jak często odwiedzać dziecko?

14.08.03, 11:22
szukam odpowiedzi na pytanie jak często powinno sie odwiedzac dziecko
pozamałżeńskie? co jest lepsze: odwiedzac raz , dwa , trzy razy do roku, czy
nie odwiedzac wcale? na razie ono jest małe i samo na pewno nie rozumie,
nie wie co to za facet przyjeżdża
    • Gość: Malwina Re: jak często odwiedzać dziecko? IP: *.d1.club-internet.fr 14.08.03, 11:37
      kpisz ?
      jestes jednym z rodzicow ?
      (a prawa do prokreacji nie daja cholera ...)
    • Gość: Malwina Re: jak często odwiedzać dziecko? IP: *.d1.club-internet.fr 14.08.03, 11:39
      no nic, dam ci mala wskazowke bo rady to o kant saksofonu rozbic...
      w wysokich obcasach jest sliczny dzial: ksiazki temat: psychologia
      rowniez spoleczenstwo (a moze i edukacja)
      no tak ze dwie trzy sobie przeczytaj...
    • qw5 Re: jak często odwiedzać dziecko? 14.08.03, 12:24
      Tak często jak podpowiada Ci to serce. Do miłości nie można się zmusić.
      • kete Re: jak często odwiedzać dziecko? 14.08.03, 12:36
        moje serce? chciałabym zapomniec o istnieniu tego dziecka. okrutne?
        zastanawiam sie co daje dziecku krótka wizyta ojca?
        • Gość: Malwina Re: jak często odwiedzać dziecko? IP: *.d1.club-internet.fr 14.08.03, 12:59
          kto mieczem wojuje...
          uwazaj
        • m.malone Re: jak często odwiedzać dziecko? 14.08.03, 13:04
          kete napisała:

          > moje serce? chciałabym zapomniec o istnieniu tego dziecka. okrutne?
          > zastanawiam sie co daje dziecku krótka wizyta ojca?

          "chciałabym" - to chyba literówka.
          Nie o nim nie zapomnisz - jesteś człowiekiem. Sam fakt postawienia tego pytania
          świadczy o tym. I nie powinieneś(chcieć zapomnieć (Rosjanie mówią:"kto
          wospominajet proszłoje, tomu głaz won. Kto zabywajet - tomu oba"). Dziecko
          teraz jest malutkie, ale przecież rośnie. I co o Twoich wizytach sądzi jego
          matka? Mam na myśli wpływ i na dziecko i na nią. Pomyślcie, porozmawiajcie.
          Pozdrowienia
          • Gość: jar Re: jak często odwiedzać dziecko? IP: 195.136.33.* 14.08.03, 13:22
            > kete napisała:
            > "chciałabym" - to chyba literówka.

            chyba raczej nie

            • m.malone Re: jak często odwiedzać dziecko? 14.08.03, 13:30
              Gość portalu: jar napisał(a):

              > > kete napisała:
              > > "chciałabym" - to chyba literówka.
              >
              > chyba raczej nie
              >
              Może zadał(a) pytanie w imieniu ojca?
              • kete Re: jak często odwiedzać dziecko? 14.08.03, 14:56
                dobijacie mnie. ale wyjaśnię moje połozenie. ja to kobieta. ojciec dziecka to
                mój mąż. dziecko jest oczywiscie wynikiem zdrady. mamy własne dzieci, które
                nie wiedza o tamtym dziecku. kazda jego wizyta u tamtego dziecka powoduje we
                mnie sprzeciw , bunt!!
                • Gość: Malwina Re: jak często odwiedzać dziecko? IP: *.d1.club-internet.fr 14.08.03, 14:58
                  a co ci tamto DZIECKO zrobilo ???????????
                  • kete Re: jak często odwiedzać dziecko? 14.08.03, 15:03
                    nic. ale przypomina mi ją, jej matkę. burzy mój spokój.
                    więc pytam jak pogodzic wiedze, ze dziecku potrzebny jest ojciec i powinno je
                    znac i zwykła ludzką niechęć. to dziecko jest dużym zagrożeniem dla mojego
                    małżeństwa, bo jest ono na kruchych podstawach.
                    co by bylo gdyby nie odwiedzał tamtego dziecka?
                  • m.malone Re: jak często odwiedzać dziecko? 14.08.03, 15:05
                    Gość portalu: Malwina napisał(a):

                    > a co ci tamto DZIECKO zrobilo ???????????

                    To dzięki Jarowi, zbliżyliśmy sie troche do prostej. Poplatane to jednak
                    wszystko. Pozostaje pytanie Malwiny (niezwykle ważne dla Kete) pozdrowienia
                    • kete Re: jak często odwiedzać dziecko? 14.08.03, 15:10
                      moze to wyda sie dziwne, ale mogłabym je nawet wychowywac, lubie dzieci. i nie
                      sądzę bym sie na nim mściła.
                      a mimo to rozważam co by byo gdybym sprzeciwiła sie jego odwiedzinom. i tamto
                      nie znałoby w ogóle ojca. oczywiście zapewne moje zdanie nie miałoby
                      znaczenia, w odwecie straciłyby moje dzieci. ale one i tak ojca widują tylko
                      w weekendy.
                      • m.malone Re: jak często odwiedzać dziecko? 14.08.03, 15:13
                        I jeszcze Kete. Tu nikt nie chce Cię dobijać. Widać chyba, że nikt ani nie kpi,
                        ani sie nie śmieje. Mowa o sprawach poważnych
                      • Gość: Malwina Re: jak często odwiedzać dziecko? IP: *.d1.club-internet.fr 14.08.03, 15:17
                        jestem w rozpaczy ...

                        zdaj sobie sprawe ze sprzecznosci jakie wypisujesz

                        to dziecko ci w niczym nie przeszkadza
                        przeszkadza ci :
                        1.zdrada meza
                        2.jego relacje z matka dziecka
                        3.wasze kulejace malzenstwo

                        kete napisała:

                        > moze to wyda sie dziwne, ale mogłabym je nawet wychowywac, lubie dzieci. i
                        nie
                        > sądzę bym sie na nim mściła.
                        > a mimo to rozważam co by byo gdybym sprzeciwiła sie jego odwiedzinom. i
                        tamto
                        > nie znałoby w ogóle ojca. oczywiście zapewne moje zdanie nie miałoby
                        > znaczenia, w odwecie straciłyby moje dzieci. ale one i tak ojca widują
                        tylko
                        > w weekendy.
                        • kete Re: jak często odwiedzać dziecko? 14.08.03, 15:22
                          chyba tylko kulejące małżenstwo. nad zdrada przeszłam do porządku dziennego i
                          nigdy juz mu jej nie wypomniałam. oni oboje chyba mają sie dość. w każdym
                          razie podobno nic już do siebie nie czują. i gdyby nie dziecko zdrada byłaby
                          tylko przykrym wspomnieniem.
                          jak moze byc silne małżenstwo, które widuje sie tylko w weekendy? dziwisz sie,
                          ze kazdy dzień weekendu, który nie należy do mnie jest dla mnie stracony?
                          policz ile dni w roku zajmuja weekendy? zapewne jestem zaborcza.
        • qw5 Re: jak często odwiedzać dziecko? 14.08.03, 13:10
          kete napisała:

          > moje serce? chciałabym zapomniec o istnieniu tego dziecka. okrutne?
          > zastanawiam sie co daje dziecku krótka wizyta ojca?
          Skoro pytasz odpowiem. Kiedyś sądzono, że ojciec służy głownie do prokreacji,
          względnie w pewnym okresie życia np dojrzewania potrzebny jest jego kontakt
          zwłaszcza chłopcu. Obecnie od wielu już lat, co potwierdzają najnowsze badania
          rola ojca jest tak samo istotna jak matki (zarówno dla chłopców jak i
          dziewcząt). I tu nie wyznacza sie granic wiekowych. Oczywiście w róznych
          okresach rozwoju dziecka co innego daje mu kontakt z rodzicami, co innego
          niejako "bierze od rodziców".
          Generalnie przyjmuje się, że w wychowaniu dziecka liczy się jakość kontaktów
          znacznie bardziej niz ilość. Ojcowie, którzy mają mało czasu, i widuja dziecko
          np tylko w weekend albo i rzadziej, ale wtedy są w stanie skupic się całkowicie
          na dziecku, okazać mu swoje zainteresowanie i miłość potrafią dać więcej niż ci
          codzienni ze swoimi pomrukami znad gazety.
          W przypadku takim jak Twój, pierwsze co się ciśnie na usta, to daj sobie
          spokój, ojciec to w końcu ten co wychowuje a nie ten co powołał do życia. Ale.
          Jest jedno. Bywa i tak w życiu, że początkowo (tak też bywa i u matek- choć
          rzadko) nie chce się tego dziecka, a potem jakaś tajemnicza siła powoduje, że
          zaczynasz odczuwać coś takiego jak przypływ uczuć ojcowskich, i starasz się
          naprawić błąd młodości, co nie zawsze jest możliwe.
          Dobrze więc przemyśl sprawę próbując oddzielić swe uczucia do matki dziecka jak
          i do samego dziecka ( to 2 różne osoby i jedna z nich jest cząstką Ciebie )
          Jeśli jednak masz robić to z litości, z przyzwoitości to daj spokój. Lepiej dla
          dziecka będzie jeśli pozwolisz jemu i matce ułożyć sobie życie na nowo. Jeśli
          zdarzy się to odpowiednio wcześnie, to dziecko nie odczuje psychicznie żadnych
          konsekwencji.
    • sunrise1 mój ojciec nie odwiedzał mnie 14.08.03, 13:07

      Wg mnie nie ma znaczenia fakt,że jest ono małe.
      Jeśli przyzwyczai się od początku swojego bycia_na_świecie,
      że rodzice żyją odzielnie,ale oboje jednakowo je kochają,
      będzie mu łatwiej.
      Jesli pojawiłbyś się niepodziewanie w pewnym momencie życia swojego dziecka,
      mógłbyś zburzyć istniejący porzadek.
      Oczywiście spotkania z dzieckiem są do omówienia z drugą stroną.
      Uważam,że jeśli kochasz dziecko powinineś widawywać się z nim jak najczęściej
      i od namjłodszych lat rozwijać wzajemną więź.


      z:)))
      • Gość: Mevillian ... IP: *.blich.krakow.pl 14.08.03, 15:38
        Kete!
        na samym poczatku przepraszam za uzytkownikow Forum, ktorzy nie doczytali
        jednego z Twoich postow, gdzie wyjasniasz, ze jestes zona mezczyzny - ojca
        dziecka.
        Co do pytania zawartego w pierwszym Twoim poscie, zakladajacym watek - dziecko
        powinno wiedziec, kto jest jego ojcem, powinno moc spotykac sie z nim, miec
        wspracie itd. Jak - to juz kwestia dogadania sie pomiedzy rodzicami dziecka.
        Dziecko nie jest winne temu, ze jego rodzice nie sa ze soba i jest owocem
        zwiazku pozamalzenskiego.
        Jest jeszcze jeden problem, o ktorym napisalas - czyli Twoj stosunek do calej
        sprawy. Piszesz, ze Twoje malzenstwo jest kruche; i z listu wynika, ze zle
        czujesz sie ze swiadomoscia, ze Twoj maz bedzie widywal sie ze swoim dziekciem
        ze zwiazku pozamalzenskiego [i zapewne - z matka tego dziecka]. Tu moge jedynie
        poradzic wizyte - i to nie jedna - u terapeuty malzenskiego. To sytuacja
        kryzysowa - i terapeuta moze tu pomoc [nie przypominam sobie, bys pisala o
        poradni malzenskiej, wiec stad ta.. rada].
        Pozdrawiam serdecznie -
        Mev

        P.S. i troche w zwiazku z postem, ale bardziej osobiscie... moj ojciec ma
        jedno - lub dwojke dzieci z jedna ze swoich bylych kochanek, dzieci te urodzily
        sie w czasie malzenstwa moich rodzicow. jako, ze nie utrzymywal z nimi
        kontaktu, nie znam swojego przyrodniego rodzenstwa - i on takze nie ma pojecia,
        co sie z tymi dziecmi dzieje. Teraz ojciec mieszka ze swoja druga zona; i przed
        nia takze ukrywa fakt posiadania nieslubnych dzieci - sam fakt ich zaistnienia.
        Tak wiec... nie znam swojego przyrodniego rodzenstwa. Nie mam zalu do ojca, do
        owej kobiety - tylko chcialbym kiedys poznac swoja przyrodnia siostre/brata...
        pozdrawiam...
        Mev

        • qw5 Ups :) 14.08.03, 19:05
          Faktycznie nie doczytałam. Przepraszam.

          W tej sytuacji , mogę się jedynie domyślać, jak trudnej dla Ciebie, radzę
          jednak uszanować to , że partner ma dziecko i pogodzić sie z tym. A to że sie
          nim interesuje potraktować jako kolejny jego + , bo tak w istocie jest; co się
          stało, to się nie odstanie. Myślę, że własnie min po tym poznaje się wartość
          człowieka - po jego stosunku do najbliższych, po jego odpowiedzialności.
          Próbując wtrącać się w ten układ bardzo możliwe jest, że osiągniesz efekt
          przeciwny do zamierzonego. A jeśli mąż/partner będzie chciał odejść to i tak
          odejdzie - siłą go nie zatrzymasz i zresztą nie chciałabyś pewno tego, żeby
          ktoś był z Tobą tylko z poczucia obowiązku czy z litości ?
          • kete Re: Ups :) 14.08.03, 19:34
            ja to wszystko wiem, zaakceptowałam kiedys.staram sie mysleć w ten sposób, że
            to dobrze, że on taki odpowiedzialny ( teraz). ale czy ja musze być taka
            swięta dobroć?????
            jak sobie myślę o tamtym dziecku to mi go szkoda. ale dlaczego ja mam byc ta
            dobra????
            i na ile wizyt mam pozwolić? zgodzić sie bez szemrania? on tez nie wie, co
            jest lepsze dla dziecka.

            do Malwiny: okrutna jesteś. to dziecko ma dwoje głupich rodziców i tak już
            zostanie. zyczę mu by znalazło jak najszybciej ojca- niebiologicznego, by
            wychowywalo sie w pełnej rodzinie.
            a pytam, czy można wychowac sie bez ojca i miec normalną psychikę
            • Gość: Malwina Re: Ups :) IP: *.d1.club-internet.fr 14.08.03, 19:44
              moze ja tez nie zawsze musze byc ta dobra ? :-)
              pierwsze co mi spontanicznie przychodzi do glowy ot tak zaraz to : glupia
              jestes.
              z powazaniem
              M.
              > do Malwiny: okrutna jesteś. to dziecko ma dwoje głupich rodziców i tak już
              > zostanie. zyczę mu by znalazło jak najszybciej ojca- niebiologicznego, by
              > wychowywalo sie w pełnej rodzinie.
              > a pytam, czy można wychowac sie bez ojca i miec normalną psychikę
            • qw5 ... 14.08.03, 20:18
              Powtórzę wobec tego, ojciec jest tak samo potrzebny dziecku jak i matka. Nie da
              się zrobić tak, żeby matka choćby najukochańsza i najbardziej się starająca
              zastąpiła ojca i odwrotnie. Po prostu co innego przekazuje dziecku każde z
              rodziców. A wieź zaczyna się tworzyć już od najwcześniejszych chwil. Rozumiem,
              że zastanawiasz się, czy separując sie od dziecka ojciec nie wyrządzi mu
              nieodwracalnej krzywdy, czy gdzieś w psychice nie zostaną ślady . Otóż to
              zależy od wielu okoliczności. Przyjmując najgorszą wersję - tzn.będzie brak
              kontaktu z ojcem , a oni nie ułożą sobie życia, dziecko będzie się wychowywać
              tylko z matką. Wiele zależy od tego, co dziecko będzie wiedziało o tym ojcu,
              jeśli będzie wiedziało, że żyje, ale się nie interesuje - to najgorsza wersja z
              możliwych, jest dużo lepiej jeśli dziecko myśli, że nie ma ojca, tzn. że
              ojciec nie żyje. Natomiast są to rzeczy trudne do rozwiązania, osobiście jestem
              zwolenniczką mówienia dzieciom prawdy - oczywiście w sposób stosowny do ich
              wieku. Życie bez ojca i z piętnem, że zostało się odrzuconym , myślę że nie
              będzie obojętne - mówiąc delikatnie, dla rozwoju, jak i potem w dorosłym zyciu.
              Więc jeśli jest taka szansa, aby to dziecko miało ojca i każdy z Was w miarę
              czyste sumienie myślę, że powinnaś pozwolić, aby ten kontakt był.
              Jest oczywiście kwestia techniczna, kiedy, ile, najlepiej żeby była jasno
              określona i przestrzegana i ustalona przez wszystkie strony zainteresowane.
              Jest to również lepsze dla dziecka niż kontakty przypadkowe, niesystematyczne.
              W tej chwili ,jeśli dziecko jest jeszcze maleńkie, macie czas na przemyślenie
              tych spraw.
              Pozdrawiam serdecznie.
              • kete Re: ... 14.08.03, 22:11
                dziękuje za posty.
                jasne, ze jestem glupia ( to do Malwiny). przeciez pozwolilam by ktoś zastąpił
                mnie w roli zony.
                dzieki gw5 ;-) czasami mam wielkiego doła i potrzeba mi by ktoś powiedział mi,
                ze tak trzeba. znów na jakiś czas będę wspaniałomyślna i nie będę robiła
                problemów.
                do następnego razu
          • m.malone Re: Ups :) qw5 i Mevillan 15.08.03, 00:25
            qw5 napisała:

            > Faktycznie nie doczytałam. Przepraszam.
            >
            Ci którzy wysłali posty przed 15.00 nie mogli wiedzieć, bo
            wyjaśnienie "odwarstwiło się" od gł. wątku. pzdr
      • kete Re: mój ojciec nie odwiedzał mnie 14.08.03, 17:15
        sunrise1 napisała:

        >
        > Wg mnie nie ma znaczenia fakt,że jest ono małe.
        > Jeśli przyzwyczai się od początku swojego bycia_na_świecie,
        > że rodzice żyją odzielnie,ale oboje jednakowo je kochają,
        > będzie mu łatwiej.
        > Jesli pojawiłbyś się niepodziewanie w pewnym momencie życia swojego dziecka,
        > mógłbyś zburzyć istniejący porzadek.
        >
        piszesz, ze Twoj ojciec nie odwiedzał Cie. czy uważasz, ze zaważyło to na
        Twoim losie w sposób zdecydowany? negatywny?
        • Gość: Malwina Re: mój ojciec nie odwiedzał mnie IP: *.d1.club-internet.fr 14.08.03, 18:19
          to tak jakby ci polowy siebie brakowalo
          nie dokonczona jestes
          to jest rak co gryzie cale zycie

          naprawde nie wiesz tego ?

          szczerze zdziwiona
          M.
        • sunrise1 do kete 14.08.03, 23:03
          kete napisała:

          > >
          > piszesz, ze Twoj ojciec nie odwiedzał Cie. czy uważasz, ze zaważyło to na
          > Twoim losie w sposób zdecydowany? negatywny?

          Na moim nie, ale mojej siostry bardzo.
          Mimo, ze jestem od niej wrażliwsza, to ona w decydującym
          momencie załamała się i popełniła błąd, który kosztuje ją wszystko.
          Zresztą przez całe swoje dwudziestoparoletnie życie popełnia
          błąd za błędem. Dla niej po prostu nie ma autorytetów.
          Przykro mi to pisać o własnej siostrze, ale niestety- nawet niejeden
          psycholog stwierdził, że tak odbił sie na jej osobowości brak ojca.
          Kete wybacz, ale nie miałam pojęcie, ze jesteś kobietą oraz najbliższą
          temu meżczyźnie.
          Po prostu nie czytam wszystkich wątków.
          Myślę, że i Ty powinnaś zdobyć się na zrozumienie( oczywiście , jeśli
          on chce tych wizyt.)

          pozdr, z;)


    • komandos57 Re: jak często odwiedzać dziecko? 14.08.03, 22:05
      Wcale!Kontakt przez Forum Gazeta.Ty zaloguj sie Strus,twoje dziecko Ofiara
      strusia.
    • sunrise1 mieć ojca oraz do Malwiny 14.08.03, 23:11
      Można mieć ojca biologicznego, można zupełnie' przyszywanego".
      Jeśli jest dziecko, które w niczym nikomu nie zawiniło, to
      obowiązkiem dorosłych jest zrobic wszystko w zaistniałej sytuacji,
      aby w przyszłości nie odczuło ono skutków ich wcześniejszych zachowań
      i było otoczone MIŁOŚCIĄ.

      Jestem na tak, jeśli chodzi o posiadanie obojga rodziców,
      niemniej wiem doskonale , jakie figle, na które dzieci nie mają absolutnie
      żadnego wpływu potrafi płatać życie.

      Ja jak już wcześniej napisałam dałam i daję sobie nadal radę bez ojca.
      Moja siostra niestety nie.


      Do Malwiny: czuję zupełnie pełnowartościowa i niewybrakowana.

      pozdr, z:)))
      • Gość: Malwina Re: mieć ojca oraz do Malwiny IP: *.d1.club-internet.fr 14.08.03, 23:15
        wyrosnac bez ojca mozna
        niezle
        bez slowa o ojcu nie
        • sunrise1 Re: mieć ojca oraz do Malwiny 14.08.03, 23:25
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > wyrosnac bez ojca mozna
          > niezle
          > bez slowa o ojcu nie


          Wiesz co ? Chciałabym mieć ojca, ale niestety już nie będę
          go miała, więc jeśli Ty miałaś ( masz) to Ci szczerze gratuluję.

          z
          • Gość: Malwina Re: mieć ojca oraz do Malwiny IP: *.d1.club-internet.fr 14.08.03, 23:30
            temat mnie dotyczy ale jako rodzica
            i robie co moge
            a czasem niewiele moge
    • agresja4 Re: nigdy! 15.08.03, 00:41
      skro masz watpliwosci, trutniu.
      • m.malone Re: nigdy! 15.08.03, 02:38
        agresja4 napisała:

        > skro masz watpliwosci, trutniu.

        Czemu nie poczytasz troszkę przed odpowiedzią:(
        • kete Re: nigdy! 15.08.03, 21:11
          dzieki m.malone za obrone :-)
          mój mąż chce ponosic konsekwencje swojego czynu. czyli nie jest z nim źle. a
          ja? jestem tylko człowiekiem. moje dzieci nie wiedzą nic o tamtym dziecku.
          każda wizyta jego tam to cała wyprawa. nie ma go caly dzień. a ja z każdą
          minutą czuję jak zaczynam sie denerwowac, napięcie rośnie!! czuję , ze jestem
          coraz bardziej wkurzona. i musze długo siebie przekonywac , ze tak trzeba.
          gdzies tak w głębi serca chciałam by mi odpowiedziano, że nic sie nie stanie
          nawet gdy on nie będzie obecny w zyciu tamtego dziecka, że można wyrosnąc
          nieokaleczonym. nie wiem czy uda mi sie nie reagować emocjonalnie
          • Gość: ToeToe Re: nigdy! IP: *.ihug.net 16.08.03, 09:17
            Gdzies ostatnio obilo mi si o uszy, ze swiadomosc psychologiczna w
            spoleczenstwie wzrasta, ale Ty chyba z epoki kamienia lupanego. Jezu, jak bym
            byla facetem i miala takiego trzepaka w domu jak Ty, to tez bym wybrala
            poligamie...
            Szkoda dziecka.

            > dzieki m.malone za obrone :-)
            > mój mąż chce ponosic konsekwencje swojego czynu. czyli nie jest z nim źle. a
            > ja? jestem tylko człowiekiem. moje dzieci nie wiedzą nic o tamtym dziecku.
            > każda wizyta jego tam to cała wyprawa. nie ma go caly dzień. a ja z każdą
            > minutą czuję jak zaczynam sie denerwowac, napięcie rośnie!! czuję , ze jestem
            > coraz bardziej wkurzona. i musze długo siebie przekonywac , ze tak trzeba.
            > gdzies tak w głębi serca chciałam by mi odpowiedziano, że nic sie nie stanie
            > nawet gdy on nie będzie obecny w zyciu tamtego dziecka, że można wyrosnąc
            > nieokaleczonym. nie wiem czy uda mi sie nie reagować emocjonalnie
        • agresja4 Re: nigdy! 15.08.03, 21:26
          m.malone napisał:

          > agresja4 napisała:
          >
          > > skro masz watpliwosci, trutniu.
          >
          > Czemu nie poczytasz troszkę przed odpowiedzią:(

          Czytam
          Każdy interpretuje inaczej.

          Kolejne posty Kete powinny mnie inaczej ustosunkować
          Tylko po co?
          Napisałam to co czułam w danym momencie.


          • m.malone Re: nigdy! 16.08.03, 11:30
            agresja4 napisała:

            > m.malone napisał:
            >
            > > agresja4 napisała:
            > >
            > > > skro masz watpliwosci, trutniu.
            > >
            > > Czemu nie poczytasz troszkę przed odpowiedzią:(
            >
            > Czytam
            > Każdy interpretuje inaczej.
            >
            > Kolejne posty Kete powinny mnie inaczej ustosunkować
            > Tylko po co?
            > Napisałam to co czułam w danym momencie.
            >
            Cztasz? Chyba tylko tytuły wątków i może postów. Trochę mało, żeby sie
            ustosunkować:(
            • agresja4 Re: nigdy! - m.malone 16.08.03, 17:39
              m.malone napisał:

              > agresja4 napisała:
              >
              > > m.malone napisał:
              > >
              > > > agresja4 napisała:
              > > >
              > > > > skro masz watpliwosci, trutniu.
              > > >
              > > > Czemu nie poczytasz troszkę przed odpowiedzią:(
              > >
              > > Czytam
              > > Każdy interpretuje inaczej.
              > >
              > > Kolejne posty Kete powinny mnie inaczej ustosunkować
              > > Tylko po co?
              > > Napisałam to co czułam w danym momencie.
              > >
              > Cztasz? Chyba tylko tytuły wątków i może postów. Trochę mało, żeby sie
              > ustosunkować:(


              zwykle interesuje mnie wypowiedź podstawowa, lub też jak trafnie zuważyłeś,
              tytuł wątku.
              W dalszych wypowiedziach ludzie zaczynają usprawiedliwiać się, głównie przed
              sobą.

              Nie pasuje Ci moje spojrzenie?
              Nie przejmuj się mną.:)
    • ta_ Re: jak często odwiedzać dziecko? 15.08.03, 21:47
      Sądzę, że bardziej obawiasz się spotkań męża z matką dziecka niż z jego
      dzieckiem. Nie izoluj ojca od dziecka, choć to dla ciebie bardzo trudne.
      Twoje dzieci powinny poznać przyrodniego brata/siostrę.
      Wszystkie dzieci będą miały do was dorosłych żal, gdy wreszcie się odnajdą.
      Ta_
      • kete Re: jak często odwiedzać dziecko? 16.08.03, 10:48
        no dobrze, mińmy mnie. ja tu w sumie nie jestem ważna. a wrócmy do pierwotnego
        pytania: jak często to jest wystarczająco? jakie minimum jest niezbedne, by
        tamto nie czuło sie odrzucone?
        • m.malone Re: jak często odwiedzać dziecko? 16.08.03, 11:40
          kete napisała:

          > no dobrze, mińmy mnie. ja tu w sumie nie jestem ważna. a wrócmy do
          pierwotnego
          > pytania: jak często to jest wystarczająco? jakie minimum jest niezbedne, by
          > tamto nie czuło sie odrzucone?

          Ciebie nie można pominąć, bo jesteś jednym z trzech punktów, na których opiera
          sie dobro i Twoich dzieci, i tamtego. Jak często? Tak, aby żadne z dzieci nie
          odczuwało, że jest odrzucane. To chyba można jakoś uporządkować. A spokój dla
          Ciebie możesz odnaleźć przede wszystkim w sobie. Pozdrawiam bardzo serdecznie.
          Uśmiechnij się, o tak:)
          • Gość: tundra Re: jak często odwiedzać dziecko? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.03, 12:41
            • Gość: tundra Re: jak często odwiedzać dziecko? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.03, 13:00
              przepraszam, nie weszło.

              Najpierw chcialabym powiedziec, ze trudno wypowiadac sie, nei bedac w sytuacji
              kate. Jak strasznie trudno musi byc widywac meza, z ktorym roznie sie uklada,
              tylko w weekendy, i miec swiadomosc, ze czesc tego czasu on spedzi u kobiety, z
              ktora nas zdradzil i splodzil z nia dziecko. mysle, ze wszelkie emocje,
              najbardziej negatywne, sa w takiej sytuacji zupelnie zrozumiale. Jak ona musi
              sie czuc!!! Przeciez nie pisze, ze sie nie zgadza, ze cos robi. Pisze, ze
              cierpi, ze wolalaby, zeby nie musial tam jezdzic. w istocie dzieli sie raczej
              swoim zagubieniem, bolem i rozpacza, przeciez z kolejnych postow widac, ze
              walczy o malzenstwo i nie chce krzywdy tego dziecka.
              kate, musi Ci byc strasznie ciezko. Poczucie rozgoryczenia, frustracji i
              pragnienia, by sytuacja sie zmienila sa tutaj oczywiste. buntujesz sie przeciw
              temu, co w istocie roumiesz- czy ja zasze musze byc ta dobra? no bo jestes ta
              dobra. bo co innego twoje dzialanie, a co innego emocje, ktore temu towarzyszą.
              masz do nich pelne prawo i nie daj osbie wmowic, ze jest inaczej.
              Ciezko jest znalesc ujscie dla takich emocji, a jednoczesnie pozostac
              rozumiejaca i wybierac droge, ktora nas tyle kosztuje, choc w sumie uwazamy ja
              za sluszna, to tak bardzo trudna i bolesna.
              Przyszlo mi do glowy, ze moze latwiej by Ci bylo, moze sie myle i z gory wtedy
              przepraszam- soro pisalas, ze moglabys je nawet wychowywac- moze udaloby sie,
              zeby maz przywozil dziecko do Was- bylabys spokojniejsza, ze nie spedza czasu z
              tamtą, dziecko, ktore poznasz przestanie byc ta grozna niewiadoma, bedzie mozna
              spedzic czas z mezem, umocnic Wasz zwiazek, a tamto dziecko i Twoje tylko na
              tym zyskają- bo pomysl, jaki szok przezyja Twoje dzieci, jesli dowiedza sie o
              wszystkim po latach- wedy wszystkie dobre wspomnienia wydadza im sie falszywe,
              skoro tak zostaly oszukane.
              moze to za duzo byloby dla ciebie, patrzec na jego dziecko splodzone z inna.
              nie wiem. ale moze jednak byloby Ci latwiej, wiedzialabys, co jest grane,
              bylabys obecna przy tych spotkaniach, poza tym, taka sytuacja tak z boku wydaje
              sie duzo zdrowsza, choc wcale nie musi byc dobrym rozwiazaniem u was, jest tyle
              niuansow, o ktorych nie wiemy...
              Bo, jak sama w gruncie rzeczy wiesz, niestety dziecku ojciec jest potrzebny.
              widze to po swoim dziecku. jak tata nie zadzwoni kilka dni, budzi sie w nocy z
              placzem. a widuja sie w kazdy weekend. i dzownimy prawie codziennie.
              nie jest to latwe, wciaz mnie boli kontakt z ojcem dziecka. ale jemu tata jest
              potrzebny. widze to na kazdym kroku, bawi sie w tate jezdzac samochodzikami, ze
              niby to tata jest kierowca, mowi o tacie, rysuje tate i siebie razem. teskni.
              dziecko rozumie od poczatku.
              od poczatku potrzebny mu tata.
              Ale Ty to wiesz, tak naprawde. jestem pod wrazeniem, ze w tak trudnej sytuacji
              myslisz o tym dziecku i starasz sie byc "ta dobra" choc tak duzo Cie to
              kosztuje. Mysle, ze mozesz byc z siebie dumna. Popatrz sobie w lustrze w oczy.
              Kobieta, ktora widzisz, to nie byle kto.
              Ja jestem pod wrazeniem. A emocji nie da sie amputowac. trzeba sie wyzalic,
              nawet w drastyczny sposob. I nikomu z nas to oceniac.
              jestem pewna, ze bylabym pelna nienawisci i bardzo by mnie to meczylo. choc
              chcialabym jak najlepiej.
              Co innego rozumiec, co innego czuc.
              jestes godna najwyzszego szacunku, kate.
              nie mam watpliwosci ,ze sobie poradzisz.
              chyle czola.





              • kete Re: jak często odwiedzać dziecko? 16.08.03, 13:19
                dzieki . próbuje sie usmiechąć ;-))( to do m.malone)
                tundro, masz racje, wolałabym by z nim przyjeżdżał do nas. ale ono ma niecałe
                1,5 roku i mąż boi sie, ze w obcym domu bez matki ono będzie płakało, będzie
                nam trudno poradzić sobie.
                dlaczego nasze dzieci nie wiedzą? ja chciałam im powiedziec od razu. mąż
                uznał, ze powie im dopiero wtedy , gdy będzie mógł je pokazac. teściowa
                odwodziła mnie, by jej syn nie stracił autorytetu u starszych dzieci. dośc, ze
                zmieniłam zdanie. a teraz z każda chwila jest mi trudniej.
                jak ślicznie zauważyłaś, emocje a wiara w słusznosc tego co sie robi to
                zupełnie inne strony tego medalu.
                gdy sobie wyobrażam sielankowy obrazek: rodzice i ich dziecko bawiące sie
                wesoło w parku- czuję ogromna zazdrość! tak ma być, sa w miejscu publicznym,
                wierzę, ze między nimi nic nie zajdzie ( chce wierzyć), ale...

                tundro, dziękuje za list, czytając rozpłakałam sie jak dziecko. wierze, ze
                znajde siły
              • Gość: Malwina Re: jak często odwiedzać dziecko? IP: *.d1.club-internet.fr 16.08.03, 13:24
                rany boskie
          • agresja4 Re:malone, co Ty gadasz!!! 16.08.03, 17:48
            m.malone napisał:

            " Jak często? Tak, aby żadne z dzieci nie
            > odczuwało, że jest odrzucane. "

            Wyobraź sobie, że jesteś "tym" dzieckiem.
            Więc jak często Ci wystarczy???????????????/
            Co drugi dzień, raz w miesiącu, raz w tygodniu, czy codziennie na chwilę -
            co powiesz o rozstaniach?

            Odpowiedz mi.
            • blabona Re:malone, co Ty gadasz!!! 16.08.03, 20:05
              kete-szczerze powiem,ze nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
              Wybaczyłaś zdradę-Twoja sprawa, musiałaś też chyba wiedzieć,ze owocem tej
              zdrady jest dziecko-to też zaakceptowałaś(?);więc o co Ci chodzi?
              ja bym nie wytrzymała i rozstała sie z mężem,Ty postanowiłaś mu wybaczyć i
              zaakceptować całą reszte więc nie wylewaj teraz łez nad rozlanym mlekiem.
              Albo go zostaw,albo przestań rozdrapywać to ,co niejako zaaprobowałaś
              • Gość: ita Re:malone, co Ty gadasz!!! IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.03, 22:54
                Łatwo powiedzić , blabona. Niestety , przez nieodpowiedzialność kolejnego
                faceta problemy dla wielu osób. Trzymaj się , kete. Może czas pozwli ci na
                pogodzenie z sytuacją. A takie panienki , które wskakują do łóżka cudzych
                mężów i fundują sobie dzieciątko, by ich przytrzymać ,są pożałowania godne.
                Chce przygody , to niech na tym poprzestanie , a nie funduje własnemu dziecku
                życie od początku w problemach. Sorry , ale głupota pogania tu głupotę.
                Szkoda , że za to cierpi kete.
              • procesor Re:malone, co Ty gadasz!!! 17.08.03, 01:46
                blabona napisała:
                > więc o co Ci chodzi?

                O wolność słowa i zdrowie psychiczne jak przypuszczam. Wiecej empatii lub
                przynajmniej nauka takowej. Chciałabys by ciebie tak scinano??

                > ja bym nie wytrzymała i rozstała sie z mężem,Ty postanowiłaś mu wybaczyć i
                > zaakceptować całą reszte więc nie wylewaj teraz łez nad rozlanym mlekiem.
                > Albo go zostaw,albo przestań rozdrapywać to ,co niejako zaaprobowałaś

                To że ty tak bys zrobiła - nie znaczy że Kete musi.
                W tej sytuacji wykazałą sie duzą dozą rozsądku i siłą charakteru.
                Wypiać d*** na męża i ojca swoich dzieci to najprostsze wbrew pozorom
                rozwiazanie - ale czy najlepsze??

                Owszem wazne by tamto dziecko miało ojca - ale co z dziećmi Kete?? Przeciez one
                tez tęsknia za ojcem który cały tydzień pracuje poza domem!!!! One są te
                gorsze? Bo tamto dziecko jako "świeższe" ma byc lepiej traktowane?? Ni ema
                dobrych rozwiazań w takiej sytuacji. Gdy dziecko podrośnie będzie dobre chyba
                przywożenie go do was. Ale teraz? A dzieciom lepiej było powiedzieć od razu -
                bez zagłębiania sie w szczegóły. Nawet małe dzieci nie są głupie.
                Ale jak widać słuszny pomysł Kete by powiedziec dzieciom nie wypalił -
                tchórzliwy mąż i teściowa woleli zamieść pod dywan wstydliwy temat. Myśla że
                jak póżniej sie dowiedza - to autorytet bedzie się miał lepiej? Naiwność. I jak
                zaufac ojcu który nie dość że mame zdradził, przemilczał brata - to jeszcze BAŁ
                się przyznac i wytłumaczyc dzieciom?? Ten właściwy moment juz minął.


                Kete.
                Myslę że Mevillan dobrze ci i z serca radzi. Przyda sie wam pomoc z zewnatrz.
                Mąż chyba ma tu najwięcej do przemyslenia i zrobienia. To JEGO zdrada. To on
                nawalił na całej linii, to on powinien starać sie to wszystko ułozyć.
                Życzę dużo siły Kete. Przyda ci się. Nie przejmuj sie atakami na siebie.
                A Malwina choc kąsliwa kobieta - dobre ma serce.. :)
                • kete Re:malone, co Ty gadasz!!! 17.08.03, 12:54
                  mieszkam w małym miasteczku, gdzie wszyscy sie znaja i chyba nie kojarzę
                  żadnego psychologa rodzinnego. normalnie daje sobie radę psychicznie, tylko
                  raz na pół roku dopada mnie zwątpienie i poczucie wielkiej krzywdy.
                  wtedy chce krzyczec!!
                  wybaczyć zdrade, czy nie? duma jest czymś co mówi NIE!! ale szkoda mi było
                  moich dzieci. tak, wiedziałam o tamtym. wiem,ze od momentu gdy ono sie poczęło
                  między nimi zaczęło sie psuć.
                  zdrada pojawia sie wtedy, gdy mija świeżośc związku, przestaje być on tak
                  pielęgnowany jak na początku, pojawia sie okazja w postaci młodszej, chętnej,
                  bez skrupułów panienki. nie winię tylko jednej strony, dlatego uważam, ze
                  można ją wybaczyc , bo nie ma ludzi idealnych. dziecko to zupełnie inny motyw
                  zdrady.
                  o ile mogę zaakceptowac dziecko- nigdy nie poczuje deka sympatii do tamtej
                  kobiety. mam takie prawo. nie wybielam też jego.
                  chodzi mi tylko o to, ze ona CHCIAŁA miec dziecko! wmówiła mu, ze jest
                  bezpłodna....i tu otwiera mi sie nóż w kieszeni!
            • m.malone Re:malone, co Ty gadasz!!! 16.08.03, 23:09
              agresja4 napisała:

              > m.malone napisał:
              >
              > " Jak często? Tak, aby żadne z dzieci nie
              > > odczuwało, że jest odrzucane. "
              >
              > Wyobraź sobie, że jesteś "tym" dzieckiem.
              > Więc jak często Ci wystarczy???????????????/
              > Co drugi dzień, raz w miesiącu, raz w tygodniu, czy codziennie na chwilę -
              > co powiesz o rozstaniach?
              >

              Nie ma recepty.EOM
              > Odpowiedz mi.
      • komandos57 Re: jak często odwiedzać dziecko? 17.08.03, 20:44
        ta_ napisała:

        > Sądzę, że bardziej obawiasz się spotkań męża z matką dziecka niż z jego
        > dzieckiem. Nie izoluj ojca od dziecka, choć to dla ciebie bardzo trudne.
        > Twoje dzieci powinny poznać przyrodniego brata/siostrę.
        > Wszystkie dzieci będą miały do was dorosłych żal, gdy wreszcie się odnajdą.
        > Ta_
        //////////////////////////////////////////////////////////
        ta_ czyli jebnieta suka.On zawsze prawde mowi.Ona czyli on jest jebniety
Inne wątki na temat:
Pełna wersja