Biedne, małe dzieci.

26.04.08, 04:09
Wiadomo, że większość ludzi nie jest zdolna do miłości. "Miłość" to
tylko namiętność, która mija, ale ludzie deklarują się, że "na
zawsze".

Wiadomo, że większość nie jest zdolna do przyjaźni. "Przyjaźń" to
zmuszanie innych, aby towarzyszyli nam w rozrywce lub dawanie się
wykorzystywać - do wyboru.

Wiadomo, że wielu rodziców, "kocha" swoje dzieci, bo biologia tak im
każe. Żadnego tam: "Mam dziecko, bo go pragnę i mam gdzieś
pomnażanie gatunku".

Tylko, po co oszukiwać dzieci? Nie mogę tego znieść, że wmawia się
dzieciom różne bzdury. Szczególnie te, że ktoś je kiedyś będzie
prawdziwie kochał, za samo to, że jest. Potem dziecko dorasta i się
dowiaduje, że na miłość trzeba sobie zasłużyć: dając d***, dużo
zarabiając, wyglądając jak sobie ktoś zażyczy. I, nawet jak poświęci
siebie, aby spełniać czyjeś wymagania - to musi tolerować fakt, że i
tak się znudzi innym.
Często się zastanawiam, kiedy widzę jakieś dziecko, co go czeka. Czy
będzie miało tyle szczęścia(?) co ja, czy się zabije. Czy nauczy się
nieangażować emocjonalnie czy będzie naiwnie wierzyć, że ludzie są
dobrzy i nie myślą tylko o sobie.

To nie jest tak, jak ze Świętym Mikołajem - niby nie istnieje, ale
jest symbolem sprawiania innym przyjemności. Dziecko wierzy, że
nawet, jeśli nie wszyscy są dobrzy, to na pewno spotka kogoś, dla
kogo bedzie coś znaczyć. Dorasta i okazuje się, że dla większości
jest obojętne (jak przewidywało), a reszta je doi i niszczy.

Ja tam sie zawiodłam tym światem i niczego się już po nim nie
spodziewam. Żal mi tylko innych...
    • bene_gesserit Re: Biedne, małe dzieci. 26.04.08, 11:16
      anidobraanizla napisała:

      > Wiadomo, że większość ludzi nie jest zdolna do miłości. "Miłość"
      to
      > tylko namiętność, która mija, ale ludzie deklarują się, że "na
      > zawsze".
      >
      > Wiadomo, że większość nie jest zdolna do przyjaźni. "Przyjaźń" to
      > zmuszanie innych, aby towarzyszyli nam w rozrywce lub dawanie się
      > wykorzystywać - do wyboru.
      >
      > Wiadomo, że wielu rodziców, "kocha" swoje dzieci, bo biologia tak
      im
      > każe. Żadnego tam: "Mam dziecko, bo go pragnę i mam gdzieś
      > pomnażanie gatunku".

      Jest wielka roznica miedzy 'wiadomo' (w ogole wiadomo, jest to
      wynik logicznego rozumowania, jest to wynik powtarzalnych w kazdym
      kraju badan itd), a 'wydaje mi sie' czy 'z moich doswiadczen
      wynika'.

      > Tylko, po co oszukiwać dzieci? Nie mogę tego znieść, że wmawia
      się
      > dzieciom różne bzdury. Szczególnie te, że ktoś je kiedyś będzie
      > prawdziwie kochał, za samo to, że jest. Potem dziecko dorasta i
      się
      > dowiaduje, że na miłość trzeba sobie zasłużyć: dając d***, dużo
      > zarabiając, wyglądając jak sobie ktoś zażyczy. I, nawet jak
      poświęci
      > siebie, aby spełniać czyjeś wymagania - to musi tolerować fakt,
      że i
      > tak się znudzi innym.

      Jesli wchodzisz w taki model milosci, nie masz co liczyc na zdrowy,
      dobry zwiazek. Ale zdarzaja sie inne.

      > Często się zastanawiam, kiedy widzę jakieś dziecko, co go czeka.
      Czy
      > będzie miało tyle szczęścia(?) co ja, czy się zabije. Czy nauczy
      się
      > nieangażować emocjonalnie czy będzie naiwnie wierzyć, że ludzie

      > dobrzy i nie myślą tylko o sobie.

      Bo o wiele lepiej byz zgorzknialym i cynicznym starcem, jak tylko
      skonczy sie 18 lat?

      > To nie jest tak, jak ze Świętym Mikołajem - niby nie istnieje,
      ale
      > jest symbolem sprawiania innym przyjemności. Dziecko wierzy, że
      > nawet, jeśli nie wszyscy są dobrzy, to na pewno spotka kogoś, dla
      > kogo bedzie coś znaczyć. Dorasta i okazuje się, że dla większości
      > jest obojętne (jak przewidywało), a reszta je doi i niszczy.
      >
      > Ja tam sie zawiodłam tym światem i niczego się już po nim nie
      > spodziewam. Żal mi tylko innych...

      A dlaczego i po co zyjesz w takim razie? Kazdego dnia wstajesz z
      lozka?
      • gapuchna Re: Biedne, małe dzieci. 26.04.08, 12:13
        A dlaczego i po co zyjesz w takim razie? Kazdego dnia wstajesz z
        lozka?
        -----
        zadałaś komuś takie pytanie. Ja ci odpowiem - nie wiem. Ja naprawdę nie wiem, po
        co zaczynam każdy dzień. Nie zakończę, bo nie jestem odważna. Ale wiem, ze można
        żyć bez celu, bez nadziei, bez sensu, bez niczego. Jak maszyna, zwierze. MOżna
        patrzeć na słońce - i drażni, można chodzić do pracy - bo trzeba, można pomagać
        innym - bo oczekują tego. Tylko że w życiu, kiedy braknie tego jakiegoś, dla
        mnie nie zdefiniowanego - celu, to wszystko jest na nic. I takie życie staje się
        męką.
        • anaisanais Re: Biedne, małe dzieci. 26.04.08, 14:00
          Tylko że w życiu, kiedy braknie tego jakiegoś, dla
          > mnie nie zdefiniowanego - celu, to wszystko jest na nic. I takie życie staje si
          > ę
          > męką.

          Wedlug mnie nie ma ogolnie zdefiniowanego celu w zyciu, ktory sie wyczyta w
          ksiazce i zaaplikuje w swoim zyciu. Kazdy odkrywa ten cel dla siebie. Niektorzy
          poswiecaja zycie pasjom i np. angazuja sie w jakies dzialalnosci w ktorych widza
          sens, albo oblatuja swiat dookola, albo zakladaja hodowle roslin. To wszystko
          wyplywa ze znajomosci siebie i z milosci do czegos. Wierze ze kazdy ma takie
          cos, ale nie kazdy potrafi odnalezc. Warto jednak zaczac :)
          • gapuchna Re: Biedne, małe dzieci. 26.04.08, 15:01
            Może ja źle to powiedziałam? Są cele, które realizuję. Mam zainteresowania,
            które sprawiają mi jakąś przyjemność.
            -------
            To wszystko wyplywa ze znajomosci siebie i z milosci do czegos. Wierze ze kazdy
            ma takie cos, ale nie kazdy potrafi odnalezc. Warto jednak zaczac
            -------

            Poznałam siebie. I mam w sobie miłość. Ale ta wiedza, i t uczucie są
            bezproduktywne. Są martwe. Z tym nie potrafię sobie poradzić.
            Ale nic, jakoś dożyję życie do samego końca. Chyba większość z nas tak właśnie
            żyje. Spełnienie, radość prawdziwa, taka dogłębna, zdarza się niewielu. I pewni
            to jest normalne. Ludzkie.
            • anaisanais Re: Biedne, małe dzieci. 26.04.08, 15:56
              > Poznałam siebie. I mam w sobie miłość. Ale ta wiedza, i t uczucie są
              > bezproduktywne. Są martwe. Z tym nie potrafię sobie poradzić.
              To znaczy ze mimo calej wiedzy jaka masz o sobie i milosci nie masz w sobie radosci?

              Ja widze zmiany w sobie wynikajace wlasnie z lepszego poznania siebie i swoich
              potrzeb - w prostym sensie - co lubie, a czego nie i z rozwijania i podazania za
              tymi rzeczami ktore daja mi satysfakcje. Powoli ale sie zmienia na lepsze.
              Czasem widze ludzi dookola ktorzy maja ogromna pasje zycia i radosc zycia, mimo
              ze ani nie stoi za tym zaden sukces zawodowy ani nawet zadna inna glebia - ot
              tak po prostu potrafia sie cieszyc wszystkim.

              • gapuchna Re: Biedne, małe dzieci. 26.04.08, 16:08
                A ja sobie tak myślę, że to również kwestia mojego charakteru. Jestem
                malkontentem, pesymistą. Mimo że uśmiecham się bardzo, bardzo często. Ale tam w
                głębi mnie siedzi paskudny człowieczek, załamany sobą, zniechęcony do siebie
                samego. Pozór goni pozór - tym też jestem zmęczona.
                Powiedz, jak dochodziłaś do takiego uspokojenia z samą sobą, o ile musiałaś w
                ogóle pokonywać taką drogę.
                Och, mam dziś kiepski dzień!
                • anaisanais Re: Biedne, małe dzieci. 26.04.08, 23:46
                  Nie jestem zadnym guru i mysle ze jesli czlowiek mial kiedys tendencje do
                  pesymizmu i depresyjne mysli to to jest praca calego zycia aby z tym walczyc.
                  Ale to co mi pomoglo: przede wszystkim chciec i wierzyc ze sie uda, mi pomogla
                  wiara w Boga i modlitwa, medytacja - bo mam problem ze mysli mi sie kolacza po
                  glowie, terapia i poznawanie swoich potrzeb, dobrzy ludzie ktroych mialam
                  szczescie spotkac, rozmawianie o tym co mnie dreczy, milosc mojego chlopaka, od
                  kiedy jestesmy razem nie mam czarnych mysli, ale dlugo bardzo bylam sama.
                  Doswiadczanie - ze gdy pracujesz nad soba jakos swiat wokol sie zmienia i ty to
                  widzisz i czujesz ze te zmiany sa dobre i to daje ci sile.
                  Tak ze widzisz nic odkrywczego w tym nie ma i mysle ze kazdy ma jakas wlasna
                  droge ktora podaza i ktora prowadzi do jakiegos ladu w tobie. Znam osobe ktora
                  tyle juz tych zmian przezyla pozytywnych i tyle pracy "odwalila" a nadal tkwi w
                  czarnych myslach i sadzi ze nic sie tak naprawde nie zmienia. Tylko ktos z boku
                  patrzac widzi jak bardzo sie zmienila.
                  • wichrowe_wzgorza Re: Biedne, małe dzieci. 26.04.08, 23:50
                    anaisanais napisała:

                    > Nie jestem zadnym guru i mysle ze jesli czlowiek mial kiedys tendencje do
                    > pesymizmu i depresyjne mysli to to jest praca calego zycia aby z tym walczyc.
                    > Ale to co mi pomoglo: przede wszystkim chciec i wierzyc ze sie uda, mi pomogla
                    > wiara w Boga i modlitwa, medytacja - bo mam problem ze mysli mi sie kolacza po
                    > glowie, terapia i poznawanie swoich potrzeb, dobrzy ludzie ktroych mialam
                    > szczescie spotkac, rozmawianie o tym co mnie dreczy, milosc mojego chlopaka, od
                    > kiedy jestesmy razem nie mam czarnych mysli, ale dlugo bardzo bylam sama.
                    > Doswiadczanie - ze gdy pracujesz nad soba jakos swiat wokol sie zmienia i ty to
                    > widzisz i czujesz ze te zmiany sa dobre i to daje ci sile.
                    > Tak ze widzisz nic odkrywczego w tym nie ma i mysle ze kazdy ma jakas wlasna
                    > droge ktora podaza i ktora prowadzi do jakiegos ladu w tobie. Znam osobe ktora
                    > tyle juz tych zmian przezyla pozytywnych i tyle pracy "odwalila" a nadal tkwi w
                    > czarnych myslach i sadzi ze nic sie tak naprawde nie zmienia. Tylko ktos z boku
                    > patrzac widzi jak bardzo sie zmienila.

                    No tak, to dlaczego zniechecasz?:)
                    • anaisanais Re: Biedne, małe dzieci. 27.04.08, 00:14
                      ale do czego zniechecam?
    • solaris_38 Re: Biedne, małe dzieci. 26.04.08, 13:25
      poszukaj miejsc i ludzi którzy cię nie zawiodą i dla których ty będziesz
      wreszcie tym czego oczekują od ludzi
      (no przynajmniej bardziej ... )

      i .. działajcie

      zmieńcie świat na lepsze skoro już wiecie jak to jest .. lepiej
    • anidobraanizla :( 26.04.08, 13:41
      Nie da się wybrać rodzaju relacji. Samemu można potrafić się
      określić, ktoś też mówi, że chce tego samego - i nawala!

      Co z tego, że nagadamy dziecku bzdur, skoro ono w wieku osiemnastu
      dowie się prawdy i też zgorzknieje albo się zabije? Prawdy dowie się
      na własnej skórze.

      Ja nie żyję po to, aby marnować czas na "wyższe" relacje
      międzyludzkie. Bo mnie udało się zobojętnieć (prawie zupełnie).
      Zobojętnianie to często długi i bolesny proces - nie każdy mu
      podoła... Nie podoła - umrze. Mało prawdopodobne, że pojawi się
      ktoś, kto będzie chciał tej osobie pomóc swoją obecnością.
      Nie mówię, żeby dziecku wmawiać, że na świecie jest tylko zło. Ale,
      niech lepiej wie, że miłość i przyjaźń, to tylko luksus trafiający
      się niektórym.

      Znam osób:
      - zdolnych do prawdziwej miłości: 3,
      - zdolnych do prawdziwej przyjaźni: 0.

      Osobiście, mogłam tyle zrobić, że sama nikogo nie krzywdzę.



      • anaisanais Re: :( 26.04.08, 14:22
        > Nie da się wybrać rodzaju relacji. Samemu można potrafić się
        > określić, ktoś też mówi, że chce tego samego - i nawala!

        Wlasnie Ty kreujesz rodzaj relacji i nadajesz jej sens.

        > Zobojętnianie to często długi i bolesny proces - nie każdy mu
        > podoła... Nie podoła - umrze.

        Mysle ze jesli byl bolesny to jeszcze walczylas zeby nie zobojetniec ale pewnie
        sil nie starczylo. Zobojetnienie jest najprostsze.

        >
        > Osobiście, mogłam tyle zrobić, że sama nikogo nie krzywdzę.

        Oprocz siebie?

        • anidobraanizla Re: :( 26.04.08, 14:30
          Niestety, relację kreują dwie osoby - siłą kogoś nie zmuszę, aby nie
          zawodził.

          A zobojętniałam na własne życzenie. I nie żałuję. Widzę, że było
          warto. Bolało, bo wciąż istniała potrzeba bliskości, ale zabiłam ją.
          • anaisanais Re: :( 26.04.08, 14:43
            > A zobojętniałam na własne życzenie. I nie żałuję. Widzę, że było
            > warto. Bolało, bo wciąż istniała potrzeba bliskości, ale zabiłam ją.

            Przerazasz mnie dziewczyno. Na wlasne zyczenie zmieniasz sie w kogos bez uczuc i
            sama to w sobie akceptujesz.
            Obojetniejesz na wszystko takze na dobre rzeczy ktore cie spotkaja.
            Ale to twoj wybor, widze ze swiadomie tak chcesz.
            Sorry ze wpychalam sie ze swymi radami widze ze nie ma potrzeby ich dawac skoro
            ty w sumie nie pytasz o to jak sie zmieniac,choc ja jakos tak to zinterpretowalam.
            Obojetniej w spokoju!
            Pozdr.
            • anidobraanizla Re: :( 26.04.08, 14:49
              Nie obojętnieję na wszystko, co dobre ;)

              Dostrzegam, np. że ludzie działają charytatywnie. Nie wierzę w
              relacje między dwiema osobami, ale wierzę, że można pomóc jakiejś
              grupie społecznej.
      • bszalacha Re: :( 25.05.08, 10:30
        Moim zdaniem miłośc i przyjażń to Baaaaaaaardzo cięzka praca nad
        sobą,przede wszystkim nad swoim egocentryzmem.NIKT nie jest w stanie
        żyć wyłącznie dla spełniania marzeń innych osób/w tym Twoich/.Nie
        obrazaj się więc tylko spróbuj dawać coś od siebie tym,na których ci
        zależy.I mów im o tym tak,jak oczekujesz sama.
    • anaisanais Bardzo Ci wspolczuje, biedna, mala dziewczynko 26.04.08, 13:46
      Przyznam ze caly Twoj post wieje ogromnym rozczarowaniem i pewnie Ci ciezko
      myslac tak.
      Widzisz ja mam zupelnie inne podejscie - uwazam ze ludzie sa zdolni do milosci.
      Uwazam ze sa zdolni do przyjazni i sa rodzice ktorzy kochaja swoje dzieci.
      Generalizowanie znaczy ze Ty niestety takich nie spotykasz lub raczej ich nie
      widzisz choc jestem pewna ze sa w Twoim otoczeniu. Mysle ze to Ty nie potrafisz
      kochac i to ty nie umiesz zbudowac przyjazni. Wybacz jesli zabrzmialo to ostro.
      Jesli nosisz w sobie wiele gorzkich ran widzisz swiat przez ich perspektywe.
      Jesli Ty jestes zranionym dzieckiem ktorego rodzice nie nauczyli milosci to jest
      normalne ze tego nie potrafisz. Ale teraz jestes dorosla i tylko od Ciebie
      zalezy czy i kiedy zaczniesz to zmieniac. Teraz jestes dorosla. Wierz mi, ze
      moze byc inaczej ale to wymaga duzej pracy.
      I mow ja a nie oni.
      Pozdrawiam cieplo.



      • anidobraanizla Re: Bardzo Ci wspolczuje, biedna, mala dziewczynk 26.04.08, 13:56
        Tu nie chodzi o moich rodziców.

        Dużo obserwuję i sama dużo przeszłam. W relacjach z innymi dawałam z
        siebie wszystko, ale to oni zawiedli. Wszędzie widzę/słyszę/czytam,
        o rozwodach, morderstwach, zdradach, itd. Wiele razy próbowałam się
        z kimś przyjaźnić, ale byłam fajna, póki można było mnie
        wykorzystywać do czegoś. Dzisiaj, już nie jestem zdolna do
        przyjaźni, ale też nie obiecuję jej innym, aby odejść.
        Do miłości jestem zdolna, ale tylko tej duchowej: wysłuchać,
        wesprzeć, opiekować się kimś, itd.

        • anaisanais Re: Bardzo Ci wspolczuje, biedna, mala dziewczynk 26.04.08, 14:06
          W relacjach z innymi dawałam z
          > siebie wszystko, ale to oni zawiedli. Wszędzie widzę/słyszę/czytam,
          > o rozwodach, morderstwach, zdradach, itd. Wiele razy próbowałam się
          > z kimś przyjaźnić, ale byłam fajna, póki można było mnie
          > wykorzystywać do czegoś. Dzisiaj, już nie jestem zdolna do
          > przyjaźni, ale też nie obiecuję jej innym, aby odejść.
          > Do miłości jestem zdolna, ale tylko tej duchowej: wysłuchać,
          > wesprzeć, opiekować się kimś, itd.

          Gdzies juz widzialam tu takie posty jak ludzie sa rozczarowani przyjaznia daja z
          siebie wszystko a ktos nic.
          Ale to tez wynika z tego jak te relacje budujemy. Moze nie trzeba wchodzic w
          przyjazn od razu dajac "wszystko". Moze warto sie nauczyc budowac granice?
          Wydaje mi sie ze ty masz potrzebe ogromnego dawania ale tez otrzymywania.
          Problem w tym ze nie kazdy musi dawac Ci tyle samo i to prowadzi to poczucia
          wykorzystania.
          >
          Wszędzie widzę/słyszę/czytam,
          > o rozwodach, morderstwach, zdradach, itd.
          jak to sie ma do tej przyjazni????
          • anidobraanizla Re: Bardzo Ci wspolczuje, biedna, mala dziewczynk 26.04.08, 14:11
            Ja zawsze stawiam wszystko jasno. I te osoby zawodziły w tym, co
            obiecywały. Ja do niczego nie zmuszam. Niektóre, nawet znęcały się
            psychicznie.

            Dzisiaj, mam inne cele w życiu. I nie ma możliwości, aby coś się po
            drodze trafiło, bo ja już koło tego przejdę obojętnie. Tylko, czy
            inni muszą tak kończyć? Empatia mi jednak została...
            • bszalacha Re: Bardzo Ci wspolczuje, biedna, mala dziewczynk 05.07.08, 04:01
              Nieprawda,nie została Ci empatia tylko gorycz.Nie można niczego
              dobrego dać innym,gdy ma się w sobie taki ładunek.zapytaj ludzi jak
              Cię odbierają,to będzie wazniejsze niż twój nieskorygowany pogląd.
              • anidobraanizla Re: Bardzo Ci wspolczuje, biedna, mala dziewczynk 05.07.08, 17:54
                bszalacha napisała:

                > Nieprawda,nie została Ci empatia tylko gorycz.Nie można niczego
                > dobrego dać innym,gdy ma się w sobie taki ładunek.zapytaj ludzi
                jak
                > Cię odbierają,to będzie wazniejsze niż twój nieskorygowany pogląd.


                Empatia to umiejętność wczuwania się w cudze emocje - a to mam.
                Sama lepiej wiem, czy skorygowałam moje poglądy.
                Ludzie odbierają mnie różnie, ale życzliwi - dobrze. Nie podobam się
                tylko hedonistom i im podobnym, ale z wzajemnością.
    • mskaiq Re: Biedne, małe dzieci. 26.04.08, 14:07
      anidobraanizla napisała:
      >Ja nie żyję po to, aby marnować czas na "wyższe" relacje
      >międzyludzkie. Bo mnie udało się zobojętnieć (prawie zupełnie).
      >Zobojętnianie to często długi i bolesny proces - nie każdy mu
      >podoła... Nie podoła - umrze. Mało prawdopodobne, że pojawi się
      >ktoś, kto będzie chciał tej osobie pomóc swoją obecnością.
      >Nie mówię, żeby dziecku wmawiać, że na świecie jest tylko zło. Ale,
      >niech lepiej wie, że miłość i przyjaźń, to tylko luksus trafiający
      >się niektórym.
      Proces zobojetnienia jest bardzo prosty, przychodzi bez wysilku tyle
      ze im bardziej stajesz sie obojetna tym trudniej sie zyje, tym
      wiecej jest w Tobie zla.
      Ten proces trwa i zwykle prowadzi do samobojstwa, albo obledu. Nie
      mozna zyc bez milosci, male dziecko pozbawione milosci przestaje sie
      rozwijac, dominuje w nim strach, zlosc i nienawisc.
      Nie wiem co sie stalo w Twoim zyciu, przypuszczam ze spotkal Cie
      zawod milosny i nie potrafisz wybaczyc, pojawila sie nienawisc ktora
      niszczy Twoje zycie. Wybralas zlo zamiast dobra i wybaczenia ale zlo
      ma do zaoferowania tylko wieksze cierpienie przez ktore bedziesz
      musiala przechodzic.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • wichrowe_wzgorza Re: Biedne, małe dzieci. 26.04.08, 14:17
      anidobraanizla napisała:


      > Ja tam sie zawiodłam tym światem i niczego się już po nim nie
      > spodziewam. Żal mi tylko innych...

      Zamiast żalowac innych, litować się nad nimi, zalecam skupienie się nad tym, aby
      odzyskać Wiarę. To zalosne, w morzu niewiary, ktora zdaje się zatapiac ludzi,
      wylewać kubel nowej:)
      Swiat nie jest idealny, ale zadanie dla Ciebie - do konca probowac czynic go
      lepszym - w tym siebie. Dodam - nie lepszym od innych:)
      3maj sie
      • anidobraanizla Re: Biedne, małe dzieci. 26.04.08, 14:33
        Nie chcę odzyskać wiary.
        Kiedy tylko zmieniłam siebie (czyli postanowiłam być fair wobec
        innych), zaczęło się najgorsze, bo ludzie to wykorzystywali.
    • anidobraanizla Re: Chciałabym tylko,... 26.04.08, 14:39
      ...aby ludzie obiecywali to, co mogą zrobić i robili to, co
      obiecali. O ile to by było piękniej.

      Jeśli, wie na pewno, że nie opuści kogoś aż do śmierci - to niech to
      obieca. A, jak się nie jest pewnym - to też mówić, że się nie jest
      pewnym.
      Dla kogoś "przyjaźń", to tylko plotkowanie przy piwie - niech o tym
      mówi głośno, zamiast deklarować: "We wszystkich problemach możesz na
      mnie liczyć".

      Najbardziej, drażni mnie fałsz. Ale, aby to zmienić, trzeba pracować
      nad rozwojem osobistym, wiedzieć czego się chce, itp. Praca ciężka,
      ale przyjemna - bo daje poczucie bezpieczeństwa, że można sobie
      samemu ufać.
      • wichrowe_wzgorza Re: Chciałabym tylko,... 26.04.08, 22:44
        anidobraanizla napisała:

        > ...aby ludzie obiecywali to, co mogą zrobić i robili to, co
        > obiecali. O ile to by było piękniej.
        >
        > Jeśli, wie na pewno, że nie opuści kogoś aż do śmierci - to niech to
        > obieca. A, jak się nie jest pewnym - to też mówić, że się nie jest
        > pewnym.
        > Dla kogoś "przyjaźń", to tylko plotkowanie przy piwie - niech o tym
        > mówi głośno, zamiast deklarować: "We wszystkich problemach możesz na
        > mnie liczyć".
        >
        > Najbardziej, drażni mnie fałsz. Ale, aby to zmienić, trzeba pracować
        > nad rozwojem osobistym, wiedzieć czego się chce, itp. Praca ciężka,
        > ale przyjemna - bo daje poczucie bezpieczeństwa, że można sobie
        > samemu ufać.

        No tak, a dla Ciebie znaczy tylko to, co chca i mowia inni? A gdzie Twoje
        stanowisko?

        Nie potępiam Cie, nie zrozum mnie zle, ale calej nadziei nie wolno pokladac w
        innych...
        Pozdrawiam serdecznie
        :)
        • anidobraanizla Re: Chciałabym tylko,... 26.04.08, 22:55
          Ja obiecuję tylko to, co mogę dać. O swój rozwój osobistym dbam już
          od dawna, jeśli o to chodzi :) A to niesie ze sobą takie skutki, że
          ja daję szczerość - szczerości oczekuję, ja daję lojalność -
          lojalności oczekuję. Chyba, że ktoś się określi, że nie jest zdolny
          do takich rzeczy, to w porządku.
          • wichrowe_wzgorza Re: Chciałabym tylko,... 26.04.08, 22:59
            Ok, to miej cierpliwosc - raz, nie zniechecaj - dwa, a trzy - postaraj sie
            zrozumiec, ze nie kazdy dorasta do prawdy:)
            Przykre to, fakt, lecz mozna to zmienic
            wierze w to, przez duze W
            ;)
    • mskaiq Re: Biedne, małe dzieci. 27.04.08, 02:46
      ...aby ludzie obiecywali to, co mogą zrobić i robili to, co
      obiecali. O ile to by było piękniej.

      anidobraanizla napisała:
      >Jeśli, wie na pewno, że nie opuści kogoś aż do śmierci - to niech
      >to obieca. A, jak się nie jest pewnym - to też mówić, że się nie
      jest pewnym.
      Mysle ze to nie jest kwestia obietnicy a kwestia milosci. Czlowiek
      kiedy kocha wtedy jest pewny. Pojawia sie strach, zlosc i uczucie
      milosci znika, wtedy nie wie i nie rozumie co sie dzieje.
      Nie umiemy bronic milosci, kazda negatywnosc potrafi pozbawic jej a
      kiedy sie to dzieje trudno zachowac obietnice.
      Jak reagowac na to ? Nienawiscia, zloscia do takiej osoby czy
      wybaczeniem. Ja wybieram wybaczenie.

      >Dla kogoś "przyjaźń", to tylko plotkowanie przy piwie - niech o tym
      >mówi głośno, zamiast deklarować: "We wszystkich problemach możesz
      >na mnie liczyć".
      Kiedy ktos jest pozytywny, radosny pelen dobrych uczuc wtedy czesto
      deklaruje ze mozna na niego liczyc. Niestety pozniej pojawiaja sie
      watpliwosci i wtedy wycofuje sie.
      Ludzie nie potrafia bronic sie przed negatywnoscia, pod jej wplywem
      wycofuja sie, .
      Spotykam sie z tym czesto, ale nie wywoluje to we mnie zlosci, ani
      zalu, zbyt czesto sie to wydarzylo w moim zyciu.
      Rozumiem co sie dzieje i wybaczam, staram sie tylko sam nie
      wycofywac sie z moich deklaracji.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • bszalacha Re: Biedne, małe dzieci. 25.05.08, 10:52
        Wiem,że łatwo nas przkonać nadmiernymi obietnicami,któż jest
        ostrozny w takich słodkich chwilach.Nie trać ufności mimo wszystko
        bo czasami obietnice są dotrzymywane i szkoda im nie
        wierzyć.Wierzę,że spotkasz kogoś godnego zaufania,naprawdę.
    • solaris_38 Re: Biedne, małe dzieci. 25.05.08, 20:08
      ja przeciwnie

      świat jaki zobaczyłam kiedy zaczęłam widzieć jawił mi sie jako straszliwa
      bezmyślna dżungla gdzie jedne potwory polują na inne
      gdzie istoty stowarzyszają sie z jednymi przeciw drugim
      gdzie każdy chroni maskę jako swoja rzekomą twarz nie próbując wykształcić
      prawdziwej twarzy

      co to zresztą gadać
      gardziłam ludźmi
      wstydziłam sie że dorośli mają być moimi przewodnikami
      wstydziłam sie dzieci wśród których przyszło mi żyć
      nauczycieli którzy nie mają czego nauczyć
      sędziów księży policjantów rządzących młodzieży

      lecz z czasem przyszło zrozumienie
      z czasem przyszła miłość
      z czasem przyszła miłość do drugiego człowieka
      z czasem znalazłam miejsce i otoczenie które mi sprzyja
      czynności które mnie cieszą
      pracę która ma sens

      z czasem przyszła świadomość i
      wyobraźnia i życzliwość które nie pozwalają tak łatwo sądzić innych
      niezależnośc która daje wolność

      wdzięczność za obecność innych ludzi

      dla samodzielnej emocjonalnie istoty wszystko co dostanie od innych jest
      nadprogramowym darem który wzrusza
      a wszystko czego nie dostanie
      przypomnieniem ze niektórzy jeszcze nie mają z czego dawać

      miłość i przyjaźń o którym mówisz mają faktycznie więcej podświadomych
      korzyści niż przypisywanych im bezinteresowności

      ja jednak nalezę do tych dla których miłość i przyjaźń mają być interesowne
      mają obdarowywać wzajemnie

      to ze dla większosci ludzi jesteśmy obojętni to nic złego

      problemem jest jak znaleźć tych niektórych którym możemy być potrzebni i którzy
      nam będą potrzebni
      i jak uczyć się widzieć ich i ich potrzeby pragnienia
      jak opowiedzieć o sobie i swoich pragnieniach (nie zawsze pzrecież słowem)

      jak zadbać aby znaleźć dla nich tyle czasu i intymności aby możliwa stała sie więź
      jak ta więź pielęgnować

      jak w sobie pielęgnować dobro i obfitość szczególnie w trudniejszych okresach
      jak nauczyć innych jak nas pielęgnować

      i jak zachowac spokój, ciekawość i chęć do walki o jakość codziennego dnia

      sama ciekawe trudne zadania

      szkoda czasu na żal i gorycz
      żal ci innych ?

      tak gorzko sie zapętliłaś
    • zuzik2006 Re: Biedne, małe dzieci. 08.07.08, 00:33
      Dlatego nie chcialam miec dzieci... mam wspaniala coreczke i tak wlasnie ubolwem
      nad jej losem... to smutne ale w 199% zgadzam sie z Toba
Pełna wersja