Mialem przyjaciela...? co robic???

IP: *.cekol.pl 10.09.03, 09:11
Mialem przyjaciela. A raczej tak mi sie wydawalo. Bylismy sobie dosc bliscy i
wiele razem przeszlismy.
Pewnego dnia moj przyjaciel zrobil cos co bardzo klocilo sie z moimi zasadami
i normamai etycznymi. Nie bede pisal co zrobil poniewaz nie jest to w tej
chwili istotne. Ja nie moglem sobie z tym poradzic i z kazdym dniem czulem
coraz wieksza zlosc i pogarde dla niego. Nie chcialem sie wowoczas z nim
spotykac gdyz obawialem sie mojej wielkiej zlosci skierowanej w jego strone.
Napisalem do niego list. Opisalem wszystko co czuje w zwiazku z zaistniala
sytuacja. Odpowiedzi nigdy nie otrzymalem. Stwierdzilem wowoczas ze widac ma
kompletnie w nosie jakie jest moje zdanie ze nie odpisuje. Minelo kilka
miesiecy.rawa nie dawala mi spokoju. Bylem zly, a jednoczesnie brakowalo mi
starego przyjaciela no i przyznam ze bylem mocno rozczarowany ze nie probuje
jakos zalagaodzic calej sprawy. Nie wytrzymalem i zaproponowalem mu spotkanie
zeby wszystko sobie wyjasnic. Nasze spotkanie bylo dziwne. Formalne, oschle,
udawane...wyparl sie wszystkiego co zrobil, przyznal mi racje ze moglem tak
zareagowac na to wszystko. Nie wiedzialem co myslec. A jednoczesnie
wiedzialem ze mnie oszukuje, ze nie mowi prawdy. Po tym spotkaniu juz wiecej
sie nie widzielismy. Pare razy ja sam zlozylem mu zyczenia na jakies swieta
okazjonalne: urodziny, boze narodzenie. I to wszystko. Przyznam ze boli mnie
to wszystko. A chyba najbardziej to ze tak latwo zrezygnowal z czegos co
stworzylismy. Ja wychodzilem do niego pierwszy pare razy on tego nie
podchwycil. Moze nie chcial? Nie wiem...W tej chwili zastanawiam sie czy nie
nawiazac po raz kolejny z nim kontaktu...Wszyscy mi to odradzaja mowiac ze
sie narzucam...ze widac on nie chce utrzymywac juz tej znajomosci...tyle
tylko ze ja nie lubie konczyc w taki sposob czegos...nie wiem co robic...Moze
macie jakis pomysl...

Pawel
    • Gość: fara Re: Mialem przyjaciela...? co robic??? IP: *.milc.com.pl / 10.1.82.* 10.09.03, 12:04
      wiesz co choć to ciężkie bo byłam w takiej sytuacji byli też moi rodzice i
      wspólnie stwierdziliśmy że jak ten ktoś nie chce z nami kontaktu mimo naszych
      starań i miomo iz to on zawalił to trzeba sobie dać siana...łatwo się mówi jak
      się z tą osobą bylo związanym ale czas leczy rany -tak jak w związkach..czasem
      trzeba zacisnąć zęby i życ dalej może on kiedyś zrozumie krzywdę jaką ci
      zrobił..ja bym sie nie narzucała bo wyjdzie na to że to ty jesteś winny że to
      tobie zależy żeby go przeprosić a to powinno być na odwrót...może on po prostu
      nie chce sie z tobą widywać bo jest mu głupio wolałby zapomniec i nie
      rozdrapywać tego a ty go ciągle nachodzisz i nie wie jak sie zachować może nie
      umie spojrzeć ci w oczy i przeprosć???nie wiem..;/
      • Gość: pawel Re: Mialem przyjaciela...? co robic??? IP: *.cekol.pl 10.09.03, 13:49
        > wiesz co choć to ciężkie bo byłam w takiej sytuacji byli też moi rodzice i
        > wspólnie stwierdziliśmy że jak ten ktoś nie chce z nami kontaktu mimo naszych
        > starań i miomo iz to on zawalił to trzeba sobie dać siana...łatwo się mówi
        jak
        > się z tą osobą bylo związanym ale czas leczy rany -tak jak w
        związkach..czasem
        > trzeba zacisnąć zęby i życ dalej może on kiedyś zrozumie krzywdę jaką ci
        > zrobił..ja bym sie nie narzucała bo wyjdzie na to że to ty jesteś winny że to
        > tobie zależy żeby go przeprosić a to powinno być na odwrót...może on po
        prostu
        > nie chce sie z tobą widywać bo jest mu głupio wolałby zapomniec i nie
        > rozdrapywać tego a ty go ciągle nachodzisz i nie wie jak sie zachować może
        nie
        > umie spojrzeć ci w oczy i przeprosć???nie wiem..;/

        oporow przed spotkaniem sie z nim raczej nie mam. co wiecej umowilbym sie i
        wyjasnil ta sytuacje, a przynajmniej powiedzial co czuje.
        ale wlasnie czulbym sie tak jakbym to ja byl winny i odpowiedzialny za ta cala
        sytuacje. nawet w tej chwili czuje sie jak zbrodniarz myslac sobie ze moze go
        za ostro potraktowalem.
        pol roku temu odbylismy juz taka rozmowe (oczywiscie to ja musialem ja
        zaproponowac). on przyznal sie wtedy ze zrobil zle, ale mysle ze wtedy dla mnie
        bylo za wczesnie zeby moc to zrozumiec. W tej chwili dalej tego nie popieram
        co zrobil, ale nie moge tego darowac ze cos co fajne miedzy nami moze tak latwo
        minac..
        Mam pewnosc ze jak do niego zadzwonie to nie odmowi mi spotkania ale...no
        wlasnie nie chce sie narzucac to po pierwsze a po drugie mysle ze to on
        powinien zrobic kolejny krok..a jesli go nie robi to oznaczac ze nie zalezalo
        mu na anszej przyjazni...
        Jak sadzicie..? Jestem w totalnej kropce...

        Pawel
    • Gość: kamilka Re: Mialem przyjaciela...? co robic??? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 10.09.03, 12:29

      Wydaje mi się, że twój przyjaciel ma świadomość tego, że jego czyn stoi w
      poprzek norm etycznych. Z taką świadomością trudno jest żyć - pogwałcenie
      swojej moralności nie pozostawia nas bez konsekwencji, zmienia nasze życie. Z
      pewnością łatwiej byłoby mu, gdybyś i ty zrobił cos podobnego - to w pewnien
      sposób zrównałoby was, a tak - on czuje, że nie jesteście w pewien sposób
      równi wobec siebie, tak myślę.

      Myślę, że ten zwiazek przyjacielki jest w bardzo trudnym momencie. Od Ciebie
      wymaga przebaczenia, którego łatwo czasem udzielić, ale o którym sie nie
      zapomina. Nie zapomina się też, co zrobiła ta osoba - sam piszesz, że czujesz
      złość i pogardę. Od niego - przyznania, że popełnil źle, co też nie jest
      łatwe. On wie, że popełnił zły czyn, ale co innego wiedzieć samemu, co innego
      dać sie osądzić. Będziesz mu zawsze w pewnien sposób przypominał o tym,
      że "kiedys było inaczej" - kiedyś było tak, że obydwaj byliście w porządku.


      Trochę to kaznodziejsko brzmi, ale miałam bardzo podobną sytuację, i niestety
      nie uratowałam tego związku. Analizując teraz swoje zachowanie w tamtym
      okresie, myślę że w gruncie rzeczy, chociaż się starałam, tak naprawdę nie
      chciałam kontynuuować tej znajomości. czułam obrzydzenie i własnie niechęć;
      sprzeciw wobec zachowanania przyjaciela wyłaził w nieoczekiwanych momentach,
      choć pozornie wszytko zostało wyjasnione. Ale może w Twoim przypadku będzie
      inaczej, czego ci oczywiście życzę i pozdrawiam

      • Gość: pawel Re: Mialem przyjaciela...? co robic??? IP: *.cekol.pl 10.09.03, 13:50
        > Wydaje mi się, że twój przyjaciel ma świadomość tego, że jego czyn stoi w
        > poprzek norm etycznych. Z taką świadomością trudno jest żyć - pogwałcenie
        > swojej moralności nie pozostawia nas bez konsekwencji, zmienia nasze życie. Z
        > pewnością łatwiej byłoby mu, gdybyś i ty zrobił cos podobnego - to w pewnien
        > sposób zrównałoby was, a tak - on czuje, że nie jesteście w pewien sposób
        > równi wobec siebie, tak myślę.
        >
        > Myślę, że ten zwiazek przyjacielki jest w bardzo trudnym momencie. Od Ciebie
        > wymaga przebaczenia, którego łatwo czasem udzielić, ale o którym sie nie
        > zapomina. Nie zapomina się też, co zrobiła ta osoba - sam piszesz, że czujesz
        > złość i pogardę. Od niego - przyznania, że popełnil źle, co też nie jest
        > łatwe. On wie, że popełnił zły czyn, ale co innego wiedzieć samemu, co innego
        > dać sie osądzić. Będziesz mu zawsze w pewnien sposób przypominał o tym,
        > że "kiedys było inaczej" - kiedyś było tak, że obydwaj byliście w porządku.
        >
        >
        > Trochę to kaznodziejsko brzmi, ale miałam bardzo podobną sytuację, i niestety
        > nie uratowałam tego związku. Analizując teraz swoje zachowanie w tamtym
        > okresie, myślę że w gruncie rzeczy, chociaż się starałam, tak naprawdę nie
        > chciałam kontynuuować tej znajomości. czułam obrzydzenie i własnie niechęć;
        > sprzeciw wobec zachowanania przyjaciela wyłaził w nieoczekiwanych momentach,
        > choć pozornie wszytko zostało wyjasnione. Ale może w Twoim przypadku będzie
        > inaczej, czego ci oczywiście życzę i pozdrawiam

        oporow przed spotkaniem sie z nim raczej nie mam. co wiecej umowilbym sie i
        wyjasnil ta sytuacje, a przynajmniej powiedzial co czuje.
        ale wlasnie czulbym sie tak jakbym to ja byl winny i odpowiedzialny za ta cala
        sytuacje. nawet w tej chwili czuje sie jak zbrodniarz myslac sobie ze moze go
        za ostro potraktowalem.
        pol roku temu odbylismy juz taka rozmowe (oczywiscie to ja musialem ja
        zaproponowac). on przyznal sie wtedy ze zrobil zle, ale mysle ze wtedy dla mnie
        bylo za wczesnie zeby moc to zrozumiec. W tej chwili dalej tego nie popieram
        co zrobil, ale nie moge tego darowac ze cos co fajne miedzy nami moze tak latwo
        minac..
        Mam pewnosc ze jak do niego zadzwonie to nie odmowi mi spotkania ale...no
        wlasnie nie chce sie narzucac to po pierwsze a po drugie mysle ze to on
        powinien zrobic kolejny krok..a jesli go nie robi to oznaczac ze nie zalezalo
        mu na anszej przyjazni...
        Jak sadzicie..? Jestem w totalnej kropce...

        Pawel
Pełna wersja