Będąc córką matki z bordeline.

28.02.08, 13:46
Nie wiem, czy ktoś z was jest w stanie sobie wyobrazić jak wygląda
życie na codzień z matką, która ma bordeline.
To jest, jak życie pomiędzy ogniem, a zimną wodą. Huśtawka
ambiwalentnych emocji, z jednego krańca na drugi i to w krótkim
czasie. Do tego dochodzi złość, o byle co i agresja, gdzie ona może
się rzucić i nawet pobić, choć parę minut wcześniej była w cudownym
humorze!
Wiem i rozumiem skąd pochodzi jej schorzenie.Wiem jak ciezko było w
jej domu rodzinnym. Wszystko to rozumiem, jednak brak mi chęci na
spotkanie i utrzymywanie z nią bliskich kontaktów.Wszystkie
kontakty dotychczasowe kończyły się kłótnią i wrzaskami.
Nie mam już sił ani ochoty na kontakt z nią, jednak ona lubi o
sobie przypominać.Przed kazdymi zbliżajacymi się świętami mam
psychiczną awersję. Przypominają mi się wszystkie historie z nią
związane, gdzie padałam jako ofiara jej agresji i nienawiści,
najczęsciej dlatego, że moje poglądy są inne.
Czy ktoś podjął jakąs słuszną decyzję będąc w podobnej sytuacji.
Bo mi się wydaje,ze odizolowanie się od niej jest najlepsze.
Ja wiem, że to wynika z jej choroby.Ja wiem,że ktoś ją taką zrobił,
wiem kto. Jednak nie mam już siły dzwigać ciężaru bycia jej córką.

    • arwen8 Re: Będąc córką matki z bordeline. 28.02.08, 14:45
      dusdy napisała:

      > Bo mi się wydaje,ze odizolowanie się od niej jest najlepsze.

      Dobrze Ci się wydaje. Słuchaj swojej intuicji, swoich prawdziwych
      uczuć i tym się kieruj.

      Nie masz obowiązku utrzymywania (wbrew sobie!) kontaktu z osobą
      krzywdząca Ciebie.
    • dzika.brzoza Re: Będąc córką matki z bordeline. 28.02.08, 15:09
      Ograniczenie kontaktów. Tego nie da się wytrzymać bez poważnych
      uszczerbków na własnej odporności psychicznej. No i jak już musisz
      się spotkać, to staraj się nie dać sprowokować (pewnie wiesz o co mi
      chodzi - mam wrażenie, że osoby z BPD cały czas 'kąsają' i nie można
      dać się zwieść chwilą, kiedy są mili, bo za chwilę już będzie tak
      jak zawsze).
      Nie musisz się z nią przyjaźnić!!!
      • dusdy Re: "Kąsają" dobre określenie. 28.02.08, 15:38
        W przypadku matki to ona bardziej dominuje i kontroluje swoje
        otoczenie. Kazdy musi myśleć i zgadzać się z jej poglądami.
        A tym co przyciąga ludzi do niej to ogromny czar, który jednak
        bardzo szybko się kończy ku zaskoczeniu.
        Ja czuję, że zakończenie kontaktów z nia, będzie najlepsze dla
        mojego zdrowia.
        • gadagad Re: "Kąsają" dobre określenie. 28.02.08, 18:49
          Przede wszystkim samodzielność.Niezależność.Postarać się by by "humory" nie
          ingerowały w twoje życiowe sprawy i nie wywoływały strachu,że są w stanie
          wpływać na to, co sama budujesz.Kiedy są bezsilne,wywołują jedynie politowanie i
          stwarzają możliwość obojętnego,bez poczucia winy i chęci załagodzenia,by nie
          doznać uszczerbku, stopującego zareagowania.Odpowiedni dystans sam stwarza
          umiejętność "obchodzenia się" z taką osobą.Kiedy można,a kiedy nie warto
          utrzymywać kontaktu.Ze świadomością,że to nie ty bierzesz na siebie ciężar
          moralny decyzji zerwania,odsunięcia od siebie takiej osoby,ale w zdrowy sposób
          reagujesz na sytuację,której nie wolno ulegać,poddawać się,czy w nią
          wchodzić.Choćby możliwość bez strachu przed zemstą ,czy poczuciem winy
          "nieprzyjaznej" córki powiedzenia - nie zapraszam ciebie na święta,bo nie chcę
          się niepokoić,że znowu mi je zepsujesz.
    • kasiagaa Re: Będąc córką matki z bordeline. 28.02.08, 19:05
      Tak wiem i to bardzo dobrze jak to wygląda, doświadczałam tego
      przez 24 lata mieszkając z rodzicami.A potem się wyprowadziłam się i
      dalej byłam pod jej wpływem. Urządzała awantury przez telefon,
      wyzywała i poniżała mnie,wpadała w szał gdy odważyłam się
      sprzeciwić.A następnego dnia słodko ćwierkała pomijając cała scysję
      milczeniem.Raniła mnie (pouczała,obwiniała) gdy straciłam dziecko a
      potem domagała się wspólczucia gdy coś jej dolegało. Aż coś się
      przelało, powiedziałam nie, już tego nie chcę. Zaczynałam właśnie
      psychoterapię w trakcie której zrozumiałam kim ona jest i dlaczego
      taka jest. I czasem w głebi duszy jest mi jej żal, ale to ja chcę i
      muszę chronić siebie. A jedynym sposobem ochrony jest zerwanie
      kontaktu-nie rozmawiam z moją matką od 1,5 roku.Poczatkowo próbowała
      postawić na swoim, dzwoniła, prowokowała mnie sms-ami, wyprawiała
      histerię w obecności obcych ludzi. A potem już tylko skarżyła sie
      ludziom na moją niewdzięczność i podłość. A mnie wreszcie przestały
      trząść się ręce przy odkładaniu słuchawki, przestałam odpływać w
      złośc i zagubienie na całe popołudnia, przestałam wyładowywać się na
      mężu. W chwili obecnej bardzo cenię sobie mój spokój, wyciszenie i
      tylko gdzieś głęboko pozostaje mała gorycz,że nie mam matki i
      jeszcze głębsza tęsknota za "normalną" matką.

      Pozdrawiam Kasia
      • makosi Re: Będąc córką matki z bordeline. 28.02.08, 23:44
        Podziwiam... mam nadzieję że mi też coś da terapia.
        Ale czasami mam wrażenie, że to są już tak głębokie rany, że jak się zabliźnia
        to i tak będę cała w bliznach .

        Ja już dla siebie nie chcę cudownego świata, bo to było troszkę za dużo
        mam tylko nadzieję, że mój syn będzie miał w miarę normalną mamę, o której
        będzie mógł kiedyś powiedzieć, że to fajna mama jest ;)no i że będzie wolny,
        szczęśliwy i w ogóle.
    • spinline Re: Będąc córką matki z bordeline. 28.02.08, 19:55
      Zawsze sie zastanawialm dlaczego moja babcie - matke ojca- chcialam
      nazywac "mama".

      Bo nigdy matki nie mialam.


      A babcia byla uosobieniem wszystkiego co matyczyne:spokoj, cieplo,
      wyrozumialosc, bezpieczenstwo, rozwaga.

      Cechy, ktorych moja rodzicielka nigdy nie posiadala.
    • makosi Re: Będąc córką ojca z bordeline. 28.02.08, 22:31
      U mnie TATA... niestety też przeszłam przez to piekło
      do dzisiaj ( chociaż nie mieszkam z rodzicami od 16 roku życia, bo uciekłam )
      jestem pod jego wpływem i boję się go. Mam 26 lat i małego synka... i boję się
      go zostawic z dziadkiem samego!!!! mimo że to najcudowniejszy dziadek (
      dwulicowy sadysta ) ... Staram się go unikac, a byc przy nim tylko z rodziną.
      Mnie potrafił przytulac jak byłam mała...( przy znajomych zawsze) póżniej nagle
      z byle powodu robił się zły - straszny, zaczynał mnie bic i mówic, że nigdy nie
      będę miała przyjaciół, że jestem beznadziejna, że nic w życiu nie osiągnę... i
      takie rzeczy... tak było od kiedy pamiętam. Jak miałam pięc lat mówił mi, że on
      umrze, że mnie to w ogóle nie obchodzi, bo go nie kocham i jestem wredna, ale on
      umrze i zostanę sama zupełnie.. a rodzeństwa nie mam bo i tak bym go nie kochała
      ( to odpowiedż na setki laurek z prośbą o braciszka)... Taki był tylko dla
      mnie, matka jakby tego nie zauważała.
      Jak miał dobre chwile to mówił, że kocha mnie najmocniej na świecie i przytulał.
      i tak potrafił się zmienic kilka razy dziennie...
      aż nie wytrzymałam i uciekłam z domu właśnie ( zresztą sam mówił często, że jak
      mi się nie podoba to mam wypie..c z jego domu, bo to jego dom i nic tu nie
      jest moje ) zawsze póżniej przepraszał i mówił, że mnie kocha... jak się
      opierałam i nie chciałam już żeby mnie przytulał... to dostawałam jeszcze raz po
      twarzy.
      • dzika.brzoza Re: Będąc córką ojca z bordeline. 28.02.08, 23:06
        Kuna, Makosi, jak ja Cię rozumiem :(
        Dr.Jekyll i Mr.Hyde i nikogo obok, kto by Cię rozumiał i mógł pomóc:(
        I sporo czasu zajmuje wyjście spod wpływu, bo ten strach w Tobie
        siedzi, to wiem z autopsji, ale się da! I zaopiekuj się sobą, bo po
        takich jazdach musisz sobie spokojnie zbudować odporność
        psychiczną...
        • arwen8 Re: Będąc córką ojca z bordeline. 28.02.08, 23:19
          dzika.brzoza napisała:

          > zaopiekuj się sobą

          Dobra rada! A pomogą w tym książki Alice Miller ("Dramat udanego
          dziecka", "Bunt ciała", "Zniewolone dzieciństwo") oraz "Toksyczni
          rodzice" Susan Forward.
      • makosi Re: Będąc córką ojca z bordeline. 28.02.08, 23:22
        Nigdy nie potrafiłam całkiem zerwac kontaktów, nie chciałam zostawic mamy w
        takiej sytuacji... u mnie w domu to niemożliwe prawie, tak zerwac kontakt.
        Jesteśmy wielką rodziną, każde święta razem... z dziadkami, kuzynami itd. To,że
        uciekłam z domu trzymano w tajemnicy przed całą rodziną. Mama zaczęła miec
        problemy z Tatą... stawał się coraz okropniejszy dla niej. Błagała mnie, że mam
        dla niej bywac w domu, że mam rozmawiac z ojcem, bo jak go olewam, to ją bije, a
        ona go kocha i nie chce już nic zmieniac. Taka szopka niestety trwa do dzisiaj,
        z tym,że faktycznie przestał ją bic od kiedy z nim rozmawiam.
        • arwen8 Re: Będąc córką ojca z bordeline. 29.02.08, 17:57
          Czyli po prostu uległaś szantażowi emocjonalnemu.
          • makosi Re: Będąc córką ojca z bordeline. 03.03.08, 22:23
            Pewnie tak... cały czas mu ulegam. Nie znalazłam na to rady żadnej.
            Kocham dziadków, całą rodzinę... nie potrafię sobie wyobrazić, że nie widuję się
            z nimi wcale tylko przez ojca.Chciałabym się odciąc emocjonalnie i w ogóle, bo
            ojciec jest złośliwy i doprowadza mnie prawie do łez na co drugiej takiej
            imprezie, ale właśnie nie bardzo wiem co zrobić. Teraz jest już i tak dużo
            lepiej, prawie wcale ze sobą nie rozmawiamy, widujemy się rzadko. muszę każde
            widzenie odchorowac, ale i tak jest duuuużo lepiej niż wtedy, jak z nim
            mieszkałam :)
      • lola0071 Re: Będąc córką ojca z bordeline. 03.03.08, 13:07
        Uciekłaś w wieku 16 lat? Często się zastanawiam jak takie osoby jak
        Ty sobie radzą? Ja pomimo tego, że jestem dorosła boję się samej
        ucieczki a co dopiero życia po tym? Mnóstwo problemów się z tym
        wiąże, a jednym z nich jest to, że jakbym np w nowym miejscu poznała
        kogoś to co mu mówić jak zapyta o rodzinę? Prawde? Czy zrozumiałby
        to? Nie mam pojęcia jak to życie będzie wyglądało. Niemniej jednak
        jak mam tonąć dalej w tym "bagnie" to wolę zaryzykować... Czuje, że
        już siły nie mam. Tak dłużej nie może być.
        • makosi Re: Będąc córką ojca z bordeline. 03.03.08, 22:07
          Nie było łatwo,ale mnie nikt o rodzinę nie pytał nigdy.
          Myślę, że gdyby nie to, że poznałam i zakochałam się w starszym kilka lat
          mężczyżnie, który to mężczyzna zabrał mnie do siebie, to byłoby trudniej.;)
          Gorszym aspektem było to, że pozwoliłam aby zastąpił mi wszystkich i był dla mie
          wszystkim, a taka dziewczyna potrzebuje jeszcze wzorców.... i chyba rodziców (
          choc moja rodzina i tak nie zapewniała nic ciekawego ) w każdym razie dałam się
          tak trochę zaadoptowac :)byłam zapatrzona, zakochana, szczęsliwa, wolna...

          Po czterech latach mnie zostawił dla dziewczyny w swoim wieku,bo po prostu się
          wcięła ;) i była bardzo uparta.

          Wtedy myślałam, że umrę z pustki... nie miałam nikogo.NIKOGO
          • lola0071 Re: Będąc córką ojca z bordeline. 04.03.08, 12:36
            > Nie było łatwo,ale mnie nikt o rodzinę nie pytał nigdy.

            Ok, ale ten facet z którym byłaś musiał chyba wiedzieć, że uciekłaś?
            Jaka była jego reakcja? Możesz zdradzić? Pozdrawiam
    • lila_lu Re: Będąc córką matki z bordeline. 02.03.08, 14:51
      bordelajn sror...lajn.
      nie podoba mi sie, ze byle nieznosnosc, sadyzm i zwykla podlosc okreslana jest
      mianem bordelajn.
      z jednej strony wstretne emolatki, ktore sie tym pojecim onanizuja, z drugiej
      strony "diagnosci" szukajacy na "szybkiejnauce.net" wytlumaczenia wszystkich
      swoich problemow z ludzmi. jeszcze lepiej, jak ktos stwierdza b. nie u siebie, a
      u kogos bliskiego. wtedy to juz mozna lajno lac strumieniami.
      bordelajn kojarzy sie tez z cierpieniem,odrzuceniem i samoudreczaniem. do
      cholery, czemu nikt z Was, diagnostow, nie dostrzega tego istotnego komponentu!
      moze to wcale nie border, tylko skrajny narcyzm- z tym kojarzy mi sie nienawisc,
      gdy u bliskich wystepuja inne poglady i postrzeganie.

      moze nie traktuj jej jako matki z bordelajn, tylko jako nieznosnego czlowieka, z
      ktorym obecnie nie masz ochoty utrzymywac kontaktow.
      i wszyscy sie ucieszymy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja