Dziewczyny wychowywane bez ojca...

21.03.08, 11:01
Czy dziewczyny wychowywane w niepełnej rodzinie mają zaburzone kontakty z
mężczyznami w późniejszym wieku i trudniej im stworzyć i utrzymać związek?
    • mskaiq Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 21.03.08, 11:52
      Kontakty z mezczyzna zakloca strach przed kontaktami z mezczyzna.
      Brak ojca nie wyzwala takiego strachu chyba ze uwierzymy ze jego
      brak to problem i wtedy mozemy zaczac sie bac.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • shangri.la Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 21.03.08, 16:27
      Dziecko każdej płci potrzebuje obojga rodziców, aby rozwijać się w harmonii.
      Chłopiec , potrzebuje wzorca osobowości i postępowania w dorosłym życiu.
      Dziewczynka potrzebuje wzorca przyszłego partnera-męża .
      Brak adorującego, chroniącego i wspierajacego, ale wymagającego ojca sprawia
      problemy w dorosłym życiu. Główny z nich, to nieumiejętność odróżniania
      prawdziwego zaangażowania od pustych słów i manipulacyjnych gierek, jakie
      stosują pozbawieni skrupułów mężczyźni.
      Krótko mówiąc; łatwiej taką kobietę uwieść , okłamać , zniszczyć.
      Jednak daleko trudniej znaleść się w dorosłym życiu kobietom-ofiarom ojców
      alkoholików , pedofili, sadystów.
      Nie każda z nas miała szczęście wychowywać się we wspierającej i kochającej się
      rodzinie.
      Szkoda, że mężczyzn to nie obchodzi i z upodobaniem depczą delikatne kwiatki.
      • szarylemur Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 21.03.08, 17:03
        tak samo jak inklinacja do bycia ofiara moze brac sie z kiepskich wzorcow
        dziecinstwa, tak i upodobanie do wykorzystywania.
        piszesz "Szkoda, że mężczyzn to nie obchodzi i z upodobaniem depczą delikatne
        kwiatki", a moglabys dodac " szkoda, ze kobiety tak latwo daja sie
        uwieść , okłamać , zniszczyć."
        robi to za ciebie veroy w innym watku :)
        • shangri.la Re: Off....dla Lemura:))) 21.03.08, 18:14
          pl.youtube.com/watch?v=hkqqMPPg2VI
          • szarylemur Re: Off....dla Lemura:))) 21.03.08, 18:22
            no, wstrzasliwy ten lemur ...
            dziekuje bardzo :)))
    • gadagad Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 21.03.08, 18:44
      Wzorcem zachowań wobec mężczyzn jest bardziej postawa matki,niż sam
      ojciec.Zwłaszcza ,że ojciec w rodzinach był bardziej statusem,ideą i nie
      przeszkadzaniem,kiedy pojawiał się użyć sobie domu,a jakoś ludzkość nie
      wymiera.Prosty wpływ ojca pojawia się bardziej w syndromach negatywnych.Poza tym
      przecież inni mężczyźni w rodzinie,życiu istnieją.Jeśli nieobecność ojca nie
      będzie traktowana jako gorszy status społeczny,to sama nieobecność nie wiele
      zmienia.Przez wieki ojcowie gdzieś gnali za wyższymi celami,niż siedzenie z żoną
      i dziećmi.
    • spinline Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 22.03.08, 10:59
      Roznie bywa. Dobry ojciec to wazna osoba w rodzinie ale zly ojciec
      moze narozrabiac w zyciu dziewczyny wiecej niz by go nigdy nie bylo.
    • zlotyswit Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 22.03.08, 11:58
      Zgadzam się z poprzednikami czasami w domu jedyne co możesz znaleść to antywzory
      ale i to może być przydatne jeśli potrafisz widzieć i uczyć się na cudzych błędach
      ps
      jeśli poważnie interesuje cię ten problem to warto sięgnąć po literaturę

      "Młode osoby silniej przeżywające stres w okresie dojrzewania to osoby
      odczuwające mniejsze wsparcie rodzicielskie, szczególnie ze strony ojca." z tym
      że dalej "Rola rodzica tej samej płci w kształtowaniu wewnętrznej siły i
      zaufania do siebie jest wtedy ogromna."
      z Lew-Starowicz A Długołęcka "Edukacja Seksualna"
      • blanka00 Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 22.03.08, 14:18
        Od 15 r.życia nie mam ojca, wcześniej zresztą tez jakby go nie było
        (nie uczestniczył wcale w wychowywaniu), ale nie zauwazyłam, by
        utrudniało mi to kontakty z mężczyznami. Wręcz przeciwnie - lgnę do
        nich, pragnę czułości, przyjacielskich relacji, bardziej niż do
        kobiet. Czasem czuję się jak facet w spódnicy ;)
      • shangri.la Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 22.03.08, 20:01
        Młode osoby potrzebują przede wszytkim autorytetów.
        Jeśli nie mają ich w najbliższym otoczeniu, otaczają się idolami, szukają
        wsparcia w grupach nieformalnych, sektach, popadają w nałogi.
        Rodzic-autorytet, to ktoś więcej niż ojciec lub matka.
        • mskaiq Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 23.03.08, 08:34
          Mlode osoby potrzebuja tego aby szanowac ich uczucia, potrzebuja
          wiele milosci i zrozumienia.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • shangri.la Re: Msk 25.03.08, 07:06
            Każdy z nas oczekuje poszanowania uczuć i zrozumienia, każdy z nas potrzebuje
            miłości, aby wzrastać, ubogacać się, rozwijać.
            Każdy z nas chce być szczęśliwy w tej krótkiej wędrówce, jaką jest życie.
            • angery Re: Msk 25.03.08, 07:21
              Każda z nas chce być szczęśliwa w ramionach innego,bo młodość i
              uroda trwa krotko,eh. A życie przecież jest długie,stare i brzydkie
              więc śpieszmy się kochać ludzi,póki młodzi,bo tak szybko przechodzą
              że nie zdążymy ich złapać i zostają tylko bolesne skurcze i zapach
              świec,eh.
    • pani.misiowa Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 25.03.08, 11:07
      Mysle ze zalezy to do tego, jaka byla matka.
      Ja sie wychowalam bez ojca ale nie uwazam, by moje zwiazki roznily
      sie czyms od dziewczyn wychowanych przez oboje rodzicow
      bylam z jednym chlopakiem 4 lata, teraz z innym jestem zareczona i
      niedlugo slub! ;-)
      • mar.celia Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 25.03.08, 17:16
        Nie ma różnicy.W bardzo młodym wieku może silniejsza potrzeba
        miłości i to wszystko.
    • your_and Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 26.03.08, 19:28
      Wielokrotnie czytałem że że istnieje ścisły związek miedzy faktyczną obecnością ojca w wychowaniu dziewczyny a późniejszym udanym związkiem - a konkretnie umiejętnością osiągania satysfakcji w długoletnim związku z mężczyzną . Na portalu bycrodzicem tłumaczą to tak:

      Sądzi się potocznie, że brak ojca nie odbija się aż tak na córce. Jest wręcz przeciwnie. Dziewczynki czują, że są kochane przez matkę bezwarunkowo. Wydaje im się, że na miłość ojca trzeba zasłużyć. Jak będziesz grzeczna, to tatuś zabierze cię na lody - utwierdzają je w tym matki. Opuszczone przez ojca, obwiniają siebie. Nie były widocznie dostatecznie grzeczne. Noszą w sobie ten dziecinny zapis.
      Jako dorosłe chcą się poprawić. Szybko wiążą się z mężczyzną,
      wybierając często na oślep. Bywają bezwzględne, bez skrupułów
      potrafią zabrać męża innej kobiecie. Podejrzliwe i zazdrosne, żyją
      potem w wiecznym strachu przed odejściem męża i uruchamia się
      mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Terapeuci znają całe
      ciągi pokoleniowe kobiet dziedziczących samotność.
      Dostępność ojca dla córki jest jednym z najwspanialszych darów losu -
      pisze Wright. Jego toksyczność - jednym z najgorszych nieszczęść. Jak twierdzi prof. Tadeusz Pośpiszyl, toksyczność w stosunku do córki przejawia się w postaci bardziej wysublimowanej i przez to w większym stopniu brzemiennej w skutki, aniżeli wtedy, gdy skierowana jest do syna.
      • shangri.la Re: Paranaukowych bzdur kilka....;) 26.03.08, 19:34
        Wyszłam za mąż w wieku lat dwudziestu pięciu:)
        Nigdy nie zabierałabym faceta innej kobiecie, gdybym wiedziała , że do kogolwiek
        ten facet należy(!)
        Nigdy nie wybierałam "na oślep"(!)
        Wręcz przeciwnie.....
        Krótko mówiąc albo to jakiś niedorobiony "naukowiec" , albo jestem ewenementem:)
        • zlotyswit Re: Paranaukowych bzdur kilka....;) 26.03.08, 19:50
          > Krótko mówiąc albo to jakiś niedorobiony "naukowiec" , albo jestem ewenementem

          jedno nie wyklucza drugiego, mogło być nawet tak że to ty byłaś tym 'naukowcem'
          i wtedy jedno jest ze sobą jest ściśle powiązane no chyba że masz silne
          rozdwojenie jaźni

          a wcześniejszy post to chyba z TVN jakiegoś newsa ktoś przepisał :q
          • shangri.la Re: Paranaukowych bzdur kilka....;) 26.03.08, 19:56
            Psychopapka to nie moja dziedzina, błeee
            Ukończyłam nauki ścisłe i nimi się param....lubię odkrywać rękę Boga tym, dla
            których religia jest abstrakcją tak jak i matematyka.
            Uczę podziwu dla świata i odkrywania jego cudów.
            • zlotyswit Re: Paranaukowych bzdur kilka....;) 26.03.08, 20:04
              to zabrzmiało jakbyś męczyła dzieci w podstawówce matematyką, a nie jak
              mniemałem katechezą.
              chyba wcześniejsza opcja była bardziej niebezpieczna.
              no bo jak połączyć indoktrynacje kk z matematyką tak by nie wzbudzić podejrzeń
              lub drwin ?
              • shangri.la Re: Paranaukowych bzdur kilka....;) 26.03.08, 20:44
                Złoty, weż lakcid+antybiotyk i lulu;)
                Wnioskowanie Ci dziś szwankuje poważnie, zapewne od gorączki:)
    • leda16 Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 26.03.08, 21:50
      Nie tylko dziewczynki, również chłopcy wychowywani w DD, rodzinach formalnie bądź emocjonalnie rozbitych, wyrastają na źle zsocjalizowane i głęboko osobowościowo zaburzone jednostki. Najczęściej nie mają zinternalizowanego wzorca prawidłowo funkcjonującej rodziny, nieefektywnie pełnią role związane z płcią, małżeństwem oraz rodzicielstwem. Oczywiście powielają patologiczne wzorce wyniesione z domu, egocentryczni, w pogoni za swoiście rozumianym "szczęściem" często własnym dzieciom rozbijają rodziny skazując je na półsieroctwo i tworząc błędne koło dziedziczenia przez potomstwo własnego statusu społecznego. Młoda kobieta lub mężczyzna powinni jak ognia unikać wiązania się z partnerem z rozbitej rodziny, bo prognostycznie, wcześniej czy później ich i ich dzieci udziałem stanie się nieszczęście w jakim taki partner dorastał.
      • shangri.la Re: Taaaaaaaaaa..... 26.03.08, 22:08
        ...a nocami zamieniają się w wyuzdane wampirzyce i wysysają krew z biednych ,
        małoletnich, niedoświadczonych prawiczków.
        Latają na miotłach za kundlami i rzucają czary-mary na swoich byłych kochanków,
        którym się miesza w łepetynach i zapadają na ostre psychozy.
        Patolgicznie kłamią i kradną a dla relaksu pisza na forum psycho.
        "UNIKAć JAK OGNIA"!!!!!
      • mar.celia Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 26.03.08, 22:09
        Bzdury.Znam ludzi z normalnych rodzin tatusiów i mamuś ,
        egocentrykow i egoistów potrafiących tylko krzywdzić innych i nie
        zdolnych do posiadania rodziny i odwrotnie wspanialych ludzi
        wychowanych w rodzinach rozbitych.
    • leda16 Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 26.03.08, 22:03
      vestalinka napisała:

      > trudniej im stworzyć i utrzymać związek?


      Im, dziewczynom?! Przecież związku nie tworzy i utrzymuje sama dziewczyna!!! Tworzą go OBOJE a rozwala to, które w domu rodzinnym zostało nauczone, jak to zrobić. Bowiem w tzw. "dobrym domu", dzieci od maleńkości uczy się WSPÓŁŻYCIA W RODZINIE a w złym, dorastając w patologii rozbitej rodziny, uczy się tylko tą patologie powielać. Współzycia w rodzinie dziecko nie nauczy się ani w szkole ani z książek, tylko z przykładu jakim świecą na codzień oboje rodzice.
      • mar.celia Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 26.03.08, 22:15
        leda16 napisała:

        > vestalinka napisała:
        >
        > > trudniej im stworzyć i utrzymać związek?
        >
        >
        > Im, dziewczynom?! Przecież związku nie tworzy i utrzymuje sama
        dziewczyna!!! Tw
        > orzą go OBOJE a rozwala to, które w domu rodzinnym zostało
        nauczone, jak to zro
        > bić. Bowiem w tzw. "dobrym domu", dzieci od maleńkości uczy się
        WSPÓŁŻYCIA W RO
        > DZINIE a w złym, dorastając w patologii rozbitej rodziny, uczy się
        tylko tą pat

        A nie przyszło Ci do głowy że przykladem mogą byc inne rodziny ,
        chocby rodziny ich przyjaciół?
        Albo , że w życiu dorosłym nauczone doświadczeniem będą wiedzieć
        czego robić sie nie powinno i będą miec swiadomość że RODZINA to cos
        bardzo ważnego?A takiego pojęcia moga nie miec kobiety lub mężczyzni
        np. wychowani w pełnych rodzinach?(znacznie latwiej odejdą bo
        fajniejszynp. kochanek niż mąż , nie licząc się z uczuciami dziecka)
        >
        • vestalinka Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 27.03.08, 13:04
          Z moich obserwacji i autopsji wynika,że osoby z rozbitych rodzin zazwyczaj
          bardzo pragną mieć w przyszłości własną,dobrze funkcjonującą rodzinę...często
          staje się to celem ich życia i największą potrzebą.
          Być może nawet bardziej się starają w związku,bo wiedzą jak cenną wartością jest
          rodzina.
          Mam 30 lat,ale jak do tej pory mam za sobą tylko kilka krótkich związków,nic nie
          zapowiada tego że szybko stworzę coś więcej. Raczej uciekam od mężczyzn,boję się
          odrzucenia i rozczarowania.
          Tak więc w moim przypadku brak ojca jest widoczny i wyczuwalny bardzo wyraźnie...
        • leda16 Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 27.03.08, 16:01
          Nie, nigdy nie przyszło mi do głowy kwestionowanie twierdzeń autorytetów naukowych z zakresu psychologii rozwojowej, na podstawie własnego jednostkowego doświadczenia lub dyletanckich oberwacji wąskiego grona znajomych. A tutaj wnioski z wielotysięcznych, longitudinalnych, opracowanych statystycznie faktów empirycznych są bezlitosne: efektywnego pełnienia ról rodzinnych dziecko uczy się we własnej rodzinie, codziennie, nie z okazji wizyt towarzyskich innych rodzin. Doświadczenie dziecka z rodziny patologicznej, a taka jest niewątpliwie rodzina formalnie bądź emocjonalnie rozbita, od dzieciństwa nie ma możliwości nabywania doświadczeń z zakresu prawidłowego współżycia w rodzinie. Inaczej mówiąc - w "złej" rodzinie nie ma okazji nauczyć się "dobrych" zachowań. Nawiasem mówiąc, Twoje rozumowanie jest identyczne jak u pacjentki, która przychodzi do psychoterapeuty i oczekuje, że w pół roku specjalista zmieni jej osobowość, która kształtowała się 20 lat :).
          • your_and Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 27.03.08, 19:50
            leda16 napisała:
            > Nie, nigdy nie przyszło mi do głowy kwestionowanie twierdzeń
            autorytetów naukow
            > ych z zakresu psychologii rozwojowej, na podstawie własnego
            jednostkowego doświ
            > adczenia lub dyletanckich oberwacji wąskiego grona znajomych.

            To bardzo częste podejście na forum.
            Ja mam innaczej więc to generalizacje uogólnienia i bzdury..
            No więc warto wspomnieć że w powyższy temat doczekał się ostatnio
            wielu badań statystycznych których wyniki sie pokrywają i dowodzą że
            wpływu braku obecności ojca na satysfakcjonujący związek w
            przyszłości.

            Dobry kontakt z ojcem w dzieciństwie minimalizuje ryzyko zaburzeń
            emocjonalnych u kobiet.
            www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=serwis&op=opis&id=124
            • mar.celia Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 27.03.08, 20:11
              To teraz rozumiem skąd tyle problemow emocjonalnych w polskim
              społeczeństwie.
              Za dużo rozwodów.Małżeństwa zawierane w zbyt młodym wieku.
              Cieszę się że dyletanckie obserwacje szerokiego grona znajomych
              potwierdzają wyjątki w regule.Żadna z kobiet wychowanych bez ojca
              się nie rozwiodła i ma udaną rodzinę.No może poza jedną , która nie
              chciała brać ślubu.

              Ale OK. macie racje.
              Nie odzywam się więcej.
              • your_and Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 27.03.08, 20:39
                To nie kwestia zamykania komuś ust wynikami badań. Po prostu te same
                fakty można róznie interpretować. Jak to że twoimi znajomymi są to
                być może osoby świadome i umiejące sobie poradzić z destrukcyjnymi
                schematami a nie to że takie schematy i mechanizmy nie istnieją.

                Swoją drogą charakterystyczne jest że dla kobiet ta zależność między
                brakiem obecności ojca a satysfakcją z przyszłego związku traktowana
                jest zawsze bardzo emocjonalnie i silnie wypierana.
              • leda16 Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 28.03.08, 07:01
                Chciałabym abyś zrozumiała, że nie odbierając znaczenia Twoim indywidualnym doświadczeniom,nauka plansuje je jedynie w granicach błędu statystycznego. Dlatego dyskutując nad teorią, nie należy ich przywoływać jako dowodu.
                Wracając do tematu - rozwód nigdy nie jest czymś dobrym. Dobrem i prawem każdego dziecka jest pełna, kochająca się rodzina. Nie należy też przeginać w drugą stronę twierdąc, że teorie w 100% pokrywają się z empirią. Odnośnie zaburzeń emocjonalnych - generuje je daleko więcej innych niż brak ojca czynników.
                • mar.celia Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 28.03.08, 12:35
                  Zrozumiałam.Nie wynika to z mojego wcześniejszego wpisu?
                  To że dobrem i prawem każdego dziecka jest pełna rodzina pewnie
                  najlepiej wiedzą kobiety z rozbitych rodzin.Choć nie wiem co na to
                  statystyki czy badania naukowe.
                  • coccodrillo Re: Dziewczyny wychowywane bez ojca... 28.03.08, 14:21
                    No wlasnie a jak to jest z "syndromem"corki marynarza? Przeciez
                    ojciec jest, a potem znika na pewnie czas - jaki to ma wplyw na
                    pozniejsze relacje z mezczyznami takiej dziewczynki? Wiecie cos na
                    ten temat?
Pełna wersja