Niezapomniany Sylwester.

IP: *.vgernet.net 30.12.01, 23:05
Napiszcie prosze o Sylwestrze, ktory byl dla was szczegolny ze wzgledu na
miejsce, osobe, romantyczny obojetnie taki do ktorego wracacie we
wspomnieniach. Chyba na sentymenty mi sie zebralo, jurto sylwester ale ja
spedzam go w domu z mezem i dobra butelka szampana ktory juz chlodzi sie w
lodowce. Pozdrawiam i zycze wszytkim Szczesliwego Nowego Roku:))
    • Gość: onnanohi Oj, niezapomniany :))) IP: *.devs.futuro.pl 30.12.01, 23:41
      Lat miałam, zaraz, zaraz ok. 22, kilkanaście dni przed Sylwestrem poznałam,
      nazwijmy go B. Zaprosił mnie na zabawę. Miało być tak - niewielka miejscowość
      niedaleko Gdańska - 40 min autobusem, pensjonat znajomych, w nim impreza, tam
      nocleg. Hmm, nocleg. No to ja pytam B., czy koleżanka też by mogła pojechać?
      Oczywiście, nie ma sprawy. No dobra. Jedziemy. W autobusie poznałyśmy jeszcze
      kilka osób, jacyś byli nie ten, tego, ale - nie uprzedzajmy się tak szybko.
      Wysiadamy (po godzinie), wieś, psy szczekają, wiatr hula, śnieżyca. Zima, jak
      trza. Idziemy do ... "pensjonatu". To był taki dom kultury lokalny, a może
      remiza. A w remizie ... narąbane towarzystwo, orkiestra gra, śmierdzi
      pasztetową i co tam jeszcze ... ludzieeee. My z kolezanką udajemy, że wszystko
      w porządku, uśmiechamy się, a w duszy "CO ROBIĆ!!!!!!!" Uciekać? No nie, dajmy
      im szansę. No to idziemy obejrzeć pokoje, zostawić rzeczy i zaczynamy zabawę. A
      te pokoje, moi drodzy to były ... baraczki, takie kartonowe domki jednopokojowe
      bez łazienki (pani w remizie powiedziała, że jakby co - tu trzeba do toal.
      chodzić) ok. 10-15 min drogi od remizy. Ciemno, zimno, nasi towarzysze coraz
      nam się wydają głupsi (my sobie zreszta też). Idziemy w stronę tych baraczkó,
      zaczęły majaczyć gdzieś pod lasem :-0. No to ja, ścisnąwszy koleżankę za łokieć
      mówię: "Oj, ja strasznie muszę do toalety, musimy wracać". Powiedziałyśmy, że
      dojdziemy do nich do tych baraczków, w każdym razie zrobiłyśmy w tył zwrot (a!
      zostawiłyśmy im naszą torbę z kosmetykami i drobiazgami, coby nie wzbudzać
      podejrzeń) i do remizy. Przy remizie budka telefoniczna:Tato ratuj,
      przyjeżdżaj, my tu będziemy gdzieś przy tablicy wjazdowej do tego M.

      Uff. Głupotą się wykazałyśmy nieprzeciętną, ale Tata przyjechał, uratował, w
      Gdańsku wylądowałyśmy ok. 21 i resztę wieczoru spędziłyśmy w znajomym
      towarzystkwie.

      W każdym razie B. i tego miasteczka nie zapomnę do końca życia swego.

      To mój najbardziej niezapomniany Sylwester.
    • seboc Re: Niezapomniany Sylwester. 31.12.01, 07:27
      Był tak:
      Był to Sylwester w 1994 roku. Już w listopadzie ustaliliśmy, że jedziemy w góry
      gdzieś za Żywiec, do chatku studenckiej. Jedziemy, uśmiechnięci, przygotowani
      wzorowo. Dojechaliśmy, samochody zostawiliśmy na dole u gospodarza. Wdrapujemy
      się, w chatce nas witają: "Miło, że jesteście, oczywiście zapraszamy, ale
      nocleg w pozycji stojąco-wiszącej, a nie gwarantuje wam, że ktoś nie zwymiotuje
      komuś na głowę". Bo tak, na jedną osobę przypadało ok. 0,5 m2. Nie
      zastanawialiśmy się długo, jeszcze za widoku zbiegamy na dół...
      Jedziemy do Krakowa!
      Oczywiście w schronisku na Oleandry brak miejsc, no cóż, ale pozwolono nam
      rzucić gdzieś tobołki. Nam już nic nie szkodziło, ciepło było bardzo, noc
      spędziliśmy na Rynku. Brodziło się tam po kostki w potłuczonym szkle, grała
      muzyka, gwiezdno-petardowe wojny. Krzyk, hałas, pełno ludzi, wesoło.
      Po powrocie udało się nam w schronisku zalogować, bo ktoś nie przyjechał, tam
      dalej - impreza międzynarodowa.
      Kolejne dwa razy wybieraliśmy się do Krakowa, jednak, z różnych przyczyn, nie
      było już tak bojowo.

      A dziś - szampan w lodówce, TV, pójdziemy z kolendą do znajomych i na plac w
      mieście. Ale... wolę tak, niż jakieś napuszone imprezy w przebranymi za
      arystokratów wieśniakami. :-))

      Miłej zabawy!
      • Gość: Renka Re: Niezapomniany Sylwester. IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 08:22
        Pamietam jeden, jeszcze z Warszawy. Spedzalismy go jak zwykle przy brydzu z
        przyjaciolmi. Jako danie kolacyjne wymyslilam PLONACE KURCZAKI w czekoladzie.
        Podlalam je spirytusem i przy zgaszonym swietle wnioslam do pokoju. Widok stal
        sie przerazajacy, bo czekolada jakas nie ten tego wzburzyla sie i wybuchla
        plomieniem tak wielkim, ze ogarnelo nas przerazenie..Moj maz rzucil sie na
        ratunek i gaszac je scierka , upuscil jednego na podloge..smiechu bylo z
        nimi...Niemniej moj eksperyment nie byl zbyt udany. Byly za slodkie.Umazalismy
        sie ta czekolada..
        A w zeszlym roku tez bylo troche smiesznie, bo sie korek od szampana w
        decydujacym momencie urwal i maz lecial na gore po korkociag. Nasze miny i
        cala ta sytuacja zostala nagrana, tez mielismy sie z czego smiac. W ogole
        lubie i kojarze sylwester zawsze z jakimis wesolymi przygodami, moze celowo
        nawet je prowokujemy, aby bylo z czego sie potem posmiac.
        Raz pamietam w Warszawie , calkiem niedawno, nasz ostatni w Polsce:wszyscy
        sasiedzi wylegli na balkony, rzucanie petard, sztucznych ogni z dachow, czyste
        szalenstwo z wrzaskami, nieludzka radoscia itd..Nasi sasiedzi tez. Ale jak my
        wyszlismy (ja w moim majatku,futrze do kostek) i z rozesmiana twarza zwrocilam
        sie do sasiadki ..ona odwrocila sie na piecie i zawolala sasiada i znikneli.
        Podczas calego procesu sprzedawania dobytku przed wyjazdem(okolo pol roku) ani
        razu nam nie powiedzieli juz dzien dobry i nawet nie odpowiedzieli na do
        widzenia...A kiedys bylismy tak blisko,jak to balkon w balkon.Ale to dotyczy
        sie TYLKO tych ludzi.Reszte niech Bog blogoslawi.
    • Gość: masaker Re: Niezapomniany Sylwester. IP: 195.187.97.* 31.12.01, 09:44
      Dla odmiany ja opowiem o Sylwestrze, jaki szykuje mi się dzisiaj. Już teraz wiem, że będzie
      niezapomniany.
      Spotkamy się we trzech u kumpla, kupimy morze wódki i wagon papierosów, przez całą noc będziemy
      straszliwie pić, palić, bełkotać i rzygać. Dlaczego? To taki wieczór trzech tenorów, he, he, he. Mam
      raczej na myśli trzech przegranych facetów (na szczęście ja nie jestem tym najbardziej przegranym -
      chyba nie jestem). Taka słodka frustrująca noc trzech palantów, którzy w wieku 26 lat obudzili się z
      ręką w nocniku, w dodatku - pustym. Być może wypożyczymy też jakiegoś niemieckiego pornosa, żeby
      nikt nie mówił, że siedzielismy całą noc sami bez panienek. Zapowiada się naprawdę udana zabawa,
      tylko zdrowia trochę żal. Ale co tam! Jak przegrywać - to na całego!

      Wszystkim życzę równie udanych imprez.
    • dorkasz Re: Niezapomniany Sylwester. 31.12.01, 12:14
      Wyobraźcie sobie początek imprezy - wysiadamy z busów na jakimś odludziu
      kawałek od Bukowiny Tatrzańskiej, wchodzimy w las i tak idziemy idziemy idziemy
      aż do celu, czyli do kaplicy Matki Boskiej Królowej Tatr. w środku kapela
      góralska rżnie kolędy na skrzypkach i tym podobnych, ludzi tyle, że ledwie
      wchodzimy do środka, ale się udało. siadamy na podłodze po turecku - atmosfera
      przecudowna - wszyscy się uśmiechają. po mszy wylegliśmy na Rusinową Polanę -
      zamiast fajerwerków - gwiazdy, tłum ludzi częstujących się tym superowym,
      Ruskim szampanem, a potem? znowu las, ale tym razem nie było busów i trzeba
      było na nogach zasuwać parę godzin. byłam taka padnięta, że jak się położyłam
      to nawet butów nie miałam siły rady zdjąć. ehhhhh, polecam, to już kawał czasu,
      ale nadal wzdycham na samą myśl...
Pełna wersja