bronze1983
07.04.08, 09:39
Domyslam się, że mój problem może się wydawać dość pospolity, ale
naprawdę mnie męczy. Nie bedę opisywać tej historii zbyt szczególowo
aby Was nie zmęczać:) Streszcze o co mi dokładnie chodzi..
Byłam w związku z X przez 2lata. Bardzo go kochalam, zaczeliśmy
planować wspólna przyszłość - mimo radości trochę się
przestraszyłam, zaczęłam analizować czy do siebie pasujemy., brałam
pod uwagę nie tylko miłość ale także rozsądek. Drasztycznie
podsumowałam, że nie pasujemy do siebie. Gdy się rozstaliśmy byłam
na 3 roku studiów, planowałam uczyć się dalej znaleźć ciekawą pracę,
rozwijać się, poznawać nowych ludzi, mieć z nim dzieci, jeździć na
wspólne wakacje.. itp. tak wyobrażałam sobie naszą 'ewentualną
wspólną rodzinę'. On (dodam, ze jest w moim wieku) nie chciał
kontynuować nauki (gdy byłam na 3 roku on był po skonczonej
zawodówce, obiecywał, że zacznie coś, zaczął, przerwał). Nie
mieliśmy wspólnych znajomych - moi za nim nie przepadali, nie mieli
o czym z nim rozmawiać, było mi przykro. Był 'prostym' chłopakiem,
serdecznym, z dużym poczuciem humoru, pracował oczywiście, był
magazynierem w hurtownii. Chciał odrazu mieć dzieci, abym nie
pracowała, lub pracowała choć to nie był priorytet. Po jakimś czasie
poza żartami z dnia codzinnego i opowiadaniu sobie jak minął dzień
nie mieliśmy o czym rozmawiać, on nigdy nic nie czytał, nie oglądał
nic poza wiadomościami, polskimi komediami i meczami ;)
Wystraszyłam się, że tak będzie do końca życia, odeszłam. Rozstanie
było ciężko, bo bardzo go kochałam.
Wyprowadziałam się do innego miasta, szybko się z kimś
związałam ''to było zauroczenie'' i chyba chęć zapomnienia. Na
początku było fajnie, poznawanie się itp było interesująco, jednak
nadal pamietałam o X. Tak mnie dreczyły wsppomnienia, nie radziłam
sobie z tym, odeszłam od tego chłopaka i wróciłam do swojego miasta.
Płakałam pytałam X czy możemy do siebie wrócić. Nie chciał,
powiedział, że za bardzo go wtedy zraniłam, zrozumiałam, zaczełam
zyc dalej.
Teraz spotkałam wspaniałego mężczyznę, mamy wspólne zainteresowania,
priorytety, obydwoje wyższe wykształcenie, obydwoje spełniamy się
zawodowo, planujemy razem zamieszkać..było by ok, wszystkie te
kswiestie są ważne, ale nie ma ''tej wielkiej milosci''. Kocham go,
szanuje, wiem, ze z nim by mi było dobrze. Jednak cały czas w głowie
siedzi mi X, ktory o dziwo zaczął ostatnio coraz bardziej
przypominać o sobie i wspominać jak było fajnie,że może byśmy
spróbowali. Jestem na rozdrożu.. Z jednej strony życie jakie bym
chciała mieć lecz bez miłości, z grugiej strony wielka miłość bez
przyszłości. Nie wiem co wybrać, czy zaryzykować i spróbować z X?
ale odrazu wiem jak to będzie.. Z drugiej strony czuje się nie fair
w stosunku do obecnego partnera, że w głębi duszy jeszcze we mnie
siedza jakieś inne uczucia do kogoś.. Jak pozbyć się tych uczuć, to
nie sentyment..to za bardzo boli, nie pozwala mi żyć.
Czy ktoś znalazł się w podobnej sytuacji i mógłby mi doradzić?
Jak sprostować sobie życie? Chciałabym je ułożyć z obecnym partnerem
i raz na zawsze zapomniec o tamtym, zapomniec tzn. przestać go
kochac..
Miało być w skrócie;)