trudny związek

21.02.08, 16:06
Piszę, o już sama nie wiem, co mam zrobić z problmem, który mnie
męczy.
Jestem związana z facetem, który ma wyjątkowo skomplikowaną naturę.
Bardzo go kocham, ale wiem, że on mnie nie. Właściwie historia,
jakich wiele.
Problem w tym, że z tego, co wiem, on od bardzo dawna nie pokochał
nikogo. Sporo opowiada mi o swoich poprzednich związkach i z tych
opowiadań jasno wynika, że on wiązał się z kobietami, które bardzo
go kochały. Po jakimś czasie je opuszczał. Czuł się
usprawiedliwiony, bo "nic im nie obiecywał". Nie bierze pod uwagę
faktu, że codzienne przebywanie z kimś i dzielenie z nim życia, jest
w jakimś sensie obietnicą. Jestem pierwszą kobietą, z którą
zdecydował się zamieszkać. Raz już się wyprowadził, potem wrócił. Po
jakimś czasie wdał się w romans w pracy i postanowił skończyć nasz
związek. Nie wyprowadził się jednak. Między nami jest raz lepiej,
raz gorzej - myślę, że to trochę zależy od tego jak mu się
układa "tam". Wydawało się przez chwilę, że uda mi się odbudować
naszą relację. Ale to jest szalenie trudne. Przestaję wierzyć, że on
jest zdolny do miłości. Mam wrażenie, że on jedynie szuka
potwierdzeń, że jest coś wart. Sama nie wiem. Parę lat temu miał się
żenić, dziewczyna wystawiła go do wiatru. Od tej pory nie zbudował
normalnego związku. Boi się? Mści się na kobietach? Jest mistrzem w
ranieniu innych. A może nie może się zaangażować dlatego, że gdy był
mały, zostawił go ojciec i ma jakiś nieświadomy lęk przed
opuszczeniem?
Bardzo chcę walczyć o ten związek. Boję się, że on będzie przez całe
życie tak się szarpał. Tak, wiem, że nie można zmusić nikogo do
miłości. I wiem, że zaraz dowiem się, że powinnam sobie darować
kogoś takiego. Ale ja go kocham. Szukam nadziei i rady. Macie jakieś?
    • shangri.la Re: Idż swoją drogą zanim zrujnuje Ci życie. n/t 21.02.08, 16:16

    • clarissa3 Re: trudny związek 21.02.08, 16:30
      Wiesz, znam takiego. Teraz ma 68 lat, za sobą dwa małżeństwa, szereg
      pozostawionych kobiet i nową, 39 letnią ... amatorkę związku. On
      świetnie sobie radzi. One nie najlepiej. Szkoda czasu. Z kamienia
      nie wyciśniesz!
      • shangri.la Re: trudny związek 21.02.08, 18:33
        clarissa3 napisała:

        > Wiesz, znam takiego. Teraz ma 68 lat, za sobą dwa małżeństwa, szereg
        > pozostawionych kobiet i nową, 39 letnią ... amatorkę związku. On
        > świetnie sobie radzi. One nie najlepiej. Szkoda czasu. Z kamienia
        > nie wyciśniesz!


        OOOO....to chyba piesbaskervill, hih
      • kore12 Re: trudny związek 21.02.08, 18:46
        clarissa3 napisała:

        > Wiesz, znam takiego. Teraz ma 68 lat, za sobą dwa małżeństwa,
        szereg
        > pozostawionych kobiet i nową, 39 letnią ... amatorkę związku. On
        > świetnie sobie radzi. One nie najlepiej. Szkoda czasu. Z kamienia
        > nie wyciśniesz!

        On raczej się nie ożeni. Nie pcha się do tych spraw. Raczej jest
        zdeklarowanym samotnikiem. Ale może masz rację z tym kamieniem :(
    • lady_idealistka_lexie Re: trudny związek 21.02.08, 16:56
      Wydaje mi się, że on nikogo nie pokochał, żadnej kobiety - od czasu gdy tamta
      wystawiła go 'przed ołtarzem'.
      A - i gdyby Cie kochał, nie miałby romansu w pracy. Wydaje mi się, że się łudzisz.
    • spinline Re: masz problem! 21.02.08, 17:10
      I to duży. Alkoholik też kocha alkohol i znajdzie 1000
      usprawiedliwen aby sie napić. Ale jest w tym samodestrukcja.
      Podobnie jest z tego typu miłosciami.

      uważam ze powinnaś znależc sobie profesjonalną pomoc zanim
      znajomość z takimi ludzmi jak ten facet cię zniszczy.

      szukanie usprawiedliwenia dla niego jest bledem.
      sam juz fakt ze facet zamieszkal z toba osoba, ktora ponoc nie
      kocha znaczy ze to czlowiek, ktory nie szanuje swoich uczuc.Przez
      to i twoich.

      My tutaj nie podamy ci recepty na milosc. Musisz byc sama silna i
      dawac sobie rade.


      • lowelcia Re: masz problem! 21.02.08, 17:18
        Jak raz był rzucony to pół biedy. Ale zdarza sie to częsciej to
        znaczy ze cos z tym czlowiekiem jest nie tak. Zastanow sie. Skoro
        tamta wiała przed slubem tzn ze miala do tego powod.
        On mi sie wydaje podjerzany . Nawet zly. Moze cie wiele razy
        zniszczyc i ranić. A wiesz czemu?? Przez to ze byl rzucany prze
        kobiety (z jego winy) to on moze miec uraz do nich, ze to kobiety sa
        sle wszystkie.
        I ty tez tak skonczysz jak one. Zla i koniec .
        Moze sie myle ale watpie.
        • kore12 Re: masz problem! 21.02.08, 18:42
          lowelcia napisała:

          > Jak raz był rzucony to pół biedy. Ale zdarza sie to częsciej to
          > znaczy ze cos z tym czlowiekiem jest nie tak. Zastanow sie. Skoro
          > tamta wiała przed slubem tzn ze miala do tego powod.
          > On mi sie wydaje podjerzany . Nawet zly. Moze cie wiele razy
          > zniszczyc i ranić. A wiesz czemu?? Przez to ze byl rzucany prze
          > kobiety (z jego winy) to on moze miec uraz do nich, ze to kobiety
          sa
          > sle wszystkie.
          > I ty tez tak skonczysz jak one. Zla i koniec .
          > Moze sie myle ale watpie.

          Jedna go zostawiła, pozostałe on zostawiał. Tamta go zdradziła, więc
          nie wiem czy można uznać, że jej zachowanie jest jakąś wytyczną.
          Szczególnie, że z jego opowiadań wynika, że ona go dość mocno
          wykorzystywała. On twierdzi, że nie odgrywa się na kobietach. Ale to
          przecież nie musi świadome zachowanie.
          Myślę, że nie jest zły. Mam nadzieję, że nie jest.
      • kore12 Re: masz problem! 21.02.08, 18:38
        Nie szukam recepty na miłość. Ja mam ją w sobie. Szukam raczej
        pomocy w interpretacji takiego zachowania i pomysłu jak z tym
        próbować sobie radzić.
    • kore12 Re: trudny związek 21.02.08, 18:35
      Dziękuję Wam wszystkim. Niestety mówicie to samo, co moje otoczenie.
      Ja się nawet nie łudzę, że on mnie pokocha - bardziej, że zechce być
      ze mną. Ale pewnie macie rację. Niestety i tak nie umiem nic z tym
      zrobić.
      Jeśli chodzi o profesjonalną pomoc, już dawno po nią sięgnęłam.
      Jestem w trakcie terapii i biorę tabletki antydepresyne. Pomaga to z
      umiarkowanym skutkiem.
      • shangri.la Re: Pogoń drania precz!!!!!!!!!!! 21.02.08, 18:40
        Dziewczyno....juz Cię zrujnował!
        Uciekaj od drania!
        • lowelcia Re: Pogoń drania precz!!!!!!!!!!! 21.02.08, 18:52
          MAsz racje. To dran i egoista, ktory nie umie kochać. Okaleczony w
          dzieciństwie(ojciec ich zostawil) nie umie kochac. Nie zaznal
          milosci i nie umie jej okazac i kochac. Klasyczny przyklad . To
          dupek, laski go rzucaly bo przejrzaly na oczy, a ze potem on kogos
          rzucal, ...ZEMSTA. On ma wrazliwe ego, jest zly i rani.
          Faceci sie nie zmieniają. Nie łudź sie.
      • red_mug Re: trudny związek 21.02.08, 18:51
        Terapii i tabletkom daj czas.
        I uciekaj od niego, bo bez tego żadna terapia nie pomoże.
        Wiem co mówię. 10 miesięcy byłam z kimś podobnym do twojego faceta.
        Na szczęście jestem na tyle silna, że obyło się bez terapii itd, ale
        cierpię bardzo. Dzięki Bogu klapki z oczu mi spadły, rozum wrócił.
        Daj sobie też tę szansę! nie zadowalaj się okruchami.

        Pozdrawiam
        Ania
        • lowelcia Re: trudny związek 21.02.08, 18:57
          Ja znam takie malzenstwo. Mąż to wypisz wymaluj facet opisany przez
          ciebie. Zona czuje sie fatalnie w tym malzenstwie, ale tak go kocha
          ze wybacza. A on potrafil tak ja ranic slowem ze z bólu i
          upokorzenia nie potrafila sie do niego odezwac slowem przez pare
          dni. A co na to jej maż?? Ze jest humorzasta, obrazalska i ma ciezki
          charakter. I co wy na to?? Ale gdyby tylko chciala go zostawic to
          wzbudzal w mniej poczucie winy ze rozwala ich dziecku dom, zabiera
          od ojca itd A przeciez on sam przeszedl pieklo rozwodu. itd
          Kobieta w potrzasku, ale takie zycie. Dała sie namowic na kolejne
          dziecko, choc wiele lat nie chciala. A teraz on ma spokoj , zona na
          dwa lata uziemniona z malym dzieckiem . A on?? Romasnuje w pracy.
          I co wy na to??
          Pozdrawiam autorkę wątku i radze: zwiewaj.
          • red_mug Re: trudny związek 21.02.08, 19:01
            to nie miłość, to uzależnienie.
            • lowelcia Re: trudny związek 21.02.08, 19:11
              Chodzi ci o to ze jego zona ma niska samoocene i jest od niego
              uzalezniona??? Do atrakcyjnych nie nalezy ale ten jej mężulek to
              raczej urodą nigdy nie grzeszyl. W pewnym momecie to juz nie
              wiedzialam kto tam w tym związku czul sie pewniejszy. Mysle ze skoro
              domagal sie kolejnego dziecka to wiedzial ze z jednym latwiej jej
              odejsc niz z trojką. A tak zrobil dzieciaka i ma spokoj na jakis
              czas. Zona o romansach nic nie wie. Dobilo by to ją.
              A najlepsze jest to ze w spoleczenstwie "on" uchodzi za dobrego ojca
              i przykladnego męża, obronce wartosci rodzinnych , fajnego gościa.
              Szkoda tylko ze nie wiedza ze romansuje.
              • red_mug Re: trudny związek 21.02.08, 19:15
                Ja nie wiem jaka jest jego żona, czy ładna, czy dojrzała, czy mądra
                czy pewna siebie.
                Ale wiem jaki jest on.
                Zręcznie manipuluje i uzależnia "ofiarę", wzbudza poczucie winy.
                Osacza, po czym odpycha i tak w kółko. Oszaleć można.
                • lowelcia Re: trudny związek 21.02.08, 19:21
                  Masz racje. Kiedys przechodzilam przez podobny związek. Ale teraz
                  juz wiem, ze takich typow najlepiej omijac z daleka. A najlepsze
                  dziala to ze mamy wysokie poczucie wlasnej wartosci i nie dac sie
                  jakiemus ramolowi wpędzac w kompleksy i ponizac. co to to nie:)
                  A ten zonaty niestey we wpędzaniu w kompleksy jest mistrzem.
                  Toksycznym. Sam zdaje sobie sprawe ze jest brzydki i boli go ze ktos
                  nie ma kompleksow. narywal sie z pieknych kobiet. a zadna go z tych
                  pieknych nie chciala....
                  Ciekawe czemu:0:):)
                  • red_mug Re: trudny związek 21.02.08, 19:24
                    żonatym to już w ogóle trzeba podziękować za współpracę.

                    • lowelcia Re: trudny związek 21.02.08, 19:37
                      Zonaci to do odstrzalu. Przez takiego jednego moja kuzynka omalo co
                      nie odebrala by sobie zycia. Stad moja niechęc do zonatych zdrajcow.
                      Ale jego zone znam "tak z widzenia" i z niektorych zrodel wiem jak
                      jest..szkoda mi jej.
                      • kore12 Re: trudny związek 21.02.08, 19:41
                        No właśnie. Zawsze najbardziej cierpią na tym żony.
                    • kore12 Re: trudny związek 21.02.08, 19:41
                      Tu akurat zgadzam się w 100%
    • spinline Re: Ja czegoś tu drogie panie nie rozumem? 21.02.08, 19:16
      Piszesz,że Cię nie kocha to po jakiego diaska wprowdził się do
      Ciebie? Gdzie leży przyczyna? Czy płaci rachunki, czy dba o
      ekonomię wspólną?

      Jakiego rodzaju jest ten układ?

      jesteś tym, który daje i zapewnia mu wygodne zycie u boku?
      A on dalej bez zobowiązań bryka po bokach?

      Jak do tego doszło ze on zamieszkał z Tobą?

      Od kogo wyszła inicjatywa, czy była wspólna, czy Ty nalegałaś na to?
      Moze żle określasz ten układ jako układ partnerski, bo moze to nie
      jest układ tego typu.
      Jest bardzo wielu meżczyn którzy żyją w takich układach z
      kobietami bo im wygodnie.Kobieta zrobi wszystko dla tego "cudu",
      poswieci się bedzie cierpieć w ciszy ale ON tej kobiety jest pewny
      I JĄ PO PROSTU WYZYSKUJE.

      Nie da się nikogo nakłonić do miłosci.
      Miłośc to najwieksza tajemnica naszego życia. Nikt nie wie ska ona
      sie bierze, jednak doskonale wie kiedy to co się ma przed sobą nie
      jest miłoscią.
      Moze przestań się łudzić,ze on cię pokocha 'za cos tam' czy jak,
      tam u was jest w tym zwiazku. A spójrz na sprawę z innej strony.
      Masz dobry seks z nim, o ile masz? I to moze poprzestań na małych
      sprawach. Po co chciec od razu wiele.
      Jest tyle kobiet, które nie mają seksu,zyja same. Pozniej w
      rozpaczy byle co nazywają miłością.

      Jeżeli on ci nie przeszkadza w domu, to niech bedzie.Zawsze ten
      gwozdz przybike. A przy okazji szukaj jezeli ci oczywiscie na tym
      zalezy KOGOS INNEGO. Kto bedzie czul to samo co ty.
      najwazniejsze aby dwoje chcialo naraz bo to zazwyczaj jest balans.
      • red_mug Re: Ja czegoś tu drogie panie nie rozumem? 21.02.08, 19:22
        Ale co tu jest do rozumienia? Koleś jest interesowny to z nią
        zamieszkał, a ona uzależniona i pomyślala, że jak tym razem się
        poświęci, pokaże, da to ją pokocha.
        Brutalne.. ale prawdziwe.

        • kore12 Re: Ja czegoś tu drogie panie nie rozumem? 21.02.08, 19:35
          Aż tak, to chyba nie jest. On raczej stara się płacić swoje rachunki
          i współuczestniczyć w różnych sprawach. Ostatnio może mniej, ale tak
          było "na wejściu".
          • red_mug Re: Ja czegoś tu drogie panie nie rozumem? 21.02.08, 19:37
            No cóż, dobre wrażenie trzeba podtrzymywać.
            Wybacz cynizm.
      • kore12 Re: Ja czegoś tu drogie panie nie rozumem? 21.02.08, 19:34
        Rzeczywiście ma bardzo wygodne życie przy mnie. Pewnie dbam o niego,
        jak nikt o niego nie dbał.
        Wprowadził się, bo chciał. Ja nie nalegałam, choć propozycja wyszła
        ode mnie.
        Ten układ był partnerski. Teraz nie jest. Możliwe, że mnie świadomie
        wyzyskuje. Ja niestety się daję (choć finansowo uczestniczy w
        sprawach domowych).
        Może być mnie pewny, ale daje mi wolną rękę. Choć, z drugiej strony,
        kiedy zobaczył mnie z kolegą, zachował się raczej dziwnie, a potem
        nie rozmawiał ze mną kilka dni.
        Seks jest, i owszem. Ostatnio nawet mocno rozbuchany. Też czasami
        myślę, że gdyby się udało zdystansować, to może warto się cieszyć
        tym, co mam.
        • spinline Re: Ja czegoś tu drogie panie nie rozumem? 21.02.08, 20:28
          Wiedzial przy kim bedzie mu dobrze.

          jezeli jest trudno sie zdystansowac to ty sie jedynie meczysz.
          I czy on jest wart twojegoz drowia.

          Wywal go z domu, wymien zamki w drzwiach.Walizki wystaw za drzwi.
    • wikikasia Re: trudny związek 21.02.08, 22:24
      Nie wiem ile lat ma ten facet ale chyba 15, bo myśli jak dziecko. Ty oczekujesz
      konkretów i myślisz poważnie on się BAWI. Na pewno chcesz to ciągnąć? Pomyśl czy
      warto. Ja uważam, że facet który raz wdał się w romans zrobi to kolejny raz bo
      "fajnie mu było". Ja bym mu dała kosza- nie on jeden nie on ostatni. Jest wielu
      facetów więc głowa o góry miej szacunek do siebie samej, bo on nie bardzo ma go
      dla Ciebie. Pozdrawiam
    • solaris_38 Re: trudny związek 21.02.08, 22:30
      ja bym się bała


      ale to są osobiste decyzje

      czasem wytrwałość w miłości procentuje
      czasem
      • kore12 Re: trudny związek 22.02.08, 08:33
        Jestem wytrwała, jak nikt. Ale boję się, że to może nie wystarczy.
        Widzę jak on się miota i boli mnie serce, że on cierpi sam ze sobą.
        Próbuję się zdystansować trochę. Może wytrwam. Może jednak warto
        jeszcze spróbować...
        • anu-lla Re: trudny związek 22.02.08, 10:25
          lepiej sobie poczytaj ksiązke "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy"
          To zrozumiesz kim jestes.
          • red_mug Re: trudny związek 22.02.08, 11:19
            Ja raczej sugerowałabym tu coś o toksycznym związku poczytać albo o
            tym, że autorka kocha za bardzo. za dwoje.

            • anu-lla Re: trudny związek 22.02.08, 11:36
              ta kisiązka tez zawiera elementy toksyki. Ona jest przykladem laski,
              ktora nie kocha samej siebie, kocha tego drania i zbyt wiele daje od
              siebie, nie dostajac nic w zamian. Facetowi to na ręke, ale i tak ją
              rzuci. Faceci wolą zołzy. A autorka jest za dobra i wszystko mu
              wybacza. rani ją ona mu wybacza. A jak to robi to nie szanuje samej
              siebie, pozwala sobą ponizac. A kto nie szanuje samego siebie to
              nikt go nie bedzie szanowal.
              • kore12 Re: trudny związek 22.02.08, 15:09
                Anula,
                Wybacz, ale mam wrażenie, że wystawiłaś mi diagnozę. Chyba się
                trochę mylisz - akurat tak się składa, że znam swoją wartość. Wiem
                co mam do zaoferowania i wiem jaką jestem kobietą. Wiem również, że
                nie dostaję w zamian tyle, ile powinnam. Ale był czas,kiedy
                dostawałam. To się zmieniło.
                Myślę również, że wybaczanie jest wpisane w definicję miłości.
                Oczywiście nie można wybaczać wszystkiego i nieustannie. Ale każdy
                ma gdzie indziej tę granicę. Być może również i to stanowi o mojej
                wartości. Chyba Twoja ocena jest nie całkiem uzasadniona.
                Pozdrawiam.
            • kore12 Re: trudny związek 22.02.08, 15:17
              Świetnie znam pozycje na temat toksycznych związków, rodziców i
              kobiet, które kochają za bardzo i niemałą wiedzę z dziedziny
              psychologii. Raczej nie mam zaległości w lekturze. Ale zdaje się,
              nie ma tam recepty na wszystkie problemy tego świata.
              • red_mug Re: trudny związek 22.02.08, 16:53
                No i OK, znasz swoją wartość, znasz książki, ale ta wiedza nie
                wystarczy. Jednak z jakiegoś powodu tu opisałaś swoją sytuację.
                Wiedzę trzeba wcielić w życie.

                Pozdrawiam i dużo siły życzę:)
                • anu-lla Re: trudny związek 22.02.08, 17:01
                  gdybys znala swoją wartosc, zerwalabys z nim. Ok zauwazylas problem,
                  ale co dalej. Jesli jestes naiwna i zakompleksiona to dalej bedziesz
                  sie ludzic ze on sie zmieni i bedzie cie traktowal super.
                  A mądra kobieta zerwala by z nim, po tym jak zauwazylaby problem.
                  A czy zerwiesz?? twoja sprawa. Wg mnie facet do odstrzału(zdradzil
                  cie)
                  Mądra kobieta umie oddzielać ziarno od plew.
                  Zastanow sie .
                  Pozdrawiam
    • yokooo Re: trudny związek 22.02.08, 11:28
      Skoro wiedziałaś, że on cię nie kocha, to po co się z nim wiązałaś? Świadomie
      zgodziłaś się na takie życie, taki układ, więc pretensje możesz mieć teraz tylko
      do siebie. Unieszczęśliwiłaś się na własne życzenie i teraz cierpisz.

      Tak jak każdy normalny człowiek pragniesz odwzajemnionej miłości, szczęścia,
      rodziny i uparłaś się żeby to wszystko osiągnąć z człowiekiem, który nie potrafi
      ci tego dać. Próbujesz go zmieniać, naprawiać, szukasz sposobu by osiągnąć
      pełnię szczęścia u boku kogoś, przy kim szczęśliwa nie będziesz.

      Odwieczne pytanie - jak sprawić żeby on mnie pokochał? Będziesz poić go
      lubczykiem, obficie nacierać się smarowidłami z dodatkiem feromonów, o północy
      podczas pełni księżyca szeptać miłosne zaklęcia? Jeśli masz w sobie dużo siły,
      żyj u jego boku, nieś krzyż który sama dobrowolnie na swoje ramiona wzięłaś,
      cierpliwie lecz depresje, załamania nerwowe i czekaj... czekaj latami na cudowną
      przemianę twego ukochanego. Gdzieś może w okolicach 50-siątki w jego głowie
      zaświta myśl - chyba coś czuję do kobiety, z którą przeżyłem połowę swego życia.
      Weźmie cię w ramiona i doczekasz wreszcie pełni szczęścia, której tak ci
      brakuje. To wersja optymistyczna, pesymistycznej opisywać nie będę, sama ją
      sobie dopowiedz.
      • kore12 Re: trudny związek 22.02.08, 15:05
        Nie wiedziałam, że mnie nie kocha. Byłam przekonana, że tak. Zresztą
        dość szybko się do mnie wprowadził.
        Wizja, którą roztaczasz, nie jest optymistyczna, choć może masz i
        rację.
        • yokooo Re: trudny związek 22.02.08, 16:22
          Koło zapasowe. Trzyma się je blisko przy sobie po cichu licząc na to, że w tzw.
          międzyczasie trafi się coś lepszego. Jeśli odpowiada ci taka rola, walcz dalej o
          niego, o ten "związek".
    • greengrey Re: trudny związek 22.02.08, 17:54
      droga kore,
      niestey, dają Ci w kość moi przedmówcy, a prawie na pewno
      przedmówczynie, ale trudno odmówić im racji...

      mówisz o swojej miłości do niego - ale mi też tu coś nie pasuje

      mówisz, że kochasz bez wzajemności. Czy na pewno..

      dlaczego chcesz być ( i trzymasz się go!)z człowiekiem,który mówi
      Ci,że Cię nie kocha?

      już nie wspomnę,że zdradzał Cię jawnie z inną kobietą mieszkając
      ciągle w Twoim domu- i co z Twojej strony ? I nic? Nie kazałaś mu
      się wynieść ze swojego domu?

      dlaczego chcesz poświęcić swój czas,życie, siły komuś kto jawnie
      mówi,że cię nie kocha- tylko korzysta z licznych dobrych rzeczy,
      które na niego spływają od Ciebie
      • greengrey Re: trudny związek 22.02.08, 18:02

        .. muszę dokończyć bo mi wiadomość uciekła..

        to nie wygląda na miłość. To raczej wygląda na masochizm.
        na silne uzależnienie

        tkwisz w związku, który nie daje Ci radości, spokoju i poczucia
        bezpieczeństwa- a powinien -nie zawsze oczywiście, nie ma takich
        cudów na świecie, ale powinien częściej dawać dobre odczucia, niż
        stałe rozczarowanie...

        liczysz,że on się zmieni

        ale czy dostrzegasz,że on jakoś stara się, pracuje nad sobą, jest
        świadomy tego -jaki jest.. czy widzisz jakieś oznaki szansy na swoje
        powodzenie?

        czy po prostu jest mu dobrze- tak jak jest?

    • szarylemur Re: trudny związek 22.02.08, 18:03
      tak bardzo sie wczuwasz w jego sytuacje
      tak bardzo chcesz zrozumiec dlaczego jest jaki jest

      a co z toba?
      czy siebie rozumiesz?
      czy wiesz juz dlaczego takiego a nie innego mezczyzne cenisz tak wysoko ze
      szczytem twoich marzen jest znajdowac sie w jego orbicie?
      skad ta psia milosc w tobie?

      moim zdaniem, jesli rzeczywiscie nie wyobrazasz sobie innego zycia niz z nim,
      zostan, widocznie taka twoja lekcja na teraz, moze na dluzej.
      ale pozastanawiaj sie nad soba, nad swoimi motywacjami
      znaczy, ja tak ci radze...
    • spinline ReTrudne i skomplikowane milosci 22.02.08, 18:46
      Najczesciej dopadaja ludzi, ktorzy juz cos podobnego zaznali w
      dziecinstwie od swoich rodzicow.

      Jako male dziecko ten ktos nie byl np. bezinteresownie kochany,
      akceptowany i zrozumiany przez rodzica/cow. prawdopodbnie cierpial
      jako dziecko na niedosyt milosci okazywanej ze strony rodzicow.
      Mozliwe ze relacja z matka tez nie jest udana.
      Po prostu taki ktos nie zaznal szczesliwego dziecinstwa.
      Pozniej jako dorosly ma tendencje do takich ukladow, ktore jakby
      powtarzaja owe dawne gdzies zakopane do granic podswiadomosci
      uczucia,schematy, a ktore potwierdzaja uczucie niskiej wartosci.

      czesto do tego ludzie spotykaja sie na zasadzie podobienstw.
      Ten facet tez prawdopobnie nie dziala normalnie. tam gdzie spotyka
      milosc czuje ...pustke?? nie umie odpowiedziec uczuciem na uczucie.
      On nie dziala normalnie.
      W momencie gdy wystawia mu sie walizke za drzwi...nagle okazuje sie
      ze historia jest zupelnie inna. wtedy gdy ona byla na kazde jego
      skinienie -on jej nie zauwazal- nie liczyl sie z jej uczuciami-
      a gdy odeszla to nagle milosc czuje sie okazalo! Tak dziala
      10000xxxx ludzi. Problem duzy na miare spoelczenstwa.

      Ja mysle ze powinnas razem z nim szukac dobrej, dobrej pomocy i
      psychoanalizy.I on tego potrzebuje i Ty.
      Ktos kto pomoze i pozbiera te wasze kawalki z lat kiedy jeszcze
      bedac dziecmi byliscie skazani na laske i nie laske osob z rodziny.
      najczesciej matke.

      Umiejetnosc przepracowania tego typu uczuc, gdzies dawno
      zapomnianych, a blokujacych -dobre samopoczie- jest warta
      WSZYSTKIEGO.
      ja tego Tobie nie okresle jak ale radze skorzystac z owej pomocy
      pod katem dziecinstwa i relacji z matka.
      Wydobyc wszystkie uczucia spod podswiadomosci na swiatlo dzienne i
      przezyc je i nauczyc sie nowego podejscia do tych wydarzen.

      Terapia ma to do siebie ze dziala powoli. Ale za to skutecznie.

      Pewnego dnia obudzisz sie bedziesz miala inne spojrzenie na zycie i
      ludzi, na siebie sama...i zareczam ci ze zaden mezczyna nie bedzie
      ci w stanie zepsuc samopczucia.

      trzymam za ciebie kciuki:=))))
      • kore12 Re: ReTrudne i skomplikowane milosci 22.02.08, 19:47
        To, co piszesz ma rzeczywiście sens i duży związek z
        rzeczywistością. Ale ja raczej mam już przerobione kwestie trudnych
        relacji z mamą i tzw. trudnego dzieciństwa. Miałam je niewątpliwie.
        On także, chociaż z zupełnie innych powodów. Możliwe, że to w jakiś
        sposób także nas do siebie przyciągnęło.
        Ja tylko mam wrażenie, że moja terapia do niczego nie prowadzi. Może
        powinnam zmienić terepeutę. To trwa już dość długo, ale nie mam
        poczucia, że posuwam się naprzód. On natomiast przenigdy nie zgodzi
        się na żadną terapię, choć, jak sam twierdzi, potrzebuje jej
        bardziej niż ja.

        Ale dziękuję Ci bardzo. To, co napisałaś jest dla mnie bardzo
        konstruktywne.

        Pozdrawiam serdecznie :)
        • spinline Re: Na temat terapii. 23.02.08, 13:40
          Ja tylko mam wrażenie, że moja terapia do niczego nie prowadzi.
          Może
          powinnam zmienić terepeutę. To trwa już dość długo, ale nie mam
          poczucia, że posuwam się naprzód.

          ......................

          Jezeli dluzsza terapia nie daje rezultatu to zmien ja. Przeciez to
          kosztuje ogromne rozczarowanie.

          Moim zdaniem facet z ktorym zyjesz jest "zablokowany" po prostu nie
          przerobil swoich traum zyciowych w odpowiedni sposob tak aby mozna
          bylo z nich wyjsc. Tylko one "kraza" gdzies w jego podswiadomosci
          zaklucajac wasze zycie, a zwlaszcza twoje.Bo on awreaguje sie na
          tobie.

          Juz sam fakt, ktory poruszalas ze mocno zareagowal na widok twoj i
          kolegi swiadczy, ze on ma uczucia lecz one sa blokowane.

          Psychika kobiety i mezczyny rozni sie bardzo i czasami
          owe "blokady" czyli represja uczuc do podswiadomosci tak dalece
          jest posuniete, ze sie tego odczuwa, sprawia ze taki czlowiek nie
          umie juz normalnie reagowac w sytuacji gdzie np. ma partnera, ktory
          kocha i jest w porzadku.
          Mozna powiedziec ze blokady u mezczyn bywaja silniejsze niz u
          kobiet. Kobiety mowia na temat swoich uczuc znacznie czesciej niz
          mezczyni. Co sprawia ze mezczyni bardziej sie blokuja, bo milcza.
          Samo opowiadanie o uczuciach jest juz terapia.

          ta blokada rozpada sie na kawalki wtedy kiedy kobieta ma juz dosc i
          zostawia mezczyne albo spotyka innego. Wtedy reakcja na to jest
          najczesciej dramatyczna. Prosby o danie szansy sa najczesciej taka
          reakcja u mezczyzny.

          Moim zdaniem powinnas dla swojego dobra zdac sobie sprawe ,ze masz
          z "blokwcem" doczynienia. I to co z nim sie dzieje to sa jego
          problemy, ktore ciebie nie dotycza, a sa jego wolaniem o pomoc.
          To nie to, ze ty jestes nie warta milosci, jest sednem sprawy a
          fakt ze on zablokowal sie tak gleboko na przezywanie negatywnych
          uczuc z przeszlosci ze to blokuje dostep do tych pozytywnych uczuc.
          To jest jak w kopalni zlota, aby sie do niego dostac trzeba
          rozkopac zwaliny bezwartosciowej ziemi.
          Taki zablokowany facet ma te tendencje ze ciagnie do kobiet
          uczuciowych. Bo przez kontakt z tymi osobami ma dostep do swoich
          nieuswiadamianych uczuc. Ktore ma ale ona sa zakopane pod zwalami
          innych uczuc.

          Dlatego mysle ze dobrze bedzie jeseli zdystansujesz sie do niego i
          zrozumiesz ze jego reakcje nie maja wiele wspolnego z toba.
          I nawet moze sie okazac ze on bardziej potrzebuje ciebie niz ty
          jego.

          Blokady mozna pokonac i jest cala masa metod aby je rozbic.
          Np. terapia gestalt, odnosi suckcesy. ale u ludzi ktorzy nie lubia
          psychologii takie terapie nie wchodza w gre. Cos co mogloby tez
          pomoc- to uprawianie sportu. jakiejs dyscypliny, ktora mu pomaga.
          Moze ta sciezka dojdziecie gdzies.

          jeszcze raz cie pozdarwiam i zycze wszystkiego najlepszego.:=)
          • spinline Re: Na temat terapii. 23.02.08, 13:42
            Sorry za bledy ale od lat nie mieszkam w kraju i z ortografia
            jestem na bakier.
            • kore12 Re: Na temat terapii. 23.02.08, 15:34
              Nie zauważyłam błędow w tym, co piszesz. Za to widze gleboki sens w
              tresci Twojej wypowiedzi. To mi pomaga i tlumaczy rozne sprawy.
              Gdzies w tym kierunku takze idzie moja intuicja. Dalas mi tez
              odrobine nadziei. Mam jej juz bardzo niewiele, ale potrzebuje ja
              miec. Musze pokonac jeszcze pare innych przeszkod, zeby stanac na
              nogi. Czegos sie jednak trzeba trzymac.
              • gapuchna Re: Na temat terapii. 23.02.08, 19:19
                A możesz odpowiedzieć na moje pytanie: dlaczego tak mocno kochasz?
                • kore12 Re: Na temat terapii. 23.02.08, 23:01
                  Bo jest wyjątkowy.
                  Nieprzeciętnie inteligentny, ma piękny głos, rozległą wiedzę,
                  zainteresowania i swoje pasje, wyjątkową wrażliwość, cudownie się z
                  nim rozmawia, potrafi zrozumieć mnie jak nikt inny, fantastycznie
                  pachnie, jest rewelacyjny w łóżku, jest gadułą, ma dystans do świata
                  i do siebie i ogromne poczucie humoru, używa pięknego języka i ma
                  milion wad, z których większość tylko potwierdza jego urok.
                  Kocham tak mocno, bo któregoś dnia poczułam, że on jest mężyczną
                  mojego życia. Ze to właśnie z nim chcę być. Że do tej pory
                  mężczyźni wydawali się mało interesujący i niewystarczająco
                  inteligentni, a do tego zbyt gruboskórni. On potrafi zrozumieć i
                  słuchać.
                  Ciężko to wytłumaczyć, ale kiedy patrzę na niego, czuję, że on jest
                  dla mnie prawdziwym mężczyzną. Nigdy tego nie czułam tak silnie przy
                  żadnym z mężczyzn, których spotkałam.
                  On nawet nie jest przystojny. Przeciętny raczej. Gruby nawet. Ale
                  patrzę na niego i widzę, że jest taki barczysty i że można się ukryć
                  tam przed całym światem. Albo słyszę jego głos i wiem, że brzmi tak
                  męsko, a zarazem ciepło. Porównuję innych do niego i każdy wypada
                  blado.
                  Mogłabym tak godzinami. Kocham go za to, jaki jest. Kocham nawet
                  jego "pokręcenie". Bo jest niewątpliwie pokręcony. Żeby jeszcze tak
                  mnie nie ranił...
                  • spinline Re: Na temat terapii. 23.02.08, 23:55
                    Biedni sa ci ktorzy tego nie rozumieja:=)))
                  • szarylemur zeby tak milosc szla w parze z rozumem... 24.02.08, 02:31
                    ach, zeby tak milosc szla w parze z rozumem
                    nie wiem co zrobic zeby cie nie ranil

                    nawet jesli bedziesz robic wszystko tak jak on sobie zyczy
                    to jeszcze nie gwarantuje sukcesu
                    zrozum, ze nie jestes czarodziejka i nie masz mocy zmieniania ludzkich serc/umyslow
                    procz tego, nie jestes w stanie zmienic swiata tak, zeby usunac z niego bodzce ktore popychaja twoja milosc do schematycznych reakcji pt manipulacja/kontrola
                    w kazdej chwili
                    ot tak, miedzy mrugnieciem powiek
                    moze sie zdarzyc ze on nagle cofnie sie przed miloscia do ciebie
                    pokochac kogos to stracic kontrole
                    raz moze ciagnac go bardziej w strone uczuciowosci, harmonii
                    a za chwile moze go to przerazac

                    to ze on ewentualnie odwzajemni twoje uczucia
                    zdecyduje sie zaangazowac
                    wymaga czegos wiecej niz tylko twoich staran
                    wiele zalezy od tego jak bardzo zmeczylo go zycie wedle schematu trzymania swiata na dystans
                    mozecie tez, przykladowo, dojsc razem gdzies dalej w strone obustronnego zaangazowania
                    lecz pojawi sie na horyzoncie " ta zla", jakas swieza, wyjatkowo ekscytujaca diablica
                    a do tego wyskoczy jakis problem miedzy wami czy w pracy czy gdziekolwiek
                    i szlag wszystko trafi
                    to zdarzy sie na pewno nie raz, a wtedy ty musisz stanac na wysokosci zadania, znaczy ponad zranieniem

                    daj mu absolutna swobode i niczego nie wymagaj
                    schowaj ego w kieszen
                    podlewaj swojego kwiatka
                    patrz co rosnie
                    niektorzy wierza w boga
                    ty masz swojego osobistego ksiecia ciemnosci w kapciach ;)

                    nie wiem czy dlugo sie znacie
                    mysle ze z czasem nawet schowane w kieszen twoje ego zacznie zawodzic
                    z bolu
                    ale moze nie
                    na poczatek tej kretej sciezki
                    przestan przejmowac sie tym co ludzie sadza na temat waszego zwiazku


                    powodzenia

                    tak jakos mi sie wydaje logiczne
                    ze kiedy uda ci sie juz wyjsc ponad swoje ego
                    po to aby zatrzymac go przy sobie,
                    zniknie tez i to przemozne pragnienie posiadania go

                    pewnie bardzo cie wkurzylam, no ale coz, tak ja to sobie mysle
                    jako, he he, wysokiej proby teorytyk milosci
                    • kore12 Re: zeby tak milosc szla w parze z rozumem... 24.02.08, 10:57
                      A chciałaś mnie wkurzyć? Jakoś nie zrobiłaś tego.
                      Tak, poczułam znajome ukłucia, czytając to, co napisałaś, ale wiem,
                      że masz rację - moja miłość nie idzie w parze z rozumem.
                      I wiem, że najpewniej wszystko skończy się najwyżej za parę miesięcy.

                      Diablica, może już się pojawiła. I może dlatego to wszystko tak
                      silnie wyszło na jaw. Ale może zniknie w końcu.
                      Moje ego cierpi. Masz rację. Ale jak bardzo będzie cierpiała moja
                      dusza, kiedy on zniknie??
                      Masz mnóstwo racji i dziękuję za ten post.
                      • kozica111 Re: zeby tak milosc szla w parze z rozumem... 24.02.08, 12:09
                        Następna Matka Teresa emocjonalna...Lecz go lecz az kopa w d.....dostaniesz.
                      • szarylemur w cieniu paula coelho;/ 24.02.08, 21:07
                        "jak bardzo będzie cierpiała moja
                        dusza, kiedy on zniknie??"

                        bardzo
                        bedzie pustka, to jest to samo co bylo zanim sie pojawil
                        zamiast migotek za dnia i w nocy, bedziesz przedzierac sie przez sterty
                        pokruszonego styropianu
                        potem, a moze nawet wczesniej niz potem, gdzies obok ciebie pojawi sie ktos kogo
                        zafascynuje twoja monomania i bol
                        prawdopodobnie wykorzystasz ta osobe, pochlonieta wlasnym cierpieniem, nie
                        zauwazysz jak zdepczesz czyjes pragnienia wobec ciebie, nie bedziesz zdolna
                        odpowiedziec miloscia na milosc
                        wtedy moze przystaniesz i pojmiesz jak bardzo podobna jestes do swego wybranka
                        brak wzajemnosci wzbudza w tobie dzikie ognie milosci
                        bo milosc to " udreka i ekstaza" tralalala
                        glownie fantazje, przepyszne ciastko na talerzyku na szyba
                        cos co trzeba wyblagac na kolanach, na co moze mozna zasluzyc jesli nauczy sie
                        przenosic gory

                        wydaje mi sie ze kochasz tak bardzo nie tylko dlatego ze on jest taki wspanialy,
                        ale takze dlatego ze tak bardzo rani

                        potem bedzie spokoj i przywykniesz do swojego nowego dwuwymiarowego swiata
                        i nagle przypadkiem znow wpadniesz na kogos najwspanialszego na swiecie
                        a im wiecej ich bedzie - tych mezczyzn twojego zycia, tych ostatnich milosci
                        tym latwiej bedzie tobie dostrzec program wg jakiego dzialasz
                        zobaczysz co czyni danego czlowieka tak nieznosnie pociagajacym
                        zobaczysz ze to przede wszystkim twoje irracjonalne pozadanie czyni go tak
                        doskonalym
                        on tylko wpasowuje sie we wzor milosci tkwiacy w tobie

                        a moze jestem zbyt pesymistyczna?
                        moze akurat ty masz w sobie tyle monotematycznej sily by wytrwac najgorsze i
                        dokopac sie do uczuciowosci tego czlowieka?moze los bedzie ci sprzyjal, tj
                        rzeczy zgraja sie na twoja ( i w sumie jego tez) korzysc?
                        tak czy owak, " wszystko bedzie dobrze" :)
                        ten zwiazek tez ma swoje uroki, wiele ci daje, zaspokaja twoje rozne, takze
                        perwersyjne potrzeby
                        z czasem poziom hormonow opadnie i zaczniesz byc bardziej krytyczna wobec
                        doskonalosci swego wybranka, nauczysz sobie radzic ze swoim bolem i z jego
                        wadami i manipulacjami.

                        ubostwialam kogos podobnie do ciebie, dlatego pisze w twoim watku. jednak bardzo
                        wiele detali rozni te dwie sytuacje, dlatego nie umiem powiedziec ci jasno co
                        masz robic ani jak to sie skonczy
                        pozdrawiam
    • gapuchna Re: trudny związek 25.02.08, 18:25
      Myślałam o tobie i o nim, wielokrotnie w ciągu wczorajszego dnia. Dlaczego? Bo
      to co piszesz, to moja historia. Albo może część mojej. Mało kto z forumowiczów
      potrafi zrozumieć, ze czasem miłość jest tak dogłębna, że może zniszczyć. Mnie
      zniszczyła. Naprawdę wiem już, że jeśli pokocha się za bardzo, to uczucie takie
      krzywdzi. Mnie. Mnie samą. Bardzo chciałabym, byś ty się uratowała. Tak bardzo
      chciałabym, żeby ten człowiek zrozumiał twoje cierpienie i twój ból. Bardzo
      pięknie pisze Szarylemur, Spnline. Ale sama wiesz, ze nikt nie da żadnej
      odpowiedzi. Chyba jeszcze masz siły, żeby to ciągnąć - nie rezygnuj. Miłość
      cierpliwa jest...słowa św. Pawła. Ja w nie wierzę. Może któregoś dnia pojawi się
      moment niechęci u ciebie i będzie tak silny, że dopiero wtedy postanowisz
      odejść. Teraz na pewno tego nie zrobisz, widzę to w twoich słowach. Więc życzę
      ci sił. Bardzo mono kochasz!
      • gapuchna Re: trudny związek 25.02.08, 18:32
        Przepraszam, powinno być: bardzo mocno! kochasz.
      • kore12 Re: trudny związek 26.02.08, 09:05
        Bardzo Ci dziękuję.
        Cieszę się, że znalazłam w Tobie również zrozumienie. Widać nie
        jestem jeszcze taka całkiem dziwna.
        Wiem, że wiele osób uważa, że to szaleństwo, ale na szczęście nie
        wszyscy.
        • gapuchna Re: trudny związek 28.02.08, 18:37
          Zastanawiałaś się kiedyś, jak u ciebie jest z samooceną? I z uzależnianiem od
          drugiej osoby? Może to warto byłoby nieco poprawić? Ja próbuję. Najgorsza jest
          ta nagła pustka i utrata gruntu pod nogami. Ale nauczyłam się, że nie można żyć
          w podporządkowaniu drugiej osobie. Bo to krzywdzi. Masz inną sytuację - jakoś
          jesteście razem, możesz robić coś - cokolwiek. To też atut twojej sytuacji,
          wykorzystaj go! I nie okazuj jak mocno kochasz, kiedy mężczyzna ma problemy
          emocjonalne to chyba raczej przeszkadza, budzi lęk. Nie chcę się mądrzyć, po
          prostu opisuję moje błędy, może Tobie - Wam sie uda! Oby!!!
    • szarylemur kora 28.02.08, 02:55
      "Nad brzegiem morza, na kwiecistej łące bawi się w otoczeniu nimf
      Kora, córka bogini urodzaju Demeter. Zrywa czerwone maki, blękitne
      dzwonki i jaskry o zlotych oczach. Ze smiechem potrząsa bialą puszystą
      kulą dmuchawca, patrząc, jak z wiatrem ulatuje w dal, sypie kwietne
      platki na swe warkocze, plecie wieniec z liliowej skabiozy.
      Na skraj ląki wabi Korę cudownym zapachem bialy kwiat narcyza.
      Lecz nie tyka go Kora, pamiętna matczynej przestrogi, ze kwiat to
      zdradziecki, poswięcony strasznym bogom podziemia.
      Ale nęci ją won cudowna i biel przeczystych platków. Z dna kielicha,
      sposród zlotych pręcików, zda się Korze, ze patrzq na nia oczy Narcyza,
      najpiękniejszego z mysliwców, w ktorym kochaly sie wszystkie nimfy
      strumieni i drzew. Lecz Narcyz znal tylko lowy i nawet nie spojrzal na
      zadną z boginek, choc nieraz wabily go po lasach pląsami i spiewem.
      Najnieszczesliwsza byla z tego powodu nimfa Echo, w której serce
      glęboko zapadla milosc do pięknego mlodzienca. Zalosne jej skargi odbijaly się echem
      po gorach i lasach Hellady. Pewnego razu zmęczony polowaniem i spragniony, gdyz
      slonce palilo zarem, pochylil się nad źrodlem lesnym i ujrzal w wodzie swoje odbicie. I bo-
      gini milosci, Afrodyta, na prosbę obrazonych boginek sprawila, ze Narcyz zakochal się
      w sobie samym. Zapomnial o lowach i jeleniach szybkonogich, o towarzyszach wypraw mysliwskich i tylko calymi dniami wpatrywal się w drżacą taflę źródelka. W koncu umarl z tęsknoty i milosci do swego odbicia. Na grobie jego wyrosl kwiat o sniezystych platkach
      i cudnej woni. Od imienia mlodzienca nazwano kwiat ten narcyzem.

      Klęczy Kora na łace i rozmysla o smutnym losie pięknego mysliwca.
      Lecz coraz bardziej nęci ją czar bialych platkow, drzących leciutko na
      wietrze. Wreszcie, niepomna slow matki, zrywa lodygę narcyza. W tej
      samej chwili ciemnosc zalega ląkę, zlota dotychczas od slonecznego
      blasku, rozspiewaną trelem skowronczym i roztanczoną plasem nimf.
      Ziemia rozwarla nagle swe czeluscie i na rydwanie, zaprzęzonym
      w czarne rumaki, zjawil się Hades, pan podziemia.
      Tylko lekki okrzyk przestrachu zdolal się wyrwac z piersi Kory
      i straszny bóg porwal ją na rydwan i uniósl do swego mrocznego
      królestwa Cieni."
      zrodlo: internet :)

      a dalej to, co wkleje tez w watek solaris
      www.taraka.pl/index.php?id=labikobieini.htm
      POLECAM
      • kore12 Re: kora 07.03.08, 20:47
        o! to chyba o mnie! ;)
      • clarissa3 Re: kora 07.03.08, 22:49
        Fantastyczne!! Dziękuję!:)
    • muteczka Re: trudny związek 28.02.08, 11:35
      Chociaż to wydaje się śmieszne to jednak wiem że i takie historie
      mogą się dobrze skończyć.
      Przede wszystkim rada dla Ciebie SZANUJ SIĘ!!!, bo inaczej on nigdy
      w życiu Cię nie pokocha.
      Na początek proponowałabym przeczytać książkę "Zdradzony przez
      ojca". Rewelacyjna pozycja, która wyjaśnia jak czasami mężczyzna sam
      z tego nie zdając sobie sprawy wchodzi w pewne schematy. Musisz
      tylko wybrać jeden pasujący do Twojego.
      Dalej to już ON sam musi się zmienić, najlepszym sposobem jest
      wizyta u psychologa, ale pewnie nie będzie chciał...
      A wtedy to znaczy już tylko jedno i przykro mi bardzo,ale widocznie
      spotkaliście się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze.
      • kore12 Re: trudny związek 07.03.08, 20:49
        no to jednak jest jakaś nadzieja... dzięki i za to.
    • mskaiq Re: trudny związek 08.03.08, 10:23
      On sie boi nowego zwiazku z kobieta o czym wiesz. Kiedy jest strach
      nie ma milosci bo te dwa uczucia sie wykluczaja.
      W tym co piszesz jest jednak nadzieja, przeprowadzil sie do Ciebie.
      Jego strach oslabl na tyle ze przeprowadzil sie do Ciebie, zaufal
      Tobie.
      Kiedy jest lepiej z Jego strony to oznacza ze milosc bierze gore,
      kiedy gorzej to oznacza ze strach jest silniejszy. Staraj sie nie
      dawac Mu powodow do zazdrosci, zeby czul sie bezpieczny z Toba.
      Jego zwiazek z druga kobieta w pracy moze byc zwiazany z jakas obawa
      w stosunku do zwiazku z Toba.
      Serdeczne pozdrowienia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja