Siła zdradzonych

    • mojahistori Re: Siła zdradzonych 13.12.03, 10:51
      Chyba przesadzasz tak nie jest, albo ja nie chce zeby tak bylo?

      MojaHistoria.republika.pl - historia mojego życia ubarwiona fotografiami
      i kilkoma filmikami. Możesz ze mną porozmawiać...jak tylko masz ochotę...
      • Gość: do zdr. Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 27.12.03, 20:14
        Wybacz, ale zwykle najchętniej podejmuję rozmowę z facetami dojrzałymi, a do
        takich zaliczam tylko i wyłącznie panów powyżej 50-ki. POZDRAWIAM CIĘ BARDZO
        GORĄCO I ŻYCZĘ POWODZENIA!!!
    • Gość: danutka Re: Siła zdradzonych IP: *.crowley.pl 03.01.04, 18:50
      U mnie było wszystko to o czym w tym artykule napisano + kryzys
      wieku średniego u małżonka. o tym kto to jest dowiedziałam się
      jak już go wyrzuciłam z domu. Minęło 7 lat od rozstania. Czasem
      żałuję że nie wiedziałam tego wszystkiego wcześniej, może bym
      walczyła. Ale teraz mam: nowego męża ( bardziej zasobnego
      finansowo), nowe mieszkanie, jestem kochana jak nigdy przedtem i
      spokojna. Czuję się doceniana i wierzę,że tym razem się uda. Mój
      były ( lat 54) natomiast ma wszystko to czego nie chciał ze
      mną: nowe dziecko, nową ( znacznie młodszą żonę), niemowlaka,
      psa,kredyty niespłacone i wieczne zabieganie. jego nowa żona już
      się zwierzyła w rodzinie, że przeżywa " poważny kryzys
      małżeński. Życzę mu żeby go zdradzała i żeby on musiał to
      znosić. Mam satysfakcję, że mnie się udało. Cierpiałam jak
      potępieniec łącznie z myślami samobójczymi. Ale widocznie wyszło
      mi to na dobre, bo ja też teraz jestem lepszą żoną dla mojego
      nowego męża. Dziewczyny, nie dajcie się oszukiwać. jeśli
      jesteście niezależne finansowo i macie pracę, to go wykopcie jak
      najszybciej, niech ma miodowe życie z inną, która wkrótce okaże
      się taka sama albo gorsza od ciebie. Nawet w średnim wieku można
      kogoś nowego znaleźć.
      Czasami nie warto być z kimś, kto na Ciebie nie zasluguje!
      • Gość: Oleńka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 00:53
        > Czasami nie warto być z kimś, kto na Ciebie nie zasluguje!

        i dlatego Cie puścił w trombe :)

        > Życzę mu żeby go zdradzała i żeby on musiał to
        > znosić.

        to było tyle lat temu, a Ty nadal jesteś ofiarą - nadal nienawidzisz :(

        > (Ale teraz mam: nowego męża ( bardziej zasobnego
        > finansowo),

        yeap babe ;)
        to starczy za cały post ;))
        • Gość: ren Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 04.01.04, 20:53
          Danutka jestem z Tobą. Oleńki natomiast w ogóle nie rozumiem. Chyba, że jest
          wdową, panną lub zakonnicą(tylko nie wiem, czy w zakonie mogą korzystać z
          internetu)? Wydaje mi się, że każda NORMALNA kobieta tak samo reaguje na zdradę
          jak Danutka. Ofiarą tego typu jest się przez całe życie. Można wybaczyć(ale nie
          zapomnieć) tylko wtedy, gdy się SAMEMU ZDRADZI - najlepiej kilkakrotnie. Nie
          wyobrażam sobie żebym mogła normalnie żyć tak PONIŻONA przez łobuza.
          • Gość: Oleńka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 22:00
            skoro odszedł, a odszedł (ciałem i duchem) to krzyż na drogę, mówiąc w skrócie

            śmieszne jest życie przez lata z nienawiścią w sercu, bo oznacza, że nie
            kochałaś go naprawdę, tylko traktowałaś jak miejsce parkingowe, które ktoś zajął

            poza tym oznacza to, że nie kochasz siebie
            odejście do innej nie ma nic wspólnego z poniżeniem - nie wiem jaki to ma
            związek z moją wartością w moich oczach, że facet pragnął innej?

            nie mówiąc już o tym, że zdradzona rzadko jest bez winy
            człowiek kochany i kochający nie szuka innych ramion
            • Gość: do Oleńki Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 05.01.04, 10:09
              Oleńko - nie mam czasu, bo mam sesję i muszę się uczyć ale chętnie bym z Tobą w
              tej sprawie podyskutowała. Otóż kochałam go naprawdę i ufałam bez granic. Stąd
              dużo większe rozczarowanie. Siebie staram się pokochać w różny sposób ale
              myślę, że w końcu jestem na właściwej drodze do tego celu. Natomiast jeżeli
              chodzi o pragnienie innej, zdradzana nie bez winy, człowiek kochany nie szuka
              innych ramion...tutaj chętnie bym z Tobą polemizowała. Nie wzięłaś pod uwagę,
              że może to być człowiek zboczony, szukający sexu "innego", tak to określam, bo
              nie jestem w stanie tego mu zapewnić. Dodam, że nie jestem kobietą bez
              temperamentu, wręcz przeciwnie, ale nie wszystkie żądania mogę spełnić -
              wybacz -nawet za cenę "chwileczki zapomnienia" z jego strony, bo tak to chyba
              wygląda. Wcale nie ma zamiaru mnie zostawić dla innej. Nie ma też zamiaru jak
              widać zrezygnować ze swoich "dzikich zapędów" - czy wobec tego ja mogę żyć z
              nim normalnie? Obawiam się przecież o własne zdrowie. Godność moja jest również
              bardzo naruszona - niestety nie potrafię inaczej.POZDRAWIAM WSZYSTKICH WIERNYCH
              SWOIM MAŁŻONKOM!
              • Gość: Oleńka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 16:11
                Ale, to złudzenie, ze Cię nie zostawia - zostawia Cie za kazdym razem, kiedy
                kocha się z kims innym. Jakkolwiek nie wiem, co to jest "inny seks".

                Jeśli macie drastycznie rozbiezne potrzeby seksualne, to bycie razem jest bez
                sensu, bo on z nich raczej nie zrezygnuje, a Ty się z nimi nie pogodzisz. Bez
                sensu jest więc zadręczać się taką relacją.

                Ale tego bym zdradą nie nazwała jednak.
                • Gość: do Oleńki Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 05.01.04, 17:32
                  Oleńko - kimkolwiek jesteś, myślisz trochę jak facet. Wybacz ale nie pasuje to
                  do kobiety dojrzałej, żony, wreszcie matki. Tworzymy rodzinę, mamy jakieś
                  dobra materialne. Żadna normalna matka nie odda tego obcej osobie teraz kiedy
                  dzieci są już prawie dorosłe. Tyle lat na to poświęciłam. Nie po to, by teraz
                  to wszystko prysło przez głupie wybryki faceta przeżywającego drugą młodość.
                  poza tym mamy syna 16-letniego, który, jak wiadomo w tym wieku bardzo
                  potrzebuje ojca. Jest to przecież okres największego buntu, nie wiem co by się
                  stało , gdybym taką rewolucję przeprowadziła w domu. On przecież wszystkiego
                  nie wie o ojcu, bo nie może wiedzieć. Wiedzą tylko córki starsze od niego. Mam
                  nadzieję, że może za jakiś czas sytuacja się zmieni, chociaż przy takiej
                  oglądalności zboczonej pornografii - wątpię, żeby to miało nastąpić szybko i
                  czy w ogóle. Niemniej jednak uważam, że czas jest w tej materii moim
                  sprzymierzeńcem.POZDRAWIAM tych, którzy trzymają moją stronę.OPTYMISTKA.
                  • Gość: Oleńka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 17:44
                    Co to znaczy myśleć jak facet???

                    Kochałam w zyciu kilku i sądzę, że dobrze ich rozumiem. Lepiej niz wiele innych
                    kobiet. Uważam, ze we współczesnym swiecie mają trudniej niż my, ale nie czas
                    tu o tym.

                    Myślę, ze prezentujesz - z całym szacunkiem - niedojrzałą postawę. Albo to jest
                    jednorazowy wybryk, jestes w stanie mu to wybaczyć i on chce do Ciebie wrócić w
                    tym sensie, ze skończy z konkurentką (bo rozumiem, ze jest inna), albo to ma
                    poważny charakter i nie skończy. A moze on juz Ciebie nie kocha i chce naprawdę
                    odejść?

                    Boze, czyli jego grzech polega tylko na oglądaniu pornografii???
                    • Gość: do Oleńki Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 05.01.04, 18:31
                      Wyobraż sobie Oleńko, że w Twoim pojęciu - "tylko", natomiast w moim -"aż".
                      Dlatego, że ta zboczona pornografia, gdzie kobiety są traktowane jak
                      przedmiot,oglądana przez kilkadziesiąt lat, systematycznie - nie może
                      doprowadzić do niczego innego jak tylko do zboczenia sexualnego. Jeśli tego
                      sama nie doświadczyłaś, bo np. nie jesteś z facetem w stałym związku, to nie
                      dziwię się, że tego nie rozumiesz. Chociaż uważam, że każdy nawet
                      niedoświadczony człowiek rozumie, że taka długa terapia osiągnie jednak swój
                      cel. I to właśnie spotkało nasz związek. Powiem, Ci więcej, taki facet nie
                      jestjuż nawet w stanie normalnie współżyć z kobietą. Tylko mi teraz nie napisz,
                      że nie wiesz co to znaczy normalnie, bo to chyba wszyscy NORMALNI tzn. nie
                      zboczeni ludzie, wiedzą. "Inny"sex w moim pojęciu to jest taki, którego ja nie
                      akceptuję. Jest to sex oralny. Wytrzymałabyś gdyby ktoś od Ciebie codziennie
                      wymagał takiego sexu{trwającego nieskończenie długo}i tylko takiego, a Ty czuła
                      byś wstręt i obrzydzenie aż do odruchów wymiotnych?
                      Wreszcie nie nazywasz tego zdradą, wyobraż sobie, że on też nie. Mówi, że mnie
                      kocha, że nigdy mnie nie zdradził i nie zdradzi. A to zrobił tylko dlatego, że
                      ja tego nie lubię, a on potrzebuje. Jak często to robi - nie wiem - myślę, że
                      nie często. Raczej się onanizuje przy oglądaniu pornografii. TO też jest
                      zboczenie, które doprowadza do problemów sexualnych. A to wszystko od TYLKO
                      oglądania pornografii.POZDRAWIAM CIĘ OLEŃKO.
                      • Gość: Oleńka droga "do Oleńki" :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 18:53
                        Mam wrazenie, ze mnie podpuszczasz, ale na wszelki wypadek potraktuję Cię serio.

                        Tak jak napisałam wyżej, Wasz problem polega na rozbieżnych potrzebach
                        seksualnych. Ty naprawdę oczekujesz, ze Twój mąż zrezygnuje ze swoich
                        najgłębszych potrzeb? To nierealne.

                        Rozumiem, ze ktoś czegoś w seksie nie akceptuje - ale para musi mieć zbieżne
                        poglądy, inaczej rozpada się.

                        Jestes w mniejszości, w tym sensie, ze wiekszość społeczeństwa akceptuje seks
                        oralny, uważa go za cos normalnego.
                        Ja uważam, że oznacza ogromną bliskość, w tym sensie, że do czerpania z niego
                        przyjemności potrzebna jest miłość, bliskość i duza intymność. Chociaz nigdy z
                        zasady nie spałam z nikim, kogo bym nie kochała, potrafię sobie wyobrazić, że
                        seks z kimś po prostu szalenie atrakcyjnym mógłby mi sprawić przyjemność -
                        oralny prawdopodobnie juz nie, bo do tego własnie brakowaloby zaufania i
                        bliskości.
                        Co Cie az tak odrzuca w mężczyźnie, którego, jak twierdzisz, kochasz?

                        Współczesna definicja zboczeń obejmuje takie rzeczy jak pedofilia na przykład,
                        nie szafuj wiec tym słowem po próżnicy. Nie wszystko, czego nie lubisz, jest
                        zaraz zboczeniem.

                        Nie wierz w trakie rzeczy, ze ogladanie pornografii jest przyczyna
                        nieszczęść...Ono jest skutkiem nudy i tesknoty za mocniejszymi wrazeniami.
                        A masturbacja? To nie zadne zboczenie, tylko dysfunkcja, jesli człowiek żyje w
                        parze. To oznacza tylko tyle, ze Twój mąż ma potrzeby erotyczne, ktore Ty z
                        góry odrzucasz.

                        Masz szczęście, ze Cie kocha - wykorzystaj to. I przełam sie najpierw do
                        rzeczy, które mniej Cię brzydzą. Albo w ogole zaproponuj jakieś atrakcje w
                        łóżku innego rodzaju, na które Ty miałabyś ochotę.

                        Czy Ty w ogole nie lubisz seksu?
                      • Gość: do Oleńki Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 05.01.04, 19:27
                        Oleńko - to wszystko o czym piszesz ja wiem, rozumiem i czuję. Nie mniej jednak
                        będę się upierała przy swoim. Może powiem tak - dla mnie seks oralny nie jest
                        atrakcyjny. Gdybym nie miała nosa i oczu, to może...? A już na pewno nie może
                        mi zastąpić normalnego współżycia. Napisałam Ci, że nie jestem kobietą bez
                        temperamentu. Atrakcje wymyślałam,starałam się być atrakcyjna, robiłam nawet na
                        ten czas ostry makijaż(wiem, że on to lubi),piękna seksowna czerwona lub czarna
                        bielizna,jeszcze inne akcesoria, ale i tak wracał do swego. Nie jeden facet w
                        jego wieku chciałby mieć taką żonę, wiem o tym, a ten CAP tego nie docenia.
                        Dodam, że nigdy w życiu go nie zdradziłam, może dlatego bardziej mnie to boli.
                        Teraz się jednak zmieniłam. Wstąpiła we mnie jakaś blokada. Nie potrafię sama
                        zabiegać o współżycie. Być może, że jest to lęk o własne zdrowie,bo już mu nie
                        ufam. Jakoś nauczyłam się żyć bez seksu, chociaż wcale to nie takie proste.
                        • Gość: Oleńka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 22:42
                          Oczy można zamknąć i się uperfumować, hihi ;))))

                          Jest różnica między "nie jest dla mnie atrakcyjny" a "to zboczenie i
                          obrzydliwość" :)

                          Lęk o zdrowie? A prezerwatywy? Badanie? Eee...to jest do rozwiązania.

                          I coś Ci jeszcze powiem o dziecku - dzieci zwykle wiedzą i czują wiecej niż się
                          rodzicom wydaje. Duże zwłaszcza.

                          Nie wierzę natomiast, ze mąż Cie nie docenia. Ty po prostu frustrujesz jego
                          potrzebę, która jest raczej typowa. Myślę, ze on sie czuje przez Ciebie
                          odrzucony. Bo też de facto nie akceptujesz go w pełni - taka jest prawda.

                          pozdrawiam :)

                      • so_so Re: Siła zdradzonych 05.01.04, 21:11
                        "Inny"sex w moim pojęciu to jest taki, którego ja nie
                        > akceptuję. Jest to sex oralny.

                        ...ożesz...!!!
                        • Gość: do so_so Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 06.01.04, 01:30
                          ...ożesz!!!...Ty w mordę i nożem... czy tak chciałeś napisać so_so? Kim jesteś,
                          tajemniczy ...OŻESZ...KU!!!
                  • Gość: gość 2 Re: Siła zdradzonych IP: *.crowley.pl 05.01.04, 18:24
                    masz rację, nie rozbijaj rodziny,nie ustępuj nowej kobiecie,która zapewne
                    będzie tylko przejściową fascynacją.Broń dorobku swego życia.
                    Mało się tu pisze o panach w średnim wieku,którzy tę drugą młodość jakoś
                    szczególnie trudno przeżywają. Pewnie potrzebna im pomoc. Ale poczytajcie sobie
                    drogie panie Playboya, ulubioną literaturę wielu panów- tam wręcz zachęca się
                    do zdrady, facet dotąd wierny nawet się głupio czuje, jakiś taki zapóźniony.
                    Ale tak bogiem a prawdą, musicie przyznać, że małżeństwo po 15-20 i więcej
                    latach to nuuuudaaaa! W takiej sytuacji byle uśmiech w krótkiej spódniczce
                    potrafi zawrócić w głowie.
                    • Gość: Oleńka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 18:26
                      > Ale tak bogiem a prawdą, musicie przyznać, że małżeństwo po 15-20 i więcej
                      > latach to nuuuudaaaa! W takiej sytuacji byle uśmiech w krótkiej spódniczce
                      > potrafi zawrócić w głowie.

                      i czyja to wina?
                    • Gość: DON Re: Siła zdradzonych IP: 81.18.203.* 06.01.04, 19:47
                      To niepotrzebnie panowie czytacie PLEYBOJA? Jeśli się chce być wiernym swojej
                      żonie, to po co pozwalać się kusiś. Trzeba się modlić i chodzić na mszę św.
                      wtedy diabeł będzie miał utrudniony dostęp, ale czy to do wszystkich dociera?
                      My kobiety też niejednokrotnie mamy potrzebę skoku w bok. Myślicie, że nam jest
                      tak łatwo być Wam wiernym. Jednak chyba zdrada zdarza się częściej facetom. O
                      czymś to świadczy drodzy PANOWIE!!!
                      • Gość: Oleńka haha :))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.04, 19:59
                        > Jednak chyba zdrada zdarza się częściej facetom.

                        cos ta matematyka nie bardzo - sami ze soba nas zdradzają ? ;))))))
                        • Gość: DON Re: haha :))))) IP: 81.18.203.* 07.01.04, 10:03
                          Oleńko zapomniałaś, że są agencje towarzyskie, są kobiety wolne - nie związane
                          na stłe z żadnym facetem. Są też kobiety, które zdradzają swoich mężów, ale na
                          pewno takich jest mniej niż facetów!!!!!!
                          • Gość: Oleńka Re: haha :))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 16:55
                            Są też mężczyźni wolni (jest ich taka sama liczba jak i kobiet) oraz całkiem
                            rozwinięty rynek męskiej prostytucji.

                            Nie wierz w nasza wyższość nad nimi, bo to nie prawda. Nasz płeć jest równie
                            zła/dobra jak ta druga. Tyle, że damskie zdrady to tabu, co jest
                            uwarunkowane "historycznie".
                            • Gość: DON faceci są gorsi... IP: *.chello.pl 07.01.04, 19:25
                              Oleńko, czy Ty już taka jesteś, że wciąż bronisz mężczyzn, czy jesteś po prostu
                              przekorna? Czyż naprowdę nie widzisz, że oni są od nas gorsi i to prawie w
                              każdej dziedzinie życia? Poczynając od najmłodszych lat życia. Jeśli masz
                              dzieci to porównaj. Zobacz jak wygląda nauka w szkole, która płeć jest
                              zdecydowanie lepsza właśnie na tym polu itd. itp. Nie mam teraz czasu, żeby z
                              Tobą rozmawiać, ale zdradzających facetów jest dużo, dużo więcej niż kobiet.
                              Oni mają w sobie instynkty zwierzęce, niestety. Może to nie ich wina, może
                              Bozia im tak dała, ale taka jest gorzka prawda.
                              • Gość: Oleńka faceci są fajniejsi... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 19:53
                                Obawiam się, ze my też jesteśmy zwierzętami :)

                                Ale fakt, jeśli potraktować serio aferę z żebrem, można uznać, że facet to
                                jakby prototyp kobiety, hihi ;)
                              • Gość: Oliwia Re: faceci są gorsi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.04, 09:39
                                Witam, przeczytalam z uwaga kilka listow i jestem zaskoczona takim nalatywaniem
                                na facetow,wcale nie sa gorsi od nas kobiet, uwazam ze dopiero od niedawna my
                                kobiety szczegolnie w Polsce zaczynamy im powoli dorownywac.Ale w wielu domach
                                tkwi przekonanie ze kobieta jest stworzona do tych bardziej przyziemnych rzeczy
                                jak zajmowanie sie domem dziecmi prace i jeszcze setkami rzeczy, a facet to
                                glowa rodziny, ktoremu wszystko wolno.Moze dlatego temat zdrady dotyczy glownie
                                facetow,bo tak naprawde to nie jest wstyd kiedy facet pojdzie sobie na bok, ale
                                jesli to zrobi kobieta od razu robie sie z niej latwa delikatnie ujmujac szmate
                                albo uzywajac mocniejszych slow.Dlatego kobiety nie mowia o swojej zdradzie,
                                umiejetnie to ukrywaja az do smierci.Niestety zdradzaja na takim samym poziomie
                                jak mezczyzni.Ja do zdrady moge sie przyznac tutaj na forum, bo nikt mnie nie
                                zna i nigdy nie pozna, ale zachowalam i zachowam to dla siebie.Wiem ze nikt
                                nigdy sie nie dowie i w oczach wielu moich znajomych jestem osoba bardzo
                                dbajaca o dom, dzieci i meza.Nikt nigdy nie przypuszczalby ze ja moge cos
                                takiego zrobic.Zreszta ja sama zawsze brzydzilam sie zdrada,potepialam mezczyzn
                                i kobiety ktore sie do tego posuwaja,zawsze mowilam ze nie moglabym spojrzecz
                                na siebie w lustro gdybym cos takiego zrobila i napewno nie moglabym z tym
                                zyc.Ale zycie splatalo mi figla i teraz patrze na ten problem z innej
                                strony.Wiem napewno ze nigdy nie mozna mowic nigdy,a kobiety maja jedna dobra
                                ceche potrafia swietnie ukrywac swoje tajemnice i zyc z tym przez dlugie lata.
                                Mezczyzna i kobieta oboje maja uczucia, serce, oboje mysla nie tylko
                                glowa,wiec po co pisac lepsi czy gorsi.My napewno jestesmy bardziej wrazliwe,
                                podchodzimy bardziej uczuciawo do wielu spraw,umiemy plakac, a mezczyzni sa
                                bardziej skryci w sobie.Czesto sie wtedy mowi ze nie maja serca i nas rania,no
                                ale tak naprawde jest zawsze przez nich kobiety cierpialy i beda cierpiec
                                dalej.A moze by tak zapytac mezczyzn ktorzy cierpia przez nas kobiety jakie
                                maja zdanie na te tematy.
                                Jak widac nawet jestesmy bardziej wygadane i wiecej tutaj piszemy niz oni,ci
                                faceci zamknieci w sobie powinniscie sie otworzyc i podyskutowac z nami.
                                Pozdrawiam wszystkich Oliwia
                              • melanie Re: faceci są gorsi... 10.01.04, 16:18
                                Kompletna bzdura. Mezczyzni sa (oczywiscie biorac srednio np 100 przypadkowych
                                kobiet i takich ze mezczyzn) madrzejsze, wrazliwsze, ogolnie lepsze jako
                                gatunek niz kobiety. Stwierdzam to oczywiscie z bolem serca, gdyz jestem
                                kobieta. Szczegolnie widac te roznice kiedy sie ma przelozonego kobiete lub
                                mezczyzne. Moze dlatego czesciej zdradzaja, gdyz czuja sie nieszczesliwi w
                                zwiazkach, gdzie sie nie dostrzega ich potrzeb.
                                Co do dzieci. Moge porownac, gdyz mam corki i syna. Otoz wlasnie syn jest
                                dzieckiem najzdolniejszym (szczegolnie uzdolniony w przedmiotach scislych i
                                jezykach), jest bardzo wrazliwy, chociaz ukrywa to pod maska meskosci. Ma tez
                                bardzo dobre serduszko, to sie czuje i widzi. Pies, kupiony dla corki wlasnie
                                jego wybral na swojego pana, a zwierzeta zawsze wyczuja dobroc.
                                Oczywiscie sa madre kobiety i kretyni mezczyzni, mowimy tu o sredniej.
            • Gość: mira Re: Siła zdradzonych IP: *.crowley.pl 05.01.04, 11:43
              przeczytałam list Danutki i komentarze Oleńki. Wygląda na to, że jest tu duża
              różnica wieku i doświadczenia. Oleńka nie rozumie co ma wspólnego poczucie
              własnej wartości z byciem zdradzoną. pewnie się kiedyś sama przekona. Ponadto
              jej komentarze są ordynarne i dlatego pozostawiają uczucie niesmaku. Uwagi typu
              to śmieszne.. jeb babę itp, świadczą niestety o prymitywnym umyśle.
              Pozdrawiam wszystkie żony! Nie dajcie się !!!Panów którzy nie zdradzają też
              pozdrawiam. Dyskusja tutaj jest ciekawa i może kogoś uchroni od błedu?
              • Gość: Oleńka hihihihi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.04, 16:19
                > Uwagi typu
                >
                > to śmieszne.. jeb babę itp, świadczą niestety o prymitywnym umyśle.

                napisałam, filozofie, "yeap babe" czyli "yes, baby" cyli "tak, kochanie" haha :)

                myślę, że fakt, ze zostałaś zdradzona, przesłania Ci jasność widzenia, a
                przypisywanie młodszej kobiecie złych intencji tylko to moje podejrzenie
                potwierdza

                niektórzy ludzie, miro, sa zdrowi - to znaczy nie budują swojego poczucia
                wartości na opinii innych

                abstrahując już od faktu, ze zdrada nie oznacza automatycznie, iz facet uznał
                drugą za lepszą, cóż z tego gdyby nawet? na tym budujesz swoje poczucie
                wartości?

                a na ile Ty się do jego zdrady przyczyniłaś?
    • Gość: takasobie1 Re: Siła zdradzonych IP: *.vs.shawcable.net 08.01.04, 20:34
      zdrada nie stanie sie w zwiazku zamkniętą przeszłością.jest to
      duzy problem i to nie tylko zdradzajacych-ktorzy utracili swoja
      wiarygodnosc,czy zdradzanych-co juz do konca pozostana
      uwazni..jest to teraz problem ich dzieci.moj maz pochodzi z
      rodziny z taka skaza.zdrada byla tam od zawsze(nawet u
      wszystkich kuzynow),wczesnie zniszczyla zdrowie wyksztalconej
      matki,ojca na koniec tez,wypaczyla wszlelkie moralne wartosci u
      dzieci.z koltunskiej potrzeby ukrywania problemu (co i tak w
      rezultacie zdyskwalifikowalo tu stadlo w oczach otoczenia) -
      wszyscy czlonkowie rodziny ostentacyjnie obnosza sie z
      praktykami religinymi.
      znalazlam sie w takim srodowisku przez zakamuflowana, zupelnie
      zrozumiala u meza potrzebe zmiany,ucieczki od tego swiatka.
      dostal to, co moglo go wyleczyc z naturalnego braku zaufania do
      blizniego. podarowal w zamian dokladna kopie domu rodzinnego,
      uwazajac ja na koniec za zyciowy standard. efekt? wpaja
      dzieciom przekonanie, ze jesli nie zdradza - beda zdradzone
      (zgodnie z powiedzeniem "na zlodzieju czapka gore" jest
      przekonany o mojej nielojalnosci). mlodzi sa w wieku, kiedy
      jeszcze wszystko przed nimi,juz jednak widac wygodny brak
      odpowiedzialnosci za to co sie dzieje w zwiazku, ograniczona
      potrzeby dawania, brak wewnetrznego spokoju - ewidentne
      rozbicie.
      trwam w szacunku do siebie i do wpojonych mi kiedys zasad,
      dalekich od gry "oko za oko". jestem przez to silna, idac
      prosta droga nie trace czasu ani energii na zbedne
      przepychanki. jestem przekonana,ze kazdy czlowiek wybiera to,
      co jest dla niego najwazniejsze. nie spotkalam jednak nikogo,
      kto bylby szczesliwy rujnujac wlasny zwiazek.
      kiedy chormony zwalniaja, pojawia sie smutek w
      oczach "niewiernych" - nawet jesli usta nadal smieja sie
      glosno, z przyzwyczajenia szyderczo. wszyscy mamy te sama
      alternatywe - chce byc dobrym czlowiekiem, albo chce rodzic
      bol. jesli komus dobroc kojarzy sie z naiwnoscia, to wspolczuje.
      • Gość: stud. Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 09.01.04, 20:50
        podoba mi się ta dyskusja na razie nie mogę się przyłączyć, bo nie mam czasu.
        Może póżniej.
    • Gość: olina Re: Siła zdradzonych IP: *.warta.pl 10.01.04, 15:01
    • Gość: olina Re: Siła zdradzonych IP: *.warta.pl 10.01.04, 15:04
      ja jestem po zdradzie męża, dochodziłam do siebie 2 lata a tak
      naprawdę 5 lat. Zdrada męża dała mi szansę spojrzenia na niego i
      siebie inaczej. Jesteśmy razem , bez wypominania przeszłości, z
      terażniejszością. Pozdrawiam
      • Gość: irys Re: Siła zdradzonych IP: *.dwory.pl / *.dwory.pl 12.01.04, 15:36
        tez jestem po zdradzie męza i co gorsze obawiam się ze emocjonalnie nic sie nie
        skończyło...może bardziej sie kłócą bo ona tez już mu nie wierzy..ale to ja
        jestem ta zła bo nie chce uwierzyć w to że skończył i ośmieliłam się przeczytac
        smsy od niej do niego...jak mogłam!!!!
        ale to że one są i są jednoznaczne to już nie jest problemem...skąd!!
        wiecie co wg mnie jest najgorsze?
        jesli zdradzajacy poinformują zdradzonego ale nie robią z tym nic..tzn ani nie
        odchodza ani nie zostają tak naprawde...
        kilka razy próbowalam odejsc..to trudne kiedy się kocha mimo wszystko
        zatrzymywał mnie po to żeby ciągnąć to dalej
        teraz wmnieszani w to wszystko są jego rodzice...i co?
        dalej to ciągnie...tylko lepiej sie ukrywa..a mi jego rodzice mówią.kazdy moze
        zbądzic, przeciez on nie jest taki zły..itp
        naprawdę wolałabym aby odszedł i był sobie szczęsliwy z kim tam sobie chce
        niestety on sie obawia że będzie mu gorzej albo będzie tęsknił zamna (tak
        myślę)
        wiem że



        • Gość: Oleńka looknij, co napisałaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 16:28
          > wiecie co wg mnie jest najgorsze?
          > jesli zdradzajacy poinformują zdradzonego ale nie robią z tym nic..tzn ani
          nie
          > odchodza ani nie zostają tak naprawde...
          > kilka razy próbowalam odejsc..to trudne kiedy się kocha mimo wszystko
          > zatrzymywał mnie po to żeby ciągnąć to dalej

          on nie odchodzi - czyli jest zły (zatrzymuje, chce wykorzystać blablabla)
          Ty nie odchodzisz - jesteś cacy (nie mozesz, bo kochasz)

          hihi ;)

          pozdrawiam :)
          • Gość: irys Re: looknij, co napisałaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 18:09
            myśle ze on nie odchodzi bo się boi że z tamtą będzie mu gorzej niż ze mną...
            lepszy stary znany wróg niż nowy nieznany no nie?
            ale z drugiej strony to ciągnie do nowego
            nie dlatego że chce mnie wykorzystać czy tez jest zły bo mimi wszystko myslę
            że w wielu aspektach jest dobrym człowiekiem
            nie mem do niego zalu (teraz!!) ze się zakochał..mam żal że nie potrafił być
            uczciwy nie tylko względem mnie...
            Ona dopiero czyje się oszukana!! (sama mi to powiedziała zresztą)
            czy ja jestem cacy? tego też nie powoedziałam ..to juz Twoja interpretacja
            • Gość: Oleńka Re: looknij, co napisałaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 18:20
              nie... napisałas o swoim nieodchodzeniu w tonie "cacy" ("bo kocham") a jemu
              odmawiasz prawa do pozytywnej motywacji.

              gdyby ktoś obserwował Wasza relację z boku, równie dobrze mógłby powiedzieć:
              ona nie odchodzi, bo się boi zostać sama, a on nie odchodzi bo w gruncie rzeczy
              bardziej kocha ją niż kochankę :)

              i co? ;)

              • Gość: irys Re: looknij, co napisałaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 19:26
                no cóż on tak nawet twierdzi że kocha mnie więcej...ale skoro kocha wiecej to
                dlaczego nie zostawi kochanki?
                liczy na moja wspaniałomyślność?
                może się przeliczyć i stracić tę osobę którą kocha niby więcej...
                więc chyba mu się to nie oplaca...tak myslę

                jesli ja nie odchodze bo sie boję to i tak ten zwiazek długo nie
                pociągnie..coz spowoduje ze i tak będę sama

                • Gość: Oleńka Re: looknij, co napisałaś :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 00:54
                  > jesli ja nie odchodze bo sie boję to i tak ten zwiazek długo nie
                  > pociągnie..coz spowoduje ze i tak będę sama

                  ooo...niektórzy dziesiątki lat tak ciągną :)


                  co wybierasz, jeśli opcje są tylko 2 - masz go, ale z kochanką na spółkę lub
                  odchodzisz?
                  • Gość: Irys Re: looknij, co napisałaś :) IP: *.dwory.pl / *.dwory.pl 13.01.04, 08:42
                    Odchodze i to nawet dziś

                    wkurzam sie bo on za każdym razem gdy chce odejść mówi że to skończył..wiec mam
                    w sobie niepokój ,że tym razem faktycznie skończył a ja mu (i sobie) nie dałam
                    szansy.
                    ale cóz..czas pokaże
                    • Gość: OIeńka powodzenia :))))) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 18:36
        • Gość: olina Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 20:40
          gdy dowiedziałam się o zdradzie męża, myślałam, że przeczekam, czułam się coraz
          gorzej, coraz mniej kobietą. On głupiał coraz bardziej, panienka robiła się
          coraz bardziej bezczelna. Przestałam pracować, moja firma rozpadała się bo nie
          pracowałam. Czarna rozpacz. Panienka przyjechała na wakacje do mojego miasta,
          mąż się wyprowadził przemyśleć z kim chce być. O ja naiwna.
      • Gość: jacek do oliny IP: *.cust.oldcity.dca.net 14.01.04, 03:11
        zaloze sie, ze twoj stary ma na boku nowa. jest teraz bardziej ostrozny. a w
        domu "kocha" ciebie. hehehehehe.
        • Gość: olina Re: do oliny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 20:48
          Myslę ,że gdyby mu na kolanach siedziała najpiękniejsza panienka świata ,to
          zapewne byłoby mu miło, ale uciekałby gdzie pieprz rośnie, bo balby się ,że
          następna panienka zrobi sobie z nim dzidziusia.
    • Gość: iskra Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.04, 16:40
      Mój mąż przez rok prowadził podwójne życie z panienką w wieku
      własnej córki,jego podwładną .Czyli klasyka.Jego tłumaczenie
      było proste:w domu ciągle są problemy,tam nie ma żadnych!Tamta
      jest zawsze uśmiechnięta i zadowolona.Dlaczego miałaby nie
      być,jak wynajął jej mieszkanie,urządził,ubrał ją i jeszcze
      obwiózł po całym świecie.Córki strasznie to przeżyły.Ojciec był
      dla nich idolem,wzorem uczciwości.A panienka na zarzut moich
      córek ,że zniszczyła rodzinę odp.że jest b.pobożna i odmówi
      różaniec.Mojemu mężowi wmówiła że nie robią nic złego,bo potem
      chodzą do kościoła.Czy ktoś coś z tego rozumie?
      • Gość: Jola do iskry IP: *.cust.oldcity.dca.net 14.01.04, 03:08
        Czym ty sie przejmujesz. Znajdz sobie faceta a zobaczysz jak odzyjesz. Mezowi
        zycz wszystkiego najlepszego - walizki pod drzwi i niech idzie pod koscol.
        • takasobie1 do zdradzajacych - jak tam u was z odwaga cywilna? 14.01.04, 04:57
          a swoja droga, skoro tak bezpiecznie wypisujemy tu swoje wszelkie odczucia,
          czy ktos ze zdradzajacych nie moglby szczerze napisac, dlaczego chodzi do
          kosciola, mimo, ze na pewno stamtad wie(jesli wczesniej nie nauczyli go tego
          rodzice), ze to co robi jest grzechem, wymienionym w samym dekalogu...jesli
          np. nie uznaje autorytetu ksiedza, to powinien sie przynajmniej domyslec, ze
          tam i sam Bog nie daje rozgrzeszenia, jesli nie okarze sie skruchy i nie
          obieca poprawy. oj, cieniutko u niektorych z zyciem wewnetrznym. rozdarcie
          zakrawajace na brak psychicznej rownowagi, bo rozumny czlowiek nie gra w gre,
          w ktorej nie czuje sie pewnie. do Boga zwracamy sie w po madra wskazowke,
          a potem zeby podziekowac za wsparcie. kochanka/ek jest niestety darem od
          szatana, wybor - co jest wam blizsze - nalezy tylko do was. ja a swoja droga
          nie chcialabym takiego za kochanka, co to na cztery strony sie musi umizgiwac -
          raz do zonki, raz do 'dziewczynki', byc bacznym zeby nie przeoczyc atrakcji od
          dialba, ale i Bogu jakos w spolegliwe oczy spojrzec... bardzo to zalosne! i
          dla mnie np. zupelnie antyseksualne!!!
          • Gość: Jola Re: do zdradzajacych - jak tam u was z odwaga cyw IP: *.ungrad.temple.edu 14.01.04, 16:24
            Hej. A co ksiadz robi po mszy. Albo spi ze swoja gospodynia lub siostrzyczka
            albo z mlodym chlopcem - ulubionym ministrantem. Czego wiec oczekujesz od
            zwyklych ludzi przychodzacych do kosciola. Przeciez to "CYRK" 21 wieku.
            Obudz sie i porozgladaj sie wokol. Pozdrawiam.
            • takasobie1 Re: do zdradzajacych - jak tam u was z odwaga cyw 14.01.04, 17:13
              przewidzialam Twoj dylemat, dlatego wspomnialam o tym, ze w kosciele spotykamy
              sie przede wszystkim z Bogiem...skoro wiec juz wchodzisz do tego Kosciola to
              po co? takie bylo moje pytanie. rozumiem, ze Ty idziesz analizowac zycie
              ksiedza, ale to sygnal ze do zwyklych ludzi sie nie zaliczasz. bo zwykly,
              porzadny czlowiek inaczej rozumie swoja wiare w Boga, niezaleznie od wieku w
              ktorym zyje. ja np. nie szukam usprawiedliwienia wlasnych bledow w slabosciach
              innych, bo to infantylne. troche rozsadku dziewczyno!
              • Gość: Jola Re: do zdradzajacych - jak tam u was z odwaga cyw IP: *.ungrad.temple.edu 14.01.04, 18:58
                Oh "takasobie" chodzisz do kosciola aby nie dopuscic do siebie "zlych" mysli, a
                w duchu myslisz jak dobrze by bylo miec kogos kochajacego, nie tylko swojego
                znudzonego partnera. Dlatego tez tutaj jestes. Pamietaj jednak, ze i ciebie to
                kiedys spotka i nie bedziesz juz mowila o szatanach i Bogu - a o NIM. Zdrowka
                zycze i cierpliwosci.
                • takasobie1 Re: do zdradzajacych - jak tam u was z odwaga cyw 14.01.04, 20:35
                  jak ktos nie kocha sam siebie, to rzuca sie z desperacja w wir poszukiwan,
                  zeby znalezc potwierdzenie dla swoich wartosci w cudzych oczach. czesto musi
                  to robic znowu i znowu, bo trafia na ludzi z takim samym problemem. a znasz
                  kogos, kto porzucony nie ryzykowal swojego spokoju ponownie? albo samotnych z
                  wyboru, ktorzy nie rozpaczaja i wcale nie sa zagubieni? recze ci, ze jest duzo
                  innych rozwiazan na poczucie bycia kochanym. jesli wiara w Boga nie ma wplywu
                  na Twoje wybory jak postepowac w zyciu, to nie masz pewnie i pojecia co to
                  znaczy byc wiernym blizniemu. odszukaj wiec najpierw swojej milosci wlasnej.
                  to forum moze Ci pomoc.
                  • Gość: OIeńka co Ty z tym Bogiem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 14:26
                    Tylko część populacji wierzy.
                    • Gość: Nie wierna Re: co Ty z tym Bogiem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 15:09
                      Pewnych rzeczy nie bede komentowac, chociaz najchetniej bym wykrzyczala ze
                      kazdy ma prawo do wlasnego zycie, do podejmowania wlasnych decyzji i do
                      wlasnego szczescia i jest za to odpowiedzialny tylko i wylacznie przed soba.Bez
                      roznicy czy jestesmy zwiazani przysiega malzenska czy nie, kazdy z nas ma swoj
                      wlasny swiat, swoje sumienie i swoje grzechy.Mozemy tym wszystkim sie dzielic
                      lub nie, ale zaden czlowiek nie ma prawa wchodzic w nasze zycie z butami, nawet
                      wlasny maz czy zona.Rodzice tak, ale tylko wtedy gdy chcemy zeby weszli i
                      czujemy ze tego chcemy.
                      Oczywiscie kazdy ma prawo miec wlasne zdanie na kazdy temat wiec i ja je
                      wyrazilam.Ale wracajac do tematu zdrady,wszyscy zdradzaja jesli nadarza sie
                      taka okazja, jesli spotkalismy na swojej drodze czlowiek, ktory daje nam to
                      czego nie mielismy do tej pory.
                      Tak bylo ze mna. Kazda kobieta potrzebuje adoracji, pragnie sie poczuc
                      atrakcyjna, kochana,chce czuc ze jest najwazniejsza.Dla mnie byl i nadal jest
                      to najpiekniejszy okres w moim zyciu.Jeszcze trzy lata temu, gdyby ktos
                      powiedzial mi ze zdradze swojego meza, wydrapalabym mu oczy i wyrzucilabym za
                      drzwi,bylam wierna, wspaniala zona,nie interesowali mnie inni mezczyzni,
                      chociaz mojego meza nie kochalam , ale przysiegalam mu przed oltarzem i
                      wiedzialam ze nie moge zlamac tej przysiegi i musze rowniez pozostac wierna
                      sobie i byc czysta.Niestety a moze stety, na mojej drodze pojawil sie inny
                      mezczyzna.Ze zwyklej znajomosci przez wiele miesiecy rodzila sie
                      milosc,wiedzielismy ze nic nie moze sie miedzy nami wydarzyc, bronilismy
                      sie,staralismy ograniczac kontakty,ale nie umielismy wytrzymac dluzej niz 2
                      tygodnie.Potrzebowalismy siebie i zrozumielismy ze bez siebie nie umiemy zyc,
                      ze jestesmy ze soba szczesliwi, ze nasze uczucie dodaje nam energii,sily.
                      Kazdej kobiecie zycze takiego uczucia jakie przezylam i przezywam do tej pory.
                      Nie jestem mloda kobieta mam za soba kilkanascie lat malzenstwa i duze
                      dzieci,ale moje szczescie udzielalo sie wszystkim dookola i swoja radoscia
                      zycia dzielilam sie ze wszystkim.
                      Moj romans to jedna wielka tajemnica,moj sekret,nie mam zadnych wyrzutow
                      sumienia, poprostu jestem bardzo szczesliwa i wszystko wokol mnie jest piekne i
                      takie proste.Niejedna kobieta chcialaby przezyc takie chwile, bo przeciez
                      pragniemy kochac i byc kochane.Dla takich chwil warto zyc.





                      • Gość: julka Re: co Ty z tym Bogiem? IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 15.01.04, 23:26
                        dokładnie wiem co przezywasz i czujesz,cudownie byc KOBIETA poprostu,o czym
                        nasi mezowie zapominaja po jakims czasie
                        • Gość: julka inna strona medalu IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 15.01.04, 23:50
                          czytam od dawna i od dawna zamierzałam napisac.Moja historia jest bardzo
                          skomplikowana,przedstawie jednak /o zgrozo/plusy zdrady!spotykałam sie z
                          zonatym facetem,tak jak mi przedstawił-małzenstwo w gruzach-zona nie dba o
                          siebie ,dom ,dzieci itp,on był autentycznie wrakiem czlowieka,nie wierzył w
                          siebie choc jest bardzo madrym i wartosciowym człowiekiem ,przy mnie
                          odzywał,śmiał sie ,fakt ze to były beztroskie chwile.Ona sie dowiedziała i
                          obudziła sie ksiezniczka po kilkunastu latach małzenstwa,zrozumiała z kim
                          dzieli zycie,kim pomiata i kogo przez tyle lat lekcewazyła.Zaczeła dbac o
                          siebie,dom itp,jednym słowem zmieniła sie,czym go tylko rozgoryczyła,bo przez
                          tyle lat prosił i walczył na prózno ,koniec tej historii jest taki,ze został
                          przy niej a" murzyn zrobił swoje murzyn moze odejsc"i gdyby to było takie
                          proste,gdyby medal miał tylko jedna strone
                          • Gość: też julka Re: inna strona medalu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 01:12
                            Doskonale wiem co czujesz, bo przechodzę dokładnie przez to samo. Tylko u mnie
                            jest to bardzo świeże i zastanawiam się czy ten ból kiedykolwiek minie.
                          • Gość: zdziwiona Re: inna strona medalu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 01:12
                            Propozycja 1: aby biedni, zaniedbywani pod każdym względem a jakże męscy faceci
                            żenili sie tylko z czułumi, wrażliwymi, pełnymi miłosci kochankami. Gdyby
                            któryś (oczywiście przez przypadek ) posiadał już jakąś żonę propozycja 2:
                            stare żony do gazu, dzieci do internatu a prawdziwa miłość niech kwitnie.
                            Wyznanie "starego Murzyna" rzuca na kolana!
                            Większość piszących na forum pań (partnerek tych, którzy zdradzają) pisze o
                            swoich uczuciach, prawie o miłosci, o szczęściu jakie one i tylko one mogą dać
                            tym zaniedbywanym , nie kochanym cudzym mężom. Tylko skąd ten ból i rozpacz,
                            poczucie krzywdy o jakich piszą zdradzani. Czy są możliwe wszystkie te uczucia
                            wobec kogoś, kogo się nie kocha? Czemu listy zdradzanych są pełne smutku a
                            listy zdradzających lub współzdradzających bojowe i zaczepne. Złodziej, który
                            kradnie ma pretensje do okradanego. Wyraz ślub pochodzi od ślubować -
                            przysięgać sobie i tej drugiej osobie, zdradzający najpierw zdradza SIEBIE
                            • Gość: Nieszczęśliwa Re: siła zdradzonych IP: *.chello.pl 16.01.04, 19:39
                              pozdrawiam wszystkich PANÓW, którzy są wierni swoim żonom dozgonnie.OCH!, co ja
                              bym dała żeby mieć takiego męża. Nie umiem zapomnieć,nie umiem zdradzić,nie
                              umiem odejść,nie umiem też wystawić walizek.Najgorsze w tym wszystkim jest to,
                              że jestem z powodu jego zdrady ogromnie NIESZCZĘŚLIWA i jak widać bezradna.
                              Niech mi tylko tutaj nikt nie mówi, że zdrada mobilizuje do starania się o
                              niego, BO TO BZDURA, BZDURA I JESZCZE RAZ BZDURA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                            • Gość: Majka Re: inna strona medalu IP: 193.1.82.* 17.01.04, 16:45
                              Przeczytalam wiele artykulow tutaj... jedne sa bardziej drugie mniej
                              przerazajace. Wiem tylko jedno, zyje sie dla siebie. Jesli sie jest osoba
                              szczesliwa, osoby obok tez sa szczesliwe. A zwiazek sie ma po to, by w sumie
                              razem miec wiecej niz osobno. Ale najwazniejsze sa uczucia swoje. Najwazniejszy
                              nie jest on, ale TY!!!! Nawet dzieci w koncu odejda, albo powiedza ci ze twoje
                              zycie to twoj problem. Zyje sie dla siebie.
                              Wychowano mnie ze trzeba dawac, pozyczac, udostepniac, liczyc sie z uczuciam
                              innych, pomagac innym, nie byc egoista (bee tak nie wolno)..... teraz czytam
                              wspoczesne wychowanie dzieci: a w nim jak dziecko nie chce pozyczyc zabawki, to
                              nie mozna go zmuszac do pozyczenia, bo wtedy zaglusza wlasna potrzebe ochrony
                              swojego mienia, trzeba nagradzac ze sie odwazyl chronic wlasne uczucia, ze
                              powiedzial NIE!!!!!
                              Zyjcie dla siebie, szanujcie siebie.



                          • Gość: zdziwiona Re: inna strona medalu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 01:26
                            Murzyn może uszczęśliwić i uleczyć następne małżeństwo (starej rozczochranej
                            wiedźmy i sponiewieranego księcia).
                          • Gość: kawaler Re: inna strona medalu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 02:03
                            Cóż za poświęcenie. A swoją drogą nie słyszałem o mężu, który opowiada kochance
                            o dobrej, wesołej, kochającej, zadbanej, młodej, bogatej ...i pięknej żonie.
                            Jaką ulga byłoby dla takiej dzielnej kobiety dowiedzieć się , ze facet zdradza
                            żonę tylko dla jej szczęścia. Chyba się jednak nie ożenię!
                            • Gość: julka Re: inna strona medalu IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 16.01.04, 13:16
                              oczywiscie najłatwiej jest potepic a moze czasem warto przemyslec?spójrzcie
                              wokół siebie jak wiele małzenstw jest niedobranych!sama mam meza i uwazam ,ze
                              jest cudownym czlowiekiem,lecz niestety nie dla mnie,nie akceptuje mnie,nie
                              rozumie znamy sie ponad dwadziescia lat i nie mam odwagi ani mozliwosci
                              odejsc/małe dzieci,kredyt,mieszkanie/łatwo jest zadekretowac ale bardzo trudno
                              wprowadzic w zycie to czego sie tak naprawde chce!Znam problem zdrady z
                              własnego domu,mama sie zmieniła,bardzo ale tak naprawde to nie była zmiana dla
                              niej tylko dla niego,pózniej zaczeło brakowac siły na udawanie szczescia,jaki
                              jest wniosek?
                          • Gość: Nie wierna do Julki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 11:35
                            Milo jest gdy sie czyta podobna sytuacja jak moja.Musze sie z toba zgodzic z
                            jednym i jestem przekonana ze wiekszosc zdradzonych mezow zaczyna doceniac
                            swoje zony i napewno wiekszosc zdradzonych zon zrobi wszystko zeby zatrzymac
                            swoich mezow przy sobie,nastepuje wtedy wielka zmiana.Czesto w kobietach budzi
                            sie ambicja,chec rywalizacji z kochanka, przyjaciolka.W jakims stopniu jest to
                            zdrowe, bo otwiera sie oczy na siebie i na swoje zycie na swoje postepowanie,
                            analizuje sie swoje bledy w malzenstwie,i zadaje sie pytanie dlaczego poszedl
                            do innej czy do innego? Gdy sie wie ze partner zdradza to nie sztuka wystawic
                            mu walizki za drzwi i robic piekielna awanture, ale pomyslec co takiego bylo i
                            jest w naszym zwiazku nie dobrego, ze posuwa sie do zdrady.Zwiazki dobre,
                            partnerskie, gdzie jest uczucie,szacunek, zrozumienie, tolerancja sa trwale i
                            problem zdrady w nich nie istnieje.
                            Faktem jest ze zdrada uzdrawia,w moim przypadku jest podobnie,dalam i daje
                            nadal mojemu facetowi wiele szczescia i radosci,zmienilam jego spojrzenie na
                            zycie, ktore do tej pory mial szare,z zona ktora wcale na zone sie nie
                            nadaje,zmeczony, zapracowany bo lepiej jest siedziec w pracy niz w domu.Jego
                            zona tez podobno sie zmienila bo zaczela podejrzewac ze w jego zyciu chyba jest
                            inna kobieta.Ale nie wyszlo nic na jaw.Wiem od niego ze atmosfera w domu jest
                            przyzwoita,ale jest tak dopiero od momentu kiedy jestesmy razem.
                            Ciesze sie z tego bo zmienilam komus zycie na troche lepsze,a ja? jestem
                            szczesliwa ze On istnieje, ze mozemy byc razem,ale w sercu jest żal i ból ze to
                            tylko chwila, ktora trwa i moze sie skonczyc w kazdej chwili.Najwazniejsze ze
                            nigdy nikt nie odbierze mi tych pieknych, radosnych chwil, ze pozostana one w
                            mojej pamieci na zawsze i nigdy nie bede zalowac tego co przezylam i przezywam
                            do tej pory.Pozdrawiam.
                            • Gość: baba zona Re: do Julki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.04, 14:03
                              No, tak. Dzieki takim wspanialym kobietom, my zony dopiero sie dowiadujemy, co
                              naszym mezom jest potrzebne. My tego nie mamy prawa wiedziec, bo kilkanascie
                              czy kilkadziesiat lat wspolnie spedzonych lat to nic, to smiec, ktory nalezy
                              wyrzucic na smietnik. One prawem kaduka zawlaszczaja sobie prawo do NASZEGO
                              życia... Nie jestem rozgoryczona, stara mezatka. Jestem szczesliwa zona od
                              prawie trzydziestu lat, co nie znaczy, ze nie bylo pod gore (ze zdrada - jego,
                              wlacznie). Natomiast nie rozumiem wypowiedzi kobiet j.w. W zwiazkach zawsze
                              zdarzaja sie kryzysy, oslabienie wiezi, rutyna itp., ale to nie upowaznia tych
                              WSPANIALYCH KOBIET do jakiejkolwiek ingerencji. Nie jestem jakas ortodoksyjna
                              wariatka, ale zawsze cudzy maz byl dla mnie tabu. To teraz odbierane jest
                              pewnie jak przejaw glupoty, czy naiwnosci... Juz nie bardzo wiem, co jeszcze
                              mozna na ten temat powiedziec, w kazdym razie uwazam, ze osoby prowokujace
                              zdrade w ogole nie powinny sie usprawiedliwiac, bo po prostu takiego
                              usprawiedliwienia nie ma i juz. Pozdrawiam wszystkich a niektorym polecam
                              odrobinę pokory i zastanowienia nad soba.
                              • Gość: julka Re: do Julki IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 16.01.04, 14:13
                                nigdy nie uwazałam sie za wspaniała kobiete,moze nieuwaznie przeczytałas co
                                napisałam,sama jestem zona i nawet nie próbuje sie usprawiedliwiac sójrz
                                otwarcie na problem,naprawde nie widzisz,ze błedy sa popełniane z kazdej
                                strony?
                                • Gość: baba zona Re: do Julki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.04, 14:22
                                  Pewnie, ze widze. Sama je popelnilam i bylam wspolwinna zdrady mojego meza.
                                  Jednakze to nie dawalo prawa NIKOMU do ingerencji w nasze zycie i o tym sie
                                  wypowiedzialam. Odnioslam sie nie tylko do Twojej wypowiedzi, ale tez i innych
                                  kobiet w podobnej sytuacji zyciowej.
                                  • Gość: julka Re: do Julki IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 16.01.04, 15:01
                                    rozumiem,w całej tej sytuacji sa same ofiary,ja nie pakowałam sie nikomu w
                                    zycie z buciorami,bylam nieszczesliwa on tez,trafilismy na siebie,nie
                                    planowałam tego,to jest jednak usprawiedliwianie sie
                                    • zapracowanyon Re: do Julki 16.01.04, 19:44
                                      powiedzmy, ze jestem zapracowanym, zaniedbanym twoim wlasnym(!) mezem. teraz
                                      juz wiem, dlaczego musze tyle pracowac i dlaczego jestem zaniedbywany. moja
                                      zona nie ma po prostu czasu na prace i dbanie o mnie, bo jest na etapie
                                      uzdrawiania cudzego malzenstwa. gratuluje ci chwilowej dumy z siebie, ale
                                      wspolczuje naiwnosci. jestes jedynie zabawka, choc przypisujesz sobie misje
                                      uzdrowicielki, bo jak wiesz, ludzie z zabawek w koncu wyrastaja. dobrze
                                      chociaz, ze przyszykowana jestes na bol. a przyjdzie, na pewno. oj,
                                      niewiasty!!!
                                    • Gość: do niewiernej Re: siła zdradzonych IP: *.chello.pl 16.01.04, 19:51
                                      Też masz ciekawe podejście do życia dziewczyno!
                                      NIGDY w życiu zdrada nie zmobilizowałaby mnie do starania się o niego. TO ON
                                      NIECH SIĘ STARA, ŻEBY MNIE PRZEPROSIĆ, a nie ja o niego.Ja mogę się starać, ale
                                      tylko wtedy dla innych. Do niego czuję niechęć i obrzydzenie, trwa już to ponad
                                      trzy lata i coraz bardziej się od niego oddalam. Gdyby nie dzieci odeszłabym od
                                      dziada.
                                      • Gość: Nie wierna Re: siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 09:11
                                        Kazdy z nas jest inny, i ma inne poglady na zycie, inaczej przezywa rozne
                                        sytuacje i oczywiscie ma do tego prawo.Ile ludzi tyle pogladow i kazdy z nas
                                        tutaj na forum ma inne zycie i inne podejscie do problemow.
                                        Ja wlasnie spotkalam sie z sytuacja gdy zdradzona zona zaczela sie zastanawiac
                                        dlaczego maz zdradza??? zaczela od siebie, od swoich zachowan, swojego
                                        podejscia do zycia, domu, dzieci i meza.I napewno znalazla wiele niedobrego
                                        skoro potrafila sie zmienic i delikatnie, z poczuciem godnosci walczyc o
                                        zwiazek.Widac potrafila to zrobic, bo maz coraz czesciej zajmowal sie domem,
                                        chwalil zone i mowil o niej cieplo i serdecznie,a chyba najwazniejsze ze
                                        zauwazyl jej zmiane i to go cieszylo.Nie wiem do konca jak jest w tej chwili,
                                        ale jestem pewna ze cos drgnelo w ich zyciu na dobre.
                                        A ja pogodzilam sie z tym ze tak musi byc,dla mnie wazne jest to ze przezylam
                                        piekne chwile.Jestem pogatsza o nowe doswiadczenia, chociaz nie naleze do
                                        mlodych kobiet.Nadal go kocham i bede kochac w ukryciu,a jemu niech sie wiedzie
                                        w zyciu jak najlepiej.
                                        Wierze ze sa osoby ktore to zrozumieja i uszanuja moje i innych podobne
                                        poglady.Troche wiecej tolerancji i zrozumienia.
                                        • Gość: Oleńka Re: siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 16:22
                                          > Nadal go kocham i bede kochac w ukryciu,a jemu niech sie wiedzie
                                          >
                                          > w zyciu jak najlepiej.

                                          jesteś świetnym człowiekiem :))))

                                          pozdrawiam serdecznie :)
                                  • Gość: OIeńka Re: do Julki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 19:45
                                    To nie jest "Wasze zycie" - nie ma czegos takiego :)

                                    Jest jego i Twoje, on ma prawo zmienić zdanie na Twój temat. Ma prawo na
                                    przykład przestać Cię kochać. Czego Ci nie życzę. Ale traktowanie mężczyzny,
                                    jak swojej własności, kanapowego pieska czy miejsca parkingowego, zwiększa
                                    ryzyko zdrady.
                              • so_so Re: do Julki 16.01.04, 21:08
                                posłuchaj babo-zono: po pierwsze i przede wszystkim te WSPANIALE KOBIETY jak
                                piszesz same sie nie pchaja do WASZEGO zycia, tylko są przez WASZYCH mężow
                                serdecznie i ochoczo zapraszane. I to oni sie na te ingerencje godzą. Jak to
                                sie dzieje, ze tak ot, najłatwiej potepić tę drugą kobietę i wszystko zwala na
                                nią??? Do tanga trzeba dwojga.
                                • Gość: baba zona Re: So so i Oleńki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 13:51
                                  To nie jest tak, jak myslisz. On chcial miec odskocznie - jak twierdzil, bez
                                  zobowiazan, bo od razu postawil jej sprawe jasno, ze jest zonaty i nie ma
                                  ochoty na trwaly zwiazek. To ona zrobila wszystko, zeby go zamotac, nawet
                                  nasze osmioletnie dziecko starala sie wciagnac do swojej brudnej gierki. On
                                  zaczal od niej uciekac, kiedy sie zorientowal, ze ona po prostu zada od niego
                                  opuszczenia mnie i zwiazania sie z nia na stale. To on wrocil do mnie, to nie
                                  ja go na sile sciagalam. Ja natomiast wyciagnelam wnioski, popracowalam nad
                                  soba, wiele w NASZYM (tak, Olenko, to jest nasze wspolne zycie, a nie
                                  rozdzielne moje i jego, do tego dochodzi sie po latach zycia i milosci) zyciu
                                  zmienilam i odrodzilismy sie oboje. Dlatego twierdze, ze ZADNA Z TYCH
                                  WSPANIALYCH KOBIET (one tak siebie widza, sadzac z postow w tym watku) nie ma
                                  prawa do ingerencji w zycie zwiazku. A jak pisalam wczesniej, w zwiazkach
                                  bywaja rozne chwile, rzecz w tym, zeby ze soba rozmawiac, a nie dopuszczac do
                                  tak skrajnych sytuacji, jak zdrada.
                                  Pozdrawiam wszystkich.
                                  • Gość: OIeńka kompletnie się z Toba nie zgadzam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 14:07
                                    Po pierwsze nie jest prawdą, że panna dopuściła się ingerencji w Wasze życie.
                                    Bo to TWÓJ MĄŻ ją do niego zaprosił i tak naprawdę, to figę z makiem wiesz, co
                                    jej, w pierwszym stadium znajomości opowiadał :)

                                    Po drugie jesteś w dość specyficznej sytuacji - moim zdaniem częściej zdarza
                                    się tak (ale to tylko intuicja) że mężczyzna zdradzając wcale nie wie, jakie ma
                                    zamiary co do przyszłości małżeństwa. Nazywanie wówczas romansu ingerencją
                                    panny w życie związku, do którego jakoby nie miała prawa, jest grubą przesadą.

                                    A teraz wyobraź sobie sytuację, w której Twój mąż odszedłby do tamtej kobiety.
                                    Czy wówczas też uważałabyś, że "omotała" bezwolna owieczkę i zaingerowała
                                    w "życie związku"?

                                    Ludzie mają prawo do suwerennych decyzji i wieloletnie trwanie w związku
                                    (lepszym czy gorszym) ich nie przekreśla. Bo po pierwsze jesteś człowiekiem,
                                    jednostką, a dopiero po drugie tworzysz więzy ze światem.

                                    pozdrawiam :)
                                    • Gość: baba zona Re: kompletnie się z Toba nie zgadzam IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 14:48
                                      Po pierwsze nie jest prawdą, że panna dopuściła się ingerencji w Wasze życie.
                                      > Bo to TWÓJ MĄŻ ją do niego zaprosił i tak naprawdę, to figę z makiem wiesz,
                                      co
                                      > jej, w pierwszym stadium znajomości opowiadał :)
                                      Slusznie, nie wiem. Ale zalozylam, ze nie klamie, bo tylko wtedy nasze dalsze
                                      wspolne zycie mialoby sens. Po drugie, to ona sama wlazla mu w rece, uwodzac
                                      go w sposob bardzo wyrazny - on tylko odpowiedzial, bo chcial miec odskocznie
                                      i myslal, ze jej tez o to chodzi, bo jest mezatka.
                                      To tez jest odpowiedz na druga czesc Twojej wypowiedzi.
                                      Po za tym nie nazwalabym mojego meza bezwolna owieczka. On po prostu nie jest
                                      przyzwyczajony do manipulacji - ja nigdy tego nie robilam, a pani (nie panna)
                                      jest bardzo wprawiona w tej dziedzinie. Ten romans jest jednym z licznych w
                                      jej malzenskim zyciu - jak sie pozniej okazalo.
                                      > Ludzie mają prawo do suwerennych decyzji i wieloletnie trwanie w związku
                                      > (lepszym czy gorszym) ich nie przekreśla. Bo po pierwsze jesteś człowiekiem,
                                      > jednostką, a dopiero po drugie tworzysz więzy ze światem.
                                      >
                                      Slusznie, i tak to wlasnie traktujemy, co nie zmienia faktu, ze to, co stanowi
                                      nasze wspolne zycie, nalezy tylko i wylacznie do nas, i zadna, najbardziej
                                      pokretna i blyskotliwa argumentacja mnie nie przekona, ze jakas obca osoba ma
                                      prawo do ingerencji. Zreszta mam swiadectwo najlepsze - to, co samo zycie
                                      zweryfikowalo.
                                      Pozdrawiam.
                                      • Gość: OIeńka Re: kompletnie się z Toba nie zgadzam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 15:43
                                        Bardzo ładnie, ze zakładasz, że nie kłamie. Szlachetnie. Tylko że raz już Cię
                                        okłamał, a ona chyba nie miała okazji. Także zanim ją ocenisz, nie zapomnij że
                                        owo założenie o prawdomówności męża ma charakter, hmm.., praktyczny :) i jako
                                        takie nie powinno służyć jako podstawa Twojej oceny zachowań innych ludzi, bo
                                        możesz bardzo się pomylić.

                                        Babo żono, mężczyzna to nie kukiełka :)
                                        Kiedy Cie czytam, mam wrażenie jakbym słuchała usprawiedliwień gwałciciela - bo
                                        ona miała taka krótką kieckę ;) Faktem jest bezspornym, ze Twój mąż owe zaloty
                                        przyjął - na ile je sprowokował, pozostanie tajemnicą. Jeśli natomiast opowiada
                                        Ci, że to nie jego wina, ze ona go omotała i tak dalej w ten deseń, to ja mam
                                        wątpliwości co do tego, jakiego rodzaju człowiekiem jest. Chyba raczej nie
                                        mężczyzną :(

                                        Kto igra z ogniem, może się poparzyć. Kto wikła się w relację, a potem mówi, że
                                        myślał, że to nie na serio (czyli nie przewiduje takiego prostego faktu, że
                                        panna może się zakochać) ten jest na poziomie rozwoju intelektualno-
                                        emocjonalnego piętnastolatka ;)

                                        Nie kupuję takiego rozumowania - ona ingeruje w nasze życie.
                                        Ale rozumiem, że potrzebujesz kozła ofiarnego ;D

                                        A czujesz się trochę winna?
                                        • Gość: baba zona Re: kompletnie się z Toba nie zgadzam IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 15:58
                                          Zaczne od konca: A czujesz się trochę winna?
                                          Widocznie nie czytalas wszystkich moich postow, bo od tej kwestii zaczelam
                                          swoj udzial w dyskusji.
                                          Po za tym zauwazylam, ze lubisz ferowac wyroki na podstawie sobie tylko
                                          znanych zalozen. Dlaczego uznajesz apriori, ze to moj maz klamie? Mam podstawy
                                          uwazac, ze nie masz racji, a pani po zakonczeniu romansu pokazala wyraznie
                                          swoim postepowaniem, ze bylo tak, jak mowil moj maz. Moze uznalas, ze usiluje
                                          wybielic mojego meza zrzucajac wine tylko na pania. Otoz nie. Podaje tylko
                                          fakty ilustrujace teze, o ktorej mowa. Oprocz tego wina mojego meza jest
                                          bezsporna i nikt, ani ja ani on, jej nie neguje. Natomiast to Twoje opinie
                                          swiadczylyby raczej o Twojej moze nie tyle niedojrzalosci, co po prostu braku
                                          doswiadczenia. Teoretyzujesz i tyle. Ja natomiast relacjonuje tzw. historie z
                                          zycia wzieta. ;)
                                          Kozla ofiarnego nie potrzebuje. Wzielam udzial w dyskusji, ktora mnie
                                          zainteresowala i uwazam, ze mam w tej sprawie cos istotnego do powiedzenia. To
                                          tyle.
                                          Pozdrawiam.
                                          • Gość: OIeńka i pudło! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 17:46
                                            wcale nie zakładam, że Twój mąż kłamie - zwracam Ci tylko uwagę na fakt, że
                                            oceniasz kogoś obcego (tamtą kobietę) nie na podstawie tego, co o niej wiesz,
                                            tylko na podstawie tego, co powiedział Ci ktoś, kto może kłamie, a może mówi
                                            prawdę, a to co wiemy napewno, to to, że raz Cię już okłamał (co oczywiście
                                            niczego nie przesądza, acz każe się zastanowić) i to, że wierzysz mu, bo tego
                                            pragniesz.

                                            najciewkawsze jest jednak to, ze nie odpowiedziałaś na moje pytanie o swoją
                                            winę, ale skoro twierdzisz, że padło to wcześniej - idę szukać ;)

                                            pozdrawiam :)
                                            • Gość: baba zona Re: błąd! IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 17:54
                                              oceniam ja TAKZE na podstawie tego, co zrobila, a mojego meza kocham, co wcale
                                              nie znaczy, ze nie potrafie go w miare obiektywnie ocenic! A po za tym nie
                                              znam czlowieka, ktory nie sklamalby choc raz w zyciu, zwlaszcza w duzym
                                              stresie. To nie znaczy, ze od razu trzeba go skreslic, prawda? Ja chce dalej z
                                              nim zyc, a pani okazala sie osoba, dla ktorej nie ma zadnej swietosci. Nie
                                              umiem zrozumiec kobiety, ktora nie waha sie posluzyc dzieckiem ...
                                              Pozdrawiam
                                              • Gość: OIeńka Re: błąd! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 18:11
                                                A kto mówi, ze należy skreślać? wręcz odwrotnie! czytasz, jak Ci wygodnie babo
                                                żono ;)

                                                Przypominam jednak że wyszłyśmy od dyskusji n/t (ewentualnego) "omotania" czyli
                                                najwcześniejszego stanu fascynacji, o którym nie wiesz nic, cokolwiek by sie
                                                nie działo potem.
                                                • Gość: baba zona Re: błąd! IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 18:15
                                                  Na temat tego omotania nic wiecej Ci juz nie napisze, bo sprawa stanie sie
                                                  zbyt rozpoznawalna. Dlatego nie masz wyjscia, musisz mi uwierzyc na slowo, lub
                                                  nie... Jak wolisz.
                                                  Pozdrawiam.
                                                  :)))
                                          • Gość: OIeńka konfabulujesz ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 17:50
                                            napisałas tylko, ze Twoje błędy nie dają prawa "osobie prowokującej zdradę"
                                            do "ingerencji w Wasze życie" :)

                                            hihihi ;)

                                            kobieto...wake up!
                                            • Gość: baba zona Re: konfabulujesz ;) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 18:00
                                              Prosze? Chyba nie nadazam. Przybliz mi, prosze, o co Ci chodzi. Napisalam, że
                                              popelnilam bledy, ktore zemscily sie glupia zdrada mojego meza, ale
                                              wyciagnelam wnioski i to pozwolilo nam na wyjscie z dolka. A pani wyraznie sie
                                              zasluzyla jako mataczka i osoba wysoce nieetyczna.
                                              :)
                                              • Gość: OIeńka Re: konfabulujesz ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 18:13
                                                ale na czym jej nieetyczność polegała? :)

                                                powiedz, jak ważysz winy? ;)
                                                sobie za "błąd" minus 1?
                                                jemu za zdradę minus 2?
                                                jej za "mieszanie się" + "nieetycność" minus 100?

                                                ;)
                                                • Gość: baba zona Re: konfabulujesz ;) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 18:21
                                                  ale na czym jej nieetyczność polegała? :)
                                                  >
                                                  Ze bezwzlednie wykorzystala sytuacje, po prostu. Przeciez zawsze mozna
                                                  powiedziec: nie, dziekuje, jestes zonaty, to nie dla mnie. Ja tak kiedys
                                                  zrobilam.
                                                  A cenzurek nie wystawiam. Po prostu mam pewien system wartosci, ktory nie
                                                  akceptuje takich zachowan. Mezowi wybaczylam, bo wierze w jego i swoja milosc.
                                                  Ona jest dla mnie osoba ... sama nie wiem. Okreslenie zepsuta jest juz chyba
                                                  niemodne, prawda? No coz, dopisz do tego co chcesz. Ja tylko przedstawiam
                                                  swoje widzenie tej sytuacji.
                                                  Pozdrawiam.
                                                  • Gość: OIeńka no teraz to przytekściłaś.... ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 18:26
                                                    powiedz mi, w czym gorsza jest kobieta romansująca z żonatym mężczyzną od
                                                    żonatego mężczyzny romansującego (mąż własny na bok - pytam ogólnie)?

                                                    pozdrawiam :)
                                                  • Gość: baba zona Re: no teraz to przytekściłaś.... ;) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 18:36
                                                    Dobre pytanie, na ktore nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Pewnie roznicy nie ma
                                                    zadnej. Jakos nie mialam okazji specjalnie sie zastanawiac na ten temat. To w
                                                    moim przypadku pani okazala sie j.w. Moze inne sa inne, lepsze, nie wiem...
                                                    Znam sytuacje, gdzie zdrada jednego z partnerow spowodowala powstanie dwoch,
                                                    jak dotad udanych, zwiazkow. Zdrada nie zawsze musi dzialac destrukcyjnie. Ja
                                                    tylko chcialam zwrocic uwage, ze istnieja kobiety, ktorych zachowanie jest
                                                    zupelnie nieakceptowalne i ich nachalne zadanie akceptacji wzbudza we mnie
                                                    obrzydzenie i dlatego wlaczylam sie do tej dyskusji.
                                                    Pozdrawiam
                                                    :)))
                                                  • Gość: OIeńka a widzisz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 19:06
                                                    A dla mnie coś o wiele gorszego w przytoczonej sytuacji czyni on, bo on coś
                                                    komuś PRZYSIĘGAŁ, a ona nie.

                                                    Innymi słowy, moim zdaniem, czyn kochanki jest moralnie obojętny, ponieważ ona
                                                    nie jest nikomu nic winna. Żonie znaczy. A zdradzający mąż i owszem.
                                                  • Gość: baba zona Re: a widzisz... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 19:15
                                                    Jasne, ze tak, ale nie zapominaj, ze ja wybaczylam, bo zobaczylam prawdziwa
                                                    skruche. A ona tez komus przysiegala ... swojemu mezowi. Moze mnie nie powinno
                                                    to obchodzic, ale to sa rozwazania typowo filozoficzne. W tym kontekscie
                                                    babiszon konotuje sie jednakowoz negatywnie. Tak wiec jej czyn, jak by na to
                                                    nie patrzec, jest moralnie naganny.
                                                    Pozdrawiam
                                                    ;)))
                                • Gość: so Re: so so IP: *.acn.waw.pl 17.01.04, 17:09
                                  Ostrożnie tutaj zaglądam, ale bardzo, bardzo "so so" dziekuję. Poznałam
                                  jad "żony" i wiem, że te panie pozostają bez winy, wiecznie krzywdzone, "święte
                                  krowy", na które nagle spadł grom z jasnego nieba. Tylko dlaczego ?
                                  Problem mężczyzn, zostawmy. Ja ich rozumiem. Jak bym miała w domu taką
                                  skrzywioną wiecznie minę lub ciągłe roszczenia i musiałabym patrzeć na ten
                                  ciężki, obwisły tyłek i nieustanne pretensje, rady także poszłabym na bok.
                                  Jak Boga kocham, nie znam żadnej fajnej dupy - bez obrazy, którą zdradziłby
                                  mąż. A żony zdradzane po prostu nie mają ikry. Tak. Do tanga trzeba dwojga masz
                                  100 % rację. Niech te babo-żony spojrzą p/w na siebie zanim obrzuca nas błotem.
                                  Zwykle rzeczywiście są stare, głupie i brzydkie.
                                  • Gość: baba zona Re: so so IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 17:20
                                    Ani stara, ani brzydka, ani tym bardziej głupia - na pewno nie głupsza od
                                    Ciebie. Ani bez winy. Ale nie jestes partnerem do rozmowy. Twoj prymitywizm
                                    jest porazajacy. Bez komentarza.
                                    • Gość: so do tej z expressu IP: *.acn.waw.pl 17.01.04, 20:48
                                      A jednak głupia.Mądra bo z innego adresu IP. W Krakowie. Nie właż w dobre
                                      dyskusje. Niewiele masz do potokowania.
                                      • Gość: INNA do SO1111 IP: *.chello.pl 17.01.04, 21:45
                                        sądząc z twojego postu, to właśnie ty masz NIEWIELE DO POTOKOWANIA dziewczyno
                                        lekka jak motylek
                                    • Gość: Nie wierna Re: so so IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 10:02
                                      Przeczytalam dokladnie dyskusje Olenki i baby zony, kazda z was ma racje i
                                      kazda z was wie najlepiej jaka ma sytuacje w danej chwili i co czuje.Babe zone
                                      podziwiam za optymizm i wiare jaka obdarzyla swojego meza, za to ze umie z nim
                                      rozmawiac na temat jego zdrady i nie robi z tego wielkiej afery na cala
                                      polske,widze ze pogodzila sie ze zdrada i chwila slabosci swojego meza, chociaz
                                      napewno ciezko bedzie zapomniec i do konca wybaczyc.Ale przeciez jestesmy
                                      ludzmi i popelniamuy bledy i nie jest to jednoznacze zeby od razu skreslac
                                      czlowieka.Ale musisz sobie zdac sprawe z jedej rzeczy, ze nigdy nie dowiesz sie
                                      prawdy o jego zdradzie,zawsze bedzie mial cos do ukrycia,On poprostu musi sie
                                      przed toba wybielic,musi walczyc o siebie, a nie o kochanke.Mialabys inny obraz
                                      gdybys mogla z nia porozmawiac.
                                      Ale uwazam ze nie ma co rozniecac ognia,ciesz sie tym ze dowiedzialas sie
                                      wszystkiego i ze umiecie o tym ze soba rozmawiac Brawo!! macie szanse zeby
                                      wasz zwiazek odrodzil sie od nowa, pod warunkiem ze oboje bedziecie wzgledem
                                      siebie uczciwi.
                                      Nie potepiej kochanki bo nie znasz tej kobiety osobiscie nie wiesz jakie ma
                                      wnetrze, co czuje,jakie ma podejscie do zycia.Z relacji swojego meza napewno
                                      nie dowiesz sie wszystkiego.
                                      Ja sama zdradzilam i moge byc postrzegana jako osoba ingerujaca w inny
                                      zwiazek.Ale nie nalezy nikogo osadzac dopoki nie pozna sie kogos chociaz w
                                      niewielkim stopniu.
                                      Lubie czytac wasze listy na forum mozna wyciagnac bardzo pouczajace wnioski i
                                      zobaczyc jakie ludzie maja rozne charaktery. Pozdrawiam
                                      • Gość: baba zona Re: do nie wiernej IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 17:01
                                        Na wstepie musze przyznac, ze dlugo sie zastanawialam, czy odpowiedziec na
                                        Twoj post. Ale ujelo mnie cieplo, ktore sie czuje z Twoich slow. Mam nadzieje,
                                        ze jest prawdziwe. A co do kochanki mojego meza, to moje zdanie na jej temat
                                        nie budowalam jedynie na informacjach od niego. Obracamy sie w srodowiskach,
                                        gdzie wszyscy sie "znaja" i kochaja plotki. Ja o niej wiele dowiedzialam sie z
                                        innych zrodel. Sila rzeczy chcialam sie o niej jak najwiecej dowiedziec i
                                        robilam to bardzo dyskretnie - nikt nie zorientowal sie o co chodzi, a ja
                                        zebralam wiele informacji. Ona chyba tez nie wie ile. Nie zetknelysmy sie
                                        bezposrednio i mam nadzieje, ze nigdy do tego nie dojdzie. Po co... Jeszcze
                                        komus puscilyby nerwy... Ona dazyla do celu w sposob bezwzgledny i bez
                                        wyczucia - nie zawahala sie wykorzystac dziecka - to jest niewybaczalne! I
                                        dlatego mam tak mocno negatywny stosunek do niej. A moj maz - jak slusznie
                                        stwierdzilas, walczyl o siebie i swoj powrot, i znajac mnie wiedzial, ze musi
                                        byc szczery, bo inaczej nic nie osiagnie, i byl szczery az do bolu... Dzieki
                                        temu jestesmy razem i pozostaniemy - bardzo nas ta sprawa wzmocnila i
                                        pozwolila na uzyskanie dystansu do wielu spraw.
                                        Jesli Twoj mezczyzna wrocil do zony to moze lepiej byloby dla Ciebie
                                        zdystansowac sie do calej sprawy i nie zamykac sie na zycie? Milosci nie da
                                        sie wyrzucic, ale bardzo zle jest, jesli to uczucie nie pozwala na normalne
                                        zycie. Twoja sytuacja jest dla mnie zupelnie obca. Nie znam Cie i generalnie
                                        potepiam takie postepowanie, ale nie potrafie przejsc obojetnie nad cierpiacym
                                        czlowiekiem, zwlaszcza wtedy, kiedy nie krzywdzi innych. Zycze Ci powodzenia i
                                        lepszego zycia.
                                        • Gość: Oleńka Re: do nie wiernej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 17:06
                                          > Ale ujelo mnie cieplo, ktore sie czuje z Twoich slow. Mam nadzieje,
                                          > ze jest prawdziwe.

                                          jak mogłaś tak napisać? :(
                                          • Gość: baba zona Re: do Olenki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 17:14
                                            Bo jestem szczera. Bo zostalam zraniona. Bo mam nadzieje, ze tak wlasnie jest.
                                            I juz.
                                            • Gość: Oleńka Re: do Olenki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 17:19
                                              Ktoś pisze Ci coś miłego a Ty poddajesz w wątpliwość intencje tego kogoś :(
                                              • Gość: baba zona Re: do Olenki IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 17:27
                                                Oj, Olenko, bardzo jestes impulsywna. Ja jestem dla niej mila i mam nadzieje,
                                                ze ona - w przeciwienstwie do Ciebie, to doceni. Mam pewne doswiadczenia,
                                                ktore kaza mi zachowac dystans - zwlaszcza, jesli mam do czynienia z ludzmi, o
                                                ktorych nic nie wiem i musze sie opierac tylko na ich slowach.
                                                Pozdrawiam cieplo.
                                                :)))
                                                • Gość: Oleńka impulsywna? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 17:42
                                                  to mi fałszywie zabrzmiało i postanowiłam zwrócić na to Twoją uwagę, to
                                                  wszystko. wydaje Ci się, że jesteś miła - w gruncie rzeczy takie "mam nadzieję,
                                                  że jesteś szczera" oznacza "dopuszczam myśl, że możesz nie być" , a ona
                                                  przecież nic Ci nie zrobiła. chciałabyś tak o sobie usłyszeć?

                                                  więc z faktu, że ktoś Cię oszukał wynika, że przestaniesz ufać ludziom?
                                                  cóż, co kto lubi.

                                                  pozdrawiam :)
                                                  • Gość: baba zona Re: impulsywna? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 19:25
                                                    Uogolniasz, a ja po prostu jestem szczera. Bo to chyba o to chodzi na tym
                                                    forum?
                                                    Pozdrawiam :)))
                                                  • Gość: Oleńka zaraz, zaraz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 21:00
                                                    nikt Twojej szczerości nie podważa przecież - napisałaś, co czułaś...

                                                    faktem pozostaje, że ktos obcy napisał Ci coś miłego, a Ty dałaś wyraz swojemu
                                                    niepełnemu zaufaniu do jego intencji

                                                    tyle
                                                  • Gość: mm Re: zaraz, zaraz... IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 21:12
                                                    Oleńko, od pewnego czasu "śledzę" twoje poczynania na tym forum i widzę, że
                                                    jesteś osobą bardzo aktywną. Ale wydaje mi się, że z tą impulsywnością to
                                                    prawda. Wydajesz się ni mieć zadnego zaufania do kogokolwiek i reagujesz trochę
                                                    jak zraniona sarenka, a potem rozdajesz ciosy na około. To że dwie osoby stoją
                                                    po dwóch stronach barykady, a potrafią się sznować (mimo potępienia,
                                                    niezrozumienia, i innej sytuacji w jakiej je życie postawiło) to chyba nie jest
                                                    powód doo potępienia i podejrzeń. Spój na życie trochę optymistyczniej.
                                                  • Gość: Oleńka mm, chyba się nie do końca rozumiemy :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 21:20
                                                    Wyciągnęłam z tekstu baby zony coś, co wydaje mi się ciekawą konsekwencją
                                                    romansu jej męża. Utracone zaufanie do ludzi. Innymi słowy ekstrapolacja winy
                                                    konkretnej osoby. Ale chyba posunęłam się do zbyt dużego skrótu
                                                    intelektualnego. Ekskjuzemła.

                                                    Nie zamierzam polemizować z zarutem braku zaufanie do kogokolwiek - jest
                                                    wyjątkowo chybiony :)

                                                    pozdrawiam :))

                                                    p.s.szachista rzadko rozumie florecistę ;)
                                                  • Gość: mm Re: mm, chyba się nie do końca rozumiemy :) IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 21:27
                                                    Utracone zaufanie - tak. Ale może ona właśnie próbuje je odbudować. Nie będę
                                                    się sprzeczać, może masz rację. Ale przyznaj, że masz wyjątkowo "zaczepną"
                                                    naturę (co zresztą pochwalam).
                                                  • Gość: Oleńka Ofkors ;))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 21:32
                                                    Bo ja tak naprawdę nie jestem żadna Oleńka tylko Kuba ;DDD

                                                    A serio,
                                                    Baba zona nie jest na etapie jakiegoś poaferalnego rozchwiania emocjonalnego,
                                                    które uniemożliwiałoby jej trzeźwy osąd sytuacji, w tym i swoich zachowań. Chcę
                                                    jej coś pokazać, czego może nie zauważyła, a nad czym być może zechce jej się
                                                    pomyśleć. Ku chwale i szczęściu jej i jej małżeństwa.

                                                    pzdr :))
                                                  • Gość: baba zona Re: Ofkors ;))) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 21:50
                                                    I chwala Ci za to.
                                                    Pozdrawiam wszystkich.
                                                    :)))
                                        • Gość: Nie wierna Re: do nie wiernej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 10:05
                                          Dziekuje ze odpisalas i dziekuje za mile slowa.Zdaje sobie sprawe ze sytuacja w
                                          jakiej Ty sie znalazlas i ja sa calkiem rozne, ale obie czujemy i probujemy
                                          rozwiazac ten problem i mam wrazenie ze tak jak ja nie myslisz egoistycznie.
                                          Napisze Tobie w kilku slowach o sobie (jestem anonimowa na forum wiec moge
                                          sobie pozwolic na krotkie zwierzenia)Mam za soba dlugi staz malzenski,dwoje
                                          dzieci,ustabilizowane zycie i na dodatek bardzo wesole i pogodne.Moje
                                          malzenstwo bylo udane tylko w pierwszych latach,potem zaczelismy sie od siebie
                                          odsuwac, kazdy zyl swoim zyciem.Najwazniejsze byly dzieci wiec dla nich bylismy
                                          razem,ale nie bylismy szczesliwi, ani moj maz ani ja.Czesto rozmawialismy o
                                          nas, o naszym dalszym zyciu, swiadomi tego ze nic nas nie laczy i oboje
                                          znaleslismy sie w klatce i skazani na siebie.Nie mielismy odwagi podjac decyzji
                                          o rozwodzie, chociaz poruszalismy ten temat.Wtedy myslalam co powie rodzina? co
                                          powiedza znajomi? wcale nie myslalam o sobie i o swoim szczesciu.Cieszylam sie
                                          ze mam spokojne zycie bez wiekszych problemow.Bylam wierna zona,nie
                                          interesowali mnie inni mezczyzni, chociaz okazji bylo kilka na romans.Balam sie
                                          tego,unikalam dwuznacznych sytuacji,czulam ze jako kobieta musze szanowac
                                          siebie i nie moge zlamac przysiegi malzenskiej.Brzydzilam sie zdrada, nie
                                          wyobrazalam sobie jak kobieta ,zona, matka, moze spotykac sie z innym mezczyzna
                                          jak moze oszukiwac rodzine.Poprostu bylo to dla mnie obce i nieznane.
                                          Ale nigdy nie potepialam zdrady,uwazalam i nadal tak mysle,ze musi byc powod i
                                          okazja,moze nasze wewnetrzne slabosci nami kieruja,potrzebujemy bliskosci
                                          innego czlowieka,moze odmiana naszego dotychczasowego zycia,przeciez nasze
                                          uczucia nie sa zakodowane na jednego czlowieka i na jeden tryb zycia.Cale zycie
                                          sie uczymy, doswiadczamy czegos nowego,z roku na rok jestesmy dojrzasli i
                                          inaczej myslimy.Poszukujemy w zyciu czegos dobrego dla siebie i przez lata nasz
                                          tok myslenia bardzo sie zmienia.Mamy wewnetrzna potrzebe bycia szczesliwym, a
                                          szczescie jest wtedy kiedy kochamy i czujemy ze jestesmy kochani.Swiat staje
                                          sie dla nas prostszy i piekniejszy,chcemy dawac siebie,swoja radoscia dzielic
                                          ze wszystkimi ludzmi,sypac usmiechami.
                                          Nie chce tu pisac o drobnych wyskokach na bok,o jednorazowej zdradzie,o
                                          zabawie,ale o prawdziwym uczuciu, o odnalezionej milosci.
                                          Ja odnalazlam jego On mnie,jest to prawdziwe i bardzo dojrzale uczucie.Nie
                                          patrzymy tylko na siebie, ale z pelna odpowiedzialnoscia dalej prowadzimy swoje
                                          dotychczasowe zycie.Nie chcemy nikogo ranic, przedewszystkim dzieci.
                                          Co bedzie dalej nie wiem i On tez napewno tego nie wie,narazie nie mozemy
                                          burzyc tego co zostalo zbudowane w naszych rodzinach.Kazde z nas jest w innej
                                          sytuacji i szanujemy to.
                                          W sercu jest tesknota, zal, ale coz poradzic spotkalismy sie o wiele lat za
                                          pozno.Nie mozemy sobie niczego narzucac ani onbiecywac bo nie wiemy co nam los
                                          przyniesie.Kochamy sie w ukryciu i zdajemy sobie sprawe ze moze trwac i trwac,a
                                          czas pokaze co bedzie dalej.
                                          Jemu sie podobno dobrze uklada w domu,a ja nie mam prawa tego burzyc.Dla mnie
                                          wazne jest to ze czuje sie kochana przez niego,ze daje mi niewielkie dowody
                                          swojej milosci i zaangazowania sie w nasz cichy zwiazek,to samo otrzymuje
                                          odmnie.Naprawde trzeba miec sile zeby w tym trwac i godzic sie na wszystkie
                                          niedogodnosci takiego ukladu.Ale czego sie nie robi dla kochanej osoby??
                                          Czytalam wiele postow na ten temat i wydaje mi sie ze jest wiele takich
                                          historii jak moja,czytajac niektore mialam wrazenie ze czytam swoja.
                                          Coz takie zycie, cieszmy sie tym co nam niesie i bierzmy je takie jakie jest ,
                                          zeby tylko nie bylo gorsze.
                                          Wszystkim szczesliwym zycze szczescia, a nieszczesliwym zeby to szczescie
                                          znalezli.Pozdrawiam i przepraszam za bledy w liscie, ale pisanie nie jest moja
                                          mocna strona.



                                          • Gość: baba zona Re: do nie wiernej IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.04, 21:44
                                            Jutro wyjezdzam z rodzina na zimowisko. Napisze po powrocie.
                                            Pozdrawiam :)
                                  • Gość: OIeńka no właśnie - to jest ciekawy problem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 17:53
                                    kogo się zdradza?

                                    • Gość: do SO Re:TO NIE PRAWDA!!!co piszecie IP: *.chello.pl 17.01.04, 21:27
                                      BABO ŻONO JESTEM Z TOBĄ
                                      Natomiast to co napisała SO jest zupełnie bez sensu.
                                      Jedno jest pewne, SO nie jest żoną i matką.
                                      Gdyby tak było nie pisałaby takich BZDUR!!!
                                      ZA SZCZĘŚCIE W MAŁŻEŃSTWIE ODPOWIEDZIALNA JEST NIE TYLKO KOBIETA,dziwię się, że
                                      kobiety tego nie rozumieją. Facet poszedł na bok i już jest rozgrzeszony, bo na
                                      pewno brudna i rozczochrana żona. WSTYDŻCIE SIĘ KOBIETY PISAĆ TAKIE RZECZY.
                                      • Gość: OIeńka mylisz się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 21:30
                                        ja nie rozgrzeszam faceta - śmieję się tylko z takiej hierarchii: najbardziej
                                        winna kochanka, mniej mąż, najmniej żona.

                                        :)))
                                        • so_so Re: do Oleńki 17.01.04, 23:19
                                          Gość portalu: OIeńka napisał(a):

                                          > ja nie rozgrzeszam faceta - śmieję się tylko z takiej hierarchii: najbardziej
                                          > winna kochanka, mniej mąż, najmniej żona.
                                          >
                                          > :)))

                                          bardzo się z Tobą zgadzam! To mnie zawsze najbardziej przeraza, jak czytam, ze
                                          to przede wszystkim kochanka jest winna i gdyby nie ona, to...
                                        • Gość: baba zona Re: mylisz się IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.04, 15:07
                                          A skad Ci sie wziela ta hierarchia?! Oj, Ty tez wybiorczo czytasz, pani/panno
                                          Olenko!
                                          ;)
                                  • Gość: olina Re: so so IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 21:24
                                    Mój mąz\ miał młodśzą o 10 lat ode mnie panienkę.Ma z nią nieślubne dziecko, a
                                    ona się teraz zachowuję jak stara, wredna baba z pretensjami do wszystkich.
                                    Jest zgorzkniała, złośliwa /mam przykłady/. Budzi moją może litość może
                                    współczucie. Ale to jej problem.Jeszcze 5 lat czekała ,może moje małżeństwo się
                                    jednak rozpadnie, oj naiwna.
                                  • so_so Re: do 'so' 17.01.04, 23:27
                                    . Poznałam
                                    > jad "żony" i wiem, że te panie pozostają bez winy, wiecznie
                                    krzywdzone, "święte
                                    > krowy", na które nagle spadł grom z jasnego nieba. Tylko dlaczego ?

                                    -so, tego nigdy nie wiadomo dlaczego i nie mozna wszystkiego zwalać na wiek,
                                    brak atrakcyjnosci, zrzedzenie, etc. To nie jest takie czarno-biale. Ja znam
                                    zdradzone, bardzo atrakcyjne żony:(

                                    > Problem mężczyzn, zostawmy. Ja ich rozumiem. Jak bym miała w domu taką
                                    > skrzywioną wiecznie minę lub ciągłe roszczenia i musiałabym patrzeć na ten
                                    > ciężki, obwisły tyłek i nieustanne pretensje, rady także poszłabym na bok.
                                    > Jak Boga kocham, nie znam żadnej fajnej dupy - bez obrazy, którą zdradziłby
                                    > mąż. A żony zdradzane po prostu nie mają ikry. Tak. Do tanga trzeba dwojga
                                    masz
                                    >
                                    > 100 % rację. Niech te babo-żony spojrzą p/w na siebie zanim obrzuca nas
                                    błotem.
                                    >
                                    > Zwykle rzeczywiście są stare, głupie i brzydkie.
                              • Gość: olina Re: do Julki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 21:01
                                Zgadzam się z Tobą, zdrada weszła w nasze życie gdy był kryzys finansowy. A
                                może on wtedy uciekł pod pretekstem nowej miłości?
      • Gość: olina Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 20:51
        Panienka mojego męża uznała,że nikt tylko ona może go uszczęśliwić.
        • Gość: julka Re: Siła zdradzonych IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 18.01.04, 14:50
          piszac tutaj nie chciałam nikogo oskarzac ani obrazac bo uwazam ,ze to do
          niczego nie prowadzi,zdradzajac meza z zonatym facetem jestem winna ale czuje
          sie jednoczesnie ofiara,gdyby rok temu ktos powiedział mi,ze zdradze meza i
          spowoduje ból innej kobiety,powiedziałabym mu ze jest niespełna rozumu.Zycie
          pisze niesamowite scenariusze w których bierzemy udział.Zastanawiam sie na
          róznymi aspektami swojej sytuacji,ile szczegółów czasami bardzo drobnych
          czasami bardzo waznych i nieodwracalnych spowodowalo,ze jest jak jest.Ale
          głównie chodziło mi o to,ze nikt nie jest bez winy,naprawde,zyje teraz w
          zawieszeniu poniewaz nie wiem co dalej.Nie est tak ,ze oceniam
          zone "mojego"faceta,przygladajac sie jej z daleka widze błedy,które sama
          popełniam w stosunku do swojego meza.Ktos wyzej napisał ,ze zaden facet nie
          przedstawi kochance sielanki z piekna zona-ksiezniczka.Wnaszym zwiazku było
          inaczej owszem rozmawialismy o problemach w swoich małzenstwach ale on zawsze
          przedstawiał ja jako madra inteligentna kobiete,ja równiez nie oczerniałam
          swojego meza .Jestesmy w zwiazkach w których zupełnie sie pogubilismy ale jest
          zbyt trudno zostawic to i uciec.Przepraszam,ze pisze tak chaotycznie moze ktos
          bedzie w stanie zrozumiec.Pozdrawiam
        • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 18.01.04, 16:20
          Prowadzicie tu naprawdę ciekawą dyskusję o zdradzie - głównie zresztą
          zdradzanych żonach, podłych mężach i jeszcze bardziej podłych kochankach, które
          włażą z butami tam gdzie się pchać nie powinny (to taki eufemizm bo padały
          ostrzejsze stwierdzenia). Zastanawiam się tylko dlaczego nikt z was (niestety
          nie przebrnęłam jeszcze przez wszystkie posty - ew. przepraszam)nie napisał, że
          zdradzanie żony/męża może być wynikiem tego, że ktoś się po prostu zakocha. Są
          uczucia, które wydawałoby się przychodzą za późno. Złoży się obietnicę,
          obrączka na palcu, czasem dzieci - a tu nagle porażenie i coś czego się nigdy
          jeszcze nie czuło. Najpierw można walczyć, może nawet uda się zabić tę
          miłość ... Tylko po co? Czy warto rezygnować z uczucia, które może odmienić
          całe życie? Ta żona nie musi być ani strasznym, starym babsztylem, ani piękną
          inteligentną kobietą. To nie ma wtedy żadnego znaczenia. Może zdradzający
          mężowie/żony nagle znajdują swoją "drugą połówkę" przed którą niechcą, nie
          potrafią lub nie mogą uciec. Pomyślcie o tym w ten sposób zanim potępicie
          wszystkie kochanki, które wwalają się do łóżka żonatego faceta. Tak, do tanga
          trzeba dwojga - ale to piękny taniec.
          • Gość: t Re: Siła zdradzonych IP: 213.227.125.* 19.01.04, 21:21
            O rany...! No właśnie... Tylko co z tym zrobić?
            • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 21:24
              ale z czym? z miłością?
              • Gość: t Re: Siła zdradzonych IP: 213.227.125.* 19.01.04, 21:48
                Tak. Bo, niestety, choć to się zdarza, to sytuacja jest tak naprawdę bez
                dobrego wyjścia. Miłość? Potencjalna "druga połówka"? I co dalej? Rozwód? Chyba
                jednak trzeba zacisnąć zęby i pomyśleć, że, może, mogłobyby być lepiej?
                inaczej?. Ale, niestety, nigdy do końca dobrze... Zawsze zostanie ktoś
                nieszczęśliwy (mąż/żona, dzieci...).
                • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 22:01
                  Zabić miłość pewnie i można. Dobre wyjscie - to to które jest dobre dla nas
                  samych. Ktoś zostaje nieszczęśliwy - tak to już w życiu bywa i nie mamy na to
                  wpływu. Chciałoby się zacytować,że "ludzie ludziom..." ale jakże nieadekwatne.
                  To tylko kwestia hierarchii wartości, tyle że źle pojęty altruizm może
                  wyrządzić więcej zła. W końcu nie po to ktoś nas umieścił "pośrodku świata" ...
                  • Gość: t Re: Siła zdradzonych IP: 213.227.125.* 19.01.04, 22:20
                    W takiej sytuacji nie ma dobrego wyjścia "dla nas". Zawsze pozostanie uczucie,
                    że się kogoś skrzywdziło. I być może lepiej będzie unieszczęśliwić tylko jedną
                    osobę - siebie... Pozdrawiam i dzięki za rozsądne (w odróżnieniu od większości
                    pozostałych) posty.
                    • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 22:33
                      Dzięki za to co napisałeś/aś ale rozumiem, że w twoim przypadku "zdrada" jest
                      tematem wirtualnym. Bo jeśli piszesz, że najlepiej unieszczęśliwić siebie i że
                      tylko ty cierpisz, to zakładam, że pozostałe osoby (co najmniej dwie muszą być)
                      nie są w żaden sposób zaangażowane (no chyba że żona, a ta druga nie wie). Bo
                      jeśli myślisz, że wybierając np. żonę, a zostawiając kobietę z którą chciałbyś
                      być (vide posty Alfredo1), krzywdzisz tylko siebie - to się grubo mylisz. Ot i
                      cały problem.
                      • Gość: t Re: Siła zdradzonych IP: 213.227.125.* 19.01.04, 22:39
                        nie masz racji... zdecydowanie NIE jest to dla mnie temat wirtualny...
                        • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 22:46
                          bo zbyt mało o sobie napisałeś. Zastanawiam się zatem czy w tym trójkącie ktoś
                          jest szczęśliwy?
                          • Gość: t Re: Siła zdradzonych IP: 213.227.125.* 19.01.04, 23:02
                            W każdym razie - trafiłaś - dokładnie tak się czuję, jak napisałaś w pierwszym
                            poście. A czy ktoś jest szczęśliwy - nie wiem... Ale wiem, że można być
                            bardziej nieszczęśliwym.
                            • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 19:41
                              to zrób coś z tym zanim będzie za późno!
    • alfredo1 RE: to może spójrzcie na to z innej strony 18.01.04, 17:50
      drogie Panie (w większości). Wprawdzie opisałem swoją historię w innym wątku,
      ale przybliżę wam nieco psychologię zdradzającego faceta. Od ponad 14 lat
      jestem żonaty i od 7 lat mam inną kobietę (nie kochankę - bo tak nie moge jej
      nazwać). Czy kochałem żonę? Chyba tak, choć nie było to gorące, namiętne
      uczucie. Byłem wierny (do czasu) i nigdy nie myślałem że mógłbym ją zdradzić.
      Inne kobiety po prostu mnie nie pociagały. To przyszło później, nagle,
      niespodziewanie. Pojawiła się ONA - sporo młodsza, bardzo atrakcyjna, itd. Ale
      nie - nie pociagała mnie jej fizyczność, młodość, uroda. Ona po prostu była
      moją drugą połową jabłka. Wspaniały umysł, te same zainteresowania i
      fascynująca osobowość. Poczułem, że czekałem na nią całe życie. Pierwsze
      miesiące od poznania JEJ to była ciągła walka z samym sobą. Nie chciałem tego
      związku ze względu na żonę a jednocześnie musiałem być blisko niej,
      gdziekolwiek była. Powiedziałem jej, że mam żonę niemal od razu a jednocześnie
      starałem się by mnie nie odrzuciła. Nie zrobiła tego chociaż traktowała mnie z
      dużym dystansem, jakby bojac się, że posuniemy się za daleko. Nie umiałem
      walczyć z tym uczuciem. Zakochałem się i pokochałem ją tak mocno, jak nigdy
      nikogo nie kochałem. Dzisiaj wiem, że gdybym wiedział, że ONA kiedyś pojawi się
      w moim życiu to bym poczekał. Nie wiedziałem, nie miałem cierpliwości, a może
      nadziei.
      Moja żona jest bardzo dobrą kobietą, może nie tak atrakcyjną i z zupełnie innym
      charakterem. Ale tu nie chodziło o fizyczność - to był magnetyzm serc. Jesteśmy
      z sobą od 7 lat. Wracam do domu i tęsknię za nią. Z żoną nie sypiam od dawna,
      łączy nas tylko wspólne mieszkanie, konto, itd. Moja żona nic nie mówi - chyba
      się czegoś domyśla. Spytacie pewnie dlaczego nie odszedłem od niej? Ze strachu
      i poczucia odpowiedzialności za to co jej obiecałem. Ale nie jestem szczęśliwy.
      Moja żona i ONA też nie. Wszyscy cierpimy przez to, że ja nie potrafiłem dotąd
      podjąć żadnej decyzji. Dojrzałem, chcę wziąć rozwód. Wiem, że nie wolno mi
      zniszczyć tego co dało mi tyle szczęścia. ONA była cierpliwa - czekała, nie
      nalegała, nigdy nie powiedziałą złego słowa o mojej żonie. Kilka razy chciała
      odejść - wyrzucała mnie z domu, ale wiem że chciała tylko ratować siebie, bo
      zabrnęła za daleko. Wracałem do niej zawsze, skamlałem pod drzwiami bo ja nie
      potrafię bez niej żyć. I naprawdę nie jest zawsze tak, jak piszecie. ONE nie są
      niczemu winne - to ja jestem winny, bo straciłem nadzieję. Nie wiem jak
      powiedzieć o tym żonie i czy w ogóle mówić o innej kobiecie. Krzywdziłem tylko
      ja. Moja żona nie jest rozczochranym babsztylem a kochanka pazerną grzesznicą,
      która wepchała mi się do łóżka. To są dwie wspaniałe kobiety na których miłość
      nie zasługuję. Ja jestem winny i ja muszę to rozwiązać.
      • joanna_1 Re: RE: to może spójrzcie na to z innej strony 18.01.04, 18:02
        Każdy zasługuje na miłośc. Nie katuj się tak, 7 lat to dużo czasu by wreszcie
        przestać się oszukiwać i zwodzic innych. Zycie na ciągłym rozdrożu emocjonalnym
        może się źle zakończyć.
        • alfredo1 Re: RE: to może spójrzcie na to z innej strony 18.01.04, 18:09
          Tak, wiem, dziękuję. Przecież nikt z naszej trójki nie jest szczęśliwy. Ale to
          mój wybór, moja wina, moja odpowiedzialność. Kiedy czytałem poprzednie posty
          było w nich tyle potępienia albo dla kochanki (te od żon) albo dla żony (te od
          kochanek). Życie nie jest łatwe i samo pisze scenariusze, w których tak czy
          inaczej musimy zagrać. To nasza sprawa jak odegramy swoją rolę, ale ten ciężar
          i tak pozostanie. Jeśli wybiorę żonę zranię siebie i moją ukochaną, jeżeli
          wybiorę ukochaną zranię żonę. Niczego nie planowałem! Nie potępiajcie,
          zrozumcie.
          • joanna_1 Re: RE: to może spójrzcie na to z innej strony 18.01.04, 18:31
            Ha, wiesz do prowadzenia na szafot zawsze znajdą się chętni. Najgorsze co mozna
            zrobić to ulegać presji i pozornemu porządkowi. A tu przecież chodzi o danie
            szansy, albo małzeństwu ( terapia itp), a przede wszystkim każdemu do życia w
            szczęściu. Związek bez miłości i oddania, bez zaufania staje się kruchy.
            Chyba naprawdę bardziej skrzywdzisz żonę, dając jej ciągle nadzieję na wspólne
            zycie, jednocześnie prowadząc drugie, niż kończąc to jednym cięciem.
          • Gość: mm Re: RE: to może spójrzcie na to z innej strony IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 18.01.04, 18:31
            Wiesz Alfredo, to jeden z lepszych postów jakie przeczytałam w tym wątku.
            Przywraca mi wiarę w facetów. Tych prawdziwych, a nie tych co nigdy nie
            zdradzili, nie poczuli pokusy, nie zostali doświadzczeni. I może również
            dlatego, że jesteś mężczyzną i dajesz to inne spojrzenie na sprawę.
            Moja sytuacja (związek z żonatym) jest trochę inna, ale chciałabym być na
            miejscu JEJ. Tak o niej piszesz, że aż zazdroszczę chociaz sama wiem, że bycie
            tą drugą nie jest do pozazdroszczenia. Moja rola w senariuszu, którego nie
            wybrałam jest również inna, może trudniejsza. Wasz związek jest piękny i nie
            możesz go zmarnować nie podejmując żadnej decyzji. Taka miłość pewnie trafia
            sie raz w życiu więc walcz o nia. Siede lat to dużo - jeśli kochasz ja nadal po
            7 latach to znaczy że nie było to przypadkowe pragnienie znalezienia odskoczni
            ale prawdziwe uczucie. Nie atrakcyjność fizyczna, inność, świeżość ale
            osobowośc, ktoś obok którego nie da się przejśc obojętnie, zaliczyć, spędzić
            parę chwil i zapomnieć. I miło jest poczytać, że winą obarczasz tylko siebie -
            nie Ją, nie żonę. Bądź konsekwentny, z całego serca życzę WAM powodzenia.
            • Gość: julka Re: RE: to może spójrzcie na to z innej strony IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 18.01.04, 20:36
            • Gość: julka Re: RE: to może spójrzcie na to z innej strony IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 18.01.04, 20:39
              dołaczam sie i zazdroszcze i chce wierzyc,ze u mnie tez tak jest,że tak mnie
              kocha mimo wszystko
      • Gość: beee Re: do alfredo1 IP: *.bielsko.dialog.net.pl 18.01.04, 21:50
        ..jednej rzeczy nie rozumiem i bardzo potępiam - te 7 lat. Gdybys sie
        zdecydowal wczesniej, Twoja zona moglaby jeszcze ulozyc sobie zycie. Tak samo
        ONA. No i nie zazdroszczę Ci sytuacji - nierozwiązywalna, jak z greckiej
        tragedii;) ale nie wierzę, ze mozna byc kiedykolwiek potem szczęśliwym wiedzac,
        ze swiadomie i dobrowolnie zrezygnowalo sie z osoby, która sie naprawde kochało.
        • takasobie1 do alfredo1 18.01.04, 22:11
          jestes beznadziejny, czym chcesz kokietowac? wiernoscia fizyczna kochance?
          masz spaprane zycie z wlasnej winy. chcesz byc wazny i decydowac o szczesciu
          innych? to infantylne. mam cicha nadzieje, ze zona wcale cie nie potrzebuje,
          bo od conajmniej 7 lat szczesliwie uklada jej sie w lozku z fajnym faciem,
          tyle, ze nie chce cie ranic, bos slaby. lubie ja, a kochance wspolczuje.
          mogla lepiej wybrac, ale pewnie tez kiepska, jak i ty.
          • alfredo1 Re: do alfredo1 18.01.04, 22:34
            Tak Beee, masz rację - bardzo żałuję tych siedmiu lat. I najciekawsze jest to,
            że po roku moja ukochana powiedziała mi, że niszczę najlepsze lata swojej żony -
            o sobie nie wspomniała a moja żona jest kilka lat od niej starsza. Kilka dni
            temu znowu miałem dłuższą dyskusję na ten temat. Myślę, że one to widzą
            doskonale. Że czas upływa i działą na niekorzyść, że tracimy najlepsze lata. I
            jest mi bardzo wstyd, i winą obarczam tylko siebie.
            Odpowiedź dla takiejsobie: może i jestem beznadziejny, ale przeczytałem twoje
            posty i jakoś wydaje mi się że ktoś cię w życiu bardzo skrzywdził. Ale ja nie
            chodzę do kościoła, nie kłamię co niedziela (coś takiego pisałaś) a moją
            największą winą jest to że kocham - i to bardzo - kobietę którą poznałem
            zapóźno i która nie jest moją żoną.
          • alfredo1 Re: do alfredo1 18.01.04, 22:35
            i jeszcze jedno - nie ma żadnego faceta, wiem o tym. Ciągle mnie kocha -
            dlatego tak boli.
            • takasobie1 Re: do alfredo1 18.01.04, 22:52
              to ze nie chodzisz do kosciola, bo i po co - nie uwalnia cie od braku
              uczciwosci. nie rob z siebie ofiary, bo wcale mi cie nie zal. a zona jesli nie
              ma nikogo, to tym bardziej na nia nie zaslugujesz. jest uczciwa i silna, a ty
              odwrotnie. ja tez jestem silna i uczciwa, m.in. dzieki wlasnemu mezowi, ktory
              tak jak ty sie kiedys motal. sam sobie dal lekcje zycia, ktorego chetnie by
              sie teraz wyparl. moge cie tylko przestrzec, ze to co przezywasz to jeszcze
              nie wszystko. bedzie gorzej. kazdy wybiera sobie na zycie to co mu blizsze.
              jeden zakrety, inny prosta droge.
              • alfredo1 Re: do alfredo1 18.01.04, 23:03
                chodzenie do kościoła z kolei nie świadczy nawet w najmniejszym stopniu o
                uczciwości (a poza tym jest na marginiesie całej dyskusji). Ofiary z siebie nie
                robię i robić nie będę bo to moja, potarzam - wyłącznie moja wina droga
                panno/pani. Czy zasługuję na żonę czy nie tego też nie wiesz oceniają po
                powierzchownie. Natomiast nie rozumię, że ty znalazłaś w sobie siłę tylko
                dlatego że mąż się "miotał" i w końcu ci jej dostarczył. Dlaczego sowjego
                poprzedniego życia chętnie by się wyparł to już dla mnie enigma - myślałem że
                dokonując wyborów wiemy, rozumiemy, pamiętamy, ew. żałujemy ale to nie
                szczyszcza pamięci. A xo do prostej drogi - to ja nie wiem gdzie leży. Moja nie
                jest prosta ale w końcu ma mnie czegoś nauczyć. Tyle że ja - w przeciwieństwie
                do ciebie - szukam siły w sobie. Przynajmniej na tyle dojrzałem.
              • Gość: mm Re: do alfredo1 IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 18.01.04, 23:21
                Nie ulega wątpliwości, że niektórzy patrzą na zdradę tylko przez pryzmat bycia
                zdradzonym a wsszystkiemu jest winna ohydna kochanka. Miłość o której piszesz
                Alfrdo nazywają romansem, chucią, błędem, itp. Bo podpisałeś cyrograf i żona
                jest tą jedyną wybraną i legalną. Każda inna to dziwka. Miłość to już przerasta
                ich pojęcie. A jednak proszę cię - trzymaj się i pokaż że to nie romas, nie
                przelotne uczucie i skok w bok, ale poważny, może nieco spóźniony związek
                dwojga kochających się ludzi.
          • alfredo1 Re: do takasobie 18.01.04, 23:07
            Znowu o czymś zapomniałem - miłość to niekoniecznie obrączka na palcu, złożona
            obietnica, goście weselni otd. Miłość ma więcej twarzy i bardziej
            dramatycznych. Czy ty tylko razz kochałaś? Jeżeli tak - to zazdroszczę.
            • Gość: beee Re: do alfredo1 IP: *.bielsko.dialog.net.pl 18.01.04, 23:17
              ..no dobrze..a Twoja żona?? - niemozliwe, zeby nie wyczuła co sie dzieje.
              Myslisz, ze nie wolalaby poznac prawdy? myslisz, ze nie pozwolilaby Ci odejść??
              • alfredo1 Re: bo podjąłem decyzję 18.01.04, 23:31
                Moja żona chyba się domyśla - po 7 latach "bywania" w domu to chyba oczywiste.
                Ale ona jest innym typem kobiety - nic nie powie, co najwyżej spyta czy jestem
                na nią zły. I co mam mówić? Dlatego jest mi tak trudno.
                Takasobie - napisałaś że nadal mi na tej miłości zależy (do żony) - nie, i
                dałbym wiele, żeby uznała mnie za skończonego s...syna, ale jest mi ciężko ze
                względu na nią. Z drugiej strony to nie jest tak jak ty to widzisz - ja kocham
                tą kobietę, siedem lat kochania jej chyba o czymś śiwadczy. gdybym jej nie
                kochał to nie wystawałbym pod jej domem, nie błagał, nie prosił o powrót - masz
                szczęście że tego nie doświadczyłaś. Czuję się jak bydlak ale to ONA jest moim
                szczęściem. I muszę z nią być. CZy ty nie widzisz że w tej chwili przez moją
                głupotę cierpą trzy osoby? Ja to margines, ale oe, za co? Naprawdę nie ja ten
                scenariusz napisałem.
            • takasobie1 Re: do alfredo1 18.01.04, 23:20
              sa rozne uzaleznienia, twoje - od milosci - nie rozni sie niczym od innych.
              wszyscy uzaleznieni maja ten sam problem, a pomoc im moze nie wspolczucie,
              ale stanowcze pytanie "chcesz, albo nie chcesz z tego wyjsc?". piszac tu
              dajesz znac, ze potrzebujesz wsparcia. nikt za ciebie zadnej decyzji nie
              podejmie, ale wsparcie dostaniesz, nawet ode mnie, jesli zamiast bic sie w
              piersi w poczuciu winy przez nastepne 7 lat, zdecydujesz, ze jestes gotowy cos
              dla siebie zrobic. a mnie zazdroscic nie musisz, masz blizej zone - ucz sie od
              niej jak nie komplikowac sobie zycia. zycze ci, zeby wczesniej zona nie
              przestala cie kochac, bo widac nadal ci na tej milosci zalezy.
            • Gość: do alfredo Re:siła zdradzonych IP: *.chello.pl 18.01.04, 23:58
              alfredo ja również dołączam się do tych co uważają,że nie jesteś w porządku,ale
              to wspaniałe, że napisałeś o tym na forum, że się do tego przyznałeś, że się
              otworzyłeś przed nami.
              Mam nadzieję,że wreszcie uporządkujesz swoje życie, bo tak dłużej być nie
              powinno!
              • alfredo1 Re:siła zdradzonych 19.01.04, 19:07
                Dzięki za wyważoną opinię. czasem mi takich brakuje. Nie czuję, że jestem w
                porządku - ale to takie moje odczucia. Chętnie poznałbym wasze zdanie na
                temat :Dlaczego nie jestem w porząadku? - oczywiście w oparciu o moją historię.
                Czekam z niecierpliwością na posty.
                • joanna_1 Re:siła zdradzonych 19.01.04, 19:14
                  Jezu, zakończ już cierpienie żony. Jeżeli jesteś już zdecydywoany, że
                  odejdziesz to zrób to! Dlaczego to tyle trwa? I widzę Cię pomocnego w stawianiu
                  samodzielnych kroków żony.
                  • alfredo1 Re:siła zdradzonych 19.01.04, 19:35
                    Próbuję. Mój pierwszy krok wykonany dzisiaj - przygotowąłem pozew bez orzekania
                    o winie. Dwa - umówiłem się z żoną na rozmowę jutro (dzisiaj ma "nockę" w
                    robocie). Trzy - nie wiem czy mam jej powiedzieć o innej kobiecie czy ni. Ot,
                    cały problem, który pociąga za sobą skutki prawne i to, że nie wiem czy żona
                    wolałaby woiiedzieć o tek kobiecie, czy nie. Niby rozwód boli tak samo, ale
                    jednak... A pytanie wymienione w poprzednim poście i tak uważam za ciekawe.
                    Może się czegoś o sobie dowiem, może inni skorzystają...
                    • Gość: mm Re:siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 19.01.04, 20:49
                      czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. A propos, trafiłam na twój wątek na
                      forum społeczeństwo. Sprawa rzeczywiście nieco skomplikowana. Ale co ja bym
                      dała za to żeby być na JEJ miesjcu ...
                      • mrgodot Re:siła zdradzonych 19.01.04, 21:53
                        Trudno przebrnąć przez te posty i wasze historie. Może warto by zmienić nazwę
                        na np. Siła Zdradzającyh i oddzielić jedne od drugich. Ale to na marginesie.
                        Alfredo, przeczytałem twoją stoy i jestem pod wrażeniem szczerości i prostoty.
                        Każdemu mogło się zdarzyć - oby nie. Też czekam na ciąg dalszy. Co jest
                        ważniejsze miłość czy obietnica (ślubowanie)?
                        • so_so Re:siła zdradzonych 19.01.04, 22:22
                          .. jestem za miłością:)
                          • Gość: Oleńka ja również - zdecydowanie n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 23:10
                    • olina2 Re:siła zdradzonych 19.01.04, 22:23
                      Nie rób tego/pozew bez orzekania o winie/ i nie mów jej o tym/żonie/.
                      Pierwsze- porozmawiaj najpierw z żoną. Chociażby z szacunku do niej powiedz
                      prawdę o drugiej. Należy się jej. Prawdą jest, że czas już rozwiązać tą
                      fałszywą sytuację. Może się okazać,że żona o wszystkim wie. Nie zakladaj,że
                      jest.......Skutki prawne- im lepiej się dogadasz z żoną tym nmniej będzie
                      skutków prawnych.
                      • alfredo1 Re:siła zdradzonych 19.01.04, 22:41
                        Nie wie, to ja wiem na pewno. Może się tylko domyślać, że jest inna. Dogadanie
                        się może być trudne. To zależy czy bardziej ją zranię mówiąc, że ktoś jest, czy
                        jeśli powiem tylko, że chcę rozwodu bo ... Nie chciałbym wywlekać tego w
                        sądzie, a podobno mozna wzywać świadków, i gdyby wezwali na taka rozprawę moja
                        kobietę, to byłoby mi bardzo wstyd i czułbym się nie fair. A poza tym tam
                        podobn pytaja o wszystko - rozkład pożycia, kiedy nastąpił, z kim itd. I co,
                        mam kłamać? Dogadać się to jedyna możliwość, ale nie wiem czy to będzie proste.
                        • Gość: kobieta Re:siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 23:05
                          KTÓRĄ Z TWOICH KOBIET MASZ NA MYŚLI?
      • wrozkamagdalena Re: RE: drogi alfredo1 28.01.04, 21:55
        Jestem dzisiaj pierwszy raz na tym forum. Moze nigdy juz sie tutaj nie
        pojawisz i nie przeczytasz tego.
        Chcialam Ci powiedziec ze tkwie w tym samym uczuciu. Jestem Twoim odbiciem.
        Kiedys moglam dokonac wyboru ale bylam, czy ja wiem, moze wowczas jeszcze nie
        wiedzialam co jest dla mnie najistotniejsze. No i dostalam po lapach. Nadal
        jestem z mezem, a z Nim pozegnalam sie pare dni temu, nie mam nawet sily pisac
        dlaczego. Wiem jedno ze zdycham, i nie ma miejsca na moim ciele ktore nie
        boli. Ale musze sobie poradzic, tak... A reszta swiata moze mnie nawet skopac,
        duzo juz tutaj nie zmieni. Nie wybralam meza, to nie tak, ja poprostu nie
        mialam juz sily byc (dwa miesiace temu zawarl slub cywilny, aby sprobowac
        ulozyc sobie zycie) zycze jemu jak najlepiej naprawde, tylko zeby juz tak nie
        bolalo. alfredo nie obwiniaj sie, to nie ma sensu, naprawde.
    • Gość: smutny, smutna Re: Siła zdradzonych IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 19.01.04, 23:21
      Zawsze był jakiś początek, nie znam małżeństw z przymusu (no
      może poza tymi ślubami przyspieszonymi ciażą- ale one nie są w
      większości). Była Ona i On - kochali sie, byli dla siebie
      atrakcyjni. Potem codzienność spowszedniała, szara pomogła -
      Jemu, czasem Jej w decyzji o dalszym szukaniu. Nowe,
      nieoczekiwane, jest zawsze atrakcyjne, randki cudowne,
      tajemnicze, bez trosk, wywiadówek, kredytów, długów, chorych
      dzieci, kłopotów każdego gatunku (kochanka - kochanek nie ma
      teściowej, jest zawsze gotowa - y, wypoczęta - y, bez papilotów
      itd). Randki w ustronnych, romantycznych miejscach, małżeńska
      miłosć w pokoiku w bloku z cienkimi ścianami. Tylko gdzie ten
      początek, kiedy przysięgaliśmy - nie ważne gdzie i przed Kim -
      SOBIE miłość, wierność, uczciwość do końca naszego życia. Czy
      przysięga obowiązuje do czasu aż spotkamy Kogoś, Młodszego,
      Weselszego, O Dłuższych Nogach, Kogoś, Kto tak jak my Kocha
      konie, podróże, książki Umberto Eco, śpiew Dianah Washington i
      inne piekne rzeczy. Czy przysięga nie obowiązuje, gdy żona ma
      wyciętą pierś, a mąż jeździ na wózku po wylewie lub z powodu
      leków na nadciścienie ma kłopoty z potencją? Ten kto zdradza
      zdradza we wszystkim, nie można pisać, że zdrada nie krzywdzi,
      krzywdzi zawsze najblizszych, zwłaszcza dzieci. Znam pary po
      rozwodzie, gdzie dzieci tej drugiej osoby współmieszkajace z
      nowo utworzoną para stały sie bliższe niż własne, które zostały
      przy opuszczonym małżonku. "Niedzielny tatuś" nie zastapi ojca
      na codzień. Pisza zdradzeni, zdradzający, żony, kochanki (jaki
      ładny wyraz - to od kochać, żona od żenić). Niektórym
      zdradzjacym ulżyłoby, gdyby zdradzany współmałżonek nie kochał
      ich tak bardzo, najlepiej, gdyby porzucona żona, mąż ułożyliby
      sobie życie z kimś innym. A co zrobić z tymi, którzy nie chcą
      zdradzać, nie chcą sobie ułożyc życia, są wierni przysiędze,
      sobie i małżonkowi.
      • Gość: do smutnej Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 20.01.04, 00:09
        TO JEST NAJPIĘKNIEJSZY POST JAKI KIEDYKOLWIEK PRZECZYTAŁAM - wszyscy
        zdradzający powinni wyciągnąć z tego wnioski dla siebie.
        MIŁOŚCI TRZEBA SZUKAĆ ZAWSZE W DOMU, W RODZINIE, A NIE U KOCHANKI.
        Ludzie, którzy nie szukają wrażeń nie mają takich problemów. JESTEM ZA
        PRZYSIĘGĄ. Mężczyżni - nie zawierajcie związków małżeńskich jeżeli nie umiecie
        dotrzymać przysięgi.
        • so_so Re: Siła zdradzonych 20.01.04, 00:22
          ..NIEWIELE czytałas, w takim razie. Nie zawsze da się znaleźć miłość w domu i
          rodzinie i nie warto wegetować w imię przysięgi. Kazdy ma prawo do szczęścia a
          rozwody/rozstania są dla ludzi.
          • Gość: do SO_SO Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 20.01.04, 08:56
            A DZIECI????? CZY WY LUDZIE JUŻ ZUPEŁNIE POSTRADALIŚCIE ZMYSŁY?
            Chyba, że jesteś bezdzietna. Moje dzieci (16, 21, 22l mają w miarę dobre
            kontakty z ojcem i wcale nie chcą, żebyśmy się rozstali. Ja nauczyłam się już z
            tym żyć i wcale nie jestem szantrapą, wręcz przeciwnie. On natomiast wcale nie
            ma swojej ukochanej tylko szuka wrażeń, bo mu się nudzi. Jego nuda wynika z
            jego charakteru. To człowiek, który wcale nie wie czego chce od życia.Typowy
            STRZELEC - mężczyżni strzelce bujają w obłokach. Ja mam swoje zainteresowania,
            studiuję, mam swoje grono znajomych, kolegów, przyjaciół, a on tapla się w
            błocie. JEGO WYBÓR. I TACY SĄ WŁAŚNIE MĘŻCZYŻNI! Ja przynajmniej na takiego
            trafiłam. ALE DZIECI, DOM, RODZINA, są dla mnie najważniejsze i dałabym wiele,
            żeby to mieć,żeby cieszyć się szczęściem i miłością w domu, w rodzinie, a nie
            poza nim. Niech mi tylko nikt nie mówi, że mogę to zmienić. Zostawić i odejść.
            Niestety(a może na szczęście)dopuki moje dzieci są ze mną NIGDY NIE POZBAWIĘ
            ICH DOMU. TAK MI DOPOMÓŻ BÓG!
      • Gość: Oleńka absolutnie się z Tobą nie zgadzam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 00:15
        1.Przysięgać to mozna, że się z kimś będzie - przysięganie miłości natomiast
        jest krzywoprzysięstwem de facto, bo to, czy kochamy jest od nas niezależne.
        Miłość przychodzi i odchodzi i nasza wola nie ma nic do gadania.

        2.Ludzie nie uciekają od trudności dnia codziennego. Napewno nie wszyscy.
        Uciekają od braku miłości. Tysiące ludzi bierze zwykłą fascynację czy
        zakochanie za miłośc i bez sensu się pobiera. Szkoda, że tak łatwo dostaje się
        ślub. Kiedy fascynacja mija, a miłości nie ma, nie ma szansy, żeby się udało.
        • Gość: julka Re: absolutnie się z Tobą nie zgadzam IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 20.01.04, 10:13
          całkowicie sie z Toba zgadzam!Podoba mi sie twoje podejscie do
          sprawy ,chciałabym Ci zadac pytanie,ponieważ mysle,ze pomogłabys mi cos
          zrozumiec,poniewaz u mnie wszystko zmienia sie jak w kalejdoskopie i jestem
          juz poprostu zmeczona,musze jeszcze pomyslec
          • Gość: Oleńka Re: absolutnie się z Tobą nie zgadzam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:20
            wal śmiało ;)

            pzdr :))
      • takasobie1 Re: Siła zdradzonych 20.01.04, 02:26
        "Czy przysięga nie obowiązuje... gdy mąż jeździ na wózku po wylewie lub z
        powodu leków na nadciścienie ma kłopoty z potencją? "

        dziekuje ci. to jest wlasnie prawda o zyciu, jakiej niektore osoby w ogole nie
        biora pod uwage. trzeba byc bardzo uczciwym, zeby dzwignac te strone medalu. i
        nie ma juz miejsca na poczucie winy, ani pretensje. trzeba isc do przodu
        jedyna mozliwa droga - razem, choc szkoda, ze tak pozno.
        • Gość: mm Re: To ja spróbuję po kolei IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 19:36
          Nikt tu nie napisał o takiej sytuacji, że zostawia współmałżonka bo jeździ na
          wózku, jest chory, umierający, stracił nogę lub rękę. Pewnie są ludzie którzy
          by odeszli, ale nikt taki niczego takiego tu nie napisał. Rozważajmy konkretne
          sytuacje.
          A czy przysięga jest ważniejsza od miłości? Bo jeżeli tak, to znaczy, że będąc
          z kimś kogo nie kochamy jesteśmy z powodu przysięgi. A gdzie tu szczerość,
          gdzie uczciwość i gdzie miłość? Jak można dać komuś miłość i poczucie
          bezpieczeństwa jeśli przestało się kochać? To jest zwykła hipokryzja.
          Chciałabyś aby twój mąż był z tobą tylko dlatego, że przysięgał tobie i macie
          dzieci? A gdzie ciepło, czułość, bliskość jeżeli nawet z jego winy to wygasło?
          Nie jesteśmy w pełni panami swego życia, nigdy i nigdzie "nie jesteśmy w domu".
          Nie żujemy oderwani od świata i społeczeństwa. Gdyby tak było to nikt by nie
          zdradzał. I co jest ważniejsze przysięga czy szczęście? W związku w którym nie
          ma miłości nie będzie również szczęścia. Banalne!
          Piszecie, że miłości trzeba szukać w rodzinie - tak, to się bnazywa
          kazirodztwo. Bo aby znaleźć partnera i założyć rodzinę i dom, to musi najpierw
          z tego domu wyjść.
          Resztę zapomniałam.
          • Gość: Olina2 Re: To ja spróbuję po kolei IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 19:49
            • Gość: olina2 Re: To ja spróbuję po kolei IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 19:59
              Przysięga to pies! Zawsze można zmienić zdanie? Słowo,to słowo. A jak są
              dzieci, to nie wymienia się stanu cywilnego jak rękawiczki. Są zasady , naszych
              dziadków, ojców. To nie zmiana samochodu, mieszkania? U nas po prostu rozwód
              niewiele kosztuje, ciekawe co byś zrobił w Szwecji , o innych krajach nie
              wspomnę. Tylko w durnej Polsce rozwód, alimenty, podział majątku =to
              pestka.Powtórzę słowa mojej przyjaciółki- rób tak , żebyś za kilka lat nie
              musiała się wstydzić swoich czynów. Honor,szacunek,zasady-to przeżytek?
              • Gość: mm Re: To ja spróbuję po kolei IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 20:06
                To znaczy - być z kimś kogo się nie kocha jest przykładem honoru, szacunku,
                zasad i dobrych manier? Slubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżenską oraz
                to, że cię nie opuszcze aż do śmierci - a jak się złamie przynajmniej jeden z
                elemntów (zazwyczaj 3 pierwsze) to co? Strzelić sobie w łeb (sprawa honoru) czy
                trwać w oparciu o ostatni element (dobre maniery i zasady)?
                • Gość: olina2 Re: To ja spróbuję po kolei IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:18
                  Nie jestem wierząca.Bardziej to dotyczy mężczyzny niż kobiety. Ona najczęściej
                  zostaje w gorszej sytuacji.Zatem co z zasadami? Nie istnieją? To nie tyczy się
                  tylko spraw przyjaciółki, ale całego życia. Nasi dziadkowie nie rozwodzili się.
                  Oprócz wyjątków. Mieli zasady wpojone przez rodzinę , rodzina, rodzina,
                  rodzina.....I też mieli kochanki... No i co z tego.
                  • Gość: Oleńka to już szczyt dulszczyzny... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:20
                    Dulszczyzny, która każe kłamać i udawać, że wszystko jest ok i mamusia z
                    tatusiem się kochają. To jest jak najbardziej przeżytek. Albowiem oszustwo jest
                    passe.

                    Nie bądź bezczelna - nikt tu nie pisze o zmianie partnera jak o wymianie
                    rękawiczek, wręcz odwrotnie. Trzeba wielkiego braku wrażliwości, zeby tak
                    odczytać myśli i intencje ludzi, którzy pisali w tym wątku.

                    Dlaczego rozwód miałby kosztować, skoro ślub nie kosztuje???

                    Zapytajmy lepiej, dlaczego tak łatwo dostać ślub?
                    Dlaczego byle gówniarz pod wpływem byle fascynacji może póść do księdza albo
                    urzędu i wcale nikt się nie zastanawia, kto i o co prosi, tylko po prostu daje
                    po okazaniu stosownych papierów?
                    • Gość: mm Re: to już szczyt dulszczyzny... IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 20:27
                      absolutnie się zgadzam - to już szczyt dulszczyzny. Nasi przodkowie nie brali
                      rozwodów bo 1/ nie było rozwodów 2/ nie wypadało 3/ nie było to mile widziane.
                      Ale mieli kochanki, nieślubne dzieci, zdradzali żony bo na to było
                      przyzwolenie. Żona służyła 1/ do rozwodu 2/ wychowywania dzieci 3/ do
                      pilnowania/prowadzenia domu - do skesu nie, od tego były całe watahy łatwo
                      dostępnych i tanich panienek lub też eleganckich kurtyzan (znacznie droższa
                      opcja). Reminescencje mogą być piękne ale ja jednak wolę pozostać w XXI wieku i
                      mieć jakieś prawa, nawet kosztem tych wspaniałych, uczciwych i jasnych zasad na
                      które się powołujesz. Cóż, wolny wybór.
                      • Gość: mm Re: to już szczyt dulszczyzny... IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 20:29
                        sorry - żona służyła do rozrodu!
                    • Gość: Oleńka przysięga małżeńska zaczyna się od MIŁOŚCI IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:39
                      i nie bez kozery - ponieważ ona jest warunkiem sine qua non całej reszty:
                      wierności, trwania przy nim, uczciwości itd. Siłą napędową takiego
                      postępowania. PRZYCZYNĄ. Bez miłości nie ma mowy o sensie tego wszystkiego.

                      ot, co.
                      • Gość: mm Re: przysięga małżeńska zaczyna się od MIŁOŚCI IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 20:41
                        ... jakbyś mi to z ust wyjęła ...
          • Gość: Pik Re: To ja spróbuję po kolei IP: 212.33.87.* 09.02.04, 09:42
            Poza miłością to się jeszcze przysięga "uczciwość małżeńską". Koniec miłości
            jestem w stanie zrozumieć - ale lojalności? Właśnie dlatego od roku, tzn. odkąd
            wiem, odszedł parę miesięcy później, na moją prośbę - nie mogę się pozbierać.
            Świat jest jednak czarno-biały, w jednym sensie - ludzie są uczciwi, albo nie.
            I tak najbardziej nie chce mi się żyć przez zawiedzine zaufanie.
            Oparcia i lojalności szuka się w partnerze, nawet, gdy jego "miłość" już
            odeszła. Gdyby kiedykolwiek kochał, szanowałby do dziś.
      • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 19:56
        A czy ktoś zaryzykowałby stwierdzenie, że zdrrada nie krzywdzi? Nie znam
        takich. Cierpi mąż, żona i kochanka (i dzieci o ile są). Z tym romantyzmem
        randek to trochę przesadziłeś/łaś. Na początku być może tak jest (ale tak było
        również w przypadku współmałżonka zanim doszło do ślubu). Ja nigdy nie starałam
        się pokazywać mężczyźnie z którym byłam w związku ( a miał żonę) z jak
        najlepszej strony - widział mnie nieumalowaną, gotującą, sprzątającą i w
        papilotach. To było zwykłe codzienne życie. A że miłość (jego do żony) się
        skończyła, prawdopodobnie z jakiś innych powodów, to tak trudno zrozumieć?
        Przecież wszystko się kończy, nie ma nieśmiertelności. Tu chodzi o uczucie
        które istnieje - nie ze względu na przysięgę ale ze względu na aktualnie
        dokonywany (a nie kiedyś dokonany!) wybór - chcę z tobą być bo cię kocham. IO
        nieważne jaka/jaki jesteś. Piękne kochanki i zaniedbane żony to stereotyp.
        • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 19:58
          sorki, to w/w było w odpowiedzi na post smutny/smutna
        • Gość: olina2 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:07
          a masz z nim wspólne decyzje, wspólne zobowiązania, wspólne długi?
          O dzieciach nie wspomnę.Piękne kochanki i zaniedbane żony to stereotyp. A kto
          Ci o tym powiedział? Widziałaś na własne oczy? To właśnie jest stereotyp- super
          wytłumaczenie.Nie powiem ,że takich nie ma , ale reszta żon.......Pozdrawiam
          • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 20:11
            tak mam wspólne decyzje, plany, znajomych, i codzienne zwykłe życie jak pranie,
            gotowanie, zakupy, itp. Reszta później. Finansowo radzę sobie sama. Dzieci nie
            ma ani on, ani ja. Ja zresztą nie miałam nigdy takich planów.
            Tak widziałam na własne oczy kochanki, które na pierwszy rzut oka nie dorastały
            do pięt żonom. Widziałam też odwrotne sytuacje. De gustibus... Ale coś w nich
            chyba było?
            To co w takim razie znaczy ten stereotyp-super wytłumaczenie?
            • Gość: olina2 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:25
              Stereotyp-zaniedbane żony, zadbane kochanki.Wspolne decyzje-akonsekwencje?
              Znajomi-ich dawni wspólni, teraz wasi? Codzienne życie-choroba,zły nastrój,
              załamania,wsparcie.Wierzę,że tak chciałabyś i wierzysz.Wszystko przed Tobą,
              przed Wami, ale tak naprawdę czas dopiero pokaże......Pomyślności i pozdrawiam
              • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 20:34
                Nasi znajomi ( a nie ich byli), nasze decyzje i wspólnie ponoszone konsekwencje
                (nawet nie wisz jakie konsekwencje ponoszę ja za to że z nim byłam i jestem),
                jego bardzo ciężka choroba (nowotworowa) i ja mimo wszystko z nim, a nawet
                bardziej niż przedtem. Moja i mojej wyłącznie (wiedzącej o tym wszystkim)
                rodziny, mimo wszystko i tylko dla niego bo trzeba pomóc. To są nasze wspólne
                doświadzczenia i chyba to właśnie najbardziej cementuje takie związki.
                Wolałabym żeby czas mi już niczego więcej nie pokazywał ...
                • Gość: do was Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 20.01.04, 20:56
                  mój mąż mi kiedyś powiedział czym się różni żona od kochanki:
                  Otóż tym, że nie jest obca.
                  I to tyle moi drodzy, tylko tyle i aż tyle.
                • Gość: Olina2 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 20:57
                  Zapewne nie jest to proste.Nie mam prawa, po tym co napisałaś odzywać się w
                  Waszej sprawie ania żony. Cieszę się , że żadna z Waszych stron nie ma
                  dzieci.Sytuacja w jakiej jestescie cementuje wasz związek. Czas niestety
                  jeszcze wiele Ci pokaże.....Może dobrego, może złego.Po prostu. Z twojego postu
                  widać na pierwszy rzut oka, że więce Ty dajesz,ale moze Ci z tym dobrze....
                  • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 20.01.04, 21:02
                    może i masz rację, że więcej daję, ale nie jest mi z tym dobrze. To kwestia tej
                    nieszczęsnej miłości - czy z przysięgi małżeńskiej, czy z życia - kochasz, to
                    dajesz, oczekujesz rewanżu, nis dostajesz, a i tak dajesz. Bo kochasz.
                    • Gość: blee Re: do oliny, do mm IP: *.bielsko.dialog.net.pl 20.01.04, 21:20
                      ..a moze taka jest różnica pomiędzy żonami a tymi drugimi, tzw.'
                      kochankami'(boze, co za określenie?? ) - te pierwsze sa nastawione na branie,
                      na egzekucję swoich praw, te drugie po prostu dają - kochasz, to dajesz. Bo
                      kochasz. I tyle
                      • Gość: utto Re: do oliny, do mm IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.01.04, 00:04
                        brawo !!!!!
                      • Gość: Oleńka bingo - ja też mam takie wrażenie n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 02:34
                      • Gość: baba zona Re: do oliny, do mm IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.04, 15:45
                        Nie zgadzam sie. W przypadku kochanki mojego meza ona najpierw tylko dawala,
                        ale pozniej zaczela zadac i to kategorycznie, zeby odszedl ode mnie i ozenil
                        sie z nia. Tak ze dajcie juz spokoj z tym gloryfikowaniem kochanek...
                        • Gość: olina2 Re: do baby żony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.04, 17:04
                          Ja nie gloryfikuję kochanek ! W moim przypadku było tak samo. Nie wiem co mu
                          dawała, ale dawała . A gdy się poczuła pewnie to zaczęła żądać. Długo jej
                          nienawidziłam, teraz patrzę inaczej. Nadal mam bardzo złe zdanie o tej kobiecie
                          tylko powiedz mi co mi da nienawiśc do niej? Zabierze mi radość życia , mój
                          czas, myśli, zatruje moje życie. Dlatego zmieniłam do tego stosunek , jeszcze
                          tego brakuje, żeby taka.... była nadal w moim życiu. Mam co innego o wiele
                          lepszego na głowie. Zdania o niej nie zmienię, to pewne. A jak myślisz co o
                          niej myślę? To samo co ty o tamtej kobiecie. Pozdrawiam Cię serdecznie.
                          • Gość: baba zona Re: do baby żony IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.04, 18:17
                            Mnie nie chodzi o nienawisc. Trudno, niech one sobie zyja, nie jestem
                            krwiozercza. Ale uwazam, ze dla kobiet zdradzonych, ktore potrafily wyciagnac
                            z tych bolesnych doswiadczen nauke i odbudowac swoj zwiazek, wynurzenia tych
                            kobiet nachalnie zadajacych zrozumienia i akceptacji sa trudne do strawienia i
                            nie na miejscu. Ja chcialam tylko tyle. Tez Ciebie pozdrawiam bardzo
                            serdecznie.
                            • Gość: olina2 Re: do baby żony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 18:39
                              Myślałam, że na tym poście znajdę osoby, które przeżyły coś podobnego. Uważam,
                              ze potrafiłam dać sobie radę i chciałam się podzielić z innymi zdradzonymi
                              swoim doświadczeniem. Wysłuchać ich, może dowiedzie się czegoś nowego.
                              Oczekiwałam wsparcia.Kilka lat temu byłam obolała, potrzebowałam pomocy, ale
                              wyszło na to ,że sama musiałam dac sobie radę. Jestem z siebie dumna, mogę
                              powiedzieć, że nie mam czego się wstydzić, czego nie powiedziałabym o tej Pani
                              ani o rodzinie męża. Ale to ich sprawa. Domyślam się, że zdanie drugiej
                              strony /kochanki/ jest zupełnie inne i ma do tego prawo. Gdy będę miała ochotę,
                              to go wysłucham lecz teraz potrzebuję po prostu wsparcia innych zdradzonych
                              żon. Nie powiem nigdy, że zdrada męża to tylko jego wina . Coś /teraz już wiem
                              co/ go popchnęło do innej. Szkoda tylko, że dowiedziałam się tego czego mu
                              brakuje w ten sposób. Pozdrawiam.
    • ewa1305 Re: Siła zdradzonych 20.01.04, 23:41
      • Gość: do blee Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 21.01.04, 08:24
        A cóż one mogą dać, w konspiracji. Chyba tylko d..y, bo nic wjęcej nie zdążą,
        ale miłość jak wiemy nie na tym polega. A jeśli mowa o braniu, to nie wiem czy
        nie zabierają więcej od największego złodzieja na świecie. Łącznie z pieniędzmi
        i uczuciami, które powinne być skierowane bezwzględnie do dzieci i żony.
        Natomiast żony dają mimo wszystko bardzo dużo,wszystkie zdradzane żony o tym
        dobrze wiemy. Polemizować z nami odważą się tylko te, które są po tej drugiej
        stronie, bo nie stać ich na człowieka wolnego i bez zobowiązań.
        A może mają taki sposób na życie, budując swoje szczęście na cudzym
        nieszczęściu. Jeśli tak, to daleko nie dojadą na tym wózku. Jestem pewna! W
        każdym razie z całego serca im tego życzę.
        • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 21.01.04, 18:22
          trochę mi się nie chce polemizwoać z powodów oczywistych - nie ten pozoiom
          jednak. Ja starałam się przynajmnie być bardziej wyważona w tym co piszę. Ale
          odnośnie dawania d... to sorry ale te tzw "żony" (przepraszam żony) to dają
          d... (tylko w odpowiedzi na twój post!)jawnie na dwa sposoby. Ten, o który ci
          chodziło kiedy pisałaś o kochankach, i ten drugi bardziej metaforyczny. A wiesz
          dlaczego? Bo sądzą, że uczucia drugiego człowieka powinny być "skierowane
          bezwzględnie do dzieci i żony". Czasem jednak się nie dziwię, że mężczyźni
          uciekają od żon do kochanek...
          • Gość: do mm Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 21.01.04, 21:00
            Oceniam w ten sposób tylko te osoby (kochanki), które to robią w konspiracji z
            żonatymi. Jeżeli nie jesteś jedną z nich, to rzeczywiście nie ten poziom.
            MAM NADZIEJĘ, ŻE TYM RAZEM DOBRZE MNIE ZROZUMIAŁAŚ mm.
            A tak w ogóle to między pisaniem a dawaniem jest jednak bardzo długa droga i
            nie odważyłabym się na tej podstawie określać poziomu innych.
            Czy oby w tym przypadku nie sprawdza się powiedzenie: "uderz w stół, a nożyce
            się odezwą"?
            • Gość: RR facet Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 11:40
              Kobiety, co wy wiecie co facet chce w seksie, chyba ze wam to powie czego
              oczekuje i jestescie oboje otwarci na swoje pragnienia, trzeba umiec dawac i
              brac.Jesli kocha sie zone, pozada, pragnie i seks jest romantyczny, cieply i
              zarazem spontaniczny to zaden facet nie bedzie sobie szukal innej kobiety,
              chociaz nie zawsze szuka sie kobiety do seksu, bo to w wielu przypadkach nie
              jest podstawa do do rozpoczecia romansu, przeciez mozna saie zakochac po raz
              drugi.
              Jesli w malzenstwie seks jest obowiazkiem,i nie daje nam satysfakcji i
              oczekiwan to wybaczcie, zona nas nie pociaga z jakis powodow, a moze byc ich
              tysiace to wybaczcie,ze dzieje sie tak jak sie dzieje.
              Byl juz chyba poruszany ten problem, ze nalezy oddzielic krotki romans, wyskok
              w bok od uczucia, milosci,ktora moze sie przydazyc kazdemu, w kazdym wieku,w
              bez roznicy jaki jest stan cywilny!!!
              Jestem facetem, mam zone,dzieci i zyje mi sie swietnie,chcialoby sie powiedziec
              idylla na zewnatrz.Nie ma milosci- jest przywiazanie, nie ma dobrego seksu-jest
              obowiazek 10 min i po wszystkim,nie ma cieplej rodzinnej atmosfery- jest zwykla
              rodzina.Nie umielismy oboje tego stworzyc, chociaz poczatki byly wspaniale,
              wielu rzeczy nie przemyslelismy, nie dogadalismy,zbyt szybko zapadla decyzja o
              byciu razem.Mam swoje pragnienia, te wewnetrzne.Zblizam sie do 40-tki i bardzo
              chcialbym miec przy sobie kobiete, ktora pokocham i ktora pokocha mnie, i nie
              bedziemy wyszukiwali w sobie wad i niedorobek, ale pokochamy na wzajem siebie,
              swoje zalety i wady.Pisze jak baba,ale mezczyzni tez maja uczucia i tez pragna
              ciepla i milosci, sa wrazliwi.Tego czego czego nie ma w domu najczesciej
              znajduje sie poza domem i na dodatek ceni sie to co sie znalazlo,a zona i tak
              niczego do konca sie nie dowie.
              Do wszystkich zdradzonych zon,nie przystoi eleganckiej kobiecie takiej wiernej
              zonie, kochajacej matce mieszac z blotem wszystkich zdradzajacych,nerwy i
              zlosc nie sa dobrym sposobem na rozwiazywanie problemow.Moze warto dokladnie
              czytac listy na forum i je analizowac,dyskutowac na ten temat, a nie wyglaszac
              swoje brudne opinie.Z powazaniem RR
            • Gość: mm Re: Siła zdradzonych - do gość IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 22.01.04, 18:40
              z tego co napisałaś, nie wynikało, że są jakieś wyjątki. Konspiracja - to jak
              chyba dobrze zrozumiałam - to nieszczęsne "dawanie d..." w tajemnicy przed
              żoną. A jak żona wie, to już nie konspira? Wtedy się daje d... jawnie? Cóż za
              róznica? Zrozumiałam cię doskonale i stąd moja uwaga na temat poziomu m.in.
              twoich postów. W moim życiu ( i słowniku) to się nazywa kochać. Puenta nie
              akekwatna - gdybyś napisała o miłości a nie dawaniu d... zapewne bym się nie
              odezwała. Ale skoro uważasz, że kochać się to można z żoną, a kochanka to może
              co najwyżej "to wielokrotnie już wspomniane wyrażenie", to się nie dziw, że
              śmiałam zabrać głos.
        • Gość: Oleńka nie, ja nie jestem po drugiej stronie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 18:24
          nie jestem kochanką żonatego mężczyzny

          a jednak kiedy czytam coś tak agresywnego, jak Twoje posty, to myślę, że w
          pełni zasługujesz na zło, które cię spotyka...
          • mrgodot Re: nie, ja nie jestem po drugiej stronie 21.01.04, 18:52
            i wten sposób Blee sprowadził/a miłość do dawania dupy. I dała dupy. A tak już
            było ładnie... Rzeczywiście nie ten poziom.
          • Gość: Olina2 Re: nie, ja nie jestem po drugiej stronie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 19:57
            Myślę, że najwięcej do powiedzenia mają te , co były lub są zdradzonymi żonami.
            Nikt nie ma prawa ich oceniac. Ani tych kochanek . Mimo, że nie jestem za
            kochankami, które zaginają parol na żonatego faceta i chcą zająć miejsca żon i
            też dawać d... legalnie. Nie ta droga.Romansik z żonatym na odświeżenie ,
            proszę bardzo. Ale nie tak perfidnie ,,niewinnie,,. Znam taką jedną byłą
            kochankę , najpierw niewinna, nic nie chciała, czatowała tylko na
            telefony /skąd ona miała tyle czasu?-z nic nie robienia/,gdy wreszcie omotała
            mojego męża, dopiero pokazała mu co potrafi. Awantury w knajpie, na klatce
            schodowej , wyzwiska itp. Dlaczego? Bo poczuła się prawie żoną. Mój mąż dopiero
            dzięki tej pani, zobaczył co to jest brak szacunku do niego, brak
            tolerancji.Właściwie jestem jej wdzięczna , teraz dopiero mnie docenia. Ale co
            przeszłam to tylko ja wiem.Pozdrawiam wszystkie żony i nie tylko.
          • Gość: do Oleńki Re: siła zdradzonych IP: *.chello.pl 22.01.04, 01:39
            Jeśli ten "wulgarny"(bo zawierający w swojej treści wyraz złożony z dwóch
            kropek i dwóch liter)post, Ciebie nie dotyczy, to nie rozumiem dlaczego w ten
            sposób reagujesz?
            Miałam prawo tak napisać, bo poczułam się zaatakowana. Jestem pewna, że
            większość żon podpisze się pod moim postem, bo zgodzą się z moim stwierdzeniem.
            To raczej Twoje słowa skierowane do mnie(a nie moje)są agresywne i
            pozostawiające wiele do życzenia.
            Przeczytaj post do mm, powyżej.
            • Gość: ? Re: ?????????????????????????????????? IP: *.chello.pl 22.01.04, 08:33
            • Gość: Oleńka chyba coś Ci się pomyliło... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 14:05
              > Jeśli ten "wulgarny"(bo zawierający w swojej treści wyraz złożony z dwóch
              > kropek i dwóch liter)post, Ciebie nie dotyczy, to nie rozumiem dlaczego w ten
              > sposób reagujesz?

              "Polemizować z nami odważą się tylko te, które są po tej drugiej
              stronie, bo nie stać ich na człowieka wolnego i bez zobowiązań."

              jak myślisz, kto to napisał???

              > To raczej Twoje słowa skierowane do mnie(a nie moje)są agresywne i
              > pozostawiające wiele do życzenia.

              sprawiasz wrażenie kogoś z wielkimi problemami emocjonalnymi
              jesteś agresywna i nie czytasz zbyt uważnie tego, co się do Ciebie pisze

              tak, bedę z Toba polemizować, ponieważ piszesz bzdury
              niestety
              • Gość: do Oleńki Re: chyba coś Ci się pomyliło... IP: *.chello.pl 22.01.04, 14:57
                Niestety Oleńko, muszę przytoczyć tutaj to swamo stwierdzenie co do mm:
                "Uderz w stół, a nożyce się odezwą"
                Ja tak zareagowałam, bo poczułam się obrażona przez mm. Broniłam swojej pozycji
                jako żona, która wychowała troje dzieci na wspaniałych młodych ludzi (obecnie
                studiują na renomowanych uczelniach warszawskich), mam zadbany dom i sama
                potrafiłam wziąć się w garść mimo wielu trudności(były chwile w moim życiu
                kiedy byłam bliska obłędu). Wszystko mi się udało na pewno o wiele lepiej niż
                wielu innym, poza moim małżeństwem niestety. Przyczyną był właśnie skok w bok.
                Od tego się zaczęło. I NIGDY NIE ZGODZĘ SIĘ Z TWIERDZENIEM,ŻE TAM GDZIE JEST
                WSZYSTKO NIE BĘDZIE ZDRADY. W każdej regule są wyjątki ja właśnie tak trafiłam.
                • Gość: Oleńka nie na temat n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 15:38
                  • Gość: do O Re:NA TEMAT JAK NAJBARDZIEJ IP: *.chello.pl 22.01.04, 18:58
                    Oczywiście, że na temat.
                    Zaczęło się od blee i od tego momentu stworzył się problem. Prawidłowa reakcja
                    ludzi, którzy poczuli się dotknięci. Z tą różnicą, że nie wszyscy z tego samego
                    powodu. Ja za oziębłość, wyrachowanie i egzekucję swoich praw w małżeństwie, a
                    pozostali za kilka słów prawdy dotyczących "cichego" DAWANIA (w ukryciu przed
                    światem). Pozostałe słowa nie miały jak się okazuje żadnego znaczenia.
                    Jak widać każdy ma swoje miejsce na ziemi i dlatedo nie wszyscy potrafią się
                    zrozumieć.
                    • Gość: Oleńka przepraszam Cię, ale wypisujesz bzdury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 20:46
                      napisałaś, że kto broni innego stanowiska niż Twoje, musi być kochanką żonatego
                      mężczyzny...

                      rozumiem, że tak Ci łatwiej myśleć, tylko że nie ma to żadnego związku z
                      rzeczywistością - ja na przykład nie jestem i nie zanosi się na coś takiego,
                      mimo to, uważam że nie masz racji. i tyle.

                      rozumiem, ze patrzysz na sprawę przez pryzmat swojego poczucia niewinności, ale
                      przyjmij do wiadomości, że inni mogą mieć inne zdanie - ba, mężczyzna, który
                      upokorzył Cię zdradą może mieć inne zdanie.

                      zapewne istnieją zdradzane żony zołzy, ufam, że do nich nie należysz. ale wina
                      nie na takich rzeczach czasem polega. nie zrozum mnie źle - moją intencją w
                      żadnym razie nie jest usprawiedliwianie zdrady. jestem za czystymi układami, za
                      mówieniem prawdy i odchodzeniem od niekochanej osoby, a nie za szukaniem
                      potajemnie atrakcji na boku.

                      nie wierzę jednakowoż w bezwinę strony zdradzonej.
                      istnieje pew3ien margines - przepraszam za wyrażenie - dziwkarzy, którzy
                      zapewne zdradza tak, czy siak, ale to margines, ludzie, pozbawieni podstawowej
                      wrażliwości i niezdolni do nawiazywania głębokich relacji. jeśli to taki facet,
                      Twoja wina polega na ślepocie w momencie wyboru, jeśli to nie taki facet -
                      dołożyłaś rękę do zdrady, nawet jeśli Twój udział jest mniejszościowy. I wina,
                      ewidentna i duża, Twojego męża nie ma tu nic do rzeczy. Nikt jej nie
                      kwestionuje.

                      Uwolnisz się od tego emocjonalnie dopiero wtedy, kiedy pozwolisz sobie na
                      błędy. Zaakceptujesz fakt, że mogłaś nie być perfekcyjna, i - co najważniejsze -
                      że miałaś do tego pełne prawo.


                      pozdrawiam :))
                      • Gość: mm Re: przepraszam Cię, ale wypisujesz bzdury IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 22.01.04, 20:53
                        ktoś to tak kiedyś ładnie powiedział, że wszyscy mamy swój udział w cudzej
                        winie - nie pamiętam kto, ale w oryginale brzmiało "We all share in someone
                        else's guilt". Ale mimo wszystko są przypadki, w których trudno mi sobie
                        wyobrazić, że to żona ponosi winę.
                      • Gość: do Oleńki Re: przepraszam Cię, ale może inaczej IP: *.chello.pl 23.01.04, 01:23
                        Oleńko - znam Cię tylko z tego wątku, ponieważ do innych nie zaglądam z powodu
                        ograniczonych możliwości czasowych. Wydajesz mi się być inteligentną osobą i
                        dlatego chętnie podejmuję z Tobą dyskusje.
                        Nie będę rozwodziła się na temat moich odczuć dotyczących postów skierowanych w
                        moją stronę, ale powiem krótko: perfekcyjna nie jestem na pewno, jak każdy
                        człowiek, ale generalnie jestem w porządku. Naprawdę nie czuję się winna
                        (jeszcze bardziej wtedy boli).
                        • Gość: Oleńka więc co jest dla Ciebie ważniejsze? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 16:46
                          dotrzeć przez ból do prawdy czy uniknąć bólu?

                          zachowujesz się, jak pacjent, który skazuje się na śmierć, bo nie zgadza się na
                          operację i towarzyszące jej ryzyko bólu...

                          albo jak ktoś, kto złamawszy cośtam nie chce chodzić na rehabilitację, bo jak
                          wiadomo jest to bolesne - a przecież, jak mówią rehabilitanci, zeby było lepiej
                          najpierw musi być gorzej

                          moim zdaniem bez uczciwej próby dotarcia do przyczyn wydarzeń skazujesz się na
                          podwyższone ryzyko, że się powtórzą

                          dlaczego boli Cię swiadomość, że mogłaś się walnie do tego wszystkiego
                          przyczynić?
                          przecież MIAŁAŚ PEŁNE PRAWO popełnić błąd, nawet poważny!

                          każdy popełnia

                          • Gość: Do Oleńki Żyć w zgodzie z własnym sumieniem IP: *.chello.pl 24.01.04, 20:18
                            Oleńko nie mogę przyznac się do czegoś czego nie popełniłam. I dobrze, że nie
                            czuję się winna. Życie z poczuciem winy bardzo niekorzystnie wpływa na nasze
                            zdrowie psychiczne
                            • l.af Re: Żyć w zgodzie z własnym sumieniem 24.01.04, 20:42
                              wyżej pisałaś, że kiedy myslisz o swojej winie, bardziej Cię to boli...

                              to nie chodzi o tkwieniu w poczuciu winy, tylko świadomość swoich błędów, DO
                              KTÓRYCH MIAŁO SIĘ PRAWO i odpuszczenie ich sobie

                              wiesz dlaczego myślę, że przyłożyłaś rękę do sytuacji?
                              bo pisząc, że była świetną żoną powołałaś się na zadbany dom i dzieci na
                              prestiżowych uczelniach :(

                              pozdrawiam
                              Oleńka
                              • Gość: Do Oleńki Re: Żyć w zgodzie z własnym sumieniem IP: *.chello.pl 24.01.04, 22:08
                                Oleńko, nie zrozumiałyśmy się. Napisałam, że jeszcze bardziej boli, bo z mojej
                                strony wszystko było w porządku. Gdybym uważała, że jestem winna nie miałabym
                                do nikogo żalu.
                                POZDRAWIAM!
                            • Gość: Do OLEŃKI Re: Żyć w zgodzie z własnym sumieniem IP: *.chello.pl 24.01.04, 20:44
                              ....c.d.
                              Rozumiem Twoje intencje i bardzo doceniam Twoje poświęcenie.
                              Dziękuję Ci za szczere chęci niesienia bezinteresownej pomocy.
                              Takich właśnie osób na "Psychologii" oczekujemy. POZDRAWIAM CIĘ GORĄCO!
                • mrgodot Re: chyba coś Ci się pomyliło... 22.01.04, 20:04
                  chyba się pogubiłem... Poczułaś się zaatakowana przez mm, ale to ty zaczęłaś od
                  tego, że jej (kochanki) miłość sprowadziłąś do dawania d... Czyż nie? A to
                  bardzo nieeleganckie określenie. Jeśli go kocha, to kocha a nie daje
                  przysłowiowo. Może to uderzenie w stół to raczej twoja reakcja.
                  • Gość: do mrgodot Re: chyba jednak nie pomyliło mi się. IP: *.chello.pl 23.01.04, 00:48
                    Przeczytaj proszę jeszcze raz moje posty, a wtedy myślę, że nie trzeba będzie
                    nic wyjaśniać.
                    POZDRAWIAM!
                    • mrgodot Re: chyba jednak nie pomyliło mi się. 23.01.04, 21:33
                      chyba masz rację, nie pomyliłem się co do ciebie. To ty jesteś
                      autorką "sławetnego" postu "do blee" nt dawania dupy w konspiracji. Szczerze ci
                      współczuję, na poprawę chyba za późno.
                      • Gość: do mr. MASZ RACJĘ - nie pomyliłeś się IP: *.chello.pl 24.01.04, 00:34
                        JAMCI.........
                        Oj tak, tak mrgodot dokonałeś wielkiego odkrycia!
                        Szczerze ci współczuję, czytasz to co wolisz i w dodatku nieuważnie.
                        No cóż na poprawę nigdy nie jest za póżno!
                        POZDRAWIAM!
                        • so_so do chello 24.01.04, 00:52
                          ..kobieto, ty nie masz nic innego do roboty?? Widzę, ze nie daje ci spokoju to
                          forum. Moze pamiętniki pisz, napewno na tym lepiej wyjdziesz
                          • Gość: .......... NA PEWNO TAK! IP: *.chello.pl 24.01.04, 01:56
        • Gość: monni Re: Siła zdradzonych IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 10:40
          Strasznie płytkie to, co napisałaś. Może nie potrafisz sobie wyobrazić innej
          relacji między żonatym mężczyzną a inną kobietą (nie żoną), a może wygodniej
          jest dla Ciebie wmawiać sobie, że to tylko - tu przepraszam, zacytuję zniżająć
          się do Twego poziomu - "dawanie d..y". Otóż wyobraź sobie, że nie. Bywają
          związki, również małżeńskie, w kórych nikt nikomu nic nie daje. I są związki
          pozamałżeńskie, w których seks odgrywa marginalną rolę. Może znasz wyłącznie
          facetów, dla których tylko przysłowiowa "d..a" się liczy. W takim razie
          współczuję. Ale zapewniam, że są tacy, którzy mają duże potrzeby emocjonalne.
          Jeżeli żona tego nie widzi, albo nie chce widzieć, szukają innej kobiety, która
          będzie im naprawdę bliska. Piszesz, że zdradzane żony dają bardzo dużo. Trochę
          mnie zastanawia to przekonanie zdradzanych żon o własnej doskonałości. Czy
          facet zdradzi kobietę, z którą jest mu naprawdę dobrze, na którą może zawsze
          liczyć, nie tylko pod względem seksu. Czy którykolwiek mężczyzna zdradzi
          taką "idealną" kobietę, za jaką często uważa się zdradzona żona? Musiałby być
          nienormalny, a przecież Wasi mężowie chyba są normalni? Więc o co tu chodzi?
          • Gość: monni Re: Do "do blee" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 10:42
            Mój powyższy komentarz jest do "do blee". Zazanczam to, bo trochę nisko się
            przesunął.
          • Gość: nie wierna Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 11:57
            To mi sie podoba monii, nalezy pewne rzeczy rozgraniczyc i ty to zrobilas
            bardzo dobrze.Nie chce tego komentowac bo to co napisalas jest jasne i
            przejrzyste.
          • Gość: do was Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 22.01.04, 14:25
            Szkoda, że zdecydowana większość z Was jest po tej drugiej stronie. Z
            tego wynika,że należycie do tej właśnie grupy.
            No cóż prawdopodobnie kobiety mojego pokroju nie mają czasu siedzieć przy
            monitorze, bo mają zbyt wiele zajęć na wyższym poziomie, chociaż Wy uważacie
            inaczej.
            Na koniec chciałam oznajmić tym wszystkim z innego poziomu, że posiadają
            wyjątkowe zdolności do wydawania opinii o ludziach, których znają tylko z
            krótkich postów.
            • Gość: monni Re: Do "do blee" = "do was" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 15:02
              Twój post potwierdza to, co napisałam wyżej. Piszesz: " kobiety mojego pokroju
              (...) mają zbyt wiele zajęć na wyższym poziomie". No coż, może gdybyś w porę
              zstąpiła z tych "wyżyn", w Twoim związku nie doszłoby do zdrady. (Z Twojego
              postu "do blee" wynika, ze jesteś/byłaś zdradzaną żoną.) Nic nie dzieje się bez
              powodu, zdrada też nie. I powtarzam: żadem mężczyzna nie zrezygnuje dobrowolnie
              z udanego, satysfakcjonującego związku. Poza tym nowego zwiąku nie nawiązuje
              się z dnia na dzień, pod wpływem chwilowego kaprysu. Może więc warto oderwać
              się od czasu do czasu od tych tajemniczych "zajęć na wyższym poziomie" i
              spojrzeć na potrzeby partnera?
              Chcę jeszcze dodać, że nie jestem po żadnej stronie, stram się tylko być
              obiektywana, co Tobie z kolei się nie udaje. Tak więc raczej Ciebie
              zawiodły "wyjątkowe zdolności do wydawania opinii o ludziach, znanych tylko z
              krótkich postów". I ostatnia uwaga: Ty chyba naprawdę widzisz i rozumiesz tylko
              to, co chcesz. Gdyby było inaczej, nie pisałabyś, że wydałam opinię o Tobie.
              Nie znam Cię przecież, więc jak mogłabym to zrobić? Skomentowałam jedynie Twój
              post, pisząc że jest płytki. Zdania na ten temat zresztą nie zmieniłam :).
              • Gość: monni Re: Do "do blee" = "do was" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 15:35
                Chcę Ci powiedzieć jeszcze coś. Zdradzone żony dla własnej wygody wmawiają
                sobie, że inne kobiety uganiają się za ich mężami, bo jak napisałaś "nie stać
                ich na człowieka wolnego i bez zobowiązań". To bzdura! Otóż jest tak, że to
                osoba niezadowolona ze związku (małżeńskiego, czy innego)- w przypadku, o
                którym piszemy jest to mąż - szuka sobie kogoś, u kogo znajdzie to, czego nie
                znajduje u żony. Więc nie łudź się, że kobiety, które tworzą związki z żonatymi
                mężczyznami na nic więcej nie stać. Gdyby on (mąż, parter) naprawdę kochał i
                szanował żonę czy partnerkę i gdyby czuł się z nią szczęśliwy, to wołami nikt
                by go od niej nie odciągnął.
                Ludzie nie są doskonali, mylą się, tworzą czasami nieudane związki (nawet
                małżeńskie), które się niekiedy rozpadają. Jest rzeczą naturalną, że próbują
                później szukać szczęscia z kimś innym. Rozumiem, że jeśli kotś Cię zdradził,
                czujesz się rozgoryczona, może wściekła. Ale nie ma sensu życzyć wszystkiego
                najgorszego tym, którzy próbują szczęścia w nowym związku i tym, którzy/które
                próbują im to szczęście dać, znajdując przy okazji własne. Zamiast tego, może
                warto pomyśleć, co Ciebie jeszcze w życiu może spotkać dobrego? I tego Ci życzę
                o odpowiedzi na Twoje "złe" życzenia z postu "do blee" (mimo, że mnie nie
                dotyczą).
                • anna-maria17 [...] 22.01.04, 17:34
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • Gość: DON Re:Siła kochanek IP: *.chello.pl 22.01.04, 18:16
                    TO co Wy miłe panie potraficie napisać to jest naprawdę śmiechu warte. Miała to
                    być " siła zdradzonych", dająca wsparcie osobom zdradzonym,potrzebującym
                    pomocy, tymczasem jest to BUNT KOCHANEK,które obraziły się za kilka zdań
                    SZCZEREJ PRAWDY O SOBIE!!!!!!!!!
                    Potraficie nawet pofatygować się na przeczytanie ponad 400 postów po to tylko,
                    żeby na drodze zemsty udowodnić komuś jego niewłaściwą obecność na określonym
                    wątku.
                    Myślę, że tylko kobiety tak potrafią, mężczyżni zawsze byli i są bardziej
                    solidarni. ŚMIECHU WARTE!
                    • Gość: Inga Re:Siła kochanek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 03:40
                      Mnie zastanawia tylko jedno, dlaczego mąż, który nie kocha swojej żony nie
                      rozwiedzie się z nią przed zdradą? Czy tak nie byłoby uczciwiej? Dlaczego musi
                      tak ranić swoją żonę zamiast przedstawić sprawę taką jaka ona jest - po prostu
                      nie kocham cię. No bo jeżeli pokochał prawdziwą miłością kochankę to znaczyć
                      musi, że żony nie kochał miłością prawdziwą. Czyli okłamywał siebie i żonę.
                      Rozwiedziony jako człowiek wolny może się związać z kim chce, wtedy też
                      instytucja kochanki umarłaby śmiercią naturalną.
                    • Gość: monni Re:Siła kochanek - do "do Blee = do was" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 23.01.04, 09:06
                      Kolejny nick, ale osoba ta sama :). Tekst o buncie kochanek, które udowadniają
                      coś na drodze zemsty też jest płytki i świadczy o tym, że nic do Ciebie nie
                      dociera. Myślisz, że pomoc zdradzonej osobie polega na tym, żeby razem z nią
                      siąść i płakać albo podsycać nienawiśc do świata i ludzi? Nic bardziej
                      błędnego! Nie poczujesz się przez to lepiej, a już na pewno w niczym Ci to nie
                      pomoże. Więc to Ty nie obrażaj się o kilka słów prawdy, że nie tędy droga. Nie
                      usprawiedliwiam zdrady i jak autorka jednego z sąsiednich postów uważam, że
                      nieudany związek bez przyszłości należy zakończyć przed związaniem się z
                      kolejną osobą. Ale jak już pisałam, natura ludzka jest ułomna i ludzie zawsze
                      popełniali, popełniają i będą popełniać błędy. Z kolei żaden związek nie
                      rozpada się bez przyczyny i z dnia na dzień. Dlatego zamiast ziać nienawiścią i
                      goryczą, postaraj się znależć powody sytuacji, która stała się Twoim udziałem i
                      zastanowić się, co zrobić, by nie powtórzyło się to więcej w żadnym związku,
                      który być może jeszcze stworzysz. I jeszcze jedno: Zanim z pogardą nazwiesz
                      kogoś kochanką, którą stać tylko na cudzego męża, uświadom sobie, że często
                      właśnie ona staje się najbliżą mu osobą, że daje mu więcej, niż żona (nie
                      tylko "d..y" - jak stwierdziłaś w jednym z wcześniejszych postów) i wreszcie
                      to, że on ją wybrał, że wolał ją, niż żonę. Dlaczego? Oto jest pytanie...
                      • Gość: ? i tak wiesz kim jestem IP: *.chello.pl 23.01.04, 16:40
                        Czy oby na pewno powinieneś brać udział w tej dyskusji?
                        Zastanawiam się też czy warto otwierać się tak bardzo jak to zrobiłam
                        ja,ponieważ i tak wcześniej czy póżniej odwróci się to przeciwko nam.

                        POZDRAWIAM WSZYSTKICH, KTÓRZY NAM POMAGAJĄ!
                    • Gość: olina2 Re:do DONA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.04, 08:24
                      Dzięki za jasne spojrzenie. To prawda , miały na tym poście mieć wsparcie
                      zdradzeni. A zobiło sę pole walki żony kontra kochanki i nie kochanki.
                      Zdradzone mają prawo oczekiwac na wsparcie, nawet gdy zioną jadem. Tu powinnyu
                      mieć szanse przeczytać jak przestać nienawidzić. Mi się udało, ale to była
                      ciężka praca, ale tego nikt nie chce słuchać ,wolą się kłócić. Więc trudno.
                      Pozdrawiam
                      • Gość: Do Oleńki Nie warto! IP: *.chello.pl 24.01.04, 20:57
                        Więc niech się kłócą, ale może między sobą, ja już postawiłam kropkę nad "i".
                        Dziękuję Ci Ol.i gorąco pozdrawiam!
                    • Gość: baba zona Re:Siła kochanek IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.04, 16:20
                      A, to nowosc!!! A mnie sie wydawalo, ze to tylko ja osmielilam sie
                      zaprotestowac na tym forum przeciwko apoteozie kochanek i tworzeniu sie lobby
                      tych pan... No, coz, kazdy przypadek zdrady jest inny i nie mozna sprawy
                      generalizowac, nie mniej jednak zdrada meza i dzialania kochanek nie mozna
                      inaczej zakwalifikowac niz jako czyny moralnie naganne. To wszystko. Wiecej
                      pokory, drogie panie!
                  • Gość: do a m czy oby na pewno? IP: *.chello.pl 23.01.04, 00:15
                    co ty powiesz? Ciekawe. Jak tylko będę miała trochę czasu to poszukam tego
                    postu, który wg.twojej opinii przypomina moją osobę. Może wtedy poczuję się
                    bardziej swojsko, bo tutaj między wami to czuję się zupełnie wyobcowana, jakby
                    z innej planety.
                    A tak swoją drogą to myślałam, że wszyscy tutaj mogą znależć pocieszenie.
                    Tymczasem widzę, że grubo się myliłam. Okazuje się, że panie, biorące udział w
                    dyskusji, są wspaniałymi psychologami. Same wszystko wiedzą najlepiej i
                    tolerują tylko te osoby, które im się nie narażają. Wszyscy pozostali - fora ze
                    dwora.
                    • Gość: manni Re: do "chello.pl" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 23.01.04, 10:00
                      Dopiero teraz pofatygowałam się, by przejrzeć wcześniejsze posty, pod kątem
                      pojawiania się wśród nich tekstów autorstwa pani "chello.pl". No coż, żenada.
                      Zwłaszcza wątki z 7, 8 i chyba 11 czy 12 grudnia. Trochę żałuję, ze wdałam się
                      w tę dyskusję, bo wyznaję zasadę, ze rozmowa ma sens, jeśli jest z kim
                      rozmawiać. Usprawiedliwiać w pewnym stopniu może panią "chello.pl" to, że jej
                      mąż zranił ją zdradzając z "ukraińską szmatą" (to cytat z jej postu - swoją
                      drogą dziwne, że wolał ją, niż żonę; pani "chello.pl" sama się tu bardzo
                      dyskredytuje), ale zważywszy, że fakt ten miał miejsce trzy lata temu, a ona
                      wciąż kipi wściekłością i nienawiścią do wszystkich, którzy nie myślą dokładnie
                      tymi samymi kategoriami co ona, myślę, że dalsza dyskusja nie ma sensu.
                      Pozdrawiam wszystkich, również "chello.pl" z życzeniami, żeby udało jej się
                      wyrwać z kręgu negatywnych emocji, którymi się otoczyła.
                      • Gość: monni Re: do "chello.pl" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 23.01.04, 10:03
                        Przpraszam za literówkę w podpisie w poprzednim poście: oczywiście "monni"
                        nie "manni" :).
                      • Gość: ? zmień adres IP: *.chello.pl 23.01.04, 17:00
                        monni,manni czy zdradzający,to na jedno wychodzi - bo jest to wciąż ta sama
                        osoba jak widać z beznadziejnie płytkich, aczkolwiek wnikliwych postów tegoż
                        wątku proszę państwa.
                        • mrgodot Re: do gość 24.01.04, 17:44
                          szukasz wsparcia? A dlaczego uważasz, że mogą ci go udzielić tylko inne
                          zdradzane osoby? Może ucz się od kochanek, a konkretnie z ich doświadczeń
                          wysnuwaj wnioski zamiast je potępiać. A nuż będziesz o coś tam mądzrzejsza.
                      • Gość: === siła wyższa IP: *.chello.pl 23.01.04, 17:15
                        fatyguj się i wnikaj dalej jeśli uważasz, że jesteś na dobrej drodze.....
                        Życzę powodzenia w czytaniu ambitnej lektury.
                      • Gość: do monni chyba żle interpretujesz IP: *.chello.pl 24.01.04, 01:34
                        Niczego nie żałuj monni, przecież w żadną dyskusję się nie wdałaś. Jak sama
                        stwierdziłaś do prowadzenia rozmowy potrzebny jest ktoś, tymczasem ty
                        prowadzisz monolog. Ta twoja wnikliwa agresja tak bardzo przysłoniła ci oczy,
                        że nawet tego nie zauważyłaś.
                        Radzę więc, wytęż wzrok i fatyguj się dalej przeczesywać posty "siły
                        zdradzonych". Wierzę,że znajdziesz tam jeszcze ciekawsze rzeczy, którymi może
                        zechcesz podzielić się z nami. POWODZENIA!
                        • Gość: monni Re: do "chello.pl" IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 26.01.04, 09:26
                          Rozbawiłaś mnie i to jest ostatnia rzecz, którą mam Ci do
                          powiedzenia. "Wnikliwa agresja" w moich postach? To duże nadużycie, pomijając
                          to, że całe sformułowanie jakoś "nieszczęśliwie" brzmi. Szufladkujesz ludzi,
                          zamiast zdobyć się na odrobinę obiektywizmu. Kto nie mówi jednym głosem z Tobą,
                          tego nie tolerujesz i rzucasz mu się do gardła? I co Ci to daje? Nie masz
                          monpopolu na jedyną słuszną wersję, uświadom to sobie!
                          P.S. Czytając Twoje posty mam wrażenie, że nie rozumiesz znaczenia niektórych
                          słów, a mimo to ich używasz. Może by tak nadrobić te braki? Pozdrawiam :).
                          • Gość: Do monni post - super IP: *.chello.pl 26.01.04, 11:19
                            ......ha,ha,ha,ha,ha....
                            to drugi najlepszy post jaki w życiu przeczytałam!!!!!!!!!!
                            • Gość: monni Re: post - super - do chello IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 27.01.04, 08:52
                              Typowa reakcja osoby, której zabrakło argumentów...
                              • Gość: do LESZNO! .....,a miałaś już dawno skończyć..... IP: *.chello.pl 27.01.04, 12:02
                                Widzę, że wciąż szukasz potwierdzenia swojej bezmyślności,
                                chociaż wolałabym powiedzieć -głupoty!
                                • Gość: monni Re: .....,a miałaś już dawno skończyć..... IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 27.01.04, 13:28
                                  Człowiek, któremu brakuje argumentów rozpaczliwie sięga po swój ostatni: obraża
                                  innych. Tylko że Ty nie jesteś w stanie mnie obrazić :). Moje posty nie
                                  świadczą ani o bezmyślności, ani tym bardziej głupocie. Dobrze o tym wiesz, ale
                                  jak zwykle próbujesz zagłuszyć wszystko, co różni się od Twoich skażonych
                                  złością (choć wolałabym powiedzieć - nienawiścią) wypowiedzi. Widząc Twoją
                                  bezradnośc - rzeczywiście kończę, tym razem na dobre. Po co masz sobie szargać
                                  i tak już postrzępione nerwy? I wiesz co? Dam Ci satysfakcję powiedzenia
                                  ostatniego słowa, bo na pewno zechcesz na pożegnanie trysnąć jadem :).
                                  Pozdrawiam bez urazy!
        • mrgodot Re: Siła zdradzonych - do gość /pani chello 24.01.04, 17:36
          Gość portalu: do blee napisał(a):

          > A cóż one mogą dać, w konspiracji. Chyba tylko d..y, bo nic wjęcej nie zdążą,
          > ale miłość jak wiemy nie na tym polega. A jeśli mowa o braniu, to nie wiem
          czy
          > nie zabierają więcej od największego złodzieja na świecie. Łącznie z
          pieniędzmi
          >
          > i uczuciami, które powinne być skierowane bezwzględnie do dzieci i żony.
          > Polemizować z nami odważą się tylko te, które są po tej drugiej
          > stronie, bo nie stać ich na człowieka wolnego i bez zobowiązań.
          I to właśnie jest kompletnie nei na poziomie. Bardzo chciałbym wiedzieć na
          jakiej podstawie dajesz sobie (i innym zdradzanym żonom)prawo mieszania z
          błotem kochanek, osądzania ich słowami, którymi to zrobiłaś, ale przede
          wszyskim skąd u ciebie przekonanie o tym, gdzie cudze uczucia powinny być
          skierowane. Może i zdobyłaś męża w sensie fizycznym, ale go nie kupiłaś i nie
          jesteś panią jego myśli i uczuć. Zastanó się trochę nad sobą. Skoro masz już
          ten papierek to myślisz, że wystarczy tylko żądać i brać, żądać i brać, ...
    • Gość: smutas Re: Siła zdradzonych IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 21.01.04, 22:57
      Mimo wszystko daleko odeszliśmy od niektórych tez Pani Milskiej-
      Wrzosinskiej.
      1) nie ma siły zdradzonych, układ sił jest zawsze 1:2
      (zdradzajacy ma wsparcie w kochajacym go partnerze)
      2)ktoś na poczatku forum napisał, że życie po zdradzie
      (niezależnie od podjetych decyzji) jest dziesiątego gatunku.
      Zgadzam się, zdrada jest czymś nieodwracalnym.
      3)Zycie w zakłamaniu, związku bez miłości jest złe, ale nigdy
      nie jest tak, że miłość wygasa równocześnie z obu stron, zdrada
      jest dlatego, że jeden z partnerów jeszcze kocha i co z tego
      wynika bezwzlędnie wynika ufa.
      Teraz mały "skok w bok" w świat wymyślony (ale za to bez
      naszych własnych piekieł)- czy widzieliscie film "Don Juan De
      Marco"?
      Wspaniała obsada (Johnny Deep - dla pań młodszych, Marlon
      Brando - dla pań młodszych inaczej, muzyka, dowcip itd -
      polecam. Film o miłości, nieuleczalnym romantyźmie.
      Bohater "najwspanialszy kochanek świata" kocha i uszczęśliwia
      wszystkie kobiety (panny, mężatki, cudze kochanki), roztacza
      wokół taki nieodparty urok, że leczący go psychiatra zwleka z
      podaniem leków by przedłużć chwile w których chłopak jest
      Juanem. Jest w tym jednak jeden zastanawiajacy wątek: chłopak
      popada w obłęd (w wynkiku ktorego staje się Don Juanem)w
      momencie, gdy dowiaduje sie, że jego matka zdradziła ojca...
      My możemy zdradzać - bo mamy prawo do uczuć i prawdy, nasi
      partnerzy lepiej żeby nas nie zdradzali - trochę (?) to rani,
      (a rogi zwykle dużo ważą), nasze matki powinny być wierne - bo
      chcemy mieć uporządkowany świat wartości, autorytetów, oparcie
      w naszych bliskich, bo dobrze jest mieć kogos, komu
      bezwzględnie ufamy. No i jak to pogodzić.
      • agresja4 Re: Siła zdradzonych -smutas 24.01.04, 00:01
        przydałaby się nowa lekcja życia
        Wolność wyboru - ustawy wspomagają matki z dzićmi. Państwo im pomaga


        Rozwodów byłoby miliony - w końcu nie byłyby uzależnine od PANA

      • Gość: DO OLEŃKI spóżniony refleks IP: *.chello.pl 26.01.04, 02:26
        Już wcześniej zastanowił mnie ten Maks, który nie zabrał nigdy głosu i .....
        Trzeba przyznać,że jesteś genialna w tym co robisz,tym bardziej Ci dziękuję, a
        w szczególności za komentowany artykół, który dopiero dzisiaj w całoćsi
        przeczytałam.
        POZDRAWIAM!!!
        • Gość: Do O. analfabetyzm wtórny IP: *.chello.pl 26.01.04, 10:38
          Sorry za ->ARTYKUŁ<-
      • Gość: ? dziękuję p. LESZNO za ostatnie zdanie IP: *.chello.pl 27.01.04, 16:02
        Być może "skażonych" jak to sama ujęłaś wypowiedzi nauczyłam się od ciebie.
    • Gość: ccc Re: Siła zdradzonych IP: *.54.137.111.tisdip.tiscali.de 22.01.04, 23:44
      jhallo
    • Gość: tereska Re: Siła zdradzonych IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 25.01.04, 21:41
      ludzie ,nie widzicie ,ze zdrada jest wynikiem czegos złego w zwiazku?ten kto
      zdradza moze byc tym złym ale nie koniecznie,moze zwyczajnie szuka
      czegos ,czego mu brakuje,
    • jan_stereo Niech bedzie 500 n/txt 26.01.04, 02:27
    • Gość: wik Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.04, 15:37
      Tylko pokażcie mi związek gdzie jest wszystko idealnie .I dlaczego zawsze
      tylko jedna strona szuka pocieszenia na boku?I pokażcie mi 50 letniego
      faceta,który oprze się wdziękom dwudziestokilkuletniej dziewczyny,jeśli ona
      się uprze,że go uwiedzie.I dlaczego jeśli w związku jest coś nie tak,nie
      przyjdzie się do tej niedobrej żony i nie powie:zle mi z tobą,odchodzę!,tylko
      kręci się i oszukuje przez rok ,jak było w moim przypadku.Nie rozumiem też
      tych kochanek,które zgadzają się być tymi drugimi i żon,które udają,że nic nie
      wiedzą.Największe pretensje miałam do męża o to,że oszukiwał i kłamał.Jasne,że
      każdy może się zakochać,tylko przydałoby się choć trochę uczciwości.
      • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 27.01.04, 18:41
        a ja myślę, że znalazłoby się wielu facetów, któzy nie daliby się uwieść nawet
        najbardziej atrakcyjnej młodej dziewczynie. W końcu mężczyzna to nie jakieś
        zwierzę, czy napalony buhaj. Jeśli jest w szczęśliwym związku i w jego pojęciu
        ma wszystko czego pragnie, w dodatku zależy mu na partnerce, to nie zdradzi, bo
        ryzyko za duże. A co do kochanek, któe zgadzają się być tymi drugimi, to nie do
        końca jest tak. Czasem rzeczywiście traktują związek jak przelotny romans,
        czasem nie mają wyboru bo czekają aż mężczyzna podejmie decyzję z kim chce być.
        Komuś kto kocha bardzo trudno jest odejść. Godzi się nawet na nieuczciwość - do
        czasu oczywiście.
    • Gość: majak prawda jest tylko jedna IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 29.01.04, 12:47
      prawda jest tylko jedna ale kazdy na nia patrzy jak mu wygodnie,zeby samego
      siebie usprawiedliwic,albo za poczucie winy bo robi sie wbrew/kochanki/,albo
      za poczucie winy ze nie zrobiło sie czegos/zony/.Kazdemu towarzyszy poczucie
      winy a skad sie bierze?z zakłamania .Bo lepiej udawac,ze wszystko jest ok i
      zyc w słodkim smrodku,norm społecznych a jak sie ktos wyłamie to jest w
      najleprzym przypadku wariatem albo nieszczesliwa kochanka albo jeszcze
      bardziej nieszczesliwa zona,która poswieci wszystko nawet siebie ale po co?
    • Gość: eva Re: Siła zdradzonych IP: *.private / 192.168.0.* 30.01.04, 14:03
      Zdradziłam, i zdradzam nadal czekam na te chwile calymi dniami,
      trwa to juz ponad pol roku z 1 miesieczna przerwą jestem wtedy
      wniebowzieta, a najlepsze jest to , ze ta osoba z ktora mam
      romans nie moze mi nic dac oprocz krotkiej rozmowy, kochamy
      sie,owszem jest mi dobrze ale nie do konca, wystarczy mi jak
      widze jak ta osoba jest szczesliwa za ten widok oddalabym
      wszystko. Lubie sprawiac ludziom radosc i przynosic szczescie:)
      dzisiaj znowu sie zobaczymy i znowu bede szczesliwa.
      • Gość: olina2 Re: Siła zdradzonychdo eva IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.04, 20:02
        Ciekawe na jak długo Ci to starczy? Święta, on z żoną a ty z kim? On na urlop
        np. jeden z żoną, drudi z Tobą , tyle, że ty sama wracasz do domu. Chciałabym
        Cię usłyszeć za rok. Pozdrawiam
      • Gość: moni Re: Siła zdradzonych IP: *.chello.pl 26.03.04, 20:14
        kogo zdradzasz Ewo? czy masz na mysli meza?
    • Gość: olina2 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.04, 20:29
      Gdy czytałam ten artykuł, byłam już po romansie męża. Czytałam
      ten artykuł i wiedziałam, że gdyby ktoś mi pokazał wcześniej, to
      nie wierzyłabym. Wszystkie punkty się sprawdziły. We wszystkie
      wierzyłam, że tak nie jest, ale tak było.
      • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 02.02.04, 23:11
        A jak jest teraz? Lepiej, gorzej? Coś się dzieje i wywraca nam śiwat do góry
        nogami, bez naszej woli i winy. Kolejne doświadczenie, które musimy przeżyć.
        • Gość: olina2 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 14:13
          O ironio losu, jest lepiej. Źle powiedziane, jest dobrze, trudno jeszcze
          powedzieć ,że b. dobrze. Po pierwsze nigdy mężowi nie wypomniałam i nie
          wypominam tego romansu. Z tego romansu narodził się chłopiec, mąż łoży na
          niego, niestety nie widuje. Staliśmy się dojrzałym małżeństwem, po przejściach.
          Wiele mnie nauczył ów romans, spojrzałam na siebie, męża inaczej.
          Postanowiliśmy jedno, do tej pory małżeństwo nasze było takie a takie,teraz
          każde z nas powiedziało czego naprawdę oczekuje 9d drugiej strony. Wreszcie się
          rozumiemy i porozumiewamy. Minęło 5 lat od tego czasu a my ciągle odkrywamy coś
          nowego w sobie. Mieliśmy bardzo trudne chwile, ale przetrwaliśmy.Mamy dwoje
          dzieci, wiedzą, że mają braciszka choć go nie znają. To wszystko nie było
          łatwe. Została sprawa kontaktów małego z naszą rodziną. Życie pokaże co
          dalej.....
          • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 03.02.04, 16:32
            I widzisz, w twoim przypadku to była miłość, silniejsza niż romans twojego męża
            i pewnie jeszcze twoja dojrzałość - potrafiłaś wybaczyć i zamiast niszczyć w
            przypływie złości - starałaś się naprawiać i budować. Ale nie każdy tak
            potrafi - czasem z tej miłości rodzi się neinawiść i zatrzymujemy przy sobie
            partnera po to, by zatruwać mu życie w odwecie za to co zrobił. Podziwiam cię
            szczególnie za to, że jest to "trzecie" dziecko a mimo wszystko walczyłaś,
            wybaczyłaś i wygrałaś.
    • Gość: bezradna 1mies.poslubie i juz zdradzona IP: *.54.169.225.tisdip.tiscali.de 03.02.04, 12:19
      czy jest ktos kto mi pomoze w realnej ocenie sytuacji?.Maz
      (obecnie 1 mies.)zdradzil mnie przed slubem.Zaufalam raz
      jeszcze....1000-ce powodow-brak pracy, depresja,brak wiary, ze
      damy sobie rade, dlugi,zobowiazania z tytulu eks..,dzieci-
      myslalam, ze to go wszystko przerasta..Tlumaczylam
      go...Pobralismy sie m-c temu.Wczoraj wiezdziona intuicja
      znalazlam poczte ze zdjeciami od tamtej. Przyznal sie do
      ponownego /per mail-tel/ kontaktu.Czy to oznacza, ze nie mamy
      zadnych szans, a on nie jest zdolny do zwiazku?Czy mam przestac
      walczyc i pozbyc sie zludzen?Czy jest mozliwe to, ze on mnie
      kocha(twierdzi, ze o mnie walczy i jest przerazliwie samotny,
      czego konsekwencja sa kontakty z kobietami??? z internetu.Czy
      tez jest "uzaleznionym", skrzywionym internauta.1000 km
      odleglosci nie bylo dla niego przeszkoda w zdradzie.Prosze
      pomozcie mi bo innaczej zwariuje, ma za soba 5 mies
      stresu,nieprzespane noce i znaczny spadek wagi..pomozcie
      mi ,jak mam dalej zyc?Czy jest tu cos do ratowania?KOcham go i
      nie chce go stracic.oczekuje porady osob dojrzalych, najlepiej
      z podobnymi,chociaz to malo prawdopodobne-
      doswiadczeniami.pozdrawiam.
      • Gość: olina2 Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 14:20
        Myślę, że dobrze by było żebyś przeczytała artykuł ,,Siła zdradzonych'' Zofii
        Milskiej-Wrzesińskiej.Polecam. Pozdrawiam
        • Gość: bezradna do Oliny2 Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona IP: *.54.169.225.tisdip.tiscali.de 03.02.04, 16:26
          czytalam ten artykul 100tki razy, co masz na mysli, ze powinnam przestac o
          niego walczyc i pogodzic sie z mysla, ze zawsze bedzie mnie zdradzal?
          Pobralismy sie w takich okolicznosciach, ze moge z cala stanowczoscia
          powiedziec, ze dokonal i przemyslal swoj wybor, z uwagi na jego obecna
          sytuacje zyciowa w ogole nie powinien sie z nikim zenic-wymagalo to ogromnej
          odwagi zyciowej.Wiem, ze mamy problem w komunikacji..,ale wierze rowniez, ze
          jestesmy sobie bliscy. Wiem rowniez, ze zalezalo mu na "wyjsciu" z
          tego "romansu" w bialych rekawiczkach. Ztad rzekomo ponowny kontakt-chcial sie
          jej jakos wytlumaczyc. Nie pochwalam tego, ale wiem, ze mezczyzni stosuja tego
          typu forme "meskiej dyplomacji.Wiem , ze jest to z ich strony oznaka
          tchorzostwa...wiem...wiem jeszcze,ze moj maz czuje sie niepewnie w zwiazku,
          zarzucil mi nawet dominacje-czy to jest przyczyna jego "ucieczek", bo tak
          naprawde wiem, ze nie kocha tej kobiety, gdyby tak bylo nie pisal by w tym
          czasie do innych z czatu.Myslalam tez o tym, ze potrztebuje sie ciagle
          potwierdzac i dlatego to robi.Co mam dalej robic i jak probowac do niego
          dotrzec?Jak sie dowiedziec czy naprawde mnie kocha, czy potrafi w ogole kochac?
          Ogarnia mnie tyle watpliwosci, ale wiem jedno- ja go kocham wciaz tak
          samo.Wiem tez, ze jest wartosciowym czlowiekiem i wierze, ze mozemy byc
          szczesliwi ze soba, chociaz jest bardzo "trudny". Czy jest mozliwe, ze
          czlowiek o ogromnej wrazliwosci i duzej inteligencji emocjonalnej postepowal w
          taki sposob? Pozdrawiam i czekam na opinie.B.
          • Gość: mm Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 03.02.04, 16:38
            A czy ty naprawdę wierzysz w jego tłumaczenia? Bo widzisz dla mnie brzmią one
            naprawdę mało przekonująco. To nawet taki eufemizm. Piszesz, że to wrażliwy
            człowiek o dużej inteligencji emocjonalnej. Chyba w to nie wierzę - nie na tym
            przecież polega inteligencja emocjonalna. Zdrada miesiąc po ślubie, przed
            śłubem ... Związki przechodzą kryzysy ale to dużo za wcześnie na kryzys.
            Wybielasz go bardzo ale z silną wolą to u niego kiepsko.
          • Gość: bezradna Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.54.169.225.tisdip.tiscali.de 03.02.04, 16:43
            czy uwazasz, ze powinnam skontaktowac sie z ta kobieta?Byc moze rozmowa z nia
            rozwieje moje watpliwosci niezaleznie od kierunku, nawet jesli mialoby byc to
            na moja niekorzysc?Do chwili obecnej nie chcialam tego , poniewaz jestem
            przekonana,ze jest totalnym zerem i na sama mysl o tym robilo mi sie
            niedobrze.Wiedziala o mnie i o tym, ze bylismy dlugo zareczeni:podczas
            kilkudniowej mojej nieobecnosci przyjechala na trzy dni do naszego mieszkania
            i chciala rozwalic nasz zwiazek- bez klasy, bez refleksji, a jedynym pewnym
            argumentem jest to, ze chodzilo jej o wyjazd z Polski i uzyskanie obywatelstwa-
            znalazla w komunikatorze.B.
            • Gość: mm Re: do bezradnej IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 03.02.04, 16:48
              W żadnym wypadku nie powinnaś z nią rozmawiać - masz rację twierdząc, że jest
              zerem. Szkoda twojego czasu i nerwów. Tu chodzi raczej o to, żeby twój mąż też
              się z nią nie kontaktował, nawet pod głupim - wybacz - pozorem wytłumaczenia
              się. Nie wyjdzie z tego w białych rękawiczkach ale ty możesz mu wybaczyć, jeśli
              potrafisz. Tylko dlaczego ona spędziła aż trzy dni w waszym mieszkaniu? Nie
              rozumiem...
              • Gość: bezradna bezradna do mm IP: *.54.169.225.tisdip.tiscali.de 03.02.04, 16:57
                wyjechalam w tym czasie, bylismy w tym czasie jeszcze narzeczenstwem...Pisala
                z nim okolo 6 miesiecy za pomoca komunikatora, Byly tez telefony ,, no i
                wyczekala okazje. zeby zaprezentowac mu sie w pelnej krasie. Bylo to na 6
                mies. przed naszym slubem.Pojechala z powrotem do Polski i juz nie dala mu
                spokoju/Nie jestesmy z Polski- ja i moj maz. Ona 37 letnia panienka bez
                perspektyw w Polsce, szukala na komunikatorach kontaktow tylko ZAGRANICZNYCH
                ha.ha.Szmata i nikt wiecej, bo w te milosc "trzy dniowa" nie wierze.B.
                • Gość: A28 Re: bezradna do mm IP: *.proxy.aol.com 03.02.04, 17:36
                  Wiesz co? Zanim powiesz o kims "szmata", zrob rachunek sumienia.
                  1. wyszlas za maz za mezczyzne, ktory cie juz przedtem zdradzil.
                  2. twoj narzeczony goscil te pania, ktora szmata nazywasz i z cala pewnoscia
                  dal jej adres, bo nie wyweszyla go przeciez przez dedektywa. Kobieta
                  przyjechala, bo narzeczony ja pewnie zapraszal.
                  3. Kim jest w takim wypadku twoj obecny maz?
                  4. macie trudnosci komunikacyjne? Czyli, rozmowa odbywa sie na zasadzie "gadal
                  dziad do obrzu"?
                  5. nie przesadzaj z tym zalamaniem po utracie pracy. To jest tylko twoje
                  szukanie aureoli, gdzie jej nie ma.
                  6. Mezczyzna zdradza po raz kolejny, ale jest poza tym uczuciowy, madty i
                  inteligentny.
                  7. Glupich nie sieja....
                  8. Przemysl dokladnie, co tu napisalas. Czy on cie kocha? Dal ci tego przeciez
                  podwojna zdrada dostateczne dowody.
                  9. Zastanawiajace jest, jak zdesperowana musi byc kobieta, ktora wychodzi za
                  maz za mezczyzne, ktory ja juz przed slubem zdradza a po nastepnej zdradzie
                  zadaje pytanie "czy on mnie kocha"?
                  10. Kto jest "szmata" w tym ukladzie?
                  A.
                  • Gość: bezradna Re: bezradna do A-28 IP: *.54.169.225.tisdip.tiscali.de 03.02.04, 17:51
                    chyba pogubilas sie , nie bylo mowy o drugiej zdradzie, chociaz mozna ja
                    zakladac /z twojego punktu widzenia jest to wysoce prawdopodobne- bo wyglada
                    na to, ze jestes b.doswiadczona, co oznacza nie bojmy sie tego slowa ,po
                    prostu PRZEZYTA.Nie rozumiesz tego o czym pisze, a juz na pewno wylanie komus
                    zimnego wiadra wody na glowe swiadczy o tym, ze nie wiesz co to sa uczucia
                • Gość: bezradna Re: bezradna do mm IP: *.54.169.225.tisdip.tiscali.de 03.02.04, 17:37
                  wiem, ze nie powinnam go usprawiedliwiac, ale swiadomosc, ze on tez ponosi
                  wine nie rozwiazuje mojego problemu. Skad mam wiedziec, czy nie oklamuje nas
                  obu, ale po co w tym wypadku wzial ze mna slub? Ja nie rozumiem motywow jego
                  postepowania, przeciez mogl zostac wolny, rozstac sie ze mna i kiedys potem
                  zastanawiac sie nad soba. Dlaczego tego nie zrobil, dlaczego bal sie mnie
                  stracic?.B.
                  • Gość: A28 Miesiac po slubie a juz zdradzona! IP: *.proxy.aol.com 03.02.04, 19:18
                    Czy to ty napisalas? A czemu on sie z toba ozenil? Bo podatki placi sie
                    mniejsze, bo musisz mu alimenty placic w razie jego bezrobocia i rozwodu, bo
                    mieszkanie trzeba zaplacic a on nie ma z czego, bo proszki do prania kosztuja,
                    bo ktos musi placic za prad, ktory zuzywa jego komputer, bo.....Jest jeszcze
                    mnostwo innych powodow, dla ktorych on sie z toba ozenil. Pytanie, dlaczego TY
                    za niego wyszlas? Kochalas go, pewnie mi odpowiesz. No tak, kocha sie pomimo
                    wszystko. Pomimo zenskiego goscia w czasie twojej nieobecnosci, pomimo zdrad,
                    pomimo braku komunikacji. Masz racje. Takiego uczucia nie znam.
                    • Gość: bezradna Re: Miesiac po slubie a juz zdradzona!doA28 IP: *.54.59.139.tisdip.tiscali.de 04.02.04, 12:55
                      jesli jestes tak twarda , to napisz o sobie cos, bo z Twojej opinii wynika, ze
                      jestes zgorzkniala "kochanka", czy tez sie myle???Twoje opinie sa "trzezwe",
                      ale niestety stronnicze. Napisz o swoich doswiadczeniach, a powiem ci kim
                      jestes- i skad sie bierze twoj brak obiektywizmu!A moze nie ma juz w tobie
                      zadnej "swiezosci"- w tym wypadku wspolczuje.
                      • Gość: baba zona Re: Miesiac po slubie a juz zdradzona!doA28 IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 15:48
                        Piszac na tym forum musisz sie nastawic na to, ze tutaj zalozyly sobie wlasne
                        lobby panie niedocenione, a przeciez wspaniale i rozumiejace naszych mezow
                        lepiej od nas - kochanki!
                        Zauwazylam, ze zdradzane zony czesciej sie tutaj atakuje, niz im pomaga,
                        aczkolwiek sa nieliczne wyjatki.
                        A wracajac do tematu glownego, to ja osobiscie wybralam milosc, zmiany,
                        wybaczenie i walke o odrodzenie zwiazku. Twoja sytuacja jest na pewno bardzo
                        trudna. Ale moze warto powalczyc... Do Ciebie nalezy decyzja.
                        Pozdrawiam serdecznie :)
                        • Gość: baba zona Re: Powyzsza odpowiedziedz jest oczywiscie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.04, 15:52
                          dla bezradnej.
                          :)
                        • Gość: bezradna Re: Miesiac po slubie a juz zdradzona-do baby zony IP: *.54.166.98.tisdip.tiscali.de 04.02.04, 18:06
                          to, ze jestem atakowana zauwazylam oczywiscie, wiem tez z poprzednich listow
                          troche na temat tych, ktorzy zabieraja glos, masz racje -atak jest tez jakas
                          forma obrony , albo proba zaklamania rzeczywistosci . Ktos kto ma poczucie
                          winy nie zawsze umie sobie z tym poradzic...A jesli chodzi o mnie rzeczywiscie
                          nie dostaje wskazowek - jak dalej radzic sobie z ta sytuacja.Rozmowa z mezem
                          utyka w jednym punkcie-on mnie kocha..,ona byla jego
                          wirtualnym "psychologiem", jak wiemy nie tylko ...Czytalam ich
                          korespondecje /maz pokazal mi ja/ ich rozmowy toczyly sie glownie na moj
                          temat. On twierdzil, ze obawia sie mnie w jakis sposob- rozmawialam na ten
                          temat z psychologiem , a ten ostatni uznal, ze moj maz niepewnie czuje sie w
                          tym zwiazku. Byl czas jego zdrady, byl czas obwiniania sie przeze mnie, byl
                          czas radosci i wiary w przyszlosc/mam na mysli okres na krotko przed slubem i
                          zaraz po/do momentu, kiedy ona znow sie pojawila- z zyczemniami szczescia i
                          wyznaniem milosci, a kilka dni potem kolejny list....Wiem, ze moj maz ma mase
                          kompleksow , w rozny sposob staral sie dowartosciowac. Wiem tez, ze przez
                          dlugi czas byl bardzo samotny..To sa fakty, a nie proba usprawiedliwiania go,
                          staram sie tez byc surowa i nie zapominam o tym jak bardzo mnie zranil.
                          Myslisz, ze odpowiedz na jej listy, niezaleznie od tresci swiadczy o tym, ze
                          nie mamy szans i to malzenstwo juz nie istnieje? Jak dalej mam zyc? On
                          twierdzi, ze to nam nie zagraza? pozdrawiam i dziekuje.B.
                          • Gość: baba zona Re: do bezradnej IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.04, 14:30
                            Zycie, w ktorym myslisz tylko o potencjalnej zdradzie meza, wydaje sie byc
                            totalnym nieporozumieniem. Czy potrafilibyscie pogadac "od serca", bez zadnych
                            gierek, przemilczen etc.? To brzmi trywialnie, ale chyba nie ma innego
                            sposobu, zeby ludzie sie dogadali. Jesli nie potrafia, to taki zwiazek
                            wczesniej czy pozniej sie rozlatuje. Chyba mozna kochac i byc z facetem, ktory
                            ma problemy, ale musi byc jakis zwiazek dusz, ktory moze nie byc miloscia, ale
                            pozwoli na biezace rozwiazywanie problemow i cementowanie zwiazku.
                            Ty wiesz najlepiej, czego mozesz probowac w kontaktach z mezem, jak do niego
                            dotrzec.
                            Moze to bedzie dla Ciebie jakas wskazowka...
                            Pozdrawiam
                            :)))
                            • Gość: bezradna Re: do bezradnej-baba zona IP: *.54.180.158.tisdip.tiscali.de 07.02.04, 01:04
                              przeczytaj post do xxxx z 7.02.04 co ty na to...bo ja mam poczucie , ze
                              zwariuje.., on unika tych rozmow, zaslaniajac sie praca, rzeczywiscie ma teraz
                              duzo na glowie... ale to przeciez tez nie moze czekac?! Czyni mi wyrzuty, ze
                              go drecze, a on straci prace/ ktora znalazl po dluzszym okresie bezrobocia/,
                              na dodatek ma inne oferty nagle i musi faktycznie poswiecac temu czas i
                              mysli..Mysle co z nami bedzie i jak dotrzec do jego swiadomosci ..Jedno
                              desperackie wyjscie znam...ale nie jestem na nie gotowa...jeszcze
                              nie..dziekuje wszystkim, ktorzy mi pomagaja.
                              • Gość: sonia Re: do bezradnej- IP: *.bielsko.dialog.net.pl 07.02.04, 03:30
                                kobieto! Wiem, ze to trudne, bo ja kiedys tak mialam na pare miesiecy przed
                                slubem - nie spalam przez 4 doby i chcialam sie zabic, bo moj swiat pekl i
                                rozpadl sie na kawalki..to bylo prawie dwa lata temu - dzis sie sobie dziwie i
                                wiem ze juz sie nigdy nie pozwole wpedzic w taki stan, bo wiem, ze NIKT tego
                                nie jest wart, zeby tak cierpiec i tak sie przejmowac i byc u kresu
                                wytrzymalosci.. teraz to trudne, ale uwierz, to minie, kiedys na to spojrzysz z
                                gory, i bedziesz zalowac tych nerwow..zycze Ci dystansu, dystansu i moze to
                                zabrzmi kretynsko, ale przestan go tak kochac, po prostu, mysl o sobie, to nie
                                jest cudowna wysniona idealna milosc, skoro naraza Cie na taki stres..bardzo
                                bardzo trzymam za Ciebie:)
                                • Gość: bezradna Re: do bezradnej-Sonia IP: *.54.153.47.tisdip.tiscali.de 08.02.04, 19:33
                                  powoli zaczynam rozumiec, ze to wszystko mnie niszczy. Przestaje walczyc..,
                                  zaczynam miec watpliwoesci o co i o kogo walcze. Przeprowadzilismy kolejne
                                  rozmowy o naszym zwiazku, o mnie i jego postepowaniu. Bede teraz patrzec co on
                                  dalej w tym kierunku zrobi, musze sie wziac do kupy i na sile zajac "zyciem",
                                  jestem zmeczona, chronicznie niewyspana, wychudzona.... Nie uzalam sie nad
                                  soba, ale tak postrzega mnie swiat! Czy to nie jest sygnal w tym kierunku, ze
                                  powinnam powiedziec sobie DOSC...
                                  • Gość: baba zona Re: do bezradnej IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.04, 15:42
                                    Mysle, ze o to chodzi. Musisz nabrac do tego dystansu i zadbac o siebie.
                                    Slusznie Ci to sugerowala jedna z dziewczyn. Nabierz sil, wyspij sie, idz
                                    gdzies, gdzie naladujesz sie pozytywnie. Masz kogos, kto dotrzyma Ci
                                    towarzystwa? Jakas przyjaciolka, albo dobra kolezanka? Rozejrzyj sie...
                                    Pozdrawiam cieplo.
                                    :)))
                • Gość: mm Re: bezradna do mm IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 03.02.04, 20:37
                  Wydaje mi się jednak że popełniłaś błąd wychodząc za niego. Może przynajmniej
                  zbyt wcześnie to zrobiłaś. Młody szczęśliwy małżonek/narzeczony nie wpuści do
                  domu obcej kobiety, która nie trafiła tam z przypadku i nie została przez trzy
                  dni bez jego zgody. Tak naprawdę możesz mieć pretensje głównie do niego - ta
                  kobieta jest/była. Mogą być następne. Nie szukaj winy w sobie ale nie zwalaj
                  wszystkiego na nią. To twój mąż okazał się dziceinny, naiwny, niewierny albo po
                  porstu wykorzystał twoją ufność (może naiwność). Nie iwerz w jego załamania,
                  ciężkie chwile itp. bo to nie usprawiedliwi takiej zdready - ot tak po prostu
                  dla zabawy, chwili przyjemności, itp. Gdyby to chociaż była miłość ... a on się
                  z nią przespał, flirtował.To z nim musisz rozmawiać, nie z nią.
                  • Gość: bezr. Re: bezradna do mm IP: *.54.59.139.tisdip.tiscali.de 04.02.04, 12:17
                    byc moze popelnilam najwiekszy blad w moim zyciu, byc moze nigdy mnie nie
                    kochal, byc moze nie potrafi kochac w ogole?Byc moze moja walka jest
                    niepotrzebna, ale chce sprobowac, zeby kiedys nie zadawac sobie
                    pytanaia :...dlaczego tego nie zrobilam. Ostatni czas byl koszmarem dla nas
                    obojga, mam dosyc obopolnego zadreczania. Chcialam juz odejsc...wtedy, ale
                    moja milosc potrafila wybaczyc, nie zapomniec...A co bedzie dalej? Napewno nie
                    wybaczanie...
                    • Gość: mm Re: do bezradnej IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 05.02.04, 20:33
                      Zasadnicze pytanie nie brzmi czy potrafi kochać w ogóle, ale czy potrafi kochać
                      tylko ciebie. Nie ma gotowych recept na idealne związki ani na ich naprawianie.
                      Dużo zależy od tego czy chcesz być z nim czy nie. Z tego co piszesz wynika, że
                      tak. I pewnie z nim będziesz, ale musisz czasem walczyć o siebie. Zdradził cię
                      raz, może zrobić to po raz kolejny. Wydaje mi się, że problem tkwi w tym, że on
                      czuje się bezpiecznie, wie, że go kochasz i mu na tobie zależy. Być może
                      powinnaś być bardziej wymagająca. Facet, któory - jak piszesz w innych postach -
                      potrzebuje "wirtualnego psychologa" i tak tłumaczy zdradę (a zdrada to nie
                      tylko seks) po prostu kłamie, i to w sposób dziecinny i naiwny. Powiedz mu to,
                      powiedz, że nie wierzysz w jego wyjaśnienia i że jeżeli coś takiego się zdarzy
                      kiedykolwiek to odejdziesz. On ci tej zdrady w żaden racjonalny sposób nie
                      wyjaśni bo taki nie istnieje - to była chwial słabości i zapomnienia, ale w
                      małżeństwie , zwłaszcza tak świeżym jak wasze, to niczego nie wyjaśnia.
                      Pamiętaj jednak, że musisz być konsekwentna. Jeśli zdradzi ty odchodzisz. Jeśli
                      zostaniesz to zmarnujesz sobie życie a jemu dasz zielone światło.
                      • Gość: bezradna Re: bezradna-do mm IP: *.54.169.114.tisdip.tiscali.de 06.02.04, 11:27
                        zgadzam sie z Toba calkowicie..Problem polega na tym, ze on sie stara! Moze
                        tylko chce uspic moja czujnosc. Jest czuly i przynosi kwiaty, sa rozmowy o
                        wspolnej przyszlosci, o zwiazku....itp. Mam jednak poczucie, ze teraz po
                        prostu lepiej sie ukrywa.., wiem, ze to on powinien odbudowac zaufanie i
                        swiadomosc, ze musze go na czyms nakryc doprowadza mnie do szalu...Nie mam
                        ochoty dreczyc sie dalej... ciagle szukajac...Jak dojsc do prawdy? Jestem juz
                        tak bardzo zmeczona... i chce znow ufac. Wiem, ze jestem w takim stadium, ze
                        moge tez odejsc-nie boje sie samotnosci, umiem zyc sama, ale czy on zdaje
                        sobie sprawe z tego, ze jestem do tego zdolna - niewiem- byc moze dlatego
                        czuje sie bezkarny.
            • Gość: olina2 Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 20:28
              A co ci da skontaktowanie się z nią? Jak myślisz czego się dowiesz? Ona będzie
              miała swój kierunek a ty swój. Co dalej? Jej nie przeszkadza, że jesteś jego
              żoną.Ona sama nie weszła do waszego mieszkania, została tam za jego
              pozwoleniem.Jeżeli każde zero jest w stanie rozwalić wasze małżeństwo, to co to
              za małżeństwo? Kim ty jesteś w tym małżeństwie? Gdzie tak naprawdę jest twoje
              miejsce. Może po prostu boisz się .....
              • Gość: bezr. Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.54.59.139.tisdip.tiscali.de 04.02.04, 11:33
                ponowny kontakt, to list pozegnalny z zyczeniami szczescia!?Dziekuje
                wszystkim, ktorzy chca mna wstrzasnac-to juz mam za soba. Ocena przeszlosci i
                tak wlekla sie bedzie za mna...Musze myslec o przyszlosci i zajac sie innymi
                biezacymi sprawami zyciowymi, ktore tez sa wazne. Jak mam sie naladowac? Pojsc
                do przodu? Jak dojsc do tego, co jest prawda, a co klamstwem..Dreczyc ,
                walkowac ten temat calymi dniami, czy czekac biernie..Nie mamy po dwadziescia
                lat , kiedy emocje rzadza postepowaniem.Chce jeszcze sprobowac nas ratowac,
                jednoczesnie tez zdaje sobie sprawe z tego, ze nie moze byc to tylko moim
                udzialem. Stoje na brzegu rwacej rzeki i mam poczucie, ze ktos podklada mi
                noge...
                • Gość: xxxxx Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.02.04, 02:06
                  dlaczego dajesz sie manipulowac przez to "forum", idz do przodu.
                  To forum to jak czarne wrony.
                  Dzisiaj Tobie zle, to "jutro" musi byc dobrze. Olina2 to zelazny dyskutant,
                  chyba nie ma co robic. Nudzi sie i smedzi. Bierze udzial w kazdym forum i tylko
                  chce byc wazna. Ma samiutkie kompleksiki i wpuszcza cie w "maliny".
                  Nikt nie podklada ci nogi.
                  Przekonasz sie, tylko troche wytrwaj.
                  • Gość: bezradna Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do xxxxx IP: *.54.169.114.tisdip.tiscali.de 06.02.04, 12:11
                    powiedz mi jak wytrwac ...mam udawac, ze mu ufam, a dalej swoje robic, czyli
                    byc czujna? To mnie wykancza, na dodatek nie umiem grac i nie chce, a
                    swiadomosc, ze mam na tym spedzac moje zycie, by udowodnic mu kolejne klamsta
                    jest dla mnie tragedia i totalnym nonsensem. Nie udawac, czyli dreczyc nas
                    dalej podejrzeniami , potegowac poczucie winy i nasilac zarazem dystans?
                    • Gość: xxxxx Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do xxxxx IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.02.04, 23:27
                      Takie problemy jak Twoj, to jak koniecznosc zjedzenia slonia na sniadanie.
                      Mozliwe jest zjedzenie tego slonia, ale na 200 sniadan. Chce przez to
                      powiedziec,ze jak stracisz glowe i rownowage to sobie nie poradzisz. Niewiadomo
                      jak to sie skonczy. Ale tak sobie mysle, ze jestes troche egoistka, jak kazdy
                      czlowiek, i ten egoizm skieruj na swoje zycie. Powiedz sobie ja zyje, chce zyc,
                      moje zycie to moje zycie, nie jestem nikim, jestem duzo warta dla siebie i dla
                      niego tylko on tego nie dostrzega. Mysle, ze nie myslisz calymi dniami
                      nieustannie o swoim problemie. Myslisz na pewno o wielu innych sprawach, a
                      niektore z nich sa dla ciebie wazne i przyjemne. To musi dawac ci poczucie , ze
                      jestes !!!. Po pierwsze za wszelka cene nie mysl o "problemie". Nie bedzie ci
                      sie to dobrze udawalo na poczatku, ale z dnia na dzien nabierzesz coraz to
                      wiekszej wprawy. Na pewno jest tak, ze istnieje tysiace wiekszych i mniejszych
                      spraw do zalatwienia. Zacznij od tych najwazniejszych , poza "problemem" i od
                      tych gdzie odniesiesz chocby maly sukces i satysfakcje.
                      NIE NARZEKAJ - to ciebie doluje i postarza !!!!, oraz bedziesz zle widziana
                      przez innych , przez przyjaciol i znajomych.
                      NIE DZIALAJ GWALTOWNIE.
                      NIE WPADAJ W PANIKE - to nie pomoze.
                      CIERPLIWIE DOCZEKAJ wiosennych cieplych i dlugich dni - serio, to wazne. A to
                      juz niedlugo.
                      NIE JESTES SAMA tak wogole i na tym forum (baba zona, mm i moze wielu innych).
                      Pozdrawiam (:.
                      • Gość: bezradna Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do xxxxx IP: *.54.180.158.tisdip.tiscali.de 07.02.04, 00:45
                        dzis odkrylam kolejna korespondencje od niej...pisze, ze juz mu nie wierzy w
                        jego obietnice!????i nie chce wiecej kontaktow!?. Mam wierzyc, ze nie ma na
                        nia odpowiedzi!?Byl tez telefon przed dwoma dniami na komorke... Nie
                        powiedzialam mu o tym. Wczesniej tlumaczyl sie tym, ze to ona ciagle sie
                        odzywa..Wczoraj kwiaty dla mnie i zapewnienia o uczuciach, dzis... byc moze
                        dla niej...Jaki jest jego cel w tym wszystkim? Jak nie dzialac
                        gwaltownie?....a wiosna jest tak daleko...onaobraza mnie roznymi epitetami i
                        manipuluje nim. Tak bylo od samego poczatku.... ha - pomimo, ze nigdy nie
                        miala ze mna zadnego kontaktu...Co na to MOJ MAZ ???? Na to pytanie tez
                        chcialabym znac odpowiedz.... Jestem u progu wytrzymalosci.Dziekuje za list.
                        • Gość: xxxxx Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do xxxxx IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.02.04, 01:07
                          Czy to nie jest dobry znak i FAKT, ze dostalas kwiaty i mile slowa.
                          Docen to jak promyk slonca.
                          A on jest twoim mezem. I to nie ty jestes u progu wytrzymalosci tylko ona.
                          I niech sobie bedzie.
                          Powinno ciebie to cieszyc ze to ona ma jakis problem a ty dostajesz kwiaty i
                          dobre slowa.
                          Pozwole sobie na jeszcze jedna sugestie.
                          Zadbaj o to bys codziennie byla wyspana, jesli sama nie potrafisz sobie z tym
                          poradzic, popros o pomoc meza a jak bedzie potrzeba to i lekarza, przeciez
                          wiesz, ze dobry sen jest podstawa twojego samopoczucia.
                          Dobranoc.
                          • Gość: bezradna Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do xxxxx IP: *.54.60.233.tisdip.tiscali.de 10.02.04, 17:50
                            nic sie nie zmienilo. ona dalej "pierze mo mozg", a ja dzisiaj wiem, ze on
                            jest motorem w tym wszystkim, dla mnie znajduje kolejne tlumaczenia , z
                            ktorych nic nowego nie wynika..poza tym, ze ktos robi mnie tutaj w
                            balona..Mysle, ze moja walka nie ma sensu, ze trace czas i zdrowie dla kogos,
                            kto mnie nawet nie szanuje...lub jest "chory"!!! Nie docieraja do niego moje
                            przekazy, on planuje wspolna przyszlosc- mgliscie-dla mnie, a w zwiazku z nia
                            obiecuje "poprawe" czyli ha, ha brak kontaktu ..On po prostu mnie oklamuje,
                            byc moze ja tez- wszystko na to wskazuje i uzywa nas obu do "swoich celow". Na
                            dodatek ma jeszcze wyyyyyyyyyrzuty sumienia w stosunku do nas obu ? Czyz to
                            nie jest "chore"???????????A ja mam sie odprezyc? Najgorsze jest to , ze
                            jestem z dala od bliskich i rodziny, a znajomych nie chce w to wciagac, i tak
                            mnie nie zrozumia. Jestem sama i dlatego jestem tez z Wami, chce rozmawiac z
                            kims, kto przezyl podobnie zdrade i udalo mu sie uratowac malzenstwo, jak tego
                            dokonal ? Ja powoli sie wypalam..
                            • Gość: baba zona Re: bezradna - odezwij sie! Martwie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.04, 11:34
                              sie... Wszystko w porzadku?
                              :)
                              • Gość: bez. Re: bezradna - odezwij sie! baba zona IP: *.54.191.32.tisdip.tiscali.de 11.02.04, 17:48
                                przeczytaj post z 10.02.04 do xxxxx , nic nie jest w porzadku, on dalej ma z
                                nia kontakt i glupio sie tlumaczy obwiniajac mnie o "swoj" obecny stan
                                ducha!!!!!! W mysl artykulu "sila zdradzonych" wszystko sie potwierdza, jesli
                                moge, chcialabym porozmawiac z Toba inna droga, jesli to mozliwe podaj swoj E-
                                mail, tutaj niewiele moge wiecej powiedziec i niewiele w zwiazku z tym
                                przeczytam. Sa sprawy uboczne, ale bardzo istotne, w tych okolicznosciach nie
                                moge o nich pisac. Czuje, ze mozesz mi pomoc, pozdrawiam b.
                                • Gość: baba zona Re: bezradna - odezwij sie! baba zona IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.04, 20:18
                                  Pisz na: babaja@gazeta.pl
                                  Pozdrawiam
                                  • Gość: b. Re: bezradna - odezwij sie! baba zona IP: *.54.164.217.tisdip.tiscali.de 12.02.04, 18:53
                                    o'kay, dziekuje
                        • Gość: zdradzona Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do xxxxx IP: *.com.pl / 213.186.71.* 31.03.04, 09:00
                          moja rada jest taka: wyplącz się z tego dopóki możesz. Ja popełniłam błąd.Za
                          mąż wyszłam z wilekiej miłości za człowieka, z którym byłam 4 lata, który
                          ciągle mówił mi jak mnie kocha itd. O zdradzie męża dowiedziałam sią dwa dni po
                          ślubie. Powinna się wtedy spakować i uciekać gdzie pieprz rośnie. Nie zrobiłam
                          tego i do dzisiaj za to płacą. Potem okazało sią, że to trwało już przed ślubem
                          i że jego ukochanej to nie przeszkadza.Po ślubie zaszłam w ciąże, wiąc
                          tłumaczyłam sobie, że muszą dla dobra dziecka. Miałam 23 lata i żadnego
                          wsparcia. w końcu doszło do konfrontacji na której dowiedziałam sią, że chce
                          być z tą Panią, że się wyprowadzi itd. Do dziś czuję ból który mnie wtedy
                          ogarnął (a mineło 12 lat). Jak to sią skończyło. Wracał, kłamał, mówił że mnie
                          kocha że musi tamto zakończyć, że nikogo nie chce zniszczyń. Pozwoliłam wrócić,
                          urodziała dziecko a to dalej trwało. Bolało bardzo, kochał sią ze mną mówił o
                          miłości, a potem kłamał i jechał do niej. To ja czułam sią jak kurwa (darmowy
                          seks. Mały miał dwa tygodnie a ja nabrałam sił i wyrzuciłam kochanego męża.
                          Przychodził, płakał itd. był wielki powrót (po 3 miesiącach), kwiaty, łzy. Do
                          dzisiaj nie rozumiem. Przecież dałam mu wolną rękę. Nic od niego nie chciałam.
                          Mógł robić co chce. Ale ja uwieżyłam, bo głupa bardzo kochałam. I tak
                          przeżyliśmy z sobą kolejne 12 lat. było różnie jak w każdym małżeżstwie, raz
                          lepiej, raz gorzej. Kolejne dziecko, praca, stresy, obowiązki. Ja postanowiłam
                          mu zaufać (bo wybaczyłam ale nigdy nie zapomniałam. Było duż cudwonych chwil. A
                          teraz szukam stron o zdradach bo od trzech tygodni coś się dzieje. I olie mnie
                          przeczucie nie myli to ta sama kobieta. Sprawdziałam jest z nią w kontakcie (ma
                          jej komórkę, późno wraca, kupuje po kryjomu prezenty. I co teraz mam zrobić.
                          Dzieci mają 12 i 7 lat a on szaleje. najlepszą obroną jest atak, wiąc na moją
                          prośbę aby wyjaśnić sprawę on odpowiada krzykiem. W domu dotąd spokojnym
                          zaczęły sią awantury i dzieci cierpię. Mam pytania: mój mąż jest codziennie
                          chętny do seksu ze mną - czy to jest normalne? Czy jest możliwa tylko więź
                          psychiczna z kochanką (bez seksu - tak mi 12 lat temu ptłumaczył, że to coś
                          innego, że z nią nie sypia - JA UWIERZYŁAM!!!!!. Co ja mam robić udawać że nic
                          nie wiem (wtedy jest w domu spokój a on dla mnie dobry. A moje uczucia. Boli
                          mnie głowa nie potrafię się skupić, żyć mi się nie chce. Teraz mam 35 lat i
                          chyba zmarnowałam życie.
                  • Gość: olina2 Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.04, 16:55
                    > dlaczego dajesz sie manipulowac przez to "forum", idz do przodu.
                    xxxx a co ty robisz, dając takie ,,rady'' Nudzisz się ? I smecisz.I skąd
                    wiesz , że chcę być ważna- kompleksiki gniotą? Nikogo nie wpuszczam w maliny.
                    Sama przeżyłam zdradę męża i staram się przekazać swoje sposrzeżenia. Nie daję
                    rad. Pozdrawiam.
                    • Gość: xxxxx Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.02.04, 19:47
                      Troche pewnie roznimy sie zdaniem w sprawie "bezradnej".
                      Przyznaje, ze atak na Ciebie byl mocno za ostry.
                      Oczywiscie za to bardzo przepraszam - serio.
                      Moge nawet wyznaczyc sobie kare i skreslic jedna gwiazdke z mojego nicku.
                      Bedzie teraz on wygladal tak: "xxxx" - (:.

                      • Gość: olina2 Re: 1mies.poslubie i juz zdradzona.do Oliny 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.04, 21:23
                        Na pewno się różnimy, chętnie czytam twoje zdanie, ale nie osądzam a
                        przynajmiej się staram. Przeprosiny przyjmuję i nie skreślaj gwiazdki z nicku ,
                        bo mi się popitoli. Pozdr
                        • Gość: xxxxx Re: Do Oliny 2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.02.04, 00:07
                          Jak widzisz pozostala piata gwiazdka.
                          Choc uszy mam czerwone.
                          Od dzisiaj znam wszystkie Twoje wypowiedzi na tym forum.
                          Wydaje mi sie , ze roznimy sie zdaniami, ale nie pryncypiami.
                          Bardziej precyzyjnie moge sie wypowiedziec, ale nie na forum.
                          Jezeli zdecydujesz -tak-, podam swoj mail.
                          Pozdrawiam.
                          • Gość: olina2 Re: Do Oliny 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.04, 16:04
                            Chętnie podyskutuję z Tobą . Decyduję się i czekam na twój mail. Pozdrawiam.
                          • Gość: olina2 Re: Do xxxxx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.04, 16:07
                            Chętnie podyskutuję i czeka na mail. Pozdrawiam.
                            • Gość: xxxxx Re: Do Oliny2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.02.04, 19:01
                              cieszę się. uto_otu@op.pl. Z pozdrowieniami, C.
    • Gość: tola niech mi ktos pomoże! IP: *.tychy.net.pl / *.media-com.com.pl 07.02.04, 19:03
      • Gość: olina2 Re: niech mi ktos pomoże! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 14:18
        Muszę przyznać, że ten wątek bardzo mi pomógł. Zobaczyłam, że nie tylko ja
        byłam w takiej sytuacji. Odważyłam się na forum iopowiedzieć o tym co mnie
        spotkało.Szkoda, że wszyscy się pokłócili. Nie chodzi mi o rozdrapywanie ran.
        Ale nie byłam sama. Gdzie jesteście?
        • Gość: olina2 Re: do xxxxx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 14:24
          Dopiero teraz odważyłam się do Ciebie napisać. Ale twój mail nie działa. Pozdr.
          • Gość: xxxxx Re: Do Oliny 2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.04, 22:40
            Witam. Mój mail jest w porządku. Sprawdzałem.
            uto_otu@op.pl
            Pozdrawiam.
            I ewentualnie do "usłyszenia". C.
        • Gość: bez. Re: niech mi ktos pomoże!-Olina 2 IP: *.54.166.33.tisdip.tiscali.de 02.03.04, 21:37
          Opowiedz o tym, jak udalo Ci sie uratowac zwiazek i prze co musialas przejsc?!!!
          nie wierze, ze po obietnicach "poprawy " zaufalas, nie sprawdzalas i
          zapomnialas o przeszlosci, a jesli tak to jak tego dokonalas, i co zrobil w
          ty,m kierunku Twoj maz, aby znow odbudowac zaufanie???Piszesz, ze Ci sie
          udalo , podziel sie tym z innymi...b.
    • Gość: olina2 Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 17:03
    • Gość: olina2 do Pani Zofii Milskiej-Wrzosińskiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 17:23
      po wielu moich odezwach, tak naprawdę dopiero przeczytałam, że
      zdrada nie leczy kryzysu lecz go zwielokratnia. Związek może
      uratować siła i determinacja strony zdradzanej. To prawda .
      Myślę, że gdyby nie moja siła, nie przetrwalibśmy. Przetrwałam
      działanie rodziny męża, która nie chciała mnie.To w skrócie.
      Ale Pani stwierdzenia , utwierdziły mnie, że wiele było mojej
      woli i determinacji.Kochałam i kocham i lubię mojego męża. Pozdr
      • Gość: eleonora do bezradnej IP: *.bredband.comhem.se 02.03.04, 00:00
        Nie wiem , ale mam wrazenie ,ze spotkalysmy tego samego mezczyzne.Bylam z nim
        przez dwa lata, tez mieszkamy poza granicami Polski i tak samo mial kontakt
        wirtualny z jedna pania , ktora chciala opuscic Polske. Oczywiscie ja nic nie
        wiedzialam!Wyjezdzajac do mamy do Polski ta pani przyjechala do niego i
        zamieszkala .Zastalam ja po powrocie u niego(nie mieszkamy jeszcze razem)dla
        mnie to byla tragedia i rozpacz. Tlumaczyl sie jak mogl, jakies brednie i
        powykrecane fakta. Ja zostawialm go natychmiast, nie chcialam nawet rozmowy,
        mimo , ze szalalam z bolu i tesknoty ; nadal tesknie , minelo 6 miesiecy a ta
        pani chyba jest w Polsce i zalatwia papiery na pobyt..nie wiem , nie chce
        wiedziec. Jak mozna zamienic nasza milosc, bliskosc , zrozumienie an wirtualna
        znajomosc i od razu pozwolic komus mieszkac u siebie? jeszcze moje wszystkie
        rzeczy sa u niego.Pomimo listow nie dostalam ich z powrotem.
        Tez kupowal mi kwiaty i kleczal z milosci przy lozku ...i co z tego? falsz i
        obluda, to robot albo czlowiek niezdolny do milosci , psychopata. Taki jak
        twoj , mysle , czy to przypadkiem nie jest ten sam?
        • Gość: bez. Re: do bezradnej-Eleonora IP: *.54.166.33.tisdip.tiscali.de 02.03.04, 21:31
          napisz cos wiecej, bo to jest interesujace co piszesz. Nie sadze, zeby moj
          obecny maz /czasowo niemozliwe/ byl tym samym czlowiekiem, ale okolicznosci i
          bieg wydarzen na tyle mnie interesuje, ze jestem zainteresowana Twoja
          historia...Chorych facetow jest pelno wszedzie,bo jak nazwac brak "odwagi
          cywilnej", zeby z kims skonczyc?- a dopiero potem zaczac nastepny "zwiazek"?
          Tchorzostwo i totalny brak respektu do CZLOWIEKA (patrz system wartosci
          ogolnych).Wiem , ze sie wymadrzam, ale Ja sama jestem madra "po
          szkodzie"....Napisz cos wiecej, czekam .b.
          • Gość: eleonora Re: do bezradnej-Eleonora IP: *.bredband.comhem.se 02.03.04, 22:50
            Moge dodac jeszcze pare faktow; poniewaz mial dom , ale ja z nim nie mieszkalam
            natomiast spedzalam piatek-poniedzialek, bo dom byl niewykonczony a ja mam
            jeszcze corke z poprzedniego malzenstwa z ktora mieszkam.Przy mnie w mojej
            obecnosci zaczal wykanczac dom(na przyjazd tej pani)a ja sie cieszylam i nawet
            kupowalam firanki i inne drobiazgi do jego domu, aby pomalu urzadzic. Cieszylam
            sie takze , ze planuje zbudowac saune..kochal mnie bardzo, codziennie rano
            dostawalam przemile sms-y , e-maile a kazdy dzien musielismy zakonczyc
            rozmowa ,kiedy bylam u siebie.
            We wrzesniu mielismy jechac do Polski, mama miala urodziny, ale powiedzial ze
            skonczyl mu sie paszport...pojechalam do Polski sama a po powrocie to juz byl
            horror...nie odebral mnie z dworca, nie dzwonil. Myslalam ze dostal paszport i
            pojechal do Polski a komorka nie zawsze tam odbiera. Odczekalam jakis tydzien
            ale nawet nie musialam , bo doniesiono mi , ze byl na zabawie ze swoja nowa
            narzeczona z ktora bierze niedlugo slub!!!!!I wtedy wszystko wyszlo na jaw, to
            byla pani z Polski, z ktora mial kontakt internetowyi ta pani nawet tu byla w
            zimie 2 tygodnie i chyba wtedy zalatwiali pobyt w urzedzie.
            Przezylam koszmar , nikomu tego nie zycze! Tak mnie upokorzyc! Zamienic mnie ,
            ktora tu bylam na miejscu , wspomagalam go duchowo , pomagalam i w koncu
            zylismy razem...na obca kobiete , nieznana ...
            • Gość: eleonora Re: do bezradnej-Eleonora IP: *.bredband.comhem.se 02.03.04, 23:01
              musze jeszcze dodac do tej zagadki , chociaz to w gruncie nie ma znaczenia ale
              w tym wypadku mogloby ewentualnie, ze kobieta byla tylko pare lat mlodsza(nie
              bylo tego widac) i w dodatku ku zdziwieniu moich znajomych brzydka w ogolnym
              slowa tego znaczeniu, bez gustu ubrana i z przebiciem, b. pewna siebie. Tak ,z
              e zadne walory natury psychicznej czy wygladu nie wchodzily w gre.
              • Gość: bezradna Re: do bezradnej-Eleonora IP: *.54.136.122.tisdip.tiscali.de 09.03.04, 15:40
                to rzeczywiscie nie ma znaczenia ile ma lat i jak wyglada. Wiem, ze wpedzasz
                sie teraz w poczucie winy, zastanawiasz sie nad tym jakie popelnialas bledy,
                zdrada powoduje obnizenie poczucia wartosci, atrakcyjnosci dla nas samych, ale
                nie tedy droga...Musisz dowartosciowac sie innaczej-sama, czy tez wykorzystujac
                swoje kontakty ..Nie sugeruje Ci poszukanie nowego adoratora..., ale z pozycji
                silnej, niezaleznej, majacej "wlasne zycie" kobiety , a wiec - atrakcyjnej!
                latwiej bedzie Ci przeprowadzac jakiekolwiek rozmowy z partnerem, zbyt malo
                wiem o Twoim zwiazku i charakterze czlowieka , o ktorym piszesz, napisz cos
                wiecej o tym jak probowalas wyjasnic z nim te cala sytuacje. Czy
                tez "usunelas " sie bez slowa? Bez proby sklonienia go do wyjasnien? Wiem, ze
                zebranie sil w takiej sytuacji jest szalenie trudne..sama kilka tygodni
                temu "przerabialam ten temat". Dzisiaj jest juz troche lepiej i uwierz mi, u
                Ciebie tez tak bedzie. Latwiej bedzie Ci sie zdystansowac do zaistnialej
                sytuacji, bo nie mieszkacie razem, postaraj sie o to na poczatek. Zadbaj o
                towarzystwo, nie siedz sama w domu...Jesli mozesz wyjedz, ale niekoniecznie do
                rodziny...Postaraj sie o "zmiane tapety"..pozdrawiam b.
      • Gość: zona Re: do Pani Zofii Milskiej-Wrzosińskiej IP: *.54.149.103.tisdip.tiscali.de 16.03.04, 00:17
        jak poradzic sobie z narcyzem, ktory ciagle musi sie dowartosciowywac na
        zewnatrz, bo w normalnym zyciu- ma problemy...
    • Gość: Abigail7 Re: Siła zdradzonych IP: 172.20.6.* 10.03.04, 11:56
      Wiele lat nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jestem
      zdradzana. Mój mąż jest adwokatem. Szczególnie dobrze wiedział,
      jak ukrywać swoje drugie życie. Dodam, że w tym zawodzie o
      usłużne kobiety nie trudno, niestety.Stałe usługi spełniała i
      spełnia rozwódka pisząca mu pisma procesowe ale oprócz niej były
      wszystkie chętne kobiety z przeróżnych środowisk . Mąż nie
      gardzi usługami przydrożnymi. Ostatnio badał się na nosicielstwo
      HIV. Nie obcy był mu też sex na telefon . Do tej formy wybierał
      bardzo młode dziewczyny. W rezultacie takiego sposobu na życie
      popadł w ogromne kłopoty finansowe. teraz zauważył,że ma żonę,
      że tylko żona może mu pomóc. Nasze dzieci są dorosłe, a mimo to
      przeżyły taki szok jak ja. Najnowsza przyjaciółka męża jest 10
      lat młodsza od córki! Jej matka nie widzi nic zdrożnego w jej
      przyjażni z mężczyzną, który mógłby być jej dziadkiem. Skąd się
      biorą te wszystkie chętne. Tylko dwie z pośród moich znajomych i
      koleżanek , poskarżyły się na niedwuznaczne wobec nich
      zachowanie mego męża, kilka innych chętnie skorzystało i nadał
      utrzymywały ze mną koleżeńskie kontakty. Oczywiśccie, do czasu w
      którym poznałam prawdę o związkach męża. Psychiatra - seksuolog
      określił życie męża jako plugawe i nie daje nadziei na
      jakąkolwiek porawę w sensie moralnym . Jedynie wiek może
      wyłączyć tego człowieka z aktywności seksualnej " na wolnym
      rynku " Szkoda, że w kraju, który uzurpuje sobie prawo pouczać
      Europę w sprawach chrześcijańskiej moralności , istnieje taka
      swoboda i przyzwolenie na cudzołóstwo i wszeteczeństwo
      • Gość: była żona adwokata Re: Siła zdradzonych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.04, 22:36
        Jeżeli masz gdzie to uciekaj od tego człowieka. Okradał Cię z Twojego życia.
        Pewnie przestanie Cię zdradzać, gdy bedzie już jeździć na wózeczku inwalidzkim -
        a i wtedy znajdzie sie usłużna pielegniarka. Jeżeli dzieci sa dorosłe nie masz
        żadnego powodu aby z nim być. Weź sobie adwokata z innego środowiska niż to w
        którym mąż pracuje - najlepiej z innego okregu sądowego!. Wykorzystaj dzieci -
        są dorosłe - on nie będzie miał żadnych sentymentów aby Cię puścić "z torbami"
    • komandos57 Re: Siła zdradzonych 19.03.04, 23:02
      bezradna,zaradna,baba zona,baba maz,baba penis.KOgo tu kurwa jeszcze nie ma?
      • Gość: benita Re: Siła zdradzonych IP: *.dip.t-dialin.net 20.03.04, 00:34
        pytasz kogo tu jeszcze nie ma?brakuje tu madrego czlowieka,ktory pomoglby tym
        wszystkim cierpiacym.wpadlam przypadkiem na te strone i spotkalam
        wypowiedzi,ktore mna wstrzasnely i otworzyly rany,ktore tak naprawde nigdy sie
        nie zabliznily.nie jestem czlowiekiem potepiajacym zachowanie innych.zawsze
        staram sie zrozumiec.nawet to najgorsze.niestety,pewne sprawy przerastaja moje
        mozliwosci.nigdy nie zrozumiem jak czlowiek,ktory twierdzi,ze kocha,potrafi
        jednoczesnie niszczyc druga osobe.jak moze spojrzec w zaplakane oczy,calowac i
        przepraszac a za pare minut dzwonic do tej drugiej?probowalam wybaczac wierzac
        w szczerosc i skruche.wierzac w milosc.pierwszy raz byl najlatwiejszy.znalismy
        sie krotko.o nastepnej zdradzie dowiedzialam sie po roku,nie bylismy po slubie-
        nadal nie jestesmy.podczas wylewnej szczerosci oswiadczyl mi,ze byl nikim i
        bylo mu wszystko jedno z kim i gdzie to robil.domy publiczne,starsze
        panie,mlodociane nastolatki.minal kolejny rok podczas ktorego zauwazylam spore
        zmiany w jego zachowaniu.skonczyly sie nocne telefony,sms-y,wyjazdy.wiem,ze
        mnie kocha,ale niestety..jego podle postepowanie sprzed roku utwierdzilo mnie w
        przekonaniu,ze nie moge mu ufac.bije sie z wlasnymi myslami nie wiedzac co
        zrobic.zostac i zyc w niepewnosc,czy odejsc i zniszczyc tak piekny zdaloby sie
        zwiazek,ktory juz nigdy nie bedzie oparty na zaufaniu?rozumiem tych
        wszystkich,ktorzy daja kolejna szanse.moja jest ostatnia.kiedy czarne mysli nie
        wkradaja sie w zakamarki umyslu,czuje sie szczesliwa.kiedy przeszlosc powraca-
        upokorzona.to bledne kolo,w ktorym dominuje strach przed utrata szczescia i
        jednoczesnie strach przed szczesciem falszywym.odeszlam kiedys od meza z 3
        malutkich dzieci.bil,pil,zdradzal,upokarzal.obecny moj partner rozkochal w
        sobie moje dzieci,ktore traktuja go jak biologicznego ojca.czy mam im odebrac i
        to?tylko dlatego,ze boje sie zaufac ponownie?teraz ciagle namawia mnie do
        slubu,a ja wciaz sie waham.nigdy nie bylo miedzy nami najmniejszych
        nieporozumien,dlatego tak trudno mi zrozumiec DLACZEGO?czy tlumaczenia,ze
        niegdys tak tylko zyl cos znacza?czy obietnica ,ze juz nigdy ma oparcie w
        praktyce?skonczyly sie stare romanse,gdyz sie dowiedzialam i chcialam
        odejsc.gdyby nie to nadal by mnie zdradzal.czy taki czlowiek godny jest
        otrzymania ponownej szansy?ktoz znas zdradzonych nie zadaje sobie tego
        pytania.ktoz z was znalazl odpowiedz?tego tu wlasnie brakuje.
        • Gość: benita Re: Siła zdradzonych IP: *.dip.t-dialin.net 20.03.04, 00:41
          ktos madry kiedys powiedzial "tak latwo jest zniszczyc szczescie drugiego,ale
          jakze trudno je naprawic.."milo mi bylo poczytac wasze wypowiedzi,ktore czasami
          pomagaja dostrzec jak wiele w nas dobroci,milosci i jednoczesnie
          cierpienia.nikt nie jest sam,a jezeli tak wlasnie sie czuje,niech zajrzy na te
          strone i przekona sie,ze tak nie jest.
          • Gość: wanna do benity IP: *.bredband.comhem.se 20.03.04, 14:34
            Czytam twoj post i zal mi ciebie; bo rozumiem co przechodzisz. J a tez bylam w
            podobnej sytuacji.
            Za kazdym razem przeprosiny, oswiadczenia ze mnie kocha, byc moze kochal po
            swojemu , ale ta milosc mi nie odpowiada.
            Zostawilam go po 20 latach malzenstwa, juz nie moglam, nigdy nie mogl dotrzyamc
            slowa, zdradzal notorycznie.
            Jestem szczesliwa, ze wreszcie odeszlam, jesli kocham to wymagam respektu ze
            strony mojego kochanego nareszcie to zrozumialam!
            Twoj narzeczony nigdy sie nie zmieni, sa takie typy mezczyzn i basta!
            wiesz, mezczyzne bardzo trudno zmienic, na ogol niemozliwe, nie chcesz miec
            takigo zycia, daj szanse innemu mezczyznie , ktory bedzie ciebie kochal i
            szanowal.
            • Gość: benita Re: do wanna IP: *.dip.t-dialin.net 24.03.04, 22:19
              Wiesz,znowu siedze tu sama ze swoimi czarnymi myslami.Moj najdrozszy wsiadl w
              samochod i pojechal bez slowa po naszej sprzeczce.Nie wiem dokad i po raz
              pierwszy nic mnie to nie obchodzi.Czarne mysli juz nie bola,chociaz z drugiej
              strony chcialoby sie wiedziec,co porabia,gdzie jest i byc moze z kim.Ciesze
              sie,bo nie czuje leku ani rozpaczy.Powoli zaczynam rozumiec i uczyc sie bycia
              sama,zdana wylacznie na siebie.Jest ciezko,ale najgorsze minelo.dziekuje za
              zainteresowanie moim listem.
          • cox2 Re: Siła zdradzonych 20.03.04, 15:59
            To bardzo prawdziwe co napisalas. Ja od poltora roku przezywam najwiekszy
            koszmar mojego zycia. Moj maz ma kochanke dwa razy mlodsza od siebie, ale
            nie to jest najgorsze. Powiedzial mi, ze bardzo ja kocha i ze wzgledu na sile
            tego uczucia nie jest w stanie przerwac tego zwiazku. To dlaczego do diabla
            nadal powtarza, ze mnie kocha rowniez, ze rodzina jest dla niego wazna i rozne
            tam takie dyrdymaly. Mamy dorosle dzieci, jestesmy malzenstwem z bardzo,bardzo
            dlugim stazem (30 lat). Walczylam jak umialam, nie dawal mi odejsc ciagle
            powtarzajac, ze wierzy, ze nasz zwiazek ma jeszcze szanse. Nic jednak nie
            zrobil, aby tamten zwiazek wygasic. Ja wiem, ze nigdy nie bede w stanie ani
            zapomniec, ani wybaczyc i podjelam decyzje o rozwodzie. Dlugo zastanawialam
            sie nad tym, ale trwanie w tym piekle jest nie do wytrzymania. Wiekszosc
            z Was, zdradzanych, dobrze wie, jak wielkie, przeogromne i w sumie niszczace
            nas, jest to cierpienie. JA NIE CHCE JUZ CHCIEC. Mam dosc. Czy macie dobrego
            adwokata od rozwodow z Warszawy?
            • katja Re: Siła zdradzonych 20.03.04, 19:34
              Trzymam kciuki za Ciebie. Czeka cie ciezki okres "zaloby" bardzo ciezki , ale
              potem wyjdziesz z tego silnijsza i bedziesz dumna , ze dalas rade, ze nie dasz
              sie tak poniewierac.
              Moze sam ten fakt zrobi , ze Twoj maz sie opamieta i postawi wszystko na Ciebie!
              • atoja1 Re: Siła zdradzonych 20.03.04, 19:51
                Dzis przeczytalam troche postow i mam taki komentarz do tych wszystkich, ktorzy
                twierdza, ze zdradzajacy maja prawo szukac poza malzenstwem tego, czego w nim
                nie znajduja oraz uwazaja, ze zawsze winne sa dwie strony.
                Otoz sadze, ze ta pogardliwie przez niektorych traktowana malzenska
                przysiega polega na tym, ze zanim zaczniesz szukac gdzie indziej, masz
                obowiazek, w imie tej przysiegi, powiedziec partnerowi, co i dlaczego ci nie
                pasuje. Jesli najpierw nie postarasz sie naprawic swego zwiazku tylko pakujesz
                sie w inny to tej przysiegi nie dotrzymujesz. Na tym sprawa polega, ze w imie
                tej przysiegi winnismy zrobic najpierw wszystko,aby zwiazek ten uratowac.
                Twoj partner to nie duch swiety - nie moze wyczuc wszystkiego tak do konca.
                Jesli nie mowisz - nie licz, ze ktos sam sie domysli.
                Oczywiscie nie zawsze jest to mozliwe, ale zbyt latwo przechodzimy do
                porzadku dziennego nad nielojalnoscia, lamaniem zasad, itp. Ostatecznie to
                my te przysiege skladamy dobrowolnie - jednak latwo i szybko zapominamy,
                co ona tak naprawde oznacza. To nie jest wyklepywana formulka bez znaczenia -
                jesli tak ja traktujemy, to jestesmy nie wiele warci.
                to tyle
              • cox2 Re: Siła zdradzonych 20.03.04, 20:05
                do katji

                dzieki za wsparcie. wiem, ze dluga droga przede mna ale moze sie uda
              • Gość: stara zona do cox2 IP: *.is.pl / 217.96.4.* 23.03.04, 21:39
                cox, ja tez zycze ci duzo, duzo sily na te droge , ktora masz przed soba. Wiem
                dobrze co czujesz. Tez przez to przeszlam. Moj maz tez znalazl sobie inna po 25
                latach malzenstwa i przez 1,5 roku byl innym czlowiekiem. Dzis jestesmy dalej
                razem a od od tamtego czasu minelo 6 lat. Teraz z perspektywy tych paru lat to
                prawde mowiac, nie wiem czy warto ratowac malzenstwo, w ktorym po tylu
                wspolnych, dobrych latach raptem jedna strona szaleje. Zapomniec tego sie nie
                da. Teraz maz "nosi mnie na rekach", ale ja juz mu nie ufam a i cale moje
                uczucie do niego tez gdzies odplynelo ( pewnie ze lzami, ktore przelalam). Moze
                u Ciebie bedzie inaczej. Zycze Ci tego z calego serca i mocno trzymam kciuki. W
                kazdym razie wiedz, ze nie jestes sama!
      • Gość: baba z d...ą [...] IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.04, 11:26
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: 001b Re: Siła zdradzonych IP: 172.20.6.* 23.03.04, 02:59
      Bylam juz na tej stronie kilka razy...chcialabym sie podzielic
      moja historia...oto kartka z mojego pamietnika:
      Ironio Losu! Happy Fucking Aniversary! Zimny Prysznic!
      Otrzesnij sie z tego! Ty glupia, slepa idiotko! "Twoj" "X" cie
      zdradzil! Zakochal sie w kims innym! Przespal sie z nia i chce
      z nia byc! Pogodz sie z tym ze on ciebie nie kocha. Zrozum
      to. To boli. On Ciebie nie kocha. Jezeli ktos kogos kocha
      nigdy by tego nie zrobil. I co robisz zebzac o milosc? Czy
      nie widzisz jak zalosna jestes? On na ciebie splunal i kopnal
      jak potraconego kundla. Oh, C'mon! Na co czekasz? Ze on Cie
      wezmie zpowrotem? Ze cie przygarnie z litosci? Z zalu? Nie
      oszukuj sie, wiesz dobrze jak to powinno wygladac. On powinien
      Cie zebrac na kolanach z kwiatami w rekach zebys go wziela z
      powrotem. On Cie nie chce. Pogodz sie z tym! Odkochal sie.
      Albo cie nigdy nie kochal. Bylas jak luksusowy hotel z
      darmowym burdelem. Wszystko wliczone, wlacznie z dupa! Nie
      powinnas sie zalamywac. On na Ciebie nie zasluguje. Zobacz co
      Ci zrobil. Pogodz sie z tym. Move on! Tra la la! To jest
      zycie. Co chwila dostajesz kopniaka od losu. Zyjesz z
      skrajnosci w skrajnosc. Nie ma czegos takiego jak "happy
      medium" Pomusl, czy jadlabys to samo codziennie? Wiesz, ze to
      jest dla ciebie dobre. Ale...czy naprawdez calego serca masz
      ochote jesc to samo do konca zycia? To juz lepiej w ogole nie
      jesc. Zobacz co ci ten skur.... zrobil! Rozdziewiczyl Ci cialo
      a teraz serce! On nawet nie pamieta jak Cie kiedys na rekach
      nosil. Ty bylas jego adwokatem, kucharka, gosposia, mamka,
      nianka, sprzataczka, wszystkim tylko nie partnerka zyciowa, nie
      bylas jego kompanem, jego powiernikiem, jego "wszystkim".
      Pogodz sie z tym! Wiem, ze to boli. Boli tak jakby ci ktos
      pochodnie wlozyl do zoladka. Jedna wielka czrna dziura! Dziura
      bez otchlani, bez dna! Serce Ci bije jak sploszony ptak w
      klatce, naprzemian chce Ci sie zygac i plakac! Pogodz sie z
      tym! Badz dobra dla siebie. To zajmie czas. To co nas nie
      zabija robi nas silniejszymi. No i co, upijesz sie pare razy
      aby zasnac, bedziesz ryczec bez powodu, to boli, on zlamal Ci
      serce. Ale pogodz sie z tym. Nie rob sobie tego. Czas leczy
      rany. Bedziesz miala gleboka i szeroka blizne ale rana sie
      zejdzie i zablizni. Szyta gruba nicia aby nic sie nie
      rozlazlo..."Zdrada tez jest elementem gry..."-To bylo zapisane
      ponad miesiac temu, chcialam sie tym podzielic bo niestety
      nawet nie mam z kim o tym porozmawiac, po pierwszym szoku moja
      rodzina (rodzice i siostra) przeszli nad tym na pozadek
      dzienny, nawet juz nie zadzwonia jak sie czuje. A ja jestem na
      obczyznie od 11 lat, i "moj" "X" byl mi najblizsza osoba,
      jestem sama jak palec, a pamietnik nie odpisuje z powrotem....
      • space_x Re: Siła zdradzonych 23.03.04, 12:02
        ....a co z analogiczna sytuacja? kobieta zdradza meza... co wtedy?
        bo mysle, ze to bardziej skomplikowana sytuacja...
        • katja do 001b 23.03.04, 13:32
          To tak jakby o mnie...kiedys przez to przeszlam, ale ten list wydrukuje sobie
          na pamiatke, bo sama czegos takiego nie napisalam..nic wtedy nie pisalam ,
          bylam w ciemnej otchlani!
          Dziekuje Ci za ten list, chyba dotyczy wielu kobiet i mezczyzn, chociaz
          niestety tych ostatnich w mniejszosci.
          • space_x Re: do 001b 23.03.04, 14:09
            ...w wiekszosci droga pani. tylko niewiele sie o tym mowi. bo jak to - kobieta,
            strazniczka domowego ogniska i delikatna istota moglaby cos takiego robic;)))
            choc wcale tu nie do smiechu. mezczyznie jest trudniej pewne sprawy ukryc.
            kobieta zrobi ladne oczy, smutna minke itp... jak taka istota moze skrzywdzic?
            zdradzic? a fee.... pozory bywaja zludne.
          • Gość: Agacica Re: ogólnie IP: 217.96.48.* 14.04.04, 13:26
            tez to przezyłam, przeżywam?. maz zdradził mnie, i prawie założył drugi dom, z
            prostytutką. Zameżną prostytutką. paranoja, ale niestety prawda. Oczywiście
            młodszą o kilka lat. Oczywiście biedną, nieszczęśliwą w małżeństwie(dwuletnim,
            z dzieckiem), a jej mąż to oczywiście straszny facet, niemalże ją maltretuje.
            Czasem się zastanawiam, czy ja przypadkiem nie śnię, a czy ten facet-mój mąż,
            to zasługuje na cokolwiek
        • Gość: MELUZYNA Re: Siła zdradzonych IP: *.FIRMA.com.pl / 213.216.95.* 23.03.04, 18:56
          Cos Wam opowiem...
          Jest sobie facet, od siedmiu lat jest z kobietą, od kilku z nią zaręczony,
          związał się z nią w momencie, kiedy go zostawiła jego "wielka, prawdziwa
          miłość"...Od początku facet zdradza swoją dziewczynę z różnymi laskami
          (krótkie , dłuższe romanse), do ślubu się nie pali, kłamie swojej dziewczynie
          prosto w oczy, twierdzi, że nie jest do końca szczęśliwy, ale jakos tam ją
          kocha.I jeszcze drobiazg...facet będzie miał dziecko ze swoją spotkaną po
          latach "wielką, prawdziwą miłością"...(przyszły tatuś tryska szczęściem , że
          będzie ojcem i nie ukrywa specjalnie faktu)Narzeczona jak dotąd nic nie wie,
          wszyscy dookoła wszystko wiedza, tylko ona nie...

          Jak to widzicie???!!!!jestem blisko jednej z tych osób, jak chcecie to
          wylewajcie pomyje...Jak będzie wyglądało ich zycie? z tego co wiem pani w ciązy
          ma świadomość kim jest facet i nie planuje specjalnie życia u jego boku,
          chociaż pewnie jest jej cięzko, tez została okłamana...Nie widzę również tego
          małżeństwa, bo chyba nagle nie zacznie być wierny...
          • Gość: zdradzona Re: Siła zdradzonych IP: *.com.pl / 213.186.71.* 31.03.04, 12:34
            do bezradnej
            Moje życie to koszmar
            moja rada jest taka: wyplącz się z tego dopóki możesz. Ja popełniłam błąd.Za
            mąż wyszłam z wilekiej miłości za człowieka, z którym byłam 4 lata, który
            ciągle mówił mi jak mnie kocha itd. O zdradzie męża dowiedziałam sią dwa dni po
            ślubie. Powinna się wtedy spakować i uciekać gdzie pieprz rośnie. Nie zrobiłam
            tego i do dzisiaj za to płacą. Potem okazało sią, że to trwało już przed ślubem
            i że jego ukochanej to nie przeszkadza.Po ślubie zaszłam w ciąże, wiąc
            tłumaczyłam sobie, że muszą dla dobra dziecka. Miałam 23 lata i żadnego
            wsparcia. w końcu doszło do konfrontacji na której dowiedziałam sią, że chce
            być z tą Panią, że się wyprowadzi itd. Do dziś czuję ból który mnie wtedy
            ogarnął (a mineło 12 lat). Jak to sią skończyło. Wracał, kłamał, mówił że mnie
            kocha że musi tamto zakończyć, że nikogo nie chce zniszczyń. Pozwoliłam wrócić,
            urodziała dziecko a to dalej trwało. Bolało bardzo, kochał sią ze mną mówił o
            miłości, a potem kłamał i jechał do niej. To ja czułam sią jak kurwa (darmowy
            seks. Mały miał dwa tygodnie a ja nabrałam sił i wyrzuciłam kochanego męża.
            Przychodził, płakał itd. był wielki powrót (po 3 miesiącach), kwiaty, łzy. Do
            dzisiaj nie rozumiem. Przecież dałam mu wolną rękę. Nic od niego nie chciałam.
            Mógł robić co chce. Ale ja uwieżyłam, bo głupa bardzo kochałam. I tak
            przeżyliśmy z sobą kolejne 12 lat. było różnie jak w każdym małżeżstwie, raz
            lepiej, raz gorzej. Kolejne dziecko, praca, stresy, obowiązki. Ja postanowiłam
            mu zaufać (bo wybaczyłam ale nigdy nie zapomniałam. Było duż cudwonych chwil. A
            teraz szukam stron o zdradach bo od trzech tygodni coś się dzieje. I olie mnie
            przeczucie nie myli to ta sama kobieta. Sprawdziałam jest z nią w kontakcie (ma
            jej komórkę, późno wraca, kupuje po kryjomu prezenty. I co teraz mam zrobić.
            Dzieci mają 12 i 7 lat a on szaleje. najlepszą obroną jest atak, wiąc na moją
            prośbę aby wyjaśnić sprawę on odpowiada krzykiem. W domu dotąd spokojnym
            zaczęły sią awantury i dzieci cierpię. Mam pytania: mój mąż jest codziennie
            chętny do seksu ze mną - czy to jest normalne? Czy jest możliwa tylko więź
            psychiczna z kochanką (bez seksu - tak mi 12 lat temu ptłumaczył, że to coś
            innego, że z nią nie sypia - JA UWIERZYŁAM!!!!!. Co ja mam robić udawać że nic
            nie wiem (wtedy jest w domu spokój a on dla mnie dobry. A moje uczucia. Boli
            mnie głowa nie potrafię się skupić, żyć mi się nie chce. Teraz mam 35 lat i
            chyba zmarnowałam życie.
            • atoja1 Re: Siła zdradzonych 31.03.04, 15:56
              To okropne, o czym piszesz. Ja przezywam podobna historie, tyle tylko ze
              jestem po slubie prawie dwa razy dluzej niz Ty. Tak sobie mysle, ze jestes
              jeszcze mloda - ten czlowiek, w imie wlasnego egoizmu, manipuluje Toba i
              wykorzystuje Cie w sposob nieprawdopodobny. Nie wierz w zadna Jego milosc
              do Ciebie, Twoj maz kocha tylko siebie. Przemysl dobrze swoja sytuacje,
              rozstan sie z nim. Przeciez to wcale nie musi oznaczac, ze pozbawisz dzieci
              ojca. Postaw twardo swoje warunki, nie dawaj sie wiecej manipulowac, gdyz
              - jestem prawie pewna - za jakis czas on cie i tak zostawi, tylko, ze wtedy
              bedziesz duzo starsza i bedzie Ci trudniej. Nie dawaj sie wykorzystywac wiecej.
              Jesli masz taka mozliwosc postaraj sie o dobrego psychoterapeute i glowa do
              gory. Ja dopiero teraz, po bardzo wielu latach zrozumialam, ze kochalam bardziej
              moje wyobrazenie o mezu - bylam slepa. Cale nasze zycie zyl obok mnie,
              korzystajac z mojej milosci, dajac tylko tyle z siebie ile niezbedne bylo
              dla utrzymania zwiazku, w ktorym bylo mu tak wygodnie zyc. Teraz powiedzialam
              dosc, jestem w wieku, gdy trudno zaczynac od nowa. zdecydowalam sie na rozwod.
              • Gość: zdradzona Re: Siła zdradzonych IP: *.com.pl / 213.186.71.* 01.04.04, 12:14
                tak zdecydowałam.Właśnie czytając wszystkie opinie dotarło do mnie że to jest
                choroba. Choroba z której on nie ma zamiaru się wylaczyć. Powiedziałam mu o
                rozwodzie- A on na to, że mi go nie da. Nie rozumiem. Przecież mnie nie kocha.
                Z miłości nie robi sią tyle złego. On to mnie nawet nie szanuje. Bo jak nazwać
                jego chęć sypiania ze mną. Kiedyś myliłam to z miłością. Teraz wiem, że jestem
                darmową kurwą do łużka. Kurwą, która urodziła mu dzieci przy której się
                odprąża, aby wyluzowanym podbijać świat. To jest chore. masz racją muszę iść do
                psychoterapeuty.Czemu wcześniej nie odeszłaś od męża. macie dzieci. Mówił Ci,
                że Cią kocha, sypialiście ze sobą.
                Proszę o opinię czy to jest charakterystyczne: Mój mąż jak nie mam pretensji,
                to pracuje od rana do nocy, wraca i zawsze ma ochotę na seks, w domu nie robi
                nic. Gdy go na czymś złapię (przypadkowo), że np. nie odbierał telefonu, albo
                miał wyłączony, albo kupował prezenty i nie wiadomi kto je ma, ON staje się
                agresywny, krzyczy, popycha i przedrżeźnia mnie. Koszmar. Z jednej strony mnie
                nie kocha, z drugiej kocha, rozwodu nie chce, ale zmarnowałam mu życie. Mówię
                do niego spokojnie. Rozejdźmy się, chcę żebyś był szczęśliwy, ja chcę być
                szczęśliwa, nie chcę żeby nasze dzieci na to patrzyły, nie chcę żyć z
                człowiekiem który mną gardzi, który jest przy mnie nieszczęśliwy. Mam 35 lat i
                jeszcze mogę ułożyć sobie życie. Chcę kochać i być kochną. Napisałam do niego
                list. jedynie co odpowiedział, to że powinnam książki pisać. I czy on jest
                normalny?
                • katja Re: Siła zdradzonych 01.04.04, 12:55
                  Opowiem ci jedna historie , moze z niej wyciagniesz wnioski:
                  Moja znajoma wyszla za maz majac 19 lat, juz w dniu urodzenia dziecka maz ja
                  zdradzal. Byli malzenstwem 24 lata, zdrady, klamstwa tec...przeplataly sie ze
                  slowami , ze ja kocha i nie chce zeby odeszla. Ma jeszcze jedno dziecko ,ktore
                  ukrywal, z inna kobieta.
                  Pani chciala rozwod 5 razy , za kazdym razem kwiaty, podarunki, przeprosiny. I
                  znow zdrada, zla atmosfera w domu, on ja maltretowal takze psychicznie na rozne
                  sposoby.
                  Ostatnim razem , gdy dostal piany na ustach , gdzyz ona zaprosila swojego
                  kuzyna na kawe do ogrodka...to byl koniec! nareszcie. Rozwod natychmiastowy!
                  Teraz moja znajoma ,ma zal do siebie ze nie zrobila tego dawno, ze zmarnowala
                  najlepsze lata swojego zycia.
                  Nie wahaj sie ani sekundy, daj szanse sobie i komus kto ciebie pokocha na
                  lepsze zycie.
                  Zyje sie tylko raz!
                • Gość: kinia Re: zdradzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.04, 22:05
                  to czy on wyraza zgode na rozwod czy nie to nie ma wlasciwie znaczenia
                  tak czy inaczej go dostaniesz, jest to tylko kwestia czasu
                  wiadomo ze lepiej jak obie strony sie zgadzaja i polubownie zalatwiaja sprawe
                  ale tez jezeli ktoras strona sie nie zgadza wtedy sad orzeka o winie, masz
                  prawo wystapic o rozwod i napewno go dostaniesz - to tylko kwestia czasu
                  to on jest ojcem i to on powinien dawac jakies alimenty na dzieci, nie grozi ci
                  chyba tez utrzymywanie go w przyszlosci bo raczej nie bedzie zarabial mniej niz
                  ty
                  skoro masz 35 lat to chyba nie ma sensu zebys sie meczyla ale sama musisz
                  wiedziec czego chcesz, skoro z nim sypiasz no to czego ty wlasciwie chcesz?
            • Gość: bezradna Re: Siła zdradzonych IP: *.54.190.156.tisdip.tiscali.de 06.04.04, 10:35
              mysle, ze w moim przypadku powinnam dac mu szanse. Jestem jednak
              czujna...Sprawy sypialni ukladaja sie znakomicie, ale tu przestroga dla Ciebie
              i nie tylko...Jestem swiadoma tego, ze niekoniecznie oznacza to milosc i
              przywiazanie mezczyzny..W czasie , kiedy dowiedzialam sie o zdradzie i na dlugo
              przed rowniez mielismy wspolna sypialnie...
              • Gość: mm Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.04, 16:54
                a ja myślę, że takie dawanie szansy może do niczego nie prowadzić. Katja ma
                rację - po latach 'dawania szansy' nagle okazuje się, że nie warto było, że
                szkoda straconych lat, że przecież życie może być piękne, również po rozwodzie.
                Całe życie szukamy tej drugiej połowy. A życie jest krótkie.
                • Gość: zdradzona Re: Siła zdradzonych IP: *.com.pl / 213.186.71.* 14.04.04, 10:20
                  święta nic nie zmieniły. Niby wszystko OK. On tylko niekiedy pomaga samotnej
                  pani, a to naprawi jej żelazko, a to pomóc przy komputerze.
                  mam telefon tej samotnej Pani. Zastanawiam się, czy mogę do niej zawdzwonić i
                  porosić uprzejmie, żeby nie dzwoniła do mojego męża?.
                  Ale problem jest inny. Ja nie potrwafię się na niczym skupić, nie ufam mężowi,
                  ciągle grzebię mu po kieszeniach. sama sią tego wstydzę. jakbym ciągle chciała
                  udowodnić sobie, że on naprawdę mnie zdradza. Pragnę odpocząć, muszę zająć się
                  dziećmi, a to będzie możliwe po rozwodzie. Ale on nie chce się wyprowadzić. A
                  żyć po rozwodzie w jednym mieszkaniu. Wogóle czy dostanę rozwód jeżeli my ze
                  sobą sypiamy. Jak zabrać się do tego rozwodu. Ile to może kosztować?
                  • Gość: agacica Re: Siła zdradzonych IP: 217.96.48.* 14.04.04, 13:46
                    post wpadł mi między inne., szkoda, bo ciekawa jestem, co myślicie o tym co
                    napisałam. Bo ja to zupełnie nie wiem co myśleć. Niby znów jestesmy
                    razem ,staramy się itd., ale, no własnie jest jakieś ale - w ogóle mu nie ufam,
                    nie jestem pewna, czy kiedykolwiek uda mi się zaufać. czy w ogóle byc razem?.
                    Kocham go, ale w trójkącie to jednak nie umiem żyć.
                    • Gość: zdradzona Re: Siła zdradzonych IP: *.com.pl / 213.186.71.* 15.04.04, 07:58
                      No właśnie. Mąż który zdradza myśli że żona krzyczy bo jest zazdrosna. A to
                      tylko połowa prawdy. Krzyczym, jest nam źle, bo nie wiemy co robić. Czy
                      wybaczać, czy wyprowadzić się bez słowa, czy walczyć i robić afery.
                      Ja nie chcę grzebać mu po kieszeniach,rozmyślać gdzie jest i co robi. Jestem
                      tym zmęczona. A moja nerwowość wynika stąd, że sama nie wiem co chcę. Jednego
                      dnia mam dość, niech się dzieje co ma być, na drugi dzień siedzę i rozmyślam co
                      ze wspólnymi wakacjami, że to wstyd, moja porażka i takie tam głupoty.
                      Najlepiej jak sprawa jest prosta, on (czy ona) zakochał sią i odchodzi, jest
                      rozwód, zdradzony współmałżonek cierpi ale wie na czym stoi, sytuacja się
                      wyjaśnia i idziemy do przodu. Najgorzej jak zdradzający ma taki sposób na
                      życie. Kocha rodzinę (w jego pojęciu), ani myśli o rozwodzie. Dodatkowe romanse
                      na boku to nic nie znaczące rzeczy, a najczęściej to żona którą "bardzo ale to
                      bardzo kocha" konfabuluje. Wtedy żyje się w miejscu, w ciągłej niepewności, od
                      jednego dobrego słowa do drugiego. tak przyz 15, 20 lat itd.
                      ja jestem już na etapie, że zaczynam szanować osoby, które mówią
                      jasno "poznałem kogoś, chcę rozwodu" (wiem, ktoś cierpi, dzieci, ale wszystko
                      jest czytelne, jasne, bez niedomówień).
                      najgorsze osobniki to takie z rozbieganymi oczami, nerwowość w ruchach, bo jak
                      tu pogodzić, tu czeka kochanka (z którą nie chce być ale musi), tam żona (z
                      którą chce być tylko ona niczego nie rozumie).
                      Koniec. Pomaga mi to pisanie przeżyć kolejny dzień.
                      • Gość: bezradna Re: Siła zdradzonych-zdradzona IP: *.54.179.138.tisdip.tiscali.de 15.04.04, 09:16
                        moj koszmar szperania prawie sie sie zakonczyl, zdalam sobie sprawe, ze nic mi
                        to nie da, poza utrata paru kilogramow wagi, nieprzespanych nocy, siwych wlosow
                        i skolatanych nerwow. Przeprowadzilismy na ten temat tez rozmowy , dotarlo do
                        mnie to, ze to nie ja mam teraz walczyc, ale patrze co moj maz czyni w tym
                        kierunku. Teraz on niech powalczy.."zabralam" sie za siebie, poszerzam
                        kwalifikacje zawodowe, spotykam sie z ludzmi...Nagle moj maz odkryl, ze jestem
                        atrakcyjna kobieta i wyznal mi ,ze jakie to szczescie, ze nie rozstalismy sie w
                        ubieglym roku i jak bardzo jest dzis swiadomy tego ,kim dla niego jestem.
                        • Gość: bezradna Re: Siła zdradzonych-zdradzona IP: *.54.179.138.tisdip.tiscali.de 15.04.04, 09:21
                          ..oczywiscie nie staram sie o to by byl o mnie zazdrosny, nie szukam tez "innej
                          milosci"..
                          • Gość: baba zona Re: Witaj - bardzo sie ciesze IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.04, 09:33
                            ze przeszlas najgorsze :))) Tak trzymaj! Teraz moze byc juz tylko lepiej :)))
                            Pozdrawiam cieplutko
                            • Gość: bezradna Re: Witaj - bardzo sie ciesze IP: *.54.179.138.tisdip.tiscali.de 15.04.04, 09:42
                              nie moge powiedziec, ze "wygralam", ale mam poczucie, konsekwencja zdrady moje
                              go meza jest wlasnie nasze "prawdziwe spotkanie". Kiedy popatrze w stecz widze
                              jak powierzchowne byly nasze kontakty i codzienne zycie, oparte na och-ach-az i
                              zwyklych codziennych sprawach. Mysle, ze te straszne doswiadczenia umozliwyly
                              nam wnikliwe wejrzenie do nas samych, i wreszcie okreslenia naszych wzajemnych
                              oczekiwan i potrzeb. Ciesze sie, ze znowu Cie spotykam...
                              • Gość: zdradzona Re: Witaj - bardzo sie ciesze IP: *.com.pl / 213.186.71.* 15.04.04, 11:21
                                Przyczytałam wszystkie Twoje wypowiedzi i widzę w nich siebie sprzed parunastu
                                laty. Romans męża przed i po ślubie, jego odejście i wileki powrót połączyła
                                nas na kilkanaście lat. Były to dobre lata, wychowywanie dzieci, wakacje,
                                budowane zaufanie. Przyszedł nawet taki czas, że nie musieliśmy rozmawiać o tym
                                co było).
                                Tylko że teraz wróciło jak bumerang, ja mam 15 lat więcej i coraz częściej
                                zastanawiam się gdzie popełniłam błąd. Byłam wygrana, czy przegrana?
                                Chociaż mój mąż przysłał mi właśnie sms, cytuję: "kocham cię i jesteś jedyną
                                kobietą mojego życia, pruysięgam na życie naszych dzieci" (to ostatnie mógł
                                sobie darować). Tylko jakoś mnie to nie cieszy. Jestem smutna, bo dociera do
                                mnie, że te wszystkie lata przeżyłam w niepewności, nigdy nie bądę jej miała,
                                czy on naprawdę mnie kochał czy kocha?
                                Ale życzę Tobie wszystkiego dobrego bo chyba warto chośby dla paru następnych
                                lat, albo do nastąpnego razu. Tylko dbajmy o siebie. Bądźmy ładne, zadbane i
                                mądre. Dla nas samych.
                                • Gość: bezradna Re: Witaj - bardzo sie ciesze-zdradzona IP: *.54.173.252.tisdip.tiscali.de 15.04.04, 23:48
                                  To byl ladny post, jakkolwiek nie powinnas mnie atakowac, rozumiem doskonale
                                  Twoje rozgoryczenie i bol i podobnie przezywam sama. Zdrowy sceptycyzm mnie nie
                                  opuszcza, a to, ze staram sie dalej zyc.. tak jak napisalas robie tylko dla
                                  siebie. Nie uwazam, ze wygralam lub przegralam... Daje nam obojgu
                                  szanse..Jestesmy w podobnym wieku choc roznimy sie stazem malzenskim i
                                  dlatego ...Byc moze masz racje?! Nadzieja jest matka...Lecz coz mozna osiagnac
                                  bez jej krzty?pozdrawiam b.
                      • Gość: baba zona Re: Siła zdradzonych IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.04, 09:21
                        A czy Ty go kochasz? Ale na tyle mocno, zeby przejsc traume szczerosci az do
                        bolu? Bo tylko cos takiego jest w stanie zmienic takie zycie, ktore w tej
                        chwili prowadzisz. Tylko zmuszenie go do szczerosci, "wyczyszczenie" Waszego
                        wspolnego zycia moze przywrocic stan zblizony do normalnosci a Tobie spokoj.
                        Ale to musi odbyc sie w atmosferze dalekiej od wzajemnego obwiniania sie.
                        Trzeba nastawic sie na sluchanie, zrozumienie, ustawianie sie na przyszlosc,
                        jesli uznacie, ze o to wlasnie Wam chodzi.
                        Pozdrawiam
                        • Gość: bezradna Re: Siła zdradzonych-baba zona IP: *.54.179.138.tisdip.tiscali.de 15.04.04, 09:30
                          przepraszam Cie, ze zawrocilam Ci glowe, moze nie uwierzysz, ale wlasnie
                          pomyslalam o Tobie. Nie bylo mnie jakis czas..byl to czas rozmow i przemyslen.,
                          dlatego sie nie odzywalam, bylo mi tez niezmiernie ciezko. Mysle, ze glebie
                          kontaktow osiaga sie na przestrzeni lat, my mamy krotki staz, ale wciaz nad tym
                          pracujemy. Dzis otwieram sie na swiat, przestalam plakac...
                  • Gość: bezradna Re: Siła zdradzonych-zdradzona IP: *.54.179.138.tisdip.tiscali.de 15.04.04, 10:10
                    - czy samotna pani, to ta sama pani?, jesli tak to nie wyglada to dobrze...
                    • ojlili do zdradzonej 15.04.04, 12:48
                      jesli chcialabys porady w sprawie rozwodu-sluze wlasnym
                      doswiadczeniem ..napisz na priv.
                      O.
                      • Gość: zdradzona Re: do zdradzonej IP: *.com.pl / 213.186.71.* 15.04.04, 13:17
                        tzn. ?
                        • ojlili Re: do zdradzonej 15.04.04, 14:09
                          olili@gazeta.pl
                          • ojlili Re: poprawka 15.04.04, 14:11
                            ojlili@gazeta.pl
    • 38sama Bylam naiwna i niedojrzala 15.04.04, 17:27
      Przeczytalam prawie wszystko w tym watku. Bardzo poruszajace. Chyba bylam do
      tej pory naiwna i niedojrzala pomimo swojego wieku. Moze to smieszne ale
      kochalam tylko raz. Zostalam zdradzona i nie idalo mi sie odzyskac uczucia
      chociaz nigdy nie dostalam jednoznacznej odpowiedzi. "Nie chce o tym
      rozmawiac" "porozmawiam z toba o tym, obiecuje" "to ty mnie nie chcialas" "caly
      czas jestes dla mnie kims waznym" "mam klopoty z praca i tylko teraz o tym
      mysle" "nie wiem co bedzie dalej" "dopoki zyjemy wszystko jest mozliwe". Takie
      odpowiedzi slyszalam na moje pytania i prosby o zdecydowana odpowiedz...
      Latwiej by mi bylo uslyszec zdecydowane nie, bo nadzieja i zludzenia powoduja
      wiele cierpienia. Wiele juz za mna niedlugo bedzie rok ale ciagle jeszcze mam
      fale zalu i nadziei. Tym bardziej ze sie kontaktujemy telefonicznie i sieciowo.
      Mam nadzieje ze wyjde z tego i byc moze bede potrafila jeszcze pokochac. Czego
      wszystkim zdradzonym i odrzuconym tez zycze:-)
      • Gość: anna Re: Bylam naiwna i niedojrzala IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 19.05.04, 18:06
        Wiesz, doskonale Cię rozumiem. Ja miesiąc temu dowiedziałam się, że mój mąż
        kocha inną. A ta inna miłość mieszka 500 km od niego i on zna ją tylko z
        maili. Poznali sie przez Internet, piszą do siebie wiersze, wysyłają
        pierścionki, bieliznę i zdjęcia. I wiesz co? Czuję się bezradna. On twierdzi,
        że nie czuje się przy mnie mężczyzną i stracił już wszelką nadzieję,że to
        kiedykolwiek się zmieni. Zastanawiam się, co robić ? Bo czy można walczyć z
        marzeniem? Ona jest mężatką, ma dwoje dzieci. Czy on może kochać ją bardziej
        ode mnie? Już przed laty mieliśmy podobną sytuację. On odszedł i kiedy już
        zaczęłam układać sobie życie - wrócił. Teraz jestem 13 lat starsza,mamy dziecko
        ale czuję się jak wówczas. Dlaczego ktoś, kogo nawet nie widział i słyszał stał
        się dla niego tak ważny? Czy moja walka jeszcze ma sens?

        • Gość: Marek Dlaczego lesbijki wychodza za maz????? IP: *.midsouth.rr.com 21.05.04, 09:31
          A a przystawiam lusterko i prosze o przejrzenie sie w nim....drogie osoby
          zdradzone...
          Mam znajomego i doprawdy zal patrzec...
          Zona jest strasznie gruba,zadniedbuje dom, nie lubi sprzatac , nie mowiac o
          gotowaniu....
          Jakby tego bylo malo kilka lat po slubie i po urodzeniu 2 dzieci przyznala sie
          ze lubi kobiety duzo bardziej niz panow.Nigdy nie zgodzila sie na czestsze
          wspolzycie z mezem niz co 6 tygodnim, za to kilka lat temu zaczela sie
          spotykac z paniami, tak co okolo 2 tygodnie...przyznaje sie ze ma duzo wiekszy
          pociag do kobiet...maz ...coz maz maz ma pracowac na to wszystko i zapewnic
          dobry poziom zycia, dla niepracujacej zony i dzieci....
          I on to robi , mowi ze powstrzymywanie sie od wspolzycia powoduje u niego
          depresje , bo jego potrzeby to conajmniej 1 raz dziennie...
          Zona wiedziala przed slubem ze lubi kobiety, ale zostala wychowana w tradycyjny
          sposob ktory zakladal ze jako 20 -latka wyjdzie za maz i bedzie chowac
          dzieci....a maz ktory potrzebuje codziennie to pies ktory nigdy nie ma za dosyc-
          zreszta komentuje to tak samo jak jej matka....ktora miala ten sam "problem" ze
          swoim mezem....

          wierzcie mi zal patrec na tego czlowika, ktory jako gleboko wierzacy nigdy
          pomyslal o rozwodzie... a teraz zal mu dzieci....
          zal patrzec , to bardzo dobry czlowiek....

          nie lubie ludzi ktorzy wisza cale zycie na drugim.....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja