Co jest nie tak?

05.05.08, 19:48
Dlaczego w każdym związku w którym jestem po trzech czterech miesiącach mam wrażenie, że uczucia po stronie faceta wygasają. Zaczynam to wmawiać sobie, jemu i potem jedyne co już zostaje to rozstanie:( Pytam bo zaczynam uświadamiać sobie, że problem tkwi chyba we mnie, może jestem niezdolna do uwierzenia, że ktoś może mnie pokochać, a może rzeczywiście jestem nudna i bez polotu i nie potrafię zainteresować nikogo swoją osobą na dłużej. Strasznie mnie to martwi ponieważ obecnie jestem w kolejnym związku, w którym mam wrażenie, że następuje ta chwila. Bardzo zależy mi na tym chłopaku ale chyba nie potrafię inaczej funkcjonować i właściwie spisałam nas już na straty. Ryczę jakbyśmy już się rozstali
    • lifeisaparadox Re: Co jest nie tak? 05.05.08, 20:03
      Eeeeh... wiesz tak teraz czytam i mysle o co moze biegac i nie mam bladego
      pojecia bo moze chodzic doslownie o wszystko.

      Jaka jestes w zwiazku, wylewna uczuciowo, zdystansowana, zatroskana, boisz sie
      panicznie zdrady i odrzucenia... tak moze cos blizej?
      • karolak8886 Re: Co jest nie tak? 05.05.08, 20:22
        Postaram się jak najjaśniej. chodzi o to, że w każdym moim dotychczasowym
        związku moim partnerom w pewnym momencie zaczynała przeszkadzać moja wylewność,
        okazywanie czułych gestów i ich domaganie się. W momencie kiedy następuje taki
        moment(zmęczenia materiału) ja zaczynam zachowywać się zupełnie irracjonalnie np
        obecny facet mówi że wszystko jest w porządku a ja i tak doszukuje się dowodów
        na to, że przestał mnie kochać, bo np. powiedział coś nie takim tonem czy nie
        skończył smsa odpowiednio czułym słowem. Najgorsze jest to, że takie myślenie
        całkowicie mnie blokuje, nie pozwala normalnie funkcjonować i staję się okrutnie
        "humorzasta panną". Mam wrażenie,że mój lęk przed odrzuceniem paradoksalnie
        zawsze do niego doprawodza (takie spełniające się proroctwo):/
        No i na koniec dodam, że nie mam 15 lat co powoduje że czuję się jeszcze
        bardziej beznadziejnie
        • lifeisaparadox Re: Co jest nie tak? 05.05.08, 20:49
          No i sama sie w dodatku zdiagnozowalas adekwantnie do sytuacji i wogole to
          jestes w normie jak na swoj wiek.

          Wez sie obudz, wszyscy faceci uciekaja od Ciebie, jestes jak nadopiekuncza
          mamusia. Facet chce kobiety, a tu dziecko niemota jakas wyskakuje w rozowej
          pizamce w sloniki i chce misia przytulanke...
          • shangri.la Re: Co jest nie tak? 05.05.08, 22:08
            A autorka wątku nią nie jest?;)
            "Facet chce kobiety", czyli kogo?
            Nie przypadkiem troskliwej mamuśki, namiętnej kochanki i słodkiej przytulanki?
            Problem w tym , że owszem, CHCE KOBIETY, ale na chwilę.
            A po chwili chce innej kobiety i jeszcze innej....
            Szybko, krótko, bez zobowiązań i odpowiedzialności.
            To nie byli faceci tylko poparańcy, nie masz czego żałować.
            • shangri.la Re: p.s. do inkwizytora-paradoxa 05.05.08, 22:18
              Co chesz od piżamek w słoniki?
              Masz jakieś fobie z dzieciństwa?
              A jeśli tak, to do piżamek , czy do słoników?;)
            • lofbergs.lila Re: Co jest nie tak? 06.05.08, 15:08
              A autorka wątku nią nie jest?;)
              > "Facet chce kobiety", czyli kogo?
              > Nie przypadkiem troskliwej mamuśki, namiętnej kochanki i słodkiej
              przytulanki

              i tu pozwole sie zgodzic z Shangrila
              mezczyzna jesli kocha to latami
              wiem cos o tym
              i bierze Cie z 'calym dobrodziejstwem inwentarza'
              w koncu pewnie zmienilabys sie jesli Twoj stan nie jest bardzo
              chorobowy
              to kwestia budowania zaufania, porozumienia
              trafialas na takich sobie facetow ;)
              niecierpliwych i niechetnych Tobie w gruncie rzeczy


          • akwarysta84 Re: Co jest nie tak? 06.05.08, 10:15
            Wez sie obudz, wszyscy faceci uciekaja od Ciebie, jestes jak
            nadopiekuncza
            > mamusia

            Ja nie uciekam od nadopiekuczych.. szukam ich:)
        • facettt wiec skoro to rozumiesz 06.05.08, 12:32
          ze sie czepiasz, to PRZESTAN sie ich czepiac , domagac sie coraz
          wiecej i pusc wszystko na LUZ - cieszac sie z tego, co masz.

          To tylko pensjonarki zenskich internatow wierza, ze w zyciu
          i kontakcie z mezczyzna ma sie wszystko - lub nic.

          tak nie jest.
          • shangri.la Re: wiec skoro to rozumiesz 06.05.08, 12:47
            No tak, a dorosłe kobiety już wiedzą, że dawać trzeba wszystko otrzymując nic;)
            • facettt Re: wiec skoro to rozumiesz 06.05.08, 15:35
              to tylko slogany...
              zadna kobieta wszystkiego nie daje - chociaz tak utarlo sie mowic.

              mezczyzni przenajmniej w te retoryke sie nie bawia :)))
        • gadagad Re: Co jest nie tak? 06.05.08, 16:10
          Twój lęk przed odrzuceniem sprawia,że jesteś typem,no podtypem,prześladowcy.W
          końcu każdy chce mieć od tego spokój.
          • shangri.la Re: Co jest nie tak? 06.05.08, 16:14
            A Ty jakiego rodzaju jesteś typem? I dlaczego sączysz jad, od którego "każdy
            chciałby mieć spokój"?
            ewa-g, jak przypuszczam....nienawiść do świata i ludzi w pigułce.
            • gadagad Re: Co jest nie tak? 06.05.08, 16:17
              Mnie tam ludzie smakują.
    • opcja1-3 Re: Co jest nie tak? 05.05.08, 22:51
      Wg mnie to jesteś pewnie taka, jak napisałaś.
      Pod jakim nickiem piszesz, to ocenimy.
    • akwarysta84 Re: Co jest nie tak? 06.05.08, 10:23
      To ja ma taki pomysł. W drugim miesiącu wykładaj kawę na ławę. Mów o
      co ci chodzi i albo idziecie w tym kierunku, albo niemasz zamiaru
      tracić na głupoty nerwów. Coś mi się wydaje, że jesteś zbyt uległa.
      Tak mi sie wydaje, że to oni wybierają ciebie, a nie ty ich. Musisz
      dobrze selekcjonować, niech starają sie bardziej.
      • karolak8886 Re: Co jest nie tak? 06.05.08, 13:04
        Hmmm... Pewnie masz trochę racji. Najgorsze jest to że nie wiem czy potrafię to
        zmienić. Zazwyczaj jest tak, że odrzucam, selekcjonuje a gdy przykrzy mi się
        samotność stwierdzam, że może jednak warto spróbować. Tym razem odrzucałam tak
        przez pół roku pewnego osobnika po czym pozwoliłam mu się zdobyć. I myślałam, że
        tym razem będzie inaczej. A tu znowu minęły prawie cztery miesiące i czuje że ów
        osobnik zaczyna mieć wątpliwości. I mimo, że on utrzymuje, że jest w porządku to
        wyraźnie czuć pewną ochłodę. Hmmm sama nie wiem. Czekać czy dać sobie spokój....
        Szczerze to lęk przed kolejną porażką strasznie mnie zniechęca. Zresztą nawet
        nie wiem jak by to zatrzymać i na nowo troszkę ożywić ten związek
        • akwarysta84 Re: Co jest nie tak? 06.05.08, 17:56
          Nie przesadzasz trochę z tym ożywianiem związku? Jeśli ten związek
          przetrwa dłużej, to jeszcze będzie wiele okazji by go ożywiać, nie
          marnuj środków, które mogą przydać się potem.
          Teraz to ja bym postawił właśnie na stabilizację i zaufanie.
          Na dogrywanie się, przywiązanie. Naucz go wyciszenia, spokojnej
          radości prostego bycia z kimś.
          W końcu przyjdzie taki moment, że stwierdzicie, że inni są
          piękniejsi, bogatsi, mądrzejsi, ale... wam poprostu ze sobą dobrze.
          Rzycze wam tego.

          Zapytaj się go co dla niego jest ważne? Jezlei wasz oczekiwania
          rozchodzą sie,to rzeczywiście niema tego co ciągnąć. Czemu myślisz ,
          że to on ma wątpliwości?

          • shangri.la Re: Popieram Akwarystę;) n/t 06.05.08, 18:30

    • gadagad Re: Co jest nie tak? 06.05.08, 19:44
      Może masz tak niską samoocenę,że dochodzisz podskórnie do wniosku,że im bardziej
      ktoś cię poznaje,tym mniej ma powodów być tobą zainteresowany.W związku z tym
      zaczynasz wypatrywać w każdym mrugnięciu oznak rozczarowania i domagasz się
      coraz intensywniejszego potwierdzania czyjegoś zaangażowania.Aż ktoś czuje się
      coraz bardziej zirytowany,osaczony w każdym zachowaniu,klapnie ze zmęczenia
      przebywania z twoimi pretensjami,dusi się i ucieka.Stwarza się tak błędne
      koło.Wcale nie musisz sobie z własnej samooceny zdawać sprawy.Możesz być
      przekonana,że jesteś tylko bardziej wrażliwa i potrzebujesz zupełnie naturalnie
      więcej czułości.A naprawdę obsesyjnie żądasz potwierdzeń i akceptacji.
      • shangri.la Re: Co jest nie tak? 06.05.08, 19:46
        Jak na psychologa stawiasz fatalne diagnozy i ,jak widzę, uparłaś się pisać na
        temat , na który nie masz zielonego pojęcia.
    • karolak8886 Re: Co jest nie tak? 06.05.08, 21:41
      Hmmm... strasznie się cieszę, ze zdecydowałam się napisać na tym forum nigdy nie
      popierałam takiego publicznego wyżalania się ale trochę pomogło. po pierwsze
      samo wygadanie a po drugie kilka rad, które może chociaż dzisiaj pozwoliły na
      nabranie dystansu do tego wszystkiego i zachęciły do pracy nad sobą. No cóż
      trzeba trenować i jeszcze raz trenować nie wyjdzie tym razem to może następnym,
      najważniejsze to zastanowić się nad przyczyną problemu:)
      • panismok Re: Co jest nie tak? 08.05.08, 11:14
        Zapytam Cię wrednie - co Cię interesuje poza facetami? Nie jest przypadkiem tak, że po poznaniu faceta rzucasz wszystko w kąt i interesujesz się głównie nim?
        Sama miałam wcześniej taki problem - będąc w związku, nie dawałam przestrzeni życiowej ani sobie, ani facetowi. Jak najczęstsze spotkania, chodzenie wszędzie razem, przytulanie, rezygnacja z innych zajęć.
        Postaraj się po pierwsze być sobą, a dopiero po drugie być z facetem.
      • arwen8 Re: Co jest nie tak? 08.05.08, 16:18
        karolak8886 napisała:

        > najważniejsze to zastanowić się nad przyczyną problemu

        Spróbuj też sięgnąć pamięcią do swojego dzieciństwa i relacji z
        rodzicami oraz relacji pomiędzy Twoimi rodzicami. To wszystko
        niewątpliwie ma duży wpływ na nasz późniejszy wybór partnera.

        Zastanów się też, czy zachowanie i cechy Twoich partnerów nie
        przypominają Ci zachowania i cech kogoś innego. Przyjrzyj się swoim
        prawdziwym uczuciom w Twoich związkach z partnerami. Czy nie miałąś
        już kiedyś podobnych uczuć w relacjach z innymi ważnymi osobami w
        Twoim życiu?

        Bardzo często wybieramy nieświadomie takich partnerów, którzy stają
        się pewnego rodzaju SYMBOLAMI naszych rodziców (szczególnie rodzica,
        z którym mamy jakiś nierozwiązany problem). W takim związku
        utrzymujemy dobrze znane nam staus quo z dzieciństwa i odgrywamy
        taką samą rolę dziecka, licząc, że tym razem "rodzic" (a raczej jego
        symbol, czyli nasz partner) się zmieni i obdarzy nas tym uczuciem,
        którego nie zaznaliśmy w dzieciństwie od prawdziwego rodzica. Na tej
        zasadzie np. córka alkoholika zupełnie nieświadomie może poślubić
        męża-alkoholika, a kobieta, która była umniejszana, wyszydzana i
        napastowana słownie zwiąże się z mężem, który tak samo będzie na nią
        krzyczał i używał obelżywych słów.

        Warto się przyjrzeć swojej przeszłości i zastanowić się, czy
        przypadkiem nie oczekujesz od partnerów takiej bezgranicznej,
        bezwarunkowej miłości i akceptacji, takiej bliskości i poczucia
        bezpieczeństwa, których nie zaznałaś w dzieciństwie od rodziców...
        • shangri.la Re: Co jest nie tak? 08.05.08, 16:24
          Zniechęcam to przestawionej powyżej autopsychoanalizy.
          Frustrujące, bo każdy ma jakieś przykre wspomnienia.
          Depresjogenne, bo bywają również dramatyczne wsponienia, do których lepiej nigdy
          nie wracać.
          Przede wszystkim jednak, bezsensowane, bo w żaden sposób nie rozwiązuje problemu
          zasadniczego.
          • arwen8 Re: Co jest nie tak? 08.05.08, 19:22
            shangri.la napisała:

            > bywają również dramatyczne wspomnienia, do których lepiej nigdy
            > nie wracać.

            Doskonały (i jakże szkodliwy) przepis na wyparcie! Ten lęk przed
            świadomym powrotem do traumatycznych przeżyć i wspomnień zawsze
            prowadzi do: 1) nieświadomego powielania tych samych zachowań (czyli
            wyrządzania innym tej krzywdy która została kiedyś nam wyrządzona);
            2) nieświadomego tkwienia w krzywdzących dla nas sytuacjach i
            związkach.

            To prawda, że "każdy ma jakieś przykre wspomnienia". Nie wolno
            jednak tych przykrych wspomnień umniejszać, bagatelizować czy
            wypierać. warto im się przyjrzeć, zrozumieć, świadomie przeżyć i
            zintegrować do świadomości. Wówczas przestaną być dla nas (i innych)
            groźne.

            Wiem, Shangri.lo, że próbujesz zniechęcić do PRAWDY, ponieważ sama
            jej panicznie się boisz. Ale człowiek myślący i poszukujący
            wcześniej czy później i tak tę prawdę odkryje...
            • shangri.la Re: Nic nie wiesz... 08.05.08, 19:39
              Prawda jest dla mnie jedną z najwyższych wartości i nie raz przeszłam przez
              piekło dla niej.
              Nie wiesz czego i czy w ogóle czegokolwiek się jeszcze boję na tym świecie.
              Nie wiesz też , że kiedyś przerabiałam zaproponowaną przez Ciebie
              "psychoterapię" za wniosek tzw fachowca z certyfikatem i jak bardzo była szkodliwa.

              Każde słowo, jakie piszę na tym forum jest prawdziwe w odróznieniu od kilku
              bełkoczących tu klonów i niewiele mnie obchodzi to, czy powyższym klonom/adminom
              się to podoba , czy nie.
              • arwen8 Re: Nic nie wiesz... 08.05.08, 20:04
                shangri.la napisała:

                > kiedyś przerabiałam zaproponowaną przez Ciebie "psychoterapię" za
                > wniosek tzw fachowca z certyfikatem i jak bardzo była szkodliwa.

                To, że ktoś jest "fachowcą z certyfikatem" wcale nie oznacza, że
                jest mądrą, empatyczną osobą, gotową pomóc Ci przejść przez ból,
                wściekłość, lęk i przerażające wspomnienia. Osobą, stojącą
                całkowicie po Twojej stronie, a nie beznamiętnie po środku.
                Certyfikat również nie oznacza, że taka osoba skutecznie rozwiązała
                swoje własne problemy i traumy z dzieciństwa.

                Dlatego tak trudno jest znaleźć wartościowego psychologa, który nie
                będzie manipulował klientem, nie będzie uczył go "wybaczania" i
                wypierania, nie będzie wciskał kit o "złych" i "dobrych" uczuciach
                czy mit o tym, jak to "każdy rodzic kocha swoje dziecko".

                Ważniejsze od setek certyfikatów jest to, w jaki sposób
                taki "fachowca" mówi o sobie i swoich problemach i przeżyciach, jak
                reaguje na Twoje pytania (mowa ciała jest niezmiernie ważna),
                co "doradza", czego się boi, czyją stronę trzyma. Żeby dokonac
                własnej terapii wcale nie musisz iść do "fachowca z certyfikatem",
                ale do osoby pełnej empatii. Ale to temat na osobny wątek.
                • shangri.la Re: Nic nie wiesz... 08.05.08, 20:13
                  Rozebranie kogoś na czynniki pierwsze, dokonanie wiwisekcji jego najbardziej
                  traumatycznych przeżyć, rozjątrzenie jego ran nie jest żadną sztuką. Może tego
                  dokonać niemal każdy przy odrobinie wiedzy i doświadczenia, a manipulanci
                  posiedli tą umiejętnosć w stopniu , co najmniej, dobrym.

                  Pozbieranie człowieka i umożliwienie mu funkcjonowania w świecie, to już
                  zupełnie inna sprawa.
                  Nie ma sensu grzebać w przeszłości i umierać tysiąc razy na nowo.
                  Trzeba żyć i cieszyć się tym, czego doświadczamy, a do nabrania apetytu na życiu
                  najmniej potrzebne nam stare choroby duszy , bolesne wspomnienia i nierozwiązane
                  problemy.
                  Nic już nie da się zmienić w tej materii, więc należy pozwolić sobie na radość
                  tu i teraz, zostawiając ból za sobą.
                  • arwen8 Re: Nic nie wiesz... 08.05.08, 20:52
                    shangri.la napisała:

                    > Rozebranie kogoś na czynniki pierwsze, dokonanie wiwisekcji jego
                    > najbardziej traumatycznych przeżyć, rozjątrzenie jego ran nie jest
                    > żadną sztuką.

                    Ale w tym wszystkim nie chodzi o to by ktoś inny rozebrał Ciebie na
                    czynniki pierwsze i zostawił w takim stanie. Tu chodzi o to byś Ty
                    sama świadomie dokonała tej pracy i świadomie PRZEŻYŁA wypierane
                    przez lata uczucia, których dawniej nie mogłaś (lub nie wolno Ci
                    było w pełni odczuć). Tu nie chodzi tylko o intelektualne
                    zrozumienie ale przede wszystkim o świadome EMOCJONALNE przeżycie
                    tych wszystkich niewygodnych uczuć. Na tym polega zintegrowanie tych
                    uczuć i przeżyć do świadomości. Póki tkwią wyparte w nieświadomość
                    są zagrożeniem dla nas i dla innych. Zintegrowane wreszcie się
                    rozpuszczają. Problem wielu "fachowców" polega właśnie na tym, że
                    nie są w stanie pomóc klientowi emocjonalnie zintegrować te uczucia
                    i wspomnienia.

                    > Nie ma sensu grzebać w przeszłości i umierać tysiąc razy na nowo.

                    Oczywiście, to nie ma sensu. Ale większość ludzi "grzebie w
                    przeszłości" właśnie dlatego, że nie wie jak (lub boi się) powrócić
                    do swojego bólu i przeżyć go emocjonalnie, a nie tylko i wyłącznie
                    intelektualnie. A rozpamiętywanie i tzw. użalanie się nad sobą nie
                    ma nic wspólnego z odczuwaniem prawdziwego współczucia dla siebie.

                    > należy pozwolić sobie na radość tu i teraz, zostawiając ból za
                    > sobą.

                    Nie da się zostawić bólu za sobą jak pustą puszkę po piwie. Nie da
                    sie go wyrzucić, wymazać, wyciąć. Można pozwolić mu zaistnieć,
                    przyznać mu rację bytu, wysłuchać, co chce nam powiedzieć. Można go
                    odczuć świadomie, raz jeszcze, wiążąc konkretny ból z konkretnymi
                    wydarzeniami i konkretnymi sprawcami. Problem w tym, że tak bardzo
                    się tego bólu boimy (boimy się, że nas zabije), że za wszelką cenę
                    unikamy nawet wspomnienia o nim. W rzeczywistości zaakceptowany,
                    świadomie przeżyty ból z czasem wypala się, gaśnie, odchodzi sam,
                    pozostawiając po sobie ogromną ulgę, wolność, spokój i zdolność do
                    życia tu i teraz (zamiast tkwienia w przeszlości lub pryszłości).

                    Wyparty, odrzucony ból będzie zawsze nieświadomie w nas tkwił,
                    podobnie jak nienawiść czy lęk.
    • 10iwonka10 Re: Co jest nie tak? 08.05.08, 20:47
      >>>Postaram się jak najjaśniej. chodzi o to, że w każdym moim
      dotychczasowym
      związku moim partnerom w pewnym momencie zaczynała przeszkadzać moja
      wylewność,
      okazywanie czułych gestów i ich domaganie się>>>>

      Tak robia nastolatki jak sie zaurocza natomiast gdy zwiazek jest
      dojrzalszy te gesty wciaz sa konieczne ale w bardziej stonowanej
      formie.Jesli ty wciaz sie tego domagasz caly czas moze mezczyzni sa
      tym zmeczeni. Moze ty masz potrzeba bycia caly czas w centrum ich
      uwagi???? Znam kogos takiego w moim otoczeniu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja