dusdy
28.02.08, 13:46
Nie wiem, czy ktoś z was jest w stanie sobie wyobrazić jak wygląda
życie na codzień z matką, która ma bordeline.
To jest, jak życie pomiędzy ogniem, a zimną wodą. Huśtawka
ambiwalentnych emocji, z jednego krańca na drugi i to w krótkim
czasie. Do tego dochodzi złość, o byle co i agresja, gdzie ona może
się rzucić i nawet pobić, choć parę minut wcześniej była w cudownym
humorze!
Wiem i rozumiem skąd pochodzi jej schorzenie.Wiem jak ciezko było w
jej domu rodzinnym. Wszystko to rozumiem, jednak brak mi chęci na
spotkanie i utrzymywanie z nią bliskich kontaktów.Wszystkie
kontakty dotychczasowe kończyły się kłótnią i wrzaskami.
Nie mam już sił ani ochoty na kontakt z nią, jednak ona lubi o
sobie przypominać.Przed kazdymi zbliżajacymi się świętami mam
psychiczną awersję. Przypominają mi się wszystkie historie z nią
związane, gdzie padałam jako ofiara jej agresji i nienawiści,
najczęsciej dlatego, że moje poglądy są inne.
Czy ktoś podjął jakąs słuszną decyzję będąc w podobnej sytuacji.
Bo mi się wydaje,ze odizolowanie się od niej jest najlepsze.
Ja wiem, że to wynika z jej choroby.Ja wiem,że ktoś ją taką zrobił,
wiem kto. Jednak nie mam już siły dzwigać ciężaru bycia jej córką.