anidobraanizla
26.04.08, 04:09
Wiadomo, że większość ludzi nie jest zdolna do miłości. "Miłość" to
tylko namiętność, która mija, ale ludzie deklarują się, że "na
zawsze".
Wiadomo, że większość nie jest zdolna do przyjaźni. "Przyjaźń" to
zmuszanie innych, aby towarzyszyli nam w rozrywce lub dawanie się
wykorzystywać - do wyboru.
Wiadomo, że wielu rodziców, "kocha" swoje dzieci, bo biologia tak im
każe. Żadnego tam: "Mam dziecko, bo go pragnę i mam gdzieś
pomnażanie gatunku".
Tylko, po co oszukiwać dzieci? Nie mogę tego znieść, że wmawia się
dzieciom różne bzdury. Szczególnie te, że ktoś je kiedyś będzie
prawdziwie kochał, za samo to, że jest. Potem dziecko dorasta i się
dowiaduje, że na miłość trzeba sobie zasłużyć: dając d***, dużo
zarabiając, wyglądając jak sobie ktoś zażyczy. I, nawet jak poświęci
siebie, aby spełniać czyjeś wymagania - to musi tolerować fakt, że i
tak się znudzi innym.
Często się zastanawiam, kiedy widzę jakieś dziecko, co go czeka. Czy
będzie miało tyle szczęścia(?) co ja, czy się zabije. Czy nauczy się
nieangażować emocjonalnie czy będzie naiwnie wierzyć, że ludzie są
dobrzy i nie myślą tylko o sobie.
To nie jest tak, jak ze Świętym Mikołajem - niby nie istnieje, ale
jest symbolem sprawiania innym przyjemności. Dziecko wierzy, że
nawet, jeśli nie wszyscy są dobrzy, to na pewno spotka kogoś, dla
kogo bedzie coś znaczyć. Dorasta i okazuje się, że dla większości
jest obojętne (jak przewidywało), a reszta je doi i niszczy.
Ja tam sie zawiodłam tym światem i niczego się już po nim nie
spodziewam. Żal mi tylko innych...