hossanna
18.02.08, 21:36
złość i zbyt dużo niepotrzebnych słów...
Dochodzę do wniosku, że coraz bardziej marzę o wypoczynku w
samotności. Potrzebuję wyciszenia od Wszystkich i wszystkiego, od
męża, rodziny, od otaczającego mnie środowiska.
Nie umiem sobie poradzić ze łzami w oczach, nie mam ochoty wyjść z
domu, nikogo nie zapraszam do siebie...czuję się zawieszona w
pustce, nie widzę promyków i nie potrafię zmobilizować swój mózg do
konstruktywnego myślenia. Gdzieś zniknęła moja przyszłość, moje
marzenia...
Skąd przygnębienie? przemęczenie?
nie wiem...
może z bezsilności własnego ciała i umysłu?
Przecież jesteśmy dla siebie najważniejsi, znamy siebie dobrze, a
jednak czasami wpadamy w dołek wykopany przez własną podświadomość
Skomplikowane są nasze umysły, z którymi nie zawsze umiemy sobie
poradzić...
Śmieszne, ale czasami chociaż przez jeden dzień chciałabym być
mężczyzną:)