mojahistori Re: Siła zdradzonych 13.12.03, 10:51 Chyba przesadzasz tak nie jest, albo ja nie chce zeby tak bylo? MojaHistoria.republika.pl - historia mojego życia ubarwiona fotografiami i kilkoma filmikami. Możesz ze mną porozmawiać...jak tylko masz ochotę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do zdr. Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 27.12.03, 20:14 Wybacz, ale zwykle najchętniej podejmuję rozmowę z facetami dojrzałymi, a do takich zaliczam tylko i wyłącznie panów powyżej 50-ki. POZDRAWIAM CIĘ BARDZO GORĄCO I ŻYCZĘ POWODZENIA!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: danutka Re: Siła zdradzonych IP: *.crowley.pl 03.01.04, 18:50 U mnie było wszystko to o czym w tym artykule napisano + kryzys wieku średniego u małżonka. o tym kto to jest dowiedziałam się jak już go wyrzuciłam z domu. Minęło 7 lat od rozstania. Czasem żałuję że nie wiedziałam tego wszystkiego wcześniej, może bym walczyła. Ale teraz mam: nowego męża ( bardziej zasobnego finansowo), nowe mieszkanie, jestem kochana jak nigdy przedtem i spokojna. Czuję się doceniana i wierzę,że tym razem się uda. Mój były ( lat 54) natomiast ma wszystko to czego nie chciał ze mną: nowe dziecko, nową ( znacznie młodszą żonę), niemowlaka, psa,kredyty niespłacone i wieczne zabieganie. jego nowa żona już się zwierzyła w rodzinie, że przeżywa " poważny kryzys małżeński. Życzę mu żeby go zdradzała i żeby on musiał to znosić. Mam satysfakcję, że mnie się udało. Cierpiałam jak potępieniec łącznie z myślami samobójczymi. Ale widocznie wyszło mi to na dobre, bo ja też teraz jestem lepszą żoną dla mojego nowego męża. Dziewczyny, nie dajcie się oszukiwać. jeśli jesteście niezależne finansowo i macie pracę, to go wykopcie jak najszybciej, niech ma miodowe życie z inną, która wkrótce okaże się taka sama albo gorsza od ciebie. Nawet w średnim wieku można kogoś nowego znaleźć. Czasami nie warto być z kimś, kto na Ciebie nie zasluguje! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 00:53 > Czasami nie warto być z kimś, kto na Ciebie nie zasluguje! i dlatego Cie puścił w trombe :) > Życzę mu żeby go zdradzała i żeby on musiał to > znosić. to było tyle lat temu, a Ty nadal jesteś ofiarą - nadal nienawidzisz :( > (Ale teraz mam: nowego męża ( bardziej zasobnego > finansowo), yeap babe ;) to starczy za cały post ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ren Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 04.01.04, 20:53 Danutka jestem z Tobą. Oleńki natomiast w ogóle nie rozumiem. Chyba, że jest wdową, panną lub zakonnicą(tylko nie wiem, czy w zakonie mogą korzystać z internetu)? Wydaje mi się, że każda NORMALNA kobieta tak samo reaguje na zdradę jak Danutka. Ofiarą tego typu jest się przez całe życie. Można wybaczyć(ale nie zapomnieć) tylko wtedy, gdy się SAMEMU ZDRADZI - najlepiej kilkakrotnie. Nie wyobrażam sobie żebym mogła normalnie żyć tak PONIŻONA przez łobuza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 22:00 skoro odszedł, a odszedł (ciałem i duchem) to krzyż na drogę, mówiąc w skrócie śmieszne jest życie przez lata z nienawiścią w sercu, bo oznacza, że nie kochałaś go naprawdę, tylko traktowałaś jak miejsce parkingowe, które ktoś zajął poza tym oznacza to, że nie kochasz siebie odejście do innej nie ma nic wspólnego z poniżeniem - nie wiem jaki to ma związek z moją wartością w moich oczach, że facet pragnął innej? nie mówiąc już o tym, że zdradzona rzadko jest bez winy człowiek kochany i kochający nie szuka innych ramion Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do Oleńki Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 05.01.04, 10:09 Oleńko - nie mam czasu, bo mam sesję i muszę się uczyć ale chętnie bym z Tobą w tej sprawie podyskutowała. Otóż kochałam go naprawdę i ufałam bez granic. Stąd dużo większe rozczarowanie. Siebie staram się pokochać w różny sposób ale myślę, że w końcu jestem na właściwej drodze do tego celu. Natomiast jeżeli chodzi o pragnienie innej, zdradzana nie bez winy, człowiek kochany nie szuka innych ramion...tutaj chętnie bym z Tobą polemizowała. Nie wzięłaś pod uwagę, że może to być człowiek zboczony, szukający sexu "innego", tak to określam, bo nie jestem w stanie tego mu zapewnić. Dodam, że nie jestem kobietą bez temperamentu, wręcz przeciwnie, ale nie wszystkie żądania mogę spełnić - wybacz -nawet za cenę "chwileczki zapomnienia" z jego strony, bo tak to chyba wygląda. Wcale nie ma zamiaru mnie zostawić dla innej. Nie ma też zamiaru jak widać zrezygnować ze swoich "dzikich zapędów" - czy wobec tego ja mogę żyć z nim normalnie? Obawiam się przecież o własne zdrowie. Godność moja jest również bardzo naruszona - niestety nie potrafię inaczej.POZDRAWIAM WSZYSTKICH WIERNYCH SWOIM MAŁŻONKOM! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 16:11 Ale, to złudzenie, ze Cię nie zostawia - zostawia Cie za kazdym razem, kiedy kocha się z kims innym. Jakkolwiek nie wiem, co to jest "inny seks". Jeśli macie drastycznie rozbiezne potrzeby seksualne, to bycie razem jest bez sensu, bo on z nich raczej nie zrezygnuje, a Ty się z nimi nie pogodzisz. Bez sensu jest więc zadręczać się taką relacją. Ale tego bym zdradą nie nazwała jednak. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do Oleńki Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 05.01.04, 17:32 Oleńko - kimkolwiek jesteś, myślisz trochę jak facet. Wybacz ale nie pasuje to do kobiety dojrzałej, żony, wreszcie matki. Tworzymy rodzinę, mamy jakieś dobra materialne. Żadna normalna matka nie odda tego obcej osobie teraz kiedy dzieci są już prawie dorosłe. Tyle lat na to poświęciłam. Nie po to, by teraz to wszystko prysło przez głupie wybryki faceta przeżywającego drugą młodość. poza tym mamy syna 16-letniego, który, jak wiadomo w tym wieku bardzo potrzebuje ojca. Jest to przecież okres największego buntu, nie wiem co by się stało , gdybym taką rewolucję przeprowadziła w domu. On przecież wszystkiego nie wie o ojcu, bo nie może wiedzieć. Wiedzą tylko córki starsze od niego. Mam nadzieję, że może za jakiś czas sytuacja się zmieni, chociaż przy takiej oglądalności zboczonej pornografii - wątpię, żeby to miało nastąpić szybko i czy w ogóle. Niemniej jednak uważam, że czas jest w tej materii moim sprzymierzeńcem.POZDRAWIAM tych, którzy trzymają moją stronę.OPTYMISTKA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 17:44 Co to znaczy myśleć jak facet??? Kochałam w zyciu kilku i sądzę, że dobrze ich rozumiem. Lepiej niz wiele innych kobiet. Uważam, ze we współczesnym swiecie mają trudniej niż my, ale nie czas tu o tym. Myślę, ze prezentujesz - z całym szacunkiem - niedojrzałą postawę. Albo to jest jednorazowy wybryk, jestes w stanie mu to wybaczyć i on chce do Ciebie wrócić w tym sensie, ze skończy z konkurentką (bo rozumiem, ze jest inna), albo to ma poważny charakter i nie skończy. A moze on juz Ciebie nie kocha i chce naprawdę odejść? Boze, czyli jego grzech polega tylko na oglądaniu pornografii??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do Oleńki Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 05.01.04, 18:31 Wyobraż sobie Oleńko, że w Twoim pojęciu - "tylko", natomiast w moim -"aż". Dlatego, że ta zboczona pornografia, gdzie kobiety są traktowane jak przedmiot,oglądana przez kilkadziesiąt lat, systematycznie - nie może doprowadzić do niczego innego jak tylko do zboczenia sexualnego. Jeśli tego sama nie doświadczyłaś, bo np. nie jesteś z facetem w stałym związku, to nie dziwię się, że tego nie rozumiesz. Chociaż uważam, że każdy nawet niedoświadczony człowiek rozumie, że taka długa terapia osiągnie jednak swój cel. I to właśnie spotkało nasz związek. Powiem, Ci więcej, taki facet nie jestjuż nawet w stanie normalnie współżyć z kobietą. Tylko mi teraz nie napisz, że nie wiesz co to znaczy normalnie, bo to chyba wszyscy NORMALNI tzn. nie zboczeni ludzie, wiedzą. "Inny"sex w moim pojęciu to jest taki, którego ja nie akceptuję. Jest to sex oralny. Wytrzymałabyś gdyby ktoś od Ciebie codziennie wymagał takiego sexu{trwającego nieskończenie długo}i tylko takiego, a Ty czuła byś wstręt i obrzydzenie aż do odruchów wymiotnych? Wreszcie nie nazywasz tego zdradą, wyobraż sobie, że on też nie. Mówi, że mnie kocha, że nigdy mnie nie zdradził i nie zdradzi. A to zrobił tylko dlatego, że ja tego nie lubię, a on potrzebuje. Jak często to robi - nie wiem - myślę, że nie często. Raczej się onanizuje przy oglądaniu pornografii. TO też jest zboczenie, które doprowadza do problemów sexualnych. A to wszystko od TYLKO oglądania pornografii.POZDRAWIAM CIĘ OLEŃKO. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka droga "do Oleńki" :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 18:53 Mam wrazenie, ze mnie podpuszczasz, ale na wszelki wypadek potraktuję Cię serio. Tak jak napisałam wyżej, Wasz problem polega na rozbieżnych potrzebach seksualnych. Ty naprawdę oczekujesz, ze Twój mąż zrezygnuje ze swoich najgłębszych potrzeb? To nierealne. Rozumiem, ze ktoś czegoś w seksie nie akceptuje - ale para musi mieć zbieżne poglądy, inaczej rozpada się. Jestes w mniejszości, w tym sensie, ze wiekszość społeczeństwa akceptuje seks oralny, uważa go za cos normalnego. Ja uważam, że oznacza ogromną bliskość, w tym sensie, że do czerpania z niego przyjemności potrzebna jest miłość, bliskość i duza intymność. Chociaz nigdy z zasady nie spałam z nikim, kogo bym nie kochała, potrafię sobie wyobrazić, że seks z kimś po prostu szalenie atrakcyjnym mógłby mi sprawić przyjemność - oralny prawdopodobnie juz nie, bo do tego własnie brakowaloby zaufania i bliskości. Co Cie az tak odrzuca w mężczyźnie, którego, jak twierdzisz, kochasz? Współczesna definicja zboczeń obejmuje takie rzeczy jak pedofilia na przykład, nie szafuj wiec tym słowem po próżnicy. Nie wszystko, czego nie lubisz, jest zaraz zboczeniem. Nie wierz w trakie rzeczy, ze ogladanie pornografii jest przyczyna nieszczęść...Ono jest skutkiem nudy i tesknoty za mocniejszymi wrazeniami. A masturbacja? To nie zadne zboczenie, tylko dysfunkcja, jesli człowiek żyje w parze. To oznacza tylko tyle, ze Twój mąż ma potrzeby erotyczne, ktore Ty z góry odrzucasz. Masz szczęście, ze Cie kocha - wykorzystaj to. I przełam sie najpierw do rzeczy, które mniej Cię brzydzą. Albo w ogole zaproponuj jakieś atrakcje w łóżku innego rodzaju, na które Ty miałabyś ochotę. Czy Ty w ogole nie lubisz seksu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do Oleńki Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 05.01.04, 19:27 Oleńko - to wszystko o czym piszesz ja wiem, rozumiem i czuję. Nie mniej jednak będę się upierała przy swoim. Może powiem tak - dla mnie seks oralny nie jest atrakcyjny. Gdybym nie miała nosa i oczu, to może...? A już na pewno nie może mi zastąpić normalnego współżycia. Napisałam Ci, że nie jestem kobietą bez temperamentu. Atrakcje wymyślałam,starałam się być atrakcyjna, robiłam nawet na ten czas ostry makijaż(wiem, że on to lubi),piękna seksowna czerwona lub czarna bielizna,jeszcze inne akcesoria, ale i tak wracał do swego. Nie jeden facet w jego wieku chciałby mieć taką żonę, wiem o tym, a ten CAP tego nie docenia. Dodam, że nigdy w życiu go nie zdradziłam, może dlatego bardziej mnie to boli. Teraz się jednak zmieniłam. Wstąpiła we mnie jakaś blokada. Nie potrafię sama zabiegać o współżycie. Być może, że jest to lęk o własne zdrowie,bo już mu nie ufam. Jakoś nauczyłam się żyć bez seksu, chociaż wcale to nie takie proste. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 22:42 Oczy można zamknąć i się uperfumować, hihi ;)))) Jest różnica między "nie jest dla mnie atrakcyjny" a "to zboczenie i obrzydliwość" :) Lęk o zdrowie? A prezerwatywy? Badanie? Eee...to jest do rozwiązania. I coś Ci jeszcze powiem o dziecku - dzieci zwykle wiedzą i czują wiecej niż się rodzicom wydaje. Duże zwłaszcza. Nie wierzę natomiast, ze mąż Cie nie docenia. Ty po prostu frustrujesz jego potrzebę, która jest raczej typowa. Myślę, ze on sie czuje przez Ciebie odrzucony. Bo też de facto nie akceptujesz go w pełni - taka jest prawda. pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
so_so Re: Siła zdradzonych 05.01.04, 21:11 "Inny"sex w moim pojęciu to jest taki, którego ja nie > akceptuję. Jest to sex oralny. ...ożesz...!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do so_so Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 06.01.04, 01:30 ...ożesz!!!...Ty w mordę i nożem... czy tak chciałeś napisać so_so? Kim jesteś, tajemniczy ...OŻESZ...KU!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość 2 Re: Siła zdradzonych IP: *.crowley.pl 05.01.04, 18:24 masz rację, nie rozbijaj rodziny,nie ustępuj nowej kobiecie,która zapewne będzie tylko przejściową fascynacją.Broń dorobku swego życia. Mało się tu pisze o panach w średnim wieku,którzy tę drugą młodość jakoś szczególnie trudno przeżywają. Pewnie potrzebna im pomoc. Ale poczytajcie sobie drogie panie Playboya, ulubioną literaturę wielu panów- tam wręcz zachęca się do zdrady, facet dotąd wierny nawet się głupio czuje, jakiś taki zapóźniony. Ale tak bogiem a prawdą, musicie przyznać, że małżeństwo po 15-20 i więcej latach to nuuuudaaaa! W takiej sytuacji byle uśmiech w krótkiej spódniczce potrafi zawrócić w głowie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 18:26 > Ale tak bogiem a prawdą, musicie przyznać, że małżeństwo po 15-20 i więcej > latach to nuuuudaaaa! W takiej sytuacji byle uśmiech w krótkiej spódniczce > potrafi zawrócić w głowie. i czyja to wina? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DON Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 06.01.04, 19:47 To niepotrzebnie panowie czytacie PLEYBOJA? Jeśli się chce być wiernym swojej żonie, to po co pozwalać się kusiś. Trzeba się modlić i chodzić na mszę św. wtedy diabeł będzie miał utrudniony dostęp, ale czy to do wszystkich dociera? My kobiety też niejednokrotnie mamy potrzebę skoku w bok. Myślicie, że nam jest tak łatwo być Wam wiernym. Jednak chyba zdrada zdarza się częściej facetom. O czymś to świadczy drodzy PANOWIE!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka haha :))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.04, 19:59 > Jednak chyba zdrada zdarza się częściej facetom. cos ta matematyka nie bardzo - sami ze soba nas zdradzają ? ;)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DON Re: haha :))))) IP: 81.18.203.* 07.01.04, 10:03 Oleńko zapomniałaś, że są agencje towarzyskie, są kobiety wolne - nie związane na stłe z żadnym facetem. Są też kobiety, które zdradzają swoich mężów, ale na pewno takich jest mniej niż facetów!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: haha :))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 16:55 Są też mężczyźni wolni (jest ich taka sama liczba jak i kobiet) oraz całkiem rozwinięty rynek męskiej prostytucji. Nie wierz w nasza wyższość nad nimi, bo to nie prawda. Nasz płeć jest równie zła/dobra jak ta druga. Tyle, że damskie zdrady to tabu, co jest uwarunkowane "historycznie". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DON faceci są gorsi... IP: *.chello.pl 07.01.04, 19:25 Oleńko, czy Ty już taka jesteś, że wciąż bronisz mężczyzn, czy jesteś po prostu przekorna? Czyż naprowdę nie widzisz, że oni są od nas gorsi i to prawie w każdej dziedzinie życia? Poczynając od najmłodszych lat życia. Jeśli masz dzieci to porównaj. Zobacz jak wygląda nauka w szkole, która płeć jest zdecydowanie lepsza właśnie na tym polu itd. itp. Nie mam teraz czasu, żeby z Tobą rozmawiać, ale zdradzających facetów jest dużo, dużo więcej niż kobiet. Oni mają w sobie instynkty zwierzęce, niestety. Może to nie ich wina, może Bozia im tak dała, ale taka jest gorzka prawda. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka faceci są fajniejsi... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 19:53 Obawiam się, ze my też jesteśmy zwierzętami :) Ale fakt, jeśli potraktować serio aferę z żebrem, można uznać, że facet to jakby prototyp kobiety, hihi ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oliwia Re: faceci są gorsi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.04, 09:39 Witam, przeczytalam z uwaga kilka listow i jestem zaskoczona takim nalatywaniem na facetow,wcale nie sa gorsi od nas kobiet, uwazam ze dopiero od niedawna my kobiety szczegolnie w Polsce zaczynamy im powoli dorownywac.Ale w wielu domach tkwi przekonanie ze kobieta jest stworzona do tych bardziej przyziemnych rzeczy jak zajmowanie sie domem dziecmi prace i jeszcze setkami rzeczy, a facet to glowa rodziny, ktoremu wszystko wolno.Moze dlatego temat zdrady dotyczy glownie facetow,bo tak naprawde to nie jest wstyd kiedy facet pojdzie sobie na bok, ale jesli to zrobi kobieta od razu robie sie z niej latwa delikatnie ujmujac szmate albo uzywajac mocniejszych slow.Dlatego kobiety nie mowia o swojej zdradzie, umiejetnie to ukrywaja az do smierci.Niestety zdradzaja na takim samym poziomie jak mezczyzni.Ja do zdrady moge sie przyznac tutaj na forum, bo nikt mnie nie zna i nigdy nie pozna, ale zachowalam i zachowam to dla siebie.Wiem ze nikt nigdy sie nie dowie i w oczach wielu moich znajomych jestem osoba bardzo dbajaca o dom, dzieci i meza.Nikt nigdy nie przypuszczalby ze ja moge cos takiego zrobic.Zreszta ja sama zawsze brzydzilam sie zdrada,potepialam mezczyzn i kobiety ktore sie do tego posuwaja,zawsze mowilam ze nie moglabym spojrzecz na siebie w lustro gdybym cos takiego zrobila i napewno nie moglabym z tym zyc.Ale zycie splatalo mi figla i teraz patrze na ten problem z innej strony.Wiem napewno ze nigdy nie mozna mowic nigdy,a kobiety maja jedna dobra ceche potrafia swietnie ukrywac swoje tajemnice i zyc z tym przez dlugie lata. Mezczyzna i kobieta oboje maja uczucia, serce, oboje mysla nie tylko glowa,wiec po co pisac lepsi czy gorsi.My napewno jestesmy bardziej wrazliwe, podchodzimy bardziej uczuciawo do wielu spraw,umiemy plakac, a mezczyzni sa bardziej skryci w sobie.Czesto sie wtedy mowi ze nie maja serca i nas rania,no ale tak naprawde jest zawsze przez nich kobiety cierpialy i beda cierpiec dalej.A moze by tak zapytac mezczyzn ktorzy cierpia przez nas kobiety jakie maja zdanie na te tematy. Jak widac nawet jestesmy bardziej wygadane i wiecej tutaj piszemy niz oni,ci faceci zamknieci w sobie powinniscie sie otworzyc i podyskutowac z nami. Pozdrawiam wszystkich Oliwia Odpowiedz Link Zgłoś
melanie Re: faceci są gorsi... 10.01.04, 16:18 Kompletna bzdura. Mezczyzni sa (oczywiscie biorac srednio np 100 przypadkowych kobiet i takich ze mezczyzn) madrzejsze, wrazliwsze, ogolnie lepsze jako gatunek niz kobiety. Stwierdzam to oczywiscie z bolem serca, gdyz jestem kobieta. Szczegolnie widac te roznice kiedy sie ma przelozonego kobiete lub mezczyzne. Moze dlatego czesciej zdradzaja, gdyz czuja sie nieszczesliwi w zwiazkach, gdzie sie nie dostrzega ich potrzeb. Co do dzieci. Moge porownac, gdyz mam corki i syna. Otoz wlasnie syn jest dzieckiem najzdolniejszym (szczegolnie uzdolniony w przedmiotach scislych i jezykach), jest bardzo wrazliwy, chociaz ukrywa to pod maska meskosci. Ma tez bardzo dobre serduszko, to sie czuje i widzi. Pies, kupiony dla corki wlasnie jego wybral na swojego pana, a zwierzeta zawsze wyczuja dobroc. Oczywiscie sa madre kobiety i kretyni mezczyzni, mowimy tu o sredniej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mira Re: Siła zdradzonych IP: *.crowley.pl 05.01.04, 11:43 przeczytałam list Danutki i komentarze Oleńki. Wygląda na to, że jest tu duża różnica wieku i doświadczenia. Oleńka nie rozumie co ma wspólnego poczucie własnej wartości z byciem zdradzoną. pewnie się kiedyś sama przekona. Ponadto jej komentarze są ordynarne i dlatego pozostawiają uczucie niesmaku. Uwagi typu to śmieszne.. jeb babę itp, świadczą niestety o prymitywnym umyśle. Pozdrawiam wszystkie żony! Nie dajcie się !!!Panów którzy nie zdradzają też pozdrawiam. Dyskusja tutaj jest ciekawa i może kogoś uchroni od błedu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka hihihihi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 16:19 > Uwagi typu > > to śmieszne.. jeb babę itp, świadczą niestety o prymitywnym umyśle. napisałam, filozofie, "yeap babe" czyli "yes, baby" cyli "tak, kochanie" haha :) myślę, że fakt, ze zostałaś zdradzona, przesłania Ci jasność widzenia, a przypisywanie młodszej kobiecie złych intencji tylko to moje podejrzenie potwierdza niektórzy ludzie, miro, sa zdrowi - to znaczy nie budują swojego poczucia wartości na opinii innych abstrahując już od faktu, ze zdrada nie oznacza automatycznie, iz facet uznał drugą za lepszą, cóż z tego gdyby nawet? na tym budujesz swoje poczucie wartości? a na ile Ty się do jego zdrady przyczyniłaś? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: takasobie1 Re: Siła zdradzonych IP: *.vs.shawcable.net 08.01.04, 20:34 zdrada nie stanie sie w zwiazku zamkniętą przeszłością.jest to duzy problem i to nie tylko zdradzajacych-ktorzy utracili swoja wiarygodnosc,czy zdradzanych-co juz do konca pozostana uwazni..jest to teraz problem ich dzieci.moj maz pochodzi z rodziny z taka skaza.zdrada byla tam od zawsze(nawet u wszystkich kuzynow),wczesnie zniszczyla zdrowie wyksztalconej matki,ojca na koniec tez,wypaczyla wszlelkie moralne wartosci u dzieci.z koltunskiej potrzeby ukrywania problemu (co i tak w rezultacie zdyskwalifikowalo tu stadlo w oczach otoczenia) - wszyscy czlonkowie rodziny ostentacyjnie obnosza sie z praktykami religinymi. znalazlam sie w takim srodowisku przez zakamuflowana, zupelnie zrozumiala u meza potrzebe zmiany,ucieczki od tego swiatka. dostal to, co moglo go wyleczyc z naturalnego braku zaufania do blizniego. podarowal w zamian dokladna kopie domu rodzinnego, uwazajac ja na koniec za zyciowy standard. efekt? wpaja dzieciom przekonanie, ze jesli nie zdradza - beda zdradzone (zgodnie z powiedzeniem "na zlodzieju czapka gore" jest przekonany o mojej nielojalnosci). mlodzi sa w wieku, kiedy jeszcze wszystko przed nimi,juz jednak widac wygodny brak odpowiedzialnosci za to co sie dzieje w zwiazku, ograniczona potrzeby dawania, brak wewnetrznego spokoju - ewidentne rozbicie. trwam w szacunku do siebie i do wpojonych mi kiedys zasad, dalekich od gry "oko za oko". jestem przez to silna, idac prosta droga nie trace czasu ani energii na zbedne przepychanki. jestem przekonana,ze kazdy czlowiek wybiera to, co jest dla niego najwazniejsze. nie spotkalam jednak nikogo, kto bylby szczesliwy rujnujac wlasny zwiazek. kiedy chormony zwalniaja, pojawia sie smutek w oczach "niewiernych" - nawet jesli usta nadal smieja sie glosno, z przyzwyczajenia szyderczo. wszyscy mamy te sama alternatywe - chce byc dobrym czlowiekiem, albo chce rodzic bol. jesli komus dobroc kojarzy sie z naiwnoscia, to wspolczuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: stud. Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 09.01.04, 20:50 podoba mi się ta dyskusja na razie nie mogę się przyłączyć, bo nie mam czasu. Może póżniej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina Re: Siła zdradzonych IP: *.warta.pl 10.01.04, 15:04 ja jestem po zdradzie męża, dochodziłam do siebie 2 lata a tak naprawdę 5 lat. Zdrada męża dała mi szansę spojrzenia na niego i siebie inaczej. Jesteśmy razem , bez wypominania przeszłości, z terażniejszością. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: irys Re: Siła zdradzonych IP: *.dwory.pl / *.dwory.pl 12.01.04, 15:36 tez jestem po zdradzie męza i co gorsze obawiam się ze emocjonalnie nic sie nie skończyło...może bardziej sie kłócą bo ona tez już mu nie wierzy..ale to ja jestem ta zła bo nie chce uwierzyć w to że skończył i ośmieliłam się przeczytac smsy od niej do niego...jak mogłam!!!! ale to że one są i są jednoznaczne to już nie jest problemem...skąd!! wiecie co wg mnie jest najgorsze? jesli zdradzajacy poinformują zdradzonego ale nie robią z tym nic..tzn ani nie odchodza ani nie zostają tak naprawde... kilka razy próbowalam odejsc..to trudne kiedy się kocha mimo wszystko zatrzymywał mnie po to żeby ciągnąć to dalej teraz wmnieszani w to wszystko są jego rodzice...i co? dalej to ciągnie...tylko lepiej sie ukrywa..a mi jego rodzice mówią.kazdy moze zbądzic, przeciez on nie jest taki zły..itp naprawdę wolałabym aby odszedł i był sobie szczęsliwy z kim tam sobie chce niestety on sie obawia że będzie mu gorzej albo będzie tęsknił zamna (tak myślę) wiem że Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka looknij, co napisałaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 16:28 > wiecie co wg mnie jest najgorsze? > jesli zdradzajacy poinformują zdradzonego ale nie robią z tym nic..tzn ani nie > odchodza ani nie zostają tak naprawde... > kilka razy próbowalam odejsc..to trudne kiedy się kocha mimo wszystko > zatrzymywał mnie po to żeby ciągnąć to dalej on nie odchodzi - czyli jest zły (zatrzymuje, chce wykorzystać blablabla) Ty nie odchodzisz - jesteś cacy (nie mozesz, bo kochasz) hihi ;) pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: irys Re: looknij, co napisałaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 18:09 myśle ze on nie odchodzi bo się boi że z tamtą będzie mu gorzej niż ze mną... lepszy stary znany wróg niż nowy nieznany no nie? ale z drugiej strony to ciągnie do nowego nie dlatego że chce mnie wykorzystać czy tez jest zły bo mimi wszystko myslę że w wielu aspektach jest dobrym człowiekiem nie mem do niego zalu (teraz!!) ze się zakochał..mam żal że nie potrafił być uczciwy nie tylko względem mnie... Ona dopiero czyje się oszukana!! (sama mi to powiedziała zresztą) czy ja jestem cacy? tego też nie powoedziałam ..to juz Twoja interpretacja Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: looknij, co napisałaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 18:20 nie... napisałas o swoim nieodchodzeniu w tonie "cacy" ("bo kocham") a jemu odmawiasz prawa do pozytywnej motywacji. gdyby ktoś obserwował Wasza relację z boku, równie dobrze mógłby powiedzieć: ona nie odchodzi, bo się boi zostać sama, a on nie odchodzi bo w gruncie rzeczy bardziej kocha ją niż kochankę :) i co? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: irys Re: looknij, co napisałaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 19:26 no cóż on tak nawet twierdzi że kocha mnie więcej...ale skoro kocha wiecej to dlaczego nie zostawi kochanki? liczy na moja wspaniałomyślność? może się przeliczyć i stracić tę osobę którą kocha niby więcej... więc chyba mu się to nie oplaca...tak myslę jesli ja nie odchodze bo sie boję to i tak ten zwiazek długo nie pociągnie..coz spowoduje ze i tak będę sama Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: looknij, co napisałaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 00:54 > jesli ja nie odchodze bo sie boję to i tak ten zwiazek długo nie > pociągnie..coz spowoduje ze i tak będę sama ooo...niektórzy dziesiątki lat tak ciągną :) co wybierasz, jeśli opcje są tylko 2 - masz go, ale z kochanką na spółkę lub odchodzisz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Irys Re: looknij, co napisałaś :) IP: *.dwory.pl / *.dwory.pl 13.01.04, 08:42 Odchodze i to nawet dziś wkurzam sie bo on za każdym razem gdy chce odejść mówi że to skończył..wiec mam w sobie niepokój ,że tym razem faktycznie skończył a ja mu (i sobie) nie dałam szansy. ale cóz..czas pokaże Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 20:40 gdy dowiedziałam się o zdradzie męża, myślałam, że przeczekam, czułam się coraz gorzej, coraz mniej kobietą. On głupiał coraz bardziej, panienka robiła się coraz bardziej bezczelna. Przestałam pracować, moja firma rozpadała się bo nie pracowałam. Czarna rozpacz. Panienka przyjechała na wakacje do mojego miasta, mąż się wyprowadził przemyśleć z kim chce być. O ja naiwna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek do oliny IP: *.cust.oldcity.dca.net 14.01.04, 03:11 zaloze sie, ze twoj stary ma na boku nowa. jest teraz bardziej ostrozny. a w domu "kocha" ciebie. hehehehehe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina Re: do oliny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 20:48 Myslę ,że gdyby mu na kolanach siedziała najpiękniejsza panienka świata ,to zapewne byłoby mu miło, ale uciekałby gdzie pieprz rośnie, bo balby się ,że następna panienka zrobi sobie z nim dzidziusia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: iskra Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.04, 16:40 Mój mąż przez rok prowadził podwójne życie z panienką w wieku własnej córki,jego podwładną .Czyli klasyka.Jego tłumaczenie było proste:w domu ciągle są problemy,tam nie ma żadnych!Tamta jest zawsze uśmiechnięta i zadowolona.Dlaczego miałaby nie być,jak wynajął jej mieszkanie,urządził,ubrał ją i jeszcze obwiózł po całym świecie.Córki strasznie to przeżyły.Ojciec był dla nich idolem,wzorem uczciwości.A panienka na zarzut moich córek ,że zniszczyła rodzinę odp.że jest b.pobożna i odmówi różaniec.Mojemu mężowi wmówiła że nie robią nic złego,bo potem chodzą do kościoła.Czy ktoś coś z tego rozumie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jola do iskry IP: *.cust.oldcity.dca.net 14.01.04, 03:08 Czym ty sie przejmujesz. Znajdz sobie faceta a zobaczysz jak odzyjesz. Mezowi zycz wszystkiego najlepszego - walizki pod drzwi i niech idzie pod koscol. Odpowiedz Link Zgłoś
takasobie1 do zdradzajacych - jak tam u was z odwaga cywilna? 14.01.04, 04:57 a swoja droga, skoro tak bezpiecznie wypisujemy tu swoje wszelkie odczucia, czy ktos ze zdradzajacych nie moglby szczerze napisac, dlaczego chodzi do kosciola, mimo, ze na pewno stamtad wie(jesli wczesniej nie nauczyli go tego rodzice), ze to co robi jest grzechem, wymienionym w samym dekalogu...jesli np. nie uznaje autorytetu ksiedza, to powinien sie przynajmniej domyslec, ze tam i sam Bog nie daje rozgrzeszenia, jesli nie okarze sie skruchy i nie obieca poprawy. oj, cieniutko u niektorych z zyciem wewnetrznym. rozdarcie zakrawajace na brak psychicznej rownowagi, bo rozumny czlowiek nie gra w gre, w ktorej nie czuje sie pewnie. do Boga zwracamy sie w po madra wskazowke, a potem zeby podziekowac za wsparcie. kochanka/ek jest niestety darem od szatana, wybor - co jest wam blizsze - nalezy tylko do was. ja a swoja droga nie chcialabym takiego za kochanka, co to na cztery strony sie musi umizgiwac - raz do zonki, raz do 'dziewczynki', byc bacznym zeby nie przeoczyc atrakcji od dialba, ale i Bogu jakos w spolegliwe oczy spojrzec... bardzo to zalosne! i dla mnie np. zupelnie antyseksualne!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jola Re: do zdradzajacych - jak tam u was z odwaga cyw IP: *.ungrad.temple.edu 14.01.04, 16:24 Hej. A co ksiadz robi po mszy. Albo spi ze swoja gospodynia lub siostrzyczka albo z mlodym chlopcem - ulubionym ministrantem. Czego wiec oczekujesz od zwyklych ludzi przychodzacych do kosciola. Przeciez to "CYRK" 21 wieku. Obudz sie i porozgladaj sie wokol. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
takasobie1 Re: do zdradzajacych - jak tam u was z odwaga cyw 14.01.04, 17:13 przewidzialam Twoj dylemat, dlatego wspomnialam o tym, ze w kosciele spotykamy sie przede wszystkim z Bogiem...skoro wiec juz wchodzisz do tego Kosciola to po co? takie bylo moje pytanie. rozumiem, ze Ty idziesz analizowac zycie ksiedza, ale to sygnal ze do zwyklych ludzi sie nie zaliczasz. bo zwykly, porzadny czlowiek inaczej rozumie swoja wiare w Boga, niezaleznie od wieku w ktorym zyje. ja np. nie szukam usprawiedliwienia wlasnych bledow w slabosciach innych, bo to infantylne. troche rozsadku dziewczyno! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jola Re: do zdradzajacych - jak tam u was z odwaga cyw IP: *.ungrad.temple.edu 14.01.04, 18:58 Oh "takasobie" chodzisz do kosciola aby nie dopuscic do siebie "zlych" mysli, a w duchu myslisz jak dobrze by bylo miec kogos kochajacego, nie tylko swojego znudzonego partnera. Dlatego tez tutaj jestes. Pamietaj jednak, ze i ciebie to kiedys spotka i nie bedziesz juz mowila o szatanach i Bogu - a o NIM. Zdrowka zycze i cierpliwosci. Odpowiedz Link Zgłoś
takasobie1 Re: do zdradzajacych - jak tam u was z odwaga cyw 14.01.04, 20:35 jak ktos nie kocha sam siebie, to rzuca sie z desperacja w wir poszukiwan, zeby znalezc potwierdzenie dla swoich wartosci w cudzych oczach. czesto musi to robic znowu i znowu, bo trafia na ludzi z takim samym problemem. a znasz kogos, kto porzucony nie ryzykowal swojego spokoju ponownie? albo samotnych z wyboru, ktorzy nie rozpaczaja i wcale nie sa zagubieni? recze ci, ze jest duzo innych rozwiazan na poczucie bycia kochanym. jesli wiara w Boga nie ma wplywu na Twoje wybory jak postepowac w zyciu, to nie masz pewnie i pojecia co to znaczy byc wiernym blizniemu. odszukaj wiec najpierw swojej milosci wlasnej. to forum moze Ci pomoc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OIeńka co Ty z tym Bogiem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 14:26 Tylko część populacji wierzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nie wierna Re: co Ty z tym Bogiem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 15:09 Pewnych rzeczy nie bede komentowac, chociaz najchetniej bym wykrzyczala ze kazdy ma prawo do wlasnego zycie, do podejmowania wlasnych decyzji i do wlasnego szczescia i jest za to odpowiedzialny tylko i wylacznie przed soba.Bez roznicy czy jestesmy zwiazani przysiega malzenska czy nie, kazdy z nas ma swoj wlasny swiat, swoje sumienie i swoje grzechy.Mozemy tym wszystkim sie dzielic lub nie, ale zaden czlowiek nie ma prawa wchodzic w nasze zycie z butami, nawet wlasny maz czy zona.Rodzice tak, ale tylko wtedy gdy chcemy zeby weszli i czujemy ze tego chcemy. Oczywiscie kazdy ma prawo miec wlasne zdanie na kazdy temat wiec i ja je wyrazilam.Ale wracajac do tematu zdrady,wszyscy zdradzaja jesli nadarza sie taka okazja, jesli spotkalismy na swojej drodze czlowiek, ktory daje nam to czego nie mielismy do tej pory. Tak bylo ze mna. Kazda kobieta potrzebuje adoracji, pragnie sie poczuc atrakcyjna, kochana,chce czuc ze jest najwazniejsza.Dla mnie byl i nadal jest to najpiekniejszy okres w moim zyciu.Jeszcze trzy lata temu, gdyby ktos powiedzial mi ze zdradze swojego meza, wydrapalabym mu oczy i wyrzucilabym za drzwi,bylam wierna, wspaniala zona,nie interesowali mnie inni mezczyzni, chociaz mojego meza nie kochalam , ale przysiegalam mu przed oltarzem i wiedzialam ze nie moge zlamac tej przysiegi i musze rowniez pozostac wierna sobie i byc czysta.Niestety a moze stety, na mojej drodze pojawil sie inny mezczyzna.Ze zwyklej znajomosci przez wiele miesiecy rodzila sie milosc,wiedzielismy ze nic nie moze sie miedzy nami wydarzyc, bronilismy sie,staralismy ograniczac kontakty,ale nie umielismy wytrzymac dluzej niz 2 tygodnie.Potrzebowalismy siebie i zrozumielismy ze bez siebie nie umiemy zyc, ze jestesmy ze soba szczesliwi, ze nasze uczucie dodaje nam energii,sily. Kazdej kobiecie zycze takiego uczucia jakie przezylam i przezywam do tej pory. Nie jestem mloda kobieta mam za soba kilkanascie lat malzenstwa i duze dzieci,ale moje szczescie udzielalo sie wszystkim dookola i swoja radoscia zycia dzielilam sie ze wszystkim. Moj romans to jedna wielka tajemnica,moj sekret,nie mam zadnych wyrzutow sumienia, poprostu jestem bardzo szczesliwa i wszystko wokol mnie jest piekne i takie proste.Niejedna kobieta chcialaby przezyc takie chwile, bo przeciez pragniemy kochac i byc kochane.Dla takich chwil warto zyc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: julka Re: co Ty z tym Bogiem? IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 15.01.04, 23:26 dokładnie wiem co przezywasz i czujesz,cudownie byc KOBIETA poprostu,o czym nasi mezowie zapominaja po jakims czasie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: julka inna strona medalu IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 15.01.04, 23:50 czytam od dawna i od dawna zamierzałam napisac.Moja historia jest bardzo skomplikowana,przedstawie jednak /o zgrozo/plusy zdrady!spotykałam sie z zonatym facetem,tak jak mi przedstawił-małzenstwo w gruzach-zona nie dba o siebie ,dom ,dzieci itp,on był autentycznie wrakiem czlowieka,nie wierzył w siebie choc jest bardzo madrym i wartosciowym człowiekiem ,przy mnie odzywał,śmiał sie ,fakt ze to były beztroskie chwile.Ona sie dowiedziała i obudziła sie ksiezniczka po kilkunastu latach małzenstwa,zrozumiała z kim dzieli zycie,kim pomiata i kogo przez tyle lat lekcewazyła.Zaczeła dbac o siebie,dom itp,jednym słowem zmieniła sie,czym go tylko rozgoryczyła,bo przez tyle lat prosił i walczył na prózno ,koniec tej historii jest taki,ze został przy niej a" murzyn zrobił swoje murzyn moze odejsc"i gdyby to było takie proste,gdyby medal miał tylko jedna strone Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: też julka Re: inna strona medalu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 01:12 Doskonale wiem co czujesz, bo przechodzę dokładnie przez to samo. Tylko u mnie jest to bardzo świeże i zastanawiam się czy ten ból kiedykolwiek minie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdziwiona Re: inna strona medalu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 01:12 Propozycja 1: aby biedni, zaniedbywani pod każdym względem a jakże męscy faceci żenili sie tylko z czułumi, wrażliwymi, pełnymi miłosci kochankami. Gdyby któryś (oczywiście przez przypadek ) posiadał już jakąś żonę propozycja 2: stare żony do gazu, dzieci do internatu a prawdziwa miłość niech kwitnie. Wyznanie "starego Murzyna" rzuca na kolana! Większość piszących na forum pań (partnerek tych, którzy zdradzają) pisze o swoich uczuciach, prawie o miłosci, o szczęściu jakie one i tylko one mogą dać tym zaniedbywanym , nie kochanym cudzym mężom. Tylko skąd ten ból i rozpacz, poczucie krzywdy o jakich piszą zdradzani. Czy są możliwe wszystkie te uczucia wobec kogoś, kogo się nie kocha? Czemu listy zdradzanych są pełne smutku a listy zdradzających lub współzdradzających bojowe i zaczepne. Złodziej, który kradnie ma pretensje do okradanego. Wyraz ślub pochodzi od ślubować - przysięgać sobie i tej drugiej osobie, zdradzający najpierw zdradza SIEBIE Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nieszczęśliwa Re: siła zdradzonych IP: *.chello.pl 16.01.04, 19:39 pozdrawiam wszystkich PANÓW, którzy są wierni swoim żonom dozgonnie.OCH!, co ja bym dała żeby mieć takiego męża. Nie umiem zapomnieć,nie umiem zdradzić,nie umiem odejść,nie umiem też wystawić walizek.Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jestem z powodu jego zdrady ogromnie NIESZCZĘŚLIWA i jak widać bezradna. Niech mi tylko tutaj nikt nie mówi, że zdrada mobilizuje do starania się o niego, BO TO BZDURA, BZDURA I JESZCZE RAZ BZDURA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Majka Re: inna strona medalu IP: 193.1.82.* 17.01.04, 16:45 Przeczytalam wiele artykulow tutaj... jedne sa bardziej drugie mniej przerazajace. Wiem tylko jedno, zyje sie dla siebie. Jesli sie jest osoba szczesliwa, osoby obok tez sa szczesliwe. A zwiazek sie ma po to, by w sumie razem miec wiecej niz osobno. Ale najwazniejsze sa uczucia swoje. Najwazniejszy nie jest on, ale TY!!!! Nawet dzieci w koncu odejda, albo powiedza ci ze twoje zycie to twoj problem. Zyje sie dla siebie. Wychowano mnie ze trzeba dawac, pozyczac, udostepniac, liczyc sie z uczuciam innych, pomagac innym, nie byc egoista (bee tak nie wolno)..... teraz czytam wspoczesne wychowanie dzieci: a w nim jak dziecko nie chce pozyczyc zabawki, to nie mozna go zmuszac do pozyczenia, bo wtedy zaglusza wlasna potrzebe ochrony swojego mienia, trzeba nagradzac ze sie odwazyl chronic wlasne uczucia, ze powiedzial NIE!!!!! Zyjcie dla siebie, szanujcie siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdziwiona Re: inna strona medalu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 01:26 Murzyn może uszczęśliwić i uleczyć następne małżeństwo (starej rozczochranej wiedźmy i sponiewieranego księcia). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kawaler Re: inna strona medalu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 02:03 Cóż za poświęcenie. A swoją drogą nie słyszałem o mężu, który opowiada kochance o dobrej, wesołej, kochającej, zadbanej, młodej, bogatej ...i pięknej żonie. Jaką ulga byłoby dla takiej dzielnej kobiety dowiedzieć się , ze facet zdradza żonę tylko dla jej szczęścia. Chyba się jednak nie ożenię! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: julka Re: inna strona medalu IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 16.01.04, 13:16 oczywiscie najłatwiej jest potepic a moze czasem warto przemyslec?spójrzcie wokół siebie jak wiele małzenstw jest niedobranych!sama mam meza i uwazam ,ze jest cudownym czlowiekiem,lecz niestety nie dla mnie,nie akceptuje mnie,nie rozumie znamy sie ponad dwadziescia lat i nie mam odwagi ani mozliwosci odejsc/małe dzieci,kredyt,mieszkanie/łatwo jest zadekretowac ale bardzo trudno wprowadzic w zycie to czego sie tak naprawde chce!Znam problem zdrady z własnego domu,mama sie zmieniła,bardzo ale tak naprawde to nie była zmiana dla niej tylko dla niego,pózniej zaczeło brakowac siły na udawanie szczescia,jaki jest wniosek? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nie wierna do Julki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 11:35 Milo jest gdy sie czyta podobna sytuacja jak moja.Musze sie z toba zgodzic z jednym i jestem przekonana ze wiekszosc zdradzonych mezow zaczyna doceniac swoje zony i napewno wiekszosc zdradzonych zon zrobi wszystko zeby zatrzymac swoich mezow przy sobie,nastepuje wtedy wielka zmiana.Czesto w kobietach budzi sie ambicja,chec rywalizacji z kochanka, przyjaciolka.W jakims stopniu jest to zdrowe, bo otwiera sie oczy na siebie i na swoje zycie na swoje postepowanie, analizuje sie swoje bledy w malzenstwie,i zadaje sie pytanie dlaczego poszedl do innej czy do innego? Gdy sie wie ze partner zdradza to nie sztuka wystawic mu walizki za drzwi i robic piekielna awanture, ale pomyslec co takiego bylo i jest w naszym zwiazku nie dobrego, ze posuwa sie do zdrady.Zwiazki dobre, partnerskie, gdzie jest uczucie,szacunek, zrozumienie, tolerancja sa trwale i problem zdrady w nich nie istnieje. Faktem jest ze zdrada uzdrawia,w moim przypadku jest podobnie,dalam i daje nadal mojemu facetowi wiele szczescia i radosci,zmienilam jego spojrzenie na zycie, ktore do tej pory mial szare,z zona ktora wcale na zone sie nie nadaje,zmeczony, zapracowany bo lepiej jest siedziec w pracy niz w domu.Jego zona tez podobno sie zmienila bo zaczela podejrzewac ze w jego zyciu chyba jest inna kobieta.Ale nie wyszlo nic na jaw.Wiem od niego ze atmosfera w domu jest przyzwoita,ale jest tak dopiero od momentu kiedy jestesmy razem. Ciesze sie z tego bo zmienilam komus zycie na troche lepsze,a ja? jestem szczesliwa ze On istnieje, ze mozemy byc razem,ale w sercu jest żal i ból ze to tylko chwila, ktora trwa i moze sie skonczyc w kazdej chwili.Najwazniejsze ze nigdy nikt nie odbierze mi tych pieknych, radosnych chwil, ze pozostana one w mojej pamieci na zawsze i nigdy nie bede zalowac tego co przezylam i przezywam do tej pory.Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: do Julki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.04, 14:03 No, tak. Dzieki takim wspanialym kobietom, my zony dopiero sie dowiadujemy, co naszym mezom jest potrzebne. My tego nie mamy prawa wiedziec, bo kilkanascie czy kilkadziesiat lat wspolnie spedzonych lat to nic, to smiec, ktory nalezy wyrzucic na smietnik. One prawem kaduka zawlaszczaja sobie prawo do NASZEGO życia... Nie jestem rozgoryczona, stara mezatka. Jestem szczesliwa zona od prawie trzydziestu lat, co nie znaczy, ze nie bylo pod gore (ze zdrada - jego, wlacznie). Natomiast nie rozumiem wypowiedzi kobiet j.w. W zwiazkach zawsze zdarzaja sie kryzysy, oslabienie wiezi, rutyna itp., ale to nie upowaznia tych WSPANIALYCH KOBIET do jakiejkolwiek ingerencji. Nie jestem jakas ortodoksyjna wariatka, ale zawsze cudzy maz byl dla mnie tabu. To teraz odbierane jest pewnie jak przejaw glupoty, czy naiwnosci... Juz nie bardzo wiem, co jeszcze mozna na ten temat powiedziec, w kazdym razie uwazam, ze osoby prowokujace zdrade w ogole nie powinny sie usprawiedliwiac, bo po prostu takiego usprawiedliwienia nie ma i juz. Pozdrawiam wszystkich a niektorym polecam odrobinę pokory i zastanowienia nad soba. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: julka Re: do Julki IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 16.01.04, 14:13 nigdy nie uwazałam sie za wspaniała kobiete,moze nieuwaznie przeczytałas co napisałam,sama jestem zona i nawet nie próbuje sie usprawiedliwiac sójrz otwarcie na problem,naprawde nie widzisz,ze błedy sa popełniane z kazdej strony? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: do Julki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.04, 14:22 Pewnie, ze widze. Sama je popelnilam i bylam wspolwinna zdrady mojego meza. Jednakze to nie dawalo prawa NIKOMU do ingerencji w nasze zycie i o tym sie wypowiedzialam. Odnioslam sie nie tylko do Twojej wypowiedzi, ale tez i innych kobiet w podobnej sytuacji zyciowej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: julka Re: do Julki IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 16.01.04, 15:01 rozumiem,w całej tej sytuacji sa same ofiary,ja nie pakowałam sie nikomu w zycie z buciorami,bylam nieszczesliwa on tez,trafilismy na siebie,nie planowałam tego,to jest jednak usprawiedliwianie sie Odpowiedz Link Zgłoś
zapracowanyon Re: do Julki 16.01.04, 19:44 powiedzmy, ze jestem zapracowanym, zaniedbanym twoim wlasnym(!) mezem. teraz juz wiem, dlaczego musze tyle pracowac i dlaczego jestem zaniedbywany. moja zona nie ma po prostu czasu na prace i dbanie o mnie, bo jest na etapie uzdrawiania cudzego malzenstwa. gratuluje ci chwilowej dumy z siebie, ale wspolczuje naiwnosci. jestes jedynie zabawka, choc przypisujesz sobie misje uzdrowicielki, bo jak wiesz, ludzie z zabawek w koncu wyrastaja. dobrze chociaz, ze przyszykowana jestes na bol. a przyjdzie, na pewno. oj, niewiasty!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do niewiernej Re: siła zdradzonych IP: *.chello.pl 16.01.04, 19:51 Też masz ciekawe podejście do życia dziewczyno! NIGDY w życiu zdrada nie zmobilizowałaby mnie do starania się o niego. TO ON NIECH SIĘ STARA, ŻEBY MNIE PRZEPROSIĆ, a nie ja o niego.Ja mogę się starać, ale tylko wtedy dla innych. Do niego czuję niechęć i obrzydzenie, trwa już to ponad trzy lata i coraz bardziej się od niego oddalam. Gdyby nie dzieci odeszłabym od dziada. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nie wierna Re: siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 09:11 Kazdy z nas jest inny, i ma inne poglady na zycie, inaczej przezywa rozne sytuacje i oczywiscie ma do tego prawo.Ile ludzi tyle pogladow i kazdy z nas tutaj na forum ma inne zycie i inne podejscie do problemow. Ja wlasnie spotkalam sie z sytuacja gdy zdradzona zona zaczela sie zastanawiac dlaczego maz zdradza??? zaczela od siebie, od swoich zachowan, swojego podejscia do zycia, domu, dzieci i meza.I napewno znalazla wiele niedobrego skoro potrafila sie zmienic i delikatnie, z poczuciem godnosci walczyc o zwiazek.Widac potrafila to zrobic, bo maz coraz czesciej zajmowal sie domem, chwalil zone i mowil o niej cieplo i serdecznie,a chyba najwazniejsze ze zauwazyl jej zmiane i to go cieszylo.Nie wiem do konca jak jest w tej chwili, ale jestem pewna ze cos drgnelo w ich zyciu na dobre. A ja pogodzilam sie z tym ze tak musi byc,dla mnie wazne jest to ze przezylam piekne chwile.Jestem pogatsza o nowe doswiadczenia, chociaz nie naleze do mlodych kobiet.Nadal go kocham i bede kochac w ukryciu,a jemu niech sie wiedzie w zyciu jak najlepiej. Wierze ze sa osoby ktore to zrozumieja i uszanuja moje i innych podobne poglady.Troche wiecej tolerancji i zrozumienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 16:22 > Nadal go kocham i bede kochac w ukryciu,a jemu niech sie wiedzie > > w zyciu jak najlepiej. jesteś świetnym człowiekiem :)))) pozdrawiam serdecznie :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OIeńka Re: do Julki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 19:45 To nie jest "Wasze zycie" - nie ma czegos takiego :) Jest jego i Twoje, on ma prawo zmienić zdanie na Twój temat. Ma prawo na przykład przestać Cię kochać. Czego Ci nie życzę. Ale traktowanie mężczyzny, jak swojej własności, kanapowego pieska czy miejsca parkingowego, zwiększa ryzyko zdrady. Odpowiedz Link Zgłoś
so_so Re: do Julki 16.01.04, 21:08 posłuchaj babo-zono: po pierwsze i przede wszystkim te WSPANIALE KOBIETY jak piszesz same sie nie pchaja do WASZEGO zycia, tylko są przez WASZYCH mężow serdecznie i ochoczo zapraszane. I to oni sie na te ingerencje godzą. Jak to sie dzieje, ze tak ot, najłatwiej potepić tę drugą kobietę i wszystko zwala na nią??? Do tanga trzeba dwojga. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: So so i Oleńki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 13:51 To nie jest tak, jak myslisz. On chcial miec odskocznie - jak twierdzil, bez zobowiazan, bo od razu postawil jej sprawe jasno, ze jest zonaty i nie ma ochoty na trwaly zwiazek. To ona zrobila wszystko, zeby go zamotac, nawet nasze osmioletnie dziecko starala sie wciagnac do swojej brudnej gierki. On zaczal od niej uciekac, kiedy sie zorientowal, ze ona po prostu zada od niego opuszczenia mnie i zwiazania sie z nia na stale. To on wrocil do mnie, to nie ja go na sile sciagalam. Ja natomiast wyciagnelam wnioski, popracowalam nad soba, wiele w NASZYM (tak, Olenko, to jest nasze wspolne zycie, a nie rozdzielne moje i jego, do tego dochodzi sie po latach zycia i milosci) zyciu zmienilam i odrodzilismy sie oboje. Dlatego twierdze, ze ZADNA Z TYCH WSPANIALYCH KOBIET (one tak siebie widza, sadzac z postow w tym watku) nie ma prawa do ingerencji w zycie zwiazku. A jak pisalam wczesniej, w zwiazkach bywaja rozne chwile, rzecz w tym, zeby ze soba rozmawiac, a nie dopuszczac do tak skrajnych sytuacji, jak zdrada. Pozdrawiam wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OIeńka kompletnie się z Toba nie zgadzam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 14:07 Po pierwsze nie jest prawdą, że panna dopuściła się ingerencji w Wasze życie. Bo to TWÓJ MĄŻ ją do niego zaprosił i tak naprawdę, to figę z makiem wiesz, co jej, w pierwszym stadium znajomości opowiadał :) Po drugie jesteś w dość specyficznej sytuacji - moim zdaniem częściej zdarza się tak (ale to tylko intuicja) że mężczyzna zdradzając wcale nie wie, jakie ma zamiary co do przyszłości małżeństwa. Nazywanie wówczas romansu ingerencją panny w życie związku, do którego jakoby nie miała prawa, jest grubą przesadą. A teraz wyobraź sobie sytuację, w której Twój mąż odszedłby do tamtej kobiety. Czy wówczas też uważałabyś, że "omotała" bezwolna owieczkę i zaingerowała w "życie związku"? Ludzie mają prawo do suwerennych decyzji i wieloletnie trwanie w związku (lepszym czy gorszym) ich nie przekreśla. Bo po pierwsze jesteś człowiekiem, jednostką, a dopiero po drugie tworzysz więzy ze światem. pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: kompletnie się z Toba nie zgadzam IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 14:48 Po pierwsze nie jest prawdą, że panna dopuściła się ingerencji w Wasze życie. > Bo to TWÓJ MĄŻ ją do niego zaprosił i tak naprawdę, to figę z makiem wiesz, co > jej, w pierwszym stadium znajomości opowiadał :) Slusznie, nie wiem. Ale zalozylam, ze nie klamie, bo tylko wtedy nasze dalsze wspolne zycie mialoby sens. Po drugie, to ona sama wlazla mu w rece, uwodzac go w sposob bardzo wyrazny - on tylko odpowiedzial, bo chcial miec odskocznie i myslal, ze jej tez o to chodzi, bo jest mezatka. To tez jest odpowiedz na druga czesc Twojej wypowiedzi. Po za tym nie nazwalabym mojego meza bezwolna owieczka. On po prostu nie jest przyzwyczajony do manipulacji - ja nigdy tego nie robilam, a pani (nie panna) jest bardzo wprawiona w tej dziedzinie. Ten romans jest jednym z licznych w jej malzenskim zyciu - jak sie pozniej okazalo. > Ludzie mają prawo do suwerennych decyzji i wieloletnie trwanie w związku > (lepszym czy gorszym) ich nie przekreśla. Bo po pierwsze jesteś człowiekiem, > jednostką, a dopiero po drugie tworzysz więzy ze światem. > Slusznie, i tak to wlasnie traktujemy, co nie zmienia faktu, ze to, co stanowi nasze wspolne zycie, nalezy tylko i wylacznie do nas, i zadna, najbardziej pokretna i blyskotliwa argumentacja mnie nie przekona, ze jakas obca osoba ma prawo do ingerencji. Zreszta mam swiadectwo najlepsze - to, co samo zycie zweryfikowalo. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OIeńka Re: kompletnie się z Toba nie zgadzam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 15:43 Bardzo ładnie, ze zakładasz, że nie kłamie. Szlachetnie. Tylko że raz już Cię okłamał, a ona chyba nie miała okazji. Także zanim ją ocenisz, nie zapomnij że owo założenie o prawdomówności męża ma charakter, hmm.., praktyczny :) i jako takie nie powinno służyć jako podstawa Twojej oceny zachowań innych ludzi, bo możesz bardzo się pomylić. Babo żono, mężczyzna to nie kukiełka :) Kiedy Cie czytam, mam wrażenie jakbym słuchała usprawiedliwień gwałciciela - bo ona miała taka krótką kieckę ;) Faktem jest bezspornym, ze Twój mąż owe zaloty przyjął - na ile je sprowokował, pozostanie tajemnicą. Jeśli natomiast opowiada Ci, że to nie jego wina, ze ona go omotała i tak dalej w ten deseń, to ja mam wątpliwości co do tego, jakiego rodzaju człowiekiem jest. Chyba raczej nie mężczyzną :( Kto igra z ogniem, może się poparzyć. Kto wikła się w relację, a potem mówi, że myślał, że to nie na serio (czyli nie przewiduje takiego prostego faktu, że panna może się zakochać) ten jest na poziomie rozwoju intelektualno- emocjonalnego piętnastolatka ;) Nie kupuję takiego rozumowania - ona ingeruje w nasze życie. Ale rozumiem, że potrzebujesz kozła ofiarnego ;D A czujesz się trochę winna? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: kompletnie się z Toba nie zgadzam IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 15:58 Zaczne od konca: A czujesz się trochę winna? Widocznie nie czytalas wszystkich moich postow, bo od tej kwestii zaczelam swoj udzial w dyskusji. Po za tym zauwazylam, ze lubisz ferowac wyroki na podstawie sobie tylko znanych zalozen. Dlaczego uznajesz apriori, ze to moj maz klamie? Mam podstawy uwazac, ze nie masz racji, a pani po zakonczeniu romansu pokazala wyraznie swoim postepowaniem, ze bylo tak, jak mowil moj maz. Moze uznalas, ze usiluje wybielic mojego meza zrzucajac wine tylko na pania. Otoz nie. Podaje tylko fakty ilustrujace teze, o ktorej mowa. Oprocz tego wina mojego meza jest bezsporna i nikt, ani ja ani on, jej nie neguje. Natomiast to Twoje opinie swiadczylyby raczej o Twojej moze nie tyle niedojrzalosci, co po prostu braku doswiadczenia. Teoretyzujesz i tyle. Ja natomiast relacjonuje tzw. historie z zycia wzieta. ;) Kozla ofiarnego nie potrzebuje. Wzielam udzial w dyskusji, ktora mnie zainteresowala i uwazam, ze mam w tej sprawie cos istotnego do powiedzenia. To tyle. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OIeńka i pudło! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 17:46 wcale nie zakładam, że Twój mąż kłamie - zwracam Ci tylko uwagę na fakt, że oceniasz kogoś obcego (tamtą kobietę) nie na podstawie tego, co o niej wiesz, tylko na podstawie tego, co powiedział Ci ktoś, kto może kłamie, a może mówi prawdę, a to co wiemy napewno, to to, że raz Cię już okłamał (co oczywiście niczego nie przesądza, acz każe się zastanowić) i to, że wierzysz mu, bo tego pragniesz. najciewkawsze jest jednak to, ze nie odpowiedziałaś na moje pytanie o swoją winę, ale skoro twierdzisz, że padło to wcześniej - idę szukać ;) pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: błąd! IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 17:54 oceniam ja TAKZE na podstawie tego, co zrobila, a mojego meza kocham, co wcale nie znaczy, ze nie potrafie go w miare obiektywnie ocenic! A po za tym nie znam czlowieka, ktory nie sklamalby choc raz w zyciu, zwlaszcza w duzym stresie. To nie znaczy, ze od razu trzeba go skreslic, prawda? Ja chce dalej z nim zyc, a pani okazala sie osoba, dla ktorej nie ma zadnej swietosci. Nie umiem zrozumiec kobiety, ktora nie waha sie posluzyc dzieckiem ... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OIeńka Re: błąd! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 18:11 A kto mówi, ze należy skreślać? wręcz odwrotnie! czytasz, jak Ci wygodnie babo żono ;) Przypominam jednak że wyszłyśmy od dyskusji n/t (ewentualnego) "omotania" czyli najwcześniejszego stanu fascynacji, o którym nie wiesz nic, cokolwiek by sie nie działo potem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: błąd! IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 18:15 Na temat tego omotania nic wiecej Ci juz nie napisze, bo sprawa stanie sie zbyt rozpoznawalna. Dlatego nie masz wyjscia, musisz mi uwierzyc na slowo, lub nie... Jak wolisz. Pozdrawiam. :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OIeńka konfabulujesz ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 17:50 napisałas tylko, ze Twoje błędy nie dają prawa "osobie prowokującej zdradę" do "ingerencji w Wasze życie" :) hihihi ;) kobieto...wake up! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: konfabulujesz ;) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 18:00 Prosze? Chyba nie nadazam. Przybliz mi, prosze, o co Ci chodzi. Napisalam, że popelnilam bledy, ktore zemscily sie glupia zdrada mojego meza, ale wyciagnelam wnioski i to pozwolilo nam na wyjscie z dolka. A pani wyraznie sie zasluzyla jako mataczka i osoba wysoce nieetyczna. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OIeńka Re: konfabulujesz ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 18:13 ale na czym jej nieetyczność polegała? :) powiedz, jak ważysz winy? ;) sobie za "błąd" minus 1? jemu za zdradę minus 2? jej za "mieszanie się" + "nieetycność" minus 100? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: konfabulujesz ;) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 18:21 ale na czym jej nieetyczność polegała? :) > Ze bezwzlednie wykorzystala sytuacje, po prostu. Przeciez zawsze mozna powiedziec: nie, dziekuje, jestes zonaty, to nie dla mnie. Ja tak kiedys zrobilam. A cenzurek nie wystawiam. Po prostu mam pewien system wartosci, ktory nie akceptuje takich zachowan. Mezowi wybaczylam, bo wierze w jego i swoja milosc. Ona jest dla mnie osoba ... sama nie wiem. Okreslenie zepsuta jest juz chyba niemodne, prawda? No coz, dopisz do tego co chcesz. Ja tylko przedstawiam swoje widzenie tej sytuacji. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OIeńka no teraz to przytekściłaś.... ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 18:26 powiedz mi, w czym gorsza jest kobieta romansująca z żonatym mężczyzną od żonatego mężczyzny romansującego (mąż własny na bok - pytam ogólnie)? pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: no teraz to przytekściłaś.... ;) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 18:36 Dobre pytanie, na ktore nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Pewnie roznicy nie ma zadnej. Jakos nie mialam okazji specjalnie sie zastanawiac na ten temat. To w moim przypadku pani okazala sie j.w. Moze inne sa inne, lepsze, nie wiem... Znam sytuacje, gdzie zdrada jednego z partnerow spowodowala powstanie dwoch, jak dotad udanych, zwiazkow. Zdrada nie zawsze musi dzialac destrukcyjnie. Ja tylko chcialam zwrocic uwage, ze istnieja kobiety, ktorych zachowanie jest zupelnie nieakceptowalne i ich nachalne zadanie akceptacji wzbudza we mnie obrzydzenie i dlatego wlaczylam sie do tej dyskusji. Pozdrawiam :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OIeńka a widzisz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 19:06 A dla mnie coś o wiele gorszego w przytoczonej sytuacji czyni on, bo on coś komuś PRZYSIĘGAŁ, a ona nie. Innymi słowy, moim zdaniem, czyn kochanki jest moralnie obojętny, ponieważ ona nie jest nikomu nic winna. Żonie znaczy. A zdradzający mąż i owszem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: a widzisz... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 19:15 Jasne, ze tak, ale nie zapominaj, ze ja wybaczylam, bo zobaczylam prawdziwa skruche. A ona tez komus przysiegala ... swojemu mezowi. Moze mnie nie powinno to obchodzic, ale to sa rozwazania typowo filozoficzne. W tym kontekscie babiszon konotuje sie jednakowoz negatywnie. Tak wiec jej czyn, jak by na to nie patrzec, jest moralnie naganny. Pozdrawiam ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: so Re: so so IP: *.acn.waw.pl 17.01.04, 17:09 Ostrożnie tutaj zaglądam, ale bardzo, bardzo "so so" dziekuję. Poznałam jad "żony" i wiem, że te panie pozostają bez winy, wiecznie krzywdzone, "święte krowy", na które nagle spadł grom z jasnego nieba. Tylko dlaczego ? Problem mężczyzn, zostawmy. Ja ich rozumiem. Jak bym miała w domu taką skrzywioną wiecznie minę lub ciągłe roszczenia i musiałabym patrzeć na ten ciężki, obwisły tyłek i nieustanne pretensje, rady także poszłabym na bok. Jak Boga kocham, nie znam żadnej fajnej dupy - bez obrazy, którą zdradziłby mąż. A żony zdradzane po prostu nie mają ikry. Tak. Do tanga trzeba dwojga masz 100 % rację. Niech te babo-żony spojrzą p/w na siebie zanim obrzuca nas błotem. Zwykle rzeczywiście są stare, głupie i brzydkie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: so so IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 17:20 Ani stara, ani brzydka, ani tym bardziej głupia - na pewno nie głupsza od Ciebie. Ani bez winy. Ale nie jestes partnerem do rozmowy. Twoj prymitywizm jest porazajacy. Bez komentarza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: so do tej z expressu IP: *.acn.waw.pl 17.01.04, 20:48 A jednak głupia.Mądra bo z innego adresu IP. W Krakowie. Nie właż w dobre dyskusje. Niewiele masz do potokowania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: INNA do SO1111 IP: *.chello.pl 17.01.04, 21:45 sądząc z twojego postu, to właśnie ty masz NIEWIELE DO POTOKOWANIA dziewczyno lekka jak motylek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nie wierna Re: so so IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 10:02 Przeczytalam dokladnie dyskusje Olenki i baby zony, kazda z was ma racje i kazda z was wie najlepiej jaka ma sytuacje w danej chwili i co czuje.Babe zone podziwiam za optymizm i wiare jaka obdarzyla swojego meza, za to ze umie z nim rozmawiac na temat jego zdrady i nie robi z tego wielkiej afery na cala polske,widze ze pogodzila sie ze zdrada i chwila slabosci swojego meza, chociaz napewno ciezko bedzie zapomniec i do konca wybaczyc.Ale przeciez jestesmy ludzmi i popelniamuy bledy i nie jest to jednoznacze zeby od razu skreslac czlowieka.Ale musisz sobie zdac sprawe z jedej rzeczy, ze nigdy nie dowiesz sie prawdy o jego zdradzie,zawsze bedzie mial cos do ukrycia,On poprostu musi sie przed toba wybielic,musi walczyc o siebie, a nie o kochanke.Mialabys inny obraz gdybys mogla z nia porozmawiac. Ale uwazam ze nie ma co rozniecac ognia,ciesz sie tym ze dowiedzialas sie wszystkiego i ze umiecie o tym ze soba rozmawiac Brawo!! macie szanse zeby wasz zwiazek odrodzil sie od nowa, pod warunkiem ze oboje bedziecie wzgledem siebie uczciwi. Nie potepiej kochanki bo nie znasz tej kobiety osobiscie nie wiesz jakie ma wnetrze, co czuje,jakie ma podejscie do zycia.Z relacji swojego meza napewno nie dowiesz sie wszystkiego. Ja sama zdradzilam i moge byc postrzegana jako osoba ingerujaca w inny zwiazek.Ale nie nalezy nikogo osadzac dopoki nie pozna sie kogos chociaz w niewielkim stopniu. Lubie czytac wasze listy na forum mozna wyciagnac bardzo pouczajace wnioski i zobaczyc jakie ludzie maja rozne charaktery. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: do nie wiernej IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 17:01 Na wstepie musze przyznac, ze dlugo sie zastanawialam, czy odpowiedziec na Twoj post. Ale ujelo mnie cieplo, ktore sie czuje z Twoich slow. Mam nadzieje, ze jest prawdziwe. A co do kochanki mojego meza, to moje zdanie na jej temat nie budowalam jedynie na informacjach od niego. Obracamy sie w srodowiskach, gdzie wszyscy sie "znaja" i kochaja plotki. Ja o niej wiele dowiedzialam sie z innych zrodel. Sila rzeczy chcialam sie o niej jak najwiecej dowiedziec i robilam to bardzo dyskretnie - nikt nie zorientowal sie o co chodzi, a ja zebralam wiele informacji. Ona chyba tez nie wie ile. Nie zetknelysmy sie bezposrednio i mam nadzieje, ze nigdy do tego nie dojdzie. Po co... Jeszcze komus puscilyby nerwy... Ona dazyla do celu w sposob bezwzgledny i bez wyczucia - nie zawahala sie wykorzystac dziecka - to jest niewybaczalne! I dlatego mam tak mocno negatywny stosunek do niej. A moj maz - jak slusznie stwierdzilas, walczyl o siebie i swoj powrot, i znajac mnie wiedzial, ze musi byc szczery, bo inaczej nic nie osiagnie, i byl szczery az do bolu... Dzieki temu jestesmy razem i pozostaniemy - bardzo nas ta sprawa wzmocnila i pozwolila na uzyskanie dystansu do wielu spraw. Jesli Twoj mezczyzna wrocil do zony to moze lepiej byloby dla Ciebie zdystansowac sie do calej sprawy i nie zamykac sie na zycie? Milosci nie da sie wyrzucic, ale bardzo zle jest, jesli to uczucie nie pozwala na normalne zycie. Twoja sytuacja jest dla mnie zupelnie obca. Nie znam Cie i generalnie potepiam takie postepowanie, ale nie potrafie przejsc obojetnie nad cierpiacym czlowiekiem, zwlaszcza wtedy, kiedy nie krzywdzi innych. Zycze Ci powodzenia i lepszego zycia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: do nie wiernej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 17:06 > Ale ujelo mnie cieplo, ktore sie czuje z Twoich slow. Mam nadzieje, > ze jest prawdziwe. jak mogłaś tak napisać? :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: do Olenki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 17:14 Bo jestem szczera. Bo zostalam zraniona. Bo mam nadzieje, ze tak wlasnie jest. I juz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: do Olenki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 17:19 Ktoś pisze Ci coś miłego a Ty poddajesz w wątpliwość intencje tego kogoś :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: do Olenki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 17:27 Oj, Olenko, bardzo jestes impulsywna. Ja jestem dla niej mila i mam nadzieje, ze ona - w przeciwienstwie do Ciebie, to doceni. Mam pewne doswiadczenia, ktore kaza mi zachowac dystans - zwlaszcza, jesli mam do czynienia z ludzmi, o ktorych nic nie wiem i musze sie opierac tylko na ich slowach. Pozdrawiam cieplo. :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka impulsywna? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 17:42 to mi fałszywie zabrzmiało i postanowiłam zwrócić na to Twoją uwagę, to wszystko. wydaje Ci się, że jesteś miła - w gruncie rzeczy takie "mam nadzieję, że jesteś szczera" oznacza "dopuszczam myśl, że możesz nie być" , a ona przecież nic Ci nie zrobiła. chciałabyś tak o sobie usłyszeć? więc z faktu, że ktoś Cię oszukał wynika, że przestaniesz ufać ludziom? cóż, co kto lubi. pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: impulsywna? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 19:25 Uogolniasz, a ja po prostu jestem szczera. Bo to chyba o to chodzi na tym forum? Pozdrawiam :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka zaraz, zaraz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 21:00 nikt Twojej szczerości nie podważa przecież - napisałaś, co czułaś... faktem pozostaje, że ktos obcy napisał Ci coś miłego, a Ty dałaś wyraz swojemu niepełnemu zaufaniu do jego intencji tyle Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: zaraz, zaraz... IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 21:12 Oleńko, od pewnego czasu "śledzę" twoje poczynania na tym forum i widzę, że jesteś osobą bardzo aktywną. Ale wydaje mi się, że z tą impulsywnością to prawda. Wydajesz się ni mieć zadnego zaufania do kogokolwiek i reagujesz trochę jak zraniona sarenka, a potem rozdajesz ciosy na około. To że dwie osoby stoją po dwóch stronach barykady, a potrafią się sznować (mimo potępienia, niezrozumienia, i innej sytuacji w jakiej je życie postawiło) to chyba nie jest powód doo potępienia i podejrzeń. Spój na życie trochę optymistyczniej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka mm, chyba się nie do końca rozumiemy :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 21:20 Wyciągnęłam z tekstu baby zony coś, co wydaje mi się ciekawą konsekwencją romansu jej męża. Utracone zaufanie do ludzi. Innymi słowy ekstrapolacja winy konkretnej osoby. Ale chyba posunęłam się do zbyt dużego skrótu intelektualnego. Ekskjuzemła. Nie zamierzam polemizować z zarutem braku zaufanie do kogokolwiek - jest wyjątkowo chybiony :) pozdrawiam :)) p.s.szachista rzadko rozumie florecistę ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: mm, chyba się nie do końca rozumiemy :) IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 21:27 Utracone zaufanie - tak. Ale może ona właśnie próbuje je odbudować. Nie będę się sprzeczać, może masz rację. Ale przyznaj, że masz wyjątkowo "zaczepną" naturę (co zresztą pochwalam). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Ofkors ;))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 21:32 Bo ja tak naprawdę nie jestem żadna Oleńka tylko Kuba ;DDD A serio, Baba zona nie jest na etapie jakiegoś poaferalnego rozchwiania emocjonalnego, które uniemożliwiałoby jej trzeźwy osąd sytuacji, w tym i swoich zachowań. Chcę jej coś pokazać, czego może nie zauważyła, a nad czym być może zechce jej się pomyśleć. Ku chwale i szczęściu jej i jej małżeństwa. pzdr :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: Ofkors ;))) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 21:50 I chwala Ci za to. Pozdrawiam wszystkich. :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nie wierna Re: do nie wiernej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 10:05 Dziekuje ze odpisalas i dziekuje za mile slowa.Zdaje sobie sprawe ze sytuacja w jakiej Ty sie znalazlas i ja sa calkiem rozne, ale obie czujemy i probujemy rozwiazac ten problem i mam wrazenie ze tak jak ja nie myslisz egoistycznie. Napisze Tobie w kilku slowach o sobie (jestem anonimowa na forum wiec moge sobie pozwolic na krotkie zwierzenia)Mam za soba dlugi staz malzenski,dwoje dzieci,ustabilizowane zycie i na dodatek bardzo wesole i pogodne.Moje malzenstwo bylo udane tylko w pierwszych latach,potem zaczelismy sie od siebie odsuwac, kazdy zyl swoim zyciem.Najwazniejsze byly dzieci wiec dla nich bylismy razem,ale nie bylismy szczesliwi, ani moj maz ani ja.Czesto rozmawialismy o nas, o naszym dalszym zyciu, swiadomi tego ze nic nas nie laczy i oboje znaleslismy sie w klatce i skazani na siebie.Nie mielismy odwagi podjac decyzji o rozwodzie, chociaz poruszalismy ten temat.Wtedy myslalam co powie rodzina? co powiedza znajomi? wcale nie myslalam o sobie i o swoim szczesciu.Cieszylam sie ze mam spokojne zycie bez wiekszych problemow.Bylam wierna zona,nie interesowali mnie inni mezczyzni, chociaz okazji bylo kilka na romans.Balam sie tego,unikalam dwuznacznych sytuacji,czulam ze jako kobieta musze szanowac siebie i nie moge zlamac przysiegi malzenskiej.Brzydzilam sie zdrada, nie wyobrazalam sobie jak kobieta ,zona, matka, moze spotykac sie z innym mezczyzna jak moze oszukiwac rodzine.Poprostu bylo to dla mnie obce i nieznane. Ale nigdy nie potepialam zdrady,uwazalam i nadal tak mysle,ze musi byc powod i okazja,moze nasze wewnetrzne slabosci nami kieruja,potrzebujemy bliskosci innego czlowieka,moze odmiana naszego dotychczasowego zycia,przeciez nasze uczucia nie sa zakodowane na jednego czlowieka i na jeden tryb zycia.Cale zycie sie uczymy, doswiadczamy czegos nowego,z roku na rok jestesmy dojrzasli i inaczej myslimy.Poszukujemy w zyciu czegos dobrego dla siebie i przez lata nasz tok myslenia bardzo sie zmienia.Mamy wewnetrzna potrzebe bycia szczesliwym, a szczescie jest wtedy kiedy kochamy i czujemy ze jestesmy kochani.Swiat staje sie dla nas prostszy i piekniejszy,chcemy dawac siebie,swoja radoscia dzielic ze wszystkimi ludzmi,sypac usmiechami. Nie chce tu pisac o drobnych wyskokach na bok,o jednorazowej zdradzie,o zabawie,ale o prawdziwym uczuciu, o odnalezionej milosci. Ja odnalazlam jego On mnie,jest to prawdziwe i bardzo dojrzale uczucie.Nie patrzymy tylko na siebie, ale z pelna odpowiedzialnoscia dalej prowadzimy swoje dotychczasowe zycie.Nie chcemy nikogo ranic, przedewszystkim dzieci. Co bedzie dalej nie wiem i On tez napewno tego nie wie,narazie nie mozemy burzyc tego co zostalo zbudowane w naszych rodzinach.Kazde z nas jest w innej sytuacji i szanujemy to. W sercu jest tesknota, zal, ale coz poradzic spotkalismy sie o wiele lat za pozno.Nie mozemy sobie niczego narzucac ani onbiecywac bo nie wiemy co nam los przyniesie.Kochamy sie w ukryciu i zdajemy sobie sprawe ze moze trwac i trwac,a czas pokaze co bedzie dalej. Jemu sie podobno dobrze uklada w domu,a ja nie mam prawa tego burzyc.Dla mnie wazne jest to ze czuje sie kochana przez niego,ze daje mi niewielkie dowody swojej milosci i zaangazowania sie w nasz cichy zwiazek,to samo otrzymuje odmnie.Naprawde trzeba miec sile zeby w tym trwac i godzic sie na wszystkie niedogodnosci takiego ukladu.Ale czego sie nie robi dla kochanej osoby?? Czytalam wiele postow na ten temat i wydaje mi sie ze jest wiele takich historii jak moja,czytajac niektore mialam wrazenie ze czytam swoja. Coz takie zycie, cieszmy sie tym co nam niesie i bierzmy je takie jakie jest , zeby tylko nie bylo gorsze. Wszystkim szczesliwym zycze szczescia, a nieszczesliwym zeby to szczescie znalezli.Pozdrawiam i przepraszam za bledy w liscie, ale pisanie nie jest moja mocna strona. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: do nie wiernej IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.04, 21:44 Jutro wyjezdzam z rodzina na zimowisko. Napisze po powrocie. Pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OIeńka no właśnie - to jest ciekawy problem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 17:53 kogo się zdradza? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do SO Re:TO NIE PRAWDA!!!co piszecie IP: *.chello.pl 17.01.04, 21:27 BABO ŻONO JESTEM Z TOBĄ Natomiast to co napisała SO jest zupełnie bez sensu. Jedno jest pewne, SO nie jest żoną i matką. Gdyby tak było nie pisałaby takich BZDUR!!! ZA SZCZĘŚCIE W MAŁŻEŃSTWIE ODPOWIEDZIALNA JEST NIE TYLKO KOBIETA,dziwię się, że kobiety tego nie rozumieją. Facet poszedł na bok i już jest rozgrzeszony, bo na pewno brudna i rozczochrana żona. WSTYDŻCIE SIĘ KOBIETY PISAĆ TAKIE RZECZY. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: OIeńka mylisz się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 21:30 ja nie rozgrzeszam faceta - śmieję się tylko z takiej hierarchii: najbardziej winna kochanka, mniej mąż, najmniej żona. :))) Odpowiedz Link Zgłoś
so_so Re: do Oleńki 17.01.04, 23:19 Gość portalu: OIeńka napisał(a): > ja nie rozgrzeszam faceta - śmieję się tylko z takiej hierarchii: najbardziej > winna kochanka, mniej mąż, najmniej żona. > > :))) bardzo się z Tobą zgadzam! To mnie zawsze najbardziej przeraza, jak czytam, ze to przede wszystkim kochanka jest winna i gdyby nie ona, to... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: mylisz się IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.04, 15:07 A skad Ci sie wziela ta hierarchia?! Oj, Ty tez wybiorczo czytasz, pani/panno Olenko! ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina Re: so so IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 21:24 Mój mąz\ miał młodśzą o 10 lat ode mnie panienkę.Ma z nią nieślubne dziecko, a ona się teraz zachowuję jak stara, wredna baba z pretensjami do wszystkich. Jest zgorzkniała, złośliwa /mam przykłady/. Budzi moją może litość może współczucie. Ale to jej problem.Jeszcze 5 lat czekała ,może moje małżeństwo się jednak rozpadnie, oj naiwna. Odpowiedz Link Zgłoś
so_so Re: do 'so' 17.01.04, 23:27 . Poznałam > jad "żony" i wiem, że te panie pozostają bez winy, wiecznie krzywdzone, "święte > krowy", na które nagle spadł grom z jasnego nieba. Tylko dlaczego ? -so, tego nigdy nie wiadomo dlaczego i nie mozna wszystkiego zwalać na wiek, brak atrakcyjnosci, zrzedzenie, etc. To nie jest takie czarno-biale. Ja znam zdradzone, bardzo atrakcyjne żony:( > Problem mężczyzn, zostawmy. Ja ich rozumiem. Jak bym miała w domu taką > skrzywioną wiecznie minę lub ciągłe roszczenia i musiałabym patrzeć na ten > ciężki, obwisły tyłek i nieustanne pretensje, rady także poszłabym na bok. > Jak Boga kocham, nie znam żadnej fajnej dupy - bez obrazy, którą zdradziłby > mąż. A żony zdradzane po prostu nie mają ikry. Tak. Do tanga trzeba dwojga masz > > 100 % rację. Niech te babo-żony spojrzą p/w na siebie zanim obrzuca nas błotem. > > Zwykle rzeczywiście są stare, głupie i brzydkie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina Re: do Julki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 21:01 Zgadzam się z Tobą, zdrada weszła w nasze życie gdy był kryzys finansowy. A może on wtedy uciekł pod pretekstem nowej miłości? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 20:51 Panienka mojego męża uznała,że nikt tylko ona może go uszczęśliwić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: julka Re: Siła zdradzonych IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 18.01.04, 14:50 piszac tutaj nie chciałam nikogo oskarzac ani obrazac bo uwazam ,ze to do niczego nie prowadzi,zdradzajac meza z zonatym facetem jestem winna ale czuje sie jednoczesnie ofiara,gdyby rok temu ktos powiedział mi,ze zdradze meza i spowoduje ból innej kobiety,powiedziałabym mu ze jest niespełna rozumu.Zycie pisze niesamowite scenariusze w których bierzemy udział.Zastanawiam sie na róznymi aspektami swojej sytuacji,ile szczegółów czasami bardzo drobnych czasami bardzo waznych i nieodwracalnych spowodowalo,ze jest jak jest.Ale głównie chodziło mi o to,ze nikt nie jest bez winy,naprawde,zyje teraz w zawieszeniu poniewaz nie wiem co dalej.Nie est tak ,ze oceniam zone "mojego"faceta,przygladajac sie jej z daleka widze błedy,które sama popełniam w stosunku do swojego meza.Ktos wyzej napisał ,ze zaden facet nie przedstawi kochance sielanki z piekna zona-ksiezniczka.Wnaszym zwiazku było inaczej owszem rozmawialismy o problemach w swoich małzenstwach ale on zawsze przedstawiał ja jako madra inteligentna kobiete,ja równiez nie oczerniałam swojego meza .Jestesmy w zwiazkach w których zupełnie sie pogubilismy ale jest zbyt trudno zostawic to i uciec.Przepraszam,ze pisze tak chaotycznie moze ktos bedzie w stanie zrozumiec.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 18.01.04, 16:20 Prowadzicie tu naprawdę ciekawą dyskusję o zdradzie - głównie zresztą zdradzanych żonach, podłych mężach i jeszcze bardziej podłych kochankach, które włażą z butami tam gdzie się pchać nie powinny (to taki eufemizm bo padały ostrzejsze stwierdzenia). Zastanawiam się tylko dlaczego nikt z was (niestety nie przebrnęłam jeszcze przez wszystkie posty - ew. przepraszam)nie napisał, że zdradzanie żony/męża może być wynikiem tego, że ktoś się po prostu zakocha. Są uczucia, które wydawałoby się przychodzą za późno. Złoży się obietnicę, obrączka na palcu, czasem dzieci - a tu nagle porażenie i coś czego się nigdy jeszcze nie czuło. Najpierw można walczyć, może nawet uda się zabić tę miłość ... Tylko po co? Czy warto rezygnować z uczucia, które może odmienić całe życie? Ta żona nie musi być ani strasznym, starym babsztylem, ani piękną inteligentną kobietą. To nie ma wtedy żadnego znaczenia. Może zdradzający mężowie/żony nagle znajdują swoją "drugą połówkę" przed którą niechcą, nie potrafią lub nie mogą uciec. Pomyślcie o tym w ten sposób zanim potępicie wszystkie kochanki, które wwalają się do łóżka żonatego faceta. Tak, do tanga trzeba dwojga - ale to piękny taniec. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t Re: Siła zdradzonych IP: 213.227.125.* 19.01.04, 21:21 O rany...! No właśnie... Tylko co z tym zrobić? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 21:24 ale z czym? z miłością? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t Re: Siła zdradzonych IP: 213.227.125.* 19.01.04, 21:48 Tak. Bo, niestety, choć to się zdarza, to sytuacja jest tak naprawdę bez dobrego wyjścia. Miłość? Potencjalna "druga połówka"? I co dalej? Rozwód? Chyba jednak trzeba zacisnąć zęby i pomyśleć, że, może, mogłobyby być lepiej? inaczej?. Ale, niestety, nigdy do końca dobrze... Zawsze zostanie ktoś nieszczęśliwy (mąż/żona, dzieci...). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 22:01 Zabić miłość pewnie i można. Dobre wyjscie - to to które jest dobre dla nas samych. Ktoś zostaje nieszczęśliwy - tak to już w życiu bywa i nie mamy na to wpływu. Chciałoby się zacytować,że "ludzie ludziom..." ale jakże nieadekwatne. To tylko kwestia hierarchii wartości, tyle że źle pojęty altruizm może wyrządzić więcej zła. W końcu nie po to ktoś nas umieścił "pośrodku świata" ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t Re: Siła zdradzonych IP: 213.227.125.* 19.01.04, 22:20 W takiej sytuacji nie ma dobrego wyjścia "dla nas". Zawsze pozostanie uczucie, że się kogoś skrzywdziło. I być może lepiej będzie unieszczęśliwić tylko jedną osobę - siebie... Pozdrawiam i dzięki za rozsądne (w odróżnieniu od większości pozostałych) posty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 22:33 Dzięki za to co napisałeś/aś ale rozumiem, że w twoim przypadku "zdrada" jest tematem wirtualnym. Bo jeśli piszesz, że najlepiej unieszczęśliwić siebie i że tylko ty cierpisz, to zakładam, że pozostałe osoby (co najmniej dwie muszą być) nie są w żaden sposób zaangażowane (no chyba że żona, a ta druga nie wie). Bo jeśli myślisz, że wybierając np. żonę, a zostawiając kobietę z którą chciałbyś być (vide posty Alfredo1), krzywdzisz tylko siebie - to się grubo mylisz. Ot i cały problem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t Re: Siła zdradzonych IP: 213.227.125.* 19.01.04, 22:39 nie masz racji... zdecydowanie NIE jest to dla mnie temat wirtualny... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 22:46 bo zbyt mało o sobie napisałeś. Zastanawiam się zatem czy w tym trójkącie ktoś jest szczęśliwy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t Re: Siła zdradzonych IP: 213.227.125.* 19.01.04, 23:02 W każdym razie - trafiłaś - dokładnie tak się czuję, jak napisałaś w pierwszym poście. A czy ktoś jest szczęśliwy - nie wiem... Ale wiem, że można być bardziej nieszczęśliwym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 19:41 to zrób coś z tym zanim będzie za późno! Odpowiedz Link Zgłoś
alfredo1 RE: to może spójrzcie na to z innej strony 18.01.04, 17:50 drogie Panie (w większości). Wprawdzie opisałem swoją historię w innym wątku, ale przybliżę wam nieco psychologię zdradzającego faceta. Od ponad 14 lat jestem żonaty i od 7 lat mam inną kobietę (nie kochankę - bo tak nie moge jej nazwać). Czy kochałem żonę? Chyba tak, choć nie było to gorące, namiętne uczucie. Byłem wierny (do czasu) i nigdy nie myślałem że mógłbym ją zdradzić. Inne kobiety po prostu mnie nie pociagały. To przyszło później, nagle, niespodziewanie. Pojawiła się ONA - sporo młodsza, bardzo atrakcyjna, itd. Ale nie - nie pociagała mnie jej fizyczność, młodość, uroda. Ona po prostu była moją drugą połową jabłka. Wspaniały umysł, te same zainteresowania i fascynująca osobowość. Poczułem, że czekałem na nią całe życie. Pierwsze miesiące od poznania JEJ to była ciągła walka z samym sobą. Nie chciałem tego związku ze względu na żonę a jednocześnie musiałem być blisko niej, gdziekolwiek była. Powiedziałem jej, że mam żonę niemal od razu a jednocześnie starałem się by mnie nie odrzuciła. Nie zrobiła tego chociaż traktowała mnie z dużym dystansem, jakby bojac się, że posuniemy się za daleko. Nie umiałem walczyć z tym uczuciem. Zakochałem się i pokochałem ją tak mocno, jak nigdy nikogo nie kochałem. Dzisiaj wiem, że gdybym wiedział, że ONA kiedyś pojawi się w moim życiu to bym poczekał. Nie wiedziałem, nie miałem cierpliwości, a może nadziei. Moja żona jest bardzo dobrą kobietą, może nie tak atrakcyjną i z zupełnie innym charakterem. Ale tu nie chodziło o fizyczność - to był magnetyzm serc. Jesteśmy z sobą od 7 lat. Wracam do domu i tęsknię za nią. Z żoną nie sypiam od dawna, łączy nas tylko wspólne mieszkanie, konto, itd. Moja żona nic nie mówi - chyba się czegoś domyśla. Spytacie pewnie dlaczego nie odszedłem od niej? Ze strachu i poczucia odpowiedzialności za to co jej obiecałem. Ale nie jestem szczęśliwy. Moja żona i ONA też nie. Wszyscy cierpimy przez to, że ja nie potrafiłem dotąd podjąć żadnej decyzji. Dojrzałem, chcę wziąć rozwód. Wiem, że nie wolno mi zniszczyć tego co dało mi tyle szczęścia. ONA była cierpliwa - czekała, nie nalegała, nigdy nie powiedziałą złego słowa o mojej żonie. Kilka razy chciała odejść - wyrzucała mnie z domu, ale wiem że chciała tylko ratować siebie, bo zabrnęła za daleko. Wracałem do niej zawsze, skamlałem pod drzwiami bo ja nie potrafię bez niej żyć. I naprawdę nie jest zawsze tak, jak piszecie. ONE nie są niczemu winne - to ja jestem winny, bo straciłem nadzieję. Nie wiem jak powiedzieć o tym żonie i czy w ogóle mówić o innej kobiecie. Krzywdziłem tylko ja. Moja żona nie jest rozczochranym babsztylem a kochanka pazerną grzesznicą, która wepchała mi się do łóżka. To są dwie wspaniałe kobiety na których miłość nie zasługuję. Ja jestem winny i ja muszę to rozwiązać. Odpowiedz Link Zgłoś
joanna_1 Re: RE: to może spójrzcie na to z innej strony 18.01.04, 18:02 Każdy zasługuje na miłośc. Nie katuj się tak, 7 lat to dużo czasu by wreszcie przestać się oszukiwać i zwodzic innych. Zycie na ciągłym rozdrożu emocjonalnym może się źle zakończyć. Odpowiedz Link Zgłoś
alfredo1 Re: RE: to może spójrzcie na to z innej strony 18.01.04, 18:09 Tak, wiem, dziękuję. Przecież nikt z naszej trójki nie jest szczęśliwy. Ale to mój wybór, moja wina, moja odpowiedzialność. Kiedy czytałem poprzednie posty było w nich tyle potępienia albo dla kochanki (te od żon) albo dla żony (te od kochanek). Życie nie jest łatwe i samo pisze scenariusze, w których tak czy inaczej musimy zagrać. To nasza sprawa jak odegramy swoją rolę, ale ten ciężar i tak pozostanie. Jeśli wybiorę żonę zranię siebie i moją ukochaną, jeżeli wybiorę ukochaną zranię żonę. Niczego nie planowałem! Nie potępiajcie, zrozumcie. Odpowiedz Link Zgłoś
joanna_1 Re: RE: to może spójrzcie na to z innej strony 18.01.04, 18:31 Ha, wiesz do prowadzenia na szafot zawsze znajdą się chętni. Najgorsze co mozna zrobić to ulegać presji i pozornemu porządkowi. A tu przecież chodzi o danie szansy, albo małzeństwu ( terapia itp), a przede wszystkim każdemu do życia w szczęściu. Związek bez miłości i oddania, bez zaufania staje się kruchy. Chyba naprawdę bardziej skrzywdzisz żonę, dając jej ciągle nadzieję na wspólne zycie, jednocześnie prowadząc drugie, niż kończąc to jednym cięciem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: RE: to może spójrzcie na to z innej strony IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 18.01.04, 18:31 Wiesz Alfredo, to jeden z lepszych postów jakie przeczytałam w tym wątku. Przywraca mi wiarę w facetów. Tych prawdziwych, a nie tych co nigdy nie zdradzili, nie poczuli pokusy, nie zostali doświadzczeni. I może również dlatego, że jesteś mężczyzną i dajesz to inne spojrzenie na sprawę. Moja sytuacja (związek z żonatym) jest trochę inna, ale chciałabym być na miejscu JEJ. Tak o niej piszesz, że aż zazdroszczę chociaz sama wiem, że bycie tą drugą nie jest do pozazdroszczenia. Moja rola w senariuszu, którego nie wybrałam jest również inna, może trudniejsza. Wasz związek jest piękny i nie możesz go zmarnować nie podejmując żadnej decyzji. Taka miłość pewnie trafia sie raz w życiu więc walcz o nia. Siede lat to dużo - jeśli kochasz ja nadal po 7 latach to znaczy że nie było to przypadkowe pragnienie znalezienia odskoczni ale prawdziwe uczucie. Nie atrakcyjność fizyczna, inność, świeżość ale osobowośc, ktoś obok którego nie da się przejśc obojętnie, zaliczyć, spędzić parę chwil i zapomnieć. I miło jest poczytać, że winą obarczasz tylko siebie - nie Ją, nie żonę. Bądź konsekwentny, z całego serca życzę WAM powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: julka Re: RE: to może spójrzcie na to z innej strony IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 18.01.04, 20:36 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: julka Re: RE: to może spójrzcie na to z innej strony IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 18.01.04, 20:39 dołaczam sie i zazdroszcze i chce wierzyc,ze u mnie tez tak jest,że tak mnie kocha mimo wszystko Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: beee Re: do alfredo1 IP: *.bielsko.dialog.net.pl 18.01.04, 21:50 ..jednej rzeczy nie rozumiem i bardzo potępiam - te 7 lat. Gdybys sie zdecydowal wczesniej, Twoja zona moglaby jeszcze ulozyc sobie zycie. Tak samo ONA. No i nie zazdroszczę Ci sytuacji - nierozwiązywalna, jak z greckiej tragedii;) ale nie wierzę, ze mozna byc kiedykolwiek potem szczęśliwym wiedzac, ze swiadomie i dobrowolnie zrezygnowalo sie z osoby, która sie naprawde kochało. Odpowiedz Link Zgłoś
takasobie1 do alfredo1 18.01.04, 22:11 jestes beznadziejny, czym chcesz kokietowac? wiernoscia fizyczna kochance? masz spaprane zycie z wlasnej winy. chcesz byc wazny i decydowac o szczesciu innych? to infantylne. mam cicha nadzieje, ze zona wcale cie nie potrzebuje, bo od conajmniej 7 lat szczesliwie uklada jej sie w lozku z fajnym faciem, tyle, ze nie chce cie ranic, bos slaby. lubie ja, a kochance wspolczuje. mogla lepiej wybrac, ale pewnie tez kiepska, jak i ty. Odpowiedz Link Zgłoś
alfredo1 Re: do alfredo1 18.01.04, 22:34 Tak Beee, masz rację - bardzo żałuję tych siedmiu lat. I najciekawsze jest to, że po roku moja ukochana powiedziała mi, że niszczę najlepsze lata swojej żony - o sobie nie wspomniała a moja żona jest kilka lat od niej starsza. Kilka dni temu znowu miałem dłuższą dyskusję na ten temat. Myślę, że one to widzą doskonale. Że czas upływa i działą na niekorzyść, że tracimy najlepsze lata. I jest mi bardzo wstyd, i winą obarczam tylko siebie. Odpowiedź dla takiejsobie: może i jestem beznadziejny, ale przeczytałem twoje posty i jakoś wydaje mi się że ktoś cię w życiu bardzo skrzywdził. Ale ja nie chodzę do kościoła, nie kłamię co niedziela (coś takiego pisałaś) a moją największą winą jest to że kocham - i to bardzo - kobietę którą poznałem zapóźno i która nie jest moją żoną. Odpowiedz Link Zgłoś
alfredo1 Re: do alfredo1 18.01.04, 22:35 i jeszcze jedno - nie ma żadnego faceta, wiem o tym. Ciągle mnie kocha - dlatego tak boli. Odpowiedz Link Zgłoś
takasobie1 Re: do alfredo1 18.01.04, 22:52 to ze nie chodzisz do kosciola, bo i po co - nie uwalnia cie od braku uczciwosci. nie rob z siebie ofiary, bo wcale mi cie nie zal. a zona jesli nie ma nikogo, to tym bardziej na nia nie zaslugujesz. jest uczciwa i silna, a ty odwrotnie. ja tez jestem silna i uczciwa, m.in. dzieki wlasnemu mezowi, ktory tak jak ty sie kiedys motal. sam sobie dal lekcje zycia, ktorego chetnie by sie teraz wyparl. moge cie tylko przestrzec, ze to co przezywasz to jeszcze nie wszystko. bedzie gorzej. kazdy wybiera sobie na zycie to co mu blizsze. jeden zakrety, inny prosta droge. Odpowiedz Link Zgłoś
alfredo1 Re: do alfredo1 18.01.04, 23:03 chodzenie do kościoła z kolei nie świadczy nawet w najmniejszym stopniu o uczciwości (a poza tym jest na marginiesie całej dyskusji). Ofiary z siebie nie robię i robić nie będę bo to moja, potarzam - wyłącznie moja wina droga panno/pani. Czy zasługuję na żonę czy nie tego też nie wiesz oceniają po powierzchownie. Natomiast nie rozumię, że ty znalazłaś w sobie siłę tylko dlatego że mąż się "miotał" i w końcu ci jej dostarczył. Dlaczego sowjego poprzedniego życia chętnie by się wyparł to już dla mnie enigma - myślałem że dokonując wyborów wiemy, rozumiemy, pamiętamy, ew. żałujemy ale to nie szczyszcza pamięci. A xo do prostej drogi - to ja nie wiem gdzie leży. Moja nie jest prosta ale w końcu ma mnie czegoś nauczyć. Tyle że ja - w przeciwieństwie do ciebie - szukam siły w sobie. Przynajmniej na tyle dojrzałem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: do alfredo1 IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 18.01.04, 23:21 Nie ulega wątpliwości, że niektórzy patrzą na zdradę tylko przez pryzmat bycia zdradzonym a wsszystkiemu jest winna ohydna kochanka. Miłość o której piszesz Alfrdo nazywają romansem, chucią, błędem, itp. Bo podpisałeś cyrograf i żona jest tą jedyną wybraną i legalną. Każda inna to dziwka. Miłość to już przerasta ich pojęcie. A jednak proszę cię - trzymaj się i pokaż że to nie romas, nie przelotne uczucie i skok w bok, ale poważny, może nieco spóźniony związek dwojga kochających się ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
alfredo1 Re: do takasobie 18.01.04, 23:07 Znowu o czymś zapomniałem - miłość to niekoniecznie obrączka na palcu, złożona obietnica, goście weselni otd. Miłość ma więcej twarzy i bardziej dramatycznych. Czy ty tylko razz kochałaś? Jeżeli tak - to zazdroszczę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: beee Re: do alfredo1 IP: *.bielsko.dialog.net.pl 18.01.04, 23:17 ..no dobrze..a Twoja żona?? - niemozliwe, zeby nie wyczuła co sie dzieje. Myslisz, ze nie wolalaby poznac prawdy? myslisz, ze nie pozwolilaby Ci odejść?? Odpowiedz Link Zgłoś
alfredo1 Re: bo podjąłem decyzję 18.01.04, 23:31 Moja żona chyba się domyśla - po 7 latach "bywania" w domu to chyba oczywiste. Ale ona jest innym typem kobiety - nic nie powie, co najwyżej spyta czy jestem na nią zły. I co mam mówić? Dlatego jest mi tak trudno. Takasobie - napisałaś że nadal mi na tej miłości zależy (do żony) - nie, i dałbym wiele, żeby uznała mnie za skończonego s...syna, ale jest mi ciężko ze względu na nią. Z drugiej strony to nie jest tak jak ty to widzisz - ja kocham tą kobietę, siedem lat kochania jej chyba o czymś śiwadczy. gdybym jej nie kochał to nie wystawałbym pod jej domem, nie błagał, nie prosił o powrót - masz szczęście że tego nie doświadczyłaś. Czuję się jak bydlak ale to ONA jest moim szczęściem. I muszę z nią być. CZy ty nie widzisz że w tej chwili przez moją głupotę cierpą trzy osoby? Ja to margines, ale oe, za co? Naprawdę nie ja ten scenariusz napisałem. Odpowiedz Link Zgłoś
takasobie1 Re: do alfredo1 18.01.04, 23:20 sa rozne uzaleznienia, twoje - od milosci - nie rozni sie niczym od innych. wszyscy uzaleznieni maja ten sam problem, a pomoc im moze nie wspolczucie, ale stanowcze pytanie "chcesz, albo nie chcesz z tego wyjsc?". piszac tu dajesz znac, ze potrzebujesz wsparcia. nikt za ciebie zadnej decyzji nie podejmie, ale wsparcie dostaniesz, nawet ode mnie, jesli zamiast bic sie w piersi w poczuciu winy przez nastepne 7 lat, zdecydujesz, ze jestes gotowy cos dla siebie zrobic. a mnie zazdroscic nie musisz, masz blizej zone - ucz sie od niej jak nie komplikowac sobie zycia. zycze ci, zeby wczesniej zona nie przestala cie kochac, bo widac nadal ci na tej milosci zalezy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do alfredo Re:siła zdradzonych IP: *.chello.pl 18.01.04, 23:58 alfredo ja również dołączam się do tych co uważają,że nie jesteś w porządku,ale to wspaniałe, że napisałeś o tym na forum, że się do tego przyznałeś, że się otworzyłeś przed nami. Mam nadzieję,że wreszcie uporządkujesz swoje życie, bo tak dłużej być nie powinno! Odpowiedz Link Zgłoś
alfredo1 Re:siła zdradzonych 19.01.04, 19:07 Dzięki za wyważoną opinię. czasem mi takich brakuje. Nie czuję, że jestem w porządku - ale to takie moje odczucia. Chętnie poznałbym wasze zdanie na temat :Dlaczego nie jestem w porząadku? - oczywiście w oparciu o moją historię. Czekam z niecierpliwością na posty. Odpowiedz Link Zgłoś
joanna_1 Re:siła zdradzonych 19.01.04, 19:14 Jezu, zakończ już cierpienie żony. Jeżeli jesteś już zdecydywoany, że odejdziesz to zrób to! Dlaczego to tyle trwa? I widzę Cię pomocnego w stawianiu samodzielnych kroków żony. Odpowiedz Link Zgłoś
alfredo1 Re:siła zdradzonych 19.01.04, 19:35 Próbuję. Mój pierwszy krok wykonany dzisiaj - przygotowąłem pozew bez orzekania o winie. Dwa - umówiłem się z żoną na rozmowę jutro (dzisiaj ma "nockę" w robocie). Trzy - nie wiem czy mam jej powiedzieć o innej kobiecie czy ni. Ot, cały problem, który pociąga za sobą skutki prawne i to, że nie wiem czy żona wolałaby woiiedzieć o tek kobiecie, czy nie. Niby rozwód boli tak samo, ale jednak... A pytanie wymienione w poprzednim poście i tak uważam za ciekawe. Może się czegoś o sobie dowiem, może inni skorzystają... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re:siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 20:49 czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. A propos, trafiłam na twój wątek na forum społeczeństwo. Sprawa rzeczywiście nieco skomplikowana. Ale co ja bym dała za to żeby być na JEJ miesjcu ... Odpowiedz Link Zgłoś
mrgodot Re:siła zdradzonych 19.01.04, 21:53 Trudno przebrnąć przez te posty i wasze historie. Może warto by zmienić nazwę na np. Siła Zdradzającyh i oddzielić jedne od drugich. Ale to na marginesie. Alfredo, przeczytałem twoją stoy i jestem pod wrażeniem szczerości i prostoty. Każdemu mogło się zdarzyć - oby nie. Też czekam na ciąg dalszy. Co jest ważniejsze miłość czy obietnica (ślubowanie)? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka ja również - zdecydowanie n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 23:10 Odpowiedz Link Zgłoś
olina2 Re:siła zdradzonych 19.01.04, 22:23 Nie rób tego/pozew bez orzekania o winie/ i nie mów jej o tym/żonie/. Pierwsze- porozmawiaj najpierw z żoną. Chociażby z szacunku do niej powiedz prawdę o drugiej. Należy się jej. Prawdą jest, że czas już rozwiązać tą fałszywą sytuację. Może się okazać,że żona o wszystkim wie. Nie zakladaj,że jest.......Skutki prawne- im lepiej się dogadasz z żoną tym nmniej będzie skutków prawnych. Odpowiedz Link Zgłoś
alfredo1 Re:siła zdradzonych 19.01.04, 22:41 Nie wie, to ja wiem na pewno. Może się tylko domyślać, że jest inna. Dogadanie się może być trudne. To zależy czy bardziej ją zranię mówiąc, że ktoś jest, czy jeśli powiem tylko, że chcę rozwodu bo ... Nie chciałbym wywlekać tego w sądzie, a podobno mozna wzywać świadków, i gdyby wezwali na taka rozprawę moja kobietę, to byłoby mi bardzo wstyd i czułbym się nie fair. A poza tym tam podobn pytaja o wszystko - rozkład pożycia, kiedy nastąpił, z kim itd. I co, mam kłamać? Dogadać się to jedyna możliwość, ale nie wiem czy to będzie proste. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kobieta Re:siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 23:05 KTÓRĄ Z TWOICH KOBIET MASZ NA MYŚLI? Odpowiedz Link Zgłoś
wrozkamagdalena Re: RE: drogi alfredo1 28.01.04, 21:55 Jestem dzisiaj pierwszy raz na tym forum. Moze nigdy juz sie tutaj nie pojawisz i nie przeczytasz tego. Chcialam Ci powiedziec ze tkwie w tym samym uczuciu. Jestem Twoim odbiciem. Kiedys moglam dokonac wyboru ale bylam, czy ja wiem, moze wowczas jeszcze nie wiedzialam co jest dla mnie najistotniejsze. No i dostalam po lapach. Nadal jestem z mezem, a z Nim pozegnalam sie pare dni temu, nie mam nawet sily pisac dlaczego. Wiem jedno ze zdycham, i nie ma miejsca na moim ciele ktore nie boli. Ale musze sobie poradzic, tak... A reszta swiata moze mnie nawet skopac, duzo juz tutaj nie zmieni. Nie wybralam meza, to nie tak, ja poprostu nie mialam juz sily byc (dwa miesiace temu zawarl slub cywilny, aby sprobowac ulozyc sobie zycie) zycze jemu jak najlepiej naprawde, tylko zeby juz tak nie bolalo. alfredo nie obwiniaj sie, to nie ma sensu, naprawde. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: smutny, smutna Re: Siła zdradzonych IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 19.01.04, 23:21 Zawsze był jakiś początek, nie znam małżeństw z przymusu (no może poza tymi ślubami przyspieszonymi ciażą- ale one nie są w większości). Była Ona i On - kochali sie, byli dla siebie atrakcyjni. Potem codzienność spowszedniała, szara pomogła - Jemu, czasem Jej w decyzji o dalszym szukaniu. Nowe, nieoczekiwane, jest zawsze atrakcyjne, randki cudowne, tajemnicze, bez trosk, wywiadówek, kredytów, długów, chorych dzieci, kłopotów każdego gatunku (kochanka - kochanek nie ma teściowej, jest zawsze gotowa - y, wypoczęta - y, bez papilotów itd). Randki w ustronnych, romantycznych miejscach, małżeńska miłosć w pokoiku w bloku z cienkimi ścianami. Tylko gdzie ten początek, kiedy przysięgaliśmy - nie ważne gdzie i przed Kim - SOBIE miłość, wierność, uczciwość do końca naszego życia. Czy przysięga obowiązuje do czasu aż spotkamy Kogoś, Młodszego, Weselszego, O Dłuższych Nogach, Kogoś, Kto tak jak my Kocha konie, podróże, książki Umberto Eco, śpiew Dianah Washington i inne piekne rzeczy. Czy przysięga nie obowiązuje, gdy żona ma wyciętą pierś, a mąż jeździ na wózku po wylewie lub z powodu leków na nadciścienie ma kłopoty z potencją? Ten kto zdradza zdradza we wszystkim, nie można pisać, że zdrada nie krzywdzi, krzywdzi zawsze najblizszych, zwłaszcza dzieci. Znam pary po rozwodzie, gdzie dzieci tej drugiej osoby współmieszkajace z nowo utworzoną para stały sie bliższe niż własne, które zostały przy opuszczonym małżonku. "Niedzielny tatuś" nie zastapi ojca na codzień. Pisza zdradzeni, zdradzający, żony, kochanki (jaki ładny wyraz - to od kochać, żona od żenić). Niektórym zdradzjacym ulżyłoby, gdyby zdradzany współmałżonek nie kochał ich tak bardzo, najlepiej, gdyby porzucona żona, mąż ułożyliby sobie życie z kimś innym. A co zrobić z tymi, którzy nie chcą zdradzać, nie chcą sobie ułożyc życia, są wierni przysiędze, sobie i małżonkowi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do smutnej Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 20.01.04, 00:09 TO JEST NAJPIĘKNIEJSZY POST JAKI KIEDYKOLWIEK PRZECZYTAŁAM - wszyscy zdradzający powinni wyciągnąć z tego wnioski dla siebie. MIŁOŚCI TRZEBA SZUKAĆ ZAWSZE W DOMU, W RODZINIE, A NIE U KOCHANKI. Ludzie, którzy nie szukają wrażeń nie mają takich problemów. JESTEM ZA PRZYSIĘGĄ. Mężczyżni - nie zawierajcie związków małżeńskich jeżeli nie umiecie dotrzymać przysięgi. Odpowiedz Link Zgłoś
so_so Re: Siła zdradzonych 20.01.04, 00:22 ..NIEWIELE czytałas, w takim razie. Nie zawsze da się znaleźć miłość w domu i rodzinie i nie warto wegetować w imię przysięgi. Kazdy ma prawo do szczęścia a rozwody/rozstania są dla ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do SO_SO Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 20.01.04, 08:56 A DZIECI????? CZY WY LUDZIE JUŻ ZUPEŁNIE POSTRADALIŚCIE ZMYSŁY? Chyba, że jesteś bezdzietna. Moje dzieci (16, 21, 22l mają w miarę dobre kontakty z ojcem i wcale nie chcą, żebyśmy się rozstali. Ja nauczyłam się już z tym żyć i wcale nie jestem szantrapą, wręcz przeciwnie. On natomiast wcale nie ma swojej ukochanej tylko szuka wrażeń, bo mu się nudzi. Jego nuda wynika z jego charakteru. To człowiek, który wcale nie wie czego chce od życia.Typowy STRZELEC - mężczyżni strzelce bujają w obłokach. Ja mam swoje zainteresowania, studiuję, mam swoje grono znajomych, kolegów, przyjaciół, a on tapla się w błocie. JEGO WYBÓR. I TACY SĄ WŁAŚNIE MĘŻCZYŻNI! Ja przynajmniej na takiego trafiłam. ALE DZIECI, DOM, RODZINA, są dla mnie najważniejsze i dałabym wiele, żeby to mieć,żeby cieszyć się szczęściem i miłością w domu, w rodzinie, a nie poza nim. Niech mi tylko nikt nie mówi, że mogę to zmienić. Zostawić i odejść. Niestety(a może na szczęście)dopuki moje dzieci są ze mną NIGDY NIE POZBAWIĘ ICH DOMU. TAK MI DOPOMÓŻ BÓG! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka absolutnie się z Tobą nie zgadzam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 00:15 1.Przysięgać to mozna, że się z kimś będzie - przysięganie miłości natomiast jest krzywoprzysięstwem de facto, bo to, czy kochamy jest od nas niezależne. Miłość przychodzi i odchodzi i nasza wola nie ma nic do gadania. 2.Ludzie nie uciekają od trudności dnia codziennego. Napewno nie wszyscy. Uciekają od braku miłości. Tysiące ludzi bierze zwykłą fascynację czy zakochanie za miłośc i bez sensu się pobiera. Szkoda, że tak łatwo dostaje się ślub. Kiedy fascynacja mija, a miłości nie ma, nie ma szansy, żeby się udało. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: julka Re: absolutnie się z Tobą nie zgadzam IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 20.01.04, 10:13 całkowicie sie z Toba zgadzam!Podoba mi sie twoje podejscie do sprawy ,chciałabym Ci zadac pytanie,ponieważ mysle,ze pomogłabys mi cos zrozumiec,poniewaz u mnie wszystko zmienia sie jak w kalejdoskopie i jestem juz poprostu zmeczona,musze jeszcze pomyslec Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka Re: absolutnie się z Tobą nie zgadzam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:20 wal śmiało ;) pzdr :)) Odpowiedz Link Zgłoś
takasobie1 Re: Siła zdradzonych 20.01.04, 02:26 "Czy przysięga nie obowiązuje... gdy mąż jeździ na wózku po wylewie lub z powodu leków na nadciścienie ma kłopoty z potencją? " dziekuje ci. to jest wlasnie prawda o zyciu, jakiej niektore osoby w ogole nie biora pod uwage. trzeba byc bardzo uczciwym, zeby dzwignac te strone medalu. i nie ma juz miejsca na poczucie winy, ani pretensje. trzeba isc do przodu jedyna mozliwa droga - razem, choc szkoda, ze tak pozno. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: To ja spróbuję po kolei IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 19:36 Nikt tu nie napisał o takiej sytuacji, że zostawia współmałżonka bo jeździ na wózku, jest chory, umierający, stracił nogę lub rękę. Pewnie są ludzie którzy by odeszli, ale nikt taki niczego takiego tu nie napisał. Rozważajmy konkretne sytuacje. A czy przysięga jest ważniejsza od miłości? Bo jeżeli tak, to znaczy, że będąc z kimś kogo nie kochamy jesteśmy z powodu przysięgi. A gdzie tu szczerość, gdzie uczciwość i gdzie miłość? Jak można dać komuś miłość i poczucie bezpieczeństwa jeśli przestało się kochać? To jest zwykła hipokryzja. Chciałabyś aby twój mąż był z tobą tylko dlatego, że przysięgał tobie i macie dzieci? A gdzie ciepło, czułość, bliskość jeżeli nawet z jego winy to wygasło? Nie jesteśmy w pełni panami swego życia, nigdy i nigdzie "nie jesteśmy w domu". Nie żujemy oderwani od świata i społeczeństwa. Gdyby tak było to nikt by nie zdradzał. I co jest ważniejsze przysięga czy szczęście? W związku w którym nie ma miłości nie będzie również szczęścia. Banalne! Piszecie, że miłości trzeba szukać w rodzinie - tak, to się bnazywa kazirodztwo. Bo aby znaleźć partnera i założyć rodzinę i dom, to musi najpierw z tego domu wyjść. Resztę zapomniałam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Olina2 Re: To ja spróbuję po kolei IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 19:49 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: To ja spróbuję po kolei IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 19:59 Przysięga to pies! Zawsze można zmienić zdanie? Słowo,to słowo. A jak są dzieci, to nie wymienia się stanu cywilnego jak rękawiczki. Są zasady , naszych dziadków, ojców. To nie zmiana samochodu, mieszkania? U nas po prostu rozwód niewiele kosztuje, ciekawe co byś zrobił w Szwecji , o innych krajach nie wspomnę. Tylko w durnej Polsce rozwód, alimenty, podział majątku =to pestka.Powtórzę słowa mojej przyjaciółki- rób tak , żebyś za kilka lat nie musiała się wstydzić swoich czynów. Honor,szacunek,zasady-to przeżytek? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: To ja spróbuję po kolei IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 20:06 To znaczy - być z kimś kogo się nie kocha jest przykładem honoru, szacunku, zasad i dobrych manier? Slubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżenską oraz to, że cię nie opuszcze aż do śmierci - a jak się złamie przynajmniej jeden z elemntów (zazwyczaj 3 pierwsze) to co? Strzelić sobie w łeb (sprawa honoru) czy trwać w oparciu o ostatni element (dobre maniery i zasady)? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: To ja spróbuję po kolei IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:18 Nie jestem wierząca.Bardziej to dotyczy mężczyzny niż kobiety. Ona najczęściej zostaje w gorszej sytuacji.Zatem co z zasadami? Nie istnieją? To nie tyczy się tylko spraw przyjaciółki, ale całego życia. Nasi dziadkowie nie rozwodzili się. Oprócz wyjątków. Mieli zasady wpojone przez rodzinę , rodzina, rodzina, rodzina.....I też mieli kochanki... No i co z tego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka to już szczyt dulszczyzny... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:20 Dulszczyzny, która każe kłamać i udawać, że wszystko jest ok i mamusia z tatusiem się kochają. To jest jak najbardziej przeżytek. Albowiem oszustwo jest passe. Nie bądź bezczelna - nikt tu nie pisze o zmianie partnera jak o wymianie rękawiczek, wręcz odwrotnie. Trzeba wielkiego braku wrażliwości, zeby tak odczytać myśli i intencje ludzi, którzy pisali w tym wątku. Dlaczego rozwód miałby kosztować, skoro ślub nie kosztuje??? Zapytajmy lepiej, dlaczego tak łatwo dostać ślub? Dlaczego byle gówniarz pod wpływem byle fascynacji może póść do księdza albo urzędu i wcale nikt się nie zastanawia, kto i o co prosi, tylko po prostu daje po okazaniu stosownych papierów? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: to już szczyt dulszczyzny... IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 20:27 absolutnie się zgadzam - to już szczyt dulszczyzny. Nasi przodkowie nie brali rozwodów bo 1/ nie było rozwodów 2/ nie wypadało 3/ nie było to mile widziane. Ale mieli kochanki, nieślubne dzieci, zdradzali żony bo na to było przyzwolenie. Żona służyła 1/ do rozwodu 2/ wychowywania dzieci 3/ do pilnowania/prowadzenia domu - do skesu nie, od tego były całe watahy łatwo dostępnych i tanich panienek lub też eleganckich kurtyzan (znacznie droższa opcja). Reminescencje mogą być piękne ale ja jednak wolę pozostać w XXI wieku i mieć jakieś prawa, nawet kosztem tych wspaniałych, uczciwych i jasnych zasad na które się powołujesz. Cóż, wolny wybór. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: to już szczyt dulszczyzny... IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 20:29 sorry - żona służyła do rozrodu! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka przysięga małżeńska zaczyna się od MIŁOŚCI IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:39 i nie bez kozery - ponieważ ona jest warunkiem sine qua non całej reszty: wierności, trwania przy nim, uczciwości itd. Siłą napędową takiego postępowania. PRZYCZYNĄ. Bez miłości nie ma mowy o sensie tego wszystkiego. ot, co. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: przysięga małżeńska zaczyna się od MIŁOŚCI IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 20:41 ... jakbyś mi to z ust wyjęła ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pik Re: To ja spróbuję po kolei IP: 212.33.87.* 09.02.04, 09:42 Poza miłością to się jeszcze przysięga "uczciwość małżeńską". Koniec miłości jestem w stanie zrozumieć - ale lojalności? Właśnie dlatego od roku, tzn. odkąd wiem, odszedł parę miesięcy później, na moją prośbę - nie mogę się pozbierać. Świat jest jednak czarno-biały, w jednym sensie - ludzie są uczciwi, albo nie. I tak najbardziej nie chce mi się żyć przez zawiedzine zaufanie. Oparcia i lojalności szuka się w partnerze, nawet, gdy jego "miłość" już odeszła. Gdyby kiedykolwiek kochał, szanowałby do dziś. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 19:56 A czy ktoś zaryzykowałby stwierdzenie, że zdrrada nie krzywdzi? Nie znam takich. Cierpi mąż, żona i kochanka (i dzieci o ile są). Z tym romantyzmem randek to trochę przesadziłeś/łaś. Na początku być może tak jest (ale tak było również w przypadku współmałżonka zanim doszło do ślubu). Ja nigdy nie starałam się pokazywać mężczyźnie z którym byłam w związku ( a miał żonę) z jak najlepszej strony - widział mnie nieumalowaną, gotującą, sprzątającą i w papilotach. To było zwykłe codzienne życie. A że miłość (jego do żony) się skończyła, prawdopodobnie z jakiś innych powodów, to tak trudno zrozumieć? Przecież wszystko się kończy, nie ma nieśmiertelności. Tu chodzi o uczucie które istnieje - nie ze względu na przysięgę ale ze względu na aktualnie dokonywany (a nie kiedyś dokonany!) wybór - chcę z tobą być bo cię kocham. IO nieważne jaka/jaki jesteś. Piękne kochanki i zaniedbane żony to stereotyp. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 19:58 sorki, to w/w było w odpowiedzi na post smutny/smutna Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:07 a masz z nim wspólne decyzje, wspólne zobowiązania, wspólne długi? O dzieciach nie wspomnę.Piękne kochanki i zaniedbane żony to stereotyp. A kto Ci o tym powiedział? Widziałaś na własne oczy? To właśnie jest stereotyp- super wytłumaczenie.Nie powiem ,że takich nie ma , ale reszta żon.......Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 20:11 tak mam wspólne decyzje, plany, znajomych, i codzienne zwykłe życie jak pranie, gotowanie, zakupy, itp. Reszta później. Finansowo radzę sobie sama. Dzieci nie ma ani on, ani ja. Ja zresztą nie miałam nigdy takich planów. Tak widziałam na własne oczy kochanki, które na pierwszy rzut oka nie dorastały do pięt żonom. Widziałam też odwrotne sytuacje. De gustibus... Ale coś w nich chyba było? To co w takim razie znaczy ten stereotyp-super wytłumaczenie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:25 Stereotyp-zaniedbane żony, zadbane kochanki.Wspolne decyzje-akonsekwencje? Znajomi-ich dawni wspólni, teraz wasi? Codzienne życie-choroba,zły nastrój, załamania,wsparcie.Wierzę,że tak chciałabyś i wierzysz.Wszystko przed Tobą, przed Wami, ale tak naprawdę czas dopiero pokaże......Pomyślności i pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 20:34 Nasi znajomi ( a nie ich byli), nasze decyzje i wspólnie ponoszone konsekwencje (nawet nie wisz jakie konsekwencje ponoszę ja za to że z nim byłam i jestem), jego bardzo ciężka choroba (nowotworowa) i ja mimo wszystko z nim, a nawet bardziej niż przedtem. Moja i mojej wyłącznie (wiedzącej o tym wszystkim) rodziny, mimo wszystko i tylko dla niego bo trzeba pomóc. To są nasze wspólne doświadzczenia i chyba to właśnie najbardziej cementuje takie związki. Wolałabym żeby czas mi już niczego więcej nie pokazywał ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do was Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 20.01.04, 20:56 mój mąż mi kiedyś powiedział czym się różni żona od kochanki: Otóż tym, że nie jest obca. I to tyle moi drodzy, tylko tyle i aż tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Olina2 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:57 Zapewne nie jest to proste.Nie mam prawa, po tym co napisałaś odzywać się w Waszej sprawie ania żony. Cieszę się , że żadna z Waszych stron nie ma dzieci.Sytuacja w jakiej jestescie cementuje wasz związek. Czas niestety jeszcze wiele Ci pokaże.....Może dobrego, może złego.Po prostu. Z twojego postu widać na pierwszy rzut oka, że więce Ty dajesz,ale moze Ci z tym dobrze.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 21:02 może i masz rację, że więcej daję, ale nie jest mi z tym dobrze. To kwestia tej nieszczęsnej miłości - czy z przysięgi małżeńskiej, czy z życia - kochasz, to dajesz, oczekujesz rewanżu, nis dostajesz, a i tak dajesz. Bo kochasz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: blee Re: do oliny, do mm IP: *.bielsko.dialog.net.pl 20.01.04, 21:20 ..a moze taka jest różnica pomiędzy żonami a tymi drugimi, tzw.' kochankami'(boze, co za określenie?? ) - te pierwsze sa nastawione na branie, na egzekucję swoich praw, te drugie po prostu dają - kochasz, to dajesz. Bo kochasz. I tyle Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: utto Re: do oliny, do mm IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.01.04, 00:04 brawo !!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka bingo - ja też mam takie wrażenie n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 02:34 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: do oliny, do mm IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.04, 15:45 Nie zgadzam sie. W przypadku kochanki mojego meza ona najpierw tylko dawala, ale pozniej zaczela zadac i to kategorycznie, zeby odszedl ode mnie i ozenil sie z nia. Tak ze dajcie juz spokoj z tym gloryfikowaniem kochanek... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: do baby żony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.04, 17:04 Ja nie gloryfikuję kochanek ! W moim przypadku było tak samo. Nie wiem co mu dawała, ale dawała . A gdy się poczuła pewnie to zaczęła żądać. Długo jej nienawidziłam, teraz patrzę inaczej. Nadal mam bardzo złe zdanie o tej kobiecie tylko powiedz mi co mi da nienawiśc do niej? Zabierze mi radość życia , mój czas, myśli, zatruje moje życie. Dlatego zmieniłam do tego stosunek , jeszcze tego brakuje, żeby taka.... była nadal w moim życiu. Mam co innego o wiele lepszego na głowie. Zdania o niej nie zmienię, to pewne. A jak myślisz co o niej myślę? To samo co ty o tamtej kobiecie. Pozdrawiam Cię serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: do baby żony IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.04, 18:17 Mnie nie chodzi o nienawisc. Trudno, niech one sobie zyja, nie jestem krwiozercza. Ale uwazam, ze dla kobiet zdradzonych, ktore potrafily wyciagnac z tych bolesnych doswiadczen nauke i odbudowac swoj zwiazek, wynurzenia tych kobiet nachalnie zadajacych zrozumienia i akceptacji sa trudne do strawienia i nie na miejscu. Ja chcialam tylko tyle. Tez Ciebie pozdrawiam bardzo serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: do baby żony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 18:39 Myślałam, że na tym poście znajdę osoby, które przeżyły coś podobnego. Uważam, ze potrafiłam dać sobie radę i chciałam się podzielić z innymi zdradzonymi swoim doświadczeniem. Wysłuchać ich, może dowiedzie się czegoś nowego. Oczekiwałam wsparcia.Kilka lat temu byłam obolała, potrzebowałam pomocy, ale wyszło na to ,że sama musiałam dac sobie radę. Jestem z siebie dumna, mogę powiedzieć, że nie mam czego się wstydzić, czego nie powiedziałabym o tej Pani ani o rodzinie męża. Ale to ich sprawa. Domyślam się, że zdanie drugiej strony /kochanki/ jest zupełnie inne i ma do tego prawo. Gdy będę miała ochotę, to go wysłucham lecz teraz potrzebuję po prostu wsparcia innych zdradzonych żon. Nie powiem nigdy, że zdrada męża to tylko jego wina . Coś /teraz już wiem co/ go popchnęło do innej. Szkoda tylko, że dowiedziałam się tego czego mu brakuje w ten sposób. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do blee Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 21.01.04, 08:24 A cóż one mogą dać, w konspiracji. Chyba tylko d..y, bo nic wjęcej nie zdążą, ale miłość jak wiemy nie na tym polega. A jeśli mowa o braniu, to nie wiem czy nie zabierają więcej od największego złodzieja na świecie. Łącznie z pieniędzmi i uczuciami, które powinne być skierowane bezwzględnie do dzieci i żony. Natomiast żony dają mimo wszystko bardzo dużo,wszystkie zdradzane żony o tym dobrze wiemy. Polemizować z nami odważą się tylko te, które są po tej drugiej stronie, bo nie stać ich na człowieka wolnego i bez zobowiązań. A może mają taki sposób na życie, budując swoje szczęście na cudzym nieszczęściu. Jeśli tak, to daleko nie dojadą na tym wózku. Jestem pewna! W każdym razie z całego serca im tego życzę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 21.01.04, 18:22 trochę mi się nie chce polemizwoać z powodów oczywistych - nie ten pozoiom jednak. Ja starałam się przynajmnie być bardziej wyważona w tym co piszę. Ale odnośnie dawania d... to sorry ale te tzw "żony" (przepraszam żony) to dają d... (tylko w odpowiedzi na twój post!)jawnie na dwa sposoby. Ten, o który ci chodziło kiedy pisałaś o kochankach, i ten drugi bardziej metaforyczny. A wiesz dlaczego? Bo sądzą, że uczucia drugiego człowieka powinny być "skierowane bezwzględnie do dzieci i żony". Czasem jednak się nie dziwię, że mężczyźni uciekają od żon do kochanek... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do mm Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 21.01.04, 21:00 Oceniam w ten sposób tylko te osoby (kochanki), które to robią w konspiracji z żonatymi. Jeżeli nie jesteś jedną z nich, to rzeczywiście nie ten poziom. MAM NADZIEJĘ, ŻE TYM RAZEM DOBRZE MNIE ZROZUMIAŁAŚ mm. A tak w ogóle to między pisaniem a dawaniem jest jednak bardzo długa droga i nie odważyłabym się na tej podstawie określać poziomu innych. Czy oby w tym przypadku nie sprawdza się powiedzenie: "uderz w stół, a nożyce się odezwą"? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: RR facet Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 11:40 Kobiety, co wy wiecie co facet chce w seksie, chyba ze wam to powie czego oczekuje i jestescie oboje otwarci na swoje pragnienia, trzeba umiec dawac i brac.Jesli kocha sie zone, pozada, pragnie i seks jest romantyczny, cieply i zarazem spontaniczny to zaden facet nie bedzie sobie szukal innej kobiety, chociaz nie zawsze szuka sie kobiety do seksu, bo to w wielu przypadkach nie jest podstawa do do rozpoczecia romansu, przeciez mozna saie zakochac po raz drugi. Jesli w malzenstwie seks jest obowiazkiem,i nie daje nam satysfakcji i oczekiwan to wybaczcie, zona nas nie pociaga z jakis powodow, a moze byc ich tysiace to wybaczcie,ze dzieje sie tak jak sie dzieje. Byl juz chyba poruszany ten problem, ze nalezy oddzielic krotki romans, wyskok w bok od uczucia, milosci,ktora moze sie przydazyc kazdemu, w kazdym wieku,w bez roznicy jaki jest stan cywilny!!! Jestem facetem, mam zone,dzieci i zyje mi sie swietnie,chcialoby sie powiedziec idylla na zewnatrz.Nie ma milosci- jest przywiazanie, nie ma dobrego seksu-jest obowiazek 10 min i po wszystkim,nie ma cieplej rodzinnej atmosfery- jest zwykla rodzina.Nie umielismy oboje tego stworzyc, chociaz poczatki byly wspaniale, wielu rzeczy nie przemyslelismy, nie dogadalismy,zbyt szybko zapadla decyzja o byciu razem.Mam swoje pragnienia, te wewnetrzne.Zblizam sie do 40-tki i bardzo chcialbym miec przy sobie kobiete, ktora pokocham i ktora pokocha mnie, i nie bedziemy wyszukiwali w sobie wad i niedorobek, ale pokochamy na wzajem siebie, swoje zalety i wady.Pisze jak baba,ale mezczyzni tez maja uczucia i tez pragna ciepla i milosci, sa wrazliwi.Tego czego czego nie ma w domu najczesciej znajduje sie poza domem i na dodatek ceni sie to co sie znalazlo,a zona i tak niczego do konca sie nie dowie. Do wszystkich zdradzonych zon,nie przystoi eleganckiej kobiecie takiej wiernej zonie, kochajacej matce mieszac z blotem wszystkich zdradzajacych,nerwy i zlosc nie sa dobrym sposobem na rozwiazywanie problemow.Moze warto dokladnie czytac listy na forum i je analizowac,dyskutowac na ten temat, a nie wyglaszac swoje brudne opinie.Z powazaniem RR Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych - do gość IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 22.01.04, 18:40 z tego co napisałaś, nie wynikało, że są jakieś wyjątki. Konspiracja - to jak chyba dobrze zrozumiałam - to nieszczęsne "dawanie d..." w tajemnicy przed żoną. A jak żona wie, to już nie konspira? Wtedy się daje d... jawnie? Cóż za róznica? Zrozumiałam cię doskonale i stąd moja uwaga na temat poziomu m.in. twoich postów. W moim życiu ( i słowniku) to się nazywa kochać. Puenta nie akekwatna - gdybyś napisała o miłości a nie dawaniu d... zapewne bym się nie odezwała. Ale skoro uważasz, że kochać się to można z żoną, a kochanka to może co najwyżej "to wielokrotnie już wspomniane wyrażenie", to się nie dziw, że śmiałam zabrać głos. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka nie, ja nie jestem po drugiej stronie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 18:24 nie jestem kochanką żonatego mężczyzny a jednak kiedy czytam coś tak agresywnego, jak Twoje posty, to myślę, że w pełni zasługujesz na zło, które cię spotyka... Odpowiedz Link Zgłoś
mrgodot Re: nie, ja nie jestem po drugiej stronie 21.01.04, 18:52 i wten sposób Blee sprowadził/a miłość do dawania dupy. I dała dupy. A tak już było ładnie... Rzeczywiście nie ten poziom. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Olina2 Re: nie, ja nie jestem po drugiej stronie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 19:57 Myślę, że najwięcej do powiedzenia mają te , co były lub są zdradzonymi żonami. Nikt nie ma prawa ich oceniac. Ani tych kochanek . Mimo, że nie jestem za kochankami, które zaginają parol na żonatego faceta i chcą zająć miejsca żon i też dawać d... legalnie. Nie ta droga.Romansik z żonatym na odświeżenie , proszę bardzo. Ale nie tak perfidnie ,,niewinnie,,. Znam taką jedną byłą kochankę , najpierw niewinna, nic nie chciała, czatowała tylko na telefony /skąd ona miała tyle czasu?-z nic nie robienia/,gdy wreszcie omotała mojego męża, dopiero pokazała mu co potrafi. Awantury w knajpie, na klatce schodowej , wyzwiska itp. Dlaczego? Bo poczuła się prawie żoną. Mój mąż dopiero dzięki tej pani, zobaczył co to jest brak szacunku do niego, brak tolerancji.Właściwie jestem jej wdzięczna , teraz dopiero mnie docenia. Ale co przeszłam to tylko ja wiem.Pozdrawiam wszystkie żony i nie tylko. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do Oleńki Re: siła zdradzonych IP: *.chello.pl 22.01.04, 01:39 Jeśli ten "wulgarny"(bo zawierający w swojej treści wyraz złożony z dwóch kropek i dwóch liter)post, Ciebie nie dotyczy, to nie rozumiem dlaczego w ten sposób reagujesz? Miałam prawo tak napisać, bo poczułam się zaatakowana. Jestem pewna, że większość żon podpisze się pod moim postem, bo zgodzą się z moim stwierdzeniem. To raczej Twoje słowa skierowane do mnie(a nie moje)są agresywne i pozostawiające wiele do życzenia. Przeczytaj post do mm, powyżej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka chyba coś Ci się pomyliło... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 14:05 > Jeśli ten "wulgarny"(bo zawierający w swojej treści wyraz złożony z dwóch > kropek i dwóch liter)post, Ciebie nie dotyczy, to nie rozumiem dlaczego w ten > sposób reagujesz? "Polemizować z nami odważą się tylko te, które są po tej drugiej stronie, bo nie stać ich na człowieka wolnego i bez zobowiązań." jak myślisz, kto to napisał??? > To raczej Twoje słowa skierowane do mnie(a nie moje)są agresywne i > pozostawiające wiele do życzenia. sprawiasz wrażenie kogoś z wielkimi problemami emocjonalnymi jesteś agresywna i nie czytasz zbyt uważnie tego, co się do Ciebie pisze tak, bedę z Toba polemizować, ponieważ piszesz bzdury niestety Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do Oleńki Re: chyba coś Ci się pomyliło... IP: *.chello.pl 22.01.04, 14:57 Niestety Oleńko, muszę przytoczyć tutaj to swamo stwierdzenie co do mm: "Uderz w stół, a nożyce się odezwą" Ja tak zareagowałam, bo poczułam się obrażona przez mm. Broniłam swojej pozycji jako żona, która wychowała troje dzieci na wspaniałych młodych ludzi (obecnie studiują na renomowanych uczelniach warszawskich), mam zadbany dom i sama potrafiłam wziąć się w garść mimo wielu trudności(były chwile w moim życiu kiedy byłam bliska obłędu). Wszystko mi się udało na pewno o wiele lepiej niż wielu innym, poza moim małżeństwem niestety. Przyczyną był właśnie skok w bok. Od tego się zaczęło. I NIGDY NIE ZGODZĘ SIĘ Z TWIERDZENIEM,ŻE TAM GDZIE JEST WSZYSTKO NIE BĘDZIE ZDRADY. W każdej regule są wyjątki ja właśnie tak trafiłam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do O Re:NA TEMAT JAK NAJBARDZIEJ IP: *.chello.pl 22.01.04, 18:58 Oczywiście, że na temat. Zaczęło się od blee i od tego momentu stworzył się problem. Prawidłowa reakcja ludzi, którzy poczuli się dotknięci. Z tą różnicą, że nie wszyscy z tego samego powodu. Ja za oziębłość, wyrachowanie i egzekucję swoich praw w małżeństwie, a pozostali za kilka słów prawdy dotyczących "cichego" DAWANIA (w ukryciu przed światem). Pozostałe słowa nie miały jak się okazuje żadnego znaczenia. Jak widać każdy ma swoje miejsce na ziemi i dlatedo nie wszyscy potrafią się zrozumieć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka przepraszam Cię, ale wypisujesz bzdury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 20:46 napisałaś, że kto broni innego stanowiska niż Twoje, musi być kochanką żonatego mężczyzny... rozumiem, że tak Ci łatwiej myśleć, tylko że nie ma to żadnego związku z rzeczywistością - ja na przykład nie jestem i nie zanosi się na coś takiego, mimo to, uważam że nie masz racji. i tyle. rozumiem, ze patrzysz na sprawę przez pryzmat swojego poczucia niewinności, ale przyjmij do wiadomości, że inni mogą mieć inne zdanie - ba, mężczyzna, który upokorzył Cię zdradą może mieć inne zdanie. zapewne istnieją zdradzane żony zołzy, ufam, że do nich nie należysz. ale wina nie na takich rzeczach czasem polega. nie zrozum mnie źle - moją intencją w żadnym razie nie jest usprawiedliwianie zdrady. jestem za czystymi układami, za mówieniem prawdy i odchodzeniem od niekochanej osoby, a nie za szukaniem potajemnie atrakcji na boku. nie wierzę jednakowoż w bezwinę strony zdradzonej. istnieje pew3ien margines - przepraszam za wyrażenie - dziwkarzy, którzy zapewne zdradza tak, czy siak, ale to margines, ludzie, pozbawieni podstawowej wrażliwości i niezdolni do nawiazywania głębokich relacji. jeśli to taki facet, Twoja wina polega na ślepocie w momencie wyboru, jeśli to nie taki facet - dołożyłaś rękę do zdrady, nawet jeśli Twój udział jest mniejszościowy. I wina, ewidentna i duża, Twojego męża nie ma tu nic do rzeczy. Nikt jej nie kwestionuje. Uwolnisz się od tego emocjonalnie dopiero wtedy, kiedy pozwolisz sobie na błędy. Zaakceptujesz fakt, że mogłaś nie być perfekcyjna, i - co najważniejsze - że miałaś do tego pełne prawo. pozdrawiam :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: przepraszam Cię, ale wypisujesz bzdury IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 22.01.04, 20:53 ktoś to tak kiedyś ładnie powiedział, że wszyscy mamy swój udział w cudzej winie - nie pamiętam kto, ale w oryginale brzmiało "We all share in someone else's guilt". Ale mimo wszystko są przypadki, w których trudno mi sobie wyobrazić, że to żona ponosi winę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do Oleńki Re: przepraszam Cię, ale może inaczej IP: *.chello.pl 23.01.04, 01:23 Oleńko - znam Cię tylko z tego wątku, ponieważ do innych nie zaglądam z powodu ograniczonych możliwości czasowych. Wydajesz mi się być inteligentną osobą i dlatego chętnie podejmuję z Tobą dyskusje. Nie będę rozwodziła się na temat moich odczuć dotyczących postów skierowanych w moją stronę, ale powiem krótko: perfekcyjna nie jestem na pewno, jak każdy człowiek, ale generalnie jestem w porządku. Naprawdę nie czuję się winna (jeszcze bardziej wtedy boli). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oleńka więc co jest dla Ciebie ważniejsze? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 16:46 dotrzeć przez ból do prawdy czy uniknąć bólu? zachowujesz się, jak pacjent, który skazuje się na śmierć, bo nie zgadza się na operację i towarzyszące jej ryzyko bólu... albo jak ktoś, kto złamawszy cośtam nie chce chodzić na rehabilitację, bo jak wiadomo jest to bolesne - a przecież, jak mówią rehabilitanci, zeby było lepiej najpierw musi być gorzej moim zdaniem bez uczciwej próby dotarcia do przyczyn wydarzeń skazujesz się na podwyższone ryzyko, że się powtórzą dlaczego boli Cię swiadomość, że mogłaś się walnie do tego wszystkiego przyczynić? przecież MIAŁAŚ PEŁNE PRAWO popełnić błąd, nawet poważny! każdy popełnia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Do Oleńki Żyć w zgodzie z własnym sumieniem IP: *.chello.pl 24.01.04, 20:18 Oleńko nie mogę przyznac się do czegoś czego nie popełniłam. I dobrze, że nie czuję się winna. Życie z poczuciem winy bardzo niekorzystnie wpływa na nasze zdrowie psychiczne Odpowiedz Link Zgłoś
l.af Re: Żyć w zgodzie z własnym sumieniem 24.01.04, 20:42 wyżej pisałaś, że kiedy myslisz o swojej winie, bardziej Cię to boli... to nie chodzi o tkwieniu w poczuciu winy, tylko świadomość swoich błędów, DO KTÓRYCH MIAŁO SIĘ PRAWO i odpuszczenie ich sobie wiesz dlaczego myślę, że przyłożyłaś rękę do sytuacji? bo pisząc, że była świetną żoną powołałaś się na zadbany dom i dzieci na prestiżowych uczelniach :( pozdrawiam Oleńka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Do Oleńki Re: Żyć w zgodzie z własnym sumieniem IP: *.chello.pl 24.01.04, 22:08 Oleńko, nie zrozumiałyśmy się. Napisałam, że jeszcze bardziej boli, bo z mojej strony wszystko było w porządku. Gdybym uważała, że jestem winna nie miałabym do nikogo żalu. POZDRAWIAM! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Do OLEŃKI Re: Żyć w zgodzie z własnym sumieniem IP: *.chello.pl 24.01.04, 20:44 ....c.d. Rozumiem Twoje intencje i bardzo doceniam Twoje poświęcenie. Dziękuję Ci za szczere chęci niesienia bezinteresownej pomocy. Takich właśnie osób na "Psychologii" oczekujemy. POZDRAWIAM CIĘ GORĄCO! Odpowiedz Link Zgłoś
mrgodot Re: chyba coś Ci się pomyliło... 22.01.04, 20:04 chyba się pogubiłem... Poczułaś się zaatakowana przez mm, ale to ty zaczęłaś od tego, że jej (kochanki) miłość sprowadziłąś do dawania d... Czyż nie? A to bardzo nieeleganckie określenie. Jeśli go kocha, to kocha a nie daje przysłowiowo. Może to uderzenie w stół to raczej twoja reakcja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do mrgodot Re: chyba jednak nie pomyliło mi się. IP: *.chello.pl 23.01.04, 00:48 Przeczytaj proszę jeszcze raz moje posty, a wtedy myślę, że nie trzeba będzie nic wyjaśniać. POZDRAWIAM! Odpowiedz Link Zgłoś
mrgodot Re: chyba jednak nie pomyliło mi się. 23.01.04, 21:33 chyba masz rację, nie pomyliłem się co do ciebie. To ty jesteś autorką "sławetnego" postu "do blee" nt dawania dupy w konspiracji. Szczerze ci współczuję, na poprawę chyba za późno. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do mr. MASZ RACJĘ - nie pomyliłeś się IP: *.chello.pl 24.01.04, 00:34 JAMCI......... Oj tak, tak mrgodot dokonałeś wielkiego odkrycia! Szczerze ci współczuję, czytasz to co wolisz i w dodatku nieuważnie. No cóż na poprawę nigdy nie jest za póżno! POZDRAWIAM! Odpowiedz Link Zgłoś
so_so do chello 24.01.04, 00:52 ..kobieto, ty nie masz nic innego do roboty?? Widzę, ze nie daje ci spokoju to forum. Moze pamiętniki pisz, napewno na tym lepiej wyjdziesz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monni Re: Siła zdradzonych IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 10:40 Strasznie płytkie to, co napisałaś. Może nie potrafisz sobie wyobrazić innej relacji między żonatym mężczyzną a inną kobietą (nie żoną), a może wygodniej jest dla Ciebie wmawiać sobie, że to tylko - tu przepraszam, zacytuję zniżająć się do Twego poziomu - "dawanie d..y". Otóż wyobraź sobie, że nie. Bywają związki, również małżeńskie, w kórych nikt nikomu nic nie daje. I są związki pozamałżeńskie, w których seks odgrywa marginalną rolę. Może znasz wyłącznie facetów, dla których tylko przysłowiowa "d..a" się liczy. W takim razie współczuję. Ale zapewniam, że są tacy, którzy mają duże potrzeby emocjonalne. Jeżeli żona tego nie widzi, albo nie chce widzieć, szukają innej kobiety, która będzie im naprawdę bliska. Piszesz, że zdradzane żony dają bardzo dużo. Trochę mnie zastanawia to przekonanie zdradzanych żon o własnej doskonałości. Czy facet zdradzi kobietę, z którą jest mu naprawdę dobrze, na którą może zawsze liczyć, nie tylko pod względem seksu. Czy którykolwiek mężczyzna zdradzi taką "idealną" kobietę, za jaką często uważa się zdradzona żona? Musiałby być nienormalny, a przecież Wasi mężowie chyba są normalni? Więc o co tu chodzi? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monni Re: Do "do blee" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 10:42 Mój powyższy komentarz jest do "do blee". Zazanczam to, bo trochę nisko się przesunął. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nie wierna Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 11:57 To mi sie podoba monii, nalezy pewne rzeczy rozgraniczyc i ty to zrobilas bardzo dobrze.Nie chce tego komentowac bo to co napisalas jest jasne i przejrzyste. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do was Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 22.01.04, 14:25 Szkoda, że zdecydowana większość z Was jest po tej drugiej stronie. Z tego wynika,że należycie do tej właśnie grupy. No cóż prawdopodobnie kobiety mojego pokroju nie mają czasu siedzieć przy monitorze, bo mają zbyt wiele zajęć na wyższym poziomie, chociaż Wy uważacie inaczej. Na koniec chciałam oznajmić tym wszystkim z innego poziomu, że posiadają wyjątkowe zdolności do wydawania opinii o ludziach, których znają tylko z krótkich postów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monni Re: Do "do blee" = "do was" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 15:02 Twój post potwierdza to, co napisałam wyżej. Piszesz: " kobiety mojego pokroju (...) mają zbyt wiele zajęć na wyższym poziomie". No coż, może gdybyś w porę zstąpiła z tych "wyżyn", w Twoim związku nie doszłoby do zdrady. (Z Twojego postu "do blee" wynika, ze jesteś/byłaś zdradzaną żoną.) Nic nie dzieje się bez powodu, zdrada też nie. I powtarzam: żadem mężczyzna nie zrezygnuje dobrowolnie z udanego, satysfakcjonującego związku. Poza tym nowego zwiąku nie nawiązuje się z dnia na dzień, pod wpływem chwilowego kaprysu. Może więc warto oderwać się od czasu do czasu od tych tajemniczych "zajęć na wyższym poziomie" i spojrzeć na potrzeby partnera? Chcę jeszcze dodać, że nie jestem po żadnej stronie, stram się tylko być obiektywana, co Tobie z kolei się nie udaje. Tak więc raczej Ciebie zawiodły "wyjątkowe zdolności do wydawania opinii o ludziach, znanych tylko z krótkich postów". I ostatnia uwaga: Ty chyba naprawdę widzisz i rozumiesz tylko to, co chcesz. Gdyby było inaczej, nie pisałabyś, że wydałam opinię o Tobie. Nie znam Cię przecież, więc jak mogłabym to zrobić? Skomentowałam jedynie Twój post, pisząc że jest płytki. Zdania na ten temat zresztą nie zmieniłam :). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monni Re: Do "do blee" = "do was" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 15:35 Chcę Ci powiedzieć jeszcze coś. Zdradzone żony dla własnej wygody wmawiają sobie, że inne kobiety uganiają się za ich mężami, bo jak napisałaś "nie stać ich na człowieka wolnego i bez zobowiązań". To bzdura! Otóż jest tak, że to osoba niezadowolona ze związku (małżeńskiego, czy innego)- w przypadku, o którym piszemy jest to mąż - szuka sobie kogoś, u kogo znajdzie to, czego nie znajduje u żony. Więc nie łudź się, że kobiety, które tworzą związki z żonatymi mężczyznami na nic więcej nie stać. Gdyby on (mąż, parter) naprawdę kochał i szanował żonę czy partnerkę i gdyby czuł się z nią szczęśliwy, to wołami nikt by go od niej nie odciągnął. Ludzie nie są doskonali, mylą się, tworzą czasami nieudane związki (nawet małżeńskie), które się niekiedy rozpadają. Jest rzeczą naturalną, że próbują później szukać szczęscia z kimś innym. Rozumiem, że jeśli kotś Cię zdradził, czujesz się rozgoryczona, może wściekła. Ale nie ma sensu życzyć wszystkiego najgorszego tym, którzy próbują szczęścia w nowym związku i tym, którzy/które próbują im to szczęście dać, znajdując przy okazji własne. Zamiast tego, może warto pomyśleć, co Ciebie jeszcze w życiu może spotkać dobrego? I tego Ci życzę o odpowiedzi na Twoje "złe" życzenia z postu "do blee" (mimo, że mnie nie dotyczą). Odpowiedz Link Zgłoś
anna-maria17 [...] 22.01.04, 17:34 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DON Re:Siła kochanek IP: *.chello.pl 22.01.04, 18:16 TO co Wy miłe panie potraficie napisać to jest naprawdę śmiechu warte. Miała to być " siła zdradzonych", dająca wsparcie osobom zdradzonym,potrzebującym pomocy, tymczasem jest to BUNT KOCHANEK,które obraziły się za kilka zdań SZCZEREJ PRAWDY O SOBIE!!!!!!!!! Potraficie nawet pofatygować się na przeczytanie ponad 400 postów po to tylko, żeby na drodze zemsty udowodnić komuś jego niewłaściwą obecność na określonym wątku. Myślę, że tylko kobiety tak potrafią, mężczyżni zawsze byli i są bardziej solidarni. ŚMIECHU WARTE! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Inga Re:Siła kochanek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 03:40 Mnie zastanawia tylko jedno, dlaczego mąż, który nie kocha swojej żony nie rozwiedzie się z nią przed zdradą? Czy tak nie byłoby uczciwiej? Dlaczego musi tak ranić swoją żonę zamiast przedstawić sprawę taką jaka ona jest - po prostu nie kocham cię. No bo jeżeli pokochał prawdziwą miłością kochankę to znaczyć musi, że żony nie kochał miłością prawdziwą. Czyli okłamywał siebie i żonę. Rozwiedziony jako człowiek wolny może się związać z kim chce, wtedy też instytucja kochanki umarłaby śmiercią naturalną. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monni Re:Siła kochanek - do "do Blee = do was" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 23.01.04, 09:06 Kolejny nick, ale osoba ta sama :). Tekst o buncie kochanek, które udowadniają coś na drodze zemsty też jest płytki i świadczy o tym, że nic do Ciebie nie dociera. Myślisz, że pomoc zdradzonej osobie polega na tym, żeby razem z nią siąść i płakać albo podsycać nienawiśc do świata i ludzi? Nic bardziej błędnego! Nie poczujesz się przez to lepiej, a już na pewno w niczym Ci to nie pomoże. Więc to Ty nie obrażaj się o kilka słów prawdy, że nie tędy droga. Nie usprawiedliwiam zdrady i jak autorka jednego z sąsiednich postów uważam, że nieudany związek bez przyszłości należy zakończyć przed związaniem się z kolejną osobą. Ale jak już pisałam, natura ludzka jest ułomna i ludzie zawsze popełniali, popełniają i będą popełniać błędy. Z kolei żaden związek nie rozpada się bez przyczyny i z dnia na dzień. Dlatego zamiast ziać nienawiścią i goryczą, postaraj się znależć powody sytuacji, która stała się Twoim udziałem i zastanowić się, co zrobić, by nie powtórzyło się to więcej w żadnym związku, który być może jeszcze stworzysz. I jeszcze jedno: Zanim z pogardą nazwiesz kogoś kochanką, którą stać tylko na cudzego męża, uświadom sobie, że często właśnie ona staje się najbliżą mu osobą, że daje mu więcej, niż żona (nie tylko "d..y" - jak stwierdziłaś w jednym z wcześniejszych postów) i wreszcie to, że on ją wybrał, że wolał ją, niż żonę. Dlaczego? Oto jest pytanie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ? i tak wiesz kim jestem IP: *.chello.pl 23.01.04, 16:40 Czy oby na pewno powinieneś brać udział w tej dyskusji? Zastanawiam się też czy warto otwierać się tak bardzo jak to zrobiłam ja,ponieważ i tak wcześniej czy póżniej odwróci się to przeciwko nam. POZDRAWIAM WSZYSTKICH, KTÓRZY NAM POMAGAJĄ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re:do DONA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.04, 08:24 Dzięki za jasne spojrzenie. To prawda , miały na tym poście mieć wsparcie zdradzeni. A zobiło sę pole walki żony kontra kochanki i nie kochanki. Zdradzone mają prawo oczekiwac na wsparcie, nawet gdy zioną jadem. Tu powinnyu mieć szanse przeczytać jak przestać nienawidzić. Mi się udało, ale to była ciężka praca, ale tego nikt nie chce słuchać ,wolą się kłócić. Więc trudno. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Do Oleńki Nie warto! IP: *.chello.pl 24.01.04, 20:57 Więc niech się kłócą, ale może między sobą, ja już postawiłam kropkę nad "i". Dziękuję Ci Ol.i gorąco pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re:Siła kochanek IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.04, 16:20 A, to nowosc!!! A mnie sie wydawalo, ze to tylko ja osmielilam sie zaprotestowac na tym forum przeciwko apoteozie kochanek i tworzeniu sie lobby tych pan... No, coz, kazdy przypadek zdrady jest inny i nie mozna sprawy generalizowac, nie mniej jednak zdrada meza i dzialania kochanek nie mozna inaczej zakwalifikowac niz jako czyny moralnie naganne. To wszystko. Wiecej pokory, drogie panie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do a m czy oby na pewno? IP: *.chello.pl 23.01.04, 00:15 co ty powiesz? Ciekawe. Jak tylko będę miała trochę czasu to poszukam tego postu, który wg.twojej opinii przypomina moją osobę. Może wtedy poczuję się bardziej swojsko, bo tutaj między wami to czuję się zupełnie wyobcowana, jakby z innej planety. A tak swoją drogą to myślałam, że wszyscy tutaj mogą znależć pocieszenie. Tymczasem widzę, że grubo się myliłam. Okazuje się, że panie, biorące udział w dyskusji, są wspaniałymi psychologami. Same wszystko wiedzą najlepiej i tolerują tylko te osoby, które im się nie narażają. Wszyscy pozostali - fora ze dwora. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: manni Re: do "chello.pl" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 23.01.04, 10:00 Dopiero teraz pofatygowałam się, by przejrzeć wcześniejsze posty, pod kątem pojawiania się wśród nich tekstów autorstwa pani "chello.pl". No coż, żenada. Zwłaszcza wątki z 7, 8 i chyba 11 czy 12 grudnia. Trochę żałuję, ze wdałam się w tę dyskusję, bo wyznaję zasadę, ze rozmowa ma sens, jeśli jest z kim rozmawiać. Usprawiedliwiać w pewnym stopniu może panią "chello.pl" to, że jej mąż zranił ją zdradzając z "ukraińską szmatą" (to cytat z jej postu - swoją drogą dziwne, że wolał ją, niż żonę; pani "chello.pl" sama się tu bardzo dyskredytuje), ale zważywszy, że fakt ten miał miejsce trzy lata temu, a ona wciąż kipi wściekłością i nienawiścią do wszystkich, którzy nie myślą dokładnie tymi samymi kategoriami co ona, myślę, że dalsza dyskusja nie ma sensu. Pozdrawiam wszystkich, również "chello.pl" z życzeniami, żeby udało jej się wyrwać z kręgu negatywnych emocji, którymi się otoczyła. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monni Re: do "chello.pl" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 23.01.04, 10:03 Przpraszam za literówkę w podpisie w poprzednim poście: oczywiście "monni" nie "manni" :). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ? zmień adres IP: *.chello.pl 23.01.04, 17:00 monni,manni czy zdradzający,to na jedno wychodzi - bo jest to wciąż ta sama osoba jak widać z beznadziejnie płytkich, aczkolwiek wnikliwych postów tegoż wątku proszę państwa. Odpowiedz Link Zgłoś
mrgodot Re: do gość 24.01.04, 17:44 szukasz wsparcia? A dlaczego uważasz, że mogą ci go udzielić tylko inne zdradzane osoby? Może ucz się od kochanek, a konkretnie z ich doświadczeń wysnuwaj wnioski zamiast je potępiać. A nuż będziesz o coś tam mądzrzejsza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: === siła wyższa IP: *.chello.pl 23.01.04, 17:15 fatyguj się i wnikaj dalej jeśli uważasz, że jesteś na dobrej drodze..... Życzę powodzenia w czytaniu ambitnej lektury. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do monni chyba żle interpretujesz IP: *.chello.pl 24.01.04, 01:34 Niczego nie żałuj monni, przecież w żadną dyskusję się nie wdałaś. Jak sama stwierdziłaś do prowadzenia rozmowy potrzebny jest ktoś, tymczasem ty prowadzisz monolog. Ta twoja wnikliwa agresja tak bardzo przysłoniła ci oczy, że nawet tego nie zauważyłaś. Radzę więc, wytęż wzrok i fatyguj się dalej przeczesywać posty "siły zdradzonych". Wierzę,że znajdziesz tam jeszcze ciekawsze rzeczy, którymi może zechcesz podzielić się z nami. POWODZENIA! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monni Re: do "chello.pl" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 26.01.04, 09:26 Rozbawiłaś mnie i to jest ostatnia rzecz, którą mam Ci do powiedzenia. "Wnikliwa agresja" w moich postach? To duże nadużycie, pomijając to, że całe sformułowanie jakoś "nieszczęśliwie" brzmi. Szufladkujesz ludzi, zamiast zdobyć się na odrobinę obiektywizmu. Kto nie mówi jednym głosem z Tobą, tego nie tolerujesz i rzucasz mu się do gardła? I co Ci to daje? Nie masz monpopolu na jedyną słuszną wersję, uświadom to sobie! P.S. Czytając Twoje posty mam wrażenie, że nie rozumiesz znaczenia niektórych słów, a mimo to ich używasz. Może by tak nadrobić te braki? Pozdrawiam :). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Do monni post - super IP: *.chello.pl 26.01.04, 11:19 ......ha,ha,ha,ha,ha.... to drugi najlepszy post jaki w życiu przeczytałam!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monni Re: post - super - do chello IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 27.01.04, 08:52 Typowa reakcja osoby, której zabrakło argumentów... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do LESZNO! .....,a miałaś już dawno skończyć..... IP: *.chello.pl 27.01.04, 12:02 Widzę, że wciąż szukasz potwierdzenia swojej bezmyślności, chociaż wolałabym powiedzieć -głupoty! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monni Re: .....,a miałaś już dawno skończyć..... IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 27.01.04, 13:28 Człowiek, któremu brakuje argumentów rozpaczliwie sięga po swój ostatni: obraża innych. Tylko że Ty nie jesteś w stanie mnie obrazić :). Moje posty nie świadczą ani o bezmyślności, ani tym bardziej głupocie. Dobrze o tym wiesz, ale jak zwykle próbujesz zagłuszyć wszystko, co różni się od Twoich skażonych złością (choć wolałabym powiedzieć - nienawiścią) wypowiedzi. Widząc Twoją bezradnośc - rzeczywiście kończę, tym razem na dobre. Po co masz sobie szargać i tak już postrzępione nerwy? I wiesz co? Dam Ci satysfakcję powiedzenia ostatniego słowa, bo na pewno zechcesz na pożegnanie trysnąć jadem :). Pozdrawiam bez urazy! Odpowiedz Link Zgłoś
mrgodot Re: Siła zdradzonych - do gość /pani chello 24.01.04, 17:36 Gość portalu: do blee napisał(a): > A cóż one mogą dać, w konspiracji. Chyba tylko d..y, bo nic wjęcej nie zdążą, > ale miłość jak wiemy nie na tym polega. A jeśli mowa o braniu, to nie wiem czy > nie zabierają więcej od największego złodzieja na świecie. Łącznie z pieniędzmi > > i uczuciami, które powinne być skierowane bezwzględnie do dzieci i żony. > Polemizować z nami odważą się tylko te, które są po tej drugiej > stronie, bo nie stać ich na człowieka wolnego i bez zobowiązań. I to właśnie jest kompletnie nei na poziomie. Bardzo chciałbym wiedzieć na jakiej podstawie dajesz sobie (i innym zdradzanym żonom)prawo mieszania z błotem kochanek, osądzania ich słowami, którymi to zrobiłaś, ale przede wszyskim skąd u ciebie przekonanie o tym, gdzie cudze uczucia powinny być skierowane. Może i zdobyłaś męża w sensie fizycznym, ale go nie kupiłaś i nie jesteś panią jego myśli i uczuć. Zastanó się trochę nad sobą. Skoro masz już ten papierek to myślisz, że wystarczy tylko żądać i brać, żądać i brać, ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: smutas Re: Siła zdradzonych IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 21.01.04, 22:57 Mimo wszystko daleko odeszliśmy od niektórych tez Pani Milskiej- Wrzosinskiej. 1) nie ma siły zdradzonych, układ sił jest zawsze 1:2 (zdradzajacy ma wsparcie w kochajacym go partnerze) 2)ktoś na poczatku forum napisał, że życie po zdradzie (niezależnie od podjetych decyzji) jest dziesiątego gatunku. Zgadzam się, zdrada jest czymś nieodwracalnym. 3)Zycie w zakłamaniu, związku bez miłości jest złe, ale nigdy nie jest tak, że miłość wygasa równocześnie z obu stron, zdrada jest dlatego, że jeden z partnerów jeszcze kocha i co z tego wynika bezwzlędnie wynika ufa. Teraz mały "skok w bok" w świat wymyślony (ale za to bez naszych własnych piekieł)- czy widzieliscie film "Don Juan De Marco"? Wspaniała obsada (Johnny Deep - dla pań młodszych, Marlon Brando - dla pań młodszych inaczej, muzyka, dowcip itd - polecam. Film o miłości, nieuleczalnym romantyźmie. Bohater "najwspanialszy kochanek świata" kocha i uszczęśliwia wszystkie kobiety (panny, mężatki, cudze kochanki), roztacza wokół taki nieodparty urok, że leczący go psychiatra zwleka z podaniem leków by przedłużć chwile w których chłopak jest Juanem. Jest w tym jednak jeden zastanawiajacy wątek: chłopak popada w obłęd (w wynkiku ktorego staje się Don Juanem)w momencie, gdy dowiaduje sie, że jego matka zdradziła ojca... My możemy zdradzać - bo mamy prawo do uczuć i prawdy, nasi partnerzy lepiej żeby nas nie zdradzali - trochę (?) to rani, (a rogi zwykle dużo ważą), nasze matki powinny być wierne - bo chcemy mieć uporządkowany świat wartości, autorytetów, oparcie w naszych bliskich, bo dobrze jest mieć kogos, komu bezwzględnie ufamy. No i jak to pogodzić. Odpowiedz Link Zgłoś
agresja4 Re: Siła zdradzonych -smutas 24.01.04, 00:01 przydałaby się nowa lekcja życia Wolność wyboru - ustawy wspomagają matki z dzićmi. Państwo im pomaga Rozwodów byłoby miliony - w końcu nie byłyby uzależnine od PANA Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DO OLEŃKI spóżniony refleks IP: *.chello.pl 26.01.04, 02:26 Już wcześniej zastanowił mnie ten Maks, który nie zabrał nigdy głosu i ..... Trzeba przyznać,że jesteś genialna w tym co robisz,tym bardziej Ci dziękuję, a w szczególności za komentowany artykół, który dopiero dzisiaj w całoćsi przeczytałam. POZDRAWIAM!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Do O. analfabetyzm wtórny IP: *.chello.pl 26.01.04, 10:38 Sorry za ->ARTYKUŁ<- Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ? dziękuję p. LESZNO za ostatnie zdanie IP: *.chello.pl 27.01.04, 16:02 Być może "skażonych" jak to sama ujęłaś wypowiedzi nauczyłam się od ciebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ccc Re: Siła zdradzonych IP: *.54.137.111.tisdip.tiscali.de 22.01.04, 23:44 jhallo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tereska Re: Siła zdradzonych IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 25.01.04, 21:41 ludzie ,nie widzicie ,ze zdrada jest wynikiem czegos złego w zwiazku?ten kto zdradza moze byc tym złym ale nie koniecznie,moze zwyczajnie szuka czegos ,czego mu brakuje, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wik Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.04, 15:37 Tylko pokażcie mi związek gdzie jest wszystko idealnie .I dlaczego zawsze tylko jedna strona szuka pocieszenia na boku?I pokażcie mi 50 letniego faceta,który oprze się wdziękom dwudziestokilkuletniej dziewczyny,jeśli ona się uprze,że go uwiedzie.I dlaczego jeśli w związku jest coś nie tak,nie przyjdzie się do tej niedobrej żony i nie powie:zle mi z tobą,odchodzę!,tylko kręci się i oszukuje przez rok ,jak było w moim przypadku.Nie rozumiem też tych kochanek,które zgadzają się być tymi drugimi i żon,które udają,że nic nie wiedzą.Największe pretensje miałam do męża o to,że oszukiwał i kłamał.Jasne,że każdy może się zakochać,tylko przydałoby się choć trochę uczciwości. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 27.01.04, 18:41 a ja myślę, że znalazłoby się wielu facetów, któzy nie daliby się uwieść nawet najbardziej atrakcyjnej młodej dziewczynie. W końcu mężczyzna to nie jakieś zwierzę, czy napalony buhaj. Jeśli jest w szczęśliwym związku i w jego pojęciu ma wszystko czego pragnie, w dodatku zależy mu na partnerce, to nie zdradzi, bo ryzyko za duże. A co do kochanek, któe zgadzają się być tymi drugimi, to nie do końca jest tak. Czasem rzeczywiście traktują związek jak przelotny romans, czasem nie mają wyboru bo czekają aż mężczyzna podejmie decyzję z kim chce być. Komuś kto kocha bardzo trudno jest odejść. Godzi się nawet na nieuczciwość - do czasu oczywiście. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: majak prawda jest tylko jedna IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 29.01.04, 12:47 prawda jest tylko jedna ale kazdy na nia patrzy jak mu wygodnie,zeby samego siebie usprawiedliwic,albo za poczucie winy bo robi sie wbrew/kochanki/,albo za poczucie winy ze nie zrobiło sie czegos/zony/.Kazdemu towarzyszy poczucie winy a skad sie bierze?z zakłamania .Bo lepiej udawac,ze wszystko jest ok i zyc w słodkim smrodku,norm społecznych a jak sie ktos wyłamie to jest w najleprzym przypadku wariatem albo nieszczesliwa kochanka albo jeszcze bardziej nieszczesliwa zona,która poswieci wszystko nawet siebie ale po co? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eva Re: Siła zdradzonych IP: *.private / 192.168.0.* 30.01.04, 14:03 Zdradziłam, i zdradzam nadal czekam na te chwile calymi dniami, trwa to juz ponad pol roku z 1 miesieczna przerwą jestem wtedy wniebowzieta, a najlepsze jest to , ze ta osoba z ktora mam romans nie moze mi nic dac oprocz krotkiej rozmowy, kochamy sie,owszem jest mi dobrze ale nie do konca, wystarczy mi jak widze jak ta osoba jest szczesliwa za ten widok oddalabym wszystko. Lubie sprawiac ludziom radosc i przynosic szczescie:) dzisiaj znowu sie zobaczymy i znowu bede szczesliwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: Siła zdradzonychdo eva IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.04, 20:02 Ciekawe na jak długo Ci to starczy? Święta, on z żoną a ty z kim? On na urlop np. jeden z żoną, drudi z Tobą , tyle, że ty sama wracasz do domu. Chciałabym Cię usłyszeć za rok. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 26.03.04, 20:14 kogo zdradzasz Ewo? czy masz na mysli meza? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.04, 20:29 Gdy czytałam ten artykuł, byłam już po romansie męża. Czytałam ten artykuł i wiedziałam, że gdyby ktoś mi pokazał wcześniej, to nie wierzyłabym. Wszystkie punkty się sprawdziły. We wszystkie wierzyłam, że tak nie jest, ale tak było. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 02.02.04, 23:11 A jak jest teraz? Lepiej, gorzej? Coś się dzieje i wywraca nam śiwat do góry nogami, bez naszej woli i winy. Kolejne doświadczenie, które musimy przeżyć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 14:13 O ironio losu, jest lepiej. Źle powiedziane, jest dobrze, trudno jeszcze powedzieć ,że b. dobrze. Po pierwsze nigdy mężowi nie wypomniałam i nie wypominam tego romansu. Z tego romansu narodził się chłopiec, mąż łoży na niego, niestety nie widuje. Staliśmy się dojrzałym małżeństwem, po przejściach. Wiele mnie nauczył ów romans, spojrzałam na siebie, męża inaczej. Postanowiliśmy jedno, do tej pory małżeństwo nasze było takie a takie,teraz każde z nas powiedziało czego naprawdę oczekuje 9d drugiej strony. Wreszcie się rozumiemy i porozumiewamy. Minęło 5 lat od tego czasu a my ciągle odkrywamy coś nowego w sobie. Mieliśmy bardzo trudne chwile, ale przetrwaliśmy.Mamy dwoje dzieci, wiedzą, że mają braciszka choć go nie znają. To wszystko nie było łatwe. Została sprawa kontaktów małego z naszą rodziną. Życie pokaże co dalej..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 03.02.04, 16:32 I widzisz, w twoim przypadku to była miłość, silniejsza niż romans twojego męża i pewnie jeszcze twoja dojrzałość - potrafiłaś wybaczyć i zamiast niszczyć w przypływie złości - starałaś się naprawiać i budować. Ale nie każdy tak potrafi - czasem z tej miłości rodzi się neinawiść i zatrzymujemy przy sobie partnera po to, by zatruwać mu życie w odwecie za to co zrobił. Podziwiam cię szczególnie za to, że jest to "trzecie" dziecko a mimo wszystko walczyłaś, wybaczyłaś i wygrałaś. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna 1mies.poslubie i juz zdradzona IP: *.54.169.225.tisdip.tiscali.de 03.02.04, 12:19 czy jest ktos kto mi pomoze w realnej ocenie sytuacji?.Maz (obecnie 1 mies.)zdradzil mnie przed slubem.Zaufalam raz jeszcze....1000-ce powodow-brak pracy, depresja,brak wiary, ze damy sobie rade, dlugi,zobowiazania z tytulu eks..,dzieci- myslalam, ze to go wszystko przerasta..Tlumaczylam go...Pobralismy sie m-c temu.Wczoraj wiezdziona intuicja znalazlam poczte ze zdjeciami od tamtej. Przyznal sie do ponownego /per mail-tel/ kontaktu.Czy to oznacza, ze nie mamy zadnych szans, a on nie jest zdolny do zwiazku?Czy mam przestac walczyc i pozbyc sie zludzen?Czy jest mozliwe to, ze on mnie kocha(twierdzi, ze o mnie walczy i jest przerazliwie samotny, czego konsekwencja sa kontakty z kobietami??? z internetu.Czy tez jest "uzaleznionym", skrzywionym internauta.1000 km odleglosci nie bylo dla niego przeszkoda w zdradzie.Prosze pomozcie mi bo innaczej zwariuje, ma za soba 5 mies stresu,nieprzespane noce i znaczny spadek wagi..pomozcie mi ,jak mam dalej zyc?Czy jest tu cos do ratowania?KOcham go i nie chce go stracic.oczekuje porady osob dojrzalych, najlepiej z podobnymi,chociaz to malo prawdopodobne- doswiadczeniami.pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 14:20 Myślę, że dobrze by było żebyś przeczytała artykuł ,,Siła zdradzonych'' Zofii Milskiej-Wrzesińskiej.Polecam. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna do Oliny2 Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona IP: *.54.169.225.tisdip.tiscali.de 03.02.04, 16:26 czytalam ten artykul 100tki razy, co masz na mysli, ze powinnam przestac o niego walczyc i pogodzic sie z mysla, ze zawsze bedzie mnie zdradzal? Pobralismy sie w takich okolicznosciach, ze moge z cala stanowczoscia powiedziec, ze dokonal i przemyslal swoj wybor, z uwagi na jego obecna sytuacje zyciowa w ogole nie powinien sie z nikim zenic-wymagalo to ogromnej odwagi zyciowej.Wiem, ze mamy problem w komunikacji..,ale wierze rowniez, ze jestesmy sobie bliscy. Wiem rowniez, ze zalezalo mu na "wyjsciu" z tego "romansu" w bialych rekawiczkach. Ztad rzekomo ponowny kontakt-chcial sie jej jakos wytlumaczyc. Nie pochwalam tego, ale wiem, ze mezczyzni stosuja tego typu forme "meskiej dyplomacji.Wiem , ze jest to z ich strony oznaka tchorzostwa...wiem...wiem jeszcze,ze moj maz czuje sie niepewnie w zwiazku, zarzucil mi nawet dominacje-czy to jest przyczyna jego "ucieczek", bo tak naprawde wiem, ze nie kocha tej kobiety, gdyby tak bylo nie pisal by w tym czasie do innych z czatu.Myslalam tez o tym, ze potrztebuje sie ciagle potwierdzac i dlatego to robi.Co mam dalej robic i jak probowac do niego dotrzec?Jak sie dowiedziec czy naprawde mnie kocha, czy potrafi w ogole kochac? Ogarnia mnie tyle watpliwosci, ale wiem jedno- ja go kocham wciaz tak samo.Wiem tez, ze jest wartosciowym czlowiekiem i wierze, ze mozemy byc szczesliwi ze soba, chociaz jest bardzo "trudny". Czy jest mozliwe, ze czlowiek o ogromnej wrazliwosci i duzej inteligencji emocjonalnej postepowal w taki sposob? Pozdrawiam i czekam na opinie.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 03.02.04, 16:38 A czy ty naprawdę wierzysz w jego tłumaczenia? Bo widzisz dla mnie brzmią one naprawdę mało przekonująco. To nawet taki eufemizm. Piszesz, że to wrażliwy człowiek o dużej inteligencji emocjonalnej. Chyba w to nie wierzę - nie na tym przecież polega inteligencja emocjonalna. Zdrada miesiąc po ślubie, przed śłubem ... Związki przechodzą kryzysy ale to dużo za wcześnie na kryzys. Wybielasz go bardzo ale z silną wolą to u niego kiepsko. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.54.169.225.tisdip.tiscali.de 03.02.04, 16:43 czy uwazasz, ze powinnam skontaktowac sie z ta kobieta?Byc moze rozmowa z nia rozwieje moje watpliwosci niezaleznie od kierunku, nawet jesli mialoby byc to na moja niekorzysc?Do chwili obecnej nie chcialam tego , poniewaz jestem przekonana,ze jest totalnym zerem i na sama mysl o tym robilo mi sie niedobrze.Wiedziala o mnie i o tym, ze bylismy dlugo zareczeni:podczas kilkudniowej mojej nieobecnosci przyjechala na trzy dni do naszego mieszkania i chciala rozwalic nasz zwiazek- bez klasy, bez refleksji, a jedynym pewnym argumentem jest to, ze chodzilo jej o wyjazd z Polski i uzyskanie obywatelstwa- znalazla w komunikatorze.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: do bezradnej IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 03.02.04, 16:48 W żadnym wypadku nie powinnaś z nią rozmawiać - masz rację twierdząc, że jest zerem. Szkoda twojego czasu i nerwów. Tu chodzi raczej o to, żeby twój mąż też się z nią nie kontaktował, nawet pod głupim - wybacz - pozorem wytłumaczenia się. Nie wyjdzie z tego w białych rękawiczkach ale ty możesz mu wybaczyć, jeśli potrafisz. Tylko dlaczego ona spędziła aż trzy dni w waszym mieszkaniu? Nie rozumiem... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna bezradna do mm IP: *.54.169.225.tisdip.tiscali.de 03.02.04, 16:57 wyjechalam w tym czasie, bylismy w tym czasie jeszcze narzeczenstwem...Pisala z nim okolo 6 miesiecy za pomoca komunikatora, Byly tez telefony ,, no i wyczekala okazje. zeby zaprezentowac mu sie w pelnej krasie. Bylo to na 6 mies. przed naszym slubem.Pojechala z powrotem do Polski i juz nie dala mu spokoju/Nie jestesmy z Polski- ja i moj maz. Ona 37 letnia panienka bez perspektyw w Polsce, szukala na komunikatorach kontaktow tylko ZAGRANICZNYCH ha.ha.Szmata i nikt wiecej, bo w te milosc "trzy dniowa" nie wierze.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A28 Re: bezradna do mm IP: *.proxy.aol.com 03.02.04, 17:36 Wiesz co? Zanim powiesz o kims "szmata", zrob rachunek sumienia. 1. wyszlas za maz za mezczyzne, ktory cie juz przedtem zdradzil. 2. twoj narzeczony goscil te pania, ktora szmata nazywasz i z cala pewnoscia dal jej adres, bo nie wyweszyla go przeciez przez dedektywa. Kobieta przyjechala, bo narzeczony ja pewnie zapraszal. 3. Kim jest w takim wypadku twoj obecny maz? 4. macie trudnosci komunikacyjne? Czyli, rozmowa odbywa sie na zasadzie "gadal dziad do obrzu"? 5. nie przesadzaj z tym zalamaniem po utracie pracy. To jest tylko twoje szukanie aureoli, gdzie jej nie ma. 6. Mezczyzna zdradza po raz kolejny, ale jest poza tym uczuciowy, madty i inteligentny. 7. Glupich nie sieja.... 8. Przemysl dokladnie, co tu napisalas. Czy on cie kocha? Dal ci tego przeciez podwojna zdrada dostateczne dowody. 9. Zastanawiajace jest, jak zdesperowana musi byc kobieta, ktora wychodzi za maz za mezczyzne, ktory ja juz przed slubem zdradza a po nastepnej zdradzie zadaje pytanie "czy on mnie kocha"? 10. Kto jest "szmata" w tym ukladzie? A. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: bezradna do A-28 IP: *.54.169.225.tisdip.tiscali.de 03.02.04, 17:51 chyba pogubilas sie , nie bylo mowy o drugiej zdradzie, chociaz mozna ja zakladac /z twojego punktu widzenia jest to wysoce prawdopodobne- bo wyglada na to, ze jestes b.doswiadczona, co oznacza nie bojmy sie tego slowa ,po prostu PRZEZYTA.Nie rozumiesz tego o czym pisze, a juz na pewno wylanie komus zimnego wiadra wody na glowe swiadczy o tym, ze nie wiesz co to sa uczucia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: bezradna do mm IP: *.54.169.225.tisdip.tiscali.de 03.02.04, 17:37 wiem, ze nie powinnam go usprawiedliwiac, ale swiadomosc, ze on tez ponosi wine nie rozwiazuje mojego problemu. Skad mam wiedziec, czy nie oklamuje nas obu, ale po co w tym wypadku wzial ze mna slub? Ja nie rozumiem motywow jego postepowania, przeciez mogl zostac wolny, rozstac sie ze mna i kiedys potem zastanawiac sie nad soba. Dlaczego tego nie zrobil, dlaczego bal sie mnie stracic?.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A28 Miesiac po slubie a juz zdradzona! IP: *.proxy.aol.com 03.02.04, 19:18 Czy to ty napisalas? A czemu on sie z toba ozenil? Bo podatki placi sie mniejsze, bo musisz mu alimenty placic w razie jego bezrobocia i rozwodu, bo mieszkanie trzeba zaplacic a on nie ma z czego, bo proszki do prania kosztuja, bo ktos musi placic za prad, ktory zuzywa jego komputer, bo.....Jest jeszcze mnostwo innych powodow, dla ktorych on sie z toba ozenil. Pytanie, dlaczego TY za niego wyszlas? Kochalas go, pewnie mi odpowiesz. No tak, kocha sie pomimo wszystko. Pomimo zenskiego goscia w czasie twojej nieobecnosci, pomimo zdrad, pomimo braku komunikacji. Masz racje. Takiego uczucia nie znam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: Miesiac po slubie a juz zdradzona!doA28 IP: *.54.59.139.tisdip.tiscali.de 04.02.04, 12:55 jesli jestes tak twarda , to napisz o sobie cos, bo z Twojej opinii wynika, ze jestes zgorzkniala "kochanka", czy tez sie myle???Twoje opinie sa "trzezwe", ale niestety stronnicze. Napisz o swoich doswiadczeniach, a powiem ci kim jestes- i skad sie bierze twoj brak obiektywizmu!A moze nie ma juz w tobie zadnej "swiezosci"- w tym wypadku wspolczuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: Miesiac po slubie a juz zdradzona!doA28 IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 15:48 Piszac na tym forum musisz sie nastawic na to, ze tutaj zalozyly sobie wlasne lobby panie niedocenione, a przeciez wspaniale i rozumiejace naszych mezow lepiej od nas - kochanki! Zauwazylam, ze zdradzane zony czesciej sie tutaj atakuje, niz im pomaga, aczkolwiek sa nieliczne wyjatki. A wracajac do tematu glownego, to ja osobiscie wybralam milosc, zmiany, wybaczenie i walke o odrodzenie zwiazku. Twoja sytuacja jest na pewno bardzo trudna. Ale moze warto powalczyc... Do Ciebie nalezy decyzja. Pozdrawiam serdecznie :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: Powyzsza odpowiedziedz jest oczywiscie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 15:52 dla bezradnej. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: Miesiac po slubie a juz zdradzona-do baby zony IP: *.54.166.98.tisdip.tiscali.de 04.02.04, 18:06 to, ze jestem atakowana zauwazylam oczywiscie, wiem tez z poprzednich listow troche na temat tych, ktorzy zabieraja glos, masz racje -atak jest tez jakas forma obrony , albo proba zaklamania rzeczywistosci . Ktos kto ma poczucie winy nie zawsze umie sobie z tym poradzic...A jesli chodzi o mnie rzeczywiscie nie dostaje wskazowek - jak dalej radzic sobie z ta sytuacja.Rozmowa z mezem utyka w jednym punkcie-on mnie kocha..,ona byla jego wirtualnym "psychologiem", jak wiemy nie tylko ...Czytalam ich korespondecje /maz pokazal mi ja/ ich rozmowy toczyly sie glownie na moj temat. On twierdzil, ze obawia sie mnie w jakis sposob- rozmawialam na ten temat z psychologiem , a ten ostatni uznal, ze moj maz niepewnie czuje sie w tym zwiazku. Byl czas jego zdrady, byl czas obwiniania sie przeze mnie, byl czas radosci i wiary w przyszlosc/mam na mysli okres na krotko przed slubem i zaraz po/do momentu, kiedy ona znow sie pojawila- z zyczemniami szczescia i wyznaniem milosci, a kilka dni potem kolejny list....Wiem, ze moj maz ma mase kompleksow , w rozny sposob staral sie dowartosciowac. Wiem tez, ze przez dlugi czas byl bardzo samotny..To sa fakty, a nie proba usprawiedliwiania go, staram sie tez byc surowa i nie zapominam o tym jak bardzo mnie zranil. Myslisz, ze odpowiedz na jej listy, niezaleznie od tresci swiadczy o tym, ze nie mamy szans i to malzenstwo juz nie istnieje? Jak dalej mam zyc? On twierdzi, ze to nam nie zagraza? pozdrawiam i dziekuje.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: do bezradnej IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.04, 14:30 Zycie, w ktorym myslisz tylko o potencjalnej zdradzie meza, wydaje sie byc totalnym nieporozumieniem. Czy potrafilibyscie pogadac "od serca", bez zadnych gierek, przemilczen etc.? To brzmi trywialnie, ale chyba nie ma innego sposobu, zeby ludzie sie dogadali. Jesli nie potrafia, to taki zwiazek wczesniej czy pozniej sie rozlatuje. Chyba mozna kochac i byc z facetem, ktory ma problemy, ale musi byc jakis zwiazek dusz, ktory moze nie byc miloscia, ale pozwoli na biezace rozwiazywanie problemow i cementowanie zwiazku. Ty wiesz najlepiej, czego mozesz probowac w kontaktach z mezem, jak do niego dotrzec. Moze to bedzie dla Ciebie jakas wskazowka... Pozdrawiam :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: do bezradnej-baba zona IP: *.54.180.158.tisdip.tiscali.de 07.02.04, 01:04 przeczytaj post do xxxx z 7.02.04 co ty na to...bo ja mam poczucie , ze zwariuje.., on unika tych rozmow, zaslaniajac sie praca, rzeczywiscie ma teraz duzo na glowie... ale to przeciez tez nie moze czekac?! Czyni mi wyrzuty, ze go drecze, a on straci prace/ ktora znalazl po dluzszym okresie bezrobocia/, na dodatek ma inne oferty nagle i musi faktycznie poswiecac temu czas i mysli..Mysle co z nami bedzie i jak dotrzec do jego swiadomosci ..Jedno desperackie wyjscie znam...ale nie jestem na nie gotowa...jeszcze nie..dziekuje wszystkim, ktorzy mi pomagaja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sonia Re: do bezradnej- IP: *.bielsko.dialog.net.pl 07.02.04, 03:30 kobieto! Wiem, ze to trudne, bo ja kiedys tak mialam na pare miesiecy przed slubem - nie spalam przez 4 doby i chcialam sie zabic, bo moj swiat pekl i rozpadl sie na kawalki..to bylo prawie dwa lata temu - dzis sie sobie dziwie i wiem ze juz sie nigdy nie pozwole wpedzic w taki stan, bo wiem, ze NIKT tego nie jest wart, zeby tak cierpiec i tak sie przejmowac i byc u kresu wytrzymalosci.. teraz to trudne, ale uwierz, to minie, kiedys na to spojrzysz z gory, i bedziesz zalowac tych nerwow..zycze Ci dystansu, dystansu i moze to zabrzmi kretynsko, ale przestan go tak kochac, po prostu, mysl o sobie, to nie jest cudowna wysniona idealna milosc, skoro naraza Cie na taki stres..bardzo bardzo trzymam za Ciebie:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: do bezradnej-Sonia IP: *.54.153.47.tisdip.tiscali.de 08.02.04, 19:33 powoli zaczynam rozumiec, ze to wszystko mnie niszczy. Przestaje walczyc.., zaczynam miec watpliwoesci o co i o kogo walcze. Przeprowadzilismy kolejne rozmowy o naszym zwiazku, o mnie i jego postepowaniu. Bede teraz patrzec co on dalej w tym kierunku zrobi, musze sie wziac do kupy i na sile zajac "zyciem", jestem zmeczona, chronicznie niewyspana, wychudzona.... Nie uzalam sie nad soba, ale tak postrzega mnie swiat! Czy to nie jest sygnal w tym kierunku, ze powinnam powiedziec sobie DOSC... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: do bezradnej IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.04, 15:42 Mysle, ze o to chodzi. Musisz nabrac do tego dystansu i zadbac o siebie. Slusznie Ci to sugerowala jedna z dziewczyn. Nabierz sil, wyspij sie, idz gdzies, gdzie naladujesz sie pozytywnie. Masz kogos, kto dotrzyma Ci towarzystwa? Jakas przyjaciolka, albo dobra kolezanka? Rozejrzyj sie... Pozdrawiam cieplo. :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: bezradna do mm IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 03.02.04, 20:37 Wydaje mi się jednak że popełniłaś błąd wychodząc za niego. Może przynajmniej zbyt wcześnie to zrobiłaś. Młody szczęśliwy małżonek/narzeczony nie wpuści do domu obcej kobiety, która nie trafiła tam z przypadku i nie została przez trzy dni bez jego zgody. Tak naprawdę możesz mieć pretensje głównie do niego - ta kobieta jest/była. Mogą być następne. Nie szukaj winy w sobie ale nie zwalaj wszystkiego na nią. To twój mąż okazał się dziceinny, naiwny, niewierny albo po porstu wykorzystał twoją ufność (może naiwność). Nie iwerz w jego załamania, ciężkie chwile itp. bo to nie usprawiedliwi takiej zdready - ot tak po prostu dla zabawy, chwili przyjemności, itp. Gdyby to chociaż była miłość ... a on się z nią przespał, flirtował.To z nim musisz rozmawiać, nie z nią. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezr. Re: bezradna do mm IP: *.54.59.139.tisdip.tiscali.de 04.02.04, 12:17 byc moze popelnilam najwiekszy blad w moim zyciu, byc moze nigdy mnie nie kochal, byc moze nie potrafi kochac w ogole?Byc moze moja walka jest niepotrzebna, ale chce sprobowac, zeby kiedys nie zadawac sobie pytanaia :...dlaczego tego nie zrobilam. Ostatni czas byl koszmarem dla nas obojga, mam dosyc obopolnego zadreczania. Chcialam juz odejsc...wtedy, ale moja milosc potrafila wybaczyc, nie zapomniec...A co bedzie dalej? Napewno nie wybaczanie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: do bezradnej IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 05.02.04, 20:33 Zasadnicze pytanie nie brzmi czy potrafi kochać w ogóle, ale czy potrafi kochać tylko ciebie. Nie ma gotowych recept na idealne związki ani na ich naprawianie. Dużo zależy od tego czy chcesz być z nim czy nie. Z tego co piszesz wynika, że tak. I pewnie z nim będziesz, ale musisz czasem walczyć o siebie. Zdradził cię raz, może zrobić to po raz kolejny. Wydaje mi się, że problem tkwi w tym, że on czuje się bezpiecznie, wie, że go kochasz i mu na tobie zależy. Być może powinnaś być bardziej wymagająca. Facet, któory - jak piszesz w innych postach - potrzebuje "wirtualnego psychologa" i tak tłumaczy zdradę (a zdrada to nie tylko seks) po prostu kłamie, i to w sposób dziecinny i naiwny. Powiedz mu to, powiedz, że nie wierzysz w jego wyjaśnienia i że jeżeli coś takiego się zdarzy kiedykolwiek to odejdziesz. On ci tej zdrady w żaden racjonalny sposób nie wyjaśni bo taki nie istnieje - to była chwial słabości i zapomnienia, ale w małżeństwie , zwłaszcza tak świeżym jak wasze, to niczego nie wyjaśnia. Pamiętaj jednak, że musisz być konsekwentna. Jeśli zdradzi ty odchodzisz. Jeśli zostaniesz to zmarnujesz sobie życie a jemu dasz zielone światło. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: bezradna-do mm IP: *.54.169.114.tisdip.tiscali.de 06.02.04, 11:27 zgadzam sie z Toba calkowicie..Problem polega na tym, ze on sie stara! Moze tylko chce uspic moja czujnosc. Jest czuly i przynosi kwiaty, sa rozmowy o wspolnej przyszlosci, o zwiazku....itp. Mam jednak poczucie, ze teraz po prostu lepiej sie ukrywa.., wiem, ze to on powinien odbudowac zaufanie i swiadomosc, ze musze go na czyms nakryc doprowadza mnie do szalu...Nie mam ochoty dreczyc sie dalej... ciagle szukajac...Jak dojsc do prawdy? Jestem juz tak bardzo zmeczona... i chce znow ufac. Wiem, ze jestem w takim stadium, ze moge tez odejsc-nie boje sie samotnosci, umiem zyc sama, ale czy on zdaje sobie sprawe z tego, ze jestem do tego zdolna - niewiem- byc moze dlatego czuje sie bezkarny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 20:28 A co ci da skontaktowanie się z nią? Jak myślisz czego się dowiesz? Ona będzie miała swój kierunek a ty swój. Co dalej? Jej nie przeszkadza, że jesteś jego żoną.Ona sama nie weszła do waszego mieszkania, została tam za jego pozwoleniem.Jeżeli każde zero jest w stanie rozwalić wasze małżeństwo, to co to za małżeństwo? Kim ty jesteś w tym małżeństwie? Gdzie tak naprawdę jest twoje miejsce. Może po prostu boisz się ..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezr. Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.54.59.139.tisdip.tiscali.de 04.02.04, 11:33 ponowny kontakt, to list pozegnalny z zyczeniami szczescia!?Dziekuje wszystkim, ktorzy chca mna wstrzasnac-to juz mam za soba. Ocena przeszlosci i tak wlekla sie bedzie za mna...Musze myslec o przyszlosci i zajac sie innymi biezacymi sprawami zyciowymi, ktore tez sa wazne. Jak mam sie naladowac? Pojsc do przodu? Jak dojsc do tego, co jest prawda, a co klamstwem..Dreczyc , walkowac ten temat calymi dniami, czy czekac biernie..Nie mamy po dwadziescia lat , kiedy emocje rzadza postepowaniem.Chce jeszcze sprobowac nas ratowac, jednoczesnie tez zdaje sobie sprawe z tego, ze nie moze byc to tylko moim udzialem. Stoje na brzegu rwacej rzeki i mam poczucie, ze ktos podklada mi noge... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxxxx Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.02.04, 02:06 dlaczego dajesz sie manipulowac przez to "forum", idz do przodu. To forum to jak czarne wrony. Dzisiaj Tobie zle, to "jutro" musi byc dobrze. Olina2 to zelazny dyskutant, chyba nie ma co robic. Nudzi sie i smedzi. Bierze udzial w kazdym forum i tylko chce byc wazna. Ma samiutkie kompleksiki i wpuszcza cie w "maliny". Nikt nie podklada ci nogi. Przekonasz sie, tylko troche wytrwaj. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do xxxxx IP: *.54.169.114.tisdip.tiscali.de 06.02.04, 12:11 powiedz mi jak wytrwac ...mam udawac, ze mu ufam, a dalej swoje robic, czyli byc czujna? To mnie wykancza, na dodatek nie umiem grac i nie chce, a swiadomosc, ze mam na tym spedzac moje zycie, by udowodnic mu kolejne klamsta jest dla mnie tragedia i totalnym nonsensem. Nie udawac, czyli dreczyc nas dalej podejrzeniami , potegowac poczucie winy i nasilac zarazem dystans? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxxxx Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do xxxxx IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.02.04, 23:27 Takie problemy jak Twoj, to jak koniecznosc zjedzenia slonia na sniadanie. Mozliwe jest zjedzenie tego slonia, ale na 200 sniadan. Chce przez to powiedziec,ze jak stracisz glowe i rownowage to sobie nie poradzisz. Niewiadomo jak to sie skonczy. Ale tak sobie mysle, ze jestes troche egoistka, jak kazdy czlowiek, i ten egoizm skieruj na swoje zycie. Powiedz sobie ja zyje, chce zyc, moje zycie to moje zycie, nie jestem nikim, jestem duzo warta dla siebie i dla niego tylko on tego nie dostrzega. Mysle, ze nie myslisz calymi dniami nieustannie o swoim problemie. Myslisz na pewno o wielu innych sprawach, a niektore z nich sa dla ciebie wazne i przyjemne. To musi dawac ci poczucie , ze jestes !!!. Po pierwsze za wszelka cene nie mysl o "problemie". Nie bedzie ci sie to dobrze udawalo na poczatku, ale z dnia na dzien nabierzesz coraz to wiekszej wprawy. Na pewno jest tak, ze istnieje tysiace wiekszych i mniejszych spraw do zalatwienia. Zacznij od tych najwazniejszych , poza "problemem" i od tych gdzie odniesiesz chocby maly sukces i satysfakcje. NIE NARZEKAJ - to ciebie doluje i postarza !!!!, oraz bedziesz zle widziana przez innych , przez przyjaciol i znajomych. NIE DZIALAJ GWALTOWNIE. NIE WPADAJ W PANIKE - to nie pomoze. CIERPLIWIE DOCZEKAJ wiosennych cieplych i dlugich dni - serio, to wazne. A to juz niedlugo. NIE JESTES SAMA tak wogole i na tym forum (baba zona, mm i moze wielu innych). Pozdrawiam (:. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do xxxxx IP: *.54.180.158.tisdip.tiscali.de 07.02.04, 00:45 dzis odkrylam kolejna korespondencje od niej...pisze, ze juz mu nie wierzy w jego obietnice!????i nie chce wiecej kontaktow!?. Mam wierzyc, ze nie ma na nia odpowiedzi!?Byl tez telefon przed dwoma dniami na komorke... Nie powiedzialam mu o tym. Wczesniej tlumaczyl sie tym, ze to ona ciagle sie odzywa..Wczoraj kwiaty dla mnie i zapewnienia o uczuciach, dzis... byc moze dla niej...Jaki jest jego cel w tym wszystkim? Jak nie dzialac gwaltownie?....a wiosna jest tak daleko...onaobraza mnie roznymi epitetami i manipuluje nim. Tak bylo od samego poczatku.... ha - pomimo, ze nigdy nie miala ze mna zadnego kontaktu...Co na to MOJ MAZ ???? Na to pytanie tez chcialabym znac odpowiedz.... Jestem u progu wytrzymalosci.Dziekuje za list. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxxxx Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do xxxxx IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.02.04, 01:07 Czy to nie jest dobry znak i FAKT, ze dostalas kwiaty i mile slowa. Docen to jak promyk slonca. A on jest twoim mezem. I to nie ty jestes u progu wytrzymalosci tylko ona. I niech sobie bedzie. Powinno ciebie to cieszyc ze to ona ma jakis problem a ty dostajesz kwiaty i dobre slowa. Pozwole sobie na jeszcze jedna sugestie. Zadbaj o to bys codziennie byla wyspana, jesli sama nie potrafisz sobie z tym poradzic, popros o pomoc meza a jak bedzie potrzeba to i lekarza, przeciez wiesz, ze dobry sen jest podstawa twojego samopoczucia. Dobranoc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do xxxxx IP: *.54.60.233.tisdip.tiscali.de 10.02.04, 17:50 nic sie nie zmienilo. ona dalej "pierze mo mozg", a ja dzisiaj wiem, ze on jest motorem w tym wszystkim, dla mnie znajduje kolejne tlumaczenia , z ktorych nic nowego nie wynika..poza tym, ze ktos robi mnie tutaj w balona..Mysle, ze moja walka nie ma sensu, ze trace czas i zdrowie dla kogos, kto mnie nawet nie szanuje...lub jest "chory"!!! Nie docieraja do niego moje przekazy, on planuje wspolna przyszlosc- mgliscie-dla mnie, a w zwiazku z nia obiecuje "poprawe" czyli ha, ha brak kontaktu ..On po prostu mnie oklamuje, byc moze ja tez- wszystko na to wskazuje i uzywa nas obu do "swoich celow". Na dodatek ma jeszcze wyyyyyyyyyrzuty sumienia w stosunku do nas obu ? Czyz to nie jest "chore"???????????A ja mam sie odprezyc? Najgorsze jest to , ze jestem z dala od bliskich i rodziny, a znajomych nie chce w to wciagac, i tak mnie nie zrozumia. Jestem sama i dlatego jestem tez z Wami, chce rozmawiac z kims, kto przezyl podobnie zdrade i udalo mu sie uratowac malzenstwo, jak tego dokonal ? Ja powoli sie wypalam.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: bezradna - odezwij sie! Martwie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.04, 11:34 sie... Wszystko w porzadku? :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bez. Re: bezradna - odezwij sie! baba zona IP: *.54.191.32.tisdip.tiscali.de 11.02.04, 17:48 przeczytaj post z 10.02.04 do xxxxx , nic nie jest w porzadku, on dalej ma z nia kontakt i glupio sie tlumaczy obwiniajac mnie o "swoj" obecny stan ducha!!!!!! W mysl artykulu "sila zdradzonych" wszystko sie potwierdza, jesli moge, chcialabym porozmawiac z Toba inna droga, jesli to mozliwe podaj swoj E- mail, tutaj niewiele moge wiecej powiedziec i niewiele w zwiazku z tym przeczytam. Sa sprawy uboczne, ale bardzo istotne, w tych okolicznosciach nie moge o nich pisac. Czuje, ze mozesz mi pomoc, pozdrawiam b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: bezradna - odezwij sie! baba zona IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.04, 20:18 Pisz na: babaja@gazeta.pl Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: b. Re: bezradna - odezwij sie! baba zona IP: *.54.164.217.tisdip.tiscali.de 12.02.04, 18:53 o'kay, dziekuje Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdradzona Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do xxxxx IP: *.com.pl / 213.186.71.* 31.03.04, 09:00 moja rada jest taka: wyplącz się z tego dopóki możesz. Ja popełniłam błąd.Za mąż wyszłam z wilekiej miłości za człowieka, z którym byłam 4 lata, który ciągle mówił mi jak mnie kocha itd. O zdradzie męża dowiedziałam sią dwa dni po ślubie. Powinna się wtedy spakować i uciekać gdzie pieprz rośnie. Nie zrobiłam tego i do dzisiaj za to płacą. Potem okazało sią, że to trwało już przed ślubem i że jego ukochanej to nie przeszkadza.Po ślubie zaszłam w ciąże, wiąc tłumaczyłam sobie, że muszą dla dobra dziecka. Miałam 23 lata i żadnego wsparcia. w końcu doszło do konfrontacji na której dowiedziałam sią, że chce być z tą Panią, że się wyprowadzi itd. Do dziś czuję ból który mnie wtedy ogarnął (a mineło 12 lat). Jak to sią skończyło. Wracał, kłamał, mówił że mnie kocha że musi tamto zakończyć, że nikogo nie chce zniszczyń. Pozwoliłam wrócić, urodziała dziecko a to dalej trwało. Bolało bardzo, kochał sią ze mną mówił o miłości, a potem kłamał i jechał do niej. To ja czułam sią jak kurwa (darmowy seks. Mały miał dwa tygodnie a ja nabrałam sił i wyrzuciłam kochanego męża. Przychodził, płakał itd. był wielki powrót (po 3 miesiącach), kwiaty, łzy. Do dzisiaj nie rozumiem. Przecież dałam mu wolną rękę. Nic od niego nie chciałam. Mógł robić co chce. Ale ja uwieżyłam, bo głupa bardzo kochałam. I tak przeżyliśmy z sobą kolejne 12 lat. było różnie jak w każdym małżeżstwie, raz lepiej, raz gorzej. Kolejne dziecko, praca, stresy, obowiązki. Ja postanowiłam mu zaufać (bo wybaczyłam ale nigdy nie zapomniałam. Było duż cudwonych chwil. A teraz szukam stron o zdradach bo od trzech tygodni coś się dzieje. I olie mnie przeczucie nie myli to ta sama kobieta. Sprawdziałam jest z nią w kontakcie (ma jej komórkę, późno wraca, kupuje po kryjomu prezenty. I co teraz mam zrobić. Dzieci mają 12 i 7 lat a on szaleje. najlepszą obroną jest atak, wiąc na moją prośbę aby wyjaśnić sprawę on odpowiada krzykiem. W domu dotąd spokojnym zaczęły sią awantury i dzieci cierpię. Mam pytania: mój mąż jest codziennie chętny do seksu ze mną - czy to jest normalne? Czy jest możliwa tylko więź psychiczna z kochanką (bez seksu - tak mi 12 lat temu ptłumaczył, że to coś innego, że z nią nie sypia - JA UWIERZYŁAM!!!!!. Co ja mam robić udawać że nic nie wiem (wtedy jest w domu spokój a on dla mnie dobry. A moje uczucia. Boli mnie głowa nie potrafię się skupić, żyć mi się nie chce. Teraz mam 35 lat i chyba zmarnowałam życie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.04, 16:55 > dlaczego dajesz sie manipulowac przez to "forum", idz do przodu. xxxx a co ty robisz, dając takie ,,rady'' Nudzisz się ? I smecisz.I skąd wiesz , że chcę być ważna- kompleksiki gniotą? Nikogo nie wpuszczam w maliny. Sama przeżyłam zdradę męża i staram się przekazać swoje sposrzeżenia. Nie daję rad. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxxxx Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.02.04, 19:47 Troche pewnie roznimy sie zdaniem w sprawie "bezradnej". Przyznaje, ze atak na Ciebie byl mocno za ostry. Oczywiscie za to bardzo przepraszam - serio. Moge nawet wyznaczyc sobie kare i skreslic jedna gwiazdke z mojego nicku. Bedzie teraz on wygladal tak: "xxxx" - (:. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.04, 21:23 Na pewno się różnimy, chętnie czytam twoje zdanie, ale nie osądzam a przynajmiej się staram. Przeprosiny przyjmuję i nie skreślaj gwiazdki z nicku , bo mi się popitoli. Pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxxxx Re: Do Oliny 2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.02.04, 00:07 Jak widzisz pozostala piata gwiazdka. Choc uszy mam czerwone. Od dzisiaj znam wszystkie Twoje wypowiedzi na tym forum. Wydaje mi sie , ze roznimy sie zdaniami, ale nie pryncypiami. Bardziej precyzyjnie moge sie wypowiedziec, ale nie na forum. Jezeli zdecydujesz -tak-, podam swoj mail. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: Do Oliny 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.04, 16:04 Chętnie podyskutuję z Tobą . Decyduję się i czekam na twój mail. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: Do xxxxx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.04, 16:07 Chętnie podyskutuję i czeka na mail. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxxxx Re: Do Oliny2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.02.04, 19:01 cieszę się. uto_otu@op.pl. Z pozdrowieniami, C. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tola niech mi ktos pomoże! IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 07.02.04, 19:03 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: niech mi ktos pomoże! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 14:18 Muszę przyznać, że ten wątek bardzo mi pomógł. Zobaczyłam, że nie tylko ja byłam w takiej sytuacji. Odważyłam się na forum iopowiedzieć o tym co mnie spotkało.Szkoda, że wszyscy się pokłócili. Nie chodzi mi o rozdrapywanie ran. Ale nie byłam sama. Gdzie jesteście? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 Re: do xxxxx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 14:24 Dopiero teraz odważyłam się do Ciebie napisać. Ale twój mail nie działa. Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxxxx Re: Do Oliny 2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.04, 22:40 Witam. Mój mail jest w porządku. Sprawdzałem. uto_otu@op.pl Pozdrawiam. I ewentualnie do "usłyszenia". C. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bez. Re: niech mi ktos pomoże!-Olina 2 IP: *.54.166.33.tisdip.tiscali.de 02.03.04, 21:37 Opowiedz o tym, jak udalo Ci sie uratowac zwiazek i prze co musialas przejsc?!!! nie wierze, ze po obietnicach "poprawy " zaufalas, nie sprawdzalas i zapomnialas o przeszlosci, a jesli tak to jak tego dokonalas, i co zrobil w ty,m kierunku Twoj maz, aby znow odbudowac zaufanie???Piszesz, ze Ci sie udalo , podziel sie tym z innymi...b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olina2 do Pani Zofii Milskiej-Wrzosińskiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 17:23 po wielu moich odezwach, tak naprawdę dopiero przeczytałam, że zdrada nie leczy kryzysu lecz go zwielokratnia. Związek może uratować siła i determinacja strony zdradzanej. To prawda . Myślę, że gdyby nie moja siła, nie przetrwalibśmy. Przetrwałam działanie rodziny męża, która nie chciała mnie.To w skrócie. Ale Pani stwierdzenia , utwierdziły mnie, że wiele było mojej woli i determinacji.Kochałam i kocham i lubię mojego męża. Pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eleonora do bezradnej IP: *.bredband.comhem.se 02.03.04, 00:00 Nie wiem , ale mam wrazenie ,ze spotkalysmy tego samego mezczyzne.Bylam z nim przez dwa lata, tez mieszkamy poza granicami Polski i tak samo mial kontakt wirtualny z jedna pania , ktora chciala opuscic Polske. Oczywiscie ja nic nie wiedzialam!Wyjezdzajac do mamy do Polski ta pani przyjechala do niego i zamieszkala .Zastalam ja po powrocie u niego(nie mieszkamy jeszcze razem)dla mnie to byla tragedia i rozpacz. Tlumaczyl sie jak mogl, jakies brednie i powykrecane fakta. Ja zostawialm go natychmiast, nie chcialam nawet rozmowy, mimo , ze szalalam z bolu i tesknoty ; nadal tesknie , minelo 6 miesiecy a ta pani chyba jest w Polsce i zalatwia papiery na pobyt..nie wiem , nie chce wiedziec. Jak mozna zamienic nasza milosc, bliskosc , zrozumienie an wirtualna znajomosc i od razu pozwolic komus mieszkac u siebie? jeszcze moje wszystkie rzeczy sa u niego.Pomimo listow nie dostalam ich z powrotem. Tez kupowal mi kwiaty i kleczal z milosci przy lozku ...i co z tego? falsz i obluda, to robot albo czlowiek niezdolny do milosci , psychopata. Taki jak twoj , mysle , czy to przypadkiem nie jest ten sam? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bez. Re: do bezradnej-Eleonora IP: *.54.166.33.tisdip.tiscali.de 02.03.04, 21:31 napisz cos wiecej, bo to jest interesujace co piszesz. Nie sadze, zeby moj obecny maz /czasowo niemozliwe/ byl tym samym czlowiekiem, ale okolicznosci i bieg wydarzen na tyle mnie interesuje, ze jestem zainteresowana Twoja historia...Chorych facetow jest pelno wszedzie,bo jak nazwac brak "odwagi cywilnej", zeby z kims skonczyc?- a dopiero potem zaczac nastepny "zwiazek"? Tchorzostwo i totalny brak respektu do CZLOWIEKA (patrz system wartosci ogolnych).Wiem , ze sie wymadrzam, ale Ja sama jestem madra "po szkodzie"....Napisz cos wiecej, czekam .b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eleonora Re: do bezradnej-Eleonora IP: *.bredband.comhem.se 02.03.04, 22:50 Moge dodac jeszcze pare faktow; poniewaz mial dom , ale ja z nim nie mieszkalam natomiast spedzalam piatek-poniedzialek, bo dom byl niewykonczony a ja mam jeszcze corke z poprzedniego malzenstwa z ktora mieszkam.Przy mnie w mojej obecnosci zaczal wykanczac dom(na przyjazd tej pani)a ja sie cieszylam i nawet kupowalam firanki i inne drobiazgi do jego domu, aby pomalu urzadzic. Cieszylam sie takze , ze planuje zbudowac saune..kochal mnie bardzo, codziennie rano dostawalam przemile sms-y , e-maile a kazdy dzien musielismy zakonczyc rozmowa ,kiedy bylam u siebie. We wrzesniu mielismy jechac do Polski, mama miala urodziny, ale powiedzial ze skonczyl mu sie paszport...pojechalam do Polski sama a po powrocie to juz byl horror...nie odebral mnie z dworca, nie dzwonil. Myslalam ze dostal paszport i pojechal do Polski a komorka nie zawsze tam odbiera. Odczekalam jakis tydzien ale nawet nie musialam , bo doniesiono mi , ze byl na zabawie ze swoja nowa narzeczona z ktora bierze niedlugo slub!!!!!I wtedy wszystko wyszlo na jaw, to byla pani z Polski, z ktora mial kontakt internetowyi ta pani nawet tu byla w zimie 2 tygodnie i chyba wtedy zalatwiali pobyt w urzedzie. Przezylam koszmar , nikomu tego nie zycze! Tak mnie upokorzyc! Zamienic mnie , ktora tu bylam na miejscu , wspomagalam go duchowo , pomagalam i w koncu zylismy razem...na obca kobiete , nieznana ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eleonora Re: do bezradnej-Eleonora IP: *.bredband.comhem.se 02.03.04, 23:01 musze jeszcze dodac do tej zagadki , chociaz to w gruncie nie ma znaczenia ale w tym wypadku mogloby ewentualnie, ze kobieta byla tylko pare lat mlodsza(nie bylo tego widac) i w dodatku ku zdziwieniu moich znajomych brzydka w ogolnym slowa tego znaczeniu, bez gustu ubrana i z przebiciem, b. pewna siebie. Tak ,z e zadne walory natury psychicznej czy wygladu nie wchodzily w gre. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: do bezradnej-Eleonora IP: *.54.136.122.tisdip.tiscali.de 09.03.04, 15:40 to rzeczywiscie nie ma znaczenia ile ma lat i jak wyglada. Wiem, ze wpedzasz sie teraz w poczucie winy, zastanawiasz sie nad tym jakie popelnialas bledy, zdrada powoduje obnizenie poczucia wartosci, atrakcyjnosci dla nas samych, ale nie tedy droga...Musisz dowartosciowac sie innaczej-sama, czy tez wykorzystujac swoje kontakty ..Nie sugeruje Ci poszukanie nowego adoratora..., ale z pozycji silnej, niezaleznej, majacej "wlasne zycie" kobiety , a wiec - atrakcyjnej! latwiej bedzie Ci przeprowadzac jakiekolwiek rozmowy z partnerem, zbyt malo wiem o Twoim zwiazku i charakterze czlowieka , o ktorym piszesz, napisz cos wiecej o tym jak probowalas wyjasnic z nim te cala sytuacje. Czy tez "usunelas " sie bez slowa? Bez proby sklonienia go do wyjasnien? Wiem, ze zebranie sil w takiej sytuacji jest szalenie trudne..sama kilka tygodni temu "przerabialam ten temat". Dzisiaj jest juz troche lepiej i uwierz mi, u Ciebie tez tak bedzie. Latwiej bedzie Ci sie zdystansowac do zaistnialej sytuacji, bo nie mieszkacie razem, postaraj sie o to na poczatek. Zadbaj o towarzystwo, nie siedz sama w domu...Jesli mozesz wyjedz, ale niekoniecznie do rodziny...Postaraj sie o "zmiane tapety"..pozdrawiam b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zona Re: do Pani Zofii Milskiej-Wrzosińskiej IP: *.54.149.103.tisdip.tiscali.de 16.03.04, 00:17 jak poradzic sobie z narcyzem, ktory ciagle musi sie dowartosciowywac na zewnatrz, bo w normalnym zyciu- ma problemy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Abigail7 Re: Siła zdradzonych IP: 172.20.6.* 10.03.04, 11:56 Wiele lat nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jestem zdradzana. Mój mąż jest adwokatem. Szczególnie dobrze wiedział, jak ukrywać swoje drugie życie. Dodam, że w tym zawodzie o usłużne kobiety nie trudno, niestety.Stałe usługi spełniała i spełnia rozwódka pisząca mu pisma procesowe ale oprócz niej były wszystkie chętne kobiety z przeróżnych środowisk . Mąż nie gardzi usługami przydrożnymi. Ostatnio badał się na nosicielstwo HIV. Nie obcy był mu też sex na telefon . Do tej formy wybierał bardzo młode dziewczyny. W rezultacie takiego sposobu na życie popadł w ogromne kłopoty finansowe. teraz zauważył,że ma żonę, że tylko żona może mu pomóc. Nasze dzieci są dorosłe, a mimo to przeżyły taki szok jak ja. Najnowsza przyjaciółka męża jest 10 lat młodsza od córki! Jej matka nie widzi nic zdrożnego w jej przyjażni z mężczyzną, który mógłby być jej dziadkiem. Skąd się biorą te wszystkie chętne. Tylko dwie z pośród moich znajomych i koleżanek , poskarżyły się na niedwuznaczne wobec nich zachowanie mego męża, kilka innych chętnie skorzystało i nadał utrzymywały ze mną koleżeńskie kontakty. Oczywiśccie, do czasu w którym poznałam prawdę o związkach męża. Psychiatra - seksuolog określił życie męża jako plugawe i nie daje nadziei na jakąkolwiek porawę w sensie moralnym . Jedynie wiek może wyłączyć tego człowieka z aktywności seksualnej " na wolnym rynku " Szkoda, że w kraju, który uzurpuje sobie prawo pouczać Europę w sprawach chrześcijańskiej moralności , istnieje taka swoboda i przyzwolenie na cudzołóstwo i wszeteczeństwo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: była żona adwokata Re: Siła zdradzonych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.04, 22:36 Jeżeli masz gdzie to uciekaj od tego człowieka. Okradał Cię z Twojego życia. Pewnie przestanie Cię zdradzać, gdy bedzie już jeździć na wózeczku inwalidzkim - a i wtedy znajdzie sie usłużna pielegniarka. Jeżeli dzieci sa dorosłe nie masz żadnego powodu aby z nim być. Weź sobie adwokata z innego środowiska niż to w którym mąż pracuje - najlepiej z innego okregu sądowego!. Wykorzystaj dzieci - są dorosłe - on nie będzie miał żadnych sentymentów aby Cię puścić "z torbami" Odpowiedz Link Zgłoś
komandos57 Re: Siła zdradzonych 19.03.04, 23:02 bezradna,zaradna,baba zona,baba maz,baba penis.KOgo tu kurwa jeszcze nie ma? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: benita Re: Siła zdradzonych IP: *.dip.t-dialin.net 20.03.04, 00:34 pytasz kogo tu jeszcze nie ma?brakuje tu madrego czlowieka,ktory pomoglby tym wszystkim cierpiacym.wpadlam przypadkiem na te strone i spotkalam wypowiedzi,ktore mna wstrzasnely i otworzyly rany,ktore tak naprawde nigdy sie nie zabliznily.nie jestem czlowiekiem potepiajacym zachowanie innych.zawsze staram sie zrozumiec.nawet to najgorsze.niestety,pewne sprawy przerastaja moje mozliwosci.nigdy nie zrozumiem jak czlowiek,ktory twierdzi,ze kocha,potrafi jednoczesnie niszczyc druga osobe.jak moze spojrzec w zaplakane oczy,calowac i przepraszac a za pare minut dzwonic do tej drugiej?probowalam wybaczac wierzac w szczerosc i skruche.wierzac w milosc.pierwszy raz byl najlatwiejszy.znalismy sie krotko.o nastepnej zdradzie dowiedzialam sie po roku,nie bylismy po slubie- nadal nie jestesmy.podczas wylewnej szczerosci oswiadczyl mi,ze byl nikim i bylo mu wszystko jedno z kim i gdzie to robil.domy publiczne,starsze panie,mlodociane nastolatki.minal kolejny rok podczas ktorego zauwazylam spore zmiany w jego zachowaniu.skonczyly sie nocne telefony,sms-y,wyjazdy.wiem,ze mnie kocha,ale niestety..jego podle postepowanie sprzed roku utwierdzilo mnie w przekonaniu,ze nie moge mu ufac.bije sie z wlasnymi myslami nie wiedzac co zrobic.zostac i zyc w niepewnosc,czy odejsc i zniszczyc tak piekny zdaloby sie zwiazek,ktory juz nigdy nie bedzie oparty na zaufaniu?rozumiem tych wszystkich,ktorzy daja kolejna szanse.moja jest ostatnia.kiedy czarne mysli nie wkradaja sie w zakamarki umyslu,czuje sie szczesliwa.kiedy przeszlosc powraca- upokorzona.to bledne kolo,w ktorym dominuje strach przed utrata szczescia i jednoczesnie strach przed szczesciem falszywym.odeszlam kiedys od meza z 3 malutkich dzieci.bil,pil,zdradzal,upokarzal.obecny moj partner rozkochal w sobie moje dzieci,ktore traktuja go jak biologicznego ojca.czy mam im odebrac i to?tylko dlatego,ze boje sie zaufac ponownie?teraz ciagle namawia mnie do slubu,a ja wciaz sie waham.nigdy nie bylo miedzy nami najmniejszych nieporozumien,dlatego tak trudno mi zrozumiec DLACZEGO?czy tlumaczenia,ze niegdys tak tylko zyl cos znacza?czy obietnica ,ze juz nigdy ma oparcie w praktyce?skonczyly sie stare romanse,gdyz sie dowiedzialam i chcialam odejsc.gdyby nie to nadal by mnie zdradzal.czy taki czlowiek godny jest otrzymania ponownej szansy?ktoz znas zdradzonych nie zadaje sobie tego pytania.ktoz z was znalazl odpowiedz?tego tu wlasnie brakuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: benita Re: Siła zdradzonych IP: *.dip.t-dialin.net 20.03.04, 00:41 ktos madry kiedys powiedzial "tak latwo jest zniszczyc szczescie drugiego,ale jakze trudno je naprawic.."milo mi bylo poczytac wasze wypowiedzi,ktore czasami pomagaja dostrzec jak wiele w nas dobroci,milosci i jednoczesnie cierpienia.nikt nie jest sam,a jezeli tak wlasnie sie czuje,niech zajrzy na te strone i przekona sie,ze tak nie jest. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wanna do benity IP: *.bredband.comhem.se 20.03.04, 14:34 Czytam twoj post i zal mi ciebie; bo rozumiem co przechodzisz. J a tez bylam w podobnej sytuacji. Za kazdym razem przeprosiny, oswiadczenia ze mnie kocha, byc moze kochal po swojemu , ale ta milosc mi nie odpowiada. Zostawilam go po 20 latach malzenstwa, juz nie moglam, nigdy nie mogl dotrzyamc slowa, zdradzal notorycznie. Jestem szczesliwa, ze wreszcie odeszlam, jesli kocham to wymagam respektu ze strony mojego kochanego nareszcie to zrozumialam! Twoj narzeczony nigdy sie nie zmieni, sa takie typy mezczyzn i basta! wiesz, mezczyzne bardzo trudno zmienic, na ogol niemozliwe, nie chcesz miec takigo zycia, daj szanse innemu mezczyznie , ktory bedzie ciebie kochal i szanowal. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: benita Re: do wanna IP: *.dip.t-dialin.net 24.03.04, 22:19 Wiesz,znowu siedze tu sama ze swoimi czarnymi myslami.Moj najdrozszy wsiadl w samochod i pojechal bez slowa po naszej sprzeczce.Nie wiem dokad i po raz pierwszy nic mnie to nie obchodzi.Czarne mysli juz nie bola,chociaz z drugiej strony chcialoby sie wiedziec,co porabia,gdzie jest i byc moze z kim.Ciesze sie,bo nie czuje leku ani rozpaczy.Powoli zaczynam rozumiec i uczyc sie bycia sama,zdana wylacznie na siebie.Jest ciezko,ale najgorsze minelo.dziekuje za zainteresowanie moim listem. Odpowiedz Link Zgłoś
cox2 Re: Siła zdradzonych 20.03.04, 15:59 To bardzo prawdziwe co napisalas. Ja od poltora roku przezywam najwiekszy koszmar mojego zycia. Moj maz ma kochanke dwa razy mlodsza od siebie, ale nie to jest najgorsze. Powiedzial mi, ze bardzo ja kocha i ze wzgledu na sile tego uczucia nie jest w stanie przerwac tego zwiazku. To dlaczego do diabla nadal powtarza, ze mnie kocha rowniez, ze rodzina jest dla niego wazna i rozne tam takie dyrdymaly. Mamy dorosle dzieci, jestesmy malzenstwem z bardzo,bardzo dlugim stazem (30 lat). Walczylam jak umialam, nie dawal mi odejsc ciagle powtarzajac, ze wierzy, ze nasz zwiazek ma jeszcze szanse. Nic jednak nie zrobil, aby tamten zwiazek wygasic. Ja wiem, ze nigdy nie bede w stanie ani zapomniec, ani wybaczyc i podjelam decyzje o rozwodzie. Dlugo zastanawialam sie nad tym, ale trwanie w tym piekle jest nie do wytrzymania. Wiekszosc z Was, zdradzanych, dobrze wie, jak wielkie, przeogromne i w sumie niszczace nas, jest to cierpienie. JA NIE CHCE JUZ CHCIEC. Mam dosc. Czy macie dobrego adwokata od rozwodow z Warszawy? Odpowiedz Link Zgłoś
katja Re: Siła zdradzonych 20.03.04, 19:34 Trzymam kciuki za Ciebie. Czeka cie ciezki okres "zaloby" bardzo ciezki , ale potem wyjdziesz z tego silnijsza i bedziesz dumna , ze dalas rade, ze nie dasz sie tak poniewierac. Moze sam ten fakt zrobi , ze Twoj maz sie opamieta i postawi wszystko na Ciebie! Odpowiedz Link Zgłoś
atoja1 Re: Siła zdradzonych 20.03.04, 19:51 Dzis przeczytalam troche postow i mam taki komentarz do tych wszystkich, ktorzy twierdza, ze zdradzajacy maja prawo szukac poza malzenstwem tego, czego w nim nie znajduja oraz uwazaja, ze zawsze winne sa dwie strony. Otoz sadze, ze ta pogardliwie przez niektorych traktowana malzenska przysiega polega na tym, ze zanim zaczniesz szukac gdzie indziej, masz obowiazek, w imie tej przysiegi, powiedziec partnerowi, co i dlaczego ci nie pasuje. Jesli najpierw nie postarasz sie naprawic swego zwiazku tylko pakujesz sie w inny to tej przysiegi nie dotrzymujesz. Na tym sprawa polega, ze w imie tej przysiegi winnismy zrobic najpierw wszystko,aby zwiazek ten uratowac. Twoj partner to nie duch swiety - nie moze wyczuc wszystkiego tak do konca. Jesli nie mowisz - nie licz, ze ktos sam sie domysli. Oczywiscie nie zawsze jest to mozliwe, ale zbyt latwo przechodzimy do porzadku dziennego nad nielojalnoscia, lamaniem zasad, itp. Ostatecznie to my te przysiege skladamy dobrowolnie - jednak latwo i szybko zapominamy, co ona tak naprawde oznacza. To nie jest wyklepywana formulka bez znaczenia - jesli tak ja traktujemy, to jestesmy nie wiele warci. to tyle Odpowiedz Link Zgłoś
cox2 Re: Siła zdradzonych 20.03.04, 20:05 do katji dzieki za wsparcie. wiem, ze dluga droga przede mna ale moze sie uda Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: stara zona do cox2 IP: *.is.pl / 217.96.4.* 23.03.04, 21:39 cox, ja tez zycze ci duzo, duzo sily na te droge , ktora masz przed soba. Wiem dobrze co czujesz. Tez przez to przeszlam. Moj maz tez znalazl sobie inna po 25 latach malzenstwa i przez 1,5 roku byl innym czlowiekiem. Dzis jestesmy dalej razem a od od tamtego czasu minelo 6 lat. Teraz z perspektywy tych paru lat to prawde mowiac, nie wiem czy warto ratowac malzenstwo, w ktorym po tylu wspolnych, dobrych latach raptem jedna strona szaleje. Zapomniec tego sie nie da. Teraz maz "nosi mnie na rekach", ale ja juz mu nie ufam a i cale moje uczucie do niego tez gdzies odplynelo ( pewnie ze lzami, ktore przelalam). Moze u Ciebie bedzie inaczej. Zycze Ci tego z calego serca i mocno trzymam kciuki. W kazdym razie wiedz, ze nie jestes sama! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba z d...ą [...] IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.04, 11:26 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 001b Re: Siła zdradzonych IP: 172.20.6.* 23.03.04, 02:59 Bylam juz na tej stronie kilka razy...chcialabym sie podzielic moja historia...oto kartka z mojego pamietnika: Ironio Losu! Happy Fucking Aniversary! Zimny Prysznic! Otrzesnij sie z tego! Ty glupia, slepa idiotko! "Twoj" "X" cie zdradzil! Zakochal sie w kims innym! Przespal sie z nia i chce z nia byc! Pogodz sie z tym ze on ciebie nie kocha. Zrozum to. To boli. On Ciebie nie kocha. Jezeli ktos kogos kocha nigdy by tego nie zrobil. I co robisz zebzac o milosc? Czy nie widzisz jak zalosna jestes? On na ciebie splunal i kopnal jak potraconego kundla. Oh, C'mon! Na co czekasz? Ze on Cie wezmie zpowrotem? Ze cie przygarnie z litosci? Z zalu? Nie oszukuj sie, wiesz dobrze jak to powinno wygladac. On powinien Cie zebrac na kolanach z kwiatami w rekach zebys go wziela z powrotem. On Cie nie chce. Pogodz sie z tym! Odkochal sie. Albo cie nigdy nie kochal. Bylas jak luksusowy hotel z darmowym burdelem. Wszystko wliczone, wlacznie z dupa! Nie powinnas sie zalamywac. On na Ciebie nie zasluguje. Zobacz co Ci zrobil. Pogodz sie z tym. Move on! Tra la la! To jest zycie. Co chwila dostajesz kopniaka od losu. Zyjesz z skrajnosci w skrajnosc. Nie ma czegos takiego jak "happy medium" Pomusl, czy jadlabys to samo codziennie? Wiesz, ze to jest dla ciebie dobre. Ale...czy naprawdez calego serca masz ochote jesc to samo do konca zycia? To juz lepiej w ogole nie jesc. Zobacz co ci ten skur.... zrobil! Rozdziewiczyl Ci cialo a teraz serce! On nawet nie pamieta jak Cie kiedys na rekach nosil. Ty bylas jego adwokatem, kucharka, gosposia, mamka, nianka, sprzataczka, wszystkim tylko nie partnerka zyciowa, nie bylas jego kompanem, jego powiernikiem, jego "wszystkim". Pogodz sie z tym! Wiem, ze to boli. Boli tak jakby ci ktos pochodnie wlozyl do zoladka. Jedna wielka czrna dziura! Dziura bez otchlani, bez dna! Serce Ci bije jak sploszony ptak w klatce, naprzemian chce Ci sie zygac i plakac! Pogodz sie z tym! Badz dobra dla siebie. To zajmie czas. To co nas nie zabija robi nas silniejszymi. No i co, upijesz sie pare razy aby zasnac, bedziesz ryczec bez powodu, to boli, on zlamal Ci serce. Ale pogodz sie z tym. Nie rob sobie tego. Czas leczy rany. Bedziesz miala gleboka i szeroka blizne ale rana sie zejdzie i zablizni. Szyta gruba nicia aby nic sie nie rozlazlo..."Zdrada tez jest elementem gry..."-To bylo zapisane ponad miesiac temu, chcialam sie tym podzielic bo niestety nawet nie mam z kim o tym porozmawiac, po pierwszym szoku moja rodzina (rodzice i siostra) przeszli nad tym na pozadek dzienny, nawet juz nie zadzwonia jak sie czuje. A ja jestem na obczyznie od 11 lat, i "moj" "X" byl mi najblizsza osoba, jestem sama jak palec, a pamietnik nie odpisuje z powrotem.... Odpowiedz Link Zgłoś
space_x Re: Siła zdradzonych 23.03.04, 12:02 ....a co z analogiczna sytuacja? kobieta zdradza meza... co wtedy? bo mysle, ze to bardziej skomplikowana sytuacja... Odpowiedz Link Zgłoś
katja do 001b 23.03.04, 13:32 To tak jakby o mnie...kiedys przez to przeszlam, ale ten list wydrukuje sobie na pamiatke, bo sama czegos takiego nie napisalam..nic wtedy nie pisalam , bylam w ciemnej otchlani! Dziekuje Ci za ten list, chyba dotyczy wielu kobiet i mezczyzn, chociaz niestety tych ostatnich w mniejszosci. Odpowiedz Link Zgłoś
space_x Re: do 001b 23.03.04, 14:09 ...w wiekszosci droga pani. tylko niewiele sie o tym mowi. bo jak to - kobieta, strazniczka domowego ogniska i delikatna istota moglaby cos takiego robic;))) choc wcale tu nie do smiechu. mezczyznie jest trudniej pewne sprawy ukryc. kobieta zrobi ladne oczy, smutna minke itp... jak taka istota moze skrzywdzic? zdradzic? a fee.... pozory bywaja zludne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Agacica Re: ogólnie IP: 217.96.48.* 14.04.04, 13:26 tez to przezyłam, przeżywam?. maz zdradził mnie, i prawie założył drugi dom, z prostytutką. Zameżną prostytutką. paranoja, ale niestety prawda. Oczywiście młodszą o kilka lat. Oczywiście biedną, nieszczęśliwą w małżeństwie(dwuletnim, z dzieckiem), a jej mąż to oczywiście straszny facet, niemalże ją maltretuje. Czasem się zastanawiam, czy ja przypadkiem nie śnię, a czy ten facet-mój mąż, to zasługuje na cokolwiek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MELUZYNA Re: Siła zdradzonych IP: *.FIRMA.com.pl / 213.216.95.* 23.03.04, 18:56 Cos Wam opowiem... Jest sobie facet, od siedmiu lat jest z kobietą, od kilku z nią zaręczony, związał się z nią w momencie, kiedy go zostawiła jego "wielka, prawdziwa miłość"...Od początku facet zdradza swoją dziewczynę z różnymi laskami (krótkie , dłuższe romanse), do ślubu się nie pali, kłamie swojej dziewczynie prosto w oczy, twierdzi, że nie jest do końca szczęśliwy, ale jakos tam ją kocha.I jeszcze drobiazg...facet będzie miał dziecko ze swoją spotkaną po latach "wielką, prawdziwą miłością"...(przyszły tatuś tryska szczęściem , że będzie ojcem i nie ukrywa specjalnie faktu)Narzeczona jak dotąd nic nie wie, wszyscy dookoła wszystko wiedza, tylko ona nie... Jak to widzicie???!!!!jestem blisko jednej z tych osób, jak chcecie to wylewajcie pomyje...Jak będzie wyglądało ich zycie? z tego co wiem pani w ciązy ma świadomość kim jest facet i nie planuje specjalnie życia u jego boku, chociaż pewnie jest jej cięzko, tez została okłamana...Nie widzę również tego małżeństwa, bo chyba nagle nie zacznie być wierny... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdradzona Re: Siła zdradzonych IP: *.com.pl / 213.186.71.* 31.03.04, 12:34 do bezradnej Moje życie to koszmar moja rada jest taka: wyplącz się z tego dopóki możesz. Ja popełniłam błąd.Za mąż wyszłam z wilekiej miłości za człowieka, z którym byłam 4 lata, który ciągle mówił mi jak mnie kocha itd. O zdradzie męża dowiedziałam sią dwa dni po ślubie. Powinna się wtedy spakować i uciekać gdzie pieprz rośnie. Nie zrobiłam tego i do dzisiaj za to płacą. Potem okazało sią, że to trwało już przed ślubem i że jego ukochanej to nie przeszkadza.Po ślubie zaszłam w ciąże, wiąc tłumaczyłam sobie, że muszą dla dobra dziecka. Miałam 23 lata i żadnego wsparcia. w końcu doszło do konfrontacji na której dowiedziałam sią, że chce być z tą Panią, że się wyprowadzi itd. Do dziś czuję ból który mnie wtedy ogarnął (a mineło 12 lat). Jak to sią skończyło. Wracał, kłamał, mówił że mnie kocha że musi tamto zakończyć, że nikogo nie chce zniszczyń. Pozwoliłam wrócić, urodziała dziecko a to dalej trwało. Bolało bardzo, kochał sią ze mną mówił o miłości, a potem kłamał i jechał do niej. To ja czułam sią jak kurwa (darmowy seks. Mały miał dwa tygodnie a ja nabrałam sił i wyrzuciłam kochanego męża. Przychodził, płakał itd. był wielki powrót (po 3 miesiącach), kwiaty, łzy. Do dzisiaj nie rozumiem. Przecież dałam mu wolną rękę. Nic od niego nie chciałam. Mógł robić co chce. Ale ja uwieżyłam, bo głupa bardzo kochałam. I tak przeżyliśmy z sobą kolejne 12 lat. było różnie jak w każdym małżeżstwie, raz lepiej, raz gorzej. Kolejne dziecko, praca, stresy, obowiązki. Ja postanowiłam mu zaufać (bo wybaczyłam ale nigdy nie zapomniałam. Było duż cudwonych chwil. A teraz szukam stron o zdradach bo od trzech tygodni coś się dzieje. I olie mnie przeczucie nie myli to ta sama kobieta. Sprawdziałam jest z nią w kontakcie (ma jej komórkę, późno wraca, kupuje po kryjomu prezenty. I co teraz mam zrobić. Dzieci mają 12 i 7 lat a on szaleje. najlepszą obroną jest atak, wiąc na moją prośbę aby wyjaśnić sprawę on odpowiada krzykiem. W domu dotąd spokojnym zaczęły sią awantury i dzieci cierpię. Mam pytania: mój mąż jest codziennie chętny do seksu ze mną - czy to jest normalne? Czy jest możliwa tylko więź psychiczna z kochanką (bez seksu - tak mi 12 lat temu ptłumaczył, że to coś innego, że z nią nie sypia - JA UWIERZYŁAM!!!!!. Co ja mam robić udawać że nic nie wiem (wtedy jest w domu spokój a on dla mnie dobry. A moje uczucia. Boli mnie głowa nie potrafię się skupić, żyć mi się nie chce. Teraz mam 35 lat i chyba zmarnowałam życie. Odpowiedz Link Zgłoś
atoja1 Re: Siła zdradzonych 31.03.04, 15:56 To okropne, o czym piszesz. Ja przezywam podobna historie, tyle tylko ze jestem po slubie prawie dwa razy dluzej niz Ty. Tak sobie mysle, ze jestes jeszcze mloda - ten czlowiek, w imie wlasnego egoizmu, manipuluje Toba i wykorzystuje Cie w sposob nieprawdopodobny. Nie wierz w zadna Jego milosc do Ciebie, Twoj maz kocha tylko siebie. Przemysl dobrze swoja sytuacje, rozstan sie z nim. Przeciez to wcale nie musi oznaczac, ze pozbawisz dzieci ojca. Postaw twardo swoje warunki, nie dawaj sie wiecej manipulowac, gdyz - jestem prawie pewna - za jakis czas on cie i tak zostawi, tylko, ze wtedy bedziesz duzo starsza i bedzie Ci trudniej. Nie dawaj sie wykorzystywac wiecej. Jesli masz taka mozliwosc postaraj sie o dobrego psychoterapeute i glowa do gory. Ja dopiero teraz, po bardzo wielu latach zrozumialam, ze kochalam bardziej moje wyobrazenie o mezu - bylam slepa. Cale nasze zycie zyl obok mnie, korzystajac z mojej milosci, dajac tylko tyle z siebie ile niezbedne bylo dla utrzymania zwiazku, w ktorym bylo mu tak wygodnie zyc. Teraz powiedzialam dosc, jestem w wieku, gdy trudno zaczynac od nowa. zdecydowalam sie na rozwod. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdradzona Re: Siła zdradzonych IP: *.com.pl / 213.186.71.* 01.04.04, 12:14 tak zdecydowałam.Właśnie czytając wszystkie opinie dotarło do mnie że to jest choroba. Choroba z której on nie ma zamiaru się wylaczyć. Powiedziałam mu o rozwodzie- A on na to, że mi go nie da. Nie rozumiem. Przecież mnie nie kocha. Z miłości nie robi sią tyle złego. On to mnie nawet nie szanuje. Bo jak nazwać jego chęć sypiania ze mną. Kiedyś myliłam to z miłością. Teraz wiem, że jestem darmową kurwą do łużka. Kurwą, która urodziła mu dzieci przy której się odprąża, aby wyluzowanym podbijać świat. To jest chore. masz racją muszę iść do psychoterapeuty.Czemu wcześniej nie odeszłaś od męża. macie dzieci. Mówił Ci, że Cią kocha, sypialiście ze sobą. Proszę o opinię czy to jest charakterystyczne: Mój mąż jak nie mam pretensji, to pracuje od rana do nocy, wraca i zawsze ma ochotę na seks, w domu nie robi nic. Gdy go na czymś złapię (przypadkowo), że np. nie odbierał telefonu, albo miał wyłączony, albo kupował prezenty i nie wiadomi kto je ma, ON staje się agresywny, krzyczy, popycha i przedrżeźnia mnie. Koszmar. Z jednej strony mnie nie kocha, z drugiej kocha, rozwodu nie chce, ale zmarnowałam mu życie. Mówię do niego spokojnie. Rozejdźmy się, chcę żebyś był szczęśliwy, ja chcę być szczęśliwa, nie chcę żeby nasze dzieci na to patrzyły, nie chcę żyć z człowiekiem który mną gardzi, który jest przy mnie nieszczęśliwy. Mam 35 lat i jeszcze mogę ułożyć sobie życie. Chcę kochać i być kochną. Napisałam do niego list. jedynie co odpowiedział, to że powinnam książki pisać. I czy on jest normalny? Odpowiedz Link Zgłoś
katja Re: Siła zdradzonych 01.04.04, 12:55 Opowiem ci jedna historie , moze z niej wyciagniesz wnioski: Moja znajoma wyszla za maz majac 19 lat, juz w dniu urodzenia dziecka maz ja zdradzal. Byli malzenstwem 24 lata, zdrady, klamstwa tec...przeplataly sie ze slowami , ze ja kocha i nie chce zeby odeszla. Ma jeszcze jedno dziecko ,ktore ukrywal, z inna kobieta. Pani chciala rozwod 5 razy , za kazdym razem kwiaty, podarunki, przeprosiny. I znow zdrada, zla atmosfera w domu, on ja maltretowal takze psychicznie na rozne sposoby. Ostatnim razem , gdy dostal piany na ustach , gdzyz ona zaprosila swojego kuzyna na kawe do ogrodka...to byl koniec! nareszcie. Rozwod natychmiastowy! Teraz moja znajoma ,ma zal do siebie ze nie zrobila tego dawno, ze zmarnowala najlepsze lata swojego zycia. Nie wahaj sie ani sekundy, daj szanse sobie i komus kto ciebie pokocha na lepsze zycie. Zyje sie tylko raz! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kinia Re: zdradzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.04, 22:05 to czy on wyraza zgode na rozwod czy nie to nie ma wlasciwie znaczenia tak czy inaczej go dostaniesz, jest to tylko kwestia czasu wiadomo ze lepiej jak obie strony sie zgadzaja i polubownie zalatwiaja sprawe ale tez jezeli ktoras strona sie nie zgadza wtedy sad orzeka o winie, masz prawo wystapic o rozwod i napewno go dostaniesz - to tylko kwestia czasu to on jest ojcem i to on powinien dawac jakies alimenty na dzieci, nie grozi ci chyba tez utrzymywanie go w przyszlosci bo raczej nie bedzie zarabial mniej niz ty skoro masz 35 lat to chyba nie ma sensu zebys sie meczyla ale sama musisz wiedziec czego chcesz, skoro z nim sypiasz no to czego ty wlasciwie chcesz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: Siła zdradzonych IP: *.54.190.156.tisdip.tiscali.de 06.04.04, 10:35 mysle, ze w moim przypadku powinnam dac mu szanse. Jestem jednak czujna...Sprawy sypialni ukladaja sie znakomicie, ale tu przestroga dla Ciebie i nie tylko...Jestem swiadoma tego, ze niekoniecznie oznacza to milosc i przywiazanie mezczyzny..W czasie , kiedy dowiedzialam sie o zdradzie i na dlugo przed rowniez mielismy wspolna sypialnie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.04, 16:54 a ja myślę, że takie dawanie szansy może do niczego nie prowadzić. Katja ma rację - po latach 'dawania szansy' nagle okazuje się, że nie warto było, że szkoda straconych lat, że przecież życie może być piękne, również po rozwodzie. Całe życie szukamy tej drugiej połowy. A życie jest krótkie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdradzona Re: Siła zdradzonych IP: *.com.pl / 213.186.71.* 14.04.04, 10:20 święta nic nie zmieniły. Niby wszystko OK. On tylko niekiedy pomaga samotnej pani, a to naprawi jej żelazko, a to pomóc przy komputerze. mam telefon tej samotnej Pani. Zastanawiam się, czy mogę do niej zawdzwonić i porosić uprzejmie, żeby nie dzwoniła do mojego męża?. Ale problem jest inny. Ja nie potrwafię się na niczym skupić, nie ufam mężowi, ciągle grzebię mu po kieszeniach. sama sią tego wstydzę. jakbym ciągle chciała udowodnić sobie, że on naprawdę mnie zdradza. Pragnę odpocząć, muszę zająć się dziećmi, a to będzie możliwe po rozwodzie. Ale on nie chce się wyprowadzić. A żyć po rozwodzie w jednym mieszkaniu. Wogóle czy dostanę rozwód jeżeli my ze sobą sypiamy. Jak zabrać się do tego rozwodu. Ile to może kosztować? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agacica Re: Siła zdradzonych IP: 217.96.48.* 14.04.04, 13:46 post wpadł mi między inne., szkoda, bo ciekawa jestem, co myślicie o tym co napisałam. Bo ja to zupełnie nie wiem co myśleć. Niby znów jestesmy razem ,staramy się itd., ale, no własnie jest jakieś ale - w ogóle mu nie ufam, nie jestem pewna, czy kiedykolwiek uda mi się zaufać. czy w ogóle byc razem?. Kocham go, ale w trójkącie to jednak nie umiem żyć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdradzona Re: Siła zdradzonych IP: *.com.pl / 213.186.71.* 15.04.04, 07:58 No właśnie. Mąż który zdradza myśli że żona krzyczy bo jest zazdrosna. A to tylko połowa prawdy. Krzyczym, jest nam źle, bo nie wiemy co robić. Czy wybaczać, czy wyprowadzić się bez słowa, czy walczyć i robić afery. Ja nie chcę grzebać mu po kieszeniach,rozmyślać gdzie jest i co robi. Jestem tym zmęczona. A moja nerwowość wynika stąd, że sama nie wiem co chcę. Jednego dnia mam dość, niech się dzieje co ma być, na drugi dzień siedzę i rozmyślam co ze wspólnymi wakacjami, że to wstyd, moja porażka i takie tam głupoty. Najlepiej jak sprawa jest prosta, on (czy ona) zakochał sią i odchodzi, jest rozwód, zdradzony współmałżonek cierpi ale wie na czym stoi, sytuacja się wyjaśnia i idziemy do przodu. Najgorzej jak zdradzający ma taki sposób na życie. Kocha rodzinę (w jego pojęciu), ani myśli o rozwodzie. Dodatkowe romanse na boku to nic nie znaczące rzeczy, a najczęściej to żona którą "bardzo ale to bardzo kocha" konfabuluje. Wtedy żyje się w miejscu, w ciągłej niepewności, od jednego dobrego słowa do drugiego. tak przyz 15, 20 lat itd. ja jestem już na etapie, że zaczynam szanować osoby, które mówią jasno "poznałem kogoś, chcę rozwodu" (wiem, ktoś cierpi, dzieci, ale wszystko jest czytelne, jasne, bez niedomówień). najgorsze osobniki to takie z rozbieganymi oczami, nerwowość w ruchach, bo jak tu pogodzić, tu czeka kochanka (z którą nie chce być ale musi), tam żona (z którą chce być tylko ona niczego nie rozumie). Koniec. Pomaga mi to pisanie przeżyć kolejny dzień. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: Siła zdradzonych-zdradzona IP: *.54.179.138.tisdip.tiscali.de 15.04.04, 09:16 moj koszmar szperania prawie sie sie zakonczyl, zdalam sobie sprawe, ze nic mi to nie da, poza utrata paru kilogramow wagi, nieprzespanych nocy, siwych wlosow i skolatanych nerwow. Przeprowadzilismy na ten temat tez rozmowy , dotarlo do mnie to, ze to nie ja mam teraz walczyc, ale patrze co moj maz czyni w tym kierunku. Teraz on niech powalczy.."zabralam" sie za siebie, poszerzam kwalifikacje zawodowe, spotykam sie z ludzmi...Nagle moj maz odkryl, ze jestem atrakcyjna kobieta i wyznal mi ,ze jakie to szczescie, ze nie rozstalismy sie w ubieglym roku i jak bardzo jest dzis swiadomy tego ,kim dla niego jestem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: Siła zdradzonych-zdradzona IP: *.54.179.138.tisdip.tiscali.de 15.04.04, 09:21 ..oczywiscie nie staram sie o to by byl o mnie zazdrosny, nie szukam tez "innej milosci".. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: Witaj - bardzo sie ciesze IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.04, 09:33 ze przeszlas najgorsze :))) Tak trzymaj! Teraz moze byc juz tylko lepiej :))) Pozdrawiam cieplutko Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: Witaj - bardzo sie ciesze IP: *.54.179.138.tisdip.tiscali.de 15.04.04, 09:42 nie moge powiedziec, ze "wygralam", ale mam poczucie, konsekwencja zdrady moje go meza jest wlasnie nasze "prawdziwe spotkanie". Kiedy popatrze w stecz widze jak powierzchowne byly nasze kontakty i codzienne zycie, oparte na och-ach-az i zwyklych codziennych sprawach. Mysle, ze te straszne doswiadczenia umozliwyly nam wnikliwe wejrzenie do nas samych, i wreszcie okreslenia naszych wzajemnych oczekiwan i potrzeb. Ciesze sie, ze znowu Cie spotykam... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdradzona Re: Witaj - bardzo sie ciesze IP: *.com.pl / 213.186.71.* 15.04.04, 11:21 Przyczytałam wszystkie Twoje wypowiedzi i widzę w nich siebie sprzed parunastu laty. Romans męża przed i po ślubie, jego odejście i wileki powrót połączyła nas na kilkanaście lat. Były to dobre lata, wychowywanie dzieci, wakacje, budowane zaufanie. Przyszedł nawet taki czas, że nie musieliśmy rozmawiać o tym co było). Tylko że teraz wróciło jak bumerang, ja mam 15 lat więcej i coraz częściej zastanawiam się gdzie popełniłam błąd. Byłam wygrana, czy przegrana? Chociaż mój mąż przysłał mi właśnie sms, cytuję: "kocham cię i jesteś jedyną kobietą mojego życia, pruysięgam na życie naszych dzieci" (to ostatnie mógł sobie darować). Tylko jakoś mnie to nie cieszy. Jestem smutna, bo dociera do mnie, że te wszystkie lata przeżyłam w niepewności, nigdy nie bądę jej miała, czy on naprawdę mnie kochał czy kocha? Ale życzę Tobie wszystkiego dobrego bo chyba warto chośby dla paru następnych lat, albo do nastąpnego razu. Tylko dbajmy o siebie. Bądźmy ładne, zadbane i mądre. Dla nas samych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: Witaj - bardzo sie ciesze-zdradzona IP: *.54.173.252.tisdip.tiscali.de 15.04.04, 23:48 To byl ladny post, jakkolwiek nie powinnas mnie atakowac, rozumiem doskonale Twoje rozgoryczenie i bol i podobnie przezywam sama. Zdrowy sceptycyzm mnie nie opuszcza, a to, ze staram sie dalej zyc.. tak jak napisalas robie tylko dla siebie. Nie uwazam, ze wygralam lub przegralam... Daje nam obojgu szanse..Jestesmy w podobnym wieku choc roznimy sie stazem malzenskim i dlatego ...Byc moze masz racje?! Nadzieja jest matka...Lecz coz mozna osiagnac bez jej krzty?pozdrawiam b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba zona Re: Siła zdradzonych IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.04, 09:21 A czy Ty go kochasz? Ale na tyle mocno, zeby przejsc traume szczerosci az do bolu? Bo tylko cos takiego jest w stanie zmienic takie zycie, ktore w tej chwili prowadzisz. Tylko zmuszenie go do szczerosci, "wyczyszczenie" Waszego wspolnego zycia moze przywrocic stan zblizony do normalnosci a Tobie spokoj. Ale to musi odbyc sie w atmosferze dalekiej od wzajemnego obwiniania sie. Trzeba nastawic sie na sluchanie, zrozumienie, ustawianie sie na przyszlosc, jesli uznacie, ze o to wlasnie Wam chodzi. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: Siła zdradzonych-baba zona IP: *.54.179.138.tisdip.tiscali.de 15.04.04, 09:30 przepraszam Cie, ze zawrocilam Ci glowe, moze nie uwierzysz, ale wlasnie pomyslalam o Tobie. Nie bylo mnie jakis czas..byl to czas rozmow i przemyslen., dlatego sie nie odzywalam, bylo mi tez niezmiernie ciezko. Mysle, ze glebie kontaktow osiaga sie na przestrzeni lat, my mamy krotki staz, ale wciaz nad tym pracujemy. Dzis otwieram sie na swiat, przestalam plakac... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezradna Re: Siła zdradzonych-zdradzona IP: *.54.179.138.tisdip.tiscali.de 15.04.04, 10:10 - czy samotna pani, to ta sama pani?, jesli tak to nie wyglada to dobrze... Odpowiedz Link Zgłoś
ojlili do zdradzonej 15.04.04, 12:48 jesli chcialabys porady w sprawie rozwodu-sluze wlasnym doswiadczeniem ..napisz na priv. O. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdradzona Re: do zdradzonej IP: *.com.pl / 213.186.71.* 15.04.04, 13:17 tzn. ? Odpowiedz Link Zgłoś
38sama Bylam naiwna i niedojrzala 15.04.04, 17:27 Przeczytalam prawie wszystko w tym watku. Bardzo poruszajace. Chyba bylam do tej pory naiwna i niedojrzala pomimo swojego wieku. Moze to smieszne ale kochalam tylko raz. Zostalam zdradzona i nie idalo mi sie odzyskac uczucia chociaz nigdy nie dostalam jednoznacznej odpowiedzi. "Nie chce o tym rozmawiac" "porozmawiam z toba o tym, obiecuje" "to ty mnie nie chcialas" "caly czas jestes dla mnie kims waznym" "mam klopoty z praca i tylko teraz o tym mysle" "nie wiem co bedzie dalej" "dopoki zyjemy wszystko jest mozliwe". Takie odpowiedzi slyszalam na moje pytania i prosby o zdecydowana odpowiedz... Latwiej by mi bylo uslyszec zdecydowane nie, bo nadzieja i zludzenia powoduja wiele cierpienia. Wiele juz za mna niedlugo bedzie rok ale ciagle jeszcze mam fale zalu i nadziei. Tym bardziej ze sie kontaktujemy telefonicznie i sieciowo. Mam nadzieje ze wyjde z tego i byc moze bede potrafila jeszcze pokochac. Czego wszystkim zdradzonym i odrzuconym tez zycze:-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anna Re: Bylam naiwna i niedojrzala IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 19.05.04, 18:06 Wiesz, doskonale Cię rozumiem. Ja miesiąc temu dowiedziałam się, że mój mąż kocha inną. A ta inna miłość mieszka 500 km od niego i on zna ją tylko z maili. Poznali sie przez Internet, piszą do siebie wiersze, wysyłają pierścionki, bieliznę i zdjęcia. I wiesz co? Czuję się bezradna. On twierdzi, że nie czuje się przy mnie mężczyzną i stracił już wszelką nadzieję,że to kiedykolwiek się zmieni. Zastanawiam się, co robić ? Bo czy można walczyć z marzeniem? Ona jest mężatką, ma dwoje dzieci. Czy on może kochać ją bardziej ode mnie? Już przed laty mieliśmy podobną sytuację. On odszedł i kiedy już zaczęłam układać sobie życie - wrócił. Teraz jestem 13 lat starsza,mamy dziecko ale czuję się jak wówczas. Dlaczego ktoś, kogo nawet nie widział i słyszał stał się dla niego tak ważny? Czy moja walka jeszcze ma sens? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marek Dlaczego lesbijki wychodza za maz????? IP: *.midsouth.rr.com 21.05.04, 09:31 A a przystawiam lusterko i prosze o przejrzenie sie w nim....drogie osoby zdradzone... Mam znajomego i doprawdy zal patrzec... Zona jest strasznie gruba,zadniedbuje dom, nie lubi sprzatac , nie mowiac o gotowaniu.... Jakby tego bylo malo kilka lat po slubie i po urodzeniu 2 dzieci przyznala sie ze lubi kobiety duzo bardziej niz panow.Nigdy nie zgodzila sie na czestsze wspolzycie z mezem niz co 6 tygodnim, za to kilka lat temu zaczela sie spotykac z paniami, tak co okolo 2 tygodnie...przyznaje sie ze ma duzo wiekszy pociag do kobiet...maz ...coz maz maz ma pracowac na to wszystko i zapewnic dobry poziom zycia, dla niepracujacej zony i dzieci.... I on to robi , mowi ze powstrzymywanie sie od wspolzycia powoduje u niego depresje , bo jego potrzeby to conajmniej 1 raz dziennie... Zona wiedziala przed slubem ze lubi kobiety, ale zostala wychowana w tradycyjny sposob ktory zakladal ze jako 20 -latka wyjdzie za maz i bedzie chowac dzieci....a maz ktory potrzebuje codziennie to pies ktory nigdy nie ma za dosyc- zreszta komentuje to tak samo jak jej matka....ktora miala ten sam "problem" ze swoim mezem.... wierzcie mi zal patrec na tego czlowika, ktory jako gleboko wierzacy nigdy pomyslal o rozwodzie... a teraz zal mu dzieci.... zal patrzec , to bardzo dobry czlowiek.... nie lubie ludzi ktorzy wisza cale zycie na drugim..... Odpowiedz Link Zgłoś