Gość: aiszka4
IP: srv1:* / 192.168.1.*
07.09.03, 02:08
Miałam ten wątek założyć po kolacji, ale najpierw musiałam wykastrować kilku
gości;)
Dla znajomych spieszę z wyjaśnieniem, że moje rodzone dzieci śpią spokojnie
w sąsiednim pokoju i nic im nie jest.
Byłam dziś w wesołym miasteczku. Dzieci namówiły mnie na przejażdżkę
kolejką, której tory w pewnym momencie wznosiły się dość stromo, był w tym
miejscy ostry zakręt, a w dodatku wagoniki przychylały się pod dość ostrym
kątem w kierunku ziemi. Jakby tego było mało, tuż przed tymi "atrakcjami"
znajdował się mechanizm, który przyspieszał kolejkę.
Dzieciaki piszczały z uciechy, a ja, zamiast cieszyć się z nimi, modliłam
się w duchu, żeby tylko minąć ten zakręt, żeby szyny, mocowania itd. nie
pusciły, żeby wagoniki nie wypadły. I tak za każdym razem, kiedy tamtedy
przejeżdżaliśmy.
Zero radości, dużo stresu. Kiedy sama byłam dzieckiem, nie miałam takich
problemów.