sally1307
13.05.08, 17:40
Ma 34 lata i nie może sobie ułożyć życia, był dotychczas w trzech
związkach, które konczyły się, ponieważ kobiety od niego odchodziły.
Do końca nie wiem dlaczego tak się działo...
To spowodowało, że od dłuższego czasu miewa tylko przelotne relacje
z kobietami, nie angażuje się, bo jak twierdzi boi się zostać
zraniony po raz kolejny. Brakuje mu miłości w życiu, niby szuka dla
siebie bliskiej osoby ale jednocześnie boi się wejść w powazny
związek,woli tak zwane relacje bez zobowiązań...często jest to
przyjaźń połączona z seksem, nie ma mowy o miłości...zamraża w sobie
uczucia, boi się je poczuć a z drugiej strony marzy o miłości, mówi
że czuje pustkę bo nie potrafi pokochać...
Kiedy był niemowlakiem jego mama się rozwiodła i po kilku latach
wyszła powtórnie za mąż - on miał wtedy 8 lat. Nie mógł zaakceptować
ojczyma, nie chciał z nim mieszkać pod jednym dachem, aby uniknąć
konfliktów zamieszkał z dziadkami. Tak naprawdę to oni go
wychowywali.Miał do mamy żal ze jest z tym panem, jego winił
ponieważ widział że mama przez niego cierpi (strasznie się kłócili,
ojczym lubił sobie wypić). Dziadkowie chcąc mu wynagrodzić to
nieudane dzieciństwo pozwalali mu na wszystko, słowem -
rozpieszczali. Miał kontakt ze swoim ojcem biologicznym, jednak
tylko w weekendy i to też nie za często, zawsze miał do niego żal, o
to, że nigdy nie dotrzymywał obietnic...niedzielny tatuś.
Patrząc na jego dzieciństwo zastanawiam się czy uda mu się założyć
kiedyś rodzine, czy będzie mógł wejść w szczęśliwy
związek...zastanawia mnie dlaczego wszystkie kobiety go
zostawiały...syndrom opuszczenia?
może pomożecie mi to jakoś zanalizować? co o tym myślicie?