Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.03, 11:48
Czy tak? Zbieram sie do tego, nie mam sily, wracam, doluje, jestem
rozdrazniona, powatpiewam, zal mnie dopada, ale przyszlosci nie widze z nim.
Czy ta decyzja jest najtrudniejsza, czy najgorsze przede mna dopiero gdy
rozprawy sie zaczna?
Help!
    • alfika Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu 07.09.03, 14:54
      Najtrudniejsze są decyzje nieprzemyślane i bez poczucia pewności.
      Prześladują przez całe życie.
      warto przemyśleć każde rozwiazanie, choćby milion razy, aż do zdecydowania się
      na najlepsze.
    • Gość: girfriend ślub jest całkiem łatwy przecież, ha ha ;-) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.03, 14:59
    • jarecki35 Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu 08.09.03, 13:38
      Bierz Dziewczyno sie do tego czym predzej! Ha madry jestem, bo po wszystkim,
      ale nie ma co odwlekac, jesli taka mysl zapadla. Dlaczego sie rozwodzicie?
    • Gość: *** Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu IP: 217.153.39.* 08.09.03, 15:38
      Rozwód to podobno druga rzecz w kolejności na liście najbardziej stresogennych
      sytuacji w życiu człowieka (pierwsza to śmierć partnera). I taka jest prawda
      bez względu na to dlaczego sie rozwodzicie to jest to przeogromny ciężar na
      sercu. Wiem, bo.. sama jestem tuż przed złożeniem pozwu. Leży gotowy w
      szufladzie i czeka aż... znajdę w sobie pewność i odwagę. Tak jak napisał ktoś
      wczesniej - trzeba to przemyśleć milion razy, rozważyć, porozmawiać może z
      kimś "mądrzejszym".
      Ja przynajmniej tak robię - myślę, rozmawiam, zadaję sobie i innym milion pytań.
      Ale nikt za mnie tej decyzji nie podejmie. Nie mogę już z NIM być.
      Nie bił mnie, nie pił, był fajnym człowiekiem, w grę nie wchodził nikt trzeci
      (ani z mojej, ani z Jego strony). Ale.. nie kochałam Go. I wiem, że nigdy bym
      nie pokochała.

      Trzymaj sie i bądź silna.

      Pozdrawiam
      ***

      • Gość: resztka Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.03, 17:57
        Z kim mam porozmawiac, z psychologiem?
        Jak to przemyslec? analize wady/zalety? Jak to robisz ***?? Moj maz dzis
        stwierdzil, ze jest gotowy na rozwod, czeka tylko na mnie:( Rozwodzimy sie, bo
        nie pasujemy do siebie, roznica charakterow, sposobu na zycie.

        Dziekuje za odp. czekam na nastepne glosy.
        • Gość: Terry Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu IP: 167.178.112.* 08.09.03, 18:24
          To po co żeście zawierali zw.małżeński ? Na jaja ? Nie wiedzieliście, że nie
          pasujecie do siebie ? A może jesteście małolatami i coś was zmuszało ?
          • Gość: *** Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu IP: 217.153.39.* 09.09.03, 16:34
            Gość portalu: Terry napisał(a):

            > To po co żeście zawierali zw.małżeński ? Na jaja ? Nie wiedzieliście, że nie
            > pasujecie do siebie ? A może jesteście małolatami i coś was zmuszało ?

            Wiesz co Terry, w życiu niestety jest tak że nie wszystko jest czarne lub
            białe. W moim przypadku było to tak: nie bylismy małolatami bo ślub był bliżej
            30 niż 20, choć pewnie nie wiek świadczy o dpjrzałości emocjonalnej. Czy nie
            wiedzieliśmy, że się od siebie różnimy? Wiedzieliśmy. Bardzo dobrze, ale
            mieliśmy ogromną nadzieję, że te różnice będą się zmniejszać i będą nas raczej
            łączyć niż dzielić. Niestety okazało się inaczej. Przepaść się pogłębiała, a my
            zaczęliśmy rozmawiać w dwóch różnych językach. Brak możliwości komunikacji. I
            tyle.
            Najgorsze w życiu jednak jest to, że.. zawsze musi być ta osoba, która TO
            powie. ROZWÓD. W moim przypadku to byłam ja. Wychodząc z inicjatywą sama na
            własne życzenie obrałam trudniejszą rolę. Mąż postawił się w roli ofiary -
            biednego odrzuconego, kochającego nadal. No ale tak czasem musi być.

            Pozdrawiam
            ***
        • Gość: *** Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu IP: 217.153.39.* 09.09.03, 16:29
          Gość portalu: resztka napisał(a):

          > Z kim mam porozmawiac, z psychologiem?
          Myslę, że też. Ja tak zobiłam i wcale nie po to by mnie ukierunkowywał, by
          powiedział co zrobić, ale po to by... pomógł mi znaleźć przyczyne rozpadu
          mojego małżeństwa. Po to bym wiedziała czego nie robic w przyszłości.

          > Jak to przemyslec? analize wady/zalety? Jak to robisz ***??
          Ja po prostu siadam, zamykam oczy, włączam ulubiona muzyke, biorę kota na
          kolana i.. staram się zastanowić nad tym czy rzeczywiście tego się już nie da
          uratować.. Staram się wyobrazic sobie NAS za 10, 20, 30 lat. Zadaje sobie
          pytanie: Czy chcesz by to był ojciec Twojego dziecka? Czy budząc się rano
          byłaś/będziesz szczesliwa patrząc na tego człowieka? Myślę. Bez przerwy myślę.
          Poza tym staram się nie izolować od rodziny i znajmowych. To okropnie trudne
          (nie wiem czy dla mnie nie najtrudniejsze) tłumaczyć tysiące razy dlaczego tak
          sie stało, a czy na pewno jesteśmy co do tej decyzji przekonani itd. Ale nie
          można przed tym uciekać. Trzeba wysłuchać to co mają do powiedzenia inni.
          Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy ile więcej od nas widzą osoby postronne.
          To pozwala nam spojrzeć na całą sytuacje z boku. Ale jest tak jak Ci pisałam -
          nikt nie podejmie decyzji za Ciebie. To Ty będziesz nosiła to brzemie całe
          życie bez względu na to co zrobisz.

          Ale pamiętaj o jednym - jeśli juz doszliście do punktyu, w którym powstała myśl
          o rozwodzie, to naprawdę warto zastanowić się nad tym co do tego doprowadziło i
          bardzo uważnie się temu przyjrzeć. Ludzie, którzy się naprawdę kochają i chcą
          walczyć o swoje szczęście, nawet w obliczu trudności dnia codziennego, nigdy
          nie mówią o rozwodzie!!!

          > Moj maz dzis stwierdzil, ze jest gotowy na rozwod, czeka tylko na mnie:(
          Rozwodzimy sie, bo
          > nie pasujemy do siebie, roznica charakterow, sposobu na zycie.
          Tak jest dokładnie u mnie. Potworna rozbieżnośc w spojrzeniu na świat.
          Rozbieżność dążeń i ambicji. Tak bywa.

          Pozdrawiam ciepło i życzę dużo siły
          ***

    • matrek Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu 08.09.03, 15:43
      Tak jest zawsze. Chyba kazdy przechodzi przez taki okres watpliwosci i
      rozterek, a decyzja o rozwodzie - nawet gdy wie sie, ze jest konieczna - zawsze
      jest trudna. Mysle ze ta decyzja - mimo, ze nawet istnieje - potrzebuje czasu,
      aby jak owoc dojrzec w czlowieku.
      • Gość: ania Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.09.03, 12:50
        A czy bywa i tak, ze.. pomimo to, iż jest się na 99% pewnym decyzji - pojawiają
        sie wątpliwości?
        Ja mam wrażenie, ze 100% ma sie bardzo rzadko. A moze nikt nie wiem tego na
        pewno?
        Tylko co to znaczy dojrzeć do tej decyzji?

        pozdrawiam wszystkich "dojrzewających"
        • alfika Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu 10.09.03, 14:10
          Nie miałabym odwagi rozwodzić się nie mając 100-procentowej pewności, że to
          jedyne wyjście.
          Z braniem ślubu podobnie.

          Może to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego tak dużo rozwodów?
        • matrek Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu 11.09.03, 02:37
          Dojrzec, tzn wlasnie przygotowac sie psychicznie i mentalnie do postawienia
          kropki nad "i", do psychicznego udzwigniecia odpowiedzialnosci za te decyzje,
          uswiadomic sobie samemu, ze to jedyne mozliwe rozwiazanie i przekonac sie, ze
          brak jest juz innych drog.
    • Gość: resztka Do *** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.09.03, 20:19
      Skad jestes ***? Chcialabym porozmawiac z Toba, jesli to mozliwe.
      • Gość: *** Re: Do *** IP: 217.153.39.* 10.09.03, 13:24
        Gość portalu: resztka napisał(a):

        > Skad jestes ***? Chcialabym porozmawiac z Toba, jesli to mozliwe.

        Jestem z Warszawy.
        Jesli chcialabys ze mna porozmawiac nie ma problemu. Podaj mi swoj adres e-
        mail. Na pewno napisze.

        Pozdrawiam
        ***
        • pastell Re: Do *** 11.09.03, 21:13
          Oto @ do mnie: pastell@gazeta.pl
          Czekam, pozdrawiam.
    • johana13 Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu 10.09.03, 14:40
      z tego co czytam, nie macie dzieci...wtedy jest już niestety zupełnie
      inaczej ...:(
      Pzdr
    • gso Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu 11.09.03, 10:13
      Wydaje mi się, że pierwszy krok już zrobiłaś, a teraz drepczesz w kółko.
      Sam rozwód to nic strasznego, jeżeli oboje tego chcecie, nie macie dzieci, dwie
      krótkie rozprawy i po sprawie. Tyle tylko, że ty tego nie chcesz.
    • ravny Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu 11.09.03, 10:50
      Tez sie sklaniam do tego i cofam.:( Milion watpliwosci.
      A pytanie mam z praktycznej strony - czy przy rozprawie rozwodowej musze tez
      robic podzial majatku czy moga to byc dwie rozne rozprawy? Czy wszystko co ja
      kupie przed rozwodem to i tak w polowie dostanie sie formalnej "drugiej
      polowie"? nie wiem nie wiem nie wiem. Ale dluzej juz nie moge.
    • megxx Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu 11.09.03, 11:40
      Jeżeli obydwoje chcecie rozwodu, jeżeli nie chcecie jeszcze z tym poczekać,
      jeżeli nic nie łączy Was uczuciowo, żyjecie jakoś niezależnie materialnie,
      skończyła się między Wami więź fizyczna(To podstawa w sądzie-czas jaki nie
      sypiacie ze sobą), to po prostu usiądźcie wespół porozmawiajcie jak chcecie się
      rozwieść, co wiecie na ten temat, a co jeszcze musicie sprawdzić.
      Z Twojego postu wynika, że mąż chciałby abyś Ty wszystko załatwiła, a on
      ewentualnie na to się zgodzi. Czy tak było ze wszystkim, to Ty byłaś planistą i
      inicjatorem działań w związku?
      W sądach są tłumy młodych, rozwodzących się ludzi. Czy śluby bierze się za
      szybko, czy tak trudno poddać się rzeczywistości instytucji małżeństwa( a różni
      się ona od marzeń i wyobrażeń zasadniczo), czy tak łatwo się rezygnuje z prób
      odnalezienia się na nowo, czy decyzja o rozwodzie jest dla młodszego pokolenia
      znacznie łatwiejsza niż dla pokolenia 40-50 latków.
    • Gość: Triss Merigold Re: Najtrudniejszy pierwszy krok...do rozwodu IP: *.acn.waw.pl 11.09.03, 21:31
      Jeśli rozwód jest za porozumieniem stron i nie macie dzieci to wystarczą dwie
      dość krótkie rozprawy. Podział majątku to odrębna sprawa, wszystko co nabyłaś
      przed ślubem należy do Ciebie. Stresująca sytuacja, też przeżyłam rozwód i
      doszło do niego z podobnych powodów jakie wymieniłaś. Mogę Cię pocieszyć, że po
      podjęciu decyzji (to ex-mąż składał pozew) poczułam ulgę chociaż było mi
      przykro.Nie spotkałam się w sądzie z dociekaniem dlaczego nie chcemy być razem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja