kore12
21.02.08, 16:06
Piszę, o już sama nie wiem, co mam zrobić z problmem, który mnie
męczy.
Jestem związana z facetem, który ma wyjątkowo skomplikowaną naturę.
Bardzo go kocham, ale wiem, że on mnie nie. Właściwie historia,
jakich wiele.
Problem w tym, że z tego, co wiem, on od bardzo dawna nie pokochał
nikogo. Sporo opowiada mi o swoich poprzednich związkach i z tych
opowiadań jasno wynika, że on wiązał się z kobietami, które bardzo
go kochały. Po jakimś czasie je opuszczał. Czuł się
usprawiedliwiony, bo "nic im nie obiecywał". Nie bierze pod uwagę
faktu, że codzienne przebywanie z kimś i dzielenie z nim życia, jest
w jakimś sensie obietnicą. Jestem pierwszą kobietą, z którą
zdecydował się zamieszkać. Raz już się wyprowadził, potem wrócił. Po
jakimś czasie wdał się w romans w pracy i postanowił skończyć nasz
związek. Nie wyprowadził się jednak. Między nami jest raz lepiej,
raz gorzej - myślę, że to trochę zależy od tego jak mu się
układa "tam". Wydawało się przez chwilę, że uda mi się odbudować
naszą relację. Ale to jest szalenie trudne. Przestaję wierzyć, że on
jest zdolny do miłości. Mam wrażenie, że on jedynie szuka
potwierdzeń, że jest coś wart. Sama nie wiem. Parę lat temu miał się
żenić, dziewczyna wystawiła go do wiatru. Od tej pory nie zbudował
normalnego związku. Boi się? Mści się na kobietach? Jest mistrzem w
ranieniu innych. A może nie może się zaangażować dlatego, że gdy był
mały, zostawił go ojciec i ma jakiś nieświadomy lęk przed
opuszczeniem?
Bardzo chcę walczyć o ten związek. Boję się, że on będzie przez całe
życie tak się szarpał. Tak, wiem, że nie można zmusić nikogo do
miłości. I wiem, że zaraz dowiem się, że powinnam sobie darować
kogoś takiego. Ale ja go kocham. Szukam nadziei i rady. Macie jakieś?