Ja ci nie wątek podnoszę 30.12.07, 01:33
                                >By nadrobić musiałabym mieć pewność ,że rację ma druga osoba a ja
                                >popełniam rażące błedy.

                                Veroy wyślizgnęłaś się jak piskorz z konkretnego zarzutu, po to żeby
                                nie uznać mojego argumentu. Dla ciebie nie ważna jest konkretna
                                wiedza, ale jedynie twoja opinia. Platon i Kartezjusz to przy tobie
                                małe miki.

                                >jak dotychczas jeszcze nie padły żadne
                                >przekonywujące argumenty.

                                Powinnaś powiedzieć precyzyjniej, że nie padły żadne przekonujące
                                ciebie argumenty. Jestem przekonana, że bez względu na siłę
                                argumentacji twoich interlokutorów ty pozostaniesz przy swoim, bo
                                jesteś dla siebie zbyt wielkim autorytetem, żeby słuchać innych.

                                >właściwie nie padły żadne argumenty, bo
                                >ten wątek składa się wyłącznie z bluzg i podszczypywania.

                                Twoje zdanie jest odosobnione, bo większość czytających ten wątek
                                dość logicznie argumentuje swoje racje. Powinnaś się chyba
                                zastanowić, dlaczego nie widzisz argumentów a jedynie ataki.

                                Jesteś osobą inteligentną, celnie ripostujesz, ale twoje wypowiedzi
                                to tylko sofizmaty.
                                Bardzo bronisz się przed uznaniem faktu, że nie masz monopolu na
                                najwłaściwsze podejście do życia a jesteś przy tym tak pyszna, że aż
                                budzisz politowanie. Dlaczego nie chcesz uznać, że ludzie mają różną
                                wrażliwość? To, co dla ciebie jest błahe dla kogoś innego może być
                                traumatycznym przeżyciem a ty nie masz moralnego prawa z tego
                                szydzić.
                                Kierując się twoją logiką powinnam zacząć tobą gardzić, bo twoja
                                wrażliwość a raczej jej zupełny brak, jest dla mnie nie do
                                przyjęcia. Nie chcę oceniać cię w ten sposób, bo wtedy upodobniłabym
                                się do ciebie a to mi nie pasuje. Myślę, że masz w sobie takie
                                nieuświadomione obszary własnej psychiki, które zmuszają cię do
                                takich, przyznam jak dla mnie, paskudnych zachowań.
                                Powinnaś może przemyśleć, dlaczego jesteś aż tak impregnowana na
                                każde zdanie odmienne od twojego. Człowiek tylko wtedy się rozwija,
                                kiedy zadaje pytania, wątpi, obserwuje i konfrontuje swój obraz
                                świata z tym jak ten świat odbierają inni ludzie. Jeżeli ktoś jest
                                autorytetem dla siebie samego widzi świat tylko z jednej
                                perspektywy. Nie wydaje mi się, żeby pycha, jaką jesteś przepełniona
                                była w stanie zrównoważyć, to co tracisz, o co stajesz się uboższa.

                                • female.psycho Celniej niż Alicja... 30.12.07, 01:42
                                  ...już naprawdę nie można. Wszystko wskazuje na to, że jedyną oznaką ciężkiego (ale skutecznego:) trawienia argumentów przez Veroy jest jej milczenie.
                                • szarylemur ale... 30.12.07, 07:28
                                  veroy nie chce sie rozwijac gdyz taka jaka jest wg siebie jest super
                                  zas droga ku zrozumieniu ludzi obracajacych ciern w ranie
                                  nie jest wg niej rozwojem
                                  lecz wynaturzaniem, regresem
                                  po co mialaby probowac innych niz wlasna drog do szczescia czy czlowieczenstwa
                                  skoro uwaza je za gorsze i po prostu mniej efektywne?
                                  po co mialaby widziec swiat z innej perspektywy skoro jej wlasna wydaje sie jej
                                  najlepsza?
                                  przeciez ona nie zyje po to aby sprawiac komus przyjemnosc ani nie szuka
                                  zjednoczenia z beznadzieja ludzkiej slabosci i mazgajstwa
                                  wszystko czego chce to pokazac bladzacym lepsza droge
                                  i dobic tych ktorzy nie wydaja sie byc zdolni nia pojsc

                                  byc moze chwile zwatpienia i namyslu sprzyjaja rozwojowi " duchowemu"
                                  jednak najskuteczniejsi sa ludzie pewni siebie, pozbawieni skrupulow, rozterek,
                                  wahan.

                                  jesli nie lubisz veroy lub jestes glodna, zlap ja i zjedz
                                  ona to zrozumie i uszanuje
                                  moze nawet zanim skrecisz jej kark
                                  wyszepcze ci "smacznego"
                                  • synvilla Re: ale... 30.12.07, 10:46
                                    byc moze chwile zwatpienia i namyslu sprzyjaja rozwojowi "
                                    duchowemu"
                                    jednak najskuteczniejsi sa ludzie pewni siebie, pozbawieni
                                    skrupulow, rozterek,
                                    wahan.
                                    ...................................................
                                    Tak, to prawda, ale jak gleboko trzeba upasc w swojej ludzkosci,
                                    aby takim sie stac. Czy samo zycie wtedy jest jeszcze zyciem, skoro
                                    stales sie martwy od srodka?

                                    Tak widze veroy, osobe martwa od wewnatrz, takie ludzkie zoombie.
                                    Przez ludzi pokroju, veroy inni ludzie traca wiare w ludzi.
                                    ...........................

                                    jesli nie lubisz veroy lub jestes glodna, zlap ja i zjedz
                                    ona to zrozumie i uszanuje
                                    moze nawet zanim skrecisz jej kark
                                    wyszepcze ci "smacznego"

                                    ................

                                    Tu nie ma pytania o to czy lubie, czy nie lubie, nie mozna lubic,
                                    ani nie lubic, kogos kogo sie prywatnie nie zna.
                                    Mozna jedynie byc podirytowany, ale osobom wytrenowanym taka
                                    irytacja szybko przechodzi.

                                    "Zagadka" veroy polega na tym ze veroy nie jest zagadka. Jest jak
                                    wielu ludzi, ktorych spotykasz w realu z ta jednak roznica, ze inni
                                    ukrywaja jakimi "martwymi" ludzmi sa od srodka. Veroy za parawanem
                                    anonimowosci i komputera pokazala swoja twarz.Ludzie w realu na
                                    ogol nie pokazuja swoich twarzy.Widzisz te twarze dopiero gdy cos
                                    sie dzieje. Tak jak w przypadku owej nieszczesnej dziewczyny, ktora
                                    targnela sie na swoje zycie i jej zimnego, bezdusznego otoczenia.To
                                    jest taka historia o wspolczesnych Wampirach, ktore wyssaly resztki
                                    energii i w koncu zycie ze swojej ofiary.

                                    Najwiekszym problemem ludzkosci, obecnych czasow, jest nie problem
                                    zmiany klimatu, czy energetyczne, a problem wartosci czlowieka.
                                    I ten problem jeszcze dlugo nie zostanie rozwiazany.
                                    • female.psycho Kolejna diagnoza Veroy:) 30.12.07, 11:58
                                      Dziewczyny, myślę, że przeceniacie Veroy. Ona nie jest ani bezlitosna, ani bezduszna. Gdyby była aż tak zepsuta nie stworzyłaby tego wątku, bo nic by ją to nie obchodziło. Ona jest zwyczajnie niedojrzała. Rozpaczliwie próbuje udowodnić (sobie samej przede wszystkim), że człowiek powinien polegać tylko na sobie. I jest to w pewnym sensie prawda. Tylko, że młode to dziewczę nie dostrzega różnicy pomiędzy prawdziwą niezależnością, siłą i godnością, a bezlitosnym i bolesnym (dla siebie samej oczywiście) egoizmem. Nauczy się. Tak mi się wydaje.
                                      • synvilla Re: jak snajper 30.12.07, 13:33
                                        rozbraja bombe,czesc po czesci na drobne kawalki, tak jak poprzez
                                        analize rozbrajam kawalek po kawalku tego co nazwe- forumowego
                                        problemu w komunikacji z Veroy.

                                        Problem jest zazwyczaj dobrze zakamuflowany. I fakt, ze ktos
                                        anonimowy za parawanem anonimowego uzytkownika "veroy",wzbudza
                                        emocje swiadczy jedynie,ze gdzies tam w realu -kryje sie zazwyczaj
                                        ktos inny, a kto wywoluje podobne emocje.I gdzie sprawa do konca
                                        nie zostaje rozwiazana.

                                        Kogo mozliwe, ze spotykamy w realu lecz nasz "system ochrony
                                        psychiki" i tzw. regresji zepchnal na dalszy plan do granic
                                        podswiadomosci.
                                        A to z kolei, ma zwyczaj wychodzic pod inna postacia.
                                        Postacia irytacji, na kogos kto przejawia np. podobne
                                        cechy.Poziomow podswiadomosci i owych podobienstw, moze byc,
                                        czasami wiele. Poczawszy od cech charakteru u siebie samego
                                        skonczywszy na kims z bliskiego otoczenia.

                                        Czlowiek to zakamuflowane stworzenie, o dosc skomplikowanej
                                        strukturze psychicznej.

                                        W moim wypadku problem irytacji, to nie problem aroganckich postow
                                        veroy- a ja sama. Gdzies pod warstwami swiadomosci ukrywam kawalek
                                        siebie -dosc mroczny- i nie dopuszczam go do siebie, do mojej
                                        swiadomosci. A ktory nie da sie zakopac, jedynie wychodzi pod
                                        postacia postow do niej skierowanych. Gdzies w glebi siebie i ja
                                        jestem arogancka, zimna i bezduszna:=)))!

                                        Inna sprawa jest moja sytuacja realna z moja "przyjaciolka" ktora
                                        jest bardzo podobna do veroy w wartosciowaniu, choc w realu jest to
                                        taka przesympatyczna wesola osoba, jednak przy blizszych kontaktach
                                        zachowuje sie podobnie. Jest to umniejszacz, porownuje problemy
                                        ludzi ze soba i z innymi osobami,zawistna o np. prace, dochody
                                        itp.. Jest to ktos kto wewnarz mnie sprawil, ze sie gleboko
                                        rozczarowalam.Te cechy jej charakteru sprawily ze zaniechalam
                                        kontaktu z nia.

                                        Jednak pamietam tez i te dobre strony, co sprawia, ze choc raz na
                                        rok przed Bozym Narodzeniem zadzwonie do niej, aby zapytac sie co u
                                        niej slychac i czy sie dobrze ma.
                                        A pozniej rozmyslam dlaczego to robie?Robie to, z wdziecznosci za
                                        pewne sprawy, ale pozstale sprawy sprawiaja, ze po swietach nadal
                                        ja unikam.
                                        A czy nie byloby 1000x prosciej powiedziec: " H, jest mi przykro,
                                        ze moje problemy moje zycie porownujesz z zyciem innych ludzi. czy
                                        ja kiedys zrobilam cos takiego tobie?
                                        Traktujac mnie w ten sposob jak rzecz. Co sprawia ze nie mam juz
                                        ani sil ani ochoty wchodzic w blizszy kontakt z toba, nawet za
                                        cene twoich innych zalet, jakze cennych..."
                                        To byloby proste, a jednak jest trudne do wykonania bo zrobialbym
                                        jej tym ogromna przykrosc.
                                        Kazdy ma prawo do swojej intymnosci, to taki kacik w sobie i
                                        czasami nie warto jest odkrywac czegos, czego ktos inny tak
                                        skrupulatnie ukrywa przed swiatem.

                                        czy czlowiek moze siebie zmienic?

                                        Po tym co ostatnio czytam, jakos w ta wiare na zmiane ludzi nie
                                        wierze.
                                        Jest caly szerg owych aspektow, ktore sprawiaja, ze czlowiek moze
                                        jedynie pewne cechy swojego zachowania lepiej lub gorzej
                                        kontrolowac. Ale pozostanie takim jaki jest uformowanym przez swoja
                                        genobiologie, rodzine i srodowisko.

                                        Zycze wam WSZYTSKIM wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.




                                        ____________________
                                        hem.bredband.net/waldon/
                                        • female.psycho Re: jak snajper 30.12.07, 14:23
                                          Zawsze dobrze mi się Ciebie czyta, Synvillo. To prawda, nie jesteśmy w stanie zbyt wiele się zmienić i na niewiele rzeczy mamy wpływ, Ech, to kontrolowanie siebie to tak mało. A ile można mieć w tej podświadomości, Synvillo? Ja mam wrażenie, że ona pęka w szwach! Co robić w takiej sytuacji?
                                          • synvilla Re: jak snajper 30.12.07, 15:01
                                            Chyba nie ma zlotego srodka.

                                            Kiedys przed wielu laty podziwialm ludzi starszych wiekiem, takich
                                            silnych, zrownowazonych. Ludzi, ktorzy przezyli czas okrutnej wojny
                                            i wcale nie lzejsze czasy powjennej Polski. Podziwialam ich za ich
                                            madrosc, za taka rzeczowosc i duchowe poukladanie.

                                            I byli to ludzie z bardzo roznych warstw spolecznych. Taka byla
                                            moja babcia, ktora szyla pieknie na maszynie, taka byla pani
                                            redaktor, jednego z najwiekszych wydawnictw ksiazkowych w Polsce.
                                            Bylo takich ludzi sporo. Byl w nich taki dostojny spokoj i
                                            pogodzenie z losem, a jednoczesnie jakas satysfakcja z zycia: "Oto
                                            przezylem cos! Cos co sprawilo, ze "spotkalem" siebie samego i
                                            jestem z siebie zadowolony, nie dalem sie zagiac...".To bylo cos w
                                            tym stylu.
                                            Ci ludzie potykali sie o zycie, podnosili sie i szli do przodu.
                                            Zapewne zrozumieli w koncu, ze co by im to zycie nie zafundowalo to
                                            oni maja to "cos". Oni sobie zawsze poradza.Podnosza sie jak Feniks
                                            z popiolu.
                                            Zycie poddawalo tych ludzi wielkim probom, az w koncu to zycie
                                            samo, cos co nazwiemy- wielka proba, czy losowym trenerem, dalo za
                                            wygrana.Sa ludzie, ktorych nie da sie pokonac, ni jak i choc nie
                                            jeden raz upadna, to zawsze sie podniosa.
                                            Mysle, ze i ty nalezysz do takich ludzi.:=)))
                                            • alicjasz0 Re: jak snajper 30.12.07, 15:40
                                              A ja wam powiem, że ciągle wierzę w ludzi i w siebie samą też.
                                              Weroy jest w pewnym sensie okaleczona, bo ze swoją postawą nie ma
                                              szansy na prawdziwe relacje oparte na akceptacji człowieka takim,
                                              jakim on jest, z jego zaletami i wadami. Wrażliwość to cecha, która
                                              oprócz bólu przynosi wiele pięknych doznań. Chcąc zilustrować to
                                              przykładem trzeba by powiedzieć, że ludzie wrażliwi widzą świat w
                                              kolorach a tacy jak Veroy mają czrnobiały obraz. Empatia służy nie
                                              tylko naszym bliźnim, ale przede wszystkim nam samym. Jeżeli
                                              potrafimy współodczuwać, być z drugim człowiekiem, to mamy podstawy
                                              wierzyć, że to samo spotka nas od innych. Jeżeli ktoś wlezie na
                                              piedestał tak jak Veroy, to pozostaje na nim sam. Ma świadomość, że
                                              tak jak ona pogardza każdym, kto upada, tak i inni będą pogardzać
                                              nią gdy zaliczy glebę, więc trwa w tej swojej wyimaginowanej
                                              doskonałości. Sama należę do ludzi których mazgajstwo i biadolenie
                                              irytuje, ale zawsze staram się widzieć człowieka i zrozumieć
                                              dlaczego postępuje w taki sposób. Nie chcę się nadymać, że jestem
                                              lepsza, bo potrafię sobie lepiej poradzić z trudną sytuacją, bo może
                                              wcale nie jestem tylko mam większe możliwości. Jeżeli ktoś posiadł,
                                              chociaż trochę tkz życiowej mądrości, to nie obca jest mu pokora.
                                              Veroy wydaje się, że jest bardzo mądra, bardzo silna i z pewnością o
                                              wiele bardziej godna szacunku niż reszta pospólstwa skupiającego się
                                              na swoich uczuciach. Nie ma chyba sensu tłumaczyć jej, że bardzo się
                                              myli, bo ona nie przeprowadza, żadnej analizy, tylko od razu
                                              kontrargumentuje, a że fałszywie nie ma dla niej znaczenia. Biorąc
                                              powyższe pod uwagę nie będę dłużej z nią polemizowała, bo nie lubię
                                              walić głową w mur.
                                              • female.psycho To nie polemika. 30.12.07, 17:04
                                                Nie da się polemizować z Veroy, ponieważ ona nie przedstawia tutaj żadnej godnej polemiki teorii. Nie oferuje żadnych kontrowersyjnych rozwiązań, a nas chyba najbardziej fascynuje krnąbrne dziecko w niej. Tak naprawdę pogląd, jaki Veroy prezentuje w tym wątku może być jej pobożnym życzeniem, projekcją. Nie znamy jej przecież. Niewykluczone, że trawi ją niepokój i rozpacz z powodu niezaliczonego kolokwium, albo braku telefonu od chłopaka. Nikomu jednak o tym nie powie, bo się wstydzi. Nie chce wyjść przecież na słabą słodką idiotkę. Jej ideał to kobieta silna i odnosząca sukcesy. Pisanie o tym ją uskrzydla.
                                    • szarylemur Re: ale... zmija... 30.12.07, 16:31
                                      w jednym watku tesknisz do instynktownej inteligencji zmij, a tutaj - kiedy taki
                                      okaz spotykasz wirtualnie, dziwisz sie jego okrucienstwu?
                                      • synvilla Re: ale... zmija...niejadowita:))) 30.12.07, 16:56
                                        • synvilla Re: ale... zmija...niejadowita:))) 30.12.07, 17:33
                                          Sorry szalemur, zbylam ciebie krotko, ale po drugiej stronie siedze
                                          nad innym programem i trudno mi polapac mysli.

                                          No wiec widze ze ta zmija nie daje ci spokoju.

                                          Co mnie zafascynowalo to fakt ze zwierze instynktownie nie bawi sie
                                          w ceregiele. Ale podobny "system" ma tez czlowiek. Jajo kobiety, po
                                          zaplodnieniu podlega dokladnej "kontroli jakosci" w organizmie
                                          matki. I jezlei wystepuja bledy genetyczne to jest usowane. Duzo
                                          kobiet nie wie, ze byly w ciazy bo to wychodzi z pierwsza
                                          menstruacja.
                                          Fakt ze rodza sie dzieci kalekie jest i tak rzadkoscia, a
                                          najczesciej za przyczyna juz powstalych uszkodzen w organizmie
                                          kobiety, gdzie organizm juz nie wylapuje uszkodzen genetycznych.
                                          Dlatego kobiety rodzace po 40 sa w grupie majacych najwieksze ryzko
                                          na urodznie kalekiego dziecka.

                                          sama mam taka znajoma z widzenia, urodzila corke majac 48 lat,
                                          kaleke.
                                          To co mnie w gatunku tych zmiji fascynuje to: Bedzie nowa zmija jak
                                          CHCE, a jak nie chce to nie bedzie...." Podobnie jest u niektorych
                                          innych zwierzat.I jak widzisz w to nie wchodzi jedynie instynkt,
                                          ale tez i wola. A tam gdzie jest wola tam tez jest i rozum.


                                          ____________________
                                          hem.bredband.net/waldon/
                                          • alicjasz0 Re: ale... zmija...niejadowita:))) 30.12.07, 20:31
                                            Boże dobrze, że ludzie poszli dalej w swoim rozwoju niż żmije i
                                            argument, że nie wszyscy nie ma tu znaczenia.
                                            Synvilla ty chyba w tym poście trochę podpuszczasz, bo nie wierzę,
                                            że ci się to podoba.
                                            W Niemczech w latach 30 XX wieku prowadzono daleko zakrojone prace
                                            badawcze mające sprzyjać tworzeniu nadludzi i wiadomo, do czego to
                                            doprowadziło. Miarą rozwoju człowieka i cywilizacji jest stosunek do
                                            słabszych, więc nie wpadałabym w zachwyt nad zwierzęcymi
                                            instynktami. To prawda, że natura sama eliminuje to, co
                                            nieprzydatne, kalekie, ale człowiek stoi jednak nieco wyżej. Nie
                                            widzę powodu, żebyśmy mieli zawracać do swoich początków i hołdować
                                            idei, że tylko silniejszy ma prawo przeżyć.
                                            • synvilla Re: ale... zmija...niejadowita:))) 30.12.07, 20:49
                                              Tu zupelnie zbaczamy z toru. Mi nie chodzi o to abys mordowali
                                              wszystkich slabych.Bo wtedy to ja pierwsza ide na odstrzal.:=)))To
                                              wiem o tym doskonale.

                                              Mi chodzi o to ze sa zwierzeta, ktore maja dobra kontrole urodzen.
                                              Przykladowo niektore gatunki zwierzat nie rozmnazaja sie w niewoli.
                                              Albo wtedy gdy zle o jedzenie.

                                              Czlowiek takiej kontroli widac nie ma. Wojna w Iraku zabija
                                              tysiace, a dzieci tam nadal sie rodza, poczym sa sprzedawane za 500
                                              dolarow ...zboczncom.

                                              Co jest bardziej ludzkie zachowanie zmiji, ktora zagaladza swoje
                                              jaja nie majac ochoty z jakis powodow wydac potomstwo na swiat, czy
                                              zachowanie ludzi, rodzacych dzieci podczas okrutnej wojny i
                                              sprzedajacych je w niewiadoma, najczesciej zboczonym ludziom.
                                              • szarylemur Re: zmija 30.12.07, 22:19
                                                bezczelnie zasquatuje ten watek, a co?! :)

                                                czy czlowiek nie ma kontroli nad swoja rozrodczoscia?
                                                oczywiscie, ze ma - dzieki rozumowi i osiagom medycyny
                                                badz zupelnie naturalnie, np: zatrzymanie miesiaczki u kobiet ze zbyt niska waga mozemy porownac do sytuacji samic ktore nie rodza w czasie glodu

                                                to ze dzieci rodza sie w iraku to chyba dobrze, szczegolnie jesli tak wielu irakijczykow umiera.
                                                dobrze, dla nich jako populacji iraku
                                                oczywiscie dla adwersarzy iraku to gorzej...
                                                a ze dzieci z biednych krajow sa sprzedawane zboczencom, to juz wina mentalnosci ludzkiej przeoranej przez ta biede, A TAKZE przez system nakazow i zakazow moralnych opartych glownie na religii, mantrujacych gdzies w podswiadomosci piate przykazanie
                                                czlowiek ma moc kontrolowania liczebnosci i jakosci swego gatunku, lecz z tej wladzy na ogol WZBRANIA SIE swiadomie korzystac, wtedy gdy jakosc zycia ustanawia wartoscia drugorzedna wobec samego faktu zycia. tam gdzie zycie samo w sobie jest najwyzsza wartoscia, tam rozum cofnie sie przed logicznym rownaniem zysku i straty, sam ten rachunek uznajac za niemoralny, cyniczny, nieludzki, bezlitosny, podly, a nawet zwierzecy :)

                                                co jest bardziej ludzkie:
                                                kobieta ktora poddaje sie aborcji gdyz przewiduje ze nie stac jej bedzie na zapewnienie dziecku dobrego startu
                                                czy kobieta ktora rodzi dzieci mimo iz przewiduje ze beda reprodukowac jej nedzny los?

                                                nie wiem, czy ty teskinisz do stanu zwierzecej niewinnosci, gdzie brakiem swiadomosci usprawiedliwiamy okrucienstwo? gdzie nie ma wyrzutow sumienia, gdzie wystarczy byc?

                                                i nie wydaje mi sie ze odbiegamy zbytnio od tematu mitycznej veroy
                                                bo pytanie o zmijstwo moge sformulowac inaczej:
                                                czy tylko silne jest piekne i warte tego by zyc?
                                                • synvilla Re:szarylemur 30.12.07, 22:46

                                                  ...........................
                                                  czy tylko silne jest piekne i warte tego by zyc?
                                                  ................................
                                                  A co to jest sila, co to jest piekno?Czy nie sa to pojecia wzgledne
                                                  wypracowane przez czlowieka na przestrzeni wiekow i kultury?
                                                  I czy nie ma sily bez slabosci i piekna bez brzydoty. Wszystko z
                                                  czegos wynika i z czyms sie zazebia.

                                                  Pisalam o podziwie dla inteligentenego instynktu zmiji, bo widze te
                                                  stworzenie jest czasem bardziej rozumne niz czlowiek.

                                                  Ja jestem prosta osoba i wyznaje proste zasady zycia.
                                                  Nie stac mnie na dziecko, mam trudnosci ekonomiczne, nie mam domu,
                                                  dachu nad glowa ...to nie zachodze w ciaze i nie rodze
                                                  dziecka.Sprawa prosta.

                                                  Sprawa aborcji jest trudna sprawa i trudno powiedziec co by sie
                                                  zrobilo gdyby los czlowieka dopadl w takim Iraku. Np. jak Kobiety w
                                                  Iraku, ktore rodza dzieci dla, ktorych nie ma nic, po prostu
                                                  nic.Nie ma jedzenia, nie ma lekarstw.I czy nie lepsza jest wtedy
                                                  aborcja, niz rodzenie dziecka, ktore zanim umrze przejdzie
                                                  niesamowite meki?

                                                  Dlatego nie prownuje zwierzat z czlowiekiem. Dla mnie zwierze nie
                                                  jeden raz przechodzi w instynkcie rodzicielskim czlowieka.

                                                  Natomiast aborcja w takim pieknym kraju jak Polska to inna sprawa.
                                                  Nie mozesz wychowac swojego dziecka, to adoptuj je innym. Przeciez
                                                  sa ludzie, ktorzy by oddali wiele, aby miec takie male dziecko i
                                                  chowac jak swoje do tego kochac.
                                                  Ile zwierzat karmi adoptowywuje mlode od innych samic. Ostatnia
                                                  historia karmienia malych swinek przez lwice, ciekawe ze pomimo
                                                  ze sie po jakims czasie zorientowala ze to nie jej male, to jednak
                                                  nie zrobila tym malym swinkom krzywdy. ))))
                                                  • szarylemur sila 30.12.07, 23:13
                                                    sila to zdolnosc radzenia sobie z przeciwnikami badz przeciwnosciami.
                                                    piekno to cos co wzbudza w tobie pozytywne odczucia estetyczne.
                                                    wiec czy tylko zdolnosc radzenia sobie z przeciwnosciami wzbudza w tobie pozytywne oczucia estetyczne?
                                                    a raczej - nawiazujac do veroy - czy zdolnosc radzenia sobie z przeciwnosciami mozemy uznac za najwyzsza wartosc i wyznacznik wartosciowosci danego czlowieka?
                                                    czy ta zdolnosc mamy uczynic idealem? na to stawiac?
                                                    przez ten pryzmat oceniac ludzi?
                                                    to odnosnie veroy ...
                                                  • szarylemur Re:adopcja 30.12.07, 23:56
                                                    "Ja jestem prosta osoba i wyznaje proste zasady zycia.
                                                    Nie stac mnie na dziecko, mam trudnosci ekonomiczne, nie mam domu,
                                                    dachu nad glowa ...to nie zachodze w ciaze i nie rodze
                                                    dziecka.Sprawa prosta."
                                                    heh, to wezmy taka " prosta" osobe jak wyzej, ujmijmy jej nieco rozumu a dodajmy nauki kosciola
                                                    czy chocby tradycje ...
                                                    i sprawa juz nie jest taka prosta :)

                                                    hmm, co do instynktu rodzicielskiego zwierzat oraz iraku:
                                                    czy nie sadzisz, ze gdyby kobiety w iraku masowo dokonywaly aborcji uzasadniajac to zla sytuacja polityczno - ekonomiczna kraju, przedstawiono by to jako jaskrawy wyraz ich barbarzynstwa raczej niz rozumu i kolejny powod do tego aby " zaprowadzic lad " w tym kraju?

                                                    adopcja w polsce
                                                    no, racjonalnie rzecz ujmujac masz wg mnie racje.
                                                    lecz zycie osobiste jak i spoleczne nie jest nacechowane az taka surowa racjonalnoscia, tak z powodow instynktownych ( oksytocyna - hormon przywiazania wydzielana m.in przy porodzie), jak i moralnych, religijnych, kulturowych.

                                                    natomiast handel dziecmi w krajach ubogich moznaby ujac jako takie pomieszanie surowego racjonalizmu z wiara w swietosc zycia i niska dostepnoscia/ aprobowalnoscia antykoncepcji.

                                                    "Ile zwierzat karmi adoptowywuje mlode od innych samic? "
                                                    stosunkowo niewiele... to raczej wyjatki niz norma, chyba
          • veroy Re: Postępujacy progres, Veroy. 28.12.07, 14:12
            a'propos : napisałaś :

            > Nie umniejszaj wartosci przykazań. Owe nieuzasadnione dla ciebie
            > przykazania są podwalinami naszej całej kultury. I na owe czasy,
            > gdy powstawały, były czymś na miarę wynalazku komputera.
            > Więc miej trochę więcej szacunku dla pierwotnej historii ludzkosci.

            w żadnym miejscu nie umniejszałam ich wartości. z tego co dalej
            doskonale zdaję sobie sprawę.

            > winnych w pewnych sytuacjach prowadzi co najwyzej do frustracji,
            > ale
            > ....................................................
            >
            > Ofiara zazwyczaj dobrze wie kto jest jej katem.

            nie miałam na myśli typowych sytuacji kat-ofiara. nieraz wszystko
            jest tak skąplikowane, że niejako w obronie własnej czy nieświadomie
            czynimi komuś krzywdę i wtedy osoba, która "oberwała" ma prawdziwy
            problem, by dojść do tego za co i dlaczego ona.

            > Tzw. Odpuszczanie jak to okreslasz w rzeczywistosci wiedzie do
            > wielu psychosomatycznych problemów zdrowtnych.

            mówiąc odpuszczanie mam na myśli wybaczenie, zrozumienie,
            zaakceptowanie , wyzdrowienie.
            jesli to samo miałaś na myśli pisząc te słowa > nie są one zgodne z
            moim doświadczeniem. wiem, że panuje takie przekonanie, nie wiem
            skąd się ono wzięło ,ale nie zgadzam się z nim (o ile mamy na myśli
            to samo odpuszczanie). chciałabym dowodów w tym momencie, ale jakoś
            nie potrafię sobie wyobrazić jak by one mogły wyglądać (cytaty z
            ksiązek znanych psychologów nie przemawiają do mnie).

            > Odpuszczac mozna, jezeli winny przyzna sie do popełnionych win i
            > gorzko za nie załuje.Poza tym obieca, ze wiecej tego nie zrobi.

            z tego wynikaloby ,że poza nielicznymi wyjątkami ,winy nikomu nie
            zostały odpuszczone. ja nie czułam potrzeby usłyszenia takich słów
            od oprawcy, gdyż sama zdolność ich szczerego powiedzenia wymaga
            posiadania pewnych cech czy systemu wartości, którego mój oprawca
            nie posiadał.

            > Zaden normalny człowiek nie ma pozytywnego nastawienia do kogoś
            kto
            > go krzywdzi. I tego nie wolno od ludzi wymagać.

            mam w tej kwestii zupełne inne zdanie. z doświadczenia wiem, że
            można się tak zdystansować do zdarzenia ,własnej osoby i osoby
            niejako winnej, by zrozumieć przyczynę jej zachowania - mam tu na
            mysli analizowanie "od zera" tj biorac pod uwage rodzine, w ktorej
            sie wychowywala, srodowisko z ktorego sie wywodzi - związanego z tym
            systemu wartości i tym podobne aż do momentu, kiedy nasze drogi
            skrzyżowały się. W moim wypadku w momencie, kiedy to wszytsko
            zrozumiałam nie miałam już żadnych negatywnych odczuć w związku z tą
            osobą i poczułam ulgę. z dnia na dzien skonczyły sie bóle głowy,
            kłopoty ze snem i inne fizyczne dolegliwości "po fakcie" świadczące
            o stresie.

            faktem jest ,że od ludzi nie wolno tego wymagać. to jest coś, do
            czego dochodzi się dobrowolnie i samemu.

            przebaczania oprawcom zresztą nauczał sam Jezus ;)

            ---
            nie rozumiem, co masz na mysli mówiąc o represjach. jedynę co mogę
            ci napisać na ten ostatni akapit, to fakt ,że nie mam depresji,
            lęków i innych tego typu problemów - skończyły się w momencie , o
            którym już pisałam. moje zrozumienie i przebaczenie było
            auntentyczne - moge z cala pewnoscia stwierdzic ,ze nie jest to
            przyklad oszukiwania samej siebie czy wmawiania sobie czegos.





        • solaris_38 do verojki :) 29.12.07, 00:31

          > wydaję mi się, że ludzie są trochę "źle" nauczeni, mają pewne rzeczy
          > wpojone od społeczności w jakiej żyją - takie przykazania, jak
          > chrześcijańskie - zwykle dobre i z sensem, często pozbawione
          > uzasadnienia.

          własnie o tym pisze
          te wpojenia od społeczności to zbiorowa nieświadomość

          > nieraz jest konieczne, by sprawę sobie "odpuścić".


          wolę rozumowanie w kategoriach przyczyn i skutków a nie winy i kary
          zawsze tyzreba szukac przyczyn
          ale te sa złożone i wielorakie

          neiłatwo znaleść swoją część przyczyny
          a tylko to daje możliwość zmiany na przyszłość

          przyczyny a nie winy

          wina jest jakimś sado-maso pojęciem które chyba robi więcej złego dając na
          dodatek poczucie niewinności (po solidnym przyznaniu sie do winy)



          > Najwiekszą bronią w moim zapominaniu było jednak pozytywne
          > nastawienie nawet do osoby krzywdzącej - dopiero wtedy mogłam
          > powiedzieć ,że po tym wydarzeniu nie ma nawet śladu.

          hmm
          nie wiem
          nie ejstem pewna

          być może pozytywne nastawienie do osoby krzywdzącej nie jest jednak tym czego
          bym chciała dla siebie choć długo do tego dążyłam

          myślę ze do osób które nas krzywdzą potrzebna jest przede wszystkim ostrożność
          uwaga i skuteczna profilaktyka aby nas już więcej NIE MOGLI skrzywdzić

          to drapieżny świat
          drapieżnikom nie należy wybaczać ale być świadomym zagrożeń jakie z nich płyną
          kto wybacza lwu ???

          np na safari jedzie się odpowiednim samochodem

          ale chyba wiem co masz na myśli z tym pozytywnym nastawieniem :)

          • veroy Re: do verojki :) 29.12.07, 10:21
            napisałaś :

            > wolę rozumowanie w kategoriach przyczyn i skutków a nie winy i kary
            > zawsze tyzreba szukac przyczyn
            > ale te sa złożone i wielorakie

            zgadzam się z tobą. faktycznie wina nie była tu najwłaściwszym
            określeniem.

            > być może pozytywne nastawienie do osoby krzywdzącej nie jest
            jednak tym czego
            > bym chciała dla siebie choć długo do tego dążyłam
            >
            > myślę ze do osób które nas krzywdzą potrzebna jest przede
            wszystkim ostrożność
            > uwaga i skuteczna profilaktyka aby nas już więcej NIE MOGLI
            skrzywdzić

            to swoją drogą, oba akapity się w końcu nie wykluczają.

            > to drapieżny świat
            > drapieżnikom nie należy wybaczać ale być świadomym zagrożeń jakie
            z nich płyną
            > kto wybacza lwu ???

            lew zabija by przeżyć. zjedz albo umrzyj z głodu - natura nie dała
            mu wyboru i taki jest właśnie porządek rzeczy. to jest dla mnie
            wystarczający powód by mu wybaczyć i nie musi mnie przepraszać,
            gdybym była antylopą w jego paszczy.


            • solaris_38 Re: do verojki :) 30.12.07, 00:33
              ludzie są tak jak lew

              nie maja wyboru

              śmiertelnie sie boją
              bo nic nie wiedzą nie widzą słabo czują

              jednak drzemie w nich potęzny instynkt przetrwania
              w świecie którego nie rozumieją

              to sie tylko tak zdaje że mogliby już wyobrazić sobie co czuje druga istota
              albo ze opłaca sie inwestować w system podtrzymujący życie
              ( w społecznośc ziemie ekologię rozwój nauk) bardziej niż w kolejny samochód
              czy dowód swej ważności

              nie mogą sobie wyobrazić
              poczuć
              zrozumieć


              coś jednak rozumieją i maja swoja mądrość
              i choć to mądrość lwa niż ludzka
              jednak ma swoja moc i siłę przetrwania

Inne wątki na temat:
Pełna wersja