aaliyah20
13.03.08, 21:03
Mam do was pytanie czy jest ktoś kto znalazł się w podobnej sytuacji i może
sobie z tym poradził. Chodzi właściwie o moją matkę - teraz to już chyba tylko
w biologicznym tego sensie. Całe dzieciństwo wszystko było w porządku, kiedy
właściwie nie wiedziałam o jej - dajmy na to - zamiłowaniu do pieniędzy...
Praktycznie przez całe życie zawsze było tak, że kilka dni po wypłacie prawie
wszystko było wydawane, a pod koniec miesiąca lodówka świeciła pustkami.
Nabrane przez nią długi sprawiły, że zaczęło brakować pieniędzy na naprawdę
potrzebne rzeczy, m.in. moją szkołę, której - gdyby nie pożyczka od mojej
koleżanki - nie skończyłabym - matka się tym w ogóle nie przejmowała. Zero
pomocy przy starcie w przyszłość, nawet zabierane mi były te śmieszne
pieniądze ze stażu z urzędu pracy na potrzeby jej i jej syna (czyli mojego
brata). Moja matka pochodzi z biednej rodziny i - jak się od niej kiedyś
dowiedziałam - wszystko wydaje, bo boi się, że pieniądze od niej "uciekną"
(bez komentarza, kiedy to usłyszałam...). Chciała mnie wciągnąć do pracy jako
agent nieruchomości na czarno, a ja poszłam w swoją stronę zatrudniając się
przy wykładaniu towaru w hurtowni, gdzie po kilku latach obecnie jestem
kierownikiem. Mam narzeczonego, z którego moja matka również nie jest
zadowolona, bo twierdziła, że jest za młody i na 100% będzie
nieodpowiedzialny, a oczywiście okazało się zupełnie co innego - że razem
planujemy przyszłość - jest właściwie zła, że nie miała w ogóle racji... Co
gorsza jest wściekła na to, że przy braku jakiejkolwiek pomocy z jej strony
udało mi się w tak młodym wieku dojść do porządnego stanowiska - jak
twierdziła, w głupiej hurtowni, z której nic nie będę miała...
Moja matka miała bardzo dobrą pracę dopóki nie zaczęła sama sobie zabierać
pieniędzy za nadgodziny, bo bała się odezwać w swojej sprawie, za co ją w
końcu wywalili, bo ciągle chciała więcej i więcej. Obecnie pracuje jako agent
nieruchomości na czarno. Ubiera się ciągle w nowe rzeczy, musi mieć najdroższe
kosmetyki, cały wystrój domu łącznie z pościelą w której śpi musi ładnie
wyglądać - i przez takie bzdety są spychane na dalszy plan raty, które po tylu
latach już dawno powinny być spłacone. Ja już mam po prostu wszystkiego dość
jak na to patrzę. W domu już ponad drugi rok mijamy się i nie rozmawiamy ze
sobą, bo matka w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego co zrobiła. Próbowałam
wczuć się w jej sytuację, ale nie potrafię tego zrozumieć. Jak można tak
krzywdzić swoją rodzinę zaciągając masę kredytów, debetów na jakieś bzdury i
być wielce obrażonym na córkę, która postanowiła iść własną drogą. Wszystko
tylko musi na pokaz "wyglądać", a kontakty w najbliższej rodzinie jej w ogóle
nie interesują - dla mnie to jest chore, żeby własna matka w taki sposób
zachowywała się w stosunku do swojego dziecka. Jest mi naprawdę bardzo
przykro, bo kiedy przez cały rok szukałam pracy, a ona miała znajomości w
bardzo dobrych firmach to mi nie pomogła, bo twierdziła, że jestem za młoda na
pracę, zamiast się cieszyć, że chcę się usamodzielnić. Wyciągałam do niej rękę
kilka razy, byłam na święta razem z narzeczonym, potem na następnych nawet z
jego inicjatywy (mimo, że czuje wyraźny opór ze strony mojej matki) - a ja
ciągle tylko oglądam jej miny i fochy. Zamiast być ze mnie dumna, że sobie
sama poradziłam, uczę się poza pracą w dwóch szkołach, bo przecież teraz bez
studiów nie ma w ogóle mowy o awansach to mi ciągle pokazuje swoje
niezadowolenie. A po co mi by była praca bez umowy czyli bez doświadczenia,
którego żadnemu pracodawcy i tak nie mogłabym przedłożyć. To jest kobieta
przed pięćdziesiątką, a jest tak nieodpowiedzialna, że mi po prostu słów brakuje.
Bez sensu będzie coś takiego, że wyprowadzę się z domu i stracimy kontakt (bo
w domu rozmawiam tylko z ojcem), podczas mojego ślubu znów zagra przed
wszystkimi jak to mnie bardzo kocha i potem co... :( Czy wy też macie takich
zimnych, dziwnych rodziców???