nie_wiem
21.08.03, 10:34
Nie cieszy mnie ono, a powinno. Praca, pieniądze, przyjaciele, ktoś obok
mnie, choć daleko, emocjonalnie młodszy znacznie ode mnie.
Wstaje rano, nic się nie chce, terminy sie piętrzą a ja nie czuje energii do
niczego. Zmuszam się, by markować, że pracuję. Terminy sie piętrzą nadal.
Rozmowy z przyjaciółmi nic nie dają, jakiś relaks... nic. Boje się pustki,
która mnie ogarnia.
Wiem, że wpadając w pracę poczuje się troche lepiej ale to nie zmienia tego,
że w środku dusza wyje. Nie chce zagłuszać niczego pracą, znajdować sobie
erzaców szcześcia.
Ciężko mi nabrać dystansu, jestem przemeczona, choć dopiero co skończył mi
sie urlop. Zaraz zmusze się, by sięgnąć p opracę, by mieć świadomość, że to
tylko chwila, bo znowu mnie dopadnie jakiśćścisk w środku... Jeszcze troche i
popadne w jakąś depreche albo obłęd.:(