Jak zmienić swoje życie?

30.04.08, 19:12
Mam 18 lat i o 3 lat mega doła. Każdy mój dzień wygląda tak samo:
szkoła-dom, szkoła-dom. Choć staram się nie siedzieć w domu,
spotykam się ze znajomymi. Uważam, że ludzie mnie lubią, mówią, że
jestem zawsze uśmiechnięta itd. Tylko, że ja codziennie rano wkładam
sobie ten uśmiech na twarz a gdy jestem sama to łzy same lecą mi z
oczu. Nie chcę, żeby bliskie mi osoby wiedziały że jest mi źle, nie
potrafię się zwierzyć nikomu, nawet przyjaciółce. Nie mówiać już o
psychologu. Zresztą interesuję się trochę psychologią, znam te
wszystkie 'sztuczki' jak być szczęśliwym człowiekiem, jak być pewnym
siebie, ale wytrwałość w konsekwentnym ich realizowaniu to już
całkiem inna historia. Wiem dlaczego taka jestem, niemały wpływ na
to miał mój ojciec, który kilka lat temu z dnia na dzień nas
zostawił, a także inne bardzo przykre wydarzenia które jako
nastolatka przeżyłam, na októrych oczywiście sie bardzo dużo
nauczyłam, lecz wiadomo, że to wszystko siedzi we mnie w środku. Chę
zacząć żyć jak dziewczyny w moim wieku, nie czuć się jak 50-latka,
chcę mieć chłopaka, uwierzyć, że mnie nie zostawi i że mnie też
można kochać. Chcę być po prostu szczęśliwa. Wiem, że to nie jest
dobre ale żyje marzeniami, tym co będzie kiedyś bo wiem, że będzie
dobrze. Wiem że wazne jest tu i teraz, ale ja jak zwykle dużo wiem i
nic z tego nie wynika. Co możecie mi doradzić, może macie lub
mielście podobne przeżycia jak, sobie z nimi radziliście? Jaki był
punkt zwrotny w Waszym życiu? Z góry dziękuję za zainteresowanie:)
    • lifeisaparadox Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 19:43
      Jak to sprytnie stworzenie ludzkie potrafi zrzucic wine za: swoj sztuczny
      usmiech, placz, mega doly... na kogo? Ojca. Ojciec jest winny, ja tylko cierpie
      za to co on zrobil.
      Facet mial dosc zony, nie mogli ze soba wytrzymac razem. Zdradzil nie zdradzil,
      wywinal numer, pil... cokolwiek sie dzialo, nie bylo przeciez ciosem, spiskiem
      skrzetnie wymierzonym w Ciebie. Racja?
      Wiec dlaczego cierpisz z powodu ojca? Jasne, smutne ze odszedl, masz prawo byc
      smutna bo go brakuje, ale na rany chrystusa, co sie go czepiasz?
      Matki tez sie nie musisz czepiac, z kolei, uswiadomiwszy sobie ze tato zadzialal
      jak normalny samiec nie mogacy wytrzymac z kobieta. Oboje rodzice tak sie
      zacietrzewili ze soba ze po prostu koniec uczuc, koniec duszenia sie razem. Tak
      bywa w zyciu.

      Skoro juz wiesz ze wina nie lezy po zadnej stronie, przemysl to na spokojnie.
      Jest Ci zle bo winisz ojca, matke, ale tak w srodku czujesz ze oboje sa Twoimi
      rodzicami ktorych zawsze kochalas bezkrytyczna dziecieca miloscia, gdy bylas
      mala, gdy dorastalas w cieple rodzinnym majac obu rodzicow. Teraz, wypinajac sie
      na jedno z dwojga, robisz sobie tylko krzywde, wielka krzywde i sprzecznosc w
      sobie. Dzialajac wbrew swoim podstawowym uczuciom, wypierajac ojca jako "tego
      zlego" zaczynasz niebezpieczna gre ktora moze tylko pomieszac w Twoich emocjach,
      zupelnie niepotrzebnie i bezpodstawnie.

      Zmien podejscie do ojca, zrozum go jak dorosly czlowiek doroslego czlowieka to
      przynajmniej polowa problemow jakie masz z soba zniknie sama...
      • zmeczona2010 Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 20:37
        Ja tylko stwierdziłam fakt: że to, że ojciec mnie zostawił miało
        wpływ na moje życie, bo miało duży. Przecież nie pisałam, że mam do
        niego żal, że nie mogę tego zrozumieć że odszedł, ja mu wybaczyłam.
        Ale, to że nie ufam ludziom, że boję się że mnie zostawią, tego
        przez wybaczenie nie da się do końca pozbyć. To, że ojciec odszedł
        nie jest moim problemem bo z tym się pogodziłam. i jeszcze jedno: to
        nie ja się na niego wypinam, a do mamy nie mam żalu. A odejście
        jednej z dwóch osób które sie kocha najbardziej na świecie zawsze
        będzie ciężkie, ale tak musiało być, i to już nie jest moim
        problemem, ale to zawsze będzie we mnie siedziało. Wybaczłam,
        zrozumiałam i dlaczego "połowa problemów jakie mam ze sobą" nie
        zniknęła? Dzięki za odpowiedź.
        • lifeisaparadox Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 21:51
          Ojciec zostawil Ciebie, czy matke?
          To z Toba mial awantury, problemy lozkowo-emocjonalno-egzystencjalne?

          Co Ty mu chcesz wybaczac?

          Jakie On mial wyjscie jak go szlag trafial z matka?

          ... az mi czacha zaparowala po Twojej odpowiedzi. Ciagle mlucisz sie tym, ze
          jestes zostawiona przez Tate, ale mu wybaczylas, a to Twoja matka moze sie tak
          co najwyzej czuc, ale nie Ty.

          Zobaczysz o co biega w koncu?
          Miedzy Toba i tata nie bylo zadnej, absolutnie zadnej zmiany w uczuciach. To Ty
          tak to zobaczylas i w tym jest klopot, masz cala mase zranionych uczuc ktore
          sama sobie ranisz myslac ze ojciec zostawil Ciebie... patrz jak dorosla kobieta
          na to jak sie rodzice rozeszli, jak kobieta a nie jak dziecko ktore nie wie
          dlaczego... tylko tak to zrozumiesz i zauwarzysz ze to Ciebe nie dotyczylo. Tyle
          moge powiedziec od siebie.
          • krytyk2 Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 22:11
            lifeisaparadox napisał:

            > Ojciec zostawil Ciebie, czy matke?
            > To z Toba mial awantury, problemy lozkowo-emocjonalno-
            egzystencjalne?
            >
            > Co Ty mu chcesz wybaczac?
            >
            > Jakie On mial wyjscie jak go szlag trafial z matka?
            >
            > ... az mi czacha zaparowala po Twojej odpowiedzi. Ciagle mlucisz
            sie tym, ze
            > jestes zostawiona przez Tate, ale mu wybaczylas, a to Twoja matka
            moze sie tak
            > co najwyzej czuc, ale nie Ty.
            >
            > Zobaczysz o co biega w koncu?
            > Miedzy Toba i tata nie bylo zadnej, absolutnie zadnej zmiany w
            uczuciach. To Ty
            > tak to zobaczylas i w tym jest klopot, masz cala mase zranionych
            uczuc ktore
            > sama sobie ranisz myslac ze ojciec zostawil Ciebie... patrz jak
            dorosla kobieta
            > na to jak sie rodzice rozeszli, jak kobieta a nie jak dziecko
            ktore nie wie
            > dlaczego... tylko tak to zrozumiesz i zauwarzysz ze to Ciebe nie
            dotyczylo. Tyl
            > e
            > moge powiedziec od siebie.

            ale farmazonisz!!!slyszałeś/aś/cos o modelowaniu i identyfikacji i
            przeniesieniu?Te wszystkie wymienione przeze mnie procesy tu
            występują i dziewczyna ma racje ,ze je jakoś dostrzega.
            Z dugiej stronymówisz prawdę,gdy tiwrdzisz ,ze trzeba sie uwolnić od
            poczcia krzywdy .Ale to tylko tak łatwo się mówi.
            • lifeisaparadox Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 22:43
              krytyk2 napisał:

              > ale farmazonisz!!!slyszałeś/aś/cos o modelowaniu i identyfikacji i
              > przeniesieniu?Te wszystkie wymienione przeze mnie procesy tu
              > występują i dziewczyna ma racje ,ze je jakoś dostrzega.

              To jej to jakos wytlumacz sensownie bo ja widze ze tu sie terapijka dluzsza kroi
              a nie hokus-pokus na forum psychologia i lasce przeszlo wszystko...

              > Z dugiej stronymówisz prawdę,gdy tiwrdzisz ,ze trzeba sie uwolnić od
              > poczcia krzywdy .Ale to tylko tak łatwo się mówi.

              Sprobowac nie zaszkodzi
          • zmeczona2010 Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 22:51
            > Ojciec zostawil Ciebie, czy matke?
            Mnie, jak miałam 12 lat tak z dnia na dzień, bez słowa.
            > Jakie On mial wyjscie jak go szlag trafial z matka?
            Wiesz co to było żałosne.
            > ... az mi czacha zaparowala po Twojej odpowiedzi. Ciagle mlucisz
            sie tym, ze
            > jestes zostawiona przez Tate, ale mu wybaczylas, a to Twoja matka
            moze sie tak
            > co najwyzej czuc, ale nie Ty
            To nie ja o tym młuce tylko Ty.
            • lifeisaparadox Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 23:23
              zmeczona2010 napisała:

              > > Ojciec zostawil Ciebie, czy matke?
              > Mnie, jak miałam 12 lat tak z dnia na dzień, bez słowa.

              I jestes sierota z domu dziecka? Jak tak to chyba piszesz bez sensu zupelnie i
              robisz wszystkich w konia.

              > > Jakie On mial wyjscie jak go szlag trafial z matka?
              > Wiesz co to było żałosne.

              Ja piernicze. Co kieruje czlowiekiem, jakie emocje, uczucia, ze zwija sie bez
              slowa i odchodzi?
              Do jakiej skrajnosci musi byc doprowadzony? Masz oczy, uszy i reszte receptorow
              na swoim miejscu?

              > > ... az mi czacha zaparowala po Twojej odpowiedzi. Ciagle mlucisz
              > sie tym, ze
              > > jestes zostawiona przez Tate, ale mu wybaczylas, a to Twoja matka
              > moze sie tak
              > > co najwyzej czuc, ale nie Ty

              > To nie ja o tym młuce tylko Ty.

              W ping-ponga to mozemy sobie zagrac ale nie tutaj.
              Przed chwila napisalas ze jednym z powodow tego jak sie zle czujesz jest co? to,
              ze ojciec odszedl.
              Jakbys mu tak naprawde wybaczyla to nawet nie pisla bys o tym fakcie, a tutaj w
              centralnej czesci problemu ktory opisujesz jest co? smutek i zal ktory wywolalo
              odejscie taty...
              • zmeczona2010 Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 23:48
                Jaka sierota człowieku, Ty czytaj lepiej posty jak masz zamiar na
                nie odpowiadać. Sam wyciągasz jakieś śmieszne wnioski. Robisz z
                niczego jakiś problem, mówię Ci że to, że ojciec odszedł nie jest
                moim problemem.
                > Jakbys mu tak naprawde wybaczyla to nawet nie pisla bys o tym
                fakcie. Nawet jak sie pozbędziemy jakiegoś problemu czy chociażby
                komuś wybaczymy to nie pstryknie sie palcem i sie nie zapomni.
                Dzięuje Ci bardzo za analize mojego życia, ale cały czas Ty o tym
                piszesz, coś mi zarzucasz a ja odpowiadam i serio nie chce mi się o
                ojcu
                gadać.
                > Ja piernicze. Co kieruje czlowiekiem,
                jakie emocje, uczucia, ze zwija sie bez
                > slowa i odchodzi?
                > Do jakiej skrajnosci musi byc doprowadzony? Masz oczy, uszy i
                reszte receptorow
                > na swoim miejscu?
                Uogólniasz. DO jakiej skrajności? Biedni wszyscy co opuszczają swoje
                rodziny bo nie mają jaj. Wiesz co mi się wydaje? Że jesteś z tych
                ludzi co zawsze musza mić rację i ich prawda musi być na wierzchu.
                • lifeisaparadox Re: Jak zmienić swoje życie? 01.05.08, 00:23
                  zmeczona2010 napisała:

                  > Uogólniasz. DO jakiej skrajności? Biedni wszyscy co opuszczają swoje
                  > rodziny bo nie mają jaj.

                  Tak! To jest wlasnie Twoj prawdziwy stosunek do ojca, biedny zalosny czlowiek
                  ktory nie mial jaj, odwagi, stchorzyl i uciekl.

                  Przekreslilas go, odebralas mu godnosc. Niecierpisz go, jest dla Ciebie nikim.
                  Tchorzem. Dezerterem, nic tylko go rozstrzelac.

                  > Wiesz co mi się wydaje? Że jesteś z tych
                  > ludzi co zawsze musza mić rację i ich prawda musi być na wierzchu.

                  Jestem z tych ludzi ktorych tata powiedzial papa mamie, a mama papa tacie i ten
                  maly ludz sobie zrobil z taty tarcze strzelecka, broniac z drugiej zas strony
                  skrzywdzonej mamy przed wszelkim szwankiem i zadrasnieciami.

                  Tutaj kolega Krytyk mial cos o modelacjach i przeniesieniach nam dorzucic, ale w
                  bezposrednim ujeciu - niecierpisz swojego ojca i bronisz matki.
                  Ale nie zapisywalas sie na ta internetowa psychoterapie wiec co ja Ci tu bede o
                  rozwiazywaniu prawdziwych konfliktow, majacych realne odbicie na Twoim zyciu
                  osobistym, stosunku do mezczyzn i strachu, no nie?
        • arwen8 O "wybaczeniu" 09.05.08, 18:19
          zmeczona2010 napisała:

          > Przecież nie pisałam, że mam do niego żal, że nie mogę tego
          > zrozumieć że odszedł, ja mu wybaczyłam. [...]
          > a do mamy nie mam żalu

          Zmęczona, dlaczego boisz się odczuć żal do rodziców, boisz się
          oskarżyć o krzywdę, którą Ci wyrządzili, boisz się przyznać sobie
          prawo do słusznego i całkowicie uzasadnionego gniewu? Jak myślisz,
          co się stanie, jeśli pozwolisz sobie odczuć ten żal do rodziców i
          wściekłość? Co się stanie, jeśli przyznasz się przed samą sobą, że
          nie chcesz (i nie musisz) wybaczać?

          > Wybaczłam, zrozumiałam i dlaczego "połowa problemów jakie mam ze
          > sobą" nie zniknęła?

          Właśnie DLATEGO! Próbowałaś wybaczyć na siłę, bo tak "wypada", bo
          przecież "nie wolno" oskarżać rodziców, nie wolno nie czuć do nich
          szacunku, nie wolno nie kochać. Wybaczyłaś, bo uważasz, że złość
          jest uczuciem "złym" i tym bardziej że nie wypada odczuwac złości w
          stosunku do rodziców. Wybaczyłaś, bo skutecznie wpojono Ci
          zasadę "Czwartego Przykazania". Wybaczyłaś wbrew sobie, wbrew temu,
          co czujesz NAPRAWDĘ. I właśnie dlatego, że boisz się powiedzieć
          sobie prawdę, boisz się pozwlić sobie na te uczucia, które naprawdę
          czujesz wobec rodziców, właśnie dlatego cierpisz i nie potrafisz się
          uwolnić od tego bólu. Twój ból nie może odejść, ponieważ nigdy go
          nie zaakceptowałaś, nie pozwoliłaś mu w pełni zaistnieć. Będzie się
          tego domagać tak długo, aż wreszcie pozwolisz mu być...

          Napisałaś, że nie czujesz żalu do rodziców. W sytuacji którą
          opisujesz żal, złość, osamotnienie, utrata poczucia bezpieczeństwa,
          lęk są uczuciami całkowicie zrozumiałymi, uzasadnionymi, normalnymi.
          Prawdopodobnie jako dziecko nie mogłaś pozwolić sobie na te uczucia,
          ale teraz nie musisz się ich bać. Te uczucia są Ci bardzo POTRZEBNE.
          Są integralną częścią Ciebie.

          Skupiłaś się na wybaczaniu i usprawiedliwianiu (tzw. "rozumieniu")
          rodziców. Zapomniałaś w tym wszystkim o swoich własnych uczuciach, o
          uczuciach małej 12-letniej dziewczynki, która przeżyła ogromną
          traumę. Żeby móc z tego wyjść i wreszcie pozbyć się ciężaru
          przeszłości warto zająć się właśnie tą małą dziewczynką. Warto
          przyjrzeć sie JEJ uczuciom, odczuć dla niej współczucie, przytulić
          ją, pozwolić JEJ wypłakać swoją złość i lęk. I nie zmuszać do
          zrozumienia i wybaczenia rodzicom. Nie myśleć o tym w ogóle, tylko
          skupić się na NIEJ.

          Pomoga Ci w tym książki Alice Miller ("Bunt ciałą", "Dramat udanego
          dziecka", "Zniewolone dzieciństwo", "Gdy runą mury milczenia",
          etc.). Polecam również kilka artykułów właśnie na temat wybaczenia i
          złości:

          www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/21brpul.html
          www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/37brlis.html
          www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/3amczy.html
          Powodzenia i odwagi!






          • zmeczona2010 Re: O "wybaczeniu" 10.05.08, 09:37
            Arwen8, dzięki że chciałaś/eś mi pomóc.
            Przeczytałam jeden artykuł, zaczęłam drugi bo pomyślałam że pewnie
            masz rację. Ale czułam, że to mnie nie dotyczy. To nie tak, że
            wybaczyłam z dnia na dzień, przecież to trwało lata, kiedy zdałam
            sobie sprawę z tego, że tak będzie dla mnie lepiej. Nie boję się
            odczuwać żalu do rodzicow, bo kiedyś czułam ogromny, ale to mnie
            niszczyło. Teraz raczej moim problemem, jest to że nie potrafię się
            przywiązać do ludzi, gdy ktoś odchodzi, no nie wiem koleżanka, którą
            uwielbiam wyjeżdża i np. się nie odzywa to wcale mnie to nie boli a
            wiem że powinno mi być przykro. Albo moja przyjaciólka na początku
            związku ze swoim facetem przez rok spotykałyśmy się bardzo rzadko,
            no każdemu byłoby przykro a ja sobie myślałam że niby to rozumiem,
            cieszyłam się, że była szczęśliwa i w ogóle nie było mi przykro, a
            wiem że powinno. Ona mnie przepraszała potem a ja jej
            wspaniałomyślnie wybaczyłam choć nie miałam czego wybaczać. Ale
            tego, że mnie to nie ruszyło nie mogłam jej powiedzieć. Zawsze sobe
            tłumacze przynajmniej jak inni odchodzą to nie boli... ale
            chciałabym kochać bardziej, potrafić walczyć o innych ludzi. To
            zrozumiałe dlaczego tak jest, głupi by się zorientował, że tak
            bardzo boję się że ktoś odejdzie, że bronię się przed przywiązaniem
            do kogoś. I może ten fakt że najpierw musimy pokochać siebie żeby
            pokochać innych też jest istotny. Im częściej pisze na tym forum o
            sobie tym bardziej mi się wydaje że jestem stuknięta:)
            • arwen8 Re: O "wybaczeniu" 10.05.08, 19:01
              zmeczona2010 napisała:

              > To nie tak, że wybaczyłam z dnia na dzień, przecież to trwało
              > lata, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że tak będzie dla mnie
              > lepiej.

              To jest niepokojące zdanie, szczególnie to "kiedy zdałam sobie
              sprawę, że TAK BĘDZIE DLA MNIE LEPIEJ". Opisałaś w tym zdaniu proces
              wyparcia. "Zaprogramowałaś" się, wmówiłaś sobie (być może przy
              pomocy osób "życzliwych", które radziły Ci "wybaczyć i zapomnieć"),
              że "tak będzie lepiej"...

              Zmęczona, co zrobiłaś ze swoją złością, nienawiścią? Co zrobiłaś ze
              swoim lękiem? Co zrobiłaś z szacunkiem i miłością do rodziców? Jak
              postrzegasz te uczucia?
              • zmeczona2010 Re: O "wybaczeniu" 10.05.08, 22:34
                Zacznę od tego... co zrobiłam ze swoją złością i nienawiścią? o ja
                byłam bardzo zła i nienawidziłam z początku oczywiście... potem była
                tęsknota... potem lęk, ale taki że ojciec wróci a tego bym nie
                zniosła bo raz mnie zostawił i nie chciałam go widzieć i dalej nie
                chcę tak tak wiem że teraz ktoś mogłby stwierdzić że w takim razie
                nie wybaczyłam... ale wybaczyłam, nie dla niego ale dla siebie żebym
                mogła żyć dalej normalnie... Co zrobiłam z szacunkiem i miłością do
                rodziców? Mame kocham najbardziej na świecie i szanuję, wiem że gdy
                rozpada się małżeństwo wina leży po obu stronach ble ble ble ale do
                niej nie mam żalu bo tata jej spieprzył życie wystarczająco ale na
                szczęcie znalazła "miłość życia" więc na dobre jej wyszło. Ojca nie
                wiem czy szanuję, staram się nie nakręcać i pamiętać go takim jakim
                był kiedyś, w sumie to byłam córeczką tatusia. A czy go kocham, nie
                wiem chcę tylko żeby ułożył sobie życie i był szczęśliwy.
                > To jest niepokojące zdanie, szczególnie to "kiedy zdałam sobie
                > sprawę, że TAK BĘDZIE DLA MNIE LEPIEJ". Opisałaś w tym zdaniu
                proces
                > wyparcia. "Zaprogramowałaś" się, wmówiłaś sobie (być może przy
                > pomocy osób "życzliwych", które radziły Ci "wybaczyć i
                zapomnieć"),
                > że "tak będzie lepiej"...
                Arwen8 to jak Twoim zdaniem się wybacza? to ma trwać kilkadziesiąt
                lat? U mnie trwało kilka dosłownie ok.4 lat i tak uważam że to za
                długo. I cieszę się że to zrobłam, i cieszę się że doszłam do tego
                sama, że trzeba wybaczać. Zapomnieć? Zapomnieć się nie da...
                przecież ja o nim też myślę modlę się za niego, itd. Naprawde
                WYBACZYŁAM ludzie zrozumcie już któraś z kolei osoba mi piszę że coś
                z moim wybaczaniem nie tak, może Wam się nie mieści w głowach, że
                można wybaczyć? Może nigdy nie wybaczaliście ludziom? Może myślicie
                że skoro Wam jest ciężko wybaczyć to mi autromatycznie też? Było
                ciężko, wiele o tym myślałam, czytałam na ten temat i udało się
                wybaczyłam. W tamtym zdaniu opisałam proces wyparcia?? Ze wybaczyłam
                żeby mnie było lepiej? To po co się wybacza? Czy to dziwne że zdałam
                sobie sprawę że musze wybaczyć bo jak nie to nie wyjdzie mi to na
                dobre? To co miałam Twoim zdaniem zrobić? Nie wybaczyc? Zadawać
                sobie ciągle pytanie dlaczego mnie to spotkało, co zrobiłam, czy to
                moja wina? Ludzie nie potrafią wybaczać i to ich niszczy. Dwa razy w
                życiu musiałam wybaczać jeden raz ojcu drugi raz pewnej osobie która
                mnie bardzo skrzywdziła i nie wyobrażam sobie że mogłabym żyć z tą
                złością i nienawiścią. Teraz może mi być jedynie przykro ale to
                zrozumiałe. Podsumowując, czułam dużą złość, trochę miejszą
                nienawiść i lęk, długo towarzyszły mi te uczucia i stwierdziłam że
                nie chcę tak żyć, bo nic dobrego z tego nie wyniknia. Postanowiłam
                wybaczyć. Odpowiedziałam sobie na wiele pytań m.in dlaczego tak się
                stało, kto był winny, co by było gdyby wrócił... powiedziałam sobie
                trudno, stało się, tak miało być że nic innego nie mogę zrobić tylko
                wybaczyć. Nie ważne co myślicie na ten temat - mi to pomogło.
                Wiadomo że każdy ma swój poziom świadomości i wiem że nawet jeżeli
                nie mam racji to tak czuję . To naprawde bardzo miłe że staracie mi
                zwrócić uwagę na niektóre sprawy, ale jak wiadomo każdy ma
                swoją 'prawdę' a ta 'prawda' jest moja. Nie piszcie proszę o
                wybaczaniu, bo skoro twierdzę że wybaczyłam to co mam jeszcze zrobić?
                (taki już ze mnie oporny człowieczek) Dzięki Arwen8 za
                zainteresowanie:)
                • arwen8 Re: O "wybaczeniu" 11.05.08, 16:31
                  "Akt przebaczenia - a zwłaszcza taki jednostronny - albo
                  przebaczające nastawienie do rodzica, nie leczy z traum i z
                  destrukcyjnych mechanizmów z przeszłości dziecka. Zamiast tego,
                  wypiera je głęboko do podświadomości, z niewypowiedzianym głośno,
                  ale kategorycznym rozkazem: "Siedź tam; nie protestuj i zacznij
                  krwawić od nowa; przeszłość mam już za sobą, wiec nie będę cię
                  słuchać". Wybaczenie nie wymaga od rodziców albo od społeczeństwa
                  skonfrontowania sprawcy z jego odpowiedzialnością i poznania
                  konsekwencji jego krzywdzącego zachowania. Więc rzeczywistość,
                  krzywdzącego zachowania i prawda o nich - jest pochowana pod
                  płaszczykiem wybaczenia - i może być znowu odreagowana, tragicznie i
                  destruktywnie, na następnej generacji.

                  Jeżeli uznana jest przeszłość i cierpienia dziecka, są one
                  przedyskutowane i podzielone, kiedy rodzic może wyrazić swoje
                  współczucie, swoja skruchę i jest w stanie wziąć na siebie
                  odpowiedzialność za swoje czyny - wtedy wybaczenie nastąpi samo z
                  siebie, bez żądania go. Ale dla wielu, koncept wybaczania odnosi się
                  do niewybaczajacych rodziców, którzy nie chcą nawet słyszeć o
                  krzywdzie, jaka wyrządzili, a jeszcze mniej chcą szczerze przeprosić
                  za nią, żałować swojego postępowania, albo starać się mieć empatie i
                  współczucie dla swojego dziecka. Wiec rezultatem wybaczenia jest
                  kontynuacja istnienia niewidocznego, tajemnego wiązania, które
                  przywiązuje ofiarę do sprawcy. Tłumi głosy ofiar i prawdę, poprzez
                  zalecenie, a nawet rozkaz, żeby wybaczyć. Nazywam to pułapką
                  wybaczenia.

                  Pułapka wybaczenia polega na tym, że wywołuje w nas przekonanie, iż
                  zakończył się, juz proces poznawania tego, co nas zraniło i
                  zdeformowało, gdy byliśmy dziećmi. Dlatego nie dążymy juz więcej do
                  tego żeby być świadomym i przepracowywać tę kwestię - nie tylko dla
                  nas samych, ale też żeby nie powtarzać takiego krzywdzącego,
                  raniącego, albo niemiłego zachowania wobec naszych dzieci. W celu
                  rozwiązania uczuć bólu albo złości, albo buntu, albo nienawiści,
                  ofiara jest proszona żeby wybaczyła - jakby wybaczenie miało
                  rozwiązać kwestie powstałe w wyniku uciemiężonego dzieciństwa. Tego
                  rodzaju wybaczenie oznacza dla mnie, ze musze odciąć się od moich
                  uczuć, myśli i uczucia, że żyję. To odebrałoby głos tej Mnie
                  prawdziwej. To byłby koniec mojego głębokiego pragnienia, które mam
                  i które miałam całe moje życie, żeby być sobą prawdziwa. Tylko
                  wtedy, gdy całe moje życie będę otwarta na wszystkie moje uczucia i
                  wspomnienia, będę mogła się z nich uczyć i być prawdziwą sobą."

                  Barbara Rogers

                  • zmeczona2010 Re: O "wybaczeniu" 11.05.08, 17:25
                    Wiesz co, nie rozumiem tego co chcesz mi przekazać. Może jestem mało
                    inteligentna ale naprawdę nie rozumiem. Nie mogłam wybaczyć przez
                    pare lat i było mi bardzo ciężko w końcu doszłam do tego (sama, nikt
                    mnie nie prosił ani mi nie radził) i od tamtej pory jest dobrze. Już
                    nie czuję, że coś mnie męczy, już nie myśle o sobie jak o ofierze po
                    prostu normalnie żyję i bardzo rzadko o tym myśle. Nie wiem, mam się
                    zastanawiać nad tym że może ja jednak nie wybaczyłam? Teraz bym
                    sobie dopiero krzywdę wyrządziła. W takim razie sama bez podsyłania
                    fragmentów napisz mi to co według Ciebie powinnam zrobić? Czy
                    twierdzisz, że nie powinno się wybaczać aby zachować 'prawdziwą
                    siebię'?
                • arwen8 Re: O "wybaczeniu" 11.05.08, 17:07
                  zmeczona2010 napisała:

                  > Arwen8 to jak Twoim zdaniem się wybacza?

                  Właśnie dlatego poleciłam Ci artykuły na ten temat.

                  Problem w tym, że zupełnie niepotrzebnie się skupiasz na tym słowie,
                  robisz z niego cnotę, przypisujesz mu najwyższą wartość. Czytając
                  Twoj bardzo defensywny opis tego, jak wybaczyłaś, odniosłam
                  wrażenie, że obsesyjnie myśłisz o tym, ciągle się bronisz,
                  uzasadniasz, że to było dla Ciebie najlepsze, etc. To zwraca uwagę i
                  zastanawia. Broniąc się, użyłas słowa "wybaczyć" w tym poście 20
                  razy, chociaż wcale nie byłaś atakowana.

                  A co by się stało, gdybyś spróbowała nie myłśec o wybaczeniu wcale?
                  Co by się stało, gdybyś przyznała sobie prawo do NIEwybaczania? Co
                  by się stało, gdybyś nie znała tego słowa wcale i zamiast na nim
                  skupiłabyś się na tym co naprawdę czujesz? Co by się stało, gdybyś
                  nie zastanawiała się czy już wybaczyłaś, czy jeszcze nie, czy
                  wybaczyłaś szczerze, czy nie, czy trwało to za długo, czy za krótko,
                  czy inni też tak samo wybaczają, czy nie, czy jest to dobre dla
                  Ciebie czy tylko narzucone przez innych, etc.? Co by się stało,
                  gdybyś powiedziała sobie, że nie wybaczyłaś bo wcale nie musisz
                  wybaczać osobom, które Ciebie tak bardzo skrzywdziły? Co by sie
                  stało?

                  > Ludzie nie potrafią wybaczać i to ich niszczy.

                  Nieprawda. To wyparte, nieuświadomione, nieprzeżyte w pełni uczucia
                  (szczególnie te, które niesprawiedliwie określamy
                  jako "złe", "negatywne", takie jak m.in. złość, lęk, ból, nienawiść,
                  żal, osamotnienie, zazdrość, etc.) niszczą nas lub są nieświadomie
                  kierowane na innych. Ludzie nie pozwalają tym uczuciom w pełni
                  wyszaleć się i wygasnąć, tłumią je pod przykrywką "wybaczenia"
                  (bo "wypada" wybaczyć) i to właśnie ich niszczy.

                  Jak się, moim zdaniem "wybacza"? Moim zdaniem, nie należy w ogóle
                  starać się wybaczyć za wszelką cenę, nie należy stawiać przed sobą
                  taki cel. Jest to sztucznie wymyślona koncepcja, która skutecznie
                  odwraca naszą uwagę od tego, co jest najbardziej istotne - od
                  przeżywania prawdziwych uczuć. O wiele ważniejsze jest skupienie się
                  na tych uczuciach, przyznanie im racji bytu, pozwolenie im zapłonąć
                  bardzo mocno, w naturalny sposób wypalić się by w końcu całkowicie
                  wygasnąć. To przynosi prawdziwą ulgę i spokój wewnętrzny, daje
                  autentyczną radość życia.

                  I jeszcze jeden ważny aspekt, jeśli już mówimy o wybaczeniu.
                  Wybaczenie nie ma najmniejszego sensu jeśli wcześniej nie było
                  skruchy, przeprosin i ewidentnej chęci zmiany ze strony "winowajcy".
                  Magiczna sztuczka nie zadziała, jakkolwiek byś się nie starała
                  przekonac siebie i innych. Owszem, można oszukiwac się przez całe
                  życie, większość właśnie tak żyje. Ale zawsze wiąże się to z
                  problemami (choroby, zaburzenia natury psychicznej, agresja w
                  stosunku do siebiu lub innych, brak poczucia, że żyjesz tu i teraz,
                  brak poczucia spełnienia, wewnętrzne rozdarcie, lęki, niskie
                  poczucie własnej wartości, powielanie błędów własnych i rodziców,
                  samobójstwa, morderstwa, używki, nałogi, etc.). Wiem o tym z
                  własnego doświadczenia.

                  Zmęczona, czy nie czujesz się zmęczona walką ze sobą, swoimi
                  uczuciami i oczekiwaniami innych?

                  > jak wiadomo każdy ma swoją 'prawdę' a ta 'prawda' jest moja.

                  Na szczęście tak nie jest. "Prawda" to pewien FAKT. Nie mogą być
                  bardziej "mojsze" fakty niż "twojsze". Bo na tej zasadzie Ty
                  powiesz, że 2+2=4, a ja, że 2+2=5 (bo taka jest MOJA prawda i mam do
                  niej prawo) i dokąd to nas doprowadzi?

                  • zmeczona2010 Re: O "wybaczeniu" 11.05.08, 18:17
                    To nie ja w tym poście chciałam mówić o WYBACZENIU, to Wy mnie do
                    tego zmuszacie, ciągle o tym piszecie. Napisałaś że Twoim zdaniem
                    WYBACZA. Twoim zdaniem. Twierdzisz że uczucia muszą wygasnąć? A co z
                    Tymi ludźmi co przez lata nie mogą WYBACZYĆ? Niech czekają latami aż
                    złość im wygaśnie... Niech myślą o tym za każdym razem jak usłyszą
                    na przykład słowo tata ale niech nie pozwalają tłumić własnych
                    uczuć. Radzę sięgnąć do Biblii to najlepszy poradnik psychologiczny.
                    Ja wybaczam inaczej. I ważne, że działa. Ty wybaczaj jak chcesz mnie
                    to nie obchodzi.


                    > Zmęczona, czy nie czujesz się zmęczona walką ze sobą, swoimi
                    > uczuciami i oczekiwaniami innych?

                    Nie. Nie walczę ze sobą, staram się dostrzegać faky, nikt niczego
                    ode mnie nie oczekuje. Dziwne ale prawdziwe.


                    > I jeszcze jeden ważny aspekt, jeśli już mówimy o wybaczeniu.
                    > Wybaczenie nie ma najmniejszego sensu jeśli wcześniej nie było
                    > skruchy, przeprosin i ewidentnej chęci zmiany ze
                    strony "winowajcy".
                    Nie, nie, nie.
                    > > jak wiadomo każdy ma swoją 'prawdę' a ta 'prawda' jest moja.
                    >
                    > Na szczęście tak nie jest. "Prawda" to pewien FAKT. Nie mogą być
                    > bardziej "mojsze" fakty niż "twojsze". Bo na tej zasadzie Ty
                    > powiesz, że 2+2=4, a ja, że 2+2=5 (bo taka jest MOJA prawda i mam
                    do
                    > niej prawo) i dokąd to nas doprowadzi?
                    >
                    Mowiąc moja prawda i Twoja prawda miałam na myśli nie tą istotną
                    prawdę ale Twój i mój poziom świadomości. Jeżeli coś Ci się nie
                    mieści w głowie, to póki nie powiesz sobie 'warto to sprawdzić' nic
                    nie da przekonywanie Ciebie. Ja nie rozumiem Twojego punkt widzenia,
                    ja mam inny, gdybym nie WYBACZYŁA to bym się pewnie udusiła w swojej
                    nienawiści (tak wiem że twierdzisz że ona będzie wygasała) ale
                    ludzie są różni i moim zdaniem tak się WYBACZA.
                    Twoim zdaniem za parę lat obudze się u czubków? Bo tak naprawde
                    tłumię uczucia? Bo twierdze że WYBACZYŁAM?

                    > Problem w tym, że zupełnie niepotrzebnie się skupiasz na tym
                    słowie,
                    > robisz z niego cnotę, przypisujesz mu najwyższą wartość. Czytając
                    > Twoj bardzo defensywny opis tego, jak wybaczyłaś, odniosłam
                    > wrażenie, że obsesyjnie myśłisz o tym, ciągle się bronisz,
                    > uzasadniasz, że to było dla Ciebie najlepsze, etc. To zwraca uwagę
                    i
                    > zastanawia. Broniąc się, użyłas słowa "wybaczyć" w tym poście 20
                    > razy, chociaż wcale nie byłaś atakowana.


                    To co napiszę będzie prostackie ale co mi tam... tym razem piszę
                    słowa WYBACZENIE dużymi literami żeby było Ci łatwiej liczyć.
                    Jakbym pisała o kupie nie byłoby tak trudno, ma więcaj synonimów niż
                    WYBACZENIE. Nie musisz odpisywać bo to Ty każesz mi o tym myśleć, o
                    wybaceniu, a mi serio się nie chce o tym gadać. Nie obchodzi mnie co
                    myślisz jak wybaczasz, nie z tym problemem się tu zgłosiłam i nawet
                    jak masz rację to po co mam czytać o czymś co mnie (moim zdaniem)
                    nie dotyczy.
                    • gadagad Re: O "wybaczeniu" 11.05.08, 18:40
                      Pomylenie pojęć.Uwolnić się od wypartych uczuć,oznacza tylko przyznać się do
                      nich,jeżeli jakieś poczucie winy,że nie mamy do nich prawa,nie pozwalało nam je
                      zaakceptować w sobie.Nie darmo mówi się,że zrozumieć,oznacza wybaczyć.Nie
                      oznacza to zgody na czyjeś zachowanie,zapomnienia,czy nie brania pod uwagę czyiś
                      złych skłonności.Ani potrzeby zmuszenia kogoś do kajania się,jak na to nie
                      ma.Tylko umiejętność dystansu do czyiś zachowań,tak aby nie raniły własnej
                      akceptacji siebie,umiejętności wyciągania rozsądnych konsekwencji,które nie
                      odbijają się rykoszetem i ustawienie z kimś relacji,które są z korzyścią dla
                      "ja",nie krzywdzą,ale budują poczucie własnej wartości.
                    • arwen8 Re: O "wybaczeniu" 11.05.08, 19:46
                      zmeczona2010 napisała:

                      > Twierdzisz że uczucia muszą wygasnąć?

                      To nie ja tak "twierdzę". To zwykły FAKT, reguła.

                      > A co z Tymi ludźmi co przez lata nie mogą WYBACZYĆ?

                      "Nie mogą" właśnie dlatego, że za bardzo się starają, za bardzo się
                      skupiają na tym, wbrew sobie. Nie wszystko "można" i "trzeba" starać
                      się "wybaczyć". Czy np. gwałconej przez tyle lat córcę Fritzla też
                      kazałabyś "wybaczyć" tatusiowi?

                      To ciągłe myślenie o konieczności wybaczenia nie pozwala skupić się
                      na uczuciach. Ludzie, o których piszesez, nie mogą "wybaczyć", bo
                      nigdy w pełni nie przeżyli swoich uczuć i nie pozwolili im wygasnąć
                      w sposób naturalny. Często też podsycają je ciągle rozpamiętując ale
                      nigdy nie przeżywając je w pełni. Rozpamiętywanie przeszłości a
                      świadomy powrót do traumatycznych wspomnień i przeżycie wypartych
                      wówczas uczuć to dwie zupełnie różne rzeczy.

                      > Radzę sięgnąć do Biblii to najlepszy poradnik psychologiczny.

                      Dziękuję za poradę ale ten okres mam już dawno za sobą. Wybaczałam
                      przez ponad 30 lat. Szczerze i gorliwie, tak jak Ty. Tak samo
                      gorliwie też przekonywałam siebie i innych w szczerości mojego
                      wybaczenia. Naprawdę z całego serca wierzyłam, że wybaczenie jest
                      jedyną słuszną drogą, a nienawiść zabija. Modliłam się, rzetelnie
                      studiowałam Pismo Św. i trzymałam się ręki Jezusa. I wiesz co?
                      Czułam, że wciąż czegoś brakuje, że nie jestem do końca spełniona,
                      nie żyję tu i teraz. Czułam, że nie wiem, kim "powinnam" być. Mogłam
                      wówczas podpisac się pod Twoimi postami...

                      Najbardziej jednak bałam się nienawiści, twierdziłam, że nigdy do
                      nikogo tego uczucia nie czułam. To było nie do pomyślenia, a co
                      dopiero przeżycie tego uczucia! Tyle, że kiedy w ten sposób
                      wypierasz jakieś uczucie, ono wcale nie znika, zostaje jedynie
                      nieświadomie skierowane pod niewłaściwym adresem. Np. możesz mówić,
                      że wcale nie czujesz złości lub nienawiści a jednocześnie będziesz
                      krzywdzić siebie (np. chorując, wybierając niewłaściwe
                      towarzystwo/studia/pracę/partnera, zajadając się słodyczami,
                      wpadając w nałogi, odmawiając sobie przyjemności, etc.) lub innych
                      (niekontrolowane wybuchy złości sprowokowane byle czym, krzyk,
                      klapsy dla dziecka, kopanie psa, wyżywanie się na forum,
                      umniejszanie podwładnego w pracy, etc.). Jeśli chcesz ten proces
                      lepiej zrozumieć, sięgnij np. po "Zniewolone dzieciństwo: Ukryte
                      źródła tyranii" Alice Miller.

                      Wiem, jak bardzo wówczas krzywdziłam siebie i innych, cały czas
                      starając się być dla wszystkich dobrą, życzliwą, kochającą,
                      wybaczającą, nie odczuwającą nienawiści... Zrozumienie podstawowego
                      błędu przyszło później. Wraz z przyzwoleniem które dałam sobie na
                      odczuwanie WSZYSTKICH uczuć (bez dzielenia ich na "dobre" i "złe")
                      przyszła wolność, harmonia i spokój wewnętrzny. Przyszło też
                      poczucie własnej wartości, szacunek i miłość dla samej siebie. Żadna
                      religia, żadna psychologia, żadne używki, żadne "wypełniacze"
                      i "zagłuszacze" nie dadzą tego trwałego poczucia wolności i
                      harmonii, które daje przywrócona zdolność do odczuwania wszystkich
                      uczuć.

                      > Twoim zdaniem za parę lat obudze się u czubków?

                      Przedstawiłaś powyżej SWOJE własne zdanie, nie moje. Smutnych opcji
                      jest wiele. Możesz po prostu do końca życia tkwić w tym stanie,
                      który opisałaś w swoim pierwszym poście. Albo powielić przykład
                      swoich rodziców. Możesz nieświadomie zniszczyć czyjeś życie, lub
                      tylko swoje własne. Ale możesz też wybarć zupełnie inne życie,
                      możesz nauczyć się miłości i zaufania dla siebie, możesz poczuć się
                      szczęśliwa i spełniona. Zależy tylko, czy Twój lęk jest silniejszy
                      niż chęć bycia sobą...
                      • zmeczona2010 Re: O "wybaczeniu" 11.05.08, 22:40
                        > "Nie mogą" właśnie dlatego, że za bardzo się starają, za bardzo
                        się
                        > skupiają na tym, wbrew sobie. Nie wszystko "można" i "trzeba"
                        starać
                        > się "wybaczyć". Czy np. gwałconej przez tyle lat córcę Fritzla też
                        > kazałabyś "wybaczyć" tatusiowi?
                        Nie. Ja nie mówię ludziom żeby wybaczali, to ich sprawa. Sama na
                        jej miejscu bym nie potrafiła .


                        Wcześniej nie rozumiałam o co Ci chodzi, teraz rozumiem.. jeżeli
                        chodzi wygaśnięcie uczuć to u mnie to nastąpiło byłam bardzo, zła,
                        potem mniej i potem było mi już tylko przykro. I dojrzałam do tego
                        żeby wybaczyć. Powiedziałaś że bałaś się nienawiści. No i chyba ja
                        też się tego boję. Mogę kogoś nielubić, niekochać ale nienawidzić?
                        To zbyt silne i niepozytywne uczucie, jeżeli je odczuwałam kiedyś to
                        tylko przez chwilę, a potem dochodziłam do tego, że coś się dzieje
                        na moje własne życzenie i nie odczuwałam nienawiści do kogoś tylko
                        do siebie. A raczej to nie była nienawiść, no nie wim co ale na
                        pewno nie nienawiść. Czyli faktycznie się boję tego uczucia. W sumie
                        to nie dziwne że nie chcę czuć czegoś takiego ale może to pomaga.
                        Jak nadarzy się taka okazja (mam nadzieję że nie prędko) to sprawdzę
                        to.

                        > To ciągłe myślenie o konieczności wybaczenia nie pozwala skupić
                        się
                        > na uczuciach.

                        to nie tak że myślę: a wybacze i będzie super, z początku zawsze
                        wydaje się że nie dam rady,a potem jak złość mija zaczynam myśleć
                        trochę inaczej.

                        Ale możesz też wybarć zupełnie inne życie,
                        > możesz nauczyć się miłości i zaufania dla siebie, możesz poczuć
                        się
                        > szczęśliwa i spełniona. Zależy tylko, czy Twój lęk jest silniejszy
                        > niż chęć bycia sobą...

                        To jest mój cel pokochać siebie i wiedzieć kim jestem, bo nie wiem.
                        Chcę ufać sobie i mocniej kochać innych ludzi.

                        PS. nie chcę się kłócić, nie mam na to siły, po prostu tematu
                        wybaczanie mam powyżej uszu i już mi się nie chce. Wolałabym
                        poczytać coś na tematy powyższe.
                        • arwen8 Re: O "wybaczeniu" 11.05.08, 23:16
                          zmeczona2010 napisała:

                          > Mogę kogoś nielubić, niekochać ale nienawidzić? To zbyt silne i
                          > niepozytywne uczucie

                          Spróbuj powiedzieć sobie, że to TYLKO uczucie. Takie same uczucie,
                          jak radośc, miłość, smutek, zadowolenie, lęk. Uczucia nie dzielą sie
                          na "pozytywne" i "niepozytywne", one po prostu są. To właśnie ten
                          sztucznie narzucony przez tzw. "autorytety" podział na "dobre"
                          i "złe" emocje powoduje, że zaczynamy wypierac te "złe" uczucia,
                          tępić je, bać się ich. A dalej jest tak, jak wcześniej pisałam...

                          > To jest mój cel pokochać siebie i wiedzieć kim jestem, bo nie
                          > wiem. Chcę ufać sobie i mocniej kochać innych ludzi.

                          Zmęczona, to piękny i mądry cel. I bardzo ciasno powiązany z tym, o
                          czym dyskutowałyśmy wcześniej. Nie da sie kochać, szanowac i ufać
                          sobie, jeśli próbujemy zaprzeczyć części siebie, jeśli pozwalamy
                          sobie tylko na określone uczucia, a inne tępimy i odrzucamy. Miłość
                          włąsną zaczyna sie budować od przyznania sobie prawa do wszystkich
                          uczuć, nie tylko tych "pięknych" i "szlachetnych". Bo jak można
                          poczuć swoją wartość, jeśli ciągle się oszukuje siebie, wmawia się
                          coś sprzecznego z rzeczywistością?

                          To wszystko jest ze sobą logicznie połączone i sięga korzeniami do
                          dzieciństwa. Tam są początki naszych uczuć (i sposobów ich wyrażania
                          lub tłumienia), początki naszej niskiej samooceny i braku miłości
                          własnej.
      • kalina-123 Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 20:43
        lifeisaparadox - czy to ty przeszedłeś taką terapię, po której umiesz postawić
        realną diagnozę swoich problemów?
        • lifeisaparadox Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 21:21
          kalina-123 napisała:

          > lifeisaparadox - czy to ty przeszedłeś taką terapię, po której umiesz postawić
          > realną diagnozę swoich problemów?

          Zgadza sie. Powiedzmy ze jestem przekonany ze jakos te moje osobiste
          doswiadczenia w pewien sposob moga sie komus przydac, przynajmniej w jakims
          stopniu... wiadomo, to jest forum, ja tutaj moge dorzucic cos od siebie na swoj
          skromny i ograniczony sposob.
          Akuratnie z tymi rodzicami to istotna sprawa u kazdego.
          • kalina-123 Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 21:30
            Naprawdę zainteresowało mnie to, co napisałeś. Jest to takie rzetelne spojrzenie
            na życie i samego siebie. Bardzo rzadko się zdarza. Bo tak sobie myślę, czytając
            często wypowiedzi, ze najwięcej w nas wszystkich jest lęku, ale zaraz stoi
            samooszukiwanie się. Bardzo trudno jest z tego wyjść. To straszliwie obezwładnia
            myślowo, a tym samym fizycznie - w sensie jakiejś konstruktywnej działalności.
            Cieszę się, ze spotkałam tutaj ciebie, a raczej twoje słowa.
            • lifeisaparadox Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 22:16
              Kalina nie strasz normalnie pomyslalem ze mi pojedziesz czyms z rodzaju "to
              wracaj na ta terapie bo normalnie gadasz od rzeczy chlopie az mi cie szkoda"....
              uffff.

              Zaburzenia lękowo-depresyjne to tak jakby sztandar psychologii, przynajmniej na
              tyle na ile popatrzylem na ta sprawe. Kazdy ma strachy, obawy :) To normalne.
              Zauwarzasz to, ze samooszukiwanie sie stanowi epicentrum zaburzen?...

              Czasem fakty sa tak trudne do przejscia, ze zaczynamy sie oszukiwac... smutne,
              duzo ludzi w to wpada.
    • veroy Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 21:08
      oh dziewczyno, jak ci zazdrosze ze "kazdy dzien wyglada tak samo".
      • prairiewind Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 21:56
        dokladnie. prowadzic nudne uporzadkowane zycie nie jest latwo. bo co takie zycie
        oznacza? ze nie masz wiekszych klopotow. ani finansowych , ani zdrowotnych, masz
        dach nad glowa,masz co do garnka wrzucic, masz codzienny kontakt z rodzina i
        znajomymi..a wierz mi bardzo rzadko sie tak zdarza. ludzie czesto nie doceniaja
        tego co maja. caly twoj post mozna stescic w jednym zdaniu: chlopa mi sie chce:>>
        • zmeczona2010 Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 22:35
          Ja się z tym oczywiście zgadzam, Prairiewind, to w sumie jest rzecz
          której nie napisałam, że trudno mi się zmienić bo jest mi wygodnie.
          Też nie możesz na podstawie mojego postu stwierdzić, że w moim życiu
          się nic nie dzieje i że nie mam większych kłopotów, bo prawie każdy
          ma jakieś problemy a ja nie należe do bardzo słabych osób i sobie
          radzę. A co do tego, że chopa mi się chce, to pewnie, nasz rację,
          tylko że tak się składa, że nie sprowadzam do tego całego swojego
          życia.
          • gadagad Re: Jak zmienić swoje życie? 30.04.08, 23:22
            Jak się żyje w miarę bezpiecznym świecie,gdzie nie chodzi o gołe przeżycie od
            początku,wchodzenie w dorosłość jest trudne,bo się stwierdza,że szczęście nie
            należy się "z urzędu".Nic wspaniałego nie spada z nieba,życie jest szare,a jak
            już coś się dzieje,to coś czego wcale nie chciało by się przeżywać.Jak przez
            samo życie nie nabiera się dystansu do własnych przeżyć,tylko jakieś syndromiki
            się wgryzają i rosną,to nie ma co czekać aż depka pożre i rzeczywiście będzie
            problem,tylko poszukać profesjonalnej odpowiedzi,co mnie podgryza.A jak odejście
            ojca wywołało syndrom odrzucenia,no i tym samym,może nie uświadamiane poczucie
            małej wartości,to warto się tym zająć,właśnie ze względy na przyszłe relacje z
            -chopami-.
    • wichrowe_wzgorza Re: Jak zmienić swoje życie? 01.05.08, 00:44
      jesli bedziesz zmieniac siebie, ewoluowac, to i twoje zycie z Toba bedzie sie
      zmieniac:)
      Powodzenia
    • kimmie_baby Re: Jak zmienić swoje życie? 01.05.08, 06:22
      jest to trudny wiek i nie ma się do czego śpieszyć na oklepaną modłę
      życie. inni też to życie sobie rano przyklejają. porozmawiaj z
      lekarzem, nie gniewaj się na mnie ale może możesz mieć jakiś brak
      minerałów w organiźmie czy witamin co może potęgować sprawy
      nastrojowe. życie zaczyna się po czterdziestce niestety.
    • solaris_38 Prawdziwe życie jest gdzie indziej ;) 01.05.08, 11:46
      nieważne co mają inni
      nieważne co zrobił ojciec
      nie marnuj ani minuty na TO

      zajmij sie szukaniem tego czego pragniesz
      może z terapeutą czasem sa bardzo pomocni
      lub sama :)

      to wszystko jest podróżą
      czasem bardzo niebezpieczną czasem bardzo nudną
      czasem przecudną czasem brzydką
      zawsze wymagającą pracy zmian i czujności
      zawsze inną niż .. bajki które są dla dzieci




      • zmienionaikochana Re: Prawdziwe życie jest gdzie indziej ;) 04.05.08, 12:41
        Przypominasz mi mnie jak bylam w Twoim wieku, jedyne co moge Ci
        poradzic to zeby nie trac nadziei i wiary ze w koncu sie z tego
        wyrwiesz, na pewno przyjdzie w koncu jakies zmiany w Twoim zyciu,
        tylko wazne zeby sie przed nimi nie bronic. Zycze powodzenia:)
        • kimmie_baby Re: Prawdziwe życie jest gdzie indziej ;) 10.05.08, 23:21
          niektóre z Was to są po zawodówce ale ja na profilaktyce też byłam i
          tak jedna pani drugiej takiej pani to też znam ale te akurat to mam
          ubite a nad Wami pracuję nie potrwa to długo bo znam to

          mogłabym sobie bezy pójść zrobić ale jajka niezdrowe
          • zmeczona2010 Re: Prawdziwe życie jest gdzie indziej ;) 11.05.08, 23:30
            ??? Wątki się pomyliły? Po jakiej zawodówce? Gratuluje
            wykształcenia, na prawde podziwiam. Jesteś wspaniała! Ludzie po
            zawodowkach nie- wypowiadać się!
    • panismok Re: Jak zmienić swoje życie? 08.05.08, 11:46
      Cześć,
      Napisałaś, ze "chcesz żyć jak dziewczyny w Twoim wieku". Jak te, dla których sensem życia jest weekendowy "clubbing" i imprezki, albo "kto ma lepsze ciuchy"? Czy jak te, które na dźwięk słów "sens życia" pukają się w czoło? Czy może chcesz żyć jak te, które mają chłopaków?

      Na pewno chcesz?
      ... wiem, to straszne, ale nie zawsze jest lekko łatwo i przyjemnie. Twoje koleżanki zapewne mają lżejsze życie, bo się nad nim nie zastanawiają tyle, co Ty. Zamiast tego korzystają z imprez, ciuchów, pieniędzy. Ty zdałaś sobie sprawę, że nie o to chodzi, że uśmiech jest przyklejony...
      I pytasz siebie, i szukasz. Nie porzucaj tego pytania. Nie porzucaj Twojego "dlaczego?" Jak masz ochotę płakać - pozwól sobie na płacz. Może być w samotności. Płacz uwalnia, oczyszcza.
      I jeśli możesz, odpowiedz sobie na pytanie "kim jestem?"
      ;-)
      jak Cię trochę sprowokowałam do myślenia, to napisz. Pozdrawiam
      • zmeczona2010 Re: Jak zmienić swoje życie? 08.05.08, 18:15
        Czesc,
        Clubbing? O nie, nie, to nie w moim stylu, niemal że wszystkie moje
        koleżanki właśnie tak spędzają weekendy, ja do moich koleżanek
        oczywiscie nic nie mam ale jak juz raz na ruski rok jestem na
        imprezie(najczesciej to urodziny bliskiej mi osoby)to jak patrze na
        te pijane, super seksi ubrane dziewczyny, to mi sie śmiać chce. I
        się często zastanawiam czy one myślą w ogóle nad soba, więc to mi
        nie grozi, nigdy taka nie będę. Chcę po prostu mieć ten luz, , tą
        energię, o to mi chodziło. Nie wydaje mi się że to do końca dobrze
        że się nad sobia tak zastanawiam, to już za długo trwa i już mi się
        nie chce. Ale powiem Ci, że odkad napisalam ten pierwszy post, coś
        się zaczęło zmieniać, już nie myślę że moim problemem są te większe
        i małe sprawy, bo to mnie niszczy. A moje życie nie jest takie
        straszne jak mi się wydaje, chyba doszukuję się czegoś, tam gdzie
        tego nie ma. Mam większy dystans, postanowilam sobie ze to koniec,
        że zrobie wszystko żebym była szczęśliwa i wszystko zmierza w dobrym
        kierunku. Aha a co do facetow to wiem, że mam za duże wymagania, po
        prostu nie zadowalam się 'byle czym' i bardzo trudno mi obnizyć
        poprzeczkę, chociaż chciałabym. I słuszna uwaga z Twojej
        strony: "odpowiedz sobie na pytanie >kim jestem<". Często o tym
        zapominam, bo w sumie kocham moje życie, moje ksiąki, rodzinę,
        znajomych, swój charakter, sposób bycia (kolejność przypadkowa:))
        Teraz do mnie powoli to wszystko dochodzi, że nie zamieniłabym się z
        nikim innym. I już dawno nie wstawałam rano z taką ochotą... Dzięki
        Panismokowa:)
    • jackulus Życie samo się zmieni... 09.05.08, 15:42
      życie, to bezustanne zmiany, pewnie to już zauważyłaś... :-)

      Szukaj i poznawaj. Siebie i świat. Masz cudowną przygodę przed sobą.
      Masz cudowną zabawę przed sobą. Zazdrościć może Ci wiele, wiele osób.

      Z całą pewnością można Cię pokochać. To nie jest kwestia wiary i
      uwierzenia. Tak po prostu jest. Można kochać rosę i zapach kwiatów,
      można kochać górskie wędrówki, dlaczego nie można byłoby kochać
      Ciebie ?

      Z pewnością będziesz szczęśliwa. To zależy tylko i wyłącznie od
      Ciebie. Bez względu na to, czy Twój chłopak Ciebie kiedys "zostawi",
      czy też nie. Bez względu na to, czy twoi znajomi ciebie lubią. Nikt
      nie ma takiej władzy, aby uczynić Cię nieszczęśliwą. Jeśli zdasz
      sobie z tego sprawę, nie będziesz bała się angażować i ponosić ew.
      porażki. Bo one też są wpisane w życie i wcale nie muszą Cię
      unieszczęśliwiać. Mogą nauczyć i pokazać lepszą drogę. Mogą Cię
      wzbogacić. Nie bój się tego...

      Masz 18 lat. Nie masz nic do stracenia. Masz wszystko do wygrania.
      Poznawaj siebie i rób to, co lubisz robić. I wszystko będzie dobrze.

      Czego chcieć więcej ???

      :-)))
      • zmeczona2010 Re: Życie samo się zmieni... 09.05.08, 17:50
        > Z całą pewnością można Cię pokochać. To nie jest kwestia wiary i
        > uwierzenia. Tak po prostu jest. Można kochać rosę i zapach
        kwiatów,
        > można kochać górskie wędrówki, dlaczego nie można byłoby kochać
        > Ciebie ?
        Eee... i tu mnie zatkało, nigdy tak jeszcze nie pomyślałam... racja.
        Nikt
        > nie ma takiej władzy, aby uczynić Cię nieszczęśliwą. Jeśli zdasz
        > sobie z tego sprawę, nie będziesz bała się angażować i ponosić ew.
        > porażki. Bo one też są wpisane w życie i wcale nie muszą Cię
        > unieszczęśliwiać.
        Święte słowa, wiem, że nic nie dzieje się bez mojego udziału i że
        ważne jest to jak reaguje na daną sytuację i moje samopoczucie
        zależy tylko ode mnie i nikogo więcej... czasem tylko o tym
        zapominam:) i po fakcie kiedy już się odpowiednio mocno nakręce
        jakąś sytuacją i mam zamiar wybuchnąć to sobie to uzmysławiam. Ale
        lepiej póżno niż wcale. Porażek się nie boje bo to one mnie
        najwięcej nauczyły do tej pory. Dzięki, miło mi się Twój post
        czytało:)
    • aneta.sobolewska Re: Jak zmienić swoje życie? 15.05.08, 16:46
      Pamietaj, ze zawsze jest jakies wyjscie trzeba tylko je odnaleźć. W
      poszukiwaniu tego wyjścia czasem pomoc innej osoby jest bardziej
      wartościowa niż tona przeczytanych psychologicznych książek. Książki
      czasem pomagają ale w wiekszości przypadków tylko wprowadzają chaos,
      który ty zadajesz się przeżywać. Ja również starałam się sobie pomóc
      ale trwało to wieki i kręciłam się w kółko do momentu, w którym
      zdecydowałam się zwrócić po pomoc do specjalisty. Trafiałam do
      psycholog Jolanty Kozłowskiej i zwrócenie się do niej po pomoc
      uwazam za najlepszą decyzję w moim życiu.
Pełna wersja