Dodaj do ulubionych

jak zrozumiec faceta (troche o seksie)

IP: *.nuph.us.edu.pl 05.06.01, 15:19
Mowi sie, ze kobiety nie da sie zrozumiec... No, nie
wiem czy to do konca prawda - moj problem jest
akurat odwrotny! Ja nie mam bladego pojecia jak
zrozumiec faceta i jakimi zawilymi meandrami porusza
sie meska psychika...
O co chodzi - w tym przpadku o seks, ale nie tylko.
Problem z seksem jest tu akurat najlepszym przykladem
stosunkow z moim mezem. Malzenstwem jestesmy od prawie
trzech lat i najchetniej w tej chwili spakowalabym
walizki i wyniosla sie na drugi koniec swiata, bo
nastepnych takich trzech lat nie wytrzymam!!!
Kiedy ja mam ochote na seks (a czesto mi sie to zdarza,
do czego z reguly kobiety sie nie przyznaja) to moj
maz albo jest zmeczony, albo oglada telewizje, albo ma
cos waznego do zalatwienia (np. w niedziele o 8 rano)!
On natomiast ochote na te sprawy ma kiedy ja mam okres
albo glowa mi peka po ciezkim dniu w pracy, albo musze
pedzic na przystanek bo zaspalam i praktycznie juz do
owej pracy jestem spozniona. W efekcie tej taktyki
wspolzycie plciowe zredukowalo sie do dwoch czy trzech
razy w miesiacu i to nie zawsze w stylu ktory by mnie
zadowalal. Jak juz chce miec dobrze a hormony mnie
rozsadzaja to musze niezle sie nameczyc, zeby mu
narobic ochoty, a nastepnie 'zgwalcic' - no, moze nie
doslownie, ale tak sie czuje kiedy facet lezy jak
kloda a ja robie z nim to co robie...Pomijajac aspekt
mojego samopoczucia to przeciez jest to strasznie
nudne zawsze kochac sie tak samo, zwlaszcza jesli druga
strona zachowuje sie jakby chciala powiedziec 'jak juz
musisz to mnie bierz'. Do tego cala ta sytuacja wydaje
mi sie glupia i nienaturalna...
Jakby malo bylo tego, to proba oddania inicjatywy
w rece mojego meza z reguly konczy sie fiaskiem
- albo zaczyna jakas glupia sprzeczke zeby do niczego
miedzy nami nie doszlo, albo odstawia szybki numerek
na odczepnego, co wcale mi sie nie podoba. W efekcie
duzo czesciej robie to sama niz z nim i przynajmniej
mam na to kilka swoich sposobow. No ale przeciez nie
o samoobsluge chodzi w malzenstwie, zwlaszcza, ze
jednak wolalabym z facetem...Taka juz ludzka natura...
Kupilam dobra ksiazke o tych sprawach i zaczytywalam
sie nia na jego oczach - obejrzal tylko obrazki, ale
nie przeczytal...
I niech mi ktos teraz powie co jest sluszne - zyc tak
dalej, odejsc, poszukac kochanka? Co znaczy cala ta
glupia gra i strategia unikow w przypadku faceta ktory
przed slubem i krotko po mial wiecej inicjatywy
i fantazji...Znudzilo go malzenstwo? No to przeciez
dlatego chcialabym od czasu do czasu oddac sprawe
w jego rece!!! Brak mu umiejetnosci??? Przeciez
jestesmy ze soba kilka lat, a poza tym nie jestesmy
juz od dawna nastolatkami. No i kupilam fachowa
literature!!! Nie pociagam go??? No to po co sie ze
mna zenil (nie jestem bogata, ani nawet zamozna)???
Czy ktos rozumie co tu jest grane?
Czy takim duzym problemem jest dla faceta to, ze
kobieta oczekuje seksu podobnego do dobrego
wypracowania: ze wstepem niezbyt rozwleklym, ale
doskonale wprowadzajacym w temat; z gruntownym
i szczegolowym rozwinieciem tematu i z krotkim,
zwiezlym i najlepiej efektownym zakonczeniem.
Takie wypracowania zawsze wysoko sie ocenia, a ja
osobiscie rownie wysoko ocenilabym taki seks.
Czy cos jest nie tak w moim sposobie myslenia?
Obserwuj wątek
    • Gość: zizi Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.sap-ag.de 05.06.01, 18:38
      Joasia,

      jestem facetem.
      Czy Ty w ogole rozmawiasz ze swoim mezem o swoich oczekiwaniach/potrzebach?
      Wierz mi faceci, w przeciwienstwie do kobiet, maja problem z rozeznaniem
      sytuacji i potrzebuja wskazowek - czego kobieta oczekuje.
      Ja na przyklad z moja kobieta mam uklad, ze ona mowi glosno czego oczekuje i
      jesli chce sie kochac w momencie kiedy mam wyjechac od niej (spotykamy sie w
      weekendy) to zostaje i kochamy sie. I taka sytuacje mielismy. Miala ochote, a
      na seks z nia ja mam zawsze ochote (musze sie swojego tygryska spytac o zdanie)
      wiec nie ma o czym mowic. Nigdy nie zostawiam jej nie zaspokojonej.
      Jesli w tygodniu mamy ochote sie spotkac, wsiadam w pociag na 3 godziny, jestem
      w Poznaniu okolo 21, wstaje po 5 i wracam do roboty przepracowany.
      Rozmawiajcie o tym - taka jest moja rada. Nie oczekuj, ze facet sie domysli, ze
      jestes niezadowolona.
      My rozmawiamy o tym.
      Rozmawiajcie o tym, taka jest moja rada!

      pozdr, ZZ
      • Gość: Miluszka Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.06.01, 21:22
        Jestem sporo lat po slubie i tez zauwazam to, co Joanna, tzn, ze moj maz ma ochote na seks w
        dziwnych chwilach - (jezeli w ogole ma) i na pewno nie wtedy, kiedy ja. Natomiast czesto mi zarzuca,
        ze ja na nic nie mam ochoty i ze nie zachecam do seksu. Sam bardzo rzadko kiedy podejmuje
        incjatywe, a kiedy ja to robie - nie zauwaza. Na moje niesmiale sugestie , na co mam ochote, twierdzi,
        ze tego nie lubi. Teraz juz nie sugeruje niczego, bo nie chce narazic sie na odmowe. Panowie ( ale ci
        zonaci od kilku lat), prosze o informacje , czy
        -panom szybciej przechodzi ochota
        -musza miec partnerke - nie zone, wtedy jest O.K.
        - inne wytlumaczenie
        A tak w ogole, to lubimy sie z mezem i w zyciu codziennym jest nam z soba genialnie - wspieramy sie
        itd, on lubi nasze dzieci i jest dobrym ojcem
        Miluszka
        -
    • Gość: ula Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.travelers.com 05.06.01, 19:37
      Joanna, najpierw komplement dla ciebie, masz talent do pisania bo bardzo ciekawie i obrazowo
      opisalas uklady w swoim malzenstwie ...a wlasciwie jeden ich aspekt, ktory zapewne jest odbiciem
      waszych pozostalych malzenskich ukladow...wyglada na to ze twoj maz ma jakies problemy ktore
      przed toba ukrywa...i zamiast zdobyc sie na szczerosc uprawia "gierki", co samo w sobie niezbyt
      dobrze swiadczy o jego dojrzalosci do dlugotrwalego zwiazku...w zwiazku, w ktorym nie ma szczerosci
      nie moze byc mowy o emocjonalnej wiezi a bez tej nic sie dlugo nie utrzyma...sama piszesz ze jestes
      gotowa spakowac walizki...i wcale ci sie nie dziwie...rozwiazanie przyczyn tej hustawki emocjonalnej
      jest konieczne ale czy utrzymywane obecnego status quo i jednoczesne fundowanie sobie kochanka
      jest na to sposobem? moim zdaniem - nie...
      najlepszym sposobem jest rozmowa, szczera, uczciwa,bez gier i zabawy w podchody, bez ukrywania
      swoich mysli i zamiarow....tylko taka moze przyniesc jakies pozytywne rezultaty dla obu stron, a jesli
      ich nie bedzie to lepiej stracic niecale trzy lata swojego zycia niz dusic sie emocjonalnie przez reszte
      zycia...
      zycze powodzenia ...tylko prosze nie obwiniaj siebie za brak komunikatywnosci swojego meza...
      pozdrawiam
      : )


      wiec moze na poczatek zrobisz po prostu kopie swojego email i dostarczysz go swojemu
      mezowi...moze to go sprowokuje do rozpoczecia dialogu z toba...
      .
    • Gość: joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 06.06.01, 10:46
      Widze, ze wetknelam kij w mrowisko bo w tempie
      blyskawicznym wypowiedzialo sie kilka osob. Mam
      nadzieje, ze drogie panie sie nie obraza iz nie
      skometuje ich wypowiedzi (zreszta i tak sie z nimi
      zgadzam), ale chcialam zapytac o kilka spraw naszych
      kolegow, ktorzy (jak sadze) wiecej wiedza o meskim
      punkcie widzenia niz my. My sie tylko meczymy zeby
      spojrzec na swiat ich oczami, a panowie czasami nie
      daja nam tej szansy...
      No wiec Zizi - na pewno nie jestes takim samym typem
      faceta jak moj maz. On tez nie urodzil sie w tym
      samym miescie co ja, ale przed slubem w pociag to ja
      wsiadalam i lecialam do niego jak szalona. Troche to
      trwalo i kosztowalo mnie sporo nerwow, zeby zaczal
      przyjezdzac do mnie, a co to byla za meka, zeby
      naklonic go do pierwszej wizyty u moich rodzicow...
      Moze juz wtedy powinnam byla zauwazyc, ze odwagi moglby
      miec troche wiecej.
      A co do rozmowy - czy ja wygladam na kogos, kto nie
      potrafi mowic czego chce??? Przeciez gdybym byla
      niesmiala dzieweczka to nie poruszalabym tak osobistej
      sprawy na publicznym forum. Wszystkie metody juz
      zawiodly - rozmowa, awantura, uwodzenie, szantaz w
      stylu 'ty sie nie chcesz ze mna kochac to ja nie
      zmywam garow'.Zawsze slysze, ze dzisiaj nie, ale ze
      jutro sie postara... Tylko to 'jutro' nigdy nie chce
      nadejsc. Ostatnio przedwczoraj obiecal mi ,ze 'jutro',
      a gdy wrocilam z pracy wczoraj to najpierw ogladal
      'Czarne chmury' na dwojce, pozniej 'Cud milosci' na
      polsacie, przy informacjach juz nie wytrzymalam i
      zrobilam dzika awanture. A pozniej jak juz emocje
      opadly to musial jechac do pracy na nocna zmiane. Ale
      obiecal mi wczoraj, ze 'jutro'... A przy okazji
      -pierwsza rzecza o jaka sie wczoraj spytal gdy wrocilam
      z pracy bylo 'Co sie wczoraj stalo w Dwoch Swiatach'!!!
      Chyba kochajacy maz powinien sie spytac zmeczonej
      zony czy zrobic jej herbaty, rozmasowac plecy...
      A coz mnie obchodza Dwa Swiaty - jak jestem sama to
      nawat nie ogladam telewizji...
      Ja zawsze mowie czego chce - potrafie to nawet
      wykrzyczec!!!
      Pal z kolei mowi, zeby kochac, akceptowac itd...
      Cylowieku, a czy ja jestem matka Tresa zeby sie tak
      bezinteresownie poswiecac??? Przeciez jasne jest, ze
      w milosci kazdy oczekuje odwzajemnienia swoich
      uczuc, spelnienia pragnien. Ja jestem normalna kobieta
      a nie swieta i nie uznaje takiego zwiazku gdzie jedna
      strona tylko bierze, a druga daje...
      Wyobraz sobie, ze masz na swojej glowie caly domowy
      budzet, zarabiasz niewiele, ale i tak wiecej od swojej
      zony, jak jest okazja - to jeszcze dorabiasz, wracasz
      do domu a ona narobila balaganu i nawet po sobie
      nie posprzatala, ze ona nie szanuje pieniedzy i zawsze
      jej sie cos nalezy, a do tego zlozyla sluby,ze przez
      miesiac bedzie zyla w cnocie...
      Prosze bardzo - kochaj ja i akceptuj w takim ukladzie
      i jeszcze wyreczaj we wszystkim. Zazdroszcze ci az tak
      bezinteresownej postawy!!! A moze nie o to ci chodzilo?
      Moze chciales powiedziec, ze mezczyzn trzeba kochac
      niezaleznie od tego jak niewiele z siebie daja i jak
      wiele zaniedbuja...W takim razie wy tez kochajcie nas
      za darmo (sami gotujcie, pierzcie, sprzatajcie,
      sami zaspokajajcie wszystkie wasze potrzeby)a bedziemy
      kwita!!!
      Czy ktos chcialby jeszcze cos powiedziec?
      • Gość: zizi Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.sap-ag.de 06.06.01, 11:09
        Gość portalu: joanna napisał(a):

        &#62 Widze, ze wetknelam kij w mrowisko bo w tempie
        &#62 blyskawicznym wypowiedzialo sie kilka osob. Mam
        &#62 nadzieje, ze drogie panie sie nie obraza iz nie
        &#62 skometuje ich wypowiedzi (zreszta i tak sie z nimi
        &#62 zgadzam), ale chcialam zapytac o kilka spraw naszych
        &#62 kolegow, ktorzy (jak sadze) wiecej wiedza o meskim
        &#62 punkcie widzenia niz my. My sie tylko meczymy zeby
        &#62 spojrzec na swiat ich oczami, a panowie czasami nie
        &#62 daja nam tej szansy...
        &#62 No wiec Zizi - na pewno nie jestes takim samym typem
        &#62 faceta jak moj maz. On tez nie urodzil sie w tym
        &#62 samym miescie co ja, ale przed slubem w pociag to ja
        &#62 wsiadalam i lecialam do niego jak szalona. Troche to
        &#62 trwalo i kosztowalo mnie sporo nerwow, zeby zaczal
        &#62 przyjezdzac do mnie, a co to byla za meka, zeby
        &#62 naklonic go do pierwszej wizyty u moich rodzicow...
        &#62 Moze juz wtedy powinnam byla zauwazyc, ze odwagi moglby
        &#62 miec troche wiecej.
        &#62 A co do rozmowy - czy ja wygladam na kogos, kto nie
        &#62 potrafi mowic czego chce??? Przeciez gdybym byla
        &#62 niesmiala dzieweczka to nie poruszalabym tak osobistej
        &#62 sprawy na publicznym forum. Wszystkie metody juz
        &#62 zawiodly - rozmowa, awantura, uwodzenie, szantaz w
        &#62 stylu 'ty sie nie chcesz ze mna kochac to ja nie
        &#62 zmywam garow'.Zawsze slysze, ze dzisiaj nie, ale ze
        &#62 jutro sie postara... Tylko to 'jutro' nigdy nie chce
        &#62 nadejsc. Ostatnio przedwczoraj obiecal mi ,ze 'jutro',
        &#62 a gdy wrocilam z pracy wczoraj to najpierw ogladal
        &#62 'Czarne chmury' na dwojce, pozniej 'Cud milosci' na
        &#62 polsacie, przy informacjach juz nie wytrzymalam i
        &#62 zrobilam dzika awanture. A pozniej jak juz emocje
        &#62 opadly to musial jechac do pracy na nocna zmiane. Ale
        &#62 obiecal mi wczoraj, ze 'jutro'... A przy okazji
        &#62 -pierwsza rzecza o jaka sie wczoraj spytal gdy wrocilam
        &#62 z pracy bylo 'Co sie wczoraj stalo w Dwoch Swiatach'!!!
        &#62 Chyba kochajacy maz powinien sie spytac zmeczonej
        &#62 zony czy zrobic jej herbaty, rozmasowac plecy...
        &#62 A coz mnie obchodza Dwa Swiaty - jak jestem sama to
        &#62 nawat nie ogladam telewizji...
        &#62 Ja zawsze mowie czego chce - potrafie to nawet
        &#62 wykrzyczec!!!
        &#62 Pal z kolei mowi, zeby kochac, akceptowac itd...
        &#62 Cylowieku, a czy ja jestem matka Tresa zeby sie tak
        &#62 bezinteresownie poswiecac??? Przeciez jasne jest, ze
        &#62 w milosci kazdy oczekuje odwzajemnienia swoich
        &#62 uczuc, spelnienia pragnien. Ja jestem normalna kobieta
        &#62 a nie swieta i nie uznaje takiego zwiazku gdzie jedna
        &#62 strona tylko bierze, a druga daje...
        &#62 Wyobraz sobie, ze masz na swojej glowie caly domowy
        &#62 budzet, zarabiasz niewiele, ale i tak wiecej od swojej
        &#62 zony, jak jest okazja - to jeszcze dorabiasz, wracasz
        &#62 do domu a ona narobila balaganu i nawet po sobie
        &#62 nie posprzatala, ze ona nie szanuje pieniedzy i zawsze
        &#62 jej sie cos nalezy, a do tego zlozyla sluby,ze przez
        &#62 miesiac bedzie zyla w cnocie...
        &#62 Prosze bardzo - kochaj ja i akceptuj w takim ukladzie
        &#62 i jeszcze wyreczaj we wszystkim. Zazdroszcze ci az tak
        &#62 bezinteresownej postawy!!! A moze nie o to ci chodzilo?
        &#62 Moze chciales powiedziec, ze mezczyzn trzeba kochac
        &#62 niezaleznie od tego jak niewiele z siebie daja i jak
        &#62 wiele zaniedbuja...W takim razie wy tez kochajcie nas
        &#62 za darmo (sami got
      • Gość: Basia Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.*.*.* 19.07.01, 12:12
        Joasiu - rozumiem Cie doskonale, przeszlam to samo, a moj zwiazek perzestal
        istniec po 5 latach, ba biorac pod uwage fakt iz obecnie mam 25 lat - to radze
        "olac faceta" - ja mam bajecznie szczlony tenperament i nie umiem sobie
        wyobrazic tygodnia, ba czasem dnia bez seksu... troche to zabrzmi dziwnie ale
        to mnie relaksuje. Obecnie zeby bylo smiesznie to jestem sama - a w zyciu poza
        seksem chce jeszcze partnerstwa i zrozumienia, romantyzmu i uwielbienia...
        Lubie moja samotnosc, bo tak naprawde to mam co robic... praca magisterska,
        prawo jazdy, dziesiatki sprawdzonych przyjaciol, gory i wolnosc, a ze bez seksu
        - uwierz da sie zyc, jest trudno ale mozliwe...

        Trzymaj sie i duzo odwagi w dobrych dla siebie decyzjach !

        Ps - oczywiscie nie namawiam na rozwod, bo to nie jest mile doswiadczenie...
        ale pamietaj o nie poswiecaniu sie
      • Gość: Dave Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 195.117.238.* 14.09.01, 15:06
        Stworzenie udanego zwiazku nie jest proste.
        Zwiazek uczuciowy miedzy kobieta i mezczyzna nigdy nie
        dzieli sie rowno na pol, po 50 % milosci kazdego z
        kochankow, ktore razem daja milosc obojga. Milosc w
        pelni wzajemna, ktora tak czesto wynosza na piedestal
        poeci nie istnieje, to chimera, wieczne echo idealu
        stworzonego w zamierzchlych czasach. Zawsze ktos
        czesciej nadstawia policzek, a ktos caluje wiecej razy.
        Ten kto chce byc genialny poprzez milosci musi byc tym,
        ktory kocha bardziej.
        Troche inaczej jest w malzenstwie. Ten kto chce byc
        wielki w malzenstwie musi byc pracowity. Musi
        utrzymywac stan gotowosci uczuciowej w nieustannym
        napieciu zakochania, nie moze dopuscic do tego, aby
        serce stracilo wydajnosc na rzecz zwierzecej rutyny i
        regulaminowego obowiazku. Lecz malo ludzi to rozumie a
        jeszcze mnie stac na podjecie takiego wysilku. U
        wiekszosci malzenstwo szybko przeradza sie w wygodna
        przystan, zaklad ubezpieczeniowy i w garkuchnie.
        Wiekszosc malzenstw funkcjonuje, nawet dlugo, jak
        scentralizowana, planowa gospodarka komunistyczna, w
        ktorej nikomu nie chce sie bic rekordow i podnosic
        poprzeczki dla wspolnego dobra, gdzie kazdy pragnie
        duzo inkasowac, a malo dawac, zarabiac bez wysilku,
        zgarniac cudzym kosztem, byc nagradzanym za sam fakt
        istnienia. Swiat jest pelny malzonkow cholernie
        wypoczetych w sluzbie malzenstwa i strasznie
        zdziwionych, gdy ten uklad trafi szlag.
        Bo predzej czy pozniej wiekszosc malzenstw trafia
        szlag, glosny lub cichy, formalny lub tylko realny, bez
        znaczenia. Ludzie sa zbyt leniwi, aby malzenstwo moglo
        nalezec do trwalych pomyslow naszego gatunku.
        W Twoim przypadku uwazam, ze maz jest zbyt leniwy na to
        aby cos zrobic. Rozmowa tez nic nie da (zreszta tak
        bylo), prawdopodobnie Twoj maz nalezy do mezczyzn,
        ktorzy nie potrafia zniesc tego, ze partnerka nie jest
        zadowolone z tego co daja z sibie w lozku (mysle, ze
        probe rozmowy z Twojej strony uznal, ze robisz Mu
        wyrzuty o to, ze sie nie sprawdza), wiec zamknal sie w
        sobie i unika Cie.
        Jedyne co Moim zdanie mozesz zrobic to dac Mu odczuc i
        ciagle powtarzac, ze jest w lozku wspanialy, ze Cie
        zadowala itd., czyli musisz polechtac Jego proznosc,
        ale na to mozesz nie miec ani ochoty, ani sily (co by
        Mnie nie zdziwilo).
        Co do szukania kochanka, to lepiej juz sie roztan (bo
        jest to uczciwsze).
        W kazdym bac razie szczerze Ci wspolczuje, mam
        nadzieje, ze Ja tak nisko nigdy nie upadne.
        Powodzenia Dave.
      • Gość: DAVE RE: JAK ZROZUMIEC FACETA (troche o seksie). IP: 195.117.238.* 14.09.01, 15:17
        Stworzenie udanego zwiazku nie jest proste.
        Zwiazek uczuciowy miedzy kobieta i mezczyzna nigdy nie
        dzieli sie rowno na pol, po 50 % milosci kazdego z
        kochankow, ktore razem daja milosc obojga. Milosc w
        pelni wzajemna, ktora tak czesto wynosza na piedestal
        poeci nie istnieje, to chimera, wieczne echo idealu
        stworzonego w zamierzchlych czasach. Zawsze ktos
        czesciej nadstawia policzek, a ktos caluje wiecej razy.
        Ten kto chce byc genialny poprzez milosci musi byc tym,
        ktory kocha bardziej.
        Troche inaczej jest w malzenstwie. Ten kto chce byc
        wielki w malzenstwie musi byc pracowity. Musi
        utrzymywac stan gotowosci uczuciowej w nieustannym
        napieciu zakochania, nie moze dopuscic do tego, aby
        serce stracilo wydajnosc na rzecz zwierzecej rutyny i
        regulaminowego obowiazku. Lecz malo ludzi to rozumie a
        jeszcze mnie stac na podjecie takiego wysilku. U
        wiekszosci malzenstwo szybko przeradza sie w wygodna
        przystan, zaklad ubezpieczeniowy i w garkuchnie.
        Wiekszosc malzenstw funkcjonuje, nawet dlugo, jak
        scentralizowana, planowa gospodarka komunistyczna, w
        ktorej nikomu nie chce sie bic rekordow i podnosic
        poprzeczki dla wspolnego dobra, gdzie kazdy pragnie
        duzo inkasowac, a malo dawac, zarabiac bez wysilku,
        zgarniac cudzym kosztem, byc nagradzanym za sam fakt
        istnienia. Swiat jest pelny malzonkow cholernie
        wypoczetych w sluzbie malzenstwa i strasznie
        zdziwionych, gdy ten uklad trafi szlag. Bo predzej czy
        pozniej wiekszosc malzenstw trafia szlag, glosny lub
        cichy, formalny lub tylko realny, bez znaczenia. Ludzie
        sa zbyt leniwi, aby malzenstwo moglo nalezec do
        trwalych pomyslow naszego gatunku.
        W Twoim przypadku uwazam, ze maz jest zbyt leniwy na to
        aby cos zrobic. Rozmowa tez nic nie da (zreszta tak
        bylo), prawdopodobnie Twoj maz nalezy do mezczyzn,
        ktorzy nie potrafia zniesc tego, ze partnerka nie jest
        zadowolone z tego co daja z sibie w lozku (mysle, ze
        probe rozmowy z Twojej strony uznal, ze robisz Mu
        wyrzuty o to, ze sie nie sprawdza), wiec zamknal sie w
        sobie i unika Cie.
        Jedyne co Moim zdanie mozesz zrobic to dac Mu odczuc i
        ciagle powtarzac, ze jest w lozku wspanialy, ze Cie
        zadowala itd., czyli musisz polechtac Jego proznosc,
        ale na to mozesz nie miec ani ochoty, ani sily (co by
        Mnie nie zdziwilo).
        Co do szukania kochanka, to lepiej juz sie roztan (bo
        jest to uczciwsze).
        W kazdym bac razie szczerze Ci wspolczuje, mam
        nadzieje, ze Ja tak nisko nigdy nie upadne.
        Powodzenia Dave.
      • Gość: greg Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.citicorp.com 14.09.01, 20:33
        Tak, ja cos dodam. Dziewczyno, Ty chyba masz niezle cisnienie! Wyluzuj sie troche i poszukaj faceta, ktory
        doceni to jak jastes. Nigdy nie daje "dobrych rad" ale musze zrobic wyjatek. Nie podalas ile masz lat, zakladam ze
        jestes jeszcze dosyc mloda (trzy lata po slubie). Twoj facet wiec albo ma panienke na boku (mam sporo
        znajomych, ktorzy jada polowice w rogi) albo jest impotentem. Jesli kochasz go tak bardzo, ze nie jestes w stanie
        go zdradzic zacznij sie umawiac z facetami, tak zeby On o tym sie dowiedzial (przypadkiem;) Mam nadzieje, ze
        znajdziesz "zloty srodek" i uda Ci sie z Niego jeszcze cos wycisnac! Powodzenia, pozdrawiam!
    • Gość: Krzych Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.wsm.gdynia.pl 06.06.01, 12:46
      Niewiem czy to cos pomoze ale jest prosciej jesli sie facetowi powie sie wprost
      bo to jest istota rozumna ale nie lotna i wszystko jest szybciej. A na oslode
      przczytajcie sobie taki dowcip ale o kobietach:
      Pewien człowiek spacerował sobie po plaży gdy zobaczył zakorkowaną butelkę. Gdy
      ją otworzył z butelki wyfrunął Dżin i odzywa się: - Spełnię jedno twoje
      życzenie, ale tylko JEDNO! Mężczyzna pomyślał i mówi: - Zawsze chciałem spędzić
      wakacje na Hawajach, ale boję się samolotów, a na statkach dostaje choroby
      morskiej. Gdyby jednak był dojazd autostradą, to bym sobie pojechał. Dżin
      zastanowił się i mówi: - Chyba NIE DA RADY. Ocean jest za głęboki, za dużo
      materiałów by było potrzeba. Czy nie możesz wymyślić czegoś innego? Mężczyzna
      pomyślał i mówi: - Chciałbym zrozumieć kobiety, co je rozśmiesza, czemu płaczą
      bez powodu, czemu mają taki temperament. Dżin zamyślił się... - Chcesz mieć na
      tej autostradzie dwa, czy cztery pasy?

      Pozdrawiam
      • Gość: Joanna2 Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.01, 13:13
        Droga J.! Wydaje mi się, że Ula ma rację, Twój mąż chyba ma jakieś problemy i
        wstydzi się Tobie o nich powiedzieć. Przyszły mi do głowy dwie rzeczy, które
        mogłabyś zrobić:
        - weź "na wstrzymanie" (wiem, że to trudne!!) - bądź dla niego miła, ale ani
        słowa o seksie. Taka "przemiana" może go zainteresować;
        - może oboje powinniście skorzystać z fachowej pomocy? ale nie w necie; myślę,
        że osobisty kontakt jest tu bardzo ważny.
        Gorąco pozdrawiam i życzę powodzenia:-))
        • scully Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) 06.06.01, 14:22
          Z meskiego punktu widzenia:
          chyba w kazdym zwiazku taki kryzys wystepuje, ja (my) jestem (jestesmy)
          wlasnie w trakcie. Napewno trzeba pogadac, ale szczerze.
          Podkreslam-szczerze, bo faceci maja swoje fantazje seksualne, o ktorych
          na ogol zona (partnerka) nie ma bladego pojecia. Dotycza one sposobow,
          sytuacji, czasu itp., itd . Jesli uda ci sie dowiedziec chocby czesci z tego i
          jesli to ci sie spodoba, to wroze sukces. Obejrzyj sobie "American Beauty".
          Facet wstaje rano, wali konia pod prysznicem (wybacz ten styl), potem
          siada z zona do sniadania. O wspolnym seksie dawno oboje zapomnieli,
          a czaly czas o nim mysla. Tak wlasnie jest. Nieraz facetowi wystarczy
          obraz zapamietanej w windzie czy na ulicy dziewczyny, zeby zamknawszy
          sie w lazience zrobic sobie dobrze w 5 minut, bez calej otoczki typu kolacja
          ze swiecami, wino, mily nastroj, gra wstepna itd. I nie nazywaj tego
          patologia, czy zboczeniem. Tak robimy wszyscy. Nie chce sie nam czasem
          znowu zaczynac tak jak zawsze - troche boimy sie tego specyficznego
          spojrzenia parnerki, kiedy sprobujemy to zrobic inaczej niz zwykle. To daje
          sie przelamac, ale naprawde trzeba chciec o tym szczerze pogadac. Tak
          na luzie, bez pretensji. I nie uzywajcie przez tydzien telewizora.
          • Gość: joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 06.06.01, 15:13
            scully napisał(a):

            &#62 Z meskiego punktu widzenia:
            &#62 chyba w kazdym zwiazku taki kryzys wystepuje, ja (my)
            jestem (jestesmy)
            &#62 wlasnie w trakcie. Napewno trzeba pogadac, ale
            szczerze.
            &#62 Podkreslam-szczerze, bo faceci maja swoje fantazje
            seksualne, o ktorych
            &#62 na ogol zona (partnerka) nie ma bladego pojecia.
            Dotycza one sposobow,
            &#62 sytuacji, czasu itp., itd . Jesli uda ci sie
            dowiedziec chocby czesci z tego i
            &#62
            &#62 jesli to ci sie spodoba, to wroze sukces. Obejrzyj
            sobie "American Beauty".
            &#62 Facet wstaje rano, wali konia pod prysznicem (wybacz
            ten styl), potem
            &#62 siada z zona do sniadania. O wspolnym seksie dawno
            oboje zapomnieli,
            &#62 a czaly czas o nim mysla. Tak wlasnie jest. Nieraz
            facetowi wystarczy
            &#62 obraz zapamietanej w windzie czy na ulicy dziewczyny,
            zeby zamknawszy
            &#62 sie w lazience zrobic sobie dobrze w 5 minut, bez calej
            otoczki typu kolacja
            &#62 ze swiecami, wino, mily nastroj, gra wstepna itd. I nie
            nazywaj tego
            &#62 patologia, czy zboczeniem. Tak robimy wszyscy. Nie chce
            sie nam czasem
            &#62 znowu zaczynac tak jak zawsze - troche boimy sie tego
            specyficznego
            &#62 spojrzenia parnerki, kiedy sprobujemy to zrobic inaczej
            niz zwykle. To daje
            &#62 sie przelamac, ale naprawde trzeba chciec o tym
            szczerze pogadac. Tak
            &#62 na luzie, bez pretensji. I nie uzywajcie przez tydzien
            telewizora.

            O.K. Wybaczam ten styl, zwlaszcza, ze rozumiem co
            chciales powiedziec. Nigdy nie mowilam, ze potrzebuje
            kolacji przy swiecach i wielogodzinnego glaskania
            mnie jak kotka w ramach gry wstepnej, ale czy to co
            piszesz oznacza, ze w stalym zwiazku seks powinien
            ograniczac sie do 'szybkich numerkow' kilka razy w
            miesiacu? Czy nie uwazasz, ze to tez jest monotonne?
            Czy ty jako mezczyzna chcialbys aby tak wygladalo twoje
            zycie? Czy robiac wszystko na szybko i byle jak sami nie
            odbieramy sobie przjemnosci z zycia, a w tym przypadku z
            seksu??? Nie mam nic ani przeciw 'szybkim numerkom',ani
            przeciw wielogodzinnym zabawom w lozku, bo czasami sama
            czuje sie jak wulkan, czasami - przeciwnie - potrzebuje
            wiecej subtelnosci, jakiejs formy artyzmu, wypowiedzenia
            siebie poprzez seks tylko zdaje mi sie, ze nie mozna sie
            ograniczac do pewnej rutyny i w tym przypadku to ja
            jestem strona, ktora szuka jakiegos urozmaicenia i
            probuje przerwac ta meczaca sytuacje
            • scully Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) 07.06.01, 13:13
              Nie, absolutnie nie to chcialem powiedziec. Tez uwazam, ze takie szybkie
              numery nie wystarczaja. Chodzilo mi raczej o to, zeby rozmawiac - moze
              on chcialby czegos nowego, jesli Tobie to sie spodoba, bedziecie na
              dobrej drodze. U mnie to wyglada tak, ze oboje pracujemy do pozna,
              widujemy sie wlasciwie tylko wieczorem, bywamy zmeczeni, mamy
              problemy w pracy, o ktorych chcielibysmy pogadac. Proba takiej rozmowy
              konczy sie na ogol stwierdzeniem, ze nie dzis bo jestem zmeczony(a).
              Potem i na seks juz nie ma czasu i jest ryzyko, ze sie uslyszy to samo. A
              wiec odkladamy sprawy "do jutra" i tak mijaja dni, nieraz tygodnie...
              • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 08.06.01, 10:45
                Tylko jak sie dowiedziec od faceta czego chce, jesli on
                nie chce tego powiedziec? Sama sie nie domysle i moze
                powinnam powiesic na drzwiach kartke 'Proscie, a bedzie
                wam dane' poniewaz moj maz czasami zachowuje sie tak
                absurdalnie, ze kiedy ide do sklepu, czy do kiosku po
                gazete to on pozniej sie pyta czy kupilam mu zyletki
                czy cos tam po goleniu. Przeciez nic mi nie mowil, ze
                tego mu potrzeba, a ja nie mam zwyczaju grzebac w
                cudzych rzeczach wiec skad mam wiedziec, ze koncza sie
                zyletki skoro ja sie nimi nie gole...
                Jesli chodzi o rozmowy - jak mam rozmawiac z kims, kto
                sie gapi w telewizor -przeciez i tak mnie nie bedzie
                sluchal. Wiec biore wtedy ksiazke i ide gdzies pocztac
                i mimo iz mieszkamy razem to mijaja tak dni i tygodnie
                -bez seksu, bez rozmowy, bez niczego...
                Po prostu strata zycia i strata czasu...
                • Gość: motek Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.BrockU.CA 08.06.01, 21:10
                  Na poczatek - komplement, do ktorego przywyklas: pieknie piszesz.

                  Gość portalu: Joanna napisał(a):

                  &#62 Wiec biore wtedy ksiazke i ide gdzies pocztac
                  &#62 i mimo iz mieszkamy razem to mijaja tak dni i tygodnie
                  &#62 -bez seksu, bez rozmowy, bez niczego...
                  &#62 Po prostu strata zycia i strata czasu...

                  Bardzo kocham moja Zone (jestesmy malzenstwem 8 lat) i drze na mysl, ze moglbym
                  ja stracic. Dlatego naprawde trudno mi napisac to, co mysle. Ze strachu, ze i mi
                  mogloby kiedys grozic to samo.
                  Ale z tego co piszesz, konkluzja jest jedna: to koniec. Uzywajac telefonicznej
                  metafory: po drugiej stronie jest tylko elektroniczna sekretarka. Mozesz sie
                  nagrac, ale i tak nikt tego nie odslucha. Strata zycia...

                  Pozdrawiam,

                  -m-
                • Gość: żona Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 12.06.01, 16:30
                  Gość portalu: Joanna napisał(a):

                  &#62 Tylko jak sie dowiedziec od faceta czego chce, jesli on
                  &#62 nie chce tego powiedziec? Sama sie nie domysle i moze
                  &#62 powinnam powiesic na drzwiach kartke 'Proscie, a bedzie
                  &#62 wam dane' poniewaz moj maz czasami zachowuje sie tak
                  &#62 absurdalnie, ze kiedy ide do sklepu, czy do kiosku po
                  &#62 gazete to on pozniej sie pyta czy kupilam mu zyletki
                  &#62 czy cos tam po goleniu. Przeciez nic mi nie mowil, ze
                  &#62 tego mu potrzeba, a ja nie mam zwyczaju grzebac w
                  &#62 cudzych rzeczach wiec skad mam wiedziec, ze koncza sie
                  &#62 zyletki skoro ja sie nimi nie gole...
                  &#62 Jesli chodzi o rozmowy - jak mam rozmawiac z kims, kto
                  &#62 sie gapi w telewizor -przeciez i tak mnie nie bedzie
                  &#62 sluchal. Wiec biore wtedy ksiazke i ide gdzies pocztac
                  &#62 i mimo iz mieszkamy razem to mijaja tak dni i tygodnie
                  &#62 -bez seksu, bez rozmowy, bez niczego...
                  &#62 Po prostu strata zycia i strata czasu...
                  Jezu!!!! Ale to niesamowite!!!
                  Ty cały czas piszesz o mnie i moim małżeństwie. U mnie impas trwa już ponad pół
                  roku. Próbowałam wszystkiego. Co do rozmowy : mój mąż się zacina i uważa , że
                  zaczynanie szczerych rozmów to fanaberia. Jest jeszce jedna różnica między
                  naszymi mężami : Twój ogląda "Dwa światy" , mój Big Brothera (ha, ha ).
                  I wszelkie możliwe dzienniki + Monitor Wiadomości etc....
                  Mam jeszce jedno pytanie : czy Twój mąż też się na wszystko obraża? Bo mój owszem.
                  Poza tym w moim związku poszliśmy nieco dalej : on obecnie sądzi , że jestem jego
                  głównym wrogiem , bo jeśli już rozmawiamy , to ja tylko stawiam mu zarzuty(cytat).
                  A na koniec jeszcze coś : trochę przygnębiajacego. Zaczynam się zastanawiać, czy
                  naprawdę wyszłam za mąż z miłości , czy tylko mi się wydawało ?
                  Nie chcę mieć poczucia straconego czasu i dzielić samotności we dwoje .
                  Próbowałam wszystko zrzucić na karb pracy. Oboje dużo pracujemy. Tylko , że
                  w weeckend (?, nigdy nie wiem , czy to się tak pisze) sytuacja się nie zmienia
                  (no, może z wyjątkiem długości "transu telewizyjnego" mojego męża).
                  Mimo wszystko czekam na jakieś porady (choć wątek rozpoczęty parę dni temu), bo w
                  przeciwnym razie nigdy już na forum publicznym nie odważę się niczego napisać.

                  • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 13.06.01, 09:32
                    Moj maz Big Brothera nie oglada tylko dlatego, ze mamy
                    fatalny odbior TVN, nie wynika to natomiast z jego
                    swiadomego wyboru.
                    A wiec to chyba nie jest tak, ze ja, czy ty, czy
                    jeszcze ktoras inna kobieta cos zrobila swojemu
                    mezowi, skoro okazuje sie, ze jest to przypadek jednak
                    rozpowszechniony w przyrodzie. Moze tylko kobiety wciaz
                    wstydza sie o tym mowic. Wprawdzie moj maz jawnie sie
                    na mnie nie obraza, ale czesto gdy pytam go dlaczego
                    nie zrobil czegos, co obiecal zrobic, albo nie
                    przypomnial mi o czyms o czym w koncu nie tylko ja mam
                    obowiazek pamietac to podniesionym tonem mowi do
                    mnie 'A czemu ty mnie zawsze atakujesz?'- a ja przeciez
                    nikogo nie atakuje, pytam sie tylko czemu zlewu nie
                    przetkal, skoro woda z niego nie odplywa i cos w rurach
                    gnije rozsiewajac wspanialy zapach po domu, albo pytam
                    czemu mi nie przypomnial zebym cos tam kupila/wrzucila
                    jego list do skrzynki/sprawdzila ile kosztuja meskie
                    buty w sklepie obok, bo przeciez nie musze o wszystkim
                    pamietac, a nie chce mi sie specjalnie dla niego
                    wychodzic z domu ledwo wroce z pracy. Zreszta wszystkie
                    te rzeczy moze robic sam i facet chyba uwaza, ze to co
                    z mojej strony jest tylko uprzejmoscia, to chyba moj
                    swiety obowiazek. Ale moze dobrze, ze czasem zapominam
                    i moze warto zapominac czesciej - niech sobie sam
                    idzie na poczte i nie bedzie sie musial czuc
                    'atakowany' tym, ze pytam, czemu mi o jakims liscie nie
                    przypomnial gdy wychodzilam z domu...
                    Wnioskuje, ze jednak jest to pewien typ facetow, nie
                    wiem natomiast co z takimi przypadkami nalezy w
                    praktyce robic!
                    • Gość: ada Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.tnt2.naperville.il.da.uu.net 14.06.01, 03:54
                      joano normalnie nie biore udzialu w dyskusji ale muze ci napisac Opis
                      Twojego meza to jednoczesnie opis mojego taty tak zachowywal sie
                      teraz mam refleksje szczegolnie po lekturze KOBIETY SA Z WENUS A MEZCZYZNI Z
                      MARSA ze moze twoj maz oprocz ze jest tym TYPEM faceta po prostu potrzebuje
                      uznania
                      Przeczytaj ta ksiazke polecam choc musze napisac ze jedno mnie tam
                      zdenerwowalo to kobiety maja byc ta ktora pomoze rozwiazywac meza problemy
                      osobiste i uswiadamiac mu jego uczucia rozumie ze autor proponije role
                      Psychologa dla kobiety
                      Z drugiej strony kto wie moze malzenstwo moich rodzicow wygladalo by inaczej
                      gdyby mama tak postepowala
                      pozdrawiam
        • Gość: joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 06.06.01, 14:57
          Gość portalu: Joanna2 napisał(a):

          &#62 - weź "na wstrzymanie" (wiem, że to trudne!!) - bądź
          dla niego miła, ale ani
          &#62 słowa o seksie. Taka "przemiana" może go zainteresować;
          &#62 - może oboje powinniście skorzystać z fachowej pomocy?
          ale nie w necie

          Dzieki!!! Jakies 8 miesiecy temu wzielam sobie na
          wstrzymanie i wstrzymywalam sie tak ponad dwa miesiace...
          A potem bylam bardzo niemila i bardzo wsciekla!!!
          Co do fachowej pomocy - juz dawno maz mi obiecal, ze cos
          z tym zrobi (tzn. pojdzie do lekarza czy psychologa)
          i jak do tej pory nie 'znalazl' na to czasu ani
          sposobnosci. No to co? Mam go tam zawlec na sile, kiedy
          widze, ze po dobroci isc nie chce??? Nie chce, to nie
          musi, to mi akurat jest obojetne czy problem rozwiazac
          fachowo, czy jakas metoda domowa.
          Moze ktos mi powie (najlepiej facet) co trzeba czuc, czy
          czego trzeba sie bac, zeby postepowac tak jak on - chyba
          troche wyobrazni to kazdy ma w glowie.
          A jak nic sie nie da zrobic w tej sprawie to moze lepiej
          zbierzmy sie razem i wybudujmy czteropasmowke na Hawaje
          (jak ktos nie jest w temacie niech przeczyta dzisiejszy
          list Krzycha).
          A poza tym to zebralo nam sie calkiem mile i kulturalne
          grono ludzi chetnych do dyskusji na tak wazne, a przy
          tym tak ignorowane w dzisiejszych czasach tematy.
          Czy wiecie, ze juz od czasow starozytnych ludzie
          roznych kultur przekazywali mlodym pokoleniom wiedze
          o sztuce milosci czy to w formie ustnej, czy tez pisanej.
          Watpie aby jakis indianski wojownik, starozytny wladca,
          czy wodz murzynskiego plemienia mial z tym klopoty
          - sadzac po ilosci zon, naloznic, branek wojennych
          (a glownie dzieci) jakie sie zalicza na poczet niektorych
          slawnych mezow to ani sil, ani checi, ani mozliwosci im
          nie brakowalo. Patrzcie w jakich czasach zyjemy -
          prezerwatywe kazdy malolat moze sobie kupic w kiosku,
          co sie z tym robi - tez jest juz nauczony, ale jak sie
          to porzadnie robi - tego ani rodzice, ani pani na lekcji
          wychowania seksualnego, ani nikt na kursie
          przedmalzenskim nie tlumaczy. I ja sie pozniej dziwie,
          ze wlasny maz ucieka przed malzenskimi obowiazkami!!!
          Ludzie, powiedzcie, czy ja dobrze mysle - moze jemu nikt
          tego: 'co, jak i dlaczego' nigdy porzadnie nie
          wytlumaczyl???
          Przeciez kazdy kto nie umie tanczyc wymiga sie od
          glupiego pojscia na dyskoteke chocby nawet mial klamac,
          ze boli go noga. Jak ktos boi sie wody to nie pojdzie
          plywac, jak ktos sie obawia, ze w lozku jest do niczego,
          to bedzie sie caly wieczor gapil w telewizor...
          Wspolnymi silami i grupowa psychoanaliza dobrnelismy
          chyba do czegos madrego - zdaje sie ze moj maz ma obawy
          co do swoich umiejetnosci, niemniej umiejetnosci
          wiekszych nie nabierze unikajac seksu. Po prostu bledne
          kolo - kto wie jak je przerwac - reka do gory!!!
          A swoja droga - przy tej burzy mozgow jaka my tu robimy
          nie wierze w to, ze nic sie nie da wymyslec!!!
            • Gość: Ka Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.*.*.* 06.06.01, 16:43
              Ja już chyba wiem...
              a może dotknęłaś go czymś, może podważyłaś jego męskość, może skrytykowałać
              jego możliwości seksualne lub coś podobnego?
              przypomnij sobie...
              jest prawdopodobne, że poczuł się urażony, a jego prak dojrzałości (nie obraź
              się) każe mu ukarać Cię za Twój nietakt i uciec od problemu w oglądanie
              telewizji.
              A jeśli nie to... to może swoje potrzeby seksualne rozładowuje gdzie indziej?
              mam nadzieję, że sie mylę
              pozdrawiam gorąco
              • frisky2 Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) 06.06.01, 16:54
                Mysle, ze Ka moze miec troche racji. Wydaje mi sie, ze facet ma jakies powazne kompleksy na punkcie swojej
                meskosci. I moze nawet nie ty go czyms urazilas, moze to wyplywa jeszcze z jego dziecinstwa i mlodosci. Moze
                kumple lub rodzina sie z niego nasmiewala. Mysle, ze trzeba sprawic w jakis sposob, by czlowiek sie otworzyl i
                wyznal co go gnebi. To bylby poczatek powrotu do normalnosci. Jak to zrobic? Dac mu do zrozumienia, ze
                izolowaniem sie nie rozwiazuje problemu, ale go poglebia.
              • Gość: Iza Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 157.25.119.* 08.06.01, 16:36
                Gość portalu: Ka napisał(a):

                &#62 Ja już chyba wiem...
                &#62 a może dotknęłaś go czymś, może podważyłaś jego męskość, może skrytykowałać
                &#62 jego możliwości seksualne lub coś podobnego?
                &#62 przypomnij sobie...
                &#62 jest prawdopodobne, że poczuł się urażony, a jego prak dojrzałości (nie obraź
                &#62 się) każe mu ukarać Cię za Twój nietakt i uciec od problemu w oglądanie
                &#62 telewizji.
                &#62 A jeśli nie to... to może swoje potrzeby seksualne rozładowuje gdzie indziej?
                &#62 mam nadzieję, że sie mylę
                &#62 pozdrawiam gorąco

                Obawiam się , ze przypadek może byc dużo prostszy. jest taka kategoria facetów , którym z
                definicji nic się nie chce. Trzeba niestety za nimi biegać, wykazywać się inicjatywą, w końcu
                się im oświadczyć, a potem cały czas za nich myśleć.
                Na seks, a przynajmiej seks w takiej formie i o takiej porze jak nam odpowiada bez, jak
                powiedziałą, gwałcenia, absolutnie nie ma co liczyć.
                I nie wchodzi tu w grę żadne "zranienie męskiej dumy" tylko zwykłe lenistwo i wygodnictwo.
                Podobnie jak nie sądzę, żeby zaspokjajał swoje potrzeby gdzie indziej, te które ma zaspokaja
                w domu, albo poczeka aż mu przejdzie, zresztą nie jest chyba raczej chodzacym wulkanem
                seksu?
                Obawiam się po prostu, ze to są pewnie konsekwencje wyboru tej a nie innej osoby. Twoj mąż
                (podobnie jak zresztą mój ojciec i mój facet) jest flakiem (nie obraż się za użycie tego słowa) i
                nic tego nei zmieni. wasze problemy wynikaja raczej z niedobranych charakterów , niż z
                ukrytych konfliktów (choc nic o nich nie wiem i ich istnienia nei wykluczam)
                • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 11.06.01, 10:36
                  I pewnie to ty jestes osoba, ktora ma swieta racje.
                  Poczytaj sobie, co niektorzy faceci powypisywali na moj
                  temat - ze chce zadzic, manipulowac, ze to moja wina,
                  ze jestem taka czy inna. Nie mam zamiaru polemizowac z
                  tymi opiniami - jak tak o mnie mysla, to niech im
                  bedzie - ani ich nie przekonam, ze nie maja racji, ani
                  tez ich pewnie na ulicy nie spotkam. Po prostu mi to
                  zwisa...
                  Ale to, co ty piszesz jest smutna prawda...
                  • Gość: facet Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 192.168.1.* / *.zrpa.com 15.06.01, 20:41
                    Joanno, nie to nie Twoja wina. Twoj maz po prostu zakodowal sobie, ze jestes i
                    bedziesz tak samo jak np. telewizor (przepraszam za porownanie) z ta
                    roznica ,ze w telewizorze za kazdym razem ma cos innego czego nie moze miec i
                    to go bardziej pociaga. Myslenie,ze przebywajac z nim pod jednym dachem i
                    probujac cos naprawic sie uda jest malo prawdopodobne. Najlepiej gdybys mogla
                    sie wyprowadzic na czas nieokreslony niech wtedy naprawde poczuje, co traci gdy
                    Ciebie nie ma w poblizu. Jest to ryzykowne posuniecie, ale w przypadku
                    prawdziwej milosci skuteczne i warte. Mam znajoma ktora byla w podobnej
                    sytuacji, w dodatku jej facet jej zarzucal, ze nie wyglada jak (jedna znana
                    aktorka) w koncu sie wkurzyla pozbierala swoje bambetle i wyprowadzila. Dzis
                    jest po rozwodzie i twierdzi ze w najlepszym okresie swego zycia. A jej byly
                    maz ?....no coz, uzala sie przed znajomymi jaki to z niego glupek, debil,
                    kretyn (mozna wstawic wiecej podobnych okreslen) bo stracil kogos kto go
                    naprawde kochal a on to mial w....(gdzies). Powodzenia
                    • Gość: joanna Re: do faceta IP: *.nuph.us.edu.pl 18.06.01, 10:32
                      Wszystko fajnie, tylko gdzie ja sie mam wyprowadzic
                      ze swoich tymczasowych czterech katow? Jak sie
                      wyprowadze to bedzie to jednoznaczne z moja rezygnacja
                      z przydzialu na hotel asystencki. To moze mam sie
                      wyprowadzic ale za hotel placic zeby formalnie
                      wygladalo, ze tam mieszkam??? Z punktu widzenia mojego
                      meza bylaby to wspaniala nagroda za jego karygodne
                      zachowanie...
    • Gość: Anonim Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 204.50.249.* 06.06.01, 23:25
      Na wstepie, pozdrawiam i prosze o wyslychane moich argumentow. Po przeczytaniu
      Twojego i innych listow nasuwa mi sie pewna opinia dotyczacz Twojego, Joanno
      zycia. Przede wszystkim, uwazam ze niestety ale wiekszosc winy spada na Ciebie.
      Dlaczego - postaram ci sie udowodnic za chwile. Ulozyliscie sobie zycie z
      mezem, zycie w ktorym, jak wynika z postow, ty "gralas pierwsze skrzypce". Ty
      martwilas sie o spotkania (w pociag i jak szalona do niego), ty martwilas sie o
      spotkanie z twoimi rodzicami, wreszcie teraz, ty jestes ta ktora musi sie
      martwic o wszystko. z seksem wlacznie. Przeanalizuj swoje dotychczsowe zycie.
      Czy to on "Ciebie" zdobyl, czy to ty go zdobylas. Z tego co opisujesz to sadze
      ze ty wykazywalas wiecej aktywnosci, a to co do tej pory zrobilas, znajduje
      swoje oblicze w waszym lozku. Twoj maz, jak ktos sugeruje, ma problemy z
      psychika czy samoocena. Moim zdaniem to nie prawda. Jest on typem samca ktory
      dostal wszystko co chcial, dostaje to co potrzebuje, nie musi sie martwic o
      nic. Seks ma na zawolanie. Powiedz mi czy ktos taki bedzie wykazywal
      jakiekolwiek zainteresowanie i aktywnosc. Uwazam, ze ma on znacznie mocniejsza
      psychike niz ty. Jest nie tylko silniejszy ale i bardziej wytrzymaly od Ciebie.
      Moim zdaniem to on "owinal" sobie Ciebie wokol palca i kieruje a czasami nawet
      bawi sie toba i twoimi problemami. Tak czsami bywa gdy hormony biara gore nad
      rozsadkiem.
      Czy jest na to rada. Moim zdaniem, cokolwiek nie zrobisz NIE powinno miec
      charakteru zemsty (nie kochanie sie przez miesiac), wizyta gdziekolwiek
      (psycholog, seksuolog) tez nie przyniesie rezultatow. Twoj chlop bedzie myslal
      o niebieskich migdalach, a Ty bedziesz sie czuc upokorzona. Rozmowy to raczej
      sobie tez odloz. To wyglada jak gadanie ze slupem. Co zatem sugeruje ?
      Moim zdaniem, jedynie twoja dyplomacja, twoje zachowanie w stosunku do meza i
      postepowanie z nim moze przyniesc rezultaty. Musisz po pierwsze, znalezc i
      wzbudzic pewna doze zazdrosci. Nie mowie odrazu o zdradzie, ale mozesz przeciez
      przez jakis czas rozmawiac z twoim mezem tylko o waszych wspolnych kolegach.
      Nie o rodzinach, dzieciach, tylko o mezczyznach. Mozesz, jesli pracujesz
      opowiadac mu o dniu powszednim, koncentrujac sie na tym o czym rozmawialas w
      pracy z kolegami. Mozesz wreszcie albo okazac mu zazdrosc na spotkaniu ze
      znajomymi (przetanczyc cala noc z najprzystojniejszym), mozesz
      wreszczie "zrobic sie na bostwo" i wyskoczyc do kolezanki. Pozwol jemu, niech
      on sie troche pomartwi gdzie ty przebywasz i co robisz. Zamiast wrocic o 21,
      mozesz pojawic sie godzine pozniej z jakims "glupim" tlumaczeniem. Nie znam was
      na tyle aby zaproponowac cos konkretnego. Wierz mi to w kazdym chlopie wzbudza
      zazdrosc. To co wybierzesz zalezy od ciebie.
      Napisz, co o tym myslisz. Rozpisalem sie i musze konczyc. Jesli chcesz,
      nastepnym razem moge podac ci kilka przykladow z mojego zycia ewentualnie
      dokonczyc mysli tego listu
      Na razie pozdrawiam, glowa do gory. Anonim.
      • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 07.06.01, 11:33
        Drogi Anonimie!!!
        Z pozoru twoje rozumowanie wydaje sie logiczne, tylko
        ma jeden slaby punkt. Gdyby bylo tak jak piszesz to
        moj maz w lozku bylby chetny zawsze gdy ja mam na to
        ochote, tyle, ze nie przejawialby iniciatywy. Tymczasem
        on znajduje sobie wymowke pod postacia telewizora, czy
        czegos po co musi wlasnie teraz, natychmiast leciec
        do sklepu, albo oddac sasiadowi z pietra...Nie wyglada
        mi to na manifestowanie natury samca, tylko raczej na
        paniczna ucieczke!!!
        Co do twojej rady - zdecydowanie tak nie postapie, bo
        byloby to angazowanie sie w kolejne rozgrywki, ktorych
        efekt jest w tej chwili nieprzewidywalny... Ja zawsze
        gram w otwarte karty i nie bede sie znizac do poziomu
        wywolywania zazdrosci poprzez glupie niedomowienia,
        czy celowe spoznianie sie do domu. Mowisz, ze cokolwiek
        zrobie, nie powinno miec charakteru zemsty, a
        proponujesz mi rozwiazanie, ktore wrecz zawiera w sobie
        elementy zemsty wyrafinowanej i zawoalowanej!!!
        Przeciez podstawa tego, co proponujesz, jest ugodzenie
        drugiego czlowieka w jego najczulszy punkt - watpie
        czy to rozwiaze problem, a wrecz jestem pewna, ze
        doprowadzi do kolejnych nieporozumien!!! Najgorszemu
        wrogowi nie chcialabym tak dokopac...a zreszta po co ja
        ci to pisze, skoro to ty wiesz najlepiej jacy sa inni
        ludzie i co jest dla nich dobre...
        Co do opinii osob, ktore posadzaja mojego meza o zdrade
        -gdzie i kiedy on mnie zdradza??? Do domu przyjezdza
        zaraz po pracy, jak wyjdzie do sklepu czy do sasiada
        to za chwile i tak wroci...Po knajpach sie wieczorami
        nie wloczy, za spodniczkami sie na ulicy nie oglada...
        Nie badzcie tacy jak moja tesciowa, ktora swojego
        meza przez cale zycie podejrzewa o zdrady na kazdym
        kroku, a swoje podejrzenia komentuje na glos nawet
        przy obiedzie w niedziele, dodajac przy tym mnostwo
        uwag w stylu 'mezczyzni to zwierzeta, brudne wieprze,
        grzesznicy! Im to zawsze jedno w glowie, wsadzaliby
        kazdej, ktora sie nawinie!' - nie musze dodawac, ze
        kazdemu przechodzi wtedy apetyt, a tesc nawet potrafi
        walnac lyzka w stol i wyjsc zeby 'z baba sie nie
        klocic'. W tej sytuacji to na odwiedziny u swoich
        rodzicow nawet moj maz nie ma ochoty...
        • Gość: kobieta Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.gazeta.pl 07.06.01, 13:23
          Joanno chciałabym podzielić się z Tobą tym, co powiedziała mi moja znajoma,
          która od 10 lat jest szczęśliwą mężatką (kiedy patrzę na nią i jej męża mam
          wrażenie, że ich związek iskrzy). Zadałam jej pytanie jak to się dzieje, że
          cały czas ona i jej mąż mocno siebie pragną. Powiedziała mi tak "bardzo kocham
          swojego męża i często mu to okazuję - przez jakiś czas on jest szczęśliwy,
          ale potem zaczyna zasypiać, przestaje się o mnie starać, staje się leniwy. Jest
          to dla mnie sygnał, że mam zmienić trochę swoje zachowanie - zaczynam wzbudzać
          w nim odrobinę zazdrości, staje się bardziej tajemnicza. W nim budzi się wtedy
          zdobywca i znowu zaczyna się o mnie starać. Mężczyźni mają w sobie silną
          potrzebę zdobywania kobiet i jeżeli my kobiety odbieramy im przez swoje
          zachowanie tę możliwość stają się leniwcami siedzącymi w papuciach przed
          telewizorami. Nie ma nic ekscytującego w sytuacji, kiedy kobieta ZAWSZE jest na
          wyciągnięcie ręki. Mężczyżni są tak jakoś skonstruowani psychicznie, może dla
          nas kobiet mało zrozumiale, ale jeżeli nie uznamy tej konstrukcji za
          obowiązującą to stracimy ich zainteresowanie."
        • Gość: kobieta Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 212.160.128.* 07.06.01, 13:33
          Gość portalu: Joanna napisał(a):

          &#62Droga Joanno:)) wzbudziłaś moją sympatię Twoją bezkompromisową postawą, bardzo
          mi mnie przypominasz jaką byłam parę lat temu. Zadnych sztuczek, żadnego
          udawania. Uczciwość i jasne stawianie sprawy, a przy tym zaufanie. Niestety moja
          historia skończyła się udejściem mojego uczciwego męża. Na pożegnanie usłyszałam,
          że przez wiele lat pozostawał w związku z inną kobietą, którą zresztą też opuścił
          odchodząc do tej trzeciej, lub czwartej. Wierz mi cały czas się zastanawiałam,
          jak to było możliwe. Ani jednej nocy poza domem w ciągu wielu lat, wszystkie
          wakacje, święta razem, doskonały mąż i ojciec. Czułe telefony do pracy, do mnie,
          powroty zgodnie z harmonogramem itp. Tylko łóżko było takie jak u Ciebie. Ile ja
          się nastarałam, kolacje, bielizna, kąpiele. A w zamian czekał mnie 15-minutowy
          seks raz w tygodniu. A ja ciągle pamiętałam początki naszego wspólnego życia
          intymnego. Powiem Ci szczerze, że żałuję, że nie grałam nie udawałam i nie
          układałm sobie nowego życia. A do niego mam pretensję przedewszystkim o to, że
          mnie wcześniej nie zostawił. I to poczucie straconych lat......... Wydaje mi się,
          że nie powinnaś już więcej o niego zabiegać. Bo to nic nie da, a za parę lat
          będziesz tylko wypalona i rozgoryczona. Pozdrowienia.
          &#62 Z pozoru twoje rozumowanie wydaje sie logiczne, tylko
          &#62 ma jeden slaby punkt. Gdyby bylo tak jak piszesz to
          &#62 moj maz w lozku bylby chetny zawsze gdy ja mam na to
          &#62 ochote, tyle, ze nie przejawialby iniciatywy. Tymczasem
          &#62 on znajduje sobie wymowke pod postacia telewizora, czy
          &#62 czegos po co musi wlasnie teraz, natychmiast leciec
          &#62 do sklepu, albo oddac sasiadowi z pietra...Nie wyglada
          &#62 mi to na manifestowanie natury samca, tylko raczej na
          &#62 paniczna ucieczke!!!
          &#62 Co do twojej rady - zdecydowanie tak nie postapie, bo
          &#62 byloby to angazowanie sie w kolejne rozgrywki, ktorych
          &#62 efekt jest w tej chwili nieprzewidywalny... Ja zawsze
          &#62 gram w otwarte karty i nie bede sie znizac do poziomu
          &#62 wywolywania zazdrosci poprzez glupie niedomowienia,
          &#62 czy celowe spoznianie sie do domu. Mowisz, ze cokolwiek
          &#62 zrobie, nie powinno miec charakteru zemsty, a
          &#62 proponujesz mi rozwiazanie, ktore wrecz zawiera w sobie
          &#62 elementy zemsty wyrafinowanej i zawoalowanej!!!
          &#62 Przeciez podstawa tego, co proponujesz, jest ugodzenie
          &#62 drugiego czlowieka w jego najczulszy punkt - watpie
          &#62 czy to rozwiaze problem, a wrecz jestem pewna, ze
          &#62 doprowadzi do kolejnych nieporozumien!!! Najgorszemu
          &#62 wrogowi nie chcialabym tak dokopac...a zreszta po co ja
          &#62 ci to pisze, skoro to ty wiesz najlepiej jacy sa inni
          &#62 ludzie i co jest dla nich dobre...
          &#62 Co do opinii osob, ktore posadzaja mojego meza o zdrade
          &#62 -gdzie i kiedy on mnie zdradza??? Do domu przyjezdza
          &#62 zaraz po pracy, jak wyjdzie do sklepu czy do sasiada
          &#62 to za chwile i tak wroci...Po knajpach sie wieczorami
          &#62 nie wloczy, za spodniczkami sie na ulicy nie oglada...
          &#62 Nie badzcie tacy jak moja tesciowa, ktora swojego
          &#62 meza przez cale zycie podejrzewa o zdrady na kazdym
          &#62 kroku, a swoje podejrzenia komentuje na glos nawet
          &#62 przy obiedzie w niedziele, dodajac przy tym mnostwo
          &#62 uwag w stylu 'mezczyzni to zwierzeta, brudne wieprze,
          &#62 grzesznicy! Im to zawsze jedno w glowie, wsadzaliby
          &#62 kazdej, ktora sie nawinie!' - nie musze dodawac, ze
          &#62 kazdemu przechodzi wtedy apetyt, a tesc nawet potrafi
          &#62 walnac lyzka w stol i wyjsc zeby 'z baba sie nie
          &#62 kl
        • Gość: fnoll Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.ds.uj.edu.pl 07.06.01, 18:50
          czołem joanno!

          wbrew temu co ktoś wcześniej napisał myślę, że terapia rodzinna (nie
          indywidualna terapia twojego męża, ale wspólna - dlaczego, jeszcze wyjaśnię)
          przydałaby się wam bardziej niż takie zwierzenia za plecami twojego lubego,
          no ale cóż, zawsze to jakiś ruch w interesie...
          chodzi mi o to, że w seksie zwykle odbijają się problemy, które mają swe źródło
          gdzie indziej, a które tworzycie oboje, nie ma strony winnej i nie ma ofiary,
          razem stworzyliście taki a nie inny związek, o to też możesz zapytać swojego
          mężczyznę i to byłoby dobrym tematem rozmowy "czy takiego związku chcemy?",
          weźcie odpowiedzialność za to w czym żyjecie, na początek może przydałoby
          się to polubić, zrozumieć, zawiesić pretensje, i zastanowić się nad tym jak
          moglibyście się rozwinąć, o co wam właściwie w życiu chodzi, przecież dla
          twojego męża to co robi może być właśnie okazywaniem miłości, że zarabia,
          że jest zmęczony, że się poświęca, zacznijcie od wzajemnego wzmacniania się,
          a nie oskarżania, tak myślę, tak robię
          inna sprawa, że twój mąż, jak parę osób zauważyło, faktycznie mógł wejść w wasz
          związek z balastem niezbyt miłych doświadczeń (ale to samo może dotyczyć ciebie),
          które w jakiś sposób krępują go i ograniczają, weźmy choćby to:

          &#62 teściowa przy obiedzie w niedziele, dodajac przy tym mnostwo
          &#62 uwag w stylu 'mezczyzni to zwierzeta, brudne wieprze,
          &#62 grzesznicy! Im to zawsze jedno w glowie, wsadzaliby
          &#62 kazdej, ktora sie nawinie!' - nie musze dodawac, ze
          &#62 kazdemu przechodzi wtedy apetyt, a tesc nawet potrafi
          &#62 walnac lyzka w stol i wyjsc zeby 'z baba sie nie
          &#62 klocic'. W tej sytuacji to na odwiedziny u swoich
          &#62 rodzicow nawet moj maz nie ma ochoty...

          z tej relacji wynika, że twój mąż kochając niewątpliwie, jak każde dziecko,
          swoją mamę, mógł pragnąć spełnić jej oczekiwania, czyli nie być "wieprzem,
          któremu zawsze jedno w głowie"; relacja z matką zawsze odbija się na
          relacji z małżonką, warto się nad tym zastanowić
          inna rzecz która się z tej relacji wyłania, to kiepski wzór ze strony ojca...
          mimo, że nasi rodzice mogą się nam nie podobać, aż nazbyt często kopiujeny
          ich błędy, nie mając po prostu alternatyw, dzieciństwo siedzi w nas mocno,
          to są mocne korzenie i trudno je często wyrwać własnymi siłami,
          dlatego polecałbym jednak wizytę u dobrego terapeuty rodzinnego,
          bo po co nieść ten garb do końca życia? z tego względu też odradzałbym
          proste wyjście z sytuacji (rozstanie z mężem), bo zmierzenie się z tą
          przeciwnością na jaką natrafiliście może przynieść wam obojgu wiele dobrego,
          ucieczka zaś - pozostawia nas głupimi jakimi byliśmy

          życzę wam powodzenia!
          • Gość: joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 08.06.01, 10:35
            Na pewno masz wiele racji, tylko, ze akurat w naszym
            zwiazku jest tak, ze ostatnio to ja dawalam z siebie
            wszystko - maz przez dluzszy czas byl bezrobotny lub
            dorabial dorywczo, glowny obowiazek utrzymania nas
            spadl na mnie... I tak zreszta zarabiam wiecej niz on,
            choc w porownaniu ze srednia krajowa to i tak wygladam
            blado. Tak wiec skoro to ja musialam ciagnac tak dlugo
            sama ten wozek to wydaje mi sie, ze najlepiej okazalby
            mi milosc probujac sie jakos zrewanzowac i robiac cos
            dla mnie wynagrodzic mi miesiace wyrzeczen i poswiecen.
            A on sie zachowuje jak male dziecko, ktore chcialoby
            mnie zadowolic, tylko nie wie jak - szybkie numerki
            w lozku, tluste obiady, chociaz ja chce troche schudnac
            a nie przytyc,bzdurne telenowele o milosci, ktorych nie
            lubie...Wszystko chaotycznie i bez sensu, do tego
            w jakichs naglych i chwilowych porywach...
            To nie jest takie proste, bo czuje sie jak matka
            wlasnego mezczyzny i to jest naprawde nie do
            zniesienia. Z komunikacja u niego tez nie najlepiej
            i pewnie dlatego zamiast szczerze ze mna porozmawiac
            gapi sie w ten telewizor...
            A co do terapii - nie stac mnie na prywatne wizyty,
            a jedyna pani psycholog przyjmujaca w moim miescie
            w przychodni nagadala bzdur pod moim adresem zanim
            jeszcze zaczelam na dobre opowiadac jej o moich
            problemach, nie uznalam wiec za stosowne aby chodzic
            po porade do kogos kto gada jak katarynka jeszcze zanim
            wyslucha druga osobe. Po prostu wiecej tam nie pojde!!!
        • Gość: Krzysiek Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 172.30.8.* / 195.136.36.* 06.07.01, 15:22
          Joanna!
          Nie zgadzam się z Tobą. Myślę, że sposób zaproponowany przez Anonima jest
          bardzo dobry. Jestem mężczyzną, który jest bardzo zazdrosny o swoją narzeczoną.
          Zresztą w przeszłości byłem o swoje dziewczyny też zazdrosny. Natomiast muszę
          przyznać, że jak spotykałem się z pierwszą dziewczyną to po ok.8 miesiącach
          znudziała mi się.Ale poczekaj dlaczego? Za dużo było sexu! To nie jest żart.
          Teraz mam go znacznie więcej, ale wtedy niepotrzebowałem! Nie byłem o nią
          zazdrony i przed finałami Mistrzostw Świata zerwałem znajomość, bo.. chciała
          bym w każdą wolną chwilę do niej przychodził. A ja chciałem pooglądać sobie
          mecze przez miesiąc.
          Pomysł z wzbudzeniem zazdrości jest bardzo dobry. Choć muszę przyznać, że może
          Twojego męża zaboleć.. Natomiast taka terapia wstrząsowa, gdzie może poczuć, że
          coś straci jest bardzo dobra. I jeśli chce być z Tobą to zacznie działać.
          Zresztą często nie docenia się tego co (kogo) się ma...

          Pozdrawiam
        • Gość: Janek Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.ipartners.pl 12.07.01, 12:14
          Joanno, twój facet po prostu jest psychicznie zgnębiony własnym
          nieudacznictwem, dlatego taki jest. Jakby pracował byłoby inaczej. Czuje się
          źle, bo Ci nic nie potrafi dać materialnie.
          Inne mozliwe przyczyny
          1/ onanizuje się
          2/ ma romans z twoją najlepszą koleżanką
          3/ ma romans z sąsiadką
          Pewnie nic nowego nie wniosłem, ale przynajmniej streściłem i swe 2 grosze
          wrzuciłem.
        • Gość: Razor Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 10.104.15.* 23.08.01, 11:56
          Nie wiem czy ktos na to zwrócił uwagę, ale .......

          Droga Joanno napisałaś:

          &#62 Nie badzcie tacy jak moja tesciowa, ktora swojego
          &#62 meza przez cale zycie podejrzewa o zdrady na kazdym
          &#62 kroku, a swoje podejrzenia komentuje na glos nawet
          &#62 przy obiedzie w niedziele, dodajac przy tym mnostwo
          &#62 uwag w stylu ''mezczyzni to zwierzeta, brudne wieprze,
          &#62 grzesznicy! Im to zawsze jedno w glowie, wsadzaliby
          &#62 kazdej, ktora sie nawinie!'' - nie musze dodawac, ze
          &#62 kazdemu przechodzi wtedy apetyt, a tesc nawet potrafi
          &#62 walnac lyzka w stol i wyjsc zeby ''z baba sie nie
          &#62 klocic''.


          Myślę, że tu może tkwić główna przyczyna zachowań (a raczej ich braku)
          seksualnych Twojego męża.

          Przeczytaj to co sama napisałaś (cytat powyżej) i odpowiedz sobie na pytanie,
          czy mężczyzna,który przez jakąś część swojego życia był ''faszerowany'' tego typu
          oceną swojej płci może przeżywać stresy w momentach uprawiania miłości.
          Czy może myśleć o sobie, że jest do niczego itd.
          Efektem takiego myślenia może być właśnie zblokowanie wszelkiej inicjatywy w
          sferze seksualnej.
          Acha pozostała jeszcze sprawa inicjatywy przed i zaraz po waszym ślubie.
          Cóż można przyjąć, że zwalczając owe zachamowania (co świadczy o tym jak wiele
          dla niego znaczysz) małżonek tłumił swoje lęki i nja chwile uwalniał się od
          swoich
          ''demonów'' podświadomości.


          Tylko proszę nie tłumacz powyższej wypowiedzi w sposób taki:
          - wtedy mu się udawało, bo coś dla niego znaczyłam
          - teraz juz mu się nie udaje, bo już nic dla niego nie znaczę

          To są ogromne blokady do przełamania.



          Razor
    • Gość: Viatr Kobieta -Diabeł ? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.06.01, 12:18
      Gość portalu: joanna napisał(a):

      &#62 Mowi sie, ze kobiety nie da sie zrozumiec... No, nie
      &#62 wiem czy to do konca prawda - moj problem jest
      &#62 akurat odwrotny! Ja nie mam bladego pojecia jak
      &#62 zrozumiec faceta i jakimi zawilymi meandrami porusza
      &#62 sie meska psychika...
      &#62 O co chodzi - w tym przpadku o seks, ale nie tylko.
      &#62 Problem z seksem jest tu akurat najlepszym przykladem
      &#62 stosunkow z moim mezem. Malzenstwem jestesmy od prawie
      &#62 trzech lat i najchetniej w tej chwili spakowalabym
      &#62 walizki i wyniosla sie na drugi koniec swiata, bo
      &#62 nastepnych takich trzech lat nie wytrzymam!!!
      &#62 Kiedy ja mam ochote na seks (a czesto mi sie to zdarza,
      &#62 do czego z reguly kobiety sie nie przyznaja) to moj
      &#62 maz albo jest zmeczony, albo oglada telewizje, albo ma
      &#62 cos waznego do zalatwienia (np. w niedziele o 8 rano)!
      &#62 On natomiast ochote na te sprawy ma kiedy ja mam okres
      &#62 albo glowa mi peka po ciezkim dniu w pracy, albo musze
      &#62 pedzic na przystanek bo zaspalam i praktycznie juz do
      &#62 owej pracy jestem spozniona. W efekcie tej taktyki
      &#62 wspolzycie plciowe zredukowalo sie do dwoch czy trzech
      &#62 razy w miesiacu i to nie zawsze w stylu ktory by mnie
      &#62 zadowalal. Jak juz chce miec dobrze a hormony mnie
      &#62 rozsadzaja to musze niezle sie nameczyc, zeby mu
      &#62 narobic ochoty, a nastepnie 'zgwalcic' - no, moze nie
      &#62 doslownie, ale tak sie czuje kiedy facet lezy jak
      &#62 kloda a ja robie z nim to co robie...Pomijajac aspekt
      &#62 mojego samopoczucia to przeciez jest to strasznie
      &#62 nudne zawsze kochac sie tak samo, zwlaszcza jesli druga
      &#62 strona zachowuje sie jakby chciala powiedziec 'jak juz
      &#62 musisz to mnie bierz'. Do tego cala ta sytuacja wydaje
      &#62 mi sie glupia i nienaturalna...
      &#62 Jakby malo bylo tego, to proba oddania inicjatywy
      &#62 w rece mojego meza z reguly konczy sie fiaskiem
      &#62 - albo zaczyna jakas glupia sprzeczke zeby do niczego
      &#62 miedzy nami nie doszlo, albo odstawia szybki numerek
      &#62 na odczepnego, co wcale mi sie nie podoba. W efekcie
      &#62 duzo czesciej robie to sama niz z nim i przynajmniej
      &#62 mam na to kilka swoich sposobow. No ale przeciez nie
      &#62 o samoobsluge chodzi w malzenstwie, zwlaszcza, ze
      &#62 jednak wolalabym z facetem...Taka juz ludzka natura...
      &#62 Kupilam dobra ksiazke o tych sprawach i zaczytywalam
      &#62 sie nia na jego oczach - obejrzal tylko obrazki, ale
      &#62 nie przeczytal...
      &#62 I niech mi ktos teraz powie co jest sluszne - zyc tak
      &#62 dalej, odejsc, poszukac kochanka? Co znaczy cala ta
      &#62 glupia gra i strategia unikow w przypadku faceta ktory
      &#62 przed slubem i krotko po mial wiecej inicjatywy
      &#62 i fantazji...Znudzilo go malzenstwo? No to przeciez
      &#62 dlatego chcialabym od czasu do czasu oddac sprawe
      &#62 w jego rece!!! Brak mu umiejetnosci??? Przeciez
      &#62 jestesmy ze soba kilka lat, a poza tym nie jestesmy
      &#62 juz od dawna nastolatkami. No i kupilam fachowa
      &#62 literature!!! Nie pociagam go??? No to po co sie ze
      &#62 mna zenil (nie jestem bogata, ani nawet zamozna)???
      &#62 Czy ktos rozumie co tu jest grane?
      &#62 Czy takim duzym problemem jest dla faceta to, ze
      &#62 kobieta oczekuje seksu podobnego do dobrego
      &#62 wypracowania: ze wstepem niezbyt rozwleklym, ale
      &#62 doskonale wprowadzajacym w temat; z gruntownym
      &#62 i szczegolowym rozwinieciem tematu i z krotkim,
      &#62 zwiezlym i najlepiej efektownym zakonczeniem.
      &#62 Takie wypracowania zawsze wysoko sie ocenia, a
      • Gość: Viatr >> Kobieta -Diabeł ? << Tutaj>> Post wyżej ,przez pomyłkę <<< IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.06.01, 12:38


        &#62 Gość portalu: joanna napisał(a):
        &#62
        &#62 &#62 Mowi sie, ze kobiety nie da sie zrozumiec...


        Hej Jo !

        Wygląda, że "jesteś do przodu" Ty, ale nie Wy.

        Właśnie niedawno rozstałem się z TAKĄ świetną żoną.

        Kochamy się jeszcze, ale nie będziemy ze sobą.

        "Proszę Państwa ! Cóż to była za kobieta !!" tak mawiam.

        Zaryzykuję ! Powiem Ci co ONA powinna usłyszeć ok?


        Jesteś doskonała ! Piękna, mądra, interesująca, podniecająca. HIT !!!

        Aż duszno mi się robi. Nikt nie sprosta Twoim potrzebom ?! A co dopiero ja.

        Niedawno słyszałem taki fragment:

        ...i znalazł szczęście i spokój w tym związku, dzieki temu rozwinęła się

        jego sztuka.

        Gdybym miał być z Tobą, to dopiero wtedy gdybym kochał Cię mniej.

        Mniej o tyle, abym mógł zlekceważyć choć niektóre Twoje słuszne (!!)

        oczekiwania. Bo inaczej, będę ciągle czuł sie winny i będę sie bronił.

        Będę stosował "bierny opór" , będę zapominał, będę zmęczony.

        To mogą być jedyne moje alibi.

        To TY masz rację ! TY masz siłe. TY masz cierpliwość i klasę.

        Masz wszystko!

        To teraz podaj mnie do sądu. Niech sąd nakaże mi wspólżycie z Tobą.

        Słusznie ! Należy się normalnej i wartościowej kobiecie !

        W wyroku niech zapisze: ile razy, jak, o jakiej porze.

        TY MASZ RACJĘ.

        Twój

        Viatr :-*
        • Gość: Joanna Re: >> Kobieta -Diabeł ? << Tutaj>> Post wyżej ,przez pomyłkę <<< IP: *.nuph.us.edu.pl 07.06.01, 15:02
          Czy to znaczy, ze facet to takie biedne, male,
          zakompleksione stworzenie, ktore kuli pod siebie ogon
          na widok 'silnej baby' i zyje w przeswiadczeniu, ze
          nigdy jej nie dorowna i nigdy nie sprosta jej
          oczekiwaniom? No to juz wiem czemu slodkie idiotki
          ciesza sie taka popularnoscia! Nic nie trzeba robic
          zeby im zaimponowac!
          No to mam problem - jesli prawda jest taka, ze chcialam
          tygrysa a dostalam kotka (to o moim mezu).
          Zeby tyle nie smecic - przypomnial mi sie dowcip:
          "Podczas burzy rozbil sie statek. Jeden z rozbitkow
          odzyskal przytomnosc sam na malej wysepce. Wysuszyl
          ubranie i zaczal przetrzasac wyspe z nadzieja, ze moze
          ktos jeszcze ocalal. Wkrotce zauwazyl naga kobiete
          suszaca swoje ubrania. Kobieta usmiechnela sie
          zalotnie, uniosla glowe, dumnie wypiela piersi i rzekla
          do mezczyzny: wprawdzie wszystko utracilam - utonely
          moje futra, pieniadze i bizuteria, ale mam cos, co moge
          ci dac, cos czego pragnie i potrzebuje kazdy prawdziwy
          mezczyzna!
          Wspaniale!-ucieszyl sie rozbitek-Fantastycznie! Co za
          szczescie, ze wlasnie teraz, w takiej chwili! Juz nie
          moge sie doczekac - powiedz mi, gdzie ona jest?
          Jaka znowu ona? - pyta zdziwiona kobieta - Przeciez
          masz mnie, wiec o kogo pytasz?
          Jak to? - dziwi sie mezczyzna - Przeciez chyba
          rozmawiamy o butelce zimnego piwa!!! "

          • Gość: Viatr ____>> Kobieta -Diabeł ? << >> Kobieta Przymus'ka<<__________ IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.06.01, 17:25
            Gość portalu: Joanna napisał(a):

            &#62 Czy to znaczy, ze facet to takie biedne, male,
            &#62 zakompleksione stworzenie, ktore kuli pod siebie ogon
            &#62 na widok 'silnej baby' i zyje w przeswiadczeniu, ze
            &#62 nigdy jej nie dorowna i nigdy nie sprosta jej
            &#62 oczekiwaniom?

            Nie !

            Ale każdego mozna "zaciukać". Zmęczenie materiału.

            Ciebie (moja słodka) też ! To kwestia metody.

            A słodkie idiotki ? mh... ... ...

            Wracając do Twego kawału. Może chciałabyś 120 kilowego

            goryla, który będzie Cię "młócił" tygodniami bez libretta ?

            Może szukasz obsesyjnego wczepa, który będzie myślał i robił

            tylko to i owładnie Cię (oblepi) na lata, aż do spoconego

            znużenia ? Nudy i duszności ? Homogenizacja ? Kazirodztwo ? (z żoną)

            Czasem trzeba trochę wiatru !!! Tlenu ! o2 !

            Mniej zrutynizowanych, powtarzalnych, pod naciskiem...... rodzinnych....

            Trochę przerwy ! ODDECHU !! Trochę z wyboru...

            " A tu nic z tego i co ja mam robić ?

            Mam sie udusić, czy mam się zagłodzić....

            Nie ma czadu. Jak nudno, no trudno, no.... cóż"
              • Gość: Viatr Re: ____>> Kobieta -Diabeł ? << >> Kobieta Przymus'ka<<__________ IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.06.01, 09:54
                Gość portalu: Joanna napisał(a):

                &#62 Jak uwazasz, ze te dwa, czy trzy razy w miesiacu
                &#62 (a czasami post) jest wystarczajace zeby zaspokoic
                &#62 potrzeby kobiety i robisz ze mnie nimfomanke tylko
                &#62 dlatego, ze ja uwazam, ze to jest nienormalnie malo
                &#62 to zyj sobie w sam celibacie z pol roku, a potem mi
                &#62 napisz jak swietnie sie czujesz!!!

                Sorry, Jo !

                Statystycznie masz rację. Tak.

                Ale tu nie o statystykę idzie.

                Jeśli będę Cię naciskał.... perswadował... itp.

                A Ty "odpuścisz" raz w miesiącu, to już dużo.

                Bo tu nie idzie o to ILE razy ..... (przegrałaś)

                ale o dobrą wolę, chęć , swobodny wybór.

                Lubię nimfomanki :-) (jako koleżanki)

                ... i w łóżku są tolerancyjne :-)

                Viatr

                • Gość: joanna Re: ____>> Kobieta -Diabeł ? << >> Kobieta Przymus'ka<<__________ IP: *.nuph.us.edu.pl 08.06.01, 10:11
                  Prawde mowiac, to doprowadzanie do takiego stanu, ze
                  zona musi naciskac to jakas glupota, bo prosciej byloby
                  od razu powiedziec o co chodzi ,oszczedzajac i sobie
                  i drugiej stronie rozstroju nerwowego...
                  A gdybym to ja byla facetem to splonelabym na miejscu
                  ze wstydu, ze sie ani w lozku, ani w niczym nie
                  sprawdzam i sama chcialabym cos z tym zrobic. Ale nie
                  jestem facetem i moze roznica miedzy nami polega na
                  tym, ze nam, kobietom zalezy na dobrej jakosci naszych
                  zwiazkow, naszych ubran, naszej pracy, naszego jedzenia
                  i w ogole calego zycia. Faceci natomiast zachowuja sie
                  tak jakby chcieli powiedziec ' ja to wszystko mam
                  w du...zym powazaniu'
                  • Gość: Viatr _Ze wstydu ?__ IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.06.01, 11:02
                    Gość portalu: joanna napisał(a):

                    &#62,oszczedzajac i sobie i drugiej stronie
                    &#62 rozstroju nerwowego...

                    !

                    &#62 A gdybym to ja byla facetem to splonelabym na miejscu
                    &#62 ze wstydu, ze sie ani w lozku

                    Szukam w sobie dobrej woli....... szukam.....

                    O.K.______________ trochę mam. poczytaj________________
                    O psychofizjologii wzwodu.

                    Wzwód prącia powstaje w wyniku ROZLUŹNIENIA (!)
                    mięśni gładkich, umożliwiając napływ krwi do
                    ciał jamistych.

                    Napięcie psychiczne (np. wstyd) jest przeszkodą
                    w powyższym rozluźnieniu.
                    Urzymujące się długo napięcie zwiazane np.
                    z osobą, może utrudniać w/w rozluźnienie.

                    Dlatego mężczyznę trudno jest zgwałcić.
                    ___________________________________________________

                    Proszę, pomyśl o tym. (Tylko naprawdę.)

                    Viatr
    • Gość: Pestka Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.csk.pl 07.06.01, 15:06
      Witaj Joanno! Dziwne... do niedawna sama borykałam się z podobnym problemem.
      Dziwne, bo nie przypuszczałam, że inne kobiety też mogą mieć tego typu kłopoty.
      Wszystko wyglądało mniej/więcej tak, jak u Ciebie (tylko małżeństwem jesteśmy
      trochę dłużej). Poradziłam sobie... właściwie przypadek zaradził mojej trosce.
      Pojechaliśmy z dziećmi do rodziców na Święta. On po kilku dniach musiał wracać,
      ja nie mogłam (coś musiałam w tamtej miejscowości załatwić). Nie widzieliśmy
      się dokładnie dwa tygodnie. Od chwili mego powrotu wszystko wróciło do normy.
      Naprawdę... aż się sama dziwię. Joanno, wyjedź gdzieś choćby na tydzień. A nuż
      w Waszym wypadku to także zadziała. Pozdrawiam. Pestka
      • Gość: joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 08.06.01, 10:01
        Droga Pestko!
        Niestety to nie dziala!!! Kilka razy do roku wyjezdzam
        sluzbowo na tydzien, czy dwa i po powrocie jest bez
        zmian. Nawet nie wiem, czy moj maz zauwaza, ze nie bylo
        mnie w domu jakis czas. Zreszta - ostatnio to on chyba
        raczej niewiele zauwaza oprocz telewizora i jedzenia
        na stole. Praktycznie zredukowal sie do spania,
        jedzenia, lezenia przed telewizorem i chodzenia do
        pracy. A poza tym to na nic wiecej 'nie ma' sily ani
        czasu - seks, taniec, kino, sport, spacer, odetkanie
        zlewu w kuchni - zanim cokolwiek zacznie robic juz
        sobie kombinuje jakby sie od tych rzeczy wymigac...
        Wydawaloby sie, ze od tego spania i jedzenia powinien
        wypoczac i przytyc, a tu calkiem na odwrot - jest coraz
        bardziej apatyczny i coraz chudszy. Ostatnio gdy sie
        zwazyl to mial okolo 12 kilo niedowagi!!! Miesni to
        zostalo mu tylko tyle, zeby sie ledwo ruszac!!!
        Jakby malo bylo tego, to po badaniu krwi, moczu itd...
        lekarz ogolny nie stwierdzil u niego zadnej choroby
        ani nieprawidlowosci w ogolnym stanie zdrowia.
        Wlasnie dlatego tak ostro sie sprzeciwiam osobom, ktore
        zarzucaja mu niewiernosc, czy mnie - niezaspokojony
        apetyt na te sprawy, bo to wszystko nieprawda i nie
        pasuje do faktow. Dlatego tak mi zalezalo na tym aby
        wypowiedzialy sie osoby, ktore znaja taki lub podobny
        przypadek, a nie te, ktorym sie wydaje, ze wiedza
        wszystko...
          • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 08.06.01, 12:17
            A dlaczego jak mnie lapie depresja to nikt mnie nie
            wspiera, nie pomaga, nie rozumie itd? Tylko, ze u mnie
            to sie objawia raczej bezsennoscia i brakiem apetytu,
            jak rowniez brakiem checi na telewizje. Brak checi na
            pozostale sprawy tez sie u mnie ujawnia.
            Nagle okazalo sie, ze wszystkiemu jestem winna ja, bo
            nie umiem rozwiazac problemow mojego faceta!!!
            A dlaczego w rozwiazywaniu moich nikt mnie nie
            wyrecza!!! Ja tez chce sie bezradnie rozwalic na
            kanapie, wyplakac sie w silne meskie ramie i czekac az
            ktos cos z moja depresja i innymi problemami zrobi!!!!!
            I powtarzac sobie, ze nic nie jestem warta i do niczego
            sie nie nadaje liczac na to, ze ktos mnie przytuli
            i zapewni, ze jest wrecz przeciwnie...
            Wszystko fajnie - skoro uwazasz, ze u mojego meza
            objawila sie depresja i ze w ogole wszystko mu zwisa
            ze wstydu, to czy ja jestem temu winna? A jesli on nie
            prosi o zadna pomoc, to jak mam mu pomoc? A jesli ze
            mna nie rozmawia to jak mam go zrozumiec i wspierac?
            Kobiety - pomagajcie ze wszystkich sil waszym mezom,
            a gdy was zlapie depresja - liczcie sie z tym, ze oni
            dla was nic nie zrobia! Wezcie sie wtedy w garsc i
            idzcie do kuchni myc gary! I kochajcie ich z calych sil
            - nie wazne, ze bez wzajemnosci!!!
            Panowie - czy wam sie nie za duzo marzy? Wy chcecie
            miec partnerki, czy raczej wyszkolone owczarki, ktore
            zrobia wszystko na kazda komende???
            Przepraszam za gniewny ton, ale czy to znaczy, ze ja
            mam zawsze dzwigac na sobie odpowiedzialnosc i za
            siebie i za meza, a on ma lezec przed telewizorem?
            Jesli odpowiedz brzmi 'tak', to ja to wreszcie pierwszy
            raz w zyciu oleje i pojde na basen poplywac!!!
            • Gość: fnoll Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.ds.uj.edu.pl 08.06.01, 13:53
              Joanno, czy ty nas przypadkiem nie podpuszczasz ;) ?
              I co to za praca, w której [prawdopodobnie ;) ] jesteś, że masz czas na stukanie tak obfitych epistoł?
              A jeśli jednak to co piszesz o sobie jest prawdą, to muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem,
              masz bardzo malownicze życie i symboliczne zarazem. Myślę, że napisanie nowelki pt. "Gdzie są mężczyźni?"
              na kanwie swoich doświadczeń (czy przemyśleń), mogłoby ci przynieść wiele ulgi, a może nawet kasy.
              Pozdrowienia!
              • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 08.06.01, 14:08
                Co do mojej pracy - to w jednym okienku chodzi program
                ktory sobie sam liczy co policzyc powinien ( no chyba
                nie bede liczc sama jak mam pod reka komputer), a w tym
                czasie ja gadam w drugim. A poza tym w tym tygodniu nie
                ma mojego szefa i jeszcze troche go nie bedzie.
                Co do facetow - moze i was podpuszczam, ale robie to
                liczac na to, ze ktorys sie w koncu wkurzy i wyjasni mi
                prosto z mostu jak to naprawde z wami jest. A poza tym
                odkad zaczelam pisac ta odpowiedz nie minely jeszcze
                dwie minuty, program liczy, ja juz koncze i do tego
                gadam z kolega ktory liczy przy komputerze obok.
                On tez ma pootwierane sto okienek i jakos tak sobie
                zyjemy robiac sto rzeczy jednoczesnie
            • Gość: Jorland Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 08.06.01, 14:25
              Gość portalu: Joanna napisał(a):

              (...)

              &#62 Panowie - czy wam sie nie za duzo marzy? Wy chcecie
              &#62 miec partnerki, czy raczej wyszkolone owczarki, ktore
              &#62 zrobia wszystko na kazda komende???
              &#62 Przepraszam za gniewny ton, ale czy to znaczy, ze ja
              &#62 mam zawsze dzwigac na sobie odpowiedzialnosc i za
              &#62 siebie i za meza, a on ma lezec przed telewizorem?
              &#62 Jesli odpowiedz brzmi 'tak', to ja to wreszcie pierwszy
              &#62 raz w zyciu oleje i pojde na basen poplywac!!!

              Pomysł całkiem niezły, Amerykanie ponoć proponują rozładowywanie stresu przez "4
              razy S" czyli sen, śmiech, sport, i seks. A przechodząc do meritum myślę, że Pani
              rozżalenie jest jak najbardziej uzasadnione. Inaczej natomiast widziałbym
              przyczyny problemów, które Pani opisywała. Najlepiej byłoby gdyby wypowiedział
              się Pani mąż, bo w przeciwnym wypadku możemy tylko zgadywać tajniki jego duszy,
              ale na to jak sądzę nie ma co liczyć. Podsumujmy sytuację: Pani zainicjowała Wasz
              związek, Pani była zawsze w nim stroną dominującą, Pani nalegała bardziej na
              małżeństwo, Pani zachęcała, że "jakoś to będzie". W każdej kluczowej decyzji to
              Pani miała ostateczne zdanie Pani chłopak a później mąż chętnie oddawał Pani ster
              w Waszym związku i to Pani podejmować musiała ostateczne decyzje. Pani zwykle
              inicjowała poważne rozmowy, chciała rozmawiać o problemach, nie ukrywała
              kłopotów. Co więcej z tego co Pani pisze wyglada na to i aktualnie sytuacja
              wyglada niewiele lepiej, to Pani dzwiga główny kierat troski o dom i rodzinę.

              A jak to wyglada z męskiego punktu widzenia? Związki dynamicznych i cholerycznych
              kobiet z flegmatycznymi mężczyznami do najspokojniejszych nie należą. On
              najprawdopodobniej potrzebował od początku osobowościowo mocniejszej persony.
              Dobrze się czuł z Pani dynamizmem, przebojowością zdecydowaniem podejmowania
              decyzji. Jednak miało to i minusy. "Dominacja" kobiety w związku nie jest niczym
              złym jeśli wypracują sobie oni właściwy układ. Mąż musi dobrze ustawić się w
              takim związku, odpowiednio "współpracować" z żoną. Mówiąc krótko Pański mąż
              stacza się na pozycje pantoflarza. Pantoflarz w takim związku - o ile nie jest
              całkiem zgorzkniały - nie czuje się najlepiej. Przede wszystkim pali go wstyd, że
              powinien robić coś co robic mu przychodzi z takim trudem. Wstydem go napawa
              aktywnośc żony, gdy on musi włożyć maksimum wysiłku aby z kimś otwarcie
              porozmawiać, lub iść zapytać się o lepszą pracę. Doskonale zdaje sobie sprawę z
              własnej niemocy i bezradności tak nagle odsłanianej ostrą kpiną żony ("siedziałeś
              i drżałeś jak truś bojąc się odezwać"). Wie, że do wzorca męskości mu bardzo
              daleko - oglednie mówiąc ("widzisz nawet w łóżku jesteś taki kiepski"), trapią go
              kompleksy, że żona ma lepsza pracę i potrafi zarobić więcej ("jakbyś miał trochę
              godności wstydziłbyś się by tak na mnie wisieć!"). Pantoflarz chętnie zamyka się
              w domu, woli już coś ugotować niż spróbować zmierzyć się z tym nieprzyjaznym
              zewnętrznym światem. Pantoflarz w milczeniu przeżywa "ciche chwile" marząc przed
              zaśnięciem jak dobrze byłoby mu bez tej kłótliwej i tak wymagającej żony. A on
              jest taki słaby, tak trudno mu radzić sobie ze światem, z problemami, choć tak
              się przeciez stara. Pantoflarz niezbyt często wychodzi do towarzystwa, do kina,
              do baru, ze znajomymi na piwo, a jeśli już to stara się choć miną nadrabiać przed
              znajomymi, ewentualnie cicho ponarzekać z przyjacielem, że "on to by mógł, ale
              nie z tą kobietą". Gorsze przypadki kończą się na zupełnym ignorowaniu rodziny,
              rozpijaniu się i użalaniu się nad sobą by wreszcie
                • Gość: Jorland Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 11.06.01, 11:08
                  Gość portalu: Joanna napisał(a):

                  &#62 Tylko czemu ten biedny pantoflarz sam wszczyna klotnie,
                  &#62 osmiesza mnie, poniza, czasami miesza z blotem?

                  To też charakterystyczne zachowanie dla pantoflarza. Docinki, zimna wojna,
                  wszystko to w ramach swoiście pojmowanej "rywalizacji" w związku i chęci rewanżu
                  za swoje "poniżenie". Łatwiej przecież szydzić i kpić niż wziąć się za bary z
                  rzeczywistymi problemami. Kłaniam się.
                    • Gość: Jorland Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 11.06.01, 16:07
                      Gość portalu: Joanna napisał(a):

                      &#62 Ja z nim tej wojny nie zaczelam, nawet mi te
                      &#62 przepychanki nie odpowiadaja. A ze on ani nie jest w
                      &#62 stanie ode mnie odejsc (zaplakalby sie na smierc)
                      &#62 ani nie jest w stanie w malzenstwie funkcjonowac to
                      &#62 juz chyba nie moja wina. Calkiem inna rzecz, ze on
                      &#62 wcale nie chce zdecydowanie opowiedziec sie za jedna
                      &#62 z tych opcji!

                      W koncu musi, lub życie go zmusi. Jeśli Pani jest zdeterminowana coś w tej
                      materii robic to będzie musiał się jakoś do tego ustosunkować. Libo rybki, libo
                      pipki jak mawia znajoma. Zresztą taki starch przed odejściem może być (w pewnych
                      granicach) motywujący by wreszcie coś zacząć z sobą robić. Kłaniam się.
                • Gość: Jorland Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 11.06.01, 11:08
                  Gość portalu: Joanna napisał(a):

                  &#62 Tylko czemu ten biedny pantoflarz sam wszczyna klotnie,
                  &#62 osmiesza mnie, poniza, czasami miesza z blotem?

                  To też charakterystyczne zachowanie dla pantoflarza. Docinki, zimna wojna,
                  wszystko to w ramach swoiście pojmowanej "rywalizacji" w związku i chęci rewanżu
                  za swoje "poniżenie". Łatwiej przecież szydzić i kpić niż wziąć się za bary z
                  rzeczywistymi problemami. Kłaniam się.
                • Gość: Fnoll Re: Do Joanny klamczuszki ;-) IP: *.ds.uj.edu.pl 11.06.01, 12:23
                  w jednym poscie piszesz:
                  &#62 To jest uniwersytet, tyle, ze nie mieszkam w tym
                  &#62 miescie w ktorym sie znajduje,

                  a w drugim:
                  &#62 Tylko dlaczego ja i dlaczego z mieszkania w hotelu
                  &#62 asystenckim ktore zostalo przyznane na moja osobe???

                  hotel asystencki poza miastem uniwersyteckim?
                  taka plama!
                  coz, sadzac ze skrocenia sie obfitosci twych postow
                  zabawa ci sie znudzila
                  ale moze bylo w niej troche prawdy? moze to historia
                  twoich rodzicow? albo po prostu masz jakies problemy
                  z facetami i antycypujesz fatalna przyszlosc?
                  proponuje ci nastepnym razem wcielic sie w szczesliwa
                  malzonke i matke - to moze byc bardzo dla ciebie
                  terapeutyczne :)
                  pozdrawiam!
                  • Gość: Joanna Re: Do Joanny klamczuszki ;-) IP: *.nuph.us.edu.pl 11.06.01, 15:32
                    Pracuje na Uniwersytecie Slaskim w Katowicach, mieszkam
                    w hotelu asystenckim w Sosnowcu (ul. Lwowska) na
                    samym zadupiu, przy granicy z Bedzinem, po sasiedzku
                    z Wydzialem Nauk o Ziemi mieszczacym sie na ul.
                    Bedzinskiej oraz w towarzystwie kilku domow
                    studenckich.
                    Jak nie wierzysz - wez ksiazke telefoniczna, sprawdz
                    ile hotelii gdzie ma Uniwersytet Slaski - w Sosnowcu
                    dwa, ktore dostaja osoby z rodzinami oraz czesto osoby
                    samotne, w Katowicach jeden dla osob stanu wolnego i
                    drugi dla obcokrajowcow. Potem zadzwon do ktoregos z
                    hoteli w Sosnowcu i zapytaj o nazwisko kierowniczki (
                    ( jest nia pani Romana Kuczera), mozesz zapytac o
                    oplate za HA nr 1( obecnie 442 zl 44 gr za dwie osoby,
                    troche mniej zajedna), potem wez mape Sosnowca, sprawdz
                    jak daleko od centrum ( a jeszcze dalej od centrum
                    Katowic) jest ulica Lwowska) a jesli cokolwiek z tych
                    informacji sie nie zgodzi to dopiero zarzuc mi
                    klamstwo. Sprawdz tez wilu przychodniach w Sosnowcu
                    przyjmuje psycholog, sprawdz tez czy wojewodzka
                    poradadnia zdrowia psychicznego w Katowicach jest w
                    stanie umowic ciena wizyte z psychologiem w krotkim
                    terminie.
                    Licze na to, ze sprawdzisz wszystkie te informacje
                    rzetelnie jak prawdziwy detektyw - az do skutku.
                    A potem publicznie ustosunkuj sie do tego, czy
                    postawiles mi sluszny zarzut. A moze jestes (lub znasz
                    kogos) z okolic Sosnowca - zapraszam do Instytutu
                    Fizyki w Katowicach na czwarte pietro (nikt inny o moim
                    imieniu tu nie urzeduje) - osobiscie przejedziesz sie
                    te kilkanascie kilometrow autobusem i zobaczysz gdzie
                    mieszkam.
                  • Gość: Joanna Re: Jeszcze raz do Fnolla-wazniaka IP: *.nuph.us.edu.pl 11.06.01, 16:19
                    Zapomnialam dodac - zauwazylam, ze chyba masz cos
                    wspolnego z Uniwersytetem Jagiellonskim. No to juz na
                    pewno znajdziesz wsrod znajomych kogos ze Slaska czy
                    Zaglebia. Ja osobiscie skonczulam UJ i pelno mialam
                    na roku osob z Katowic, ktorym tutejszy uniwersytet
                    nie odpowiadal. Zreszta - byl on kiedys filia UJ i nie
                    sadze, zebys mial najmniejsze problemy z ustaleniem,
                    czy podane przeze mnie fakty sa prawdziwe.
                    A poza tym zrobiles na mnie tym swoim ostatnim
                    zagraniem wrazenie cynicznego gbura i jak mnie nie
                    znasz osobiscie, to moze powstrzymaj sie od glupich
                    komentarzy. A jak jestes takim cwaniakiem, to ty mi
                    udowodnij, ze cie zle ocenilam!!! Prosze bardzo -podaj
                    mi fakty, ktore beda swiadczyc na twoja korzysc,
                    nawiedzony znawco kobiecej psychiki, a mojej w
                    szczegolnosci!!!
                    • Gość: Fnoll Re: Fnoll-wazniak sie dalej wymadrza ;-) IP: *.ds.uj.edu.pl 11.06.01, 17:37
                      Czolem Joanno!

                      To ty jednak istniejesz? To smutne. Mysle, ze stracilem wiare
                      w ciebie glownie dlatego, ze twoje wypowiedzi wydaly mi sie
                      zbyt... hmm... niespojne i przerysowane jak na prawdziwego
                      czlowieka. Coz, jestem zbytnim optymista :(. Dlaczego niespojne?
                      Z jednej strony zapytujesz, jak zrozumiec twojego faceta i co
                      poszlo zle, a z drugiej nie wydajesz sie wcale zainteresowana
                      odpowiedzia na te pytania, raczej podpuszczasz do linczu
                      (vide twoja dzisiejsza odpowiedz Izie). Tak jakbys szukala
                      usprawiedliwienia dla niecheci czy tez nienawisci do
                      czlowieka, ktorego kiedys kochalas. Pytasz jak to jest,
                      ze przed slubem i zaraz po bylo dobrze w lozku, a potem
                      juz nie. A co z reszta zycia? Czy wtedy rozumieliscie sie
                      lepiej niz dzis? Udany zwiazek to przeciez
                      nie tylko udany seks. Razem tworzyliscie ten zwiazek i
                      moze o czyms zapomnieliscie? Dlatego w swoim pierwszym
                      poscie podkreslalem, ze za obecny stan jestescie
                      odpowiedzialni OBOJE. I rozwiazanie mozecie znalezc
                      jedynie wspolnie, a nie ty sama za plecami twojego
                      meza na internetowym forum. Z tego jak opisujesz swojego
                      meza to nie najlepiej przygotowala go rodzina do
                      doroslosci, a to, ze schudl i "sflaczal" jest bardzo
                      niepokojacym objawem. I sam moze sobie nie za bardzo
                      zdawac sprawe, ze dzieje sie z nim cos zlego.
                      Wyglada jednak, ze ta sytuacja cie przerosla i myslisz
                      nie tyle o ratowaniu, co bardziej o ewakuacji. Coz,
                      pewnie, powinnismy dbac o siebie, ale uwierz,
                      kazda przeciwnosc jest szansa rozwoju. Mozesz
                      stac sie lepsza, albo mozesz uciec. Nie chodzi
                      mi nawet o to, ze za wszelka cene musicie
                      zostac razem, bo to niezbyt madre nastawienie,
                      ale o to, ze wasze rozstanie moze byc "czyste",
                      poprzedzone obopolnym zrozumieniem co
                      wlasciwie sie stalo i niepozostawiajace uczuc
                      wrogosci i pretensji, albo "brudne" - owszem,
                      zejdziecie sobie z oczu, ale pamieci nie da sie
                      wymazac. Niewesole zas wspomnienia utrudniaja
                      nam bycie szczesliwymi. No i do nieszczescia mozna
                      sie fatalnie przywiazac.
                      Dlatego polecam psychoterapie. Skoro pracujesz
                      w Katowicach, to nie sadze, zeby bylo problemem
                      znalezienie tam dobrego terapeuty, wystarczy tylko
                      chciec. Moze zapytac na forum Katowic? A terapia
                      rodzinna nie jest zbyt czasochlonna czy kosztowna,
                      zwykle zaledwie jedno spotkanie na dwa tygodnie,
                      czy na miesiac.

                      Co do mnie to faktycznie mam cos wspolnego z UJotem,
                      mieszkam w niedawno okablowanym akademiku wraz
                      z zona i dwuletnia coreczka, a w chwilach wolnych studiuje
                      psychologie :-).

                      Zycze powodzenia.
                      • Gość: Joanna Re: A niech sie wymadrza - co mi do tego? IP: *.nuph.us.edu.pl 12.06.01, 12:11
                        Jesli i ty masz cos wspolnego z psychologia ,to juz na
                        pewno zadna sila nie zaciagnie mnie na terapie.
                        Koniec, dosyc, stop!!! W szkole sredniej szukalam
                        pomocy, na studiach i teraz niedawno tez i wszystkie te
                        panie psycholog usilowaly mi robic wode z mozgu
                        udowadniajac, ze mnie sie tylko wydaje, ze jestem jaka
                        jestem, mnie sie wydaje, ze czuje co czuje i ze tak
                        naprawde to nawet nie mysle tego co mysle...
                        Jak to - wiec drugi czlowiek wie lepiej ode mnie co
                        sie ze mna dzieje? A wszystkie te bzdurne pytania
                        w testach - kto to w ogole ukladal...A ta atmosfera
                        wyzszosci ze strony tak zwanego terapeuty - czlowiek
                        kuli sie sam w sobie przewiercany 'wszystkowiedzacym'
                        spojrzeniem bostwa, ktore laskawie pozwolilo mu
                        dostapic zaszczytu wyzalenia sie przed nim. Bostwa
                        zreszta chyba i tak nie sluchaja, przekonane o tym,
                        ze wiedza najlepiej jak to jest i ze znaja odpowiedzi
                        na wszystkie pytania. Moze po prostu mam uraz do
                        psychologow, ale twoja cyniczna postawa utwierdzila
                        mnie w tym, ze chyba jednak nie jest to niechec
                        bezpodstawna...
                        Jak ja sie mialam nie wkurzyc i nie wybuchnac jesli
                        czytam, ze moj maz ma depresje, ze ja mam go wspierac
                        itd ,ze to ja jestem ta zla, dominujaca, manipulujaca
                        strona...
                        Fajnie - on... Ledwo przyjde do domu ciagle slysze od
                        niego 'ja chcialbym to, ja chcialbym tamto, ja tego dla
                        ciebie nie moge zrobic...' - ciagle on i on i on...
                        A gdzie jest miejsce tej wrednej, dominujacej baby
                        - ona sie gdzies dusi zepchnieta na sam brzeg swego
                        terytorium i nawet nie wolno jej sie odezwac, ze tez
                        by czegos chciala!!!
                        Nagle w oczach kilku osob moj maz stal sie biedactwem
                        zawladnietym i skrzywdzonym przeze mnie. A jak powiem,
                        ze odnosze wrazenie, ze to wszystko to proba
                        manipulacji z jego strony, proba strajku i wymigania
                        sie od odpowiedzialnosci za wlasne zycie to pewnie
                        nikt nie stanie po mojej stronie. A moze dawniej w
                        lozku bylo OK bo nie mial powodu do strajku?
                        Ale ja nie mialam zamiaru niesc go na swoich barkach
                        przez zycie, myslalam, ze mu pomagam, ze postepuje
                        slusznie wyreczajac go we wszystkim, myslalam,ze
                        okazuje mu milosc czyniac jego zycie latwiejszym!!!!!
                        Ale widocznie albo sie pomylilam, albo on myslal, ze
                        to mu sie ode mnie nalezy za darmo - dlugo nie robil
                        nic, zeby to odwzajemnic. W koncu nie wytrzymalam i
                        zaczelam od niego wymagac pomocy w obowiazkach domowych
                        i tym podobnych rzeczy. Dzisiaj juz nie pamietam jak
                        to wtedy dokladnie z tym bylo i od czego zaczely sie
                        problemy w lozku, ale czasami przypomina mi to zagranie
                        w stylu "musialem dzisiaj umyc talerze, to nie
                        dostaniesz seksu. Gdybys to ty je zawsze myla to nie
                        bylbym tak zmeczony". Dobrze, ale dlaczego kobiety
                        maja same prac, gotowac ,zarabiac ,martwic sie o domowy
                        budzet, przetykac zlew, naprawiac gniazdka i nie moga
                        byc tym zmeczone??? Czy to nie jest krzywdzace?
                        Czy obowiazki mezczyzny ograniczaja sie tylko do pracy
                        zawodowej a kobieta musi udzwignac ciezar wlasnej pracy
                        i cala reszte...Gdyby zarabial tyle, zebym mogla lezec
                        w domu tylkiem do gory to inna sprawa - trudno wtedy
                        wymagac od zmeczonego faceta mycia garow. Ale w naszej
                        obecnej sytuacji nie widze powodu, aby jego zmeczenie
                        bylo wazniejsze niz moje... A poza tym przez dluzszy
                        czas byl bezrobotny i zanim znalazl sobie prace tez sie
                        do robienia czegokolwiek nie palil.
                        I co rozwiaze kolejny psycholog??? Ktos znowu kaze
                        mi brac Aurorix dwa razy dziennie, Rudotel przed snem,
                        doda do tego jeszcze jakies ziolka, wyglosi kilka
                        oklepanych frazesow, a ja po tej terapii bede sie czula
                        tak paskudnie, ze znowu wlasny bol i bezsilnosc
                        sprobuje utopic w kieliszku, ale to pomoze tylko na
                        chwile , bo to co bolalo na trzezwo boli tez po
                        alkoholu, tylk
                        • Gość: Fnoll Re: ciag dalszy tlumaczen IP: *.ds.uj.edu.pl 12.06.01, 12:54
                          Nie uwierzylem w ciebie, bo bardzo smutne
                          to wszystko o czym piszesz, zbyt smutne jak na
                          jednego czlowieka. Wiesz, dla mnie moje studia
                          sa drugorzedne, patrze na ciebie raczej przez
                          pryzmat swojego zycia. Mialem takie lata, kiedy
                          bylo mi bardzo zle - ale zawsze mialem wiare, ze
                          moze byc lepiej i ze to wlasnie ja moge cos
                          z tym zrobic. Ze wokol jest wiele dobrych
                          mozliwosci, tylko musze byc gotowy, zeby
                          je dostrzec i wykorzystac. Tak sie tez dzieje.
                          To az dziecinnie proste, ze ze zlym nastawieniem
                          znajdujesz zle rzeczy, a z dobrym - dobre.
                          Co znaczy dobre a co zle, to juz faktycznie
                          troche bardziej zlozone. Czesto myslac,
                          ze robimy dobrze krzywdzimy siebie i
                          innych. Taki typowy blad przy zawiazywaniu
                          malzenstw - ze ludzie staraja sie ukazac
                          lepszymi niz sa naprawde. Zakladaja maski.
                          A gdy maski odpadna okazuje sie, ze to nie
                          ten mezczyzna, nie ta kobieta...
                          No wlasnie, ale dlaczego trudno mi w ciebie
                          bylo uwierzyc? Hmm... pewnie dlatego, ze
                          jestes poniekad moim przeciwienstwem,
                          jak ciemna strona ksiezyca. Rozumiesz?
                          Po mojej stronie swiat wyglada zupelnie
                          inaczej, jest jasny, ciekawy, a przeciwnosci
                          przypominaja mniejsze lub wieksze szczyty,
                          na ktore z pewnym trudem, ale da sie wspiac,
                          no i cenie je sobie - bo jaki z nich piekny
                          widok! Przezwyciezenie problemu i fajne
                          przezycie kolejnego dnia daje wiele
                          satysfakcji. Ale z tego co piszesz twoje
                          "mroki" nie zaczely sie bynajmniej wraz
                          z problemami malzenskimi. Maja swoja
                          historie. Tak jak i obecne problemy twojego
                          meza maja swoja gleboka historie. O tym
                          ciagle ci pisze, ale ty nie sluchasz. Coz,
                          w koncu jestesmy bardzo rozni. Ja na
                          twoim miejscu szukalbym dobrego rozwiazania,
                          a zalenie sie, obwinianie i lykanie prochow
                          temu nie sluzy. Trzeba sie zatrzymac, spojrzec
                          z dystansu na swoje zycie i na poczatek
                          zrozumiec sama siebie - jak ja tu doszlam?
                          Co mnie tu sprowadzilo? Bardzo pomocne,
                          a wlasciwie nieodzowne jest znalezienie
                          wsparcia w kims, kto by chcial ci towarzyszyc
                          w szukaniu dobrego rozwiazania.
                          Po to sa wlasnie terapeuci. Nie przecze,
                          wielu z nich nie jest dobrymi terapeutami.
                          Psychoterapeuta w Polsce to bardzo
                          mlody zawod. Twoja obserwacja,
                          ze terapeuta lubi byc guru jest pewnie
                          trafna. Na psychologie, podobnie jak
                          na medycyne trafiaja glownie ludzie,
                          ktorzy lubia rzadzic innymi. Ale dobry
                          terapeuta nie jest taki, owszem, jest
                          autorytetem - ale autorytetem towarzyszacym
                          i sluchajacym, a nie wydajacym recepty.
                          Sam spotkalem dobrych i zlych terapeutow.
                          Niestety nie wiem jak to jest w Katowicach.
                          Jesli nie masz wstretu do autorytetu jako
                          takiego - co by stawialo cie w dosc niekorzystnej
                          pozycji, bo bys byla zdana tylko na siebie, lub na
                          osobe w podobnej do twojej sytuacji - to upor
                          w szukaniu dobrego terapeuty by ci sie przydal,
                          tak sadze. Ale jak mowilem - mlody zawod,
                          wielu partaczy.
                          Wiesz, mamy jedno zycie, po co je tracic na
                          zle dni?
                          I naprawde przejmuje sie toba, inaczej bym
                          nie pisal. A pisze dlatego tez, ze chcialbym,
                          zeby zylo sie tobie lepiej. Zycze ci tego.
                          A sledztwa w sprawie twej autentycznosci
                          nie przeprowadzalem ;-), przepraszam za
                          podejrzliwosc, ale juz sie chyba wytlumaczylem
                          ze swoich motywow.
                          • Gość: Joanna Re: ciag dalszy tlumaczen IP: *.nuph.us.edu.pl 12.06.01, 16:14
                            Nie bede chyba opisywac calego swojego zycia ze
                            szczegolami, ale nigdy nie bylo mi latwo. Moj ojciec
                            pewnie musial byc za mlodu nazbyt wrazliwy na pewne
                            sprawy bo w efekcie malzenstwa z moja matka zaczal pic
                            a w efekcie picia - zostal prawdziwym alkoholikiem.
                            Pomimo szczerych checi nie udaje mi sie pojsc w jego
                            slady... Cale zycie rodziny krecilo sie wokol jego
                            nalogu a moja matka wierzyla, wierzy i bedzie wierzyc,
                            ze on sie zmieni. Choc wszystko na to wyglada, ze jej
                            taki stan odpowiada - przed kolezankami chwali sie, jak
                            to ona go wspomaga i wyciaga z nalogu. Wlasnie powiem
                            cos strasznego, ale z niej emanuje taka przerazajaca
                            energia, ze majac 28 lat ciagle boje sie wlasnej matki
                            bardziej niz diabla - chlodna, tajemnicza,
                            nieodgadniona...Natomiast ojca sie nie boje, bo widze
                            w nim tylko slabego, zagubionego czlowieka, ktorym
                            zapewne jest. Moze to idiotyczne, ze wspolczuje
                            alkoholikowi, a nie moge pojac tej niby porzadnej
                            matki, ale ona ma w sobie to cos, co przytlacza ,
                            co kaze trzymac sie od niej z daleka. Nie potrafie ani
                            tego opisac, ani wytlumaczyc.
                            Zawsze zylam w cieniu starszego brata, ktory jest do
                            dzis jedynym przyjacielem i powiernikiem mojej matki
                            i obok mlodszej siostry, ktorej z racji tego, ze byla
                            najmniejsza i ladna nalezaly sie dodatkowe przywileje.
                            Dopoki bylam posluszna matce - ta nie ingerowala w moje
                            zycie tak dalece, ze praktycznie ani ja jej dobrze nie
                            znam, a tymbardziej ona nie zna mnie...
                            Do szkoly sredniej nie pozwolila mi isc tam gdzie
                            chcialam, bo wybrana przeze mnie szkola byla w miescie
                            wojewodzkim, a moja matka stwierdzila, ze sie bede
                            puszczac w internacie. Poszlam do zwyklego ogolniaka.
                            Profil studiow wybralam zgodnie z profilem ukonczonego
                            liceum , bo sadzilam, ze bede do nich dobrze
                            przygotowana. Ale pomylilam sie i juz po pierwszym
                            semestrze chcialam zrezygnowac ze studiow ,popracowac
                            troche i na nastepny rok wybrac inny kierunek. Ale moja
                            matka powiedziala, ze ona sie za mnie wstydzic nie
                            bedzie i albo dalej ciagne te studia, albo mnie nie
                            chce wiecej widziec. Nie mialam gdzie isc i musialam
                            wytrzymac. Jednak uwazam, ze trzeba bylo zmienic
                            kierunek studiow, bo nie jestem zadowolona z tego, co
                            obecnie robie, a sa rzeczy ktore bardziej mnie
                            pociagaja.Gdy wychodzilam za maz powiedziala mi tylko
                            zebym po pieniadze do niej nie przychodzila i zebym sie
                            pozniej jej nie zalila, ze zle wybralam, bo ona od
                            swojej matki ani pieniedzy, ani dobrego slowa nigdy
                            nie dostala. Jak sobie zyczyla tak ma - przez te trzy
                            ostatnie lata widzialysmy sie zaledwie kilka razy i ani
                            o pieniadze ani o porade jej nie prosilam.
                            Moj ojciec zyje zapewne w innym swiecie, bo ani sie w
                            to nie wtraca, ani nie probuje wyrazic wlasnego zdania.
                            Moj brat wyrosl na osobe ktorej wiecznie sie wszystko
                            nalezy i wokol ktorej powinien krecic sie swiat.
                            Z moja siostra da sie pogadac, ale los ja wyniosl na
                            drugi koniec Polski. Tak mniej wiecej wygladalo z
                            grubsza cale moje zycie...
                            • Gość: żona Re: ciag dalszy tlumaczen IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 12.06.01, 17:25
                              Gość portalu: Joanna napisał(a):

                              &#62 Nie bede chyba opisywac calego swojego zycia ze
                              &#62 ......
                              &#62 grubsza cale moje zycie...


                              Może właśnie tu jest pies pogrzebany. Ja mam podobny problem z
                              mężem .Wcześniejsze życie trochę mniej pogmatwane , ale też zawsze musiałam
                              liczyć na siebie. I wyrosłam na silną osobowość, niechętną na jakieś kompromisy
                              czy ustępstwa. Lubię sobie podporządkowywać ludzi, z tym ,że robię to w
                              dyplomatyczny sposób, tak że czasem tego nie zauważają (rany!chyba przyznam sobie
                              nagrodę za szczerość).
                              Nie zawsze robię to świadomie. Męża też zaczynałam sobie podporządkowywać
                              (zupełnie nieświadomie),tylko on się nie daje i -jak sądzę- jest jeszcze bardziej
                              uparty i zawzięty niż ja. Co gorsza - z wiekiem te nasze cechy , które na
                              studiach nam nie przeszkadzały (bo i skala problemów była niewspólmierna do
                              tych , co dziś), się pogłębiają.
                              Jestem mężatką od prawie czterech lat. Co robić dalej? Nie chcę rozwodu , bo to
                              jak sądzę najlogiczniejsze rozwiązanie takiej sytuacji (poza tym jestem chyba
                              wierząca).Psychoterapeuci też mnie nie przekonują , mam dużo koleżanek ,
                              robiących w tym fachu i wiem , że same powinny się poddać terapii.
                              Nie sądzę też , bym sama mogła zmienić się w potulną żonę i podawać mężowi kapcie
                              w zębach.


                              • Gość: Joanna Re: ciag dalszy tlumaczen IP: *.nuph.us.edu.pl 13.06.01, 09:48
                                Czy ja jestem silna -tego nie wiem, wiem natomiast, ze
                                czesto udaje osobe silniejsza i twardsza niz jestem
                                w istocie, bo po pierwsze - jakos trzeba bylo sobie w
                                zyciu radzic, a kobieta ktora okazuje slabosc sama
                                daleko nie zajdzie, po drugie -po prostu boje sie, ze
                                jak sie pokaze od calej tej mojej nazbyt wrazliwej
                                strony to ktos wlezie mi na glowe i nie bede moglasobie
                                tego klopotu z glowy zdjac.
                                Nigdy chyba nie mialam wiekszych niz przecietnie
                                potrzeb podporzadkowania sobie ludzi, przeciw rozsadnym
                                kompromisom tez sie zbytnio nie buntuje ( nie twierdze,
                                ze zupelnie latwo jest ustapic) i raczej przez cale
                                dziecinstwo i wczesna mlodosc kazdy wykorzystywal mnie
                                i moja naiwnosc jak tylko umial. W koncu zmienilam sie,
                                przestalam byc taka dobra i pol swiata dalo mi swiety
                                sposob, bojac sie chyba, ze jestem na tyle silna, ze
                                moge byc dla nich zagrozeniem. Oprocz nielicznych
                                'wtajemniczonych' raczej nie wyprowadzam ludzi z bledu.
        • Gość: KATO Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 07.09.01, 13:08
          Gość portalu: joanna napisał(a):

          &#62 Droga Pestko!
          &#62 Niestety to nie dziala!!! Kilka razy do roku wyjezdzam
          &#62 sluzbowo na tydzien, czy dwa i po powrocie jest bez
          &#62 zmian. Nawet nie wiem, czy moj maz zauwaza, ze nie bylo
          &#62 mnie w domu jakis czas. Zreszta - ostatnio to on chyba
          &#62 raczej niewiele zauwaza oprocz telewizora i jedzenia
          &#62 na stole. Praktycznie zredukowal sie do spania,
          &#62 jedzenia, lezenia przed telewizorem i chodzenia do
          &#62 pracy. A poza tym to na nic wiecej ''nie ma'' sily ani
          &#62 czasu - seks, taniec, kino, sport, spacer, odetkanie
          &#62 zlewu w kuchni - zanim cokolwiek zacznie robic juz
          &#62 sobie kombinuje jakby sie od tych rzeczy wymigac...
          &#62 Wydawaloby sie, ze od tego spania i jedzenia powinien
          &#62 wypoczac i przytyc, a tu calkiem na odwrot - jest coraz
          &#62 bardziej apatyczny i coraz chudszy. Ostatnio gdy sie
          &#62 zwazyl to mial okolo 12 kilo niedowagi!!! Miesni to
          &#62 zostalo mu tylko tyle, zeby sie ledwo ruszac!!!
          &#62 Jakby malo bylo tego, to po badaniu krwi, moczu itd...
          &#62 lekarz ogolny nie stwierdzil u niego zadnej choroby
          &#62 ani nieprawidlowosci w ogolnym stanie zdrowia.
          &#62 Wlasnie dlatego tak ostro sie sprzeciwiam osobom, ktore
          &#62 zarzucaja mu niewiernosc, czy mnie - niezaspokojony
          &#62 apetyt na te sprawy, bo to wszystko nieprawda i nie
          &#62 pasuje do faktow. Dlatego tak mi zalezalo na tym aby
          &#62 wypowiedzialy sie osoby, ktore znaja taki lub podobny
          &#62 przypadek, a nie te, ktorym sie wydaje, ze wiedza
          &#62 wszystko...

          Droga Joanno,

          Świetnie piszesz, powinnaś o tym pomyśleć na poważnie...
          Czytając wszystkie teksty nie zauważyłem w żadnym z nich choćby
          próby postawienia diagnozy sytuacji, którą opisujez, nie mówiąc juz
          o podaniu jakichkoliwek konkretnych przyczyn.
          Każda z osób biadoli na temat tego co ją spotkało lub nie spotkało.
          Np. jedna z osób: Twój ogląda DWA ŚWIATY? Mój do dopiero numer - wyobraź
          sobie, że ogląda BB!!!
          Po Twoim tekście, który pozwoliłem sobie zacytować powyżej, odniosłem
          wrażenie, że traktujesz swojego jak by nie było MĘŻA, jak zwierzę domowe,
          np. psa, który nie chce jeść, a zbadany jednak okazuje się na nic nie chorować!
          Później właścicel psa zastanawia się co robić: jeżeli jest zdorwy i nie je, to
          może go .... ostrzyc dla poprawienia nastroju? ( jeżeli to np. pudel...).
          Nie obraź się, ale odnoszę wrażenie, że nie kochasz męża i że nic was już
          nie łączy, a wręcz mówiąc wprost - MASZ GO W DUPIE. Intersuje Cię tylko to,
          kiedy wreszcie zacznie zaspokajać Twoje Potrzeby.
          Z Twoich tekstów wyłania się jakiś chudy typek, którego zycie toczy się
          pomiędzy kuchnią, WC i fotelem przed telewizorem. Czy on naprawdę nie
          zasługuje na jakiś "dodatkowy opis"? Mieszkacie w hotelu asystenckim, a więc
          nie sądzę, żeby Twój mąż był imbecylem, jak czasami wynikałoby z Twoich
          słów.
          Proszę, wyraź opinię na temat moich wrażeń



          • Gość: ktoto Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.coplan.pl 07.09.01, 16:38
            Bardzo mi się podoba to co napisałeś na temat problemów Joanny. Moim skromnym
            zdaniem J. jest typem osoby która pragnie mieć wszystko pod kontrolą, jest
            typem który angażuje się w swoje pomysły i sposoby na życie bez wzgledu na
            okoliczności. Taki sposób na życie powoduje tłamszenie wszystkiego co inne. Mąż
            powinien z żoną dojść do porozumienia co tak naprawdę jest najważniejsze w ich
            związku i jak można łagodzić ich zróżnicowane sposoby życia na codzień ( bo na
            pewno ich się nie uniknie) .
            Moją odpowiedzia dla Ciebie Joanno jest to że bardzo daleko zabrneliście w
            swoim zapamiętaniu się. Nic tak mężczyzny i chyba ogólnie człowieka nie
            denerwuje jak nadgorliwość, przemądrzałość, próby manipulowania, brak
            akceptacji innego sposobu na życie. To są tylko moje przypuszczenia, jeżeli się
            kochacie to wyjdziecie z tego tylko się nie atakujcie bo małżeństwo to nie pole
            walki ale pole pokory i uległości.
    • Gość: Monika Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.pl 09.06.01, 01:26
      Gość portalu: joanna napisał(a):

      &#62 Kiedy ja mam ochote na seks (a czesto mi sie to zdarza,
      &#62 do czego z reguly kobiety sie nie przyznaja) to moj
      &#62 maz albo jest zmeczony, albo oglada telewizje, albo ma
      &#62 cos waznego do zalatwienia (np. w niedziele o 8 rano)!
      &#62 On natomiast ochote na te sprawy ma kiedy ja mam okres
      &#62 albo glowa mi peka po ciezkim dniu w pracy, albo musze
      &#62 pedzic na przystanek bo zaspalam i praktycznie juz do
      &#62 owej pracy jestem spozniona.

      Myślę, że na tym właśnie polega wasz problem. Rozpoczęliście walkę: kiedy ty
      chcesz - on nie chce, kiedy on - chce ty nie chcesz. Proponuję zaryzykować seks
      wtedy, kiedy twój mąż ma na to ochotę (trudno, że boli cię głowa, trudno, że się
      spóźnisz). Faceci są próżni, kiedy im się nie odmawia czują, że są ważni i
      poważnie traktowani.
      Moje małżeństwo trwa 13 lat. Na palcach jednej ręki mogę policzyć przypadki,
      kiedy odmówiłam mężowi seksu. Uważam, że jest to wspaniała broń kobiety. Mówi
      się, że mężczyzna to głowa rodziny, ale szyją jest kobieta, to ona wszystkim tak
      naprawdę kręci. Dzięki takiemu mojemu podejściu nasze życie seksualne jest bardzo
      udane, a i w życiu codziennym mąż postępuje tak jak ja tego chcę!
      Życzę powodzenia i pozdrawiam Was oboje.
      Monika
      • Gość: Ped Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: 212.191.70.* 09.06.01, 13:33
        Przeczytalem wypowiedzi uczestnikow dyskusji i
        przylaczam sie do zdania Jorlanda. Bardzo trafnie
        opisal sytuacje wrazliwego mezczyzny przytloczonego
        przez silna, dominujaca kobiete. Tyle , ze na ogol w
        takim przypadku te wrazliwosc kobieta mylnie odbiera
        jako slabosc . Twoj maz nie chce byc pantoflarzem , on
        takze chce o wszystkim decydowac ale prawopodobnie nie
        jest pytany o zdanie , a nawet jesli jest pytany to Ty
        i tak sama zdecydujesz i zrobisz po swojemu. Taka
        postawa prawdopodobnie wzbudza w nim niechec i
        rewanzuje to sobie w formie sprzeciwu na niwie seksu.
        Przypuszczam, ze sam z soba zadowala sie po cichu w
        ramach zemsty za upokorzenia jakich od Ciebie doznaje.
        Pomysl w jakich sytuacjach moze czuc sie zle , co mu
        zarzucasz , wypominasz i o co masz pretensje. Jesli nic
        nie moze poradzic na to , ze jest bezrobotny , to juz
        sama tego swiadomosc dzialac moze na niego frustrujaco.
        A jesli do tego slyszy wymowki w stylu "to ja slaba
        kobieta robie to i tamto , a ty silny mezczyzna nie
        potrafisz tego i owego " to juz samo to doprowadzic
        moze kazdego do stanu wrecz nienawisci do slubnej
        partnerki . I wtedy z zemsty bedzie z Toba obowiazki
        malzenskie spelnial byle jak , pomimo ze moze miec
        ochote , albo i straci ochote na sama mysl o nich.
        Narzucony w przeszlosci stereotyp silnego mezczyzny,
        jest przynajmniej w naszych czasach z gruntu
        falszywy.Granica silny -slaby , odporny - wrazliwy,
        zdolny -tepy i innych cech , nie przebiega na granicy
        podzialu na plcie i poslugiwanie sie takimi schematami
        prowadzi do nieporozumien nie tylko w malzenstwie.
        Mezczyzna w malzenstwie sfrustrowany i zdominowany
        przez silniejsza i despotyczna zone nie spelni jej
        oczekiwan i nic na to sie nie poradzi . Wybralas jego
        wlasnie , bo wydawalo Ci sie , ze bedzie Ci we
        wszystkim posluszny i tym samym ukrecilas bicz na swoje
        plecy. A co do depresji , to nie jest wykluczone , ze
        juz na nia cierpi , byc moze tylko w niewielkim stopniu
        . Ale ochota na seks w takim stanie psychiki moze u
        mezczyzn zmniejszac sie . Nawet ejakulacja moze
        przebiegac prawie ze z bolem i poczuciem niesmaku , a
        przynajmniej dawac ulge niewiele odbiegajaca od tej ,
        jakiej doznaje sie przy oproznianiu przepelnionego
        pecherza.
            • Gość: Vist Re: jak nie skasować faceta ?....... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 12.06.01, 12:27
              Gość portalu: Joanna napisał(a):

              &#62 No wiec co z tym upokorzeniem?


              Masz dużo do czytania i przemyślenia....

              Może napiszę coś o tym przy innej okazji ?

              A tymczsem (jeśli mogę) propomuję Ci:

              "Trochę wolniej"

              Czyli doprowadź się do stanu równowagi względnej.
              np. mało rób. Tylko to co musisz. Śpij. Odnajdź poziom relaksu.
              Nic nie musisz zrobić na dziś. Może "Twoj" by to przeczytał ?
              Nie piłuj. Odpuść na trochę. ok ? Nic Ci nie ucieknie.

              "Wyluzuj"


              Vist______________________
    • peter1 Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) 11.06.01, 13:55
      Janno,

      Moglbym powiedziec, ze zazdroszcze Twojemu mezowi. Ma kobiete, dla ktorej seks
      powinien laczyc malzenstwo, a nie dzielic. Ale wyglada na to, ze sie nie
      uklada. Nie wiem, jak dlugo juz ten stan trwa, ale jesli ponad rok, to chyba
      koniec zludzen. Ratuj siebie, bo za dziesiec lat bedziesz zgorzkniala kobieta.
      Jesli nie masz dzieci, moralnych i religijnych rozterek zwiazanych z rozwodem,
      uciekaj. Szukaj dalej, bo tu juz lepiej nie bedzie. Nie jest wcale powiedziane,
      ze gdzie indziej bedzie Ci lepiej. Probuj. Z Twojego opisu wnioskuje, ze macie
      zupelnie inne temperamenty seksualne i nawet nie mozesz miec do meza pretensji
      o to. On jest po prostu inny. Inaczej rozumie seks z kobieta i to sie nie
      zmieni tak, jak ty tez sie nie zmienisz. Ja tez mam zawsze ochote, a moja zona
      DUUUZO rzadzej. Kiedys myslalem, ze jest zlosliwa, wstretna lub cos w tym
      stylu. Ale ona jest po prostu INNA i tego nie zmienie. INACZEJ pojmuje seks i
      wszystko, ale to sie okazuje dopiero po kilku latach wspolzycia. Tu nie mozna
      miec zadnych pretensji, bo to nie jest niczyja wina.

      Pozdrawiam
      peter
      • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 11.06.01, 16:00
        Ja juz jestem zgorzkniala. A dzieci ani religijnych
        rozterek tez nie mam - na szczescie nie przyszlo mi do
        glowy zachodzic szybko w ciaze.
        A moj problem trwa od okolo dwoch lat (od trzech
        jestesmy malzenstwem). Dziwi mnie tylko jedno -
        dlaczego przed slubem i przez jakis czas
        po slubie wcale nie bylo zadnej roznicy temperamentow.
        Dopiero z czasem wszystko zaczelo sie zmieniac i
        stopniowo coraz wiecej pozycji nalezalo wykreslic
        z repertuaru naszych zachowan seksualnych - kiedys nie
        obchodzilo go, gdzie i kiedy, wazne bylo, ze mielismy
        na to ochote. Kiedys nie bylo szybkich, byle jakich
        numerkow - ale to byly te czasy, kiedy jeszcze wygladal
        jak facet (troche bicepsow i miesni na klacie), a teraz
        wyglada jak pensjonariusz Oswiecimia (skora i kosci).
        Zwykle faceci lubia sport - pilke, silownie i te sprawy
        a on jeden nie. Ja osobiscie cwicze w domu z ciezarkami
        bo inaczej wygladalabym jak matrona, dla niego jednak
        moje babskie ciezarki (do 3 kg na jedna reke) i moje
        babskie cwiczenia sa za ciezkie!!! Wyczytalam gdzies,
        ze u mezczyzn testosteron odpowiada i za ochote na seks
        i za rozwoj muskulatury i na odwrot - powiekszenie masy
        miesni od razu podnosi poziom testosteronu w
        organizmie. Tylko co zrobic jesli ktos nie chce sie
        wcale ruszac (ani fizycznie ani psychicznie) ?
        Jesli to malzenstwo nie ma szans ( a takie
        prawdopodobienstwo jest duze) to co ja mam podac jako
        powod do rozwodu? Nie pije, nie pali, zdrady udowodnic
        mu nie moge, nie bije mnie - niby ideal, a i tak zyc
        sie z nim nie da pod jednym dachem. A w ogole to jesli
        mialabym sie rozwiesc to chcialabym to zrobic szybko
        i bez orzekania o czyjejkolwiek winie, a z wlasnej woli
        moj maz sie ze mna nie rozwiedzie (juz ten temat z nim
        kilka razy przewalkowalam). On wrecz twierdzi, ze nie
        potrafilby zyc beze mnie. Ale tego, ze ja nie potrafie
        zyc z nim juz nie uwzglednil
        • peter1 Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) 11.06.01, 16:56
          Joanno,

          Ja ci nie jestem w stanie doradzić, co dokładnie masz robić i jak, bo nie widzę
          i nie znam was z bliska. Z Twojej wypowiedzi widać ogromną agresję w stosunku
          do niego i ja to rozumiem. Nierozładowane emocje i pragnienia to dynamit. Ale w
          Twojej wypowiedzi widać juz pogardę dla niego. Niedaleko już do nienawiści, a
          to przede wszystkim zniszczy Ciebie. Po prostu, nienawiść niszczy. Jeśli on
          twierdzi, że nie może bez Ciebie żyć, to znaczy, że to chyba Ty stworzyłaś mu
          takie gniazdko, w którym mu jest dobrze.
          Istnieje też inna możliwość: po studiach dorosły człowiek wypieszczony przez
          mamusie wchodzi w zycie dorosłe z różnym bagazem doświadczeń. Dla niektórych to
          jest jak wypadnięcie przez okno z wieżowca. On mógł się zetknąć z problemami,
          które go przerastają i problemy z seksem są tu tylko problemami wtórnymi. Jeśli
          jest w Tobie trochę miłości, to Ty musisz mu pomóc. Inaczej skończy w depresji
          a wtedy to Ty bedziesz miala pieklo, bo takie jest zycie z chorym czlowiekiem.
          pozdrawiam
          Peter1
          • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 11.06.01, 17:18
            Jestes kolejna osoba, ktora mowi mi, ze ja mam udzielic
            pomocy mezowi, bo on wpadnie w depresje...
            A kto pomoze mnie, jesli ja tez ledwo zyje - lekarz
            ogolny przepisal mi taka ilosc srodkow uspokajajacych,
            nasennych, przeciwdepresyjnych, ze az dziw bierze, ze
            po tym wszystkim ciagle chodze zdenerwowana i zla
            na caly swiat. Gorzej -ja sie w ogole nie stosuje do
            zalecen lekarza i biore konskie dawki tych paskudztw
            po to tylko, zeby normalnie funkcjonowac. Wiec
            w depresje to chyba ja powoli wpadam. Poczytaj sobie,
            co tu ludzie o mnie wypisuja - ze probuje manipulowac,
            ze cos mezowi musialam zrobic, ze to, ze tamto...
            Ktos widzi we mnie demoniczna babe, ktora rzadzi
            wlasnym (biednym) facetem, a tymczasem demoniczna baba
            nie dosc, ze nikim ni rzadzi to jeszcze czuje sie
            zupelnie zagubiona, bezradna, przybita...
            Agresja??? Czy ja kieruje ja do mojego meza? Nie, ja
            wyzywam sie tutaj i tu probuje powylewac zale, zeby
            nie nosic calego tego balastu w obie strony - z domu,
            a potem do domu...
            W gruncie rzeczy to sporo osob radzi, zebym to ja
            zajela sie rzekoma depresja meza, ale jestem pewna,
            ze on sobie w zyciu i beze mnie by poradzil. Moze swoja
            postawa probuje zwrocic na siebie swoja uwage, zebym
            przyszla mu znowu z jakas pomoca.
            A ja (niestety) jestem tylko czlowiekiem i chcialabym
            aby wreszcie to on podal mi pomocna dlon
            • Gość: zyczliwa Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.com 11.06.01, 18:55
              Joanno,
              nie zastanawiaj sie dluzej nad tym wszystkim-wierz mi nie warto, odejdz kiedy
              jeszcze jest czas-nie macie dzieci,
              lepiej nie bedzie nigdy, nigdy go ani siebie nie zmienisz,nie pasujecie do
              siebie i koniec,nie warto jest tkwic w tak toksycznym zwiazku,
              przeczytalam wszystkie posty-moge powiedziec ze moja historia jest taka sama,a
              nawet gorsza-dodatkowo mam dzieci i jestem poza Polska ,
              jestesmy ze soba-15 lat,
              dziewczyno!
              pocierpisz rok,dwa ale gdy sie obudzisz bedzesz miala nadzieje ktorej ja juz
              nie mam:
              moje zycie wyglada tak:
              sniadanie dla dzeci,
              praca
              obiad
              garki
              spanie
              nic juz nie czuje, nie mam ochoty na sex na nic

              (zreszta sex to nie tylko sex -jest to czucie i bycie z bliska osoba -ja jestem
              sama)
              pozdrawiam serdecznie


                • Gość: Lou Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.01, 14:36
                  Joanno!!! To, co pisałam o manipulacji, nie odnosi się do Ciebie, ale do
                  wypowiedzi Moniki (o byciu szyją która kręci głową rodziny; nie wyobrażam sobie
                  zresztą, że dla osiagnięcia tego miałbym kochać sie wyłącznie wtedy, kiedy
                  łaskawca wyraża chęć). Ogromnie Ci wspólczuję i już wczesniej nasunęła mi się
                  refleksja, że kobieta jest zawsze obwiniana. Dlaczego tak sie dzieje?
                  Dlatego, że kobieta jest w każdej sytuacji słabsza, a słabośc ściąga na siebie
                  agresję. Poza tym, mężczyżni trzymają między sobą, a kobiety wolą ze soba
                  nawzajem rywalizować, co może m. in. przekładać sie na upomnienia, wytykanie
                  rzekomych błędów itd.
                  Zastanawiam się też, czy mąż nie chce Cię w ten sposób skłonić do zdrady. W
                  każdym razie z tego co piszesz, wnioskuję, że jest łajdakiem, byc może nawet
                  wyrafinowanym, dlatego powinnaś działać rozważnie, nie dać się sprowokować, a
                  przede wszystkim chronić siebie. Domyślam się, że to łatwo mówić, ale nie
                  popadaj w lekomanię, bo się wykończysz. Znajdź sobie przyjaciół, którym
                  mogłabyś o tym mówić bezpośrednio i zyskać w nich sprzymierzeńców. To Ty
                  jesteś ważna. Nie wiem, jak dodać Ci otuchy, ale wiedz, że jestem po Twojej
                  stronie.
                  A może wypowiedziałby się o tym wszystkim wreszcie (obiektywnie!) jakiś
                  psycholog? Tylko nie życzę sobie przeczytać następnego dnia, że to kobieta
                  jest winna.
                  • Gość: Fnoll Re: jak nie robic piekla - do lou IP: *.ds.uj.edu.pl 12.06.01, 15:37
                    Droga Lou
                    To co proponujesz to zrobienie z malzenstwa pola bitwy. Z jednej strony zona i jej
                    psiapsiulki, udzielajace rad jak "oswajac" meza i wspierajace ja w przekonaniu,
                    ze to zle zwierze, a z drugiej maz, ktory albo ucieka w prace, albo w kuflowanie z
                    funflami, powtarzajacy "daj mi babo swiety spokoj", czy tez pasacy brzuszek przed
                    telewizorem. Wiem, ze to tak czesto wyglada i ludzie mysla, ze tak byc musi, ale
                    tak byc nie musi. To taki paskudny stereotyp kulturowy. Jeszcze jakby takie pary
                    nie mialy dzieci, to spoko - skoro chca, niech sie mecza. Ale gdy maja dzieci, to
                    konflikt miedzy rodzicami ZAWSZE odbija sie najbardziej na dziecku. Rodzina
                    powinna udzielac sobie nawzajem wsparcia, a nie kopac pod soba dolki i snuc
                    intrygi. Taka rodzina co knuje - to jest chora rodzina. Z drugiej strony, w kazdej
                    rodzinie jest pewien zapas dobrych checi, ktory mozna wykorzystac do zmiany
                    na lepsze, do rozwiazania konfliktow, zblizenia zwasnionych stron. To sie da
                    zrobic.
                  • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 12.06.01, 15:37
                    Przepraszam, moze zbyt pochopnie przyjelam, ze jest
                    to przytyk do mojej osoby, ale moi rodzice zawsze
                    o wszystko z czym nawet nie mialam nic wspolnego
                    obwiniali mnie (jak cale ciasto zostalo zjedzone przez
                    noc to zawsze bylo, ze ja zjadlam, jak ktos naniosl
                    blota do mieszkania, to znow bylo na mnie, ze pewnie
                    ja butow nie wycieram). Z czstego przyzwyczajenia
                    uznalam, ze znowu sie mnie czepili i sama nie wiem
                    o co...
                    Czy moj maz jest lajdakiem - tego naprawde nie wiem,
                    ale skonczonym durniem to chyba jest. Tak mi sie wydaje
                    bo chyba trzeba byc durniem, zeby az tak komplikowac
                    sobie zycie. I na pewno nie nalezy do osob odwaznych,
                    bo nie raz widzialam jak zmykal gdzie pieprz rosnie
                    przed byle jaka decyzja, czy problemem...
                    Tu po prostu wystarczy maksimum ludzkiej glupoty
                    zeby doprowadzic malzenstwo do takiego stanu.
                    A co do przyjaciol - szkoda, ze nie rosna na drzewie
                    wiosna. Nie twierdze, ze nie mam zadnych przyjaciol,
                    ale o osobistych problemach nie bardzo mam z kim
                    podyskutowac - moze nie mam szczescia do ludzi, bo
                    wiekszosc moich znajomych (plci obojga) slyszac
                    magiczne slowo 'seks' albo sie czerwieni, albo glupio
                    usmiecha. Gdy sie mowi o wznioslej milosci, to kazdy
                    jest zachwycony, ale gdy sie mowi o sprawach plci to
                    z reguly wywoluje u sluchaczy konsternacje.
                    Ostatnio moj wlasny maz tak mi dopiekl, ze swoje
                    kontakty z nim ograniczylam do slow 'tak,nie,prosze,
                    przepraszam,dziekuje'.Wiecej sie nie odzywam, bo nie
                    mam juz sily i ochoty. Dopraszac sie o milosc, seks,
                    czulosc tez chwilowo nie mam ochoty i moze to wreszcie
                    da mu do myslenia. Jesli nawet chcial mnie do czegos
                    sprowokowac to tak przegial, ze przepalily mi sie
                    bezpieczniki. Mam nadzieje, ze nie osiagnal celu, a
                    wrecz wpadl (lub wpadnie wreszcie) we wlasne sieci.
                    Zwlaszcza, ze on nie wytrzymuje mojego milczenia -
                    pewnie nawet wolalby sie klocic, ale na to tez juz nie
                    mam sily ani ochoty.
                    • Gość: żona Re: Do Joanny , coś o kłotniach , rozczarowaniach i nie tylko IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 13.06.01, 10:30
                      Gość portalu: Joanna napisał(a):

                      &#62
                      Mam nadzieje, ze nie osiagnal celu, a
                      &#62 wrecz wpadl (lub wpadnie wreszcie) we wlasne sieci.
                      &#62 Zwlaszcza, ze on nie wytrzymuje mojego milczenia -
                      &#62 pewnie nawet wolalby sie klocic, ale na to tez juz nie
                      &#62 mam sily ani ochoty.

                      Witam,
                      w paru miejscach na forum już wspominałam , że moja sytuacja w małżeństwie mocno
                      przypomina to , co się dzieje u Ciebie.
                      Piszesz , że on nie wytrzymuje twojego milczenia. U mnie jest odwrotnie - to ja
                      nie wytrzymuję milczenia mojego męża . Zwłaszcza , że dla niego
                      takie "nieodzywanie" może trwać wiecznie, dochodziliśmy do dwutygodniowego. Tylko
                      to nic nie dało, no może z wyjątkiem "zmęczenia materiału".
                      W tej chwili też jestem na tym etapie, bardziej już tą całą sytuacją zmęczona,
                      znudzona i nawet nie chce mi się tego zmieniać.
                      Mam swoich przyjaciół, chodzimy do kina, a jak mi jest zupełnie żle, czytam swoje
                      ulubione ksiązki i piszę sobie coś tam (niekoniecznie w internecie).
                      Nie wiem , jak to rozwiążę. Obecnie żyjemy obok siebie, osobno wyjeżdżamy - każdy
                      do swoich rodziców (to też jest m.in. kwesta sporna - nasze rodziny), mamy w
                      planach wspólny wyjazd na wakację , ale - jak zwykle- ze znajomymi.
                      Kiedyś potrafiliśmy po prostu ze sobą być, nikt nie był nam potrzebny do
                      szczęścia.Powiedziałam mu,że może powinniśmy pojechać tylko we dwoje , ale
                      żachnął się, wkurzył i nazwał mnie "jaskiniowcem " (wspomnę , że wszyscy nasi
                      znajomi to mój "balast" jeszcze ze starych czasów).
                      Jestem już tak zmęczona tą walką, że popadam w deprechę co jakiś czas (jakoś
                      radzę sobie bez prochów, ale za to z pomocą winka).
                      Ostatnio przy kolejnej próbie rozmowy , usłyszałam: " z tobą się czuję jakbym
                      mieszkał z facetem". Nie wiem, dlaczego.Jestem niezależna , ale to właśnie jemu
                      się kiedyś podobało. Mam odpowiedzialną pracę, nienajgorzej zarabiam (ale on
                      więcej - więc chyba nie jest to problem).
                      Joanno , ktoś zaproponował ci odejście od męża. Mi doradzają to samo . Tylko
                      jest jeszcze coś , dla mnie ważne.
                      Mimo zmęczenia, ja jeszcze chyba kocham swojego męża (o ile nie mylę miłość z
                      przywiązaniem). Nie wiem, jak to jest z nim , nigdy nie należał do wylewnych
                      osobowości. Na moje pytania zawsze odpowiadał twierdząco ,ale nigdy z własnej
                      inicjatywy.
                      Więc nie wiem co dalej robić , tkwię w martwym punkcie. Pozostaje mi czekanie na
                      cud. Tylko , jak długo jeszcze...


                      • Gość: Joanna Re: Do Joanny , coś o kłotniach , rozczarowaniach i nie tylko IP: *.nuph.us.edu.pl 13.06.01, 13:34
                        Nie wiem czy to ma znaczenie, ale w naszym zwiazku to
                        ja sie czuje tak jakbym zyla z druga kobieta...
                        Z mojego meza czasami wychodzi Sierotka Marysia,
                        Spiaca Krolewna czy cos w tym stylu.
                        Strona milczaca jestem dlatego, ze z reguly dobrze
                        znosze samotnosc i w ilosciach umiarkowanych nawet jej
                        potrzebuje i lubie. Moj maz natomiast oscyluje pomiedzy
                        wspomniana Sierotka Marysia i Bestia z Apokalipsy
                        -jesli nie jest glaskany to juz woli wsciekla walke
                        i szamotanine byle by tylko moc byc blisko drugiego
                        czlowieka - nawet kosztem trzymania go za gardlo.
                  • Gość: Monika Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.pl 12.06.01, 22:43
                    Droga LOU!
                    Ja nie napisałam, żeby kochać się z mężem tylko wtedy, kiedy on ma na to
                    ochotę! Nie wiem, dlaczego w społeczeństwie (wśród kobiet) pomstuje takie
                    odbieranie seksu: kiedy kobieta godzi się na seks z mężczyzną, wtedy kiedy on
                    ma na to ochotę to odbierane jest to tak, jak to napisałaś "miałbym kochać sie
                    wyłącznie wtedy, kiedy łaskawca wyraża chęć". To wygląda tak, jakby kobiety się
                    poświęcały, łaskawie udostępniały się dla mężczyzny. To jest brak szacunku dla
                    tej drugiej (w tej sytuacji mężczyzny) osoby. Dlaczego mam odmawiać czegoś
                    (nawet seksu, co to za różnica) czego druga osoba potrzebuje. Można to porównać
                    z sytuacją taką: mój mąż mówi "zjadłbym zupę pomidorową na obiad", a ja
                    następnego dnia gotuję zupę pomidorawą. Czy jest w tym coś złego? Po prostu
                    zrobiłam mu tym przyjemnośc i wiem, że on to kiedyś odwzajemni! To są takie
                    małe przyjemności, ale z tego składa się życie!
                    Nie czuję się wykorzystana z tego powodu, że nie odmawiam mojemu mężowi seksu!
                    Bo czym właściwie różni się seks od zupy pomidorowej (w tym przypadku)? Uważam,
                    że kobiety popełniają ogromny błąd traktując seks, jak łaskę daną mężowi.
                    Pomijając mężczyzn, który człowiek długo by to znosił.
                    Chciałabym Joanno, abyś napisała, czym Cię mąż upokorzył (wspominasz o tym
                    ostatnio)?
                    P.S. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam Twoje zapytanie Lou, ale mój mąż jest
                    zodiakalną Wagą i jest wspaniałym facetem, który odkrył we mnie kobietę! Wierzę
                    w to, że nie bez znaczenia był tu fakt, że mam taki stosunek do seksu, jak
                    napisałam!
                    • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 13.06.01, 10:28
                      Moze nie powinnam tego pisac, ale juz o tylu intymnych
                      sprawach tu napisalam, ze jedna mniej, jedna wiecej
                      nie robi roznicy. Otorz moj maz podpuscil mnie do
                      'szczerej' rozmowy, a ja glupia dalam sie nabrac
                      i wyspiewalam jak na spowiedzi i ze szczegolami
                      wszystko, po prostu wszystko - czego oczekuje od niego
                      na codzien w naszym malzenstwie, w czym chcialabym
                      zeby mi pomagal i w czym mnie wspieral, jak rowniez co
                      bym chciala od niego w lozku. O dziwo - na to lozko
                      chetnie sie zgodzil i to na zasadzie - juz, teraz,
                      natychmiast. Sadzilam, ze nareszcie sie dogadalismy
                      i ze maz chce mi tym okazac dobra wole i szczere checi
                      naprawy naszego malzenstwa. I chyba tu sie bardzo
                      pomylilam, bo ledwo w tym lozku sie znalezlismy to bez
                      wstepow, pieszczot, pocalunkow i innych ceregieli
                      od razu przeszedl do sprawy, po czym po chwili skonczyl
                      i oswiadczyl, ze jemu jest bardzo przykro, ale wlasnie
                      dostal orgazmu i juz nic wiecej dzisiaj nie da sie
                      zrobic... Czulam sie oszukana, wykorzystana,
                      sprowadzona do poziomu taniej dziwki. Jak ja mam
                      rozumiec takie zachowanie - czy on jest az tak
                      nieudolny w lozku, czy chcial mi raczej pokazac, ze nie
                      wazne co ja mysle i czego potrzebuje - i tak
                      ostatecznie bedzie jak on chce. W kazdym razie poczulam
                      sie bezgranicznie upokorzona i skrzywdzona, kazalam
                      mu sie spakowac i wyniesc, ale nawet nie potraktowal
                      tego powaznie.
                      Jak juz jestesmy przy zupie pomidorowej i tym podobnych
                      sprawach - czy jesli mezczyzna kocha kobiete a zalozmy
                      ze on jest stolarzem i gdyby ona poprosila go o
                      zrobienie regalu do pokoju to czy by jej odmowil?
                      Chyba zrobilby ten regal nawet gdyby mu sie nie bardzo
                      chcialo chocby przez wzglad na swoja milosc do niej.
                      Czym zatem rozni sie seks od stolarki skoro kazdy facet
                      ma niezbedne narzedzia a podstawy fachu to z reguly
                      nawet ma w genach? Czy gdyby maz mnie kochal, to nie
                      dalby mi w lozku przyjemnosci??? To co zrobil odebralam
                      jako cos naprawde bezlitosnego... Tego sie nie da
                      pogodzic ani z miloscia, ani z odpowiedzialnoscia,
                      ani z dojrzaloscia... Zlosliwosc, zemsta, glupota -nie
                      wiem, ale czemu mam byc na jego zawolanie, zwlaszcza,
                      ze jeszcze jestem traktowana w ten sposob - ja, ta zla
                      demoniczna, zaborcza i okropna kobieta jak to niektorzy
                      mnie tu ocenili. Co mam zrobic? Spakowac jego rzeczy
                      i razem z nim wyrzycic sila z mieszkania? No to juz
                      w ogole nie wiem co sobie o mnie sasiedzi pomysla jak
                      zobacza mnie stosujaca przemoc fizyczna wobec meza...
                      Sam sie nie chce wyprowadzic, zmienic sie nie chce,
                      nie wiem czy jakakolwiek terapia w tej chwili i w tym
                      stanie moze cokolwiek zmienic. Czasami wydaje sie, ze
                      rozwod to jedyne rozsadne wyjscie, tylko musze sie
                      jakos pozbierac, zeby zaczac o tym powazniej myslec,
                      a zeby przejsc od myslenia do dzialania to jeszcze
                      wiele sily, odwagi i stanowczosci potrzeba...
                      Nie chce mowic, ze jestem tchorzem, ale do szczegolnie
                      zawzietych i odwaznych to ja nie naleze...
                      • Gość: żona Re: o ostatecznych rozwiązaniach IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 13.06.01, 10:45
                        Myślę ,że jeśli chodzi o rozwód nikt nie jet odważny. Dobre są rady cioci ,jak
                        nie trzeba ich stosować w praktyce.
                        O rozwodzie myślę już od jakiegoś czasu. Tyle , że bardzo się boję. Z mężem
                        kupiliśmy jakiś czas temu mieszkanie , mamy je urządzone . Kiedyś podczas
                        kłotni powiedział ,że po rozwodzie mam się wynieść. Że to wszystko jego, bo on
                        zarabia więcej etc...
                        Wiem , że z prawnego punktu widzenia mam prawo do połowy itd . Ale nie chcę się
                        wynosić z miejsca, które razem zbudowaliśmy , nie chcę cierpieć i zaczynać
                        wszystkiego od nowa , z nowymi facetami, jakimiś sztucznymi randkami (bo w
                        pewnym wieku wiadomo , o co chodzi na randkach). Nie wiem jak bym to zniosła.
                        Boję się samotności i kolejnych rozczarowań i mam nadzieję , że rozwód to nie
                        jedyne wyjście.
                        • Gość: Jorland Re: o ostatecznych rozwiązaniach IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 13.06.01, 11:36
                          Nadzieja jest zawsze, znam zwiazki, ktore wygrzebywaly sie z gorszych
                          tarapatów. Problem w tym zeby się zaczęło chcieć. Ten typ facetów, który Panie
                          charakteryzujecie cechuje duża siła inercji. Problemy z którymi maja się
                          zmierzyć wydają się im wielkie jak szczyty gór na które mają się wspiąć. Coś w
                          tym jest, że w tego typu układach to często kobiety z większą determinacja
                          walczą o związek, mężowie częściej poddają się poczuciu bezradności. Może jest
                          tak dlatego, że kobieta ma więcej do stracenia, nie wiem, tak czy owak
                          pantoflarzy ciężko zachęcić do działania. Cudów tutaj nie będzie. Utrzymanie
                          ciała w dobrej kondycji wymaga odpowiednich zabiegów, ćwiczeń, diety, etc., a
                          co dopiero powiedzieć o związku dwojga ludzi. Nie ma tutaj złotych rad, a lekko
                          rzucane pouczenia mogą tylko pogorszyć sprawę. Jedno wiadomo: jeśli w
                          małżeństwie jednej stronie nie zależy, to druga może rwać sobie włosy z głowy,
                          wyć, krzyczeć a i tak to nic nie da. A jeśli w jakiś sposób zależy to zawsze
                          można zacząć coś robić i się odbić. Kłaniam się i przepraszam za te banały, ale
                          tak naprawdę wiecie Panie, że tutaj dobre rady w grę nie wchodzą. Co najwyżej
                          pokrzepić się można przykładami osób które przez to przechodzą lub przeszły.
                        • Gość: Joanna Re: o ostatecznych rozwiązaniach IP: *.nuph.us.edu.pl 13.06.01, 12:40
                          No oczywiscie, ze rozwod to nigdy nie jest jedyne
                          wyjscie, ale w moim przypadku chyba troche mniej
                          sie boje, bo troche mniej mam do stracenia - nie mamy
                          dzieci, maz dlugo szukal pracy i ostatecznie wzial
                          pierwsza jaka znalazl - mimo iz dostaje za nia
                          najnizsze wynagrodzenie, co po odliczeniu podatku,
                          skladki na ZUS jest smieszna suma, tak wiec nawet nie
                          dorobilismy sie razem porzadnego kompletu talerzy!!!
                          Nawet nie mielibysmy sie o co klocic w sadzie - co
                          najwyzej o to, po czyjej stronie lezy racja.
                          Po drugie - jego zachowanie dochodzi juz do granic tego
                          co moge tolerowac, a wrecz je juz przekroczylo - stad
                          tez pomysl podjecia strajku polegajacego na uzywaniu
                          minimum slow w kontaktach z nim i nieinicjowaniu
                          zadnych dyskusji. Jeszcze radykalniejsza forma protestu
                          moze byc przeniesienie sie na lozko do drugiego pokoju,
                          ale poniewaz jest stare i niewygodne raczej jego
                          wolalabym tam wyeksmitowac. Moge strajkowac dalej
                          -odmawiac jadania posilkow przy jednym stole, moge
                          nawet rozwiazac taka instytucje jak wspolna kasa
                          malzenska, zadajac tylko polowy naleznosci za oplaty.
                          A poniewaz ja zarabiam wiecej - mogloby mu sie to nie
                          oplacic, bo sadze, ze starczyloby mu jedynie na bilet
                          miesieczny i baaaaardzo skromne utrzymanie.
                          Tak wiec jakos moge sie bronic i probowac dac mu do
                          myslenia. Ale czy pomysl jest dobry i skuteczny to nie
                          wiem i jak ktos nie jest tak zdesperowany jak ja to
                          nawet do takich prob nie namawiam, bo wyjscia sa dwa:
                          albo zobaczy co moze w zyciu stracic i sie nad soba
                          zastanowi, albo tez odpowie tym samym i wymysli jeszcze
                          bardziej przebiegle formy strajku czy uprzykrzania mi
                          zycia, a wtedy to juz chyba wywiaze sie taka wojna,
                          ze nie bedzie czego ratowac i nad czym sie
                          zastanawiac...
                          Tyle, ze w moim przypadku to znowu on ma wiecej do
                          stracenia jesliby do rozwodu doszlo. Najgorsze jest to,
                          ze on nie wierzy, ze bylabym do tego zdolna. Moze jak
                          zaczne ostrzej strajkowac to uwierzy - w tej chwili
                          nie jestem w stanie samej sobie odpowiedziec.
                          Ale mimo wszystko chcialabym zrozumiec o co mu chodzi
                          i co on chce mi powiedziec swym szczeniackim
                          zachowaniem, bo moze caly ten cyrk, wojna, klotnie,
                          nerwy jest zbedny. Moze nigdy by do tego nie doszlo
                          gdyby potrafil powiedziec 'nie podoba mi sie
                          to i to i jeszcze tamto, co zamierzasz z tym zrobic'.
                          Ale nie - on czeka na to az zona sama sie domysli
                          i sama wszystko naprawi, a ze sie do tej pory nie
                          domyslila wiec lepiej zrobic jej za to na zlosc!!!
                          A jemu sie nie chce zrobic pierwszego kroku, albo tez
                          zrobic go nie potrafi - skutek widac.
                          Tak to wyglada z mojego punktu widzenia.
                          Wracajac jeszcze do rozwodu - ja tez troche sie boje
                          samotnosci, troche tego co przyniesie przyszlosc, ale
                          glownie chcialabym uniknac kolejnej gwaltownej zmiany
                          w moim zyciu, bo nie mam co liczyc na wsparcie ze
                          strony rodziny - wrecz licze sie z brakiem zrozumienia,
                          a zaczynam wchodzic w taki wiek ze tesknie za
                          stabilizacja i spokojem, a nie za zyciowymi przewrotami
                          ktore przestawia swiat do gory nogami i ktore nie
                          wiadomo jak zniose.
                      • violalask Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) 13.06.01, 12:25
                        Joanno, nie chcę się wymądrzać, nie mam zresztą żadnych kwalifikacji, żeby
                        udzielać rad czy stawiać diagnozy. Mam tylko nieprzeparte wrażenie,że gdzieś w
                        głębi jesteś zranionym dzieckiem, dzieckiem nie dość kochanym, pozbawionym
                        pewności, że jest warte miłości. To dziecko z czasem dorosło, nauczyło się, że
                        musi walczyć o każdy gest czułości i zrozumienia. Czasem je dostaje, ale
                        częściej gryzie palce z lęku i poczucia niepewności. Może trzeba przyznać się
                        do własnej słabości i tego skaleczenia... Tylko że Twój mąż jest chyba ostatnią
                        osobą, która może CI w tym pomóc...
                        • Gość: Joanna Violask-cos specjalnie dla ciebie IP: *.nuph.us.edu.pl 13.06.01, 13:05
                          Sama to kiedys napisalam:

                          Wolanie

                          Nosze w swoim sercu jakas wielka rane,
                          jakis wielki smutek, tesknote ogromna!
                          Blaka sie po swiecie zycie niekochane...
                          Czy ktos mnie przygarnie - istote bezdomna?

                          Nie mam swego miejsca, nie mam swego gniazda,
                          nie mam gdzie sie wtulic - jak przetrwac noc ciemna?
                          Szukam przeznaczenia, szukam drogi w gwiazdach...
                          Czuje sie samotna - czy ktos pojdzie ze mna?


                          Czy ja kiedys zaprzeczylam wlasnej slabosci???
                          No wlasnie stad sie biora moje problemy z psychologami
                          -jak im mowie, ze czuje sie slaba, bezradna, ze problem
                          przerasta moje sily to mi odpowiadaja, ze wygladam na
                          bardzo silna osobe, ze dam sobie rade, ze jak sie
                          wyspie i odpoczne to bede miala sile zeby za dzien czy
                          dwa problem rozwiazac. Juz dzisiaj pisalam, ze z pelna
                          swiadomoscia i w konkretnych celach udaje osobe
                          silniejsza niz jestem. Co by bylo gdybym sie zaczela
                          przed calym swiatem obnosic ze swoja bolesnie zraniona
                          w dziecinstwie dusza, ze swoimi problemami???
                          Wiele osob doszloby do wniosku ze dramatyzuje,
                          znalazloby sie pewnie kilka takich, ktore probowalyby
                          mnie sobie podporzadkowac, ale nie wiem czy nie
                          skomplikowalabym sobie zycia. A tak - wiem ja, moj maz
                          i na tym koniec.
                          • Gość: violalask Re: Joanno-cos dla ciebie IP: 192.168.0.* / *.pp.com.pl 13.06.01, 14:07
                            Gość portalu: Joanna napisał(a):

                            &#62 Sama to kiedys napisalam:
                            &#62
                            &#62 Wolanie
                            &#62
                            &#62 Nosze w swoim sercu jakas wielka rane,
                            &#62 jakis wielki smutek, tesknote ogromna!
                            &#62 Blaka sie po swiecie zycie niekochane...
                            &#62 Czy ktos mnie przygarnie - istote bezdomna?
                            &#62
                            &#62 Nie mam swego miejsca, nie mam swego gniazda,
                            &#62 nie mam gdzie sie wtulic - jak przetrwac noc ciemna?
                            &#62 Szukam przeznaczenia, szukam drogi w gwiazdach...
                            &#62 Czuje sie samotna - czy ktos pojdzie ze mna?
                            &#62
                            &#62
                            &#62 Czy ja kiedys zaprzeczylam wlasnej slabosci???
                            &#62 No wlasnie stad sie biora moje problemy z psychologami
                            &#62 -jak im mowie, ze czuje sie slaba, bezradna, ze problem
                            &#62 przerasta moje sily to mi odpowiadaja, ze wygladam na
                            &#62 bardzo silna osobe, ze dam sobie rade, ze jak sie
                            &#62 wyspie i odpoczne to bede miala sile zeby za dzien czy
                            &#62 dwa problem rozwiazac. Juz dzisiaj pisalam, ze z pelna
                            &#62 swiadomoscia i w konkretnych celach udaje osobe
                            &#62 silniejsza niz jestem. Co by bylo gdybym sie zaczela
                            &#62 przed calym swiatem obnosic ze swoja bolesnie zraniona
                            &#62 w dziecinstwie dusza, ze swoimi problemami???
                            &#62 Wiele osob doszloby do wniosku ze dramatyzuje,
                            &#62 znalazloby sie pewnie kilka takich, ktore probowalyby
                            &#62 mnie sobie podporzadkowac, ale nie wiem czy nie
                            &#62 skomplikowalabym sobie zycia. A tak - wiem ja, moj maz
                            &#62 i na tym koniec.

                            Joanno, z własnego (bolesnego) doświadczenia wiem, jak bardzo bagaż, który
                            niesiemy, zaburza nasze relacje z bliźnimi. Wymyślamy rozmaite strategie obronne,
                            skrywamy własną słabość, próbujemy wywalczyć sobie tę odrobinę akceptacji. Ale w
                            gruncie rzeczy boimy się ludzi - dlaczego mieliby nas kochać czy szanować, skoro
                            nam samym brak poczucia własnej wartości. Problem w tym, że wciąż uciekając,
                            pozostajemy w zaklętym kole ponurych doświadczeń dzieciństwa i zamykamy sobie
                            drogę wyjścia. Trzeba chyba spróbować polubić siebie. To brzmi banalnie, wiem.
                            Tylko, że nie da się inaczej. Trzeba przecież w końcu dorosnąć. To piekielnie
                            trudne. Sama nie wiem, czy mi się to do końca udało, pewnie nie... Wiesz, a tak
                            na koniec - jaką "ciemność" nosi w sobie twój mąż?
                          • Gość: violalask Re: Joanno-cos dla ciebie IP: 192.168.0.* / *.pp.com.pl 13.06.01, 14:08
                            Gość portalu: Joanna napisał(a):

                            &#62 Sama to kiedys napisalam:
                            &#62
                            &#62 Wolanie
                            &#62
                            &#62 Nosze w swoim sercu jakas wielka rane,
                            &#62 jakis wielki smutek, tesknote ogromna!
                            &#62 Blaka sie po swiecie zycie niekochane...
                            &#62 Czy ktos mnie przygarnie - istote bezdomna?
                            &#62
                            &#62 Nie mam swego miejsca, nie mam swego gniazda,
                            &#62 nie mam gdzie sie wtulic - jak przetrwac noc ciemna?
                            &#62 Szukam przeznaczenia, szukam drogi w gwiazdach...
                            &#62 Czuje sie samotna - czy ktos pojdzie ze mna?
                            &#62
                            &#62
                            &#62 Czy ja kiedys zaprzeczylam wlasnej slabosci???
                            &#62 No wlasnie stad sie biora moje problemy z psychologami
                            &#62 -jak im mowie, ze czuje sie slaba, bezradna, ze problem
                            &#62 przerasta moje sily to mi odpowiadaja, ze wygladam na
                            &#62 bardzo silna osobe, ze dam sobie rade, ze jak sie
                            &#62 wyspie i odpoczne to bede miala sile zeby za dzien czy
                            &#62 dwa problem rozwiazac. Juz dzisiaj pisalam, ze z pelna
                            &#62 swiadomoscia i w konkretnych celach udaje osobe
                            &#62 silniejsza niz jestem. Co by bylo gdybym sie zaczela
                            &#62 przed calym swiatem obnosic ze swoja bolesnie zraniona
                            &#62 w dziecinstwie dusza, ze swoimi problemami???
                            &#62 Wiele osob doszloby do wniosku ze dramatyzuje,
                            &#62 znalazloby sie pewnie kilka takich, ktore probowalyby
                            &#62 mnie sobie podporzadkowac, ale nie wiem czy nie
                            &#62 skomplikowalabym sobie zycia. A tak - wiem ja, moj maz
                            &#62 i na tym koniec.

                            Joanno, z własnego (bolesnego) doświadczenia wiem, jak bardzo bagaż, który
                            niesiemy, zaburza nasze relacje z bliźnimi. Wymyślamy rozmaite strategie obronne,
                            skrywamy własną słabość, próbujemy wywalczyć sobie tę odrobinę akceptacji. Ale w
                            gruncie rzeczy boimy się ludzi - dlaczego mieliby nas kochać czy szanować, skoro
                            nam samym brak poczucia własnej wartości. Problem w tym, że wciąż uciekając,
                            pozostajemy w zaklętym kole ponurych doświadczeń dzieciństwa i zamykamy sobie
                            drogę wyjścia. Trzeba chyba spróbować polubić siebie. To brzmi banalnie, wiem.
                            Tylko, że nie da się inaczej. Trzeba przecież w końcu dorosnąć. To piekielnie
                            trudne. Sama nie wiem, czy mi się to do końca udało, pewnie nie... Wiesz, a tak
                            na koniec - jaką "ciemność" nosi w sobie twój mąż?
                            • Gość: Joanna Re: o ciemnych stronach osobowosci IP: *.nuph.us.edu.pl 13.06.01, 14:53
                              No przeciez caly czas mowie, ze nie wiem o co chodzi
                              mojemu mezowi (jaka ciemnosc w sobie nosi - jesli tak
                              wolisz), a skoro on nie chce mi powiedziec, a ja nie
                              jestem jasnowidzem to jak mam to z niego wyciagnac???
                              A co do doroslosci - caly czas bylam az ponad wiek
                              dorosla i chyba teraz pora zeby troche 'zdziecinniec',
                              to sobie chociaz od bycia zawsze dorosla, zawsze
                              odpowiedzialna i zawsze o wszystko sie troszczaca zona
                              odpoczne.
                              Nie sadze abym nie akceptowala siebie samej,
                              natomiast srodowisko w ktorym wyroslam nie dalo mi
                              zadnych wskazowek jak poruszac sie w zyciu doroslym.
                              A jak sie cos robi metoda prob i bledow to trudno sie
                              dziwic ze wyszlo mi tak a nie inaczej.
                              Dopoki nie poszlam na studia to nie bylo mi wolno nawet
                              z chlopakiem wyjsc gdzies na wieczor.Dopiero na
                              studiach na pierwszym roku spotkalam kogos z kim bylam
                              dwa lata, ale poniewaz byl jedynakiem bezwzglednie
                              oddanym mamusi i mamusia kazala mu ze mna zerwac to
                              zerwal. Potem troche trwalo zanim sie pozbieralam,
                              potem bylo kilka znajomosci z ktorych nic nie wyszlo,
                              dopiero konczac studia poznalam mojego obecnego meza.
                              Probujac zamknac mnie pod kloszem moja matka wyrzadzila
                              mi wiele zlego bo odebrala mi mozliwosc kontaktu
                              z kolegami w wieku lat kilkunastu, a gdzie potem mialam
                              nadrabiac zaleglosci??? Weszlam w zycie z piatkami
                              z matury, ale za to zupelnie niedouczona jesli chodzi
                              o spoleczno-emocjonalny aspekt zycia. Milosci,
                              wsparcia, zrozumienia tez od rodzicow nie dostalam
                              - byly tylko wymagania i coraz wieksze obowiazki,
                              ktorym i tak w koncu przestalam dawac rade.
                              Mysle, ze nie mozna mi zarzucac tego, ze jestem
                              dziecinna - mialam takich a nie innych rodzicow i zadna
                              zmiana moich postaw, przyznawanie sie do czegokolwiek
                              przeszlosci nie zmieni... A ze zal do rodzicow,
                              potrzeba milosci i akceptacji nalozyly sie jeszcze
                              na moj brak zyciowego doswiadczenia, brak zyciowych
                              drogowskazow, brak wsparcia no to i chyba przyszlo mi
                              nadrabiac te braki teraz
                    • Gość: unreal Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.ericpol.pl 13.06.01, 12:08
                      Joanno. Przeczytałem to wszystko i aż przykro mi się
                      zrobiło... szara rzeczywistość... zastanawiam się jak
                      ja bym postąpił na Twoim miejscu (gdyby moja żona się
                      tak zachowywała)... teraz akurat mam taką sytuację, że
                      jeżdżę 200km co weekend żeby zobaczyć się z ukochaną
                      osobą, ciągle nie o wszystkim potrafimy rozmawiać ale
                      wierzę, że uda mi się ją przekonać, że szczerość i
                      rozmowy to jednak podstawa poznawania się w związku i
                      rozwoju tego co jest między nami. W Waszym przypadku to
                      już nie działa... Jak go kochasz postaw ultimatum i
                      trzymaj się tego (siadamy i rozmawiamy albo za 2
                      tygodnie nie chcę Cię widzieć - łatwo się mówi), pewnie
                      dojdzie do tego, że będzie musiał się wynieść ale może
                      to pomoże mu zrozumieć. Jeśli nie to jego strata,
                      zasługujesz na lepsze życie. Pozdrawiam i trzymam
                      kciuki żeby udało się Wam jednak porozmawiać.
                      • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 13.06.01, 13:23
                        Drogi Unreal!!!
                        To nie jest takie proste, choc generalnie masz bardzo
                        duzo racji.
                        Po pierwsze - on sie nie wyniesie, bo juz tyle razy
                        kazalam mu sie wynosic, ze gdyby mial za grosz honoru
                        to juz dawno by sie spakowal, albo przynajmniej
                        porozmawialby o tym ze mna gdy troche opadnie napiecie.
                        Po drugie - czy ja go kocham? Zaczynam w to watpic.
                        Moze przed slubem udawal lepszego, moze tez ja sie
                        pomylilam i zbyt pozytywnie ocenilam jego osobe.
                        Rzeczywistosc jednak rozminela sie z tym jak on sam
                        siebie reklamowal i z tym czego ja sie po nim
                        spodziewalam i co sobie wyobrazalam.
                        Takie jest zycie - uleglam reklamie, zapomnialam, ze po
                        odejsciu od oltarza reklamacji nie uwzglednia sie
                        i nabylam produkt po cenie zawyzonej w stosunku do jego
                        wartosci.
                        Co teraz z tym nabytkiem zrobic - zapakowac i odeslac
                        rodzicom, pisac list do Pana Boga dopominajac sie
                        wymiany na egzemplarz pozbawiony wad fabrycznych
                        - nie wiem...
                        I przepraszam mezczyzn jesli poczuli sie urazeni moim
                        porownaniem - to tylko porownanie ( moze nieeleganckie)
                        ale nie ma w nim ani odrobiny prowokacji.
                        W koncu malzenstwo ma to wspolnego z transakcja, ze
                        zawieramy je we wlasnym jak najlepszym interesie.
                        A ze ja zrobilam zly interes - to juz inna sprawa.
                        • Gość: unreal Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.ericpol.pl 13.06.01, 13:42
                          Joanno! (swoją drogą to ten wątek jest jednym z
                          niewielu kulturalnych i rzeczywiście tematycznych) taki
                          to bywa czasami problem z ludźmi, że nie zawsze
                          postępują jak zakładaliśmy, że postąpią i nie zawsze
                          okazują się takimi jak się wydawali. Jeśli już
                          dojdziesz do wniosku, że masz naprawdę dosyć to zawsze
                          jest instytucja separacji (mieszkanie jest na Ciebie
                          więc zostajesz) a jeśli nadal nie będzie chciał się
                          wynieść to rzeczy na bruk i zmiana zamków - co tam
                          sąsiedzi - jestem chory gdy słyszę o postępujących w
                          taki sposób facetach. Ja kiedyś wytrzymałem pół roku
                          odkąd zaczął się rozkład związku w którym byłem i
                          decyzja o ostatecznym zerwaniu była jedną z najlepszych
                          w moim życiu i dla mnie i dla mojej ówczesnej partnerki
                          (patrząc na moje i jej życie teraz). Trudne decyzje
                          trzeba podejmować i nie można później spoglądać wstecz.
                          Pozdrawiam serdecznie i do usłyszenia.
                        • Gość: unreal Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.ericpol.pl 13.06.01, 13:50
                          Joanno! (swoją drogą to ten wątek jest jednym z
                          niewielu kulturalnych i rzeczywiście tematycznych) taki
                          to bywa czasami problem z ludźmi, że nie zawsze
                          postępują jak zakładaliśmy, że postąpią i nie zawsze
                          okazują się takimi jak się wydawali. Jeśli już
                          dojdziesz do wniosku, że masz naprawdę dosyć to zawsze
                          jest instytucja separacji (mieszkanie jest na Ciebie
                          więc zostajesz) a jeśli nadal nie będzie chciał się
                          wynieść to rzeczy na bruk i zmiana zamków - co tam
                          sąsiedzi - jestem chory gdy słyszę o postępujących w
                          taki sposób facetach. Ja kiedyś wytrzymałem pół roku
                          odkąd zaczął się rozkład związku w którym byłem i
                          decyzja o ostatecznym zerwaniu była jedną z najlepszych
                          w moim życiu i dla mnie i dla mojej ówczesnej partnerki
                          (patrząc na moje i jej życie teraz). Trudne decyzje
                          trzeba podejmować i nie można później spoglądać wstecz.
                          Pozdrawiam serdecznie i do usłyszenia.
                          • Gość: Joanna Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.nuph.us.edu.pl 13.06.01, 14:24
                            Nie chce byc smieszna ( moze powinnam dla swojego dobra
                            zmienic zdanie) ale wyrzucenie na bruk kogos, kto nie
                            chce sie wyprowadzic wydaje mi sie troche
                            nieeleganckie. Wolalabym zebysmy juz z grobowymi minami
                            przyznali, ze nie ma sensu tego ciagnac dalej i zeby
                            kazde z nas poszlo swoja droga.
                            A z drugiej strony to mnie lepiej nie kus bo moge
                            jeszcze dzis wyrzucic meza z mieszkania w ramach
                            terapii wstrzasowej i nauki zycia o wlasnych silach
                            dodajac przy tym, ze to dla jego dobra!!!
                            Prawde mowiac to ja juz sama nie wiem co mam o tym
                            wszystkim myslec - jak sie nic nie poprawi, to chyba
                            sprawa bedzie jasna. W koncu jest tylu facetow na
                            swiecie, a niektorzy sa nawet w porzadku, ze zaluje
                            tego iz dalam sie splatac tym swietym wezlem
                            malzenskim. Po ca ja w ogole ten slub bralam???
                            • Gość: unreal Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.ericpol.pl 13.06.01, 14:40
                              Nie bój się być sobą, nawet jeśli dla innych to ma być
                              śmieszne to najważniejsze jest żebyś pozostała taką
                              jaka jesteś i taką jaka chcesz być. Inni są nieważni,
                              jeśli nie akceptują Cię taką jaka jesteś to znaczy, że
                              nie warto sobie nimi zawracać głowę. Przemyśl wszystko
                              dobrze i w odpowiednim momencie walnij tym wszystkim o
                              ziemię i zacznij od nowa, jesteś młoda, masz czas i nie
                              masz nic do stracenia a życie do wygrania. Głowa do
                              góry i nie zwracaj uwagi na ludzkie złośliwości. Ty
                              jesteś najważniejsza. Trzymaj się!
                            • Gość: żona Re: jak zrozumiec faceta ? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 13.06.01, 15:58
                              Ogólnie należy zamknąć dyskusję następującymi
                              wnioskami:
                              - pewnych typów zrozumieć się nie da i -
                              albo się to wytrzyma , albo należy się ewakuować
                              jeszce przed przeceną.
                              Można też szukać oparcia i rad w internecie , po czym
                              napisać poradnik z nagłowkiem wątku w tytule , który
                              - jak widać na załączonym obrazku - stanie się
                              bestsellerem. Po czym z kontem o wielu zerach wybrać
                              się na podbój świata. Wtedy można poznać wielu
                              bardziej interesujących mężczyzn niż Twój - Joanno -
                              mąż. Wyjść za mąż jeszcze wiele razy i nie zastanawiać
                              się, co zrobić , gdy kolejny związek okaże się równie
                              kiepski , co ten pierwszy.

                            • Gość: żona Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 13.06.01, 16:15
                              Nie wiem jak przyjęłaś moją radę o poradnikach. Mam jeszcze w głowie parę
                              dobrych tytułów , zresztą jakby zabrakło , to zawsze można liczyć na dobrych
                              ludzi z internetu. A ja Cię mogę wspomóc również przykładami z mojego życia.
                              Założymy klub - Stowarzyszenie dla żon mężów b(lub m)iernych.
                              Tak tu sobie trochę dworuję , choć wiem , że sprawa poważna jest. Ale czasem
                              też trzeba znależć dystans i się trochę pośmiać . To najskuteczniejsza forma
                              terapii , jaką znam.
                              A teraz uciekam z forum , bo weekend (z mężem b (m?)iernym - brrrrr!!!!)
                            • Gość: ula Re: do Joanny i Fnolla IP: *.hartford-03-04rs.ct.dial-access.att.net 15.06.01, 06:51
                              Fnoll, nie wiem czy czytales "Toksycznych rodzicow" Dr. Susan Forward, ale to
                              co napisales o wplywie przezyc z dziecinstwa na postawy doroslego czlowieka
                              swiadczy o tym ze masz zadatki na zostanie niezlym psychologiem, masz wyczucie -
                              polecam te lekture Tobie z racji Twoich profesjonalnych zainteresowan a
                              Joannie - poniewaz moze jej ta lektura pomoc w zrozumieniu przyczyn jej
                              obecnych problemow, ktorych korzenie siegaja daleko w glab jej rodzinnego domu
                              i ukladow tam panujacych (tata alkoholik, mama wspierajaca jego nalog a nie,
                              jak jej sie wydaje i z czego jest dumna, pomagajaca mu sie z niego wydostac i
                              tak naprawde czyniaca w ten sposob ogromna krzywde wszystkim czlonkom rodziny,
                              wlacznie z soba) ... jeszcze raz polecam te bardzo interesujaca lekture. Susan
                              Forward napisala wiele interesujacych ksiazek psychologicznych. Ostatnio
                              czytalam tez "Men who hate women & the women who love them", ta ksiazka rowniez
                              byla przetlumaczona na jezyk polski a jej polski tytul to
                              najprawdopodobniej "Mezczyzni ktorzy nienawidza kobiet i kobiety, ktore je
                              kochaja". Rowniez pasjonujaca lektura - rekomenduje z calego serca... i jest mi
                              niezmiernie przykro ze Joannna, oraz zapewne wiele innych kobiet i mezczyzn, do
                              ktorych i jej maz nalezy, byli wychowani w toksycznych rodzinach i nie zdajac
                              sobie sprawy z tego, podswiadomie odtwarzaja emocjonalny program jaki w nich
                              zaladowano w dziecinstwie.... Fnoll, moze Ty w niedalekiej przyszlosci, juz
                              jako psycholog, stworzysz wlasna poradnie rodzinna gdzie bedzies uswiadamial
                              jakim nalezy byc rodzicem zeby nie kaleczyc emocjonalnie swoich dzieci...
                              Za Joanne trzymam kciuki i wierze ze predzej czy pozniej wyjdzie z tego
                              emocjonalnego marazmu i jej maz rowniez...
                              Swiat mimo wszystko jest naprawde przeuroczy...
                              Serdeczne pozdrowienia ... : )
                              • Gość: Fnoll Re: do Uli IP: *.ds.uj.edu.pl 15.06.01, 11:52
                                Dzieki za wsparcie :-))))))))))))))))))))

                                Osobiscie mam nadzieje, ze o procesach tworzacych rodziny beda kiedys uczyc
                                w szkolach - jest to wiedza zdecydowanie bardziej potrzebna niz znajomosc
                                rocznego wydobycia diamentow w RPA. To bylaby rewolucja.

                                Pozdrawiam!
                                • Gość: joanna Re: do Uli i Fnolla IP: *.nuph.us.edu.pl 18.06.01, 10:48
                                  Tymczasowo problem rozwiazalam tak, ze wyrzucilam meza
                                  na lozko do drugiego pokoju. Po kilku takich nocach
                                  zrobil sie nawet milutki i nawet sie rozbeczal jak
                                  dziecko ( a od razu mowie, ze plakanie od zawsze mial
                                  w wielkiej pogardzie ), mowiac, ze on nie chce spac sam
                                  i w ogole to on tak dluzej nie wytrzyma. Czyli 1:1
                                  - ja tak dluzej nie wytrzymam i on tez nie wytrzyma.
                                  Moze dopiero teraz cos sie ruszy skoro w odpowiedzi
                                  na jego zachowanie doprowadzilam do bardzo przykrej
                                  i niewygodnej dla niego sytuacji. Jak na moja logike,
                                  to dopiero teraz sam zacznie szukac rozwiazania skoro
                                  zycie mu sie skomplikowalo...
      • Gość: Lou Re:Lou odpowiada IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.01, 15:52
        Fnoll!

        Czy działać rozważnie, nie dac się sprowokować, chronić siebie i znależć sobie
        oparcie, to według Ciebie robić z jakichkolwiek relacji pole bitwy?!? Każdy
        człowiek ma prawo się bronić. Tylko nie kobieta, oczywiście. Pomijając tę
        kwestię, bardzo podoba mi się Twoje fnollenie, zwłaszcza ci kuflujący funfle,
        (skąd ta interesujaca fiksacja na literze "f", jak należy to interpretować?),
        uśmiałam się po łokcie. Czekam na nowe poetyckie fragmenty.


        Do Moniki.

        Mam na Twój temat dwie teorie:

        a) Jesteś mężczyzną (może tym "cudownym" mężem spod znaku Wagi, o którym
        piszesz).

        b) Jesteś kobietą i występujesz z pozycji pseudokatolickiej wizji małżeństwa,
        gdzie mąż jest panem i decydentem, a żona służącą. Całe jej poczucie wartości
        i godności zależy od podporządkowania mężowi. W istocie, model ten nie jest
        katolicki ani chrześcijański, ale islamiczny i sado - masochistyczny.

        Porównanie zupy z seksem jest tak absurdalne, że aż niewiarygodne. Seks
        angażuje całą osobowość, sferę cielesną i wszystkie emocje, a Twoja zupa -
        tylko ręce i co najwyżej niektóre, wąskie partie mózgu.

        Piszesz o sprawianiu przyjemności mężowi. A jakie przyjemności stara się on
        sprawić Tobie? Czy robi cokolwiek tylko dla Ciebie, i to z taką
        częstotliwością, z jaką kobieta zwykle gotuje obiady i wykonuje inne prace
        domowe?

        Czy słyszałaś kiedykolwiek o czymś takim, jak partnerstwo?
        • Gość: Fnoll Re:Lou, my sie chyba nie rozumiemy IP: *.ds.uj.edu.pl 14.06.01, 20:12
          Czy to moze dlatego, ze ty byc kobieta, a ja mezczyzna, i to ty nie rozumiec, oczywiscie? ;-)

          Otoz piszesz:

          &#62 Czy działać rozważnie, nie dac się sprowokować, chronić siebie i znależć sobie
          &#62 oparcie, to według Ciebie robić z jakichkolwiek relacji pole bitwy?!? Każdy
          &#62 człowiek ma prawo się bronić. Tylko nie kobieta, oczywiście.

          A potem jeszcze do Moniki piszesz (!):

          &#62 Czy słyszałaś kiedykolwiek o czymś takim, jak partnerstwo?

          Czy wedlug ciebie w partnerskim zwiazku trzeba uwazac, zeby nie dac sie sprowokowac?
          Trzeba sie chronic i znajdowac oparcie poza zwiazkiem? Trzeba sie bronic? I to twoje uparte
          powtarzanie jaka ta kobieta biedna jest... Wiesz, marudzenie to oprocz seksu tez taka bron
          kobieca - a broni uzywa sie do walki. Seksem nie tylko sie walczy, marudzeniem - tylko.

          Wiesz, moze my tak naprawde sie zgadzamy, tylko jakos inaczej sie wyrazamy, ale to co
          piszesz to na pokojowy, harmoniczny obrazek mi nie wyglada. Widze w tym elementy walki,
          ze trzeba uwazac, ze sa jakies wybiegi (prowokacje), ze zawiazuje sie koalicje z kims
          trzecim, ze trzeba sie BRONIC. No wez mi wytlumacz - tak wg ciebie wyglada partnerstwo?
          Czy tez w ogole zwiazek nie dotkniety podstawowym konfliktem?

          Ja zyjac w zwiazku wydaje mi sie partnerskim takich potrzeb nie odczuwam, moja partnerka
          tez nie (pytalem), a konflikty zwykle rozwiazujemy poprzez rozmowy ze sluchaniem sie
          nawzajem i pozytywne dzialania na rzecz drugiej strony (takie zachowania paradoksalne,
          jak jestesmy o cos zli, to robimy sobie drobne przyjemnosci, zeby wyluzowac i moc osadzic,
          o co wlasciwie chodzi). Nie chronimy sie przed soba, nie prowokujemy i nie wplatujemy osob
          trzecich.

          Ale moze to kwestia typow osobowosci? Sobie wlasnie pomyslalem, ze dwoje osob przewrazliwionych
          na swoim punkcie tez moze stworzyc zwiazek partnerski, ale chronienie sie jest u nich tak dominujaca
          potrzeba, ze nie potrafia jej nawet w kontekscie intymnego zwiazku z kims odpuscic. A nawet wrecz
          przeciwnie.
          Z drugiej strony, to do zawiazywania zwiazkow partnerskich trzeba miec tez predyspozycje. Ta
          przyjemnosc jest zasadniczo niedostepna osobom ktore np. lubia manipulowac otoczeniem, nie sa
          empatyczne, wchodza w sztywne role wladcy lub slugi, itd.

          Na koniec prezent: wiesz co to jest fufanie? Odpowiedz podam w nastepnym odcinku.
          fy, fy, fy - jak zwykl sie smiac pewien bezzebny staruszek ;-)
        • Gość: Joanna Re:do Lou - o Monice IP: 155.158.103.* 18.06.01, 11:02
          Jesli chodzi o zupe pomidorowa, to ja osobiscie
          rozumiem, co oznaczalo to porownanie, ale rozumiem
          i uznaje twoja postawe, oraz swiete oburzenie - to
          o czym piszecie to sa dwa rozne aspekty tej samej
          sprawy i to trzeba wyraznie rozgraniczyc - ty mowisz
          o emocjonalnym aspekcie relacji kobieta-mezczyzna,
          Monika mowi natomiast o pewnym rodzaju swiadomego
          dzialania.
          Zeby troche was pogodzic powiem tak - gdyby maz Moniki
          mowil, ze zjadlby zupe pomidorowa i ona by mu ja
          ugotowala, ale gdy owa zupa znalazlaby sie juz na
          talerzy - tracilby na nia ochote to w pewnej chwili
          zbrzydlaby jej ta sytuacja i przestalaby gotowac zupki
          dla przyjemnosci meza (skoro facet sam nie wie czy ma
          ochote na zupe czy nie to po co gotowac na darmo).
          A dogadzanie mezusiowi ma sens tylko wtedy gdy maz sie
          odwzajemnia i takze dogadza zonie!!!
    • Gość: Sofi Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.swietochlowice.sdi.tpnet.pl 14.06.01, 16:51
      Droga Joanno! Czytanie twoich wypowiedzi było dla mnie bardzo bolesnym ale
      jednocześnie niemalże terapeutycznym przeżyciem Sytuacja w moim życiu jak
      prawie identyczna jak w twoim z tą różnicą, że ja nie wyszłam za mąż. Mój facet
      (staż 2 lata, wiek - 30 lat) prawie wogóle ze mną nie sypia, zachowuje się
      identycznie jak twój tzn. nie potrafi ze mną porozmawiać, wyjaśnić, obiecuje że
      to się zmieni, że jutro itp. jeśli już dochodzi do seksu (rzadziej niż 1 na
      miesiąc) to kończy się to wyłącznie stosunkiem, żadnych dłuższych pieszczot,
      lekceważenie moich potrzeb. W 1 roku znajomości seks wyglądał jak u ciebie -
      atrakcyjnie.Teraz ciągle ogląda telewizję lub siedzi przed komputerem. Na
      dodatek również od roku bezrobotny, ja pracuję na kilku etatach, w domu o pomoc
      praktycznie nie mogę się doprosić. Ciągle jest zmęczony.Wydaje mi się, że to
      nie depresja w przypadku mojego faceta, bo jak spotykamy się z jego znajomymi
      to jest bardzo ożywiony, dużo opowiada, śmieje się. Ze mną nie chce mu się
      rozmawiać. Wolne dni wyglądają tak samo, TV, komputer. Ja czytam książki lub
      pracuję (prowadzę księgowość w paru firmach). Zastanawia mnie to podobieństwo.
      A może tego typu faceci być może nawet podświadomie wyładowują na nas swoją
      agresję, że my sobie radzimy a oni nie. Może to forma kary. No bo pieniędzy
      zabrać nie może, bo to my je zdobywamy, to może upokorzyć w inny sposób.
      Najgorsze, że to my - kobiety to przeżywamy i analizujemy, zagryzamy się
      dlaczego. U mnie dodatkowo pojawiły się potworne kompleksy, mam wrażenia
      kompletnej własnej nieatrakcyjności, wydaje mi się że z dnia na dzień brzydnę a
      moje życie nigdy się już nie ułoży. Staram sobie mówić, że to tylko subiektywne
      odczucia ale niezbyt to pomaga. Wydaje mi się, że najlepsze wyjście to
      rozstanie, bo czuję jak ten związek mnie niszczy, ale ciągle nie potrafię się
      na to zdobyć. Mam 32 lata i czuję się bardzo staro. Mężczyźni wokół patrzą na
      młodsze, bez problemów. Bardzo boję się samotności, choć nie wiem czy teraz nie
      jestem bardziej sama. Nie mam już siły na rozmowy z nim bo on się zamyka
      niczego nie można się dowiedzieć. Twierdzi, że mnie kocha, ale co to za
      miłość.
      • Gość: Rudolf Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.sap-ag.de 14.06.01, 23:50
        Droga Joanno,
        Spróbuje odpowiedzeć na Twoje pytania - pytaniami, które być może pomogą
        znaleźć Ci odpowiedzi ;).

        1) Czy pamiętasz dlaczego chciałaś wyjść za niego za mąż? Z tego co napisałaś
        inicjatywa była w dużej mierze po twojej stronie. Ile było w tym (tylko
        szczerze) strachu przed samotnością, obawą że już nie ma czasu na szukanie
        innego partnera, silną potrzeba stąłego związku? Z drugiej strony, ile było w
        tym fascynacji, pewności, że to jest ten jeden, jedyny, wybrany. Spójrz na list
        Sofi, która jest z kimś, z kim może niekoniecznie byłaby, gdyby miała 22, a nie
        32 lata.
        Dlaczego pytam?
        Wydaje mi się, że Twoje małżeńskie problemy, to nie tylko kwestia braku
        porozumienia w łóżku. Odnoszę wrażenie, że Twój mąż po prostu Cię denerwuje,
        pod wieloma innymi względami. Seks to w pewnej mierze rekompensował póki było
        dobrze, ale teraz nie masz już przymglonych oczu (to podobno jeden z objawów
        orgazmu u kobiet) i widzisz wyraźnie i ostro wady męża. Jesteś inteligentną
        kobietą, a jednocześnie nic nie piszesz o waszym porozumieniu intelektualnym
        (może niedokładnie czytałem wszystkie wątki), o fascynacji postawą,
        zainteresowaniami, sposobem bycia męża. Czy to jest tak, że uważasz go za
        wspaniałego, fascynującego człowieka, którego jedyną wadą jest niechęć do bycia
        z Toba intymnie, czy też jest to właściwie facet dla Ciebie nieinteresujący,
        nużący, irytujący. Czy ty go naprawdę kochałaś w dniu ślubu (odpowiedzi Tak/Nie)

        2) Czy jesteś przekonana, że gdyby Twój mąż nagle zaczął cie pożądać i w pełni
        zaspokajać w łóżku, to twoje myśli o upadku waszego związku całkowicie by
        zniknęły? Czy nie wyglądałoby to jakoś sztucznie, groteskowo? W sumie nudy i
        beznadzieja, ale w łóżku jest nam świetnie. To scenariusz dla zdesperowanych
        kochanków, a nie małżonków.

        Mój kolega powiedział kiedyś dość dosadnie (bazując na swoim 5 letnim związku),
        że po 5-ciu latach seks z własną żoną to kazirodztwo. Zdarzało się, że ja sam
        pod koniec trzeciego roku związku wolałem się onanizować niż kochać z moją
        (obiektywnie bardzo atrakcyjną) dziewczyną. Tak naprawdę problem tkwił w tym że
        nie fascynowała mnie pod względem intelektualnym, i jakoś się to przekładało na
        seks. Skończyła się fascynacja naszym życie erotycznym, skończył się związek.
        Teraz nie spodziewam się po mojej nowej dziewczynie niebiańskiego seksu za trzy
        lata. Zakładam, że ponieważ mi odpowiada pod wieloma względami, to zimę w łózku
        jakoś przeboleję, a potem bedzie wiosna, i tak dalej. Ważne, żeby ta zima nie
        zmroziła naszych serc, ale tak sie dzieje tylko wtedy, kiedy jedynym płomieniem
        je dotąd ogrzewającym był seks.

        3) Czy nie straciłaś przypadkiem wiele ze swojej atrakcyjności w porównaniu do
        pierwszych miesięcy waszego związku? Może mocno przytyłaś? Nic o tym nie
        piszesz. Zakładasz, że powinnaś go fascynować niezależnie od swojej
        'obiektywnej' atrakcyjności fizycznej? Tak się dzieje tylko przy głębokiej
        fascynacji całą osobą, albo przy całkowitej rezygnacji.

        Chcesz zrozumieć swojego męża, pytając o jego postawę innych facetów. Sądzę, że
        jemu się po prostu nie chce z toba kochać. Meczy go przede wszystkim ta
        wyrażana lub ukrywana presja seksu, którą świadomie/nieświadomie stwarzasz.
        Porównaj to z niechecią do ćwiczen fizycznych, jaką odczuwa osoba która w ogóle
        nie uprawia sportu. Wstać z łóżka i zrobić 50 pompek, to męka - zwłaszcza
        jeżeli ktoś na to czeka. Jeżeli w ukryciu się onanizuje, to na poziomie
        fizjologicznym jest zaspokojony. A potrzeby emocjonalnej zbliżenia nie ma. To,
        że 'chce' się z toba kochać w niedogodnych dla Ciebie momentach, jest dowodem
        wyłącznie na to, że stara się Toba manipulować. Kiedyś mając przejściowe
        • Gość: Joanna Re: Do Rudolfa IP: *.nuph.us.edu.pl 18.06.01, 11:30
          Z tego co piszesz wnioskuje, ze od facetow nalezy
          trzymac sie z daleka, albo przynajmniej nie traktowac
          ich powaznie i nie angazowac sie w stale zwiazki...
          Co do mojej atrakcyjnosci - rozmiar garderoby od tych
          trzech lat nosze ten sam, wiec gdybym jego zdaniem
          byla za gruba to czy by sie ze mna ozenil???
          Tymczasem to on zaczal lysiec, siwiec, sflaczal,
          stracil miesnie, gdy wstaje z lozka trzeszcza mu gnaty,
          zaczal chrapac i w ogole w wieku 32 lat zachowuje sie
          jakby fizycznie mial dwa razy tyle. I to jest wedlug
          ciebie w porzadku, i ja mam to akceptowac i patrzec na
          niego tak samo jak przed slubem... Brak ochoty na seks
          moznaby z grubsza wytlumaczyc doprowadzeniem ciala
          do tak zalosnego stanu, ale jak ja mam tolerowac u
          faceta fakt, ze to on nic nie robi, zeby mnie sie
          podobac, zeby zaspokajac rozne moje potrzeby, choc nic
          nie stoi na przeszkodzie podjeciu jakichs dzialan.
          Jemu sie nie chce nic robic, a przez wzglad na mnie
          chyba powinien. A ja to widze i nie potrafie dostrzec
          w nim tego samego faceta. Wydaje mi sie, ze wyszlam za
          maz za kogos innego.
      • Gość: Joanna Re:do Sofi IP: *.nuph.us.edu.pl 18.06.01, 11:16
        Gdzies juz dzis napisalam, ze wygonilam meza na lozko
        w drugim pokoju i zrobil sie milszy ( wrecz przymilny)
        - nie wiem jak dlugo to potrwa, ale to chyba taki typ
        faceta ktory dopoki od zycia nie oberwie to glupi
        chodzi...
        Wprawdzie ja jak modelka nie wygladam, ale uszylam
        sobie ostatnio kilka swietnych ciuchow a teraz biore
        sie za szycie letniej sukienki w takim odwaznym
        purpurowym kolorze, ze jak juz ja skoncze i zaloze
        to zaden facet nie zauwazy ani mankamentow sylwetki,
        ani piegow na nosie - bedzie widzial kolor sukienki,
        blysk w moich oczach i delikatny prowokujacy usmiech.
        I tak przygotowana zabiore meza na spacer zeby widzial
        jak pol ulicy sie za mna oglada ( o przepraszam - za
        kolorem sukienki) - wtedy to juz chyba bedzie musial
        stanac twarza w twarz z bolesna prawda - zona na jego
        miejsce w pol godziny moze znalezc dziesieciu innych!!!
        Ja nie wiem jak jego meska duma to przetrzyma? Moze
        wreszcie obudzi sie w nim chec walki ( o mnie, a nie ze
        mna)...
    • Gość: ewa Re: jak zrozumiec faceta (troche o seksie) IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 15.06.01, 16:52
      JOanna ,

      Ja mysle ze twoj maz jest guye`m . MOze on preferuje maezczyzan nawet nie
      wiedzac o tym . Jedno jest pewne ze osoba kotra kocha napewno by nie tylko
      zrozumila twoje potrzeby rowniez chilaby sie podzielic z toba tymi potrzebami
      to chyba powino byc norlmne . Wydaje sie jak by on nie byl zainteresowny tym
      zwiazkiem . Jest inne wyjscie - moze on jest impotentem . Ja radze udac sie do
      psychologa i omowic te kwestie powaznie . Przeciez ty nii mozesz zyc w takim
      strsujacym tempie - pamietaj twoje zdrowie jest najwazniejsze !