czarek208
08.01.08, 23:34
Mam problem. Z moją rodziną i ich potępieniem za niepomaganie leserowatemu bratu. Pisze doktorat o tematyce samolotowej. Jestem z tej dziedziny dosc dobrym znawca i od lat mam w jednym paluszku wszelkie informacje na ten temat. Mam mlodszego o 10 lat brata. Wlasnie pisze prace magisterska. Ostatnio odbila mu kompletnie palma i ma w glowie tylko panienki, kluby, tatuaze i prace w jakims hotelu za co zbiera wiecej pieniedzy niz ja po 10 latach pracy (jest obrotniejszy ode mnie).
Oczywiscie nie ma czasu pisac pracy magisterskiej. Niczym sie nie interesuje. Ktoregos wieczora bedac na IV roku dostalem o polnocy telefon alarmowy ze na nastepny dzien on musi oddac temat pracy. Nie mogl nic wymyslec. Podalem mu jakis wymyslony z mojej dziedziny i powiedzialem ze potem jak bedzie chcial to sobie moze przeciez zmienic. Mowil ze cokolwiek go uratuje. tematu jednak nie zmienil i za kilka tygodni przyszedl po plan pracy, ktory mu napisalem a promotor zaakceptowal. Od poczatku jednak mowilem zeby sie nie ludzil ze ja mu ta prace bede pisal bo nie mam czasu i przede wszystkim ochoty na budowanie zdan w kolejnej pracy. Powiedzialem tylko ze moge mu pomoc w zebraniu najbardziej specjalistycznych danych. Moja rodzina z matka na czele poszla na taktyke ze ja lubie siedziec w ksiazkach i pewnie sie zlamie i mu to napisze. I tym sposobem brat zostal przy tym temacie.
Na poczatku faktycznie chcialem mu pomoc w tych materialach. Pisze doktorat i czesc pracy badawczej pokrywa sie z jego zakresem pracy wiec gotowy bylem mu to dac, ale caly czas podkreslalem ze on sam na podstawie tych danych i literatury musi sobie sam to napisac. Tak mijaly miesiace. Zalatwilem mu przepustke na lotnisko, mial pojsc i zebrac dane z konkretnych pokoi. Nie zrobil tego. Nie poszedl do biblioteki wypozyczyc konkretnych ksiazek. Nie zrobil kompletnie nic. Pol roku temu znowu byl telefon alarmowy pt. :ze ma do jutra oddac jeden rozdzial inaczej nie dostanie wpisu za IV rok. I ja glupi siedzialem do 5 nad ranem i mu napisalem rozdzial. Do pracy mialem na 6 rano. Na drugi dzien nie uslyszalem nawet dziekuje. Moja matka oczywiscie tlumaczyla go ze zmeczony zapomnial zadzwonic i podziekowac.
Rodzina zaproponowala mi zebym napisal za niego ten temat a oni mi zaplaca. Nie zgodzilem sie argumentujac ze on NIC nie robi. Nadal jednak oferowalem materialy. Obrazili sie. Matka przez miesiac szalala rozpowiadajac jakiego ma niedobrego syna co nie chce pomoc drugiemu w potrzebie. Na koncu zakomunikowali mi zebym sie wypchal bo on sobie juz zmienil temat. Nastalo kilka miesiecy spokoju i nagle teraz dowiaduje sie ze temat nie jest zmieniony, on powinien bronic sie w czerwcu i ma tylko ten jeden rozdzial. I zamiast mnie poprosic o pomoc i jakies sugestie to wszyscy na mnie najezdzaja. Matka grozi ze jak nie napisze to rozpowie w mojej pracy jaka ze mnie... bestia, brat wyzywa od najgorszych. Na poczatku mialem plan ze mu udostepnie wszystko co mam (mialby calosc do pracy). Przez 5 miesiecy on balowal po klubach a ja siedzialem codziennie procz niedziel w bibliotece robiac zdjecia archiwalnym wydaniom gazet z lat 1956-2007 jego aparatem, ktory mi pozyczal (ale nie wiedzial w jakim celu). Bylem tez na lotnisku u prezesa dzialu i uzgodnilem wszelkie pozwolenia na zbieranie materialow ze wszelkich kronik i zapisow. Brakowalo tylko skserowania danych z jednego zeszytu z technicznymi zapiskami, ktory zaginal w biurze lotniska. Zeszytem tym opiekowala sie dziewczyna tam pracujaca ktora jest corka mojej matki przyjaciolki. Powiedzialem wiec bratu zeby zalatwil sobie z nia kontakt i zeby ona powiedziala w ktorym pokoju ten zeszyt mozna odszukac to mu pojde i skseruje. Do akcji wkroczyla matka oskarzajac mnie ze ten zeszyt jest pewnie potrzebny do mojego doktoratu a nie jego pracy mgr i ze oni nie beda mi tego szukac. Oczywiscie mi to do niczego nie jest potrzebne. Ale im nie da sie wytlumaczyc. Czuje sie jak szmata do podlogi. Oskarzaja mnie ze on przeze mnie nie moze tej pracy napisac bo ja mu ten temat podsunalem i ze on fakt jest rozrywkowy ale ja powinienem mu pomagac bo inaczej on sie stoczy. Na dodatek on mnie dzisiaj ostro nawyzywal. Wtoruje mu matka ktora buntuje go przeciw mnie. Ja w tej chwili nie udostepnie mu juz nawet tych danych co mu w bibliotece zebralem. Wiem, ze powinienem pomagac mu bo to moj brat ale juz mam dosyc takiego ponizania ze strony mojej rodziny. Nie wiem czy z boku patrzac na ta sprawe to wyglada to tak jak mysle. Troche sie z tym zle czuje.