Na czym polega jego problem??

27.03.08, 13:57
Jestesmy malzenstwem 2 lata, wczesniej mieszkalismy tylko razem. Juz od
poczatku wspolnego mieszkania sie przestawalo powoli ukladac. Zaczelo sie od
jego potrzeby dominowania nad wszystkim, nade mna w szczegolnosci. Poniewaz
bylam wtedy na etapie zmiany pracy, to mialam chwilowa niestabilnosc w swoich
dochodach, przez 3 tygodnie musialam brac od niego kase, on mi wyliczal po
0,50zl dziennie na dwie kazjerki itp, mowiac ze w domu zjem po pracy, albo
musialam wybierac czy kupie sobie fajki czy jedzenie (on tez pali i dla siebie
zawsze mial).oczywiscie on w tym czasie jadal na miescie i nie zalowal sobie
na to kasy...
Poza tym chce rzadzic we wszystkim a szczegolnie kuchnia jest jego krolestwem,
jak on tam siedzi nie mozna wejsc zrobic sobie kanapki itp. i nawet nie moglam
robic sobie obiadow takich jak lubie z domu rodzinnego, nawet jak sobie
zrobilam, to bylo 1000 komentarzy co ja jem, jak sie odzywaim, nie umiem
gotowac itp...
dominacja ciagle we wszystkim, czulam ze powoli calkiem moje potrzeby i
zwyczaje zostaly zniesione na rzecz jego - jedynie slusznych...
no i problem jego pracy - nietypowy zawod, nie chcialam zeby tam pracowal bo
to sie wiazalo z wyjazdami na pol roku za granice. wiec mnie oklamywal ze robi
cos innego, dowiedzialam sie z gazety bo akurat pisali o jego pracy, ze maja
tam wyjazdy... zaczal krecic jak powiedzialam (ZANIM zamieszkalismy) ze nie
chce stawac na drodze jego kariery, i ze odchodze bo nie chce zyc na odleglosc
z mezem, nie umiem.
oczywiscie nie chcualam tak zyc i chcialam go zmienic, bo to byljeden koszmar,
wierzylam ze sie nam uda bo wzcesniej bylo super.rozmawialismy duuzo i zawsze
on wykazywal ze rozumie, ze przeprasza, ze nie chce byc taki, ze chce sie
zmienic i ze potrezebuje czasu. ale jakos przez 2 lata to sie nie udawalo. w
koncu wzielismy slub, dlugo przez te problemy przekladany,wzielismy go
dlatego ze zaszlam w ciaze. poronilam, potem drugi raz, miedzy nami bylo juz
fatalnie, codziennie jakas awantura w sumie o nic, albo milczenie - on siadal
do komputera, albo bral ksiazke, i nie mozna bylo w ogloe sie odezwac,
czulam sie ciagle ze przeszkadzam mu, mowiac cos do niego, chcac cos.. moje
miejsce to bylo na zasadzie ze ma byc uprane i posprzatane, on juz sobei sam
ugotuje i zrobi zakupy, a po pracy mam mu nie przeszkadzac w odpoczynku,
najlepiej siedziec cicho i sie czyms zajac.
seksu coraz mniej, przed zamieszkaniem razem bylo super, a potem 2 razy w tyg,
potem raz, teraz juz raz- dwa w miesiacu... 3 minuty max, spuscic sie i isc
spac...w ogole zachowuje sie jakby to byl dla niego przymus ze ma sie ze mna
czasem kochac.
w zeszlym roku w koncu powiedzialam dosc - rozeszlismy sie, zreszta poznalam
kogos, kogo pokochalam calym sercem, wrescie ktos mnie docenial, nie tylko
wypominal wady, podziwial, kochal, calowal...
ja nparawde sie staralam, nawet nie policze ile razy rozmawialam z mezem,
tlumaczylam mu ze tak nie mozemy zyc, ze to niszczy nasza milosc, i zero
efektu, w koncu cos peklo, przestalo mi zalezec
jednak po pol roku zaczelismy sie znowu spotykac, uwierzylam ze sie teraz
naprawde zmienil, traktowal mnie czule, dbal o mnie, sex byl cudowny... bylo
jak na poczatku.
zaszlam w ciaze z mezem, wczesniej zakonczylam romans z tamtym.
zamieszkalismy z mezem z powrotem razem w styczniu.
...i jego wielkich zmian starczylo na "caly" miesiac... znowu jest jak bylo..
z wszystkim, z tym jego zrzedzeniem, awanturami o byle co, np ze pies sie
leni, ze musial umyc okna a ja leze w lozku (8 miesiac ciazy) wiecznym
zmeczeniem (ktore nie dotyczy siedzenia do rana przy komputerze), brak seksu i
czulosci, kazde ma swoj swiat po prostu
czuje sie oszukana, za 2 miesiace rodze, i czuje ze moje zycie bedzie jzu
zawsze beznadziejne.
ale nie o to chodzi - chcialabym wiedziec co sie dzieje z moim mezem? dlaczego
on taki sie robi, jak mieszkamy ze soba? wie i rozumie swoje zle
postepowanie, przynajmniej tak wynika z naszych rozmow. ale nic sie nie
zmienia, ja zmienilam wszystko co mu sie nie podobalo...
dlaczego przestaje go pociagac seksualnie, dlaczego majac urlop przez miesiac,
ani razu nie zagadal mnie na gg kiedy ja bylam w tym czasie w pracy? (na forum
mial czas siedziec cale dnie...)?
dlaczego traktuje mnie jak kogos, kogo trzeba ustwaic i podporzadkowac?
chce zeby cos sie zmienilo,. chociaz nie mam czasem juz sily i checi
walczyc... szczegolnie ze w sercu mam ciagle tego Kogos...
    • solaris_38 kto jest przyczyną ? 27.03.08, 22:30
      żle stawiasz pytanie

      nie pytaj dlaczego ON bo tonie ON jest przyczyną twych nieszczęść tylko .. TY

      zapytaj wiec dlaczego TY tak lgniesz do kogoś kto źle ci robi?

      ćmą jesteś co ku płomieniowi leci mając mu za złe ze parzy?

      nei jesteś ćmą
      opamiętaj sie
      i nie szukaj destrukcji bo wciąż będziesz poparzoną ofiarą SIEBIE samej

      nei jego

      SIEBIE

      TY sobie to robisz
      • spinline Re:Aby byc obiektywnym 27.03.08, 23:23
        Musialby ktos przyjzec sie waszemu zyciu z bliska.

        Jak slysze to co piszesz to slysze idealistke, ktora wymyslila
        sobie ze malzenstwo to cudowna jazda na karuzeli.
        Tak, tylko jadac karuzela czlowiek z czasem rzyga.
        Inni zyja w zwiazkach w dol i do gory, tez nie ma w nich
        stabilnosci.

        To co sie u was pieprzy to pieprzy sie z obu stron.
        I u ciebie i u niego.

        wasza kominikacja nie jest zgrana.

        twoj sposob wyrazania jest dosc chaotyczny i trudny napewno emocje
        biora gore nad rozsadkiem.

        Poza tym on jests skapy, a to juz kompletnie go skresla z kandydata
        na meza.
        • niekochana.zona Re:Aby byc obiektywnym 28.03.08, 08:32
          wydaje mi sie ze nie jestem taka idealistka, jestesmy juz po 30stce,
          wczesniej mialam kilka zwiazkow w ktorych nauczylam sie ze nie
          zawsze jest z gorki. ja rozumiem ze mozna byc zmeczonym, sama nieraz
          wwracam na ostatnich nogach do domu i nie chce mi sie nawet odezwac,
          ale wiem tez ze zwiazek trzeba pielegnowac, dbac, a nie tak sobie
          funkcjonowac obok siebie i liczyc ze tak bedzie oki. to tak jak z
          kwiatkiem, jak sie nie dba to zdycha i nie ma na to mocnych.
          inna sprawa ze na pewno mam zaburzone pojmowanie wielu spraw, moj
          ojciec byl alkoholikiem i ogolnie od 10 cy 12 roku zycia
          wychowywalam sie bez niego.
          maz za to ma straznie apodyktyczna matke, wydaje mi sie ze dlatego z
          gory zaklada ze 'albo on mnie albo ja jego' sprowadzimy do parteru,
          tesciowa wlasnie tak traktuje tescia i rodzine.
          nie wiem jak to poukladac, naprawde zanim zamieszkalismy bylo nam
          dobrze ze soba, wiele nas laczy, szkoda mi to przekreslac, maz
          sprawia wrazenie ze chce, tylko nie umie sobie ze soba poradzic, i
          nie chce slyszec o psychologu, ani seksuologu (uwazam ze ma powazny
          problem ale nie zdrowotny tylko w psychice rowniez z tym),
          nie chce realizowac kolejnego malzenstwa, w ktorym obydwoje sie
          oszukuja, laczy ich tylko wychowywanie dzieci, a milosc to jakies
          obce haslo...wiem ze nie zawsze bedzie namietnie i goraco, ale na
          litosc boska, mozna chyba uprawiac jakiekolwiek pozycie po dluzej
          niz 2 latach malzenstwa? i mozna traktowac druga osobe wciaz z
          uczuciem i jak przyjaciela? a nie jak przeszkadzajke, co sie
          przyczepila i zyc nie daje...
          • kozica111 Re:Aby byc obiektywnym 28.03.08, 10:01
            "a nie jak przeszkadzajke, co sie
            > przyczepila i zyc nie daje..."

            Dobrze podsumowałaś.Obawiam sie że on Cie nie po prostu kocha.
            "Musi" być z kims do kogo nic nie czuje i to go drażni.
            Zreszta sama dobrze to czujesz, Twoj nick jest wymowny.

            • clarissa3 Re:Aby byc obiektywnym 28.03.08, 10:38
              coraz więcej widzę postów o zachowaniach facetów w domu - i dobrze -
              może wreszcie nie ilość a jakość zacznie się liczyć. Wielu kobietom
              fakt że on w ogóle 'jest' wystarcza a oni robią sobie co chcą, jak
              np w tym dramatycznym opisie:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=77520175
              Obawiam sie że wiele z tego wiąże się z tradycyjnym podejściem pana
              i władcy, dominacją męską, naszą kulturą oddawania władzy
              mężczyznom, ich ogólnie przekonaniem że tak trzeba - kobietę
              ujarzmiać - i takim tam powodom, jak ogólne przyzwolenia, brak praw.
              Ile nieszczęścia z tego wynika to też wiemy. Mówi też o tym M.Środa
              w Polityce:
              www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead33&news_cat_id=933&news_id=248917&layout=18&forum_id=14295&
              fpage=Threads&page=text
              Współczuję serdecznie bo to i piekło huśtawki którego bym nie
              zniosła. Może porozmawiaj z nim i dowiedz jak to on ten świat
              dokładnie widzi? Czy w nim faceci rządzą? Bo jeśliś nie człowiekiem
              a rzeczą to czarno to widzę. Pozdrawiam!
            • niekochana.zona Re:Aby byc obiektywnym 28.03.08, 10:51
              wlasnie tak tez myslalam wczesniej, przed rozstaniem. ale po tym jak
              powiedzialam ze odchodze, i ze jest ktos inny - zaczal walczyc o mnie, nie
              chcial sie pogodzic z mysla ze to koniec, byl moment ze go totalnie gnoilam itp,
              zeby sie odczepil, ale naprawde wykazal sie konsekwencja.. po co by to robil,
              gdyby mnie nie kochal???
              mial przeciez ten swoj swiety spokoj, ale nie poddal sie az dopial sweggo,
              jezdzil do mojej MAmy, rozmawial z moimi przyjaciolkami, rodzina, walczyl...
              daltego wlasnie nie rozumiem, tego co sie znowu dzieje miedzy nami...
              • tinley Re:Aby byc obiektywnym 28.03.08, 11:37
                na czym polega? na tym ze jest zakompleksionym egoistą. i tyle. jak myślisz ze
                on dotychczas nie zdawał sobie sprawy że Cię kochał i uświadomił sobie dopiero
                jak go kopnęłaś w dupe to naprawdę... zejdź na ziemię.
    • mruff Re: Na czym polega jego problem?? 28.03.08, 12:18
      Jeśli Twój mąż jest rzeczywiście niedobry, a Ty nie widzisz szansy
      na poprawę, to powinnaś skonfrontować się z myślą: 'Muszę zmienić
      męża'. Tylko musisz się na to zdecydować. A może trzeba się
      zastanowić: 'Skoro mąż i ja stanowimy parę, w której ja jestem
      nieszczęśliwa, to czy jest coś, czym mogłabym siebie uszczęśliwić?

      Poza tym obraz Twojego męża jest nieprawdziwy-nie wierzę,żebyś
      wyszła za mąż za faceta którego nam opisałaś mocno SUBIEKTYWNIE.

      A nawet jeśli on posiada tylko negatywne cechy(w co nie wierzę) to
      po cholerę wychodziłaś za takiego typa???
      • niekochana.zona Re: Na czym polega jego problem?? 28.03.08, 12:34
        opisalam problemy jakie sa, a nie caloksztalt.
        ma duzo zalet, gdyby nie one...
        wiem, ze mnie nie zdradzil i nie zdradzi, jest bardzo inteligentny (146 IQ), ma
        fajne, zdrowe poglady na zycie, jak mu sie chce, potrafi byc niesamowicie czuly
        i kochany (problem z tym ze mu sie nie chce), nie unika pracy,dba o to zebysmy
        zyli na wlasciwym poziomie, swietnie gotuje i bardzo to lubi...
        jest fajnym facetem, i na przyklad:
        jak sie wyporowadzilam od niego, zamieszkalam z kolezanka, teraz mieszkamy w
        trojke z nia. ona znala go tylko z moich niezbyt pozytywnych opowiesci, a potem
        jak zaczelismy sie spotykac znowu - to znala go z tego jak do nas wpadal,
        zostawal na wekend u nas.
        uwazala wtedy ze jestem glupia ze go nie chce, ze jest super facetem, ze moze
        byl zly ale sie zmienil bo jest extra uczynny, mily itp.
        teraz juz sama mi powiedziala ze sie bardo mylila...wystarczylo 3 miesiace
        mieszkania z nim...
        on naprawde umie byc inny niz jest na codzien!! i nie wiem czemu tak mu sie
        przestawia, jak mieszkamy na stale...
        • clarissa3 Re: Na czym polega jego problem?? 28.03.08, 13:07
          powiedz, czy Ty nas pytasz o to jak zrobić żeby on Cie pieścił i
          adorował 24/7?
          • niekochana.zona Re: Na czym polega jego problem?? 28.03.08, 13:19
            nieee, nie wytrzymalabym takiego nawalu uczuc ;)

            a powaznie to pytam - co jest nie tak, ze nie mozemy normalnie funkcjonowac,
            moze to tak brzmi ze mi chodzi o ta czulosc, ale to nie wszystko, samo podejscie
            do mnie i sposob funkcjonowania jest nie tak, taka samowystarczalnosc totalna,
            nie umiem chyba oddac slowami jak to wyglada :(
            tak, jakbym byla wrogiem, albo jakims agentem obcego wywiadu, z ktorym najlepiej
            za duzo nie rozmawiac, uglaskac byle czym zeby sie odczepil - i nie probowal za
            bardzo wnikac w JEGO sprawy.
            taka przykladowa sytuacja z wczoraj:
            wrocilam do domu, niby oki, rozmawiamy i nawet nie wyganial mnie z kuchni.
            opowiedzialam mu o problemach mojej rodziny. ze bratowa sie chyba rozstanie z
            moim bratem. na to on - o super, to niech wprowadzi sie do nas, bedzie mial
            przynajmniej ugotowane...
            prawda jest taka, ze on sam sobie gotuje bo wczesniej wraca i ogolnie to woli
            sam sobie robic, zawsze pytam jak dojade z pracy, czy cos zrobic, pomoc, nigdy
            nie chce... a ostatni miesiac w ogole byl na urlopie, wiec trudno zebym gotowala
            ja, bedac w ciazy zaawansowanej i pracujac codziennie, skoro on siedzi w domu.
            ale oczywiscie jak mozna, to trzeba mi szpile wsadzic, ze nie gotuje mu
            codziennie ostatnio...tak samo jak foch ze ja leze w lozku a on okna myje (mam
            problem z kregoslupem w ciazy, a w ten dzien szorowalam podlogi, odkurzalam itp
            no i potem musuialam polezec)...

            i tak z wszystkim, probuje sie do niego zblizac, rozmawiac, dzielic sie sprawami
            roznymi, a on zawsze cos takiego zrobi/powie - ze potem zaluje ze sie odzywwalam.
            • mruff Re: Na czym polega jego problem?? 28.03.08, 13:38
              niekochana.zona napisała:

              > a powaznie to pytam - co jest nie tak, ze nie mozemy normalnie
              funkcjonowac,

              Pytasz nas, obcych ludzi nie znających Waszych relacji? To TY, WY
              sami musicie sobie na to pytanie odpowiedzieć.
            • clarissa3 Re: Na czym polega jego problem?? 28.03.08, 13:46
              a usiądź Ty z nim i porozmawiaj - o tym jak to małżeństwo ma
              wyglądać - kto czym i po co i dokąd to wszystko zmierza, co razem co
              osobno i co Tobie a co jemu pasuje a co nie - my Ci tego nie
              ułożymy. Za chwilę będzie dziecko i dużo więcej wszystkiego, dobrze
              byłoby by była zgoda. Trochę się czaisz i nie wiesz jaka Twoja rola,
              myślę. Inwencji trochę! Powodzenia!
        • kozica111 Re: Na czym polega jego problem?? 28.03.08, 13:49
          "jak sie wyporowadzilam od niego, zamieszkalam z kolezanka, teraz
          mieszkamy w
          trojke z nia. "


          Jak to?
          • niekochana.zona Re: Na czym polega jego problem?? 28.03.08, 14:10
            normalnie, mamy 3 pokojowe mieszkanie (wynajem, wczesniej z mezem tez
            wynajmowalismy), jeden zajmuje kolezanka, dwa my.
            mi pasuje ten uklad, bo mam przynajmniej z kim pogadac, gdyby nie Magda,
            spedzalabym kazdy wieczor sama (maz w drugim pokoju przy komputerze, 'wylaczony'
            z zycia). Maz tez sie przekonal do takiego ukladu, wychodzi nam dosc tanio,
            zwazywszy ze mieszkamy 15 minut spacerkiem do Starówki, a nie jak wczesniej na
            obrzerzach miasta za podobne pieniadze...

            a przedmowczyni - rozmawialam z nim mnostwo razy. rozumie podobno, podobno tez
            widzi ze jest nie tak i to po jego stronie (ja wszystkie postulaty odnosnie
            siebie wykonalam, zmienilam wiele w sobie, co bylo nie tak). ale co z tego.
            gdzies nastepuje takie cos, ze on odpuszcza, i niby wie i rozumie a jakas niemoc
            aby cos z tym zrobic, go dopada.
            po takich rozmowach jest tydzien -dwa lepiej, a potem znowu to samo.
    • mruff Re: Na czym polega jego problem?? 28.03.08, 15:04
      niekochana.zona napisała:
      >Juz od poczatku wspolnego mieszkania sie przestawalo powoli
      ukladac.

      Ale wierzyłaś, że się uda...bo potem będzie lepiej...

      > chcialam go zmienic, bo to byljeden koszmar,
      > wierzylam ze sie nam uda

      Naiwność kobieca w 100% wydaniu

      > koncu wzielismy slub, dlugo przez te problemy
      przekladany,wzielismy go
      > dlatego ze zaszlam w ciaze.

      Ciąża nie powinna być głównym powodem ślubu

      > w zeszlym roku w koncu powiedzialam dosc - rozeszlismy sie,
      zreszta poznalam
      > kogos, kogo pokochalam calym sercem,

      To czemu z nim nie zostałaś skoro był taki fajny?


      > jednak po pol roku zaczelismy sie znowu spotykac, uwierzylam ze
      sie teraz
      > naprawde zmienil,
      UWIEZRYŁAŚ na podstawie cumulusów czy też wilgotności względnej
      powietrza???
      Po co wróciłaś do męża który sprawiał Ci złe samopoczucie itd?

      > czuje sie oszukana,

      Sama siebie dziewczyno oszukałaś.
      Czas rzucić zabawki i wyjść z piaskownicy bo zaraz będziesz miała
      dziecko.

      Namąciłaś w swoim życiu. Wyciągnij wnioski z niego.
    • ta Re: Na czym polega jego problem?? 30.03.08, 03:11
      Prawdopodobnie za dużo mówisz i ogólnie jesteś "męcąca"
      Ta_
    • f.finale Re: Na czym polega jego problem?? 02.04.08, 21:13
      Ręce opadają kiedy słucham ludzi, którym coś się nie układa, poczym
      biorą ślub, myśląc naiwnie, że małżeństwo jest rozwiązaniem kłopotów.

      Partnera dobieramy nie podstawie jego cudownych cech, ale cech,
      które pasują do nas.A żeby wiedzieć co do nas pasuje trzeba/należy
      zdwać sobie sprawę z tego czego potrzebujemy, i czy ten partner jest
      w stanie to nam dać.Trzeba wiedzieć czego potrzebuje partner i czy
      my możemy mu to dać. Amen
Inne wątki na temat:
Pełna wersja