A może czymś to zastąpić?

21.03.08, 20:48
Próbowałyście zastąpić czymś te ataki jedzenia, aby jednak poczuć
ulgę?
Ja przez pewien czas ćwiczyłam jogę, ale to tylko odsuwało ten atak
w czasie.
Ostatnio zaczęłam palić papierosy zawsze wtedy gdy czuję, że zbliża
się napad. Na razie działa.
    • tropposole Re: A może czymś to zastąpić? 21.03.08, 20:59
      Ale jaki ma mieć sens takie zastępowanie? Jedno i drugie (palenie i nadmierne
      jedzenie) to robienie sobie krzywdy. Objaw tych samych problemów. Oczywiście, że
      zamiast jeść można palić, pić, uprawiać seks, hazard, siedzieć w necie... Ale
      wydaje mi się, ze w końcu czuje się to samo... nie ma znaczenia, w co uciekamy,
      tylko przed czym.
      tr
      • malasmutna Re: A może czymś to zastąpić? 21.03.08, 21:06
        tropposole napisała:

        > Ale jaki ma mieć sens takie zastępowanie?
        Taki, że się nie tyje? A otyłośc też jest szkodliwa, podobnie jak
        palenie.
        • horlaa Re: A może czymś to zastąpić? 21.03.08, 22:09
          zastepowanie nie ma sensu,
          nawet jesli sie nie tyje

          TO NIE O TO CHODZI w tym wszystkim

          chodzi o twoje emocje, ktorych nie potrafisz "rozladowac" inaczej, niz jak przez jakis "zapelniacz" typu maniakalne robienie czegos.
          chodzi o to zeby nauczyc sie, ze mozna to robic inaczej.
          np. zadzwonic do kogos.
          wyplakac sie.
          obejrzec film.
          pogadac z przyjacielem, mama.
          walnac 10 razy w poduszke.
          isc spac.
          isc potanczyc.
          posluchac muzyki.

          itp.

          chodzi o to zeby zdac sobie sprawe, ze w czym innym tkwi problem niz w nalogowym podgryzaniu. czy palisz papierochy, czy pogryzasz warzywa i owoce, problem zostaje.
          nie znika.
          • malasmutna Re: A może czymś to zastąpić? 21.03.08, 22:28
            horlaa napisała:

            > np. zadzwonic do kogos.
            Nie mam do kogo.
            I nie pisz, że to niemożliwe. To jest możliwe. Chory człowiek otrafi
            doprowadzić do takiego stanu rzeczy.
            > wyplakac sie.
            Płaczę niemal codziennie. A potem się objadam.
            > obejrzec film.
            To tylko odwleka wszystko w czasie.
            > pogadac z przyjacielem, mama.
            Nie mam żadnego przyjaciela.
            Mama mną gardzi z powodu moich problemów.
            > walnac 10 razy w poduszke.
            Waliłam, potem płaczę, a na końcu i tak się obżeram.
            > isc spac.
            Chyba sobie żartujesz?!
            Jak spotkasz narkomana na swojej drodze, to powiedz mu, żeby poszedł
            się przespac.
            > isc potanczyc.
            Nie tańczę.
            > posluchac muzyki.
            To samo, co przy filmach.
            > chodzi o to zeby zdac sobie sprawe, ze w czym innym tkwi problem
            niz w nalogowy
            > m podgryzaniu. czy palisz papierochy, czy pogryzasz warzywa i
            owoce, problem zo
            > staje.
            > nie znika.
            Ale ja sobie zdaję z tego sprawę. I co z tego?
            • korka.com Re: A może czymś to zastąpić? 22.03.08, 08:54
              no właśnie, malasmutna, horlaa pokazała Ci sposoby na radzenie sobie z emocjami
              zdrowych ludzi. Ty tego nie umiesz, bo tkwisz w środku problemu.
              nie masz znajomych - może umiałabyś ich odzyskać. (zadzwoniłam do dawno
              niewidzianej koleżanki, umówiłyśmy się na kawę, przeprosiłam ją za moje
              zachowanie i wytłumaczyłam, co mną powodowało. Kumplujemy się. czyli można.)

              Chodzi o to, że podczas terapii możesz się tego wszystkiego nauczyć. I z czasem
              potrzeba obżarcia się zmniejszy się, może zniknie i zamiast tego będziesz miała
              np potrzebę pogadania o tym, co Cię boli.
              • remain.in.light Re: A może czymś to zastąpić? 22.03.08, 10:50
                Mam podobny problem co malasmutna. Sęk w tym, że gdy spotykam się z nielicznymi
                znajomymi nie umiem rozmawiać o niczym, tylko o swoich problemach, w związku z
                czym wracam do domu czując jeszcze większe napięcie i niechęć do siebie=>
                jedzenie. Nie mam o czym z nimi rozmawiać- słucham dużo muzyki, oni nie, sporo
                czytam, oni nie, interesuję się ekonomią i socjologią, oni nie itp itd. Pewnie
                jest tak, że ludzie nie muszą gadać o "czymś", ja jednak nie potrafię być taka
                jak oni, normalna :(
                • korka.com Re: A może czymś to zastąpić? 22.03.08, 11:55
                  > jedzenie. Nie mam o czym z nimi rozmawiać- słucham dużo muzyki, oni nie, sporo
                  > czytam, oni nie, interesuję się ekonomią i socjologią, oni nie itp itd. Pewnie

                  a co ICH interesuje?
                  można iść do kina, potem gadac o filmie, można obgadywać wspólnych znajomych ;),
                  można opowiadac o problemach/sukcesach w pracy czy na uczelni, można gadać o
                  ciuchach - każdy się ubiera ;), o kosmetykach, o internecie, o modzie, o
                  zwierzętach, o rodzeństwie, o wakacjach, o facetach, o byłych facetach, o
                  potencjalnych facetach, o perfumach, o terapii, o nowych, fajnych knajpach, o
                  cenach które rosną, o Chinach, o olimpiadzie, o oszczędzaniu, o dobrych winach,
                  o globalizacji, o konsumpcjonizmie, o makdonaldyzacji, o uzależnieniu od coca
                  coli, o narkotykach, o telewizji, o tym, dlaczego nie oglądamy telewizji, o
                  chusteczkach aromatyzowanych, o wynajmowaniu mieszkań, o kupowaniu mieszkań, o
                  samochodach, o motorach, o emigracji itd itp.

                  Niekoniecznie każda wymiana zdań z drugim człowiekiem musi ociekać głębokimi
                  myślami.

                  Dobrze jest pytać ludzi, co u nich. Być ich ciekawym, słuchać, otworzyć się na
                  nich.

                  • remain.in.light Re: A może czymś to zastąpić? 22.03.08, 12:23
                    Nie mam dużego grona znajomych, z mojej winy niestety. Uwierzysz, że osoby
                    (2-3), które pozostały przy mnie nie pracują, nie uczą się, siedzą całymi dniami
                    w domu, nie oglądają tv, nie czytają gazet i książek. Z moją najlepszą koleżanką
                    obgadujemy jej znajomych, których zresztą nie znam, a także słucham jej rad
                    dotyczących sprzątania domu i gotowania.
                    Nie wiem jak poznać innych ludzi, jestem strasznie nieśmiała, internet nie
                    wchodzi w grę (mam złe doświadczenia). W pracy wszyscy patrzą na mnie jak na
                    dziwadło i życzliwie (?) żartują, bo np. wstaję wcześnie rano, chodzę na spacery
                    z psem, czytam książki w drodze do pracy itp. Czy ja oszalałam czy świat? :)
              • malasmutna Re: A może czymś to zastąpić? 22.03.08, 11:49
                korka.com napisała:

                > Chodzi o to, że podczas terapii możesz się tego wszystkiego
                nauczyć. I z czasem
                > potrzeba obżarcia się zmniejszy się,
                Świetnie. Szkoda tylko, że ja uczęszczam na terapię od kilku
                miesięcy i w zakresie jedzenia nic sie nie zmienia.

                I właśnie z tego powodu nie pytam się Was o emocje, płakanie i
                okrutnych rodziców, ale tylko o samo jedzenie i próbę przetrwania
                ataku.

                Rzuciacie tu tylko wyświechtanymi tekstami psychologów, które znam
                na pamięć i powoli zaczynam mi się nawet od tego robić niedobrze.

                Chyba nawet nie spróbowałyście zrozumieć tego problemu. Szkoda.
                Przykro mi z tego powodu.
            • tropposole Re: A może czymś to zastąpić? 22.03.08, 10:17
              > > np. zadzwonic do kogos.
              > Nie mam do kogo.
              > I nie pisz, że to niemożliwe. To jest możliwe. Chory człowiek otrafi
              > doprowadzić do takiego stanu rzeczy.

              Zawsze możesz nam się wypłakać. My wszystko czytamy, a czasem odpisujemy coś
              mądrego :)
              A poważnie: naprawdę możesz pisać na forum, jeśli nie masz z kim pogadać. To nie
              zastąpi Ci rozmowy na zasadach intymnej przyjaźni, ale ponieważ jesteś tu
              anonimowa, i zawsze możesz uciec, to jest szansa, że zaczniesz pisać o
              problemach. Napiszesz trzy strony o tym, co jadłaś, a w międzyczasie wspomnisz o
              czymś, co może to spowodowało, to jedzenie, a ktoś tu pociągnie temat...
              gdzieś się musisz nauczyć mówić, czy pisać, o problemach.
              jak zwykle, polecam terapię, bo możliwe, że sama sobie nie poradzisz. Ale
              terapii trzeba chcieć. Zanim naprawdę rozpaczliwie zachcesz, pamiętaj o tym
              forum... jeśli potrzebujesz wymiany mejli z jedną osobą, to daj znać, podam Ci
              mojego mejla.

              Rozwiązań są zawsze miliony. To tylko my widzimy tylko te sobie znane. Znam to
              aż za dobrze, malasmutna. I wiem, jak to strasznie boli. bezsilności.
              pozdrawiam w swieta,
              tr
    • girl200 Re: A może czymś to zastąpić? 22.03.08, 12:25
      ja setki razy próbowałam moje napady czymś zastepować, np: paliłam, myślałam
      chwilami bardziej pozytywnie, piłam herbate bardzo słodką, zułam dziesiątki
      słodkich lub miętowych gum do zucia, piłam kawe... Lista jest długa... Jednak
      jak np przez kilka dni jest lepiej i nie mam kompulsów to potem MI TEGO BRAK
      czuje ze musze sie w koncu porzadnie najesc, i o niczym innym nie mysle:D Wiem
      ze to chore i ze problem tkwi w mojej głowie:D Dobrze ze moge się Wam wygadać:D
      • horlaa wyswiechtane teksty psychologow... 24.03.08, 19:51
        malasmutna i inne dziewczyny
        sorry za zbyt małą oryginalność i brak nowych nieznanych wam dotąd rad. gdybyśmy na tym forum znalazły receptę na kompuls to myślisz, że ktoś by tu jeszcze zaglądał? sorry ze powtarzamy to, co slyszycie od psychologow - moze w takim razie COS w tym jest?

        wiesz, nie o to chodzi, ze Was nie rozumiemy. po prostu czesc z nas juz sobie troche z tym poradzilo, i wie co nieco, jak to wyglada zarowno od strony osoby chorej i tej zdrowszej.
        nie jestem zwolenniczka klepania po pleckach i mowienia "oj, ty biedaczko, tak mi ciebie zal" bo wiem po sobie, ze to nie dziala.
        czasami warto powiedziec sobie pewne rzeczy po imieniu.

        i teraz juz do rzeczy:

        1. terapia, nawet "kilka miesiecy" ktore jest za wami, niekoniecznie oznacza, ze MUSI kompulsywne objadanie sie zniknac. leczysz terapia glowe, a jedzenie jest tylko EFEKTEM leczenia glowy. i albo wyleczyc sie CHCESZ i jestes na zdrowe zycie i myslenie GOTOWA - albo jeszcze nie. to zalezy od ciebie. ja leczylam sie 2 lata. przestalam sie objadac dopiero niedawno (kilka lat po zakonczeniu terapii) i wcale nie jestem pewna, ze to juz "na zawsze". nigdy nie masz tej pewnosci.

        2. wiecie dla mnie najwiekszym szokiem podczas procesu zdrowienia byl moment, kiedy naprawde dotarlo do mnie, ze moje zycie jest w moich rekach (cholera, co za wyswiechtany tekst). to, czy sobie poukladam zycie naprawde w duzej mierze zalezy ode mnie i mojego nastawienia. wierze w to do dzisiaj i sie sprawdza.
        to, ze nie masz przyjaciol, nie masz o czym z nimi gadac, to jest efekt twojego nastawienia. to ty uwazasz, ze nie masz przyjaciol albo znajomych. TY. nikt inny.
        to TY nie masz celu w zyciu poza zarciem.
        to TOBIE wydaje sie, ze nic ciekawszego do roboty nie masz.
        tylko TY.
        tak sie zlozylo, nie o to chodzi, ze jestes "sama sobie winna" (nie chce tu nikogo wpedzac w wieksza depreche). chodzi o to ze sama ksztaltujesz siebie. jesli spodziewasz sie samych zlych wydarzen, badz pewna, ze wczesniej czy pozniej, one nastapia. ale jesli spodziewasz sie dobrych rzeczy, one tez nastapia. proste jak byk i nie obchodzi mnie to, ze ktos to moze nazwac banalne.

        3. opowiem Wam o czyms. w fazie, kiedy sie leczylam i wydawalo mi sie ze "zdrowieje" (ale nadal sie objadalam) udzielalam sie na pewnym forum o zaburzeniach odzywiania. doszlo do dyskusji, gdy ja jako jedyna burzylam sie potwornie, ze uczestnicy forum nie glaszcza wszystkich po glowkach, ze pisza o samodzielnym wychodzeniu z choroby i o tym, ze nalezy sie za cos "zabrac" (=zaczac zyc) zeby z tej choroby wyjsc. wydawalo mi sie to okrutne, mialam wrazenie ze nikt mnie nie rozumie, plakalam, objadlam sie nawet z tego powodu, czulam sie niechciana i kompletnie odrzucona.
        uparcie pragnelam rozmawiac o swoich problemach i tylko o tym.

        dopiero duzo, duzo pozniej zorientowalam sie, ze nie na tym zdrowienie polega. nie na uzalaniu sie nad soba (chociaz to na pewno jest potrzebne, zeby spojrzec na siebie laskawym okiem, nie krytycznym, jak zwykle). tylko na znalezieniu innych zajec i waznych spraw w zyciu, wazniejszych od jedzenia.
        zaczyna sie od drobiazgow (wyjscie samemu do kina, spotkanie z kolezanka, zakupy, wyszorowanie ciala szorstka rekawica i wysmarowania balsamem, pojscia do fryzjera), ktore potem okazuja sie zbyt fajne, zeby z nich rezygnowac.
        jedzenie jest tu tłem, czyms, na czym w ogole sie nie skupiamy. skupiamy sie na ŻYCIU.

        dziewczyny, nie bojcie sie zycia.
        ono nie jest takie straszne.
        żyje od kilku lat,
        i bardzo, bardzo, bardzo czuje, że żyje.

        zaczyna sie kiepsko i powoli, naprawde jest kiepsko "zacząć".
        ale potem naprawde bywa fajnie.
        • malasmutna Re: wyswiechtane teksty psychologow... 24.03.08, 20:09
          Napisałaś już wszysko co Ci do głowy przyszło? To super.



          A teraz chciałabym się zapytać po raz ostatni:
          macie jakieś pomysły czym zastąpić to objadanie się?






          Wybacz horlaa, ale ja zajrzałam tutaj tylko w tym celu i nie
          potrzebuje i NIE CHCĘ tego rodzaju analiz. (to tak na marginesie -
          bo wymieniłaś mnie na początku postu)
          • remain.in.light Re: wyswiechtane teksty psychologow... 24.03.08, 21:57
            jak znasz angielski to możesz wejść na stronę www.something-fishy.org, tam jest
            propozycja czym zastąpić objadanie się
            www.something-fishy.org/reach/waystocope.php
            • malasmutna dziękuję n/t 25.03.08, 09:52
        • remain.in.light Re: wyswiechtane teksty psychologow... 24.03.08, 22:17
          Wiesz co, to nie do końca tak, że całe dnie spędzam na użalaniu się nd sobą (przyznam jednak, że to lubię). Pracuję w renomowanej instytucji (bardzo ciekawa praca,dużo się dzieje, niezłe zarobki, a czas pracy tylko 8 godzin, co nie jest takie częste w dzisiejszych czasach, czyli ogólnie rewelacja), skończyłam świetną szkołę, uczę się dalej, dużo czytam, słucham muzyki nazwijmy to hobbystycznie etc., uprawiam sport, czasem spotykam z tymi znajomymi albo wyjeżdżam. A kompulsy nie ustępują. Co więcej,właśnie nasilają się, próbując mnie oderwać od realnego życia (nażarta remain.in.light nie jest w stanie nic innego robić tylko organizować nowe odchudzanie). Psycholog mógłby rzec: próbuję się zrelaksować poprzez jedzenie, bo prowadzę intensywne życie. Ale nie, na relaks (typu leżenie i gapienie się w sufit) też znajduję czas.
          Autodestrukcja? Autopilot? Taki autopilot w głowie, który włącza się i mówi "O nie moja droga, nie będzie fajnie. Nie zasługujesz na fajne życie". Generalnie, gdy osiągam sukces wydaje mi się, że jestem uzurpatorem i że ktoś za chwilę zdemaskuje mnie, zorientuje się, że oszukuję i zręcznie ukrywam np. braki wiedzy. Do tej pory hehehe sprytnie unikałam konfrontacji, tak że nikt, poza chyba moją najlepszą koleżanką nie zorientował się (nie ma to jak przyjaciele).
          Już dawno natomiast zrozumiałam, że decyzja leży w moich rękach i to była najbardziej przerażająca informacja ostatnich lat, szczególnie, że ogromna większość decyzji podejmowanych przeze mnie przynosiła
          • horlaa Re: wyswiechtane teksty psychologow... 24.03.08, 22:53
            > tak, napisalam wszystko co mi przyszlo do glowy i od razu mi z tym lzej! przynajmniej sie dzis i jutro nie objem :)

            a powaznie:
            to nigdy nie jest forum o zarciu i nigdy nie bedzie, jesli tak ma byc, to chetnie je komus przekaze i zrezygnuje z bycia "zalozycielem".

            pytanie "czym zastapic jedzenie" nie ma sensu. zadna jedna recepta nie ma zastosowania, jak dowiodla chociazby remain.in.light piszac o swoim zyciu, w ktorym wiele sie dzieje (jak pewnie w zyciu wielu z was). to jest jasne.
            moze najlepiej zastapic jedzenie terapią, ale to jest zbyt wyświechtane i oczywiste, by to pisac kolejny raz, do znudzenia.
            wiec jak chcesz, stosuj diete 1000 kalorii i biegaj.
            na pewno pomoze.
            • horlaa Re: wyswiechtane teksty psychologow... 24.03.08, 23:05
              >Generalnie, gdy osiągam sukces wydaje mi się, że jestem uzurpatorem i że ktoś za chwilę zdemaskuje mnie, zorientuje się, że oszukuję i zręcznie ukrywam np. braki wiedzy.

              Jakbym o sobie czytala :)
              Walczylam z tym dlugo i mocno, i do dzisiaj mam momenty (na szczescie coraz rzadsze), kiedy to wylazi na wierzch. W moim przypadku kryla sie za tym zamaskowana niepewnosc siebie, podejrzliwosc w stosunku do swoich osiagniec, pewnosc, ze ktos za chwile, dokladnie jak piszesz, odkryje, ze to co mam jest dzielem przypadku, glupiego szczescia, a nie moich umiejetnosci/wiedzy.
              Prawdopodobnie jedzenie bylo forma doladowania tego braku pewnosci siebie, mimo ze "z zewnatrz" wszystko szlo swietnie (studia, praca, znajomi, nawet wyglad, niby wszystko ok). Dla mnie i tak bylo beznadziejne, bo uparcie wynajdywalam we wszystkim jakas luke. Dopiero jak zaakceptowalam, ze cos naprawde osiagnelam pozytywnego i ze mam cholerne prawo sie z tego cieszyc, wtedy pomalutku zaczelam wylazic na prostą.

              Specjalnie pisze o sobie, zeby nie przyrownywac wszystkich do jednej linijki.

            • malasmutna Re: wyswiechtane teksty psychologow... 25.03.08, 09:51
              horlaa napisała:

              > pytanie "czym zastapic jedzenie" nie ma sensu.
              Ja je zadałam.
              Mam takie prawo?
              • korka.com czym zastąpic jedzenie 25.03.08, 14:37
                1. Papierosy - dużo pal, kiedy będziesz głodna. Im mocniejsze, tym lepiej.
                2. zainwestuj w narkotyki - kokaina hamuje apetyt, amfa też.
                3. pij dużo wody przed jedzeniem - do przepełnionego brzucha za wiele nie zmieścisz.
                4. kupuj jedzenie light - nawet, jeśli się objesz -zawsze to mniej kalorii, więc
                utyjesz mniej
                5. licz kalorie podczas napadu - jeśli zjesz np 5000 - to przez następne 2 -3
                dni staraj się nic nie jeść, oczyścisz organizm, zaciśniesz żołądek i
                przygotujesz się do prawdziwej diety, którą zaczniesz po tych kilku dniach postu.
                6. zawsze możesz spróbować wymiotów zaraz po jedzeniu - nie zdąży Ci się odłożyć
                w tłuszcz.
                7. do napadów wybieraj jak najmniej kaloryczne jedzenie - np kapustę kiszoną
                albo surowe marchewki.
                8. kup rowerek stacjonarny i dużo ćwicz. po każdym napadzie karz się godzinami
                na rowerku.
                10. biegaj w parku i chodź na basen - najlepiej codziennie - nie zdążysz utyć
                11. zapisz się na fitnes. po basenie i fitnesie na pewno Ci napad nie zaszkodzi.
                12. wychodź z domu bez pieniędzy - jak nie będziesz mieć kasy, to nie kupisz
                sobie żarcia.

                powodzenia.
                • nienill Re: czym zastąpic jedzenie 25.03.08, 14:44
                  korka.com napisała:

                  > 6. zawsze możesz spróbować wymiotów zaraz po jedzeniu
                  ten punkt szczerze odradzam

                  - nie zdąży Ci się odłoży
                  > ć
                  > w tłuszcz.
                  bzdura
                  w bulimii tez sie zazwyczaj tyje. (z tego co dziewczyny pisza, a ja
                  sama nie sprawdzalam) przynajmniej polowa jedzenia zostaje w zoladku
                • tropposole Re: czym zastąpic jedzenie 25.03.08, 21:38
                  13. postaraj się o jakiś zgon wśród ludzi, których kochasz. Kiedy ja straciłam
                  dwie bliskie osoby na raz, przez miesiąc prawie nic nie jadłam (i nie ma
                  kompulsów, i chudniesz,rewelacja).

                  Hmm, a na początku post korka.com wydawał mi się taki zabawny...
                  A serio: pytania z tytułu wątku nikt nie wzięłyśmy na poważnie, bo nie mogłyśmy
                  go wziąć na poważnie. Jak pisała horlaa, nie to forum. Może już mamy mózgi
                  przeprane przez terapeutów, ale za to o ile jesteśmy odważniejsze,
                  samodzielniejsze, a czasem może i szczęśliwsze.
                  To chyba jest pytanie na forum o dietach.
                  serdecznie wszystkie pozdrawiam
                  tr
                  • horlaa Re: czym zastąpic jedzenie 25.03.08, 22:13
                    uff.
                    nie wiem co napisac, bo troche jeszcze mi dziwnie po tych wszystkich dyskusjach.
                    więc...
                    pozdrawiam Cie serdecznie tropposole :)
    • girl200 Re: A może czymś to zastąpić? 30.03.08, 12:04
      jak czytałam niektóre posty szczęka mi w dół opadła.Takie sposoby na kompulsywne
      objadanie to tylko desperacja. Ja np nigdy bym sie nie posunęła do sięgniecia do
      narkotyków zeby zlikwidować moją wagę, gdyż jeszcze mam coś w glowie!!!

      Tak naprawde to kazdy ma swoj sposob, ktory tylko czasami sie sprawdza:D
      • korka.com Re: A może czymś to zastąpić? 30.03.08, 14:47
        girl200, to był sarkastyczny żart niskich lotów. z tymi sposobami, luzik ;)
        • girl200 Re: A może czymś to zastąpić? 31.03.08, 19:25
          spoks:d
          • wodka_z_sokiem Re: A może czymś to zastąpić? 13.05.08, 10:12
            wiecie co dziewczyny, ja zdaje sobie sprawe ze tu nie chodzi o
            zarcie itd, tylko ze wyleczenie duszy trwa dlugo, a powtarzajace sie
            napady sa strasznie deprymujace.
            na samym poczatku terapii dowiedzialam sie ze nie powinnam hamowac
            objadania sie (to byl dla mnie szok), bo to ma przejsc samo. a im
            bardziej bede probowac, tym gorzej bedzie mi szlo.
            ale ostatnio mialysmy z terapeutka bardziej praktyczne podejcie do
            tematu. analizowalysmy kilka sytuacji, w jakich zazwyczaj dochodzi
            do mojego maratonu jedzeniowego. czlowiek mysli, ze robi to
            automatycznie, a tak naprawde w jego glowie klebi sie wowczas milion
            mysli usprawiedliwiajacych wyprawe do sklepu i zrobienie zapasow
            (np. i tak nie wygladam tak zle, kupie tylko zdrowe rzeczy. od jutra
            bardziej sie postaram, i tak malo jadlam). trzeba je wyczuc, byc ich
            swiadomym i starac sie wyszukac jak najwiecej mysli odwrotnych,
            odbijajacych, zaprzeczajacych temu usprawiedliwieniu (przeciez i
            tak zle czuje sie ze soba, w nadmiarze wszystko jest niezdrowe,
            wiem, ze jutro bede miec te sama pokuse... etc). Dzieki temu mozna w
            jakis sposob uniknac napadu. u mnie jak na razie pare razy
            poskutkowalo.
            inna sprawa ze nie mam juz takiego parcia na te obzarstwa.

            tropposole, jakis czas temu polecilas mi ksiazke "bulimia - program
            terapii". kupilam ja i tam tez jest opisany wlasnie taki sposob
            (dosc dorazny w sumie) radzenia sobie z problemem. btw: ksiazka
            calkiem niezla, ale fakt - wymaga duzo pracy :)

            to taki moze bardziej zdrowy sposob radzenia sobie z napadami niz
            papieroski i inne rzeczy. ciekawe tylko ile on bedzie skutkowal.

            pzdr
            • horlaa Re: A może czymś to zastąpić? 13.05.08, 10:54
              wodka_z_sokiem, fajna masz terapeutke, zna sie na rzeczy :)
              i w ogole twoj post - nie mozna bylo tego lepiej ujac.

              pytasz "na ile" ta metoda poskutkuje - coz, to juz zalezy od Ciebie :)
              oby jak najczesciej pomagalo.

    • mindtriper Re: A może czymś to zastąpić? 13.05.08, 14:04
      To zależy czy chcesz się niszczyć nadal czy nie.
      Jeśli tak, to lista możliwoaści jest przeogromna, pojawiły się tu z
      resztą propozycje:)

      Jeśli jednak chcesz się pozbyć tego to jedyne co przychodz mi o
      głowy, to zastąpić to, póki co, terapią i rozkminą tego napięcia, od
      kórego chcesz się uwolnić.

      Wolny wybór.
Pełna wersja